Gość: Przemek
IP: *.tele.pw.edu.pl
02.12.02, 19:37
"Dowiedziała się od księdza, że dziecko poczęte in vitro nie może być ochrzczone. Ksiądz jej tłumaczył, że rodzice, oddając dziecko
do chrztu, zobowiązują się, że wychowają je w wierze katolickiej, a sami przy poczęciu popełnili grzech.........
Ksiądz chyba też zadręczał się tą rozmową, bo później wrócił. Przyszedł i powiedział, że wierzy, że dobry Bóg będzie rozgrzeszał
według intencji. Jeśli ktoś uważa, że dając w ten sposób życie, nie czyni nic złego i postępuje w zgodzie z własnym sumieniem, to
będzie rozgrzeszony."
Chyba Opatrznosc pokierowala krokami tego ksiedza, nakazujac mu wrocic...
Z drugiej strony, fakt zamrazania embrionow stawia nas w obliczu bardzo ciekawych problemow etycznych (a wierzacych,
dodatkowo w obliczu problemow teologicznych). Z genetycznego punktu widzenia embrion jest istota ludzka w najwczesniejszym
stadium rozwoju (co z tego wynika, to juz problem do dyskusji). Pojawia sie pytanie: czy zamrozony embrion zyje, czy nie? Z punktu
widzenia fizjologii - nie (nie odbywaja sie zadne procesy zyciowe). Wobec tego zniszczenie zamrozonego embriona nie jest jego
zabiciem (materia nieozywiona przechodzi w nieozywiona). Czy wobec tego zamrozenie jest zabojstwem? Tez nie, bo embrion moze
zostac ozywiony... Mamy wiec cos w rodzaju "smierci na raty".
A co powiedza na to zwolennicy teorii, ze embrion w momencie swojego powstania otrzymuje dusze? Co sie z nia dzieje w momencie
zamrozenia? Istnieje czy nie, a moze jakos pół-istnieje? Ja sie tu z nikogo nie wysmiewam (sam sie uwazam za wierzacego), po
prostu widze nierozwiazany problem, do tego bardzo ciekawy.