Dodaj do ulubionych

Mieszkanie razem bez ślubu

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.04.03, 22:17
Społecznie nieakceptowalne, rodzina wkurzona,a jednak mieszkamy razem.....
Obserwuj wątek
    • Gość: kora Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.04.03, 22:21
      No tak ,coraz wiecej osob sie na to decyduje. Generalnie facetom to najbardziej
      odpowiada, bo mają to co w małżeństwie, a babkom-nie bardzo, ale......mają
      faceta-coś ta kształt męza, skrzyżowanie kochanka z mężulkiem. Niezdrowe, brak
      poczucia stabilności, niepewność(babka). Normalne(próba przed ślubem)-facet.
      • Gość: linka Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: 157.25.122.* 25.04.03, 22:35
        u mnie jest na odwrót. Ja chcę, moja rodzina jak najbardziej nas namawia
        (nawet babcie!!) a mój nie chce bo boi się opinii swoich rodziców ( z kolei
        jego dziadek myśli że go robimy w konia mowiąc ze NAPRAWDE nie mieszkamy
        razem).
        Popieprzone to wszystko
        • Gość: kora Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.04.03, 22:41
          No właśnie. Kiedyś wszystko było proste, teraz w główkach sie facetom
          poprzewracało. Niby dorośli, bo mieszkają osobno, ale po co od razu kupowaćcały
          browar!!!
        • Gość: . babsztyle kręcą ogonem. IP: 130.94.107.* 25.04.03, 22:42
          ten typ tak ma tak ma ten typ tak ma no ma
          • Gość: ... Re: babsztyle kręcą ogonem. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.04.03, 00:30
            Kataryno,

            jaki typ? jaki ogon? wyeksplikuj wyraźniej
      • doroszka Re: Mieszkanie razem bez ślubu 25.04.03, 23:20
        Gość portalu: kora napisał(a):

        a babkom-nie bardzo, ale......mają
        > faceta-coś ta kształt męza, skrzyżowanie kochanka z mężulkiem. Niezdrowe,
        brak
        > poczucia stabilności, niepewność(babka).

        Ja mieszkałam trzy lata z facetem. Nie dręczyłam się tym. Odpowiadało mi to
        bardzo - potrzebowałam tego i ja, i on. Była to dla mnie bardzo naturalna
        sytuacja. Nie odczułam ani braku stabilnosci, ani niepewności, ani nie było to
        niezdrowe. I nie rozumiem takiego myślenia.

        Skoro będąc sama jestem stabilna, to dlaczego mam niby nie czuć się stabilna,
        mieszkając z facetem. W takim razie, po co mieszkać z kimś, kto mi
        destabilizuje życie? A jeśli jakaś babka w samotności nie jest stabilna, to
        oczekiwanie zapewnienia stabilności od faceta często kończy się dramatem. Ja
        nie chciałabym być na miejscu faceta, który ma byc takim stabilizatorem.
        Właśnie na tym polega idiotyzm naszej kultury, że od facetów się wymaga
        zapewnienia stalibizacji, a kobiety niech siedzą w domu, niech się uwsteczniają
        i nie głowią się stabilizowaniem. Mąż przyniesie kasę (bezpieczeństwo
        finansowe), ona wyda (ughh, jakie bezpieczeństwo!), mąż odejdzie do innej, dla
        niej wielki dramat, bo nagle uciekł stabilizator. ;)

        W moim przypadku mieszkanie bez ślubu było jak najbardziej zdrowe, oboje
        jeszcze studiowaliśmy i nie mieliśmy ani czasu, ani pieniędzy, żeby
        zorganizować wesele. Zresztą chyba na początku mieszkania razem jeszcze nie
        było to takie pewne, czy chcemy być ze sobą zawsze. Rodzinie nie było nic do
        tego, bo to nasze życie. Nikt na szczęście nie próbował nam wkładać do głowy
        morałów - mamy własne zasady i nikogo nie krzywdzimy.
        Facet, z którym przemieszkałam "na kocią łapę" trzy lata, jest teraz (od 2 lat)
        moim mężem :) Jest nam ze sobą rewelacyjnie, a ślub wzięliśmy w zasadzie w
        konsekwencji pewności, że niemożliwe jest spotkać na swojej życiowej drodze
        kogoś fajniejszego do spędzenia a nim (nią) reszty życia. Naszego (!) życia.
        • Gość: anE Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.acn.waw.pl 26.04.03, 02:19
          zgadzam sie, ale nie rozumiem tego wesela... po co wesele, jak chce sie juz
          wziac slub i nie ma sie na nie pieniedzy.. ale kazdy ma jak chce.. pozdr.
          • doroszka Re: Mieszkanie razem bez ślubu 26.04.03, 09:38
            Gość portalu: anE napisał(a):

            > zgadzam sie, ale nie rozumiem tego wesela... po co wesele, jak chce sie juz
            > wziac slub i nie ma sie na nie pieniedzy.. ale kazdy ma jak chce.. pozdr.

            nie chcieliśmy brać jeszcze ślubu wówczas, gdy jednoczesnie nie mieliśmy kasy,
            a głupio byłoby tak liczną rodzinę z daleka wypuścić w drogę do domu po
            obiedzie ;) zresztą - nie ta tradycja. Było wesele, wszyscy świetnie sie
            bawili, długo i mile wspominają. Wesele jest w zasadzie też dla rodziny, prawda?
            • Gość: anE Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.acn.waw.pl 26.04.03, 09:40
              wydaje mi sie, ze glownie dla rodziny..
              • doroszka Re: Mieszkanie razem bez ślubu 28.04.03, 00:35
                Gość portalu: anE napisał(a):

                > wydaje mi sie, ze glownie dla rodziny..


                No fakt. :)))
                Gdybyśmy chcieli zrobić wesele bardziej dla siebie niż dla rodziny, zespół
                grałby jazzik, na stołach nie byłoby śledzi (brrr) i nie pozwolilibyśmy biegać
                wujowi z kamerą (nienawidzimy oglądać się na filmach).
                Tylko nikt z rodziny nie bawiłby sie przy jazzowej muzie. ;)
              • Gość: lolyta Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.dialup.mindspring.com 01.05.03, 22:44
                No, mozna to urzadzic tak zeby wesele bylo bardziej dla nas :-)
                My doszlismy do wniosku, ze nasz slub nie powinien byc skromniejszy niz nasze
                urodziny (ktore zazwyczaj obchodzimy hucznie), a sprawe satysfakcji wszystkich
                stron rozwiazalismy prosciutko: najpierw w eleganckiej restauracji obiadek dla
                rodziny, a wieczorkiem starsza czesc rodzinki udala sie na impreze do moich
                rodzicow, do lokalu wkroczyli dopasowani do naszych gustow DJ-e przy ktorych
                np. moja 80-letnia ciocia na pewno by sie dobrze nie bawila, i to byla imprezka
                dla nas, przyjaciol, znajomych i tych z rodzinki ktorym ona odpowiadala. Bylo
                super.
      • Gość: moboj Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.magma-net.pl 26.04.03, 14:17
        Gość portalu: kora napisał(a):

        > No tak ,coraz wiecej osob sie na to decyduje. Generalnie facetom to
        najbardziej
        > > odpowiada, bo mają to co w małżeństwie, a babkom-nie bardzo, ale......mają
        > faceta-coś ta kształt męza, skrzyżowanie kochanka z mężulkiem. Niezdrowe,
        brak
        > poczucia stabilności, niepewność(babka). Normalne(próba przed ślubem)-facet.

        to jest chyba jakiś przesąd, że wszystkie kobiety tak bardzo potrzebują
        stabilności i mieszkanie razem bez ślubu im tego nie daje.
        ja jestem kobietą. z moim partnerem jestem od 8 lat. zamieszkalismy razem,
        kiedy oboje dostaliśmy się na studia do tego samego miasta. rodziny nie
        protestowały, a wręcz zachęcały. dla nas też to było naturalne, że będziemy
        mieszkać razem. tak przeżyliśmy razem całe studia, które rok temu skończyliśmy.
        jest nam razem cudownie, czujemy się ze sobą bardzo bezpiecznie, nie było
        między nami jakiś większych zatargów. jesteśmy razem szczęśliwi. ja ani przez
        moment nie odczuwałam jakiegoś braku stabilności. obojgu nam odpowiada takie
        życie, jakie prowadzimy. jeśli dwoje ludzi ma być razem to będzie i bez
        papierka, a złym związkom nawet papierek nie pomoże.
        nam jest dobrze razem, nie myślimy o ślubie, bo to strata wielkiej kasy i
        nerwówka jakich mało. jakoś nie bardzo nam to potrzebne, a kasę wolimy odłożyć
        na nasze wspólne mieszkanie, które już niedługo kupujemy.
        pozdrawiam:)
        • atena76 Popieram, ale... 28.04.03, 11:01
          uwazam, ze slub wcale nie musi sie wiazac z taka wielka kasa o jakiej
          wspomnialas. Mieszkamy z moim chlopakiem ponad 6 lat, pol roku temu
          postanowilismy wziac slub (z uwagi na plany dzieciece), wiec za 2 miesiace
          pobieramy sie, a koszt calosci ograniczy sie do ok. 1 tys. pln - przyjecia nie
          robimy (tylko szampan i tort slubny po uroczystosci), bo wszyscy goscie w
          liczbie ok. 20 osob sa z okolicy, a przede wszystkim - bo tak chcemy.
          • moboj Re: Popieram, ale... 28.04.03, 11:10
            atena76 napisała:

            > uwazam, ze slub wcale nie musi sie wiazac z taka wielka kasa o jakiej
            > wspomnialas. Mieszkamy z moim chlopakiem ponad 6 lat, pol roku temu
            > postanowilismy wziac slub (z uwagi na plany dzieciece), wiec za 2 miesiace
            > pobieramy sie, a koszt calosci ograniczy sie do ok. 1 tys. pln - przyjecia
            nie
            > robimy (tylko szampan i tort slubny po uroczystosci), bo wszyscy goscie w
            > liczbie ok. 20 osob sa z okolicy, a przede wszystkim - bo tak chcemy.

            a ja mam niestety niereformowalną teściową, dla której ważny slub to taki z
            weselem na 200 osób.
            a zresztą nie ma o czym mówić, bo my nie chcemy żadnego ślubu i wesel, a za
            1000 złotych można na jakąś wycieczkę pojechać, np. do naszej ukochanej pragi.
            • atena76 Do Pragi ukochanej 28.04.03, 11:24
              tez sie wybieramy :) ale bynajmniej nie w ramach "podrozy poslubnej" (juz
              predzej "przedslubnej). Ten tys.pln to koszt:
              600 pln - obraczki (no tego sie nie przeskoczy)
              100 pln - papierek
              60 pln - material na suknie, uszyje sama (reszte ubran juz mamy z poprzednich
              okazji, sa wlasciwie nowe)
              30 pln - zaproszenia
              70 pln - fryzjerzy
              40 pln - bukiet
              100 pln - tort + szampan

              Co do szalenstwa towarzyszacemu urzadzaniu weselicha na 100 osob - NIGDY W
              ZYCIU!!! "Nigdy nie mow nigdy" - ale tego jednego NIGDY jestem pewna w 100%

              • atena76 A apropos tesciowej 28.04.03, 11:26
                to tez obstawala przy wielkiej imprezie, pozniej juz tylko przy slubie w Palacu
                Slubow, a teraz dala sobie spokoj, bo postawilismy sprawe wprost - albo taki
                slub albo zaden.
              • Gość: kepi Re: Do Pragi ukochanej IP: *.de.ibm.com 28.04.03, 11:42
                atena76 napisała:

                > tez sie wybieramy :) ale bynajmniej nie w ramach "podrozy poslubnej" (juz
                > predzej "przedslubnej). Ten tys.pln to koszt:
                > 600 pln - obraczki (no tego sie nie przeskoczy)
                > 100 pln - papierek
                > 60 pln - material na suknie, uszyje sama (reszte ubran juz mamy z poprzednich
                > okazji, sa wlasciwie nowe)
                > 30 pln - zaproszenia
                > 70 pln - fryzjerzy
                > 40 pln - bukiet
                > 100 pln - tort + szampan

                Podziwiam optymizm ekonomiczny. Nie wiem, gdzie ty planujesz tego szampana, ale
                jeśli po uroczystości w Urzędzie, to trzeba go raczej zamówić u organizatora.
                Koszt w Warszawie - kieliszek szampana 6 zł od odoby, z tortem 9 zł ("swojego
                alkoholu wnosić nie wolno, a trudno, żeby pić szmpana w bramie przed urzędem).
                Że już nie wspomnę o tym, że na ślub przychodzą też czasem różne znajome osoby,
                którym się nie wręczało oficjalnych niezaproszeń, bo się dowiedziały.
                Zaproszenia - 30 zł?! Sami je będziecie drukować czy ręcznie wypisywać? U
                kosmetyczki zostawiłam z 500 zł (tani osiedlowy zakład), bo tu maseczka, tu
                solarium żeby nie wyglądać jak widmo, tu wyrównanie brwi, tu paznokcie... My na
                ślub bez wesela wydaliśmy z 5 tysięcy (z tym, że kupowaliśmy nowe ubrania +
                buty), a miało być tak tanio... Zresztą - po jakimś czasie żałuje się, że nie
                było fajniejszej oprawy, w końcu to ma być wyjątkowa chwila i wydaje mi się, że
                trzeba ją jakoś uczcić i przynajmniej na sobie nie ma co oszczędzać, tak że my
                sobie nie żałowaliśmy. Pozdrowienia
                >
                • atena76 "To zalezy"... 28.04.03, 12:15
                  > Podziwiam optymizm ekonomiczny.
                  Dzieki :)Bynajmniej nie ma swojego zrodla w braku kasy. Idzie w parze z
                  optymizmem ogolnym. Czego i Tobie zycze.
                  Wiesz - najprosciej jest zaangazowac specow, ktorzy zajma sie wszystkim - a
                  Tobie pozostanie tylko kredyt do splacenia przez kilka lat - tak w ramach
                  pamiatki po szalowej imprezie. Najprosciej i najdrozej. A wystarczy sie
                  zastanowic, popytac, zrobic cos we wlasnym zakresie - aczkolwiek wlasny czas
                  tez bywa bezcenny.

                  > Nie wiem, gdzie ty planujesz tego szampana, ale jeśli po uroczystości w
                  Urzędzie, to trzeba go raczej zamówić u organizatora.
                  Niekoniecznie. U mnie "na wsi" tzn w Legionowie slubow cywilnych jest tak
                  niewiele, ze kazda pare witaja z otwartymi ramionami - serio - zmienilam zdanie
                  o "paniach urzedniczkach".

                  > Koszt w Warszawie - kieliszek szampana 6 zł od odoby, z tortem 9 zł ("swojego
                  > alkoholu wnosić nie wolno, a trudno, żeby pić szmpana w bramie przed
                  urzędem).
                  Szampan bedzie nasz - malo tego - z kieliszkami urzad sie zaoferowal sam. Tylko
                  talerzyki i sztucce musimy dostarczyc (czytaj: swiadkowie, rodzice itp.
                  szczegol).

                  > Że już nie wspomnę o tym, że na ślub przychodzą też czasem różne znajome
                  osoby, którym się nie wręczało oficjalnych niezaproszeń, bo się dowiedziały.
                  To mnie akurat nie martwi.

                  > Zaproszenia - 30 zł?! Sami je będziecie drukować czy ręcznie wypisywać?
                  Na poczatku chcielismy sami robic, ale poniewaz to tylko kilkanascie sztuk -
                  szkoda czasu i zachodu. Narzeczony zna sie na pieknej sztuce kaligrafii, wiec
                  beda recznie wypisane (2 - 2,5 pln/szt)

                  U kosmetyczki zostawiłam z 500 zł (tani osiedlowy zakład), bo tu maseczka, tu
                  > solarium żeby nie wyglądać jak widmo, tu wyrównanie brwi, tu paznokcie...
                  A my tylko zajrzymy do znajomych fryzjerek (znowu klanie sie tania "wies"
                  drogiej Warszawie), zeby mogly sie wyszalec na naszych glowach (aczkolwiek
                  fryzury planujemy jak najbardziej klasyczne). Reszta (maseczki, brwi,
                  paznokcie) - zadbana na co dzien, solarium nie dla mnie.

                  Dodam tylko, ze w kwiaciarniach na haslo "wiazanka slubna" pada odzew: minimum
                  200 pln. Wystarczy powiedziec "bukiet" - cena spada do 30-50 pln.

                  > My na ślub bez wesela wydaliśmy z 5 tysięcy (z tym, że kupowaliśmy nowe
                  ubrania + > buty), a miało być tak tanio... Zresztą - po jakimś czasie żałuje
                  się, że nie było fajniejszej oprawy, w końcu to ma być wyjątkowa chwila i
                  wydaje mi się, że trzeba ją jakoś uczcić i przynajmniej na sobie nie ma co
                  oszczędzać, tak że my sobie nie żałowaliśmy. Pozdrowienia
                  > >
                  A my sobie niczego nie zalujemy ani nie odmawiamy. Widze, ze trudno uwierzyc -
                  ale TAK CHCEMY.
                  Jesli macie niedosyt - zrobcie jakies rocznicowe weselicho.
                  Pozdrawiam!
                  • Gość: kepi Re: 'To zalezy'... IP: *.de.ibm.com 28.04.03, 14:57
                    atena76 napisała:


                    > Wiesz - najprosciej jest zaangazowac specow, ktorzy zajma sie wszystkim - a
                    > Tobie pozostanie tylko kredyt do splacenia przez kilka lat - tak w ramach
                    > pamiatki po szalowej imprezie. Najprosciej i najdrozej. A wystarczy sie
                    > zastanowic, popytac, zrobic cos we wlasnym zakresie - aczkolwiek wlasny czas
                    > tez bywa bezcenny.

                    Ależ my też załatwialiśmy wszystko sami! Znajomy wiózł nas do ślubu, zdjęcia
                    robili przyjaciele itp. Co do finansów - to kredytu nie brałam nigdy w życiu, i
                    nie zamierzam, bo od lat raczej mam lokaty... A zresztą 5 tysięcy to żaden
                    majątek. Skąd ta uszczypliwość?

                    > Niekoniecznie. U mnie "na wsi" tzn w Legionowie slubow cywilnych jest tak
                    > niewiele, ze kazda pare witaja z otwartymi ramionami - serio - zmienilam
                    zdanie o "paniach urzedniczkach".
                    Szampan bedzie nasz - malo tego - z kieliszkami urzad sie zaoferowal sam.

                    No to masz dobrze, bo jedyny ładny urząd w Warszawie to Pałac Ślubów, a tam
                    ceny jak wyżej. I nie ma innej możliwości.

                    > > Zaproszenia - 30 zł?! Sami je będziecie drukować czy ręcznie wypisywać?
                    > Na poczatku chcielismy sami robic, ale poniewaz to tylko kilkanascie sztuk -
                    > szkoda czasu i zachodu. Narzeczony zna sie na pieknej sztuce kaligrafii, wiec
                    > beda recznie wypisane (2 - 2,5 pln/szt)

                    Polecam salon z zaproszeniami KF studio, mają bardzo ładne włoskie od 1,70 (z
                    kopertą) i można kupować od ręki na sztuki.

                    > A my tylko zajrzymy do znajomych fryzjerek (znowu klanie sie tania "wies"
                    > drogiej Warszawie), zeby mogly sie wyszalec na naszych glowach (aczkolwiek
                    > fryzury planujemy jak najbardziej klasyczne). Reszta (maseczki, brwi,
                    > paznokcie) - zadbana na co dzien, solarium nie dla mnie.

                    Jezu, ja tez nie chodzę na codzień zapuszczona, ale skoro zadbana kobieta i tak
                    co jakiś czas powinna iść na oczyszczanie skóry i jakieś algi, to przed ślubem
                    chyba tym bardziej - ja na własnym ślubie chciałam wyglądać szałowo, a
                    nie "tylko" być zadbana. Smarowanie się przed własnym lustrem jakoś mi nie
                    wystarcza, zresztą w gabinetach są innego rodzaju kosmetyki (specjalne serie -
                    i dają zupełnie inny efekt). Makijaż robiłam sama...

                    To samo z ciuchami, jeśli ktoś potrafi super szyć, to fajnie (ja nie), no ale
                    garnituru już się chyba nie uszyje samemu... No sorry, ale porządna męska
                    koszula kosztuje 100 - 200 złotych; a ja przynajmniej uważam, że na ślub
                    wypadałoby mieć rzeczy nowe, skoro i tak się kupuje mnóstwo ciuchów w ciągu
                    roku - to akurat na ślub nie? Trochę dziwnie.

                    > Dodam tylko, ze w kwiaciarniach na haslo "wiazanka slubna" pada odzew:
                    minimum 200 pln. Wystarczy powiedziec "bukiet" - cena spada do 30-50 pln.

                    Otóż to, toteż bukiet zrobili mi w dniu ślubu na poczekaniu za niecałe 50 zł.


                    > A my sobie niczego nie zalujemy ani nie odmawiamy. Widze, ze trudno uwierzyc -

                    ale TAK CHCEMY.

                    Wierzę, wierzę - tyle, że np. moja przyjaciółka która miała właśnie taki cichy
                    ślub a teraz poniewczasie twierdzi, że chyba weźmie jednak jeszcze kościelny,
                    bo czuje pewien niedosyt "uroczystości". A przedtem też się zarzekała, że nie,
                    bo po co, i postawiła na swoim, choć cała rodzina ją prawie wyklęła. A teraz
                    żałuje. Ale nie musisz się obruszać, bo moją intencją nie było twierdzenie, że
                    z wami tez tak będzie, albo że będziesz z czasem żałować, że wybraliście
                    skromniejszą oprawę. Myślałam po prostu, że dopiero planujecie uroczystość,
                    jeszcze bez rozeznania w kosztach i chciałam z dobrego serca parę rzeczy
                    podpowiedzieć. Poza tym nasz ślub był przepiękny, choć bez wesela. Tłum gości,
                    morze kwiatów, wszyscy znajomi i przyjaciele (dla odmiany zaprosiliśmy
                    wylącznie najbliższą rodzinę za to wszystkich znajomych).

                    > Pozdrawiam!
                    Ja też
              • ruda_kasia Re: Do Pragi ukochanej 30.04.03, 12:14
                Największy koszt z tego 1000 zł to widzę obrączki. Ale można go obejść - my nie
                zamierzaliśmy nosić, więc pożyczyliśmy z licznej kolekcji teściowej. Ona tego
                przeżyć nie mogła, że nie interesują na sobrączki,a le pożyczyła łupy z Rosji
                lat 80, a w efekcie dała - i tak nie nosimy.
    • bizka Re: Mieszkanie razem bez ślubu 26.04.03, 00:13
      no i bardzo dobrze. Znam takie małżeństwa, co to było po bożemy-dopiero po
      ślubie, a potem, jak zamieszkali razem, to okazało się, że jej przeszkadzają
      skarpetki, jemu niezakręcona tubka pasty do zębów. I nie umieli tego
      zaakceptować. Co innego spotykać się w sobotę,patrzeć sobie w oczka, a co
      innego spotykać się w domu po męczącym dniu, znosić wzajemne ciężkie dni, i
      zaakceptować wzajemne przyzwyczajenia. Ja jak zamieszkałam z mężam (przed
      ślubem) nie pracowałam i szlag mnie trafiał, jak przychodził z pracy i zasypiał
      przed TV, a jego zapewne to, że przychodzi zmęczony a ja go zarzucam pytaniami,
      to trzeba zrobić, to załatwić, itp. Ale przetrwaliśmy to. Nam poszło dosyć
      gładko, ale uważam, że ślub = warunek wspólnego mieszkania to wielka bzdura.
      Jak mają ze sobą spać, to i tak będą, a łatwiej się pobrać, niż potem rozwieść.
    • Gość: ankaaa Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 26.04.03, 08:43
      mieszkanie razem ?hmmmm i tak i nie ,z jednej strony jestem na tak a z drugiej
      na nie. moze napoczatku wspomne ze wlasnie przed kilkoma dniami sie zareczylam
      i planujemy zamieszkac razem, ale jest jeden szkopul moja mama jest temu
      przeciwna a dlaczego zapytacie ano dlatego ze u mnei w rodzinie zdarzyla sie
      nieciekawa niemila sytuacja zwiazana z mieszkaniam na kocia lape dziewczyna
      mloda atrakcyjna inteligentna zamieszkala z facetem wszytko bylo ladnie
      pieknie chcieli wziazc slub ale odkladali to nna daleka przyszlosc nikt nei
      protestowal wszystko im sie ukladalo wynajeli razem mieszkanie on zarabial
      bardzo duz powodzilo im sie strasznie az do pewnego momentu byli ze sba okolo
      7 lat az pewnegio razu on poznal inna i wtedy sie zaczelo . odszedl zostawlil
      ja jak zabawke ktora mu sie znudzila . ona przezyla zalaamanie nerwowe leddwo
      z tego wyszla . po kilku latach poznala innego i znowu zamieszkala z nim na
      kocia lape

      ja sie takiej sytuacji nie boje wiem ze moj mezczyzna mnei nei zostawi zreszta
      przedc slubem chcialabym go poznac od tej drugiej strony ( codziennej jesli
      mozna to tak okreslic) przeciez wspolne 2 tygodniowe wyjazdy na wakacje nie sa
      w stanie tego zapewnic . dlatego jestem jak najbardziej ZA zyciem na kocia
      lape
      a seks hmmm powiem tak tam gdzie milosc tam seks tam gdzie seks tam milosc .
      i jestem za brakiem czystosci przed malzenskej , ktora uwazam za totalna
      bzdure, przeciez i pod tym wzgledem tez trzeba sie doobrac a gadanie kleru ez
      milosc wszytskie roznice zniweluje to kolejna bzdura taka jak ich gadanie ze
      prezerwatywa nei chroni przed Aids i chorobami wenerycznymi . smieszne prawda
      ale takich niestey zeczy ksieza uxcza p w kursach przed malzenskich w liceum .
      szkoda gadac ;0)
      • Gość: anE Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.acn.waw.pl 26.04.03, 09:24
        przeciez gdyby wzial z nia slub, to fakt ten nie zmienilby tego, ze poznajac
        nowa kobiete, odszedlby od zony, bez wzgledu na to, czy dalaby mu rozwod..
      • Gość: Hella Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.chello.pl 26.04.03, 09:30
        Jak najbardziej mieszkac przed slubem. My mieszkalismy 2 lata, zanim wzielismy
        slub a i tak nie do konca znalismy sie. Ale brac "kota w worku" nie chcialabym
        ;-)))
    • carmella Re: Mieszkanie razem bez ślubu 26.04.03, 10:22
      jak ja zamieszkam ze swoim (przymierzam sie) to domyslam sie, ze uslysze iz w
      rodzinnym domu mam sie nie pokazywac
      • Gość: Hella Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.chello.pl 26.04.03, 10:36
        carmella napisała:

        > jak ja zamieszkam ze swoim (przymierzam sie) to domyslam sie, ze uslysze iz w
        > rodzinnym domu mam sie nie pokazywac


        nie wyobrazam sobie, zeby rodzina mogla mi zabronic zamieszkac z kim chce.
        bylismy dorosli, mielismy prace i odpowiadalismy za to co robimy
        • carmella Re: Mieszkanie razem bez ślubu 26.04.03, 10:48
          ja tez jestem dorosla (ale moja rodzina o tym zdaje sie nie pamietac), mam
          prace i teoretycznie moge robic co chce, byle by to sie miescilo w ramach ich
          norm
          • Gość: Hella Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.chello.pl 26.04.03, 10:56
            carmella napisała:

            > ja tez jestem dorosla (ale moja rodzina o tym zdaje sie nie pamietac), mam
            > prace i teoretycznie moge robic co chce, byle by to sie miescilo w ramach ich
            > norm


            zrob to co czujesz, a rodzina bedzie musiala to zaakceptowac. nie ogladaj sie
            na nikogo, to twoje zycie i nikt go nie przezyje za ciebie (nie pozwol nikomu
            na to) :-)
            pozdrawiam
          • Gość: moboj Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.magma-net.pl 26.04.03, 14:21
            carmella napisała:

            > ja tez jestem dorosla (ale moja rodzina o tym zdaje sie nie pamietac), mam
            > prace i teoretycznie moge robic co chce, byle by to sie miescilo w ramach ich
            > norm

            żyj tak, żeby tobie było dobrze. jeśli chcesz mieszkać ze swoim partnerem to
            zamieszkaj z nim. to w końcu z nim przezyjesz resztę życia, a nie z twoją
            rodzinką.
    • Gość: mmm Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.klaudyny.waw.pl / 10.1.38.* 26.04.03, 10:33
      ja strasznie bym chciala mieszkac ze swoim chlopakiem ale nie mamy pieniedzy
      na mieszanie. tym bardziej na slub. a chcialabym mieszkac z nim bo mialabym go
      na stale i nie traciolibysmy tyle czasu na dojazdy codzienne do siebie,
      moglibysmy odnowic inne znajomosci. teraz nie mamy na nic czasu bo kazda wolna
      chwile spedzamy razem. moze gdybysmy razem mieszkali to bysmy sie troche soba
      znudzili bo obecna obsesja trwa juz ponad rok i wykancza fizycznie.
      • carmella Re: Mieszkanie razem bez ślubu 26.04.03, 10:50
        ... nasza nas wykancz rowniez finansowo - ponad 60 km w jedna strone =ok 500 na
        paliwo miesiecznie
    • Gość: ANia Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.dip.t-dialin.net 26.04.03, 10:39
      mieszkamy 5 lat. zadne problemy. nikt nam nie przeszkadza, ani moi rodzice ani
      jego. chyba czasy juz sie zmienily i papierek nie gwarantuje SZCZESCIE NA STALE
      jestem bardziej niz zadowolona z takiego ukladu
      • Gość: ANIA ??? IP: *.dip.t-dialin.net 26.04.03, 10:45
        hmmm? niepewnosc ze strony kobiety??? slucham? a czy jesli mu zaloze obraczke
        na palec to mam juz 100% pewnosc ze mnie nie zostawi? a dla faceta to wygoda?
        w jakim sensie?? zyjemy tak jak "malzenstwo" tylko zamiast obraczki nosze na
        palcu przesliczny pierscionek CHOPARD( nie zareczynowy)
        nie moge tez zrozumiec dlaczego jestesmy potepiani w oczach mlodych ludzi?? i
        przedewszystkim w polsce! ja mieszkam w niemczech i nikt nigdy sie nawet tym
        nie zainteresowal ze nie mamy slubu!!!!!Kocham mojego faceta bardzo mocno i
        napewno gwarancji na to ze to bedzie na zawsze nie da mi biala sukienka i
        welon ...sorry
        • ukochana Re: ??? 26.04.03, 13:37
          Gość portalu: ANIA napisał(a):

          > hmmm? niepewnosc ze strony kobiety??? slucham? a czy jesli mu zaloze obraczke
          > na palec to mam juz 100% pewnosc ze mnie nie zostawi? a dla faceta to wygoda?
          >
          ...a czy myslalas juz o dzieciach ?
          • Gość: moboj Re: ??? IP: *.magma-net.pl 26.04.03, 14:31
            ukochana napisała:

            > ...a czy myslalas juz o dzieciach ?

            z całą odpowiedzialnościa twierdzę, że dzieci nie mają nic do tego. dla mnie
            ciążą nie jest powodem do ślubu.
            czasem pada argument, że przecież inni będą naszemu dziecku (jesli kiedyś
            będziemy ja mieć) dokuczać, albo gadać o nas. moja odpowiedź jest taka: ja nie
            wtrącam się w życie innych i mam nadzieję, że nikt nie będzie wtrącał się do
            mojego życia. nigdy nie zwracałam uwagi na gadanie ludzi, żyję tak, jak mnie to
            się podoba i taka postawę będę chciała wszepić swojemu dziecku.
            poza tym mam nadzieję, że nasze nowe mieszkanie będzie się mieścić w fajnym
            miejscu, gdzie będą żyć młodzi ludzie, młode pary i nie będzie tam żadnych
            plotkar. bo to nie my jesteśmy "niezdrowi" tylko plotkujące i zawistne
            społeczeństwo jest chore.
    • gwen_verdon czyżby? 26.04.03, 11:25
      Może żyjemy na różnych planetach ,ale nie zauważyłam,żeby w tym społeczeństwie
      jeszcze kogokolwiek szokowało mieszkanie razem bez ślubu ...
      • carmella Re: czyżby? 26.04.03, 11:51
        szokowac nie szokuje......... dopoki to nie dotyczy... naszych dzieci
        • samotnica Wygodne dla faceta 26.04.03, 12:27
          Ja jednak jako osoba z kilkuletnim doświadczeniem z mieszkaniem bez ślubu z
          całą odpowiedzialnością twierdzę że robię to głównie dla wygody mojego faceta.
          To jest wygodne bo on w każdej chwili może się wycofać. Na początku mówił że to
          tylko mieszkanie "na próbę" przed ślubem a teraz twierdzi że w ogóle nie chce
          brać slubu bo mu tak wygodnie. Czuję się w tej chwili jak zabawka. Nie sądzę
          żeby to było obustronne bo gdyby od razu była taka rozmowa że on chce wolnego
          związku to ja nie pakowałabym się w to - zarówno tu chodzi o mieszkanie jak i o
          zaangażowanie psychiczne. Spotykalibyśmy się kiedy bysmy mieli ochotę ale
          wyszłabym z tego bez takiego załamania jakie mam teraz.
          Wszystko zależy od sytuacji. Czasem rzeczywiście jest to wygodne ale skoro on
          mam mieszkanie a ja jestem dopiero na dorobku to tylko dla mnie jest to czas
          stracony. Może jednak czas pokaże że nie ma tego złego...
        • Gość: ANIA niby co? IP: *.dip.t-dialin.net 26.04.03, 13:15
          co maja mohje dzieci do slubu???
          co do kolezanki, ktora pisze ze to wygoda dla jej faceta.....jesli ci ten
          uklad nie odpowiada to musisz to powiedziec partnerowi....nie mozna kogos
          zmuszac do slubu.w sumie czemu tego chcesz? przeciez zyjecie razem...
        • gwen_verdon Re: czyżby? 27.04.03, 22:21
          A szokowałoby Cię, gdyby na przykład, Twoja córka zapragnęła mieszkać ze swoim
          chłopakiem bez ślubu ?
          • atena76 Jeszcze jej nie mam, ale 28.04.03, 11:16
            pierwsza bede ja do tego namawiac - jestes zszokowana?
            • gwen_verdon Re: Jeszcze jej nie mam, ale 29.04.03, 16:17
              Bynajmniej :)
          • carmella Re: czyżby? 01.05.03, 19:47
            mnie by nie szokowalo!
            Ale napisales o "spoleczenstwie"
            I zdarza sie, ze ludzie mieszkaja z soba bez slubu i ok. Ale np. moja matka
            przyjmuje to ze ktos z soba mieszka w miare spokojnie,ale...
            nie jezdzila do mojegra brata i jego dziewczyny do czasu kiedy sie nie
            zdecydowali na slub, bo nie bedzie jezdzic do grzesznego domu!!
            Od pazdziernika bedzie juz spokoj na calego, bo wszystko bedzie
            poblogoslawione :)
            Mnie nie pozwala (no nie ma za bardzo na co pozwalac czy nie, bo mam 27 lat,
            wiec...) na wspolne wyjazdy z moim chlopakiem, bo tam bedziemy robic "Bog wie
            co" (lub inna wersja nazywania TEGO to "nie powiem co")
            Po moim powrocie z weekendu, czy wakacji sie do mnie nie odzywa (ostentacyjnie)
            Kieys jej rzucilam, ze sie wyprowadze i sobie cos wynajmniemy to uslyszalam,
            ze "sprobuj i mozesz sie tu nie pokazywac"
            Zaznaczam, ze opowiesci moich kolezanek ze wspolnych (z ich facetami) wakacji
            wsluchuje z zaciekawieniem
    • matka11 Re: Mieszkanie razem bez ślubu 26.04.03, 13:52
      Gość portalu: maja napisał(a):

      > Społecznie nieakceptowalne, rodzina wkurzona,a jednak mieszkamy razem.....


      Jak sie kochacie, to co wam przeszkadza czyjs sprzeciw ?
      Ja mieszkalam z facetam 25 lat temu !!!! to sobie mozesz
      wyobrazic ten "szum". Znalizmy sie 2 lata, pozniej zamieszkalismy
      razem, bo nasza milosc to bylo istne szalenstwo, ktore zreszta
      trwa do dzis. Chcielismy miec dzieci i dlatego zalegalizowalismy
      nasz zwiazek. Nigdy nie patrze na to co ludzie powiedza.

      Powodzenia
      Ps. oczywiscie rodzice o tym nie wiedzieli, moze sie domyslali,
      ale dyskretnie omijalismy ten temat.
    • losiu4 Re: Mieszkanie razem bez ślubu 26.04.03, 13:56
      Gość portalu: maja napisał(a):

      > Społecznie nieakceptowalne, rodzina wkurzona,a jednak mieszkamy razem.....

      faktycznie, czasem bywa ciezko, aczkolwiek nie w kazdym przypadku. Znalem kilka
      par mieszkajacych razem. Byli na studiach i metoda zamian zalatwiali taki
      uklad, by mieszkac w 2-ce. Na czas odwiedzin rodziny w wiekszosci przypadkow
      udawali, ze nie mieszkaja razem, a tak sie tylko zeszli przypadkiem (oczywiscie
      wszyscy zainteresowani tak wiedzieli o co chodzi ;)))

      Pozdrawiam

      Losiu
    • an_ni Re: Mieszkanie razem bez ślubu 28.04.03, 10:19
      dobrze ze ja nie znam takiego "spoleczenstwa" albo nie zwracam uwagi na
      takie "komentarze"
      ja mieszkam z facetem bez slubu pare lat, jestem samodzielna, oboje pracujemy i
      mamy pelne warunki do tego zeby wziac slub i zrobic wesele ale NIE CHCEMY
      nie boje sie ze mnie wyrzuci albo odejdzie bo to samo moge zrobic i ja.
      nie wyobrazam siebe zeby w tych czasach zamieszakc ze soba dopiero po slubie!
      jak mialam na studiach chlopaka "z planami" to mieszkalismy u naszych rodzicow
      na zmiane zeby sie poznac - nie wyszlo ale wlasnie dzieki tej probie na
      szczescie nie doszlo do slubu!
      to zacofane!
      • moboj Re: Mieszkanie razem bez ślubu 28.04.03, 10:48
        an_ni: masz rację. komentarze pewnie zawsze będą się pojawiać, ale nie warto
        sobie nimi gowy zawracać. to, w jaki sposób ja żyję i jak wychowuję swoje
        dzieic (pewnie kiedyś je będę miała) jest moją osobistą sprawą.
    • charlota Re: Mieszkanie razem bez ślubu 28.04.03, 10:46
      Gość portalu: maja napisał(a):

      > Społecznie nieakceptowalne, rodzina wkurzona,a jednak mieszkamy razem.....

      Nie spotkałam się z brakiem społecznej akceptacji
      w moim środowisku gdzy jakaś para żyje razem bez ślubu.
      Nigdy nie zwracałam na to uwagi
      czy jacyś ludzie mieszkają
      ze sobą po ślubie czy bez niego.
      Myślę,że brak akceptacji częściej występuje
      w małych miasteczkach i wsiach,
      gdzie wszyscy wszystko o sobie wiedzą,
      bo ja mieszkam w dużym mieście
      i w zasadzie sąsiedzi nic o sobie nie wiedzą,
      poza tym nie interesuje ich to z kim aktualnie mieszkam.
      Jeśli chodzi o rodzinę to
      u nas nigdy nie istniał problem typu życie bez ślubu.
      Jestem z moim chłopakiem,
      co prawda nie mieszkamy razem
      ale czasami zdarza nam się zostać u mnie lub u niego
      w domu na noc i nikt nie robi z tego wielkiego "HALO",
      po prostu jesteśmy razem,kiedyś weźmiemy slub.I to wszystko:)
    • Gość: Jo Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.icpnet.pl 28.04.03, 11:34
      Juz 6 lat mieszkam razem z moim chłopakiem i nie jesteśmy małżeństwem.
      Podejmując decyzję o wspólnym zamieszkaniu nie zakładaliśmy absolutnie, że
      będzie to jakakolwiek "próba", "wygoda" itp. po prostu chcieliśmy być razem, na
      równi serio i poważnie traktując ten związek pomimo braku ślubu.

      Od początku prowadzimy wspólną kasę, po 3 latach bycia razem kupiliśmy
      mieszkanie - aby żadna ze stron nie czuła się niepewnie mieszkanie jest
      zapisane po połowie na nas dwoje.

      Nigdy nie spotkaliśmy się z przejawami nietolerancji czy brakiem akceptacji z
      powodu wspolnego mieszkania i z powodu braku ślubu. Akceptują to nasze rodziny.
      Moja siostra również mieszka ze swoim chłopakiem bez ślubu. "Pomimo" tego i mój
      chłopak i jej są traktowani w domu naszych rodziców jak pełnoprawni członkowie
      rodziny.

      Co mi da ślub? Hmmm, nie wiem.. Gdyby była to gwarancja szczęscia nieznane
      byłyby rozwody... Ważne więc są uczucia i obustronne uczciwe traktowanie
      związku, a nie jego formalna oprawa w postaci ślubu.

      Pozdrawiam.
      • Gość: maja Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.04.03, 12:40
        U mie jest paranoja. Moja siostra jest mezatka i jej maz jest traktowany jako
        czlonek rodziny, a ja mieszkam ze swoim ukochanym i on przez mojego ojca w
        ogole nie jest traktowany!!!Zerwalam astosunki ze swoim ojcem. Wstyd mi za
        niego. Dla niego bardziej licza sie zasady niz wlasne dzieci!!
        • carmella Re: Mieszkanie razem bez ślubu 01.05.03, 19:52
          i to jest wlasnie najgorsze!! Ze jakies tam "zasady" niektorym przyslaniaja
          wszyskto inne.
          wiem, bo taka jest moja matka
      • Gość: moboj Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: 62.233.250.* 28.04.03, 12:54
        Gość portalu: Jo napisał(a):

        > Juz 6 lat mieszkam razem z moim chłopakiem i nie jesteśmy małżeństwem.
        > Podejmując decyzję o wspólnym zamieszkaniu nie zakładaliśmy absolutnie, że
        > będzie to jakakolwiek "próba", "wygoda" itp. po prostu chcieliśmy być razem,
        na równi serio i poważnie traktując ten związek pomimo braku ślubu.

        o własnie. to dokładnie tak, jak u mnie:)

        > Od początku prowadzimy wspólną kasę, po 3 latach bycia razem kupiliśmy
        > mieszkanie - aby żadna ze stron nie czuła się niepewnie mieszkanie jest
        > zapisane po połowie na nas dwoje.

        chyba pokażę twój post mamie mojego partnera, bo ona twierdzi, że kredyty na
        mieszkania i same mieszkania są sprzedawane TYLKO I WYŁĄCZNIE małżeństwom (tak
        jak za PRL).
        kiedy zaczynaliśmy mieszkac razem na początku studiów jej sie to podobało, ale
        zaraz po naszej obronie stwierdziła, że już jej się nie podoba i skoro
        skończyliśmy studia to powinniśmy wziąć ślub. na szczęście mieszka 200
        kilometrów od nas, więc nie muszę wysłuchiwać jej gadania na co dzień:)

        > Nigdy nie spotkaliśmy się z przejawami nietolerancji czy brakiem akceptacji z
        > powodu wspolnego mieszkania i z powodu braku ślubu. Akceptują to nasze
        rodziny.

        moja akceptuje beż wyjątku, włącznie z najstarszymi ciotkami, babciami i
        dziadkami. teściowa moja tylko się opiera.

        > Moja siostra również mieszka ze swoim chłopakiem bez ślubu. "Pomimo" tego i
        mój
        > chłopak i jej są traktowani w domu naszych rodziców jak pełnoprawni
        członkowie
        > rodziny.

        zarówno ja w Jego domu, jak i On w moim jesteśmy traktowani jak członkowie
        rodziny.

        > Co mi da ślub? Hmmm, nie wiem.. Gdyby była to gwarancja szczęscia nieznane
        > byłyby rozwody... Ważne więc są uczucia i obustronne uczciwe traktowanie
        > związku, a nie jego formalna oprawa w postaci ślubu.

        mi tez te wszystkie formalności nie są potrzebne, nie nęci mnie wizja białej
        kiecki itp. zresztą ja od dzieciństwa nie lubiłam takich ceremonii: kręciłam
        nosem, kiedy miałam komunie, potem jakieś wesela w rodzince też omijałam
        szerokim łukiem, wyjątek czynię dla koleżanek ze studiów. ja natomiast bardzo
        źle się czuję w czasie takich ceremonii i chcę tego uniknąć. po co sobie psuć
        samopoczucie?
        • Gość: Jo Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.icpnet.pl 28.04.03, 13:11
          Moboj, zapewnij mamę partnera, że kredyty na mieszkania są dawane osobom nie
          będącym małżeństwem:) I to samo dotyczy zakupu mieszkania. Kredyt też mamy
          wspólny z chłopakiem.

          I wcale mojego życia, bez ślubu, nie traktuję jako "zabawy w małżeństwo".
          Zresztą sądzę, że nasz 6-letni staż świadczy doskonale o tym: to dowód na nasz
          szacunek i uczucia wobec siebie, na odpowiedzialnośc za siebie nawzajem i
          poważne traktowanie tego co nas łaczy.
          • Gość: moboj Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: 62.233.250.* 28.04.03, 13:29
            Gość portalu: Jo napisał(a):

            > Moboj, zapewnij mamę partnera, że kredyty na mieszkania są dawane osobom nie
            > będącym małżeństwem:) I to samo dotyczy zakupu mieszkania. Kredyt też mamy
            > wspólny z chłopakiem.

            dzięki:):):)

            > I wcale mojego życia, bez ślubu, nie traktuję jako "zabawy w małżeństwo".
            > Zresztą sądzę, że nasz 6-letni staż świadczy doskonale o tym: to dowód na
            nasz
            > szacunek i uczucia wobec siebie, na odpowiedzialnośc za siebie nawzajem i
            > poważne traktowanie tego co nas łaczy.

            ja i mój partner tez jesteśmy długo ze sobą: 8 lat trwania związku, w tym 6 lat
            mieszkania razem. gdyby to była "zabawa", o której tu ktoś wspomniał to
            trwałaby tydzień, a nie 8 lat.
    • Gość: małgosia Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 28.04.03, 11:59
      Wcale nie uważam, ze jest to społecznie niakceptowane, przeciwnie:
      nieakceptowana jest postawa, kiedy ktoś tego nieakceptuje. Namotałam, ale mam
      nadzieję, ze zostanę zrozumiana.
      Co do mieszkania razem bez ślubu, to jest to po prostu zabawa w małżeństwo
      • charlota Re: Mieszkanie razem bez ślubu 28.04.03, 12:07
        Gość portalu: małgosia napisał(a):

        > Wcale nie uważam, ze jest to społecznie niakceptowane, przeciwnie:
        > nieakceptowana jest postawa, kiedy ktoś tego nieakceptuje. Namotałam, ale mam
        > nadzieję, ze zostanę zrozumiana.
        > Co do mieszkania razem bez ślubu, to jest to po prostu zabawa w małżeństwo

        dlaczego od razu zabawa?
        Nie potraktowałabym nigdy wspólnego życia jako zabawy.
      • Gość: moboj Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: 62.233.250.* 28.04.03, 12:45
        Gość portalu: małgosia napisał(a):

        > Wcale nie uważam, ze jest to społecznie niakceptowane, przeciwnie:
        > nieakceptowana jest postawa, kiedy ktoś tego nieakceptuje. Namotałam, ale mam
        > nadzieję, ze zostanę zrozumiana.
        > Co do mieszkania razem bez ślubu, to jest to po prostu zabawa w małżeństwo

        "zabawa w małżeństwo"? a to dobre. nie traktuję tak poważnej sprawy, jak życie
        we dwoje jako zabawy. jesteśmy razem, kochamy się bardzo, cóż więcej chcieć?
        czy ten papierek jest tak ważny? dla mnie nie.
        • Gość: małgosia Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 28.04.03, 12:47
          Jeżeli dla Ciebie małżeństwo to tylko papierek, to nie dziwię się, ze nie jest
          dla Ciebie ważne. Dla mnie papierki też nie są istotne
          • Gość: maja Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.04.03, 13:00
            Wybacz, ale małżeństwo to nie papierek. To publiczne zobowiazanie sie do
            szanowania, miłości itp. wobec ukochanego i najbliższych. W ich obecności
            ddecydujesz sie na odpowiedzialnośc za druga osobe, i chyba wszyscy czuja
            powage sytuacji. DZiewczyna to dziewczyna, a zona to zona. I kropka.
            • Gość: melmire Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.abo.wanadoo.fr 28.04.03, 13:07
              Jak juz ktos pisal, gdyby malzenstwo zapewnialo szacunek , opieke i milosc, to
              nie byloby rozwodow. Rozumiem ze dla osob wierzacych zawarcie malzenstwa jest
              niezbedne, a wielu niewierzacym zreszta rowniez, ale naprawde, stosunek mojego
              partnera do mnie nie ulegnie zmianie dlatego ze podpiszemy akt slubu!
            • Gość: moboj Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: 62.233.250.* 28.04.03, 13:34
              Gość portalu: maja napisał(a):

              > Wybacz, ale małżeństwo to nie papierek. To publiczne zobowiazanie sie do
              > szanowania, miłości itp. wobec ukochanego i najbliższych. W ich obecności
              > ddecydujesz sie na odpowiedzialnośc za druga osobe, i chyba wszyscy czuja
              > powage sytuacji. DZiewczyna to dziewczyna, a zona to zona. I kropka.

              papierek to skrót myślowy. wiem, że to ceremonia, przyrzeczenia itd. my sobie
              juz dawno obiecaliśmy miłość, wierność, szacunek. tyle że ja nie lubię takich
              publicznych wystąpień, on też nie, nie lubimy grać głównych ról w
              przedstawieniu. takie przyrzeczenia to nasza prywatna sprawa, bardzo intymna i
              nie podobałby nam się, że ktoś się na nas gapi, ktoś słucha itp. takie
              podejście chyba można zrozumieć, prawda?
              • Gość: ola Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.crowley.pl 28.04.03, 14:56
                "Zabawa w małżeństwo"? Krew mnie zalewa gdy czytam takie brednie. Ja jestem w
                stalym związku od 6 lat, 4 lata mieszkamy razem i niech nikt NIE WAŻY się
                nazywać tego "zabawą" (zabawa w małżeństwo, w miłość ?!).Ja nie jestem
                dziewczyną mojego chłopaka - jestem jego ukochaną, a on moim ukochanym...
                Ja nigdy nie bawie się uczuciami - ani swoimi, ani cudzymi, nie ważne czy to
                związek trwający miesiąc czy 5 lat...
                Nasi rodzice nie mieli problemów z zaakceptowaniem naszego wspólnego
                mieszkania, najwięcej kręci nosem ( co mnie bardzo boli i dziwi) moja kuzynka,
                25-letnia kobieta,która wyszła za mąż będąc w ciąży,z facetem, którego słabo
                znała... To dopiero święty związek : panna w białej sukience, udająca dziewicę,
                a pod sukienką ukrywa "brzuch" - życie poczęte po paru piwach, na biwaku, kiedy
                okłamywała rodziców ,że jedzie tylko z koleżankami... (są setki takich
                historii).
                :P
            • Gość: ruda Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.devs.ac-net.pl 29.04.03, 02:19
              malgosiu i maju - macie calkowita racje, ja jestem trzecia na tym forum, ktora
              mysli jak wy. Reszta nie ma chyba glebszych przemyslen za soba na temat
              malzenstwa i tak naprawde to szkoda slow. Malzenstwo jest inna jakoscia, jest
              swiadomym, dobrowolnym zobowiazaniem, ze dolozy sie wszelkich staran,
              zwlaszcza, kiedy jest zle. Bo kiedy nie ma problemow, to zadna sztuka byc milym
              i dobrym i kochac, czyli dobro malzonka i malzenstwa stawiac na pierwszym
              miejscu.
              Jeszcze inna jakoscia jest malzenstwo sakramentalne - taki zwiazek to juz cala
              tajemnica - staja sie JEDNYM i jeszcze jest w tym Bog do pomocy!.

              Juz slysze jaka to ciemna i nienowoczesna baba jestem. Nic nowego. Nazywanie
              rzeczy po imieniu nie jest teraz w modzie, ani nie sa tradycyjne wartosci. W
              modzie jest niczym nieskrepowana wolnosc jednostki i korzystanie z niej dopiero
              prowadzi do komplikacji i tragedii zyciowych.
              I zgadzam sie w pelni ze stwierdzeniem, ze para mieszkajaca razem to zabawa w
              malzenstwo dla ludzi nie do konca pewnych swoich/partnera uczuc i asekurujacych
              sie. To KONKUBINAT. Zgodzicie sie, wszystkie konkubiny, ze konkubina nie brzmi
              sympatycznie - takie nie wiadomo co, takie cos za male na zone
              • Gość: konkubina Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.desy.de 29.04.03, 09:04
                Gość portalu: ruda napisał(a):


                > Juz slysze jaka to ciemna i nienowoczesna baba jestem.
                > Nic nowego. Nazywanie rzeczy po imieniu nie jest teraz
                > w modzie, ani nie sa tradycyjne wartosci.

                widzisz, Ciebie boli, ze nazywana jestes nienowoczesna
                baba. a jednoczesnie wszystkich tych, ktorzy sie z Toba
                nie zgadzaja, oskarzasz o jakies zaklamanie (nienazywanie
                rzeczy po imieniu) i nieszanowanie wartosci... czyli
                innym nie wolno Ciebie krytykowac, ale Tobie wolno, tak?
                a dlaczego?
                moze troche wiecej tolerancji dla ludzi, ktorzy mysla
                inaczej? wolno im!
                • carmella Re: Mieszkanie razem bez ślubu 01.05.03, 20:09
                  popieram !!
                  niech kazdy robi tak jak woli. Nie krytykuje nikogo kto ze "wszystkim" czeka do
                  slubu (moja bliska kolezanka czekala, chwala jej za to, ze wytrzymala!!)
                  Ale tez nie krytykuje 'wolnych zwiazkow"
                  Ale wyrazic swoja opinie moge :)
                  Swoja droga jak juz oprzedniczka (dwa posty wyzej) wspomniala Boga to niech
                  przy okazji pamieta o "nie sadzcie a nie bedziecie sadzeni"!!
              • moboj Re: Mieszkanie razem bez ślubu 29.04.03, 09:57
                Gość portalu: ruda napisał(a):

                > malgosiu i maju - macie calkowita racje, ja jestem trzecia na tym forum,
                ktora
                > mysli jak wy. Reszta nie ma chyba glebszych przemyslen za soba na temat
                > malzenstwa i tak naprawde to szkoda slow. Malzenstwo jest inna jakoscia, jest
                > swiadomym, dobrowolnym zobowiazaniem, ze dolozy sie wszelkich staran,
                > zwlaszcza, kiedy jest zle. Bo kiedy nie ma problemow, to zadna sztuka byc
                milym
                > i dobrym i kochac, czyli dobro malzonka i malzenstwa stawiac na pierwszym
                > miejscu.
                > Jeszcze inna jakoscia jest malzenstwo sakramentalne - taki zwiazek to juz
                cala tajemnica - staja sie JEDNYM i jeszcze jest w tym Bog do pomocy!.

                ciekawam, czy taka naprawdę religijna jesteś, tzn. żadnej antykoncepcji,
                żadnego seksu przed slubem...
                jak już wcześniej napisałam: jestem z moim partnerem od 8 lat, wiele w tym
                czasie pzreszliśmy razem: dobreg i złego. ze wszystkim daliśmy sobie doskonale
                radę.
                ruda: nie wiesz nic o mnie, nie znasz mnie i nawet nie masz pijęcia ile ja
                czasu spędziłam myśląc o małżeństwie... więc nie osądzaj nikogo tak szybko, bo
                to niekulturalne i chamskie. powtórzę jeszcze raz: nie znasz mnie i nie masz
                zielonego pojęcia dlaczego ja nie chcę brać ślubu. a wydarzeń, które sprawiły,
                ze ja tak myślę nie życzę nawet mojemu wrogowi.

                > Juz slysze jaka to ciemna i nienowoczesna baba jestem. Nic nowego. Nazywanie
                > rzeczy po imieniu nie jest teraz w modzie, ani nie sa tradycyjne wartosci.

                nic takiego nie usłyszysz, a przynajmniej nie ode mnie, bo ja nie wydaję takich
                szybkich osądów, jak ty to czynisz. każdy powinien żyć jak chce, a obcym nic do
                tego, prawda?


                >W modzie jest niczym nieskrepowana wolnosc jednostki i korzystanie z niej
                dopiero prowadzi do komplikacji i tragedii zyciowych.

                bardzo bym chciała usłyszeć do jakich tragedii może doprowadzić to, że ja i mój
                partner bardzo się kochamy i chcemy być ze soba do końca naszego zycia.

                > I zgadzam sie w pelni ze stwierdzeniem, ze para mieszkajaca razem to zabawa w
                > malzenstwo dla ludzi nie do konca pewnych swoich/partnera uczuc i
                asekurujacych sie.

                wcześniej już to napisałam: nie wiesz nic o mnie i o moim partnerze, więc nie
                rzucaj takich pochopnych ocen, bo kiedyś możesz komuś krzywdę zrobić.
                ja i mój partner jesteśmy pewni swoich uczuć. a to, że ja nie chcę ślubu nie ma
                nic wspólnego z nim.


                To KONKUBINAT. Zgodzicie sie, wszystkie konkubiny, ze konkubina nie brzmi
                sympatycznie - takie nie wiadomo co, takie cos za male na zone

                to ten Bóg, o którym wcześniej tak ładnie pisałaś pomógł ci napisać te słowa?
                ja jestem człowiekiem, NIE CZYMŚ. zanim zaczniesz sobie Bogiem buzię wycierać
                to się dobrze zastanów.
              • doroszka Re: Mieszkanie razem bez ślubu 29.04.03, 10:20
                Gość portalu: ruda napisał(a):

                > malgosiu i maju - macie calkowita racje, ja jestem trzecia na tym forum,
                ktora
                > mysli jak wy. Reszta nie ma chyba glebszych przemyslen za soba na temat
                > malzenstwa i tak naprawde to szkoda slow.

                Ruda, przesadziłaś chyba. Lepiej byłoby, gdbyś własne "szkoda słów"
                potraktowała dosłownie i dalszego ciągu swojego wpisu nie zamieściła, bo
                wartościujesz, obrażasz i wciągasz w to Boga, który - moim skromnym zdaniem -
                jest obecny w niejednym, jak to piszesz, konkubinacie. :)

                Malzenstwo jest inna jakoscia, jest
                > swiadomym, dobrowolnym zobowiazaniem, ze dolozy sie wszelkich staran,
                > zwlaszcza, kiedy jest zle. Bo kiedy nie ma problemow, to zadna sztuka byc
                milym
                >
                > i dobrym i kochac, czyli dobro malzonka i malzenstwa stawiac na pierwszym
                > miejscu.

                To samo można powiedzieć o świadomym tworzeniu związku, gdy się mieszka razem.
                Wiem to sama, bo np. nie zauważyliśmy żadnej różnicy w naszym życiu, gdy po 3
                latach mieszkania razem wzięlismy ślub. I - uwierz mi - nie było tak, że
                wcześniej Boga nie było, a zaraz po ślubie przyszedł. ;)

                > Jeszcze inna jakoscia jest malzenstwo sakramentalne - taki zwiazek to juz
                cala
                > tajemnica - staja sie JEDNYM i jeszcze jest w tym Bog do pomocy!.

                Retoryka katolicka. Muszę skrytykować, mimo żem wierząca. Własnie przez taką
                retorykę od jakiegos czasu niepraktykująca.
                >
                > Juz slysze jaka to ciemna i nienowoczesna baba jestem. Nic nowego. Nazywanie
                > rzeczy po imieniu nie jest teraz w modzie, ani nie sa tradycyjne wartosci. W
                > modzie jest niczym nieskrepowana wolnosc jednostki i korzystanie z niej
                dopiero
                >
                > prowadzi do komplikacji i tragedii zyciowych.

                Tradycyjne wartości swoją drogą, ale wynoszenie się ponad innych z racji ich
                wyznawania jest nie tylko nie w modzie, ale nawet głupie. Nikt cie chyba (nie
                zauwazyłam) tu nie zdażył obrazic z racji trzymania się własnych wartości, a ty
                już pojechałaś równo po sporej części tego forum, czego wyrazem jest poniższa
                część twego wpisu.

                > I zgadzam sie w pelni ze stwierdzeniem, ze para mieszkajaca razem to zabawa w
                > malzenstwo dla ludzi nie do konca pewnych swoich/partnera uczuc i
                asekurujacych
                >
                > sie. To KONKUBINAT. Zgodzicie sie, wszystkie konkubiny, ze konkubina nie
                brzmi
                > sympatycznie - takie nie wiadomo co, takie cos za male na zone

                Ufff!! Wszystko, co napiszę po tym na górze będzie bez sensu, wobec tej -
                czyżby płynącej od Boga? - mądrości. Ja chyba wierzę w innego Boga. ;)
              • Gość: Jo Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.icpnet.pl 29.04.03, 11:31
                Zastanawia mnie, skąd się bierze wciąż żywy - jak widać - stereotyp, że związek
                nie będący małżeństwem to związek "gorszy" czy drugiej kategorii.
                Dla mnie ważna jest JAKOŚC związku i jego TRESC, świadome tworzenie związku
                (jak napisała doroszka), a nie jego taka czy inna forma prawna czy też
                etykietka z nazwą "małżeństwo" czy "konkubinat". Nie będąc żoną kocham i
                szanuję mojego partnera, jestem pewna swoich uczuć, jestem z nim na dobre i na
                złe i tego samego doświadczam z jego strony. Jakaż to inna jakość, o której
                mówi ruda?
                Tak czy inaczej cieszę się że jestem kochaną i szanowaną konkubiną:) I
                współczuję tym, którym małżenstwo tego poczucia nie dało, pomimo ślubowania
                miłości, wierności i "że Cię nie opuszczę aż do śmierci". A wokoło takich
                niestety sporo...
                • Gość: moboj Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.magma-net.pl 29.04.03, 11:37
                  Jo, dobrze napisałaś:) masz rację w całej rozciągłości.
                  mój związek nie jest związkiem drugiej kategorii. to związek naprawdę
                  pierwszorzędny. w przeciwieństwie np. do MAŁŻEŃSTWA moich rodziców, którym nie
                  zostało nic oprócz papierka i zdjęcia ślubnego.
                  • ruda_kasia Re: Mieszkanie razem bez ślubu do rudej 30.04.03, 12:55
                    Powaliła mnie Twoja retoryka!
                    A odpiszę dlatego, żem wierząca i praktykująca. I dlatego wiem z doświadczenia,
                    że do wierzących przychodzi na pomoc Bóg w sakramencie do którego przystępują z
                    rozwagą. Ale znam dwie takie pary (w tym jedna z moim udziałem), gdzie to jest
                    odczuwalne, a raczej było w odniesieniu do: przed i po ślubie.
                    Ale tylko kościelnym, bo innego nie mam. I gdybym nie była wierząca, to nie
                    wzięłabym ślubu. Nie czułabym się gorsza jako konkubina (czy jak inaczej to
                    zwał, obecnie nie nazywam się żoną, bo mnie to śmieszy, podbnie jak ewentualna
                    zmiana nazwiska w 30 wiosence życia lub noszenie obrączki jako dowodu... no
                    właśnie, na co?). W związkach, które nie są sakramentem, dorabianie ideologii
                    do faktów jest zabawne (jakby nikt nie pamiętał, że małżeństwo cywilne zostało
                    ustanowione jako imitacja kościelnego, a w treści ma tylko umowe majątkową
                    małżeńską, bo już dzieci pozamałżeńskie mają żywot tak samo fajny jak
                    małżeńskie). Normalny związek - mój dla przykłądu: fajnie się rozwijał jako
                    konkubinat, dziecko nam się urodziło, kupilismy samochód (na mieszkanie nas na
                    razie nie stać), wszystko mamy wspólne i jakoś się czujemy bezpiecznie. I gdyby
                    nie moje rachunki z PAnem Bogiem dalej byśmy trwali niczego nie zmieniając, bo
                    równiez jesteśmy osobami, dla których każda ceremonia jest zbędna. A tego że
                    będziemy trwać w miłości na dobre i na złe (dobre sobie, że jak ktoś nie ma
                    ślubu, to już jest tylko na dobre, a jak źle to sobie tacy ludzie nie poradzą,
                    bo mają inne nazwiska, nie noszą obrączek itd???) - byliśmy pewni od początku.
                    I myślę, że dla naszego dziecka to lepiej, że ma pełną rodzinę, niżbyśmy mieli
                    się podrbać jak wpaliśmy i rozwieść po paru latach...
                    Słuszna jest też uwaga jednej z przemówczyń, że dużo osób obraziłaś tonem
                    swojej wypowiedzi. Myślę, że nikogo nie przekonałaś do nauki społecznej
                    kościoła nt małżeństwa - szczególnie jak ktoś poszukujący, bo jak niewierzący,
                    to co najwyżejs twierdził, że jak to zwykle w wypowiedział członków KK dużo
                    sloganów mało logiki.
                    kasia
            • carmella Re: Mieszkanie razem bez ślubu 01.05.03, 20:03
              facet zostawia kobiete:
              No "zasadowi" powiedza, ze biedna zona tak go kochala a on jej takie swinstwo
              zrobil
              za to o tej nieslubnej by powiedzieli, ze dobrze jej tak, trzeba bylo nie
              grzeszyc, tylko slub wziazc. a tak to dobrze jej, sama sie prosila
          • carmella Re: Mieszkanie razem bez ślubu 01.05.03, 20:01
            to czym sie rozni mieszkanie z soba ludzi bedacych w zwiazku malzenskim od
            takich ktorzy zyja na "kocia lape"?
            Wg mnie tym, ze pierwsi maja papierek i blogoslawienstwo "zasadowych" a drudzy
            tego nie maja.

            Bo na odejscie, zdrady i wszelkie inne okropienstwa nie ma neistety zelaznej
            recepty. To jak bardzo ludzie chca byc z soba zalezy od tych ludzi a nie od
            tego jakie papiery podpisywali
      • carmella Re: Mieszkanie razem bez ślubu 01.05.03, 19:57
        nie uwazam by byla to zabawa.
        dwoje ludzi chce byc razem ale nie chca miec papierow (i ireszty cerygieli)
        to co maja wynajac dwie kawalerki w jednym bloku by byc blizej siebie byle by
        nie mieszkali razem??!!!
    • olivvka Re: Zdecydowanie TAK, TAK, TAK 28.04.03, 14:24
      Witam,
      Nie wyobrażam sobie, by mogło dojść do wspólnego zamieszkania dopiero po
      ślubie. Podobnie jak nie wyobrażam sobie do skonsumowania związku dopiero po
      zawarciu małżeństwa.

      Zarówno wspólne zamieszkanie jak i podjęcie współżycia seksualnego przed ślubem
      jest pewnego rodzaju próbą dla obu stron. Próbą zaznaczam, bardzo ważną. A
      dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że tolerancji, szacunku, umiejętności
      wspólnego rozwiązywania problemów, borykania się z trudami dnia codziennego
      nauczyć się możemy dopiero podczas wspólnych "warsztatów". Bo czymże innym jest
      wspólne zamieszkanie jak nie przejściem z teorii do praktyki? Jest więc owo
      wspólne zamieszkanie takimi "warsztami", podczas których możemy namacalnie
      sprawdzać jak realizujemy się w narzuconych nam przez życie rolach.
      Nie sprawdzimy tego, czy przyszłemu mężowi czy konkubentowi będzie
      przeszkadzała nasza nadmierna pedantyczność, czy bałaganiarstwo o ile wspólnie
      z nim nie zamieszkamy. On nie sprawdzi, czy nasza wrażliwość na "brudne
      skarpetki spod łóżka" czy "niezakręconą tubkę po paście do zębów" jest wysoka
      czy niska i czy wykażemy się tolerancją i zrozumieniem dla tego typu małych
      przywar. Trzeba tego doświadczyć. A doświadczyć można tego tylko podczas
      wspólnego zmieszkania, wspólnego spędzania ze sobą ranków, wieczorów, nocy.
      Inaczej się nie da.

      Nie twierdzę, że małżeństwa, które nie zamieszkiwały wspólnie ze sobą przed
      ślubem skazane są na niepowodzenie. Ale z pewnością drogę, którą winny przebyć
      wcześniej będą musiały przejść już po zawarciu związku małżeńskiego. Pytanie
      pojawia się natomiast takie? A co w przypadku, gdy nie wytrzymają próby
      wspólnego zmieszkania? Co wtedy z przysięgą złożoną w sposób oficjalny w
      obecności świadków? A do takich rozczarowań dochodzi nazbyt często. Wszystko
      przez parafiański styl myślenia i zamykanie młodych ludzi w okowach mentalności
      klerykalno-małomiasteczkowej, gdzie sąsiedzi palcami wskazują kto grzeszy i z
      kim, a i ksiądz z ambony potrafi napiętnować młodych ludzi, którzy dla własnego
      dobra naruszają przykazy kościelne.

      Ja ze swoim mężem przed ślubem mieszkałam 1,5 roku. Na ślub zdecydowaliśmy się
      tylko i wyłącznie ze względów ekonomicznych (niższy próg podatkowy). Miłość nie
      potrzebowała formalnego usankcjonowania.

      Rodzice mojego męża nigdy nie mieli ze sobą ślubu. I nikt go za to "nie
      piętnował". Nikogo to nie powinno obchodzić.

      Smutne, że polskie społeczeństwo wykazuje takie zacofanie w stosunku do
      sprawdzonych sposobów na bliższe poznanie swojego wymarzonego parntera.

      Wszystkim tym, których rodzice mają coś przeciwko wspólnemu zamieszkaniu przed
      ślubem mówię: To nie rodziców sprawa. Nie powinni oni wtrącać się do życia ich
      dorosłych dzieci. O ile nie pozostajecie na utrzymaniu własnych rodziców,
      śmiało się przeciwstawiajcie takim dyktatorskim zapędom rodziców, które nie
      pozwalają Wam na sprawdzenie się w dorosłym życiu.

      pozdrawiam
      olivvka
      • atena76 Re: Zdecydowanie TAK, TAK, TAK 28.04.03, 14:34
        Podpisuje sie po Twoimi slowami rekoma i nogami.
        Pozdrawiam!
    • Gość: moboj Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: 62.233.250.* 30.04.03, 08:56
      i co? ruda juz się pewnie nie odezwie...
      • doroszka Re: Mieszkanie razem bez ślubu 30.04.03, 09:29
        Gość portalu: moboj napisał(a):

        > i co? ruda juz się pewnie nie odezwie...


        Na to wygląda. I w dodatku pewnie przekonana, że została tu obrażona i
        zaszczuta, ogłosi się w lustrze kolejną chrześcijańską męczennicą rzuconą "na
        pożarcie lwom" w imię swej niezłomnej wiary w jedynie słuszny związek
        małżeński. Za dobrze znam ten typ...
      • Gość: Jo Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.icpnet.pl 30.04.03, 09:50
        Gość portalu: moboj napisał(a):

        > i co? ruda juz się pewnie nie odezwie...

        pewnie nie... bo radzi sobie w monologach , a nie w dykusji.
        pozdrowienia
      • Gość: ruda Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.devs.ac-net.pl 30.04.03, 11:31
        wyrazilam tylko swoje zdanie i naprawde nie mam ochoty na zadne dyskusje z
        wojujacymi, zadufanymi w swoja "madrosc" i pseudonowoczesnosc kobitami. Nie
        musi sie wam podobac. To nie ja was do czegos przekonam, tylko samo zycie. Ono
        jest najlepszym nauczycielem, tylko niestety najczesciej bolesnym. Zycie (ja
        bym powiedziala, ze BOG) ma dla nas rozne niespodzianki i sprawdziany, a wam
        sie wydaje, ze nad swoim zyciem panujecie. No i zwyczajnie do wszystkiego
        trzeba dorosnac.
        Ja nie bylam swieta, bylam taka sama "madra" jak wy, mieszkalam 2 lata z
        czlowiekiem, ktory bardzo chcial mnie nazywac swoja zona i chcial miec rodzine.
        Fakt, ze byl ode mnie dojrzalszy, ale ja zawsze gustowalam w starszych od
        siebie. Wtedy tego nie rozumialam, ze gdy sie spotka te jedna jedyna wlasciwa
        osobe, o czym serce bez watpienia WIE, ze to TA, to chce sie ja nazywac nie
        ukochana, konkubina, kochanka, partnerka tylko ZONA/MEZEM. Kiedys zona
        kojarzyla mi sie z kims, kto cos stracil, teraz wiem, ze jest wybranka.

        I to by bylo na tyle. Nie musicie mi wspolczuc, placzcie raczej nad soba
        • melmire Re: Mieszkanie razem bez ślubu 30.04.03, 11:33
          Nie wiem, ja tam jakos nie mam ochoty nad soba plakac :) Dobrze mi w zyciu :D
        • doroszka Re: Mieszkanie razem bez ślubu 30.04.03, 11:45
          Gość portalu: ruda napisał(a):

          > wyrazilam tylko swoje zdanie

          No właśnie nie tylko. Wyrażenie zdania nie musi byc od razu ocenianiem kogoś.

          i naprawde nie mam ochoty na zadne dyskusje z
          > wojujacymi, zadufanymi w swoja "madrosc" i pseudonowoczesnosc kobitami.

          A toś nas zasypała komplementami :)

          Nie
          > musi sie wam podobac. To nie ja was do czegos przekonam, tylko samo zycie.

          I vice versa. :) Ciebie życie powinno nauczyć tolerancji. Nikt Cię nie próbował
          obrażać za Twoje poglądy, ty innych owszem.
          Ono
          > jest najlepszym nauczycielem, tylko niestety najczesciej bolesnym. Zycie (ja
          > bym powiedziala, ze BOG) ma dla nas rozne niespodzianki i sprawdziany, a wam
          > sie wydaje, ze nad swoim zyciem panujecie. No i zwyczajnie do wszystkiego
          > trzeba dorosnac.

          Uch! A ja taka malusia ;)

          > Ja nie bylam swieta, bylam taka sama "madra" jak wy, mieszkalam 2 lata z
          > czlowiekiem, ktory bardzo chcial mnie nazywac swoja zona i chcial miec
          rodzine.
          >
          > Fakt, ze byl ode mnie dojrzalszy, ale ja zawsze gustowalam w starszych od
          > siebie. Wtedy tego nie rozumialam, ze gdy sie spotka te jedna jedyna wlasciwa
          > osobe, o czym serce bez watpienia WIE, ze to TA, to chce sie ja nazywac nie
          > ukochana, konkubina, kochanka, partnerka tylko ZONA/MEZEM.

          Widocznie jednak NIE ZAWSZE. I tego Cię powinno nauczyć życie, żeby słuchać
          tego, co mówią inni i to akceptować. Ja z moim mężem chcieliśmy się tak
          nawzajem nazywać, inni nie muszą chcieć. I ja to rozumiem. I uważam, że w wielu
          przypadkach jest to dojrzała, przemyślana decyzja. W niektórych fakt - może to
          być wyrazem tchórzostwa, asekuranctwa, ale - jak widzę - nie w tych opisywanych
          tu przez niektóe babeczki.
          Wiem jedno - wyrazem tchórzostwa i asekuranctwa jest też często też dążenie za
          wszelką cenę do stanu małżeńskiego (bo ludzie już gadają, bo stara panna/stary
          kawaler), zakładanie obrąćzki "bo tak trzeba", bo dziecko w drodze, choć może
          nie ma się przekonania, że z tą osobą chce się spędzic resztę życia.
          No właśnie - życie (Bóg :)) uczy nas różnych rzeczy. I to niekoniecznie
          tych "poprawnych katolicko".

          Kiedys zona
          > kojarzyla mi sie z kims, kto cos stracil, teraz wiem, ze jest wybranka.

          No jest. :) Tak samo jak partnerka w prawdziwym, szczerym związku. Każda, która
          została obdarzona szczerą miłością, jest wybranką. :))))

          >
          > I to by bylo na tyle. Nie musicie mi wspolczuc,

          Ależ bynajmniej :)

          placzcie raczej nad soba

          Chyba sie dzisiaj tak poryczę, że uj! :))))
        • Gość: Jo Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: *.icpnet.pl 30.04.03, 12:07
          a nad czym tu płakać?
          nad tym, że własnie życie przekonało nas o słuszności naszych wyborów
          (aczkolwiek nie argumentujemy, że są one jedynie słuszne:) )?
          nad tym, że z naszych wypowiedzi przebija zadowolenie, satysfakcja i wysoka
          temperatura naszych związków?
          czy nad tym, ze zależy nam, jak nasz partner TRAKTUJE nas, a nie NAZYWA?

          jesli mam płakać, to raczej ze szczęscia
          • ruda_kasia Re: Mieszkanie razem bez ślubu 30.04.03, 13:07
            W kwestii tego, jak Bóg działa w naszym życiu mam zdanie identyczne, ale jakoś
            żona do mnie nie pasuje, ja tak o sobie nie myślę, a mój ślubny tak o mnie nie
            mówi. Nigdy nie chciałam nazywać się żoną, ważniejsze jest, co do siebie
            czujemy. A nie zabawy semantyczne.
        • Gość: moboj Re: Mieszkanie razem bez ślubu IP: 62.233.250.* 30.04.03, 15:35
          wiesz co ruda? życzę Ci takiej szkoły dorosłości jaką ja miałam. miałam tego
          nie życzyć nawet najgorszemu wrogowi, ale tobię będę życzyć, boś bardzo
          przemądrzała, nietolerancyjna i w dodatku pochopnie oceniasz ludzi, których w
          ogole nie znasz i nie wiesz nic o ich życiu. a to nieładnie.
          i powiem Ci, że jak kiedyś jeździłam na oazy to poznałam chyba innego Boga niż
          Ty znasz - On nie miał tej Twojej piany na ustach.
          nie mam powodu płakać nad swoim życiem. jestem bardzo szczęśliwa, bo nie słowa
          (nazwy) są dla mnie ważne tylko uczucia.
          nikt Ciebie nie wyzywa.l od wojującej katoliczki itp, ty za to rzuciłaś się z
          zębami na te, które osmieliły się myśleć i żyć inaczej.
          i pozdrawiam Doroszkę, bo mądrze napisała.
          aj, babeczki:) cała ta dyskusja przywołuje niedobre wspomnienia:( ruda też by
          za mąż nie chciała gdyby miała moje przezycia i moje wspomniania:(
          nieważne... mniejsza z tym

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka