anndelumester
23.04.02, 10:04
No i proszę po weekendzie mam za sobą jeszcze jedno doświadczenie z gatunku
psychologicznego.....Rzecz dotyczy czegoś co mój chłop kiedyś nazwał kiedyś
solidarnością jajników (przy okazji tzw. seansów nienawiści czyli
cotygodniowych spotkań z moją przyjaciółką).
Otórz wydaje mi się coraz bardziej że owa solidarność to mit, a kobieta kobietę
gdyby mogła utopiłaby w łyżce wody. I to całkiem bezinteresownie. A nawet wbrew
swojemu interesowi..
Przykład 1:
- nie z autopsji, przyjaciółka ma w pracy chamskiego szefa i dwie
współpracowniczki. szef jest typowym macho-polacco, sypie ch..i k..., każe im
robić jakieś przekrety, opieprza na każdym kroku, kantuje z pensjami...ale
każda z nich na tyle długo pracuje dla niego, że odejście w trakcie jakiegoś
projektu byłoby dla tego buraka stratą (finansową bo tylko to się dla niego
liczy). Logika podpowiada wiec ze te 3 panie powinny trzymac sie razem ...i
co??? guzik, kablują na siebie nawzajem, naprzemiennie mizdrząc się do szefa i
nadając na koleżankę ...szok,
Przykład 2
- z autopsji w pracy, jest robota do zrobienia...trzeba zostać po godzinach ale
może wpać konkretna kasa...koleżanka z małym dzieckiem prosi, że swoje zrobi w
domu i przesle mailem, co w dobie telefonów i Internetu nie jest
problemem....zwłaszcza jeśli chodzi o pisanie tekstów...i kto zaczyna kręcić
nosem... i wyrażać ogólne niezadowolenie (do mnie jako odpowiedzialnej za
projekt, że co ona sobie myśli...etc..) bynajmniej nie dwóch kolegów (którzy
akutrat dzieci nie mają ) a koleżanka która jako świeżoupieczona mężatka z
pewnością za jakiś czas zaciąży i bedzie w podobnej jezeli nie gorszej
sytuacji, bo po takim występie trudniej mi (jako szefowej) będzie ją
traktować "solidarnie".
Przykład 3, który spowodował te wyn(at)urzenia:
- z domciu (i okolic) narzeczonego.... razem ze szwagierką in-spe prowadzimy
wojnę podjazdową na oczach teściowej-in spe.... Ona podkreśla moje beztaleńcie
w obróbce mięsa (samym zielonym to się chłop nie naje tylko takie anorektyczne
patyki - widoczny sygnał żę synek przy mnie bedzie głodował i w ogóle bedzie
zaniedbany bo takie co w książkach siedzą to sie do roboty nie nadają )a ja nie
będąc dłużna odpowiadam używając wyrazów conajmniej 5 sylabowych , że teraz to
już każdy możę mieć nie tylko maturę a nawet zaoczny licencjat za ser i gęsi,
leżąc przed TV i żyjąć życiem Marii Luizy i bohaterów Mody na sukces (sygnał
dla przeyntelektualyzowanych teściów -in spe żę ich drugi synek żyje z trepem i
raczej w takim towarzystwie studiów trwających już 8 rok raczej szybko nie
skończy, o przyszłych zidiociałych wnukach nie wpominając..).
Działanie jak powyższe również wbrew logice, która mówi że jak się siedzi w tym
samym bagnie to w obecności bociana należy kumkać umiarkowanie (albo wcale)...,
ale nie .... jaka solidarność ...pani omc doktor nauk wszelakich (ja) udowadnia
pani kurze domowej tradycyjnej (ona) swoją wyższość i vice versa. A wiadomo że
w oczach kochającej matki obie jesteśmy "nie godne" takich cudownych
synków.... ; )
stąd do pozwolenia manipulowania sobą niedaleko...
ach rozpisałam się ....
a co Wy na to drogie Koleżanki Forumowiczki???? jakie są wasze doświadczenia???