Dodaj do ulubionych

Fałszywi przyjaciele :/

23.04.06, 18:34
Niestety na drodze swojego 20 letniego życia spotkałam kilka fałszywych
przyjaciółek.Jednej bardzo pomogłam-wspierałam ją,dodawałam jej
otuchy,pomogłam wykaraskać się z cieżkich dołów. Kiedy dowiedziałam się o jej
depresji i myślach samobójczych-nie odsunęłam się od niej,byłam cały czas przy
niej...Niestety on-nie dość,że nie odwzajemniała mi się,kiedy ja miałam gorsze
dni(a przyjaźń powinna być przecież obustronna)...to obgadywała mnie po kątach
:/ Kiedy zerwałam z nią kontakty-pisała do mnie smsy z obelgami
Inna-mitomanka,przyjaźniła sie ze mna chyba wyłacznie ze względu na wysoką
pozycję moich rodziców.Po błahej sprzeczce obraziła się na amen...
Na szczęście do reszty osób,które obdarzyłam zaufaniem nie mogę mieć większych
zastrzerzeń.Ale te dwie ex-przyjaźnie są dla mnie trudne do zaakceptowania.Jak
mogłam zbliżyć się do tak parszywych osób? Dochodzi do tego,że czasem za nimi
tęsknię..Spędziłysmy razem kilka lat...a teraz ich ze mną nie ma :/ Z drugiej
strony wiem,że zerwanie wszelkich kontaktów to najlepsze i jedyne
rozwiązanie...Przecież wiem co to za osoby-w przeszłości dawałam im wiele
"drugich szans" i tylko na tym traciłam
Pewnie wam też zdarzyło się wyeliminowac ze swojego grona znajomych
osoby,które okazały się być nie warte waszej uwagi...jak radziliście sobie z
ich brakiem? dlaczego postanowiliście zerwać z nimi kontakty?
Obserwuj wątek
    • sabriel Re: Fałszywi przyjaciele :/ 23.04.06, 20:20
      No niestety,nie mam "szczęścia" do przyjaciółek.Doszłam do wniosku, że to nie
      ilość się liczy, a jakość.Można znać kogoś wiele lat i się na tym kimś mocno
      zawieść.Kontakty zerwałam prawie z dnia na dzień.Mimo dłuższej znajomości jakoś
      łatwo mi to przyszło.
      Mam koleżanki,przyjaciółek mieć już nie chcę.
    • beberebe Re: Fałszywi przyjaciele :/ 23.04.06, 21:20
      Hej ja chyba też nie mam szczęścia do przyjaciółek ale doszłam do wniosku ze
      lepiej nie mieć przyjaciółek niż takie którym zufać do końca nie można. Tak
      więc teraz chyba jestem sama swojanajlepsza przyjaciółką - o ile tak mozna to
      nazwać. Chociaż nie powiem bo czasem brakuje mi takiej prawdziwej psiapsiułki.
      • hugolinka Re: Fałszywi przyjaciele :/ 23.04.06, 21:31
        Ja przestalam wierzyc w przyjaźń... Pierwsza taka przyjaźń jaka mialam to z
        dwiema dziewczynami. Zawsze chodzilysmy wszedzie razem i w ogloe. Poznalam
        faceta w ktorym sie zakochalam. Bylo nam super spedzalam z nim wiele czasu. One
        nie mogly tego zaakceptowac. Wyzywaly go do mnie itp. Nie chcialy ze mna
        wychodzic gdy on szedl ze mna. Bardzo szybko okazalo sie ze one obie (nie
        wiedzac o tym na wzajem) prubowaly mi go odbic. Teraz kiedy juz z nim nie
        jestem dowiedzialam sie wiecej rzeczy na ten temat...
      • deodyma Re: Fałszywi przyjaciele :/ 23.04.06, 22:14
        mialam przyjaciolke przez prawie 20 lat. dzis juz po przyjazni. coz to byla za
        przyjazn! bylysmy dla siebie, jak siostry! nie bylo dnia, ktorego bysmy razem
        nie spedzily. gdy miala problemy, gdy bylo jej zle, zawsze bylam przy niej.
        wysluchalam, pocieszylam. gdy byla chora i malo nie umarla, codziennie
        chodzilam do szpitala, siedzialam przy jej lozku. z nas obu to ja zawsze
        uchodzilam za ta silniejsza. zawsze mogla na mnie liczyc. no i ta przyjazn
        skonczyla sie w lipcu, zeszlego roku. a dlaczego? wyszlam za maz! moja
        przyjaciolka byla o to zazdrosna do tego stopnia,ze zerwala ze mna wszelkie
        kontakty i dzis nie odzywa sie wcale! po moim slubie najpiewr zaczela mnie
        unikac. powiedziala, ze wyjezdza i nie bedzie jej jakis czas, ze odezwie sie,
        jak wroci. jakiez wiec bylo moje zdziwienie, gdy zobaczylam ja przez przypadek
        na miescie! od razu zorientowalam sie, ze nigdzie nie wyjezdzala i ze sklamala,
        ale nie dalam tego po sobie poznac. podeszlam wiec do niej. zamienilysmy kilka
        slow, ale ona jakas dziwna byla. jakas taka malo rozmowna. wlasciwie to ja
        mowilam a ona milczala. wtedy nie zwrocilam na to uwagi, bo spieszylam sie do
        banku. dopiero pozniej. mijaly dni, tygodnie i cisza. przyjaciolka ani razu sie
        nie odezwala. gdy razem z mezem spotkalismy ja w drodze do pracy i maz zapytal
        ja , czemu sie do nas nie odzywa, ona na to, ze czasu nie ma! stwierdzila, ze
        ona nie ma mi nic do powiedzenia a tak wogole to ma teraz inne kolezanki i na
        dyskoteki chodzi! gdy powiedzialam jej, ze zachowuje sie dziwnie i widze, ze
        juz jej na kontaktach ze mna nie zalezy, zaczela krzyczec, ze to nieprawda! jak
        smiem mowic do niej takie rzeczy?! bez przesady, bo ona ma swoje zycie
        prywatne!!! gdy moj maz zaproponowal jej, bysmy sie spotkali, ona na to, ze
        nie, bo ma juz inne plany i jej w domu nie bedzie! i na tym rozmowa sie
        skonczyla. mialo to miejsce we wrzesniu. od tamtego momentu nie odezwala sie
        ani razu. co najsmieszniejsze, byla swiadkiem na naszym slubie.doszlo do tego,
        ze zerwala kontakty nawet z nasza wspolna kolezanka! gdy tamta chciala sie z
        nia umowic nawet na kawe, moja "przyjaciolka" twierdzila, ze czasu nie ma. jak
        sie odzywala, to tylko po to, zeby jej powiedziec, ze na dyskotece byla!
        bywaja dni, w ktorych jezdzimy do pracy tym samym autobusem i o tej samej
        godzinie( kazda z nas pracuje gdzie indziej), ale ona udaje, ze mnie nie widzi!
        na poczatku bylam wsciekla. nie spodziewalam sie po niej takiego zachowania.
        ale nie trwalo to dlugo i dzis sie z tego smieje.
    • optymistka.pesymistka Re: Fałszywi przyjaciele :/ 23.04.06, 22:03
      Niestety już kilkakrotnie bardzo zawiodłam się na "przyjaciółkach" i teraz mam
      dobre koleżanki. Za przyjaciela mam faceta, tylko że ostatnio się zastanawiam,
      czy on nie chce jednak czegoś więcej :/
    • alterna Re: Fałszywi przyjaciele :/ 23.04.06, 22:47
      A ja jakoś nigdy nie umiałam nawiązac bliskiej więzi z inną kobietą...Owszem,
      miewałam koleżanki, nawet bliskie (w liceum) ale razem ze skończeniem szkoły
      znajomości te powoli, powli uległy rozpadowi. Czasem widuję te dziewczyny,
      umawiamy się raz na ok. pół roku (mieszkają za granicą) i wtedy jest super, ale
      to przeciez nie przyjażnie.
      Na studiach wszystkie znajomościi były krótkie i nieszczere. Źle je wspominam.
      Miałam za to jedną powiedzmy "przyjaciółkę", tez z liceum, spotykałyśmy się
      przez 5 lat po skończeniu szkoły, dzwoniłysmy często itd. Myślałam że to "ta
      jedyna", mówiłam o niej z dumą "moja przyjaciółka". Okazało się inaczej.
      Zawiodła mnie dwa razy. Raz poważnie, niemalże niewybaczalnie, drugi raz to już
      nic nadzwyczajnego, ale uzmysłowiłam sobie jakie sa tak naprawde nasze relacje.
      Powiedziałam jej to, powiedziałam że się zawiodłam i że nasza znajomość to nic
      wielkiego, ot, koleżeństwo. Obraziła się strasznie, naubliżała mi w mailu od
      egoistek i pępków świata. W dodatku było to w moje imieniny. Dałam sobie z nią
      spokój. Po co mi taka kolezanka. Nie tęsknię, nie myślę o niej. Bo to zwykła
      koleżanka była:)
    • monalajza Re: Fałszywi przyjaciele :/ 23.04.06, 23:24
      hahaha zeby to takie proste bylo....hmmm...zalezy co kto nawyrabial....Ja
      pewnego milego dnia dostalam od bardzo dobrej kolezanki(przyjaciolka miala
      szanse sie stac) smsa ktory mial trafic w inne rece....brzmial mniej wiecej tak
      "ta kur....X i dalej chodzilo o zaliczenie kolosa" x to ja..... ja tego nie
      darowalam do tej pory....hm...malo tego dziewczyna obrazila sie na mnie za to ze
      ja ja ignoruje ( dobrze mi z tym swoja droga:))...no coz ale to jeszcze nie bylo
      takie wazne .....problem spotyka sie z toba kiedy mowimy o prawdziwej szczerej
      (tak sie przeciez zawsze wydaje) przyjazni....tez mnie to spotkalo....poszlo o
      faceta....oczywiscie ja odstapilam(bo oczywiscie dla dobra sprawy....ze tez ja
      musze byc taka glupia).....no i niby jest ok, ale ja mam zadre w serduchu i juz
      nie jestem taka wylewna....uruchomilam samowystarczalnosc...pozdrawiam.....:))))
    • hadriana_siloe Re: Fałszywi przyjaciele :/ 24.04.06, 09:56
      z lekkim bólem serca skończyła się moja przyjaźń z jedna panią, w sposob
      naturalny przestałyśmy mieć wspolne tematy. Skończyły się nawet sporadyczne
      spotkania. Po jakimś czasie doszły mnie słuchy, że moja koleżanka obwinia mnie
      o koniec tej znajomości i bynajmniej nie wyraża się o mnie pochlebnie. trudno.
      Doszło do kilku wymian zlosliwości i wystarczy.
      • agniecha_zal Re: Fałszywi przyjaciele :/ 24.04.06, 11:27
        witajcie,
        a ja mam taka prawdziwa przyjaciolke. Oczywiscie wczesniej bywalo z nimi roznie
        i wiecznie bylo cos nie tak. Wszedzie byl falsz, obluda, wykorzystywanie.
        Zrywalam takie znajomosci z dnia na dzien i juz nigdy nie chcialam z ta osoba
        rozmawiac - z szacunku do siebie i mojego, wolnego czasu :)
        Od 8 lat przyjaznie sie z fantastyczna kobieta. Poznalysmy sie na studiach.
        Mysle, ze zawsze moglysmy na siebie liczyc, wspieralysmy sie w trudnych
        chwilach. Nigdy jedna nie oceniala drugiej, nie mowilysmy co powinna druga
        zrobic, jak sie zachowac. Padaly sugestie, ale nikt nie jest ubezwlasnowolnony i
        sam wybieral wlasna droge.
    • gocha114 Re: Fałszywi przyjaciele :/ 24.04.06, 13:25
      Ja niestety miałam tendencję do dawania "drugich","trzecich" a nawet :czwartych"
      szans fałszywym przyjaciółkom ;) Takim sposobem osoby,które od początku wydawały
      mi się podejrzane i do których nie pałałam 100% ufnością wchodziły w krąg moich
      bliskich znajomych.Teraz koniec z tym! :-) Lepiej wybrac opcję "jakość" a nie
      "ilość" w tak delikatnej kwestii jaką jest prawdziwa przyjaźń...
    • scarlett.o-hara Re: Fałszywi przyjaciele :/ 24.04.06, 14:58
      Ja też niestety nie mam w tym względzie miłych wspomnień. Miałam kiedyś
      przyjaciółkę, siedziałyśmy razem w jednej ławce w liceum. Dobrze nam się
      rozmawiało na wszystkie tematy (mówiła, że tylko ze mną może porozmawiać
      na "te" tematy i inne). Choć po skończeniu szkoły widywałyśmy się niezbyt
      często, bo mieszkałyśmy w innych miastach, to utrzymywałyśmy kontakty.
      Niestety urwało się to, bo ja zerwałam w tym czasie z narzeczonym dla innego
      faceta (który, notabene, jest teraz moim mężem), a ona stwierdziła, że jestem
      głupia, że zerwałam z tamtym. Wybrała towarzystwo mojego eks, bo stwierdziła,
      że jest biedny... Nieważne było, że ja już go nie kochałam po tych paru latach
      i byłam z nim z przyzwyczajenia. Tylko niestety muszę stwierdzić, że mój eks
      był jej potrzebny do spraw związanych ze studiami jej (wtedy jeszcze
      narzeczonego) męża (robienie projektów). No, ale ona tą sytuację przedstawiła
      inaczej... Do tej pory mnie to boli, jak mnie potraktowała. Tym bardziej, że po
      zerwaniu zaręczyn mój eks utrudniał mi życie, szpiegował, wysyłał głupie smsy
      itp. Ona o tym wiedziała i mi nie powiedziała-nawet w zaufaniu. A ja
      podejrzewałam wszystkich znajomych o to. Teraz to nawet na ulicy mnie nie
      poznaje, udaje, że nie zna.... Ot, takie to są przyjaciółki.... Ale to bardzo
      długia historia mająca wiele wątków.....
    • gocha114 Re: Fałszywi przyjaciele :/ 24.04.06, 18:11
      A nie doświadczyłyście wcześniej takich odczuć,że osoba którą darzycie zaufaniem
      może być niegodna miana przyjaciela? Czy zazwyczaj rozłam w przyjaźni musi
      poprzedzać jakiś incydent,wystepęk-po którym zdajemy sobie sprawe,że na danej
      osobie nie można polegać?
      • sabriel Re: Fałszywi przyjaciele :/ 24.04.06, 18:18
        No żeby było śmiesznie-to nie,nic nie wskazywało na to, że przyjażnie mogą sie
        tak gwałtownie zakończyć.Jakby mi ktoś powiedział,że nie bedę się z jedną lub
        drugą kolegować to bym mu się kazała w głowę popukać.
        Z drugiej strony tak naprawdę przez tyle lat nie było okazji do "wypróbowania
        przyjaźni".Owszem były po drodze jakieś drobne uprzejmości czy pomoc,ale gdy
        przyszło co do czego to się okazało że nie mam przyjaciółki,jestem sama.
        Ta druga też mnie pięknie urzadziła(poszło o pieniądze).
    • andrea71 Re: Fałszywi przyjaciele :/ 24.04.06, 18:27
      Moim jedynym przyjacielem jest moj maz. Mam pare znajomych, ale z nikim nie
      probuje sie zaprzyjaznic, bo nie mam zaufania do ludzi. Wole trzymac ludzi na
      dystans, niz zaufac, zwierzac sie, a potem gdy przyjazn sie rozpadnie zalowac
      tego, co powiedzialam.
      • bez.wyksztalcenia Re: Fałszywi przyjaciele :/ 24.04.06, 21:52
        maz jedynym przyjacielem? to troche niebiezpieczne

        ja mam 2 przyjaciolki: jedna znam 15 lat, druga 10, we 3 sie przyjaznimy. Nie
        musimy widywac sie czesto, ale zawsze jest tak, jakbysmy sie rozstaly wczoraj.
        Najpierw jedna byla kilka lat za granica, potem ja, ale nadal sobie ufamy i
        mozemy na siebie liczyc. Mam nadzieje, ze juz tak zostanie.
        Oprocz tego ma ze 2-3 bardzo dobre kolezanki, nie przyjaciolki, ale takie prawie
        • andrea71 Re: Fałszywi przyjaciele :/ 25.04.06, 02:17
          Nie jest niebezpiecznie jesli sie nie ma przed mezem nic do ukrycia.
          Przestalam sie spotykac z kilkoma kolezankami, bo nasze spotkania polegaly na
          tym, ze narzekaly na swoich facetow, albo po prostu sie z nich smialy. Nie
          chcialam brac w tym udzialu, wiec nie potrzebowaly mojego towarzystwa.
          Problemy w zwiazku powinno sie zalatwiac wlasnie w zwiazku, a nie poza nim, bo
          nie jest to lojalne.
          • bez.wyksztalcenia Re: Fałszywi przyjaciele :/ 25.04.06, 10:01
            nigdy nie wiadomo, co sie zdarzy, malzenstwa rozpadaja sie po 20, 30 latach.
            Trzeba miec innych ludzi, nie wolno zamykac sie w malzenstwie! A gdzie miejsce
            na tylko wlasne sprawy, na spotkania z innymi ludzmi, zainteresowania??
            • andrea71 Re: Fałszywi przyjaciele :/ 25.04.06, 23:17
              Moze nie poznalas mezczyzny, z ktorym by Cie duzo laczylo. Ja i moj maz
              jestesmy swoimi najlepszymi przyjaciolmi. Nie przeszkadzamy sobie w rozwoju
              swoich zainteresowan. Tak sie sklada, ze wiekszosc z nich dzielimy.
              Szkoda nam spedzac czas z innymi, bo wolimy byc razem. Owszem mamy znajomych,
              ale nie mozna ich nazwac przyjaciolmi.
              Zupelnie nie wyobrazam sobie zwierzania sie komukolwiek z problemow z mezem. To
              jest nielojalne i oslabia malzenstwo. Moje ma kilkanscie lat i nie mam zamiaru
              myslec o tym, ze kiedys sie skonczy.
    • elunia66 Re: Fałszywi przyjaciele :/ 24.04.06, 23:16
      Poznałyśmy się w liceum, przez cztery lata w trakcie liceum (nasz prof od
      biologii mówił - Ulka i Elka, was jakby zamknął na 20 lat do więźienia to
      stałybyście i gadały mimo,że każda z was szłaby w inno stronę) i rok po w
      studium medycznym mieszkałyśmy razem na stancji tylko później ja zmieniałam
      kierunek na studium nauczycielskie ale zawsze mogłyśmy liczyć na siebie.
      Później ona wyjechała na drugi koniec Polski ale przynajmniej dwa raz w
      miesiącu dzwonimy do siebie i spotykamy się na wakacjach. Trwa to już cwierć
      wieku i wiem ze kiedy mi będzie ciężko mogę liczyć na nią lub odwrotnie.
      Pozdrawiam
    • gocha114 Re: Fałszywi przyjaciele :/ 25.04.06, 16:45
      Fajny przykład "fałszywej" przyjaźni ;-) Żartuję,można Ci tylko pogratulować,że
      trafiłaś na wspaniałych ludzi :)
      • fantumtam Re: Fałszywi przyjaciele :/ 26.04.06, 17:45
        Czytam i czytam i myślę... Mam "przyjaciółkę"/koleżankę, znamy się 15 lat i od
        15 się przyjażnimy. Ona zawiodła mnie, myśląc że to ja ją oszukałam zemściła
        się na mnie. Tak nie było, trzecia osoba namieszała, co gorsze ona zemściła się
        po kilku latach, gdy byłyśmy już dorosłe. Urwałam kontakty, ale inna trzecia
        osoba delikatnie nas pojednała, co wynikło z
        inicjatywy "przyjaciółki".Moja "przyjaciółka" traktuje sprawę jak by jej nigdy
        nie było, nigdy tego nie wyjaśniłyśmy. Ciągle się spotykamy, rzadko, bo mieszka
        w innym mieście, ale uraz został. Spotykam się z nią z przyzwyczajenia,
        tradycji i nawet czasem mi jej brak, ale jeśli chodzi o głębokie zwierzenia...
        Z nią jest jednak coś nie tak, jest zazdrosna o mnie i moje życie i daje mi o
        tym znać. Myślę że aluzje odczytuje dobrze, jednak też utrzymuje kontakt. Nie
        rozumiem tej sytuacji niestety, po jej aluzjach już nie raz obiecywałam sobie
        że to koniec, ale nie potrafię odmówić jej spotkania.
        PS. To tak dla kontynuacji wątku
        • andrea71 Re: Fałszywi przyjaciele :/ 26.04.06, 18:55
          Nie widze sensu utrzymywanie przyjazni na sile. Lepiej nie miec w ogole
          przyjaciol, niz takich, z ktorymi zle sie czujemy.
          • olimpia36 Re: Fałszywi przyjaciele :/ 26.04.06, 19:59
            Jestem trochę starsza od Ciebie ale, gdy była w podobny wieku co Ty teraz
            niestety też miałam kogoś takiego. Najpierw w liceum mieszała między mną a
            pewnym chłopakiem, do tego stopnia, że przestał się do mnie odzywać i z trudem
            to odkęciłam. Pomyślałam wtedy, że nie warto tracić przyjaciółki z powodu
            chłopaka. Pozornie wszytsko wróciło do normy ale później wykręciła mi taki
            numer, że już nigdy się do niej nie odezwałam. Bardzo to przeżyłam bo naprawdę
            ją lubiłam. Od tej pory nie wierzę w przyjaźń między kobietami i unikam
            zwierzeń.
            • gocha114 Re: Fałszywi przyjaciele :/ 06.05.06, 20:56
              U mnie jest taki problem,że nie mam dobrych kontaktów z rodzicami i dlatego
              rówieśnicy,pozytywne relacje z nimi mają dla mnie ogromne znaczenie. Może
              dlatego tak trudno jest mi rozstać się emocjonalnie z tymi pseudo-przyjaciółkami :/
        • deodyma Re: Fałszywi przyjaciele :/ 27.04.06, 08:59
          skoro twoja przyjaciolka jest zazdrosna o twoje zycie, to nie jest normalne.
          predzej czy pozniej wydarzy sie cos, co sprawi, ze ktoras z was te kontakty
          zerwie calkowicie. u mnie byla podobna sytuacja. moja 'przyjaciolka' byla
          rowniez zazdrosna o moje zycie. gdy jej bylo dobrze, gdy to jej sie wszystko
          udawala, bylo ok. ja jakos potrafilam cieszyc sie jej szczesciem. natomiat gdy
          bylo odwrotnie, wtedy stawala sie zlosliwa.dopiero teraz, gdy nie urtrzymujemy
          ze soba kontaktow, widze, ze ta przyjazn wogole nie miala sensu. no ale coz.
          trzeba zyc dalej. nie ma sensu sie tym nawet przejmowac. nie warto.
          • fantumtam Re: Fałszywi przyjaciele :/ 27.04.06, 13:33
            Nie wiem czy ostatnie wpisy są do mnie czy do gochy, ale wyjaśniam ,że zbliżam
            się ku trzydziestce, co jest ważne bo zazdrość w tym wieku o ciuchy czy faceta,
            to idiotyzm. Wiem że kobiety bywają zazdrosne, co widać w pracy i w życiu
            codziennym, ale zastanawiam się czy to tylko ja jestem taka naiwna, że potrafię
            szczerze doradzić i powiedzieć koleżance(jak zapyta) że przytyła i widać a nie
            wciskać jej kity, że jest szczupła i może jeść do woli, a w duchu cieszyć się
            że przytyje jeszcze bardziej. Czy wy też jesteście "normalnie naiwne" czy
            zdarzyło wam się zrobić coś wrednego z premedytacją??? Mnie nie.
            • deodyma Re: Fałszywi przyjaciele :/ 27.04.06, 23:54
              szczerosc to nie naiwnosc. niestety, nie kazdego na nia stac. gdy
              moja 'przyjaciolka' kupowala sobie jakis ciuch, ktory byl na nia za ciasny.
              mowilam jej o tym. jesli kupila sobie cos naprawde fajnego, chwalilam i
              mowilam, ze swietnie wyglada. i bylo ok. ale gdy to ja kupilam sobie cos w czym
              wygladalam dobrze, a ona tego nie miala, musiala miec zaraz to samo a jesli
              nie, to przynajmniej cos podobnego. najbardziej byla zazdrosna o rzeczy, ktore
              kupowal mi moj narzeczony( teraz maz). ja sama nie rozumiem takiego zachowania.
              moze to dlatego, ze jestem inna. nie ma we mnie tej zazdrosci ani zawisci.
              wogole smiesza mnie takie osoby.
    • sagis Może za szybko obdarzasz zaufaniem ludzi? 28.04.06, 08:59
      Na siłę szukasz przyjaciół?
      Dwie fałszywe przyjaźnie na wiele dobrych znajomości to dobry wynik. Z tych
      znajomości może powstanie po latach jedna prawdziwa przyjaźń. Prawdziwych
      przyjaciół poznaje się dopiero w biedzie i nigdy nie ma się ich wielu.
      Niestety nie zawsze możemy od razu poznać się na kimś.
      Mnie raz zabrało to ponad 20 lat. Tylko, że ludzie w życiu zmieniają się. Wiele
      osób, aby przetrwać zatraca swoje wartości.

      • gocha114 Re: Może za szybko obdarzasz zaufaniem ludzi? 06.05.06, 20:57
        sagis napisała:

        > Na siłę szukasz przyjaciół?
        > Dwie fałszywe przyjaźnie na wiele dobrych znajomości to dobry wynik. Z tych
        > znajomości może powstanie po latach jedna prawdziwa przyjaźń. Prawdziwych
        > przyjaciół poznaje się dopiero w biedzie i nigdy nie ma się ich wielu.
        > Niestety nie zawsze możemy od razu poznać się na kimś.
        > Mnie raz zabrało to ponad 20 lat. Tylko, że ludzie w życiu zmieniają się. Wiele
        > osób, aby przetrwać zatraca swoje wartości.
        >

        U mnie jest taki problem,że nie mam dobrych kontaktów z rodzicami i dlatego
        rówieśnicy,pozytywne relacje z nimi mają dla mnie ogromne znaczenie. Może
        dlatego tak trudno jest mi rozstać się emocjonalnie z tymi pseudo-przyjaciółkami :/
    • ravicowa Re: Fałszywi przyjaciele :/ 06.05.06, 23:13
      Mam jedną przyjaciółkę od pierwszej klasy liceum. Razem mieszkałyśmy na
      studiach. Zawsze możemy na siebie liczyć. Teraz jednakże pracujemy i mieszkamy w
      innych miejscowościach, nie możemy się często widywać. Brakuje mi czasami
      bratniej kobiecej duszy z którą mogę się spotkać od razu gdy mam problem lub mam
      ochotę gdzieś wyjść. Zauważyłam że w dorosłym życiu rzadko można spotkać osobę
      której można zaufać, zaprzyajźnić. Poza przyjaźniami ze szkoły (tymi co
      przetrwały) pozostają tylko koleżanki,znajomości. A te są jakieś płytkie,
      niewystarczające. Trzeba kontrolować co się mówi o sobie, bo potem można
      żałować. Nie ilość wszakże jest ważna a jakość. Czasami jednak marzę by mieć
      większą grupkę zaufanych ludzi. Mojego męża przyjaźnie z liceum w ogóle nie
      przetrwały, wszycy poszli w swoją stronę. Ze studiów większość jest za granicą.
      Pozostali mu dwaj bliscy kumple. I tak jakoś szkoda tych przyjaźni które były.
      To tak na marginesie, nie o fałszywych przyjaźniach, ale o jej braku. Pomimo
      męża który jest z pewnością moim przyjacielem i przyjaciółki, o której napisałam
      na początku, czuję się czasami samotna.
      • lizavieta1 Re: Fałszywi przyjaciele :/ 07.05.06, 00:25
        A mnie ejst mimo wszystko rpzykro, że ktoś kto okazał się nielojalny odwrócił
        sprawę i sam zerwał kontakty. Dlaczego? Bo mimo, iż zawiódł koszmarnie moje
        zaufanie i fatalnei mnei traktował jest to człowiek bardzo twardo stąpający po
        ziemi, umiejący argumentować logicznie swoje stanowisko, myślący. Byłam niedawno
        w trudnym momencie zyciowym. Potrzebna mi była chłodna, nieemocjonalan osoba,
        żeby oceniła sytuację z punktu widzenia ryzyka i korzyści, tak biznesowo, neico
        cyynicznie i bardzo autorytatywnie.
        Na codzień otaczam się ciepłymi, szczerymi osobami, ale w tym miejscu było mi
        potrzebne zobaczenie tych kwestii oczami takiej gnidy, bo zawodowo z takimi
        ludźmi często proceduję.
        • iselle Re: Fałszywi przyjaciele :/ 07.05.06, 16:00
          Patrząc z 2 strony te strony przyjaźni, które sobie kogoś znalazły, nie są bez
          winy! Zazwyczaj jest tak że dana osoba zmienia się wtedy, podporządkowuje
          nieraz tej swojej "połówce" i uważa się za kogoś lepszego niż przyjaciółki-
          single. Pomijając że wielkim nieporozumieniem jest ciąganie ze sobą wszędzie
          faceta, jeśli np. ma być typowo babskie spotkanie. Ja byłam w takiej jednej
          sytuacji: (z tym że to tylko w gronie koleżanek): nasza pewna wspólna znajoma
          poznała faceta w którym się zakochała. Żadna z nas go nie zaakceptowała po 1
          spotkaniu (nieprzystępny, dziwny itp.), chociaż niekoniecznie z zazdrości bo
          kilka pozostałych było w związkach, ale nigdy żadna nie przyprowadziła faceta
          do szkoły (a to było studium, więc szkoła dla dorosłych). Nie powiedziałyśmy
          jej tego i każda myślała że już w domyśle Ania będzie nam o nim opowiadać, ale
          na babskie spotkania będą przychodzić tylko kobiety. Jakież było zdziwienie
          kiedy na zakończenie roku szkolnego, po rozdaniu dyplomów, poszłyśmy tylko we
          własnym towarzystwie na kawę i lody, a tylko ona zabrała swojego faceta. On
          zamówił piwo, cały czas milczał i trzymał ją - miało się wrażenie że z daleka
          od nas. Nie podejmował żadnych żarcików przy naszej próbie rozmowy, chociaż nie
          był od nas ani dużo starszy, ani bogatszy. Przeciwnie: facet po zawodówce bez
          pracy, ale dla nas to nie było ważne. Spotkanie było w sumie takie sobie, nie
          trwało długo i właściwie każda chciała szybko uciec. Jedyną osobą która
          pożegnała się z tym kolesiem podając mu rękę i mówiąc "cześć" byłam ja.
          Koleżanki speszone nie wiedziały jak go potraktować i po prostu uciekały.
          Oczywiście nasza Ania już nie była taka na luzie jak przedtem, wszędzie tylko
          on i on dla niej istniał i już nie dało się z nią normalnie pogadać.
          Druga sprawa to w tym samym gronie: 2 z nas poszły dalej na studia, razem na
          ten sam kierunek i są razem w grupie. Jedna znalazła jakiś czas temu faceta,
          druga nie miała szczęścia i do dziś jest sama. Teraz ta która ma faceta,
          wypomina tej drugiej staropanieństwo, wywyższa się że co to ona nie jest i
          gdzie to ona nie wyjeżdża z nim. Ta druga ma dość tej pierwszej bo nie mogą się
          już dogadać jak kiedyś, wręcz boi się napisać smsa czy podsunąć jakiś swój
          pomysł dotyczący którejkolwiek ze zwykłych życiowych bzdur. Ja mam kontakt z tą
          drugą i nie jest dobrze słyszeć że tak się popsuło, chociaż ona też stała się
          dziwna - może za długo jest sama. Wiem też że ta druga rozpowiada, że to tamta
          zmieniła się na gorsze.
          Pozostawiam to do przemyślenia/skomentowania ;)
          • deodyma Re: Fałszywi przyjaciele :/ 07.05.06, 22:12
            wiesz, nie wszystkie kobiety, ktore znajduja sobie partnerow, uwazaja sie za
            kogos lepszego od tej, ktora akurat jest sama. zreszta sama to wiem po sobie.
            ja bylam sama do 25 roku zycia i jakos zadna z moich kolezanek, ktore wyszly za
            maz i urodzily dzieci nie zachowywala sie w ten sposob. odnosnie spotkan w
            babskim gronie, moj narzeczony( teraz maz),jak mial ochote to szedl ze mna. i
            wiesz co? jakos nie bylo takich sytuacji, ze my kobiety bylysmy spiete w jego
            obecnosci. bylo naprawde fajnie i wesolo. i tak jest do dzis. czasami szlam
            sama i jemu to rowniez nie przeszkadzalo. mowil IDZ SOBIE, SPOTKAJ SIE Z
            KOLEZANKAMI, POGADAJCIE SOBIE. jak mial ochote, to szedl ze mna a jak nie,
            szlam sama. a ze , jak piszesz, jedna z twoich przyjaciolek wypomina drugiej
            staropanienstwo, tylko dlatego, bo znalazla sobie faceta? no wiesz, przypomina
            mi ona moja byla'przyjaciolke'. tamta jak ktos sie zainteresowal a nie daj boze
            i ja go znalam, byla dumna z tego faktu jak paw i usilowala mi wmowic, ze jej
            zazdroszcze. to bylo dawno temu. mialysmy wtedy po nascie lat. teraz ja mam 31,
            ona 30. przyjaznilysmy sie przez niemal 20 lat i czy to jest normalne, ze po
            tylu latach ona udaje, ze mnie nie zna, bo wyszlam za maz? nigdy jej nie
            wypominalam faktu, ze jest sama. gdy ona twierdzila, ze nigdy nikogo sobie nie
            znajdzie, mowilam, ze bzdury opowiada i na nia tez przyjdzie czas. a ma
            powodzenie. ale co z tego? przed dwoma laty umowilam ja ze swoim kolega. po
            pierwszym spotkaniu byla nim zachwycona ale po drugim powiedziala, ze juz
            wiecej z nim sie nie umowi, bo ma krotkie nozki i to dla niej obciach pokazywac
            sie z kims takim! umowilam ja wiec z drugim i z tego tez nic nie wyszlo. a
            czemu bo nie mial zeba! ich spotkanie nie trwalo nawet 5 minut! obaj mnie
            pytali, czemu ona nie chce sie z nimi spotykac. wiesz, jak bylo mi glupio? nie
            wiedzialam, co im powiedziec! widzisz wiec sama, nie wypominalam jej nigdy
            tego, ze jest sama. niejednokrotnie wspominala, ze jak znam wolnego faceta, to
            ona chetnie sie z nim umowi. i na odwrot. wolni koledzy mowili mi to samo. wiec
            ja z nimi umawialam. niestety, nic z tego nie wyszlo. no ale czyja to wina?
            • fantumtam Re: Fałszywi przyjaciele :/ 08.05.06, 16:24
              Drażni mnie to o czym pisałyście, tzn. gdy kolezanka jest samotna, to zawsze ma
              dla Ciebie czas i ochotę na babskie psiuty, ale gdy znajduje kogoś to wasze
              kontakty ograniczają się do minimum a nawet zanikają.

              Wkurza mnie też przychodzenie z facetem na babskie spotkania, tzn. jeśli jest
              jasno powiedziane, że spotykają się same baby. Wiecie przecież jakie mamy
              tematy (okres, sprzątanie, bóle brzucha, sex, ciuchy, zakupy, kosmetyki, praca
              itp.), przy facecie nie da się o tym pogadać! Oczywiście lubię spotkania z
              koleżankami, gdy zabieramy też ze sobą facetów, bo jest śmieszniej i gada się
              rzeczywiście o bzdurach.

              Zmierzam do tego, że mam właśnie taką koleżankę - gdy była sama (ja też) to
              bywała u mnie dość często, spędzałyśmy dużo czasu razem, potem znalazła w końcu
              kogoś (ja jeszcze nie), na poczatku wzięła mnie pare razy na imprę do swojego
              mena, ale chyba raczej nie z troski o mnie tylko żeby nie czuć się samotnie w
              obcym gronie, potem podsunęła mi jakiegoś kolegę swojego faceta no ale nie
              nadawał się niestety, a potem po prostu o mnie zapomniała i pojawiała się tylko
              wtedy, gdy czegoś potrzebowała. Nawet nie napisała smsa z pytaniem co u mnie,
              nie zaprosiła na parapetówę, jak by mnie po prostu nie było.
              Parę razy proponowałam spotkanie, we dwie lub z jeszcze jedną wspólną dobrą
              koleżanką, ale nigdy nie miała czasu. Nie proponowałam spotkań z facetami (mam
              już mena od 2 lat), ponieważ moj M. nie lubi wychodzić, a chciałam się po
              prostu z nią spotkać.
              Niestety, we dwie to nie będzie nam już raczej nigdy dane, mój M.przekonał się
              w końcu do wspólnych wyjść z moimi znajomymi, więc jeśli już ,to spotykamy się
              w czwórkę. Nie zmienia to jadnak faktu, że moja koleżanka nigdy nie zaprosiła
              mnie nawet na kawę do nowego mieszkania, a u mnie była i nie zadzwoni też od
              czasu do czasu. Raczej to ja utzrymuję kontakt, prócz świąt(bo wtedy specjalnie
              chciałam sprawdzić czy się odezwie). Myślałam nawet że chce po prostu urwać
              kontakt, ale nie, z ochotą spotyka się z nami w czwórkę.

              Tak więc dziewczyny, jeśli macie koleżanki, to mimo tego że macie faceta i
              obowiązki, nie zapominajcie o telefonie raz na 2 miesiące i o tym że czasem
              ktoś może Was po prostu potrzebować, choćby na godzinkę samą!

              UFFFF, ale się rozpisałam...:)
              • deodyma Re: Fałszywi przyjaciele :/ 08.05.06, 20:46
                mnie to jakos nie robilo roznicy. czy bylam samotna, czy nie, zawsze mialam
                czas, by sie z kims spotkac. mialam 'mena' przez 5 lat i jakos mialam czas dla
                kolezanek. dzis ten'men' jest moim mezem a mimo to jest bez zmian. ja rozumiem,
                ze mozna nie miec czasu. czasami bywa tak, ze pracuje bez dnia wolnego i nie
                mam czasu na przyjemnosci. ale przeciez mam telefon i jak sie z kims od
                jakiegos czasu nie widze, dzwonie do tej osoby i juz.
                • fantumtam Re: Fałszywi przyjaciele :/ 08.05.06, 20:58
                  No właśnie. Ja też. Zastanawiam się czy warto mieć taką kolezankę? Chyba nie,
                  do picia piwa mam więcej znajomych... Jeśli będę potrzebowała pomocy, to pewnie
                  nie będzie miała czasu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka