Dodaj do ulubionych

spowiedź przedślubna

03.01.03, 10:42
nie byłam u spowiedzi już dobrych parę lat. nie wyobrażam sobie
żebym mogła pójść teraz, bo wg koscioła jest grzechem to , co dla mnie nim
nie jest a mianowicie: kocham się z moim chłopakiem bez ślubu, stosujemy
antykoncepcję i to tą niedozwoloną (pigułki, a wcześniej gumki), planujemy
razem zamieszkać a ślub bedzie dopiero później, itp.
nie wyobrażam sobie w takim razie spowiedzi, bo jeśli te fakty pominę to
bedzie ona nieważna, a powiedzieć tez nie powiem, bo raz że dla mnie miłość
nie jest grzechem, a dwa że są to moje intymne sprawy i nie widze powodu żeby
opowiadać o tym komus obcemu. a jeśli ksiądz sam zapyta? trudno kłamac na
spowiedzi, nie mówiąc o tym, że nie ma ona wtedy sensu, a z kolei słyszałam,
że mozna nie dostać rozgrzeszenia i podpisu do slubu.
jak to u Was wygladało kiedy szłyscie do spowiedzi przed ślubem, a
wcześniej kochałyście się ze swoim facetem. mówiłyście o tym? z jaką reakcją
sie spotkałyście?

Obserwuj wątek
    • mike_mike Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 10:49
      mysiekpysiek napisała:

      > nie byłam u spowiedzi już dobrych parę lat. nie wyobrażam sobie
      > żebym mogła pójść teraz, bo wg koscioła jest grzechem to , co dla mnie nim
      > nie jest a mianowicie: kocham się z moim chłopakiem bez ślubu, stosujemy
      > antykoncepcję i to tą niedozwoloną (pigułki, a wcześniej gumki), planujemy
      > razem zamieszkać a ślub bedzie dopiero później, itp.
      > nie wyobrażam sobie w takim razie spowiedzi, bo jeśli te fakty pominę to
      > bedzie ona nieważna, a powiedzieć tez nie powiem, bo raz że dla mnie miłość
      > nie jest grzechem, a dwa że są to moje intymne sprawy i nie widze powodu żeby
      > opowiadać o tym komus obcemu. a jeśli ksiądz sam zapyta? trudno kłamac na
      > spowiedzi, nie mówiąc o tym, że nie ma ona wtedy sensu, a z kolei słyszałam,
      > że mozna nie dostać rozgrzeszenia i podpisu do slubu.
      > jak to u Was wygladało kiedy szłyscie do spowiedzi przed ślubem, a
      > wcześniej kochałyście się ze swoim facetem. mówiłyście o tym? z jaką reakcją
      > sie spotkałyście?

      Ech. Dziwny ten post. Jeżeli jesteś wierzącą katoliczką i bierzesz ślub
      kościelny nie tylko dla ceremonii, cóż, w takim razie musisz pójść do tej
      spowiedzi, opowiedzieć o wszystkim i starać się poprawić. Taki jest wymóg
      religii którą być może wyznajesz.
      A jeśli bierzesz ślub kościelny tylko dla cermonii, no to nie wiem skąd ten
      dylemat.
      Nie można być katolikiem (wyznawcą żadnej religii) stosując się tylko do tych
      reguł które samemu uznaje się za właściwe. Jeżeli jesteś wyznawcą katolicyzmu,
      to musisz stosować się do wszystkich reguł.
      Tak jest smutna prawda.
      • Gość: oltynka Re: spowiedź przedślubna IP: *.pl 06.01.03, 19:19
        mike_mike napisał:
        > Ech. Dziwny ten post. Jeżeli jesteś wierzącą katoliczką i bierzesz ślub
        > kościelny nie tylko dla ceremonii, cóż, w takim razie musisz pójść do tej
        > spowiedzi, opowiedzieć o wszystkim i starać się poprawić. Taki jest wymóg
        > religii którą być może wyznajesz.
        > A jeśli bierzesz ślub kościelny tylko dla cermonii, no to nie wiem skąd ten
        > dylemat.
        > Nie można być katolikiem (wyznawcą żadnej religii) stosując się tylko do
        tych
        > reguł które samemu uznaje się za właściwe. Jeżeli jesteś wyznawcą
        katolicyzmu,
        > to musisz stosować się do wszystkich reguł.
        > Tak jest smutna prawda.

        Z ust mi to wyjąłeś, z ta jednak małą różnicą, że ja nie uważam tej prawdy za
        smutną. Pozdrawiam.

        Oltynka
    • Gość: Bolek Re: spowiedź przedślubna IP: 195.205.132.* 03.01.03, 10:52
      Skoro nie akceptujesz zasad Kościoła, to bądź konsekwentna. USC czeka na Ciebie
      otworem. A ślub w kościele jest dla wierzących.

      Bolek
      • mike_mike Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 10:57
        Gość portalu: Bolek napisał(a):

        > Skoro nie akceptujesz zasad Kościoła, to bądź konsekwentna. USC czeka na
        Ciebie
        >
        > otworem. A ślub w kościele jest dla wierzących.

        Ech Bolek, nie masz racji - od czasu wprowadzenia instytucji
        ślubu "konkordatowego" - ślub kościelny jest dla wszystkich. W przeciwnym razie
        jaki to miałoby sens...?
        • Gość: Bolek Re: spowiedź przedślubna IP: 195.205.132.* 03.01.03, 11:04
          Ślub konkordatowy jest po to, żeby wierzący nie musieli wcześniej "rejestrować"
          się w urzędzie. Dla niewierzących pozostaje USC. Zawieranie małżeństw przez
          niewierzących w kościele uważam za czystą hipokryzję. Poza tym jest żałosne,
          gdy zaproszeni goście nawet nie wiedzą co odpowiadać na wezwania księdza i mylą
          się w "Ojcze nasz..."

          Bolek
          • mike_mike Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 11:07
            Gość portalu: Bolek napisał(a):

            > Ślub konkordatowy jest po to, żeby wierzący nie musieli
            wcześniej "rejestrować"
            >
            > się w urzędzie. Dla niewierzących pozostaje USC. Zawieranie małżeństw przez
            > niewierzących w kościele uważam za czystą hipokryzję. Poza tym jest żałosne,
            > gdy zaproszeni goście nawet nie wiedzą co odpowiadać na wezwania księdza i
            mylą

            Sugerujesz, że na ślub koscielny pary wierzących ludzi nie powinno wpuszczać
            się ich krewnych ateistów, bo nie wiedzą co odpowiadać księdzu?
            • Gość: Bolek Re: spowiedź przedślubna IP: 195.205.132.* 03.01.03, 11:28
              Myślę, że zmieniasz temat. Twierdzę po prostu, że ślub w kościele nie jest dla
              niewierzących małżonków. Skoro ktoś jest na tyle odważny by żyć wg własnych
              zasad, niech będzie na tyle odważny by zaprosić swoją rodzinę i gości na ślub
              do USC.

              Bolek
              • mike_mike Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 11:33
                Gość portalu: Bolek napisał(a):

                > Myślę, że zmieniasz temat. Twierdzę po prostu, że ślub w kościele nie jest
                dla
                > niewierzących małżonków. Skoro ktoś jest na tyle odważny by żyć wg własnych
                > zasad, niech będzie na tyle odważny by zaprosić swoją rodzinę i gości na ślub
                > do USC.

                A co ma z tym wspólnego odwaga? Ślub kościelny - to jednak trochę bardziej
                podniosły ceremoniał i w zasadzie pewna tradycja. Dla czego nie postępować
                zgodnie z tradycją?
                • Gość: Bolek Re: spowiedź przedślubna IP: 195.205.132.* 03.01.03, 11:44
                  Odwagą polega na przyznaniu się przed gośćmi w kraju katolickim, że wyznaje się
                  inne zasady moralne.

                  Tradycją może być puszczanie wianków na wodzie w noc świętojańską. Ślub w
                  kościele ma przede wszystkim wymiar duchowy. Wypowiadanie przysięgi małżeńskiej
                  w imię Boga przez niewierzących jest pozbawione sensu.

                  Bolek
                  • Gość: diabe Re: spowiedź przedślubna IP: *.ipartners.pl / 157.25.126.* 03.01.03, 11:58
                    Gość portalu: Bolek napisał(a):

                    > Odwagą polega na przyznaniu się przed gośćmi w kraju katolickim, że wyznaje
                    się
                    >
                    > inne zasady moralne.

                    a co to ma wspólenego z zasadami moralnymi?
                    moim zdaniem to nie ma nawet nic wspólnego z wiarą w Boga - można wierzyć,
                    wyznawać te same zasady morane co katolicy, ale czuć się przynależnym do
                    Kościoła
                  • sagan2 Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 12:10
                    Gość portalu: Bolek napisał(a):

                    > Slub w kościele ma przede wszystkim wymiar duchowy.
                    > Wypowiadanie przysięgi małżeńskiej w imię Boga przez
                    > niewierzących jest pozbawione sensu.

                    a co myslisz o slubie ekumenicznym? tzn kiedy malzonkowie
                    sa roznych wyznan i oboje chca miec slub z druga osoba w
                    swojej wierze? tez bez sensu?
                    • b.u.zz Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 16:09
                      nie myl dwoch rzeczy: slubu odbywajacego sie w kosciele z sakramentem. jesli
                      jedna osoba jest wierzaca, a druga - nie, albo inaczej, to nadal moga wziac
                      slub w kosciele, ale tylko dla tej wierzacej bedzie to sakrament. dla drugiej
                      ceremonia, do ktorej w zaden sposob nie jest wymagana spowiedz ani nic, co
                      wiaze sie ze strona religijna.
                      b.
                      • mike_mike Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 16:16
                        b.u.zz napisał:

                        > nie myl dwoch rzeczy: slubu odbywajacego sie w kosciele z sakramentem. jesli
                        > jedna osoba jest wierzaca, a druga - nie, albo inaczej, to nadal moga wziac
                        > slub w kosciele, ale tylko dla tej wierzacej bedzie to sakrament. dla drugiej
                        > ceremonia, do ktorej w zaden sposob nie jest wymagana spowiedz ani nic, co
                        > wiaze sie ze strona religijna.

                        To dla czego więc nie mogła by to być tylko ceremonia dla obojga?
                        • b.u.zz Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 16:26
                          a kim oni sa, zeby robic z kosciola operetke, wykorzystywac symbole, ktore maja
                          swoje glebokie znaczenie, w celu zaspokojenia wlasnej proznosci? czy
                          niekatolicy moga wreszcie przestac urzadzac kosciol? chcesz miec wladze
                          papieza, to zaloz sobie wlasny kosciol i w nim bedziesz decydowal, komu i jak
                          dawac slub.
                          pozdrawiam
                          b.
                          • mike_mike Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 16:31
                            b.u.zz napisał:

                            > a kim oni sa, zeby robic z kosciola operetke, wykorzystywac symbole, ktore
                            maja
                            >
                            > swoje glebokie znaczenie, w celu zaspokojenia wlasnej proznosci? czy
                            > niekatolicy moga wreszcie przestac urzadzac kosciol? chcesz miec wladze
                            > papieza, to zaloz sobie wlasny kosciol i w nim bedziesz decydowal, komu i j

                            Cóż, kościół sam stawia się w takiej pozycji. Wystarczy, że przyjdę zapłacę za
                            ślub - a księdza tak na prawdę nie interesuję czy jestem katolikiem czy nie.
                            Ważne żebym zapłacił za usługę, no i miał papierki OK.
                            A Ty buzzz powinieneś sie leczyć.
                            • sagan2 Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 16:33
                              mike_mike napisał:


                              > A Ty buzzz powinieneś sie leczyć.

                              a od kiedy to na wlasne poglady trzeba miec recepte???
                              nie przesadzasz troche, miky?...
                              • mike_mike Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 16:54
                                sagan2 napisała:

                                > mike_mike napisał:
                                >
                                >
                                > > A Ty buzzz powinieneś sie leczyć.
                                >
                                > a od kiedy to na wlasne poglady trzeba miec recepte???
                                > nie przesadzasz troche, miky?...

                                Na poglądy w ten sposób wyrażane, trzeba.
                            • b.u.zz Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 16:53
                              bzdury po raz kolejny. oszukac kazdy moze, ty tez. tylko co z tego? mozesz
                              nawet pojsc do spowiedzi i nawymyslac niestworzone historie. i pewnie
                              dostaniesz rozgrzeszenie. i co? co to udowodni? nic, oprocz tego ze masz
                              klopoty z soba samym.
                              twoja uwaga o leczeniu swiadczy, ze masz tez klopoty z dyskutowaniem, podobnie
                              jak z logicznym wyciaganiem wnioskow. obawiam sie jednak, ze na to nie ma
                              lekarstwa.
                              pozdrawiam
                              b.
                              • mike_mike Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 17:00
                                b.u.zz napisał:

                                > bzdury po raz kolejny. oszukac kazdy moze, ty tez. tylko co z tego? mozesz
                                > nawet pojsc do spowiedzi i nawymyslac niestworzone historie. i pewnie
                                > dostaniesz rozgrzeszenie. i co? co to udowodni? nic, oprocz tego ze masz
                                > klopoty z soba samym.

                                To z tego, że w dzisiejszych czasach ludzie biorą ślub kościelny dla
                                przyjemnoci uczestniczenia w tej ceremoni. I to z tego, że jak widać mogą
                                uczestniczyć niezależnie od tego jaki stosunek mają do wiary i kościoła.
                                I o to chodzi - bo jedyne znaczenie tej ceremoni - to znaczenie symboliczne, no
                                i od niedawna prawne (w przypadku ślubu konkordatowego).

                                • b.u.zz Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 17:07
                                  moze twoi ludzie biora slub z tego wlasnie powodu: dla przyjemnosci. wyciagac
                                  jednak z tego wnioski nt. sakramentu malzenstwa, prawa do wykorzystywania
                                  kosciola dla wlasnej rozrywki itd.itp. jest mimo to przesada.
                                  faktem jest takze, ze mozna oszukac. nadal nie czyni to jednak takiego
                                  zachowania godnym pochwaly.
                                  ty natomiast uwazasz, ze masz prawo do korzystania z uslug kosciola, bo a. inni
                                  tak robia, b. potrafisz ich oszukac tak, ze sie nie zorientuja.
                                  ponadto, slub koscielny nie jest tylko symbolem. tego tez nie rozumiesz. skoro
                                  niczego nie rozumiesz, to czy myslisz, ze mozesz cos sensownego napisac??
                                  pozdrawiam
                                  b.
                                  • mike_mike Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 17:16
                                    b.u.zz napisał:

                                    >
                                    > tak robia, b. potrafisz ich oszukac tak, ze sie nie zorientuja.
                                    > ponadto, slub koscielny nie jest tylko symbolem. tego tez nie rozumiesz.
                                    skoro
                                    > niczego nie rozumiesz, to czy myslisz, ze mozesz cos sensownego napisac??
                                    > pozdrawiam

                                    Nie, to Ty czegoś nie rozumiesz. Nie rozumiesz tego, że zdecydowana większość
                                    ludzi deklarujących przynależność do kościoła katolickiego, uczestniczy w
                                    obrządkach a) z poczucia obowiązku b) przyzwyczajenia c) komformizu d) dla
                                    spełnienia pewnych marzeń czy wyobrażń n.t ważnych wydarzeń w życiu (ślub
                                    chrzciny).
                                    A oszustwo jest spowodowane "betonową" postawą księży. Jeżeli osoba, która żyje
                                    z mężem bez ślubu kościelnego (tylko cywilny), nie może zostać matką chrzestną
                                    dziecka swojej siostry - to wiadomo - trzeba oszukać dla dobra ceremoniii...
                                    Bez odbioru.!
                                    • b.u.zz Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 21:52
                                      mike_mike napisał:

                                      > >czy myslisz, ze mozesz cos sensownego napisac??


                                      > A oszustwo jest spowodowane "betonową" postawą księży. Jeżeli osoba, która
                                      żyje
                                      >
                                      > z mężem bez ślubu kościelnego (tylko cywilny), nie może zostać matką
                                      chrzestną
                                      > dziecka swojej siostry - to wiadomo - trzeba oszukać dla dobra ceremoniii...

                                      czy na prawde musiales sie uprzec, zeby wszystkim udowodnic, ze mam racje??
                                      przeciez juz nie raz wykazales prawdziwosc mojego stwierdzenia, ze nic
                                      sensownego nie umiesz napisac..
                                      pozdrawiam
                                      b.
                                      ps. naturalnie, zamiast wdawac sie w pyskowki, moglbym napisac po raz kolejny,
                                      ze uzurpujesz sobie prawo do decydowania o tym, co i jak kosciol ma robic. i ze
                                      taka postawa nie jest zbyt madra. ale kto chcial, to juz to przeczytal, a kto
                                      nie chcial - nie przeczyta i teraz. :(
                                      b.
                      • sagan2 Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 16:32
                        ja to wiem i sie zgadzam. ciekawa bylam, co na to Bolek,
                        ktory zdaje sie miec bardzo kategoryczne poglady na
                        wszystko.
                        a jak to jest z rzucaniem kamieniem to malo kto
                        pamieta...
                  • Gość: ryża małpa Do Bolka! IP: 4.2.* / *.lublin.mm.pl 03.01.03, 16:40
                    Bolesław , jakżeś taki mądry to powiedz co zrobić w sytuacji kiedy jedna osoba
                    nie wyobraża sobie ślubu nie-kościelnego a druga kościelnego. Bo jajjestem w
                    takiej właśnie sytuacj. Awersja mojej drugiej połówki do USC jest tak duża, że
                    stanęło na braku ślubu wogóle ( " A co ja będę przysięgi przed urzędnikiem
                    skaładał"), za to do Kościoła poleciałby natychmiast i jeszcze wysłał mnie na
                    te..no.. przedślubne nauki.
                    Ja myślę podobnie jak Ty, że religie należy traktowac poważnie, a że żadna ze
                    mnie katoliczka to nie będę uprawiać hipokryzji i wciskać kitu ludziom dla
                    których religia jest wartością . Dla nich moje "statystowanie" w tej ceremonii
                    mogłoby być świętokradztwem - pewnie przesadzam, bo na gorszych
                    przedstawieniach pobożne mamy i ciocie leją ślozy wzruszenia i nie obchodzi ich
                    szczerość bądx nieszczerość aktu.
                    No i jak to ugryźć?
                    Każde z nas chce pozostac w zgodzie z własnym sumieniem.

                    ps) A ten mój to hipokryta , bo pukanie przed ślubem i życie na kłocią łapę
                    jakoś mu nie przeszkadza:-)????
                    • b.u.zz Re: Do Bolka! 03.01.03, 16:48
                      przeczytaj moj post troche wyzej. to jest mozliwe: slub koscielny, w ktorym
                      tylko jedna osoba jest wierzaca. druga nie asystuje, ale uczestniczy na troche
                      innych warunkach. i tyle. moj przyjaciel taki wlasnie wzial slub i korona mu z
                      glowy nie spadla, za to bylo to bardzo uczciwe i piekne.
                      b.
                      • Gość: ryża małpa Re: Do Bolka! IP: 4.2.* / *.lublin.mm.pl 03.01.03, 17:17
                        Dzięki ale sprawa jest przesądzona.Nie będzie raczej na razie żadnego ślubu.
                        Nie chce wracac do tematu bo znowu sie rozpeta a ja tak naprawdę to na śluby
                        nie mam chęci.
                        Chciałam poznać zdanie innych o tym i spytac wojowniczego i prostego Bolka co
                        o tym myśli:-)
                      • Gość: ryża małpa Acha. jeszcze pytanko... IP: 4.2.* / *.lublin.mm.pl 03.01.03, 17:19
                        ..a co ze spowiedzią , komunią i naukami w tym układzi. No i brakującymi
                        sakramentami?
                        • b.u.zz Re: Acha. jeszcze pytanko... 03.01.03, 21:56
                          na prawde, przeczytaj to, co napisalem powyzej. osoba niewierzaca nie przyjmuje
                          sakramentu malzenstwa, bo niby jak? w takim tez razie, nie musi sie do niego
                          przygotowywac w taki sposob, jak osoba wierzaca. o szczegoly prosze sie zwrocic
                          do swojej najblizszej parafii. ja na razie nie bylem w takiej sytuacji, ale
                          wiem, ze jest mozliwa, bo - jak pisalem - moj przyjaciel byl w takiej sytuacji,
                          slub sie odbyl w kosciele i wszystko bylo i uczciwie, i pieknie, i w ogole,
                          miod.
                          pozdrawiam
                          b.
                    • Gość: Bolek Re: Do Bolka! IP: 195.205.132.* 03.01.03, 17:08
                      Ponieważ piszesz z mojego rodzinnego miasta, do którego mam sentyment to Ci
                      odpowiem.

                      Moim zdaniem jedną z podstaw udanego małżeństwa jest wspólny system wartości.
                      Miałem w rodzinie przypadek małżeństwa, w którym jedna strona była wierząca, a
                      druga nie. Ślub był w USC. Małżeństwo zakończyło się bardzo boleśnie rozwodem.

                      Spróbuj wyciągnąć wnioski sama.

                      Bolek
                      • Gość: ryża małpa Re: Do Bolka! IP: 4.2.* / *.lublin.mm.pl 03.01.03, 17:15
                        System wartości jest bardzo zbliżony *( nie jestem ateistką). Z tym jednym
                        wyjątkiem. A ideałów nie ma.
    • jagna_jagna Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 11:31
      Słonko jeśli uważasz, że łamanie jednego z dziesieciu przykazań nie jest
      grzechem to po co ci sakrament pt ślub w kościele katolickim?
      Może, skoro chcesz "kościelny", powinnaś się przerzucić na jakiś inny odłam
      chrześijaństwa czy co( nie wiem nie znam się - może protestanci,
      ewangelicy ...). Chyba nie wszędzie ślub jest sakramentem branym na całe życie
      + wszystko co z tego wynika więc może nie miałabyś takich problemów, że ci
      religia do poglądów nie pasuje. :)

      • mysiekpysiek Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 12:42
        jagna_jagna napisała:

        > Słonko jeśli uważasz, że łamanie jednego z dziesieciu przykazań nie jest
        > grzechem to po co ci sakrament pt ślub w kościele katolickim?

        ###################
        w 10 przykazaniach nie ma mowy o np. tabletkach

        Chyba nie wszędzie ślub jest sakramentem branym na całe życie
        > + wszystko co z tego wynika więc może nie miałabyś takich problemów, że ci
        > religia do poglądów nie pasuje. :)
        >
        ###################
        nie mam nic przeciwko temu , że na całe życie, wrecz przeciwnie, tylko
        przeciwko upokarzającej moim zdaniem ceremonii spowiedzi, gdzie mówi sie o
        intymnych sprawach osobie, która z racji celibatu nie powinna miec o nich
        pojecia, a jakże cząsto zdarza sie ksiądz-erotoman, który bedzie wypytywał
        dziewczyne o szczegóły.
        • jagna_jagna Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 13:19
          mysiekpysiek napisała:

          > jagna_jagna napisała:
          >
          > > Słonko jeśli uważasz, że łamanie jednego z dziesieciu przykazań nie jest
          > > grzechem to po co ci sakrament pt ślub w kościele katolickim?
          >
          > ###################
          > w 10 przykazaniach nie ma mowy o np. tabletkach


          -----------> Nic nie mówiłam o tabletkach. Mówiłam o cudzołóstwie. Przykazanie
          nr 6.


          > nie mam nic przeciwko temu , że na całe życie, wrecz przeciwnie, tylko
          > przeciwko upokarzającej moim zdaniem ceremonii spowiedzi, gdzie mówi sie o
          > intymnych sprawach osobie, która z racji celibatu nie powinna miec o nich
          > pojecia,

          ----------> Ksiadz w tej swojej "budce" (konfesjonał dla niezorientowanych)
          siedzi po to by cię "rozliczyć" ze złamania przykazania, on nie musi się na tym
          znać osobiście. W końcu żeby rozgrzeszyć mordercę nie musi mieć wprawy w
          zabijaniu. :) I skoro chcesz mieć ślub kościelny no to niestety ale musisz
          przez to przejść. Przeżyjesz jakoś te parę minut.

          a jakże cząsto zdarza sie ksiądz-erotoman, który bedzie wypytywał
          > dziewczyne o szczegóły.


          -----------> Bez przesady! To, że gdzieś zdarzył się jakiś poparaniec nie
          znaczy, że zaraz masz na takiego trafić. Zresztą nie byłaś u spowiedzi od lat
          więc skąd wiesz, że ten w twoim kościele to zaraz erotoman?

          Mnie tam nikt o żadne seksualne detale nie wypytywał.

          Myślę, że zbyt emocjonalnie podchodzisz do sprawy. :) Ksiądz ma takich
          cudzołożników jak ty czy kiedyś ja na pęczki u spowiedzi i nie wiem czy będzie
          mu się chciało wnikać każdemu w szczegóły.
          • mysiekpysiek Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 13:44
            jagna_jagna napisała:

            Ksiądz ma takich
            > cudzołożników jak ty czy kiedyś ja na pęczki u spowiedzi i nie wiem czy
            będzie
            > mu się chciało wnikać każdemu w szczegóły.

            ############
            cudzołożników???????
            bez ślubu to jest cudzołóstwo????????
            jak dla mnie to wtedy, gdy zdradza się slubnego...
            • jagna_jagna Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 13:49
              mysiekpysiek napisała:

              > cudzołożników???????
              > bez ślubu to jest cudzołóstwo????????
              > jak dla mnie to wtedy, gdy zdradza się slubnego...


              Zdradzanie ślubnego to nic innego jak "sypianie" z osobą do której nie
              masz "uprawnień". :))
              A skoro do chłopaka w świetle religi też nie masz...
              • mysiekpysiek Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 13:51
                jagna_jagna napisała:


                > Zdradzanie ślubnego to nic innego jak "sypianie" z osobą do której nie
                > masz "uprawnień". :))
                > A skoro do chłopaka w świetle religi też nie masz...

                #########
                na to bym nie wpadła, człowiek się uczy całe życie ;-)
              • jagna_jagna Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 15:38
                jagna_jagna napisała:

                > mysiekpysiek napisała:
                >
                > > cudzołożników???????
                > > bez ślubu to jest cudzołóstwo????????
                > > jak dla mnie to wtedy, gdy zdradza się slubnego...
                >
                >
                > Zdradzanie ślubnego to nic innego jak "sypianie" z osobą do której nie
                > masz "uprawnień". :))
                > A skoro do chłopaka w świetle religi też nie masz...


                Dogrzebałam się do katechizmu. Mysiekpysiek miała rację co do samej nazwy
                zjawiska.
                Okazało się że byłam nierządnicą. :))

                2353 Nierząd jest zjednoczeniem cielesnym między wolnym mężczyzną i wolną
                kobietą poza małżeństwem. Jest on w poważnej sprzeczności z godnością osoby
                ludzkiej i jej płciowości w sposób naturalny podporządkowanej dobru małżonków,
                jak również przekazywaniu życia i wychowaniu dzieci. Poza tym nierząd jest
                poważnym wykroczeniem, gdy powoduje deprawację młodzieży.

                www.katechizm.diecezja.elk.pl/rkkkIII-2-2.htm
                • kjuik Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 15:41
                  jagna_jagna napisała:


                  > Dogrzebałam się do katechizmu. Mysiekpysiek miała rację co do samej nazwy
                  > zjawiska.
                  > Okazało się że byłam nierządnicą. :))
                  >
                  > 2353 Nierząd jest zjednoczeniem cielesnym między wolnym mężczyzną i wolną
                  > kobietą poza małżeństwem. Jest on w poważnej sprzeczności z godnością osoby
                  > ludzkiej i jej płciowości w sposób naturalny podporządkowanej dobru
                  małżonków,
                  > jak również przekazywaniu życia i wychowaniu dzieci. Poza tym nierząd jest
                  > poważnym wykroczeniem, gdy powoduje deprawację młodzieży.

                  NO, NO !!!
                  ALE WYSZŁO!!!
                • winniepooh Re: spowiedź przedślubna 05.01.03, 21:06
                  jagna_jagna napisała:

                  > 2353 Nierząd jest zjednoczeniem cielesnym między wolnym mężczyzną i wolną
                  > kobietą poza małżeństwem. Jest on w poważnej sprzeczności z godnością osoby
                  > ludzkiej i jej płciowości w sposób naturalny podporządkowanej dobru
                  małżonków,
                  > jak również przekazywaniu życia i wychowaniu dzieci. Poza tym nierząd jest
                  > poważnym wykroczeniem, gdy powoduje deprawację młodzieży.
                  >
                  > <a href="www.katechizm.diecezja.elk.pl/rkkkIII-2-
                  2.htm"target="_blank">w
                  > ww.katechizm.diecezja.elk.pl/rkkkIII-2-2.htm</a>

                  święte słowa
            • Gość: just. Re: spowiedź przedślubna IP: 212.160.236.* 06.01.03, 09:05
              > cudzołożników???????
              > bez ślubu to jest cudzołóstwo????????
              > jak dla mnie to wtedy, gdy zdradza się slubnego...

              Oczywiście, że cudzołóstwo! Przecież on jeszcze nie TWÓJ ślubny! (czyli "cudzy"
              tak jakby...).
              A przy okazji - byłam w takiej samej sytuacji. Trafiłam jednak na księdza,
              który upewniwszy się, że sypialiśmy ze sobą wcześniej jako narzeczeni,
              stwierdził, że skoro się kochamy, to da nam rozgrzeszenie. Nie robił z tego
              jakiejś afery (miał takich przypadków widocznie na pęczki)...
          • Gość: lili Re: spowiedź przedślubna IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 03.01.03, 16:22


            >
            > Mnie tam nikt o żadne seksualne detale nie wypytywał.
            >
            > Myślę, że zbyt emocjonalnie podchodzisz do sprawy. :) Ksiądz ma takich
            > cudzołożników jak ty czy kiedyś ja na pęczki u spowiedzi i nie wiem czy
            będzie
            > mu się chciało wnikać każdemu w szczegóły.

            ja nie przezylam osobiscie spowiedzi przedslubnej , ale wszystkie moje
            kolezanki byly dokladnie pytanie co i jak.
            tzn same sie przyznaly ze wspolzyja, wiec byly pytanie o antykoncepcje, o to
            czy mieszkaja razem itd.
            Jedna sie niewyspowiadala sama to sie jej ksiadz zapytal jak z sexem, czy juz
            cos bylo!

            ja spowiadajac sie raz z nieczystosci nie dostalam rozgrzeszenia, powiedzial
            ksiadz ze przed slubem mi da. Im szybciej wyjde za maz tym szybciej dostane
            rozgrzeszenie. Slubu nie mam nadal!

            A i jeszcze jedna moja kolezanka uslyszala w konsefonale, ze przed slubem sex
            jest grzechem ciezkim, a po slubie nie dac mezowi jest grzechem ciezkim!!
            • Gość: Marija Re: spowiedź przedślubna IP: *.marketscore.com / *.chello.pl 03.01.03, 22:16
              Gość portalu: lili napisał(a):

              > A i jeszcze jedna moja kolezanka uslyszala w konsefonale, ze przed slubem sex
              > jest grzechem ciezkim, a po slubie nie dac mezowi jest grzechem ciezkim!!

              Ja na naukach przedmałżeńskich dowiedziałam się, że współżycie pozamałżeńskie
              jest grzechem śmiertelnym.Dla pewności, siostra teraz moja uczęszcza na takie
              nauki i słyszała to samo. A jak już przy temacie jestem, to ta hipokryzja osób
              niewierzących biorących ślub w kościele jest szeroka, bo ja np. zaliczałam
              nauki eksternistycznie (jest taki kościół w Warszawie,co takie organizuje,
              trwają kilka dni, a zawierają to samo co normalnie się chodzi 10 tygodni) i
              brało w nich udział 19 par. I wiecie co, poza dwiema, wszyscy ze sobą sypiają!
              I co? Ja akurat ich rozumiem i się nie czepiam, część z nich być może
              niewierząca, ale robią to dla mamy, babci itd, nie wnikam, a część ja po prostu
              nazywam katolikami nowoczesnymi. A dla wnikliwych ciekawostka: istnieje taka
              organizacja KATOLICY NA RZECZ WOLNEGO WYBORU, poczytajcie o nich (angielska
              nazwa Catholics for the Free Choice).
            • lyche1 Re: Pewnie szczelę tą wypowiedzią jak kulą w płot 04.01.03, 09:24
              Tak w ogóle myslałam, że ten wątek jest o czymś innym. Dlatego ja też o czymś
              innym napiszę. Miesiąc temu zebrało nam się na babskie zwierzenia. W końcu
              jakoś zeszłyśmy na spowiedź. Moja starsza znajoma ( ślub brała w latach 70-
              tych, jako nastolatka (18lat) i była 100% dziewicą - takie to czsy były.
              Trafiła do starego księdza na spowiedź przedślubną. I ten staruch, głuchawy
              zresztą pyta się tego młodego dziewczęcia tak: współżyłaś z narzeczonym przed
              ślubem? Ona odpowiada, że nie
              - Nie jesteś w ciąży ? czekaj ja się wszystkiego dowiem( to już było bardzo
              doniosłym głosem)
              - Nie proszę księdza na pewno - już cała czerwona moja znajoma ( darł się na
              pół kościoła)
              - A do buzi brałaś? - Na to biedna 18-tolatka juz nie wiedziała co powiedzieć,
              bo nie wiedziała o co chodzi:))) Tak to się kiedyś młodzież uświadamiało.
              Gość portalu: lili napisał(a):
              > > Mnie tam nikt o żadne seksualne detale nie wypytywał.

              • Gość: lili Re: Pewnie szczelę tą wypowiedzią jak kulą w płot IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 04.01.03, 09:50
                o tym nie pytaniu o szczegoly to nie u mnie tylko u kogos komu odpowiadalam ;-))

                Raz sie mnie ksiadz wypytywal, na szcescie nie o pozycje albo cz biore do buzi,
                ale o antykoncepcje i czy mieszkamy razem.
                No ale to nie byla spowiedz przedslubna, bo nie mam slubu z moim obecnym, z
                tym ktorym popelniam grzech ciezki
                • lyche1 Re: Pewnie szczelę tą wypowiedzią jak kulą w płot 07.01.03, 10:26
                  Gość portalu: lili napisał(a):

                  > o tym nie pytaniu o szczegoly to nie u mnie tylko u kogos komu odpowiadalam >
                  Raz sie mnie ksiadz wypytywal, na szcescie nie o pozycje albo cz biore do buzi,
                  > ale o antykoncepcje i czy mieszkamy razem.
                  > No ale to nie byla spowiedz przedslubna, bo nie mam slubu z moim obecnym, z
                  > tym ktorym popelniam grzech ciezki
                  To się ciesz. Ja podawałam koleżance dziecko do chrztu i musiałam dostać
                  karteczkę, że jestem bierzmowana. Wyglądam bardzo młodo jak na swoje 35lat.
                  Ksiądz myślał, że rozmawia z 18-tolatką. Wszystko było pięknie do momentu gdy
                  na pytanie ile dziecinko masz lat odpowiedziałam że 32(wtedy). Ksiądz
                  zzieleniał i wysyczał: przyznaj się ilu masz kochanków, ja i tak się dowiem....
                  I oczywiście nie chciał wydać mi kartki. To była moja ostatnia wizyta w kościele
                  ( tzn. do chrztu dziecko podałam bo co ono było winne)
                  Wcześniej też nie biegałam nagminnie, do spowiedzi nie chodziłam od 19-tego
                  roku życia, kiedy to ksiądz podczas spowiedzi "uświadomił" mnie - tak jak moją
                  znajomą, tylko nie darł się na pół kościoła. Odeszłam wtedy od kofesjonału bez
                  rozgrzeszenia - oczywiście nie z powodu iż spałam z kimś tylko oburzona na to
                  że ktoś mi to wmawia i w tak brutalny sposób się dopytuje
                  • Gość: Anton Re: Pewnie szczelę tą wypowiedzią jak kulą w płot IP: 195.94.207.* 08.01.03, 10:55
                    Odwieczny dylemat: jeżeli raz trafiłem na złego dentystę,
                    to czy w ogóle ma jeszcze sens leczyć zęby?

                    1. Księża to ludzie. Większość ludzi to słabiaki.
                    Dlaczego sądzicie, że wśród księży będzie dużo lepiej?

                    2. Ksiądz, który postąpił tak, jak opisałaś, zbłądził;
                    zgrzeszył - jeśli wolisz. Nie miał prawa tak robić i
                    mogłaś mu to spokojnie powiedzieć, najlepiej po
                    przerwaniu spowiedzi.

                    3. Naprawdę warto znaleźć sobie stałego spowiednika -
                    takiego, którego się zna z imienia i nazwiska, z którym
                    można się umówić na konkretny czas i miejsce. W ten
                    sposób unikniemy całej tej przypadkowości i tego typu
                    problemów.
    • capa_negra Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 11:51
      Wierzący czy wy się wszyscy słyszycie???
      Skoro tak bardzo dobrze jesteście obeznani z zasadami wiary to pewnie znane
      jest wam zdanie - kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamień.... a ja tu
      ich widzę cały grad wiec pewnie mam doczynienia ze świetymi.
      Czy mi sie zdaje czy też Bóg jest miłosierny, wybaczający i etc..???

      Mysiekpysiek - nie przejmuj sie tak bardzo - znajomy ksiądz poradził mojej
      koleżance w identycznej sytuacji jak ty, żeby przy spowiedzi
      powiedziała "miałam grzeszne mysli i czyny" jeśli ksiądz jest normalny to
      wystarczy jeśli trafisz na ciekawskiego musisz poprostu przez to przebrnac.
      Wszystkiego najlepszego
      pozdr.
      • lastka Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 12:04

        Ja jestem po pierwszej spowiedzi przedślubnej i żyję mój przyszły mąż też.
        Powiedzieliśmy że ze soba sypiamy ksiądz nas wysłuchał i zapytał tylko czy
        jestem w ciąży że ze sobą sypiamy. Jako pokutę oboje dostaliśmy 1 część różańca
        odmówić.
      • Gość: *ja* Re: spowiedź przedślubna IP: *.stansat.pl / *.gazeta.pl 03.01.03, 12:10
        Byłiśmy w takiej samej sytuacji - a ślub kościelny braliśmy dla naszych
        rodziców i rodziny - dla nich to było istotne
        Trafiliśmy na ciekawskiego księdza który wypytywał...
        I teraz wiem że błędem było wogóle pójście do tej spowiedzi - wystarczyło na
        tych idiotycznych kartkach podpisać się zamist księdza.

        A Bolek przestrzegający wszystkich zasad kościoła katolickiego powinien się
        zastanowić że kto je wymyślił i po co?
    • Gość: lala Re: spowiedź przedślubna IP: 213.77.81.* 03.01.03, 12:38
      a po co ty bierzesz slub koscielny? kolejna pseudokatoliczka do nabijania
      antykatolickich statystyk, zenada. nie zyjesz i co wiecej nie zamierzasz zyc
      wg zasad kosciola, nie zamierzasz wychowywac dzieci wedlug tych zasad ale
      zapewne pobiegniesz je ochrzcic..moze wiec kup sobie najpierw katechizm dla
      pierwszoklasistow i poczytaj o co tam chodzi, jakie sa warunki dobrej spowiedzi
      itd, itp.
      zeby przynalezec do jakiegokolwiek klubu trzeba sie stosowac do regul
      czlonkowskich inaczej cie skreslaja z listy czlonkow, a ty bys chciala do
      kosciola na krzywy ryj i tylko na pokaz, oczywiscie nikt cie nie wyrzuci, no i
      Bog jest przeciez milosierny wiec ma obowiazek ci wybaczyc,. wiare mozesz
      zmienic nikt ci nie broni, mozesz znalezc taka ktora ci bedzie pasowac do
      pogladow. to co piszesz to obrzydliwa hipokryzja, do prawdziwego slubu
      koscielnego trzeba dorosnac a jak chodzi ci o to by byla ladnie i uroczyscie to
      zafuduj sobie fajerwerki przed USC.

      spowiedz nie jest dla ksiedza lecz dla ciebie,, dlaczego to taka cie niechecia
      napawa powiedzenie spowiednikowi prawdy? jakos nie mialas oporow by tu o tym
      napisac i by przeczylalo to wiele osob, tak samo mozesz wybrac ksiedza ktory
      cie nie zna, ale do tego musialabys miec odwage jak na razie masz tylko
      oblude .

      mysiekpysiek napisała:

      > nie byłam u spowiedzi już dobrych parę lat. nie wyobrażam sobie
      > żebym mogła pójść teraz, bo wg koscioła jest grzechem to , co dla mnie nim
      > nie jest a mianowicie: kocham się z moim chłopakiem bez ślubu, stosujemy
      > antykoncepcję i to tą niedozwoloną (pigułki, a wcześniej gumki), planujemy
      > razem zamieszkać a ślub bedzie dopiero później, itp.
      > nie wyobrażam sobie w takim razie spowiedzi, bo jeśli te fakty pominę to
      > bedzie ona nieważna, a powiedzieć tez nie powiem, bo raz że dla mnie miłość
      > nie jest grzechem, a dwa że są to moje intymne sprawy i nie widze powodu żeby
      > opowiadać o tym komus obcemu. a jeśli ksiądz sam zapyta? trudno kłamac na
      > spowiedzi, nie mówiąc o tym, że nie ma ona wtedy sensu, a z kolei słyszałam,
      > że mozna nie dostać rozgrzeszenia i podpisu do slubu.
      > jak to u Was wygladało kiedy szłyscie do spowiedzi przed ślubem, a
      > wcześniej kochałyście się ze swoim facetem. mówiłyście o tym? z jaką reakcją
      > sie spotkałyście?
      • Gość: *ja* Re: spowiedź przedślubna IP: *.stansat.pl / *.gazeta.pl 03.01.03, 12:52
        hahahahaha
        ale ta lala głupia ..wydaje jej się ze kościól katolicki Bog uczynił do
        sprawowania władzy na ziemi
        chyba ze śmiechu padnę ...
        Dla takich ludzi w wiejskich kościołach sa na ścianach obrazy na których Pan
        Bóg to starzec z siwą brodą opierający nogi na kuli ziemskiej .
        • Gość: lala Re: spowiedź przedślubna IP: 213.77.81.* 03.01.03, 13:01
          blebleble
          a czy gdzies pisze ze jest obowiazek tego by byc katolikiem?
          jak na razie to Mysia..chcialaby na okolicznosc slubu stac sie katoliczka tylko
          po to zeby dokonac krzywoprzysiestwa wlasnie w jakims " wiejskim kościołku
          gdzie sa na ścianach obrazy na których Pan Bóg to starzec z siwą brodą
          opierający nogi na kuli ziemskiej " i jest slicznie i tak ladnie sie bedzie to
          ogladac na filmie wideo


          Gość portalu: *ja* napisał(a):

          > hahahahaha
          > ale ta lala głupia ..wydaje jej się ze kościól katolicki Bog uczynił do
          > sprawowania władzy na ziemi > chyba ze śmiechu padnę ...
          > Dla takich ludzi w wiejskich kościołach sa na ścianach obrazy na których Pan
          > Bóg to starzec z siwą brodą opierający nogi na kuli ziemskiej .
          • Gość: *ja* Re: spowiedź przedślubna IP: *.stansat.pl / *.gazeta.pl 03.01.03, 13:20
            Branie ślubu w naszym kraju gdzie 90 procent społeczeństwa to "katolicy" - bo
            ochrzeczeni - ze względu na głeboko wierzącą rodzinę i oprawę uroczystości
            odbywa się w kościele ...
            Tak jak na rozmowę w sprawie pracy zakłasz szpilki i "uniform sekratarki -
            wariant A2 " - zamiast dresów choc w nich jest super wygodnie...
            • mysiekpysiek Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 13:46
              Gość portalu: *ja* napisał(a):

              > Branie ślubu w naszym kraju gdzie 90 procent społeczeństwa to "katolicy" - bo
              > ochrzeczeni - ze względu na głeboko wierzącą rodzinę i oprawę uroczystości
              > odbywa się w kościele ...

              #########
              otóż to

              > Tak jak na rozmowę w sprawie pracy zakłasz szpilki i "uniform sekratarki -
              > wariant A2 " - zamiast dresów choc w nich jest super wygodnie...

              #########
              to mi się tez podoba
        • Gość: Pio Re: spowiedź przedślubna IP: *.waw.cdp.pl / *.crowley.pl 04.01.03, 17:04
          Glupi to Ty jestes. KK jak i kazdy inny Kosciol to "organizacja" dobrowolna.
          Nie trzeba tam wstepowac ale jak sie juz chce tam byc trzeba przestrzegac
          regol. Takie to trudne do zrozumienia??? Nie chcesz sie bawic w tej
          piaskownicy, ktora sobie ktos zrobil to zabieraj zabawki a nie przerabiaj ja na
          wg swoich zachcianek.

          Pio
      • mysiekpysiek Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 12:54
        Gość portalu: lala napisał(a):

        > moze wiec kup sobie najpierw katechizm dla
        > pierwszoklasistow i poczytaj o co tam chodzi, jakie sa warunki dobrej
        spowiedzi

        ########
        wiem jakie są, stąd moje watpliwości, gdybym nie wiedziała to bym się nie
        zastanawiała tylko poszła nasciemniać, prawda?


        >
        > spowiedz nie jest dla ksiedza lecz dla ciebie,, dlaczego to taka cie
        niechecia
        > napawa powiedzenie spowiednikowi prawdy?

        ############
        no właśnie, tylko szkoda, że uzyskanie rozgrzeszenia i zarazem pozwolenia na
        slub zalezy od widzimisie jednego człowieka, bo jeden ksiądz nie robi
        problemu,a drugi owszem i to bardzo.

        jakos nie mialas oporow by tu o tym
        > napisac i by przeczylalo to wiele osob

        #############
        dlaczego? to proste: są tu różne opinie, bo jest wiele ludzi, a w konfesjonale
        tylko jeden więc i jedno zdanie
        • Gość: lili Re: spowiedź przedślubna IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 03.01.03, 13:14
          wiesz co ja Ciebie rozumiem, ja swoje watpliwosci opisalam na forum
          psychologia. Tez czesc osob napisalo, ze nie jestem dobra katoliczka, ze jestem
          obludna itd
          a ja chcialam isc do spowiedzi przed swietami, ale miec "spokoj" z ksiedzem
          wyzywajacym mnie od najgorszym za to , ze jestem bez slubu z facetem (sypiam z
          nim)
          nie wiem co Ci napisac. My ludzie wierzacy, lub moze raczej wychowani w tej
          wierze (tradycji) mamy cos w sobie moze ze uwazamy, ze powinniscy sie
          wyspowiadac itd
          trudno jest byc katolikiem
        • zlotyrybek Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 13:18
          NIe przejmuj się , popatrz na to inaczej :

          Utożsamianie kleru z Bogiem jest idiotyzmem. Jeśli wierzysz w Boga (a
          zakładam , że nie chodzi Ci tylko o ładnę wnętrze dla Twojego ślubu) to wiesz,
          że Bóg i tak widzie i wie wszystko.
          Idż do spowiedzi , powiedz jak jest, jeśli ksiądz zacznie wypytywać - opowiedz
          mu, może się chłopak czego nauczy.
          Pamiętaj, że spowiedź jest wymysłem ludzi, a nie Boga. Służyła przez całe wieki
          między innymi do kontrolowania władców (spowiedź publiczna obowiązywała bardzo
          długo i dotyczyła "plebsu") - dzięki spowiedzi Kościół wiedział co się dzieje.
          Podobnie jest z celibatem (którego nie znajdziesz w Biblii) - Kościół nie mógł
          dopuścić do ślubów księży , gdyż w przypadku rozwodu następuje podział majątku.
          Majątku kościelnego, to proste.
          Wyobraź sobie, że spowiadający cię ksiądz chyłkiem przeniósł się rankiem z
          łóżka kochanki na plebanię.
          NIe przejmuj się hasłami Lali, bo ona - jako przykładna katoliczka, nie ma
          prawa cię oceniać - tylko Bóg ma takie prawo. I pamiętaj, że kolejna spowiedź
          czeka cię przy chrzcinach dziecka- a musisz je ochrzcić , bo w tym cholernym
          kraju, gdzie Lale wygłaszają swoje racje, twoje dziecko zostanie odrzucone na
          margines - nie będzie dopuszczone do Komunii - i inne dzieci je troszkę
          wytarmoszą.
          Taki jest ten kraj :)

          Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia :)
          • Gość: lala Re: spowiedź przedślubna IP: 213.77.81.* 03.01.03, 13:30
            zlotyrybek napisał:

            > NIe przejmuj się hasłami Lali, bo ona - jako przykładna katoliczka,

            dziekuje za pozytywna opinie jesli zostane katoliczka pokaze ja ksiedzu


            >I pamiętaj, że kolejna spowiedź > czeka cię przy chrzcinach dziecka- a musisz
            >je ochrzcić , bo w tym cholernym > kraju, gdzie Lale wygłaszają swoje racje,
            >twoje dziecko zostanie odrzucone na > margines - nie będzie dopuszczone do
            >Komunii - i inne dzieci je troszkę > wytarmoszą.> Taki jest ten kraj

            jedyny ratunek to wyemigrowac ...moze do Iraku? tam sie tak ciekawie zyje..

            • sagan2 Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 13:37
              Gość portalu: lala napisał(a):


              > jedyny ratunek to wyemigrowac ...moze do Iraku? tam sie
              > tak ciekawie zyje..

              czy naprawde uwazasz polske za ostoje tolerancji,
              zwlaszcza religijnej???
              a jesli proponujesz emigracje, to moze uczciwiej? moze
              zaproponuj jakis kraj, w ktorym *nikogo nie obchodzi*
              jakiej religii jest sasiad?...
              • zlotyrybek do Lali 03.01.03, 13:46
                Ciekawe czy kiedykolwiek stanęłaś przed dylematem :

                "katechetka mojego dziecka upokaża , bije i gnoi dzieci. Nie chcę, żeby taki
                człowiek zajmował się moim dzieckiem na lekcjach religii. Szkoła nie ma nad nią
                władzy. Prokurator nie tyka sprawy , bo to Kościół, pomimo zgłoszenia
                przestępstwa. Proboszcz powiedział, że ta osoba jest właściwa i ona będzie
                zajmować się dziećmi. Towje dziecko przebywa z osobą niezrównoważoną 4-6 godzin
                w tygodniu. Problem : zmienić szkołę? zmienić kościół? przestać wierzyć ? nie
                puścić dziecka do komunii? podpalić prokuraturę ? podpalić probosza?"

                Ty tu tak sobie gdybasz, opowiadasz, a życie życiem. Nie życzę takich dylematów.

                Puściłam dziecko do komunii, a w następnych roku szkolnym wypisałam go z
                religii. Tak kościół katolicki dba o swoje owieczki.

                Pozdrawiam
                • Gość: lala Re: do Lali IP: 213.77.81.* 03.01.03, 14:52
                  co mi przychodzi do glowy?
                  ze wypadaloby sobie odpowiedziec na pytanie po co posyla sie dziecko na lekcje
                  religi-czy po to zeby go 1.wychowac w okreslonej wierze i przygotowac do
                  sakramentow /w tym wypadku poszukalabym madrego ksiedza na prywatne nauki,lub
                  poczekala na zmiane katechetki - nie ma obowiazku komunii w okreslonym wieku
                  mozna ja przyjac w doroslym zyciu/ czy 2.zeby zostalo odnotowane ze dnia tego i
                  tego przyjelo sie taki a taki sakrament uprawniajacy do ....- dla ulatwienia
                  dalszego zycia wiekszosc wybiera pkt 2


                  zlotyrybek napisał:

                  > Ciekawe czy kiedykolwiek stanęłaś przed dylematem :
                  > "katechetka mojego dziecka upokaża , bije i gnoi dzieci. Nie chcę, żeby taki
                  > człowiek zajmował się moim dzieckiem na lekcjach religii. Szkoła nie ma nad
                  nią> władzy. Prokurator nie tyka sprawy , bo to Kościół, pomimo zgłoszenia
                  > przestępstwa. Proboszcz powiedział, że ta osoba jest właściwa i ona będzie
                  > zajmować się dziećmi. Towje dziecko przebywa z osobą niezrównoważoną 4-6
                  godzin
                  > w tygodniu. Problem : zmienić szkołę? zmienić kościół? przestać wierzyć ? nie
                  > puścić dziecka do komunii? podpalić prokuraturę ? podpalić probosza?"
                  > Ty tu tak sobie gdybasz, opowiadasz, a życie życiem. Nie życzę takich
                  dylematów> .
                  > Puściłam dziecko do komunii, a w następnych roku szkolnym wypisałam go z
                  > religii. Tak kościół katolicki dba o swoje owieczki.
                  >
                  > Pozdrawiam

                  • zlotyrybek Re: do Lali 03.01.03, 15:14
                    z tego co piszesz wynika, że nie stanęłaś przed takim dylematem - więc nie
                    teoretyzuj. Możnaby, możnaby, możnaby - pisałam ci, że dziecko, które nie
                    przyjmie komunii w określonym terminie - razem ze swoją klasą - jest wyrzucone
                    na margines. Wiem, bo widziałam. Ja tego nie zafunduje mojemu dziecku tylko
                    dlatego , że Kościół Polski Sp. z o.o. jest chora instytucją.

                    Jak dorośniesz to zrozumiesz.
                    • Gość: lala Re: do Lali IP: 213.77.81.* 03.01.03, 15:19
                      zlotyrybek napisał:
                      Ja tego nie zafunduje mojemu dziecku tylko
                      > dlatego , że Kościół Polski Sp. z o.o. jest chora instytucją.


                      wiec coz stoi na przeszkodzie?-zrezygnuj zupelnie z jego uslug i znajdz spolke
                      ktora te same sprawy zalatwi ci latwo lekko i przyjemnie
                      • sagan2 Re: do Lali 03.01.03, 15:29
                        Gość portalu: lala napisał(a):


                        > wiec coz stoi na przeszkodzie?-zrezygnuj zupelnie z
                        > jego uslug i znajdz spolke ktora te same sprawy zalatwi
                        > ci latwo lekko i przyjemnie


                        czy tak trudno pojac, ze dla statystycznego,
                        nietolerancyjnego polaka jest tylko *jedna* wlasciwa
                        spolka i ze dziecko bedzie *osadzone* za przynaleznosc do
                        niej (lub brak)??? przeciez Rybka tlumaczy jak komu
                        dobremu, ze chocby "przeczekanie" konczy sie ostracyzmem
                        dziecka, a co dopiero zmiana spolki...
                        jak juz bylo pisane - gdybac jest bardzo latwo. jesli sie
                        samemu nie przezylo jakiejs sytuacji, to sady wydaje sie
                        zawsze sluszne, sprawiedliwe i szybciej niz mrugniecie
                        powieka...
                        • winniepooh stygmaty 05.01.03, 21:52
                          sagan2 napisała:


                          > czy tak trudno pojac, ze dla statystycznego,
                          > nietolerancyjnego polaka
                          strach się bać tych statystycznych polaków

                          > jest tylko *jedna* wlasciwa
                          > spolka i ze dziecko bedzie *osadzone* za przynaleznosc do
                          > niej (lub brak)???
                          mobbing jak się patrzy

                          >przeciez Rybka tlumaczy jak komu
                          > dobremu, ze chocby "przeczekanie" konczy sie ostracyzmem
                          > dziecka, a co dopiero zmiana spolki...
                          śmierć społeczna w jednym akcie bez epilogu

                          > jak juz bylo pisane - gdybac jest bardzo latwo. jesli sie
                          > samemu nie przezylo jakiejs sytuacji, to sady wydaje sie
                          > zawsze sluszne, sprawiedliwe i szybciej niz mrugniecie
                          > powieka...
                          czasem warto spojrzeć w lustro

                          czy mi się wydaje, czy dyżurna obrończyni tolerancji teraz broni slepego
                          konformizmu?
                          jak to się ma to tych twoich wywodów, że każdy ma prawo do tego i owego,
                          niezależnie od tego, czy tamtego, skoro uważasz że nie można decydować o tak
                          banalnej i w oczywisty sposób prywatnej sprawie, jak wyznanie, bo rozszalały
                          tumult zadepcze innowiercę...
                          ciekawe co byś proradziła, komuś kto wychowuje nieślubne, albo niepełnosprawne
                          dziecko? powinien je uspić lub oddać do cyrku z obawy przed ststystycznym
                          motłochem?

                          jesteście śmieszne
                          • sagan2 Re: stygmaty 06.01.03, 17:29
                            czy Tobie niechec do kogos nie przeslania przypadkiem
                            tego, co ten ktos chce powiedziec?
                            eot w sprawie zlosliwosci na moj temat, porozmawiamy o
                            tresci

                            winniepooh napisał:


                            > czy mi się wydaje, czy dyżurna obrończyni tolerancji
                            > teraz broni slepego konformizmu?
                            > jak to się ma to tych twoich wywodów, że każdy ma prawo
                            > do tego i owego, niezależnie od tego, czy tamtego,
                            > skoro uważasz że nie można decydować o tak banalnej i w
                            > oczywisty sposób prywatnej sprawie, jak wyznanie, bo
                            > rozszalały tumult zadepcze innowiercę...

                            oczywiscie, ze *mozna* decydowac.
                            jedyne, czego czasem nie dostrzegam, to *poszanowanie*
                            prywatnych decyzji przez "reszte".
                            o tym staralam sie napisac.
                            ze decydowanie moze nie byc latwe, wlasnie ze wzgledu na
                            reakcje i zachowanie ludzi. i zwlaszcza dla dzieci, za
                            ktore decyzje podejmieny.

                            > ciekawe co byś proradziła, komuś kto wychowuje
                            > nieślubne, albo niepełnosprawne dziecko? powinien je
                            > uspić lub oddać do cyrku z obawy przed ststystycznym
                            > motłochem?

                            Rybenko, poradzilaby znalezc dobrych przyjaciol
                            i miec nadzieje, ze nasze spoleczenstwo stanie sie
                            bardziej tolerancyjne...

                            > jesteście śmieszne

                            ... bardziej tolerancyjne, rowniez dla tych, ktorzy maja
                            inne zdanie...
                            • winniepooh Re: stygmaty 06.01.03, 17:53
                              sagan2 napisała:

                              > czy Tobie niechec do kogos nie przeslania przypadkiem
                              > tego, co ten ktos chce powiedziec?
                              > eot w sprawie zlosliwosci na moj temat, porozmawiamy o
                              > tresci
                              >
                              > winniepooh napisał:
                              >
                              >
                              > > czy mi się wydaje, czy dyżurna obrończyni tolerancji
                              > > teraz broni slepego konformizmu?
                              > > jak to się ma to tych twoich wywodów, że każdy ma prawo
                              > > do tego i owego, niezależnie od tego, czy tamtego,
                              > > skoro uważasz że nie można decydować o tak banalnej i w
                              > > oczywisty sposób prywatnej sprawie, jak wyznanie, bo
                              > > rozszalały tumult zadepcze innowiercę...
                              >
                              > oczywiscie, ze *mozna* decydowac.
                              > jedyne, czego czasem nie dostrzegam, to *poszanowanie*
                              > prywatnych decyzji przez "reszte".
                              > o tym staralam sie napisac.
                              > ze decydowanie moze nie byc latwe, wlasnie ze wzgledu na
                              > reakcje i zachowanie ludzi. i zwlaszcza dla dzieci, za
                              > ktore decyzje podejmieny.

                              (...) bo przecież jak raz jakiś intolerantny rówieśnik pokaże drugiemu
                              dzieciakowi język to jest już dramat i w żadnym wypadku nie wolno do tego
                              dopuścić, stanowczo zdrowsza jest np. fasadowa religijność, a w gdy zmieni się
                              sytuacja np. fasadowa tolerancja (...)
                              >
                              > > ciekawe co byś proradziła, komuś kto wychowuje
                              > > nieślubne, albo niepełnosprawne dziecko? powinien je
                              > > uspić lub oddać do cyrku z obawy przed ststystycznym
                              > > motłochem?
                              >
                              > Rybenko, poradzilaby znalezc dobrych przyjaciol
                              > i miec nadzieje, ze nasze spoleczenstwo stanie sie
                              > bardziej tolerancyjne...
                              >
                              > > jesteście śmieszne
                              >
                              > ... bardziej tolerancyjne, rowniez dla tych, ktorzy maja
                              > inne zdanie...

                              pogrążaj się dalej, jesteś w tym dobra
                              • sagan2 Re: stygmaty 06.01.03, 17:56
                                winniepooh napisał:


                                > (...) bo przecież jak raz jakiś intolerantny rówieśnik
                                > pokaże drugiemu dzieciakowi język to jest już dramat i

                                nie rowniesnik
                                mamusia rowiesnika
                                i tatus
                                i kazdy sasiad o fasadowej religijnosci...

                                ech, naprawde nie wiesz, ile krzywdy moze wyrzadzic
                                nietolerancyjne traktowanie?

                                > pogrążaj się dalej, jesteś w tym dobra

                                eot :(
                                • sagan2 PS 06.01.03, 18:03
                                  zwroc uwage, ze ja nie mowie nikomu, co ma robic.
                                  stwierdzam, tylko, ze problem tolerancji istnieje.
                                  jesli Ty twierdzisz, ze nie mamy problemu z tolerancja,
                                  to jestes albo naiwna, albo zyjesz w innym swiecie, albo
                                  cos jeszcze innego, ale nie sadze, bys miala racje.
                                  • winniepooh Re: PSssssssssssssssssssssss 06.01.03, 18:55
                                    sagan2 napisała:

                                    > zwroc uwage, ze ja nie mowie nikomu, co ma robic.
                                    > stwierdzam, tylko, ze problem tolerancji istnieje.
                                    > jesli Ty twierdzisz, ze nie mamy problemu z tolerancja,
                                    > to jestes albo naiwna, albo zyjesz w innym swiecie, albo
                                    > cos jeszcze innego, ale nie sadze, bys miala racje.

                                    a gdzie ja twierdzę, że "problem tolerancji nie istnieje"?
                                    twierdzę co innego: znaj proporcje, nie nazywaj "problemem", czy "krzywdą"
                                    drobnomieszczańskich rozterek oportunistów

                                    a jak się chce żyć po swojemu to trzeba nieraz o to zawalczyć, a nie czekać na
                                    poklask tumultu, w ten sposób uczysz tumult tolerancji
                                    • goga.74 Re: PSssssssssssssssssssssss 06.01.03, 19:27
                                      >
                                      > a gdzie ja twierdzę, że "problem tolerancji nie istnieje"?
                                      > twierdzę co innego: znaj proporcje, nie nazywaj "problemem", czy "krzywdą"
                                      > drobnomieszczańskich rozterek oportunistów
                                      >
                                      > a jak się chce żyć po swojemu to trzeba nieraz o to zawalczyć, a nie czekać
                                      na
                                      > poklask tumultu, w ten sposób uczysz tumult tolerancji

                                      No wlasnie. Na pewno wiekszy problem maja dzieci. Rowiesnicy potrafia byc
                                      okrutni a poza tym akceptacja rowiesnikow jest bardzo wazna w tym wieku.
                                      Pamietam, byla u nas w szkole Zydowka, z ktora wiele dzieci nie chcialo sie
                                      bawic.
                                      Ale pozniej? Przestalam chodzic do kosciola w liceum. Kiedy wprowadzona religie
                                      do szkol (chory pomysl) nie zapisalam sie na nia. I owszem, moge nazwac
                                      dyskryminacja fakt, ze religia byla w srodku dnia i mialam wolne okienko bo o
                                      lekcji etyki dla nie-katolikow nikt nie pomyslal. W domu nie wpuszczalam
                                      ksiedza chodzacego po koledzie. Raz zdarzyl mi sie natarczywy, ktory chcial mi
                                      jednak mieszkanie pokropic ale mu sie nie udalo.
                                      Ale - z powodu bycia nie-katoliczka nie spotkalo mnie osobiscie nic strasznego.
                                      Nic takiego , co moje zycie uczynilo by nieznosnym z tego powodu. Moze i
                                      sasiedzi "gadali" ale nikt mi nie podpalil mieszkania, nikt we mnie nie rzucal
                                      kamieniami itd. Nie demonizujmy problemu. Owszem, Polska nie jest krajem
                                      tolerancyjnym ale nie jest prawda, ze bedac nie-katolikiem nie da sie w niej
                                      zyc. Mozna nie wziasc slubu w kosciele i poza moze rozczarowaniem niektorych
                                      czlonkow rodziny tak naprawde nikt nic nikomu z tego powodu nie moze zrobic.
                                      • winniepooh to feel queer 06.01.03, 21:22
                                        goga.74 napisała:


                                        > No wlasnie. Na pewno wiekszy problem maja dzieci. Rowiesnicy potrafia byc
                                        > okrutni a poza tym akceptacja rowiesnikow jest bardzo wazna w tym wieku.
                                        > Pamietam, byla u nas w szkole Zydowka, z ktora wiele dzieci nie chcialo sie
                                        > bawic.
                                        > Ale pozniej? Przestalam chodzic do kosciola w liceum. Kiedy wprowadzona
                                        religie
                                        >
                                        > do szkol (chory pomysl) nie zapisalam sie na nia. I owszem, moge nazwac
                                        > dyskryminacja fakt, ze religia byla w srodku dnia i mialam wolne okienko bo o
                                        > lekcji etyki dla nie-katolikow nikt nie pomyslal. W domu nie wpuszczalam
                                        > ksiedza chodzacego po koledzie. Raz zdarzyl mi sie natarczywy, ktory chcial
                                        mi
                                        > jednak mieszkanie pokropic ale mu sie nie udalo.
                                        > Ale - z powodu bycia nie-katoliczka nie spotkalo mnie osobiscie nic
                                        strasznego.
                                        >
                                        > Nic takiego , co moje zycie uczynilo by nieznosnym z tego powodu. Moze i
                                        > sasiedzi "gadali" ale nikt mi nie podpalil mieszkania, nikt we mnie nie
                                        rzucal
                                        > kamieniami itd. Nie demonizujmy problemu. Owszem, Polska nie jest krajem
                                        > tolerancyjnym ale nie jest prawda, ze bedac nie-katolikiem nie da sie w niej
                                        > zyc. Mozna nie wziasc slubu w kosciele i poza moze rozczarowaniem niektorych
                                        > czlonkow rodziny tak naprawde nikt nic nikomu z tego powodu nie moze zrobic.

                                        jak zwykle masz rację ;-)
                                        u mnie było tak; mama chodziła do kościoła, a ojciec nie, przystępowałam do
                                        sakramentów tylko dlatego że mamie bardziej zależło na tym, aby postawić na
                                        swoim, tato się nie sprzeciwiał, wszyscy wiedzieli jaką rodziną jesteśmy i nikt
                                        nas palcami nie wytykał. w szkole było kilkoro niekatolickich dzieci i nic im
                                        się nie działo, dziewczynkom trochę się współczuje - ach te falbaniaste białe
                                        kiecki - ale z chłopakami praktycznie nie ma problemu. umiarkowanie nielubiana
                                        była pewna Żydówka, ale też bez ekscesów. ciężej miały dzieci z rozbitych
                                        rodzin - brak ojca to coś, co sprawia że jesteś gorszy. prawdziwą ofiarą
                                        mobbingu w mojej klasie padł chłopak, którego rodzice wyglądali "dziwnie",
                                        matka znacznie wyższa od garbatego ojczyma, cierpiaca na jakąś chorobę
                                        powodującą tiki, w dodatku mieli w mieszkaniu 2, albo i 3 psy. w całej szkole i
                                        na podwórku był znany jako "syf", każdego kto się do niego zbliżył nazywano tak
                                        samo, przynajmniej do momentu aż znalazła się następna "ofiara". jeszcze
                                        bardziej nękano pewną dziewczynę, chyba lekko upośledzoną - miała już tyle lat
                                        że powinna skończyć szkołe, a ciągle była w IV klasie. mieszkała sama z matką,
                                        krążyły plotki, że ojciec ją zgwałcił, podsycane przez nauczycieli "gdybscie
                                        wiedzieli jakie ona miała przeżycia" itp. teksty. w mojej klasie nie lubiano
                                        też pewnej dziewczyny, która miała kłopoty w nauce, nosiła okulary z grubymi
                                        szkłami, "dziwnie" mówiła i w ogóle była trochę jakaś taka "inna", po kilku
                                        latach dowiedziałam się, że chorowała na nowotwór mózgu. wobec tego wszystkiego
                                        odmienność, ktorej sama doświadczałam - jedyne dziecko starych rodziców - była
                                        tylko smiesznym detalem, czasem ktoś powiedział złośliwość i to wszystko.
                                        myslę, że nikomu nie zaszkodzi jeśli odczasu do czasu poczuje się trochę inny,
                                        niż tłum, nawet jeśli nie jest to przyjemne doświadczenie.
                                        pozdrawiam
                                        x

                                • winniepooh co ludzie powiedzą? 06.01.03, 18:26
                                  był kiedyś w TV sitcom pod tym tytułem, produkcji angielskiej, może leci na
                                  jakimś kanale, obejrzyj sobie

                                  sagan2 napisała:

                                  > winniepooh napisał:
                                  >
                                  >
                                  > > (...) bo przecież jak raz jakiś intolerantny rówieśnik
                                  > > pokaże drugiemu dzieciakowi język to jest już dramat i
                                  >
                                  > nie rowniesnik
                                  > mamusia rowiesnika
                                  > i tatus
                                  > i kazdy sasiad o fasadowej religijnosci...
                                  >
                                  > ech, naprawde nie wiesz, ile krzywdy moze wyrzadzic
                                  > nietolerancyjne traktowanie?
                                  >

                                  prawdziwy horror,
                                  ech, naprawdę nie wiesz, ile jest w szkołach dzieciaków trwale naznaczonych,
                                  permanentnie narażonych na nietolerancyjne traktowanie?

                                  nieprzystapienie do komunii to pikuś, gdy obok jest dziecko z porażeniem
                                  mózgowym, dziecko alkoholika, dziecko bite, brudne, głodne, z rozbitej rodziny,
                                  dziecko niepełnosprawnych rodziców, każde dzieko naznaczone tragedią, takie
                                  dzieci są odrzucane przez ogół, a nie syn zamożnych Państwa X, który nawet
                                  jeśli pobije się z Iksińskim, bo ten go wyzywa od bezbożników to zakoleguje się
                                  z Igrekowskim. Następnym razem zastanów się zanim napiszesz słowo "krzywda",
                                  nie jest to synonim słowa "dyskomfort".

                                  > > pogrążaj się dalej, jesteś w tym dobra
                                  >
                                  > eot :(
                                  • sagan2 Re: co ludzie powiedzą? 07.01.03, 09:27
                                    winniepooh napisał:


                                    > ech, naprawdę nie wiesz, ile jest w szkołach dzieciaków
                                    > trwale naznaczonych, permanentnie narażonych na
                                    > nietolerancyjne traktowanie?
                                    >
                                    > nieprzystapienie do komunii to pikuś, gdy obok jest
                                    > dziecko z porażeniem mózgowym, dziecko alkoholika,
                                    > dziecko bite, brudne, głodne, z rozbitej rodziny,
                                    > dziecko niepełnosprawnych rodziców, każde dzieko
                                    > naznaczone tragedią, takie dzieci są odrzucane przez
                                    > jeśli pobije się z Iksińskim, bo ten go wyzywa od
                                    > bezbożników to zakoleguje się z Igrekowskim.

                                    ale ja wlasnie o tym pisalam. o ogolnej nietolerancji.
                                    nie tylko w stosunku do katolikow, ale w ogole. a ze
                                    akurat o katolikach byla rozmowa, wiec i tam sie
                                    wypowiedzialam.
                                    pewnie, ze sa gorsze rzeczy niz brak sukienki an
                                    komunie... ciesze sie, ze w waszym srodowisku nikogo sie
                                    "za wiare" zbytnio nie przesladuje.
                                    ale sa tez male miasta i wsie (a nawet duuuuze miast -
                                    w-wa), gdzie ksiadz z ambony wymienia po nazwisku rodzny,
                                    ktore za malo (lub wcale) daly na rozbudowe kosciola lub
                                    ktorych dzieci nie przystapily do komuni, nie wposcily
                                    ksiedza po kolendzie itp itd.
                                    owszem, z tym da sie zyc. ale doroslym duzo latwiej niz
                                    dzieciom.

                                    > Następnym razem zastanów się zanim napiszesz słowo
                                    > "krzywda", nie jest to synonim słowa "dyskomfort".

                                    a Ty czasem pomysl, ze Twoje prywatne doswiadczenia nie
                                    determinuja doswiadczen wszystkich. Zlotyrybek nie pisala
                                    bajek z fantazji, ale cos, co ja spotkalo. czemuz niby
                                    jej doswiadczenia mialyby byc "gorsze" lub mniej
                                    prawdziwe niz Twoje czy Gogi?
                                    • goga.74 Re: co ludzie powiedzą? 07.01.03, 11:22
                                      Sagan,
                                      Ja sie zgadzam, ze w Polsce jest nietolerancja. W stosunku do Innych, czyli nie-
                                      katolikow, homoseksulistow itd - wystarczy chocby poczytac forum. Wiec bycie
                                      nieochszczonym klasyfikuje czlowieka jako "Innego".
                                      Ale nie zgadzam sie, ze koniecznie trzeba sie chrzic, bierzmowac czy brac slub
                                      w kosciele. Nie mieszkamy
                                      bowiem w panstwie religijnym i nie-katolicy nie sa przesladowani. Czasy
                                      Inkwizycji dawno minely. W tym momencie jedynie czego
                                      mozna sie obawiac to tego "co ludzie powiedza". I dostosowawywanie sie do tego
                                      jest w moich oczach konformizmem. Po prostu uwazam, ze nalezy zyc zgodnie ze
                                      swoimi przekonania, nawet jesli nie zawsze jest to
                                      przyjemne. I tak sie da. Jak pisalam, nikt Cie za to w wiezieniu nie zamnknie,
                                      w zadnych dokumentach nie rubryki "wyznanie",
                                      nikt sie o to nie pyta w rozmowach o prace. Co najwyzej jakis nietolerancyjny
                                      czlowiek nie chce miec Cie w gronie swoich znajomych.
                                      Jesli o mnie chodzi to jest to z wzajemnoscia.
                                      Co do dzieci. Co bys powiedziala np. matce dziecka, z ktorej dzieckiem nie chca
                                      sie bawic bo nie ma najnowszej lalki Barbie a matka nie ma pieniedzy na kupno?
                                      Albo matce chlopca, ktory jest chorobliwe gruby i nosi okulary? Ukrasc
                                      pieniadze na lalke - chyba nie, bo to przestepstwo. Odchudzic dzieciaka- nie da
                                      sie. Na szczesie przyjecie chrztu przestepstwem nie jest i jest dziecinnie
                                      proste idziesz, placic, ksiadz kropi glowe woda i problem zalatwiony. Tylko czy
                                      na pewno?
                                      • sagan2 Re: co ludzie powiedzą? 07.01.03, 13:10
                                        Goga, ja sie z Toba zgadzam i sama nie mam problemu z
                                        przesladowaniem. dla doroslych moze to byc mniejszy
                                        problem, choc nie zawsze - patrz homoseksualisci, ktorym
                                        sie czesto odmawia prawa do chodzenia za reke czy
                                        pocalowania sie (normalnego) na ulicy - bo o uraza czyjes
                                        "odczucia estetyczne" (a lizace sie pary nastolatkow
                                        nie...)
                                        ale rowniez widze symptomy i fakt, ze dla dzieci moze to
                                        byc rzecz duzo gorsza, bliska "konca swiata". czytalam
                                        artykul w ktorejs niedawnej urodzie, gdzie dorsli
                                        zupelnie ludzie, przyznawali sie do jakis wielkich
                                        kompleksow zwiazanych wlasnie z
                                        wysmianiem.nietolerancja/glupota w szkole. i do dzis maja
                                        problemy w szkole (np kobieta, ktora nigdy nie zaklada
                                        krotkiej spodnicy bo kiedys tam nauczyciel ja wysmial, ze
                                        ma grube nogi...). to sie moze wydawac smieszne, ale
                                        widac wyraznie, ze lata szkolne moga wyrzadzic krzywde.
                                        a nietolerancja jest pierwszym krokiem.

                                        zgadzam sie, ze konformizm moze nie byc najlepszym
                                        wyjsciem. sama sie ciesze, ze na razie nie musze
                                        dokonywac wyborow, ktore w moich wlasnych oczach jakos
                                        mnie zakwalifikuja moralnie. ale tez uwazam, ze nie mamy
                                        prawa sadzic kogos, kto wybral droge komformizu.

                                        i tyle.

                                        szczesliwego nowego roku :)
                                        bez koniecznosci podejmowania trudnych decyzji!
                                        Puchatkowi tez, oczywiscie :)
                                        • goga.74 Re: co ludzie powiedzą? 07.01.03, 15:13
                                          Sagan,
                                          Po pierwsze, dziwie sie ze nie padl tutaj argument (a moze padl, tylko sie nie
                                          doczytalam), ze takie rzeczy jak chrzest
                                          czy slub to Sakramenty i dla pewnej garstki osob maja one wciaz jakas wartsoc.
                                          I wlasnie prze szacunek dla tych osob (a ja ma
                                          szacunek dla osob gleboko wierzacych i starajacych sie zyc zgodnie ze swoja
                                          wiara) nie nalezy z tych sakrametnow robic szopki i przystepowac do nich bez
                                          przekonania.
                                          Po drugie, ja wiem, ze ani ja ani Ty nie mamy dzieci, wiec to wszystko jest
                                          teoretyzowanie. I ze moge sie spotkac z zarzutem, ze "latwo mi mowic".
                                          bo to nie do mnie przychodzi zaplakane dziecko, ze jej w szkole dokuczaja. I ze
                                          latwo sobie teoretyzowac.
                                          Ale jeszcze sie pokusze na troche tego "teoretyzowania".
                                          Dziecko. Nie musisz mnie przekonywac, ze rowniesnicy potrafia byc okrutni. I ze
                                          nie kazde dziecko umie sobie z tym poradzic. Ale nie jestem przekonana, ze
                                          chrzest moze zapobiec problemom. Jesli dzieciaki beda chcialy zrobic z
                                          kogos "ofiare" to zawsze znajdzie sie powod. Ich pomyslowosc w tym zakresie
                                          jest nieograniczona. Mozna sie smiac z czyjesc tuszy, wzrostu,
                                          brzydkiego nazwiska, z tego ze sobia nie radzi z nauka lub przeciwniejest dobre
                                          i zostaje klasowym "kujonem" czy "profesorkiem", mozna smiac sie z
                                          wszystkiego. Wiec, zeby zaoszczedzic dziecku dokuczania, nazalelo by sie starac
                                          "usrednic". No i co jest celem - czy zapewnienie dziecku bezbolesnego
                                          dorastania (ciekawe, czy to jest wykonywalne) czy tez wychowanie go na, hmm.
                                          nazwijmy to "porzadnego" czlowieka. Ten drugi wariant jest na pewno trudniejszy
                                          i dla rodzica i dla dziecka.
                                          Tak sie tylko zatanawiam, czy takie ochrzczone dziecko ze strachu przed
                                          przesladowaniem nie bedzie nalezec do tej grupki dzieci
                                          ktora bedzie wysmiewac sie z tlustej okularnicy bo wlasnie dostalo
                                          "lekcje", ze nie nalezy byc Innym. Ja Sagan nie oceniam, a juz na pewno nie
                                          uwazam, ze latwo byc rodzicem. Wrecz przeciwnie, wydaje mi sie to byc
                                          najtrudniejszym zawodem swiata.
                                        • goga.74 Re: co ludzie powiedzą? 07.01.03, 15:31
                                          >ale tez uwazam, ze nie mamy
                                          > prawa sadzic kogos, kto wybral droge komformizu.
                                          Zapomnialam dopisac w poprzednim poscie. Daleka jestem od osadzania, ale
                                          zamierzam uparcie nazywac rzeczy po imieniu czyli kogos kto "wybral droge
                                          konformizmu" konformista.
                                          • sagan2 Re: co ludzie powiedzą? 07.01.03, 15:55
                                            oczywiscie, ze mozna nazywac konformiste konformista ;)
                                            czasem sie tylko zastanawiam, czy warto. ja, jesli
                                            krytykuje *osoby* a nie konkretne wydarzenia/opinie/itd,
                                            to glownie wtedy, gdy mi na tym kims zalezy. jakos szkoda
                                            mi marnowac "sil i intelektu" na kogos, kogo nie znam lub
                                            znam przelotnie z sieci...
                                            ... ot, taki moj maly konformizm...

                                            w tej dyskusji najwyrazniej rozeszly nam sie tematy...
                                            nie chcialam dyskutowac o konformizmie czy czy sie z nim
                                            zgadzac czy nie, ale o tolerancji, lub raczej jej braku.
                                            i w sumie nie popieram konformizmu, ale rozumiem, czym
                                            ludzie sie kieruja. i nie bede gdybac, jaka droge sama
                                            bym wybrala/wybiore. obym nie musiala decydowac w czyms
                                            bardzo powaznym...

                                            ps. a tak w ogole, to skad sie bierze takie okrucienstwo
                                            dzieciakow? zwlaszcza dla innych? bo mam wrazenie, ze to
                                            nagminny problem, a jakos nie potrafie tego zrozumiec.
                                            czy hamulce moralne nabywamy z wiekiem? z wychowaniem?
                                            jak to jest? masz jakis pomysl?
                                            • goga.74 Re: co ludzie powiedzą? 07.01.03, 16:37
                                              > oczywiscie, ze mozna nazywac konformiste konformista ;)
                                              > czasem sie tylko zastanawiam, czy warto. ja, jesli
                                              > krytykuje *osoby* a nie konkretne wydarzenia/opinie/itd,
                                              > to glownie wtedy, gdy mi na tym kims zalezy. jakos szkoda
                                              > mi marnowac "sil i intelektu" na kogos, kogo nie znam lub
                                              > znam przelotnie z sieci...

                                              Wiesz, gdy pisalm to zdanie, nie mialam na mysli nikogo konkretnego. Tez
                                              niewiele mnie interesuje, co postanowia osoby z watku.


                                              > w tej dyskusji najwyrazniej rozeszly nam sie tematy...
                                              > nie chcialam dyskutowac o konformizmie czy czy sie z nim
                                              > zgadzac czy nie, ale o tolerancji, lub raczej jej braku.
                                              > i w sumie nie popieram konformizmu, ale rozumiem, czym
                                              > ludzie sie kieruja. i nie bede gdybac, jaka droge sama
                                              > bym wybrala/wybiore. obym nie musiala decydowac w czyms
                                              > bardzo powaznym...

                                              Nietorencja - temat rzeka, zasmiecamy watek off-topikiem, ale co tam.
                                              Jak czytam to forum to prawie kazdy ma jakas fobie. Jakas osoba pisze sensownie
                                              na temat potrzeby tolerancji dla niekatolikow po czym jakis czasem potem ta
                                              sama osoba sama ujezdza sobie do woli na "pedalach" i "lezbach". Ktos inny z
                                              kolei domaga sie wiekszej toleracji dla osob zyjacych w "wolnych zwiazkach" po
                                              czym okazuje sie, ze ten sam pan boi sie jak ognia "kobiet przed trzydziestka
                                              bez dzieci" (tak, byl kiedys taki temat) bo one nie sa "normalne"".
                                              Nie wspomne o oslawionych 30-letnich dziewicach, kobietach ktore mialy w
                                              przeszlosci stosunek seksualny z ciemnoskorym mezczyzna, rozwodkach. Imponujaca
                                              jest roznorodnosc grup do "pokazywania palcem" i kazdy moze wybrac
                                              "cos dla siebie".


                                              > ps. a tak w ogole, to skad sie bierze takie okrucienstwo
                                              > dzieciakow? zwlaszcza dla innych? bo mam wrazenie, ze to
                                              > nagminny problem, a jakos nie potrafie tego zrozumiec.
                                              > czy hamulce moralne nabywamy z wiekiem? z wychowaniem?
                                              > jak to jest? masz jakis pomysl?

                                              Nie mam pojecia. Nie jestem przekonana, ze z tego sie tak do konca wyrasta.
                                              Moj kolega z posdtawowki, ktory terroryzowal cala klase od kilku dobrych lat
                                              przebywa w wiezieniu (taka mialam podstawowcke! ;-). A z wiekiem krepuja nas
                                              normy obyczajowe i ta agresja przybiera inne formy. Zawsze mozna sie wyzyc na
                                              forum :-)
                                              Ale tutaj to juz gdybam. Czy na sali jest psycholog? ;-)
                    • winniepooh stygmaty 05.01.03, 21:28
                      zlotyrybek napisał:

                      > z tego co piszesz wynika, że nie stanęłaś przed takim dylematem - więc nie
                      > teoretyzuj. Możnaby, możnaby, możnaby - pisałam ci, że dziecko, które nie
                      > przyjmie komunii w określonym terminie - razem ze swoją klasą - jest
                      wyrzucone
                      > na margines.
                      bez przesady

                      >Wiem, bo widziałam.
                      ja też widziałam i nie nazwałabym tego wyrzuceniem na margines, na marginesie
                      zyją dzieci alkoholoików, biedaków, rozwodników, chore, niepełnosprawne, tzn.
                      takie, których INNOŚĆ przejawia się permanentnie, jednostkowe doświedczenie
                      odrózniania się od grupy bardzo rzadko powoduje wyrzucenie na margines, z
                      resztą i bez imprezy w kościele możesz kupić dzieciakowi fajny komputer, super
                      zegarek, czy coś innego czym pochwali się przed innymi i pokzazać, że wcale nie
                      jest gorszy, w końcu prezenty to sedno całej sprawy, zwłaszcza że wymiar
                      religijny a priori spisujesz na straty.

                      >Ja tego nie zafunduje mojemu dziecku tylko
                      > dlatego , że Kościół Polski Sp. z o.o. jest chora instytucją.

                      jest takie słowo: "bigotka"

                      > Jak dorośniesz to zrozumiesz.

                      niektórzy nigdy nie dorastaja...
                      bez urazy
                • b.u.zz Re: do Lali 03.01.03, 16:23
                  ale bzdury wypisujesz. polska jest wolnym krajem i nikt nikogo do niczego nie
                  zmusza. natomiast niedobrze sie robi, jak sie czyta te wszystkie biedne osobki,
                  ktorym ksieza zycie tak utrudniaja, ze tylko emigracja jawi im sie jako
                  ratunek. to samo ze spowiedzia czy celibatem. nie znasz sie, nie studiowalas
                  teologii, ale naturalnie wiesz, ze spowiedz jest po to, aby kontrolowac, a
                  celibat - chronic majatku. glupoty do potegi, ale zawsze to milo cos napisac,
                  byle dokopac, nie? i prosze, prosze, wypisujesz to wszystko w tej strasznej,
                  czarnej polsce, w ktorej kosciol trzesie wszystkim? jak to mozliwe?
                  i jeszcze do autorki poczatkowego postu: chwali ci sie, ze nie chcesz robic
                  sobie posmiewiska ze spowiedzi. polecam taki sam stosunek do samego slubu. w
                  calej tej sytuacji pocieszajace jest tylko to, ze laska boza chodzi roznymi
                  drogami i moze nawet przez taki operetkowy slub cos zdziala.
                  b.
                  • sagan2 Re: do Lali 03.01.03, 16:36
                    nie ksieza utrudniaja zycie, tylko ludzka nietolerancja.
                    uwazasz, ze jestesmy krajem tolerancyjnym???
                    • b.u.zz Re: do Lali 03.01.03, 16:51
                      trudno mi oceniac stopnie tolerancyjnosci, ale na pewno nie zyjemy w kraju,
                      gdzie katolicy przesladuja innowiercow badz ateistow. z postow na tym watku
                      wnioskowalbym raczej ze jestesmy krajem osob znerwicowanych, ktore przejmuja
                      sie byle czym.
                      pozdrawiam
                      b.
                      • winniepooh Re: do Lali 05.01.03, 21:55
                        b.u.zz napisał:

                        >z postow na tym watku
                        > wnioskowalbym raczej ze jestesmy krajem osob znerwicowanych, ktore przejmuja
                        > sie byle czym.

                        trafna uwaga
                    • Gość: Marija Re: do Lali IP: *.marketscore.com / *.chello.pl 03.01.03, 22:27
                      sagan2 napisała:

                      > nie ksieza utrudniaja zycie, tylko ludzka nietolerancja.
                      > uwazasz, ze jestesmy krajem tolerancyjnym???

                      Więc ja widzę to tak: ja jestem ta "przeciwna" kościołowi i niewierząca i
                      uważam się za tolerancyjną: nie interesuje mnie czy ktoś bierze slub w kościele
                      czy USC, nieważne czy stosuje prezerwatywę czy metody naturalne - jego sprawa!
                      Ja go szanuję i uważam, że tym się różnimy od katolików czyli tej drugiej
                      strony. Oni nas nie szanują i chcieliby bardzo bysmy przyjeli ich prawdy. Nie
                      spotkałam księdza czy siostry, któraby mi powiedziała: "ok, stosujesz pigułkę
                      ale ja ci tylko powiem o metodach naturalnych, a Ty sama wybierzesz". Słyszałam
                      tylko: "antykoncepcja jest be, metody naturalne są cacy, pigułka zdeformuje
                      Twoje dziecko a prezerwatywy mają dziury i wirus HIV i tak przez nie
                      przejdzie". Skąd oni biorą tą wiedzę? A wracając do tematu, nirtolerancji
                      więcej po tej drugiej niż moja stronie.
                      • Gość: Anton Re: do Lali IP: 195.94.207.* 08.01.03, 11:11
                        Gość portalu: Marija napisał(a):
                        > tym się różnimy od katolików czyli tej drugiej
                        > strony. Oni nas nie szanują i chcieliby bardzo bysmy
                        przyjeli ich prawdy. Nie
                        > spotkałam księdza czy siostry, któraby mi powiedziała:
                        "ok, stosujesz pigułkę
                        > ale ja ci tylko powiem o metodach naturalnych, a Ty
                        sama wybierzesz".

                        Od księdza tego nie usłyszysz, bo nie i już. Jeżeli
                        pytasz księdza o jego stanowisko, to powinno ono być
                        zgodne z oficjalnym stanowiskiem Kościoła. Ksiądz ma
                        obowiązek powiedzieć, co jest dobre, a co złe. Wybierzesz
                        i tak sama, bo co on Ci może zrobić? Jedyna sankcja, to
                        że Cię nie pochwali.
              • luka do mysiekpysiek 03.01.03, 13:49
                Miej dziewczyno trochę odwagi i idź do USC. Jeżeli masz aż takie wątpliwości to
                oszczędź sobie i swojej rodzinie kolejnej dawki hipokryzji. Ślub kościelny to
                nie jest przecież tylko tradycja, jesli tak piszesz to chodzi Ci pewnie o tę
                całą hecę próżności z białą sukienką, trenem, welonem, itd. bleeee, Ludzie
                bądźcie uczciwi wobiec siebie i innych, co to za świat w kórym się wszystko
                udaje?
                • Gość: *ja* Re: do luka IP: *.stansat.pl / *.gazeta.pl 03.01.03, 13:56
                  Nastepna cimniaczka której się wydaje że wiara w Boga = przestrzeganie zasad
                  kościoł katolickiego...
                  "Wierzy w Boga więc niech pigułki odstawi bo to nie po bożemu"
                • Gość: Marija Re: do mysiekpysiek IP: *.marketscore.com / *.chello.pl 05.01.03, 15:29
                  luka napisał:

                  Ślub kościelny to
                  > nie jest przecież tylko tradycja, jesli tak piszesz to chodzi Ci pewnie o tę
                  > całą hecę próżności z białą sukienką, trenem, welonem, itd.

                  Dla mnie właśnie był ową tradycją, a w mojej sukni nie było ani centymetra
                  białego koloru
              • Gość: lala Re: spowiedź przedślubna IP: 213.77.81.* 03.01.03, 13:56
                bynajmniej nie uwazam polski za ostoje czegokolwiek,
                klimat tej tolerancji tworza tez ludzie ktorzy wola zaklamanie i owczy ped
                pseldokatolicyzmu,
                w tej grupce dzieci ktore beda popychac innowierce bedza tez zapewne dziecki
                osob ktore sie tu wypowiadaja nieprawdaz??

                ja mieszkam w polsce, nie obchodzi mnie jakiej wiary sa moi sasiedzi, ani
                odwrotnie, w rodzinie mam roznowyznaniowe malzenstwa - zyja - proste?

                sagan2 napisała:

                > czy naprawde uwazasz polske za ostoje tolerancji,
                > zwlaszcza religijnej???
                > a jesli proponujesz emigracje, to moze uczciwiej? moze
                > zaproponuj jakis kraj, w ktorym *nikogo nie obchodzi*
                > jakiej religii jest sasiad?...
          • Gość: lili Re: spowiedź przedślubna IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 03.01.03, 13:55
            I pamiętaj, że kolejna spowiedź
            > czeka cię przy chrzcinach dziecka- a musisz je ochrzcić , bo w tym cholernym
            > kraju, gdzie Lale wygłaszają swoje racje, twoje dziecko zostanie odrzucone na
            > margines - nie będzie dopuszczone do Komunii - i inne dzieci je troszkę
            > wytarmoszą.
            > Taki jest ten kraj :)
            >
            > Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia :)

            Jezeli sie ma szczescie (DO KSIEDZA) to dziecko moze byc ochrzczone bez
            spowiedzi rodzicow (np w przypadku kiedy nie maja slubu, lub maja slub cywilny,
            czyli wedle nauk kosciola zyja w grzechu). Rodzice chrzestni musza zawsze byc
            czysci !!
            Oczywiscie czasami szukanie takiego kosciola czy ksiedza trwac moze bardzo
            dlugo, ale sa tacy!!
            • Gość: frog Re: spowiedź przedślubna IP: 62.233.250.* 18.02.03, 18:58
              Gość portalu: lili napisał(a):

              > I pamiętaj, że kolejna spowiedź
              > > czeka cię przy chrzcinach dziecka- a musisz je ochrzcić , bo w tym cholern
              > ym
              > > kraju, gdzie Lale wygłaszają swoje racje, twoje dziecko zostanie odrzucone
              > na
              > > margines - nie będzie dopuszczone do Komunii - i inne dzieci je troszkę
              > > wytarmoszą.
              > > Taki jest ten kraj :)
              > >
              > > Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia :)
              >
              > Jezeli sie ma szczescie (DO KSIEDZA) to dziecko moze byc ochrzczone bez
              > spowiedzi rodzicow (np w przypadku kiedy nie maja slubu, lub maja slub
              cywilny,
              >
              > czyli wedle nauk kosciola zyja w grzechu). Rodzice chrzestni musza zawsze byc
              > czysci !!
              > Oczywiscie czasami szukanie takiego kosciola czy ksiedza trwac moze bardzo
              > dlugo, ale sa tacy!!

              Ja jestem niewierząca a jestem matką chrzestną. nikt mnie nie pytał o wyznanie,
              spowiedź. księdza zobaczyłam dopiero na ceremonii.
    • mel1 Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 14:39
      No tak, czytam, jakbym sama to napisała... I znam kilkanaście dziewczyn
      mających identyczny problem. Chyba nie możesz się przejmować tym za bardzo.
      Dla mnie i dla większości społeczeństwa jesteś ok. Ja też nie widzę, by w 10
      przykazaniach było napisane, że antykoncepcja jest zła. I nie widzę, by 6
      przykazanie mnie dotyczyło. W końcu mój narzeczony nie jest cudzym mężem.
      Kiedyś dostałam radę, by żałować przy spowiedzi, nie tego, że niby robię źle,
      ale, że przez to co robię oddalam się od Boga. Czyli nie żałuj sexu, tylko, że
      jesteś w stanie grzechu. To jest bardziej uczciwe...

      Lala a pomyślałaś, że gdyby zrobić odsiew w kościele i oddzielić po kolei
      ludzi, którzy grzeszą przeciwko kolejnym przykazaniom, to kościoły by
      opustoszały? No może jakieś zakonnice by miały prawo wstępu. To że ktoś
      grzeszy i chce to zmienić, np. przez zawarcie sakramentu małżeństwa, nie
      znaczy, że trzeba go zgnoić za to co robił. Po co mu podrzucać kłody pod nogi?
      • Gość: lala Re: spowiedź przedślubna IP: 213.77.81.* 03.01.03, 15:07
        mel1 napisała:

        > No tak, czytam, jakbym sama to napisała... I znam kilkanaście dziewczyn
        > mających identyczny problem. Chyba nie możesz się przejmować tym za bardzo.
        > Dla mnie i dla większości społeczeństwa jesteś ok. Ja też nie widzę, by w 10
        > przykazaniach było napisane, że antykoncepcja jest zła. I nie widzę, by 6
        > przykazanie mnie dotyczyło. W końcu mój narzeczony nie jest cudzym mężem.
        > Kiedyś dostałam radę, by żałować przy spowiedzi, nie tego, że niby robię źle,
        > ale, że przez to co robię oddalam się od Boga. Czyli nie żałuj sexu, tylko,
        że > jesteś w stanie grzechu. To jest bardziej uczciwe...
        > Lala a pomyślałaś, że gdyby zrobić odsiew w kościele i oddzielić po kolei
        > ludzi, którzy grzeszą przeciwko kolejnym przykazaniom, to kościoły by
        > opustoszały? No może jakieś zakonnice by miały prawo wstępu. To że ktoś
        > grzeszy i chce to zmienić, np. przez zawarcie sakramentu małżeństwa, nie
        > znaczy, że trzeba go zgnoić za to co robił. Po co mu podrzucać kłody pod nogi?

        mel, nie rozumiemy sie, nie chodzi o "zycie bez grzechu" bo tego nikt nie
        dokona, ale o fakt obludy: nie chce isc do spowiedzi, nie praktykuje, rozwaza
        ewentualnosc sklamania przy spowiedzi co czyni sakrament niewaznym- po to by
        odstawic szopke uszczesliwiajaca otoczenie? przeciez nie bierze slubu dlatego
        ze nie chce dalej zyc w grzechu.... ;)
      • jagna_jagna Re: spowiedź przedślubna 03.01.03, 15:34
        mel1 napisała:

        > No tak, czytam, jakbym sama to napisała... I znam kilkanaście dziewczyn
        > mających identyczny problem. Chyba nie możesz się przejmować tym za bardzo.
        > Dla mnie i dla większości społeczeństwa jesteś ok. Ja też nie widzę, by w 10
        > przykazaniach było napisane, że antykoncepcja jest zła. I nie widzę, by 6
        > przykazanie mnie dotyczyło. W końcu mój narzeczony nie jest cudzym mężem.
        >

        No ale nie jest również twoim mężem.
        A wszelkie stosunki pozamałżeńskie to grzech cięzki i podciagnąć je mozna
        właśnie pod 6 przykazanie. A czy to nazwiemy cudzołóstwem czy wolnym związkiem
        to sprawa drugorzedna.
      • Gość: J.S. Re: do mel1 IP: proxy / *.hemocleanse.com 03.01.03, 16:56
        mel1 napisała:
        >
        > Lala a pomyślałaś, że gdyby zrobić odsiew w kościele i oddzielić po kolei
        > ludzi, którzy grzeszą przeciwko kolejnym przykazaniom, to kościoły by
        > opustoszały? No może jakieś zakonnice by miały prawo wstępu. To że ktoś
        > grzeszy i chce to zmienić, np. przez zawarcie sakramentu małżeństwa, nie
        > znaczy, że trzeba go zgnoić za to co robił. Po co mu podrzucać kłody pod nogi?
        **********
        Powyzszy tekst wymaga dwoch komentarzy:
        1. jak powiedzial kiedys prof. Swiezawski "kosciol powinnien byc kosciolem
        swiadectwa, a nie kosciolem sukcesu. Z tego punktu jest zupelnie obojetne czy
        ma miliony wyznawcow czy tylko nieliczna grupe".
        2. Polecam poczytac ksiazke ks. Tischnera pt. "Przekonac pana Boga". Mozna
        wnioskowac ze kosciol (ksieza) nie ma zbyt rygorystycznego podejscia do
        stosunkow przedmalzenskich. Oczywiscie musi troche "poburczec". Jest tam
        paralela do przyspiewki ludowej o chlopcu ktory ma piorko przy kapeluszu. Czy
        ktos pamieta "Czerwony kapelusik z zielonym piorkiem, jak nie masz dziewczyny
        to se zawiaz sznurkiem". Otoz ksiadz Tischner pisze ze jesli ktosc goni z tym
        piorkiem to troche jego sprawa, ale jak juz przy oltarzu sklada przysiege Bogu
        to kosciol musi traktowac powaznie taka deklaracje. Jest tez madry rozdzial
        o "malzenstwach niesakramentalnych" i o tym mozna by troche podyskutowac
        rowniez.
        Pozdrawiam,
        J.S.
    • carmella znam ksiedza... 03.01.03, 16:47
      .... ktory ma ladny domek w gorach i robi tam spotkania znajomych z miziankiem
      po pleckach mojej kolezanki...
      wlasnie skonczyl doktorat, opowiesci co sie dzieje w akademikach dla ksiezy
      takie, ze uszy wiedna- nie wiem czy takie rzeczy odchodza w normalnych
      akademikach dla normalnej mlodziezy
      a na pytanie, czy potrafi sobie z celibatem poradzic odpowiada, ze lepiej od
      czasu do czasu zaplacic mandat, niz cale zycie podatek od nieruchomosci

      Najprosciej by bylo powiedziec na tej spowiedzi swoje i sie nie przejmowac. Z
      drugiej strony sluchac nauk pana w czerni wiedzac jak sie ten stan ma....

      Ja po uslyszeniu paru kawalow tego znajomego ksiedza powiedzialam, ze teraz do
      niego bede jezdzila na spowiedz, albo przez telefon i niech sprobuje pouczac!!!
      • raszefka Re: znam ksiedza... 10.01.03, 22:13
        carmella napisała:

        > Ja po uslyszeniu paru kawalow tego znajomego ksiedza powiedzialam, ze teraz
        do
        > niego bede jezdzila na spowiedz, albo przez telefon i niech sprobuje
        pouczac!!!

        Ale przecież on w konfesjonale to nie on, tylko Bóg (tzn ja tak do tego
        podchodzę).
        Znam księdza, który był najlepszym kaznodzieją na świecie, potrafił wyjaśnić
        wszystko i rozwiać każdą wątpliwość. A prywatnie miał sprawę o molestowanie
        uczniów. Straszne. Ale nie potrafię siebie przekonać, że to, o czym opowiadał
        jako kapłan, było kłamstwem.
        Aha, zwykle akademiki tym się chyba różnią od akademików dla księży, że są
        koedukacyjne ;))))
    • Gość: Marija A ja na to... IP: *.marketscore.com / *.chello.pl 03.01.03, 22:08
      Słuchajcie, chcę podzielic się z Wami swoją refleksją, swoim zdaniem i
      przeżyciami. Jestem osobą niewierzącą, ale wzięłam ślub w kościele. Hipokryzja?
      Być może, dla mnie miał on wymiar tradycji, na pewno nie duchowy. Może mnie
      ktoś potępiać, ale wiecie co, strona, która mi tego "sakramentu" udzielała też
      nie jest fair, też nie jest ideałem. Przykład? W poradni przedmałżeńskiej pan
      prowadzący powiedział, że rodziną będziemy, gdy urodzi się dziecko, a seks jest
      obowiązkiem małżeńskim i nie możemy odmawiać współmałżonkowi bez dobrego
      powodu. Przeczą sami sobie, bo rzekomo łykając pigułkę jestem uległa przez cały
      miesiąc, a tu proszę, jak mąż chcę, to mam mu dać (nawet dzień w dzień). Wiele
      jest niejasności w tym, co mówi kościół i chociaż wiem, że oddalam się od
      tematu, myślę,że warto go poszerzyć o stosunek kościoła do antykoncepcji w tym
      antykoncepcji po stosunku,aborcji edukacji seksualnej. Kościół chyba nie widzi
      gwałtów, przemocy w domu, AIDS i nie zezwala na wiele rzeczy, nie godzi się
      nawet na tą " głupią" prezerwatywę. A moja spowiedź? Cóż, trzeba przejść dwie
      przed ślubem, na jednej byłam i nie powiedziałam wszystkiego, drugą opuściłam a
      świstek podpisała mi mama. Nie mam wyrzutów sumienia.
      • Gość: niedzwiedziczka Czytam i czytam i coraz bardziej smiac mi sie chce IP: *.agh.edu.pl 03.01.03, 23:08
        Z waszych postów możnaby wywnioskować, że za brak ślubu
        Kościelnego, czy nieochrzczenie dziecka przywiązują nago
        do pręgierza i dają baty.
        Ludzie! Miejcie sobie odwagę powiedzieć: nie popieram
        tych zasad i mam gdzieś tą całą szopkę, na "ostracyzm" to
        ja się wypinam!
        Naprawdę, nie macie odwagi przyznać się do swoich
        własnych poglądów? Wierzycie, bo wam mama na dobranoc
        opowiadała bajki o Panu Bogu?
        Ślub kościelny, bo "coby rodzina pomyślała?" A rodzice
        chrzestni to się muszą wyspowiadać? Po co rodzice
        chrzestni, to nie mafia, żeby każdy musiał mieć
        godfathera! Jak sami czujecie zakłamanie, to nie
        wychowujcie dziecka w taki sposób!
        Jeśli chodzi o spowiedź, to ksiądz jest tylko
        pośrednikiem i dowcip polega na tym, żeby mieć odwagę
        powiedzieć, gdzie zbłądziliśmy! Nie podoba się ten
        spowiednik, to znajdź innego. Ale nie idź z założeniem,
        jak i tak nie żałuję, bo to traci wszelki sens. A
        najbardziej mnie bawi, jak ktoś się dziwi, że nie dostał
        rozgrzeszenia, bo wg Kościoła żyje w grzechu i nie ma
        zamiaru tego zmieniać!
        Moim zdaniem katolików w Polsce jest mniej niż 50%. I
        wolałabym, żeby religia została przy Kościele, bo może
        mniej byłoby zakłamania dorosłych ludzi uważających się
        za super nowoczesnych, którzy boja się własnym rodzicom
        powiedzieć, że mają inne poglądy na życie.

        • Gość: *ja* Re: Czytam i czytam i coraz bardziej smiac mi sie IP: *.stansat.pl / *.gazeta.pl 04.01.03, 10:08
          Gość portalu: niedzwiedziczka napisał(a):

          > Moim zdaniem katolików w Polsce jest mniej niż 50%.

          A moim zdaniem katolików przestrzegających wszystkie prztkazania jest mniej niż
          5%

          I wolałabym, żeby religia została przy Kościele, bo może
          > mniej byłoby zakłamania dorosłych ludzi uważających się
          > za super nowoczesnych, którzy boja się własnym rodzicom
          > powiedzieć, że mają inne poglądy na życie.

          Religia zdecydoawnie nie powinna pozostawać przy Kościele - w Kożsiele jest
          mnóstwo zakłamanych dorosłych ludzi choćby książy czy biskupów...
          • Gość: Anton Re: Czytam i czytam i coraz bardziej smiac mi sie IP: 195.94.207.* 08.01.03, 11:18
            > > Moim zdaniem katolików w Polsce jest mniej niż 50%.
            > A moim zdaniem katolików przestrzegających wszystkie
            prztkazania jest mniej niż 5%

            Jeśli byłoby aż tylu, to trzeba by chyba święto
            kościelno-państwowe ogłosić!

            To, że ktoś jest katolikiem, nie znaczy, że jest święty.
            Znaczy, że uznaje pewne zasady i stara się nimi żyć.
            Wychodzi zazwyczaj różnie. Na szczęście Pan Bóg wybacza,
            Cracovia - nigdy.

            Dziwna rzecz: niektórzy dyskutanci na forum sprawiają
            wrażenie, jakby to właśnie Cracovia była ich ideałem.
            • kini Re: Czytam i czytam i coraz bardziej smiac mi sie 08.01.03, 13:20
              > > > Moim zdaniem katolików w Polsce jest mniej niż 50%.
              > > A moim zdaniem katolików przestrzegających wszystkie
              > prztkazania jest mniej niż 5%
              >
              > Jeśli byłoby aż tylu, to trzeba by chyba święto
              > kościelno-państwowe ogłosić!
              >
              > To, że ktoś jest katolikiem, nie znaczy, że jest święty.
              > Znaczy, że uznaje pewne zasady i stara się nimi żyć.
              > Wychodzi zazwyczaj różnie. Na szczęście Pan Bóg wybacza,
              > Cracovia - nigdy.

              Anton, wydaje mi się, że troszkę się mylisz. Bóg wybacza, ale nie wtedy, kiedy
              świadomie łamie się jego zasady licząc właśnie na to wybaczenie. Tak jak
              piszesz, chodzi o uznawanie pewnych zasad i próby wcielania ich w życie. A ja
              odnoszę wrażenie, że większość katolików w Polsce zupełnie świadomie łamie te
              zasady. Spowiadają się i dalej robią to samo. Nie żałują za grzechy. Albo
              mówią "ja tego nie uważam za grzech". Albo nawet nie są świadomi, że coś jest
              grzechem. Np. coś tak powszechnego, jak palenie papierosów. Dlatego właśnie
              prawdziwych katolików jest chyba baaardzo mało.
              • goga.74 Re: Czytam i czytam i coraz bardziej smiac mi sie 08.01.03, 21:55
                Zgadzam sie z Toba. Nie uwazam, ze prawdziwi katolicy musza byc swieci i nie
                popelniac grzechow. Bladzic rzecza ludzka :-). Ale widze roznice miedzy
                czlowiekiem, ktory stara sie przestrzegac zasad i co jakis czas mu to nie
                wychodzi a kims kto nie przestrzega tych zasad swiadomie bo ich tak sie z nich
                mozna wyspowiadac.
    • Gość: Mrufka Spowiedź przedślubna?? IP: *.abo.wanadoo.fr 03.01.03, 23:33
      mysiekpysiek napisała:

      > słyszałam,
      > że mozna nie dostać rozgrzeszenia i podpisu do slubu.

      Czegos tu nie rozumiem. Czy w Polsce spowiedz przed slubem koscielnym jest
      obowiazkowa ??
      • niedzwiedziczka Re: Spowiedź przedślubna?? 03.01.03, 23:39
        Gość portalu: Mrufka napisał(a):


        >
        > Czegos tu nie rozumiem. Czy w Polsce spowiedz przed
        slubem koscielnym jest
        > obowiazkowa ??
        Jeśli ślub jest udzielany wczasie Mszy św., a tak jest
        najczęsciej to tak.
        • Gość: Mrufka Re: Spowiedź przedślubna?? IP: *.abo.wanadoo.fr 03.01.03, 23:49
          niedzwiedziczka napisała:

          > Gość portalu: Mrufka napisał(a):

          > Czy w Polsce spowiedz przed
          > slubem koscielnym jest
          > > obowiazkowa ??

          > Jeśli ślub jest udzielany wczasie Mszy św., a tak jest
          > najczęsciej to tak.

          Oj, to nieciekawie. Tylko sie czlowiek nadenerwuje, czy czasem na jakiegos
          barana nie trafi. Moja mama przez lata nie chodzila do spowiedzi, bo ja jeden
          raz ksiadz skrzyczal, ze sie z mezem kocha nie "po bozemu" ( a byl na tyle
          niedyskretny, zeby zadawac pytania co do pozycji !!)


          • Gość: Melba Re: Spowiedź przedślubna?? IP: *.chello.pl 04.01.03, 15:26
            Mrufko, a jak jest we Francji? Poza tym nei tylko w czasie mszy św, ja mam
            tylko ceremonię i też muszę przynieść podpis :( Po tym, co tu przeczytałam -
            chyba też poproszę mamę o autograf :)))))))
        • raszefka Re: Spowiedź przedślubna?? 10.01.03, 22:45
          niedzwiedziczka napisała:

          > Jeśli ślub jest udzielany wczasie Mszy św., a tak jest
          > najczęsciej to tak.

          Myślę, że nie chodzi nawet o mszę. To sakrament, do którego przystępuje się w
          stanie łaski. Jak do komunii, bierzmowania, święceń... Tyle pamiętam z lekcji
          religii ;)
    • Gość: Lena Re: spowiedź przedślubna IP: 213.216.82.* 04.01.03, 17:16
      Gdy brałam ślub troszeczkę lat temu ksiądz w mojej parafii na pytanie o
      karteczkę do spowiedzi /wszyscy takie dostawali więc go o to zapytałam/ zdziwił
      się ogromnie po co mi karteczka? Popatrzył na mnie starymi mądrymi oczami i
      powiedział "dziecko, jak bierzesz ślub dla siebie i z głębi serca to do
      spowiedzi pójdziesz przed ślubem dla siebie i z głębi serca, jeśli ślub
      bierzesz dla rodziny i w sercu nie masz prawdziwej wiary to załatwisz spowiedź
      na odczepnego i nic na to karteczka nie pomoże*
      Załatwia to całą sprawę. Jeśli ktoś bierze ślub jako ceremoniał i do tego
      potrzebna mu karteczka od spowiedzi to nic prostszego - iśc do spowiedzi i "na
      odczepnego" powiedzieć parę grzechów. Jeśli ktoś nie zgadza się z założeniami
      kościoła a częściowo chce korzystać z ceremoniałów to niech podda
      się "ceremoniałowi" spowiedzi. Każdy w końcu może kultywować swoje ceremoniały -
      biorący i dający ślub. Co człowieka, który nie wierzy w kościół jako
      instytucję, nie "zgadza się" ze częścią przykazań, wyszukuje grzechy
      księży /jakby to miało jakieś znaczenie/ skłania do brania ślubu - jest jego
      osobistą sprawą ale czemu zamiast tą osobistą sprawę załatwić do końca lipną
      spowiedzią wywnętrza się na Forum - dalibóg nie rozumiem. Jednak jakieś
      rozeznanie grzechów mamy! Czyżby kłamstwo było większym grzechem niż sypianie
      bez ślubu, czy też jakieś jednak nakazy moralne wstrzymują przed kłamstwem w
      konfesjonale? czego boi się taka osobą?
      • Gość: Mrufka do Melby IP: *.abo.wanadoo.fr 04.01.03, 21:46
        Melbo, tutaj we Francji przed ceremonia slubna nie trzeba chodzic do spowiedzi.
        Czlowiek chodzi do spowiedzi, jesli szuka porady, wytlumaczenia, pocieszenia,
        rozmowy albo jesli chce swojemu sumieniu przyniesc ulge. Spowiedz to nie jest
        obowiazek. Nawet jak sie chodzi po komunie w niedziele to wystarczy spowiedz
        powszechna.
        Bardzo mi sie podoba takie podejscie do sprawy. Czlowiek moze sobie porozmawiac
        ze samym soba,zrobic taki maly rachunek sumienia, zastanowic sie nad tym co
        zrobil zle i nad tym jak to zlo naprawic. A potem sam sobie dac- albo nie -
        rozgrzeszenie. Ja sama raz czy dwa nie poszlam w niedziele po komunie, bo
        uznalam, ze nie naprawilam paru rzeczy, nie przeprosilam tej czy tamtej osoby.

        Pozdrawiam,

        Mrufka.
        • carmella Re: do Melby 06.01.03, 16:48
          w kosciele katolickim?????
          Bo wiem, ze w protestanckim wystarczy to powszechne wyznanie wiary
          • Gość: Mrufka do Carmelli IP: *.abo.wanadoo.fr 06.01.03, 21:46
            carmella napisała:

            > w kosciele katolickim?????
            > Bo wiem, ze w protestanckim wystarczy to powszechne wyznanie wiary

            tak, w kosciele katolickim.
            Bylam juz na szesciu czy siedmiu slubach i mlodzi nie dostawali od ksiedza
            zadnych karteczek, ze maja isc obowiazkowo do spowiedzi. Ba!Ksiadz ich nawet
            nie pytal czy byli czy nie. W koncu to sprawa ich sumienia, no nie?

            Mrufka.
            • carmella Re: do Carmelli 07.01.03, 10:58
              czyli jednak co kraj to obyczaj
        • Gość: moboj Re: do Melby IP: 62.233.250.* 18.02.03, 19:56
          Gość portalu: Mrufka napisał(a):

          > Melbo, tutaj we Francji przed ceremonia slubna nie trzeba chodzic do
          spowiedzi.
          > Czlowiek chodzi do spowiedzi, jesli szuka porady, wytlumaczenia, pocieszenia,
          > rozmowy albo jesli chce swojemu sumieniu przyniesc ulge. Spowiedz to nie jest
          > obowiazek. Nawet jak sie chodzi po komunie w niedziele to wystarczy spowiedz
          > powszechna.
          > Bardzo mi sie podoba takie podejscie do sprawy. Czlowiek moze sobie
          porozmawiac
          >
          > ze samym soba,zrobic taki maly rachunek sumienia, zastanowic sie nad tym co
          > zrobil zle i nad tym jak to zlo naprawic. A potem sam sobie dac- albo nie -
          > rozgrzeszenie. Ja sama raz czy dwa nie poszlam w niedziele po komunie, bo
          > uznalam, ze nie naprawilam paru rzeczy, nie przeprosilam tej czy tamtej osoby.
          >
          > Pozdrawiam,
          >
          > Mrufka.

          o proszę. i u nas tak powinno być. co by tu nie mówić to jednak istnieje w
          polsce pewnego rodzaju ostracyzm w tej tematyce. ludzie są bardzo wścibscy i
          interesuja się tym, co robi sąsiad.
          ludzie biorą ślub z różnych powodów i nie mnie tu osądzać dlaczego to robią. i
          chodzenie do spowiedzi jest "musowe", a wiadomo, że jak cos człowiek musi
          zrobić to się przeciw temu buntuje.
          u nas wiele osób mysli, że to co poza kościelnym płotem to sodoma i gomora i
          tak patrzą na ludzi, którzy są niewierzący. ja mam taką własnie historię z
          rodzicami mojego chłopaka. jesteśmy ze sobą 8 lat, mieszkamy ze sobą. ja od
          początku nie ukrywałam tego, że nie chodzę do kościoła, że jestem niewierząca,
          że w takiej rodzinie się wychowałam. wiem, że teściowie mnie lubią, ale oni nie
          potrafią zrozumieć jak można nie chodzić do kościoła. dla nich to jest
          obowiązek, choć na co dzień miałam okazję się przekonać, że ich wiara jest
          powierzchowna, raczej uwarunkowana tym, "co ludzie powiedzą". dla mnie to nie
          jest godne szacunku.
          na szczęście ja jestem taką osobą, że mam w d... to, co mówią i myślą o mnie
          inni ludzie. do kościoła choćby nie wiem co nie pójdę, spowiadać się nie będę.
          ślubu w kościele też brać nie będę (zresztą ja nawet cywilnego nie chcę, bo po
          co), bo nie interesują mnie szopki wystawiane dla rodziny i picie i żarcie za
          moją kasę na weselu. ja jestem szczęśliwa żyjąc w ten sposób a co inny na ten
          temat myśli to jego sprawa.
    • Gość: ja* Re: spowiedź przedślubna IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 05.01.03, 12:56
      To jakaś paranoja, żeby niekatolik (bo ktoś ,kto nie uznaje nakazów i zakazów
      Kościoła to byc może wierzący, ale jednak niekatolik) szedł do spowiedzi i brał
      ślub kościelny. I to jeszcze po spowiedzi nieważnej. Kościół jest ogólnie be,
      ale cacy jeśli chodzi o ślub, tak? Bo to tak ładnie wygląda? bo co by ludzie
      powiedzieli? Hipokryzja, ot co
      • Gość: Lena Re: spowiedź przedślubna IP: 213.216.82.* 05.01.03, 13:26
        Gość portalu: ja* napisał(a):

        > To jakaś paranoja, żeby niekatolik (bo ktoś ,kto nie uznaje nakazów i zakazów
        > Kościoła to byc może wierzący, ale jednak niekatolik) szedł do spowiedzi i
        brał
        >
        > ślub kościelny. I to jeszcze po spowiedzi nieważnej. Kościół jest ogólnie be,
        > ale cacy jeśli chodzi o ślub, tak? Bo to tak ładnie wygląda? bo co by ludzie
        > powiedzieli? Hipokryzja, ot co

        Problem w tym,żeby jeszcze za to co się robi ponosić SAMEMU odpowiedzialność.
        Dopełnisz "ceremoniałów" wymaganych przez Kościół to Kościół nie ma prawa nie
        dać ślubu kościelnego. Ale to TY człowieku dopełniasz je sam. Kościól cie nie
        kontroluje jak to robisz.
        A tu cholernie uwiera ta spowiedź! Trzeba otworzyć modlitewnik na Sakramencie
        Spowiedzi /Oj, jest coś takiego!/ i przetrzepać swoje sumienie. Im nowszy
        modlitewnik tym lepiej, bardziej do życia "przystaje". Oprócz tego sexu wiele
        znajdzie się spraw które człowiek jakoś za grzech nie uważa tak na codzień. Im
        rzadziej korzysta tym bardziej zaskoczony.
      • Gość: Anton Re: spowiedź przedślubna IP: 195.94.207.* 08.01.03, 11:23
        To niech sobie wezmą ślub mieszany, który jest kościelny
        tylko dla jednej strony; drugą wiąże jak ślub w USC. To
        pono nie boli. Gdzie problem?
    • doroszka Re: spowiedź przedślubna 05.01.03, 13:53
      A to se tu poczytałam rózności :P
      NIektóre b. życiowe, niektóre ocierające się o czarny beton wręcz - tak to
      jest, jak ktoś często anachroniczne prawdy kościelne próbuje bezrefleksyjnie
      przełożyć do współczesnego życia, ale... odnosząc je do zycia innych i innych
      oceniając, a nie siebie. Dlatego proponuję, aby każdy zajrzał w swoje życie,
      jesli chce oceniać, a jeśli chce jedynie poobserwować, to dopiero w życie
      innych.

      Do tych drugich kieruję mój osobisty wpis, więc nie życze sobie
      żadnych" "jesteś grzeszna", "hipokryzja", "łamiesz cośtam świętego"... itp., bo
      i tak nie przeczytam, a pewnie wiele osób też to ominie. A szkoda ten jakże
      ciekawy wątek wydłużac przez wplatanie moralizatorskich pierdół w
      nieskończoność. Jesli się tu wpisuję to znaczy, że jest to skierowane do ludzi
      ŚWIADOMYCH całego społecznego, typowo polskiego kontekstu, w którym osoby
      biorące ślub, idą do spowiedzi przedślubnej, choć juz od lat nie były w 'budce'
      u księdza, czują do tego wstręt lub niechęć, albo wręcz z różnych względów
      (niekoniecznie od razu utrata wiary) nie chodzą do kościoła. Howk! :)

      NO WIĘC: :)
      1,5 roku temu musiałam iśc do tzw. spowiedzi przedślubnej. Z moim mężem
      mieszkaliśmy już trzy lata razem, nie widząc w tym nic złego (wręcz
      przeciwnie). Ja jestem wierząca, ale totalnie zniechęcona do instytucji
      kościelnych, mój mąż ma do kościoła znacznie chłodniejszy stosunek, lecz jesli
      chodzi o jakąkolwiek religię, nasza polska ;), narodowa jest mu najbliższa.
      Pewnie w dużej mierze przez tradycję.
      Było jasne, że weźmiemy ślub kościelny, przebrnęlismy przez koszmarne nauki
      przedmałżeńskie, po których zapewne mnóstwo osób zraża się zupełnie do
      kościoła. No i trzeba było iśc do spowiedzi!
      Poszłam z tą debilną karteczką do kościółka w centrum Wrocławia, wparowałam do
      budki jakiegos wiekowego księdza, mając nadzieję, że okaże się na tyle światły,
      aby zbytnio nie wypytywać.
      Okazało się, że nie był światły, ale jako że na pierwszy ogień powiedziałam, że
      b. rzadko chodzę do kościoła, wszystkie gromy spadły na mnie właśnie z tego
      powodu. Dowiedziałam się, że zamykam sobie droge do zbawienia (czyt. klerowi
      umniejszam wpływy na tacę) i w ogóle różnych rzeczy. W każdym razie nagadał,
      podpisał katreluszkę i poszłam.
      Więc mówię lubemu - idź do tego tam. I poszedł. Ale zapomniał, że musi od razu
      wysunąć, że nie chodzi do kościoła.
      Więc ów wścibski ksiądz, zobaczywszy, że chodzi o sp-dź przedślubną, pyta:
      - A czy zachowywałeś, synu (!?) czystość przedmałżeńską?
      - Nnnoo, nie.
      - Ile razy byłes z nia w grzechu? (!!??)(poruszenie księdza, głos coraz
      bardziej ożywiony)
      - Hmmm... no nie wiem..
      _ Jak to?
      (mój przyszły mąż zrozumiał, że trzeba coś odpowiedziec i to najprawdopodobniej
      cokolwiek, wypalił:)
      - Czterdzieści trzy!
      :)))))))))))))))))))))
      Oczywiście spadły na niego wszystkie gromy i groźby piekielne, dostał jakąś
      straszliwą pokutę :)) i ... wpis na karteczkę, że spowiedź takową odbył.

      Spowiedzi przedślubne są dwie. Druga odbyliśmy juz w kościele, w którym
      braliśmy ślub, i u księdza, który nam później ślubu udzielał.
      Mimo, że w 'budce', była to spowiedź bardzo przyjemna, ksiądz był światły,
      rozumiał wiele rzeczy, znał się na współczesnym świecie, nawet chwilę
      rozmawialiśmy o naprawde trudnych etycznie sprawach. O tzw. czystośc
      przedmałżeńską nie spytał ani mnie, ani mojego męża, który stwierdził, że
      pierwszy raz chyba trafił na mądrego księdza (ta opinia równiez nie tylko z
      tego powodu, ze 'nie spytał').
      Myślę, że dzięki temu księdzu nasz ślub był dla nas jeszcze ważniejszy i
      bardziej uroczysty. Wiedzieliśmy, że łącznik między nami a Bogiem (czyli
      ksiądz) spełnia naprawde swoją funkcję i nie "odrzuca danych" niczym wadliwy
      sprzęt komputerowy (przepraszam za porównanie, zboczenie branżowe).

      Pozdrawiam wszystkich w podobnej sytuacji, dla których spowiedż przedślubna to
      przyszłość. Trzymajcie się!
      • Gość: Melba Re: spowiedź przedślubna IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.01.03, 14:15
        Doroszko kochana Twój post podniósł mnie na duchu, bo temat spędza mi sen z
        powiek. Gdyby jeszcze spowiednicy tacy, jak ten Twój nr 2 byli jakoś
        oznakowani :))))
    • Gość: sabna Re: to tylko ceremonia IP: *.x-net.gliwice.pl 05.01.03, 16:25
      Pamietajcie tylko że pisząc następny raz o pseudo katolikach piszecie własnie o
      sobie.
    • Gość: Mirko Coraz bardziej się dziwię IP: *.pbk.pl / 10.0.100.* 06.01.03, 11:11
      Czytam i czytam i dziwię się coraz bardziej. ZUpełnie nie rozumiem dylematów
      miskapyska. Przecież niewierzący może wziąć ślub kościelny bez żadnej spowiedzi
      pod warunkiem, że bierze ślub z osobą wierzącą. Jeśli zaś partner miskapyska
      też jest niewierzący to nie rozumiem po co chcą brać slub kościelny. Dla
      atmosfery wystarczy wynająć kapliczkę i tam przeprowadzić ceremonię zaślubin
      (bez księdza oczywiście). Zaś jesli czują się katolikami to niestety ale musza
      respektować zasady obowiązujące w tej organizacji. Mi też było trudno
      zrozumieć, że miłość przed slubem jest grzechem, przecież nikomu nie robię
      krzywdy, a wręcz przeciwnie. Mimo to wyspowiadałem się z tego.
      • Gość: *ja* Re: Coraz bardziej się dziwię IP: *.stansat.pl / *.gazeta.pl 06.01.03, 11:21
        Mirko ..a przed spowiedzią nie wiedziałas że łozko przed ślubem to grzech ...
        Katolicy którzy respektuja wszystkie zasady to zaledwie garstka - bo zasady są
        dosc niezyciowe - gdyby prawo wstępu do kościoła lub korzystania z usług
        księdzy mieli tylko ci ortoroksyjni to dopiero zapanował by bezrobocie wśród
        księży - w kościołach byłoby pusto a wpływy z katolickich ślubów, chrztów i
        pogrzebów były by takie ze księża przymieraliby głodem - tak wiec wszyscy
        i "wierni" i kapłani podtrzymują te fikcję - za to niektóre osóby tu piszące
        sa świętsze od papierza...:)
        • Gość: Lena Re: Coraz bardziej się dziwię IP: 213.216.82.* 06.01.03, 11:45
          Gość portalu: *ja* napisał(a):

          > Mirko ..a przed spowiedzią nie wiedziałas że łozko przed ślubem to grzech ...
          > Katolicy którzy respektuja wszystkie zasady to zaledwie garstka - bo zasady

          > dosc niezyciowe - gdyby prawo wstępu do kościoła lub korzystania z usług
          > księdzy mieli tylko ci ortoroksyjni to dopiero zapanował by bezrobocie wśród
          > księży - w kościołach byłoby pusto a wpływy z katolickich ślubów, chrztów i
          > pogrzebów były by takie ze księża przymieraliby głodem - tak wiec wszyscy
          > i "wierni" i kapłani podtrzymują te fikcję - za to niektóre osóby tu piszące
          > sa świętsze od papierza...:)

          Myśle,że wiesz że nie chodzi o żadną świętość /choć jak śpiewaja Arka Noego
          *taki ty i taki ja...*/. Chodzi o to, że osoba która chce przystąpić do
          jakiegoś sakramentu /a ślub kościelny tym jest !!!!/ neguje przygotowania
          duchowe poprzedzajace to. Dlaczego nikt nie napisze,że jego dziecko nie musi
          przygotować się do pierwszej spowiedzi, dokonać tej spowiedzi by w ładnej
          sukience odbyć rodzinny ceremoniał Pierwszej Komunii. Czy ta Komunia też mu się
          należy ? Bo tak ładnie wygląda i sąsiedzi nie gadają a poza tym dziecko chce bo
          wszystkie koleżanki ... to uznalibyśmy za bzdurę.
          Wiemy jakie zasady obowiązują w Kościele. Choćbyśmy do kościoła i spowiedzi nie
          chodzili to 10 przykazań znamy z przygotowań do tej Pierwszej Komunii. Kościół
          nikogo nie zmusza do brania ślubu kościelnego.Dyskusja nad tym jest
          bezprzedmiotowa. Można nie brać ślubu kościelnego, "odwalić" spowiedź byle
          dostać karteczkę lub zrobić ten rachunek sumienia i wyspowiadać się. Wybór
          należy do zainteresowanego.
      • goga.74 Re: Coraz bardziej się dziwię 06.01.03, 13:22
        > Zaś jesli czują się katolikami to niestety ale musza
        > respektować zasady obowiązujące w tej organizacji. Mi też było trudno
        > zrozumieć, że miłość przed slubem jest grzechem, przecież nikomu nie robię
        > krzywdy, a wręcz przeciwnie. Mimo to wyspowiadałem się z tego.

        Ja tylko male pytanie na marginesie. Piszesz o respektowaniu zasad Kosciola, co
        w Twoim przypadku sprowadzilo sie nie do ich przestrzegania tylko do
        wyspowiadania sie z ich zlamania (przy czym dalej nie uwazasz, ze zrobiles cos
        zlego). Czy w takim wypadku spowiedz to tez nie bylo odwalenie formalnosci?


        • b.u.zz Re: Coraz bardziej się dziwię 06.01.03, 14:23
          na tym polega spowiedz. nie ma ludzi bez grzechu, wiec trudno miec do kogos
          pretensje o to, ze chodzi do spowiedzi i ma grzechy do wyznania, nie?
          b.
          • goga.74 Re: Coraz bardziej się dziwię 06.01.03, 14:34
            > na tym polega spowiedz. nie ma ludzi bez grzechu, wiec trudno miec do kogos
            > pretensje o to, ze chodzi do spowiedzi i ma grzechy do wyznania, nie?

            Jasne, wszytscy sa grzesznikami, a kto bez winy niech kamieniem rzuci.
            Ale chodzi mi o cos innego. Tutaj autor watku nie rozumie, dlaczego to jest
            uznawane za grzech (ja tez nie rozumiem ;-). Ale spowiada sie, bo takie sa
            zasady. Nie bardzo widze sens spowiedzi, jesli nie ma tego zalu za grzechy -
            tzn. nie bardzo sie rozumie co zlego sie zrobilo i dlaczego. Ale moze ja sie
            nie znam, do spowiedzi nie chodze a w kosciele bywam glownie na ... slubach
            (znajomych).

            Do Mirko- nie pisze tutaj o Tobie, Twoja wypowiedz byla tylko punktem wyjscia.
            • kini Re: Coraz bardziej się dziwię 06.01.03, 14:42
              > Ale chodzi mi o cos innego. Tutaj autor watku nie rozumie, dlaczego to jest
              > uznawane za grzech (ja tez nie rozumiem ;-). Ale spowiada sie, bo takie sa
              > zasady. Nie bardzo widze sens spowiedzi, jesli nie ma tego zalu za grzechy -
              > tzn. nie bardzo sie rozumie co zlego sie zrobilo i dlaczego.

              Ja też nie widzę sensu, ale przecież bez spowiedzi nie dostanie się ślubu. I
              tyle.
              • Gość: J.S. Re: Coraz bardziej się dziwię IP: proxy / *.hemocleanse.com 06.01.03, 15:30
                kini napisała:

                > > Ale chodzi mi o cos innego. Tutaj autor watku nie rozumie, dlaczego to jes
                > t
                > > uznawane za grzech (ja tez nie rozumiem ;-). Ale spowiada sie, bo takie sa
                >
                > > zasady. Nie bardzo widze sens spowiedzi, jesli nie ma tego zalu za grzechy
                > -
                > > tzn. nie bardzo sie rozumie co zlego sie zrobilo i dlaczego.
                >
                > Ja też nie widzę sensu, ale przecież bez spowiedzi nie dostanie się ślubu. I
                > tyle.
                ******
                Wiec przygotuj sie porzadnie do spowiedzi i podyskutuj z ksiedzem jak to
                widzisz, ze nie bardzo rozumiesz co w tym zlego i dlaczego. Z Bogiem mozna
                dyskutowac tym bardziej z jego reprezentatnem w konfesjonale.
                J.S.
                • kini Re: Coraz bardziej się dziwię 07.01.03, 08:36
                  > Wiec przygotuj sie porzadnie do spowiedzi i podyskutuj z ksiedzem jak to
                  > widzisz, ze nie bardzo rozumiesz co w tym zlego i dlaczego. Z Bogiem mozna
                  > dyskutowac tym bardziej z jego reprezentatnem w konfesjonale.

                  Ja nie mam się po co przygotowywać, bo nie spełniam podstawowych warunków
                  spowiedzi - żalu za grzechy i postanowienia poprawy.

                  BTW, gdzie ty spotkałeś księdza, z którym można dyskutować na temat "co w tym
                  złego"? Bo tu chyba nie ma dyskusji - masz robić, co ci każemy - oto dewiza KK.
                  Nikogo nie interesują twoje racje i przekonania. Tylko w tym momencie KK kręci
                  sobie bicz na własną głowę, wziąwszy pod uwagę, ile na przykład ludzi uprawia
                  seks przed ślubem. Myślisz, że ile z nich tego żałuje? W takim razie
                  prawdziwych katolików z czystych sumieniem przystępujacych do spowiedzi jest w
                  Polsce 5%!
                  • Gość: roz Kini - już podaję Ci namiary!!! IP: *.bratniak.krakow.pl 07.01.03, 11:20
                    Owszem, można spotkać księży, zakonników, z którymi można porozmawiać na
                    temat "co w tym złego", takich którzy nie zmieszają Cię z błotem. Przykład:
                    polecam zwłaszcza dominikanów (Kraków, okolice Rynku)! Jasne, że w dużym
                    mieście łatwiej o takich, choć można znaleźć i na prowincji (ja pochodzę z
                    małego miasteczka i tam też kogoś takiego spotkałam). Może warto poszukać
                    mądrego spowiednika? Szkoda narażać się na kontakt z kimś, kto pyta ile razy,
                    jak, gdzie byłaś dotykana (moja znajoma została zapytana, czy nosi majtki).
                    Wśród księży są też "ludzie i taborety". Pozdr.
                    • kini Re: Kini - już podaję Ci namiary!!! 07.01.03, 11:35
                      > Owszem, można spotkać księży, zakonników, z którymi można porozmawiać na
                      > temat "co w tym złego", takich którzy nie zmieszają Cię z błotem. Przykład:
                      > polecam zwłaszcza dominikanów (Kraków, okolice Rynku)! Jasne, że w dużym
                      > mieście łatwiej o takich, choć można znaleźć i na prowincji (ja pochodzę z
                      > małego miasteczka i tam też kogoś takiego spotkałam). Może warto poszukać
                      > mądrego spowiednika? Szkoda narażać się na kontakt z kimś, kto pyta ile razy,
                      > jak, gdzie byłaś dotykana (moja znajoma została zapytana, czy nosi majtki).
                      > Wśród księży są też "ludzie i taborety". Pozdr.

                      Dziękuję za serdeczną odpowiedź. A propos jeszcze tych pytań, to uważam, że ich
                      zadawanie jest wręcz chorobliwe.

                      I teraz pytanie do wszystkich zorientowanych - czy ksiądz w ogóle MA PRAWO
                      zadawać takie pytania w czasie spowiedzi? Bo ja uważam, że nie!
            • b.u.zz Re: Coraz bardziej się dziwię 06.01.03, 14:44
              racja, racja, nie doczytalem. przepraszam.
              i zgadzam sie z tym co napisalas, sam z reszta tez staralem sie to przekazac.
              caly problem wydaje mi sie "falszywy", tzn. wg mnie nie ma problemu. albo sie
              wierzy, i wtedy wiadomo, co robic, albo nie - i wtedy tez wiadomo, czego nie
              robic.
              pozdrawiam
              b.
      • Gość: lili Re: Coraz bardziej się dziwię IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 08.01.03, 14:03
        Mysiekpysiek nie napisala, ze jest niewierzaca, tylko, ze sie po drodze troche
        od Kosciola oddalila i ze musi zaliczyc spowiedz przedslubna!!! I wie, ze
        ksiadz bedzie jej wywyalal od najgorszych grzesznic, bo bez slubu sie w
        narzeczonym miziala.
        • Gość: Mirko Re: Coraz bardziej się dziwię IP: *.pbk.pl / 10.0.100.* 08.01.03, 14:56
          Wiesz, z Kościołem jest podobnie jak z rodziną. Jakby Misiekpysiek obraził
          czymś rodziców i w związku z tym długo ich nie odwiedzał też musiałby być
          przygotowany na wyrzuty z ich strony, kiedy po długim czasie wreszcie
          postanowił się z nimi przeprosić (co wcale nie znaczy, że każdy rodzic tak by
          się zachował, większość rodziców na pewno z radością i spokojem przyjęłaby
          przeprosiny). Myślę że na czymś podobnym polega spowiedź. A im dłużej się z nią
          zwlekaka tym więcej później strachu przed konfesjonałem.
          • Gość: lili Re: Coraz bardziej się dziwię IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 08.01.03, 15:42
            czasami to tak wlasnie jest, ze jak sie za dlugo nie bylo w tej spowiedzi to
            potem trudniej do niej przystapic.
            ale tez rozumien obawy myskapyska. Bo chyba glownie o ten sex chodzi (chociaz
            troche sie w tych postach pogubilam), nie? A spowiadac sie ksiedzu z tego ile
            razy i w jakich pozycjach to chyba chore!! Nie wystarczy mu, ze byl sex i juz.
            Czy od tylu jest bardziej grzesznie niz na jezdzca??? Ja kiedys sie spowiadalam
            z nieczystych czynow, ale na szczescie o pozycje nie bylo pytania, ale tylko o
            ilosc razy. I znow czy jak tylko 5 razy to lepiej niz 55 ???
            Przeczytalam wszystkie posty i uwazam, ze fajnie jest napisac, ze jak sie jest
            w jakims klubie to trzeba przyjac ich reguly. A jak sie nie uznaje regul to
            wypad z klubu- zabieramy karte czlonkowska. OK
            To sa osoby, ktore chyba nigdy sie nie znalazly w sytuacji kiedy musialy wybrac
            miedzy szczesciem doczesnym a wiecznym....

            • jagna_jagna Re: Coraz bardziej się dziwię 08.01.03, 16:07
              Gość portalu: lili napisał(a):


              > ale tez rozumien obawy myskapyska. Bo chyba glownie o ten sex chodzi (chociaz
              > troche sie w tych postach pogubilam), nie? A spowiadac sie ksiedzu z tego ile
              > razy i w jakich pozycjach to chyba chore!! Nie wystarczy mu, ze byl sex i
              juz.
              > Czy od tylu jest bardziej grzesznie niz na jezdzca??? Ja kiedys sie
              spowiadalam
              >
              > z nieczystych czynow, ale na szczescie o pozycje nie bylo pytania, ale tylko
              o
              > ilosc razy. I znow czy jak tylko 5 razy to lepiej niz 55 ???


              Rany. Ten "mój" spowiednik to był chyba jakiś niedorajda.
              Nie zapytał ani co ani w jaki sposób ani nawet ile razy.
              "Zagrzmiał" tylko, że skoro tak to teraz już nigdy nie będę miała pewności, że
              mąż mnie nie zdradzi. No i faktycznie nie mam. :)) Prorok czy co?
              • gusiek2 Re: Coraz bardziej się dziwię 09.01.03, 07:53
                jagna_jagna napisała:

                "mój" spowiednik
                > "Zagrzmiał" tylko, że skoro tak to teraz już nigdy nie będę miała pewności,
                że
                > mąż mnie nie zdradzi. No i faktycznie nie mam. :)) Prorok czy co?

                ********
                Cooooooo takiego? a jak nie ma seksiku prze ślubem to wtedy jest pewność???
                Co za bzdety!!!
                • jagna_jagna Re: Coraz bardziej się dziwię 09.01.03, 09:39
                  gusiek2 napisała:

                  > jagna_jagna napisała:
                  >
                  > "mój" spowiednik
                  > > "Zagrzmiał" tylko, że skoro tak to teraz już nigdy nie będę miała pewności
                  > ,
                  > że
                  > > mąż mnie nie zdradzi. No i faktycznie nie mam. :)) Prorok czy co?
                  >
                  > ********
                  > Cooooooo takiego? a jak nie ma seksiku prze ślubem to wtedy jest pewność???
                  > Co za bzdety!!!


                  Poprosiłabym o rozwinięcie myśli bo nie wiem, który fragment uważasz za
                  bzdety? :)
                  Księdza czy mój? Bo jeśli mój to czuję potrzebę zapytania czy TY masz pewność,
                  że twój mąż cię nie zdradzi (z seksem przed ślubem czy bez takowego).
                  • gusiek2 Re: Coraz bardziej się dziwię 09.01.03, 09:56
                    jagna_jagna napisała:


                    > Poprosiłabym o rozwinięcie myśli bo nie wiem, który fragment uważasz za
                    > bzdety? :)
                    > Księdza czy mój?

                    *****
                    jasne, że ksiedza ;-)
            • Gość: km Re: Coraz bardziej się dziwię IP: sunserver:* / 212.244.59.* 08.01.03, 16:11
              Nic nie jest czarno białe: gdyby było, to nie byłoby miejsca w KK dla małżeństw
              niesakramentalnych i np ludzi odchodzących ze stanu duchownego. A jest.
              PRoblemem nie jest nieprzestrzeganie reguł, tylko zadowolenie, że udało się je
              obejść i nikt nie wie... No, ale w gruncie rzeczy mało kto z postępujących w
              ten sposób rzeczywiście czuje, że Bóg jest i go ocenia za każdy uczynek.
              Nie jest problemem niewierność (regułom lub lepiej to określając - Bogu), ale
              zadowolenie z tego stanu.
              Jesli ktoś musi wyboerać między Bogiem a człowiekiem i go to boli (bo nie chce
              stracić jednego ani drugiego, a nie może mieć obu), zapewniam Cię (z własnego
              doświadczenia), dozna łaski - jeśli tego chce. Nie wtedy zaś, gdy tylko mówi,
              że wybór jest trudny.
              Aha - antykoncepcja np, to metoda, która preferuje Kościół, istotne natomiast
              jest uzasadnienie, jeśli się je zrozumie, to problemy przestają istnieć.
              • Gość: lili Re: Coraz bardziej się dziwię IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 08.01.03, 16:22
                z tym wyborem....
                mnie sie wydaje, ze jezeli czlowiek jest po prostu dobrym czlowiekiem, nie robi
                krzywdy drugiemu to dozna laski...
                • yh Re: Coraz bardziej się dziwię 08.01.03, 16:29
                  Gość portalu: lili napisał(a):

                  > z tym wyborem....
                  > mnie sie wydaje, ze jezeli czlowiek jest po prostu dobrym czlowiekiem, nie
                  robi> krzywdy drugiemu to dozna laski...

                  a kto- we własnym mniemaniu - nie uwaza sie za dobrego czlowieka?? wielu
                  takich znasz??
                  takich co sa przekonani ze nikogo nie krzywdza lub nie zdaja sobie sprawy ze
                  jest inaczej?
                  • Gość: Mirko Re: Coraz bardziej się dziwię IP: *.pbk.pl / 10.0.100.* 09.01.03, 09:53
                    łaski może doznać również złodziej lub gwałciciel, pod warunkiem szczerego żalu
                    za to co zrobili i nawrócenia się.
    • Gość: roz Re: spowiedź przedślubna IP: *.bratniak.krakow.pl 06.01.03, 20:52
      1. Jesteśmy małżeństwem (ja jestem katoliczką, mąż ateistą), braliśmy ślub i
      cywilny i kościelny w odstępie 8 miesięcy (osoba niewierząca nie idzie do
      spowiedzi, nie odwołuje się podczas wypowiadanej przysięgi do Boga, nie idzie
      do Komunii - reszta jest tak samo). Owszem, były pewne "problemy", ale udało
      nam się wreszcie trafić na księży, którzy sporo nam pomogli (duchowo przede
      wszystkim). Jak widać, można i na takich trafić, trzeba jednak trochę poszukać,
      podowiadywać się, a nie obrażać i mówić, że wszyscy księża są do kitu. Przecież
      nie ma przymusu brania ślubu w swojej parafii (my nie braliśmy).
      2. A co do spowiedzi: ta sama reguła, co wyżej! Zanim do niej poszłam,
      szukałam , rozmawiałam , mówiłam, że trudno jest mi spowiadać się z czegoś
      takiego, jak seks przed ślubem, jak mieszkanie ze sobą tylko "na ślubie
      cywilnym" etc. I wyobraźcie sobie podczas spowiedzi przedślubnej: nikt mnie
      nie "zjadł"! Ksiądz nie dopytywał się o tzw. "szczegóły", nie obrażał mnie,
      spokojnie przedstawił stanowisko KK. Jak widać są i tacy! Pozdr.

    • Gość: roz I jeszcze coś IP: *.bratniak.krakow.pl 06.01.03, 21:22
      Dla człowieka wierzącego ślub nie jest, czy też nie powinien być tylko
      ceremonią (suknia, organy etc.), spowiedź, także ta przedślubna, nie jest tylko
      odklepaniem grzechów. Nie rozumiem ludzi, którzy biorą ślub kościelny dla
      jego "urody", albo z czystego konformizmu!
    • Gość: Mirko Do roz, Kini i gogo IP: *.pbk.pl / 10.0.100.* 07.01.03, 12:25
      Całkowicie zgadzam się z wypowiedziami roz. Przeinaczającym zaś sens mojej
      poprzedniej wypowiedzi pragnę wyjaśnić, że mimo że w dalszym ciągu nie rozumiem
      dlaczego seks przezd ślubem jest uznawany przez KK za grzech, to rozumiem (i
      rozumiałem również wcześniej) że KK uważa taki seks za grzech, z czym wiązały
      się dla mnie określone sankcje (np. nie chodziłem przed slubem do spowiedzi, bo
      i tak wiedziałem, że nie dostane rozgrzeszenia, ze względu własnie na brak żalu
      i postanowienia poprawy). Natomiast dzień przed slubem postanowiłem się
      poprawić, wyznałem więc przykładnie moje grzechy (wszak jakbym ich nie miał, to
      bym też w ogóle nie musiał przystepować do rozgrzeszenia), pożałowałem mego
      doczesnego nieczystego zycia i obiecałem poprawę, czyli koniec z seksem
      pozamałżeńskim.
      Uważam że zgadzanie się z regułami danej organizacji, do której się nalezy to
      jedno, a respektowanie reguł narzucownych przez tę organizację to zupełnie inna
      sprawa. Np. zupełnie nie uważam że jazda 120 km/h poza terenem zabudowanym
      powinna być wykroczeniem, ale respektuję fakt, że takim wykroczeniem jest i jak
      przyjdzie co do czego to płacę mandat a nie rżnę głupa, że to niesprawiedliwe,
      albo że policjant jest chamski. Prawda jest taka że zawsze znajdą się chamscy
      policjanci i zbyt wnikliwi księża i fakt ten nie powinien być powodem łamania
      okreslonych reguł (newet pomimo tego że jedyną sankcją na Ziemi za złamanie
      reguł KK mogą być wyrzuty sumienia lub w ogóle nic, jak ktoś nie ma sumienia)
      • kini Mirko 07.01.03, 12:35
        Mirko, podoba mi się twoja wypowiedź - moim zdaniem ma to sens (tzn. różnica
        między uznawaniem reguł a ich przestrzeganiem). Ale powiedz, czy rzeczywiście
        tak SZCZERZE ŻAŁOWAŁEŚ za ten grzech podczas spowiedzi? Bo jeśli w głębi
        swojego serca i mierząc własnym sumieniem nie uważasz tego za grzech, to jak
        możesz SZCZERZE za niego żałować? W tym momencie de facto ne żałujesz za
        grzech, tylko za sprzeniewierzenie się regułom KK - a moim zdaniem to
        zasadnicza różnica.
        • Gość: roz Odnośnie żalu - można? IP: *.bratniak.krakow.pl 07.01.03, 15:43
          Wiesz Kini, wydaje mi się, że można rozumieć pojęcie żalu, nie tyle jako
          wewnętrzny smutek, że się coś tam zrobiło, albo nie zrobiło, ale jako pewnego
          rodzaju świadomość, że swoim postępowaniem naruszyłam reguły ustalone przez
          Tego, w którego wierzę. Dla mnie słowo "żałuję" oznacza także "przepraszam Boże
          za wszystko, co było "nie tak" wg Ciebie w moim zachowaniu, nawet, jeżeli
          tego "nie tak" nie rozumiem". Usłyszałam kiedyś od księdza, że posiadanie
          wątpliwości dotyczących wiary, zastanawianie się nad niezrozumiałymi pojęciami
          związanymi z wiarą (np. żal za grzechy) jest czymś normalnym, a nawet
          pozytywnym. Wątpliwości, brak zrozumienia pewnych spraw nie jest powodem do
          tego, by nie uzyskać rozgrzeszenia. Ale do tego jest potrzebny mądry
          spowiednik. Pozdr.
          • b.u.zz Re: Odnośnie żalu - można? 07.01.03, 15:46
            brawo, tak wlasnie jest. zalowac za grzech mozemy wtedy, gdy jest nam przykro,
            ze komus zrobilismy przykrosc (bogu) lub dlatego, ze obawiamy sie przykrych
            konsekwencji (reakcji blizniego lub tez - pozniej - pojscia do piekla). ten
            bardziej abstrakcyjny zal jest nazywany zalem doskonalym (o ile dobrze
            pamietam) i to on jest tym bardziej pozadanym..
            pozdrawiam
            b.
          • kini Re: Odnośnie żalu - można? 08.01.03, 09:02
            > Wiesz Kini, wydaje mi się, że można rozumieć pojęcie żalu, nie tyle jako
            > wewnętrzny smutek, że się coś tam zrobiło, albo nie zrobiło, ale jako pewnego
            > rodzaju świadomość, że swoim postępowaniem naruszyłam reguły ustalone przez
            > Tego, w którego wierzę. Dla mnie słowo "żałuję" oznacza także "przepraszam
            Boże
            >
            > za wszystko, co było "nie tak" wg Ciebie w moim zachowaniu, nawet, jeżeli
            > tego "nie tak" nie rozumiem".

            Ja tak nie potrafię. Wybacz, ale moim zdaniem to trochę pokrętna retoryka. Żal
            za jakiś czyn jest uczuciem prostym, zrozumiałym, wręcz prymitywnym. CZUJESZ,
            że zrobiłeś źle, jest ci wstyd, i obiecujesz sobie, że nigdy, ale to nigdy nie
            zrobisz tego drugi raz. Tłumaczenie się w sposób, jaki ty przedstawiasz, brzmi
            trochę jak cytat z Ferdydurke: "jak zachwyca, skoro nie zachwyca?", czyli w tym
            wypadku, "jak żałuję, skoro nie żałuję?". Albo za coś żałujesz, albo nie – dla
            mnie sprawa jest oczywista.


            Usłyszałam kiedyś od księdza, że posiadanie
            > wątpliwości dotyczących wiary, zastanawianie się nad niezrozumiałymi
            pojęciami
            >
            > związanymi z wiarą (np. żal za grzechy) jest czymś normalnym, a nawet
            > pozytywnym. Wątpliwości, brak zrozumienia pewnych spraw nie jest powodem do
            > tego, by nie uzyskać rozgrzeszenia. Ale do tego jest potrzebny mądry
            > spowiednik. Pozdr.


            Ha! Tylko gdzie takiego znaleźć???
            • Gość: Mirko Re: Odnośnie żalu - można? IP: *.pbk.pl / 10.0.100.* 08.01.03, 09:44
              Kini, odpowiadając na Twoje ostatnie pytanie powiem tylko, że znowu zgadzam się
              w 100% z roz. Oczywiście że nie było mi przykro z powodu uprawiania seksu przed
              slubem, natomiast odczuwałem żal z powodu łamania tym postepowaniem reguł KK.

              P.S. Oczywiście wyrazam tez głęboki żal z powodu uznawania seksu
              przedmałżeńskiego za grzech przez KK, ale cóż, wiem że to raczej się nie
              zmieni, skoro istnieje to już w Kościele od 2000 lat, a nawet i dłużej. Mam
              natomiast szczerą nadzieję, że Kościół wreszcie zrewiduje swoje stanowisko
              wobec antykoncepcji.
              • kini Re: Odnośnie żalu - można? 08.01.03, 10:22
                > Oczywiście że nie było mi przykro z powodu uprawiania seksu przed
                >
                > slubem, natomiast odczuwałem żal z powodu łamania tym postepowaniem reguł KK.

                A czy rozumiesz i uznajesz te zasady? Widzisz w nich sens?
                • Gość: Mirko Re: Odnośnie żalu - można? IP: *.pbk.pl / 10.0.100.* 08.01.03, 15:17
                  Tak, rozumiem i uznaję, a także widzę w nich sens, chociaż rozumiem też ludzi
                  którzy tych zasad nie uznają oraz nie widzą np. sensu chodzenia co tydzień do
                  kościoła. Kwestia małżeństwa i związanego z nim seksu wynika bezpośrednio z
                  Nowego Testamentu, który jest przecież podstawową księgą wszystkich chrześcijan
                  i nie jest kwestionowana przez żaden autorytet koscielny. W związku z tym
                  rozumiem, że nie mogę być przykładnym chrześcijaninem, nie respektując jednej z
                  podstawowych reguł chrześcijaństwa. A jeśli żadze cielesne są dla mnie
                  silniejsze niż przestrzeganie określonych zasad to znaczy, że jestem
                  grzesznikiem i muszę się z tego wyspowiadać, chąc wrócić na dobrą drogę. To
                  jest przecież jasne jak słońce.
                  • kini Re: Odnośnie żalu - można? 08.01.03, 15:33
                    A antykoncepcja?
                    • gusiek2 Re: Odnośnie żalu - można? 09.01.03, 07:59
                      kini napisała:

                      > A antykoncepcja?

                      ********
                      no właśnie, zrezygnować z pigułek, gdy nie jest sie jeszcze gotowym na dziecko
                      to kompletna bzdura. chce mieć dzidziusia ale niestety nie mam jeszcze
                      odpowiednich do tego warunków. chce zeby było ono wyczekiwane i kochane a nie
                      ciężarem, który jest efektem ubocznym seksu, bo tak się niestety do tego
                      podchodzi gdy ma się niewiele lat. gdyby dziś urodziło mi się dizecko nie
                      byłoby to problemem, ale wole z tym jeszcze poczekac, natomiast gdyby zdarzyło
                      mis ie to nawet jeszcze rok temu to podejrzewam ze bylaby to tragedoia wrecz.
                      nie mozna na to nikogo skazywac. antykoncepcja musi byc skuteczna a nie taka
                      sprzed 100 lat.
                    • Gość: Marija Antykoncepcja IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.03, 08:09
                      kini napisała:

                      > A antykoncepcja?

                      No właśnie. Mam ogromną nadzieję, że w tej sprawie kościół zmieni kiedyś
                      zdanie, jeśli zdąży i cały świat nie wymrze na AIDS. I mam też nadzieję, że
                      księża się wreszcie wyedukują porządnie w kwestii antykoncepcji i nie będą
                      gadać głupot. Jak na razie kościół podważa w tej kwestii stanowisko Światowej
                      Organizacji Zdrowia, czyli autorytetu w dziedzinie spraw zdrowotnych. Przykład:
                      pigułkę "dzień po" uważa za pigułke wczesnoporonną myląc ją z istniejącą, ale
                      zupełnie inną pigułką.
                    • Gość: Mirko Re: Odnośnie żalu - można? IP: *.pbk.pl / 10.0.100.* 09.01.03, 09:42
                      Jakoś tak przeczuwałem że o to zapytasz. Akurat antykoncepcja i celibat to
                      sprawy zupełnie różne od seksu pozamałżeńskiego. O ile zakaz takiego seksu
                      wynika wprost z Ewangelii i można to uznać za prawo Boże, to w całym
                      Testamencie nie ma słowa ani o celibacie, ani o antykoncepcji. Te dwie sprawy
                      wynikają wprost z polityki KK, ukształtowanej w następnych stuleciach. te dwie
                      sprawy są również przedmiotem ostrych sporów i dyskusji wewnątrz samego
                      Kościoła, co oznacza że bardzo duzo samych reprezentantów Kościoła ma
                      wątpliwości co do tego, czy sztuczna antykoncepcja jest grzechem. Przypomne że
                      Sobór Watykański II również poruszałsprawę antykoncepcji i stanowiska Kościoła
                      w stosunku do niej podczas swoich obrad.
                      Tak się składa, że za rządów Jana Pawła II hierarchia kościelna uległa
                      znacznemu scentralizowaniu i głos zdanie papieża ma coraz bardziej decydujące
                      znaczenie wobec głosu kardynałów. Bardzo szanuję Ojca Świętego, ale akurat z
                      jego stanowiskiem wobec antykoncepcji się nie zgadzam i jednoczę się w tej
                      sprawie z coraz silniejszym głosem niektórych biskupów, zwłaszcza z Niemiec,
                      Francji oraz Ameryki. Nie zgadzam się również z polityką celibatu, ale na
                      szczęście ta sprawa mało mnie obchodzi z tej racji, że nie jestem księdzem.
                      Sprawa antykoncepcji jest dla mnie dodatkowo bardziej irytująca po ujawnieniu
                      informacji, że siostry zakonne pracujące na misjach stosują antykoncepcję
                      mechaniczną lub hormonalną w celu prewencji przed ciążą będącą wynikiem gwałtu.
                      Sama więc widzisz jak niejednoznaczne jest stanowisko Kościoła w tej sprawie.
                      Dodatkowo protestanci, którzy również są chrzescijanami nie mają nic przeciwko
                      antykoncepcji. Według mnie więc sprawa wyboru metody antykoncepcji powinna więc
                      być sprawą sumienia każdego z nas, jesli ktoś czuje potrzebę wyspowiadania się
                      z tego, powinien to zrobić, jeśli nie to po prostu nie.
                      • kini Re: Odnośnie żalu - można? 09.01.03, 09:55
                        Ano właśnie. A w pojęciu KK seks przed ślubem i antykoncepcja to grzech. A są
                        to "czyny" zupełnie innej kategorii. I jak tu się z tego spowiadać, żałować?
                        Powiedz księdzu na spowiedzi, że nie zgadzasz się z polityką Kościoła w tej
                        kwestii? :) W tym momencie jesteś dobrym katolikiem, czy nie? Właśnie takie
                        dylematy spowodowały, że odsunęłam się od Kościoła. Bo ja nie mogę tak żyć.
                        Jeśli KK uważa, że grzeszę, a ja się z tym nie zgadzam, to w tym momencie nie
                        mam prawa przyjmować sakramentów.
                        • Gość: Mirko Re: Odnośnie żalu - można? IP: *.pbk.pl / 10.0.100.* 09.01.03, 14:15
                          Niezupełnie jest tak jak piszesz. Seks przed slubem i antykoncepcja to dwie
                          rózne sprawy. Sprawa seksu przed slubem wynika wprost z Pisma Świętego,
                          będacego podstawowym kodeksem nie tylko katolika, ale każdego chrzescijanina.
                          To jest jak konstytucja, a nawet duzo więcej, bo konstytucję uparłwszy się
                          można zmienić, Pisma Świętego człowiek nie może zmienić.
                          Sprawa antykoncepcji wynika zaś z bieżącej doktryny KK i nie jest regulowana
                          Pismem Świetym. To mozna przyrównac bardziej do rozporządzenia, wydawanego
                          przez jakiegoś ministra. Wiadomo, jutro moze przyjść nowy minister i zmienić
                          obowiązujące rozporządzenie w ciągu jednego dnia.
                          O ile mi wiadomo, Kościół nie mówi ostatnio, że antykoncepcja jest grzechem, a
                          jedynie, że sztuczna antykoncepcja nie jest aprobowana przez Kościół. Kościół
                          nie aprobuje sztucznych metod, uważając, i mając trochę racji, że człowiek nie
                          powinien wtrącać się w to, co dawane nam jest przez Boga. Wg mnie jednak
                          Kościól nie może również negować postepu cywilizacyjnego, gdyz inaczej księża
                          również np. musieliby poruszać się jedynie pieszo, a nie samochodami.
                          • kini Re: Odnośnie żalu - można? 09.01.03, 14:26
                            Tak, tak, ale ja patrzę w tym momencie na tę kwestię po pierwsze z punktu
                            widzenia katolika (a nie chrześcijanina), po drugie zastanawiam się nad
                            pojęciem grzechu z punktu widzenia KK. Będąc katolikiem musisz uznawać
                            wszystkie reguły KK (czy to konstytucję, czy to rozporządzenia :)), bo inaczej
                            grzeszysz. Nie możesz polemizować z żadną z tych zasad – albo je uznajesz w
                            komplecie, albo nie jesteś w pełni katolikiem. Jeśli idziesz do spowiedzi i
                            świadomie omijasz grzech antykoncepcji, to kłamiesz i nie powinieneś
                            przystępować do komunii. Co nie wyklucza, że w innym kościele (protestanckim,
                            prawosławnym?), spokojnie mógłbyś to uczynić, bo inny kościół nie uznaje tego
                            za grzech. Ale jeśli należysz do Kościoła Rzymskokatolickiego, to musisz
                            uznawać te zasady. O to mi chodzi. Sorry za długi wywód, ale chcę być w pełni
                            zrozumiana.
                            • Gość: Mirko Re: Odnośnie żalu - można? IP: *.pbk.pl / 10.0.100.* 09.01.03, 15:55
                              Nie, widzisz to nie do konca jest tak. Kościół nie mówi, że stosowanie pigułek
                              jest grzechem, on mówi, że nie aprobuje tej metody jako metody planowania
                              rodziny. Biorąc więc pigułki, sprzeciwiasz się więc aktualnej nauce i doktrynie
                              Kościoła. Czy to jest grzech??? Wątpię. W Średniowieczu nauka Kościoła głosiła
                              że Ziemia jest płaska, a każdy kto się temu sprzeciwiał i głosił że Ziemia jest
                              okrągła podlegał sankcjom od ekskomuniki do spalenia na stosie włącznie. Ale
                              czy głoszący takie poglądy popełniał grzech??? Nie sądzę.
                              Co innego jest jednak z aktualna nauką Kościoła, a co innego z podstawowymi
                              zasadami wiary, takimi jak "nie zabijaj, nie kradnij, NIE CUDZOŁÓŻ"
                              • kini Re: Odnośnie żalu - można? 10.01.03, 09:17
                                Hmmm... No nie wiem. Będę musiała w takim razie dokładnie się dowiedzieć, bo do
                                tej pory byłam przekonana, że stosowane antykoncepcji JEST grzechem.
                                • Gość: km Re: Odnośnie żalu - można? IP: sunserver:* / 212.244.59.* 10.01.03, 10:18
                                  MAm identyczne zdanie jak Mirko, jeszcze ktoś i tes faciunt colegium...
                      • gusiek2 Re: Odnośnie żalu - można? 09.01.03, 10:01
                        Gość portalu: Mirko napisał(a):


                        > Sprawa antykoncepcji jest dla mnie dodatkowo bardziej irytująca po ujawnieniu
                        > informacji, że siostry zakonne pracujące na misjach stosują antykoncepcję
                        > mechaniczną lub hormonalną w celu prewencji przed ciążą będącą wynikiem
                        gwałtu.

                        ********
                        pięknie, chyba mało kto o tym wie...
            • yh Re: Odnośnie żalu - można? 08.01.03, 09:48
              kini napisała:

              >
              > Ha! Tylko gdzie takiego znaleźć???

              wbrew pozorom to wcale nie jest trudne- trzeba tylko chciec rozmawiac z
              ksiedzem, pytac- a nie "wyklepac" spowiedz
              pamietam ze kiedys - ksiadz u ktorego sie spowiadalam troche "nakrzyczal" na
              mnie i bylam rozzalona jak on mogl!
              - a chwile potem ten sam ksiadz spowiadal dziewczyne- przejeta mowila
              stosunkowo glosno i niechcacy uslyszalam fragment- mowila wlasnie ze ma
              watpliwosci, ze chcialaby byc z Bogiem ale czasem nie rozumie i sie gubi i jak
              to jest ze..., dlugo rozmawiali- nie jak wiekszosc 3 minuty...- ...gdy
              odchodzac od konfeslonalu calowala stule wzruszony ksiadz usciskal jej dlonie
              zyczac wytrwania i sily...- wtedy zrozumialam jak bardzo niedoskonala byla moja
              spowiedz, ...i to- jak bardzo tez ksiezom potrzebne sa takie "zywe"
              spowiedzi...przeciez oni-wysluchujac z miesiaca na miesiac tych wszystkich
              grzechow i grzeszkow i nie widzac czasem zadnych efektow swojej misji
              najbardziej sa narazeni na zwatpienie ..
            • Gość: roz Kini - mam pytanie IP: *.bratniak.krakow.pl 08.01.03, 11:28
              Czy nie zdarzyło Ci się nigdy, że zrobiłaś coś, albo zachowałaś się względem
              np. dobrej znajomej, przyjaciólki tak, że jej było przykro, mimo tego, że
              według Ciebie Twoje zachowanie było ok? Szczerze, krytycznie wobec siebie
              analizujesz to co się stało i nadal uważasz, że nie rozumiesz jej reakcji. Może
              nawet jesteś zła, że ona robi z igły widły. Ale lubisz ją, więc mimo to, że nie
              rozumiesz jej reakcji - przepraszasz. Wiesz Kini, każdy z nas jest inny, każdy
              przeżywa wiarę na swój sposób, tak, jak potrafi (*). Dla kogoś modlitwa ma sens
              tylko wtedy, gdy klęczy, ktoś inny modli się jadąc do pracy, albo myjąc
              naczynia. Ty nie potrafisz tak, jak ja, ja nie potrafię tak jak Ty. Czy to
              oznacza, że któraś z nas robi "źle"? Według mnie nie, choć pewnie znalazłyby
              się głosy przeciwne. Pozdrawiam.
              • kini Re: Kini - mam pytanie 08.01.03, 11:57
                > Czy nie zdarzyło Ci się nigdy, że zrobiłaś coś, albo zachowałaś się względem
                > np. dobrej znajomej, przyjaciólki tak, że jej było przykro, mimo tego, że
                > według Ciebie Twoje zachowanie było ok? Szczerze, krytycznie wobec siebie
                > analizujesz to co się stało i nadal uważasz, że nie rozumiesz jej reakcji.
                Może
                >
                > nawet jesteś zła, że ona robi z igły widły. Ale lubisz ją, więc mimo to, że
                nie
                >
                > rozumiesz jej reakcji - przepraszasz.

                Według mnie takie przeprosimy są bez sensu – dopóki nie zrozumiem, w czym
                rzecz, to nie przeproszę, bo byłoby to nieszczere. Nie ma sensu
                przepraszanie "dla świętego spokoju". Jeśli ktoś wyjaśni mi swój punkt widzenia
                i zauważę, że coś rzeczywiście mogło go urazić, wtedy przeproszę.




                Wiesz Kini, każdy z nas jest inny, każdy
                > przeżywa wiarę na swój sposób, tak, jak potrafi (*). Dla kogoś modlitwa ma
                sens
                >
                > tylko wtedy, gdy klęczy, ktoś inny modli się jadąc do pracy, albo myjąc
                > naczynia. Ty nie potrafisz tak, jak ja, ja nie potrafię tak jak Ty. Czy to
                > oznacza, że któraś z nas robi "źle"?


                Nie o to chodzi, kto z nas robi "źle". Mnie generalnie chodzi o jakąś uczciwość
                wobec własnych przekonań, własnej osoby.

                Jeszcze a propos twojego przykładu ze znajomą. No więc mamy sytuację, którą
                opisałeś/łaś. Nie wiem, o co jej chodzi, ale przepraszam. Ile razy tak można
                przepraszać? Czy za którymś razem nie poczujesz rozdrażnienia, że w końcu
                należą ci się jakieś wyjaśnienia, że chcesz wiedzieć, za co przepraszasz, bo
                sam fakt, że czymś obraziłeś znajomą, już ci nie wystarcza? Czy za którymś
                razem nie stwierdzisz, że twoja znajoma jest po prostu przewrażliwiona? Że masz
                dosyć ustępowania? Czy jesteś w stanie trwale zrezygnować z jakiegoś
                zachowania, które tobie wydaje się absolutnie w porządku, ale obraża znajomą?
                • Gość: roz Kini - spróbuję odpowiedzieć IP: *.bratniak.krakow.pl 08.01.03, 14:04
                  Trudno jest odnosić relacje między ludźmi do relacji człowiek-Bóg, może więc
                  mój przykład nie jest do końca trafiony... Trzymając się jednak przykładu "z
                  życia wziętego": założyłam, że jest to bliska mi osoba, przyjaciel, a nie ktoś
                  obojętny, dlatego podejmuję wysiłek zrozumienia drugiej strony. Jak długo? Nie
                  wiem, ale skoro to przyjaciel, to raczej długo. Słowo "przepraszam" - dla
                  Ciebie nie ma to sensu, jest nieszczere, dopóki nie zrozumiesz-nie przeprosisz.
                  A dla mnie ma to sens. Dlaczego? Bo każdy z nas ma inne doświadczenia, co
                  innego go ukształtowało i zakładam, że coś co mnie nie rani, może ranić inną
                  osobę (sic!). Moje zrozumienie nie jest tu najważniejsze. Ważne jest to, że się
                  kogoś zraniło, a przecież się tego nie chciało. Zgadzam się z Tobą, że należy
                  uczciwie podchodzić do "sprawy", ale czy uczciwie znaczy "po mojemu"? A co z
                  otwartością na drugiego człowieka? Czy to, że reaguje inaczej niż ja oznacza,
                  że jest przewrażliwiony? Owszem, zgadzam się, że życie w zgodzie z własnymi
                  przekonaniami jest czymś ważnym, zwłaszcza ze względu na zdrowie psychiczne,
                  ale to, że ktoś żyje zgodnie z własnymi przekonaniami, nie oznacza jeszcze, że
                  jest człowiekiem prawym, uczciwym etc. Tak ja to rozumiem, staram się to jakoś,
                  pewnie niedoskonale, "przełożyć" na moje pojmowanie wiary, choć przyznaję, że
                  łatwo nie jest. Pozdr.
                  • kini Re: Kini - spróbuję odpowiedzieć 08.01.03, 14:41
                    > Trudno jest odnosić relacje między ludźmi do relacji człowiek-Bóg, może więc
                    > mój przykład nie jest do końca trafiony...

                    Oczywiście, oczywiście... Bóg jest w końcu siłą nadrzędną. Tylko jest jeszcze
                    kwestia tego, które z zasad są zasadami bożymi, a które – zasadami Kościoła
                    Katolickiego. Bo mnie się wydaje, że KK często dokonuje nadinterpretacji. Czego
                    ewidentnym przykładem jest sprawa antykoncepcji.



                    Trzymając się jednak przykładu "z
                    > życia wziętego": założyłam, że jest to bliska mi osoba, przyjaciel, a nie
                    ktoś
                    >
                    > obojętny, dlatego podejmuję wysiłek zrozumienia drugiej strony. Jak długo?
                    Nie
                    > wiem, ale skoro to przyjaciel, to raczej długo. Słowo "przepraszam" - dla
                    > Ciebie nie ma to sensu, jest nieszczere, dopóki nie zrozumiesz-nie
                    przeprosisz.
                    >
                    > A dla mnie ma to sens. Dlaczego? Bo każdy z nas ma inne doświadczenia, co
                    > innego go ukształtowało i zakładam, że coś co mnie nie rani, może ranić inną
                    > osobę (sic!).

                    Ja cię doskonale rozumiem. Ale tak czy owak, jeśli ktoś reaguje z mojego punktu
                    widzenia irracjonalnie na pewne moje zachowania, to nie uważasz, że tak czy
                    owak jakieś wyjaśnienie mi się należy? Załóżmy, że powiem do znajomej
                    żartobliwie "nie jedz tyle, bo ci się fałdki robią", a ona się rozpłacze, to
                    jest to w tym momencie zachowanie irracjonalne wywołujące moje zdziwienie i
                    zażenowanie. Wystarczyłoby, żeby powiedziała słowo, że ma na tym tle uraz z
                    przeszłości, to w tym momencie jej zachowanie przestaje być irracjonalne. I ja
                    ją przepraszam. Nie muszę wiedzieć, co ona czuje, nie muszę rozumieć tego
                    uczucia, ale rozumiem jego przyczyny. I o to mi chodzi. Chcę wiedzieć,
                    DLACZEGO. Oczywiście, mogę przeprosić i bez tej wiedzy, ale wówczas najwyżej
                    parokrotnie. Prawdopodobnie potem ogarnęłoby mnie zniecierpliwienie.



                    Moje zrozumienie nie jest tu najważniejsze. Ważne jest to, że się
                    >
                    > kogoś zraniło, a przecież się tego nie chciało. Zgadzam się z Tobą, że należy
                    > uczciwie podchodzić do "sprawy", ale czy uczciwie znaczy "po mojemu"? A co z
                    > otwartością na drugiego człowieka? Czy to, że reaguje inaczej niż ja oznacza,
                    > że jest przewrażliwiony?

                    Zgadzam się z tobą, jeśli chodzi, powiedzmy, nieuświadomioną przeze mnie
                    krzywdę drugiego człowieka. Ale co z zasadami KK, które w moim przekonaniu, nie
                    mają nic wspólnego z krzywdzeniem drugiej osoby? Przecież nie krzywdzę nikogo
                    uprawiając seks przed ślubem czy stosując antykoncepcję. Skąd się wzięły te
                    zasady, jakie mają wytłumaczenie? Jestem homo sapiens, domagam się odpowiedzi.



                    Owszem, zgadzam się, że życie w zgodzie z własnymi
                    > przekonaniami jest czymś ważnym, zwłaszcza ze względu na zdrowie psychiczne,
                    > ale to, że ktoś żyje zgodnie z własnymi przekonaniami, nie oznacza jeszcze,
                    że
                    > jest człowiekiem prawym, uczciwym etc. Tak ja to rozumiem, staram się to
                    jakoś,
                    >
                    > pewnie niedoskonale, "przełożyć" na moje pojmowanie wiary, choć przyznaję, że
                    > łatwo nie jest.

                    Tak, jak przed chwilą napisałam, dla mnie najważniejszą zasadą jest nie
                    krzywdzić. Cała reszta jest drugorzędna. Dlatego z mojego punktu widzenia
                    niektóre zasady KK są absurdalne, a niektóre niesprawiedliwe.
                    • gusiek2 Re: Kini - spróbuję odpowiedzieć 09.01.03, 08:05
                      kini napisała:

                      KK często dokonuje nadinterpretacji. Czego
                      >
                      > ewidentnym przykładem jest sprawa antykoncepcji.

                      *******
                      czy moze mnie ktoś oświecić? antykoncepcja jedyna dozwolona przez kosciól to
                      metody naturalne , tak?
                      a jeśli chodzi o pozycje: kilka postów wczesniej przeczytałam, że nie mozna do
                      tyłu. naprawdę?????????????
                      przeciez to jakas bzdura kompletna. moge jeszcze zrozumiec ze kosciol zakazuje
                      antykoncepcji, bo ma w tym jakis interes, ale ze pewne pozycje sa be to juz
                      zupelnie nie rozumiem dlaczego. amoze to tylko taka plotka, czy ma to swoje
                      potwierdzenie.
                      w takim razie bede sie chyba smazyc, bo uwielbiam od tylu wlasnie ;-)))))
                      • Gość: km Wyjaśnienie w spr pozycji... IP: sunserver:* / 212.244.59.* 09.01.03, 09:06
                        Kościół nie wskazuje jedynie możliwych. Nie chodziliśmy na nauki
                        przedmałżeńskie, bo się na to proboszcz zgodził, za to musieliśmy poczytać
                        literaturę i z nim podyskutować. Literatura dotyczyła głównie seksu, więc mu
                        oznajmiliśmy, że seks nie zajmuje w życiu przeciętnego człowieka tyle, ile
                        energii poświęca Kościół. Nie podjął dyskusji, ale w książeczkach było
                        napisane, że stosunek powinien trwać 2 godz., bo inaczej kobieta nie będzie
                        zaspokojona i to będzie złe dla związku (nerwice i te sprawy), a najlepsza
                        pozycja to jest taka, hmm, jakby to opisać, że kobieta leży na boku i ma
                        przerzucone nogi przez faceta. Rozumiem, że dla żony autora książeczki była to
                        ulubiona, ale... Tak na poważnie, to nic nie było, w jakiej pozycji należy, w
                        takiej, żeby obojgu było dobrze. Z tych 2 godzin się obśmialiśmy i tyle, ksiądz
                        nasze ironiczne uwagi pominął, ucieszył się, że mamy swoje zdanie na temat in
                        vitro, również nie wyjaśnił nam, dlaczego w protokole przedślubnym jest pytanie
                        o zdolność do połodzenia (no bo my mieliśmy już dziecko, ale dziewice to skąd
                        mają wiedzieć?).
                        Moja konkluzja: Kościól za bardzo dba o to, by faceci nie wykorzystywali
                        kobiet, nie wie, że one się już wyemancypowały i same mówią, w jakiej pozycji
                        lubią i jak długo.
                        Co do antykoncepcji służącej uchronieniu się przed dzieckiem w momencie
                        niepożądanym: na to nie godzi się kościół. I ja to też rozumiem. człowiek w
                        dzisiejszych czasach chce być wygodny i nie ufa Bogu. Ja też stosuję
                        antykoncepcję, ale nie wierzę w metody 100% i jestem pogodzona z tym, że Bóg
                        może mi zrobić psikusa i mogę mieć dzieci, choć ich nie planuję. Przygotowaniu
                        się na to ma służyć ruletka watykańska. Albo że ich nie będę miała wtedy, kiedy
                        zachcę.
                        km
                        • gusiek2 Re: Wyjaśnienie w spr pozycji... 09.01.03, 10:05
                          Gość portalu: km napisał(a):

                          seks nie zajmuje w życiu przeciętnego człowieka tyle, ile
                          > energii poświęca Kościół.

                          ********
                          DOBRE!!!
                          ********

                          dlaczego w protokole przedślubnym jest pytanie
                          > o zdolność do połodzenia (no bo my mieliśmy już dziecko, ale dziewice to skąd
                          > mają wiedzieć?).

                          *********
                          naprawdę, dzięki, duzo się dowiedziałam na tym forum, a nigdy bym nie
                          przypuszczała...
                        • jagna_jagna Re: Wyjaśnienie w spr pozycji... 09.01.03, 10:20
                          Gość portalu: km napisał(a):


                          również nie wyjaśnił nam, dlaczego w protokole przedślubnym jest pytanie
                          >
                          > o zdolność do połodzenia (no bo my mieliśmy już dziecko, ale dziewice to skąd
                          > mają wiedzieć?).


                          Tam chyba jest o zdolności do odbywania stosunków a nie do samego płodzenia
                          (chyba, że się formularz zmienił).
                          Pamiętam, że w ogólniaku żeśmy się z tego śmiały. Nawet ksiedza zaczepiłyśmy w
                          tej materii ale nic konstruktywnego nie powiedział. O ile pamiętam to sens był
                          taki, że to się "czuje" czy bedzie się zdolnym do tych stosunków czy nie. Nie
                          wiem może chodzi o budowę fizyczną? Urazy z dzieciństwa? Może o to, że jakby
                          ktoś odmówił z góry stosunków seksualnych (białe małżeństwo tak dla zasady lub
                          kaprysu)to nie udzieli mu się ślubu ( bo małzeństwo jest po to by takowe
                          stosunki mieć).
                          • Gość: lili Re: Wyjaśnienie w spr pozycji... IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 09.01.03, 10:26
                            • Gość: lili Re: Wyjaśnienie w spr pozycji... IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 09.01.03, 10:29
                              kliknelo mi sie przez przypadek :(
                              Co do tych pozycji, to po prostu zapytalam jaki jest sens pytania o nie w
                              konfesjonale, bo skoro byl juz sex to chyba niewazne w jakiej pozycji.

                              a z tym pytaniem o nieplodnosc, to chodzi nie o bezplodnosc a wlasnie o
                              umiejetnosc plodnosci. Pytanie tylko mam takie. Skoro masturbacja jest
                              zakazana, sex przed slubem tez to jak panna i kawaler maja wiedziec , ze moga.
                              Skad kawaler ma wiedziec, ze mu staje w odpowiednich momentach, a panna ze jest
                              w stanie przyjac to stojace cos????
                              • Gość: km Re: Wyjaśnienie w spr pozycji... IP: sunserver:* / 212.244.59.* 09.01.03, 10:38
                                I o to loto...
                                żeby zachować stosowny dystans do penych kwestii. Bo prawdziwa czystośc
                                przedśłubna oznacza, że się nawet nie jest podnieconym. To skad ma sie
                                wiedziec, ze stanie. Pomijając, ze pytanie było o zdolnośc płodzenia, co ja
                                zrozumiałam jako możłiwośc odbycia stosunku, ale ponownie zapytuję, skąd
                                teoretyk am to wiedzieć. O urazy z dzieciństwa jest osobno
                              • gusiek2 Re: Wyjaśnienie w spr pozycji... 09.01.03, 10:42
                                Gość portalu: lili napisał(a):


                                > Co do tych pozycji, to po prostu zapytalam jaki jest sens pytania o nie w
                                > konfesjonale

                                *******

                                żeby księdzu stanął, gdy bedzie tego słuchał ;-)

                                ********
                                Skoro masturbacja jest
                                > zakazana, sex przed slubem tez to jak panna i kawaler maja wiedziec , ze
                                moga.
                                > Skad kawaler ma wiedziec, ze mu staje w odpowiednich momentach, a panna ze
                                jest
                                >
                                > w stanie przyjac to stojace cos????

                                ********
                                bo skoro seks i masturbacja sa zakazane to jemu staje 50 razy dziennie chocby
                                na widok 60 letniej dozorczyni, ktora schyli sie myjac schody, a ona nie mysli
                                o niczym innym jak o tym zeby wreszcie ktos jej cos tam wsadzil.
                                chyba...
                                • Gość: km Re: Wyjaśnienie w spr pozycji... IP: sunserver:* / 212.244.59.* 09.01.03, 10:57
                                  I tu nie masz racji, oglądałam w TVN kiedyś rozmowy w toku, gdzie para
                                  stosująca metody naturalne twierdziła, że:
                                  1. mieszkanie osobno jeszcze kilka tygodni po slubie nie było problemem (i
                                  niewspółżycie, ze względu na brak warunków), jeśli czeklai kilka lat, to cóż
                                  jest to naprzeciw kilku tygodni...
                                  2. Gdy pani ma dni płodne, to pan jej po prostu nie pożąda (a mój mąż
                                  zboczeniec pożada mnie ciągle a ja jego szczególnie jak mam dni płodne ;)))
                                  Zatem osoba rzeczywiście czysta panuje nad swoimi chuciami. I niedopuszcza do
                                  grzesznych myśli itd...
                                  Ale pozostaje pytanie, skąd wie. Bo jak jest czysta ale nie do końca - z
                                  wyłaczeniem tych kilku "istotnych" centymetrów (no dobra, kilkunatu...;)) - to
                                  jest hipokrytką/ą i tyle...
                                  • jagna_jagna Re: Wyjaśnienie w spr pozycji... 09.01.03, 11:08
                                    Gość portalu: km napisał(a):

                                    > 2. Gdy pani ma dni płodne, to pan jej po prostu nie pożąda

                                    Tutaj to wg mnie kwalifikują się do seskuologa i to szybko (no chyba, że im z
                                    tym dobrze).
                                    Gdzieś czytałam, że mężczyzna w parze stosującej odpowiednio długo NPR dorabia
                                    się swego rodzaju "impotencji" i może współżyć po pewnym czasie już tylko w dni
                                    niepłodne. Wpada organizm przez lata w taki rytm (dni niepłodne - nic , dni
                                    płodne (jakieś 10 dni w cyklu) - no to jazda) że póżniej już nie potrafi
                                    współżyć nazwijmy to przez cały czas.
                                  • gusiek2 Re: Wyjaśnienie w spr pozycji... 09.01.03, 11:16
                                    Gość portalu: km napisał(a):

                                    > I tu nie masz racji, oglądałam w TVN kiedyś rozmowy w toku, gdzie para
                                    > stosująca metody naturalne twierdziła, że:
                                    > 1. mieszkanie osobno jeszcze kilka tygodni po slubie nie było problemem (i
                                    > niewspółżycie, ze względu na brak warunków), jeśli czeklai kilka lat, to cóż
                                    > jest to naprzeciw kilku tygodni...

                                    ********

                                    kilka lat!!! może po prostu mieli małe potrzeby, a że się oboje tak dobrali...

                                    > 2. Gdy pani ma dni płodne, to pan jej po prostu nie pożąda (a mój mąż
                                    > zboczeniec pożada mnie ciągle a ja jego szczególnie jak mam dni płodne ;)))

                                    *******
                                    to dokładnie tak jak u mnie, no nie całkiem , bo teraz łykam piguły, ale
                                    przedtem płodne dni to była jedna wielka orgia, wiec powstrzymywania sie od
                                    seksu w te dni nie wyobrazam sobie, no chyba ze ktos sie chce sie umartwiac to
                                    faktycznie moze to byc dobry sposób, "zakaz seksu w płodne dni- nowoczesna
                                    włosiennica" ;-)))
      • goga.74 Re: Do roz, Kini i gogo 07.01.03, 15:18
        Mirko, ja napisalam w jednym z postow, ze Twoja wypowiedz byla dla mnie tylko
        punktem wyjscia do zastanowienia sie nad spowiedzia. Nie potrzebnie odebrales
        to osobiscie.
        Aha, podobalo mi sie to postanowie poprawy na dzien przed slubem ;-)
    • Gość: Olka Re: spowiedź przedślubna IP: *.miasto.gdynia.pl / 192.9.201.* 07.01.03, 13:09
      a ja bym chciała mieć ślub cywilny na plaży... żebym mogła byc bosa, żeby było
      ciepło, żeby delikatny piach pieścił moje stopy, i żeby słyszeć szum fal i
      krzyk mew i w takiej scenerii przyrzekać sobie miłość. I żeby potem moć
      powiedzieć sobie nawzajem swoją własną przysięgę, to co się naprawde czuje....
      • sagan2 Re: spowiedź przedślubna 08.01.03, 11:34
        Gość portalu: Olka napisał(a):

        > a ja bym chciała mieć ślub cywilny na plaży... żebym
        > mogła byc bosa, żeby było ciepło, żeby delikatny piach
        > pieścił moje stopy, i żeby słyszeć szum fal i krzyk mew
        > i w takiej scenerii przyrzekać sobie miłość. I żeby
        > potem moć powiedzieć sobie nawzajem swoją własną
        > przysięgę, to co się naprawde czuje....

        jak Cie stac i masz samozaparcie - nie ma problemu.
        np. w kaliforni w usa mozna wziac taki slub - moi znajomi
        mieli.
        w dodatku slubu moze udzielic Ci dowolna osoba, ktora
        przeszla krociutkie szkolenie i uzyskala odpowiedni
        papierek. w przypadku moich znajomych slub odbyl sie
        wlasnie na plazy, a udzieli go brat panny mlodej (nie byl
        ani ksiedzem, ani zadnym urzednikiem, po prostu "osoba z
        ulicy")

        zycze powodzenia :)
    • mysiekpysiek Re: spowiedź przedślubna 08.01.03, 09:41
      ale się rozpętało.
      no, no, nie myslałam...
    • gusiek2 branie do buzi 09.01.03, 11:02
      a co z braniem do buzi? to podobno tez grzech.
      czyli jelsi wylize mojemu mezowi uda, brzuszek i okolice a jemu od tego stanie
      jak koł, to wszystko jest Ok ale jesli dotkne chocby czubkiem jezyka jego
      wacka, to bede sie smazyc, tak? a on tez, bo przeciez sie podniecil?
      a w odwrotna strone, uwielbiam gdy on mnie lize, ale rownie dobrze moge przezyc
      orgazm gdy lize moje sutki, a czy to tez jest zakazane, to nie jest przeciaz
      narzad płciowy.
      • Gość: km Re: branie do buzi IP: sunserver:* / 212.244.59.* 09.01.03, 11:15
        NAprawdę chcesz o tym pogadać???
        Bo ja się aż tak uzewnętrzniać nie zamierzam, pisząc, co lubię a co nie. W
        każdym razie co ksiądz, to inny pogląd, zapewniam
        Cię. Ale mogę Ci napisac moje zdanie a uchodzę za ortodoksyjnego katolika - nie
        będziesz się smażyć w piekle, a przynajmniej nie za to.
        Pozdrowienia
        • gusiek2 Re: branie do buzi 09.01.03, 11:23
          Gość portalu: km napisał(a):

          nie
          >
          > będziesz się smażyć w piekle, a przynajmniej nie za to.
          > Pozdrowienia

          *******
          właściwie to lubię gdy jest ciepło, a szczególnie w takie dni jak dziś...
        • Gość: małgosia Re: branie do buzi IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 09.01.03, 12:09
          km, coraz bardziej Cię lubię
      • Gość: Wacek Re: branie do buzi IP: proxy / 217.153.35.* 09.01.03, 14:20
        gusiek2 napisała:


        > jak koł, to wszystko jest Ok ale jesli dotkne chocby czubkiem jezyka jego
        > wacka, to bede sie smazyc, tak? a on tez, bo przeciez sie podniecil?

        A nie wiesz ile zarazków znajduje się na jego Wacku?
        • gusiek2 Re: branie do buzi 09.01.03, 14:24
          Gość portalu: Wacek napisał(a):


          >
          > A nie wiesz ile zarazków znajduje się na jego Wacku?

          *****
          moze na Twoim, bo mój facet sie myje ;-)
      • Gość: raszefka Re: branie do buzi IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 11.01.03, 10:17
        Gusiek, jesteś strrrrrrrrasznie wulgarna. Naprawdę gryzie Cię sumienie, czy
        zwyczajnie lubisz opowiadać o swoich przeżyciach erotycznych?
    • Gość: MichalW. A co mówi Kościół? IP: 213.186.71.* 15.01.03, 11:13
      Kilku dyskutantów tego wątku chciało poznać stanowisko Kościoła w kwestii
      współżycia, małżeństwa, rodziny, antykoncepcji, aborcji wraz z uzasadnieniem.
      Nie będę Wam polecał żadnego z oficjalnych dokumentów Kościoła, bo i język za
      ciężki, i same łacińskie tytuły odstraszają. Podobnie książka K.
      Wojtyły "Miłość i odpowiedzialność" jest jednak za trudna, choć b. warta
      polecenia. Ale jest jeden facet, który pisze kompetentnie i interesująco.
      Nazywa się Jacek Pulikowski. Proponuję przeczytać cokolwiek z jego literatury,
      choć najlepiej jedną z ostatnich jego książek pt."Wartość współżycia
      małżeńskiego". Popytajcie w księgarniach katolickich. Jeśli kto jest
      rzeczywiście i uczciwie zainteresowany, co, jak i dlaczego zaleca Kościół w ww.
      materii, niech spokojnie i bez uprzedzeń przeczyta tę książkę od początku do
      końca.
      A tak na marginesie: wcale nie jest tak trudno żyć w zgodzie z radami Kościoła.
      My z żoną tak żyjemy od kilku miesięcy (tj. od ślubu). Zbyteczne dodawać, że
      wcześniej zachowywaliśmy wstrzemięźliwość. Spowiedź przedślubna nie była dla
      nas problemem, bo i tak chodzimy regularnie. Przyznaję, że system karteczkowy
      jest trochę śmieszny, no ale skoro już jest, to nie jest wielką uciążliwością
      dostosowanie się do niego. A ślub? Ach, co to był za ślub...
    • Gość: MichalW. A co mówi Kościół? IP: 213.186.71.* 15.01.03, 11:14
      Kilku dyskutantów tego wątku chciało poznać stanowisko Kościoła w kwestii
      współżycia, małżeństwa, rodziny, antykoncepcji, aborcji wraz z uzasadnieniem.
      Nie będę Wam polecał żadnego z oficjalnych dokumentów Kościoła, bo i język za
      ciężki, i same łacińskie tytuły odstraszają. Podobnie książka K.
      Wojtyły "Miłość i odpowiedzialność" jest jednak za trudna, choć b. warta
      polecenia. Ale jest jeden facet, który pisze kompetentnie i interesująco.
      Nazywa się Jacek Pulikowski. Proponuję przeczytać cokolwiek z jego literatury,
      choć najlepiej jedną z ostatnich jego książek pt."Wartość współżycia
      małżeńskiego". Popytajcie w księgarniach katolickich. Jeśli kto jest
      rzeczywiście i uczciwie zainteresowany, co, jak i dlaczego zaleca Kościół w ww.
      materii, niech spokojnie i bez uprzedzeń przeczyta tę książkę od początku do
      końca.
      A tak na marginesie: wcale nie jest tak trudno żyć w zgodzie z radami Kościoła.
      My z żoną tak żyjemy od kilku miesięcy (tj. od ślubu). Zbyteczne dodawać, że
      wcześniej zachowywaliśmy wstrzemięźliwość. Spowiedź przedślubna nie była dla
      nas problemem, bo i tak chodzimy regularnie. Przyznaję, że system karteczkowy
      jest trochę śmieszny, no ale skoro już jest, to nie jest wielką uciążliwością
      dostosowanie się do niego. A ślub? Ach, co to był za ślub...
    • wiktoria21 Re: moraliści się znaleźli... 18.02.03, 16:04
      sami moraliści i znawcy religii katolickiej,musieli oczywiście wygłosić kazanie
      na temat wiary.
      Niestety żadnej mądrej wypowiedzi odpowiadających tu nie można znaleźć...
    • Gość: frog Re: spowiedź przedślubna IP: 62.233.250.* 18.02.03, 18:24
      właśnie zaczęłam czytać ten wątek. jestem mniej więcej w połowie i co widzę?
      stuprocentowi katolicy pokrzykują na pseudokatolików, że ci ostatni nie szanuja
      kościoła i całej tej symboliki.
      i tak przy okazji chciałam spytać: czy ci stuprocentowi katolicy tak wojowniczo
      nastawieni sami są stuprocentowo święci?
      tak tylko z ciekawości pytam. sama jestem nieiwerząca, ani myślę brać ślub w
      kościele, bo mi to nie jest do szczęścia potrzebne. do spowiedzi nie chodzę od
      jakiś 10 lat, bo facet w kiecce nie jest dla mnie właściwą osobą do
      wysłuchiwania moich wynurzeń na temat intymnych spraw. i na szczęście nie muszę
      się martwić o papierki, potwierdzenia, jakieś dziwne nauki itp.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka