Dodaj do ulubionych

Przyjemnie być wiedźmą

IP: 213.76.182.* 24.01.03, 13:09
Chyba wszystkie ponosimy wysiłek, aby tę układankę dopasować,
ale cholercia, co się ułoży w jednym miejscu, to w drugim się
spieprzy. Czy to nie jest po prostu przywilej bliskich związków,
niezależnie od płci? Wszyscy jesteśmy różni. Na szczęście wiedźy
mogą więcej.
Obserwuj wątek
    • Gość: Rayoff Pani Kingo IP: *.warszawa.tpnet.pl 24.01.03, 17:13
      Czy bylaby Pani tak mila i przeczytala ze zrozumieniem artykul
      Milskiej-Wrzosinskiej przed odpowiadaniem na niego?
      A odpowiadajac pisac na temat?
      I czy moglaby Pani przestac stosowac w kolko te same tanie
      chwyty retoryczne?
      • Gość: anais Re: Pani Kingo IP: *.man.polbox.pl 24.01.03, 23:56
        a może ty byś przeczytał ze zrozumieniem?
      • Gość: znuzona Re: Pani Kingo IP: *.adsl.xs4all.nl 28.01.03, 19:46
        Gość portalu: Rayoff napisał(a):

        > Czy bylaby Pani tak mila i przeczytala ze zrozumieniem
        artykul
        > Milskiej-Wrzosinskiej przed odpowiadaniem na niego?
        > A odpowiadajac pisac na temat?
        > I czy moglaby Pani przestac stosowac w kolko te same tanie
        > chwyty retoryczne?

        Z CALEGO SERCA POPIERAM!!!!
      • Gość: Maga Re: Pani Kingo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.03, 23:35
        jako kobieta, zgadzam sie z przedmowca
        rany, jakież te baby zacięte i zachłanne....
        KOBIECOŚĆ
        hahaha
        anachronizm, niestety
    • Gość: Kot skojarzenia: "torunski piernik"? IP: 209.234.157.* 24.01.03, 19:45
      podpowiedz: na "w"



      miau
    • goga.74 pani Kingo, dziekuje 24.01.03, 20:04
      dzieki Pani wygralam zaklad!
      Zalozylam sie oczywiscie o to, ze Pani Zofii M.-W. nie "przepusci"
      Powinna sie Pani cieszyc rowniez, ze kolezanki po fachu dostarczaja Pani na
      biezaco tematow i nie musi Pani wysilac sie sama, o czym tym razem napisac
      (czego efekty bywaja oplakane patrz tekst o dojeniu kozla).
    • Gość: kaska Re: Przyjemnie być wiedźmą IP: *.tele2.pl 25.01.03, 03:35
      a czemu Pani zamieszcza swoje zdjecie sprzed lat? Przeciez Pani
      tak nie wyglada! Wstydzxi sie Pani siebie?
      • Gość: rakjest Re: Przyjemnie być wiedźmą IP: *.toya.net.pl 25.01.03, 09:31
        ojojojojoj!chyba ty sie wstydz kaska, pomyliłaś adres,wejdz na
        strone www.magiel.....to sobie pogadasz na swoim poziomie.
    • Gość: magda.gdansk UWIELBIAM PANIA, PANI KINGO IP: *.coe.int 25.01.03, 10:33
      to swietny tekst,a takze chwale Pania za milosierdzie: ma Pani dobry uczynek,
      ze Pani nie napisala, ze wiedzma i jedza jest Milska-Wrzosinska...
    • Gość: arkan Czy kobieta jest szczęśliwa w swojej samotności ? IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 25.01.03, 11:12
      Mam 27 lat i w dzisiejszych dość trudnych czasach radzę sobie
      (uczciwie)całkiem nieźle. Mam w swojej firmie oraz wśród
      znajomych sporo koleżanek w okolicach "30-stki" i widzę kilka
      stylów zycia:
      "księżniczka z bajki"-czeka na księcia,poznaje coraz to nowych
      facetów,ale żaden jej nie odpowiada.
      "abdykowana księzniczka"- szukała fajnego gościa, aż w końcu w
      akcie desperacji złapała jakiegoś kiepskiego frajera.
      "zakochana w macho"- poznaje coraz to nowych gości, idzie od
      razu z nim do łóżka i dziwi się, że klient już nie dzwoni więcej.
      "desperatka"-to pojęcie szerokie, stuknęła jej 30-tka i łapie
      chłopaka i ciśnie na ślub i dziecko.
      A każda z nich chce zrobić karierę,mieć rodzinę(niekoniecznie
      dziecko z wygodnictwa)...
      Ale nie zazdroszcze kobietom,muszą oprócz kariery narzuconej
      przez media zaspokoić swój instynt macierzyński no i jak to
      pogodzić- bez pomocy babci lub opiekunki to niemożliwe...
      • Gość: anais Re: a może by tak IP: *.man.polbox.pl 25.01.03, 12:13
        a może by tak z pomocą męża?
        i wyobraź sobie, że są kobiety, które nie chcą mieć dziecka bo po prostu nie
        czują takiej potrzeby
        i to jest uczciwe postawienie sprawy, bo po co mieć niechciane dziecko
      • Gość: Łasica Re: Czy kobieta jest szczęśliwa w swojej samotnoś IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 25.01.03, 12:35
        Ja mam 10 lat więcej niż przedmówca i przez ten czas zdołałam
        już sie zorientować że w życiu albo - albo. Trzeba zachować
        minimum uczciwości przed sobą samą i nie obniżając wymagań
        zachować jednocześnie trzeźwy ogląd rzeczywistości. Bo życie
        jest jakie jest bez względu na to co o nim sądzi pani Wrzosińska
        czy pani Dunin.
        Pierwszym warunkiem sukcesu jest szczere do bólu poznanie
        siebie: jakie są nasze podstawowe i niezbywalne potrzeby? W
        końcu przecież szukamy partnera dla siebie a nie dla otoczenia,
        facet to nie luksusowa fura czy dizajnerski apartament. Czy aby
        naperwno potrzebny nam macho ,którym bedziemy mogły
        zaszpanować kolezankom w modnym klubie? Czy może wolimy czułego
        i oddanego , który choc nie zabłysnie w towarzystwie , ale zrobi
        nam kawe do łóżka, wymasuje obolałe stópki, z entuzjazmem
        towarzyszyć bedzie w zakupach i z uwagą wysłucha porcji
        codziennych zwierzeń? Czy wolimy hodować niezwykle
        wysublimowanego narcyza, czy może potrebujemy przeglądać sie
        codziennie we wpatrzonych w nas z miłością oczach? Jeśli kobieta
        chce i tego i tego i jeszcze kilku innych wykluczających sie
        cech, świadczy to wyłącznie o jej niedojzałości emocjonalnej i
        braku życiowego realizmu. Bo takiego zwierza którego rysujemy
        zabrakło niestety na arce Noego.
        Pani Wrzosińska rozważa czemu dzisiejsi panowie nie chcą sie
        żenić- ja pytam przewrotnie: a z kim? Co takiego mamy do
        zaoferowania by przyciągnać potencjalną "ofiarę", z czego gotowe
        jesteśmy zrezygnować, a o co bedziemy walczyć za cenę rozstania.
        W zwiazku nie powinno być dawców i biorców , bo kiedy energia
        przepływa w jedna stronę to szybko sie wyczerpie i pozostanie
        tylko rozgoryczenie. zanim zapytamy co możemy dostac zapytajmy
        najpierw co mozemy dać.
      • Gość: Ninoczka Re: Czy kobieta jest szczęśliwa w swojej samotnoś IP: *.nv.nv.cox.net 27.01.03, 03:30
        Gość portalu: arkan napisał(a):

        > Ale nie zazdroszcze kobietom,muszą oprócz kariery narzuconej
        > przez media zaspokoić swój instynt macierzyński no i jak to
        > pogodzić- bez pomocy babci lub opiekunki to niemożliwe...

        A moze zamiast niezadroscic, wczulbys sie w role i zrozumial, ze
        rodzicielstwo to tez Twoja/meska sprawa?
    • titus_flavius Uśmiałem się serdecznie ... 25.01.03, 13:45
      Ave,
      ... czytając dzisiejszą Kingę Dunin. Ona nie zna takich kobiet, jak te z
      felietonu? Statystyki są nieubłagane - 1/4 kobiet po 30-tce, i to właśnie tych
      samodzielnych i wykształconych jest samotna. Coraz większej grupie facetów nie
      są potrzebne takie kobiety - nie jest potrzebny im partnerski związek i
      wyśróbowane wymagania. Po co mają je spełniać? Swoje potrzeby i seksualne, i
      emocjonalne i inne, są w stanie sobie zapewnić poza związkiem. Nawet jeżeli
      dadzą się złapać takiej harpii, to i tak taki związek szybko się rozpada.
      Kinga pisze, że to dobrze, ze kobiety mają wysokie wymagania. Ale to jest tak,
      jakby Kinga otworzyła sklep z oryginalnym chlebem po 20 zł za bochenek. Kupią
      go tylko pasjonaci, inni poszukają substytutów, bo uznają, że cena jest zbyt
      wysoka.
      Podobnie skończą wyznawczynie Kingi - część z nich urządzi się wygodnie w
      związkach. Reszta zaś bądź nie znajdzie wymarzonego partnera, bądź ten
      znaleziony nie będzie chciał słyszeć o stałym związku. Tak, wielu miłych i
      sympatycznych będzie bało się związków z feministkami, obawiając się
      odpowiedzialności i "partnerstwa", w którym będą zdani na łaskę i niełaskę
      kobiety. Wrzosińska słusznie zauważyła, że najbardziej chętni do związków są
      nieudacznicy i brutale, którzy nie chcą słyszeć o jakimkolwiek partnerstwie.
      Taki los zgotowały sobie wyznawczynie feminizmu.
      T.




      Przyjemnie być wiedźmą

      Kinga Dunin 24-01-2003 11:00

      Zofia Milska-Wrzosińska w tekście "Czy mężczyzna potrzebuje małżeństwa",
      wszystkie kobiety pragnące partnerskich związków oraz takie, którym udało się
      takie związki zbudować, wciąga w owo groteskowe "my". Karykaturuje nasze
      usiłowania i pragnienia, by na koniec obarczyć nas poczuciem winy za to, że
      mężczyźni, ci inni, a nie nasi zgnojeni partnerzy, nie garną się do stałych
      związków.

      Bo MY, współczesne kobiety, już takie jesteśmy, że chciałybyśmy wszystkiego i
      to za darmo. Męskich praw, kobiecych przywilejów, męża, który ugotuje, kibel
      przetka, miliony zarobi, samochód naprawi, dziecku pieluchę zmieni, w łóżku
      obsłuży według aktualnego zapotrzebowania. Co tam chcemy, już to mamy!
      Wystarczy złapać męża, a on, zaszantażowany przez nowomodne ideolo, zatańczy,
      jak mu zagramy. I jak tu się dziwić, że mężczyźni uciekają przed takim
      gułagiem? Coraz trudniej złowić pana króliczka i go zaobrączkować.

      Taką oto wizję roztacza przed nami Zofia Milska-Wrzosińska w tekście "Czy
      mężczyzna potrzebuje małżeństwa?". Może pisze o sobie i jakichś swoich
      znajomych, ale z pewnością nie o mnie. A o pani? Pani? Pani? O was też chyba
      nie. A jednak wszystkie kobiety pragnące partnerskich związków oraz takie,
      którym udało się takie związki zbudować, wciąga w owo groteskowe "my".
      Karykaturuje nasze usiłowania i pragnienia, by na koniec obarczyć nas poczuciem
      winy za to, że mężczyźni, ci inni, a nie nasi zgnojeni partnerzy, nie garną się
      do stałych związków.

      No dobrze, a jeżeli ona ma trochę racji? Chcemy wszystkiego. I cóż w tym złego?
      Nie jest grzechem chcieć. Ważne jest miarkowanie swoich pragnień, umiejętność
      dostosowania ich do pragnień innych osób, czasem - mądre tworzenie takich
      warunków, w których dadzą się urzeczywistnić. Może to dotyczyć także warunków
      prawnych, bo jeśli kobieta chce partnerstwa, to jednocześnie powinna chcieć
      równych praw do opieki nad dzieckiem dla obojga rodziców.

      Wolno nam też kompensować naszą wolę mocy w inny sposób, choćby poprzez
      literaturę, bo po to właśnie ona jest - by bezpiecznie przeżyć sen o tym, jak
      łatwo się sprawia, by świat zechciał nas słuchać. Na przykład przeczytać cykl
      dowcipnych opowieści o wiedźmie Babuni Jagódce. Mówię oczywiście o nowej
      książce Anny Brzezińskiej "Opowieści z Wilżyńskiej Doliny".

      Jakże miło być wiedźmą! Znakomita pozycja na rynku usług magicznych i kilka
      prostych środków na wykończenie konkurencji czyni z niej kobietę sukcesu,
      zapewnia godziwe środki do życia. Jako społeczniczka może ukarać okrutnego
      męża, odbudować wieś zniszczoną przez rabusiów. Jako wiedźma tolerancyjna z
      księdzem się napije. I sobie samej przyjemności nie skąpi - codziennie
      naleweczka i młody kochanek, który - jak trzeba, a jakże - gospodarstwem
      również się zajmie.

      Ale nawet wiedźma napotyka czasem bariery nie do przekroczenia, a jej życzenia
      zmieniają się we własne przeciwieństwo. To, że nie da się osiągnąć wszystkiego,
      wie każdy normalny człowiek. Jednak coś zawsze można zrobić. Na przykład
      założyć wydawnictwo Runa, które oprócz wspomnianej książki wydało jeszcze kilka
      innych napisanych przez kobiety. Fakt ten polecam uwadze wszystkich, którzy tak
      jak ja odpadli od najnowszej powieści Andrzeja Sapkowskiego.

      Powróćmy jednak do pytania: czy mężczyzna potrzebuje małżeństwa?

      Zależy jaki mężczyzna. Mężczyzna wykształcony, łakomy sukcesu, ambitny i
      dopiero na rozbiegu nie ma zbyt wiele miejsca na życie rodzinne. Mógłby więc
      pragnąć małżeństwa z kobietą, która go obsłuży i mu zapewni. Jest tylko pewien
      szkopuł: młodzi i wykształceni coraz częściej nie wyobrażają sobie życia z
      tradycyjną żoną, szczególnie jeśli stać ich na pralkę i restaurację. Chcą
      mądrej, silnej partnerki. Niestety, partnerka potrzebuje partnera, a co wtedy z
      karierą i wszystkimi innymi przyjemnościami ambitnego mężczyzny? Mężczyzna
      postawiony wobec dylematu, jak pogodzić rodzinę z karierą, zwleka, szuka
      związków luźniejszych, nie marzy o pieluchach. Kobiety chyba częściej gotowe są
      zaryzykować. Ale problem, jak pogodzić niepasujące do siebie kawałki układanki,
      i tak pozostaje.

      Najlepiej mają wiedźmy. Wyłamują z płotu sztachetę, wsiadają na nią i odlatują
      do innej bajki

      Anna Brzezińska "Opowieści z Wilżyńskiej Doliny", wydawnictwo Runa, Warszawa
      2002
      • Gość: anais Re: IP: *.man.polbox.pl 25.01.03, 14:25
        skoro partnerstwo, to dlaczego na łaskę i niełaskę kobiety?
        czy ty nie rozumiesz co znaczy partnerstwo
        • titus_flavius Re: 25.01.03, 15:06
          Gość portalu: anais napisał(a):

          > skoro partnerstwo, to dlaczego na łaskę i niełaskę kobiety?
          > czy ty nie rozumiesz co znaczy partnerstwo

          Ave,
          partnerstwo jest dobre dla kobiet do czasu, gdy jest rozumiane jako wszystko
          dla kobiety. Potem to są już biedne ofiary męskiego szowinizmu.
          T.
          • Gość: łasica Re: IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 25.01.03, 15:24
            Oj, Tytusie, chyba Ci sie nieźle musiało oberwać połapkach od
            jakiejs wyzwolonej damy i masz uraz, biedaku! :) Szeczerze
            współczuję. Ale zważ że naogół to my kobiety możemy czuć sie
            pokrzywdzone, a tych przysłowiowych harpi nie ma wśród nas aż
            tak wiele. Partnerstwo nie polega zaś na ustawicznym
            rozstrzyganiu kto ma wyrzucać smieci i zmywac gary po obiedzie ,
            kto pichcic a kto prasować. Partnerstwo to żywe zainteresowanie
            życiem drugiej osoby. To przede wszystkim przyjaźń. O jakim
            partnerstwie może mówić kobieta która wprawdzie ma dostęp do
            mężowskiego konta w banku, ale nie do jego piątkowych wieczorów
            z "koleżankami z pracy" , po których wraca nad ranem pijany, z
            garścią pomiętych kobiecych wizytówek w kieszeni.
            • titus_flavius Timeo Danaos et dona ferrentes! 25.01.03, 18:48
              Ave,
              nie zgadzam się z Tobą do końca. Prawda, że kobiet-harpii z natury jest
              niewiele. Te harpie z natury jednak są najgłośniejsze i uzurpują sobie prawo do
              mówienia, co dla kobiet jest dobre, a co złe, co korzystne, a co nie. Harpie
              zachęcają do rzeczy na pozór przyjemnych, a zniechęcają do na pozór przykrych.
              Zdominowały dyskurs o roli kobiet w rodzinie i społeczeństwie,są głośne i
              wszędzie widoczne. Ich przeciwniczek zaś, które mówią rzeczy nieprzejemne nie
              widać, a gdy którejś - jak Wrzosińskiej uda się przemówić, wtedy odzywa się
              potępieńczy chór harpii.
              Nic więc dziwnego, że głos rozsądku jest niesłyszalny.
              Jakie są tego skutki? I kobiety i mężczyźni stale słyszą harpią propagandę, na
              którą udało się wylansować modę. Wydaje im się, że jest to głos w imieniu ogółu
              kobiet. Wtedy zdezorientowani faceci sądzą, ze wszyskie kobiety są harpiami,
              należy je więc odpowiednio traktować. Zaś kobiety ulegając modzie wierzą, że
              postulaty i żądania harpii są słuszne, i one powinny więc zachowywać się i
              żądać tego samego. Oczywiście najczęściej są to pozory, gdyż takie uroszczenia
              nie są zgodne z kobiecą naturą. Faceci jednak nie mają zamiaru sprawdzać tego
              na włąsnej skórze, wierząc, że propaganda harpii jest prawdziwa. Nie tylko więc
              boją się małżeństwa, ale zaczynają już się bać nawet wspólnego zamieszkiwania.
              O dzieciach coraz częściej nie chcą słyszeć, bojąc się dostarczenia amunicji
              harpii po rozstaniu.
              To wszystko uderza oczywiście w te 90% kobiet, które najlepiej czują się w
              rodzinie.
              Ale za naiwność trzeba płacić.
              T.



              Gość portalu: łasica napisał(a):

              > Oj, Tytusie, chyba Ci sie nieźle musiało oberwać połapkach od
              > jakiejs wyzwolonej damy i masz uraz, biedaku! :) Szeczerze
              > współczuję. Ale zważ że naogół to my kobiety możemy czuć sie
              > pokrzywdzone, a tych przysłowiowych harpi nie ma wśród nas aż
              > tak wiele. Partnerstwo nie polega zaś na ustawicznym
              > rozstrzyganiu kto ma wyrzucać smieci i zmywac gary po obiedzie ,
              > kto pichcic a kto prasować. Partnerstwo to żywe zainteresowanie
              > życiem drugiej osoby. To przede wszystkim przyjaźń. O jakim
              > partnerstwie może mówić kobieta która wprawdzie ma dostęp do
              > mężowskiego konta w banku, ale nie do jego piątkowych wieczorów
              > z "koleżankami z pracy" , po których wraca nad ranem pijany, z
              > garścią pomiętych kobiecych wizytówek w kieszeni.
    • gerth Re: Przyjemnie być wiedźmą 26.01.03, 14:36
      Przypomina mi to jeszcze pewna sytuacje gdy harpia (juz
      rozwiedziona) przyjezdzala do swojej siostry zeby jej powiedziec
      jak to ona (jej siostra nie harpia - choc sama pewnie tez sie
      zalila sie jak to ma zle po rozwodzie) ma przesr. , ze ma meza
      tyrana co powodowalo tylko ciagle spiecia w tej rodzinie
      (dokladnie: zbiezne z czestotliwoscia wizyt siostry), rodzac
      poczucie wlasnie tego ze ma -"no tak faktycznie ma przeje.." i
      niepotrzebnie "wichrzylo" w glowie
      A przez ta cala nagonke i - jak slusznie zauwazyl titus - wrzawe
      harpii cala reszta tez ma wrazenie ze tego potrzebuje - to tak
      jakby przekonac slaba osobe ze musi byc silna i ze to lubi,
      harpie nie dostrzegaja ze wielu kobietom zyje sie dobrze
      wrecz "w cieniu" faceta albo "u boku" itd ale wcale nie jest im
      potrzebne zeby tak samo "rzadzic" jak facet. Zreszta i tak
      jezeli kobieta jest bystra (czyt ma potrzebe/chec) to potrafi
      rzadzic facetem, "Rzadzi" po prostu ten komu to bardziej
      potrzebne albo bardziej potrafi, natomiast harpie wporwadzaja
      rywalizacje w zwiazek
      Ja z reguly (nie chce pisac zawsze bo jakis harp napisze ze dla
      niej nie - a po co glupie pyskowki) wiec czesto jestem
      postrzegany jako "prawdziwy facet" co mnie zreszta troche
      smieszy bo ja jestem normalny a nie prawdziwy czy nieprawdziwy
      Czesto jest wiec tak ze decyzje podejmuje ja. Jednak mialem juz
      zwiazki w ktorym bylem 1) "dzieckiem", lub 2) "doradca" gdzie 1)
      nie ingerowalem zbytnio w decyzje "partnerki" - jezeli nie sa
      one glupie, moge jej zaufac ORAZ nie wyrywaja mi flakow (czyt
      nie sa wbrew moim najbardziej podstawowym zasadom), nie sa
      kompletnie odmienne od mojego pojecia zycia/"podazania w dobrym
      kierunku" to "niech sobie laska rzadzi". 2) w drugim przypadku,
      to zwlaszcza zauwazam u kobiet/dziewczyn ambitnych,
      samodzielnych itp pozostaje w pewnej autonomii doradzajac (czy
      tez podejmujac decyzje) tylko gdy widze (albo slysze) taka
      potrzebe
      Jednak w kazdym z tych przypadkow musi to byc osoba madrzejsza
      (nie chodzi mi tu o obiektywny pomiar a tylko "madra w moim
      kierunku" co oznacza ze podejmujac jakies jej pasujace decyzje
      (czyli "madra w swoim kierunku") nie zmusza mnie tym do zycia
      wbrew sobie
      Odmieniajac to - bo czesciej jest na odwrot - nie jest
      konieczne "rzadzenie" kobiety-"szarej myszki z klasa" jezeli
      moje decyzje bylyby zadowalajace dla nas obydwu (wazne tylko
      zeby czasem kobieta tez przedstawila swoje oczekiwania, ale
      przeciez nie musi to byc w formie konfrontacji)
      A majac kobiete ktora rozumie oczekiwania czy "minima
      kompromisowe" swoje i moje a chcac "rzadzic" podejmuje (ona)
      decyzje w oparciu o te punkty brzegowe ja tez nie potrzebuje
      udowadniac swojej "wiodacej roli" - jezeli ona jest przekonana o
      swojej "wiodacej roli" bo tego chce i jej to pasuje a
      jednoczesnie nie narusza to naszych punktow brzegowych to OK.
      Nie widze problemu.
      Jak Was czytam to widze ze jednak duzo osob ma przesr... W
      glowach (pewnie to przez uleganie wlasnie tej propagandzi eo
      ktorej pisze titus).
      Pozdrowienia dla titusa (zgadzam sie) i lisicy (jak masz takie
      potrzeby walcz o to - ale nie wmawiaj takich "potrzeb"
      wszystkich swoim kolezankom, bo jak beda tylko harpie to miejsce
      bedzie tylko na przyjecie roli (czyt: funkcji w zwiazku)
      maminsynka lub doradcy a nie wszyscy sa "przeznaczeni" do takiej
      roli -(model zwiazku: harpia - maminsynek lub doradca). Zrozum
      ze tak jak niektorym kobietom (przeciez) tak i niektorym facetom
      nie miesci sie w glowie byc "doradca" a nie "glowa". Szukaj
      doradcy albo maminsynka ale nie zmuszaj kolezanek (presja typu:
      musimy sie bronic przed meskim szowinizmem wiec musimy rzadzic w
      zwiazkach, byc silne i pokazac...itd") do przyjmowania nie
      swoich rol (czasem pasuje (OBU STRONOM!!!) uklad: przewodnik-
      szara myszka; opiekun,wsparcie- domatorka (swoje pragnienia i
      chec, radosci zycia kanalizuje w checi podrozowania, poglebiania
      swej wiedzy a czasem i tez budowania zgodnej rodziny itp niz
      zrobienia kariery zawodowej) itd. Jak jest zdolna (potrafi)
      rzadzic to OK a jak nie (czyt on to robi lepiej i de facto oboje
      sa bardziej zadowoleni ("bardziej"-niekoniecznie "bardzo", ale
      lepiej niz jak ona "rzadzi") to niech sie za to nie bierze bo
      tylko wk... faceta - i siebie tez (gdy ciezar ja przerasta co
      przerzuca na faceta - tym razem majac pretensje i uwazajac
      za "wolowa d." bo... nie "rzadzi").
      Same czasem nie wiecie co chcecie.
      Facetom radze postepowac "wedle najlepszego (ale uczciwego)
      przekonania ze sie dziala dla wspolnego dobra" lub nie robic
      nic - ale nie - nie zeby "przeczekac" - raczej zeby upewnic sie
      (czyt: az ona upewni sie) czego chce - bo trudno konkret,
      decyzje podejmowac na podstawie nikomu nieznanej mgly (AUH/D) -
      na dodatek to powoduje ze robisz sto rzeczy (zmienne decyzje, a
      ty jak pies na posylki, co zdenerwuje was oboje) zanim SAMA
      uzmyslowi sobie co wlasciwie chce.Czesto tez: "Nie czekaj, to
      nie ten typ" bo: ta akurat sobie nie uzmyslowi - wtedy patrz
      pkt 1 - postepuj wg najlepszego... bo jak bedziesz czekal to
      mozez sie nie doczekac
      Tak mozna koegzystowac z kazdym rodzajem kobiety nie narazajac
      zadnej ze stron na "wyrzeczenia" i "znoszenie ucisnienia" i tym
      podobne bzdury.
      Harpie i caly ruch obrony kobiet powstal z potrzeby obrony przed
      mezczyznami-tyranami ale przez ta wrzawe miesza w glowach
      swietnym, madrym niezaleznym a jednoczesnie ugodowym kobietom -
      przez co taka kobieta nie potrafi juz pojsc na kompromis (zaden,
      chocby nie wiem jak oczywisty i obiektywny bo wydaje jej sie to
      grozna ulegloscia, ze strachu chyba (ze stanie sie ulegla,
      kura???) nie potrafi ustapic ani o krok, swoj upor non possumus
      traktujac jak dogmat i broniac jak niepodleglosci

      • titus_flavius szkoda, że nie ma prasy męskiej .... 28.01.03, 08:08

        Ave,
        ... na wzór prasy kobiecej, która by pomogła oodnaleść się ogółowi mężczyzn we
        współczesnym świecie i właściwie postępować ze współczesnymi kobietami. Wobec
        braku takich wzorów mężczyźni kierują się wzorcami wyniesionymi z domu : wg
        nich facet powinien mieć żonę i dzieci. Nie dostrzegają, ani tego, że obecne
        społeczeństwo już od nich nie wymaga aby mieli rodziny, ani, że taka rodzina
        nic im nie daje. Mają w rodzinie stare obowiązki, bez starych uprawnień, doszły
        przy tym nowe zagrożenia.
        Wrzosińska bardzo ładnie udowodniła, że współczesne małżeństwo (stały związek)
        nic facetowi obiektywnie nie daje. PO co więc się w nie pakować?
        Tym bardziej, że oczekiwania kobiet w tym zakresie znacznie się zmieniły i one
        już nie chcą wiązać się na stałe z jednym facetem, mieć dzieci itd.
        Powoduje to zderzenie oczekiwań i wzajemne frustracje. Dlatego też panowie
        powinni dostosować się do obecnych czasów, które niosą wiele plusów żcia
        singla. Zamiast jednej starzejącej się żony można mieć 4 koleżanki na
        telefon :o). Nie trzeba trudzić się zajmowaniem domem, można wynająć za małe
        pieniądze służącą. Ma się zawsze czas na spotkania z kolegami itd.
        Podsumowując, istnienie prasy męskiej by oszczęził panom wielu rozczarowań.
        T.

        gerth napisał(a):

        > Przypomina mi to jeszcze pewna sytuacje gdy harpia (juz
        > rozwiedziona) przyjezdzala do swojej siostry zeby jej powiedziec
        > jak to ona (jej siostra nie harpia - choc sama pewnie tez sie
        > zalila sie jak to ma zle po rozwodzie) ma przesr. , ze ma meza
        > tyrana co powodowalo tylko ciagle spiecia w tej rodzinie
        > (dokladnie: zbiezne z czestotliwoscia wizyt siostry), rodzac
        > poczucie wlasnie tego ze ma -"no tak faktycznie ma przeje.." i
        > niepotrzebnie "wichrzylo" w glowie
        > A przez ta cala nagonke i - jak slusznie zauwazyl titus - wrzawe
        > harpii cala reszta tez ma wrazenie ze tego potrzebuje - to tak
        > jakby przekonac slaba osobe ze musi byc silna i ze to lubi,
        > harpie nie dostrzegaja ze wielu kobietom zyje sie dobrze
        > wrecz "w cieniu" faceta albo "u boku" itd ale wcale nie jest im
        > potrzebne zeby tak samo "rzadzic" jak facet. Zreszta i tak
        > jezeli kobieta jest bystra (czyt ma potrzebe/chec) to potrafi
        > rzadzic facetem, "Rzadzi" po prostu ten komu to bardziej
        > potrzebne albo bardziej potrafi, natomiast harpie wporwadzaja
        > rywalizacje w zwiazek
        > Ja z reguly (nie chce pisac zawsze bo jakis harp napisze ze dla
        > niej nie - a po co glupie pyskowki) wiec czesto jestem
        > postrzegany jako "prawdziwy facet" co mnie zreszta troche
        > smieszy bo ja jestem normalny a nie prawdziwy czy nieprawdziwy
        > Czesto jest wiec tak ze decyzje podejmuje ja. Jednak mialem juz
        > zwiazki w ktorym bylem 1) "dzieckiem", lub 2) "doradca" gdzie 1)
        > nie ingerowalem zbytnio w decyzje "partnerki" - jezeli nie sa
        > one glupie, moge jej zaufac ORAZ nie wyrywaja mi flakow (czyt
        > nie sa wbrew moim najbardziej podstawowym zasadom), nie sa
        > kompletnie odmienne od mojego pojecia zycia/"podazania w dobrym
        > kierunku" to "niech sobie laska rzadzi". 2) w drugim przypadku,
        > to zwlaszcza zauwazam u kobiet/dziewczyn ambitnych,
        > samodzielnych itp pozostaje w pewnej autonomii doradzajac (czy
        > tez podejmujac decyzje) tylko gdy widze (albo slysze) taka
        > potrzebe
        > Jednak w kazdym z tych przypadkow musi to byc osoba madrzejsza
        > (nie chodzi mi tu o obiektywny pomiar a tylko "madra w moim
        > kierunku" co oznacza ze podejmujac jakies jej pasujace decyzje
        > (czyli "madra w swoim kierunku") nie zmusza mnie tym do zycia
        > wbrew sobie
        > Odmieniajac to - bo czesciej jest na odwrot - nie jest
        > konieczne "rzadzenie" kobiety-"szarej myszki z klasa" jezeli
        > moje decyzje bylyby zadowalajace dla nas obydwu (wazne tylko
        > zeby czasem kobieta tez przedstawila swoje oczekiwania, ale
        > przeciez nie musi to byc w formie konfrontacji)
        > A majac kobiete ktora rozumie oczekiwania czy "minima
        > kompromisowe" swoje i moje a chcac "rzadzic" podejmuje (ona)
        > decyzje w oparciu o te punkty brzegowe ja tez nie potrzebuje
        > udowadniac swojej "wiodacej roli" - jezeli ona jest przekonana o
        > swojej "wiodacej roli" bo tego chce i jej to pasuje a
        > jednoczesnie nie narusza to naszych punktow brzegowych to OK.
        > Nie widze problemu.
        > Jak Was czytam to widze ze jednak duzo osob ma przesr... W
        > glowach (pewnie to przez uleganie wlasnie tej propagandzi eo
        > ktorej pisze titus).
        > Pozdrowienia dla titusa (zgadzam sie) i lisicy (jak masz takie
        > potrzeby walcz o to - ale nie wmawiaj takich "potrzeb"
        > wszystkich swoim kolezankom, bo jak beda tylko harpie to miejsce
        > bedzie tylko na przyjecie roli (czyt: funkcji w zwiazku)
        > maminsynka lub doradcy a nie wszyscy sa "przeznaczeni" do takiej
        > roli -(model zwiazku: harpia - maminsynek lub doradca). Zrozum
        > ze tak jak niektorym kobietom (przeciez) tak i niektorym facetom
        > nie miesci sie w glowie byc "doradca" a nie "glowa". Szukaj
        > doradcy albo maminsynka ale nie zmuszaj kolezanek (presja typu:
        > musimy sie bronic przed meskim szowinizmem wiec musimy rzadzic w
        > zwiazkach, byc silne i pokazac...itd") do przyjmowania nie
        > swoich rol (czasem pasuje (OBU STRONOM!!!) uklad: przewodnik-
        > szara myszka; opiekun,wsparcie- domatorka (swoje pragnienia i
        > chec, radosci zycia kanalizuje w checi podrozowania, poglebiania
        > swej wiedzy a czasem i tez budowania zgodnej rodziny itp niz
        > zrobienia kariery zawodowej) itd. Jak jest zdolna (potrafi)
        > rzadzic to OK a jak nie (czyt on to robi lepiej i de facto oboje
        > sa bardziej zadowoleni ("bardziej"-niekoniecznie "bardzo", ale
        > lepiej niz jak ona "rzadzi") to niech sie za to nie bierze bo
        > tylko wk... faceta - i siebie tez (gdy ciezar ja przerasta co
        > przerzuca na faceta - tym razem majac pretensje i uwazajac
        > za "wolowa d." bo... nie "rzadzi").
        > Same czasem nie wiecie co chcecie.
        > Facetom radze postepowac "wedle najlepszego (ale uczciwego)
        > przekonania ze sie dziala dla wspolnego dobra" lub nie robic
        > nic - ale nie - nie zeby "przeczekac" - raczej zeby upewnic sie
        > (czyt: az ona upewni sie) czego chce - bo trudno konkret,
        > decyzje podejmowac na podstawie nikomu nieznanej mgly (AUH/D) -
        > na dodatek to powoduje ze robisz sto rzeczy (zmienne decyzje, a
        > ty jak pies na posylki, co zdenerwuje was oboje) zanim SAMA
        > uzmyslowi sobie co wlasciwie chce.Czesto tez: "Nie czekaj, to
        > nie ten typ" bo: ta akurat sobie nie uzmyslowi - wtedy patrz
        > pkt 1 - postepuj wg najlepszego... bo jak bedziesz czekal to
        > mozez sie nie doczekac
        > Tak mozna koegzystowac z kazdym rodzajem kobiety nie narazajac
        > zadnej ze stron na "wyrzeczenia" i "znoszenie ucisnienia" i tym
        > podobne bzdury.
        > Harpie i caly ruch obrony kobiet powstal z potrzeby obrony przed
        > mezczyznami-tyranami ale przez ta wrzawe miesza w glowach
        > swietnym, madrym niezaleznym a jednoczesnie ugodowym kobietom -
        > przez co taka kobieta nie potrafi juz pojsc na kompromis (zaden,
        > chocby nie wiem jak oczywisty i obiektywny bo wydaje jej sie to
        > grozna ulegloscia, ze strachu chyba (ze stanie sie ulegla,
        > kura???) nie potrafi ustapic ani o krok, swoj upor non possumus
        > traktujac jak dogmat i broniac jak niepodleglosci
        >
        • Gość: KR$ Re: szkoda, że nie ma prasy męskiej .... IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 02.02.03, 04:16
          Niestety Titus - nie ma i nie będzie takiej prasy gdyż brakuje
          wystarczającej ilości mężczyzn świadomych tego - po prostu brak
          odpowiedniego popytu.

          Rozśmieszają mnie ludzie piszący tutaj o 30 letnich kawalerach -
          że to osoby z jakimś felerem lub dziwkarze. Sam mam 28 lat i
          jestem wykształconym, obytym, atrakcyjnym, wysokim, niezależnym
          i bardzo dobrze zarabiającym chłopakiem - w dodatku - nadal
          kawalerem. Bynajmniej nie z przymusu tylko z wyboru - chętne do
          zamążpójścia znalazłyby się (przynajmniej kilka) ale ani nie
          odczuwam przymusu poszukiwania żony na siłę ani nie mam ochoty
          na małżeństwo (i związaną z nią odpowiedzialność obciążającą
          tylko mnie - jako faceta) ani nie widzę żadnych korzyści jakie
          mogłoby mi małżeństwo przynieść na tym etapie życia. Zmywarkę
          do naczyń kupiłem, obiady serwuje mi firma albo idę do knajpy,
          ewentualnie zrobię sam, pralka nie jest aż tak skomplikowanym
          urządzeniem jak uważa większość kobiet, żelazko (szczególnie
          parowe i bez kabla) też oswoiłem. Przy czym - skarpetki leżą
          tam gdzie im wygodnie, łóżka nie ścielę bo lubię bałagan,
          kurzów nie ścieram bo wszystko jest zawsze przykryte gazetami,
          wydrukami dokumentacji, korespondencją itp. itd. Nie muszę się
          również obawiać tego iż jakaś kwoka po czterech latach zabierze
          mi z pomocą państwa dorobek mojego życia tylko dlatego, że nie
          chcę jej więcej widzieć na oczy. Na szczęście na przyszłość
          jest intercyza.

          Współczuję żonatym kolegom widząc jak się poniżają by zadowolić
          każdą zachciankę swych połowic i współczuję połowicom gdy widzę
          jak koledzy je poniżają by pokazać 'kto tu rządzi'. Widzę
          również jak często koledzy zazdroszczą mi wolności i
          niezależności. Na razie nie zamierzam rezygnować z tej
          uprzywilejowanej pozycji - aż do momentu gdy któraś z pań nie
          udowodni mi iż więcej na tym zyskam niż stracę.


          Ave!
          • titus_flavius Re: szkoda, że nie ma prasy męskiej .... 03.02.03, 20:00

            Ave,
            i pomyśleć, ze wg Kingi Dunin szczytem marzeń faceta jest związek z
            feministką :o).
            T.



            Gość portalu: KR$ napisał(a):

            > Niestety Titus - nie ma i nie będzie takiej prasy gdyż brakuje
            > wystarczającej ilości mężczyzn świadomych tego - po prostu brak
            > odpowiedniego popytu.
            >
            > Rozśmieszają mnie ludzie piszący tutaj o 30 letnich kawalerach -
            > że to osoby z jakimś felerem lub dziwkarze. Sam mam 28 lat i
            > jestem wykształconym, obytym, atrakcyjnym, wysokim, niezależnym
            > i bardzo dobrze zarabiającym chłopakiem - w dodatku - nadal
            > kawalerem. Bynajmniej nie z przymusu tylko z wyboru - chętne do
            > zamążpójścia znalazłyby się (przynajmniej kilka) ale ani nie
            > odczuwam przymusu poszukiwania żony na siłę ani nie mam ochoty
            > na małżeństwo (i związaną z nią odpowiedzialność obciążającą
            > tylko mnie - jako faceta) ani nie widzę żadnych korzyści jakie
            > mogłoby mi małżeństwo przynieść na tym etapie życia. Zmywarkę
            > do naczyń kupiłem, obiady serwuje mi firma albo idę do knajpy,
            > ewentualnie zrobię sam, pralka nie jest aż tak skomplikowanym
            > urządzeniem jak uważa większość kobiet, żelazko (szczególnie
            > parowe i bez kabla) też oswoiłem. Przy czym - skarpetki leżą
            > tam gdzie im wygodnie, łóżka nie ścielę bo lubię bałagan,
            > kurzów nie ścieram bo wszystko jest zawsze przykryte gazetami,
            > wydrukami dokumentacji, korespondencją itp. itd. Nie muszę się
            > również obawiać tego iż jakaś kwoka po czterech latach zabierze
            > mi z pomocą państwa dorobek mojego życia tylko dlatego, że nie
            > chcę jej więcej widzieć na oczy. Na szczęście na przyszłość
            > jest intercyza.
            >
            > Współczuję żonatym kolegom widząc jak się poniżają by zadowolić
            > każdą zachciankę swych połowic i współczuję połowicom gdy widzę
            > jak koledzy je poniżają by pokazać 'kto tu rządzi'. Widzę
            > również jak często koledzy zazdroszczą mi wolności i
            > niezależności. Na razie nie zamierzam rezygnować z tej
            > uprzywilejowanej pozycji - aż do momentu gdy któraś z pań nie
            > udowodni mi iż więcej na tym zyskam niż stracę.
            >
            >
            > Ave!
          • titus_flavius Re: szkoda, że nie ma prasy męskiej .... 04.02.03, 07:45

            Ave,
            odradzam także wspólne zamieszkiwanie z kobietą bez ślubu.
            Cytat z uzasadnienia wyrok sądu karnego, skazującego za znęcanie nad byłą
            konkubiną: "Oskarżony znęcał się nad pokrzywdzoną w ten sposób, że odmawiał
            zawarcia z pokrzywdzoną związku małżeńskiego".
            T.



            Gość portalu: KR$ napisał(a):

            > Niestety Titus - nie ma i nie będzie takiej prasy gdyż brakuje
            > wystarczającej ilości mężczyzn świadomych tego - po prostu brak
            > odpowiedniego popytu.
            >
            > Rozśmieszają mnie ludzie piszący tutaj o 30 letnich kawalerach -
            > że to osoby z jakimś felerem lub dziwkarze. Sam mam 28 lat i
            > jestem wykształconym, obytym, atrakcyjnym, wysokim, niezależnym
            > i bardzo dobrze zarabiającym chłopakiem - w dodatku - nadal
            > kawalerem. Bynajmniej nie z przymusu tylko z wyboru - chętne do
            > zamążpójścia znalazłyby się (przynajmniej kilka) ale ani nie
            > odczuwam przymusu poszukiwania żony na siłę ani nie mam ochoty
            > na małżeństwo (i związaną z nią odpowiedzialność obciążającą
            > tylko mnie - jako faceta) ani nie widzę żadnych korzyści jakie
            > mogłoby mi małżeństwo przynieść na tym etapie życia. Zmywarkę
            > do naczyń kupiłem, obiady serwuje mi firma albo idę do knajpy,
            > ewentualnie zrobię sam, pralka nie jest aż tak skomplikowanym
            > urządzeniem jak uważa większość kobiet, żelazko (szczególnie
            > parowe i bez kabla) też oswoiłem. Przy czym - skarpetki leżą
            > tam gdzie im wygodnie, łóżka nie ścielę bo lubię bałagan,
            > kurzów nie ścieram bo wszystko jest zawsze przykryte gazetami,
            > wydrukami dokumentacji, korespondencją itp. itd. Nie muszę się
            > również obawiać tego iż jakaś kwoka po czterech latach zabierze
            > mi z pomocą państwa dorobek mojego życia tylko dlatego, że nie
            > chcę jej więcej widzieć na oczy. Na szczęście na przyszłość
            > jest intercyza.
            >
            > Współczuję żonatym kolegom widząc jak się poniżają by zadowolić
            > każdą zachciankę swych połowic i współczuję połowicom gdy widzę
            > jak koledzy je poniżają by pokazać 'kto tu rządzi'. Widzę
            > również jak często koledzy zazdroszczą mi wolności i
            > niezależności. Na razie nie zamierzam rezygnować z tej
            > uprzywilejowanej pozycji - aż do momentu gdy któraś z pań nie
            > udowodni mi iż więcej na tym zyskam niż stracę.
            >
            >
            > Ave!
    • od71 Zgadzam się z Kingą Dunin 26.01.03, 16:38
      Psycholog Zofia Milska-Wrzosińka wyjasniła, że Jej "my" to
      nie "my w ogóle", tylko "my z Jej doświadczeń".

      Otóż "Kobieta z Doświadczeń" ma problemy z męźczyznami i dlatego
      chodzi do psychologa po porady. Nic dziwnego, że wynika, iż ci
      to albo palanci tymczasowego związku, albo klonujący przy
      najbliższej okazji homoseksualiści. I co Autorka Jej poradziła?
      Żeby poszukała winy w sobie i to i owo naprawiła. "Prawdziwy
      mężczyzna" (pośród tych samych wcześniej z wyłączeniem
      klonujących) się znajdzie. No i będzie na zawsze happy end.

      Na koniec Autorka zarzuciła Kindze Dunin (i feministkom), że
      walczy z wyimaginowanymi wrogami (zamiast zajmowania się
      skomplikowanymi stosunkami męsko-damskimi). Pytam więc: jeśli
      przyjdzie do Pani Psycholog Kobieta i narzeka, że zarabia mniej
      od swojego kolegi na tym samym stanowisku. Czy zajmowała by się
      Pani tym problemem i co by Pani Jej poradziła:

      a. żeby dała sobie spokój i szukała prawdziwego faceta, który ją
      ochroni - posadzi przy garach i koniec problemu z niepotrzebnie
      stresującą karierą.

      b. żeby wzięła sobie kurs jogi dla równowagi wewnętrznej.

      c. żeby walczyła z pracodawcą i że w tej walce będzie Pani tak
      samo ją wspierała jak w a. i b.

      d. żeby jednak zgłosiła się do feministek.
    • Gość: wanda M-W jest oslica. IP: 213.78.72.* 26.01.03, 20:28
      Psychologia nie jest nauka, tylko sztuka. M-W jej nie posiadla,
      o czym swoiadczy nie tylko omawiany artykul, ale poprzedni jaki
      wezsmazyla o gejach. Jest nie ocyztana oslica. Nie warto jej
      ani drukowwac, ani czytac, ani z nia polemizowac. Ona nie ma nic
      do powiedzenia procz wlasnych urazow i kompleksow. Jest
      irztujacam ale i nudna. Niestety wsrod pszchologow takie sie
      zdarzaja najczesciej i trzeba dlugo szukac kogos z talentem. Ale
      po jakiego grzyba GW oglasza jej wyracowania?
      • Gość: 89769 bujaj sie wanda IP: *.acn.waw.pl 26.01.03, 21:57
        Wolnosc slowa, rybenko. Zeby bylo z kim polemizowac, na przyklad.
      • Gość: lolyta Re: M-W jest oslica. IP: *.proxy.aol.com 12.02.03, 21:29
        Sie zgadzam. Pare miesiecy temu napisala - cytuje z pamieci - o gejach - ze ona
        ich jak najbardziej akceptuje, ale to nie znaczy, ze to jest naturalne, i ze
        (ona komus tam tym artykulem odpowiadala) w naturze wystepuje wiele innych
        zjawisk, ktorych ani ona, ani jej rozmuwca z pewnoscia nie uznaliby za
        naturalne. jak dla mnie bomba. Natura sie moze od pani M-W uczyc, co jest
        naturalne.
        • titus_flavius Re: M-W jest oslica. 13.02.03, 21:21
          Gość portalu: lolyta napisał(a):

          > Sie zgadzam. Pare miesiecy temu napisala - cytuje z pamieci - o gejach - ze
          ona
          >
          > ich jak najbardziej akceptuje, ale to nie znaczy, ze to jest naturalne, i ze
          > (ona komus tam tym artykulem odpowiadala) w naturze wystepuje wiele innych
          > zjawisk, ktorych ani ona, ani jej rozmuwca z pewnoscia nie uznaliby za
          > naturalne. jak dla mnie bomba. Natura sie moze od pani M-W uczyc, co jest
          > naturalne.

          Ave,
          domyslam się, że dla Ciebie normalne jest bycie np. bez nogi. Takim osobnikom
          można współczuć, ale nie afirmować ich. Homoseksualizm to ślepy zaułek
          prowadzący do autozagłady. Polityka wspieranie homoseksualistów jest więc
          polityką prowadzącą do samobójstwa.
          T.
    • Gość: ziggi wreszcie jakis rozsadniejszy felieton IP: *.acn.waw.pl 26.01.03, 22:04
      Tym razem moge sie zgodzic z KD. Jesli dochodzi do
      wyborow "praca czy dom" to jest to niestety zazwyczaj dylemat
      kobiet - i to nie jest w porzadku. Jesli zas chodzi o watek
      pt. "komu bardziej zalezy na stalym zwiazku" to chyba kobiety
      trudniej znosza brak partnera niz mezczyzni brak partnerki. Chce
      jednak rowniez zauwazyc, iz nie maja zazwyczaj czego zalowac bo
      wiekszosc normalnych facetow zdazylo juz pozakladac rodziny, a w
      stanie wolnym zostaly tylko jakies przerazajace niezdolne do
      trawalych uczuc ogryzki. Czasami tez ofermy i niedorajdy
      (pomijam gejow bo to inny temat). Chyba bylby ze mnie kiepski
      pocieszyciel ale moze sprobuje: Miejcie oko na facetow po
      pierwszych rozwodach - dziwna rzecz ale zazwyczaj chca sprobowac
      jeszcze raz.
    • Gość: Ninoczka Re: POROSZE O NAMIARY NA ARTYKUL MILSKIEJ IP: *.nv.nv.cox.net 27.01.03, 03:27
      Nie wiem o czym mowa. z gory dzieki.
      • Gość: Maga Re: POROSZE O NAMIARY NA ARTYKUL MILSKIEJ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.03, 23:51
        w tej samej gazecie i w internecie tez
    • Gość: Joanna Pzryłączam się do podziękowań IP: WRSWIS* / 62.29.248.* 27.01.03, 16:44

      Przyłączam się do podziękowań dla pani Kingi Dunin. Po artykule
      pani Zofii Milskiej Wrzosińskiej zrobiło mi się w środku zimno.
      Nie wiem jaką kategorię przyznałaby mi autorka. Przecież już
      jestem kobietą nowoczesną (czyli wymagającą wg. pani Zofii)
      piastuję odpowiedzialne i samodzielne stanowisko, czy jednak
      jestem "podległą samicą" bo jetsem ciepła i kochająca szukam
      wsparcia, ale również go DAJĘ.

      Unikam generalizowania, nie przemawiam w imieniu ogółu, bo
      zawsze pojawią się głowsy protestu, które tak bardzo zaskoczyły
      panią Zofię. Nie chciałabym siedzieć w szufladce "My,
      współczesne kobiety". Poproszę o wyłączenie mnie poza nawias.

      A poza tym choćby rzeczywistość zmieniała się jeszcze bardziej
      zawsze znajdą się jacyś yuppies, "damscy boserzy", pętaki i
      dojrzali mężczyźni, których każdym kobietom, które o tych marzą,
      serdecznie życzę.

      Joanna
      Szczęśliwa małżonka
      Spełniona kobieta
      Przyszła matka
    • Gość: znuzona Re: Przyjemnie być wiedźmą IP: *.adsl.xs4all.nl 28.01.03, 19:44
      Pani Kingo,
      no niech juz Pani odleci, blagam!
      • Gość: Beata Re: Przyjemnie być wiedźmą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.03, 15:20
        Gość portalu: znuzona napisał(a):

        > Pani Kingo,
        > no niech juz Pani odleci, blagam!

        Znuzona, jak jestes taka znuzona, to moze lepiej TY odlec? Ja sobie nie zycze,
        zeby moja ulubiona felietonistka odlatywala.
        Odlec sobie do Szczepkowskiej na przyklad. Bedziesz mogla ponurzac sie w
        ciuciuciuciu i lepiej ci sie zrobi.

        Beata


    • Gość: ZNUZONA WIEDZMY NA KSIEZYC! IP: *.adsl.xs4all.nl 28.01.03, 20:03
      Aha, Pani Kingo (oraz wielbiciele Pani Kingi): poczytajcie
      sobie chocby felietony Joanny Szczepkowskiej i sprobojcie
      znalezc ROZNICE.
      • Gość: Wanda Re: WIEDZMY NA KSIEZYC! IP: *.thls.bbc.co.uk / 10.141.19.* / *.thls.bbc.co.uk 29.01.03, 18:44
        Gość portalu: ZNUZONA napisał(a):

        > Aha, Pani Kingo (oraz wielbiciele Pani Kingi): poczytajcie
        > sobie chocby felietony Joanny Szczepkowskiej i sprobojcie
        > znalezc ROZNICE.

        Przeczytałam. Zgoda! Szczepkowska nie powinna pisac, bo nie potrafi. Takie
        babskie pleple, aż wstyd, ze to w nowopczesnym pismie kobiecym.
    • Gość: Imno wytarte tenisowki IP: 195.116.133.* 29.01.03, 22:08
      Jak zwykle z przyjemnoscia usiadlem do lektury nowego felietonu
      Kingi Dunin. Tytul "Przyjemnie byc wiedzma" zapowiadal, iz i tym
      razem znajde bezpretensjonalne spostrzezenia, cudownie zjadliwa
      riposte.
      Siadam, zagryzam ciachem i juz po drugim akapicie prawie dlawie
      sie z wrazenia, postanawiam jednak wykazac sie hartem ducha i
      dobrnac do konca. To byl blad... tekst jest mialki,
      rozczarowanie gotowe.
      Nie jestem sypamtykiem Z.Milskiej- Wrzosinskiej, przyczyna jest
      dosc prozaiczna... jestem gejem (na lamach gazety czas temu
      odbyla sie dyskusja, w ktorej aktywnie uczestniczyla Z.Milska-
      Wrzosiska, ktorej potem zarzucono homofobie) i nie jest moim
      celem obrona tej Pani.
      "Karytakturuje nasze usilowania i pragnienia, by na koniec
      obarczyc nas poczuciem winy..."- chwileczke, Z.Milska-
      Wrzosinska pisala felieton? Tak? Chce sie upewnic. Jakimi
      prawami rzadzi sie forma jaka jest felieton, wiekszosc z nas
      wie. Pisala takze o tym swego czasu prof.M-Janion w liscie-
      odpowiedzi na tekst A.Kublik ("przyjemnosc lektury felietonu to
      podazanie za autorska gra ironii, zgryzliwosci, blyskotliwego
      skrotu"). Czyzby tekst Milskiej-Wrzosinskiej nie byl felietonem?
      Autorka twierdzi, iz jest to felieton.
      Dziwi fakt, iz tylko K.Dunin pisuje felietony... inni zas
      paszkwile badz karykatutry.
      Bardzo cenilem sobie teksty Dunin ze wzgledu na ten "pazur",
      inteligetna bezkopromisowosc... co nijak sie ma do "Przyjemnie
      byc wiedzma". Z tego tesktu wyziera taka typowa, pusta
      poprawnosc polityczna- "Wazne jest miarkowanie swoich pragnien,
      umiejetnosc dostosowania ich do pragnien innych osob...". To cos
      nowego w felietonach pani D. Czyzby podeszwy tenisowek sie
      przetarly?
      Wreszcie... czytelnik dochodzi do wniosku, iz z jednej strony
      autorka chciala nawiazac dyskusje, z drugiej zas nie bardzo
      wiedziala co pisac i zapelnila karte papieru przypadkowymi
      zdaniami.
    • Gość: majster Re: Przyjemnie być wiedźmą IP: *.man.olsztyn.pl / *.man.olsztyn.pl 30.01.03, 15:00
      dla mnie wysokie obcasy to tylko jedno wielki szmacenie
      mezczyzn , przejaw feminizmu ktory nie dokonca ma uzasadnienie
      jezeli kobiety chca naszych przywielejów to niech zrezygnuja z
      tych które posiadają.
    • Gość: Maga Troche samokytycyzmu...! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.03, 23:50
      Kobiety, kobietki....
      przyznajcie sie szczerze przed soba, czy, bedac mezczyznami,
      tak chetnie szukałybyście sobie żony...
      ja czyniłabym to bardzo rozważnie
      Baba na karku to dzis straszne utrapienie, mile moje i
      przysluguje jej wiecej praw, niz przecietnemu samczykowi
      Bo kto np. najazgocze na babę, która torturuje psychicznie
      swojego małżonka?
      Cooo? nie znacie takich...??!
      wolne żarty....
      Ciekawe ile chlop by sie nasluchal za uzasadniony tekst "Bądź,
      kochanie, kobietą!". Ileż hałasu uczyniłyby rownouprawnione
      kobietki...!
      A tymczasem nam owo "Bądźżesz WRESZCIE mężczyzną!!" zdarza sie
      tak często...! (teraz mnie zakrzyczą, że ONE to nie; ciekawe,
      że można to usłyszeć codziennie u sąsiadów, na przystanku, w
      sklepie...)
      Albo porównywanie do innych, lepszych samcow: wiesz, mąż Magdy
      naprawił kontakt tego samego dnia, którego sie zepsuł! to
      dopiero jest mąż! a u nas gniazdko wyrwane tydzin temu i nic
      (zapomina dodac, ze sama pociagnela za sznur biegnac do
      telefonu...)
      Ilez biednemu chlopu by sie dostalo za stwierdzenie: Ewelina
      tak ladnie dzis wygladala! Moglabys wreszcie zadbac o siebie i
      sprobowac wygladac tak, jak ona! - 10 cichych dni i mąż dyga na
      obiadki do mamy, bo w domu nie zje przez miesiac.
      Troche samokrytycyzmu, drogie Panie!...
      Magdalena R.
      • Gość: elve i chwila refleksji dla przedmówczyni IP: *.ds.univ.gda.pl 31.01.03, 03:03
        i znowu jakieś "my", "kobietki" w dodatku... droga pani, mówże za siebie. w
        moim imieniu się nie wypowiadaj.
    • Gość: Merlin Re: Przyjemnie być wiedźmą IP: 195.116.133.* 31.01.03, 19:30
      "nie należy lekceważyć Babuni, niewiasty wygadanej, bezczelnej i
      nader niebezpiecznej"- Kinia Dunin chyba znalazla swoj
      odpowiednik w literaturze :))))
    • Gość: elf Re: Przyjemnie być wiedźmą IP: *.adminpan.waw.pl / 10.1.3.* 03.02.03, 15:00
      Keep on writing, Mrs. Dunin! You're one of the bright spots in
      Polish discussion about feminism.
      • titus_flavius Re: Przyjemnie być wiedźmą 14.03.03, 07:15
        Gość portalu: elf napisał(a):

        > Keep on writing, Mrs. Dunin! You're one of the bright spots in
        > Polish discussion about feminism.

        Ave,
        ta, tak wspierajcie się wzajemnie. Nie ma to, jak branie życzeń za
        rzeczywistość. I tak nic nie przesłoni bankructwa feminizmu.
        T.
        • Gość: Niunia Re: Przyjemnie być wiedźmą IP: *.siedlce.dialup.inetia.pl 23.03.03, 02:54
          WNIOSKI: Kobiety i mężczyźni to dwa niekompatybilne gatunki ?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka