shiela2
10.06.06, 21:19
brak porozumienia totalny..mowienie przez sciane, rownowazniki zdania, jak z
dnia swira 'jedz zupe bo ci wystygnie'. nie wiem juz co/kogo obwiniac.. moze
to takie pieprzone pokolenie? jedyne rozmowy jakie istnieja to sa o studiach
i meczenie 'kiedy egzamin'? 'kiedy obrona? i dlaczego we wrzesniu?' swoje
zdanie bede mogla wyrazac dopiero jak bede sama sie utrzymywac (jeszcze 3
miechy przemecze) w koncu co wolno wojewodzie..
ciagle wymaganie i brak chociazby najmniejszego dobrego slowa za sukcesy.
ostatnio mam jakies natretne mysli, ze wkrotce odejdzie i mamy malo czasu ..
staram sie .. ale wychodzi tragicznie.. konczy sie klotniami i podsumowaniem,
ze tyle jej w zyciu przykrosci zrobilam.
boli mnie to wszystko bardzo.. o ojcu nawet nie wspomne bo mimo ze mieszkamy
razem to dla mnie obcy czlowiek..ale sytucacje z mama bardzo przezywam.
boje sie ze bede/jestem tak samo zimna jak ona.. w koncu napatrzylam sie sie
od dziecka jak 'rodzina' wyglada i napewno daleko jej od tej z reklamy
platkow sniadaniowych