Dodaj do ulubionych

jestem katem

18.11.04, 08:13
Witam. Prosze o pomoc. W naszym zwiazku, to niestety to ja jestem ten zly.
Mam typowe objawy osobnika stosujacego przemoc w stosunku do zony tzn. nagle
zaczynam, z czesto blahych powodow, denerwowac sie w zasadzie o nic, napiecie
rosnie az w koncu konczy sie to albo powazna awantura albo uderzeniem zony.
Po tym wszystkim napiecie spada, ja sie uspokajam, przepraszam, obiecuje ze
to sie wiecej nie powtorzy. Czasem dzieje sie to raz na miesiac, czasem
rzadziej. Przeczytalem, ze w wiekszosci przypadkow nie ma szansy na uleczenie
kogos takiego jak ja. Mam swiadomosc swojej choroby i staram sie dowiedziec
jak najwiecej o naszych klopotach. Czy mam sie udac do psychologa, moze do
psychiatry, czy sa moze jakies srodki uspokajajace, ktore w krytycznej
sytuacji pooga mi sie opanowac. Prosze o jakies porady. Jezeli nie chcecie
pomoc mi, to zrobcie to chociaz dla mojej zony.
Obserwuj wątek
    • babcia_kasi Re: jestem katem 18.11.04, 11:54
      Witam.Jeżeli to prawda, że masz świadomość swojej choroby, jak to określiłeś,
      to na początek zamów sobie przez internet (lub kup w księgarni) książkę "Życie
      ze złością", autor Ron Potter.Dostaniesz w ciągu 2-3 dni.Bardzo dobrze się
      czyta, w przeciwieństwie do jakichś naukowych opracowań.I możesz tu potem pisać
      i pytać.Nie bardzo chce mi się wierzyć, że to napisał mężczyzna...
      • anonymously Re: jestem katem 18.11.04, 13:26
        Postaram sie przeczytac ta ksiazke. Ja naprawde jestem mezczyzna. Kocham swoja
        zone i dlatego chce nam pomoc.
        • babcia_kasi Re: jestem katem 18.11.04, 18:02
          Poczytaj sobie Niebieską Linię, tu gdzieś na forum jest link lub w googlach
          anajdź.Są tam ankiety, porady.Min.dla sprawców przemocy.I pisz.W książce "Życie
          ze złością " jest mnóstwo praktycznych porad.Jeżeli się do nich zastosujesz,
          poszukasz jeszcze pomocy specjalisty, to moim zdaniem masz szansę.Ja tam wierzę
          w człowieka!I jeszcze zamów "Toksyczne słowa" Susan Forward.No, no...
          • anonymously Re: jestem katem 18.11.04, 21:18
            Póki co probuje czytac "Przemoc w rodzinie" Jadwigi Mazur, ale troche ciezko mi
            to idzie. Mam problmy z koncentracją i ze znalezieniem wiekszej ilosci wolnego
            czasu, ale postaram sie przeczytac najpierw ta ksiazke, a potem pozostale, nie
            wiem czy mi to pomoze, ale wole robic cos niz nic. Dzieki za rady. A co sadzisz
            o wizycie u psychiatry albo psychologa?
            • incognitto Re: jestem katem 18.11.04, 21:30
              anonymously napisał:

              > Póki co probuje czytac "Przemoc w rodzinie" Jadwigi Mazur, ale troche ciezko
              mi
              >
              > to idzie. Mam problmy z koncentracją i ze znalezieniem wiekszej ilosci
              wolnego
              > czasu, ale postaram sie przeczytac najpierw ta ksiazke, a potem pozostale,
              nie
              > wiem czy mi to pomoze, ale wole robic cos niz nic. Dzieki za rady. A co
              sadzisz
              >
              > o wizycie u psychiatry albo psychologa?

              oczywiście udaj sie do psychiatry, najlepiej w poradni PZP, tam Cię skierują
              najpierw do psychologa
              Najwyraźniej nie umiesz poradzic sobie z emocjami, swiadomośc wyrządzanej
              krzywdy żonie powoduje poczucie winy, pogłębia się frustracja i kółko sie
              zamyka.
              Czasami pomaga szczera rozmowa, anonimowe forum tez jest dobrym miejscem

              powodzenia:)
              • anonymously Re: jestem katem 19.11.04, 19:38
                a co to jest poradnia PZP?
                • izabelski Re: jestem katem 06.12.05, 02:33
                  Poradnia Zdrowia Psychicznego
        • ala_bez_kotow Re: jestem katem 19.11.04, 13:38
          sluchaj. kobiety wyrastaja w przekonaniu, ze mezczyzni beda obsypywac je
          kwiatami.
          czy Ty nie masz sumienia?? przeciez chyba masz jakias kontrole nad sowimi
          rekcjami. czy gliniarzowi tez bys przylozyl?
          jak mozna kogs bic jesli sie kocha?
          • anonymously Re: jestem katem 19.11.04, 15:34
            ciezko z moim sumieniem i ciezko z kontrola nad reakcjami, moglbym i
            gliniarzowi przylozyc gdyby mnie wkurzyl. cale zycie slyszalem od matki, ze
            jestem do niczego, moj ojciec zmarl gdy mialem 14 lat, wiec wtedy kiedy
            dorastajacy chlopak potrzebuje ojca najbardziej. Poza tym gdy ojciec zyl, to w
            domu byly ciagle klotnie. Nienawidze swojej matki, nigdy mi w niczym nie
            pomogla, do niczego nie zachecila, wszystki najwazniejsze wybory w moim zyciu
            (szkola, praca itp) musialem podejmowac sam. Mysle ze to m.in. to powoduje moja
            podswiadoma uraze do kobiet i gdy dochodzi miedzy nami do sprzeczki, wtedy
            czasem puszczaja mi hamulce. Ale akty agresji zdazaly mi sie nie tylko w
            stosunku do mojej zony, rowniez do innych osob.
            • darr.darek Re: jestem katem 19.11.04, 16:38
              anonymously napisał:
              > ciezko z moim sumieniem i ciezko z kontrola nad reakcjami, moglbym i
              > gliniarzowi przylozyc gdyby mnie wkurzyl.

              Eeee tam, silniejszemu byś nie przyłożył - ot, cały temat.
              Sęk w tym, że żona nie jest silniejsza.
              • anonymously Re: jestem katem 19.11.04, 19:45
                Moze i bez powodu bym nie przylozyl, ale pewnie gdybym byl zagrozony... ale
                mysle ze to nie wazne. Wazniejsze, zebym nauczyl sie opanowywac. Chcialem
                powrocic znowu do sportow walki, ale zona obawia sie, ze to jeszcze bardziej
                wzbudzi moja agresje.
              • ala_bez_kotow Re: jestem katem 21.11.04, 12:31
                zgadzams ie z darkiem. gdybys niekontrolowal swoich emocji to bys przylozyl
                kazdemu na ulicy.
                zapisz sie na basen albo na tenisa a nie na sporty walki.
                • plathess Re: jestem katem 15.04.05, 01:40
                  ala_bez_kotow napisała:

                  > zgadzams ie z darkiem. gdybys niekontrolowal swoich emocji to bys przylozyl
                  > kazdemu na ulicy.



                  A może to go tak żona denerwuje, że ją bije a nie ludzie na ulicy, których nie
                  zna?To jak z zabijaniem na wojnie. Gdy nie czujesz bezpośredniego zagrożenia a
                  każą ci strzelać do obcych ludzi w obcym kraju - niby dlaczego mialbyś chciec to
                  robić (jeśli nie jesteś psychopatą)?
                  A dlaczego masz się kłaniać sąsiadowi który zabija cię wzrokiem i wiesz, że
                  otruł twojego ukochanego psa, gdy byłeś mały?
                  Jego miałbyś ochotę zabić. A nie jakieś obcego, nigdy nie widzianego czlowieka
                  w obcym kraju.
                  Jakkolwiek bicie nie jest wyjściem.
                  • takete_malouma Re: jestem katem 25.08.05, 23:09
                    > zgadzams ie z darkiem. gdybys niekontrolowal swoich emocji to
                    > bys przyloz yl kazdemu na ulicy.

                    Bzdura. Przed zaatakowaniem silniejszego powstrzymuje instynkt samozachowawczy, który zasadniczo również działa za pośrednictwem emocji. To, że u kogoś jedna emocja może przeważyć nad inną, nie oznacza, że ten ktoś kontroluje swoje emocje.
                    • 12baba Re: jestem katem 31.08.05, 16:50
                      a moze tacy faceci, ktorzy nie panuja nad emocjami i...maja tego swiadomosc,
                      kupiliby sobie worki treningowe i jak emocje ida w gore, to zamiast do zony,
                      szli by do tego worka i na nim sie rozladowali
                      co nie zmienia faktu, ze psycholog i terapia tez by sie przydala
            • lily.sins Re: jestem katem 19.11.04, 17:10
              koniecznie idz do psychologa. On zadecyduje czy powinienes isc do psychiatry.
              Niezaleznie ile ksiazek przeczytasz ( choc na pewno pomocnych) to bez pomocy
              fachowca sadze, ze sobie nie poradzisz. Zrób to dla siebie i doa Zony bo to co
              robisz nie jest dobre.
              Zycze powodzenia
              • anonymously Re: jestem katem 19.11.04, 19:35
                Przez wiele lat trenowalem sporty walki, poza tym pracowalem na tzw "bramce" w
                lokalu, w ktorym rozboje nie byly rzadkoscia, nie wiem czy przypadkiem teraz
                nie brakuje mi "wyzycia sie", a moze tez to wlasnie te przyczyny spowodowaly
                moja agresywnosc. Mam cos nie tak pod sufitem i gdy wpadne w furie, to nie
                potrafie ocenic swojego zagrozenia i rzucic sie na kilku facetow. Chyba
                faktycznie wybiore sie do psychologa. Zauwazylem ze samo pisanie tutaj dziala
                na mnie oczyszczajaco.
                • incognitto Re: jestem katem 19.11.04, 21:53

                  anonymously napisał:

                  > a co to jest poradnia PZP?

                  Poradnia Zdrowia Psychicznego
                  w jednym miejscu znajdziesz psychiatrę, psychologa, w razie czego terapię.


                  pozdr.
                • wojciech.kruczynski Re: jestem katem 20.11.04, 13:46
                  Jeśli jesteś z W-wy, możesz przyjść do mnie, do Poradni Psychoterapii -
                  Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie, ul. Belgijska 4 (górny Mokotów). Jestem
                  tam we wtorki i czwartki, od 9:00 do 15:00. Poradnia jest nieodpłatna. Dopiero
                  ruszyła i nie mamy jeszcze mebli, ale to chyba nie jest tu najważniejsze.
                  • babcia_kasi Re: jestem katem 20.11.04, 13:59
                    Panie Wojciechu, my czytający to forum też chcielibyśmy coś wiedzieć, może nam
                    Pan rozjaśnić chociaż jakimiś ogólnikami, jakiś referat? To ważne!
                    • wojciech.kruczynski Re: jestem katem 21.11.04, 00:40
                      babcia_kasi napisała:

                      > Panie Wojciechu, my czytający to forum też chcielibyśmy coś wiedzieć, może
                      nam
                      > Pan rozjaśnić chociaż jakimiś ogólnikami, jakiś referat? To ważne!

                      Sprawcy to z pewnością grupa niejednolita, więc trudno coś powiedzieć ogólnie.
                      Do mojej poradni przychodzi coraz więcej mężczyzn, mających kłopoty z
                      hamowaniem agresji. Może nie zabrzmi to najlepiej, ale jestem tym przyjemnie
                      zaskoczony. Znaczy to, że często mają świadomość, że wyrządzają komuś krzywdę,
                      chociaż zwykle pojawiają się wtedy, gdy żona na poważnie bierze się za
                      przeprowadzenie rozwodu. Więc tak naprawdę motywacja może być złożona...

                      Moje dotychczasowe doświadczenia wskazują, że centralny jest tu problem
                      kontroli. Sprawca zwykle czuje się dobrze wtedy, gdy ofiara jest pod całkowitą
                      kontrolą. Ta kontrola oznacza dla niego jedność myśli i uczuć z drugą osobą,
                      czyli tak naprawdę jest to miłość, pojmowana tak, jak pojmuje ją nastolatek lub
                      dziecko. Gdy ta jedność znika (ofiara robi coś po swojemu), wyzwala to u
                      sprawcy silny lęk przed porzuceniem i samotnością. Jeśli w trakcie wychowania
                      przyjął wzorce agresywne, niweluje ten lęk przemocą wobec ofiary, która
                      prowadzi do jej całkowitego podporządkowania. Innymi słowy, typowy sprawca to
                      mężczyzna, który nie daje sobie przyzwolenia na okazywanie słabości (lęku,
                      porzucenia) i pokrywa to agresją. W rzeczywistości bardzo często jest
                      emocjonalnie uzależniony od partnerki, chociaż na pierwszy rzut oka widać tylko
                      jej zależność od niego. Żeby to sobie lepiej wyobrazić, można przywołać obraz
                      dziecka, które na pewnym etapie rozwoju chce wszystkimi rządzić - w przypadku
                      normalnego wychowania powinno mu to przejść (uznanie ograniczeń). Dajmy więc
                      takiemu "rozwydrzonemu" dziecku siłę dorosłego mężczyzny - skutek będzie
                      podobny do tego, jaki mamy w przypadku przemocy domowej. Uznanie przez sprawcę
                      swej zależności, swego lęku przed porzuceniem i zaniedbanej potrzeby opieki ze
                      strony bliskiej osoby jest pierwszym krokiem do wyzdrowienia. Niestety,
                      mężczyznom w naszym świecie przyznać się do tego (nawet przed sobą) jest
                      niezwykle trudno.
                      • babcia_kasi Re: jestem katem 21.11.04, 12:27
                        Dzięki.Opisał Pan mojego zięcia,jego dzieciństwo, nawet...przewagę mojej córki
                        nad nim.Ja gdybym chciała psychiczny portret mojego zięcia przedstawic, to
                        byłoby to zdjęcie wojenne 12-latka w zbyt dużym mundurze, hełmie opadającym na
                        oczy, z dziecinna nienawiścią w oczach, pepechą, strzelającego i raniącego na
                        oślep, bez możliwości opanowania, ale z dziecinną świadomością, że ofiara
                        cierpi i ,żeby zamaskować swój ból, mówiącym mściwie;dobrze ci tak.Tylko
                        pytanie, jak tę broń wytrącić mu z ręki? Nawet, przeciwnie, wszyscy mówią:nie
                        da się...Może z z zewnątrz akcja rozbrojenia, czyli akcja, zmasowana,
                        uświadamiania przemocy, nauki przedmałżeńskie, pogadanki w gimnazjum itd.Nawet
                        codziennie 3 mnin. w telewizji jakaś scenka i komentarz, może by dotarło...Ech,
                        marzenia!
                      • ala_bez_kotow Re: jestem katem 21.11.04, 12:50
                        o tak, to prawda. to jest dziecko w ciele duzego mezczyzny.
                        stwierdzilam, ze moj partner taki jest. zaobserwowalam, ze minimum poczucia
                        odrzucenia powodowalo podwojne odrzucenie z jego strony . to jets bardzo
                        meczace. wlasnie jestem po zwiazku z facetem ddA. starcilam duzo energii i
                        wiary w siebie.
                  • anonymously Re: jestem katem 20.11.04, 15:29
                    Niestety, nie jestem z W-wy, mieszkam daleko od W-wy.
                  • wredna.suka Re: jestem katem 19.07.05, 22:09
                    meble...
                • lucerka Re: jestem katem 31.12.05, 14:02
                  czesc,reakcje meza sa b.podobne do twoich. od czasu kiedy chodzi na terapie do
                  psychologa nie uderzyl ani razu. wybuchy agresji zdarzaja sie wprawdzie ale nie
                  sa przekladane na rekoczyny. od tez zdal sobie sprawe, ze ma problem a to juz
                  pierwszy krok do powrotu do zdrowej postawy.
    • kayaseven Re: jestem katem 20.11.04, 22:28
      Jestem za pOjściem do psychologa-to działa.Wiem coś o tym.
      • babcia_kasi Re: jestem katem 21.11.04, 11:56
        Any, często myślę o Tobie.Kup sobie tę książkę, ja wówczas zamówiłam sobie 3
        książki, przez pozostałe 2 nie mogłam przebrnąć, a ta z "osą" sama się
        czytała.Kup sobie na targu albo w sklepie "po 4 zł" takiego ptaszka na baterie,
        reaguje na kichnięcie, klaśnięcie, podniesiony głos;robi wtedy pi,pi,pi.Ile
        razy podniesiesz w złości głos przypomnij sobie, że gdzieś na Południu Polski
        jest realna babcia (możesz mnie sobie wirtualnie adoptować), która myśli o
        Tobie z nadzieją i serdeczną troską.Życzę szczęścia całej Twojej rodzinie.
        • anonymously Re: jestem katem 22.11.04, 11:58
          Dziekuję za życzenie. Postaram się naprawić ;). Trzymajcie się.
          • anonymously Re: jestem katem 27.11.04, 06:16
            no i gowno, poszlo. znowu sie stalo. sprowokowala. a juz tak dobrze mi szlo.
            czy tylko ja musze byc lepszy? jestem do niczego. do dupy.
            • pawel.drozdziak Re: jestem katem 27.11.04, 12:10
              anonymously napisał:

              > no i gowno, poszlo. znowu sie stalo. sprowokowala. a juz tak dobrze mi szlo.
              > czy tylko ja musze byc lepszy? jestem do niczego. do dupy.

              na zasadzie "mocnego postanowienia poprawy" czy zaciskania zebow zeby tylko
              wytrzymac tego nie ugryziesz. Miedzy wami dzialaja skomplikowane mechanizmy,
              ktore po prostu trzeba odkryc, zrozumiec je..
              Tu zadne ocenianie, doradzanie przez internet "wez sie zastanow" itd. nic nie
              da. Potrzebna jest albo terapia albo rozwod. Albo i terapia i rozwod, bo
              przeciez jesli nie zmienisz czegos w swojej glowie, to z nastepna partnerka
              bedzie to samo co z ta. Szukasz terapeuty?
              Tymczasem polecam ten artykul:
              kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1118786&KAT=239
              A ona jak sie teraz czuje?
              • plathess Re: jestem katem 15.04.05, 01:54
                pawel.drozdziak napisał:

                > anonymously napisał:
                >
                > > no i gowno, poszlo. znowu sie stalo. sprowokowala. a juz tak dobrze mi sz
                > lo.
                > > czy tylko ja musze byc lepszy? jestem do niczego. do dupy.
                >
                > na zasadzie "mocnego postanowienia poprawy" czy zaciskania zebow zeby tylko
                > wytrzymac tego nie ugryziesz. Miedzy wami dzialaja skomplikowane mechanizmy,
                > ktore po prostu trzeba odkryc, zrozumiec je..
                > Tu zadne ocenianie, doradzanie przez internet "wez sie zastanow" itd. nic nie
                > da. Potrzebna jest albo terapia albo rozwod. Albo i terapia i rozwod, bo
                > przeciez jesli nie zmienisz czegos w swojej glowie, to z nastepna partnerka
                > bedzie to samo co z ta. Szukasz terapeuty?
                > Tymczasem polecam ten artykul:
                > kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1118786&KAT=239
                > A ona jak sie teraz czuje?







                Przeczytalem ten artykuł, gdzie facet opowiada jak wyrządził przysługę pewnej
                "damie", układając jej rzeczy. Fakt, można tego nie lubić i nie życzyć sobie,
                ale zatem jak to jest? Ona W BRUTALNY SPOSÓB zaatakowała go, i to nie raz, tylko
                przytoczyła sztrum by go maksymalnie zniszczyć i... i co on miał niby zrobić?
                TYLKO DLATEGO że jest mezczyzną miał chcwycić ją za rączki i odczekać aż
                łaskawica opamięta się bądź po prostu opadnie z sił?
                No moment, chyba potencjalna przewaga fizyczna mężczyzny nie daje prawa kobiecie
                do ataku nań, a mężczyźnie nie odbiera prawa do obrony?!
                A co z przemocą psychiczną kobiet wobec mężczyzn? Jest ona na porządku dziennym,
                tyle że jakoś tak przemilczna tu i tam...
                Ale wracając do tematu, co ten facet miałby niby zrobić?
                Gdyby tak rzucił się na niego facet (powiedzmy słaby, mały, chuderlak) to tylko
                dlatego, że jest taki, atakowany nie miałby prawa odddać mu???!!!!!!
            • ala_bez_kotow Re: jestem katem 28.11.04, 16:00
              ale czym Cie sprowokowala?
            • natalenka Re: jestem katem 29.11.04, 15:32
              Przecież to zawsze jest cudza wina, ten okropny świat nie pozawala Ci być
              lepszym.A może nie posiadasz umiejętności łagodzenia konfliktów w cywilizowany
              sposób? Tylko krzykiem groźbami, które z chęcią spełniasz. . Proponuje rozwód
              dla dobra Twojej żony.
              • anonymously Re: jestem katem 29.11.04, 15:42
                Tak masz racje, to byla moja wina i nic mnie nie usprawiedliwi. Czasem szuka
                sie wytlumaczenia w obwinianiu kogos o sprowokowanie, zeby wyciszyc sumienie.
                Pisalem to jeszcze w zlosci. Rozwod to ucieczka, jezeliby malzonka miala byc
                szczesliwsza beze mnie to owszem, moze byc. Ale moze jednak warto sprobowac sie
                naprawic. Jakakolwiek przemoc z mojej strony wynika z mojej nerwicy i zlego
                wychowania, wydaje mi sie ze skoro mam tego swiadomosc to latwiej bedzie mi
                pokonac swoje nerwy, ale wiem ze i tak latwo nie bedzie.
                • natalenka Re: jestem katem 29.11.04, 15:48
                  Mam nadzieje, że Ci się uda.
                • pawel.drozdziak Re: jestem katem 30.11.04, 13:08
                  anonymously napisał:

                  > Tak masz racje, to byla moja wina i nic mnie nie usprawiedliwi. Czasem szuka
                  > sie wytlumaczenia w obwinianiu kogos o sprowokowanie, zeby wyciszyc sumienie.
                  > Pisalem to jeszcze w zlosci. Rozwod to ucieczka, jezeliby malzonka miala byc
                  > szczesliwsza beze mnie to owszem, moze byc. Ale moze jednak warto sprobowac
                  sie
                  >
                  > naprawic. Jakakolwiek przemoc z mojej strony wynika z mojej nerwicy i zlego
                  > wychowania, wydaje mi sie ze skoro mam tego swiadomosc to latwiej bedzie mi
                  > pokonac swoje nerwy, ale wiem ze i tak latwo nie bedzie.

                  szukasz terapeuty?
                  • pawel.drozdziak Re: jestem katem 30.11.04, 14:16
                    moze wyrazilem sie nieco niejasno. Mialem na mysli to, czy podjales juz jakies
                    kroki w celu znalezienia wykwalifikowanego psychoterapeuty.
                    • anonymously Re: jestem katem 30.11.04, 16:02
                      Nie, narazie nie szukalem nikogo takiego. Zona caly czas nie jest pewna czy
                      powinienem isc do kogos takiego. Obawia sie, ze taka osoba bedzie kazala nam
                      sie kategorycznie rozwiesc.
                      • pawel.drozdziak Re: jestem katem 30.11.04, 16:54
                        anonymously napisał:

                        > Nie, narazie nie szukalem nikogo takiego. Zona caly czas nie jest pewna czy
                        > powinienem isc do kogos takiego. Obawia sie, ze taka osoba bedzie kazala nam
                        > sie kategorycznie rozwiesc.

                        w psychoterapii w ogole nie stosuje sie czegos takiego jak nakazywanie czegos
                        pacjentowi. Rzadko w ogole stosuje sie doradzanie, typu "niech pan/pani zrobi
                        tak i tak i bedzie dobrze". Celem pracy z psychoterapeuta jest zrozumienie
                        mechanizmu stojacego za problemem i rozwiazanie tego problemu w taki sposob,
                        ktory klient uznaje za najlepszy dla siebie.

                        Poniewaz nie jestesmy na sesji psychoterapeutycznej pozwole tu sobie na
                        zrobienie czegos, czego zaden psychoterapeuta by nie zrobil. Udziele rady.

                        Otoz mozna zalozyc, ze ty idziesz do specjalisty rozwiazac ten problem dla
                        zony. I to jest do pewnego stopnia prawda. Nie odpowiedziales na pytanie jak
                        ona sie teraz czuje, z czego wnioskuje, ze pisanie tego nie byloby dla ciebie
                        przyjemnoscia. Sam wiesz jak to z nia jest po czyms takim. Wystarczy sobie
                        przypomniec.

                        Ale tak naprawde, to ty powinienes isc do tego specjalisty dla siebie. Nawet
                        gdybys nie mial zony w ogole, bo byscie sie na przyklad jutro rozwiedli.

                        Prawdopodobnie masz jakis klopot ze swiatem ktory probujesz rozwiazac bijac
                        swoja partnerke. Samo bicie jest juz problemem, ale to co probujesz tym biciem
                        rozwiazac moze byc problemem duzo powazniejszym. Dlatego powazniejszym, ze nie
                        zniknie to z chwila np. rozwodu. To moze byc niskie poczucie wlasnej wartosci,
                        to moze byc lek przed odrzuceniem, lek przed tym, ze cie ktos zdominuje...rozne
                        tu sa mozliwosci. Takie cos dziala w calym zyciu. W domowej awanturze pokazuje
                        sie wyraznie, ale w pozostalych momentach to cos tez jest obecne w kazdej
                        rzeczy ktora robisz.

                        Zajecie sie czyms takim wymaga duzej odwagi. Duzo wiekszej niz pisanie na
                        sieci. Teraz jest tak: dochodzi do awantury, pobijesz ja, masz moralniaka, wiec
                        wchodzisz na to forum, piszesz, ze chcesz sie zmienic ale to trudne i po
                        napisaniu takich slow juz czujesz, ze cos w tej sprawie zrobiles. Czyli
                        poczucie winy mija. Przeciez sie pokajales, przeprosiles publicznie, zniosles
                        przytyki ze strony forumowiczek...No to o co jeszcze chodzi? No chodzi o to, ze
                        w ten sposob - robiac awanture jedna po drugiej po czym piszac o tym tutaj -
                        nie zblizasz sie w ogole do rozwiazania. Krecisz sie w kolko.

                        Najprosciej jak mozna: jedni maja jaja, a drudzy maja "ja". Zostaw "ja" na
                        kolku i idz do porzadnego terapeuty nie pytajac sie zony o zdanie, bo ona ci
                        przeciez nic innego nie powie niz tylko to, co odgadnie, ze chcesz uslyszec.
                      • plathess Re: jestem katem 15.04.05, 01:58
                        anonymously napisał:

                        > Nie, narazie nie szukalem nikogo takiego. Zona caly czas nie jest pewna czy
                        > powinienem isc do kogos takiego. Obawia sie, ze taka osoba bedzie kazala nam
                        > sie kategorycznie rozwiesc.



                        9 do 10 stawiam, że tak będzie. Tylko jakoś nie wierzę, że to są argumenty żony.
                • ala_bez_kotow Re: jestem katem 30.11.04, 13:32
                  to juz naprawde duzo wiesz.

                  ciekawi mnie to, ze kaci nie moga zniesc poczucia winy.
                  to znaczy, ze jednak maja jakie s ludzkie uczucia.

                  na czym polegalo to zle wychowanie?
                  • anonymously Re: jestem katem 30.11.04, 16:07
                    zle wychowanie to np. brak milosci w rodzinnym domu ani w stosunku do mnie ani
                    miedzy rodzicami, ciagle klotnie, brak jakiegokolwiek wsparcia w codziennym
                    zyciu (wybor szkoly, pracy), brak obowiazkow, zero martwienia sie o druga
                    osobe, samowola, zly system wartosci itp. ogolnie brak wychowania. wine za to
                    ponosi ewidetnie moja matka, za ktora to wlasnie dostaje sie mojej zonie.
                    • ala_bez_kotow Re: jestem katem 01.12.04, 11:53
                      sluchaj. ja mysle, ze to i tak duzo, ze Ty sobie z tego zdajesz sprawe. ja
                      mialam doczynienia z gorszym przypadkiem. teraz jestem na etapie autoterapii.
                      tzn. mam jakies dziwne poczucie winy, czuje sie fatalnie dlatego draze temat i
                      staram sie zrozumiec, to, ze to byla jego wina, ze to ona mial problem. moj
                      byly facet z perspektywy czasu to bardzo ciezki przypadek. poczatkowo wychowal
                      sie bez ojca- byl nieslubnym dzieckiem w srodowisku bardzo katolickim, pozniej
                      matka poznala faceta, ktory zachecal ja do slubu. stosowal rozne szantaze- np.
                      ze popelni samobojstwo. w kazdym razie matka za niego wyszla za maz. urodzila
                      sie siostra. facet okazal sie alkoholikiem. teraz mowi sie o nim, ze jest
                      zwierzeciem. w kazdym razie sytuacja wyglada tak, ze w mieszkaniu sa pozamykane
                      na klucz pokoje, zeby facet nie wyniosl czegos.
                      jesli chodzi o mojego bylego faceta to mysle, ze ma duzy problem z szacunkiem w
                      stosunku do innych ludzi, bo albo sie ich boi - na poczatku, a pozniej nimi
                      gardzi.
                      oni teraz sie trzymaja w trojke razem- tzn. siostra, matka i on. ale matka
                      popelnia straszny blad- on jej o wszytskim opowiada tzn. on nie podejmuje
                      zadnych decyzji bez opowiedzenia jej o tym. on mimio tego, ze jets duzym
                      facetem, nadal jest malym chlopcem- o tym pisal psychoterapeuta na tym forum-
                      dziecko w ciele doroslego. kiedys nawet mi powiedzial, zebym go traktowala jak
                      malego chlopca- boshh to zrobilo na mnie FATALNE wrazenie, FATALNE.
                      mam wrazenie, ze on nie umie nawiazac normalnych przyjzanych relacji z kobieta.
                      niby ten kontakt z matka jets ok ale tez mi powiedzial, ze nie moglby z nia
                      dluzej przebywac.
                      • e_rato Re: jestem katem 09.01.05, 10:59
                        Jestem w szoku...Tluczesz zone ,potem tu sie bijesz w piers ...i na tym konczy
                        sie twoj wysilek .Typowe zachowanie alkoholika:schleje sie,awananturuje,potem
                        kaja i obiecuje ,ze nigdy wiecej.Moim zdaniem gdybys naprawde kochal zone i
                        chcial cos zmienic to juz dawno bylbys u psychologa czy
                        psychoterapeuty .Traktujesz to forum jak konfesjonal ,szukasz tu chyba nie
                        pomocy a rozgrzeszenia dla siebie .Jestem biedny,mialem zle dziecinstwo i
                        dlatego jestem be.A jakie Ty zycie zgotowales swojej zonie? Mysle ze i ona w
                        tej chwili nadaje sie do psychoterapii .Gdybys ja kochal to spakowalbys walizke
                        i powiedzial:kochanie ,jestem agresywnym zwierzakim,krzywdze cie ,a poniewaz
                        bardzo cie kocham wiec na razie spadam sie poleczyc .Jak bede mial najgorsze za
                        soba wroce.
                        • malgosia60011 Re: jestem katem 24.01.05, 17:26
                          pewnie ze twoja zona mowi ci bys nie szedl do psychologa.Probuje odgadnac twoje
                          mysli.Boi sie ze gdy powie ci ze zebyz poszedl to ty znow zaczniesz ja
                          tluc.Powiedz szczerze jak sie czujesz kiedy ja bijesz?Dobrze?sprawia ci to
                          przyjemnosc?Czlowieku opanuj sie!!To jest czlowiek twoja zona ktora musisz
                          kochac skoro ja poslubiles.Po co brales ja sobie za zone?Po to by ja bic?!Tak
                          bardzo ja kochasz?To jest twoj sposob wyrazania uczuc?Jak dla mnie jestes
                          tchorzemA wiesz dlaczego?Bo wyrzywasz swoja agresje na slabszych.Watpie abys
                          przylozyl komus silniejszemu od ciebie.Ale slabszemu czemu nie?No
                          pewnie.Kobieta ci nie odda.Jest mi ciebie naprawde szkoda.Jesli kochasz ja to
                          idz jak najpredzej do lekarza.Wbrew temu co mowi twoja zona.Ratuj ja przed
                          samyj soba poki nie jest za pozno.Przeciez ty mozesz ja zabic!!!!!!!!Jak
                          bedziesz sie wtedy czul?Co zrobisz?A jak ona sie czuje?Jestes silny wieze w
                          to .Skoro odwazyles sie uderzyc droga ci osobe....Napewno dasz rade to
                          przezwyciezyc i pokonasz agersje.Trzymam kciuki.
                          • malgosia60011 Re: jestem katem 24.01.05, 17:29
                            i jeszcze jedno gratuluje za odwage przyznania sie.Kiedy przeczytalam twoj
                            pierwszy list nie wierzylam ze to napisal facet.Predzej bym powiedziala ze to
                            twoja zona zrospaczona
                          • plathess Re: jestem katem 15.04.05, 02:04
                            malgosia60011 napisała:

                            > pewnie ze twoja zona mowi ci bys nie szedl do psychologa.Probuje odgadnac twoje
                            >
                            > mysli.Boi sie ze gdy powie ci ze zebyz poszedl to ty znow zaczniesz ja
                            > tluc.Powiedz szczerze jak sie czujesz kiedy ja bijesz?Dobrze?sprawia ci to
                            > przyjemnosc?Czlowieku opanuj sie!!To jest czlowiek twoja zona ktora musisz
                            > kochac skoro ja poslubiles.Po co brales ja sobie za zone?


                            A panna nie słyszała o małżenstwach wymuszonych ciążą?
                            Ile takich jest..... Ja aż się przewracam o takie małżeństwa. Od ręki mogłbym
                            wymienić z 8, 9 takich....
    • iwa1602 Re: jestem katem 10.03.05, 14:52
      Ja nie wierze w zmiane takiego osobnika, jak Ty, przykro mi. Mój mąż też mówił
      wszystkim i mi, że to ja prowokuję. Chodzi do psychologa, ale chyba do końca
      nie jest przekonany, że powinien. Nie potrafię już z nim żyć i mimo, że mamy
      2,5-letniego synka zdecydowałam się na rozwód. Tak będzie lepiej dla mnie i
      dziecka. Twoja żona powinna zrobić to samo, tylko nie wiem, czego się obawia.
      Że sobie nie poradzi? A tak jest jej dobrze? Wątpię... Chciałabym wysłuchać jej
      strony, jak ona to widzi i dlaczego jeszcze z Toba jest. Od kiedy odeszłam od
      męża nawet wyglądam o wiele lepiej, wypoczęłam psychicznie i choć fiycznie
      więcej pracuję, wszyscy mi mówią, że wyglądam promiennie. Nie mam już tych
      obaw, że znów się o coś przyczepi. Sam sobie z tym nie poradzisz. I nie wiem,
      czy ktoś jest w stanie Ci pomóc. Bo piszesz: "ona sprowokowała". Dobre
      wytłumaczenie. A ona pewnie obwinia siebie słuchając Ciebie, jak ja to robiłam
      przez tyle lat. Mogę tylko powiedzieć: nie utrudniaj jej odejścia, jeśli się na
      to zdecyduje.
    • 2julka Re: jestem katem 27.09.05, 20:26
      Witam
      Też jestem facetem (nick trochę mylący, ale niechcący).
      Takie rzeczy oczywiście się leczy, ale jest to terapia długotrwała i pewnie
      trochę Cię zmieni ( "na lepsze"). W Warszawie jest taka placówka : Laboratorium
      Psychoedukacji (tel. (22) 616 13 72) na ul. Katowickiej 18 (Saska Kępa). Tam są
      bardzo skuteczni psychoterapeuci. Psychiatrii nie polecam, bo w Twojej sytuacji
      da tylko dorażną pomoc, a możesz uzależnić się od leków uspokajających.
      Szukaj pomocy u psychologów i psychoterapeutów. Oferta jest obfita, nawet w
      placówkach dla kobiet typu "przemoc w rodzinie" na pewno coś Ci poradzą i
      skierują gdzie trzeba.
      Pozdrawiam - facet "po przejściach"
    • lucjola5 Re: jestem katem 30.09.05, 23:20
      anonymously napisał:

      > Witam. Prosze o pomoc. W naszym zwiazku, to niestety to ja jestem ten zly.
      > Mam typowe objawy osobnika stosujacego przemoc w stosunku do zony tzn. nagle
      > zaczynam, z czesto blahych powodow, denerwowac sie w zasadzie o nic, napiecie
      > rosnie az w koncu konczy sie to albo powazna awantura albo uderzeniem zony.
      > Po tym wszystkim napiecie spada, ja sie uspokajam, przepraszam, obiecuje ze
      > to sie wiecej nie powtorzy. Czasem dzieje sie to raz na miesiac, czasem
      > rzadziej. Przeczytalem, ze w wiekszosci przypadkow nie ma szansy na uleczenie
      > kogos takiego jak ja. Mam swiadomosc swojej choroby i staram sie dowiedziec
      > jak najwiecej o naszych klopotach. Czy mam sie udac do psychologa, moze do
      > psychiatry, czy sa moze jakies srodki uspokajajace, ktore w krytycznej
      > sytuacji pooga mi sie opanowac. Prosze o jakies porady. Jezeli nie chcecie
      > pomoc mi, to zrobcie to chociaz dla mojej zony.

      Myśle, że jesteś po prostu znerwicowany i należy udać się do lekarza. Oni
      potrafią czynić cuda. Nie jesteś chyba takim potworem, bowiem Twoja wypowiedż
      wskazuje na to, że masz odruchy ludzkie. Na pewno dobrze zdrobiłaby Ci modlitwa
      na różańcu, pod warunkiem,że jesteś wierzący. Pomóż sobie i swojej żonie, która
      na pewno Cie kocha, skoro jest jeszcze z Tobą.
      Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę powodzenia Jolanta z Lublina
    • anka19821003 Re: jestem katem 25.10.05, 14:35
      To niemożliwe, że nie możesz się opamować. Powinieneś się leczyć już od
      pierwszej takiej sytuacij. Nic nie tłumaczy twojego zachowania. Zyczę,żeby żona
      od ciebie odeszła i żebyś już zawsze był sam.
      • anonymously Re: jestem katem 26.10.05, 07:50
        Już od dawna wszystko ze mną w porządku. Nauczyłem się panować nad sobą i
        wszystko się jakoś poukładało. Dużo pomogła mi książka z "osą". Dziękuje za
        porady.
    • 4pama Re: jestem katem 29.11.05, 00:21
      nie sądzę,że jesteś katem, to zbyt prosta ocena
      a życie nie jest proste
      ja jestem kobietą
      jestem dorosłym dzieckiem, które całe czas się nad soba użala
      tęskni za straconym dzieciństwem
      tak bardzo boję się wszystkiego, że sama przed sobą udaję super silną
      a cokolwiek dzoeje się inaczej niż ja to zaplanowałam
      jest chwila i już kipię
      wtedy gotowa jestem uiderzyć, wyzwać, poniżyć
      wtedy jestem katem
      nie jestem całkiem zła
      wielu osobom pomagam, nawet za bardzo sie angazując w sprawy innych
      ale jak jestem zła na swoje dziecko to je szarpię za włosy, albo ciągnę za ucho
      typowy agresor
      nienawidzę tego, wtedy nienawidzę siebie
      byłam już na terapi indywidualnej kilka lat
      ale raczej nauczyłam sie akceptować siebie
      a nie umiem opanowywac agresji
      ale pójdę jeszcze raz, na tą Belgijską
      boję się ale pójdę, wstyd mi
      tam pewnie są tylko mężczyźni, ale pójdę
      dla swojej rodziny, dla moich dzieci, dla mojej córci, dla siebie...
      ciężkie mam życie
      najpierw straszne dzieciństwo, teraz ja jestem straszna
      ale ja to zmienię, jeszcze zdążę

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka