Gość: Jagoda
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
25.02.05, 14:42
Opiszę krótko moją sytuację i proszę o radę co byście zrobiły na moim miejscu
i jak byście w takiej sytuacji traktowały męża.
Jesteśmy 10 lat po ślubie, mamy 2 dzieci w szkole podst i przedszkolu.
Mąż pracuje, zarabia dużo jak na czteroosobową rodzinę. Ja pracuję , ale nie
na umowę tylko na czarno, zarabiam grosze w porównaniu z nim i to jeszcze
nieregularnie, ja zajmuję się domem i dziećmi.
Problem polega na tym, że mąż ma swoje pieniądze na osobnych kontach, ja
oczywiscie nie mam do nich dostępu. NIGDY W ZYCIU NIE DAŁ MI PIENIĘDZY NAWET
NA ZWYKŁE ZAKUPY , nie mówiąc już o tym, żebym sobie kupiła np. buty czy coś
innego, czego akurat potrzebuję i nie mam swoich pieniędzy w danej chwili. On
twierdzi, że nie bedzie mi dawał pieniędzy, bo utrzymywanie żony jest
degenerujące dla niej, on nie bedzie mnie utrzymywał, bo przecież ja mam
rodzinę, a poza tym to jestem dorosłą i mogę na siebie zarobić. Cytat, który
ciągle słyszę:" masz rodzinę to niech ci pomoże, ja ci nie pomogę, nie
obchodzi mnie, że nie masz pieniędzy, niech ci rodzice dadzą" .
Rodzice mi często pomagają finansowo, mają z czego, ale trochę mi już głupio,
bo czasami się pytają czy mojemu mężowi to nie przeszkadza i jak on sie ztym
czuje jako mężczyzna, że jego żona nie ma często pieniędzy na podstawowe
rzeczy.
Siostra ( ma męża, dziecko małe, nie pracuje na razie) mi ostatnio
powiedziała, że gdyby jej mąż tak powiedział to ona by mu kazała, żeby sam
sie zajął dzieckiem. Kiedyś zadzwoniłam do brata, żeby mi pożyczył pieniędzy,
a on powiedział, że owszem, pożyczy mi, ale żebym się zastanowiła w jakim
jestem układzie, bo on by się ze wstydu spalił, gdyby jego żona musiała
pożyczać pieniądze po rodzinie i to na podstawowe rzeczy.
Mojemu mężowi to nie przeszkadza, pieniądze są ważniejsze dla niego niż
ludzie czy ambicja.
Natomiast w towarzystwie robi wrażenie wspaniałego męża, który dba o swoją
żonę i że jej niczego nie brakuje, ale to tylko przy ludziach, cholera mnie
bierze, bo wszyscy myślą, że tak rzeczywiście jest i nikomu nie przyjdzie do
głowy że czasami nawet jeżdżę na gapę po mieście.
Czasami wyjeżdza na 2, 3 dni, nigdy nie zapytał się czy mam pieniądze, nawet
na lekarstwa, czy taksówkę gdyby się coś stało. Po prostu to go nie
obchodzi.
Ostatnio rozmawiał ze swoim ojcem, który był chory, powiedział mu, żeby wziął
pieniądze z jego konta i poszedł do prywatnego lekarza, to ja awanturę
zrobiłam, że jak to, ojciec ma dostęp do jego konta, a ja nie, że ja nie mam
pieniędzy na lekarza, na lekarstwa,( mam nadżerkę i jej nie leczę, bo mnie
nie stać). On stwierdził, że ja go naciągam , że nie dostanę jego pieniędzy,
że czyham na jego pieniądze.
Nigdy jeszcze nie dostałam prezentu na imieniny czu urodziny, jak mu o tym
mówie to on: " bo ty byś tylko prezenty chciała".
Ostatnio sie ostro pokłóciliśmy i stwierdziliśmy, że wrócimy do rozmowy za
parę dni, jak trochę ochłoniemy. Dpradzcie mi jak powinnam z nim rozmawiać,
czy w takiej sytuacji powinnam robić w domu wszystko, czuję się trochę
poszkodowana. Koleżanka mówiła, że skoro facet nie chce utrzymywać kobiety to
nie jestem zobligowana do tego, żeby mu się np. tłumaczyć co robię, gdzie i z
kim wychodzę, żebym zaczęła sobie żyć sama, a wrazie jego pytań mówić, że
tak jak chciał poszłam do rodziny po pomoc to im się będę spowiadć dopóki on
nie wydorośleje.
Proszę o odpowiedzi, może ktoś był lub jest w takiej sytuacji. Zaznaczam, że
rozwód na razie nie wchodzi w grę, ale takiej sytuacji już nie zniosę.