Dodaj do ulubionych

Apetyt na linię, czyli ..

    • okragla 115- I po szwach 31.05.10, 21:38
      I po szwach

      Rany po operacji te po obu stronach i w okolicy żołądka goiły się ładnie. Gorzej było z pępkiem- tu wieczorem codziennie delikatnie przemywałam spirytusem, zmieniałam opatrunek, ale i tak rana była brzydka- sączyła się ropa a w kilku miejscach skóra była zupełnie biała.

      Na zdjęcie szwów udałam się wieczorem dziesiątego dnia od operacji do pobliskiego szpitala, jednak nikt nie chciał bez skierowania od lekarza mi ich zdjąć. Musiałam czekać do dnia następnego, aby być przyjętą do lekarza chirurga.

      Niestety, na drugi dzień znów był problem- nie miałam skierowania do owego lekarza. Paranoja! Na nic zdały się moje tłumaczenie, że zdjąć szwy mogę w każdym publicznym ośrodku zdrowia w kraju.

      Wkurzona poszłam na oddział chirurgiczny, licząc na nieświadomość pielęgniarek. No i z wrodzonym sprytem i niewinnym uśmiechem przekonałam jedną z pielęgniarek, aby mi te szwy jednak zdjęła. Nie przyznałam się oczywiście, że operację miałam robioną w Łodzi.

      Pielęgniarka wyciągnęła, wcale się nie patyczkując i nie zwracając uwagi na moje bolesne syki i jęki, aż osiem nitek! Cztery z pępka, i resztę z trzech bocznych ran. Dostało mi się też, że tak długo czekałam na ich zdjęcie. Podobno już siedem dni po operacji trzeba te szwy zdejmować.

      Okrągła bez nitek w brzuchu
    • okragla 116- Schudnięta 03.06.10, 19:07


      Miło czuć się mniejszą i słyszeć co chwilkę komplementy. Problemy z trzustką i woreczkiem żółciowym wyszły mi z jednej strony na dobre- straciłam od stycznia kilkanaście kilogramów. Ugruntowałam swoją pozycję w rozmiarze 48 a czasami skuszę się nawet na 46.

      Stara prawda, że najlepsza dieta to MŻ, sprawdziła się. "Mniej żreć" i wszystkie diety cud mogą się schować.

      Nie sprawdzałam jeszcze zasobów letnich ubrań, ale obawiam się, że moje ulubione kolorowe spodnie będą za duże ;) Fajnie mieć takie obawy... kiedyś było to dla mnie marzeniem, teraz jest rzeczywistością.

      Okres nieobecności w pracy spowodowany chorobą sprawił, że wielu znajomych nie widziałam od kilku miesięcy. Zazwyczaj robią na wstępie delikatną aluzję do mojego szczuplejszego widoku. Z premedytacją więc spaceruję, odwiedzam sklepy i "bywam". Takie :

      - "oooo, ależ ty schudłaś..." dobrze mi robi na duszy.

      Piotruś Pan także zauważa zmiany, co jakiś czas szepnie mi, że jeszcze troszeczkę i będzie zupełnie fajnie. Stara się mnie namówić na jakąś czynną rozrywkę, ale jak przychodzi co do czego, brakuje nam czasu.



      Okrągła
    • okragla 117- Tasiemcowa dieta 27.10.10, 16:25
      Tasiemcowa dieta

      Ostatnio w pracy rozmawiałyśmy w babskim gronie o dietach odchudzających, które zadziałają szybko i skutecznie jeszcze przed wakacjami. Hitem, ale jednocześnie wywołująca niedowierzanie, okazała się nowinka rodem ze Stanów, która zawitała już niestety i do Polski.

      Kupuje się ampułkę z jajeczkami tasiemca, łyka i za kilka tygodni rozpoczyna się odchudzanie ;) Połknięcie jajeczka tasiemca i jego rozwój w naszym organizmie ma rzekomo pomóc w szybkim gubieniu kilogramów dzięki konsumowaniu przez pasożyta jedzenia, które spożywamy.

      Podobno taką makabryczną dietę stosowała znana śpiewaczka Maria Callas, która straciła 20 kilogramów w ciągu roku! Dieta tasiemcowa była popularna w Ameryce do lat trzydziestych XX wieku, szczególnie wśród dżokejów.

      Moda na tasiemca niestety wróciła i jest bardzo popularna wśród hollywodzkich sław. Plotkarze twierdzą, że uznawana za jedną z najpiękniejszych kobiet świata- Angelina Jolie szybki spadek wagi po kolejnej ciąży zawdzięcza "tasiemcowym" tabletkom.

      Co może zrobić obsesja na punkcie wyglądu, kult ciała, mniemanie, że osoba szczupła, to osoba sina, lepsza... kto jest temu winien? Telewizja i promowanie zgrabnych ciał w reklamach i filmach, kolorowe czasopisma ze szczupłymi modelkami, handlowcy z półkami ubrań w rozmiarach do 44.

      Prawidłowo ułożona dieta zwykle zakłada chudnięcie powolne. Brak cierpliwości, oraz bardzo silne pragnienie schudnięcia mogą czasem sprowadzić na manowce najbardziej rozsądnego człowieka.

      Do jakiego momentu chęć osiągnięcia optymalnej wagi za wszelką cenę jest dopuszczalna?

      Stwierdzano nawet przypadki śmierci kobiet, które stosowały dietę tasiemcową, ale jak trzeba być zdesperowanym, aby na własną prośbę zrobić swojemu ciału taką makabryczną kurację?

      Źle mi było, jak byłam mocno okrągła, ale nie aż tak, abym zdecydowała się na łykanie jaj tasiemca!

      Okrągła
    • okragla 118- Z czystą premedytacją 28.10.10, 17:50
      Z czystą premedytacją



      Od operacji wycięcia woreczka żółciowego minęły dwa miesiące i powoli zaczynam korzystać z przywileju jadania... majonezu. Wcześniej był on jednym z zakazanych produktów w mojej diecie ze względu na ataki bólu po jego zjedzeniu. Teraz na szczęście nic mnie nie boli.

      Najpierw nieśmiało i z dużym lękiem a teraz coraz bardziej sobie poczynam w tym temacie.
      Wczoraj na ten przykład z czystą premedytacją zrobiłam sałatkę- wędzone sardynki z puszki wraz z olejem, cebulą, jajka na twardo i kilka porządnych łyżek majonezu. Do smaku odrobina soli i pieprz, Może nie wyglądała owa potrawa za smakowicie, ale diabeł ją mieszał, więc mi smakowała wybornie!

      Sama nie wiem, skąd wpadłam na pomysł takiego zestawienia.
      Żeby jednak nie było tak słodko i abym zupełnie nie zatraciła się w czasie buszowania w zakazanych smakach, opaska nie daje o sobie zapomnieć. Myślę, że gdyby nie ona, to właśnie teraz kilka kilogramów by mi zapewne wróciło.

      Rzuciłam się na niektóre produkty jak wygłodniały wilk, co nie widział od dawna wędzonej nóżki kurczaka, czy jajek w majonezie.
      Opaska w najlepszych momentach zapomnienia daje znać- zatykam się książkowo i muszę zwolnić.
      Oczywiście nie są to jakieś ogromne ilości jedzenia, nadal muszę przestrzegać podstawowych zasad wolnego i dokładnego jedzenia a to skutecznie hamuje moje zapędy.

      Okrągła
    • okragla 119 -Miłość w kolorze kasztana 30.10.10, 07:31
      Miłość w kolorze kasztana

      Ten rok już od samego od początku jest inny. Czy lepszy, będzie wiadomo, kiedy się skończy. Na razie jest... zaskakujący.

      Kiedy trzy lata temu całowałam się z Piotrusiem Panem pod każdym z rogów kolumny Zygmunta, wierzyłam, że ów fakt wróży nam wg starego przesądu wspólną przyszłość. Pół roku później okazało się, że ten "stary " przesąd wymyśliła na poczekaniu moja przyjaciółka. Znajomość także się poluźniła.

      Cierpliwie czekałam w kolejce..

      Utrzymywaliśmy ze sobą kontakt, ale bez bliskości. Zaiskrzyło ponownie pod koniec ubiegłego roku a od kilku miesięcy jest baaardzo blisko.

      Zbliżyły nas do siebie bardzo jego osobiste problemy, moja choroba i wspólne poglądy na wiele otaczających nas spraw. Momentami wydaje mi się, że trafiliśmy w swoje oczekiwania, potrzeby jak przy układaniu puzzli.

      Niby nie mam nastu lat a czuję łaskotanie w serduchu. Ma inny smak, kolor i zapach. Nie jest jasnozielone, ale takie rude, kasztanowe, ciepłe. Nie jest takie szalone i zaślepione, jak te młodzieńcze, przeżywane wieki temu. Smakuje codzienną pomidorówką i pachnie cynamonem.

      Jest chyba też mniej skomplikowane, bo życie nauczyło już dystansu, pokory i prostoty. Jasne, czyste zasady, to coś, co dało mi pewien wewnętrzny spokój.

      Może ta moja kumpelka ma dar tworzenia "spełniających się przesądów"?



      Okrągła
    • ajronik Re: Apetyt na linię, czyli .. 01.11.10, 20:42
      to co opisujesz jest bardzo szczere i interesujące. ale pamiętaj, że nadmierne, kompulsywne jedzenie jest problemem tylko i wyłącznie psychicznym (pomijając specyficzne choroby), więc podstawą do schudnięcia i zdrowia jest terapia psychologiczna, żeby móc dać sobie radę z tak dużym problemem, jakim jest obżarstwo. a w Twoim wypadku jest to problem niemały, jak sama piszesz, bo dobiłaś do wagi 140kg. życzę cierpliwości, ale pamiętaj, że słodycze nie są rozwiązaniem na problemy i brak szczęścia, są tylko jedzeniem, które uzależnia, tak samo jak alkohol i wszystkie inne używki
    • okragla 120- Lęk przed bólem 11.12.10, 10:09
      Lęk przed bólem

      Dawno tu nie zaglądałam, jakoś nie było mi po drodze. Pozytywnie, życiowo, znienacka tak jakoś mi się zaczyna układać w uczuciach. Ale o tym jutro.

      Minęło pół roku od zabiegu usunięcia woreczka z pięknym wielkim kamieniem w środku. Przez te miesiące była hulaj dusza, piekła nie ma... do czasu.

      Nie wiem do tej pory, co spowodowało przebudzenie się bólu i powrót tego dziwnego lęku przed nim. Kilka tygodni temu przyszedł nagle, bez jakichś wcześniejszych zapowiedzi i trwał nie patrząc na piguły, którymi z nim chciałam wygrać. Kiedyś owe piguły pomagały w mniejszym lub większym stopniu, teraz niestety.

      Nie chcąc doświadczać boleści starałam się nie jeść już pokarmów zakazanych. Znów się bałam, bo bolał mnie woreczek, którego przecież nie miałam od sześciu miesięcy! Pobolało tak dwa dni, poćmiło i się samo uspokoiło. Byłam w niezłym strachu, bo akurat do lekarza setki kilometrów.

      Zasięgnęłam języka po powrocie do kraju i dowiedziałam się ze źródeł niemedycznych, że najprawdopodobniej bolała mnie wtedy wątróbka, po zjedzeniu czegoś tłustego. Teraz sobie przypominam, że owego dnia skusiłam się na zupę zabielaną śmietaną, bagatela 40% ;) potem była kawka, też ze śmietaną...

      Muszę uważać jednak na to, co jem, wolę tak, niż ma wrócić strach.

      Rozmawiałam z kilkoma koleżankami, które też nie mają woreczków, wprawdzie nic je nie boli, ale pod skórą czują ciągle obawy przed bólem. Może to kiedyś minie, na razie jednak ograniczę i tak ograniczone spożywanie ;)

      Okrągła
      • venettina Re: 120- Lęk przed bólem 11.12.10, 14:18
        Watroba nie boli. Watroba nie ma zadnych zakonczen nerwowych, dlatego nie moze bolec. Bola okolice watraby, gdy ona sie powieksza i zaczyna naciskac. Np. kiedy zachoruje sie na raka watroby, czlowiek nic nie wie o chorobie, bo nic go nie boli. Dowiaduje sie dopiero, gdy ma przerzuty do innych organow (zaczyna bolec) lub przypadkowo w czasie badan.
    • okragla 121- Nienack 12.12.10, 12:30
      Nienack

      Nie wszystko w życiu można do końca sobie zaplanować.

      Czasami los pokręci, pomiesza, zawiruje i wychodzi się w zupełnie innych okolicznościach przyrody. Wchodzi się w tunel w górach z ostrymi szczytami i porywistym wiatrem szybkiej gonitwy za czymś nieistotnym a wychodzi w bajecznej kwitnącej dolinie, gdzie niebo jest niebieskie a trawa zielona i wkoło otula słodki spokój.

      Tak właśnie stało się u mnie.

      Pisałam kilka miesięcy temu o miłości w kolorze kasztanów. Znajomość z Piotrusiem Panem poszła swoim torem, swoją drogą. Tak jakoś naturalnie przyjęłam oświadczyny, potem zmieniłam stan cywilny i jestem po raz w swoim życiu czyjąś żoną. Zdziwiona, że pasuje mi rola kury domowej pichcącej obiadki mężulkowi. I co najdziwniejsze, wyciszonej i coraz bardziej rozsmakowanej w tej normalności.

      Dziwnie, bo nie planowałam takich poważnych kroków, lubię zmiany, ale nie sądziłam, że wkroczą one tak ciepło, bez rewolucji, zapowiedzi i ciśnienia.

      Wyszło wszystko tak naturalnie, jak nie u mnie, znanej z odmiennego podejścia do normalności.

      Już sama nie wiem teraz, co jest tą normalnością. Czy rola żony, gospodyni krzątającej się po mieszkaniu, będącej potulną owieczką zapatrzoną w swojego męża. Tu muszę przynać znajduję dużo satysfakcji i takiego wewnętrznego wyciszenia i poczucia, że się spełniam.

      Czy może kobieta wyzwolona, zbuntowana, poświęcająca większość swojego czasu na pracę, odkrywanie nowych miejsc, ludzi, doznań? Rozpoznawana po swoim nietypowym podejściu do wielu spraw. Osiągająca sukcesy i idąca do upatrzonych celów? Jednak w ciemności smutna, bo nie do końca zrozumiana?

      Gdzie jest mądrość i sens życia? Która to ta właściwa droga? Czy nie znudzi mi się, czy może to tak ma wyglądać już na zawsze?

      Okrągła
      • organza26 Re: 121- Nienack 12.12.10, 13:05
        Gratuluję serdecznie, cieszę się Twoim szczęściem:)))

        > Już sama nie wiem teraz, co jest tą normalnością. Czy rola żony, gospodyni krzą
        > tającej się po mieszkaniu, będącej potulną owieczką zapatrzoną w swojego męża.
        > Tu muszę przynać znajduję dużo satysfakcji i takiego wewnętrznego wyciszenia i
        > poczucia, że się spełniam.

        Sama widzisz, że taka rola może być bardzo przyjemna;) Ja na razie jestem jeszcze roztrzepaną, nieco szaloną singielką z akapitu poniżej, jednak kiedyś chciałabym również doświadczyć takiego życia jakie prowadzisz obecnie. Zbuntowanie, silna niezależność to cechy, z którymi żyje się dobrze kiedy człowiek jest bardzo młody i silny. W pewnym momencie przychodzi jednak potrzeba spokoju i stabilizacji, wydaje mi się to naturalne...
        >
        > Czy może kobieta wyzwolona, zbuntowana, poświęcająca większość swojego czasu na
        > pracę, odkrywanie nowych miejsc, ludzi, doznań? Rozpoznawana po swoim nietypow
        > ym podejściu do wielu spraw. Osiągająca sukcesy i idąca do upatrzonych celów? J
        > ednak w ciemności smutna, bo nie do końca zrozumiana?

        Zbuntowanie można chyba sobie na pewnym etapie życia spokojnie odpuścić, natomiast ciekawość ludzi i świata to cechy, które w spokojnym małżeństwie i życiu też mają rację bytu, przynajmniej tak mi się wydaje...

        Tak czy inaczej, pozdrawiam serdecznie:)
    • okragla 122- Plusy zmniejszenia 13.12.10, 00:24
      Plusy zmniejszenia

      Po zrzuceniu blisko 50 kilogramów widzę plusy i minusy swojej zmienionej sylwetki.

      Plusy fizyczne i duchowe.

      Zaletą takiego stanu ciała, jest bezsprzecznie lepszy fizyczny wygląd. Przejście z rozmiaru 54/ 56 na 46/48 daje więcej możliwości w babskim strojeniu się. Mam teraz większe pole manewru, bo nie ma co ukrywać, ubrań dla puszystych wciąż nie jest za dużo w polskich sklepach. Szyjąc coś na specjalne okazje u krawcowej, nie potrzebuję metrowych zwojów materiału o szerokości minimum 150cm (tyle miałam kilka lat temu w biodrach). Mając mniej tłuszczowych wałków po bokach chętniej noszę ubrania bardziej dopasowane, podkreślające kształty. Ostatnio nawet zauważyłam, że... mam talię pod biustem :) Miłe to i mobilizujące.

      Łatwiej mi się poruszać. Wchodząc na trzecie piętro nie muszę zatrzymywać się na półpiętrach i rozpaczliwie z otwartą buzią łapać powietrza. Kiedy rano widzę podjeżdżający na przystanek autobus zrywam się do biegu i będąc już w środku nie zastanawiam się pół godziny spanikowana, czy przypadkiem moje serce nie ma zamiaru zakończyć swojego żywota wyskakując mi z piersi. Poskacze wprawdzie żwawo, po kilku minutach uspokajając się potulnie. W przyjemniejszych momentach, czyli w tańcu wyrabiam się nie tylko w jednym obrocie, czasami uda mi się śmignąć nawet dwa kółka pod ręką partnera.

      Chyba jednak najważniejszym plusem schudnięcia od strony fizycznej, jest opanowanie ciała. Bycie jego panią, zarządcą i szefem. To fajne uczucie, kiedy chcesz coś zrobić i ciało bez sprzeciwu i większych trudności to wykonuje. Nie ma nic gorszego jak bezsilność, niemoc. Kiedyś tak miałam, że nie byłam w stanie "nakazać" swoim nogom przejście z samochodowego parkingu do punktu widokowego znajdującego się kilkaset metrów pod lekką górką. Piękny krajobraz widziałam wtedy tylko z okien auta lub na zdjęciach. Okrojone człowieczeństwo.

      Na dziś wystarczy, do plusów wrócę jutro... bo jest ich jeszcze trochę.

      Okrągła
      • akle2 Re: 122- Plusy zmniejszenia 13.12.10, 02:20
        Nieźle. To ile jeszcze zostało do celu?
        • okragla Re: 122- Plusy zmniejszenia 13.12.10, 09:57
          akle2 napisała:

          > Nieźle. To ile jeszcze zostało do celu?


          Przy moim wzroscie, wieku i budowie powinnam wazyc ok 70 k, ale nie sadze, abym zeszla do tej wagi :)
          Teraz chudne wolniej i trudniej. Moze jeszcze z 15- 20 kg i wystarczy:)
    • okragla 123- Plusy zmniejszenia dwa 14.12.10, 14:22
      Plusy zmniejszenia dwa

      Ważyłam prawie 150 kilogramów, ostatnio okienko wagi pokazało setkę i jeden. Zmniejszyłam się tyle w ciągu czterech lat, żyjąc z plastykową opaską na żołądku, która hamuje mój apetyt.

      Moje ciało wydaje się zdrowsze. Przypałętały się na wiosnę problemy z trzustką, ale to z powodu kamienia w woreczku żółciowym, który wykryto mi właśnie dzięki badaniom przed zabiegiem założenia opaski. Nie mam już problemów z puchnącymi nogami, bólem w klatce piersiowej o nieznanej przyczynie, skokami ciśnienia czy kołataniem serca. Mogę cały dzień dreptać w butach na obcasie.

      Oprócz fizycznych plusów, jest sporo duchowych.

      Po rozwodzie przez wiele lat żyłam z obniżoną samooceną. Stopniowo podnosiłam się z doła emocjonalnego i wspinałam. Najpierw dzięki satysfakcji z syna, pracy, potem hobby i osiągnięć na tym polu. Teraz bardzo pomogło mi schudnięcie. Banał, ale odzyskałam wiarę w siebie. Nie do końca, ale jest dobrze :) Cieszę się jednak, że nie schudłam więcej, bo ciekawe jak wtedy wyglądałaby moja pewność siebie? ;) Byłaby kilometr przede mną i nazywała się już.. pychą ;)

      Nie wyzwoliłam się jeszcze i chyba zostanie mi do końca życia lęk przed ...stołkami na chybotliwych nóżkach. Zawsze mam obawy, że ów stołek wątpliwej postury nie wytrzyma mojego ciężaru i z hukiem go sprasuję. Nadal odmawiam siadania na męskich kolanach, z tego samego powodu. Takie tam fobie i lęki grubasa...

      Zyskałam świadomość, że moja nowa, szczuplejsza fizyczność działa na facetów. Bawię się tym czasami, wykorzystuję w sytuacjach codziennych, oczywiście na swoją korzyść. Jakie to krzepiące, kiedy widzi się cielęcy wzrok mężczyzny na swoim dekolcie, kiedy czuje się zainteresowanie płci przeciwnej, kiedy jest się kokietowaną i podrywaną. Igram swoim seksapilem, kiedy tyko jest okazja.

      Żyjąc wśród ludzi skazanym się jest na ich towarzystwo, słowa i wpływy. Ich opinie mogą zrobić wiele dobrego, ale też i złego. Kilka lat temu widziałam często w wielu oczach coś na kształt niesmaku, zażenowania. Nie wszyscy są tacy odważni, by mówić wprost o tuszy, otyłości. Chcąc uniknąć takich sytuacji, wielokrotnie unikałam ludzi. Teraz spotkania, szczególnie z tymi znajomi, których jakiś czas nie widziałam są pożywką dla mojej babskiej próżności. Zazwyczaj zaczynają się od komplementów dotyczących mojego nowego wyglądu. No, a która z nas nie lubi komplementów? Szczególnie tych od kobiet?

      Kilka dni temu wraz z Piotrusiem Panem oglądaliśmy moje stare zdjęcia. Był zszokowany moim wyglądem w wersji maxi. Ciekawe, czy bylibyśmy teraz razem, gdybym nadal była puszystą kobietką?

      O minusach schudnięcia, bo takowe też są, jutro...

      Okrągła
      • rtix Re: 123- Plusy zmniejszenia dwa 14.12.10, 16:47
        gratuluję :) może i mnie ta relacja zmotywuje do wzięcia się za siebie...
    • okragla 124- Minusy schudnięcia 15.12.10, 18:40
      Minusy schudnięcia

      Jakżeby inaczej!

      Minusy mojego zrzucenia 50 kilogramów też są widoczne. Każdy kij musi mieć dwa końce.

      Najbardziej przeszkadza mi skóra i jej stan po zmniejszeniu masy ciała. Nie jest taka już, jak była. Straciła swoje dotychczasowe naturalne "wypełnienie" w postaci tłuszczyku i stała się miejscami wiotka. Trochę pomogły masaże i zabiegi kosmetyczne w początkowej fazie chudnięcia.

      Jednak coraz częściej, łapię się na tym, że jestem miękka i rzadka. Obwiniam za to nie tylko schudnięcie, ale także i swój wiek. Liczę się z tym, że skóra kobiety 41- letniej nie może być taka jędrna i naciągnięta, jak osiemnastoletniej podfuwajki.

      Niemniej, poważnie myślę o ... operacji plastycznej newralgicznego miejsca- piersi.

      Minusem są też wypadające włosy. Organizm otrzymując ogólnie mniej pożywienia, ma mniej materiału do wyselekcjonowania potrzebnych mu witamin, mikro i makroelementów. Stąd według lekarza zwiększone wypadanie włosów. Witaminy syntetyczne jakoś średnio temu zaradziły.

      Reszty minusów nie pamiętam, lub nie chcę pamiętać. Jak któryś wpadnie mi w pamięć, to go opiszę.

      Okrągła
    • okragla 125- Radiowa dieta 16.12.10, 20:31
      Radiowa dieta

      Nie lubię oglądać telewizji.

      Mam ulubiony jeden, no może dwa seriale. Na szczęście, bo w świetle ostatnich doniesień amerykańskich naukowców, właśnie przy telewizorze nasze diety odchudzające biorą w łeb. Podjadamy i dużo i kalorycznie, zupełnie tego nie kontrolując, bo zajęci jesteśmy emocjami na szklanym ekranie.

      Podczas badań w Stanach przeprowadzono próbę na 36 dorosłych puszystych osobach. Udowodniono, że oglądały telewizję minimum 3 godziny dziennie, spożywając przy tym więcej kalorii. Uczestnicy poddali się trzytygodniowej obserwacji, podczas której oszacowano dokładny czas, jaki spędzają przed telewizorem.

      W krajach zachodnich przeciętna dorosła osoba ogląda telewizję przez około 5 godzin dziennie - w Polsce czas ten jest nieco krótszy. Może dlatego, że żyjemy bardziej nerwowo, szybciej, niż nasi sąsiedzi. Zwyczajnie nie mamy aż tyle czasu na leżenie przed telewizorem.

      Reasumując, dobrze się składa, ze częściej słucham radia, niż oglądam telewizję. No i rachunki za energię mam niższe ;)

      Okrągła
    • okragla 126- Używany ogórek 17.12.10, 12:54
      Używany ogórek

      Niektórych moja zmiana stanu cywilnego mocno zaskoczyła. Dopytują się, kto to, skąd.. dlaczego? itp. itd. Na koniec zazwyczaj pada sloganowe pytanie:

      - No i jak Ci, w tym małżeństwie?

      - Normalnie- odpowiadałam- trochę więcej bzykania, reszta jak zwykle. Co wstydliwsi od razu milkną, znający mój sposób bycia, dalej przepytują.

      Ostatnio jednak nie cieszy mnie tak owo bzykanie, bo zwyczajnie występuje w ilościach znikomych. Początkowo zrzuciłam ów fakt na karby zmęczenia Piotrusia Pana, który przecież tyra często po kilkanaście godzin dziennie.

      Kiedy sytuacja się nie zmieniała na lepsze i w weekendy, zaczęłam się już poważnie martwić. Po kilku tygodniach i kilku bzyknięciach poziom hormonów tzw. niedobzykania dawał mi się ostro we znaki.

      Pewnie to ta męska strona mojej kobiecości brała górę, kiedy testosteron rozgrzewał mnie do pierwszych małżeńskich sprzeczek.

      Piotruś Pan jednak nieustannie twierdzić zaczął, że seks, to nie wszystko i że się chyba zaczyna starzeć!

      Ładne, kilka miesięcy po ślubie, wymięka i zachowuje się jak stary, sklapciały facet po kilkudziesięciu latach od zaobrączkowania. Niedoczekanie!

      Najpierw kusiłam, potem prosiłam, rozmawiałam, płakałam- bezskutecznie... nie chciało mu się i już. Cóż zrobić...

      Zdesperowana sięgnęłam po stary, sprawdzony sposób- zielone warzywko o anatomicznym kształcie. Spełniło się podwójnie- rozładowało napięcie i urozmaiciło dzień później obiad Piotrusia Pana.

      Okrągła
      • baba67 Re: 126- Używany ogórek 17.12.10, 19:10
        To od seksu tez jestes uzalezniona?A moze Ci sie przesunelo uzaleznienie z jedzenia na seks? Bo ja slyszlam o takich alkoholikach ktorzy jak przestali pic to zaczynali grac, albo odwrotnie. Bo przeciez nie wierze zeby 150 kg kobita stanu wolnego miala codziennie bzyk!
        • simply_z Re: 126- Używany ogórek 17.12.10, 19:22
          biedny ogórek idzie na rzeź;(
          • baba67 Re: 126- Używany ogórek 17.12.10, 19:31
            Musial byc dobrze wyszorowany przed podaniem jako mizeria...Ale w zasadzie to ludzie rozne rzeczy lubia, moze nalezaloby konsumenta poinformowac? Zrobiloby sie hm....pikantnie?
            • okragla Re: 126- Używany ogórek 17.12.10, 20:57
              baba67 napisała:

              > Musial byc dobrze wyszorowany przed podaniem jako mizeria...Ale w zasadzie to l
              > udzie rozne rzeczy lubia, moze nalezaloby konsumenta poinformowac? Zrobiloby si
              > e hm....pikantnie?

              Konsument byl poinformowany przed uzyciem, po, przed podaniem, nie mial nic przeciwko... ;)
        • okragla Re: 126- Używany ogórek 17.12.10, 20:55
          baba67 napisała:

          > To od seksu tez jestes uzalezniona?

          Nie wiecej, niz zdrowa kobieta powinna byc.

          >A moze Ci sie przesunelo uzaleznienie z jedz
          > enia na seks? Bo ja slyszlam o takich alkoholikach ktorzy jak przestali pic to
          > zaczynali grac, albo odwrotnie. Bo przeciez nie wierze zeby 150 kg kobita stanu
          > wolnego miala codziennie bzyk!
          >

          150 kg wazylam 4 lata temu, polecam lekture wczesniejszych wpisow.. a nawet gdyby, nutka zazdrosci wyczuwalna?
          • baba67 Re: 126- Używany ogórek 18.12.10, 14:24
            Idea mojego wpisu bylo odwolanie sie do przeszlosci-kiedys nie bylo chyba bzyku codziennie i jakos sobie funkcjonowalas bo mialas pocieszacza w postaci zarelka. Teraz nie ma pocieszacza i czasem ciezko jest. Czasem zwalcza sie uzaleznienie a czasem przechodzi na inne pola-to chcialam rzec.
            Ale jesli twierdzisz ze w Twoim przypadku tak nie jest to pewno masz takie libido po prostu. I jedyne czego Ci zazdroszcze to determinacji, bo ja jestem stagnacyjnym typem.Uwazam ze jest co najmniej 15 rzeczy lepszych od sexu.
            No i nie jestes sprawiedliwa w stosunku do swego meza. Nazywanie Piotrusiem Panem faceta, ktory byl przy Twobie w trudnych chwilach a potem przyzwoicie sie ozenil i trwa w zwiazku to tak jak nazwacdoktora Burskiego Casanova.
            • okragla 127- Synek tatusia 20.12.10, 21:33
              Synek tatusia

              Mój dorosły już syn ostatnio musiał stanąć w sądzie przeciwko swojemu rodzicowi. Nie dało się dogadać osobiście, więc o podwyższenie alimentów zgłosiliśmy się do odpowiedniej instytucji. Na pierwszej rozprawie sędzia badał zdolności finansowe moje i byłego. Zapoznał się z potrzebami syna, wypytał o sytuację mieszkaniową, materialną.

              Moje dziecko zmuszone było słuchać pokretnych usprawiedliwień swojego tatusia, tłumaczeń i pomysłów własnych, na życie najstarszego swojego dziecka w "wynajętych " warunkach (gdzie sam z aktualną partnerką, dwójką dzieci mieszka w nowym, dużym domu).

              Na drugiej zaczął głębiej wnikać w zawiłości naszej trójki, zrobilo się gorąco. Tatuś, bronił się, a właściwie bronił kilkuset złotych, ja z synem staraliśmy się, aby sędzia miał pełny obraz stanu faktycznego i mógł zdecydować, czy samotnie mieszkający dorosły chłopak może utrzymać się za 840 złotych miesięcznie.

              Syn siedział w czasie rozpraw z opuszczoną głową, widziałam, jak przeżywa tę sytuację. Nie umiał walczyć, bronić się, bał się nawet patrzeć w stronę ojca.

              Przypomniał mi się wtedy moment, kiedy jego tatuś zostawiając nas dla innej kobiety tłumaczył, wtedy kilkuletniemu dziecku, że teraz będzie tylko gdzie indziej mieszkał, że zawsze będzie dla niego najważniejszy, niczego w zyciu mu nie zabraknie... teraz ten dorosły już chłopak siedział zgarbiony słowami swojego ojca... po drugiej sprawie syn zapytał mnie tylko, dlaczego ojciec kocha bardziej tamte dzieci?


              Nawet u zwierząt samce dbają o potomstwo spłodzone z inną samicą……

              Okrągła
              • bimota Re: 127- Synek tatusia 20.12.10, 23:32
                A nie moze zamieszkac z mamusia ?
                • okragla Re: 127- Synek tatusia 22.12.10, 20:00
                  bimota napisał:

                  > A nie moze zamieszkac z mamusia ?

                  To skomplikowane :)
                  Do tej pory tak bylo, ale... Mama zmienila miejsce zamieszkania, chetnie by wziela swojego studiujacego syna, ale... jest jeszcze dziewczyna, ktora jak kotwica, ciagnie w swoja strone :)


                  Okragla
                  • bimota Re: 127- Synek tatusia 27.12.10, 14:38
                    No to niech dziewczyna go utrzymuje...
                  • baba67 Re: 127- Synek tatusia 01.01.11, 19:46
                    Uwazam ze na dorosle zycie powinno sie zapracowac. Wcale sie bylemu mezowi nie dziwie(choc kawal #@$%&la jest i stanowi najlepszy dowod ze na cudzej krzywdzie mozna wspaniale sobie szczescie zbudowac) ze nie chce finansowac zabawe w doroslosc jaka uprawia Twoj syn kosztem Twoich pieniedzy i alimentow. Moja filozofia jest prosta-chcesz bzykac panne oficjalnie-wlasny chleb jedz.
                    Jesli chodzi o ludzi, to faceci czesto przestaja kochac dzieci kiedy przestaja kochac kobiete z ktora te dzieci maja. Smutne to bardzo ale tak jest.Na pewno chlopakowi ojca przez te wszystkie lata brakowalo.

                    Jest jedna rzecz, którą lubię u Polaków-ich język(...) Nigdy nie wiedziałem o czym mówili, ale zawsze wydawało mi się że uprzejmie kogoś mordują. Wszyscy byli wyposażeni w pałasze i szable, które trzymali w zębach lub obnażali z wściekłości w błyskawicznych cięciach.
                    Henry Miller
    • bimota Re: Apetyt na linię, czyli .. 20.12.10, 23:39
      Ja chyba przytylem, odkrylem to po zakupie nowej wagi.

      Wczesniej ostatnio jadam posilki, sniadania nawet jadam tak ok. 12...

      Przy okazji testowania wagi okazalo sie, ze zgrzewka 12 "kilogramowych" paczek soli firmy CENOS (pewnie dbaja o cene) wazy 11 kg wraz z folia, 1 paczka na wadze laboratoryjnej - 933g...
    • okragla 128- Psychoza samochodowa 26.12.10, 20:17
      Psychoza samochodowa

      Kilka miesięcy temu przeżyłam wypadek samochodowy. Dziwny splot wydarzeń sprawił, że znalazłam się w miejscu i czasie, który dobija się ciągle gdzieś tam we mnie głuchym, dudniącym jak studnia echem.

      Obrażenia fizyczne zagoiły się w ciągu kilku tygodni. Myślałam, że całe emocje związane z tym dniem ulecą w kojącą niepamięć. Ostatnia podróż samochodem pokazała, że podświadomość, psychika a chcenie i ciało rządzą się swoimi prawami. Niekoniecznie w pełni dla mnie zrozumiałymi.

      Miałam do przejechania kilkaset kilometrów, bałam się tej podróży, trochę bardziej niż zazwyczaj- zawsze od wielu lat był we mnie lęk przez jazdą autem, autobusem. Prosiłam męża, by jechał wolno, nie zbliżał się zbytnio do innych aut i zachowywał dystans. Mimo, że starał się, czasami na drodze było dla mnie... ciasno, szybko- z każdej strony docierały niepokojące bodźce... po godzinie jazdy byłam cała spocona, po dwóch zaczęła zapadać noc a moja głowa mało nie wybuchała od bólu.. łzy same leciały mi z oczu, ze strachu.

      Po trzech godzinach podróży dźwięki zaczęły do mnie docierać falami a uszy zatkały się jak podczas zjazdu z wysokiej góry... po czterech godzinach dostałam mdłości i słyszałam przepływającą w swojej szyi krew..

      Na koniec podróży trafiłam na pogotowie cała się trzęsąc i szczękając zębami, ale nie z zimna, te kilka godzin jechałam opatulona w kurtkę. Po badaniu lekarz dał mi tabletkę pod język, kazał szybko wypić jakiś niedobry płyn i.. zgłosić się w najbliższym czasie do psychiatry.

      Powiedział, że konieczna pewnie będzie terapia i leczenie farmakologiczne. Tak mają ofiary wypadków komunikacyjnych, trauma może objawiać się różnie, nawet jakiś czas po wypadku, niezależnie od nas samych.

      Nie zgłosiłam się do psychiatry, na razie sama staram się poradzić ze swoją fobią(?)- nie jeżdżę, na dłuższych niż miejskie trasy, autobusem i samochodem- poruszam się pociągami i samolotami. I na szczęście na razie jest dobrze.

      Tylko jak baczniej przyglądam się jakiemuś czterokołowcowi, za moment oczami wyobraźni widzę, co z niego zostanie po wypadku... to chore :(



      Tylko czy dam radę żyć normalnie, bojkotując taką formę komunikacji?

      Okrągła
      • bimota Re: 128- Psychoza samochodowa 27.12.10, 14:39
        No dalej, dalej... Jakie jeszcze masz problemy ? Sluchamy...
    • okragla 129- Otyli przyjaciele 29.12.10, 10:40
      Otyli przyjaciele

      Siedząc wczoraj na babskim spotkaniu z moimi kumpelkami, zdałam sobie sprawę, że mimo znacznego schudnięcia, jestem z nich i tak najgrubsza. Każda z nich jest w okolicy czwartej dziesiątki życia a trzyma się fenomenalnie. Pomijając fakt, że i te zgrabne babeczki potrafią nagle wyskoczyć ze stwierdzeniem- ale okropnie ostatnio przytyłam.. i prezentują malutką fałdeczkę na swoim płaskim brzuchu.

      Ulatując trochę z ich rozmów nad kubkiem smakowitej kawy doszłam do wniosku, że najbliższe mi osoby są szczupłe. Podobno naukowcy zbadali, że grubaski będą jeszcze okrąglejsze, mając za przyjaciół inne grubaski.

      Profesor socjologii medycznej z Harvardu, badał otyłość i dane dotyczące sieci społecznych ponad 5000 osób. Zauważył, że posiadanie otyłych przyjaciół i pochodzenie z rodzin z nadmierną wagą zwiększa prawdopodobieństwo, że sami przytyjemy. Potwierdza to ich wcześniejsze wnioski, że otyłość może być "społecznie zaraźliwa".

      Pewnie chodzi o wspólnie spędzany czas, nawyki żywieniowe i upodobania. Taka identyfikacja z grupą stada. To sprowadza się do tego, że często nieświadomie naśladujemy naszych najbliższych.

      Moja przyjaciółka stosuje z pozytywnym skutkiem dietę białkową, już kilka razy się i ja do tego zabierałam, jednak tryb życia, jaki prowadzę od kilku miesięcy skutecznie eliminuje zarówno swobodny dostęp do zdrowego odżywiania, jak i do.. bliskich :(

      Okrągła
    • okragla 130- Za co? 31.12.10, 23:34
      Za co?

      W tym roku miało być inaczej. Od dziesięciu lat bojkotowałam święta, wigilię, mając w pamięci słowa, które w tamten wieczór usłyszałam..

      - Nie kocham was, kocham ją, muszę iść

      Widok do połowy ubranej choinki i zdziwione oczy nic nie rozumiejącego kilkuletniego wtedy syna, nie dawały mi cieszyć się tymi dniami. Dźwięki kolęd wyzwalały złe skojarzenia a choinka.. nie było jej.

      Teraz miało być inaczej. Nowa droga życia, nadzieje, marzenia, emocje. Miało...

      Ostatnie tygodnie wyraźnie pokazywały, że Piotruś Pan nadal ma zamiar być Piotrusiem Panem. Tak mocno, że wahałam się, czy nie zostać z rodzicami, synem a nie gnać daleko do męża. Chyba chęć wyleczenia się, spłycenia ran skłoniła mnie do wyjazdu.

      Marzyłam, aby ta wigilijna kolacja była wyjątkowa. Było 12 dań, malutka choinka, sianko, biały obrus i... przepłakane chwile przed. Zacisnęłam zęby, na próżno. Pierwszy, drugi dzień to samo. Rozmowy, prośby, bez skutku.

      Ręce mi opadły, wyczerpałam swoje zdolności do bycia dobrą żoną. Poddaję się...

      Chciałam mieć normalną rodzinę, życie, choinkę, starałam się ... a nie dostałam nawet od Piotrusia Pana prezentu, zapomniał.



      Okrągła

      p.s. Teraz podobnie, obojętność. Siedzę tu sama zaryczana w ciemnym pokoju a on bawi się kilka pokoi dalej z obcymi ludźmi.
    • okragla 131- Księżniczka zimnej nóżki 10.01.11, 21:52
      Księżniczka zimnej nóżki

      Ostatnio ciągle czuję zimno, jestem niedogrzana, wyziębiona i chyba łapię jakąś zimową depresję.

      Ostatnio dużo czasu spędzam w podróży a temperatury na zewnątrz jakie są, każdy czuje. Swojej połówce już wczesną jesienią zapowiedziałam kategorycznym tonem, że poniżej dziesięciu stopni ciepła na zewnątrz, nie namówi mnie na korzystanie z toalety pod chmurką. Zaraz się przyplącze problem z pęcherzem, jajnikami a i zwyczajnie zimno w cztery litery. I co usłyszałam? Że jestem księżniczką..

      Wątek pochodzenia z arystokratycznego rodu przewija się także, kiedy jest mi zimno, siedzę opatulona w dwa polary i owinięta ciepłym szalem. O mojej rzekomo niebieskiej krwi jest tez głośno, kiedy rano budzę się z zimnym nosem, rękami, stopami i nie chcę wytykać spod kołdry żadnej części ciała, zanim się nie ociepli.

      Zimne nogi mam nawet w ciepłych kapciach i grubych skarpetkach.

      Co ja zrobię, że jestem ciepłolubnym stworzeniem, że lubię się wygrzać.

      W tym roku moje stare kości nie miały ku temu okazji, bo całe polskie upalne lato spędziłam w najzimniejszych regionach Europy. O podróży do ciepłych krajów mogę tylko pomarzyć... najczęściej stojąc jak najdłużej pod gorącym prysznicem, czując dreszcze na całym ciele od cudownego uczucia rozgrzania i często chociaż myślami uciekam do ciepła, takiego naturalnego, z zapachem.

      Okrągła
    • okragla 132- Cyber papieros 16.01.11, 19:36
      Cyber papieros

      Nie palę, ale bacznie obserwuję moich bliskich, jak sobie radzą ostatnimi czasami z tym nałogiem. Nie dość, że wysysa z ich kieszeni coraz większe pieniądze, to jeszcze z góry narzucają na palaczy jakieś zakazy.

      Osobiście nie jestem fanatyczką, nie mam zakazu palenia w swoim domu, jednak wolę przebywać w pomieszczeniach, gdzie nie czuć smrodu fajek.

      Jakiś rok temu moja Mama spróbowała rzucić palenie przy pomocy e- papierosa. Pierwsze nieudane próby zniechęciły ja skutecznie do tego. Za to moja brzydsza połowa drąży temat z pozytywnym skutkiem. od blisko pół roku pali tylko te elektroniczne.

      Cyber papieros jest idealnym rozwiązaniem dla ludzi, którzy chcą rzucić palenie, wyeliminować szkodliwe substancje, zaoszczędzić kasę, palić w miejscach niedozwolonych do palenia tradycyjnych papierosów i pozbyć się smrodu ze swojego otoczenia. Co ciekawsze, z daleka wygląda jak typowy papieros, ma światełko na końcu i wypuszcza kłęby gęstego dymu.

      E-papieros w swoim działaniu wykorzystuje proces waporyzacji, w trakcie którego znajdująca się w kartridżu nikotyna w postaci liquidu zostaje skroplona w atomizerze. Dzięki temu e-papieros dostarcza do organizmu palacza dawkę nikotyny, która zaspokaja jego głód nikotynowy. E- palacze mają do wyboru różne moce i smaki liquidu- dla koneserów są i bardzo wyszukane. Na zewnątrz wydostaję się więc tylko para wodna, która jest bezwonna i nieszkodliwa dla otoczenia. Działanie takiego elektronicznego cacka jest cały czas udoskonalane.

      Pierwszy e- papieros, jaki widziałam, był złożony z trzech części- baterii(starczała na kilkadziesiąt pociągnięć), atomizera(te często się przepalały) i kardridża(w środku watka nasączona liquidem). Było trochę zachodu z ładowaniem baterii, zakraplaniem płynu i czyszczeniem atomizerów, aby dymu było jak najwięcej.

      Ciekawe, czy e- papierosy nie zostaną zakazane, o co dopominają się wielkie koncerny tytoniowe, w trosce o swoje spadające dochody. Jak na razie, także z punktu ekonomicznego wygrywają z analogami- dość spory jest koszt zakupu dobrego papierosa(ok. 200- 300 złotych), ale późniejsze użytkowanie znacznie niższe od tradycyjnych(trzeba zaopatrywać się w liquid, kartomizery).

      Dla nałogowca, palącego dziennie paczkę papierosów tradycyjnych, oszczędność wyniesie rocznie kilka tysięcy złotych.

      Okrągła
    • okragla 133- Schudnij w dwa dni! 20.01.11, 21:35
      Schudnij w dwa dni!

      Babskie kolorowe czasopisma, internetowe strony dla kobiet i reklamy telewizyjne, kuszą niezmiennie "cud dietami" i innymi rewelacyjnymi metodami, dzięki którym schudniemy w dwa tygodnie... dwadzieścia kilogramów (lub w dwa dni dwa kilogramy). No i oczywiście bez żadnych wyrzeczeń, ćwiczeń i specjalnych działań. Wystarczy tylko kliknąć, kupić, wysłać kupon na bezpłatną pierwszą sesję/ lekcję/ etap.

      W okresie poświątecznego obżarstwa pewnie wielu sprzedawców "cud diet" nieżle się obłowi.

      Na rynku nie brakuje preparatów wspomagających odchudzanie. Aż roi się od różnego typu herbatek, tabletek odchudzających lub wspomagających odchudzanie. Producenci przekonują nas o tym, że ich złoty środek pomoże na zrzucenie zbędnych kilogramów nie powodując żadnego uszczerbku na zdrowiu.

      Jednak szybkie schudnięcie jest tak naprawdę mitem.

      Decydowanie się na tego rodzaju chwyty reklamowe jest bardzo częstym zjawiskiem u takich osób, które są po prostu zdesperowane i żądne oglądania błyskawicznych rezultatów.

      Jeśli, więc marzy nam się szczupła sylwetka, musimy mieć świadomość, że warto włożyć duży i regularny wysiłek, by móc uzyskać spadek wagi o jeden kilogram w ciągu tygodnia."Diety cud" obiecujące szybkie odchudzanie nigdy nie przynoszą długotrwałych efektów. Co prawda, początki bywają ekscytujące, zrzucamy kilogramy w oczach, ogarnia nas zapał lecz często, gęsto jedynie efekt jo-jo bywa dowodem próby szybkiego amatorskiego odchudzania.

      Nieprawidłowe odchudzanie w efekcie grozi wzrostem a nie spadkiem wagi.

      Kto chce jednak sprawdzić na sobie jakąś "dietę cud", oprócz wiary powinien mieć jeszcze także worek pieniędzy.



      Na marginesie- gdyby tak można było jeść, jeść, jeść bez kontroli a potem tylko łyknąć cud pigułkę, lub nacisnąć magiczny guziczek i ..zgubić zbędne kilogramy... ech.


      Okrągła
    • okragla 134- Odmienne priorytety 25.01.11, 23:11
      Odmienne priorytety

      Mając czterdziestkę na karku człowiek zaczyna powoli zastanawiać się nad sposobem schyłku swojego spokojnego żywota. Jest dorobiony, ma stałą pracę, dochody, środowisko i pozycję społeczną. Nie musi gonić za życiem tak, jak dwudziestoparolatek. Stać go na wygodne spędzanie czasu, spokojne wieczory w otoczeniu ludzi i rzeczy, które cieszą serce i oko.

      Tak być chyba powinno, przynajmniej. Na starość mamy spijać śmietankę z mleka, które udoiliśmy z życia, odpoczywać.

      Sęk w tym, że nie wszyscy mają podobne zapatrywania, niestety.

      Wydawało mi się, że po latach wewnętrznego niepokoju osiądę wreszcie na mieliźnie. Piotruś Pan jednak nie jest jednak typem do osiadania w spokojności. Goni ciągle... coraz mocniej mi to przeszkadza, bo ja chyba nie mam już na to sił, ani ochoty. Chcę się odprężyć.

      On chce się dorobić ;(

      Do tego biegnie drogą najmniejszego oporu, wybierając wszystko z najniższej półki, dosłownie, najtańszej.

      Ja powinnam teraz kupować bieliznę na bazarku, żywić się zupkami chińskimi a w domu ...ech... szkoda nawet pisać. O każdą rzecz, mebel, zakup muszę walczyć. O zakupach dobrych perfum czy fajnej markowej bielizny mogę zapomnieć, przynajmniej nie za wspólną kasę.

      Nie umiem się na taki tor przestawić, szkoda mi życia na bylejakość.



      Okrągła
      • baba67 Re: 134- Odmienne priorytety 22.02.11, 13:33
        Rozumiem ze czujesz ze Twoje zycie jest bylejakie bo nie mozesz sobie kupic perfum za 500zl ? Albo plaszcza za 3000?To problem dla psychologa chyba...
        Bo fajna markowa bielizna dla Ciebie to po prostu koniecznosc . Jednak wydatek 150 zl raz na 2 miesiace to nie jest jakis luksus dla rodziny z dwiema pensjami .Jesli lubisz polowac mozesz dobry stanik na allegro kupic za polowe tego zalozony kilka razy.
        Chinskie zupki pozostawiam bez komentarza bo zartujesz, prawda?On chce sie doroboic wydajac na jedzenie 5 zl dziennie a reszte wplacajac na lokate czy jak ?
    • okragla 135- Bolesności 21.02.11, 23:03
      Bolesności

      Coraz częściej łapię się na tym, że boję się swojej opaski. Zaczęłam się zastanawiać, do kiedy mam ją w sobie nosić. Teoretycznie można ją zdjąć, kiedy osiągnie się optymalną wagę ciała lub wynikną jakieś przeszkody medyczne.

      Muszę chyba poważnie porozmawiać ze swoim lekarzem na ten temat. Chudnąć niby ciągle chudnę, powoli, ale waga sukcesywnie idzie w dół. Martwię się jednak częstym bólem żołądka o nieznanym mi podłożu.

      Piotruś Pan może jeść wszystko i nawet go potem nie zemdli, ja po byle lekko wczorajszym jedzeniu mam zawirowania- odbijania, zgagę i ten dziwny ból.

      Ostatnio bolało mnie codziennie wcześnie rano. Ból budził mnie ze snu, najpierw się w nim pojawiając a potem budząc. Na szczęście pomagają znane mi z wcześniej "lekarstwa"- gorąca herbata, kilka biszkoptów lub kawałek suchej bułki.

      Podejrzewam, że lekarz skieruje mnie na niemiłe bardzo badanie- gastroskopię. U nas robią go na żywca, w większych szpitalach w narkozie. To chyba najgorsze badanie, jakie musiałam kiedykolwiek robić. Oby nie po raz kolejny... ech
      • ursyda Re: 135- Bolesności 21.02.11, 23:08
        ja pie... okrągła
        od 2006 roku snujesz tę opowieść
        przez pięć lat to można osiemnaście razy schudnąć
        • okragla Re: 135- Bolesności 22.02.11, 01:02
          ursyda napisała:

          > ja pie... okrągła
          > od 2006 roku snujesz tę opowieść
          > przez pięć lat to można osiemnaście razy schudnąć

          Mozna i w miesiac schudnac nascie kilogramow, ale czy warto? Ani to latwe, ani zdrowe dla organizmu. Majac do schudniecia polowe wagi trzeba rozlozyc na kilka lat.
          • ursyda Re: 135- Bolesności 22.02.11, 08:26
            a co u ciebie jest zdrowego?
            pięć lat się męczysz z jakimś gównem na żołądku i przez cały ten czas masz jakieś problemy, zgagi, sragi, mdłości i xuj wie co jeszcze
            owszem, parę lat temu to ci nawe kibicowałam, no ale teraz to proszę cię
            • alpepe Re: 135- Bolesności 22.02.11, 12:05
              najlepsze, że okrągła marzy o jednym, by się móc nażreć bez konsekwencji.
              • tygrysio_misio Re: 135- Bolesności 22.02.11, 12:10
                i jeszcze wypisuje oklepane tekty o dietach cud i efekcie jojo...

                na tym przykladzie widac, ze takie opaski nie sa najlepszym rozwiazaniem: pozwalaja schudnac bez zmian nawykow, na sile, wrecz oslabiaja wole niz ja wzmacniaja
                • alpepe Re: 135- Bolesności 22.02.11, 12:34
                  ale opasek na mózg i usztywniających wolę nie wynaleziono.
              • ursyda Re: 135- Bolesności 22.02.11, 14:23
                bo to z mózgiem jest problem nie z żołądkiem
    • tygrysio_misio Re: Apetyt na linię, czyli .. 22.02.11, 11:58
      lala załóż se bloga..
      • berta-live Re: Apetyt na linię, czyli .. 22.02.11, 13:04
        Już założyła, te wszystkie posty to kopie blogowych wpisów.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka