Dodaj do ulubionych

króliczątka

    • Gość: Dalila Re: króliczątka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.10.04, 09:47
      A tak swoją drogą to widzę, że problem jak zwykle został postawiony na głowie.
      Wyszło na to, że sednem sprawy jest ograniczenie rozmnażania się ludzi biednych
      i niezaradnych, żeby nie szkodzili społeczeństwu swoimi osobami. Jak ich
      ograniczyć? Administracyjnie? Już na pierwszy rzut oka coś tu brzydko pachnie.
      A przecież problem jest w czym innym - chodzi o to, żeby ilość ludzi żyjących w
      biedzie ograniczać nie przez zabronienie im rozmnażania się (a o to w istocie
      chodzi sporej części "dobrych obywateli i podatników", którzy się tu
      wypowiedzieli), ale przez dążenie do poprawy ich bytu. A tu główną rolę odgrywa
      edukacja dla ich dzieci, tworzenie miejsc pracy itd. Dlatego tu trzeba szukać
      rozwiązania problemu, a nie w sterylizacji biednych i nieudolnych. I tutaj jest
      rola państwa - nie przez dawanie zasiłków, ale przez tworzenie takich warunków
      makroekonomicznych, w których będą mogły rozwijać się przedsiębiorstwa,
      utworzenie systemu stypendiów dla zdolnej młodzieży, rozwój edukacji w
      najbardziej przyszłościowych kierunkach (vide: Irlandia). Swoje do zrobienia
      mają też organizacje pozarządowe, które najlepiej radzą sobie z rozwiązywaniem
      problemów społecznych. Obejdziemy się bez sterylizacji i
      eksterminacji "gorszej" i "nieprzydatnej" części społeczeństwa.
      • Gość: nutka Re: króliczątka IP: *.wirba.net / 80.51.246.* 22.10.04, 17:48
        Nie biednych i niezaradnych tylko nieodpowiedzialnych.
        Przekręcasz wszystko, co jest odmienne od twojego zdania.
        • Gość: Dalila Re: króliczątka IP: *.olsztyn.mm.pl 22.10.04, 23:39
          A może tak jakieś argumenty za tym, że oni są nieodpowiedzialni, a nie życiowo
          niezaradni właśnie? Ilu znasz ludzi, którzy nie tyle kiepsko sobie radzą w
          życiu, bo są niedojrzali, niewykształceni, pozbawieni dobrych wzorów rodziny,
          ile po prostu cynicznie wykorzystują system opieki społecznej,
          nieodpowiedzialnie się rozmnażając? Zastanów się trochę nad tym, ludzie nie
          wybierają sobie zwykle takiego losu, po prostu tak lądują, bo nie umieją sobie
          radzić. Nie każdy jest taki twardy, że przychodząc na świat w biednej rodzinie
          w popegeerowskim osiedlu zajdzie na stanowisko profesora Harvardu.
          • Gość: nutka Re: króliczątka IP: *.wirba.net / 80.51.246.* 23.10.04, 14:42
            Takich ludzi jest w bród!
            Mają możliwości ale im się nie chce, bo łatwiej wyciągnąć łapy po cudze. Nawet
            pracy im się NIE CHCE podjąć, bo tu podkradną, tam zakręcą, dzieciaka "na
            żebry" wyślą i jakoś będzie. Wszystko co robią jest ukierunkowane na ich
            osobistą przyjemność w bieżącym czasie i nie liczą sie z konsekwencjami (to z
            resztą dotyczy nie tylko płodzenia dzieci).
            I nie trzeba urodzić się w biednej rodzinie na popegeerowskim osiedlu, żeby być
            śmierdzącym leniem.

            Można nie być twardym, można być życiowo niezaradnym, niedojrzałym,
            niewykształconym ale równocześnie trzeba być tego świadomym! Świadomym
            dzisiejszych realiów, dzisiejszego świata.
            Jeśli np. wiem, że mam wykształcenie średnie, jestem krawcową a mąż nie ma
            żadnej roboty bo skończył tylko podstawówkę to wiem również, że nie powinnam
            rodzić czwartego dziecka, bo trzecie, drugie i pierwsze już teraz chodzą głodne.
    • smutas3 Re: króliczątka 22.10.04, 10:56
      Ludzie,którzy decydują się na jedno dziecko (pomijając względy
      zdrowotne),kierują się tylko własną wygodą i są egoistycznymi skurwysynami.
      • lena_zienkiewicz Re: eeetam 22.10.04, 11:02
        gorszym skurwysyństwem jest rodzenie dziecko po dziecku w warunkach nie
        pozwalających na zapewnienie im bytu.
      • k_j_z Re: króliczątka 22.10.04, 11:03
        ja bym tego aż tak drastycznie nie określiła, ale wiem, jak bardzo smutno jest
        jednemu dziecku. Rzeczy nie zastąpią ludzi.
        • Gość: naanbread Re: króliczątka IP: *.range81-152.btcentralplus.com 22.10.04, 15:00
          a pospieszalscy czy steczkowscy? spojrz w lustro pani madra i oswiecona i
          porownaj swe osiagniecia. Bo oprocz tego ze sie udzielasz na forum nalogowo to
          pewnie malo w zyciu robisz.
      • magic00 Re: króliczątka 23.10.04, 11:46
        Taak? A może myślą, że jakby zrobili sobie drugie dziecko, to temu pierwszemu
        znacznie by się pogorszyły warunki życia??? Nie mówię tu o luksusach. Wyobraź
        sobie, że ktoś np. mieszka w kawalerce i nie ma miejsca dla jeszcze jednego
        domownika. Owszem, ludzie w życiu kierują się swoją wygodą, ale czy narażanie
        siebie i innych na totalne niewygody jest takim szlachetnym altruizmem?
        Ktoś może nie chceć mieć dwójki dzieci, albo żadnego. Może i z wygody, ale
        dlaczego odrazu nazywać takiego skurwysynem?
        • Gość: nutka Re: króliczątka IP: *.wirba.net / 80.51.246.* 23.10.04, 14:45
          A czym jest rodzenie kolejnych dzieci kiedy te już żyjące ledwo mają coś do
          zjedzenia i trzeba jeszcze o darmowe bułki w urzędzie gminy błagać?
          Toć to dopiero skurw..
    • Gość: rikkimo Re: króliczątka IP: *.ciechanow.cvx.ppp.tpnet.pl 22.10.04, 18:08
      ja tam jestem za jak najmniejsza liczbą dzieci ja mam tylko jedną siostrę ona
      studiuje i jush teraz nie wiadomo skąd wezmiemy pieniądze na wszystko gdy ja
      pójde na studia za rok prawdopodobnie bede misiała zrobic roczną przerwę i
      zarobić na siebie i nikt mi nie bedzie wciskał kitu ze pieniądze szczescia nie
      dają
      a pozatym to znam rodzinę-9 dzieci ojciec zarabia około kilkunastu tysiecy
      miesiecznie matka niepracuje a jest im cieżko najgorzej szkoda mi matki jest
      tak wycieńczona porodami i wychowaniem dzieci(straszna harówa!!!)i mimo ze mówi
      o wielkim szczesciu i spełninieniu jako matka to wiem ze tak nie jest tak na
      serio to widać ze chciałaby skonczyc studia na co nie miała szansy , w tym
      wypadku to ojciec pragnął takiej rodziny(jak dla mnie to on jest psycholem)
      • Gość: Dalila Re: króliczątka IP: *.olsztyn.mm.pl 22.10.04, 23:40
        A co Ty wiesz o ich życiu? Łatwo oceniać z zewnątrz.
        • Gość: mara Re: króliczątka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 23.10.04, 15:32
          A ja powiem tak: niech każdy ma tyle dzieci ile chce, ile jest w stanie wyżywić
          i wykształcić. I niech będzie w pełni za swoje decyzje odpowiedzialny. Jeśli
          uważa, ze stać go na jedno dziecko, niech ma jedno, jak uważa ze stać go na 9 ,
          nich je ma. I nic nikomu do tego, póki nie woła o pomoc, bo ma dużo dzieci i
          nie ma na dzieci. Dlatego jest dla mnie wysoko nietolerancyjną postawa,
          prezentowana tu przez coponiektórych, krytykująca posiadanie jednego dziecka i
          jakieś takie napastliwe wymuszanie posiadanie ich więcej " bo skoro ja mam i
          jest dobrze i i inni niech mają tak samo ". Bowiem są różne standarty życia -
          dla jednych będzie to willa i wakacje na kanarach , dla innych zupa do syta dla
          wszystkich i własne łóżko którego nie trzeba dzielić z bratem lub siostrą. I
          każdy decyduje sam za siebie i wybiera to co mu pasuje wg własnych wartości /
          tak, zycie jak supermarket/. Ale niech nie wyciąga ręki po pomoc, bo sobie
          dzieci narobił a teraz niech państwo, czyli my wszyscy, ma je wyżywić. Nóż mi
          się w kieszeni otwiera , kiedy czytam o rodzinie wielodzietnej / 6 dzieci np/,
          którą trzeba wspomóc, on od 6 lat bez pracy, od 3 na rencie groszowej, ona tez
          na rencie groszowej od 3 lat , a najmłodsze dzieci mają 2 lata i rok. Jest
          inną sprawą, gdy płodzi się dzieci w dobrobycie, a na skutek katastrofy rodzina
          wpada w nędzę, a inna gdy mając bardzo ograniczone środki i zyjąc na granicy
          ubustwa robi się te dzieci .... W imię czego ? Miłości ? Jak się dzieci kocha
          to chce się im dać i jeść, i wykształcenie, i ubranie , i pokazać świat. Wierzę
          również, ze są rodziny wielodzietne, które się mocno kochają mimo iz ich
          standard życia pozostaje niski. I jest dobrze im z tym, i nie wyciągają ręki po
          pomoc do społeczeństwa. Niestety, i z moich obserwacji i z lektury prasy
          wynika, ze im rodzina jest licznejsza tym jej poziom życia niższy, a klientami
          opieki społecznej są głownie rodziny z minimum 3 dzieci.
          Do wiadomości - firma zachodnia, 2 dzieci. I zadnych innych. A rodzinom
          wielodzietnym nie pomagam - wystarczająco wysokie podatki płacę. I zapewniem,
          ze gdy samam byłam w potrzebie / chore śmiertelnie dziecko/, nikt mi nie
          pomógł.
        • Gość: rikkimo Re: króliczątka IP: *.ciechanow.cvx.ppp.tpnet.pl 23.10.04, 21:55
          nie rozumiem tego co napisałaś to ze jest im cięzko wiem od niech samych bo sie
          z tą rodziną znam a to ze matka jest zmęczona- to po prostu widać czepiasz sie
          zwolleniczko wielodzietnosć:P
      • Gość: Biednys ty, biedny Re: króliczątka IP: 217.153.181.* / 217.153.181.* 26.10.04, 17:12
        Z przerwaniem studiów na rok, zeby popracować to bardzo dobry pomysł. Duzoi się
        nauczysz pracujac.
        Masa ludzi jednoczesnie uczy sie i pracuje !
        Skąd wiesz, ze im ciezko,Skarzyli ci się ?

        Skonczyc studia to miła rzecz, ale nie kazdy akurat o tym marzy tak jak ty. I
        nie zawsze skonczenie studiów = dobrze płatna praca .
        Sa ludzie, niekoniecznie z nizin społecznych, którzy nie ulegaja bezmyslnie
        stereotypom mówiacym, ze tylko studia dają kobiecie szczescie, pozycje
        społeczną i kasę.
        • Gość: rikkimo Re: króliczątka IP: *.ciechanow.cvx.ppp.tpnet.pl 27.10.04, 19:30
          o losie tragedia z tych wypowiedzi wyłania sie tragiczny obraz zacofanego
          społeczeństwa. co do przedmówcy-nie dosyc ze jestes zacofany(na) to masz
          jeszcze pochrzaniony system wartości jush nie wspominając o tym ze wyszłedł z
          ciebie szowinizm. ja niestety "ulegam bezmyślnie stereotypowi mówiącemu, ze
          tylko studia daja kobiecie szczescie"hahhah dobre text miesiąca no dobra spoko
          jestem najlepsza uczennica w klasie ale po tym co mi napisałeś postanowiłam ze
          pójde po licku do zawodówki aby spełniać sie jako kucharka dobre naprawde
          usmiałam sie...a wogóle to czwego wysnułes wniosek ze dla mnie tylko studia sa
          wyznacznikiem szczescia?
    • Gość: inny_facet Re: króliczątka IP: *.avt.pl / *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.04, 20:02
      Mam 48 lat, siedmioro dzieci, sam jestem jedynakiem. Dwa fakultety, żona po
      studiach. Zarabiam na rękę ok. 3,5 tys. Dwoje dzieci studiuje (na państwowych,
      bezpłatnych uczelniach, żadnego nie było stać na żaden "dokształt" przed
      egzaminami). Reszta dzieci jeszcze za młoda na studia.
      Moi bliscy znajomi mają piątkę dzieci, dalsi znajomi - ósemkę. Wszystko są to
      ludzie z wyższym wykształceniem.

      Myślę, że do konsensu "w temacie" wielodzietności dojść się nie da.
      Tu chodzi o głębokie różnice w systemach etycznych ("mieć", czy "być", ale
      również socjalizm czy liberalizm), a tych na forum nie uzgodnimy. Kiedy we
      wczesnej młodości zdarzyło mi się zobaczyć jakieś "królicze" dzieci, śpiące
      gdzieś w nogach posłania rodziców, odczułem rodzaj obrzydzenia. Dziś podobny
      widok w moim domu napawa mnie szczęściem. Po prostu los pozwolił mi coś
      zrozumieć, lub, żeby wysłowić się w sposób bardziej akceptowalny dla
      przeciwników wielodzietności, los pozwolił mi spojrzeć na to z innej strony.

      Pozdrawiam wszystkich rozsądnych uczestników tej dyskusji, a szczególnie ciepło
      tych, co potrafią dostrzec zalety dużej rodziny (z Panią Dalilą na czele).
      • k_j_z Do inne gofaceta 23.10.04, 22:17
        dziki za ten glos. Moze to wreszcie zakonczy te dyskusje.
        Ja mam sze[cioro dzieci. Jeszcze nie studiuja, ale wiem, ze beda. Ale chodza do
        prywatnej szkoly na angielski i na inne dodatkowe zajecia wedle ich checi. Tez
        nie zawsze jest bardzo rozowo dzieci czasem narzekaja na zageszczenie, ale
        wiem, ze nie mogloby byc lepiej w zadnej innej kombinacji.
        Na pewno wygodniej jest miec jedno dziecko.
        Ale o ilez piekniej jest miec ich wiecej.
        • Gość: nutka Re: Do inne gofaceta IP: *.wirba.net / 80.51.246.* 24.10.04, 12:15
          > Na pewno wygodniej jest miec jedno dziecko.
          > Ale o ilez piekniej jest miec ich wiecej.

          A najpiekniej jest mieć tyle dzieci, ile się chce (i na ile stać).
        • lena_zienkiewicz Re: Do inne gofaceta 25.10.04, 08:30
          k_j_z napisała:

          > dziki za ten glos. Moze to wreszcie zakonczy te dyskusje.
          > Ja mam sze[cioro dzieci. Jeszcze nie studiuja, ale wiem, ze beda. Ale chodza
          do
          >
          > prywatnej szkoly na angielski i na inne dodatkowe zajecia wedle ich checi.
          Tez
          > nie zawsze jest bardzo rozowo dzieci czasem narzekaja na zageszczenie, ale
          > wiem, ze nie mogloby byc lepiej w zadnej innej kombinacji.
          > Na pewno wygodniej jest miec jedno dziecko.
          > Ale o ilez piekniej jest miec ich wiecej.

          No i git.Stać cię to masz wiele dzieci.

          Pozdrawiam
    • abygail Re: króliczątka 24.10.04, 12:19
      Wyznaje zasade zyja jak chcesz zyc ale nie trac rozsadku. Posiadanie 10-ciorga
      dzieci jest dla mnie calkowitym brakiem rozsadku (nie chodzi mi tu tylko o
      pieniadze nawet jesli ktos jest milionerem tez uwazam ze czyni niewlasciwie) A
      to dlatego ze jak obdzielic czasem tyle dzieci.??? Jak sprawiedliwie
      wychowywac?? POswiecac sie dla kazdego jednakowo??? 10 dzieci to naprawde duzo
      aby poswiecac im wystaraczajaca ilosc czasu nie wystarcza 24 godziny,....
      • Gość: mara Re: króliczątka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 24.10.04, 15:56
        Jeszcze raz powtarzam - niech każdy ma tyle dzieci ile chce, o ile odbywa się
        to na jego wlasny szczot a nie na koszt spoleczeństwa. I nie ma racji ten, co
        wychwala rodziny wielodzietne a gani jedynaków mówiąc ze to egoizm. każdy zyje
        jek chce , wg wyznawanych przez siebie wartości. Jedni się modlą, inni wcale
        nie , a i ci i ci są szczęśliwi. I nie ma jednej recpety na szczęście rodzinne,
        czy ma to być rodzina z 10 czy jednym dzieckiem. Są różne standarty zycia,
        różne wartości, jeden woli mieć suchy chleb i 10 dzieci , inny jedno dziecko i
        bułkę z szynką. A jest coś takiego jak tolerancja, o czym wielu uczestników tej
        dyskusji zapomina, napastliwie ządajac uznania przez innych wyznawanych przez
        siebie wartości. I nic nikomu do tego, czy kobieta chce mieć jedno dziecko przy
        dochodzie 1100 zł, czy za te pieniądze zamierza wyzywić 3 dzieci. Jej
        sprawa.Ale jest jeden warunek - nie wyciąga lapy po socjal. Bo dopiero wtedy
        jej dzietność przestaje być jej prywatną sprawą.
        • Gość: Lily was here Re: króliczątka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.04, 00:26
          Pora pozna i nie mam sily sie angazowac - bedzie w skrocie:
          jestem druga z szesciorga rodzenstwa, w czasach kryzysu sie wychowywalismy, ale
          nie widzialam roznic miedzy naszym statusem a kolezanek-jedynaczek (no moze
          poza tymi, ktore mialy ojcow plywajacych lub na kontraktach w iraku) - wtedy
          nikomu sie nie przelewalo, w dodatku moj ojciec zostal internowany
          jedlismy chleb z serem albo dzemem, jakies obiady - nawet tego nie pamietam,
          pamietam natomiast tabuny kolegow i kolezanek z podworka, ktorzy uwialbiali
          dozywiac sie w naszej kuchni podczas zabaw, pamieam jeszcze owsianke i krowki
          samorobne, ale to nie bylo w ogole wazne - bylo wesolo i tyle
          teraz ja jestem anglistka - ucze i tlumacze, jeden z moich braci jest znanym
          chirurgiem w nowym jorku, siostra malarka, ktora regularnie wystawia, druga
          siostra - marszandem z domem pod warszawa i w cann, drugi brat habilituje sie
          wlasnie z genetyki (w wieku 30 lat!) a ostatni studiuje jeszcze rzezbe
          nie mowie wam jak jest DOBRZE czy LEPIEJ - prosze tylko nie odbierac praw do
          korzystania z zasilku wielodzietnym, bo nie wiadomo nigdy czy spoleczenstwo
          bedzie mialo wiekszy pozytek z kroliczatka czy z wypasionego jedynaka-nieroba
          z calym szacunkiem do wielu wspanialych jedynakow,
          dajmy ludziom zyc po prostu
          lily
          • Gość: mara Re: króliczątka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 25.10.04, 20:03
            Skąd tyle niechęci do jedynaków ? masz jakieś kompeksy czy co ? jedynak to
            zaraz wypasiony ? A słyszałaś o ubogich rodzucach z jednym dzieckiem ?
            • Gość: Lily was here Re: króliczątka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.04, 09:36
              Sloneczko, nie wiem jaki masz problem, ale przede wszystkim czytaj uwaznie a
              nie wybiorczo - porownalam dwie skrajnosci, w tonie calej dyskusji
              uwazam, ze sa tez barwy posrednie i tak - znam wielu roznych jedynakow, tez
              wspanialych, choc rzeczywiscie ani jednego biedaka - ale nie znaczy to, ze
              takich nie ma
              jezeli w czyjejs wypowiedzi czytasz wyrwane mysli z kontekstu, po to zeby
              pasowalo pod twoje argumenty, to czytanie w ogole nie ma sensu, lepiej po
              prostu Byc sobie ze swoim zdaniem i zakladac, ze ci Inni sa wredni zlosliwi i
              przeciw i na pewno nie maja racji ;)
              pozdrawiam
    • Gość: grrrw zapraszam na forum "rodziny wielodzietne z wyboru" IP: 217.153.181.* / 217.153.181.* 26.10.04, 17:18
      A tak w ogóle, to dzieci z rodzin czy to wielo czy małodzietnych rosna,
      zaczynają zyc na własna rekę i w pewnym momencie zaczynaja płącic panstwu te
      koszmarne podatki.
      I na dzieci "tych rozsadnych" rodziców tez płacic bedą.

      Ja sama, jak matka pieciorga dzieci, szczyce sie tym, ze daję innym pracę.
      Połoznym, pediatrom, pielegniarkom i nauczycielom oczywiscie (ze o producentach
      pieluch o odziezy dzieciecej nie wspomnę).

      Z cała pewnoscia z moich dzieci uzbiera się 1/3 -1/4 etatu nauczycielskiego. A
      to juz coś.


      • Gość: nutka Re: zapraszam na forum "rodziny wielodzietne z wy IP: *.wirba.net / 80.51.246.* 26.10.04, 19:04
        To może jeszcze z dziesięcioro, co? Nauczyciele tak mało zarabiają?
        ;)))
        • Gość: Lidka Re: zapraszam na forum "rodziny wielodzietne z wy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.04, 21:08

          Moja koleżanka, jeszcze ze studiów, pochodziła z wielodzietnej rodziny.
          Miała dziesięcioro rodzeństwa. Całe wakacje spędzała ciężko pracując w
          Niemczech przy zbiorach-truskawki,ogórki ... sprzątała...
          Rodzice nie byli jej w stanie pomóc finansowo, ani wesprzeć duchowo.
          Miała duży żal do rodziców, twierdziła że nigdy nie miała dziecinstwa. Od
          najmłodszych lat musiała pomagać w wychowywaniu młodszego rodzeństwa. Wyrwała
          się do szkoły z internatem, dostała się na studia. Wychowawczyni z internatu
          załatwiła jej pierwszą pracę przy zbiorach.
          Pomaga cały czas rodzicom, najmłodsza siostra ma 7 lat. O własnych dzieciach
          nie chce słyszeć.
          Ja uważam, że wspaniale mieć dużą rodzinę, sama o takiej marzę, ale tylko w
          sytuacji, kiedy jest się w stanie dzieciom zapewnić bezpieczeństwo finansowe.
          Przerażające jest gdy dzieciom każe się wychowywać dzieci.



    • Gość: Richelieu* i zabrać dodatki na dzieci IP: 195.117.90.* 26.10.04, 20:38
      co mnie obchodzi czyjaś gromadka.
      Wszystkie studiują, wielkie mi mecyje, kiedy studiuje dziś każdy

      niech panny broniące rodzin wielodzietnych powiedzą, jakim prawem rodziny te
      wyciągają łapy po nie swoje pieniądze. Istne janosikowanie, harującym zabrać, a
      rozmnażającym się dać.

      A pieniędzy na chorych nie ma, ludzie czekają pół roku na operacje, bo państwo
      musi zapłacić biednym wielodzietnym. Nie wstyd Wam, że przez Was umierają
      ludzie? Choroby, kalectwa, człowiek nie wybiera, liczbę dzieci owszem
      • Gość: Lily Re: i zabrać dodatki na dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.04, 22:08
        z calym szacunkiem ale pierdzielisz
        zastanow sie spokojnie nad tym co napisales - nie musisz odpisywac, po prostu
        to przemysl, kazdy wyksztalcony-pracujacy, pozostajacy w zwiazku z krajem
        zwraca z nawiazka pracujac
        panstwo ksztalci czlowieka-jednostke, a nie czlonka rodziny, nie ma kompletnie
        znaczenia jedynak czy nie i tak musi swoje odrobic
        a bezrobotni? to tylko z rodzin wielodzietnych? a wiezniowie?
        czy moze chodzi ci o zasilek? dowiedz sie ile wynosi zanim wspomnisz o
        umierajacych
        jezeli moj brat uratowal zycie wielu ludziom to splacil dlug wobec ciebie czy
        nie? jesli nie to skalkuluj prosze, napisz ile i uzasadnij - z pewnoscia zwroci
        ci z nawiazka - do raczki, zapewniam, ze nie bedzie mial z tym problemu
        • r.richelieu Re: i zabrać dodatki na dzieci 26.10.04, 22:56
          chodzi mi właśnie do zasiłek, jak sam tytuł wskazuje. Szkoda, że tyle
          niepotrzebnych zdań powiedziałaś, kompletnie nie na temat

          Mam trudności z rozczytaniem Twojego przesłania, również z całym szacunkiem
          • Gość: nutka Re: i zabrać dodatki na dzieci IP: *.wirba.net / 80.51.246.* 27.10.04, 13:44
            Nie tylko ty masz problem ze zrozumieniem tego postu :)
      • thiessa Re: i zabrać dodatki na dzieci 26.10.04, 22:43
        Chyba przesadziles! Sama pochodze z rodziny wielodzietnej, mam 5 rodzenstwa.
        Rodzicow mam wyksztalconych po studiach. Sama rowniez jestem po studiach, moja
        siostra rowniez, moj brat obecnie studiuje, kolejny w tym roku zdaje mature i
        pewnie tez pojdzie na studia, a 2 siostry pewnie tez kiedy podrosna. Moi
        rodzice nigdy nie wyciagneli reki po jakakolwiek jalmuzne, zasilek, zapomogi,
        nie chodzali do kosciola po dary. Wcale mi nie zal,ze musialam donaszac ubrania
        po ciotkach (jestem najstarsza, wiec po rodzenstwie nie moglam)i nie mialam
        kazdej najmodniejszej rzeczy na zawolanie jak niektore z moich kolezanek.
        Najwazniejze, ze zawsze mialam co jesc, wszystko co nosilam bylo czyste i
        niepodarte. Najwazniejsze byly inne wartosci. Odkad pamietam moja mama nigdy
        nie domowila osobie potrzebujacej, ktora stanela pod naszymi dzwiami o ile nie
        chciala pieniedzy. Za czasow komuny zywily sie u nas tabuny cyganek a pozniej
        juz w lepszych czasach cale rzesze bezdomnych. Ja tez nie odmawiam nigdy osobie
        proszacej o jedzenie i potrafie sie cieszyc rzeczami malymi, moze dla kogos
        innego nieistotnymi. Nie pisze tego po to, zeby ktos inny mogl napisac, ze to
        co innego jak kogos stac na posiadanie wiekszej liczby dzieci, ale po to, zeby
        niektorzy zrozumieli, ze jak nawet nie stac to niektorzy maja swoja dume i nie
        pojda prosic o laske.
        • r.richelieu Re: i zabrać dodatki na dzieci 26.10.04, 22:53
          nie na temat, jak zwykle w tym wątku. Wszyscy wielodzietni zaperzają się, że
          nie wyciągają ręki po państwowe peiniądze. I dobrze, do znudzenia można
          powtarzać.
          Mówię ja i mówią tu inni o biorących z państowej kiesy, a nie o nie biorących


          • Gość: * Re: i zabrać dodatki na dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.04, 23:14
            Kiedyś, państwo fundowało wysokie stypendia socjalne i naukowe. Za czasów
            studenckich moich rodziców można było za nie się spokojnie utrzymać. Za moich
            już nie.
            Jeśli nie mieszka się w mieście uniwersyteckim trzeba dać dziecku ok. 1000
            zł. na utrzymanie. Dwójka dzieci to ok. 2000 tysięcy.
            • Gość: nutka Re: i zabrać dodatki na dzieci IP: *.wirba.net / 80.51.246.* 27.10.04, 13:47
              Ja dostaję stypendium naukowe 100 zł (średnia 4,46)
              • Gość: verte Re: i zabrać dodatki na dzieci IP: 62.121.129.* 27.10.04, 13:49
                Gość portalu: nutka napisał(a):

                > Ja dostaję stypendium naukowe 100 zł (średnia 4,46)

                a co ta informacja wnosi do wątku?
                • Gość: nutka Re: i zabrać dodatki na dzieci IP: *.wirba.net / 80.51.246.* 27.10.04, 14:03
                  Np to że studia i dobra nauka czyli otrzymywanie stypendium nie podniesie
                  twojego poziomu życia.
                  • Gość: nutka Re: i zabrać dodatki na dzieci IP: *.wirba.net / 80.51.246.* 27.10.04, 14:11
                    i ciąg dalszy:
                    ludzie powinni być zwrócić uwagę że czasy się zmieniają. Moi rodzice na
                    studiach za stypendium opłacali akademik, jedzenie, książki i ubranie (oboje z
                    rodzin gdzie było 4-5 dzieci) Ja za swoje stypendium kupuję bilet miesięczny i
                    3 obiady. Dobrze, że moi rodzice nie zdecydowali się na więcej dzieci (jest nas
                    dwoje) bo pewnie stałabym teraz w kolejce po zasiłek.
            • thiessa Re: i zabrać dodatki na dzieci 27.10.04, 15:20
              * chyba nieco przesadzasz. 1000 na osobe? Toz ja tyle zarabiam, ale brutto.
              Twoje wyliczenia sa mocno przesadzone i obejmuja chyba wydatki na takie
              pierdoly jak papierosy (min. 150) i 2 piwka w knajpie dziennie (ok. 240). Ja
              jak studiowalam to mialam na m-c 400-420 zl i jakos glodem nie przymieralam.
              270 dach nad glowa, 20 dojazdy, 110-130 cala reszta. Od tamtego czasu minelo 4
              lata a ceny wydaje mi sie nie poszly tak drastycznie w gore?
              • Gość: * Re: i zabrać dodatki na dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.04, 17:20
                A na pomoce naukowe,ciuchy, buty, bilety kolejowe,leki,kosmetyki... wydawałaś?
                Z Twoich wyliczeń wynika że nie. Ja skończyłam 7 lat temu studia. Bilet na
                uatobus w obie strony kosztował wtedy 60 zł(z Krakowa do mojej miejscowości).
                Weź pod uwagę, że nie wszyscy mają 20 km do domu i co tydzień przywożą
                prowiant. Liczę całościowe koszty utrzymania w dużym mieście.
                Tyle daje moja znajoma synowi, który studiuje w Krakowie, chłopak ma jeszcze
                stypendium naukowe. I zapewniam Cię, że nie trwoni tych pieniędzy. Jeden pije
                drugi woli iść do kina czy teatru,trzeci unowocześnić komputer...

                • thiessa Re: i zabrać dodatki na dzieci 28.10.04, 00:23
                  Tak sie sklada, ze mialam 700 km a nie 20 i do domu jezdzilam 1. na Swieta
                  Bozego Narodzenia 2. Wielkanoc 3. Wakacje. Na ciuchy nie wydawalam, musiala mi
                  wystarczyc to co kupilam w szmateksie w wakacje albo mialam jeszcze z czasow
                  liceum. Jesli chodzi o pomoce naukowe to tylko zeszyty. Ksiazke mailam jedna na
                  rok - do angielskiego, reszta albo biblioteka, albo musialy mi wystarczyc
                  notatki z wykladow i cwiczen. Jesli chodzi o leki to tylko krople do nosa o ile
                  sobie przypominam jakies 4 zl. Czy cos jeszcze? Rozwialam Twoje watpliwosci?
      • Gość: grrrrw Ja tez płacę podatki i to wiecej niz wy IP: 217.153.181.* / 217.153.181.* 27.10.04, 14:43
        Jasne ze czasy się zmieniły.
        Rodzina wielodzietna młaci tak samo podatki.
        Płaci je niezaleznie od tego ile dzieci ma na utrzymaniu.

        Nie rozumiem dlaczego mój sasiad, który funduje komus stypendium naukowe moze
        sobie to odpisac od podatku, a ja nie mogę, chociaz co miesiac funduje
        stypendium moim wszystkim dzieciom ?

        Dlaczego mogą rozliczac się na korzystnych warunkach matki samotne z dziecmi, a
        niedługo podobno pary partnerskie, a ja z męzem nie mogę rozliczać się razem
        z moimi dziecmi.

        Kupując piec razy wiecej chleba, majtek, kilowatów, hektolitrów wody, metrów
        szesciennych gazu czy czegokolwiek niz osoba samotna, nie tylko daję pracę
        producentom tego, co kupuje, ale w kazdym zakupie PŁACE podatek, czesto jest
        to nawet VAT.
        • Gość: nutka Re: Ja tez płacę podatki i to wiecej niz wy IP: *.wirba.net / 80.51.246.* 27.10.04, 14:50
          > a ja nie mogę, chociaz co miesiac funduje
          > stypendium moim wszystkim dzieciom ?

          łaskę im robisz, że je wychowujesz? Nie wiedziałaś że to się wiąże z kosztami?

          > Kupując piec razy wiecej chleba, majtek, kilowatów, hektolitrów wody, metrów
          > szesciennych gazu czy czegokolwiek niz osoba samotna, nie tylko daję pracę
          > producentom tego, co kupuje, ale w kazdym zakupie PŁACE podatek, czesto jest
          > to nawet VAT.


          Matka jednego dziecka kupuje tyle samo majtek. Różnica tkwi w tym, że twoje
          dzieci mają po 2 pary a jej dziecko ma 10 par do wyboru.
          • Gość: grrrw Re: Ja tez płacę podatki i to wiecej niz wy IP: 217.153.181.* / 217.153.181.* 27.10.04, 15:30
            Rozumiem, ze swojemu dziecku kupujesz piec kompletow ksiazek do szkoły, piec
            tornistrów, piec wersalek do spania...

            Niezaleznie od tego ile wydaję, podatki liczone sa jako procent od dochodów i
            nie biora pod uwagę tego, ile osób jest na utrzymaniu.
            • Gość: nutka Re: Ja tez płacę podatki i to wiecej niz wy IP: *.wirba.net / 80.51.246.* 27.10.04, 15:42
              Nie mam dzieci bo mnie na razie na nie nie stać :)

              Matka jednego dziecka może nie kupi mu 5 plecaków ale np. 2, a do tego np
              opłaci kurs jakiegoś języka, tańca, grania na skrzypcach lub robienia twarogu -
              w zależności od zainteresowań dziecka.
              Ilościowo może nie we wszystkim ci "dorówna" ale jakościowo jej dziecko będzie
              miało lepiej.
              • Gość: verta Re: Ja tez płacę podatki i to wiecej niz wy IP: 62.121.129.* 27.10.04, 15:50
                Odpowiadasz na :
                Gość portalu: nutka napisał(a):

                > Nie mam dzieci bo mnie na razie na nie nie stać :)


                kobito!to o czym ty gadasz jak na razie nie masz pojecia tak naprawde co to
                znaczy miec dziecko.
                • Gość: nutka Re: Ja tez płacę podatki i to wiecej niz wy IP: *.wirba.net / 80.51.246.* 27.10.04, 18:28
                  Ale problem obdartych, głodnych dzieci i ich beztroskich znów-ciężarnych matek
                  spada również na moje barki. I to nie z mojego wyboru.

                  Poza tym nie dyskutujemy tu o metodach wychowawczych tylko o odpowiedzialności
                  i świadomym podejmowaniu decyzji o kolejnej ciąży.
                  Jeśli jesteś zainteresowana tym pierwszym to polecam forum Wychowanie -
                  wyłącznie dla rodziców.
              • grrrrw Re: Ja tez płacę podatki i to wiecej niz wy 27.10.04, 17:12
                Sama ucze własne dzieci jezyków obcych, a szkołe muzyczna maja za darmo.
                • Gość: nutka Re: Ja tez płacę podatki i to wiecej niz wy IP: *.wirba.net / 80.51.246.* 27.10.04, 18:21
                  Wiesz, dyskusja z tobą schodzi powoli na wyłącznie twoją osobę. Nie zamierzam
                  komentować twojej osobistej sytuacji. Ten wątek również nie powstał po to aby
                  skrytykować ciebie i twoje dzieci.
                  A ty zaciekle próbujesz mi chyba udowodnić, że ty i twoje dzieci to
                  najszczęśliwszy model rodziny pod słońcem i wszyscy powinni brać z was przykład.

                  Nie rozumiesz o czym tu jest mowa.

                  Jeśli stać cię na swoje dzieci to w porządku, bardzo się cieszę, gratuluję i
                  życzę powodzenia! Wychowuj je i daj im wszystko o czym marzą itp itd.

                  A przede wszystkim naucz je czytać ze zrozumieniem!
            • Gość: danuta1956 Re: Ja tez płacę podatki i to wiecej niz wy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.10.04, 22:35
              BARDZO LATWO JEST OCENIAC MAJAC PELNA KIESZEN I TABLETKI ANTYKONCEPCYJNE W
              ZASIEGU--ale prosze pamietac TO TYLKO POLSKA- nie trzeba chodzic do teatru zeby
              zobaczyc Gombrowicza w zyciu.Jutro moze sejm uchwalic CALKOWITY ZAKAZ UZYWANIA
              I SPRZEDAZY TABLETEK a DZIURA BUDZETOWA DOROWNA ARGENTYNIE---kochane nic wam
              nie pomoze-KROLICA MOZE BYC KAZDA Z WAS..!!!
        • Gość: MIA_MAJTA Re: Ja tez płacę podatki i to wiecej niz wy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.10.04, 14:54
          Zgadzam sie w zupełności. Jak rodizna weilodzietna rodzi soebi jako tako ,
          nikt nie pije nie awanturuje sie czyli jest normalnie. To nic sie z tych
          podatkow nei nalezy. W takich rodiznch zazwyczja wystzko jets wylicozne co do
          gorsza i malal awaria powoduje dziore w budzecie, sprobojecie wtedy zwrocic sie
          do opieki społecznej ( wkoncu po cos te instytuce istnieja) to uslyszysic ez
          eskoro nie pijecie , nikt nie siedzi w wiezieniu , maci elodwoke i TV to zada
          pomoc sie nei nalezy. Pisze tu o naprawde wyjatkowych sutuacjach, a nei o
          procesie ciagłym. Znam to z autopsji
      • Gość: rikkimo Re: i zabrać dodatki na dzieci IP: *.ciechanow.cvx.ppp.tpnet.pl 27.10.04, 19:47
        bardzo madry post moi rodzice całe zycie ciezko pracowali jakim prawem z ich
        podatków brali ci którzy niepracują i rozmnażają sie niczym "króliczęta" ? a
        niedomagająca służba zdrowia sprawia ze leczyc i tak trzeba sie prywatnie co
        sprawia ze skłądka zdrowotna przepadała
        • Gość: wara! nie dam moich podatków! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.04, 16:07
          nie życzę sobie by się mnożyli i potem odchowywali i kształcili za MOJE
          pieniądze
          to samo domy dziecka - dlaczego mam bulić za czyjąś nierozwagę, czy
          nieprzystosowanie do życia, albo za to, że lubi wypić a potem uderzyć?
          albo to - porzuci taka dzieciaka na śmietniku i zadowolona, i potem małe chowa
          się na koszt mój, twój, nasz
          skandal!
    • Gość: kiwi Re: króliczątka IP: *.chello.pl 28.10.04, 08:26
      Znam dobrze dwie takie rodziny. W obu jest dziewiatka dzieciaków, w obu nie z
      powodu zaplanowania lecz ponieważ rodzice wyznaja wartości chrześcijańskiej no
      i "Pan Bóg tak dał". Jedni mieszkają na malutkiej, żyli w biedzie, ojciec
      dorabiał jako kolejarz i pracował na roli. Drudzy - w Warszawie, otoczeni
      licznymi kuzynami i znajomymi na miejscu i na świecie.
      Pierwsi musieli liczyc na siebie i tylko na siebie. To była i jest
      fantastyczna, kochająca sie rodzina, wszyscy sie wszystkimi opiekowali,
      pomagali sobie, wspierali się. Umieli się dzielić z innymi, bardziej
      potrzebującymi, talerzem zupy czy kartoflami ze zsiadłym mlekiem. Wyrośli na
      fantastycznych ludzi, nadal jest między nimi głęboka wieź miłości.
      Drudzy ciagle tylko czekali, kto im co da a trzeba było wiele choc ich ojciec
      parcował ponad siły, lecz cóż może urzędnik. Matka zawsze powtarzała (takze
      przy dzieciach), ze nie lubi za bardzo dzieci i że "u nas w rodzinie wszyscy są
      z natury leniwi". Porządek w domu trzymano na zasadzie swoistego terroru,
      system nakazowy, choc uprzejmy. To i wiele innych rzeczy spowodowało
      rozwiniecie niesamowitej rywalizacji między dziećmi - o przytulenie się do
      mamy, o lepszy kąsek czy ubranie. Teraz gdy niektórzy z nich maja już maleńkie
      wnuczątka wspominają ciężkie lata, podarte buty, niedoprane ubrania itp. Ale w
      swoich domach stosują też terror, a choc widuja się czesto i są zżyci, stale
      ktoś z kimś jest jawnie lub cicho skłócony, ktoś komuś czegoś zazdrości
      nieprzytomnie, słowem, nadal żyją w małym piekle i chyba tak będzie na zawsze.
      Matka tych pierwszych ma ponad dziewięćdziesiat lat, jeszcze zyje i jest uroczą
      starowinką, którą wszyscy oni wspaniale się opiekują, mieszka z jednym z
      dzieci. Tak więc wydaje mi się, że rodzina rodzinie nie równa, bez względu na
      ilość posiadanych dzieci.
      • agatkar1 Re: króliczątka 28.10.04, 12:09
        Po porodzie byłam na sali z kobietą, która urodziła córkę, bardzo chorą - miała
        przetaczaną krew. Ona mówi, że jej córka będzie rodzić niedługo. I wyobraźcie
        sobie, że gdy jeszcze leżała w szpitalu, na tym samym oddziale została babcią i
        matką jednocześnie. Ale chcę jeszcze coś dodać. Zapytałam o konflikt
        serologiczny, ponieważ ona właśnie z mężem ma takowy, jakie powikłania są, czy
        ciężko było, bo słyszałam, że w takich rodzinach można mieć tylko jedno
        dziecko. A ona mi na to. U mnie to było tak: z pierwszą czwórką - nie było
        żadnych problemów, druga czwórka troszkę gorzej, bo dzieci wylądowały w
        inkubatorze, a potem najgorzej było z ... i tu wymieniła imiona trojga dzieci,
        a to które teraz urodziła było 12 - no i miało poważne powikłania.
        Córka która urodziła miała 20 lat.
        Dla mnie to było niepojęte, z zachowania kobiety i ogólnie z jej wyglądu
        stwierdziłam, że jest bardzo biedna, to naprawdę przykre...
        • agatkar1 Re: króliczątka 28.10.04, 12:16
          Acha, jeszcze jedno..
          Pracowałam kiedyś z dziewczyną, która w wieku 20 lat miała dwójkę dzieci. Z
          tego co mówiła, w jej domu się nie przelewało, mąż nie pracował, tylko ona
          troszkę na pół etatu. Ona jest żoną Kubańczyka, nie wiem czy to ma jakiś
          związek, w każdym bądź razie, gdy odchodziła z pracy była w ciąży z trzecim
          dzieckiem. Niedawno znowu ją widziałam, ona ma obecnie 23 lata, szła z trójką
          pięknych, czarniutkich dzieci, i z olbrzymim brzuchem. W takim tempie
          dziewczyna dorobi się chyba z 15-rga, o ile się nie opamięta, albo jej mąż
          cudzoziemiec... Nie rozumiem takich ludzi...
    • blanchet wiecie dlaczego takie rodziny czasami mnie wkurzaj 29.10.04, 11:09
      wkurzają?
      Pomijając fakt, że nie wierzę aby urodzenie dwójki dzieci nie wystarczyło na
      zaspokojenie wszelkich potrzeb związanych z miłością, przekazaniem dziedzictwa,
      to jestem powiedzmy zła bo ja muszę bez przerwy kombinować co by tu zrobić aby
      wogóle było możliwe moje zajście wciąże- chodzi mi oczywiście o pracę, bo kto
      nie pracuje nie jest pracownikiem- więc zastanawiam się jak wkleić w mój
      życiorys ten fakt, tak więc ja się zastanawiam a inni się mnożą. Oczywiste jest
      że aby istniało społeczeństwo muszą być jego czlonkowie jednak jak ktoś ma
      wielodzietną rodzinę to pomaganie jej- najczęściej finansowe-nie jest
      przeznaczone na rozwój tych dzieci, bo ze wzgledu na trudności w zaspokojeniu
      potrzeb pieniądze te są przejadane w tej rodzinie.
    • grrrrw Re: króliczątka 01.11.04, 21:21
      Następca tronu książę Haakon, jego żona Mette-Marit i ich dzieci - takie
      zdjęcia ostatnio najczęściej pokazywano w norweskich mediach. Wbrew pozorom ma
      to wiele wspólnego z demografią. Norwegia, podobnie jak pozostałe kraje
      skandynawskie, do niedawna zajmowała jedno z ostatnich miejsc w Europie pod
      względem wielkości przyrostu naturalnego (ujemny od -0,1 do -0,7) i wskaźnika
      dzietności (1,0). Obecnie współczynnik dzietności wzrósł w Norwegii do 1,8
      (jest wyższy niż w Polsce - 1,28). Co najważniejsze, nie jest to zasługą
      imigrantów, lecz rdzennych mieszkańców Skandynawii (baby boom obserwujemy także
      w Danii, Szwecji oraz Finlandii - wszędzie tam wskaźniki dzietności zbliżają
      się do 2).

      Jedną z przyczyn skandynawskiego baby boomu jest najbardziej rozbudowany na
      świecie system zabezpieczeń socjalnych dla rodziców. W Skandynawii można żyć z
      tego, że się ma dzieci, zwłaszcza jeśli jest ich więcej niż dwoje. Oferowane są
      tam bezzwrotne pożyczki, wysokie zasiłki, długie i dobrze płatne urlopy
      macierzyńskie. Badania dowodzą (m.in. Królewskiego Instytutu Demografii w
      Sztokholmie), że te bodźce działały niemal wyłącznie na imigrantów z Południa.
      Kanadyjscy demografowie (m.in. Gauthier) dowiedli, że 25-proc. wzrost świadczeń
      rodzinnych zwiększa współczynnik dzietności o 0,6 w krótkim okresie i o 0,4 w
      dłuższym.

      W Skandynawii na wzrost dzietności Szwedek czy Norweżek wpłynęły przede
      wszystkim czynniki socjopolityczne i kulturowe. Wielu Skandynawów, szczególnie
      z klasy średniej, przestraszyła wizja społeczeństwa zdominowanego przez
      imigrantów. Poza tym zrozumieli oni znaczenie wielodzietnej rodziny, jako
      najważniejszego podmiotu na rynku. Jak dowodzi Gary Becker, ekonomista z
      Chicago, laureat Nagrody Nobla za badania związane z rozwojem rodziny, w
      rodzinie powstaje najwięcej bogactwa - kapitał ludzki. Becker wykazał, że aż 80
      proc. zasobów bogatych krajów stanowi kapitał ludzki, na resztę składają się
      zasoby materialne, bogactwa naturalne i urządzenia. W "Traktacie o rodzinie"
      Becker twierdzi, że tylko w rodzinie kształtują się cechy decydujące o
      żywotności i funkcjonalności społeczeństwa: solidarność, współpraca,
      poszanowanie dla drugiego człowieka, zdolność do poświęceń, zamiłowanie do
      porządku czy punktualność. W Skandynawii uznano te argumenty za przekonujące.

      • Gość: Izabella1991 Re: króliczątka IP: 5.5.* / 80.58.19.* 02.11.04, 23:08
        Jezeli tak jest w Skandynawii,to ja tam chce ZYC,WYJSC ZA MAZ I DZIECI MIEC!
        Natomiast co do rodzin wielodzietnych to pamietam taka z mojej ulicy.Mieszkanie
        ok.50-56 m.kwadr.a w nim rodzice,dziadek i OSEMKA DZIECI!Czesto tam bywalam i
        widzialam,jak te dzieci spaly pokotem na podlodze,tylko niektore mialy miejsce
        na lozkach.Nie bylo dla nich warunkow do uczenia sie,no bo jak....Faktem
        jest,ze wszystkie "wyszly na ludzi",no ale jakim kosztem????Co do jedzenia i
        ubrania,to nie moge powiedziec,glodne ani bose nie chodzily(byly to lata 70-te
        i 80-te)no i mialy tate ,,dzialacza katolickiego",takze wielkiej biedy nie
        cierpialy.Ale czy byly szczesliwe?
        • Gość: horn Re: króliczątka IP: 62.121.129.* 03.11.04, 09:25
          >.Ale czy byly szczesliwe?

          rany... a jesli BYLY szczesliwe to cala twoja teoria "litosci"nad nimi sie
          zawali?
          to o czym mowisz to standart zycia, a nie szczescie.

        • Gość: wara! Re: króliczątka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.04, 21:47
          i jeszcze sie nie zgadzam bulic za dzieci samotnych matek ze swoich podatkow!
          chrzanie to, ze dwoje nieodpowiedzialnych kretynow narobilo sobie potomkow, a
          potem nie wytrwali w zwiazku
          i JA musze bulic za starego, ktory kibluje za nieplacenie alimentow
          i za stara i jej bachory, ktorych nie jest w stanie utrzymac, bo byla
          nieodpowiedzialna i zwiazala sie z nieodpowiednim balwanem

          czyli tak:
          NIE, socjalowi dla:
          - rodzin wielodzietnych,
          - domow dziecka,
          - samotnych matek,
          - wiezniow,
          - tych co choruja, a cale zycie nie pracowali

          dopisujcie sie, czas zrobic z tym porzadek!
          • grrrrw Re: króliczątka 04.11.04, 01:54
            A ja znam taka rodzine we Francji. To jacys Chinczycy. Nawet mieszkania nie
            mają, spia w sklepie na podłodze. I jest ich we Francji coraz wiecej, bo maja
            duzo dzieci. I wykupuja kolejno sklep za sklepem.
            • Gość: Izabella1991 Re: króliczątka IP: 5.5.* / 80.58.19.* 04.11.04, 23:57
              Wiesz,ze to jest b.mozliwe!
              Wypisz,wymaluj rodzina z osmiorgiem dzieci na ok.56 m.kwadr.ktora to
              opisywalam kilka postow wczesniej.Znam te sytuacje b.dobrze,bo z jedna z tych
              dziewczynek(bylo tam 4 braci i 4 siostry)chodzilam do szkoly.Pytalam sie ja
              niedawno o wspomnienia z dziecinstwa,coz-tego ,,kolchozu nie wspomina wcale(bo
              nie chce).Czy tacy rodzice nie maja serc? Czy tez moze mozgownic?A moze
              mysla....hmmmm.....wiecie czym....
    • praktycznyprzewodnik Re: króliczątka 07.11.04, 14:30
      Polska bez Polaków

      Czy pamiętacie jeszcze szum wokół przeludnienia globu? Dziś zagrożeniem nie
      jest zbyt duża, ale zbyt mała liczba ludności - Nowa Demografia zmieni świat.
      Już dziś zmienia Polskę - czytamy w tygodniku "Newsweek"

      Tego jeszcze nie było. Po raz pierwszy w historii urzędnicy zdecydowali się
      płacić obywatelom za zobowiązanie do rozmnażania się. W podczęstochowskim
      Lelowie wójt Jerzy Szydłowski osobiście udzielił ślubu miejscowej młodej parze
      i po uroczystości wręczył jej czek na dwa tysiące złotych. Pieniądze zostaną
      jednak wypłacone dopiero w tym przypadku, jeśli w ciągu dwóch lat od daty ślubu
      urodzi się im dziecko.

      Statystyki mówią same za siebie: żeby w przyszłości populacja Polski nie spadła
      poniżej obecnego poziomu - czyli 38 milionów, liczba dzieci rodzonych przez
      statystyczną kobietę powinna wynosić ok. 2,1. Tymczasem w ciągu ostatnich
      kilkunastu lat zmniejszyła się do 1,3 i nadal leci w dół.

      Jeśli kogoś nie przekonuje abstrakcyjna statystyka, to są jeszcze liczby
      bezwzględne - w 2000 roku Polaków zaczęło ubywać. W ciągu ostatnich czterech
      lat populacja zmniejszyła się o ok. 450 tysięcy. To tak, jakby z mapy Polski
      wyparował nagle Gdańsk.

      Obserwujemy zatem to, przed czym od dawna przestrzegali księża i niektórzy
      politycy prawicy - naród się kurczy. Polaków jest dziś tylu, co w roku 1990. Co
      gorsza, demografowie, którzy jeszcze pod koniec lat 90. przewidywali wyraźny
      wzrost liczby urodzin, dziś jak jeden mąż przyznają się do pomyłki -
      informuje "Newsweek".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka