Dodaj do ulubionych

Narrenturm czyli spowiedź, nietolerancja i Prawda

IP: sunserver:* / 212.244.59.* 08.01.03, 09:15
JEdnak nie mogłam się oprzeć po przeczytaniu wątku dłuugasnego o spowiedzi
przedślubnej. A tytuł taki, bo własnie wczoraj w nocy skończyłam czytać
świetną powieść o tym tytule. I wspomniałam tezy Husa, prztaczane tam
oględnie. Pomijam oczywiście komunię pod dwoma postaciami, za co w XV w.
palono na stosie a obecnie jest to norma np na ślubach. Ale chodziło mi o
ubóstwo kleru i takie tam inne postulowane. Oraz o to, że każde oszołomstwo
prowadzi do rolewu krwi. Na szczęście to forum...;)))
PO przydługim wstępie napiszę o sobie: mam 29 lat, do spowiedzi z 2 letnią
przerwą na nieślubne dziecko chadzam od 21 roku zycia. Ze średnią gdzieś raz
na 2 miesiące. I nigdy nie zdarzyło mi się, żeby mnie ktoś zapytał ile razy,
w jakiej pozycji i przy użyciu jakiej antykoncepcji. Nie zdarzyło mi się to
nigdy, choć jak wiem od paru lat (ale od paru, anie parunastu czy
parudziesięciu) jest taki obowiązek. Księża go jednak nie przestrzegają.
Tylko mi nie piszcie, że mam szczęście, że tak trafiam, bo chodząc do
spowiedzi tyle razy prawdopodobieństwo trafienia na erotomana przeze mnie
jest wielokroć większe niż osoby, która do spowiedzi idzie raz lub dwa przed
ślubem. Powiem Wam jeszcze, że ja przed moim slubem nie musiałam przynieśc
żadnej karteczki (a miało to miejsce w Polsce), nikt mnie nie sprawdzał, a
wiecie dlaczego - bo proboszcz wiedział, że nasz ślub jest dla nas
najważniejszy i nie będziemy oszukiwać, bo nie potrzebował się zabezpieczać
przed doprowadzenim maluczkich do grzechu - że jak nie sprawdzi, to
delikwenci nie pójda do spowiedzi i popełnią cięzki grzech,bądź nie musiał
uważać, by się nie narazić na rolę błazna w spektaklu wymyślonym sobie przed
dwoje młodych ludzi, którzy nie moga sobie właśnie wynająć kościoła za
stosowną opłatą i "szołmena" z usc lub jakiejś sekty, który im ceremonię
poprowadzi.
Dlatego chylę czoła przed Goga74, że szanuje wiarę innych i nie zamierza z
niej drwić robieniem szopki ze ślubu i spowiedzi.
Aha, co do nietolerancji: w szkole tak samo dokuczano mnie, bo byłam gruba
jak mojej koleżance, która nie chodziła na religię. To, że sobie umiałam
radzić z nietolerancją wyniosłam z domu, dlatego uważam, że to od rodziców
zależy nie, czy dziecko trafi na toleracnycjnych i dobrych ludzi, ale czy
będzie odporne na zło tego świata - ja byłam.
Choć bolało, że się ze mnie naśmiewają, ale nia mam kompleksów, jestem pewna
siebie do niemożliwości - jak twierdzi mój mąż. I nie jest to poza, tylko
naturalna konsekwncja tego, jak zostałam wychowana, nauczona miłości i
tolerancji. Tak też wychowam moje dziecko. Więc nie martię się, że się
urodziło przed slubem, że mama ma inne nazwisko niż tata (dla naszych rodzin
to straaaszny problem). Tak jak nie martiłam się, że nie dostanę śłubu, kiedy
przestałam chodzić na religię, bo ksiądz był do d.... To od rodziców zależy,
czy kształtują w dzieciach kołtuńskie poglądy, czy uczą je otwartości i tego,
że inny nie znaczy gorszy.
Tymczasem 90% Polaków katolików pędzi do kościoła wziąc ślub i ochrzcić
dziecko i nic więcej. I potem opowiadają o obłudzie kleru, ciągnięciu kasy
etc...
JAkoś dziwnie ja chodzę do kościoła z własnej woli i nie spotykają mnie takie
przykrości... Czy nikomu nie nasuwa się w związku z tym refleksja, że dostaje
to, po co wyciąga rękę... Nie po łaskę skaramentu, tylko po kartkę do
spwiedzi. Ją też dostaje ze stosownym "błogosławieństwem".
JA wierzę, że idąc do spwiedzi spotykam i roiliczam się z Bogiem. I dlatego
nie obchodzi mnie, kto tam siedzi, a ostatnio mnie uniósł prawie pod sufit.
Model francji jest ciekawy, że pozostawia się wszystko sumieniu, ale tam z
tego co wiem większośc ludzi jest tylko ochrzczona, więc ich sumienie i
dojrzałość w wierze nawet nie powinna ich "po komunię" posyłać, ale chyba się
czepiam.
Nie mogłam się oprzeć tym paru refleksjom.
Dla misia pysia - jeśli tu zajrzy: zadaj sobie pytanie, czemu nie chcecie
brać ślubu. Albo czemu jeśli chcecie za parę lat, to już się martwisz o
spowiedź? JEśli masz wrażliwe sumienie, to nie wytrzymasz. Alebo jest sobie
wygładzisz ;)
do złotej rybki: nie można dostać rozgrzeszenia, jeśli będziesz żyła w
grzechu i nie będziesz chciała tego zmienić; chyba że nie uważasz tego (seksu
i mieszkania przed ślubem) za grzech, ja tak myślałam przez parę lat, ale
dopiero jak postawiłam sobie spawy jasno, to mi się życie odprostowało, nie
mozna zjeśc ciatska i go mieć.
do pozostałych: spowiedź jest po to, by siebie naprawiać,a nie po to, by
dostać kartkę. I też nie dlatego ona istnieje, że członkowie koscioła są
święci, ale dlatego, że do tego dążą i ma im to pomagać...
Ufff.
W sumie miałam tylko napisać, że każdy dostaje taką miarą, jak sam daje, od
ludzi i Boga. ORaz że poraża mnie tłumaczenie swojego konformizmu
nietolerancją otoczenia, ale wyszło chyba co innego.
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • drzazga1 Re: Narrenturm czyli spowiedź, nietolerancja i Pr 08.01.03, 09:57
      Gość portalu: km napisał(a):

      > PO przydługim wstępie napiszę o sobie: mam 29 lat, do spowiedzi z 2 letnią
      > przerwą na nieślubne dziecko chadzam od 21 roku zycia.

      Mam jedno pytanie: dlatego miałaś "przerwę na nieślubne dziecko"?
      Nie rozumiem tego fragmentu twojej wypowiedzi.
      • drzazga1 Re: Narrenturm czyli spowiedź, nietolerancja i Pr 08.01.03, 11:14
        Przepraszam, miało być "Twojej"
        • Gość: km Re: Narrenturm czyli spowiedź, nietolerancja i Pr IP: sunserver:* / 212.244.59.* 08.01.03, 11:22
          Nie planowałam tej przerwy, tak wyszło... Bo nikt nie jest bez grzechu, a
          pokusy czyhają ;) W sumie z tamtej perspektywy to nie była przerwa tylko nie
          wiadomo jak długie trwanie z oddaleniu od Boga. Przerwą nazywam to z tej
          perspektywy, osoby już poślubionej.
          Gdybym miała samo dziecko, to ok, ale do tego dziecka miałam jeszcze jego
          tatusia, z którym żyłam w grzechu nim go przekonałam do swoich racji (bo czasem
          jak się człowiek zapętli, to trudno się odnaleźć między miłością do Boga i
          człowieka), zatem chodzenie do spowiedzi nie miało sensu, bo nie dostałabym
          rozgrzeszenia.
          Dobrze, że tylko to było niezrowumiałe ;)
          • drzazga1 Re: Narrenturm czyli spowiedź, nietolerancja i Pr 08.01.03, 12:22
            Reszta zupełnie jasna :-)))

            Ale nie zgadzam się, że chodzenie do spowiedzi nie miało w takiej sytuacjii
            sensu, przecież jej istotą jest wyznanie grzechów, a warunkiem rozgrzeszenia
            żal za grzechy.

            Gdybyś wyznała: żyję z mężczyzną, który nie jest moim mężem,ale pragnę, żeby
            nim był, staram sie go do tego przekonać, na razie mi się jeszcze nie udało,
            mamy dziecko i bardzo go kocham, to myslisz, że rozumny spowiednik nakazałby
            Ci, żebyś przerwała ten "grzeszny związek"? Przecież nikogo nie krzywdziliście
            (rozumiem, że Twój partner nie był żonaty), a ja zawsze słyszałam, że Bóg jest
            miłosierny i bierze pod uwagę starania i szczerą chęć poprawy, nawet, jeżeli z
            tych starań nic nie wychodzi.

            Całkiem możliwe, że trafiłabyś na księdza, który nazwałby Cię, oględnie
            mówiąc "nierządnicą" i odmówiłby rozgrzeszenia, dopóki "żyjesz w grzechu", nie
            zastanawiając się, jak skrzywdzone zostałoby dziecko, gdybyś odeszła od jego
            ojca tylko dlatego, że nie chciał wziąć z Tobą ślubu.
            Rozumiem, że właśnie tego sie obawiałaś, że nie będziesz mogła wypełnić tego
            warunku?

            Acha, osobiście nie chodzę do spowiedzi od paru lat i nie mam takiego
            zamiaru. To, co robię, to sprawa między mną a Bogiem, jeżeli nikogo nie
            krzywdzę swoim postępowaniem, to dla mnie nie jest to grzech, niezależnie od
            stanowiska księży. Oni z zasady nie powinni mieć o pewnych sprawach pojęcia,
            przecież przysięgali zachować celibat, to absurd, że ktoś taki będzie mnie
            pouczał o zasadach współżycia, która antykoncepcja jest dobra, a która
            grzeszna...

            Jak widzisz, moje poglądy nie przeszkadzają w zrozumieniu Twojego punktu
            widzenia. Zgadzam sie z tym, że należy byc konsekwentnym: nie zgadzam się ze
            stanowiskiem Kościoła, to nie biorę ślubu kościelnego. Kombinowanie jak by tu
            ulgowo prześliznąć się przez sakrament, to grzech świętokradztwa, o ile dobrze
            pamiętam. Trzeba mieć odwagę ponosić konsekwencje swoich decyzji.
            • Gość: km Re: Narrenturm czyli spowiedź, nietolerancja i Pr IP: sunserver:* / 212.244.59.* 08.01.03, 12:34
              Nie bałam się braku rozgrzeszenia, po prostu uważałam, że nie mogę i już.
              Mogłam też miec prywatnego spowiednika, którego osobiście znałam i do którego
              ostatecznie się udaliśmy przed ślubem.
              NA nazwanie mnie nierządnicą naprawdę byłabym odporna, mam dobre zdanie o
              sobie, może więc dlatego nikt mnie tak nie nazwał.
              Co bym zrobiła dziecku, sobie i małżonkowi oczywiście wiedziałam, stąd się
              miotałam strasznie, ale pomoc przyszła "z góry", bo ja bym sobie sam nie
              poradziła. NAtomiast akurat chodzenie do spowiedzi jest ważne moim zd. dla
              osoby wierzącej, bo chcąc się samemu z sobą rozliczać często się kręcimy i
              babrzemy w sosie własnych usprawiedliwień, nie idziemy dalej. No i dlatego, co
              rzeczywiście niewiele osób odczuwa - że Moc jest z nimi ;)))
              A my (jako para, małżeństwo i szczególnie w czasie ślubu) to czuliśmy i owoce
              tego zbieramy co dnia (ostatnio byliśmy na ślubie pary, którą wymodliliśmy na
              naszym)
              No i pozdrowienia z zaśnieżonego Krakowa
              Kurcze, nikt nie rzuca nawet kulkami ze sniegu.
    • Gość: małgosia Re: Narrenturm czyli spowiedź, nietolerancja i Pr IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 08.01.03, 14:00
      dziękuję za Twojego posta. ja już przestałam się uzewnętrzniać, po kilku
      policzkach nie mam siły nadstawiać kolejnych. Bo prawda jest taka, że jak tylko
      jest coś o odpowiedzialności, o wartosciach, czy - nie daj Boze- o Kościele, to
      należy takiego człowieka zbluzgać. A kiedys przeczytałam na forum, że
      antyklerykalizm nie zwalnia od myslenia. Niestety , bywa różnie.
      pozdrawiam gorąco
      • _sara Re: Narrenturm czyli spowiedź, nietolerancja i Pr 08.01.03, 14:21
        Ja też dziękuję za Twojego posta. Miło przeczytać że ktoś myśli tak jak ja :))
        Szczególnie uderzyło mnie jedno w Twojej wypowiedzi - spokój, który dowodzi
        autentyzmu tego o czym piszesz. Dzięki.
        a przy okazji pozdrowienia z zaśnieżonego (i to dość intensywnie) Krakowa :)
        • Gość: małgosia Re: Narrenturm czyli spowiedź, nietolerancja i Pr IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 08.01.03, 14:25
          sara, Ty z Krakowa? Ale Ci dobrze... piękne miasto. Szczególnie lubię Kazimierz
          • _sara Re: Narrenturm czyli spowiedź, nietolerancja i Pr 08.01.03, 14:51
            Gość portalu: małgosia napisał(a):

            > sara, Ty z Krakowa? Ale Ci dobrze... piękne miasto. Szczególnie lubię
            Kazimierz

            to jest nas już dwie :)
            zapraszam przy okazji
            zastanawiam się tylko czy mnie z kimś nie mylisz, dziwiąc się że jestem z
            Krakowa, bo to mój debiut na forum
            • Gość: Zuza Re: Narrenturm czyli spowiedź, nietolerancja i Pr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.03, 15:08
              To bardzo trudny problem dla ludzi wierzących.Osobiście także się z nim borykam
              i mam pełną świadomość że dopóki pozostanę z kimś w bliskim niesakramentalnym
              związku, dopóty nie mam co liczyć na rozgrzeszenie.To po prostu indywidualny
              wybór, chociaż bardzo skomplikowany bo wybiera sie miedzy człowiekiem a
              Bogiem.Mając świadomość który jest "ważniejszy"... pozdrawiam
              • drzazga1 Re: Narrenturm czyli spowiedź, nietolerancja i Pr 08.01.03, 18:44
                Gość portalu: Zuza napisał(a):

                > To bardzo trudny problem dla ludzi wierzących.Osobiście także się z nim
                borykam i mam pełną świadomość że dopóki pozostanę z kimś w bliskim
                niesakramentalnym > związku, dopóty nie mam co liczyć na rozgrzeszenie.To po
                prostu indywidualny wybór, chociaż bardzo skomplikowany bo wybiera sie miedzy
                człowiekiem a Bogiem.

                Ja uważam, że jest to co najwyżej wybór między człowiekiem a Kościołem.Bóg nie
                jest dla mnie równoznaczny z Kościołem. Kościół tworzą ludzie, a ludzie bywaja
                bardzo niedoskonali i omylni.
                Poznając historię Kościoła mozna przekonać się, jak to w ciągu wieków zmieniał
                on oficjalne poglądy w różnych kwestiach.
                To, co dziś jest złe w oczach księży, jutro może być dopuszczalne.
                Najprawdopodobniej za pewien czas zmieni także zdanie w kwestii środków
                antykoncepcyjnych chociażby. Ciekawe, czy rozgrzeszenia dla stosujących
                prezerwatywy małżonków będą wtedy udzielane wstecznie?

                Jeżeli robię coś, co krzywdzi bliźniego to jest to zło.
                Jeżeli robię coś, co nikogo nie krzywdzi, to nie uznaję tego za grzech.
                Niezależnie od stanowiska Kościoła.

                Jeżeli ktoś uważa inaczej - jego wybór, każdy ma prawo do własnych poglądów,
                ale nie ma prawa narzucać ich innym.

                Wracając do tematu podjętego przez założycielkę wątku - nie chodzę do kościoła
                nie chodzę do spowiedzi, nie uważam się za katoliczkę i nie będę kombinować
                podpisu od księdza na karteczce zaświadczającego, że sie wyspowiadałam.
                Nie stosuję obłudy, żeby ułatwić sobie życie, choć jest to powszechne - wśród
                ludzi deklarujących sie w tym kraju jako "katolicy" mozna znaleźć wielu takich,
                którzy mają bardzo pojemne sumienia.

                Ps.nie na temat: A kulek ze śniegu nie da si ezrobić, bo za duży mróz. Chociaż
                w Warszawie to nawet śniegu mało...
                • niedzwiedziczka Re: Narrenturm czyli spowiedź, nietolerancja i Pr 08.01.03, 22:12
                  drzazga1 napisała:


                  > Jeżeli robię coś, co krzywdzi bliźniego to jest to zło.
                  > Jeżeli robię coś, co nikogo nie krzywdzi, to nie uznaję
                  tego za grzech.

                  Ale czasami robisz coś, co krzywdzi tylko Ciebie.


                  > Wracając do tematu podjętego przez założycielkę wątku -
                  nie chodzę do kościoła
                  > nie chodzę do spowiedzi, nie uważam się za katoliczkę i
                  nie będę kombinować
                  > podpisu od księdza na karteczce zaświadczającego, że
                  sie wyspowiadałam.
                  > Nie stosuję obłudy, żeby ułatwić sobie życie, choć jest
                  to powszechne - wśród
                  > ludzi deklarujących sie w tym kraju jako "katolicy"
                  mozna znaleźć wielu takich,
                  > którzy mają bardzo pojemne sumienia.

                  I bardzo dobrze, że jesteś uczciwa w stosunku do siebie.
                  A to jest już dużo.


                  > Ps.nie na temat: A kulek ze śniegu nie da si ezrobić,
                  bo za duży mróz. Chociaż w Warszawie to nawet śniegu mało...

                  Oj, nie da się, z powodu czego bardzo niepocieszone jest
                  moje dziecko :)
                  Czego, jak czego ale śniegu dzisiaj w Krakowie nie brakuje.
    • Gość: roz Re: Narrenturm czyli spowiedź, nietolerancja i Pr IP: *.bratniak.krakow.pl 08.01.03, 14:24
      Miło czytało się to, co napisałaś. Podpisuję się pod tym, choć przyznaję, że
      jakieś 8 lat temu ostro polemizowałabym. Jak widać człowiek się zmienia,
      rozwija, dojrzewa... Pozdrawiam również z zaśnieżonego Krakowa.
    • carmella Re: Narrenturm czyli spowiedź, nietolerancja i Pr 08.01.03, 21:17
      a jak mialas te przerwe nie tesknilas za spowiedzia i komunia?
      Ja zatesknilam i poszlam na swieta do spowiedzi i bylam w komunii, ale chyba
      juz nie pojde, bo mimo ze dostalam rozgrzeszenie to czulam, ze chyba nie
      zasluguje.
      Ale nie zasluguje, bo???? Bo ktos powiedzial, ze zycie w zwiazku
      niesakramentalnym to grzech wielki. Jak juz bedziemy po slubie cywilnym to juz
      w ogole nie bede mogla korzystac z sakramentow. Bo wtedy to mi zaden ksiaz
      rozgrzeszenia nie da (teraz to tylko "takie chodzenie").
      Mialam okres, ze ta cala szopka z kosciolem i tymi bajerami mi zwisala, ale
      teraz czuje, ze jednak jest mi to wszystkie bliskie i juz mi brakuje tego..
    • niedzwiedziczka Re: Narrenturm czyli spowiedź, nietolerancja i Pr 08.01.03, 22:08
      Bardzo pięknie powiedziane. Serdeczne pozdrowienia
      (również)z Krakowa. Okazuje się, że większość dyskutantow
      to Krakusy :)
      • Gość: basiek Re: Narrenturm czyli spowiedź, nietolerancja i Pr IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 08.01.03, 22:14
        niedzwiedziczka napisała:

        > Bardzo pięknie powiedziane. Serdeczne pozdrowienia
        > (również)z Krakowa. Okazuje się, że większość dyskutantow
        > to Krakusy :)

        fakt.
        • melinek Re: Narrenturm czyli spowiedź, nietolerancja i Pr 09.01.03, 00:30
          Na emigracji w Warszawie. :))
          • Gość: J.S. Jeszcze ja IP: *.tnt2.lafayette.in.da.uu.net 09.01.03, 03:34
            Na emigracji jeszcze dalszej, ale sercem w Krakowie.
            Nawiazujac jednak do tematu. Trafilem na wspanialego spowiednika w Holy Trinity
            Church in Chicago. Jedna z wielu polskich parafii. Trzy godziny drogi od mojego
            miejsca zamieszkania. Warto bylo jechac. Sam sie jednak tez przylozylem, to nie
            bylo zwykle "klepanie" grzechow. Chcialem podyskutowac, pospierac sie,
            przedstawic swoj punkt widzenia. Nie wiem czy moja "aktywnosc", czy raczej
            zagmatwane losy wielu Polonusow sprawily ze opuscilem konfesjonal mocno
            zbudowany postawa ksiedza (rozgrzeszony rowniez). Coz jeszcze moge dodac, jak
            dwukrotnie wypowiedzialem sie na watku o spowiedzi przedslubnej to ksiedz
            Tischner zainspirowal mnie by troche spierac sie z Panem Bogiem.
            Pozdrawiam z rowniez zasypanej Indiany.
            J.S.
            • Gość: km Do carmelli IP: sunserver:* / 212.244.59.* 09.01.03, 08:42
              Gdy nie mogłam iśc do spowiedzi i komunii to bardzo mi tego brakowało. Teraz
              jednak wiem, że to był ważny czas w moim życiu, żebym się nauczyła, że nie
              można tłumaczyć sobie: a, raz zgrzeszę i się wyspowiadam... Tak się nie da. A
              dlaczego nie możesz wziąć ślubu kościelnego, może jest na to jakiś sposób. Może
              tylko trzeba walczyć ze słabością? Znajdź mądrego spowiednika i pogadaj. W
              KRakowie mam co najmniej dwóch do zaproponowania.
              Co do rozróżnienia między Bogiem a kościołem - poniekąd prawda, że to nie to
              samo, ale ten Bóg, o którym mówimy, nakazał nam tworzyć kościół i obiecał, że
              gdziekolwiek dwóch lub trzech będzie w imię jego... Zatem jest to niezbędny
              wymiar relacji Bóg człowiek w tejże religii. Chyba, że się kwestionuje
              ewngelię, ale wtedy należy szukać bardziej odpowiadającej ideologii, może
              konfucjonizm?
              A jak pisałam na początku dlatego taki tytuł wątku, bo za coś, za co kiedyś
              palono na stosie, dziś jest powszechną praktyką. Dlatego rzeczywiście trzeba
              się skupić nad tym, co istotne, wczuć, wczytać, wsłuchać, wmodlić i wtedy mozna
              przestać się stresować pewnymi brakami w swoim życiu. Bo od każdego Bóg wymaga
              na jego miarę, a nie więcej.
              U nas dzis minus 16... ech, zima...
    • Gość: elwinga Re: Narrenturm czyli spowiedź, nietolerancja i Pr IP: *.acn.pl / 10.67.0.* 09.01.03, 23:18
      > W sumie miałam tylko napisać, że każdy dostaje taką miarą, jak sam daje, od
      > ludzi i Boga. ORaz że poraża mnie tłumaczenie swojego konformizmu
      > nietolerancją otoczenia, ale wyszło chyba co innego.

      No, nareszcie ktoś to powiedział. :)
      Dzięki.
      Mnie wychowano w rodzinie "katolickiej" - piszę w cudzysłowie, bo ojciec jest
      ateistą, mama - choć wierząca - do kościoła nie chodziła nigdy i mieli tylko
      ślub cywilny, ale mnie ochrzczono i posłano do komunii. Na komunii moja
      edukacja religijna się zakończyła. Gdy miałam 16 lat, odnalazłam się we
      wspólnocie protestanckiej i choć tam już nie należę, to nadal uważam się za
      protestantkę. Nigdy, podkreślam: nigdy, nie miałam problemów z niechodzeniem na
      religię, ani w podstawówce, ani w liceum. Pamiętam wycieczkę w VIII klasie, na
      której wszyscy poszli na mszę - wszyscy poza mną i moją przyjaciółką,
      dziewczyną o podobnej sytuacji rodzinnej. Nie miałyśmy w związku z tym żadnych
      problemów. Jedna z moich najbliższych przyjaciółek jest głęboko wierzącą i
      praktykującą katoliczką i mam wrażenie, że - choć na pewno wolałaby, żebym była
      katoliczką i żeby było między nami porozumienie także na tej płaszczyźnie -
      woli mnie jako głęboko wierzącą (i wiedzącą, w CO wierzy) protestantkę niż
      jako "letnią" katoliczkę, która pójdzie do kościoła, no bo tak wypada, ale tak
      naprawdę to nie ma przecież znaczenia.
      Nie twierdzę, że Polska należy do najbardziej tolerancyjnych krajów na świecie,
      ale używanie straszaka w postaci wojującej nietolerancji jako usprawiedliwienia
      dla własnej wygody jest dla mnie mocno podejrzane.
      Pozdrawiam serdecznie.
    • Gość: małgosia Re: Narrenturm czyli spowiedź, nietolerancja i Pr IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 10.01.03, 12:04
      a ja niestety nie miałam szczęścia być wychowywana w rozdzinie katolickiej. A
      wiem, że wiara to największe bogactwo, jakie rodzice mogą dać dzieciom (Inna
      rzecz, że dzieci nie zawsze chcą przyjąć ten dar).
      A z Krakowa nie jestem . Napisałam ,że piękne miasto , bo tak uważam. Znam je
      trochę, ale nigdy tam nie mieszkałam. Jedyna wada Krakowa: co przyjeżdżam ,to
      smok nie chce zionąć ogniem:)
      • Gość: km Re: Narrenturm czyli spowiedź, nietolerancja i Pr IP: sunserver:* / 212.244.59.* 10.01.03, 13:38
        JA też nie byłam wychowana w wierze i nie żałuję, każdy ma swoją drogę
      • niedzwiedziczka Re: Narrenturm czyli spowiedź, nietolerancja i Pr 10.01.03, 15:07
        Majwiększe bogactwo, jakie rodzice mogą dać dzieciom to
        miłość, a dla nas katolików jest ona tożsama z Bogiem.
      • _sara Re: Narrenturm czyli spowiedź, nietolerancja i Pr 10.01.03, 15:12
        Gość portalu: małgosia napisał(a):

        > A z Krakowa nie jestem . Napisałam ,że piękne miasto , bo tak uważam. Znam je
        > trochę, ale nigdy tam nie mieszkałam. Jedyna wada Krakowa: co przyjeżdżam ,to
        > smok nie chce zionąć ogniem:)

        widocznie w złym okresie przyjeżdżasz - Smok też człowiek potrzebuje od czasu
        do czasu urlop, a zieje od późnej wiosny do późnej jesieni :))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka