jolantamaria
14.01.03, 13:25
Obecnie już jestem z racji zaawansowanego wieku raczej mało
interesująca dla tramwajowych i autobusowych podrywaczy, ale
wiele lat temu grasowali tak samo i miałam na nich dwa sposoby,
oba bardzo skuteczne, sprawdzają się do dziś.
Pierwszy - bardzo mocno nastąpić na śródstopie. Skuteczność
wzrasta, gdy kobieta ma buty na obcasie. Potem można słodkim
tonem powiedzieć ze skruchą "Och, bardzo przepraszam!", a jeśli
obmacywacz nie zrozumiał (tylko raz taki tępy się trafił) -
jeszcze mocniej nastąpić ponownie i jeszcze rozkoszniej
przeprosić.
Drugi - stosowałam, gdy byłam bardzo rozeźlona, czyli częściej.
Należy pełnym głosem krzyknąć "Złodziej!", wskazując całą ręką,
wyraźnie, na obmacywacza. Przeważnie inni chcą mu dać po łbie, a
przerażony obmacywacz wręcz wyskakuje z tramwaju. Oczywiście
można nawet doprowadzić w takim wypadku do poturbowania faceta,
ale to on zaczął.
Żadna z tych metod ani mnie, ani koleżanek, a [potem ich córek i
wnuczek), nie zawiodła. Wymyśliłam je z oburzenia. Nie czułam
się winna obmacywankom, doprowadzały mnie do pasji, wściekłości -
bez upokorzenia. Z jakiej racji ja mam się czuć winna?