Gość: Vika
IP: *.ewave.at
10.10.02, 21:22
Byl tu dzisiaj u ,mnie jeden znajomy,ktory postanowil zamieszkac w Polsce na
stare lata.Przez dwadziescia piec lat byl wiedenskim taksowkarzem.Na
odleglosc wychowal corke,wybudowal dom,zasadzil drzewa w ogrodzie i dorobil
sie mieszkania w Wiedniu a takze niezlej emerytury.Zawsze kochal zone.Od lat
sluchalismy pochwal i komplementow pod jej adresem.Dzis jest starszym
panem.Ma 67 lata ale jeszcze bardzo krzepki i energiczny z niego
staruszek.Pojechal w zeszlym tygodniu do Polski w tym celu,zeby zaczac swoj
plan wcielac w zycie.Tymczasem okazalo sie, ze mimo pozorow przez tyle lat
utrzymywanych przez rodzine a zwlaszcza zone nikt tam na niego nie
czeka.Opowiadal mi placzac,ze byl jedynie dla rodziny finansista,ze zona jest
od 20 lat zwiazana z kims innym i go oszukiwala,ze wszelkie pozory jakimi go
otaczano przy okazji wzajemnych wizyt byly utrzymywane tylko po to aby z
pelnym zaufaniem lozyl na rodzine.Odrzucono go po tych wszystkich latach
wyrzeczen i pracy.Wrocil do swojego wiedenskiego mieszkania jak zbity
pies.Nawet corka oswiadczyla mu ,ze ma swoje zycie,ze moze ja odwiedzac i
przyjezdzac z Wiednia kiedy zechce ale na zamieszkanie z ojcem sie nie
zdecydowala bo ...nie jest z nim specjalnie zwi,azana uczuciowo.Czas ich
rozdzielil.Czlowiek ten jest teraz roztrzesiony i zalamany.Pozostala mu
garstka tutejszych przyjaciol.Powiedzial,ze w drodze powrotnej czul sie tak
jakby wracal z pogrzebu calej rodziny.Zaluje,ze kiedys nie wybral polskiej
biedy.Mysli,ze wowczas zycie potoczyloby sie inaczej.
Powiedzcie co o tym sadzicie.Czy mozna jakos mu sie pomoc pozbierac?