Gość: papaja
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
28.02.05, 00:00
Zbieralam sie z tym postem juz dosc dlugo.. ale musze sie w koncu wygadac..
Sama nie wiem, ostatnio mam straszny metlik w glowie. Mam dosc, humor zly,
smutna chodze i w ogole wszystko nie tak.
Chodzi o mnie i mojego M. sama nie wiem co sie dzieje. Od pewnego czasu
jestem strasznie zniechecona, tak ogolnie, coraz czesciej sie zastanawiam czy
to wszystko ma jakikolwiek sens.. jestem zmeczona ciagla odlegloscia (juz
prawie 2 lata jestesmy na odleglosc, z przyczyn ekonomicznych - brak pracy),
tym ze nic sie nie zmienia (szukanie pracy bez rezultatow), wszystkim. Pisze
bez ladu i skladu bo wlasciwie to sama nie wiem jak to wszystko po kolei
ujac.
Coraz czesciej nachodzi mnie mysl, ze juz nie chce, nie chce mi sie tego
ciagnac, tak jakbym czekala na jakis moment zeby to wszystko sie skonczylo, a
zdrugiej strony bardzo sie tego boje. Popieprzone to wszystko.. Wkurzaja mie
zachowania M, nie chce mi sie ciagle czegos tlumaczyc bez rezultatow, mam
wrazenie ze przestajemy sie dogadywac, ze wiecej daje niz dostaje w zamian..
Po czesci przestaje mi zalezec a z drugiej strony boje sie ze mialabym byc
sama..
Zle mi jest tak jak teraz, a na zmiany tez juz jakos nie mam szczegolnej
checi..