aveceur
03.01.06, 09:16
jaki ojciec taki syn.
Święta prawda.
Dawno dawno temu poznałem kobietę. Zakochany byłem, ale nie głupi (tak mi się
wydawało). Obserwowałem jej rodzinę, matkę, siostrę (starszą), stosunki
panujące tam. Nie byłem zadowolony z wyników obserwacji. Na któreś randce
powiedziałem otwarcie, kocham, ale nasz związek jest bez szans, jeżeli
będziesz taka jak Twoja matka (despotyczna, egoistyczna, leniwa jak siostra
(nie pracująca, a w domu burdel), to nasz związek nie ma szans. Nie lubię
ludzi fałszywych, egoistycznych, nastawionych na branie.
Usłyszałem wtedy, ja taka nie jestem, sam przecież widzisz - OK. Widzę,
pracujesz, studiujesz, u mnie w domu wprowadzasz swoje innowacje (firanki,
kolor ścian itp). Pomyślałem OK - może się mylę.
Mam to na co zasłużyłem - za swoją głupotę.
Po ślubie okazało się, że moja żona nagle straciła pracę niby jej szukała ale
3 lata utrzymywałem ją. Nagle zabrakło mi pieniędzy na własne potrzeby. Bo
żona musiała sobie zęby naprawić za kwotę, od której większości włosy dęba
stają. Ja chodziłem w ciuchach ubiegłorocznych, bo żona potrzebowała nowe
kiecki. Zbliżał się moment dojrzewania do wykopania jej z mojego domu. Nagle o
cud odmieniło jej się, znów była przeciwieństwem swojej matki. Zaczęła
pracować, zamierza skończyć studia. Dałem się nabrać ponownie, gdy zaszła w
ciąże mam znów w domu heterę. Marzę o prawie dzikiego zachodu. Marzę o tym aby
zastrzelić ją uwolnić się od niej zabierając dziecko. Mam dość słuchania jak
to cierpiała w czasie ciąży (miliony kobiet rodzą, ale to on najbardziej
cierpiała). Mam dość słuchania, że jest niewyspana, zmęczona. Zajmujemy się
dzieckiem popoludniu, cały dzień jest z dzieckiem opiekunka. Boże dzięki niej
zrozumiałem, że ziemia jest właśnie piekłem.