po_prostu_kobieta
17.09.02, 13:41
bylam z mezczyzna...
wrazliwy a jednoczesnie wesoly.
szalony ale godny zaufania.
do tego inteligentny, przystojny, czuly...
bal sie slubu, bo powiedzial, ze boi sie cos przyrzec w kosciele, przeciez
nie mozna byc pewnym na 100%...
slyszal od swojej rodziny, ze marnuje mi zycie...
odszedl, bo nie chcial zabierac mi mlodosci, bo moze za pare lat ja stwierdze
ze zmarnowal mi zycie...
mowilam ze to moje zycie...
powiedzial, ze jesli jestesmy sobie przeznaczeni, to bedziemy ze soba, ze
jesli za pare miesiecy bedziemy chciec byc ze soba, on wroci z pierscionkiem.
wczesniej byly rozstania i powroty...
kocham go. nie chce nikogo innego. zreszta nikogo takiego juz nie ma...
bede zawsze sama.
tylko ten raz poznalam, co to znaczy kochac i ufac naprawde.
wiem, ze juz nigdy tak nie bedzie... z nikim innym...
dlatego czekam az wroci...