Gość: km
IP: sunserver:* / 212.244.59.*
08.01.03, 09:15
JEdnak nie mogłam się oprzeć po przeczytaniu wątku dłuugasnego o spowiedzi
przedślubnej. A tytuł taki, bo własnie wczoraj w nocy skończyłam czytać
świetną powieść o tym tytule. I wspomniałam tezy Husa, prztaczane tam
oględnie. Pomijam oczywiście komunię pod dwoma postaciami, za co w XV w.
palono na stosie a obecnie jest to norma np na ślubach. Ale chodziło mi o
ubóstwo kleru i takie tam inne postulowane. Oraz o to, że każde oszołomstwo
prowadzi do rolewu krwi. Na szczęście to forum...;)))
PO przydługim wstępie napiszę o sobie: mam 29 lat, do spowiedzi z 2 letnią
przerwą na nieślubne dziecko chadzam od 21 roku zycia. Ze średnią gdzieś raz
na 2 miesiące. I nigdy nie zdarzyło mi się, żeby mnie ktoś zapytał ile razy,
w jakiej pozycji i przy użyciu jakiej antykoncepcji. Nie zdarzyło mi się to
nigdy, choć jak wiem od paru lat (ale od paru, anie parunastu czy
parudziesięciu) jest taki obowiązek. Księża go jednak nie przestrzegają.
Tylko mi nie piszcie, że mam szczęście, że tak trafiam, bo chodząc do
spowiedzi tyle razy prawdopodobieństwo trafienia na erotomana przeze mnie
jest wielokroć większe niż osoby, która do spowiedzi idzie raz lub dwa przed
ślubem. Powiem Wam jeszcze, że ja przed moim slubem nie musiałam przynieśc
żadnej karteczki (a miało to miejsce w Polsce), nikt mnie nie sprawdzał, a
wiecie dlaczego - bo proboszcz wiedział, że nasz ślub jest dla nas
najważniejszy i nie będziemy oszukiwać, bo nie potrzebował się zabezpieczać
przed doprowadzenim maluczkich do grzechu - że jak nie sprawdzi, to
delikwenci nie pójda do spowiedzi i popełnią cięzki grzech,bądź nie musiał
uważać, by się nie narazić na rolę błazna w spektaklu wymyślonym sobie przed
dwoje młodych ludzi, którzy nie moga sobie właśnie wynająć kościoła za
stosowną opłatą i "szołmena" z usc lub jakiejś sekty, który im ceremonię
poprowadzi.
Dlatego chylę czoła przed Goga74, że szanuje wiarę innych i nie zamierza z
niej drwić robieniem szopki ze ślubu i spowiedzi.
Aha, co do nietolerancji: w szkole tak samo dokuczano mnie, bo byłam gruba
jak mojej koleżance, która nie chodziła na religię. To, że sobie umiałam
radzić z nietolerancją wyniosłam z domu, dlatego uważam, że to od rodziców
zależy nie, czy dziecko trafi na toleracnycjnych i dobrych ludzi, ale czy
będzie odporne na zło tego świata - ja byłam.
Choć bolało, że się ze mnie naśmiewają, ale nia mam kompleksów, jestem pewna
siebie do niemożliwości - jak twierdzi mój mąż. I nie jest to poza, tylko
naturalna konsekwncja tego, jak zostałam wychowana, nauczona miłości i
tolerancji. Tak też wychowam moje dziecko. Więc nie martię się, że się
urodziło przed slubem, że mama ma inne nazwisko niż tata (dla naszych rodzin
to straaaszny problem). Tak jak nie martiłam się, że nie dostanę śłubu, kiedy
przestałam chodzić na religię, bo ksiądz był do d.... To od rodziców zależy,
czy kształtują w dzieciach kołtuńskie poglądy, czy uczą je otwartości i tego,
że inny nie znaczy gorszy.
Tymczasem 90% Polaków katolików pędzi do kościoła wziąc ślub i ochrzcić
dziecko i nic więcej. I potem opowiadają o obłudzie kleru, ciągnięciu kasy
etc...
JAkoś dziwnie ja chodzę do kościoła z własnej woli i nie spotykają mnie takie
przykrości... Czy nikomu nie nasuwa się w związku z tym refleksja, że dostaje
to, po co wyciąga rękę... Nie po łaskę skaramentu, tylko po kartkę do
spwiedzi. Ją też dostaje ze stosownym "błogosławieństwem".
JA wierzę, że idąc do spwiedzi spotykam i roiliczam się z Bogiem. I dlatego
nie obchodzi mnie, kto tam siedzi, a ostatnio mnie uniósł prawie pod sufit.
Model francji jest ciekawy, że pozostawia się wszystko sumieniu, ale tam z
tego co wiem większośc ludzi jest tylko ochrzczona, więc ich sumienie i
dojrzałość w wierze nawet nie powinna ich "po komunię" posyłać, ale chyba się
czepiam.
Nie mogłam się oprzeć tym paru refleksjom.
Dla misia pysia - jeśli tu zajrzy: zadaj sobie pytanie, czemu nie chcecie
brać ślubu. Albo czemu jeśli chcecie za parę lat, to już się martwisz o
spowiedź? JEśli masz wrażliwe sumienie, to nie wytrzymasz. Alebo jest sobie
wygładzisz ;)
do złotej rybki: nie można dostać rozgrzeszenia, jeśli będziesz żyła w
grzechu i nie będziesz chciała tego zmienić; chyba że nie uważasz tego (seksu
i mieszkania przed ślubem) za grzech, ja tak myślałam przez parę lat, ale
dopiero jak postawiłam sobie spawy jasno, to mi się życie odprostowało, nie
mozna zjeśc ciatska i go mieć.
do pozostałych: spowiedź jest po to, by siebie naprawiać,a nie po to, by
dostać kartkę. I też nie dlatego ona istnieje, że członkowie koscioła są
święci, ale dlatego, że do tego dążą i ma im to pomagać...
Ufff.
W sumie miałam tylko napisać, że każdy dostaje taką miarą, jak sam daje, od
ludzi i Boga. ORaz że poraża mnie tłumaczenie swojego konformizmu
nietolerancją otoczenia, ale wyszło chyba co innego.
pozdrawiam