Dodaj do ulubionych

kobiety do pracy, dzieci do kąta

IP: *.ipartners.pl / 195.94.203.* 03.02.03, 09:49
tak sobie myślę, że ten współczesny świat jest coraz bardziej zimny dla
dzieci. Z jednej strony tyle się mówi o ich dobru, o miłości do nich, a z
drugiej strony coraz więcej zapędzonych, zapracowanych ludzi ma coraz mniej
czasu dla dzieci. Niektórzy próbują kompensować to dzieciom wożąc je jak
szaleni od jednych zajęć na drugie nie dając ani chwili na luz, na nic nie
robienie, na nudę nawet. Coraz więcej ludzi ma tylko jedno dziecko i te
dzieciaki potem wygłodzone są kontaktu z innymi dziećmi. Pewnie teraz trochę
idealizuję, ale kiedyś dzieciom mogło być lepiej. Wstawały rano o której
chciały, na około miały pełno rodzeństwa, kuzynów i wszelkiej maści rodziny.
Miały mnóstwo czasu na chodzenie umorusane, nie przywiązywało się aż takiej
wagi do czystości od kołyski itd. Rozczuliłem się ostatnio na filmie "Moje
wielkie greckie wesele" gdzie po jednej stronie była taka wielka, żywa
rodzina, a z drugiej pan młody ze swoimi zasuszonymi rodzicami, zabawne, ale
i ciut smutne. Chyba się starzeję, ale zaczyna mi się coraz bardziej chcieć
dużej rodziny, tylko czy są jeszcze kobiety, które potrafiłyby przez kilka
lat być z dziećmi w domu, choćby póki najmłodsze nie pójdzie do szkoły... Bo
chyba tu jest pies pogrzebany. Coraz więcej chcemy mieć i coraz zimniej jest
na około.
miłego tygodnia wszystkim
Obserwuj wątek
    • Gość: Anton Re: kobiety do pracy, dzieci do kąta IP: 195.94.207.* 03.02.03, 09:53
      Gość portalu: chudyy napisał(a):

      > czy są jeszcze kobiety, które potrafiłyby przez kilka
      > lat być z dziećmi w domu, choćby póki najmłodsze nie
      pójdzie do szkoły...

      Są :] Tylko trzeba ich szukać. Często wystarczy spytać.
      Pewnie kilka-kilkanaście odpowie ci "Nie traktuj mnie jak
      inkubator" albo coś takiego, ale jeżeli się uprzesz to w
      końcu trafisz. :]
      • Gość: chudyy Re: kobiety do pracy, dzieci do kąta IP: *.ipartners.pl / 195.94.203.* 03.02.03, 10:04
        Gość portalu: Anton napisał(a):
        > Gość portalu: chudyy napisał(a):
        >
        > > czy są jeszcze kobiety, które potrafiłyby przez kilka
        > > lat być z dziećmi w domu, choćby póki najmłodsze nie
        > pójdzie do szkoły...
        >
        > Są :] Tylko trzeba ich szukać. Często wystarczy spytać.
        > Pewnie kilka-kilkanaście odpowie ci "Nie traktuj mnie jak
        > inkubator" albo coś takiego, ale jeżeli się uprzesz to w
        > końcu trafisz. :]

        ale to chyba nie takie proste, przecież nie zakochuję się w dziewczynie jak
        spytam o to. Chodzi o to, że teraz dzieci i rodzina coraz mniej się liczą i
        tylko konsumpcja, konsumpcja, konsumpcja...
      • drzazga1 Re: kobiety do pracy, dzieci do kąta 03.02.03, 10:30
        Gość portalu: Anton napisał(a):

        > Gość portalu: chudyy napisał(a):
        >
        > > czy są jeszcze kobiety, które potrafiłyby przez kilka
        > > lat być z dziećmi w domu, choćby póki najmłodsze nie
        > pójdzie do szkoły...
        >
        > Są :] Tylko trzeba ich szukać. Często wystarczy spytać.
        > Pewnie kilka-kilkanaście odpowie ci "Nie traktuj mnie jak
        > inkubator"


        ... bezpłatny, który za lat kilka, kilkanaście, kiedy już dzieci odchowa
        wymienisz na młodszy model.

        Z pewnością wiele kobiet wolałoby spokojnie wychowywać dzieci zamiast pracować
        na etat + drugi w domu, ale mało która może sobie na to pozwolić.

        Life is brutal, kobiety boją się utraty pracy i uzależnienia od zarobków męża,
        przede wszystkim dlatego, że nikt nie może im dac gwarancji, że
        1) mąż nie straci pracy (nie splatuje firma, której jest właścicielem, itp.)
        2) za jakiś czas mąż nie spotka innej fascynującej kobiety - ciekawe, czy
        znajdzie się wtedy wielu takich, którzy zapewnią godziwy byt byłej żonie?
        3) nawet zakładając, że kobieta po kilkuletnim urlopie wychowawczym znajdzie
        pracę to i tak o te kilka lat krócej pracuje na swoją przyszłą emeryturę.
        W takiej sytuacji właśnie jest moja Mama - przez parę lat wychowywała mnie i
        siostrę (ciężko chorowałam w dzieciństwie, przedszkole nie wchodziło w grę), a
        teraz jej samej zdrowie siada i to poważnie.

        Tylko nie piszcie, że kobiety wracają do pracy jak najszybciej po
        macierzyńskim, bo bardziej interesuje je własna kariera niż dziecko -
        pracowałam biurko w biurko z dziewczynami w takiej sytuacjii i widziałam jak im
        ciężko, jak przeżywają rozstanie z dzieckiem, rzeczywiście dzwoniły do domu co
        pół godziny i myślami na pewno nie były w pracy - woda na młyn tych, którzy w
        czaie rozmowy kwalifikacyjnej pytają o stan cywilny i plany rodzinne.

        Taka to już parszywa jest rzeczywistość :-(((
        • Gość: chudyy nie zwalaj wszystkiego na facetów IP: *.ipartners.pl / 195.94.203.* 03.02.03, 11:05
          drzazga1 napisała:
          > ... bezpłatny, który za lat kilka, kilkanaście, kiedy już dzieci odchowa
          > wymienisz na młodszy model.

          naturalnie staram się nie generalizować własnego niudanego małżeństwa na
          wszystkich ludzi, ale myślę, że warto by było rozważyć między małżonkami jakiś
          sposób na zabezpieczenie na ewentualne rozstanie. Bo wiem, że poczucie
          uzależnienia działa rujnująco na związek. Ja planuję, że w nowym związku jak
          ew. przyszła żona urodzi dziecko to w porozumieniu założymy reguralny program
          oszczędzania, który w razie rozpadu będzie podzielony dokłanie na pół +
          odpowiednie ubezpieczenie na wypadek gdyby któremuś cokolwiek się stało. Warto
          zadbać o poczucie bezpieczeństwa...

          Ale niestety to tylko moje jednostkowe działanie. Nie mówię, że wszystkiemu
          winne są tylko kobiety, lub tylko mężczyźni. Myślę, że pieś trochę w systemie
          jest pogrzebany. Coraz bardziej liczy się wydajność i kasa. Bez kasy ani rusz,
          ale z drugiej strony to zimno...

          pozdrawiam
          • drzazga1 Re: nie zwalaj wszystkiego na facetów 03.02.03, 11:13
            Gość portalu: chudyy napisał(a):

            > drzazga1 napisała:
            > > ... bezpłatny, który za lat kilka, kilkanaście, kiedy już dzieci odchowa
            > > wymienisz na młodszy model.
            >
            > naturalnie staram się nie generalizować własnego niudanego małżeństwa na
            > wszystkich ludzi,


            Nie pisałam o Tobie personalnie.


            ale myślę, że warto by było rozważyć między małżonkami jakiś
            > sposób na zabezpieczenie na ewentualne rozstanie. Bo wiem, że poczucie
            > uzależnienia działa rujnująco na związek. Ja planuję, że w nowym związku jak
            > ew. przyszła żona urodzi dziecko to w porozumieniu założymy reguralny program
            > oszczędzania, który w razie rozpadu będzie podzielony dokłanie na pół +
            > odpowiednie ubezpieczenie na wypadek gdyby któremuś cokolwiek się stało.
            Warto zadbać o poczucie bezpieczeństwa...
            >
            > Ale niestety to tylko moje jednostkowe działanie.


            Niestety.


            Nie mówię, że wszystkiemu
            > winne są tylko kobiety, lub tylko mężczyźni.


            Nie twierdzę, że tylko mężczyźni są winni takiej sytuacjii, podałam tylko
            główny powód.


            Myślę, że pieś trochę w systemie
            > jest pogrzebany. Coraz bardziej liczy się wydajność i kasa. Bez kasy ani
            rusz, ale z drugiej strony to zimno...
            >
            > pozdrawiam


            System systemem, wszyscy (chyba ;-)) się zgodzą, że mężczyzna, choćby chciał,
            karmić piersią nie zdoła, ale kobiety zwyczajnie sie boją poświęcić paru lat
            na "siedzenie w domu" i to nie jest kwestia zarabiania na luksusy tylko
            przeżycia.
            • Gość: chudyy siedzenie w domu IP: *.ipartners.pl / 195.94.203.* 03.02.03, 11:43
              drzazga1 napisała:
              > System systemem, wszyscy (chyba ;-)) się zgodzą, że mężczyzna, choćby chciał,
              > karmić piersią nie zdoła, ale kobiety zwyczajnie sie boją poświęcić paru lat
              > na "siedzenie w domu" i to nie jest kwestia zarabiania na luksusy tylko
              > przeżycia.

              a czy problemem nie jest także postrzeganie czasu wychowywania dzieci jako
              siedzenie w domu. Nagle tyle jest wartościowych rzeczy na około, kariera,
              samochody, wakacje w tropikach, a po drugiej stronie siedzenie w domu,
              upokarzające, wstydliwe... to jakaś paranoja jednak

              pozdrawiam
              • drzazga1 Re: siedzenie w domu 03.02.03, 12:13
                Gość portalu: chudyy napisał(a):

                > a czy problemem nie jest także postrzeganie czasu wychowywania dzieci jako
                > siedzenie w domu.

                "siedzenie" - przy małych dzieciach tego czasu na siedzenie to dużo nie ma

                Nagle tyle jest wartościowych rzeczy na około, kariera,
                > samochody, wakacje w tropikach, a po drugiej stronie siedzenie w domu,
                > upokarzające, wstydliwe...

                A niby dlaczego upokarzające? Raczej wywołuje zazdrość, jeżeli kobieta może
                pozwolić sobie na parę lat wolnego od wyścigu szczurów.

                to jakaś paranoja jednak
                >
                > pozdrawiam
              • Gość: taboo Re: siedzenie w domu IP: *.pl.ibm.com / *.at.ibm.com 03.02.03, 12:30
                Gość portalu: chudyy napisał(a):

                > drzazga1 napisała:
                > > System systemem, wszyscy (chyba ;-)) się zgodzą, że mężczyzna, choćby chci
                > ał,
                > > karmić piersią nie zdoła, ale kobiety zwyczajnie sie boją poświęcić paru l
                > at
                > > na "siedzenie w domu" i to nie jest kwestia zarabiania na luksusy tylko
                > > przeżycia.
                >
                > a czy problemem nie jest także postrzeganie czasu wychowywania dzieci jako
                > siedzenie w domu. Nagle tyle jest wartościowych rzeczy na około, kariera,
                > samochody, wakacje w tropikach, a po drugiej stronie siedzenie w domu,
                > upokarzające, wstydliwe... to jakaś paranoja jednak

                Powiedz to swoim kolegom! Ilu facetów traktuje poważnie i z szacunkiem "pracę w
                domu"? Większość stoi na stanowisku, że kobieta niepracująca zawodowo i
                wychowująca np. 2 dzieci powinna być wieczorem zadbana i wypoczęta, bo
                przecież "całymi dniami siedzi i nic nie robi". Pokaż mi faceta, który w
                sytuacji np. rozwodu nie jest rozżalony, że musi dzielić się własnym, ciężko
                wypracowanym majątkiem z takim "darmozjadem". To podejście facetów sprawia, że
                ta praca w domu jest taka upokarzająca, bo niedoceniana. Pranie się samo robi,
                obiad sam gotuje, zakupy zrobić, przecież to pół godziny wystarczy, mieszkanie
                sprzątnąć - chwila, a POZA TYM - CAŁY dzień wolny!!! No nie jest tak,
                dziewczyny?
                >
                > pozdrawiam
                • Gość: KR$ Re: siedzenie w domu IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 03.02.03, 19:34
                  Gość portalu: taboo napisał(a):

                  > Gość portalu: chudyy napisał(a):
                  >
                  > > drzazga1 napisała:
                  > > > System systemem, wszyscy (chyba ;-)) się zgodzą, że mężczyzna, choćby
                  > chci
                  > > ał,
                  > > > karmić piersią nie zdoła, ale kobiety zwyczajnie sie boją poświęcić p
                  > aru l
                  > > at
                  > > > na "siedzenie w domu" i to nie jest kwestia zarabiania na luksusy tyl
                  > ko
                  > > > przeżycia.
                  > >
                  > > a czy problemem nie jest także postrzeganie czasu wychowywania dzieci jako
                  >
                  > > siedzenie w domu. Nagle tyle jest wartościowych rzeczy na około, kariera,
                  > > samochody, wakacje w tropikach, a po drugiej stronie siedzenie w domu,
                  > > upokarzające, wstydliwe... to jakaś paranoja jednak
                  >
                  > Powiedz to swoim kolegom! Ilu facetów traktuje poważnie i z
                  szacunkiem "pracę w
                  >
                  > domu"? Większość stoi na stanowisku, że kobieta niepracująca zawodowo i
                  > wychowująca np. 2 dzieci powinna być wieczorem zadbana i wypoczęta, bo
                  > przecież "całymi dniami siedzi i nic nie robi". Pokaż mi faceta, który w
                  > sytuacji np. rozwodu nie jest rozżalony, że musi dzielić się własnym, ciężko
                  > wypracowanym majątkiem z takim "darmozjadem". To podejście facetów sprawia,
                  że
                  > ta praca w domu jest taka upokarzająca, bo niedoceniana. Pranie się samo
                  robi,
                  > obiad sam gotuje, zakupy zrobić, przecież to pół godziny wystarczy,
                  mieszkanie
                  > sprzątnąć - chwila, a POZA TYM - CAŁY dzień wolny!!! No nie jest tak,
                  > dziewczyny?
                  > >
                  > > pozdrawiam


                  ----> ja cię przepraszam ale tak się składa, że sam piorę, prasuję, sprzątam i
                  zmywam. Mam wobec tego pytanie - czy nadal używasz pralki Frania? Bo mi pranie
                  zajmuje razem 10 minut - selekcja, włożenie, wybór programu i powieszenie.
                  Prasowanie odbębnia się wieczorem podczas oglądania telewizji, zmywanie w
                  ogóle nie zabiera czasu - jak kończę jeść to zanoszę talerze i gary do
                  zmywarki, nasypuję proszku i potem je wyjmuję na półkę - następne 10 minut,
                  najwięcej problemu jest ze sprzątaniem, to fakt ale kobiety sprzątają za
                  często! Dom nie musi błyszczeć po codziennym pastowaniu podłóg!
                  • Gość: taboo Re: siedzenie w domu IP: *.pl.ibm.com / *.at.ibm.com 04.02.03, 10:05
                    Gość portalu: KR$ napisał(a):

                    > Gość portalu: taboo napisał(a):
                    >
                    > > Gość portalu: chudyy napisał(a):
                    > >
                    > > > drzazga1 napisała:
                    > > > > System systemem, wszyscy (chyba ;-)) się zgodzą, że mężczyzna, c
                    > hoćby
                    > > chci
                    > > > ał,
                    > > > > karmić piersią nie zdoła, ale kobiety zwyczajnie sie boją poświę
                    > cić p
                    > > aru l
                    > > > at
                    > > > > na "siedzenie w domu" i to nie jest kwestia zarabiania na luksus
                    > y tyl
                    > > ko
                    > > > > przeżycia.
                    > > >
                    > > > a czy problemem nie jest także postrzeganie czasu wychowywania dzieci
                    > jako
                    > >
                    > > > siedzenie w domu. Nagle tyle jest wartościowych rzeczy na około, kari
                    > era,
                    > > > samochody, wakacje w tropikach, a po drugiej stronie siedzenie w domu
                    > ,
                    > > > upokarzające, wstydliwe... to jakaś paranoja jednak
                    > >
                    > > Powiedz to swoim kolegom! Ilu facetów traktuje poważnie i z
                    > szacunkiem "pracę w
                    > >
                    > > domu"? Większość stoi na stanowisku, że kobieta niepracująca zawodowo i
                    > > wychowująca np. 2 dzieci powinna być wieczorem zadbana i wypoczęta, bo
                    > > przecież "całymi dniami siedzi i nic nie robi". Pokaż mi faceta, który w
                    > > sytuacji np. rozwodu nie jest rozżalony, że musi dzielić się własnym, cięż
                    > ko
                    > > wypracowanym majątkiem z takim "darmozjadem". To podejście facetów sprawia
                    > ,
                    > że
                    > > ta praca w domu jest taka upokarzająca, bo niedoceniana. Pranie się samo
                    > robi,
                    > > obiad sam gotuje, zakupy zrobić, przecież to pół godziny wystarczy,
                    > mieszkanie
                    > > sprzątnąć - chwila, a POZA TYM - CAŁY dzień wolny!!! No nie jest tak,
                    > > dziewczyny?
                    > > >
                    > > > pozdrawiam
                    >
                    >
                    > ----> ja cię przepraszam ale tak się składa, że sam piorę, prasuję, sprzątam
                    > i
                    > zmywam. Mam wobec tego pytanie - czy nadal używasz pralki Frania? Bo mi
                    pranie
                    > zajmuje razem 10 minut - selekcja, włożenie, wybór programu i powieszenie.
                    > Prasowanie odbębnia się wieczorem podczas oglądania telewizji, zmywanie w
                    > ogóle nie zabiera czasu - jak kończę jeść to zanoszę talerze i gary do
                    > zmywarki, nasypuję proszku i potem je wyjmuję na półkę - następne 10 minut,
                    > najwięcej problemu jest ze sprzątaniem, to fakt ale kobiety sprzątają za
                    > często! Dom nie musi błyszczeć po codziennym pastowaniu podłóg!

                    No właśnie o takim podejściu piszę! Wszystko trwa momencik, tylko nie wtedy,
                    gdy dzieci pętają ci się pod nogami, i co chwila musisz przerywać to co robisz,
                    bo chcą siusiu, pić, jeść, zgubił się samochodzik albo przydarzyło inne
                    nieszczęście i jak się to zbierze do kupy, to nie wiadomo jak i kiedy robi się
                    cały dzień. Podejrzewam, że pierzesz i prasujesz dla siebie, a nie np.
                    czteroosobowej rodziny, zmywarka owszem usprawnia pracę, pod warunkiem że kogoś
                    na nią stać (mnie swego czasu nie było) itd. Zupełnie się z tobą zgadzam w
                    jednej kwestii - wszystko się da cudownie zorganizować, szczególnie wtedy,
                    kiedy się weźmie babkę do sprzątania. Teraz mam ten komfort, że nie dość, że
                    zarobiłam sobie na pralkę, zmywarkę to jeszcze i panią do sprzatania i
                    prasowania. Ale świetnie pamiętam, jak podchodził do sprawy mój ex-mąż i jak to
                    się wszystko "samo robiło" dopóki nie musiał zawinąć rękawów i zrobić tego
                    wszystkiego własnoręcznie.
                  • niedzwiedziczka Re: siedzenie w domu 05.02.03, 11:58
                    Gość portalu: KR$ napisał(a):

                    > ----> ja cię przepraszam ale tak się składa, że sam
                    piorę, prasuję, sprzątam
                    > i zmywam. Mam wobec tego pytanie - czy nadal używasz
                    pralki Frania? Bo mi pranie
                    > zajmuje razem 10 minut - selekcja, włożenie, wybór
                    programu i powieszenie.

                    -
    • Gość: renia Re: kobiety do pracy, dzieci do kąta IP: *.athens.access.acn.gr 03.02.03, 11:36
      Wzruszajacy watek. Niestety czasy nie sa prorodzinne. To nie tylko chodzi o
      żądze zrobienia kariery czy chec nieustajacej konsumpcji. Jest tez presja
      spoleczna. Moja kolezanka gdy zaszla w trzecia ciaze , najbardziej przejmowala
      sie nie tym jak sobie dadza rade, tylko co ludzie o niej powiedza, ze rozmnaza
      sie jak kotka itd. I taka tez jest preawda, ze na ludzi z wieksza niz dwoje
      liczba dzieci patrzy sie... z politowaniem, nie oszukujmy sie. Jest teraz
      fatalnie jesli chodzi o rodzine. Zgadzam sie calkowicie. Pozdrawiam, R
      • drzazga1 Re: kobiety do pracy, dzieci do kąta 03.02.03, 12:26
        Gość portalu: renia napisał(a):

        > Wzruszajacy watek. Niestety czasy nie sa prorodzinne. To nie tylko chodzi o
        > żądze zrobienia kariery czy chec nieustajacej konsumpcji. Jest tez presja
        > spoleczna. Moja kolezanka gdy zaszla w trzecia ciaze , najbardziej
        przejmowala
        > sie nie tym jak sobie dadza rade, tylko co ludzie o niej powiedza, ze
        rozmnaza sie jak kotka itd.

        Pogratulowac zmartwień, chciałabym mieć tylko takie.
        To opinia obcych ludzi jest dla niej ważniejsza niż własna rodzina ???
        A kotki z reguły są bardzo troskliwymi matkami...


        I taka tez jest preawda, ze na ludzi z wieksza niz dwoje
        > liczba dzieci patrzy sie... z politowaniem, nie oszukujmy sie.

        Niech sobie patrzą, ich problem.
        Mnie oburzają tylko takie sytuacje, kiedy ktoś ma gromadę dzieciaków, którym
        nie jest w stanie zapewnić opieki, biegają głodne i umorusane, a co roku
        następne przybywa.


        Jest teraz
        > fatalnie jesli chodzi o rodzine. Zgadzam sie calkowicie. Pozdrawiam, R
    • stoprocentkobiety ech... 03.02.03, 13:14
      Gość portalu: chudyy napisał(a):

      > Coraz więcej ludzi ma tylko jedno dziecko i te
      > dzieciaki potem wygłodzone są kontaktu z innymi dziećmi.

      głodny to jest ten kawałek, panie kolego, a nie dzieci wygłodzone kontaktu z
      innymi. jesteś nielogiczny: najpierw piszesz, że rodzice zapędzają swoje
      pociechy na różnorakie zajęcia, a potem, ze nie mają owe pociechy kontaktu z
      innymi dziećmi. a na tych zajęciach właśnie?
      nie wydaje mi się, żeby dużo było takich bezlitośnie eksploatowanych dzieci. a
      że czasu na nudę nie mają? to chyba dobrze?

      > Pewnie teraz trochę
      > idealizuję, ale kiedyś dzieciom mogło być lepiej. Wstawały rano o której
      > chciały, na około miały pełno rodzeństwa, kuzynów i wszelkiej maści rodziny.
      > Miały mnóstwo czasu na chodzenie umorusane, nie przywiązywało się aż takiej
      > wagi do czystości od kołyski itd.

      he?
      o jakich czasach mówisz konkretnie? o jakich realiach historycznych? "kiedyś"
      to znaczy kiedy? obejrzyj sobie chociażby portrety infantek na obrazach
      Velasqueza, masz te tabuny "dawniejszych" dzieci, infantki zakutane po szyję w
      niewygodne suknie, będące dokładną imitacją dorosłych ubrań. wyobrażasz sobie
      takie dziecko swobodnie się bawiące? to masz bogatą wyobraźnię, facet.

      > Miały mnóstwo czasu na chodzenie umorusane, nie przywiązywało się aż takiej
      > wagi do czystości od kołyski itd.

      pryzwiązywano, przywiązywano, na tyle, na ile istniało wyobrażenie o higienie.
      umorusane chodziły dzieci biedoty. owszem, było ich pełno. owszem, były brudne.
      owszem, miały dużo rodzeństwa. ale także: panowała wśród nich duża
      śmiertelność, a fakt, że nie obciążano ich tak bardzo umysłowo jak teraz,
      raczej nie wynikał z chęci rodziców do upryzjemnienia im dzieciństwa, ale z
      (nie lubię tego słowa) ciemnoty. dzieci o lepszym statusie społecznym pobierały
      nauki domowe, którymi zajęte były wiecej niż pół dnia.

      idealizujesz jakieś mityczne "dawniej", jakieś dziwne "wczoraj", które ciężko
      mi odnieść do konkretnego punktu w historii. takie mędzenie faceta, któremu się
      wydaje, że wyznacznikiem szcęścia jest wielka rodzina.
      nie ilość, ale JAKOŚĆ. czy to, że spędzałam wigilię z moimi rodzicami, we
      trójkę, znaczy, że jesteśmy gorsi?
      a poza tym: zarzucasz kobietom, że idą do pracy. będziesz w stanie zapewnić
      odpowiedni poziom niepracującej żonie i stadku dzieci? jeśli tak.. hm, to tylko
      poratulować. ale nie w każdym przypadku praca kobiety to widzimisię nastawione
      na karierę.

      100%
      • Gość: chudyy wiem, że idalizuję trochę ale IP: *.ipartners.pl / 195.94.203.* 03.02.03, 13:43
        takie są moje pragnienia, tak to widzę i nie wiem skąd Ci przyszło na myśl, że
        jak podobają mi się duże rodziny to od razu gardzę małymi, uważam, że w dawnych
        wiekach szczęście powszechne panowało, że zalecam mnożenie się bez względu na
        warunki materialne, że dzieci mają tylko umorusane ganiać, że zalecam
        niehignieniczny tryb życia, oj koleżanko trochę więcej dystansu proponuję.

        A co do głodu kontaktu: moje dziecko nie miało szans na rodzeństwo (była kasa,
        były warunki ale...) i ona teraz leży w szpitalu na badaniach i 2 dni temu
        powiedziała mi, że ona by chciała tam cały czas zostać, bo tam ma z kim się
        bawić... Ale moja żona uważa, że wszystko jest OK. Oj jaka ona jest
        hignieniczna, a jakie ma mądre i postępowe poglądy i ile ona wie jak to
        kobietom jest źle na świecie i doktorat napisze, opiekunce pożali się jakiego
        ma męża sk...

        Sorki, za przenoszenie prywaty na debatę ogólną...

        jednakowoż w którym miejscu widzisz, że nie uznaję innych sposobów życia i
        swoje własne pragnienia na siłę upowszechnić chcę? Uważam tylko, że ludzie moim
        zdaniem zbytnio do wartości materialnych przywiązują wagę, a dzieci w tym
        wszystki stają się tylko elementem układanki... higniecznej, a feee

        pozdrawiam
        • stoprocentkobiety Re: wiem, że idalizuję trochę ale 03.02.03, 13:57
          właśnie.
          idealizujesz.
          wcale tak nie było, że szcześliwe dzieci hasały po świecie i robiły co chciały.
          nie twierdzę, że proponujesz brak higieny ( :) chyba się nie zrozumieliśmy),
          tylko że nigdy i nigdzie nie było czegoś takiego jak czysto beztroskie
          dzieciństwo w otoczeniu gromady rodzenstwa i krewnych. to co mówisz przypomina
          mi jako żywo mowę "za moich czasów" czy "ta dzisiejsza młodzież", wziętą z
          sufitu, przegenerowaną przez mózg który zapomniał o niedostatkaach i pamięta
          jedynie plusy z dzieciństwa.
          rozumiem, że chciałbyś takiej a nie innej sytuacji. ale nie znajdziesz tego o
          czym piszesz w historii, prędzej w bajkach typu Pinokio.
          a jak chcesz wiedzieć, jak dawniej wychowywano dzieci, to poczytaj sobie
          bajeczki Jachowicza, albo prace o dydaktyce herbartowskiej.

          ja ci nie bronię takiego życia jakie sobie wymarzyłeś, ale nie wydaje ci się,
          że trochę trudno w obecnej sytuacji zrealizować ten model?

          100%kobiety
          • Gość: chudyy a, Pani pedagog jak przypuszczam IP: *.ipartners.pl / 195.94.203.* 03.02.03, 14:02
            a pedagodzy jak wiadomo lepiej się znają na wychowywaniu niż rodzice... Na
            szczęście czasy zalecanego zimnego chowu i karmienia co 3 godziny i broń boże
            nie piersią dawno minęły na szczęście,
            nie obchodzi mnie co było 200 lat temu, wiem jednak, że nadmiar higieny i
            porządku i podporządkowanie dzieci karierze jest niedobre. Brak w tym umiaru i
            potem wyrastają "porządne" rodziny, które mają wszystko, ale nikt tam z nikim
            nie rozmawia i jest zimno...
            mają za to piękne kariery
            pozdrawiam
            • Gość: Anton Chudy, wstrzymaj konie IP: 195.94.207.* 03.02.03, 14:31
              A ja sobie myślę, że Ty, Chudy, za bardzo się rozpalasz i
              walisz w ludzi, którzy niekoniecznie na to zasłużyli.

              Chciałbym mieć kilkoro dzieci i świetnie się złożyło, że
              dziewczyna, z którą teraz jestem, też tego chce. Powiem
              tak: nie widzę możliwości ułożenia sobie życia z kobietą,
              która chce czegoś radykalnie innego niż ja. Nie jest to
              natomiast powód, żeby walić osoby, które chcą czego innego.

              Mam kolegów z dużych rodzin. Są z tego powodu bardzo
              zadowoleni. Z kilkorgiem rodzeństwa jest (jak twierdzą)
              wielka frajda i zero osamotnienia. Jedynakom tego brak (a
              dwójka dzieci to w sumie dwoje jedynaków).

              Nie bardzo rozumiem, skąd się bierze ta wrogość wobec
              dzieci i wobec matek, o której pisze Renia (jeśli dobrze
              pamiętam, ma troje dzieci, więc pewnie pisze z własnego
              doświadczenia). To jest jakieś chore i pewnie bierze się
              po prostu z zawiści.

              Drugi argument przeciwko dzieciom jest taki, że mąż żonę
              wykorzysta, spłodzi co zechce i wymieni na młodszy model.
              No dobrze, ale przecież to nie jest argument przeciwko
              dzieciom, tylko przeciwko rozwodom. I przeciwko zdradzie,
              oschłości, nielojalności i wszystkim pozostałym killerom
              małżeństw.

              To samo z argumentem trzecim - niedocenianiem pracy w
              domu, przy obiedzie i przy dzieciach. To też wina
              mężczyzn, że nie docenią, że nie podziękują itd.

              Rozwiązaniem są oczywiście proste prawdy, a już
              najbardziej ta, że nowa moralność dziwnie często
              przypomina starą niemoralność. No ale co chcieć - ludzie
              niszczą swoje środowisko naturalne, którym jest rodzina,
              nie chcą go, boją się go itd, a potem się dziwią, że źle
              się im żyje. Jak delfinom na pustyni.
              • Gość: chudyy za walenie przepraszam, IP: *.ipartners.pl / 195.94.203.* 03.02.03, 15:37
                czyli to co dla mnie jest wyrazistością odbierasz jako walenie... Jeśli tak to
                przepraszam. Mówię co lubię jednak i chyba nigdzie nie napisałem co mają lubić
                inni?
                Bardzo podoba mi się Twój list i w pełni się z nim zgadzam.
                miłego dnia
            • stoprocentkobiety źle pan przypuszczasz 03.02.03, 17:29
              Gość portalu: chudyy napisał(a):

              > a pedagodzy jak wiadomo lepiej się znają na wychowywaniu niż rodzice...

              po pierwsze, nie ja to powiedziałam
              po drugie: nie jestem pedagogiem, bajeczki jachowicza znam od dzieciństwa

              > Na
              > szczęście czasy zalecanego zimnego chowu i karmienia co 3 godziny i broń boże
              > nie piersią dawno minęły na szczęście,
              > nie obchodzi mnie co było 200 lat temu, wiem jednak, że nadmiar higieny i

              no to czego ty chcesz właściwie? tęsknisz do jakiegoś "kiedyś", kiedy podobno
              było lepiej. pytam się KIEDY?

              zgadzam się w kwestii "nadmiaru higieny", obecne "sterylne" życie w połączeniu
              z zanieczyszczeniami pryzczynia się do powstawania przeróżnych alergii, ale coś
              za coś. kiedyś bardziej atakowały choroby brudnych rąk; teraz zamiast żółtaczki
              i tężca jest kichanie przez kurz czy kota. coś za coś.

              > potem wyrastają "porządne" rodziny, które mają wszystko, ale nikt tam z nikim
              > nie rozmawia i jest zimno...

              naoglądałeś się za dużo Dynastii i polskich seriali Sukcesoidalnych ;)
              • Gość: chudyy Re: źle pan przypuszczasz IP: *.ipartners.pl / 195.94.203.* 03.02.03, 17:43
                stoprocentkobiety napisała:
                > no to czego ty chcesz właściwie? tęsknisz do jakiegoś "kiedyś", kiedy podobno
                > było lepiej. pytam się KIEDY?
                >

                kiedy? nie wiem kiedy, ale nie przekonuje mnie to, że było gorzej. Wiem, że
                można inaczej żyć. Można inaczej akcenty rozłożyć i dawać dzieciom tyle swobody
                ile się da i jednocześnie dbać o ich zdrowie i o emocje i żeby czuły się
                kochane. To co ja znam to głownie moje dzieciństwo, któremu bliżej było do
                dużej rodziny niż teraz. I niczego się nie naoglądałem bo nie ma TV ;)

                Widzę jednak, że panuje klimat wpasowywania dzieci w założenia. Nie słucha się
                ich czego potrzebują, tylko mówi co mają potrzebować. A to, że kiedyś nie było
                lepiej co ma wspólnego z tym, że uważam, że jest źle i trochę wiem co należy
                robić żeby było lepiej?

                kłaniam się

                p.s. sorki za wmawianie, żeś pedagog
        • suzume wiesz co, chudy 04.02.03, 00:19
          Gość portalu: chudyy napisał(a):

          > A co do głodu kontaktu: moje dziecko nie miało szans na rodzeństwo (była
          kasa,
          > były warunki ale...) i ona teraz leży w szpitalu na badaniach i 2 dni temu
          > powiedziała mi, że ona by chciała tam cały czas zostać, bo tam ma z kim się
          > bawić... Ale moja żona uważa, że wszystko jest OK. Oj jaka ona jest
          > hignieniczna, a jakie ma mądre i postępowe poglądy i ile ona wie jak to
          > kobietom jest źle na świecie i doktorat napisze, opiekunce pożali się jakiego
          > ma męża sk...

          domyślam się, że kobieta Cię rozczarowała, ale popatrz na to, co napisałeś...
          mnie się to kojarzy z brakiem bezpieczeństwa (jej, psychicznego) i szacunku do
          niej, jako człowieka (te złośliwe uwagi na temat jej poglądów itp.). widziałeś
          w niej człowieka, który ma również własne pragnienia (chocby i ten doktorat),
          czy tylko środek do spełnienia marzeń o dużej rodzinie? nie bronię Twojej ex,
          bo tak naprawdę wiem tylko tyle, co napiszesz... ale w podobnej sytuacji też
          trudno by mi było zdecydować się na kolejne dziecko. czułabym się nieważna,
          niekochana i potrzebna tylko do tych dzieci. po prostu brak wsparcia i jakoś
          tak wogóle... patrzysz na świat przez pryzmat własnych marzeń, aale "kompromis"
          to nie to samo, co "robienie tak, jak ja chcę"

          no, to nadstawiam "głupią dupę" do skopania ;)
          • Gość: chudyy Re: wiesz co, chudy IP: *.ipartners.pl / 195.94.203.* 04.02.03, 09:19
            Masz rację gdybym to zlewał i miał w nosie, ale jeśli robiłem co mogłem, żeby
            mogła robić to co chciała, to ja odpuściłem swoje ambicje pisania doktoratu,
            zarabiam na dom, na opiekunki, na wszystko i nadal słyszałem, że jestem be bo
            chciałem mieć dziecko, to wybacz, ale w pewnym momencie moja cierpliwość się
            wyczerpała,
            amen


            suzume napisała:

            > Gość portalu: chudyy napisał(a):
            >
            > > A co do głodu kontaktu: moje dziecko nie miało szans na rodzeństwo (była
            > kasa,
            > > były warunki ale...) i ona teraz leży w szpitalu na badaniach i 2 dni temu
            >
            > > powiedziała mi, że ona by chciała tam cały czas zostać, bo tam ma z kim si
            > ę
            > > bawić... Ale moja żona uważa, że wszystko jest OK. Oj jaka ona jest
            > > hignieniczna, a jakie ma mądre i postępowe poglądy i ile ona wie jak to
            > > kobietom jest źle na świecie i doktorat napisze, opiekunce pożali się jaki
            > ego
            > > ma męża sk...
            >
            > domyślam się, że kobieta Cię rozczarowała, ale popatrz na to, co napisałeś...
            > mnie się to kojarzy z brakiem bezpieczeństwa (jej, psychicznego) i szacunku
            do
            > niej, jako człowieka (te złośliwe uwagi na temat jej poglądów itp.).
            widziałeś
            > w niej człowieka, który ma również własne pragnienia (chocby i ten doktorat),
            > czy tylko środek do spełnienia marzeń o dużej rodzinie? nie bronię Twojej ex,
            > bo tak naprawdę wiem tylko tyle, co napiszesz... ale w podobnej sytuacji też
            > trudno by mi było zdecydować się na kolejne dziecko. czułabym się nieważna,
            > niekochana i potrzebna tylko do tych dzieci. po prostu brak wsparcia i jakoś
            > tak wogóle... patrzysz na świat przez pryzmat własnych marzeń,
            aale "kompromis"
            >
            > to nie to samo, co "robienie tak, jak ja chcę"
            >
            > no, to nadstawiam "głupią dupę" do skopania ;)
            >
            • anndelumester że się wtrące, bo w temacie jestem ; ) 04.02.03, 10:04
              z całym szacunkiem dla chudego : ) ale to, jakieś takie poplątanie..chudyy
              pisze:
              > Masz rację gdybym to zlewał i miał w nosie, ale jeśli robiłem co mogłem, żeby
              > mogła robić to co chciała, to ja odpuściłem swoje ambicje pisania doktoratu,
              > zarabiam na dom, na opiekunki, na wszystko i nadal słyszałem, że jestem be bo
              > chciałem mieć dziecko,
              kurde, to dosyć istotna kwestia ! nie dyskutowaliście o tym wcześniej, wzięła
              Cię kobieta z zaskoczenia??? wiesz, ja też się nigdy do potomstwa nie paliłam,
              siedzenie bezczynnie w domu i spełnianie się w "lekkich, przyjemnych i łatwych"
              pracach domowych nie było moim ideałem bo od dzieciństwa miałam troche inne
              wzorce - w mojej rodzinie pracowała już moja praprababcia(dlatego że była taka
              potrzeba i pewnie dlatego że jak fama niesie w charakterze to miała ; ) ,
              domem zajmowały się gosposie a dziecmi niania. Moja mama też nigdy nie była
              typową mamuśką - taką jak miały inne dzieci , w podomce, kapciach z pomponem, z
              lekko przypaloną trwałą i z kilkoma kilogramamai ekstra...ale mój facet a teraz
              mąż wiedział z kim się żeni ! Kwestię potomstwa (kiedy i ile) przewałkowaliśmy
              1000 razy rozważając za i przeciw...myślę że gdyby miał takie podejście jak Ty
              powyżej,(zrezygnowałem, zarobiłem, utrzymuje, a ona taka be) nigdy bym się nie
              zdecydowała "zajść". Nie wiem jak twoja kobieta znosiła ciążę, jak było z
              opieką nad maluszkiem, co przez to straciła co zyskała (przykro mi, ale nie
              zgadzam się że szczęściem macierzyńskim można wypełnić całe życie) i dlaczego
              nie chce /nie chciała mieć drugiego dziecka...z własnego doświadczenia wiem, że
              w I trymestrze czując się wyjątkowo chujowo (sory, ale to określenie najlepiej
              oddaje ten stan), zapieprzając w 2 pracach (bo w 3 na szczęście miałam
              zwolnienie) i pisząc ów magiczny doktorat miałam i to dość często chwile
              załamki i przysięgałam sobie że nigdy więcej...ciązy oczywiście. Tylko że mój
              mąż, na szczęście nie ma zapędów pana domu, a ja zadatków na męczennice - co to
              dla dobra dzieci, parkietów, czystych okien i wyprasowanych koszul zarypie się
              na śmierć, będzie wyglądać na 20 lat więcej, a jej mózg z czasem zredukuje się
              do kostki domestosu...
              reasumując, wszystko od ludzi i ich doboru zależy ...generalnie każde z nas
              powinno wiedzieć co wybrało ( z plusami i minusami), a obiad można zjeść na
              mieście, od zmywania jest zmywarka, do dzieci zawsze można znaleźć nianię (co
              automatycznie nie robi z tych dzieci zimnych dewiantów). Pozostaje tylko
              kwestia kasy(no ale dla Ciebie kasa=konsumpcja=beee) i wzajemnego zrozumienia...


    • Gość: miregal to co, kobiety do kąta? IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 03.02.03, 22:32
      mama zostala ze mna 3 lata na urlopie macierzynskim, potem tyle samo z siostra,
      lyso mi teraz i mam wyrzuty sumienia, jakbym sie nie urodzila (chociaz nie
      mialam na to wplywu ;) ) to mam wrazenie ze teraz bylaby szczesliwsza i mniej
      zmeczona, a jakby nie wziela tych przekletych urlopow to by juz byla sedzia
      okregowym, a nie rejonowym.

      naprawde mi zal mamy!

      poswiecila sie dla naszego dobra, a mi teraz lysoooooooooooo :(

      wolalabym miec szczesliwa, leniwa, nieobowiazkowa matke, naprawde.

    • matrek Re: kobiety do pracy, dzieci do kąta 04.02.03, 00:38
      Gość portalu: chudyy napisał(a):

      > ... Coraz więcej chcemy mieć i coraz zimniej jest
      > na około.

      I tu jest chyba sedno sprawy
    • Gość: mmm Re: kobiety do pracy, dzieci do kąta IP: *.klaudyny.waw.pl / 10.1.32.* 04.02.03, 20:34
      a mam pytanie do panow kochajacych dzieci: czy gdyby ich zona/kobieta byla w
      stanie utrzymac/zapewnic/zagwarantowac materialne utrzymanie rodzinie to
      zgodziliby sie isc na urlop opiekunczy? o urlop macierzynski (w okolicach
      porodu i pierwsze tygodnie/ miesiace po - zaleznie od stanu zdrowia)oczywiscie
      nie pytam, bo z powodow medycznych musi go wziac matka (w jakiej dlugosci -
      nie wiem bo nie jestem lekarzem i nie wiem po jakim czasie kobieta moze
      fizycznie po porodzie funkcjonowac normalnie). zaznaczam ze nie odwoluje sie
      do prawnych realiow polskich tylko chodzi mi o to czy panowie kochajacy dzieci
      podjeliby sie wziac na siebie glowny ciezar opieki nad dzieckiem w pierwszych
      latach zycia, zrezygnowali z pracy, zycia towarzyskiego itd. prosze o nie
      udzielanie odpowiedzi typu: "kobieta z natury jest predestynowana do opieki
      nad dziecmi a mezczyzna do polowania na mamuty" tylko o wasze osobiste
      nastawienie do tego typu wyboru zyciowego.
      • Gość: chudyy Re: kobiety do pracy, dzieci do kąta IP: *.ipartners.pl / 195.94.203.* 05.02.03, 11:45
        Gość portalu: mmm napisał(a):
        > a mam pytanie do panow kochajacych dzieci: czy gdyby ich zona/kobieta byla w
        > stanie utrzymac/zapewnic/zagwarantowac materialne utrzymanie rodzinie to
        > zgodziliby sie isc na urlop opiekunczy? o urlop macierzynski
        > chodzi mi o to czy panowie kochajacy dzieci
        > podjeliby sie wziac na siebie glowny ciezar opieki nad dzieckiem w pierwszych
        > latach zycia, zrezygnowali z pracy, zycia towarzyskiego itd.

        serio mógłbym się zastanowić, tylko dlaczego z życia towarzyskiego rezygnować
        to już nie rozumiem,
        niejaki TS Garp dał przykład, że tak można robić czyż nie?

        zresztą gdybym mógł na pół etatu zarobić na fajne życie to z radością bym
        zmienił,

        kłaniam się
        • Gość: mmm Re: kobiety do pracy, dzieci do kąta IP: *.klaudyny.waw.pl / 10.1.32.* 05.02.03, 18:45
          Gość portalu: chudyy napisał(a):

          > Gość portalu: mmm napisał(a):
          > > a mam pytanie do panow kochajacych dzieci: czy gdyby ich zona/kobieta byla
          > w
          > > stanie utrzymac/zapewnic/zagwarantowac materialne utrzymanie rodzinie to
          > > zgodziliby sie isc na urlop opiekunczy? o urlop macierzynski
          > > chodzi mi o to czy panowie kochajacy dzieci
          > > podjeliby sie wziac na siebie glowny ciezar opieki nad dzieckiem w pierwsz
          > ych
          > > latach zycia, zrezygnowali z pracy, zycia towarzyskiego itd.
          >
          > serio mógłbym się zastanowić, tylko dlaczego z życia towarzyskiego
          rezygnować
          > to już nie rozumiem,
          > niejaki TS Garp dał przykład, że tak można robić czyż nie?
          >
          > zresztą gdybym mógł na pół etatu zarobić na fajne życie to z radością bym
          > zmienił,
          >
          > kłaniam się
          tez sie na wstepie klaniam. po tej wypowiedzi chyba panowie narzekajacy na
          swoje anty-dzieciowe partnerki troche wiecej rozumieja. ich
          zony/kochanki/konkubiny tez "sie serio zastanwiaja" i nikiedy stwierdzaja, ze
          nie sa na razie zdolne do takiego poswiecenia. a rezygnacja z zycia
          towarzyskiego? czy poszedlbys z 2-latkiem na piwko z kolegami, czy chocby do
          kina, teatru. pozostaja praktycznie spacery i imprezy dla matek z dziecmi,
          ktore, nie oszukujmy sie, nie sa szczytem szalenstwa imprezowego. wiec z
          rezygnacja z normalnego zycia towarzyskiego trzeba sie liczyc. nie rozumiem
          zarabiania na pol etatu na fajne zycie - jaki to ma zwiazek z tematem (sama
          tez bym chciala, ale co to ma do rzeczy) - ja mowilam o rezygnacji z pracy
          zawodowej w ogole bo chyba sobie nie wyobrazasz ze dzieckiem zajmujesz sie "na
          pol etatu" a "na pol etatu" idziesz do pracy? a kto zajmie sie dzieckiem przez
          to drugie pol (nawet ja z nikla znajomoscia dzieciologii wiem ze do ok. 6-8
          roku zycia dziecko potrzebuje opieki non stop oprocz okresow kiedy spi)? wiec
          jak po zastanowieniu? - odpowiedz przekaz potencjalnej mamusi. pzdr
          • Gość: chudyy udowodniłaś sobie, ale co? IP: *.ipartners.pl / 195.94.203.* 06.02.03, 09:36
            oczekiwałaś, że powiem o tak naturalnie, zostanę w domu i w ogóle...
            Oczywiście, że posiadanie dziecka nie oznacza rezygnacji z życia towarzyskiego
            bo to od ludzi zależy. A nawet jeśli tego życia będzie mniej to co? Stanie mi
            się coś? A od czego są babcie, opiekunki, przyjaciele? Nie rób z wychowywania
            dzieci martyrologii. A o 6-8 miesiącu to sobie pisz, ale facet i tak nie bardzo
            może przed pierwszym rokiem życia zająć się całkiem dzieckiem bo nie da mu
            piersi, a jeśli uważasz, że karmienie piersią jest nieważne to o czym miałbym z
            Tobą rozmawiać. Ja w tym wątku krytykuję zimny chów. Ludzie, a szczególnie
            dzieci potrzebują ciepła i miłości i natychmiastowego zaspokajania potrzeb.
            Wystarczy mi, że matka mojego dziecka robiła mi awantury, że usypiałem córę
            dłużej niz 15 minut, ponoć się miała wypłakać, a ja córę w ten sposób
            rozpuszczałem. Skoro piszę, że robiłem przy dziecku wszystko to znaczy, że słów
            na wiatr nie rzucam, a że moja była chciała mieć ciastko i je zjeść to inna
            sprawa, czyli mieć w nosie zarabienie pieniędzy i jednocześnie chcieć je mieć.
            kłaniam się


            Gość portalu: mmm napisał(a):
            > Gość portalu: chudyy napisał(a):
            >
            > > Gość portalu: mmm napisał(a):
            > > > a mam pytanie do panow kochajacych dzieci: czy gdyby ich zona/kobieta
            > byla
            > > w
            > > > stanie utrzymac/zapewnic/zagwarantowac materialne utrzymanie rodzinie
            > to
            > > > zgodziliby sie isc na urlop opiekunczy? o urlop macierzynski
            > > > chodzi mi o to czy panowie kochajacy dzieci
            > > > podjeliby sie wziac na siebie glowny ciezar opieki nad dzieckiem w pi
            > erwsz
            > > ych
            > > > latach zycia, zrezygnowali z pracy, zycia towarzyskiego itd.
            > >
            > > serio mógłbym się zastanowić, tylko dlaczego z życia towarzyskiego
            > rezygnować
            > > to już nie rozumiem,
            > > niejaki TS Garp dał przykład, że tak można robić czyż nie?
            > >
            > > zresztą gdybym mógł na pół etatu zarobić na fajne życie to z radością bym
            > > zmienił,
            > >
            > > kłaniam się
            > tez sie na wstepie klaniam. po tej wypowiedzi chyba panowie narzekajacy na
            > swoje anty-dzieciowe partnerki troche wiecej rozumieja. ich
            > zony/kochanki/konkubiny tez "sie serio zastanwiaja" i nikiedy stwierdzaja, ze
            > nie sa na razie zdolne do takiego poswiecenia. a rezygnacja z zycia
            > towarzyskiego? czy poszedlbys z 2-latkiem na piwko z kolegami, czy chocby do
            > kina, teatru. pozostaja praktycznie spacery i imprezy dla matek z dziecmi,
            > ktore, nie oszukujmy sie, nie sa szczytem szalenstwa imprezowego. wiec z
            > rezygnacja z normalnego zycia towarzyskiego trzeba sie liczyc. nie rozumiem
            > zarabiania na pol etatu na fajne zycie - jaki to ma zwiazek z tematem (sama
            > tez bym chciala, ale co to ma do rzeczy) - ja mowilam o rezygnacji z pracy
            > zawodowej w ogole bo chyba sobie nie wyobrazasz ze dzieckiem zajmujesz
            sie "na
            > pol etatu" a "na pol etatu" idziesz do pracy? a kto zajmie sie dzieckiem
            przez
            > to drugie pol (nawet ja z nikla znajomoscia dzieciologii wiem ze do ok. 6-8
            > roku zycia dziecko potrzebuje opieki non stop oprocz okresow kiedy spi)? wiec
            > jak po zastanowieniu? - odpowiedz przekaz potencjalnej mamusi. pzdr
    • Gość: anka do autora watku IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 05.02.03, 21:16
      wiesz co, mam taka propozycje: jak te wspolczesne kobiety sa takie okropne ze
      chca chodzic do pracy, to moze stan na wysokosci zadania i opiekuj sie
      dziecmi "poki najmlodsze nie pojdzie do szkoly" a zona niech na was zarabia. no
      i co, dalej jestes taki pro-prokreacyjny?
    • Gość: anka do autora watku & #35 2 IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 05.02.03, 21:19
      o, jak tak lubisz dzieci to Ci proponuje zabawe myslowa:

      wyobraz sobie ze masz mala coreczke ktora bardzo kochasz, coreczka wyrasta na
      dorosla kobiete i znajduje meza o takich pogladach jak Twoje. codziennie jej
      sie zyc odechciewa i mysli, ze zycie nie ma sensu, bo ona NIE CHCE byc kura
      domowa, chce byc rzezbiarzem, lekarzem, sedzia trybunalu haskiego, cholera wie
      kim. po jakiej stronie bys stanal, dobra swojej corki czy jakiegos
      abstrakcyjnego idealu roli kobiety?
      • Gość: chudyy a ja proponuję poczytać IP: *.ipartners.pl / 195.94.203.* 06.02.03, 09:43
        jak się urodziło moje dziecko to robiłem ile mogłem (niemało), żeby moja była
        miała czas dla siebie, żeby mogła wyjeżdżać na stypendia, żeby nie czuła się
        kurą domową... Cieszyłem się z tego, że nam się udaje ale to była tylko moja
        radość. Ona pomimo spędzenia w 2001 roku 3 miesięcy na stypendium w Niemczech,
        pomimo opiekunki na cały etat i tego, że na równi z nią opiekowałem się córą
        nadal narzekała i narzekała. Dziecko jej ponoć karierę niszczyło.

        TERAZ MAM W NOSIE KOBIETY KARIEROWCZKI. Chcę równowagi, chcę dbania nie tylko o
        karierę, ale i o rodzinę. Naturalnie zaraz powiesz, że to tylko żona ma dbać.
        Ale po prostu już się więcej z taką kobietą nie zwiążę. Niech kobiety dla
        których dzieci są utrapieniem po prostu trzymają się z dala od normalnych
        facetów, którzy robią co w ich mocy, żeby było po równo... Nie ma po równo bo
        jesteśmy różni i w paru miejscach facet kobiety nie zastąpi choćby się na
        rzadko ...

        kłaniam się i pozdrawiam


        Gość portalu: anka napisał(a):
        > o, jak tak lubisz dzieci to Ci proponuje zabawe myslowa:
        >
        > wyobraz sobie ze masz mala coreczke ktora bardzo kochasz, coreczka wyrasta na
        > dorosla kobiete i znajduje meza o takich pogladach jak Twoje. codziennie jej
        > sie zyc odechciewa i mysli, ze zycie nie ma sensu, bo ona NIE CHCE byc kura
        > domowa, chce byc rzezbiarzem, lekarzem, sedzia trybunalu haskiego, cholera
        wie
        > kim. po jakiej stronie bys stanal, dobra swojej corki czy jakiegos
        > abstrakcyjnego idealu roli kobiety?
        • Gość: chudyy zapomniałem o pytaniu IP: *.ipartners.pl / 195.94.203.* 06.02.03, 09:48
          Moja córa będzie dorosła to sama wybierze co chce. Jeśli nie będzie chciała
          dzieci to jej sprawa. Ja ją kocham taką jaka jest i staram się słuchać czego
          potrzebuje i to jej dawać. Chcę by była dojrzała i mądra i żeby umiała słuchać
          własnych emocji, wtedy sama zajmie się swoim życiem. A to, że ja mam jakieś
          pragnienia nie jest równoznaczne, z tym co myślę o roli moje córki jako matki.
          kłaniam się


          Gość portalu: chudyy napisał(a):
          > jak się urodziło moje dziecko to robiłem ile mogłem (niemało), żeby moja była
          > miała czas dla siebie, żeby mogła wyjeżdżać na stypendia, żeby nie czuła się
          > kurą domową... Cieszyłem się z tego, że nam się udaje ale to była tylko moja
          > radość. Ona pomimo spędzenia w 2001 roku 3 miesięcy na stypendium w
          Niemczech,
          > pomimo opiekunki na cały etat i tego, że na równi z nią opiekowałem się córą
          > nadal narzekała i narzekała. Dziecko jej ponoć karierę niszczyło.
          >
          > TERAZ MAM W NOSIE KOBIETY KARIEROWCZKI. Chcę równowagi, chcę dbania nie tylko
          o
          >
          > karierę, ale i o rodzinę. Naturalnie zaraz powiesz, że to tylko żona ma dbać.
          > Ale po prostu już się więcej z taką kobietą nie zwiążę. Niech kobiety dla
          > których dzieci są utrapieniem po prostu trzymają się z dala od normalnych
          > facetów, którzy robią co w ich mocy, żeby było po równo... Nie ma po równo bo
          > jesteśmy różni i w paru miejscach facet kobiety nie zastąpi choćby się na
          > rzadko ...
          >
          > kłaniam się i pozdrawiam
          >
          >
          > Gość portalu: anka napisał(a):
          > > o, jak tak lubisz dzieci to Ci proponuje zabawe myslowa:
          > >
          > > wyobraz sobie ze masz mala coreczke ktora bardzo kochasz, coreczka wyrasta
          > na
          > > dorosla kobiete i znajduje meza o takich pogladach jak Twoje. codziennie j
          > ej
          > > sie zyc odechciewa i mysli, ze zycie nie ma sensu, bo ona NIE CHCE byc kur
          > a
          > > domowa, chce byc rzezbiarzem, lekarzem, sedzia trybunalu haskiego, cholera
          >
          > wie
          > > kim. po jakiej stronie bys stanal, dobra swojej corki czy jakiegos
          > > abstrakcyjnego idealu roli kobiety?
          • Gość: mmm Re: zapomniałem o pytaniu IP: *.klaudyny.waw.pl / 10.1.32.* 07.02.03, 01:04
            zgadzam sie z toba. jesli bylo tak jak mowisz (czego nie moge byc pewna, bo
            nie znam wersji drugiej strony) - tzn. robiles wszystko co w twojej mocy zeby
            ulatwic swojej zonie zycie w roli matki to ona nieslusznie narzekala. powinna
            byla przed slubem powiedziec ze nie chce dzieci i wtedy wszystko by bylo jasne
            (a juz na pewno nie powinna zachodzic w ciaze skoro nie chciala miec dzieci).
            jesli ty chciales dzieci - ozenilbys sie z kims innym (np. z kobieta bez
            doktoratu ale duzym "instynktem"). a czy ty podejmowales ten temat przed
            slubem, czy uznales, ze wszystko jasne? jesli to drugie - tez troche sie
            przejechales na wlasne zyczenie. w kazdym razie popieram szczerosc w tych
            sprawach. kazdy powinien zdeklarowac swoje podejscie do dzieci - takze
            mezczyzna powinien sie okreslic czy chce byc ojcem na caly etat czy tylko na
            dochodne, a kobieta zdecydowac jakiego meza chce i jaka chce byc zona. pzdr
            • Gość: chudyy Re: zapomniałem o pytaniu IP: 195.94.203.* 07.02.03, 09:29
              Dziękuję. To miłe jak rozmowa staje się rozmową. Widzisz, życie jest trochę
              bardziej skomplikowane niż ustalenia przedślubne. Pobierając się wcale nie
              myśleliśmy o tym. Po prostu pobraliśmy się dla siebie. To żona częściej pytała
              o kwestie dzieci, ale nie żeby chciała je mieć, tylko chciała ustalić,
              zaplanować coś. Ciąża nie była planowana i nasze reakcje były kompletnie
              odmienne. Mi odbiło z radości, że będziemy mieć dziecko, a Ona chciała
              usunąć... i po latach jesteśmy tu gdzie jesteśmy. Chodzi mi o to, że w
              związkach zdarza się wiele rzeczy nieprzewidzianych i jak nie umiemy sobie
              życia zreorganizować to się wali. W moim przypadku wydaje mi się ujawniła się w
              postaci skrajnej reakcja na stres i nieprzewidziane. Ja się sprężam i działam,
              Ona się zamyka i szuka winnych... Miałem nadzieję, że dam radę z czasem Ją
              przekonać i wszystko będzie OK. Nie było.
              kłaniam się


              Gość portalu: mmm napisał(a):
              > zgadzam sie z toba. jesli bylo tak jak mowisz (czego nie moge byc pewna, bo
              > nie znam wersji drugiej strony) - tzn. robiles wszystko co w twojej mocy zeby
              > ulatwic swojej zonie zycie w roli matki to ona nieslusznie narzekala. powinna
              > byla przed slubem powiedziec ze nie chce dzieci i wtedy wszystko by bylo
              jasne
              > (a juz na pewno nie powinna zachodzic w ciaze skoro nie chciala miec dzieci).
              > jesli ty chciales dzieci - ozenilbys sie z kims innym (np. z kobieta bez
              > doktoratu ale duzym "instynktem"). a czy ty podejmowales ten temat przed
              > slubem, czy uznales, ze wszystko jasne? jesli to drugie - tez troche sie
              > przejechales na wlasne zyczenie. w kazdym razie popieram szczerosc w tych
              > sprawach. kazdy powinien zdeklarowac swoje podejscie do dzieci - takze
              > mezczyzna powinien sie okreslic czy chce byc ojcem na caly etat czy tylko na
              > dochodne, a kobieta zdecydowac jakiego meza chce i jaka chce byc zona. pzdr

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka