el_jot
05.06.06, 21:20
Małżeństwem jesteśmy od 3 lat, mieszkamy razem od 6, mamy 16 miesięczną
córeczkę. Życie z nim od początku nie było łatwe mimo że nie zdradza, nie
pije, nie oszukuje i nie traci pieniędzy.Ale nie mam z jego strony żadnego
wsparcia anizrozumienia. On życie we dwoje ma się ograniczać do robienia
czegoś wspólnie i dla wspólnego dobra. Oto przykład: mój ojciec namówił mnie
na kurs prawa jazdy i dał na to pieniądze, nawet starczyło na jazdy
dodatkowe.Dosatliśmy od mojego ojca naprawdę duzo pieniędzu na wykończenie
domu. Mój mąż stweirdził że skoro dał nam tyle może nam dać na inne rzeczy
treż Mój mąz robi mi łaskęże zawiezie mnie na egzamin do tego stopnia,że wolę
jechać sama trzema autobusami pks niż potem wysłuchiwać jego
wypominania.Oczywiście to prawio jazdy jest mi do niczego niepotrzebne, bo nie
służy naszenu wspólnemu dobru a robię je tylko dla siebie. Tak samo było kiedy
przd ciąża chodziłam na aerobik, jogę itp. Ile się musiałam nasłuchać tylko ja
wiem.
Kiedy zwierzę mu się że nie daję sobie rady z ciągłym siedzeniem w domu z
dzieckiem, owszen wysłucha, ale za chwilę muszę wysłuchiwać żę się do niczego
nie nadaję. Mam wrażenie że jemu po prostu, tak jak jego ojcu , wydaje się że
znalazł sobie sprzątczkę. Ciągle wytyka mi że cośjest nieumyte, nieposrzątane,
sam nawet nie odniesie talerza do zlewu, nie mówiąć już o umyciu wanny po sobie.