Dodaj do ulubionych

moja historia...

17.09.02, 13:41
bylam z mezczyzna...
wrazliwy a jednoczesnie wesoly.
szalony ale godny zaufania.
do tego inteligentny, przystojny, czuly...
bal sie slubu, bo powiedzial, ze boi sie cos przyrzec w kosciele, przeciez
nie mozna byc pewnym na 100%...
slyszal od swojej rodziny, ze marnuje mi zycie...
odszedl, bo nie chcial zabierac mi mlodosci, bo moze za pare lat ja stwierdze
ze zmarnowal mi zycie...
mowilam ze to moje zycie...
powiedzial, ze jesli jestesmy sobie przeznaczeni, to bedziemy ze soba, ze
jesli za pare miesiecy bedziemy chciec byc ze soba, on wroci z pierscionkiem.
wczesniej byly rozstania i powroty...
kocham go. nie chce nikogo innego. zreszta nikogo takiego juz nie ma...
bede zawsze sama.
tylko ten raz poznalam, co to znaczy kochac i ufac naprawde.
wiem, ze juz nigdy tak nie bedzie... z nikim innym...
dlatego czekam az wroci...
Obserwuj wątek
    • agick Re: Twoja historia... 17.09.02, 13:46
      do złudzenia przypomina inne historie, które nie raz były na tym forum -
      wliczając moją...

      ja to nazywam życie na huśtawce...
      też przeszłam przez coś takiego - u mnie zakończyło się wspólnym życiem
      dalej... u mojej koleżanki nie...

      czas Ci potrzebny..
      leczy i spłyca rany.
    • Gość: M. Re: moja historia... IP: 217.153.25.* 17.09.02, 13:58
      Jak będziesz czekać aż wróci to Ci może dopiero życie zmarnować. Ty będziesz
      czekać, a on znajdzie sobie kogoś. A Ty nie - bo będziesz czekać.
    • Gość: Kami Re: moja historia... IP: 213.17.164.* 17.09.02, 14:07
      Byłam 3 lata w takim związku. Wydawało się, że nie ma przyszłości, On nie
      chciał wiązać się na stałe, nawet nie chciał rozmawiać o dziecku. Bał sie
      odpowiedzialności, chciał żebym była szczęśliwa ale nie mgł dać mi takiego
      szczęścia na jakie czekałam. Odeszłam. Cierpiałam okrutnie, dzwoniliśmy ale nie
      spotykaliśmy się. Z czasem telefony umilkły, próbowałam zapomnieć. Po 6
      miesiącach 14 lutego pojawił się w moim życiu ponownie i został. Nasz synek ma
      dwa latka, jesteśmy najszczęśliwsi na świecie.

      Pozdrawiam
    • Gość: Ewa Re: moja historia... IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 17.09.02, 14:11
      ale facet ! boi sie ślubu ,nie wie czy życia nie zmarnuje Tobie(a moze to
      egoista mysli TYLKO o sobie?)
      dla mnie popapraniec,jak najdalej od niezdecydowanych facetów.
      szukaj szybko innego,zobaczysz zaleczy rany,a na wspomnienie tamtego będzie Ci
      sie chciało rzygać(oby)
      wiem ,jeszcze nie ten etap,ale weź sie w garść.
      • po_prostu_kobieta Re: moja historia... 17.09.02, 15:14
        on nie boi sie ze zmarnuje mi zycie bo sie ozeni tylko ze moze sie nie
        zdecyduje...
        po prostu nie traktuje slubu lekko - bedzie nie tak to sie rozwiedziemy.
        chce byc pewien ze gdy bedzie mi przysiegal, bedzie mial 100% pewnosci ze
        bedziemy do konca zycia.
        Ale czy ktokolwiek moze miec taka pewnosc?
        on mnie kocha, wiem to, gdyby nie to, ze wszyscy na nas wymuszaja slub...
        nie chce nikogo innego. To na niego czekalam cale zycie...
        jest wszystkim czego szukalam...
        • Gość: goscccc Jak ci na imie kobieto? Pytam serio. IP: 5.2.1R* / 212.177.57.* 17.09.02, 15:21
          • po_prostu_kobieta Re: Jak ci na imie kobieto? Pytam serio. 18.09.02, 09:32
            nie wiem kim jestes, wolalabym tu pozostac anonimowa. Jesli wydaje ci sie ze
            mnie znasz, napisz na @
    • pamela_anderson Re: Bez przesady... 17.09.02, 15:19
      po_prostu_kobieta napisała:

      > bylam z mezczyzna...
      > wrazliwy a jednoczesnie wesoly.
      > szalony ale godny zaufania.
      > do tego inteligentny, przystojny, czuly...
      > bal sie slubu, bo powiedzial, ze boi sie cos przyrzec w kosciele, przeciez
      > nie mozna byc pewnym na 100%...
      > slyszal od swojej rodziny, ze marnuje mi zycie...
      > odszedl, bo nie chcial zabierac mi mlodosci, bo moze za pare lat ja stwierdze
      > ze zmarnowal mi zycie...
      > mowilam ze to moje zycie...
      > powiedzial, ze jesli jestesmy sobie przeznaczeni, to bedziemy ze soba, ze
      > jesli za pare miesiecy bedziemy chciec byc ze soba, on wroci z pierscionkiem.
      > wczesniej byly rozstania i powroty...
      > kocham go. nie chce nikogo innego. zreszta nikogo takiego juz nie ma...
      > bede zawsze sama.
      > tylko ten raz poznalam, co to znaczy kochac i ufac naprawde.
      > wiem, ze juz nigdy tak nie bedzie... z nikim innym...
      > dlatego czekam az wroci...

      Oj, to chyba sobie trochę poczekasz. Tylko nie szkoda życia? Życie dostajesz
      raz. A te cechy, ktore wymieniłaś wcale się nie wykluczają i jest jeszzce paru
      facetów, którzy też tak mają. Ech, młoda jeszcze jesteś.
      • po_prostu_kobieta Re: Bez przesady... 18.09.02, 10:13
        > Oj, to chyba sobie trochę poczekasz. Tylko nie szkoda życia? Życie dostajesz
        > raz. A te cechy, ktore wymieniłaś wcale się nie wykluczają i jest jeszzce
        paru
        > facetów, którzy też tak mają. Ech, młoda jeszcze jesteś.

        nie szkoda mi zycia dla niego. znalam tylu facetow, bylam z wieloma i wielu mam
        znajomych i zaden nie byl taki cudowny. Chce romantycznego faceta, nie zalezy
        mi na forsie, on jest do mnie taki podobny...
        Nie jestem juz taka mloda ;-)
        I chyba za stara by zaczynac od nowa...
    • Gość: miko Re: moja historia... IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 18.09.02, 07:53
      Nie ma czegos takiego jak milosc na zawsze - postawilas go na piedestale tak
      jak ja kiedys postawilem na piedestale kobiete. Zadna sie z nia nie mogla sie
      rownac bo tamta byla piekna, madra, zaradna - wszystko naj naj. I co? Nie
      chcialem zednej dac szansy, kumple mnie swatali, robili mi potajemne randki z
      kobietami, ktore byly mna zainteresowane. A ja wciaz porownywalem ja z kobieta
      marzen. Mowili mi, jesli nie chciala to byla egoistka. Mowili, ze jest wiele
      kobiet, lepszych od niej bardziej do mnie pasujacych a ja nie wierzylem.
      Przyszedl czas - przypadek spotkalem kobiete - nie bylo milosci od pierwszego
      wejrzenia. Ona byla cierpliwa i czula, delikatna i madra. Czekala, a ja powoli
      spogladalem na nia i zaczynalem zauwazac w niej wiele wspanialych cech. Tamto
      juz jest przeszloscia, czasem mysle jakby nam sie ulozylo zycie gdyby nie
      postapila podobnie jak twoj facet. Ale gdy teraz na nia patrze, gdy jest sama
      widze, ze nie dorosla - nie dojrzala do wiekszych rzeczy. Bala sie
      odpowiedzialnosci za druga osoba tak jak twoj facet. To jest egoizm i
      tchorzostwo lepiej myslec o sobie niz martwic sie jeszcze o druga. A
      tlumaczenie iz nie chce ci zmarnowac zycia jest najprostszym wykretem majacym
      utrzymac jego pozytywna opinie w Twoich oczach. Zrozumiesz to, gdy przejrzysz
      na oczy tak jak ja. Ludzie chca abys ich szanowala, pamietala jako tego
      najlepszego i dlatego udaja, ze dbaja o twoje bezpieczenstwo jednoczesnie
      krzywdzac cie - bo odchodza bedac egoistami myslacymi tylko o wlasnym strachu
      przez obowiazkami. Jestem teraz szczesliwy. Nasz zwiazek dojrzal i zrozumialem,
      ze na swiecie nie ma jednej osoby pasujacej do nas, to zycie, przypadek,
      sytuacje rozwijaja w nas poczucie wiezi z kims. Takich osob idealnie do nas
      pasujacych jest wiele, trzeba tylko chciec to zrozumiec i dac im szanse. Ja
      dalem, z wielkimi oporami i obawami - ale nie zaluje tego kroku. I teraz gdy
      patrze na to z perspektywy czasu - wiem, ze postapilem slusznie nie marnujac
      zycia czekaniem na egoistke myslaca tylko o sobie. Pozdrawiam
    • Gość: jo Re: moja historia... IP: 213.158.195.* 18.09.02, 16:06
      Boli mnie, jak to czytam - boli serce ze współczucia dla Ciebie.
      Uczuciowo: rozumiem, że chcesz wierzyć, ufać, widzieć go tak, jakby postępował
      fair, tłumaczyć go, myśleć, że on też kocha i tęskni, tylko jest po prostu
      uczciwy, że on się boi, że nie jest pewien etc... Rozumiem, bo sama tak się
      łudziłam.
      Ale nie można też wykluczyć, że: on Cię chce po prostu zostawić, ale
      w "cywilizowany" i niby bezbolesny sposób. Chce to rozciągnąć w czasie, żebyś
      się stopniowo przyzwyczajała do jego nieobecności. Chce zostawić Ci wrażenie,
      że jakby mógł, to by Ci nieba uchylił, ale właśnie - nie może... Czasami tak
      ludzie mówią: robię, co mogę, a że mogę niewiele...
      Trzymaj się. Mam nadzieję, że się odkochasz i poznasz kogoś zdecydowanego na
      bycie z Tobą.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka