Dodaj do ulubionych

wczoraj umarłam...

20.12.06, 09:38
wczoraj umarłam...zostawił mnie moj ukochany,najwieksza miłość mojego
zycia...powiedział ze nie jest ze mną szczęśliwy i ze chce sie ode mnie
uwolnić...chce mi sie wyć.Bardzo sie starałam, bardzo go kocham i nigdy nie
sadziłam ze tak mnie potraktuje.Swieta niedługo a ja nie mam siły zyc,śmiać
się...czyu taki bol kiedyś minie??jak sie ratować, bo czuje ze zwarjuje.
Obserwuj wątek
    • wiki2405 Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 09:43
      Jedyne co ci moge powiedzieć to "nie przejmuj się"ale wiem ze to nie
      pomoże.Czasami człowiek przechodzi przez takie trudne sytuacje żeby potem być
      szczęśliwym.Ja też tak miałam.Pare ostrych kopniaków w dupe,żeby teraz mieć
      doświadczenie i lepiej żyć.Wiem wiem..pomyślisz...dlaczego ja dlaczego własnie
      ja?no niestety chodza na świecie dranie którzy ranią biedne kochane istotki (i
      to jeszcze przed świętami).Nie był Ciebie wart żeby robić Ci coś
      takiego.Napewno będzie lepiej-zobaczysz!!!znajdzie się ktoś kto Cię Pokocha tak
      naprawde.Tak na 100%.Bez ściem,bez zdrad,bez jakiegoś pierdzenia o byle
      czym.Wiem że czujesz się teraz źle,że płaczesz,że Ci smutno.Przesyłam Ci takie
      słodkie przyjacielskie tuloszki i pocieszenie.Trzymaj się dziewczyno.Pamietaj
      FACECI TO ŚWINIE-nie wszyscy!!!pozdrawiam wiki2405
      • widokzmarsa Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 09:54
        czy ona napisała że on to drań? A ona delikatna istotka? Facet był z nią
        nieszczęśliwy. I odszedł. Przecież to dobre dla obojga.
        • mahadeva Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 10:13
          mogl to zrobic delikatniej
          tak z dnia na dzien stal sie nieszczesliwy? i co to w ogole znaczy? bila go??
    • gloria79 Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 09:44
      Minie, na pewno, ale potrzeba czasu. A teraz postaraj sie jak najczesciej
      spotykac z przyjaciolmi, nie siedz sama w domu, staraj sie zajac czyms co
      pozwoli czy przestac choc na chwile o tym myslec. Schowaj gdzies gleboko
      wszystkie pamiatki po nim, unikaj rzeczy, ktore przypominaja Ci o nim. To takie
      rady na teraz, za jakis czas bedzie latwiej :) glowa do gory!
    • maialina1 Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 09:45
      :((
      Biedaczka...
      Ból minie, ale nie licz na to ze o nim zapomnisz. Niestety ci co nas zranili,
      tyh sie pamięta najlepiej.
      Spróbuj sie czyms zająć, zorganizuj sobie tak czas zebys nie miala ani chwili
      wolnego czasu, wtedy mysl o nim nie bedzie nachalnie wracac.
    • alpepe Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 09:47
      bardzo dobrze, że cię zostawił, to może być dla ciebie lekcja, że własnego życia
      nie należy budować na innych. Teraz zasyp się dołującymi płytami, książkami etc.
      i wypłacz się za wszystkie czasy. Po pewnym czasie zrozumiesz, że jesteś w
      stanie to przeżyć i nie tylko to,także i gorsze sytuacje. A teraz jest ciężko, wiem.
    • mahadeva Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 09:50
      bo zwiazki maja tylko kobiety bardzo wyrachowane...
      mnie tez wczoraj okropnie potraktowal koles, tzn wczoraj powiedzial ze mnie nie
      chce, a wczesniej mnie zwodzil
      to kolejny
      ja tez sie staram, uczciwie kocham, jestem porzadna osoba
      najlepszy sposob na zycie to zapomniec o facetach
      po co komu wredne tryskajace sprema swinie?
      • mateuszxyx Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 11:57
        > po co komu wredne tryskajace sprema swinie?

        ...to jest chamskie :) faceci nie sa tacy
        • mahadeva Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 12:21
          wkurzylam sie :)
          moze dasz mi troche wolnosci na forum? :)
      • gintaras Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 16:06
        Twoje opinie wyrazane na tym forum sa pelne sprzecznosci.
      • simon_r Re: wczoraj umarłam... 21.12.06, 16:18
        "....wredne tryskające spermą świnie..." ło matko!!!.. Maha z Tobą coś
        naprawdę źle. Czemu aż tak zahaczasz o fizjologię???.
    • nowika12 Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 09:51
      Witam!
      kilka lat temu miałam podobny problem, nie pomagały jedzone w dużych ilościach
      słodysze i lody. oparcie znalazłam w przyjaciołach, a że był czas karnawału, to
      zaliczałam każdą dyskotekę i bawiłam się na całego. koniecznie po dwóch lampkach
      wina. konieczne też było kokietowanie innych mężczyzn, żeby poczuć się bardziej
      dowartościowaną.
      teraz się z tego smieję, ale wtedy rozpaczałam tak jak Ty. potrzeba czasu,
      niekiedy nawet długiego czasu.
      trzymaj się i powodzenia.
      • mahadeva Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 09:54
        a co zrobic jesli w ostatnich latach faceci mnie tylko zwodza, a potem
        twierdza, ze mnie nie chca? chcialabym byc kobieta jak inne i nie byc tak
        traktowana. czy mam zupelnie zapomniec o facetach?
    • krwawabestia Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 10:11
      a ja mysle ze wiele z was poprostu nie rozumie facetow
      uwazacie ze jak jestescie ładne i dobrze gotujecie to juz macie faceta w garsci
      a tu gucio
      "bardzo sie starałam " hehe to najwiekszy bład - robisz to co lubisz i
      pieprzysz wszystkich - ci co sie tak staraja staja sie w koncu meczacy
      • mahadeva Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 10:14
        a jaka jest Twoja dziewczyna? zazdroszcze jej
        • krwawabestia Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 10:21
          nie wiem :)
          ciagle sie zmienia
          • mahadeva Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 10:27
            :) rosnie jej brzuch :)

            bo ja tak sie zastanawiam, co takiego robia te ,ktore maja facetow? ja juz
            bardziej nie potrafie sie starac :) mysle, ze obiektywnie jestem b fajna
            osoba :) mam przyjaciol, w pracy mnie szanuja :) tylko faceci mnie olewaja :/
            • dre6 Samonakrecanie sie. 20.12.06, 10:40
              mahadeva napisała:

              "...ja tak sie zastanawiam, co takiego robia te ,ktore maja facetow? "

              Maja wyobraznie. Nie dopisuja sie despracko wielokrotnie do kazdego
              prawie watku na jakikolwiek temat. Nie mendza. Nie jecza. Po prostu,
              sa qrwa, inne niz ty, nudziaro.
              • natalii24 Re: Samonakrecanie sie. 20.12.06, 11:07
                to mężczyźni są nudni, w dodatku szukają mało wymagających kobiet, które im na
                wszystko pozwalają...powodzenie takich związków odzwierciedla statystyka
                rozwodów w ostatnim czasie...
                niestety, taka prawda Panowie...
                • dre6 Re: Samonakrecanie sie. 20.12.06, 11:14
                  Gdzie kobiety maja oczy wychodzac za nudnych facetow na sile.
                  Tylko nudne kobiety maja nudnych facetow. Twoje "niestety"
                  to uwidacznia :).
                  • natalii24 Re: Samonakrecanie sie. 20.12.06, 11:19
                    niestety z braku wyboru... lub raczej wolą nudnego, niż "wszytkowiedzącego"...i
                    tak źle i tak niedobrze...
                    • mahadeva Re: Samonakrecanie sie. 20.12.06, 11:30
                      fakt ze wybor jest marny dla idealnej kobiety :)
                      • dre6 Re: Samonakrecanie sie. 20.12.06, 11:35
                        Powinnas poslubic rozowy czterobiegowy wibrator.
                        • mahadeva Re: Samonakrecanie sie. 20.12.06, 11:37
                          moj jest szesciobiegowy...
                          powinnam byla zostac z moim idealnym bylym :) (mam nadzieje ze u niego wszystko
                          jak najlepiej, zasluguje na to, to wspanialy czlowiek)
                          no nic, moze jeszcze spotkam faceta na poziomie :)
                          • dre6 Wysoki poziom. 20.12.06, 12:05
                            mahadeva napisała:

                            "moze jeszcze spotkam faceta na poziomie :)".

                            Wjedz na ostatnie pietro Palacu Kultury. To juz pewien poziom.
                            Moze kogos tam poznasz. Moze nie popelni samobojstwa skaczac.
              • no_nick Już kiedyś pisałem:Maszeruj,albo 20.12.06, 11:14
                giń.Życie to nie bajka - kiedyś tak mawiano.A wszystkim Paniom zastanawiającym
                się co robić,żeby zatrzymać przy sobie faceta podpowiem:być sobą i szanować
                go,tak jak same chcą być szanowane.To naprawdę nie jest wiele - nie ma sensu
                jakoś specjalnie nadskakiwać ani robić innych wygibasów.Ludzie kochający się
                muszą się nawzajem akceptować - swoje
                bałaganiarstwo,rozrzutność,niepunktualność,skąpstwo - cokolwiek.Moim zdaniem
                naginanie się do siebie nawzajem,wedle zasady domyślania się oczekiwań drugiej
                strony do niczego dobrego nie prowadzi.
                • dre6 O kiepskim seksie zapomniales :). 20.12.06, 11:18
                  Zycie nie bajka. Zycie je-bitwa :).
                  • natalii24 Re: O kiepskim seksie zapomniales :). 20.12.06, 11:21
                    ...a ostatni będą pierwszymi... :)
                    • dre6 Martwa nadzieja. 20.12.06, 11:26
                      natalii24 napisała:

                      " ...a ostatni będą pierwszymi... :)"

                      Ewentualnie po smierci. Wowczas gdy nadzieja umrze.
                      Mahadeva jest polumarla psychicznie tak jak jej poldziewictwo.
                      • natalii24 Re: Martwa nadzieja. 20.12.06, 11:34
                        gdy umiera nadzieje, człowiek ma w końcu chęć do walki, natomiast sama nadzieją
                        nie da się nic wywalczyć :)

                        lepiej niech marudzi teraz i niech wszyscy inny z tego powodu cierpią, niż
                        później jeden biedny facet przez całe życie...jak to bywa w związkach:)


                      • mahadeva Re: Martwa nadzieja. 20.12.06, 11:39
                        zauwaz ile przyjemnosci mnie ominelo:
                        - seks z nieciekawymi typami,
                        - dziecko,
                        - masa innego syfu :)
                        To chyba nie przypadek :)
                        • natalii24 Re: Martwa nadzieja. 20.12.06, 11:46
                          trzeba być koneserem życia...i wybierać tylko te najlepsze trunki, robione z
                          najbardziej dojrzałych, soczystych i słodkich owoców, a nie cierpkich ;)
                          • mahadeva Re: Martwa nadzieja. 20.12.06, 11:52
                            tak robie :) na syf sie nie godze :)
                      • mahadeva Re: Martwa nadzieja. 20.12.06, 11:40
                        ja nie mam nadzieji tylko wiare :)
                • mahadeva Re: Już kiedyś pisałem:Maszeruj,albo 20.12.06, 11:35
                  masz 100% racji :)
                  tylko co ma zrobic delikatna kobieta gdy spotka chama? :) ja jestem tak
                  skonfudowana ze pisze nudne watki np :)
                  • dre6 "Konfudacja" :). 20.12.06, 11:41
                    mahadeva napisała:

                    Byc moze dla ciebie nawet cham bylby lepszy od zadnego faceta?
                    Od kiedy to zebrak wybiera?
                    • mahadeva Re: "Konfudacja" :). 20.12.06, 11:53
                      lepszy bedzie zaden facet :)
                      bardzo lubie swoje wlasne towarzystwo :) mam tez fajnych przyjaciol
                      • kly Re: "Konfudacja" :). 20.12.06, 11:56
                        Sprobuj moze poslubic siebie. Ideal powinien trzymac sie idealu.
                        Mozesz sobie zrobic "in vitro".
                        • mahadeva Re: "Konfudacja" :). 20.12.06, 12:20
                          nie chce miec dzieci, zdacydowlalabym sie tylko dla meza
                  • natalii24 Re: Już kiedyś pisałem:Maszeruj,albo 20.12.06, 11:48
                    może poznać go z innym chamem?;)
    • jendza1 Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 11:21
      Podczas nocy czarnej, pelnej zmor i innych bestii, trudno uwierzyc, ze nastanie
      swit-zmartwychwstanie...
      A ono przychodzi w sposob pewny przeciez...
      W najgorszym czasie trzeba zdobyc sie na minimum... znaczy skoncentrowac na
      trwaniu... Rzeczywistosc dokona reszty...

      3maj sie mocno!
      j.
    • lim25 Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 12:36


      ja juz nie istnieje ..nie zyje pol roku ,,,,ot tak jeszcze mi w uszach brzmi ...


      tego nie ma sesnsu ciagnąc ..i trzasak odkladanej sluchawki ..
      • mahadeva Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 12:53
        jak na dloni widac ze to bylo bardzo niegrzeczne :)
      • jendza1 Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 13:03
        Wiesz, po mojej smierci... pojelam... dlaczego zaloba to rok...
        Mysle, ze to taki usredniony czas...

        Nie zylam przez 6 lat...
      • delikatna7 Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 13:06
        Najbardziej boli to ze nie rozumiem dlaczego skoro było mu ze mną tak źle to
        ciągnął to przez dwa lata? Starałam sie kochać go mądrze, rozumieć jego
        potrzeby.Nie narzucałam sie,chciałam być jego kobietą i kumplem...tak
        było,bardzo wiele nas łączyło,wspólna pasja...byłam przy nim najszczęśliwsza
        kobietą na świecie.Wczoraj dał mi kopniaka po którym juz nigdy sie nie podniosę.
        • mahadeva Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 13:09
          Podniesiesz podniesiesz :)
          Widzisz jaki glupi, to rzeczywiscie podejrzane, ze tak nagle poczul
          sie 'nieszczesliwy' :)
          Szkoda, ze wszyscy faceci tacy sa... Nastepnym razem bedziesz madrzejsza...
        • delikatna7 Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 13:14
          Najgorsze Świeta w moim życiu i samotne powitanie Nowego Roku...
          dlaczego mezczyzni sa czesto tak okrutni???jeszcze tydzień temu mieliśmy
          wspólne plany świąteczne...dlaczego skoro nie widział ze mna przyszłości to to
          ciągnął???Dowiedziałam sie wczoraj ze nie akceptuje mojej rodziny...wiele złego
          wczoraj usłyszałam...
          • mahadeva Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 13:15
            nie samotne tylko z przyjaciolmi :)
            ja tez takie bede miec i nie panikuje ;)
    • mantha Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 13:30
      Wiecie kiedy moj facet zaczal naprawde doceniac ze ze mna jest? jak ja
      machnelam reka na tzw wspominane tutaj 'staranie sie', jak zajelam sie soba w o
      wiele wiekszym stopniu, zmienilam sie przy okazji zewnetrznie na korzysc,
      zaczelam wychodzic czesciej ze swoimi znajomymi, nie dzwonilam z pytaniami typu
      mamusia - a zjadles, a cieplo ci, a to i tamto - w koncu dorosly chlop sam
      potrafi o siebie zadbac.
      Polecam ten sposob na faceta, nie przytlaczajcie ich swoja obecnoscia, dbajcie
      o swoje ciala i umysly (wszelakie kursy, studia bardzo porzadane) - niech te
      nieszczesne chlopy widza, ze ich kobieta jest wspaniala i ze jak nie zaczna
      bardziej o nia dbac i zabiegac to znajdzie sobie szybko wielu amatorow. chlopy -
      wg mnie - nawet te najbardziej wyksztalcone maja dosyc prosta konstrukcje,
      warto to wykorzystac, z przymilnym usmiechem na ustach of kors :-)))
      • mahadeva Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 13:33
        eh zadawanie sie z facetami to niemily obowiazek nic wiecej
    • desirelle Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 16:39
      Wiem co czujesz....parę dni temu przyłapałam mojego faceta na nieszczerości!
      Postanowiłam zerwć znajomość bo zauważyłam ze nie daje mi ona nic poza
      cierpieniem. Radzą Ci żebyś zajęła się czymś , wychodziła z przyjaciólmi ,ale
      ja wiem że zal jest czasami bardzo silny.Wiem że najlepiej poddałabys sie
      rozpaczy i wciąż płakała.Wiem jak to jest. Nie ma na nic siły, na nic
      ochoty.Uwierz w jedno : czas naprawdę leczy rany tylko trzeba znależć siłę i
      szukaj jej w sobie!!Trzymam za Ciebie kciuki :)
    • isinka1 Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 18:52
      Nie umarłaś, żyjesz i jesteś dzielna. I nie wolno ci o tym zapomnieć. Boli, bo
      nie wystarczy, że zranił cię odchodząc, to jeszcze zranił cię słowami. Chyba
      nikt tutaj nie jest w stanie cię pocieszyć, więc ja też nie będe próbować, bo
      niestety sama musisz przeżyć i przetrawić w sobie cały smutek i rozpacz.
    • hholy Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 19:04
      wspolczuje Ci........
      mam tylko jedna rade-czas leczy rany
      nawet nie bede probowac Cie pocieszyc bo co ja moge ale uwierz mi ten bol
      bedzie sie stopniowo zmniejszal
      ja juz 4 miesiace tak zyje...i powoli zaczynam czuc,ze wraca mi chec do zycia
      zycze Ci zebys sie nie poddala
    • womann Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 20:05
      Ja umarłam 5 msc temu i umieram na nowo każdego dnia... mnie zostawił po 5
      latach... nie ma "złotego środku" ani "ratowniczego koła". Trzeba przeżyć. Nie
      będzie łatwo, ale jedyne co możesz zrobić przez co będziesz z siebie dumna za
      jakiś czas to: wybierz kilkoro przyjaciół którym będziesz się żalić ale nie rób
      tego nikomu więcej!! Najgorsze co może zrobić porzucona kobieta to poniżyć się
      do granic wytrzymania... ja już nie moge tego znieść:(

      Zamykasz oczy a życie dalej się toczy...

      Pozdrawiam, trzymaj sie cieplo!!!
      • lim25 Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 20:51


        a ja nie , nie potrafie i nie wiem jak życ ...

        g..czas nie leczy ran ...

        moze i idealizuje i gloryfikuje te miłośc moja ...ale zdaje sie ze wszystko juz
        w moim zyciu bylo , nigdy wiecej sie juz nic nie zazy ..

        a nie stracilam Go wczoraj ...ja nie mam sily zeby sie podnieść...

        cos co powdowalo ze stawalm sie lepsza ..nie dla niego tylko przez fakt ..ze
        przydazala mi sie milosc ..juz poza mną ..cholerna i glupia pustka
        • mahadeva Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 21:09
          u mnie minelo poltora roku
          z perspektywy czasu dobrze wspominam zwiazek milosc i faceta
          wtedy bylo to dla mnie nie do wytrzymania...
    • nicky44 Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 20:49
      "kto z miłości nigdy nie umarł nie potrafi żyć"
      • ygra Banalnosc frazesow. 20.12.06, 21:03
        nicky44 napisała:

        "kto z miłości nigdy nie umarł nie potrafi żyć"

        Kolejny banal pensjonarki :). Za mocno kochacie.
        Facet nie moze byc calym waszym zyciem zza ktorego
        swiata nie widzicie. Trzeba miec jeszcze co najmniej
        jeden filar przypadku runiecia waszego kochanego swiata.
        • mahadeva Re: Banalnosc frazesow. 20.12.06, 21:05
          Milosc jest najwazniejsza w zyciu.
        • nicky44 Re: Banalnosc frazesow. 21.12.06, 05:51
          ygra napisała:

          > nicky44 napisała:
          >
          > "kto z miłości nigdy nie umarł nie potrafi żyć"
          >
          > Kolejny banal pensjonarki :). Za mocno kochacie.
          > Facet nie moze byc calym waszym zyciem zza ktorego
          > swiata nie widzicie. Trzeba miec jeszcze co najmniej
          > jeden filar przypadku runiecia waszego kochanego swiata.
          Widac nigdy naprawde nie kochalas. Wyrazy współczucia.
      • tunrida81 Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 21:13
        juz nie wiem czy to moda czy jak na zrywanie przed świętami, bo mój luby zrobił
        mnie to samo. Jeszcze w dniu zerwania rozmawialiśmy normalnie, czułe słówka,
        gesty itp.A pod koniec dnia stało się. Mieliśmy plany sylwestrowe jeszcze
        tydzień temu i co zerwał wczoraj bez żadanego powodu, bo stwierzdił że nic z
        tego nie wyjdzie, wybrał inną - dla mnie jest takie wytłumaczenie. Uważam że
        sobie to perfidnie zaplanował.Dla mnie to jest chamskie i bez kultury.Nic nie
        rozumiem z jego zachowania.
    • mahadeva Re: wczoraj umarłam... 20.12.06, 21:08
      Jezu ile to kobiet zostawionych po kilku latach :/
      • abdoollah Apel do porzuconych. 20.12.06, 21:24
        Prosze umiesccie swoje zdjecia. Moze jeszcze sie da cos
        zrobic przed Sylwestrem. W czasie swiat mezczyzni robia
        remanenty aby juz wolni wejsc w Nowy Rok :).
        • tunrida81 Re: Apel do porzuconych. 20.12.06, 21:30
          abdoollah napisała:

          > Prosze umiesccie swoje zdjecia. Moze jeszcze sie da cos
          > zrobic przed Sylwestrem. W czasie swiat mezczyzni robia
          > remanenty aby juz wolni wejsc w Nowy Rok :).


          Masz racje, zgadzam się. W Nowy Rok chca wejść z czystym kontem, albo szukają
          odmiany. Ale nie wszyscy, tylko ci dziecinni, którzy jeszcze nie odeszli od
          mamusinej piersi.
          • abdoollah Re: Apel do porzuconych. 20.12.06, 21:39
            Nie masz racji. Mamusi piersi nie zastapi piers innej kobiety.
            Nudne jestescie w tym obrzucaniu odchodzacych facetow inwektywami.
            Wczesniej tobie jego dziecinnosc nie przeszkadzala? Nie badz zaklamana.
            Wczesniej byl ok? A teraz jest be, be, be. Co to odejsc juz nie mozna?
            Nawet z wiezienia sie wychodzi :). Czy zwiazek to dozywocie?
            • tunrida81 Re: Apel do porzuconych. 20.12.06, 21:51
              abdoollah napisała:

              > Nie masz racji. Mamusi piersi nie zastapi piers innej kobiety.

              Niektórym ciężko odciąć sie od pępowiny

              > Nudne jestescie w tym obrzucaniu odchodzacych facetow inwektywami.
              > Wczesniej tobie jego dziecinnosc nie przeszkadzala? Nie badz zaklamana.
              > Wczesniej byl ok? A teraz jest be, be, be. Co to odejsc juz nie mozna?
              > Nawet z wiezienia sie wychodzi :). Czy zwiazek to dozywocie?

              Ale nie w taki sposób. To się nazwywa niedojrzałość.
              • abdoollah Sayonara. 20.12.06, 21:54
                Jak powinien to zrobic? Nie ma idealnej sytuacji. Zawsze cos sie wam nie
                podoba przy rozstaniu z naszej strony. Z waszej jest ok :). Rozstanie nie
                jest latwe.
                • tunrida81 Re: Sayonara. 20.12.06, 22:04
                  abdoollah napisała:

                  > Jak powinien to zrobic? Nie ma idealnej sytuacji. Zawsze cos sie wam nie
                  > podoba przy rozstaniu z naszej strony. Z waszej jest ok :). Rozstanie nie
                  > jest latwe.


                  Do rozstania jest potrzebny powód a nie jego brak bo tak mi sie podoba.
                  • abdoollah Sayonara i good bye :). 20.12.06, 23:12
                    Ponownie nie masz racji. Odszedl, wiec mial powod.
                    Niekoniecznie musi byc dla ciebie powod widoczny.
                    Wyjasnianie tez nic nie da poniewaz decyzja juz
                    zostala podjeta. Jezeli zaczniemy powod dyskutowac
                    to nie bedzie rozstanie tylko kolejna klotnia :).
                    Przejdz na tym do porzadku zdiennego. Im szybciej
                    tym dla ciebie lepiej.
                    • tunrida81 Re: Sayonara i good bye :). 21.12.06, 18:58
                      abdoollah napisała:

                      > Ponownie nie masz racji. Odszedl, wiec mial powod.
                      > Niekoniecznie musi byc dla ciebie powod widoczny.
                      > Wyjasnianie tez nic nie da poniewaz decyzja juz
                      > zostala podjeta. Jezeli zaczniemy powod dyskutowac
                      > to nie bedzie rozstanie tylko kolejna klotnia :).
                      > Przejdz na tym do porzadku zdiennego. Im szybciej
                      > tym dla ciebie lepiej.

                      Widze że ty lepiej wiesz. Nie wiesz bo nie znasz tej sytuacji i mówie ci że nie
                      było powodu.
      • mala.em Re: wczoraj umarłam... 22.12.06, 13:10
        mahadeva napisała:

        > Jezu ile to kobiet zostawionych po kilku latach :/

        no sporo, sporo - sama dopisuję się do tego klubu jako zostawiona 5 dni temu po ponad 5 latach...a moj ukochany przekazał mi tę radosną wiadomość przez internet:(
        3mam się dzielnie tylko dlatego, że mam absorbującą pracę i świetnych przyjaciół a do tego w duchu przeczuwałam, że to się wszystko tak skończy (ale bynajmniej nie jest mi przez to lżej na sercu :(
        póki co spakowałam wszystkie prezenty i inne pamiątki po nim w jedno pudło dołączając treściwy list "s**** z mojego życia" i odesłałam mu pocztą, bo nawet nie chciał się spotkać w 4 oczy... i choć jest mi bardzo ciężko przekreslić te 5 lat, to jednak nadzieja na ;epsze zycie wciąż jeszcze we mnie jest :)
    • mariannka1 Re: wczoraj umarłam... 21.12.06, 11:48
      Miałam podobnie, tez mnie zostawił z dnia na dzien...mielismy plany na
      Sylwestra-wspólny wyjazd w góry.Nie wiem dlaczego to zrobił chociaż mam
      podejrzenia ze chodzi o inna kobietę.Najgorsze beda Świeta i ie współczujące
      spojrzenia rodziny...
      • tunrida81 Re: wczoraj umarłam... 21.12.06, 18:55
        mariannka1 napisała:

        > Miałam podobnie, tez mnie zostawił z dnia na dzien...mielismy plany na
        > Sylwestra-wspólny wyjazd w góry.Nie wiem dlaczego to zrobił chociaż mam
        > podejrzenia ze chodzi o inna kobietę.Najgorsze beda Świeta i ie współczujące
        > spojrzenia rodziny...

        Ja mam popsuty humor na całe święta i Sylwka. Może to jednak jakiś nowy trend.
    • kowalmj Re: wczoraj umarłam... 21.12.06, 16:08
      Ja w takim razie umarlem przedwczoraj. Moja dziewczyna stwierdzila ze kocha mnie
      ale nie chce byc juz ze mna. Wszystko mija. Bol tez. Nie wiem jak ty to znosisz
      ale ja jestm jak żywy trup.
    • khaki3 wez sie dziwcze w glowe puknij! 21.12.06, 16:11
      i to calkiem nocno sie punkij! jak mozesz tak pisac? wiesz co chcialabym,zebys
      choc raz pomyslala o ludziach,ktorzy codziennie umieraja dusza bo stracili
      dziecko,albo maja jakies straszne choroby! facet cie zostawil a ty
      dramatyzujesz! bez przesady! Moja Mama ma 50 lat, jest chora na raka i nie
      powiedziala,ze umiera ale,ze walczy o zycie,ktore kocha! a ty pierdzielisz takie
      bzdety,ze cie jakis kowalski zostawil to ty umierasz! walnij sie w leb! zal mi
      sie robi osob,ktore tak pisza nie wiedzac co znaczy czuc smierc na swoim karku
      !!!! przejdz sie do hospicjum tam zobaczysz ludzi umierajacych i zastanow sie
      czy im tez bys powiedziala,ze umierasz bo cie jakis fagas zostawil!!!!!
      • mariannka1 Re: wez sie dziwcze w glowe puknij! 21.12.06, 16:23
        Ależ tu nie ma porównania z nieszczęściami o których piszesz...Porzucenie przez
        bliską osobę jest bardzo bolesne i kazdy ma prawo do przeżywania po swojemu
        takiej sytuacji...Nie Tobie to oceniać.
        • lim25 Re: wez sie dziwcze w glowe puknij! 21.12.06, 16:36

          w tyms roznica ..że jesli ma sie życ dla kogo i walczyc ..to te sily sie
          znajdują ...to zupelnie ine sytuacje ....

          moja mama byla umierajaca (po powikalniach popoeracyjnych ) kiedy mnie zostawił...
          ona zyje ma ojca (mojego), ma swoj dom , ma ostatecznie dziecko...

          ja jzu nie mam i ne bede tego miała ..

        • khaki3 Re: wez sie dziwcze w glowe puknij! 21.12.06, 16:45
          owszem jest bolesne, ale chyba sama swiadomosc,ze gdzies ktos jest i nadejdzie
          lepsze jutro jest chyba lepszym wyjsciem niz twierdzenie,ze umiera sie bo jakis
          kowalski porzucil. i co z tego? zycie sie na facetach nie konczy. pocierpiec
          owszem mozna,wrecz trzeba z siebie zal wyrzucic. ale stawianie swojego
          cierpienia na szale zycia i smierci jest dla mnie komiczne. bo nigdy w zyciu bym
          nie powiedziala,ze umre bo mnie facet zostawil. zostawil? ok mam jakas kolejna
          lekce w zyciu w zyciu,ktore moge teraz poprowadzic inaczej. a takie stwierdzenia
          smiesza mnie u ludzi,ktorych boli jedynie serce! jak sie czlowiek ze smiercia
          spotyka oko w oko to zaczyna inaczej na zycie patrzec. i warto o takich ludziach
          pomyslec, zanim sie palnie taka glupote. oh kowalski mnie zostawil zaraz umre!
          no trrrrragedia!
          • kly "Cudze problemy jednym palcem rozwiazac mozna". 21.12.06, 18:11
            Khaki, twoje nieszczescia sa twoimi a zakladajacej watek jej.
            Nie mozesz tego porownywac. Ty sie rozczulasz nad swoimi a
            innych to mniej obchodzi. I odwrotnie.
    • po_cichutku ja też. po prostu. 22.12.06, 00:30
      ja umarłam w poniedziałek. rozumiem khaki3 rozumiem jej złosc ,moja rodzina tez
      tak reaguje, zwłaszcza, że nie chce mnie znac ktos , kto wyrzadził mi duzo
      krzywdy. ale mnie tez wydaje sie ,ze umarłam.
      przez 1,5 roku był. ciagle, czasem w innych miastach,czasem na innych
      kontynentach ale był,ja tez byłam, zawsze wracalismy, nawet po tym kiedy
      zniknał,kiedy mówił tysiace koszmarnych rzeczy,nigdy nie zamykałam furtki. od
      kilku tygodni jest z kims innym ( bardzo szybko ) i kiedy dorosłam do
      prawdziwego bycia razem nie chce dac mi szansy, uwaza ze sobie zasłuzyłam,ze za
      długo czekał, ze jestem potworem, ze...
      z soboty na niedziele przez kilka godzin tłumaczył mi, czemu nie. w niedziele
      chciał ( a moze to była tylko gra ) żebysmy zaczeli od nowa. w poniedziałek
      wykrzyczał przez telefon,ze nie. i juz i to byla ostatnia wiadomosc. nigdy juz
      mnie nie przytuli,nigdy nie powie Kwiatku.
      mówił, że nie chce mnie zabijać.
      droga Khaki, widziałam umierajacych ludzi, widziałam głodujace dzieci. ale to i
      tak boli, tak zajebiscie, ze masz wrazenie,ze cos Ci ze srodka wyrywaja, nie
      mozesz oddychac, nie mozesz przestac płakac. nie wiesz po co dalej zyc. ale
      moze to minie???
      ciesze sie, ze Was znalazłam.bo mam wrażenie,ze jeszcze chwila i zwariuję.
      • mala.em Re: ja też. po prostu. 22.12.06, 13:19
        przeczytałam cały ten wątek, wtrąciłam swoje 3 grosze i wiecie dziewczyny co wam powiem...paradoksalnie czuję się lepiej ze świadomością, że nie tylko ja zostałam porzucona przed świętami po paru latach związku i że gdzieś są dziewczyny, które doskonale wiedzą co czuję, bo są dokłądnie w tej samej sytuacji. dzięki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka