Dodaj do ulubionych

czy ja się sama oszukuje? ... co jest grane??

02.01.07, 20:23
Witam Was Wszystkich! Jestem tu nowa. Sprowadza mnie na forum chęć doradzenia
się. Otóż jestem młodą mężatką z krótkim stażem małżeńskim (niespełna półtora
roku). Z moim obecnym mężem byłam w związku chłopak/dziewczyna 6 lat, układało
się nawet, nawet. Szalałam za nim, był pierwszym facetem, którego pokochałam i
jedynym, któremu się oddałam. Jak byliśmy jeszcze nie małżeństwem to byłam w
nim okropnie zapatrzona, nie widziałam żadnych jego wad, mimo iż siostra
powtarzała mi abym dała sobie z nim spokój bo to nie facet dla mnie ale ja jej
nie słuchałam, byłam zaślepiona miłością. Jeszcze przed ślubem siostra
powiedziała mi, że zastanawia się jak długo te małżeństwo przetrwa i ciekawa
jest po jakim czasie wrócę do rodzinnego domu. Było mi przykro, że tak mówi,
bo ja nie widziałam nic złego w moim narzeczonym. Przyznam, że w okresie jak
byliśmy chłopak/dziewczyna nie zawsze było dobrze ale ja nie zważałam na to,
bo zawsze przepraszał i obiecywał, że zmieni się a ja mu wierzyłam, zaślepiona
miłością brnęłam dalej w tym związku aż do ślubu. Niestety po ślubie sytuacja
się zmieniła, zamieszkaliśmy z jego rodzicami i zaczęło się między nami pomału
psuć, już 2 tygodnie po ślubie mąż mnie oszukał wyszedł z domu pod pretekstem,
że idzie na 15 min. do sklepu a wrócił po prawie 10 godz. wypity jak się
okazało wylądował z kolegami w barze. Oczywiście były przeprosiny i obiecanki
poprawy. Niestety co jakiś czas sytuacje się powtarzały. I znów przeprosiny i
obiecanki itd. Przyznam, że mój mąż żyje w konflikcie z rodzicami i ja również
nie potrafię z nimi znaleźć wspólnego języka. Mojego męża i 2 pozostałego
rodzeństwa wychowywała tylko teściowa, bo teścia interesowali kumple i
alkohol, był alkoholikiem. Mój mąż jako kilkuletni chłopiec często widział
ojca pijanego, awanturującego się. Teściowa sama zajmowała się dziećmi bo
teścia interesowały tylko koledzy z którymi może wypić. Mój mąż najbardziej na
tym ucierpiał bo był najmłodszy z rodzeństwa, gdy ojciec był mu potrzebny jego
nigdy przy nim nie było. Teść uciekał z domu, a mój mąż jako kilkuletni
chłopiec chodził za nim i go szukał, sprowadzał go pijanego do domu i pilnował
aby znów nie poszedł pić, zamykał drzwi na klucz itd. Od kilku lat teść już
nie pije. Ale wspomnienia z dzieciństwa na zawsze pozostały w głowie męża. A
teraz jak tak pomyślę to boję się, że te dzieciństwo odbiło się na psychice
mojego męża, bo też zdarzyło się, że parę razy znikał mi z domu, wracał po
dłuższym czasie pod wpływem alkoholu, albo 2 razy w ogóle na noc nie wrócił.
Też lubi sobie wypić a wtedy nie wolno mu się sprzeciwić bo robi się
agresywny. Tak jak już pisałam nie ma dobrego kontaktu ani z ojcem ani z
matką. W domu są częste kłótnie i wyzwiska od najgorszych, teść wyzywa mojego
męża a mąż teścia. I to mi się najbardziej obrywa, bo mąż po kłótni z
rodzicami wyżywa się na mnie, wyzywa, zachowuje się jakby tylko on się liczył.
A teść ma do mnie pretensje, że nie potrafię zapanować nad zachowaniem męża.
Boję się, że mój mąż będzie taki ja mój teść z przed kilku lat bo jak to się
mówi nie daleko spada jabłko od jabłoni. Ja nie jestem przyzwyczajona do
takich kłótni i wyzwisk między rodzicem a dzieckiem, między mężem a żoną,
wychowałam się w szczęśliwej rodzinie, która nawzajem okazuje sobie szacunek,
na której można polegać. W domu rodzinnym był spokój, miłość, wzajemne
zrozumienie i pomoc, a tu tego nie ma, wszystko na odwrót. Uwierzcie mi, że
nie spodziewałam się tego, dopiero jak po ślubie jak z nimi zamieszkałam i mam
ich 24godz./dobę widzę jak jest naprawdę. Owszem mąż mówił, że ma zatargi z
ojcem ale nie sądziłam, że aż takie. Zamieszkaliśmy z nimi bo nie było nas
stać na własne mieszkanie. W głowie się nie mieści, że tyle potrafi być w
człowieku nienawiści. Nie potrafię się do tego przyzwyczaić ani tego
zaakceptować. Mój mąż po ślubie zmienił się, zdarza się, że mówi mi
okropności, wpada w szał, w kłótni roztrzaskał krzesełko i swój telefon
komórkowy, ale nigdy mnie nie uderzył. Raz zdarzyło się, że mnie delikatnie
popchnął i w jednej z szarpanin, bo chciał wybiec w nerwach z domu a ja
próbowałam go zatrzymać zleciałam ze schodów ale nic mi się nie stało bo mąż
zdążył mnie złapać. Przez ten ponad rok małżeństwa zaznałam wielu przykrości z
jego strony i wiele razy mnie okłamał, doszło do tego, że straciłam do niego
zaufanie. Nie jest mężem o jakim marzyłam, bo nie sądziłam, że tak może się
człowiek zmienić. Boję się zajść w ciążę, mimo iż pragnę mieć dzieci i
szczęśliwą rodzinkę. Boję się, bo skoro zawiódł mnie tyle razy jako mąż to
obawiam się, że zawiedzie mnie również w roli ojca. Na dzień dzisiejszy nie
wiem co jest przyczyną jego zmiany, czy to że żyjemy pod jednym dachem z jego
rodzicami a czy coś zupełnie innego. Rozmowy z nim nic nie dają, raczej nie
chce o tym rozmawiać co mu dolega. Od dłuższego czasu zauważyłam, że i ze mną
też coś się zaczyna dziać, często łapę się na tym, że myślę o rozstaniu. Nie
wiem co robić, unikam czułości, w łóżku odpycham męża, nie potrafię się z nim
kochać, a jak już „to” robimy to nie odczuwam takiej przyjemności jak kiedyś.
Nasz sex polega na tym, że on mnie pieści a ja jego bardzo rzadko, praktycznie
wcale. Unikam nawet namiętnych pocałunków. Różne mam myśli, raz go przyciągam
a raz odpycham, ale więcej razy jest tak, że go odpycham ale jest też tak, że
pragnę jego pieszczot ale coś mnie hamuje. Nie potrafię. Boże jakie to
wszystko pogmatwane. Czuję się taka zagubiona. Nie tak sobie to wszystko
wyobrażałam, bo życie jakie wiodę zaczyna mnie przerażać, męczyć, przerasta
mnie to wszystko. Nawet mój mąż stwierdził, że również przerasta go nasze
małżeństwo i że sam sobie nie radzi. Czasem mam ochotę zabrać rzeczy i wrócić
do rodzinnego domu a po jakimś czasie już tego nie chcę. Tak się miotam. Nie
potrafię odnaleźć miejsca dla siebie i zaznać szczęścia. Nie potrafię podjąć
konkretnej decyzji i być konsekwentna w tym co postanowię. Wiele przykrych
chwil przeżyłam przez ten ponad rok małżeństwa. Przekonałam się, że nie jest
tak różowa jak mi się wydawało, przekonałam się, że nie zawsze mogę polegać na
swoim mężu. Teraz już sama nie wiem czy to miłość a czy ona wygasła a
pozostało zwykłe przyzwyczajenie, bo przecież ponad 7 lat jesteśmy z sobą.
Czasem jest tak, że chcę odejść, zacząć życie od nowa z dla od niego i teściów
odzyskać ten dawniejszy wewnętrzny spokój a nie potrafię tak jakby mnie coś
zatrzymywało przy nim. Sama już zaczynam się gubić w tym wszystkim. Dodam, że
już wiele złego w życiu mnie spotkało, śmierć Mamy (miałam wtedy 16 lat),
śmierć innej bardzo mi bliskiej osoby, w której byłam zakochana. Doradźcie mi
PROSZĘ bo sama nie potrafię sobie pomóc. Jak Wy to oceniacie z Waszego punktu
widzenia, czy ze mną jest coś nie tak?? Czy to moja wina, że jest jak jest??
Czy ja już go nie kocham?? A czy po prostu pogubiłam się w tym wszystkim??
Może któraś z Was przechodziła przez to samo lub coś podobnego?

P.S. przepraszam za gramatykę i ewentualne błędy.
Obserwuj wątek
    • konrado80 Re: czy ja się sama oszukuje? ... co jest grane?? 02.01.07, 20:40
      standard, ktory powinien sie zakonczyc rozwodem, bo nie wierze zeby sie zmienil
      rozwiedz sie i zacznij nowe zycie, jestes jeszcze mloda a on widac nie ma
      zamiaru nic zrobic ze swoim zachowaniem, podejsciem do zycia do rodziny
      ale to jest moje zdanie, a co Ty zrobisz to juz zalezy od Ciebie, od tego czego
      chcesz i od tegio co mozesz w obecnym malzenstwie otrzymac
    • qw994 Re: czy ja się sama oszukuje? ... co jest grane?? 02.01.07, 20:41
      Powiem krótko - pakuj się.
      • izawawa Re: czy ja się sama oszukuje? ... co jest grane?? 02.01.07, 21:02
        Nie ma "pakuj się" . Jedno i drugie z nich woła o pomoc , kilka wspólnie
        przeżytych lat nie minie bez śladu . Nie ma co , trzeba zacisnąć pasa i coś
        wynająć , choćby pokój jeśli nie stać Was na mieszkanie .Będzie dobrze:)
        • konrado80 Izawawa 02.01.07, 21:04
          czytalas caly watek?? czy tylko to o mieszkaniu z rodzicami??
          • izawawa Re: Izawawa 02.01.07, 21:20
            Cały. Ale mieszkanie z rodzicami którzy podgrzewają atmosferę do niczego
            dobrego nie prowadzi , bo z reguły trzeba się ustosunkować i opowiedzieć albo
            za mężem albo za rodzicami i cokolwiek by się nie powiedziało zawsze jest źle .
            Mieszkając osobno przynajmniej ten problem odpadnie . Poza tym najwyższy czas
            się uniezależnić . Dziewczyna wyraźnie źle się w tym domu czuje , a chłopak
            idąc na wódkę ( wielogodzinną ) wyraźnie z tego domu ucieka.
            • konrado80 Re: Izawawa 02.01.07, 21:26
              tylko zauwaz fakt ze jego ojciec kiedys tez tak
              wiec moznaby powiedziec ze to rodzinne
              a to ze koles ma konflikt z rodzicami
              nie usprawiedliwia jego zachowanie wzgledme zony
              tego zachowania juz nie zmieni, zawsze bedzie juz klamal i tak ja traktowal
              • izawawa Re: Izawawa 02.01.07, 21:35
                Nie ma cechy , której nie można się pozbyć . Nie można powiedzieć , że syn
                alkoholoka sam zostanie alkoholikiem . Nie mozna powiedzieć , że to co
                zanotował umysł dziecka będzie "drogowskazem" w życiu . Przyczyny całego zła
                upatruję w chorych relacjach z rodzicami . Powinni się wyprowadzić , wyraźnie
                widać , że dziewczyna w tym domu nie czuje się bezpiecznie , tylko czeka aż
                wybuchnie jakaś draka , powinna tupnąć nogą i zażądać wyprowadzki ale
                najwyraźniej boi się to zrobić . Ten chłopak również nie ma wsparcia ani
                zrozumienia u żadnej z osób z którymi mieszka , z rodzicami się nie dogada - to
                jasne , a od żony też pewnie nazbyt często słyszy "jesteś taki jak twój
                ojciec" .Czas zacząć żyć na swój rachunek .
                • konrado80 Re: Izawawa 02.01.07, 21:49
                  ale jakby chcial cos zmieenic, to robilby cos w tym kierunku, a on woli isc
                  utopic to w alkoholu, a powinien pomyslec o zonie, powinien porozmawiac z nia
                  (niby rozmawiali) ale nic z tego nie wyszlo jak do tej pory, wiec nie widze
                  tutaj czegos co mogloby spawic ze on przestanie pic i zajmie sie rodzina
                  trzeba chciec zeby moc cos zmienic
                  • opowiem_wam_moja_historie Re: Izawawa 02.01.07, 21:58
                    > ale jakby chcial cos zmieenic, to robilby cos w tym kierunku, a on woli isc
                    > utopic to w alkoholu

                    Może nie ma pomysłu jak to zmienić?
                    A nawet jeśli ma, to nie ma możliwości?

                    Nie pomyślałeś o tym?

                    > nie widze
                    > tutaj czegos co mogloby spawic ze on przestanie pic

                    A ja widzę - wyprowadzka.
                    • konrado80 Re: Izawawa 02.01.07, 22:08
                      to jak on nie ma pomyslu na to jak zaczac normalnie zyc bez picia i krzywdzenia
                      zony, to taki czlowiek nie powinien brac sie za zakladanie rodziny, bo inni nie
                      beda za niego mysleli, zwiazek buduja dwie osoby a nie jedno buduje a drugie
                      niszczy
                  • izawawa Re: Izawawa 02.01.07, 21:58
                    Przecież nigdzie nie jest powiedziane , że on codziennie upija się do
                    nieprzytomności . Ta dziewczyna napisała "odpycham go" a powinna przytulić .
                    Chłopak jest introwerykiem , nie umie rozmawiać o swoich emocjach . Patrzymy
                    innymi oczami Konradzie , ja szukam przyczyny , Ty widzisz tylko jej skutek .
                    Ps. Czy wiesz ile radości potrafia przynieść pierwsze wspólnie kupione głupie
                    łyzeczki i jak bardzo potrafia zacieśnić więź między ludźmi ?;)
                    • konrado80 Re: Izawawa 02.01.07, 22:10
                      nie, nie wiem, ale w tym przypadku ciezko im bedzie to zaznac, bo jak napisalem
                      wyzej, zwiazek buduja dwie osoby a nie jedna, a w tym przypadku ona mysli o
                      budowie, a on zabija te jej zludzenia, marzenia, ktore naleza sie jej
                      • izawawa Re: Izawawa 02.01.07, 22:21
                        Sądzę , że nie masz racji . KAŻDY człowiek szuka swojego miejsca na ziemi ,
                        czułosci , ciepełka , różnica jest tylko taka , że dziewczyny są bardziej "
                        śliczne romantyczne" . Równie dobrze zamiast pić mógłby chodzić na całą noc
                        grać w polo . Nie ma ludzi idealnych . To z nich , które jest silniejsze
                        psychicznie powinno pociągnąć drugie w górę , powinno powiedzieć " zależy mi na
                        tobie i jesteś dla mnie najważniejszym człowiekiem na ziemi " ale żadne z nich
                        tego nie robi bo obydwoje się boją . Ta dziewczyna ( jak większość bab )
                        uważa , że to facet powinien "coś z tym zrobić " ale skoro jest jej źle niechże
                        weźmie sprawy w swoje ręce . Szczerze mówiąc ( żal mi jej to fakt ) , ale żal
                        mi i tego chłopaka , bo najwyraźniej tylko od niego oczekuje się jakiegoś
                        działania . Nie sądzę żeby nie chciał , raczej nie umie i ma tego świadomość ,
                        dlatego ucieka z domu - od toksycznych rodziców i niezadowolonej z życia żony .
                        Powinni się jak najszybciej wyprowadzić.
                        • izawawa Re: Izawawa 02.01.07, 22:49
                          Poza tym ta dziewczyna napisała wyraźnie , że skiepściło się z chwilą
                          zamieszkania z rodzicami . Stąd moja sugestia wyprowadzki .
                    • majka264 Re: Izawawa 02.01.07, 22:59
                      jeśli chodzi o to, że go odpycham to tylko dla tego, że nie potrafię kochać się
                      z nim jak kiedyś skoro tyle razy mnie zawiódł, tyle razy okłamał, że aż
                      przestałam mu ufać. A po drugie, która kobieta miałaby ochotę na czułości ze
                      swoim mężem, który raz jest miły prawi jej komplementy, przeprasza za
                      dotychczasowe zachowanie obiecuje poprawę a za jakiś czas zmienia zdanie i mówi
                      jej że jest "jego błędem" itd. Powiem szczerze, że ja uważam że nie zasługuję na
                      te jego określenia, ponieważ staram się jak mogę. Nigdy go nie wyzwałam, nie
                      poniżyłam, nie zrobiłam mu żadnej przykrości, dbam o dom, o to aby chodził
                      czysto i ładnie ubrany, aby miał dobry obiad, cały czas ma mnie dla siebie, na
                      wyciągnięciu ręki jestem.
                      • izawawa Re: Izawawa 02.01.07, 23:04
                        Wyszłaś za mąż czy poszłaś na służbę ..?? Sorry , nie chciałam byc przykra ,
                        ale nie bądź za bardzo ... na wyciągnięcie ręki .
                • majka264 do Izawawa 02.01.07, 22:49
                  nigdy nie powiedziałam do męża "jesteś taki jak Twój ojciec" ani niczego
                  podobnego. A jeśli chodzi o wynajem mieszkania niestety nas nie stać, bo obecnie
                  jestem bez pracy.
                  • izawawa Re: do Izawawa 02.01.07, 22:58
                    Majko , ja nie twierdzę , że każde moje słowo jest jedyne i słuszne, ale jeśli
                    tak dalej pójdzie to pewnie kiedys to powiesz . Wyprowadźcie
                    się ....dokądkolwiek . Wynajmijcie mieszkanie z jakąś inną parą . Obojętnie
                    gdzie byle daleko od rodziców .
        • grzanka23 Re: czy ja się sama oszukuje? ... co jest grane?? 02.01.07, 21:09
          Odejdz od niego jak najszybciej i nie rob z nim dzieci bo zmarnujesz im zycie.
          • maretina Re: czy ja się sama oszukuje? ... co jest grane?? 02.01.07, 23:09
            grzanka23 napisała:

            > Odejdz od niego jak najszybciej i nie rob z nim dzieci bo zmarnujesz im
            zycie.


            dokladnie.
            Kaczory mają chód nieciekawy, platfusa z natury, dlatego kiwają się na boki.
            Jedzą nieestetycznie. Wystawiają kupry do góry i cedzą błoto.

            czekam na zmianę pogody i rządu!:-)
    • opowiem_wam_moja_historie Re: czy ja się sama oszukuje? ... co jest grane?? 02.01.07, 21:47
      Moje zdanie jest takie.
      (Jak ktoś wyżej powiedział, zamieszkajcie sami)
      Czemu nie możecie chociaż na miesiąc zamieszkać z Twoim ojcem, albo u kogoś z
      rodzeństwa?
      Wytłumacz, że jego sytuacja może wynikać z tego, że mieszka z rodzicami.
      On nie pije przez Ciebie.
      Pije z innych powodów.
      Musisz z nim porozmawiać o przeprowadzce.
      Powiedz mu, że nie masz zamiaru być tak traktowana i go kochasz i chcesz pomóc.
      Nie tylko jemu. Także Waszemu małżeństwu.
      Ratuj to. Myślę, że rozstanie skończyłoby się źle i dla Ciebie i dla niego.

      Postarajcie się wyprowadzić od jego rodziców.
      Wg mnie to tylko ich wina, że on tak się zachowuje.

      Swoją drogą, czy on nigdy nie pił, jak byliście razem?
      Możliwe, że pił, a Ty o tym nie wiedziałaś? Bo np. mówił, że idzie spać, a szedł
      na piwo?

      Myślę, że problem leży w rodzicach.
      Wiem z doświadczenia.
      Kiedy ja nie dogadywałam się z rodzicami, potrafiłam na złość iść i się upić i
      wrócić nawalona, żeby się podenerwowali.
      Chciałam dać znać, że żyję i jestem, a nie tylko słuchać ich beznadziejnych kazań.
      Być może jemu brakuje kontaktu z nimi, a widząc to, co się dzieje (że między
      nimi ciągle jest źle), woli się zapić i zapomnieć.

      Jeśli wyprowadzka nie pomoże, napisz.
      • majka264 do opowiem_wam_moja_historię 02.01.07, 23:16
        Ja jak najbardziej jestem za wyprowadzką. Sprawa w tej kwestii wygląda tak,
        rodzeństwo męża wie jaka jest sytuacja ale żadne z nich nie zadeklarowało pomocy
        np.abyśmy na jakiś czas się do nich wprowadzili, tak w ogóle to żadnej pomocy
        nie zadeklarowali. W moim rodzinnym domu nie możemy zamieszkać ponieważ tam
        mieszka już moja siostra ze swoim mężem i dziećmi. Pozostało mi tylko rozmowa z
        tatą, który zaproponował nam, że w prezencie ślubnym podaruje nam mieszkanie.
        Bardzo się ucieszyłam, niestety mój mąż definitywnie powiedział "nie". Prosiłam
        aby się zgodził, niestety nie przekonałam go. Tłumaczyłam, że wreszcie będziemy
        mogli zamieszkać z dala od jego rodziców, że to dobrze wpłynie na nasz związek,
        bo dalsze takie pomieszkiwanie z nimi sprawi, że może źle się skończyć dla
        naszego małżeństwa. Niestety od męża usłyszałam, że nie chce przyjmować nic od
        kogoś, żadnej jak to nazwał "darowizny", bo stwierdził, że własnego mieszkania
        chce dorobić się własnymi rękoma i dodał że woli mieszkać w dalszym ciągu z
        rodzicami niż czuć że ma jakieś zobowiązania wobec mojego taty, który chce nam
        sprezentować mieszkanie a tym samym pomóc. I proszę nie mówcie, że ja nie staram
        się niczego zrobić aby nasza sytuacja się polepszyła.
        • izawawa Re: do opowiem_wam_moja_historię 02.01.07, 23:22
          Rozumiem . Mąż swój honor ma . Powiedz mu więc , że mieszkanie będzie zapisane
          na taty nazwisko i niech mąż potraktuje je jako przystanek . Nikt nie będzie mu
          bronił dorabiać się w tym czasie własnego domu i jak już się go dorobi
          mieszkanie zostanie zwrócone tacie bądź scedowane na innego członka rodziny .
        • qw994 Re: do opowiem_wam_moja_historię 02.01.07, 23:23
          > Pozostało mi tylko rozmowa z
          > tatą, który zaproponował nam, że w prezencie ślubnym podaruje nam mieszkanie.
          > Bardzo się ucieszyłam, niestety mój mąż definitywnie powiedział "nie".
          Prosiłam
          > aby się zgodził, niestety nie przekonałam go.

          Dziewczyno, czyś ty upadła na głowę??? Nie wierzę własnym oczom. Czy ty nie
          masz własnej woli? To nie dla niego byłoby to mieszkanie, tylko dla ciebie!
          Zawsze byłoby tylko twoje, jeśli to byłaby darowizna! Nad czym ty się
          zastanawiasz? Jeszcze męża PROSISZ, żeby łaskawie się na to zgodził?? Bo woli
          mieszkać z ojcem-pijakiem i ciebie do tego zmuszać?? Bo chce się sam dorobić?
          No bardzo szlachetne, ale gdzie ty w tym jesteś, twoje szczęście i wygoda? I
          chyba jak na razie się nie dorobił? Nie, to mi się nie mieści w głowie.
          • karola979 Do qw994 03.01.07, 00:44
            słuchaj chyba to normalne, że żona chce przedyskutować sprawę z mężem, dotyczącą
            mieszkania jakie chciał nam sprezentować mój tato. Niestety mąż kategorycznie
            powiedział "nie" i nawet wywiązała się lekka kłótnia. Powiedział, że w nim i tak
            nie zamieszka, to co miałam tam wprowadzić się sama! i jakbym go utrzymała skoro
            nie mam pracy. A pomysł, że później można by było oddać je tacie albo komuś z
            rodziny odpada. Mojemu tacie i siostrze mieszkanie nie potrzebne, mają własny
            wspólny dom
            • qw994 Re: Do qw994 03.01.07, 10:06
              Czy naprawdę nie rozumiesz, że żyjesz z agresywnym alkoholikiem? Dyskutować to
              można z osobą sprawną umysłowo.
        • opowiem_wam_moja_historie Re: do opowiem_wam_moja_historię 03.01.07, 09:47
          Możesz mu powiedzieć, że np. to mieszkanie jest wynajęte od znajomego taty i
          zgodził się, żebyście np. przez pół roku płacili połowę czynszu.
          Po pół roku on zapomni i ew. możecie porozmawiać, że je "wykupicie" (nazbieracie
          sobie trochę kasy i oddacie tacie, albo wrzucisz do banku na %).
          On nie musi wszystkiego wiedzieć.
          Szczególnie, że to dla jego dobra.
        • gosiakk31 Re: do opowiem_wam_moja_historię 03.01.07, 13:45
          Po prostu przyjmij mieszkanie od taty i się tam wyprowadz, nie zważając na
          humory i honory męża. Pewnie i tak do Ciebie przyjdzie, czy się zmieni - to już
          inna kwestia. Ja się rozwiodłam z bardzo podobnych powodów - przez alkohol, a
          co za tym idzie brak odpowiedzialności. Mam dziecko, wychowuję je sama i jestem
          przekonana, że tak jest lepiej niż przy ciągłych awanturach. Żałuję tylko 11
          zmarnowanych lat. Ale na pewno teraz jestem szczęśliwsza niż w ostatnich latach
          małżenstwa.
    • mmuufflloonn Re: czy ja się sama oszukuje? ... co jest grane?? 03.01.07, 00:58
      Hej Majka, wiem, ze akurat takich rad sie nigdy nie slucha, ale przeczytalam
      wlasnie ksiazke (i tu mnie zabijcie, bo nie pamietam dokladnego tytulu, ale cos
      w stylu): "Kobiety ktore kochaja za bardzo (i ciagle licza, ze on sie zmieni)",
      albo "Kobiety, ktore cierpia za bardzo (i ciagle licza, ze on sie zmieni)". No
      w kazdym razie cos w tym stylu, to jest 5 tom takiej serii sprzedawanej w
      kioskach za ok 10 zl i ma zolta okladke. Nie wiem, jak go polecic, w kazdym
      razie ksiazka jest jakby o Tobie, tam co chwila pojawia sie watek malzenstw, w
      ktorych jego ojciec pil i on tez zaczyna pic. Ogolnie autorka radzi odchodzic,
      bo taki facet jak Twoj maz musi najpierw poradzic sobie sam ze soba a potem
      ewentualnie do Ciebie wrocic (co autorka wspiera kilkoma przykladami, w ktorych
      taka akcja skonczyla sie powodzenia) Nota bene sporo tam jest i o psychice
      kobiet, ktore wchodza w zwiazki z takimi facetami i moze dac Ci to sporo do
      myslenia, mi w kazdym razie dalo, zobaczylam, czemu zawsze zadeje sie z
      popaprancami.
      W kazdym razie powodzenia, a tak przy okazji dodam, ze po raz pierwszy
      zalogowalam sie na forum, zeby tu cokolwiek napisac, bo naprawde naprawde
      zszokowalo mnie jak bardzo Twoja historia pokrywa sie z tymi z ksiazki, pzdr,
      powodzenia i przepraszam, za brak polskich znakow, jeszcze przed chwila gdzies
      tu byly, ale zniknely w czasie tego pieprzonego logowania
      • majka264 Do mmuufflloonn 03.01.07, 01:05
        Dzięki za odpowiedź, miło mi że weszłaś po raz pierwszy na forum i akurat
        odpisałaś na mój post. Czy ta książka jest jeszcze w kioskach? i czy we
        wszystkich kioskach jest dostępna, z chęcią bym ją przeczytała
    • blessyou1 Re: czy ja się sama oszukuje? ... co jest grane?? 03.01.07, 08:24
      Nie wolno trwać w beznadziejnym związku tylko dlatego, żeby nie przyznać przed
      światem i własną rodziną że popełniło się błąd. Robisz sobie krzywdę, użalasz
      się nad mężem zamiast myśleć też o sobie. Miałaś już przed ślubem sygnały które
      zignorowałaś. Teraz pora przestać się oszukiwać. Koniecznie znajdź pracę bo
      inaczej nie będziesz mogła odejść. Sama szukasz na siłę usprawiedliwień dla
      swojego męża tymczasem usprawiedliwienia nie ma. Tak zachowują się żony
      alkoholików czyli osoby współuzależnione. "Wszyscy alkoholicy piją z tego
      samego powodu. Z byle powodu."
      Każda kobieta przed ślubem powinna przyjrzeć się ojcu pana młodego, bo
      prawdopodobieństwo powielania wzorców z domu rodzinnego wynosi 90% (to samo
      dotyczy facetów, dziewczyny również stają się z czasem podobne do własnych
      matek)
    • majka264 Re: czy ja się sama oszukuje? ... co jest grane?? 03.01.07, 11:21
      niestety propozycja mieszkania jest już nie aktualna, ponieważ z perspektywy
      czasu mój tato zrezygnował, po tym co zobaczyć jak dzieje się w naszym
      małżeństwie, jak mój mąż się zachowuje i odnosi się nie tylko do mnie, czy
      swoich rodziców ale też do mojego taty. Doskonale wie jakie teraz po ślubie są
      relacje między moim mężem a jego rodzicami, i że to odbija się na mnie. Wie co
      jest grane bo już nie raz ale 3 razy w ciągu roku „wylądowałam” z rzeczami w
      rodzinnym domu, po kłótni jaką zrobił mój mąż, po której dosyć, że naubliżał to
      kazał mi się pakować i „wypie..ć do tatusia”. Później przepraszał, obiecanki
      poprawy ale co jakiś czas sytuacje się powtarzały. Wystarczyło, że mu się
      sprzeciwiłam lub miał kłótnię z ojcem czy matką a mnie się obrywało, nie
      zależnie od tego czy zasługiwałam czy nie. Nawet potrafił mi zrobić awanturę w
      moim rodzinnym domu. A wyglądało to tak, była niedziela i od mojego taty
      dostaliśmy zaproszenie na obiad, mąż powiedział mi abym jechała sama mówiąc, że
      dojedzie jak tylko wróci z giełdy samochodowej, obiad był umówiony na godz. 15tą
      niestety na tą godzinę nie dotarł, przyjechał o 17ej wypity samochodem i zaczął
      mnie z domu wyciągać mówiąc, że jedziemy bo umówił się na dalszy ciąg picia z
      kuzynem. Nie zgodziłam się, wtedy on wziął kluczki i chciał jechać sam. Nie
      puściłam go, bo raz że był pijany, a dwa przecież może spowodować wypadek i
      zrobić nie tylko sobie krzywdę ale również komuś innemu, a po drugie już raz
      miał zabrane prawko za alkohol, więc po co kusić los. Zamknęłam dom i prosiłam
      aby położył się spać, a rano jak się przebudzi wrócimy do domu. Niestety to
      spowodowało, że wpadł w agresję, zaczął w moim rodzinnym domu krzyczeć, klnąć i
      nie przeszkadzało mu to, że najmłodsze dziecko mojej siostry śpi. Siostra
      zbiegła na dół aby go uspokoić bo jej dziecko obudzi a on na nią wyskoczył z
      nerwami. Wziął swoje buty pod pachę i pobiegł na pierwsze piętro i że skoro
      drzwi wyjściowe były zamknięte chciał skakać przez balkon, mój tato w pośpiechu
      go złapał, a ja zabrałam klucze od samochodu, otworzyłam dom a on wyszedł i
      poszedł piechotą do domu oddalonego o ok. 10km. Oczywiście na drugi dzień były
      przeprosiny i obiecanki poprawy ze łzami w oczach. Mój ojciec widząc co on
      wyprawia chciał porozmawiać z nim, bo nie mógł znieść tego jak on może tak
      postępować, niestety mój mąż zignorował to co ma do powiedzenia mój tato,
      potrafił sobie wyjąć ekstra papieroska i zapalić, a to co mówił mój tato w ogóle
      go nie interesowało. Powiem szczerze, że po tym mój tato powiedział „że miał
      ochotę mu w pysk dać”. I dodał, że nie wierzy w przetrwanie tego związku, tego
      samego zdania jest moja siostra. A ja się w tym wszystkim pogubiłam, że czasem
      chce aby się ułożyło a czasem mam ochotę zakończyć to wszystko i odejść, tylko
      że nie potrafię znaleźć w sobie tyle sił aby to zrobić, mimo wszystko coś mnie
      powstrzymuje.
      • qw994 Re: czy ja się sama oszukuje? ... co jest grane?? 03.01.07, 11:34
        Naprawdę nie wiem, na co ty czekasz. Myślisz, że się zmieni? Nie, nie zmieni
        się. Chyba życie ci niemiłe.
      • no1teresa ok i juz masz odpowiedz 03.01.07, 11:36
        na pytanie zadane w pierwszym poscie:
        juz wiesz, co jest grane i wiesz, ze sie sama oszukujesz liczac nie wiadomo na co
        z alkoholikami nie ma negocjacji, trzeba ich zostawic samym sobie, bo tylko
        kuracja wstrzasowa moze cos zmienic
        ty sie chcesz poswiecic, chcesz poswiecic swoje zycie i ok, twoj wybor
    • blessyou1 Re: czy ja się sama oszukuje? ... co jest grane?? 03.01.07, 11:55
      W schroniskach dla kobiet pełno takich które kochały i nie miały siły odejść od
      męża. Z dwojką dzieci, z podbitymi oczami i połamanymi żebrami - tak
      wygląda "happy end" tych które nie słuchały wcześniej żadnych dobrych rad.
    • jendza1 Re: czy ja się sama oszukuje? ... co jest grane?? 03.01.07, 12:34
      Majko, ogromnie trudna sytuacja, jeju...:(((
      Najwazniejsze, ze starasz sie widziec rzeczy, jak sa naprawde. TO GRUNT. I
      mysle, ze tylko dlatego macie jeszcze szanse wygrac Wasze zycia i malzenstwo.
      Najwyzsza pora zaczac dzialac. Wspaniale, ze masz szanse na mieszkanko, ktorym
      moglby Cie/Was wesprzec Twoj tato. Rozumiem, ze on teraz sie z tej propozycji
      wycofal, ale moze zmieni zdanie?

      Musicie jak najszybciej wyprowadzic sie z rodzinnego domu Twojego meza. To
      warunek konieczny, niezbedne minimum w tej sytuacji. Ten dom stale meza
      zatruwa, a zarazem pozwala mu sie samemu przed soba tlumaczyc...
      NO i zatruwa Ciebie...
      Mysle, ze Twoj maz ma na Wasze malzenstwo plan maksimum,ale sobie nie radzi ze
      wszystkim. I to mu trzeba uswiadomic. Pokazac zagrozenia i Twoj plan ratunku.

      Jesli sie zgodzil na 'pomoc' jego rodzicow, polegajaca na Waszym mieszkaniu w
      jego rodzinnym domu, to MUSI teraz zgodzic sie na analogiczna pomoc Twojego
      taty.Innego wyjscia nie ma. Mozesz mu pokazac w spokojnej rozmowie wszystkie
      niekonsekwencje, klamstwa, zdrady - kiedy mowi, ze bedzie za 15 min, a wraca po
      dobie, to przeciez to zdrada Twojego zaufania! Jak kogos takiego uczynic ojcem?
      Dizecko to stala odpowiedzialnosc. NIe mozna sobie o niej przypomniec po 24
      godzinach na przyklad...

      Jak chodzi o tate - negocjowalabym. Mozesz na przyklad zalatwic rozdzielnosc
      majatkowa z mezem i tato bedzie mogl kupic mieszkanie tylko Tobie, z gwarancja,
      ze w razie ostatecznej kleski Twojego malzenstwa mieszkanie bedzie w calosci
      Twoje, albo moze Tato da sie przekonac i kupi mieszkanie na siebie na przyklad -
      wtedy w razie czego Twoj maz tez nie bedzie mial do niego praw.

      Mysle tez, ze tata zechce pomoc, gdy zobaczy Twoja konsekwencje wobec meza.
      Bo musisz zaczac byc konsekwentna: zaczac stawiac warunki i konsekwentnie
      wymagac lojalnosci. Jesli cos obiecuje i nie dotrzymuje - przestaje byc
      wiarygodny. To wszystko. Musisz zaczac walczyc nie tylko dla siebie, ale i dla
      niego. Bo on tonie. Jesli go zostawisz - pojdzie na dno na pewno.
      Zatem - powalcz, jesli CI zalezy. Przy czym - trzeba wiedziec, ze moze i tak
      trzeba sie bedzie rozstac...

      Zatem - musisz ustalic pare podstawowych zasad, jak chodzi o Wasze wspolne
      bycie, i pokazac mu z gory, jakie konsekwencje wyciagniesz, jesli nie
      dotrzyma.I zrobic to, jesli bedzie trzeba - zeby wiedzial, ze nie zartujesz. I
      powiedziec mu, dlaczego tak chcesz. A powod jest jeden: kochasz go i chcesz by
      WAM bylo dobrze. I razem. Ale zeby to osiagnac, trzeba pare rzeczy
      uporzadkowac. I to wlasnie postanowilas, bo widzisz, ku czemu to wszystko
      zmierza... Jak dotad wybaczalas. Teraz tez bedziesz wybaczac, ale inaczej,
      madrzej...

      Majko, wszystko w Twoich rekach!
      On jeszcze nie jest alkoholikiem i jeszcze Cie nie uderzyl.
      MOze sie stac alkoholikiem i damskim bokserem.
      Moze tez to przewalczyc, byc RAZEM, wyrosnac na wspanialego tate i kochajacego
      meza. Skladajac przysiege malzenska czlowiek decyduje sie na bycie razem i
      wzajemne wspieranie sie. Mysle, ze warto go sprobowac wesprzec, ale tez
      pamietac, ze jesli on sie wesprzec nie pozwoli, to trzeba bedzie sie rozstac.

      Mysle, ze trzeba mu uswiadomic, ze stawka Twojej walki jest wysoka. Walczysz o
      niego, o Was. Jesli bedzie chcial wspolpracowac- macie szanse.

      I tego Ci zycze...
      Jesli jednak zobaczysz, ze nic z tego, ze on nie chce i brnie dalej w
      najgorsze - uciekaj...

      Sciskam mocno, powodzenia zycze!
      I wybacz, ze tak troche chaotycznie....

      j.
      • slim261 Re: czy ja się sama oszukuje? ... co jest grane?? 03.01.07, 12:56
        Witaj. Nie chce oceniać sytuacji ani ludzi, ale powiem szczerze, że postawa
        twojego ojca mnie troszkę zaszokowała.
        W takiej sytacji w jakiej Ty się znalazłaś powinien tym bardziej to mieszkanie
        kupić lub podarować tylko Tobie, abyś miała się gdzie wyprowadzić, a nie
        pozwalać na sytuację, która ma miejsce.
        Mieszkanie powinnaś wtedy przyjąć, skoro mąż nie chciał się zgodzić zrobiła bym
        to za jego plecami, wyprowadziła się i czekała na rozwój wypadków.
        Jeśli wróciłby do Ciebie, to byłby znak, że chce coś zmienić w swoim zachowaniu
        i wtedy Twoja pomoc byłaby na miejscu.
        Nie da sie pomóc komuś, kto nie chce pomocy.
        Ty szukasz pomocy dla siebie, ale w tej sytuacji możesz pomóc sobie tylko Ty
        sama.

        Życzę siły.
        Pozdrawiam.
        • qw994 Re: czy ja się sama oszukuje? ... co jest grane?? 03.01.07, 13:18
          Ojciec pewnie się przestraszył ewentualnych praw męża do mieszkania. Ale
          przecież to jest do załatwienia. Mnie się w ogóle wydaje, że jak jest
          darowizna, to dla jednej konkretnej osoby, nie staje się to wspólnotą małżeńską.
        • majka264 Do slim261 03.01.07, 13:24

          > Witaj. Nie chce oceniać sytuacji ani ludzi, ale powiem szczerze, że postawa
          > twojego ojca mnie troszkę zaszokowała.
          > W takiej sytacji w jakiej Ty się znalazłaś powinien tym bardziej to mieszkanie
          > kupić lub podarować tylko Tobie, abyś miała się gdzie wyprowadzić, a nie
          > pozwalać na sytuację, która ma miejsce.

          Po pierwsze ja aktualnie jestem bez pracy i w tej chwili jestm na utrzymaniu
          męża (oczywiście poszukuję pracę, ale wiadomo jak w dzisiejszych czasach z nią
          jest) i gdyby przyszło nam się rozstać i zostałabym sama z tym mieszkaniem to
          nie mam możliwości go utrzymania.
          Po drugie tej możliwości nie ma też mój tato, ponieważ jest na emeryturze, a
          pieniążki na mieszkanie są w wyniku Jego oszczędzania na koncie przez kilka lat.

    • blessyou1 Re: czy ja się sama oszukuje? ... co jest grane?? 03.01.07, 13:37
      Darowizna, spadek czy wygrana w toto lotka - wszystko staje się wspólnym
      majątkiem małżonków o ile nie ma intercyzy. Tylko majątek nabyty przed ślubem
      pozostaje własnością danej osoby.
      • gosiakk31 Re: czy ja się sama oszukuje? ... co jest grane?? 03.01.07, 13:48
        Darowizna nie jest wsplnym majątkiem małżonków.
        To akurat pewne. (może dopiero po 5 latach...)
      • qw994 Re: czy ja się sama oszukuje? ... co jest grane?? 03.01.07, 13:48
        Mylisz się. Spadek na pewno nie wchodzi do wspólnoty, nie jestem pewna co do
        darowizny.
        • blessyou1 Re: czy ja się sama oszukuje? ... co jest grane?? 03.01.07, 14:55
          Absolutnie macie rację a ja się myliłam. Zarówno spadek jak i darowizna
          pozostają własnością odrębną.
          I bardzo dobrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka