kicula
27.01.07, 22:15
Mam 23 lata, studiuję zaocznie i pracuję w małej firmie. Moja firma ma to do
siebie, że przez pół roku w sezonie można zarobić nawet 1400 - 1500zł na
rękę, a przez drugie pół roku tylko 800, 900zł, a przez jakiś miesiąc lub
dwa - ZERO. Szkoła kosztuje mnie 350zł miesięcznie, sama się też ubieram,
leczę itp. Od rodziców nie biorę już od lat ani złotówki. Już w szkole
średniej udzielałam korepetycji, żeby miec na swoje wydatki albo wakacje.
Jak zaczęłam pracę, to rodzice powiedzieli, że skoro pracuję, to mam się
dokładać do domu 300zł miesięcznie. I robiłam to, ale teraz sezon się
skończył. Ponadto w sezonie zatrudniono tam też moją koleżankę, bo potrzebne
były ręce do pracy, a teraz pracą musimy się dzielić na pół, więc i moje
zarobki są mniejsze. Czeka mnie też odbycie praktyk, co sprawi, że przez
jeden miesiąc w ogóle niestety nie będę mogła pracowac.
Rodziców to jednak nie obchodzi, powiedzieli, że mam sobie w takim razie
odłożyć. Ja odkładam - ale na studia, które sama sobie finansuję, bo to jest
dla mnie wydatek nr 1. Po pracy jeżdżę udzielać korepetycji, żeby sobie
dorobić. Rodzice mi powiedzieli, że ich nie obchodzi, czy ja mniej zarabiam,
czy nie, mam po prostu ograniczyć swoje wydatki albo znaleźć lepiej płatną
pracę, albo udzielac więcej korepetycji. Albo - o zgrozo - sprawić żeby
zwolniono moja koleżnkę, zeby dla mnie było więcej kasy. Ogólnie rzecz
bviorąc to moja sprawa, mam po prostu przynieść im te pieniądze i koniec.
Najgorsze, że np. kiedy proponowałam mamie (ona pracuje tylko 5godz
dziennie), aby wpadła do mnie na te 3 godzinki, bo jest wolne miejsce i
mogłaby popracować, dorobić sobie, to ona uparcie odmawia. Ojciec jej broni,
mówi że matka zarabia tyle ile zarabia i więcej nie musi. Chociaż ja sądzę,
że jeśli są pieniądze potrzebne i jest praca (i to warunki ma naprawdę,
wierzcie mi, dobre), to inni z pocałowaniem w rękę przyjęliby te propozycję,
a nie woleli tkwić przed telewizorem...
Idę rano do pracy, potem lecę na korepetycje, planuję na te ciensze miesiące
dać ogłoszenie o przepisywaniu prac, żeby jeszcze coś tam skapnęło, a oni nie
robią absolutnie nic, żeby polepszyć swoją sytuację, chociaż mają mozliwości
i widok na dodatkowa pracę! Są przecież ludzie, którzy pracują po 10godz, a
moj matka pracuje 5 i absolutnie nie chce "dopracować" sobie tych chociaż
3...
Ręce mi opadają. Jeśli nie dam im tej kasy, to będzie taka awantura, jakiej
świat nie widział, już to przerabiałam... Jak z nimi rozmawiać?