Dodaj do ulubionych

Oszukana...

09.12.04, 00:06
Nie wiem do kogo się zwrócić ze swoim problemem.
Jestem w ciąży,właściwie lada dzień będę rodzić.Tego dziecka bardzo chciał mąż,ja mogłam jeszcze trochę poczekać,ale on tak bardzo prosił...
W 6 m-cu ciąży powiedział,że już mnie chyba nie kocha.Załamałam się.Wszystkiego bym się spodziewała,tylko nie tego.Byliśmy razem 7 lat,kochał mnie jak szaleniec,szybciej po sobie spodziewalabym się najgorszego,jego byłam absolutnie pewna.
Jestem teraz bardzo samotna.Mieszkamy razem,odzywamy się do siebie,niby wszystko jest normalne.Poza tym,że czuję się jak intruz w jego życiu,oprócz tego,że od trzech miesięcy nie chce mnie pocałować.Oprócz tego,że ja go kocham,noszę jego dziecko,a on "czuje się odpowiedzialny".
Zachowuje się jakby nic sie nie stało,nie chce na ten temat rozmawiać,powiedział,że przecież niczego mi nie zabraknie,że chce wychowywać to dziecko itd.Tylko ja coraz bardziej sie załamuję.Jest dla mnie najważniejszy,a uważa mnie za swój obowiązek.
Czuję się oszukana-miało być tak pięknie,a skończyło się koszmarem.
Zdecydowałam się wyprowadzić za 3-4 m-ce,jak już maluszek będzie trochę większy,nie wyobrażam sobie takiego życia.Codziennie zastanawiam się kiedy on znienawidzi mnie za to,że jestem w jego życiu,albo kiedy ja znienawidzę go za to,że chciał mieć ze mną dziecko,a potem po prostu przestal mnie kochać.
Obserwuj wątek
    • zdzichu-nr1 Re: Oszukana... 09.12.04, 00:40
      Bardzo współczuję.

      Jedyna rada, to rzeczywiście się wyprowadzić, może to nim wstrząśnie. Zakładam,
      że masz środki, aby to zrobić.

      Facet jest skrajnie nieodpowiedzialny, a ,tfu tfu, być może ma też jakąś babę.
      Obrzydliwy typ
    • Gość: Mark Re: Oszukana... IP: *.arcor-ip.net 09.12.04, 00:49
      Znam to.
      Wiem.
      To tragedia.
      Ale licz jeszcze na to, ze jak zobaczy swoje dziecko,
      to zmieni swoj stosunek uczuciowy.
      Takze do Ciebie.
      Sytuacja nie jest beznadziejna.
      • anahella Re: Oszukana... 07.05.05, 02:05
        Gość portalu: Mark napisał(a):

        > Ale licz jeszcze na to, ze jak zobaczy swoje dziecko,
        > to zmieni swoj stosunek uczuciowy.
        > Takze do Ciebie.

        Trutututu:( Chyba sam/a nie wierzysz w to co piszesz.
    • Gość: Lana To nie zadne oszustwo! IP: 200.212.114.* 09.12.04, 00:57
      Bardzo ci wspolczuje i mam nadzieje ze wszystko ci sie pouklada ale powiedz mi
      czy jest tu naprawde jakas i czyjas wina? Serce nie sluga:-( A wiec nie ma tu
      zadnego oszustwa chyba ze wierzysz ze jak cie kochal to tylko o tym klamal.
      • Gość: Mark Oszustwo moze nie, ale... IP: *.arcor-ip.net 09.12.04, 01:02
        wybacz, jak sie z kims jest kilka lat i dziewczyna donosi wspolna ciaze,
        i mowic jej w takim momencie, ze chce sie odejsc...???

        Cos mi tu nie gra.

        Mozna to zrobic wczesniej, lub pozniej.
        Ale w momencie ciazy - to dla mnie CZYSTE SWINSTWO.
        • Gość: Lana Re: Oszustwo moze nie, ale... IP: 200.212.114.* 09.12.04, 01:08
          Oczywiscie ze to okropna sytulacja ale powiedz mi, i moze ona tez na to
          odpowie, czy wydaje ci sie ze on ja oklamal po to zeby zaszla w ciaze a potem
          powiedzial jej prawde? To zupelnie bez sensu...
          Glupi ten facet jednak bo nie musial jej tego teraz powiedziec kiedy ona nie
          powinna sie niczym teraz martwic:-(
          • Gość: Mark I wlasnie o to chodzi IP: *.arcor-ip.net 09.12.04, 01:25
            glupi ten facet...
            i to jak.
            mogl to zrobic rok wczesniej, lub rok pozniej,
            gdy male juz bedzie spokojnie dychalo.
            ale nie teraz.

            pozdrawiam Was obie.
      • Gość: rusałka Re: To nie zadne oszustwo?!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.04, 13:14
        taa, serce nie sługa, a więc zostawić ciężarną kobietę z własnym dzieckiem w
        brzuchu to jest pełen luz, jakoś sobie poradzi, nie?!
        lano, nie lepszym jesteś człowiekiem, niż partner tej pani, pisząc takie rzeczy...

        na miejscu autorki wątku postraszyłabym tatusia że w tej sytuacji to on zajmie
        się dzieckiem (przecież je chciał) - a ona wybiera wolność. Ciekawa jestem
        reakcji...
        nie zapomnij wyciągać od niego maximum kasy. i narazie się nie wyprowadzaj. nie
        ułatwiaj mu życia.

        z innej strony określiłabym tą sytuację jako "samcze chamstwo kontra babska
        naiwność". jest jedna prosta zasada: nie zachodź w ciążę jeśli nie czujesz się
        na siłach być samotną matką.

        Gość portalu: Lana napisał(a):

        > Bardzo ci wspolczuje i mam nadzieje ze wszystko ci sie pouklada ale powiedz mi
        > czy jest tu naprawde jakas i czyjas wina? Serce nie sluga:-( A wiec nie ma tu
        > zadnego oszustwa chyba ze wierzysz ze jak cie kochal to tylko o tym klamal.
        • Gość: Lana Re: To nie zadne oszustwo?!! IP: 208.37.26.* 09.12.04, 14:17
          ..taa, serce nie sługa, a więc zostawić ciężarną kobietę z własnym dzieckiem w
          ..brzuchu to jest pełen luz, jakoś sobie poradzi, nie?!
          ..lano, nie lepszym jesteś człowiekiem, niż partner tej pani, pisząc
          takie ..rzeczy...


          Szkoda tylko ze nie rozumiesz tego co czytasz.
          1.Nie zostawia jej, napisala wyraznie ze zostaje i sie nimi zaopiekuje
          2. Gdzie widzisz cos w mojej wypowiedzi ze taki wniosek o mnie wyciagasz. Co ja
          takiego napisalam? Napisalam ze uczuc sie nie wybiera, nie podejmuje sie o nich
          zadnych decyzji. One po prostu sa. Z tym sie nie zgadzasz? Naprawde wydaje ci
          sie ze to co czujesz do drugiej osoby jest po prostu decyzja??

          • Gość: rusałka Re: To nie zadne oszustwo?!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.04, 21:13
            Gość portalu: Lana napisał(a):
            Napisalam ze uczuc sie nie wybiera, nie podejmuje sie o nich
            zadnych decyzji. One po prostu sa. Z tym sie nie zgadzasz? Naprawde wydaje ci
            sie ze to co czujesz do drugiej osoby jest po prostu decyzja??

            wiesz, ok, moze i jego uczucie wygasło, ale NIE MÓWI SIĘ i nie okazuje takich
            rzeczy kobiecie w 9 miesiącu z dzieckiem, które się podobno chciało!! Jak byś
            się czuła, pomyśl!

            nie byłam w ciąży, ale wydaje mi sie ze wtedy kobieta bardzo potrzebuje miłosci
            i wsparcia. a takie traktowanie kobiety i matki własnego dziecka jest po prostu
            podłe.
            rozstanie zawsze boli, ale w takiej sytuacji jest to cios poniżej pasa.

            pozatym ten pan musi być niezawykle niedojrzały i/lub bezmyślny, jeśli najpierw
            decyduje sie na dziecko a potem wycofuje się zanim jeszcze to dziecko się pojawi.
        • Gość: ania Re: To nie zadne oszustwo?!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.04, 14:00
          rusałka napisała:
          "na miejscu autorki wątku postraszyłabym tatusia że w tej sytuacji to on zajmie
          się dzieckiem (przecież je chciał) - a ona wybiera wolność. Ciekawa jestem
          reakcji...
          nie zapomnij wyciągać od niego maximum kasy. i narazie się nie wyprowadzaj. nie
          ułatwiaj mu życia."
          ja cie przepraszam rusałko,ale strasznie głupie to co napisałaś.nie uważasz z
          ew tej sytuacji dziecko byłoby kartą przetargową?
          chyba nie o to chodzi...

    • sagis Re: Oszukana... 09.12.04, 08:50
      Bardzo Ci współczuję:-(((
      Może jest coś czego on przestraszył się. Przez ten strach myśli, że już Ciebie
      nie kocha.
      Znalazłam taki artykuł ze strony mężczyzny. Mówi w nim jakiś mężczyzna, że
      chcieć dziecko to jedno, a jak one już przychodzi na świat, to co innego.
      Smutne, ale często mężczyźni dowiadują się o sobie w skrajnościach. Jak już nie
      ma wyjścia.

      Kiedyś powiedział mi ktoś, że bał się faktu, że dziecko przychodzi na świat.
      A, jak urodziło się i wziął je na ręce, to poczuł radość i ten lęk ustąpił:-)

      kobieta.gazeta.pl/edziecko/1,54921,2373347.html
      Przeczytaj ten artykuł. Może coś Ci podpowie.

      Dużo radości Ci życzę i zdrowego dziecka.
    • camina Re: Oszukana... 09.12.04, 09:18
      Boze ale musi ci byc ciezko...szczególnie teraz, kiedy kobieta najbardziej
      potrzebuje wsparcia i czulosci.
      Wyprowadź sie jak mozesz i masz gdzie,niech on cierpi nie widujac dziecka
      codziennie.
      Nie martw sie, los jeszcze sie do ciebie usmiechnie!!!
      • Gość: Teresa Re: Oszukana... IP: *.net-serwis.pl 09.12.04, 09:58
        kurcze, jakie wyprowadz sie???
        niech on sie wyprowadzi, jak juz nie bedziesz mogla czy chciala go znosic
        nie potrzebujesz nowych wrazen teraz, ani gdy dziecko juz bedzie

        oszukana, trzymaj sie, najwazniejsza jestes Ty i dziecko
        • mojanoga Re: Oszukana... 09.12.04, 10:13
          Nie sądzilam,że tak wiele osob odpowie na mój list.Bardzo Wam dziękuję za wszystko co napisałyście.
          Mam środki żeby sie wyprowadzić,nie chcę tego jednak robić żeby się zemścić,żeby on nie mogł widywać dziecka.Chcę jakoś poukładać sobie życie i chociaż on mówi,że będzie sie nami opiekowal,pomagal mi,że kocha to dziecko to przecież nie mogę oczekiwać,że cale życie spędzi z kobietą,ktorej już nie kocha tylko z powodu poczucia winy!Ja też sobie nie wyobrażam takiego rozwiązania "dla dobra dziecka"-bo to wcale nie będzie dla niego dobre.
          Mieszkanie jest jego i nie mam najmniejszego zamiaru mu go odbierać.
          Koledzy ,z którymi rozmawialam też probowali mnie przekonać,że to moze tylko strach przed tym,że się nie sprawdzi jako ojciec.Chcialbym w to wierzyć...Ale to trudne.
          Zaraz przeczytam artykuł podesłany w tym temacie-może cos mi się rozjaśni?
          Nie winię go za to,że przestał mnie kochać-nigdy nie bylam zgodną i potulną kobietą,a w ciąży pewnie bywałam nieznośna,ale byłoby mi łatwiej odejść,zapomnieć gdyby nie było dziecka.Raczej czuję sie oszukana przez los,ale poradzę sobie,zawsze jakoś sobie radzę tylko wymaga to czasu.
          Bardzo dziękuję za Wasze słowa,jest mi lżej że moglam się "wygadać" i ktoś na to zwrócil uwagę.
          • beatach1 Re: Oszukana... 09.12.04, 10:16
            Musisz teraz byc silna !!! Dla siebie i dla Twojego dziecka !!!

            Pozdrawiam i zycze wszystkiego dobrego
            Beata
            __________________________________
            Chetnie rozsadzam sprawy miedzy wrogami niz miedzy przyjaciolmi, bo z
            przyjaciol w kazdym razie jedna strona stanie sie moim wrogiem, z wrogow jedna
            ze stron przyjacielem.
            Bias z Prieny
            (VI / V w. p.n.e.)
          • sagis Re: Oszukana... 09.12.04, 10:42
            Nie wiń siebie, bo byliście długo ze sobą i to była też jego decyzja o dziecku.
            Powinien też zrozumieć kobietę w ciąży- hormony i te sprawy. A, tak jest, że
            jak kobieta jest w ciąży, a później też jest dziecko, to ona i dziecko wtedy
            potrzebują więcej od mężczyzny. A, on wtedy ma problem, bo nagle musi więcej
            dawać. I odczuwa to też, że mniej dostaje. Siłą rzeczy kobieta musi dzielić na
            kilka osób. On przestaje już być dla niej jedyny. To jest często ich problem.
            Przykre, że zawsze w takiej chwili zaczynają zdawać sobie z tego sprawę.
            Jeśli mężczyzna nie da sobie z tym rady, to niestety świadczy, że jest egoistą
            i nie nadaje się na ojca rodziny. Chyba trzeba wymyśleć jakiś wcześniejszy test
            na takich.

            Pozdrawiam i dużo szczęścia Ci życzę. Dziecko będzie Twoim szczęściem.
    • Gość: jendza Re: Oszukana... IP: *.fbx.proxad.net 09.12.04, 10:16
      Mysle, ze Twoj maz jest niezrownowazony psychicznie, lub bardzo niedojrzaly.
      Milosc to nie sprawa uczuc,ale aktu woli, i wlasnie
      ten akt woli potwierdzamy przysiega malzenska.
      Jesli mezczyzna tak nieporadnie probuje sie ze swoich zobowiazan wycofac, i do
      tego jeszcze w tak kluczowym momencie dla zycia juz nie tylko malzenstwa, ale
      calej rodziny - to znaczyc moze tylko, ze nie nadaje sie do zycia w rodzinie,
      bo albo jeszcze do tego nie dorosl, albo ma problemy psychiczne.
      W przypadku pierwszym mozna mu dac czas, zeby dorosl, w przypadku drugim -
      nalezaloby naklonic do leczenia.
      A Tobie nalezaloby zyczyc, zebys znalazla sile na to, by mu te wszystkie
      zniszczenia, ktorych w Waszym zyciu dokonal, wybaczyc.
      Niezaleznie od tego, czy nadal bedziecie razem, czy nie.
      Bo jesli nie wybaczysz, negatywna energia zniszczy CIebie...

      Tymczasem NIECH CI SIE WSZYSTKO ROZWIAZUJE, A MALUSZEK POTEM ZDROWO ROSNIE!!!
      Trzymaj sie mocno!
      j
      • mojanoga Re: Oszukana... 09.12.04, 10:43
        Tu nie chodzi o wybaczenie-miałam duzo czasu żeby sie nad tym zastanowić i jest mi ciężko,ale nie chowam urazy.Poza tym jest to ojciec mojego dziecka,człowiek którego kocham,ktory przez wiele lat był dla mnie oparciem i najlepszym przyjacielem.
        Miałm do niego pretensje,że wybral akurat taki moment,że zostawil mnie samą z moimi lękami,moją miłością i że bylam calkowicie zdana na niego(ostatnie 3 m-ce musiałam leżeć z powodu powiklań).
        Myślę,ze on sobie nie zdaje sprawy z tego co ja czuję.Nawet kiedyś zdziwiony odpowiedzial na moje zarzuty,że przecież nie jest tak źle,bo pomimo,że mnie juz nie kocha to przecież jest przy mnie i mogę na niego liczyć.Na co ja odpowiedziałam,ze czuję się jak ofiara wypadku,ktorej ktoś mówi,że nie jest tak źle-stracila pani tylko jedną nogę,drugą udało się uratować.
        Najgorsze mam już za sobą-jako,że poród już wlaściwie na dniach-wolno mi wstać,iść na spacer z psem,czy umyś naczynia,po prostu mogę czymś zająć myśli.Wiele razy w ostatnim czasie marzylam o tym żeby pójść do jakiegoś klubu,potańczyć,pogadać z ludźmi,wypić piwo,albo biegać aż do całkowitego wyczerpania,żeby jakoś odreagować.Niestety nie moglam co jeszcze poglębialo moją depresję.
        Teraz mam nadzieję,że tak się skupię na dziecku,że wszystko inne przestanie być takie ważne.
        • Gość: jendza W zdrowiu i w chorobie... IP: *.fbx.proxad.net 09.12.04, 11:42
          Wiesz, wychodzi mi z tego, ze on raczej niedojrzaly jest...:(, ze sie tak bede
          trzymac moich poprzednich uproszczen...
          Przyszlo mi do glowy, ze bardzo jest niejasne, coz to dla niego tak naprawde
          znaczy 'milosc'? A moze pomylil milosc z tym dreszczykiem namietnosci, ktory
          natychmiast rozpala czlowieka, kiedy ten tylko pomysli o 'ukochanej' osobie? A
          poniewaz byc moze zona lezaca, ze znieksztalcona figura, zona, z ktora sie juz
          nie figluje, przestala budzic ten 'dreszczyk' - wymyslil, ze juz Cie 'nie
          kocha'? I dlatego taki jest zdziwiony Twoja reakcja i twierdzi, ze nie jest
          przeciez 'tak zle'...? Mowiac wprost - moze pomylil milosc z namietnoscia?
          Jesli moje przypuszczenia sa sluszne, to moze sie okazac po paru miesiacach,
          ze... znow CIe 'pokochal'... Bo cialo znow sie zmieni i moze sie okazac, ze
          bedziesz jeszcze bardziej atrakcyjna, niz przed ciaza...
          I co wtedy?
          To znaczy mysle, ze trzeba uporzadkowac kolejnosc uczuc, zrozumiec doglebnie,
          co sie z Wami stalo... I wyglada na to, ze gros tej pracy musisz wykonac Ty.
          Wtedy tylko, przy tym zrozumieniu, widzialabym przed Wami szanse...
          Bardzo szkoda, ze to wszystko wydarzylo sie teraz wlasnie,gdy NAJBARDZIEJ go
          potrzebujesz, i co wiecej - potrzebuje Was Obojga - spokojnych, kochajacych,
          godnych zaufania itd. Wasz Dzidzius.

          Dzielna jestes ogromnie, ze tak sobie z tym wszystkim radzisz, silna i dzielna.
          Niech CIe wspiera wszystko, co DOBRE, zebys to prze-cierpiala jak najmniej
          bolesnie.
          Widzisz, bo my tu sie mozemy madrzyc w te lub w tamta strone, ale to zawsze
          bedzie spojrzenie z zewnatrz. W epicentrum zostajesz Ty i bol.
          Niech juz przestanie bolec...

          Wszystkiego co najlepsze!
          j.
          • mojanoga Re: W zdrowiu i w chorobie... 09.12.04, 13:03
            Dzięki.Chociaż-czy przez tyle lat można mylić namiętność i pożądanie z miłością?
            Tak,czy inaczej-muszę czekać.
            Pozdrawiam.Napisę gdyby coś sie zmieniło.
            • Gość: jendza Re: W zdrowiu i w chorobie... IP: *.fbx.proxad.net 09.12.04, 13:17
              A ja trzymam kciuki i bede czekac na wiadomosc:).
              Jakby co - mam konto na gazecie - jendza1, to znacyz,
              jakbys nie chciala juz pisac na forum.
              Tymczasem SILY, SILY, SILY... jak najwiecej radosci i niech sie WSZYSTKO
              ROZWIAZUJE...

              Sciskam mocno!
              j
              ps teraz mnie nie bedzie przez pare tygodni, ale do poczty bede zagladac!
            • Gość: Marlena Re: W zdrowiu i w chorobie... IP: *.cobus.net 09.12.04, 14:06
              Mojanoga, tak przykro czytac co Cis spotkalo i az sie wierzyc nie chce... po
              prostu szok... Facet namawia Cie na dziecko, zeby po 6ciu miesiacach
              powiedziec, ze Cie nie kocha...
              Czy jestescie malzenstwem?
              Wiesz, mysle, ze jesli ktos potrafi "przestac kochac" z dnia na dzien, to nigdy
              nie kochal prawdziwa miloscia... Dojrzaly i zrownowazony czlowiek tak by sie
              nie zachowal.
              Trudno Ci pomoc i znalezc jakies dobre rozwiazanie... taka sytuacja zdolowalaby
              kazda kobiete.
              Mozliwe ze on sie wystraszyl, dotarla do niego powaga sytuacji... mozliwe, ze
              po porodzie zmieni sie - pytanie tylko, czy wtedy bedziesz mogla mu jeszcze
              zaufac?
              Zostawie Ci moj adres marlena1512@gazeta.pl, napisz kiedy zechcesz. Pozdrawiem
              mocno, wszystko sie ulozy, ten trudny czas "przejsciowy" minie i bedziesz
              szczesliwa
    • sevenheven Re: Oszukana... 09.12.04, 14:40
      Przeczytałam i myślę jak napisać Ci to co poczułam.
      Postawiłam się w Twojej sytuacji i strasznie to zabolało.
      Gdy człowiek czyta o problemach innych reaguje na nie inaczej niż w sytacji w
      której jego zaczynają dotyczyć. Ludzie lubią radzić innym i być może w jakimś
      stopniu to Ci pomoże, bo wiele prawdziwych słów napisali, ale pamiętaj że to Ty
      podejmiesz decyzję i wpłynie ona na całe Twoje życie, a za nie ( i za TO nowe
      które nosisz) odpowiadasz tylko Ty. Pamiętaj że każdy ma prawo do szczęscia, a
      Ty szczególnie. Napewno jesteś silną kobietą i wiem, że sobie poradzisz, bo
      wszyscy w tej sytuacji są po Twojej stronie, ja też.

      Ciepłe pozdrowienia dla Ciebie i Maleństwa

      Ps. Jeśli mogę tylko coś powiedzieć, to tyle byś nadal pragnęła tego dziecka,
      bo Ono to czuje. Mnie też tylko mama chciała i będę jej za to WDZIĘCZNA do
      końca świata i jeden dzień dłużej...
      • dorothea17 Re: Oszukana... 09.12.04, 15:13
        A ja tak sobie myślę, że wacale nie musisz rozumieć i wybaczać takich słów, bo
        masz prawo się nia nie złościć, a mam wrażenie, że się poddałaś losowi, i nie
        dopuszczasz do siebie myśli, że winę za zaistniałą sytuację ponosi Twój
        partner, czy czasami nie próbujesz go sama przed sobą usprawiedliwiać? Mam
        nadzieję, że nie.
        Wydaje mi się, ze z jego strony jest to nieodpowiedzialność i niedojrzałość
        emocjonalna. Zastanawia mnie fakt, że on nie widzi nic złego, w słowach, które
        Tobie powiedział, niestety niezbyt dobrze to o nim świadczy.
        a Ty się nie poddawaj i rzeczywiście honor honorem, ale to on powienien się
        wyprowadzić w tej sytuacji, a to że mieszkanie jest jego, nie ma moim zdaniem
        znaczenia. Dziecko też jest jego i macie prawo mieszkać tam, gdzie do tej pory,
        a faktycznie może będzie lepiej jak od siebie przez chwilę odpoczniecie i w
        odległoście przemyślicie pewne rzeczy.
        napisałaś jeszcze, że ciąża była zagrożona i że on musiał się Tobą opiekować
        wtym czasie, jeśli to własnie wtedy doszedł do takich wniosków to faktycznie
        chyba pomylił miłość z namiętnością i pożądaniem, a to niestety kolejny dowód
        na jego niedojrzałość psychiczną.
        Trzymaj się!
        D.
        • Gość: Truskawka Re: Oszukana... IP: *.kki.krakow.pl 09.12.04, 15:41
          Aż ciężko to ogarnąć... I jedyne, co ciśnie mi się na klawiaturę to: Co za
          palant!!!!!!!. Nie wiem jak można tak traktować swoją rodzinę. I jeszcze jedno
          mnie niepokoi. Twojanoga, nie uspawiedliwaj go i nie bierz winy na siebie. Masz
          trudny charakter? Jeśli tak, to on to musiał wiedzieć, żyliście razem 7 lat. W
          ciąży byłaś nieznośna? A kto nie jest? Jak można zostawić (porzucenie
          emocjonalne jest równie bolesne jak fizyczne) kobietę w ciąży? Jak można
          opowiadać jej takie rzeczy, że przecież wszystko jest w porządku? Twojanoga,
          wiem, że łatwo tak mówić z boku, ale jak można ufać kolesiowi, który robi takie
          rzeczy, który jest tak totalnie nieodpowiedzialny i okrutny? Ja bym go wywaliła
          z życia... A Ty się trzymaj mocno... I żeby chociaż poród był lekki... Kurcze,
          nie mogę, po prostu brak słów... Trzymaj się.
    • Gość: mm Re: Oszukana... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.12.04, 15:21
      moze zasiegnij porady jakiegos lekarza..psychiatry lub ginekologa ,moze jest
      taka reakcja na ciąze i to ze bedzie ojcem,moze sie przestraszył czegoś,w koncu
      kobiety tez maja szoki poporodowe,on moze ma przed.Smutna historia,ale moze sie
      dobrze skonczy,badz dobrej mysli mimo wszystko.
      • mojanoga Mam prześliczną córeczkę! 19.12.04, 13:29
        Bardzo,bardzo dziękuję za słowa wsparcia.
        11,12,2004 urodzilam zdrową,dużą(57cm,4kg)córeczkę.
        Mąż zakochał sie w niej od pierwszego wejrzenia,pomaga mi przy malej,pierze prasuje ,uspokaja ją,ale w stosunku do mnie nic sie nie zmieniło.Czuję sie taka samotna.Traktuje mnie z szacunkiem należnym matce jego dziecka,ale bez czułości,jak obcą osobę.
        Dzidzia jest bardzo grzeczna i mam dużo wolnego czasu,nie czuję się zmęczona,ale spędzam go czytając książki albo wpatrując sie w dziecko bo nie bardzo mam się do kogo odezwać.
        Nie narzekam jednak,wiem że jak będzie trzeba to bez problemu poradzę sobie sama,rola matki bardzo mi odpowiada i nie jest dla mnie żadnym poświęceniem(wręcz przeciwnie).
        Pozdrawiam i obiecuję jeszcze się odezwać.
        • Gość: magnessmeg Re: Mam prześliczną córeczkę! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.12.04, 14:07
          gratuluję dzidziusia!!!! duzo buziaków dla Ciebie i malutkiej. Trzymajcie się:)
          I wesołych świąt zyczę.
        • bialeoko Re: Mam prześliczną córeczkę! 19.12.04, 14:21
          GRATULACJE!!

          wiesz co, jakby co to chętnie poprzetrącam nóżki Twojemu kochanemu mężusiowi
          jeśli zrobi Ci krzywdę albo pojedzie dalej z takim zachowaniem wobec Ciebie -
          możesz na mnie liczyć, choć nie wierzę żebyś na to pozwoliła.. pozdr. ciepło,
          Ciebie i Maleństwo.
        • jarlinka Re: Mam prześliczną córeczkę! 30.12.04, 12:49
          Gratuluję córeczki!! Życzę aby Nowy Rok przyniósł wam wiele dobrego!!

          Jak bardzo cię rozumiem. Gdy byłam w ciąży z drugim dzieckiem to mój mąż też
          przestał mnie kochać. Ale przyzwyczaiłam się do tego. Nie mam jak i gdzie
          odejść. Całym światem są dla mnie dzieci. Nie współżyjemy ze sobą już prawie
          trzy lata. Gdy tak bardzo tego zapragnę to po prostu go zdradzę. Chociaz nie
          wiem czy to będzie zdrada.. Kiedyś zastanawiałam się nad tym na tym forum.
          Życzę ci mimo wszystko żeby miłość wróciła do was.
          Czas leczy najstraszliwsze rany. Może akurat wam się uda.
          Pozdrawiam!
          • mojanoga Re: Mam prześliczną córeczkę! 31.12.04, 19:06
            Jak Ty to wytrzymujesz????Wiem,że nie masz wyjścia,ale jak wygląda Wasze życie?Odzywacie sie do siebie czy mijacie bez slowa?A może rozmawiacie tylko na tematy "konieczne"-dzieci,co jest na obiad itp?Jesteś niezwykle silną kobietą.Ja na pewno tak długo nie wytrzymam i choć jest mi wygodnie mieszkać z mężem,chociaż po wyprowadzce będę musiala skompletować wszystkie rzeczy codziennego użytku(np.talerze czy pościel) to nie czuję się na siłach tak dlugo mieszkać z kimś kto mnie traktuje jak koleżankę.
            Nie daj się zwariować.
        • maretina Re: Mam prześliczną córeczkę! 30.12.04, 12:51
          gratuluje:)))
          pisz co jakis czas koniecznie co u Ciebie.... weszlas mi do glowy. czesto mysle
          co u Ciebie!:-) poradzisz sobie, zobaczysz-:)
        • rachela180 Re: Mam prześliczną córeczkę! 30.12.04, 12:53
          GRATULACJE!!!!!

          A mężusia w mordę, naprawdę.

          Buziaki dla Twojej nogi i Malutkiej.
        • Gość: mm Re: Mam prześliczną córeczkę! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.12.04, 14:04
          Gratulacje i zyczę Wam dziewczynki zdrówka:-)

          A rozmawiałaś z męzem?Dowiedziałaś sie o co mu właściwie chodzi?
          • mojanoga Re: Mam prześliczną córeczkę! 31.12.04, 16:37
            Rozmawiałm z nim wiele razy.Powiedzial,ze coś w nim pękło,że przejl na oczy itp.
            Wlaściwie powoli przyzwyczajam się do myśli,że moglabym żyć bez niego.Teraz najważniejsza jest moja córeczka-przekochane maleństwo.Kończy dzisiaj 3 tygodnie!
            Może powinnam z Nim pogadać jeszcze raz?Tak na koniec roku...Warto byłoby zamknąć już ten rozdział i przestać się łudzić,ale jakoś nie potrafię się zebrać.
            Wszystkim Wam życzę Szczęśliwego Nowego Roku!!!
            • anahella Re: Mam prześliczną córeczkę! 31.12.04, 16:45
              Gratuluje córci! Wchodzisz w nowy rok z kims, kto bedzie kochal cie miloscia
              bezwarunkowa i kogo Ty obdarzysz takim samym uczuciem.
              • spaldi Re: Mam prześliczną córeczkę! 31.12.04, 17:03
                Ciesze sie, ze masz teraz dla kogo zyc oprocz siebie samej! Ten maly czlowieczek
                obdarzy Cie miloscia i prawdziwym oddaniem.

                A z mezem koniecznie porozmawiaj, zrob to nie tylko dla siebie, ale rowniez dla
                Jego dziecka.

                Wszystkiego najlepszego dla Ciebie i coreczki.
            • Gość: Nina Re: Mam prześliczną córeczkę! IP: *.toya.net.pl 31.12.04, 16:59
              Jestem gleboko wstrzasnieta tym, co czlowiek moze zrobic czlowiekowi.Gratuluje
              Ci odwagi i coreczki:)
              Nie bede Ci radzic,bo masz swoj rozum i wiem, ze zrobisz to, co najlepsze dla
              Was.Z czasem-czasami bardzo dlugim-emocje opadna i nauczysz sie nie kochac
              go,nie prosic o czulosc i rozmowy.Cos o tym wiem, ale to calkiem inna para
              kaloszy.Na ile Ci duma i odpornosc psychiczna pozwoli-wytrwasz w tym domu
              koszmarnym a pozniej pojdziesz wlasna droga-tego akurat jestem pewna.
              Pozdrawiam Cie serdecznie i zycze naprawde szczesliwego Nowego Roku.
              • mojanoga Re: Mam prześliczną córeczkę! 31.12.04, 19:09
                Już powoli przestaję prosić o cokolwiek,próbuję być jak najbardziej niezależna i samowystarczalna,by łatwiej bylo mi się wyprowadzić.Z opieką nad dzidzią nie ma problemu-mam tyle sily,że czasem się zastanawiam czy nie żyję na jakiś prochach:)Skąd organizm czerpie tyle energii?
                Boję się samotności,bo przecież dziecko nie może zastąpić partnera,ale mam nadzieję,że uda mi się jeszcze ułożyć życie gdyby obecne rozsypało się w proch...
    • lena_zienkiewicz Re: Oszukana... 01.01.05, 18:00
      Też byłam w takiej sytuacji, tyle, że córkamiała 5 lat.Usłyszłam to samo co
      ty.Załamałam się ale "wewnętrznie", na zewnątrz nie dałam nic po sobie
      poznać.Zdecydowałam się odejść.Gdy mu o tym powiedziałam "osłupiał".Przepraszał
      i prosił, żebym wybaczyła.Mówił, że nie wie jak mógł o czymś takim w ogóle
      pomyśleć.Do dzisiaj jesteśmy razem.
      • mojanoga Re: Oszukana... 01.01.05, 18:45
        Jest to jakieś pocieszenie.Muszę jednak jeszcze poczekać-moja córcia ma dopiero 3tyg,nie czas teraz na myślenie o sobie i przeprowadzkach.
      • sagis Re: Oszukana... 01.01.05, 18:54
        Mężczyzna w takim momencie musi stracić, albo prawie stracić kobietę.
        Wtedy albo zawalczy o kobietę, albo koniec. Ale, inaczej on też nie dowie się,
        czy ją kocha. Jakby ciągle żąglowali czyjąś miłością. Do czasu.

        Nie można zgadzać się na jego bezmiłość. To jest dla niego wygodne. Ma dziecko,
        bez innych zobowiązań:-)
        Może myśli, że jak nie kocha, to do niczego nie jest zobowiązany wobec Ciebie.
        Dla mężczyzny miłość jest zobowiązaniem. Jak wyznaje swoją miłość
        poprzez "kocham", to jakby oddawał siebie kobiecie.


        Dużo ciepła, szczęścia i zdrowia na co dzień Wam życzę.
        Szczęśliwego Nowego Roku!!!
        • mojanoga Re: Oszukana... 01.01.05, 19:01
          Nigdy tak do tego nie podchodzilam.Może dlatego,że każdy mierzy własną miarą,ale być może masz rację.Niemniej jednak ze względu na dobro dziecka poczekam z wyprowadzką przynajmniej do jej 3-go m-ca życia.
          • sagis Re: Oszukana... 01.01.05, 19:10
            Ja już też nauczyłam się, że nie można czyjeś miłości mierzyć swoją miarą.
            Kochać, ale pamiętać, że każdy jest inny i czego innego oczekuje.
            Tak, jak różnią się też od siebie mężczyzna i kobieta:-)
            Mądrze myślisz. Czekaj tyle, ile potrzebujesz czasu i zrób, co czujesz.
            Kieruj się swoją intuicją, która jest Twoją mądrością życiową.

            Dużo szczęścia i miłości Wam życzę.
            • mojanoga Re: Oszukana... 05.01.05, 17:31
              No i dowiedzialam się,że "coś w nim pękło" i nie potrafi się pozbierać.To było bardzo przykre,zwłaszcza,że po tylu latach wspolnego życia nawet nie probował walczyć o swoją rodzinę...:(
              To by było na tyle,marny koniec wielkiej milości:(
              • mojanoga Re: Oszukana... 14.01.05, 11:39
                Wczoraj powiedziałam mu,że za misiąc chcę się wyprowadzić.Zapytał tylko dokąd,gdy odparłam że chcę cos wynając to powiedział,że bardziej będzie się opłacalo kupić mieszkanie.I to byl koniec rozmowy,zero przejęcia,więcej się nie odezwał tylko wrocił do serfowania po internecie.
                • trzydziecha1 Re: Oszukana... 14.01.05, 11:58
                  TRzymam kciuki za Ciebie i córeczkę. Może jak nie będziecie razem mieszkali,
                  coś się w nim obudzi? Nie rozumiem takich przypadków... Bardzo, bardzo Ci
                  współczuję. Czy pomaga Ci przy dziecku?
                • ana_banana Re: Oszukana... 14.01.05, 12:14
                  Jestes bardzo madra kobieta. Gratuluje coreczki i trafnych decyzji. Pewnego
                  dnia, jestem pewna, znow poczujesz sie kochana i szczesliwa. Zycze ci tego z
                  calego serca :)
                  • pimpek_sadelko Re: Oszukana... 14.01.05, 12:16
                    naprawde zycie bez czlowieka, ktory nie kocha jest lepsze niz zycie z
                    nim.szczescie samo Cie znajdzie. zobaczysz.
                • listek_a Re: Oszukana... 14.01.05, 12:27
                  Pzynajmniej wiesz na czym stoisz! Trzymaj sie i powodzenia:)) Gratuluje
                  coreczki!
                • jsolt Re: Oszukana... 14.01.05, 12:33
                  masz całe życie przed sobą, to jest początek a nie koniec. I pomyśl, cóż to
                  będzie za życie, z malutką księżniczką u boku :)))))
                  • Gość: dorothea Re: Oszukana... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.05, 16:30
                    jesli tak zareagował, to masz rację, nie warto dłużej przeciągać tego związku,
                    męczyć się i myśleć...
                    rozumiem, jaki przeżywasz ból i słowa pociechy nie pomagają za wiele, ale czas
                    leczy rany i mam nadzieję, że ći się uda odnaleźć szczęście i spokój
                    • mojanoga Re: Oszukana... 15.01.05, 11:19
                      Też mam nadzieję,że z czasem uda mi się zapomnieć i od nowa ułożyć sobie życie.
                      • Gość: coffe Re: Oszukana... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.05, 09:51
                        Życzę Ci tego z całego serca!

                        Ktoś kto w ten sposób zachowuje się wobec kobiety którą kochał, matki swojego
                        dziecka nie zasługuje na miamo mężczyzny - to po prostu ŻAŁOSNY GNOJEK!!!

                        Uwolnij się od niego tak szybko jak będziesz mogła, postaraj się zapomnieć i
                        rozpocznij nowe życie bez niego.
                        Niestety ten gnojek zawsze pozostanie ojcem Twojego dziecka.

    • Gość: załamana Re: Oszukana... IP: 217.153.156.* 17.01.05, 10:31
      Cześć, ja chyba jestem teraz w podobnej sytacji..Przeczytaj mój post: dlaczego
      facet przestaje kochać, szczególnie końcowe.
      Chciałabym z kimś porozmawiać, bo zwariuję, napisz proszę mi swojego e-maila
      albo gg.
      Trzymaj się!
      • mojanoga Re: Oszukana... 21.01.05, 16:34
        Właśnie mu pokazałam ten wątek,ale nie wiem co o tym pomyślal.
        • Gość: magiczna M Re: Oszukana... IP: *.MAN.atcom.net.pl 21.01.05, 16:49
          A dlaczego maz przestal Cie kochac? Jak to tlumaczy?
      • mojanoga Re: Oszukana... 21.01.05, 16:48
        Mój mail to mojanoga@gazeta.pl
        Napisz proszę,bardzo chcę pogadać zwłaszcza z kimś kto ma podobne problemy.
        • Gość: magiczna M Re: Oszukana... IP: *.MAN.atcom.net.pl 28.01.05, 18:41
          ja zadalam "mojejnodze" pytanie czemu maz ja przestal kochac, ale nie dostalam
          odpowiedzi. A nie chcialam zeby mi pisala na maila - skoro porusza ten temat
          tu. Ja akurat jestem "po drugiej stronie medalu" - sama kogos zostawilam pomimo
          jego deklaracji, ze mnie kocha. Nigdy nie ma tak, ze wina lezy po jednej
          stronie.
          Uwazam, ze ludzie NIE POWINNI byc ze soba dla dziecka. Moi rodzice byli i
          przysiegam, to byla najwieksza pomylka w ich zyciu - zmarnowali je sobie i mnie.
    • Gość: ten_oszust Re: Oszukana... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.05, 18:00
      Bardzo długo myślałem nad tym czy napisać czy nie.
      Nie lubie prac publicznie brudów. "Mojanoga" postanowila podzielic sie z Wami swoimi odczuciami, pokazała mi to co tu napisała, mówiąc: "patrz wszyscy myslą tak jak ja".
      Zacznę od poczatku. Nie jestesmy małżeństwem, mimo ze mi na tym zależało i bardzo prosiłem, niezgodziła się, żeby wziąć ze mną ślub.
      Wykonujemy oboje ten sam zawód-jesteśmy lekarzami i pracujemy bardzo długo. "Mojanoga" decydując się na bycie ze mną wiedziała jak pracuję, czasami od 7 do 24. I mimo to miała pretensje o to, ze za długo pracuję. Że w czasie gdy była w ciąży jechałem do pacjenta który dzwonił w sobotę czy niedzielę. Mówiła wyłącz telefon, czy Ty musisz ciagle pracować? A przeciez pieniądze są potrzebne. Po co nam te pieniądze? pytała. Na dziecko, mieszkanie, auto, telefon. Starałem się zapewnic jej wszystko, brałem dodatkowa pracę zanim skończyła studia. Kupiliśmy mieszkanie, splaciłem kredyt, strałem się zeby miała wszystko. I ciagle było źle. gdy zachorowal mój Tato stawial mi ultimatum, albo Ona albo moi rodzice. Miał raka, mówiła, że nic mu nie bedzie. Wybrałem ją. Zacząłem poświęcać mniej czasu rodzicom. Nie moge powiedzieć, że Ona źle zachowywala się wobec Taty. Odwiedzała go w szpitalu, troszczyła się. Ale miał pretensje o mój czas poświęcany rodzicom. Tato zmarł, "Mojanoga" skończyła studia. Zaczeliśmy wspólnie pracować. Zawsze mówiła, że rok po studiach bedziemy mieli dziecko. Teraz słyszę, że Ona niechciała tego dziecka tylko ja. W międzyczasie przytyłem (nigdy szczupły nie byłem) zacząłem słyszeć że jestem gruby, wyglądam jak wieprz. Ona zapisała się na aerobik, ja jakos nie miałem ochoty na ćwiczenia. Zacząłem byc kurem domowym - gotowałem obiady, jak wracala o 22 z aerobiku czekalem na nią. Wracała do domu i najważniejsze było przywitać się ze zwierzetami (pies i koty) ja byłem gdzies daleko w kolejce. Klócilismy się zawsze, ale te awantury zaczeeły przybierac na sile. Powodem była moja mama której poświecalem za duzo czasu (bardzo źle zniosła śmierć Taty) ustepowałem jej. Zawsze starałem się ustąpić, nawet jak nie bylo mojej winy to przepraszalem. W końcu "Mojanoga" zaszla w ciążę. Wiem, że kobieta w ciąży ma humory. Wiem, że jej dużo wolno. Nie reagowałem na non stop opie..nie. Na ciągłe pretensje o wszystko (byłem przyzwyczajony, ale strasznie ja kochałem, pozwalalem jej na wszystko). Zatrudnilem asystentke w gabinecie,zeby jej ulżyć w pracy. Zapisalem się na silownię żeby schudnąć. Mówilem, ze to dla dziecka, żeby nie miało grubego ojca, nieprawda robilem to dla Niej. Żeby nie miała tego wieprza w domu. Przestałem pić piwo, zeby jej nie drażnić. I tak wszystko źle. Wziąłem dziewczynę do sprzątania, zeby jej pomóc. I tak wszystko co zrobilem bylo powodem do kolejnej awantury.W końcu któregos dnia "mojanoga" niewytrzymała zrobila straszna awanture i zażądała, zebym ją odwiózł do domu rodziców.Usłyszałem wiele gorzkich słów na swój temat i to że jest ze mną nieszczęśliwa i że mnie nie kocha. Najpierw prosiłem ja ze łzami w oczach zeby została, potem pomyślałem ze może lepiej będzie jak odwioze ją.Juz musiala leżeć, a ja dalej miałem duzo pracy. Tam miał przynajmniej opiekę. Myślałem, ze uspokoi się troche odpocznie i będzie dobrze. Odwiedzałem ją u rodziców a potem w szpitalu. W zamian słyszałem, ze po co przyjechałem i żebym sp....Mimo to przyjeżdżałem nadal. Dostawałem same gorzkie smsy z wyrzutami i obelgami. Nie reagowałem. Starałem się, żeby miedzy nami było NORMALNIE.Ale pewnego dnia po kolejnej kłótni na pytanie czy ja ja kocham powiedziałem - niewiem. Załamałem się, gdy to do mnie dotarło.Bo ile można kochac ciągłe wyrzuty, kogos kto uważa, że jestem beznadziejny? Kogoś dla kogo istnieje tylko "JA".Kogos kto mówi, że niechce tego bachora? Że wszystko co robie jest złe? Od tego momentu bylo coraz gorzej.W końcu oswiadczyla mi ze zwraca mi pierscionek zaręczynowy i że z dzieckiem które sie nieurodzilo chce się wyprowadzić. Po porodzie starałem się pomóc bardzo. Wracałem jak najwcześniej z pracy, gotowałem, pomagałem robic pranie, kapałem małą.I tak dalej bylo źle.W końcu oświadczyla, że chce wynająć mieszkanie i się wyprowadzić.Bardzo kocham moja córeczkę i będe się starał dbac o nią. I nie jest to kwestia odpowiedzialności tylko uczucia.Dlaczego nie zatrzymywałem jej teraz? Bo widze jak na mnie reaguje. Z jaka nienawiścia do mnie krzyczy. Boje sie tego, żeby nie zamienic zycia mojej córki w piekło ciągle walczących ze soba rodziców.Tak wyglada ta historia z mojej strony.
      • lena_zet Re: jezus maria :( 28.01.05, 18:06
        dlaczego obydwoje źle o sobie piszecie?Dlaczego przez internet próbujecie
        pokazać, kto z was jest lepszy i czyja jest wina?Dlaczego?Dlaczego mojanoga tak
        opisała historię , a ty inaczej?To jest podpucha?Czy prawda?
        • Gość: kev Re: jezus maria :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.05, 18:24
          i dlatego wolę forum od telewizji.
          Facet przepracowany, wali browarek, nie wali żonki, żonka się denerwuje, mordę
          zaczyna drzeć, zamiast szybko do psychologa dobrego i próbować ocalić związek
          to nienawiść się rodzi i nas oswobodzi.
          Ale może lekarka wie co się robi w pracy z pielęgniarkami?
          Bardziej jestem przekonany do wersji faceta ale jako były męski debil, nie do
          końca jestem przekonany.
          Uwielbiam, tu wszystko można napisać, chciałbym żeby to była prowokacja, wtedy
          dałbym 10 pkt na 10 możliwych. Ale chyba nie.
        • Gość: rusałka Re: jezus maria :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.05, 19:24
          szczena mi opadła....
          jak to słowa ludzi niosą - a jak to jest naprawdę???... Moim zdaniem tu trzeba
          Wielkiego Maga żeby skumać co się między wami dzieje - ani wy sami, ani tym
          bardziej my na forum, nie damy rady.

          komunikacyjnie zapętliliście się tak, że już chyba gorzej się nie da.
          pytanie tylko, czy wam jeszcze na sobie zależy - żadne nie powiedziało, że nie.
          może terapia systemowa?
          pzdr

          swoją drogą, taka historia ze niejeden tokszoł się chowa;)
      • rachela180 Re: Oszukana... 28.01.05, 18:14
        Podpucha? Jezu, mam nadzieje żę tak :(((((

        Do Was obojga - MACIE DZIECKO, do jasnej cholery, myślcie O DZIECKU!

        Jeśli mojanoga nie chce dziecka - niech je odda ojcu, który - sądząc z postu -
        je kocha.

        Do Tego_Oszusta - napisz: rachela180@wp.pl lub rachela180@gazeta.pl
        • alpepe Re: Oszukana... 28.01.05, 18:16
          rachela, najpierw może sobie sama wyrób zdanie na temat mojanoga, ona bywa na
          forum niemowlę może też na e-mama lub e-dziecko
          • rachela180 Re: Oszukana... 28.01.05, 18:23
            Jedyne co chciałam zrobic to zadać Oszustowi kilka pytań. O niektórych sprawach
            mówi się poza forum.

            Chętnie poczytam inne posty Mojejnogi. Ale jak przeczytałam post Oszusta - włos
            mi sie zjeżył. Przecież nie może byc prawdziwa tylko jedna wersja. Myślę, że
            prawda jest gdzieś pośrodku.
      • serenity5 Re: Oszukana... 28.01.05, 18:57
        Hmmm dla mnie to prowokacja...

        A co do sytuacji oszukanej. No coz mi facet tez kiedys powiedzial ze raczej nic
        ze zwiazku nie bedzie i ze on to mnie nie kocha i nie wie co do mnie czuje.
        Duzo czasu sie meczylam i przezylam straszne dni i noce, plakalam. Po jakims
        czasie cos sie stalo ze do mnie 'wrocil'. Okazalo sie ze mial problemy
        zawodowe. Ktos moze powiedziec ze mial jakas inna kobiete. Byc moze chociaz
        watpie...

        Oszukana jezeli chcesz uratowac ten zwiazek to poczekaj. Za jakis czas
        porozmawiaj z nim, wyjasnij co Ty robilas zle a co on. Czasami to pomaga. A
        jezeli jest tak jak opisal 'ten_oszust' no to moze warto sie zastanowic nad
        przyszloscia dziecka a nie klocic sie niepotrzebnie. Nie wiem czemu ludzie
        dotad kochajacy sie w przypadku roznicy zdan od razu upatruja w drugiej osobie
        wroga. To ze ktos ma inne zdanie nie znaczy ze od razu trzeba na niego
        wrzeszczec, zmieniac go. Mozna go sprobowac zrozumiec.

        I jeszcze do oszukanej - watpic jest rzecza ludzka. Nawet po 7 latach bycia
        razem. Moze dajcie sobie troche czasu?
        • Gość: coffe Re: Oszukana... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.05, 22:51
          Mojanoga pisała tak sugestywanie...Nazwałam Cię "żałosnym gnojkiem" :(
          Po przeczytaniu Twojej wersji, równie przkonywującej, mam ochotę przeprosić Cię
          z za tego "gnojka", a na usta (i klawiaturę) ciśnie mi się epitet pod adresem
          Mojejnogi... Ale powstrzymam się, bo wydaje mi się, że jak zwykle prawda leży
          pośrodku. Smutne jest to, że dwoje dorosłych ludzi nie jest w stanie porozumieć
          się i wciągaja w swoje najbardziej intymne sprawy obcych anonimowych ludzi z
          forum. Jest to bardzo smutne i sprawia wrazenie desperackiego wołania o pomoc...
          Wątpię jednak abyście tu tę pomoc znależli.
    • Gość: inny_facet A to żmijka - IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.05, 16:14
      ciekawe po kim odziedziczyła taka przebieglość? Po pierwszym czytaniu czlowiek
      staje po jej stronie, choć od razu widać, ze coś malo danych podaje. Ale po
      liscie jej faceta wszystko staje sie jasne. Anioł, że z nią wytrzymał. Zmijka
      lepsza niz te rodu Borgiów. Moze powinna miec za faceta jakiegos dla siebie
      odpowiedniego - typu Krakowiak (teraz siedzi w więzieniu) czy jeszcze paru
      innych gości o proweniencji wolominsko-pruszkowsko-warsiaws ko-sycylijskiej. No,
      no... że też on z nią w ogole wytrzymal. Mała żmijka...... Przyszła Lady
      Makbet, brrrrr!!!
    • Gość: jendza Po paru tygodniach IP: *.fbx.proxad.net 30.01.05, 00:48
      Zajrzalam, i...:(((!
      Mysle pomimo wszystko, ze dobrze sie stalo, iz Mojanoga tu napisala.
      Nie, zebym ja tlumaczyla; staram sie tylko zobaczyc najwiecej, jak sie da,
      w warunkach forum.
      Moja noga opisala sytuacje, jak ja widzi.
      I mysle, ze opisala ja szczerze.
      Gdyby nie, nie pokazalaby tego watku 'temu Oszustowi'- mam nadzieje, ze dobrze
      zapamietalam nick.
      No, chyba ze jest tak sprawna manipulantka, albo tak nisko ceni swego Partnera.
      (Oczywiscie zakladam, ze zaden z tych listow nie jest prowokacja..).
      Z postu Mojejnogi wnosilam, ze jest zona. Fakt, ze zona nie jest, nieco zmienia
      postac rzeczy. Jednak tylko 'nieco'...
      Mysle, ze glowne problemy Mojejnogi i Ojca jej dziecka to problemy...
      komunikacyjne, choc moge sie mylic.
      Dlaczego partner Mojejnogi pozwolil na taki, a nie inny rozwoj sprawy z jego
      ojcem na przyklad? Przeciez teraz bedzie mial do M. cale zycie o to zal... I
      poniekad slusznie zreszta...
      Hm, tak wlasnie rozumiem postulat, by Chrystus - czyli prawda - zajmowal w
      naszym zyciu glowne miejsce. Jesli cenimy wage prawdy, to nie przyznamy, ze
      czarne jest biale... NAWET NAJBARDZIEJ KOCHANEJ KOBIECIE!!!
      I NIE MA wowczas ryzyka, ze kiedys sie czara goryczy przepelni... A ten wlasnie
      blad - zdaje sie - popelnil Ten Oszust:((

      NIE MAMY PRAWA WYRZEKAC SIE PRAWDY, STAWIAC INNYCH LUDZI PONAD NIA!!!

      Jednak - mysle - nie czas teraz plakac nad rozlanym mlekiem.
      Mysle, ze oboje PARTNERZY powinni sie teraz zastanowic naprawde powaznie nad
      tym, czy chca byc razem, czy nie.
      Jesli CHCA - to JAK to powinno wygladac.
      I gdy juz beda mieli jakas wizje tego bycia wspolnego, to powinni UZGODNIC, czy
      ta wizja obojgu odpowiada.

      Swoja droga, szkoda wielka, ze tych ustalen nie poczynili przed poczeciem
      MALUTKIEJ.
      Dlatego wlasnei tak wazne jest, by najpierw byl slub (bo SLUB to WLASNIE jest
      takie uporzadkowanie wspolnego bycia), a potem dziecko.
      I to jest tak wazne TAKZE ze wzgledu na dobro dziecka.
      W tej historii wyglada na to, ze o dobru dziecka tak NAPRAWDE nie pomyslal nikt:
      ((.
      BO tak uczciwie rzecz biorac... Jesli uznamy, ze 'ofiara' w tej historii jest
      on: skoro tak, to dlaczego zgodzil sie powolac do zycia dziecko - w takiej
      dramatycznej sytuacji? Po co? Przeciez to nie mialo zadnych szans...
      A ona? Jesli naprawde tak go nie szanowala... To po cholere sie na to dziecko
      zgodzila?
      Na co liczyli oboje?
      Ze ta ich Malutka rozwiaze ich problemy?
      A moze to byl kolejny element naciskow, wywieranych na druga strone...?
      Argument przetargowy?
      A moze szansa na scementowanie rozpadajacego sie zwiazku?
      A moze krzyk - wolanie o zrozumienie?
      A moze, A moze, a moze...
      Czy glowni bohaterowie tej historii sami zechca zobaczyc NAPRAWDE, na co
      liczyli?
      Jesli zechca - ich Maluch ma szanse na udane dziecinstwo i - w duzym stopniu
      prawdopodobienstwa - cale dalsze zycie...
      Jesli nie zechca... przed tym Dzieckiem droga krzyzowa. Prawdziwa.
      Nie zazdroszcze...
      Mojanogo i Oszuscie - jak u Was teraz?

      Pozdrawiam i trzymam kciuki za Was!
      j.
      • Gość: ks. Bonifacy właśnie ślub IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.05, 10:20
        jak ktoś żyje w grzechu, bez ślubu to do tego dochodzi właśnie. Będę się za was
        modlił.
    • Gość: Lena Re: Oszukana... IP: 83.136.224.* 30.01.05, 10:31
      Przeczytałam to jak opowiadanie pt. "Małżeństwo - dwie wesje" z omówieniami.
      Mogłoby być "Małżeństwo - X wersji" gdyby X oznaczało ilość staron
      zaangażowanych w konflikt i wypowiadających się /np. teściowa z jedenj strony,
      teść z drugiej, przyjaciółka Jej, kumpel Jego. Ile osób tyle wersji - samo
      zycie. Jesli nie jest to opowiadanie to mogłoby być - jakich wiele pewnie każdy
      z nas czytał. I każdy od razu widzi w nim problemy komunikacyjne. Myślę, że
      mojanoga jest osobą niedojrzałą i to ona ma te problemy. Może wyszła za mąż nie
      kochając /może nawet nie wie na czym miłość do drugiego człowieka polega/ a
      ciesząc się, że to on szaleje za nią. Sama pisze, że potulną i spokojną nigdy
      nie byłą a w ciąży się jeszcze to nasiliło. I tu Jej i Jego wersja są
      spójne /tylko jej "nie być potulną" dla niego oznacza "nie liczyć się z nim"/.
      Mojanoga teraz dzieckiem próbuje męża "rozgrywać". Chce lub nie chce dziecka,
      wyprowadza się lub nie wyprowadza, wyprowadzi się przed urodzeniem, po
      urodzeniu, poczeka aż dziecko skończy 3 miesiące, potem rok i ... czeka ... aż
      on wrócić skruszony, powie, ze kocha i będzie tak jak było. Ani raz nie
      napisała, ze ona sama kocha męża, że zależy jej na nim i na małżeństwie. Nie
      próbuje wyciągać ręki z uczuciem jakby tego uczucia z jej strony w ogóle nie
      było, ona czeka... ja widzę tylko jej manipulację. By usiąść i rozmawiać trzeba
      mieć z kim i o czym ... ona sama musi zastanowić się czy chodzi jej o
      kochającego i kochanego męża którego szanuje czy o faceta który będzie ją
      utrzymywał, szalał za nią a ona "bedzie taka jak jest" tym bardziej, ze ta
      druga wersja już się wyczerpała a tej pierwszej może nigdy nie było ...
      • Gość: Tomek a mnie kumpel lekcewazy od wrzesnia IP: *.block.alestra.net.mx 30.01.05, 10:42
        NIe wiem co onim myslec
        • Gość: Lena Re: a mnie kumpel lekcewazy od wrzesnia IP: 83.136.224.* 30.01.05, 10:56
          Nie popadaj w paranoję - widzę, ze zwykłeś rozmawiać sam ze sobą. Wyłącz
          komputer i wyjdź z domu. To nie boli.
          • mojanoga Znowu przeczytalam wszytko od początku... 06.05.05, 21:33
            Nie wiedziałm,że moj/niemój odpowiedział w tym temacie,dopiero dzisiaj to przeczytalam.
            Wiem,ze bylam ślepa i wielu rzeczy nie widzialam,a jak się "obudziłam" to bylo już za późno.
            Próbowałam sie zmienić,poszlam do psychologa.Potem oboje zaczęliśmy chodzić na terapię i dopiero tam tak naprawdę dowiedzialam się o czym on myśli.Szkoda,że nie umieliśmy ze sobą romawiać zanim doszlo do takiej sytuacji jaka jest teraz.
            Wiele bym dała żeby cofnąć czas,ale niestety przeszłosci nie da sie zmienić:(
            Probowaliśmy zacząć jeszcze raz,ale się nie udało.
            Prawda rzeczywiście leży po środku-on pozwalał sobą manipulować,ja to skrzętnie wykorzystywalam...
            Nasze stosunki uległy znacznej poprawie,nie kłócimy się już,ale w każdym z nas coś umarlo i już nie umiemy do siebie trafić.
            I to już chyba koniec:(
            • mojanoga Jutro... 20.05.05, 21:36
              Jutro podpisuję umowę kupna mieszkania...Smutne:(
              • pimpek_sadelko Re: Jutro... 20.05.05, 21:54
                przykro mi, ze sie nie udalo!:(
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka