Gość: paula
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
07.10.04, 12:55
Witam! To znowu ja-ta strasznie zdołowana istota, która pisała tylko o
nieszczęściu i rozterkach sercowych związanych z rozstaniem z "2-gą połową":-)
(rozstanie po 8-miu latach z facetam, dylematy związane z tą decyzja itd,
itd). Chciałam tylko powiedzieć, że ten najgorszy okres mam już za sobą.
Dziękuję wszystkim za rady-niekiedy dosć uszczypliwe, ale jednak. Zajełam się
w końcu sobą, zrobiłam sobie "babski urlop", i to otworzyło mi oczy na swiat.
Przekonałam się, ze fakt iz nie mam nikogo (faceta) to jeszcze nie koniec
świata, wręcz przeciewnie-jest tylu wspaniałych ludzi, którzy potrafią
docenić kazdą drobnostkę związaną z moja osobą. Moja rada dla wszystkich,
którzy boją się rozstania z kimś, kogo "kochają":-) - trzeba walczyć o
szczescie! Rutyna i codzienność, która wkrada się do związku nie jest
koniecznośią!!! Jeśli od dłuzszego czasu Wam się nie układa nie mam sensu
ciągnać tego dłużej i myśleć "tyle przeszliśmy rezem, przeciez nie można tego
tak zostawić, wszystko jeszcze sie ułoży..."! Bzura!!! Początki na pewno sa
trudne, ale ...:-)!Przychodzi taki okres, że trzeba zacząć myśleć przede
wszystkim o sobie i o tym jak MY wyobrażamy sobie szczeście i dzielenie życia
z drugą osoba!!! ...i jeszcze jedno - żałuję, ze decyzji o rozstaniu nie
podjęłam jakieś 2 lata temu, kiedy już zczynało nam brakować wspólnych
tematów (bałam się, myślałam,że sama sobie nie poradzę), ale lepiej późno niż
wcale:-)! Pozdrawiam i życzę powodzenia w podjeciu słusznych decyzji
wszystkim tym, którzy wciaż trwają w związkach niezdecydowani co do swoich
uczuć!