hana0
15.05.06, 23:32
czasem dochodze do wniosku ze to ca;e nasze "zycie" jest pozbawione sensu, a
najlepsze jest to ze ludzie sami pozbawiaja sensu swoje zycie. pomyslcie... do
ok 5 rpku zycia prowadzimy beztroskie zycie, potem idziemy do szkoly ktorej
glownie nie lubimy, stresujemy sie, denerwujemy itd, na nauce rzeczy ktore w
wiekszosci i tak zapominamy i nie sa nam potrzebne do zycia, i tak przez 12 do
18 lat snujemy sie po szkolach i uczelniach po czym (jesli nam sie uda)
znajdujemy prace do ktorej i tak jestesmy przyuczani "od nowa", w pracy
charujemy i mordujemy sie zeby zarobic na zycie ktore i tak nazwalabym
egzystencja, swej pracy przewaznie nie lubimy, pracujemy tylko po to aby miec
pieniace na oplacenie naszej egzystencji jakbysmy byli komus cos winni za to
ze zyjemy. w wieku ok 60 lat (jesli dozyjemy) przechodzimy na emeryture i
nawet teraz nie mozemu uzywac zycia bo emerytury sa smiesznie male. ogolnie
petrzac na zycie dochodze do wniosku ze tylko przez pierwsze kilka lat
jestesmy "soba" potem nasze zycie nalezy do kogos innego kto o nim decyduje.
czy to ma sens (zycie)??? jestem zdanie ze cala organizacja swiata gdzies sie
pogubila i zyjac nie zyjemy... Te rozwazania sa baardzo uogolnione !!