vuk_zvuk O co ci chodzi? 19.12.04, 18:15 Nie rozumiem o co Ci tak naprawde chodzi. Z tego co napisalas NIE wynika zeby ten "twoj" byl zdecydowanie przeciw slubowi, a jedynie czuje niechec przed formalizmem. Napisalas nawet ze moze wziac slub gdy bedziecie miec dzieci. Wiec o co chodzi? O to ze nie chce TERAZ sie zenic? A moze o to ze wydaje Ci sie ze jak bedziesz miec slub to on juz na zawsze bedzie Twoj? Czy dla Ciebie naprawde jest tak wazne co ludzie (rodzina) o Tobie mowi, gdy zyjesz z nim bez slubu? Zastanow sie dziewczyno czy Ci zalezy na zwiazku czy po prostu na papierku z USC czy kosciola. Prawdziwy zwiazek papierkow nie potrzebuje. A udawanemu i nieudanemu to i papierki nie pomoga. W jednym sie moge zgodzic: jestes w obecnej sytuacji na wlasne zyczenie. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
zalotnica Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie 19.12.04, 18:18 Gość portalu: problemowa napisał(a): > Mam prawie 24 lata. On 31. Jesteśmy razem od przeszło 2 lat. Mieszkamy od 1.5 > roku. ...Że dla Niego ślub nie jest potrzebny, > Wyprowadzilam sie, blagał zebym tego nie robila, bo twierdzi ze chce byc ze > mna do konca zycia... Przemysl sobie to wszystko jeszcze raz, ale tak na spokojnie... Byc moze ON jeszcze nie zaczal myslec Twoimi kategoriami, czyli o zalegalizowaniu zwiazku, bylo Wam swietnie razem, liczylo sie tylko to, uwazam , ze zbyt szybko sie wyprowadzilas. Daj mu troche czasu na zrozumienie obecnej sytuacji. Nie zapominaj przy tym, ze kazdy ma swoja dume...swoim postepowaniem mozesz zniszczyc naprawde piekna milosc... Pisz co sie u Was dzieje i powodzenia... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: problemowa Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.ghnet.pl / *.ghnet.pl 19.12.04, 18:58 Hmm:):) Dzięki wszystkim za opinie. Jest prawie tak jak mozna było przewidzieć, krańcowo, jedni psy na mnie wieszają, drudzy okazują mi (mojej sytuacji) dużo sympatii. Wiecie co, nie robiłabym sobie niepotrzebnie problemu, gdybym nie była tak przekonana co do zamiarów mojego chłpca, (bądź ich braku). Sprawa jest jasna: żadnego ślubu nie będzie,, bo to nie w Jego stylu!!! Wierzę, że niejednej kobiecie odpowiadałaby taka perspektywa związku, ale mi nie!!!On jedynie wspomina o "jakiś" dzieciach w przyszłości, no bo przecież już będzie czas na Niego, żeby miał potomstwo!!! Tylko nie wziął pod uwagę moich zamiarów, poglądów i chęci!!! Jestem banalną tradycjonalistką!!! Po mojej wyprowadzce, trochę ochłodziły się nasze stosunki, bardziej jednak mój do Niego. Wygląda na to, że pogodził się z tą sytuacją, jedyne czego Mu brakuje to siły sprzątającej:) Nie sprząta, nie myje w ogóle naczyń i nie dba o mieszkanie. I daje mi do zrozumienia, że to moja wina, gdyż On teraz nie ma pani domu, a to Ona powinna się tym zająć!!!!! Zaproponowałam Mu zatrudnienie gosposi!!! Wtedy chyba miałby wszystko, przecież nie chciałaby sie z Nim żenic:) (no chyba że trafiły na młodą, czyli w okolicach mojego wieku:):):)) Mój chłopiec nie przyjął żadnego mojego argumentu, nawet nie próbował z nimi polemizować - więc kompromis odpada. To jest strasznie przykre obserwować co się dzieje ze związkiem, który jeszcze jakiś czas temu funkcjonował dobrze. Ciekawe jak ta regresja się utrzyma. Bardzo chciałybm być pełna optymizmu i wierzyć, że wszytko będzie dobrze, ale nie widzę światełka w tunelu, tylko najczęściej pojawia się łza woku, kiedy słyszę, że wszystkiemu winne są babskie fanaberie i humory!!!! a Dziś usłyszałam w złości "nie będę po Ciebie jeździł i palił benzyny, jeździj autobusami, sama się wyprowadziłaś, więc cierp", ciekawe jakie instynkty dadzą o sobie jeszcze znać!!! Kurcze, widziały gały co brały, wzajemnie! Przecież do mnie nigdy nie pasował typ wiecznego beztroskiego chłopca, traktującego przejściowo kazde uczucie. Większość przyjaciół mojego partnera, jest po 30, są sami(samotni), robią karierę bądź nie, a łączy ich chęć do "bezzobiwiązności". No i ja głupia pomiędzy nimi myślałam, że chociaż jednego osobnika zdołam przekonać do mojej wizji przyszłości!!!! nie udało się i coraz mniej szans na powodzenie!!! a Święta będą takie jak zawsze, ja sama ze swoją rodziną i On sam ze swoją!!! Happy christmas!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: G. Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: 194.70.47.* 23.12.04, 17:06 dobrze zrobilas i robisz siostro! inne slowa sa zbedne! badz dziela i nie zawracaj z podjetej drogi! powodzenia!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kacha Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 23.12.04, 18:57 No coz, jakos to bedzie, trzymaj sie. i jak t mowia, lepiej wczesniej niz wcale.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: December Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.sbi.com 23.12.04, 20:41 problemowa, naprawde mi sie podobasz bo wiesz czego chcesz a po drugie, potrafisz dostrzec ostrzegawcze czerwone swiatlo: UWAGA NIEBEZPIECZENSTWO! Dla mnie jednym z takich czerwonych swiatelkiem jest jego komentarz zebys sobie jezdzila autobusami, nie swiadczy to dobrze o jego charakterku. A drugi, ze ma balagan w domu bo nie ma Ciebie zeby mu posprzatac dom. Duren do n-tej potegi. 31 -letni, wygodnicki stary kawaler. Otrzyj lzy i ciesz sie, ze zycie/aniol stroz uchronilo Cie przed takim "wspanialym" towarzyszem zycia. Nie jestes konserwatywna w swoich pogladach, jestes po prostu bardzo dobrze myslaca dziewczyna, ktora nie ignouruje znakow ostrzegawczych. NIE WRACAJ I NIE POZWALAJ MU ROBIC SOBIE WODY Z MOZGU - wiem, ze jestes emocjonalnie poturbowana ale lepiej przezyc to teraz kiedy mozna jeszcze wszystko odkrecic niz marnowac najlepsze lata swojego zycia na sprzatanie komus mieszkania... :))))) duzo usciskow Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ania Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.aster.pl 24.12.04, 00:01 chcesz byc konsekwentna, to bądź ale czy dobrze zrobiłaś nie wiem...może jeszcze nie dojrzał do ślubu? Sama jestem z facetem od ponad 4 lat i mimo że bardzo go kocham, od samego początku wiem że będę z nim już zawsze, to myśl o ślubie mnie przeraża i wcale mi się nie śpieszy.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: problemowa Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.ghnet.pl / *.ghnet.pl 28.12.04, 17:18 No i już po świętach, wróciłam. Spędziłam je sama ze swoją rodziną. Żadnych zmian, sytuacja się unormowała. Ja u siebie, On u siebie i tyle. Przygnoitła mnie proza życia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ximenka Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.04, 22:07 Podobny wątek był na "Ślub i wesele" ze 2 tygodnie temu. Okazało się, że jest to problem wielu dziewczyn. Była masa postów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mała żylam tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.04, 08:27 na kocią łape żyłam prawie trzy lata /ja mam 27 on 37, rozwiedziony/, było rożnie m. nami, sam zaproponował małżeństwo, mi specjalnie na tym nie zależało i co, jak będziemy chcieli /musieli?/ się rozstac to co? przez to, ze mamy ślub nie zrobimy tego? chyba jakis żart... Papier nie zawiąże ci serca na amen, miłość albo jest albo nie. rozwód to jedna rozprawa i ok 1000zł ...... krótka piłka jak mawia mój mąż :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: problemowa Re: żylam tak IP: *.ghnet.pl / *.ghnet.pl 29.12.04, 11:46 Żyłaś tak przez trzy lata, czy tzn. że rozstaliście się??? Oczywiście, że małżeństwo nie uchronii Cię przed rozstaniem, ale jak byłaś chrzczona, bierzmowana, przyjmowałaś komunie, to chyba się nie zastanawiałaś czy to ma sens, tylko było dla ciebie (lub Twoich rodziców) oczywiste, że tak trzeba, i wypadku tego "drażliwego sakramentu" ja również uważm, że tak trzeba. A co do rozwodów, jestem, byłam świadkiem już wielu. I tak na marginesie to mój chłopiec osobiście już przeprowadził ich dużą liczbę: ( Odpowiedz Link Zgłoś
g0sik Re: żylam tak 29.12.04, 14:50 Tak się zastanawiam.....jeśli dla Ciebie ślub jest ważny a dla niego nie to po co naciskać? Jeśli on nie przywiązuje wagi do sakramentu to nie daje Ci on żadnej gwarancji trwałości związku. Ze swoim mężem spotykaliśmy się 6 lat przed ślubem i nigdy mi do głowy nie przyszło żeby postawić go pod murem: ślub albo koniec, a poglądy miał podobne do Twojego chłopaka. Honor by mi nigdy na to nie pozwolił! Ważniejsze od papierka było to czy jest odpowiedzialny, czy mogę na niego liczyć czy jest dobry, wrażliwy, zaradny itd. bo liczy się charakter. Czy jeśli teraz Ci się oświadczy i zaproponuje datę ślubu będziesz miała satysfakcję? Jak się będziesz czuła jeśli w przyszłości wykrzyczy Ci że ożenił się z Tobą tylko dlatego że go zmusiłaś? Nie lepiej poczekać aż sam do tego dojrzeje? Ja swojego męża nie zmuszałam do deklaracji, nie byłam w ciąży nic nie musiał. On chciał, kocham go i nie wydawało mi się że moje uczucia są ważniejsze tylko dlatego że moja rodzina (bardzo pobożna) uważała że się źle prowadzę. Od 2,5 roku jestem mężatką i czuję się tak samo cudownie jak wtedy gdy byłam "tylko" dziewczyną. Skoro świetnie się dogadujecie, dobrze się Wam razem mieszka po co to psuć??? On też może sobie myśleć że nie liczysz się z jego uczuciami tylko chcesz postawić na swoim. Życzę Ci troszkę dystansu do siebie, a wszystko się ułoży, to że on nie chce "teraz i już" się zadeklarować wcale nie znaczy że Cię nie kocha i nie zechce oświadczyć się za jakiś czas :)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Monika Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.04, 14:27 Moim zdaniem jesteś niekonsekwentną, patentowaną kretynką. Chrzest, bierzmowanie, pierwsza komunia - skoro jesteś taka ortodoksyjna, to jakim cudem wlazłaś mu do łóżka bez ślubu? Teraz cię wzięło na religijność i zasady? A tak nawiasem mówiąc, to z postu na post on jakiś się robił coraz bardziej miałki, najpierw miałaś pretensje tylko o niechęć do ślubu, potem o towarzystwo i brak schludności( w domu brudno , bo ciebie nie ma) Czy to znaczy ,że przez 1,5 roku obsługiwałaś go z uśmiechem na ustach , a problem się zaczął dopiero przy ślubie? Nie sądzę, żeby jakikolwiek facet miał ochotę żenić się z takim ślimakiem i pomiotłem domowym jak ty.Pewnie go zemdliło, jak pomyślał, że ma stanąć z pomocą kuchenną przed ołtarzem. Serdecznie mu gratuluję, że się ciebie pozbył. A ty się nie martw. Jest masa facetów, którzy żenią się ze swoimi służącymi.Och, Ziuta! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ninuś Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: 81.210.120.* 29.12.04, 15:23 Dziewczyno, zastanów się dobrze, zanim podejmiesz tak drastyczną decyzję! Oczywiście, konsekwencja jest ważna, ale nie pozwól, by ambicja zniszczyła fajny związek, który przecież tworzycie, skoro jesteście razem od ponad 2 lat... Najważniejsza jest miłość! Wiem, że czasem nie wystarczy, żeby było dobrze, ale trzeba się starać i godzić na kompromisy. Postaraj się z Nim porozmawiać, odłóż na chwilę swoją dumę... Oczywiście, nie rezygnuj z tego, co jest dla Ciebie ważne, ale nie sądzę, żeby ślub dał Ci jakąkolwiek gwarancję na wieczne szczęście... Nic nie da Ci takiej gwarancji, nawet wspólne dzieci. Zastanów się i zrób tak, żebyś nie żałowała. Sama musisz wiedzieć, co jest dla Ciebei najważniejsze - miłość, czy papierek. I nigdy nie rezygnuj z siebie! Liczy się Twojeszczęście, ale decydując się na związek, wzięłaś także odpowiedzialność za drugą osobę i musisz się z tym liczyć. I pamiętaj - z mężczyznami nic na siłę! Pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: problemowa Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.ghnet.pl / *.ghnet.pl 29.12.04, 19:14 coraz ostrzej się robi:)\ wyszłam i wychodzę na głupią, stóra ciągnie faceta do ółtaża wbrew jego woli:) Z moim poprzednim chłopakiem, również trochę starszym, byłam przez 5 lat. On chciał się żenić ja jeszcze nie. Ale rozstaliśmy sie dlatego, że przestałam kochać. Może dlatego los mi płata figle:0 Teraz sytuacja jest zupełnie inna. Może nie wiesz bo nigdy nie mieszkałaś z mężczyzną Moniko:), ale wspolne mieszkanie zobowiązuje do dbałości o dom, jedna i drugą stronę. Tak też było w naszym przypadku. jednak po mojej wyprowadzce, moj chłopiec poczuł się jak słomiany wdowiec i zaprowadza swoje własne porządki (bądź nieporządki):) Dla mojego chłopca nie były zaskoczeniem moje poglądy, znał je, tylko że ja nie do końca znałam jego pogląd i stad to nieporozumienie. Szkoda, że nie zostają teraz niczyje szanowane:( Dla mnie to drugi poważny związek i myślałam, że zakończy się ślubem, co teraz jest wykluczone,dla mojego chłopca jestem już którąś z kolei dziewczyną, więc mogą być i następne. Cóż może to wszystko nie będzie takie straszne jak myślałam w pierwszej chwili i zmienię partnera, gdyz ten obecny jest coraz bardziej niemiły dla mnie:) Odpowiedz Link Zgłoś
daimona wyszło szydło z worka ;-) 29.12.04, 22:34 Facet pokazuje swoje prawdziwe oblicze, skoro teraz zaczął Cię chamsko traktować. Podobnie jak z tym obwinianiem Ciebie o aktualny nieporządek w domu. TY SIĘ CIESZ, ŻE TO W TEJ CHWILI WYSZŁO, A NIE PO ŚLUBIE :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Monika Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.04, 15:23 Moje drogie kobieciątko! Mam 46 lat i zdecydowanie więcej niż połowę spędziłam , mieszkając z mężczyzną (ciągle tym samym). Ślub nigdy nie był dla mnie ważny ( a 26 lat temu to nie było takie proste jak dziś), natomiast mój partner, wychowany w rodzinie pseudo -katolickiej, w której pozory były daleko ważniejsze niż fakty, nie wyobrażał sobie wspólnego życia bez ślubu.Pobraliśmy się więc, ochrzciliśmy nasze dziecko itp, itd.Jak mówiłam to nie było dla mnie ważne, a nawet bywało wkurzające( konieczność płaszczenia się przed księdzem), ale bardzo go kochałam (i kocham , mimo upływu lat)i zgodziłam się na to wszystko. Wzamian on nigdy nie zmuszał mnie do chodzenia do kościła, przyjmowania księdza w domu, ukrywania moich poglądów. Bywały między nami tarcia, bywały burze z piorunami i nie ślub nas przy sobie utrzymał (a mieliśmy ostre kryzysy) ale wzajemna miłość i chęć ( nie konieczność !) bycia razem. I powiem ci jeszcze, jako kobieta od 27 lat w związku (z tym samym mężczyzną), że faceta trzeba sobie umieć wychować a nie wytresować. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: problemowa Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.ghnet.pl / *.ghnet.pl 30.12.04, 17:00 To,że masz trochę więcej lat niż ja, nie upwaznia Cie do traktowania mnie protekcjonalnie. Jednak jesteś mężatką i Twojemu mężowi było to potrzebne do czegoś, więc ustąpiłaś. I chyba Ci to ułatwiło życie: wspólny dom, rozliczenie majatkowe, dzieci, które mają nazwisko obojga rodziców itd, jestem też pewna, że ślub pomógł wam utrzymać ten związek, mimo, że nie był żadnym argumentem za (albo Ci sie tak wydaje, że nie był). Ja nadal nie mogę sobie wyobraźic, co by było gdyby moi rodzice, lub dziadkowie nie byli małżeństwiem i jakby mi to wytłumaczyli??? Mój chłpoiec nie jest zbyt religijny, choć wierzący. Ja również nie jestem ortodoksyjna, ale praktykuję i chodze do kościoła. Niczego mu nigdy nie narzucałam i zdarza się że sam z własnej woli idzie ze mną do kościoła. Ale wydaje mi się, że to nie jest kwestią roztrząsaną tutaj. Dziwi mnie natomiast Twoja napastliwość. Tak jakbyś miała klepki na oczach, jak koń, któremu wystarcza ograniczone pole widzenia. Dla mnie to naturalne, że w tym wieku chcę sobie ułozyć życie, a nie szarpać się niezrealiaowanymi oczekiwaniami do 40, albo i później. A swojego mężczyzne wolę sobie wychować już teraz, a nie tracić życie na "burze z piorunami". Odpowiedz Link Zgłoś
leje-sie Glupio zrobilas, ale na wlasne zyczenie 29.12.04, 19:30 Pewnie mleko sie definitywnie wylalo i garnka nie da sie juz zadrutowac. Dobrze Ci bylo z facetem? Dobrze! To czego Ci sie zachcialo? Wojny o wladze (kto w tym zwiazku bedzie ustawial zasady)?! No to masz. Nawet jak do siebie wrocicie, to juz nigdy nie bedzie tak jak przedtem. A skad wiem? PS. Na uszko i nie powtarzaj nikomu - z moja Pania jestesmy juz 13 lat ze soba. Bez slubu. I jak sie zdarzy to dotrwamy do konca zycia ktoregos z nas. Miod. Tak sobie poczytalem kilka watkow i pomyslalem, ze wielkie szczescie mnie w zyciu spotkalo, ze na zadna z was nie popadlem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: problemowa Re: Glupio zrobilas, ale na wlasne zyczenie IP: *.ghnet.pl / *.ghnet.pl 29.12.04, 19:57 też dobrze, ze na Ciebie nie trafiłam:) To strasznie fajnie, że oboje macie takie same poglądy na wspólne życie, zazdroszcze!!! Dla krytykujących mnie to juz pewno nie będzie miało żadnego znaczenia, że troche to mieszkanie razem mnie uwierało. Mieszkałam z Nim u Niego, równoześnie wynajmując swoje mieszkanie ,szkoda, ze na własne mnie nie stac:( Płaciłam za nie przez całe półtora roku, mimo, ze byłam tam raptem kilka razy. Przez pierwsze miesiące obydwojgu nam odpowiadał taka sytuacja, jednak kiedy zrobiło sie poważniej, zaczęło mnie to uwierać. Taka sytuacja trwała,próbowałam rozmawiąć z moim chłopcem na ten temat, ale bez żadnych rezulatatów. twierdził niezmiennie, że sprawa sama się rozwiąże, a kiedy w końcu "przypierałam go do muru" stwierdził, żebym dalej miala to swoje mieszkanie, na wypadek gdyby sie coś popsuło między nami! To byłjeden z sygnałów, żeby w innych kwestiach również "przyprzeć go do muru" i zapytać o naszą przyszłość, a ta cząść historii juz jest znana przynajmniej tym którzy czytali wątek od początku. No więc "cos" się popsuło i się wyprowadziłam. Czułam się bardzo niezręcznie.kiedy to on płacił rachunki, właściwie utrzymywał dom, twierdząc, że przecież ja juz płacę za jedno mieszkanie. Perspektywa następnych lat w ten sam sposób była i jest nadal nie do przyjęcia dla mnie. Chcę mieć normalny dom, stałego partnera, dzieci, które się pojawią po ślubie, wspólnie odwiedzać jednych i drugich rodziców, wspólnie kupować rzeczy do domu, wyjeżdżać itd. czy ja za dużo chcę???? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dorota Re: Glupio zrobilas, ale na wlasne zyczenie IP: *.proxy.aol.com 30.12.04, 03:42 Jestem pewna ze zrobilas dobrze wyprowadzajac sie od swego "PANA". On Cie wcale nie darzyl prawdziwym uczuciem. To nie Ty jestes ta jedyna dla niego i to nie ON jest tym jedynym dla Ciebie. Szukaj dalej swojej polowki jablka. Mysle ze znajdziesz.Uszy do gory.Na szczescie nigdy nie jest za pozno! Szukaj a znajdziesz!Jestes jeszcze taka mloda,zycie przed Toba. Nie zalamuj sie, glowa do gory. W Nowym Roku 2005 zycze Ci zebys spotkala milosc swego zycia. Szukaj uwaznie a napewno znajdziesz. Pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
alpepe trzymaj się problemowa! Popieram Cię 02.01.05, 11:05 NIe chce mi się pisać, ale też kiedyś miałam podobną sytuację, a facet się bał życia. BYł człowiekiem, którego kochałam ponad wszystko, ponad siebie. A najbardziej trzeba kochać siebie, pamiętaj o tym i nie daj się gnojkowi zniszczyć, jeszcze poznasz kogoś odpowiedniego, kogoś, kto uszanuje twoje przekonania. A że ci żal, cóż trzeba wzruszyć ramionami i nie oglądać się wstecz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wrona Re: Glupio zrobilas, ale na wlasne zyczenie IP: *.polkomtel.com.pl 03.01.05, 12:14 Problemowa, na podstawie Twoich postów bardzo mi sie podobasz. Mam 35 lat, 7- letnią córeczkę, osiem lat stażu małżeńskiego, z czego 7 w kryzysie, ostatnie 2 w ostrym. Z mojej perspektywy wygląda, że ten facet wcale Cię nie kocha, bo gdyby tak było walczyłby o Ciebie, a nie z Tobą. Po co on Ci kazał płacić za to mieszkanie, gdyby się coś popsuło na pewno i tak coś udałoby Ci sie wynająć, teraz z tym ślubem - wie, że chce byc do końca życia z Tobą, tylko że bez ślubu /ewentualnie jak będą dzieci - trochę dziwny rzeczy porządek jak na mój gust/. Po co ta asekuracja z jego strony? Czy zakochany lub kochający człowiek ciągle myśli o zabezpieczaniu sobie tyłów? Ja też byłam i jestem problemowa, bo np.uważałam że miejsce męża i ojca w Wigilię było przy żonie i 8-dniowej córeczce, a nie przy rodzicach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mmmaria Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.dolsat.pl / *.dolsat.pl 29.12.04, 21:53 To nie jest historia banalna. Każdy człowiek w związku powinien się czuć bezpieczny. Mieszkając razem, kochając tego człowieka nie czujesz się bezpieczna. Zastanów się co wpływa na brak Twojego bezpieczeństwa z jego strony. Dążąc do ślubu nie jesteś jego pewna. Gdyby on kochał Cię, to zrobiłby wszystko dla Twego komfortu życia i dla niego ślub może nie miały żadnego znaczenia, ale żeby poprawić Twoje samopoczucie zgodziłby się na wszystko. U niego nic się nie zmnieniło po Twojej przeprowadzce, Wydaje mi się, że dalej traktuje Cię przedmiotowo. Wyczuł, że zrobisz dla niego wszystko i wierzy, w to, że ten kaprys za chwilę ci przejdzie i wrócisz do niego.Poniewaz uczuciowo nie jest zaangażowany i nie boi się, że zupełnie odejdziesz, lekceważy Twój problem.Zapewnienia, że chce być z Tobą do końca życia są bez pokrycia. Chyba, że jego życie z Tobą on rozumie " do spotkania miłości dla której zrobi wszystko byleby ją zatrzymać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.04, 12:15 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: novika Jesteś bardzo mądrą kobietą IP: *.mos.gov.pl 30.12.04, 12:15 A przede wszystkim jesteś dojrzała. Wiesz czego chcesz i na co się nie godzisz i wedle tego postępujesz. Miałaś odwagę powiedzieć co Ci nie pasuje i wyprowadzić się. Niestety wciąż mało jest takich kobiet. Jeżeli małżeństwo jest dla Ciebie tak ważne, a dla niego nie znaczy właściwie nic to czekanie kilka lat z nadzieją, że może zmieni zdanie - byłoby poprostu marnowaniem czasu, a jak sama napisałaś czas nie stoi w miejscu. A do tego on traktuje cię "z góry" (jak rozchisteryzowaną smarkulę, a na pewno nie jak równorzędnego partnera do rozmowy). Ty masz swoje zasady, do których masz prawo, a on swoje przekonania, z którymi widać jest mu dobrze i on też ma do nich prawo. Kompromis tu nie pomoże, bo albo Ty musiałabyś zrezygnować z czegoś bardzo dla Ciebie istotnego, albo on musiałby się wyrzec swojej beztroski, co prędzej czy później by Ci wypomniał. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kobieta Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.mofnet.gov.pl 03.01.05, 09:57 wiecie, z tym małżeństwem to bardzo zabawna sprawa - po długim związku i w bardzo trudnym dla nas czasie mój facet nie wytrzymał i mnie rzucił. Teraz bardzo sie z tego cieszę, bo uświadomiło mi to, że byłam o wiele za dobra dla niego. Teraz on chce do mnie wracać, uświadomił sobie że beze mnie nie jest tak fajnie i tym podobne bzdety. ja natomiast postaiwłam mu jeden warunek - jesli chce wracać to tylko w krazkiem w ręce. Bynajmniej nie dlatego, że ślub jest dla mnie ważny ale wiem, że jest ważny dla niego - jesli nie chce udać się ze mna na slubny kobierzec to znaczy że nie jest gotowy, żeby być ze mną naprawde. Teraz mnie t owszystko bawi, śluby, ziwązki. Ale wierze ,że problemy w związku sa bardzo potrzebne, sielskie zycie o wiele mniej uczy. Jeśl iamcie byc razem to dacie rade z takim bzdurnym problemem jak kwestia innych poglądów na małżeństwo, a jesli się rozstaniecie to tym lepiej ze teraz niz po 10 latach. pozdrawiam ps. a mężczyźni naprwde dojrzewają do małżeństwa, tylko trzeba im dać na to bardzo duzo czasu i sami muszą do tego dojść - inaczej nie ma to sensu Odpowiedz Link Zgłoś
getsemani Problemowa! Twoje poglądy sa takie jak moje, więc 03.01.05, 14:09 doskonale cię rozumiem. Chcę wyjść za mąż, bo dla mnie to jest wyrażenie miłości i deklaracja "wybrałem(łam) ciebie na towarzysza(kę) mojego życia". Są tacy, którym taka deklaracja nie jest potrzebna, a wręcz jest niepożądana - w razie czego można powiedzieć "ślubu z toba nie brałam(łem)". Łatwo zebracmanele i wynieść się z czyjegoś życia. Małżenstwo oczywiście może skończyć się rozwodem, ale ostatecznie każdy z nas uważa, że głowę ma nie po to, żeby włosy na niej rosły, więc róbmy z niej użytek. Nie nakłaniam nikogo do małżeństwa po 3 dniach znajomości, ale 2 lata to juz czas, kiedy cos się powinno krystalizować. A tak na marginesie - to czemu tak się boją slubu ci, którzy przysięgają, że chcą być z dana osobą do końca życia? Co slub tu zmieni? Wyszłabym z założenia, że czemu nie - jemu zalezy na slubie to za niego wyjde, co za problem? Nota bene, Problemowa, zna0m dwa, a słyszałm o kilku przypadkach, kiedy nieprzejednani wrogowie małżeństwa żyli dobrych kilka lat w konkubinacie, by po jego rozpadzie wstąpić w zalegalizowane związki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maryna Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 01:24 Nie należy psuć udanego związku ślubem! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: problemowa Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.filg.uj.edu.pl 04.01.05, 13:28 Rozstaliśmy się. Pojawiły się jeszcze inne czynniki, które pewno by nie wyszły gdyby nie moja wyprowadzka. Mam wielką, ziejącą dziurę zamiast serca. Dziękuje wszystkim za złe i dobre słowa. Jutro 5 stycznia będę miała 24 lata Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wendy Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 13:42 Hej Problemowa, Czytam twoje problemy od początku i gorąco ci kibicowałam. Pocierpisz teraz ale to i tak było nieuniknione, lepiej cierpieć intensywnie i krótko niż intensywnie i długo. Uważam że bardzo dobrze postąpiłaś. Może na drugi raz już nie wprowadzaj się do faceta zanim nie ustalicie daty ślubu? Mój pogląd na życie kobiety i mężczyzny połączonych miłością jest bliski twojemu, jednak nie chciałabym mieszkać z chłopakiem przed ślubem (co nie wyklucza seksu). Wspólne mieszkanie razem tworzy namiastkę rodziny, niektórym to wystarcza. Chciałabym mieć rodzinę, a to nierozłącznie kojarzy mi się z małżeństwem, mam bardzo fajnych rodziców i nie rozumiem (bo nie jestem w stanie) niechęci do małżeństwa. Mam może trochę zero jedynkowy umysł, albo wszystko albo nic, taka binarna jestem. To że inni mają inne pomysły na swoje życie też jest ok., pod warunkiem ze OBIE strony mają ten sam pomysł. Jeżeli i mężczyzna i kobieta lubią czuć oddech wolności na plecach i chcą razem żyć i mieszkać "bez papierka" to wszystko jest w porządku. Nie jest w porządku gdy jedna strona manipuluje drugą i "wychowuje" ją według własnych życzeń. Taka wmanipulowana osoba jest często nieszczęśliwa. Gdy znajdę swoją jedynkę chcę się z nią związać do końca życia, jednak mam już od dzieciństwa wdukowany model życia i chciałabym żyć w małżeństwie z dziećmi. Odpowiedz Link Zgłoś