senanna
07.09.02, 17:44
taka sytuacja: jechałam tramwajem wieczorową porą, wsiadł mocno podpity
mężczyzna i zaczął w chamski i obrzydliwy sposób napastować siedzącą
niedaleko zaniedbaną, zmęczoną kobietę- posypały się wyzwiska, zaczął ją
szarpać, ona się zasłaniała i prosiła by zostawił ją w spokoju. W wagonie
byli niemal sami mężczyżni, żaden nie zareagował. Mnie zaćmiło i odepchnęłam
faceta ( co było szczytem głupoty, bo strój miałam maksymalnie niewygodny i
ograniczający ruchy )i wtedy panowie siedzący dotąd z twarzami w szybach jak
na komendę wstali i zajęli się pijaczkiem, tramwaj się zatrzymał i wysadzili
go. I teraz pytanie: na skutek tamtego zdarzenia zalęgło się we mnie
przekonanie, że w sytuacji gdy grupa ludzi bezczynnia przygląda się przemocy,
fakt że reaguje kobieta jest bodźcem zmuszającym panów do działania.
Pielęgnowanie w sobie złudzeń może się źle skończyć :)... więc jak to jest,
ruszą się panowie, czy będą mieli to w nosie?