Dodaj do ulubionych

wracanie do siebie

    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 11.04.07, 19:19
      no to.... mam teraz ja zalamke...wzielam sie za kopenie podworka w celu zasiania
      trawki i kurde....nie moglam pzrestac myslec, wszystko mnie boli tak starsznie.
      Doszukuje sie wlasnej winy wszedzie a jemu zapominam. To ze wybaczylam to u mnie
      norma...od razu mial wybaczone ale najgorsze ze zapominam o tym ze to on jest
      winny i szukam winy u siebie. jak to boli wszystko. ja nie chce zeby oni byli
      razem!!!!!!! nie chce:(:(:( tak bardzo nie chce........ nie moge tego pzrezyc ze
      oni sa razem, ciesza sie i sa szcesliwi...nie moge;(:(:( dlaczego ...dlaczego
      moim kosztem to si estalo:( pzreciez to takie niesprawieliwe,takie wredne
      paskudne obrzydliwe.....Ja bym mogl amu to w tej chwili wszystko zapomniec i
      worcic do niego...moglabymz nim byc...kocham go tak abrdzo.... boze nie moge sie
      uspokoic. On mi tyle zla wyrzadzil a ja moglabym z nim byc dalej, worcici.....
      gdyby tylko zehccial:(:(:( Mam dosc tego zamartwiania sie, wyobrazania ich
      razem;( to boli bardziej niz cokowleik innego. Fakt ze mnie nie kocha nie boli
      tak bardzo jak fakt ze on ma inna....... yhhhh co zorbic...:(Chcialam by
      ckochasna, kochac....chcialam:( i co?? jajo...siedze na tylku jako ta
      pzregrana....On si ecieszy bawi .... i kocha juz pewnie tez:( zorbcie mi cos ,
      napsizcie bo umre;(
      • timbunia Re: wracanie do siebie 11.04.07, 19:24

        ja już pisałam, moge napisać tyle, ze póki sama dołka nie mam. Jestem z Tobą
        chociaż myślami, nie łam się. Zrób coś miłego dla siebie... będziesz mi ze
        swoimi radami i rozsądkiem potrzebna :)
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 11.04.07, 19:36
          jasne ze ci pomoge!!!! Ty masz gorsze pzrezycia teraz.....byliscie ze soba kupe
          czasu a ja tlyko 2 lata..... tak wiec musze sie pozbierac i zaczac myslec...
          • timbunia Re: wracanie do siebie 11.04.07, 19:42
            dwa lata to też szmat czasu, nie liczy się okres ale intensywność uczucia.
            Twoje odczucia tez równie ważne są i równie prawdziwe.
    • guarana83 Re: wracanie do siebie 11.04.07, 19:38
      nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki!!!

      było na fizyce w podstawówce,warto było zapamiętać
      • timbunia Re: wracanie do siebie 11.04.07, 19:40

        różnie bywa z tym wchodzeniem do rzeki - jeden raz i tyle a drugi wejdzie po
        raz drugi i dopiero zacznie pływać.
        Niczego nie można być pewnym.
        • ilums Re: wracanie do siebie 11.04.07, 20:53
          Swiete slowa timbuni...uczucie zalezy zawsze od intensywnosci a nie od czasu
          spedzonego razem... i ztym wchodzeniem do rzeki to tez bym sie nie zgodzil bo
          znam pary ktore po kilku latach rozlaki zaryzykowaly i weszy i dzis sa
          szczsliwymi malzenstwami-ale w kazdym przypadku te pary przestaly sie odzywac
          do siebie, mialy innych partnerow, co pewnie pozwolilo im zauwazyc ze ten
          poprzedni byl lepszy... tak wiec dziewczyny-trwac mi w rozlace, bo jeszcze
          wszystko sie moze zdarzyc:)
          A Ty timbunia-jak juz udalo Ci sie wkrasc w nasze laski:) to mi teraz nie
          szalej nie odzywaj sie do niego-jak ktos tu kiedys powiedzial-jak kocha to
          wroci!!!!!!! Tak wiec zapominamy o J!!!! a przynajmniej udajemy, ze tak sie
          stalo!!!!!!

          A co tam u Ciebie akkknes????
          • akkknes Re: wracanie do siebie 11.04.07, 21:31
            dzieki, zyje ale napisze wam jutro bo to byl jakis ciezki dzien dla mnie...
            • ilums Re: wracanie do siebie 11.04.07, 21:39
              oki!!! Trzymaj sie
              • akkknes Re: wracanie do siebie 12.04.07, 15:18
                hmmm no wiec tak... bede pisac jak najbardziej zwiezle i na temat zeby sie nie
                wczuc za bardzo w tamte emocje...
                no bo on byl chory i mial goraczke i w ogole a poza tym to cos mu nie tak idzie
                z praca - wiec powinnam wszystko zrozumiec wg niego i sie nie czepiac.
                poza tym to on by bardzo chcial tyle rzeczy ze mna... no ale dobrymi checiami
                to wiecie sami co...
                to tyle co u niego, a co u mnie? mam wewnetrzne opory przed zamknieciem tej
                ksiazki bo nie wiem chyba mnie sumienie swedzi - jak to kochalam przez dwa lata
                a przez 4miesiace walczylam i teraz mam olac? przeciez to niemoralne nieetyczne
                niepoprawne i nieludzkie - i tak sie bujam od wczoraj z tymi moimi
                watpliwosciami. tata wkroczyl do akcji bo i tak bedzie sie z nim widzial na
                dniach wiec powiedzial mi ze on juz to zamknie raz na zawsze :(
                no i ze daje sie manipulowac... ze daje sie omamiac... ze nie mysle rozumem...
                ok ja wiem ze tata nie chce zle
                ale moze trzeba mu dac troche czasu?? moze on jeszcze bedzie chcial? moze
                zrozumie?
                no juz pomine ze wczoraj mi jakos tak niechcacy raczej powiedzial i tak
                mimochodem ze on to nawet z maryska teraz nie rozmawia - fajne porownanie, nie?
                tak zeby sie nie rozwodzic bo za bardzo sie wczuje i wam tu wszystko opisze i
                znowu bede wyla - it's time to say goodbye
                chociaz boli jak 150
                • timbunia Re: wracanie do siebie 12.04.07, 15:30

                  trudno ci doradzić, wiem że szkoda marnować te 4 miesiące starań, ja tylko 1
                  miesiąc sie starałam i nic z tego nie wyszło. Chyba niestety musisz stawić
                  czoło najgorszemum bo chyba tak czy siak bedzie bolało. No chyba ze jakimś
                  cudem uda ci się nagle odkochac.
                  Tak czy siak trzymaj się, i szukaj w tej całej sytuacji plusów, choć pewnie
                  trudno jest jak cholera...
                • qw994 Re: wracanie do siebie 12.04.07, 20:29
                  tata wkroczyl do akcji bo i tak bedzie sie z nim widzial na
                  > dniach wiec powiedzial mi ze on juz to zamknie raz na zawsze :(
                  > no i ze daje sie manipulowac... ze daje sie omamiac... ze nie mysle
                  rozumem...
                  > ok ja wiem ze tata nie chce zle

                  NARESZCIE!!! Brawa dla taty! Niech wreszcie pogoni smarkacza raz na zawsze!


                  > ale moze trzeba mu dac troche czasu?? moze on jeszcze bedzie chcial? moze
                  > zrozumie?

                  Ja myślę, że powinnaś mu jeszcze dać jakieś 15 lat na zastanowienie. Może
                  zrozumie.
                  • akkknes Re: wracanie do siebie 12.04.07, 22:18
                    ehh no zobaczymy jak to bedzie...
                    czytam was na biezaco ale specjalnie nic nie pisze zeby sie odizolowac od tego
                    wszystkiego... trzymajcie kciuki

                    jakos nie moge sobie wyobrazic ze kiedykolwiek bede z kims innym, jakos
                    ostatnio co mi jakis facet za blisko podejdzie to sie odsuwam chociaz wcale nie
                    stoi tak blisko, jakos mnie wszystko drazni nawet w tych facetach do ktorych
                    nigdy nic nie mialam... ja nawet nie wiem gdzie teraz kogos szukac. chociaz nie
                    wiem czy chce zeby ktos nawet mnie znalazl :/
            • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 11.04.07, 22:45
              Czekam:)
              • timbunia Dzień drugi 12.04.07, 09:48
                Dobrze mi się spało, ale gorzej się szykowało. Spóźniłam się do pracy, ale
                szefa na szczęście nie było. Jest śliczne na dworzu, wreszcie wyszło słoneczko.
                wysiadłam z kolejki wczesniej, żeby sie troche przejść. Nie jest mi lekko na
                duszy, ale przynajmniej pogoda dodatkowo nie psuje mi nastroju.

                PCzytałam wątek Madzi i tak sobie uświadomiłam. Że mój J. był normalny i do tej
                pory nie wiem czego zabrakło mu... Moj był miły, czuły, nie skąpił kasy - to
                nie znaczy ze brałam ile wlezie, jak go sie poprosiło zawsze pomógł. Różniły
                nas chyba poglady tylko, on chciał domku dzieci - takie typowo patriarcharnej
                rodzinki. ja byłam za parterstwem raczej - bo tak mnie wychowano. Poza tym nie
                ciągnie mnie do dzieci, choć swoje kochałabym nad zycie - ale
                tego "pseudoinstyktu" nie mam. po prostu uważałam, ze nawet w zwiazku człowiek
                ma prawo sie realizować - choć z pewnymi ograniczeniami.

                nie wyobrazałam sobie że ktos włoży mnie w widełki osoby zajmującej sie domem i
                dziećmi. Chciałam sie realizowac, ale jednoczesnie wiem, że to nie
                przeszkodziło by mi w byciu dobrym rodzicem.

                i nasze spory głownie były na tym tle, ale myslałam ze sie dogadamy jak w końcu
                zamieszkamy ze sobą, bo życie przeciez weryfikuje. Dla mnie była to miłość na
                dobre i złe. Dla niego chyba tylko na dobre...

                Niestety na wiele pytań odpowiedzi już nie uzyskam.
                Trzymajcie za mnie dzis kciuki, zebym sie nie załamała.
                Ja trzymam za wszystkich i życzę miłego dnia....
                • madziuuunia Re: Dzień drugi 12.04.07, 11:12
                  timbunia!!! dasz sobie rade!!! wg mnie takei spzreczki nie powinny zawazac nad
                  zwiazkiem... wiesz co innego jak facet Cie gnoi, bije ,lekcewazy i zdradza...a
                  co innego jak macie poprostu inne poglady na zycie cos Ci powiem Kochana
                  :Trzeba byc troche podobnym by sie zorzumiec i troche sie roznic aby sie
                  kochac.... Tak wiec wg mnei nalezy pojsc n akompromis..albo on albo Ty...
                  patrzac na wage sprawy to on powinien uszanowac to czego pragniesz o
                  dZycia..musi to zrozumiec no ale jesli tego nie zorbi to juz trudno. Oczywisce
                  ze mozna sie realizowac i przy okazji zbudowac dom. Kurzce on mus ito pojac bo
                  inazcej nic z tego nie ebdzie. Daj mu czas. On zorzumie ze ze zle zorbil, obys
                  sie tylko ni ekonaktowala i nie prosila o nic... wierze ze Ci sie poweidzie!!!
                  wierze calym sercm. Teraz zajmij sie soba i nie mysl o nim. Jelsi ma worcic
                  worci....jedynie mozesz go przyciagnac swoja obojetnoscia teraz. zadbaj o
                  siebie, baw sie ile wlezie...niech zobaczy ze on nie przyslanai ci
                  swiata....Musisz wiedziec ze kobieta jest tym cenniejsza i milosc do niej im
                  wieksze schody do niej prowadza;) zyzce powodzenia. Dbaj o siebie i wymus ten
                  blyzk zalu w jego oczach gdy si ekiedys nieopatrznie spotkacie;) pzodraiwam
                  • timbunia Re: Dzień drugi 12.04.07, 11:31

                    jak w reklamie karty visa ;)
                    mija mi południe leniwie, nad papierami - sama została w pokoju. Ale jestem
                    jakos spokojna - niezależnie jak sie sytuacja moja ułoży - choć nie chcę mieć
                    nadziei, wierzę że przyszłośc coś dobrego mi na pewno przyniesie :)
                    • madziuuunia Re: Dzień drugi 12.04.07, 13:22
                      Napewno przyniesie cos dobrego:) ja w to nie watpie... po zlych smutnych dniach
                      wkoncu przyjda te lepsze dni.... Mi jest dzisiaj cholernie ciezko
                      wytrzymac...widze opis na gg tej kretynki i az mnie sciska... jak oni smia si
                      etak cieszyc...na moich oczach:( ciesza sie soba, sa szcesliwi..jak to mozliwe
                      ze ktos moze sie ciezyc kosztem lez kogos innego...no jak to???:( nie moge tego
                      zniesc ze im jest dorbze, ze sa razem... nie moge wytrzymac tego juz porosotu.
                      Dlonie mi si epoca, cala jestem zdenerwowana i zestresowana..wyobrazam sobie jak
                      si emigdala, jak ten ex ja tuli i mowi wszystko to co kiedys mowil mnie:(:(:(
                      nie wytrzymam zaraz:( to boli i meczy mnie niesamowicie. Nie chce zbey byli
                      razem:( nie hcce zeby byli szzcesliwi:( no nie chce....:( nie tak mialo byc;(
                      znow cuej sie pzregrana...dostalam kopa od kogos do kogo i tak pomimo tego
                      szzcescie sie sumiechnelo..ledwo los zabral mu jedna milosc to podarowal mu
                      druga, zpewne tez lepsza.....:(:(:(:( chce mi sie plakac....nie moge tak dluzej.
                      Nie wiem jak sobi eporadzic...to mnie zabija;(
                      • ilums Re: Dzień drugi 12.04.07, 14:53
                        do timbunia: jak qw kiedys napisala, medal ma zawsze 2 strony-i ja tak do konca
                        nie ccialbym J osadzac jako zleo bo ccial dzieci i rodziny...poprostu wasze
                        priorytety jakos sie rozminely i teraz trzeba przez to przejsc. Tak jak Ty
                        mozesz uwazac, ze on blokowal Twoja niezaleznosc-on mogl to odbrac tak samo, ze
                        Ty blokujesz jego chec posiadania rodziny...mam nadzije, ze rozumiesz moj punkt
                        i ze jakos nie urazilem:) Tez mam dzis dzien do dupy://// No ale coz-jakos
                        trzeba przezyc!!!!

                        Hej Madziuuu-usun prosze numery Twojego bylego i jego obecnej, bo oni teraz to
                        juz beda Cie tylko meczyc...a jesli nawet kiedys-za miesiac, dwa on napisze to
                        mozesz mu smialo odpisac-przepraszam,z kim rozmawiam bo nie znam tego numery-a
                        on sie wscieknie-jak to mozliwe, ze moj numer wyrzucila!!!!!
                        Taka moja rada-moze glupia-ale dzis jakos nie czuje sie zeby nic madrego
                        napisac.
                        Akkknes, jak tam po wczorajszym?????
                        • timbunia Re: Dzień drugi 12.04.07, 14:58
                          nie uraziłeś mnie, wiem o co ci chodzi i rozumiem. Jednak nie rozumiem jednego -
                          zawsze byłam z nim szczera - i gdy mówiłam tak czy tak to zawsze tłumaczyłam,
                          no i nigdy nie mówiłam, ze to ostateczna decyzja. powtarzałam, że kto wie moze
                          tak bede zakochana w dziecku, ze nikt siłą mnie z domu nie wyciągnie. Wydaje mi
                          sie, że w zajemnie sygnalizowaliśmy sobie problemy, potrzeby... a tu sie
                          okazuje, że jednak nie, że nie był szczery ze mną do końca. Nawet nie umiał z
                          twarzą sie rozstać, tylko ja musiałam wyznania od niego wyciagac i w końcu nie
                          wiem co na prawdę szczere jest.
                      • timbunia Re: Dzień drugi 12.04.07, 14:53
                        rozumiem cię i to niestety przykre jest - tez mam teraz doła. anie rozumiem jak
                        można podeptać uczucia innych od tak... bez zastanowienia.
                        • kaktusica6 Re: Dzień drugi 12.04.07, 17:03
                          Timbunia... przykre to wszystko bardzo, smutnoi czytać o Twoich przejściach...
                          ale chyba po prostu rzeczywiście wasze poglądy was podzieliły, cięzko by wam
                          było w małżeństwie, on by chciał dominować, Ty bys wolała być na równi... Może
                          to i lepiej się stało? Kto wie...
                          Akkknes! Znowu sie oszukujesz. Twój tata chce bardzo dobrze. Po prostu mówi Ci
                          PRAWDĘ. Niech to do Ciebie wreszcie dotrze. Zamknij tą książkę, nie ma w tym nic
                          niemoralnego, ani nieetycznego, ani tym bardziej złego. Wręcz przeciwnie. Jest w
                          tym najwięcej dobra, najwięcej ze wszystkich innych rozwiązań. Bo nie wierzę,
                          że chcesz być cierpiętnicą i męczennicą na wieki. Ty chcesz być szcześliwa. A
                          ten facet się Tobą bawi. Nawet z maryśką nie rozmawia. Wiesz co powiedział tym
                          samym? że jesteś od niej niżej w jego hierarchii, on woli ją od Ciebie, to
                          własnie powiedział. Widzę z Twoich opisów, że on nie będzie chciał. Jak już
                          będzie kogoś chciał, to Maryśke, nie Ciebie. On się nigdy nie zdecyduje, bo jemu
                          jest tak WYGODNIE. Fajny układ, dwie baby i jeszcze można szukać trzeciej. Wiem,
                          że to wszytsko może być dla Ciebie bardzo przykre, ale chciałabym otworzyć Ci
                          oczy... A nawet jesli wciąż uważasz, że nie postępujesz fair, że go olewasz... A
                          czy on postąpił fair wobec Ciebie? NIE. Olał Cię, skrzywdził i odszedł do
                          Maryśki. Przekreślił tym samym te dwa lata i waszą miłość. I jeszcze, żeby było
                          fajniej - dręczy Cię, mami, okłamuje, żeby mieć Cię na zapleczu, jakby mu coś
                          kiedyś nie wyszło. To jest drań, Akkknes, inaczej o nim powiedziec się nie da...
                          Zaniast dac Ci spokój, dręczy Cię kontaktami.
                          Uratuj siebie i swoje szczęście. To jest najważniejsze, rozumiesz? Tylko to się
                          liczy. A jesli uważasz, ze Twoim szczęściem jest on, jesli naprawdę tak uważasz,
                          to się od niego odsuń - to jest jedyny sposób, paradoksalnie, żeby przyciągnąć
                          go do siebie. A jak nie przyjdzie - nigdy nie miał być dla Ciebie.
                          • timbunia Re: Dzień drugi 12.04.07, 18:26

                            w sumie nie wiem co jest prawdą. czułam, przez te lata że sie świetnie
                            rozumiemy.
                            Nie był tyranem, wręcz przeciwnie - wiem, ze dla dzieci zrobiłby wszysko.
                            Zawsze rozmawialiśmy o naszych poglądach i zawsze ustalalilśmy ze wypracujemy
                            sobie własną drogę. Może go bronię, ale sama nie wiem. Piszę tu nie które
                            rzeczy chyba żeby znaleźć jakieś rozwiązania, odpowiedzi. Niestety nie wiem co
                            się stało, nie wiem co zaszło w jego sercu i dlatego. Wbrew pozorom jego
                            poglądy nie były mi aż tak dalekie - szczególnie jak zaczęliśmy szukać
                            mieszkania. cos we mnie zaczeło pękać, może po prostu dojrzałam do następnego
                            etapu. wiem, ze nadal mnie to wszystko boli, kryję się i pewnie nie jedno z nas
                            za maską - on był nie dobry, albo znajdę lepszego, a wśrodku wszystko krzyczy.
                            Z czasem będzie lepiej, podobnie jak mija czas żałoby po śmierci kogoś
                            bliskiego. niestety póki co mam wrażenie ,że oszukuję sama siebie, twierdzącże
                            jest ok, wbrew pozorom chowając się za uśmiechem ale jeszcze długo będę
                            cierpieć... Niestety wiem, ze gdyby dziś wrócił, zapomniałabym o całej tej
                            sytuacji...tylko żeby miec go z powrotem.
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 12.04.07, 17:08
      hehe jest ok:):):) ja mam tego kogos juz w tylku:) wiem ze stac mnie na kogos o
      wiele lepszego :) pozna kogos komu bede mogla oddac si ecalym serce , kogos kto
      tego nie odrzuci i nie wzgardzi:) jeszcze bedziemy szczesliwi zobaczycie;) Ilmus
      nie daj sie emocjom:) pamietaj co ci mowilyslmy z Kaktusica;) olej ta babe
      wstretna poznasz taka ktora doceni rwoje wnetrze:) ja mam super humor teraz bo
      odwiedzil mnie stary znajomy i az milo bylo tak aniespodzianke dostac;):) hehe a
      teraz lece do nauki:) Kaktusico powiedz mi bo nie rozumiem...po co czekasz???
      jesli juz wiesz to chyba lepiej zkaonczyc to teraz co??? zaoszczedzisz mu
      cierpien ( o ile Cie kocha) a tak to jest zwodzenie. Na twoim miejscu gdybym
      byla pewna to zorbilabym to juz teraz i miala swiety spokoj...ale to tylko moje
      zdanie;0 sciskam mocno:)
      • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 12.04.07, 17:21
        madziu... takie rozstanie to bardzo ciężka sprawa, wiesz o tym sama doskonale...
        wiem, ze no mnie kocha i że będzie strasznie za mną rozpaczał (dlatego też mam
        wyrzuty sumienia i się waham...). On przy dużym stersie ma jeszcze kłopoty
        zdrowotne. Więc jeśli zostawiłabym go na 3 tygodnie przed maturą, to boję się,
        że on po prostu by jej nie dał, załamałby się itp. Nie życzę mu źle, naprawdę,
        chcę, żeby był szczęśliwy, żeby zdał maturę, dostał się na studia... Zalezy mi
        na tym. wiem też, że dla mnie to jednak będzie też obciążenie psychiczne i
        fizyczne, że nie będę mogła się przytulic, pocałować, będzie mi smutno, będzie
        mi żal tego, mimo wszystko... A też bym chciała zdać jak najlepiej. No i jeśli
        by takie rozstanie nadesżło teraz to on będzie jeździł do mnie, dzwonił, bedę go
        widziała na korytarzu szkolnym (jesteśmy w tej samej szkole...), ludzie bedą się
        pytali co jest, nauczyciele to samo.. Nie chcę wzbudzać ciekawości. Teraz
        zamierzam skupić się na nauce. Poza tym kolejna sprawa... mam nadzieję że do
        tego lipca on sie zmieni, że to będzie realna, trwała zmiana na zawsze.... i że
        jednak będziemy mogli być razem... chociaż w to wątpię bardzo:( No, a jeśli nie
        to może on sie przekona ż jestem wredna, niedobra, okrutna i będzie mniej
        cierpiał... nie wiem. Jest jeszcze trzecia sprawa... jego ojciec pracuje na
        uczelni, na która chce się dostać. Wolałabym jednak zerwać z nim po tym, jak
        ogłosza wyniki rekrutacji... No, a akurat tak się składa, że na drugą połowe
        lipca wyjadę nad morze z kolżankami, więc będzie mi łatwiej o nim zapomnieć.
        Jemu o mnie też. Uniknę tych codziennych telefonów i jego przyjazdów. Bo mnie
        nie będzie zwyczajnie.
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 12.04.07, 19:09
          Kaktusico teraz juz rozumiem...ja myslslam ze twoj chlopak jest starszy... W
          takim razie poczekaj troche. Mam wrazenie ze jeszcze ci zalezy na tym
          chlopaku.... zastanow sie co tak naprawde czujesz, moze to tylko takie wrazenie
          ze go nie kochasz cio?? bo wsumie widac po Tobie ze Ci zalezy i chcialabys zeby
          bylo odrbze wszystko. Liczysz ze on sie zmieni...hmmm ja w to nie wierze no ale
          my kobiety juz takie jestesmy ze mimo wszystko wierzymy i mamy nadzieje.
          Ewentulanoscia jest jeszcze to ze wytrzymasz jego wady i zaczniesz je tolerowa
          poprostu. zastanow sie dorbze zanim cos zorbisz;) Powodzenia:)
          • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 12.04.07, 23:19
            Nie, jest w moim wieku i jest w tej samej szkole, nawet klasie. Wię cogólnie
            rzecz biorąc byłby cyrk, a cała szkoła by na to patrzyła, pomijając kwestie
            matury etc. Nie wiem co do niego czuję, na razie to ogromną niechęć... Jak go
            dziś widziałam, nie mogłam się zmusic, żeby go pocałować... nie wiem, totalnie
            nie wiem co mam robić. Jesli miałabym się decydować teraz, zaraz to bym się z
            nim pożegnała. Nie mam zamiaru tolerować jego skąpstwa, lakoniczności w
            przekazach, braku wsparcia, dołowania i totalnego braku romantyzmu, jego
            upodobania do robienia z siebie biednego chłopczyka i tego, że po 2,5 roku wciąż
            wstydzi się mojej mamy. Jak tak teraz na to patrzę, to widzę że tych wad nie da
            się zmienić, to wróbiłoby i tak... ale skoro mam czas do lipca... to i on go ma
            na odrobienie strat... cuda się zdarzają, choć i ja w to nie wierzę:(
            Pozyjemy, zobaczymy.
            Przede wszytskim to ja się boję zmian.
            Ilums, melduj się!
            • timbunia Dzień trzeci 13.04.07, 06:45
              Widzę że się trochę porobiło w życiu niektórych - i dobrze może to wreszcie
              zmiany na lepsze... Ja wstałam po koszmarnej nocy, o ile tak można nazwać
              śnienie o dawnym zwiążku, z całym osprzętem uczuć i emocji miłych. Budzę sie a
              tu niestety to wszystko nie prawda. Szykuję się do pracy, niestety zimno za
              okrem ledno 1 stopień, a chciało się wiosennie ubrac.
              Nadal mi cieżko na duszy, jedynym marzeniem moim jest, zeby ten ból minął. Już
              chyba nawet nie chcę powrotów, czy tłumaczeń.
              Słonka życzę wszystkim na ten dzień.
              • madziuuunia Re: Dzień trzeci 13.04.07, 10:04
                timbunia... coz moge powiedziec;) jestes na dobrej drodze do zapomnienia
                wiesz/?? jeszcze niedawno ( tydzien temu) bylam w takim stanie jak Ty....rowniez
                mialam "piekne" nocki ktore rano mnie starsznie rozczarowywaly.....poza tym
                pzred snem mialam tak starszny zacisk w gardle i czulam sie tak naladowana
                emocjami ze az ciezka... wiesz co innego jak facet mowi "nie kocham" a co innego
                jak facet mowi nie kocham i zdradza.... Uwierze ze mnie o wiel ebardziej bolala
                ta zdrada... Ale chyba taki pzrelom, konkretny bol i intensywne cieprienia sa w
                zyciu potzrebne. ja etraz jetsem silniejsza kobieta, zmagam sie z coziennosci
                alepiej niz wczesniej i komu to zawdzieczam???: no walsnie.... Nie powiem ze mi
                tak w sercu szczescie harcuje bo tak nie jest, ale staram sie nie mylsec, staram
                si eznalezc sile do stworzenia nowego zycia i staram sie znalezc takei zapal i
                iskierke radosci ktora od dzieck ami zawsze towarzyszy:) bedzi eodrbze Kochana;)
                naprawde uwierz mi:) Jetses na etapie zdrowienia ;) tak powolutku z dnia na
                dzien bedzi elepiej... ja tego bardzo abrdzo chcialam ze wkoncu tak si etsalo,
                zaczelam zdorweic. Wic Ty tez tak abrdzo tego chcicj;) mow sobi eze chcesz
                zapomniec, nie chcesz ciepriec, nie chcesz juz kochac.... Po czyms takim trudno
                jest worcic do kogokolwiek...niewiadomo jak znalezc szczypte zaufania do danej
                osoby po czym takiem.... Mnie jest ciezko komus odmowic w rozncyh sprawach ale
                wiem ze tutaj bylabym konsekwentna....teraz czuje si eszczesliwsza...bez niego,
                bez tych pie.. i problemow.... Tak mi ten czlowiek dokopal swoim istnieenimm
                ze naprawde jestem happy ze go jzu nie ma i ze ten stres wywolywany przez jego
                zachowania minal.....Dzisiaj jest piatek wiec mam w sobie taki zacisk bo wiem ze
                sie spotkaja i beda razem caly wieczor...jak nie noc..To cholernie boli ale
                staram sie nie myslec o tym ....bardzo sie staram...ta swiadomosc jest
                rozbrajaca... ach dobra, neich si eciesza, niech sobie beda szczesliwi....ja i
                tak juz z nim nie bede...Niech robia co chca.... nie zyzce im zle, naprawde..
                • timbunia Re: Dzień trzeci 13.04.07, 11:04
                  mam nadzieję, ze będzie jak mówisz - niestety co raz mi ciężej - nie potrafię
                  patrze cnawet w perpektywie jutrzejszego dnia jak będę sie czula, co bedę
                  robiła. ale co zrobić wkroczyłam na scieżke, to już nie warto z niej schodzić.
                  • timbunia Re: Dzień trzeci 13.04.07, 13:12
                    Piszę, bo chyba tu jakoś moge wylać zale. Mam doła, ogromną tesknotę,
                    panikuję... nie chcę już nic czuć, niech to sie skończy. Nie zasłużyłam sobie
                    na takie cierpienie.
            • madziuuunia Re: wracanie do siebie 13.04.07, 09:56
              Kaktusico jelsi moge Ci cos poradzic teraz... nie wiem jak u was szkola wyglada
              bo u nas w o tej porze maturzysci juz do szkoly nie chodza, jesli masz mozliwosc
              nie hcodzenia do szkoly to bylo by super. Natwoim mijescu , posiadajac takie
              uczucia jak etraz odseprawoalabym si eod niego do matury. Powiedz mu ze chcesz
              sie teraz przygotowywac do maturki, chcesz troche za nim zatesknic i dizkei
              takiej krotkiej rozlace poglebic uczcucia. Mysle ze to bylo by ok, nie
              zranilabys jego bo on by bmyslal ze chcesz si euczyc i "zatesknic" za nim.....
              Powiem Ci szczerze ze to moze pomoc zarowno Tobie jak i jemu. Jelsi po tkaim
              czasie nie poczujesz w sobie zmian no to juz trudno, pozegnasz sie z nim w
              tymlipcu. .....a teraz taka rzecz , mowisz ze boisz si ezmian - a etraz co sie
              dzieje????? czy to nie mziany sa/? w Twoim sercu zaslzy ogromen zmiany i tzreba
              je zaakcaptowac. kaktusico obie jestesmy mlode, czego tu sie bac??? boisz sie
              byc szczesliwa bez niego?? daj spokoj, wiesz nawet jesli z nim zostaniesz dla
              swietego spokoju to chcac nie chcac poznasz kogos kto cie tak oczaruje ze nie
              zawahasz sie zostawic tego typka. No pzreciesz hccesz byc szczesliwa prawda??:)
              chcesz byc z kims do konca zyci akto nie bedzi eokazywal ci milosci takjakbys
              chciala, kto nie bedzie nigdy dojrzaly i kto nie rozumie czym jest milosc???
              chcesz byc z kims kto wiecznie bedzie ci czegos zalowal?? on sie nie zmieni juz
              na lepsze, skoro w tym wieku taki z niego gbur to pozniej z wiekiem bedzie tlyko
              gorszy. Tylko ze wtedy bedzie mial jeszcze sile i wieksza odwage, mozliwe ze
              ebdzie Cie szmacil itd. Zwroc uwage jak traktuje swoja mame.... Pamietaj ze
              takjak traktuje mame tak ebdzi erowniez traktowal ciebie tylko ze w gorszej
              wersji bo do Ciebei nie bedzie mial zadnych zapor wychowawczysz. Wg mnie to
              zepsuty rozpieszczony dzieciak, nie warto dl akogo takeigo posiwecac zycia...nie
              warto. Odczekaj swoje teraz a pozniej podejmij sluszna decyzje...Postepuj w
              zgodzie ze swpim serduszkiem:) a o niego sie nie boj...to facet- po 2 tygodniach
              mu minie euforia...a powiem ci w sekrecie ze (niektorzy) faceci to tylko jaja i
              troch emozgu zeby nimi dzialac;):):):):):) Ale wez do serca ta kroptka rozlake
              ok?? powiedz ze chcesz tera zcza sposiwecic nauce itd....musi to zorzumiec i
              koniec;)
              • akkknes Re: wracanie do siebie 13.04.07, 15:20
                hej
                ja zyje
                melduje sie daje wam znac ze u mnie wszystko ok - w odroznieniu do mojej
                milosci :(
                dopiero jutro jak moj tata bedzie sie z widzial to bede wiedziala czy zyje i
                czy przybyl na spotkanie...
                eh
                • ilums Re: wracanie do siebie 13.04.07, 15:34
                  hej akkknes-nie wiem czy sledzisz co sie dzieje u nas-duzo piszemy na Madzi
                  watku...ale z my z Madzia sie odcielismy totalnie i mimo iz czasami mamy chwile
                  gorsze czasami lepsze to jakos powoli z tego wychodzimy-czego i Tobie
                  zyczymy!!!!
                • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 13.04.07, 21:42
                  A co Cie to obchodzi, czy żyje, czy nie? No już nie Twój jest, wiesz o tym...
                  Zejdź na ziemię akkknes! Otrząśnij się! Nie odzywaj się do niego! My Cię zawsze
                  będziemy wspierać:)
              • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 13.04.07, 21:40
                Na razie będę chodzić do szkoły, wiesz ostatnie zaliczenia, klasówki, to mnie
                trochę motywuje do nauki:) Nie, dziś się przekonałam, że on się nie zmieni.
                Odseparować jest trudno, on się nigdy na coś takiego nie zgodzi, będzie
                wydzwaniał, przyjeżdżał... za dobrze go znam,żeby poszedł na coś takiego;/ Nic
                nie zrozumie.
                Postawiłam sobie deadline i dotrzymam do tego lipca:) To najlepszy termin z
                możliwych:) No i nie lubię być sama, po prostu... muszę się przytulać do ludzi,
                inaczej wariuję:) I pocałować też czasem miło... wiem, wykorzystuję go... ale po
                tym, co mi zrobił... ;/ no nie wiem już sama, trochę mi go żal;/
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 13.04.07, 22:02
      ehhhh:(
      • timbunia Re: wracanie do siebie 13.04.07, 22:09

        No i upłynął mi dzionek, jakoś marnie. starałam się jak mogłam - widziałam sie
        z jedna znajomą, potem z drugą. Umówiłam się z bratem J. bo on w takim samym
        położeniu - dziewczyna go zdradziła, a planowali slub. Ponarzekaliśmy sobie, i
        po pocieszaliśmy sie.
        ale wcale mi nie lepiej, wręcz przeciwnie mam wrażenie że z dnia na dzień co
        raz bardziej się pogrążam. Niestety znowu spać trzeba, boję sie tych koszmarów
        o dawnych relacjach. Boje sie przyszłości, boję sie czy kiedykolwiek mi miłośc
        przejdzie. Nie jestem pewna siebie. I niestety nadal gdzies nadzieja we mnie
        drzemie.

        Dobranoć wszystkim. Spokojnej nocy.
        • timbunia Dzień 4 14.04.07, 08:38
          wstałam, w domu nikogo nie ma, muszę sie wziać za sprzątanie.Jest mi źle, mam
          wrażenie ze z dnia na dzień jest co raz godzej. Chce mi sie wyć z żalu, bólu,
          zawiedzionej miłości. Boję się że nigdy mi to nie przejdzie... szukam sobie
          zajeć, ale to wszystko jest takie puste i bez sensu. dopiero czwarty dzień a ja
          się czuję jakby miesiac minął co najmniej. kazdego dnia próbuję doczłapać się
          do wieczora, ale z dnia nadzień jest co raz trudniej. czekam z utesknieniem na
          noc, żeby choć na chwilę zapomnieć - niestety rano zawsze budze się moralnym
          kacem. nie wiem jak sobie radzic.
          • jackblack24 Re: Dzień 4 14.04.07, 09:04
            Hej głowa do gór :) Wiem, że jest ciężko bo zawsze jak rano wstaje to czuję tą
            okropną pustkę i w nocy nie jest lepiej :( Ale nie wolno się poddawać, należy
            wierzyć że będzie lepiej z każdym kolejnym dniem :)
            • madziuuunia Re: Dzień 4 14.04.07, 09:23
              Timbunia ulozy sie.....wyjdziesz z tego. pewnego dnia obudzisz sie z usmiechem
              na ustach i bedziesz mogla poweidziec ze jestes wyleczona;) nam wsysktim jest
              strasznie trudno, to boli....te krzywdy:( wczoraj tez plakalam bo juz zniesc
              mysli nie moglam ze oni wlasni esie teraz ze soba dorbze bawia....boli jak
              cholera ale trzeba z podneisiona glowa pzrez to pzrejsc... nie poddawaj sie
              prosze...wiem co pzrechodzisz bo pare miesiscy mialam identyczna sytuacjie ze
              sowim...Wydawal mi si etaki dobry kochany i idealny , nie widzialam w nim
              zandych wad ...zostawil mnie o stwierdzil tak jak twoj ze ma watpliwosci i cos
              mu minelo.... co ja wtedy pzrezylam, wciaz zludne nadzieje...cal amasa wrazen
              pdobnych do twoich, lezalam wcia znieruchomo w lozku i nie bylamw stanie zorbic
              nic...nawet si eumyc czy zjesc...nic..... Po miesiacu worcil....worcil po to aby
              odslonic swoj atwarz...nagle okazal si ezimnym niczyulym bezczelnym draniem
              ktory mnie wykorzystywal, klamal i zdradzal....bawil sie moim kosztem. Moje lzy
              okazaly si ezabawne dla niego...sama ja bylam zabawna juz dla
              niego....stwierdzil ze jestem nienormalna i chora..cos peklo, zdalam sobie
              sprawe z kim mialam do czyneinia i to daje mi teraz sile zeby si ewyleczyc z
              tego i nie ludzic sie. Z kim stakim nigdy juz nei bede to pewne i wlasnie ta
              siwadomosc daje mi kopa do zyci ai chec wyjsci a ztego, odkochania sie. Moze tY
              takze potrzebujesz takich pzrejsc jak ja zeby zorzumiec wkoncu ze nie wart za
              kim czekac i tesknic kto nie jest dla mnie. Ja musialam pzrejzec na oczy tak
              dosadnie zeby wkoncu dotarlo ze to koniec...bez szns na pworot. Nie wystraczalo
              mi to co ciebei etraz spotyka....mimo tego ze mowil "nie kocham" to ja i tak
              ludzilam si eze moze jendak kocha..taka glupia babska nadzieja.... no ale w
              rezutlacie tych pzrejsc ciesze sie ze one nastapily bo dlao mi to pelny obraz na
              tego czlowieka i wkoncu juz jestem pewna ze go nie chce...chce tlyko spokoju i
              uwlonienia si ez tej tlacej si ejeszcze we mnie milosci....
              • jackblack24 Re: Dzień 4 14.04.07, 10:08
                madziuuunia uwierz nie tylko jest to głupia babska nadzieje, bo ja też się
                jeszcze łudziłem że coś z tego będzie ale ona teraz spotyka się z innym ale
                powiedziałem sobie że nie dam się jej zniszczyć. A najgorzej pozbyć się tej
                miłości która się ma w sercu i która darzyło się tą drugą osobę a ona tego nie
                docenia, ale to strata tej właśnie osoby że nie docenia tej miłości którą miała
                jak na tacy :(
                • madziuuunia Re: Dzień 4 14.04.07, 10:21
                  jackblack wiesz zauwazylam ze wszyscy borykamy sie z tym samym probleme;)
                  Najlepsze jest to ze wszyscy nasi "ukochani" postepuje identycznie,takjakby wg
                  jakiegos schemtu. Bolesne to niesmaowicie ze oni tak robia... widze ze tez
                  zostales zdradzony ..tak jak ja. obrzydliwe to...niewiarygodne.., Nigdy nie
                  przypuszczalam ze mnie spotka cos tak okropnego. Juz nie boli sam fakt ze nie
                  kocha...tylko ze zdrdzil.... nie wyobrazam sobie etraz durgi raz wiazac sie
                  zkims i pzrejsc to znow... Nie wyobrazam sobi eteraz zaufac komu kolwiek...no
                  jak?? On byl taki pewny...nie spodziewalam sie czego stakeigo naprawde. wkurzam
                  sie teraz bo wiem iz nie zasluzylam na cos takiego i nie moge patzrec na ta
                  niespawiedliwosc....:( pzrez 2 lata mialam taka sama milosc jak ON... zostala mi
                  ona zabrana i cieprie a jemu??? jemu zostala od razu dana nowa....no szlag mnie
                  trafia poprostu. BYlam wspaniala dziecwzyna - tak mysle.... staralam sie jak
                  glupia i coz mi z tego??? ja jako ta lepsza strona dostalam kopa w tylek a
                  on..jako ten ktory klamal i zdradzal dostal nowa zapewne lepsza milosc.....
                  jelsi pzrechodzisz to samo to wiesz co ja tutaj czuje...swiadomosc ze sa teraz
                  razem ...robia rozne rzeczy razem...doluje mni ei zabija;(
                  • jackblack24 Re: Dzień 4 14.04.07, 10:31
                    tez mam ten problem, że boję się zaufać komuś innemu :( uwierz mi im nie została
                    dana nowa, to jest ich pi...ne zauroczenie które ich puści i jeszcze przyjdą
                    przepraszać oj zobaczysz ale nie wiem czy wtedy będę miał ochotę pluskać się w
                    tej samej rzece :/ nie wiem jak musiałaby się zmienić żebym znowu mógł jej
                    zaufać na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie tego, ale serce boli jak jasna
                    cholera, eh :/
                    • madziuuunia Re: Dzień 4 14.04.07, 10:41
                      spokojnie....to minie:) Zajmij sie etraz soba, aja olej...nie ma nic gorszego
                      jak totalne lekcewazenie drugiej osoby:0 wiem cos o tym;) Ja nie zaufam mu durgi
                      raz...oj nie...nie po tym co si ewydarzylo. NIkt kto zdradzil nie zasluguje na
                      druga szanse...nie zalsuguje na milosc. tacy ludzie nie sa godni tego aby ich
                      kochac prawdziwa miloscia. Moja dewiza zyciowa jest od niedwana otarcie na
                      innych lduzi i zapomnienie o tym ..kims. jasne ze to boli i bedzie dlugo bolec
                      ale z zcasem coraz mniej...i mniej...az wkncu znajdziemy sie w takiej fazie ze
                      ebdziemy mogli zakochac sie znow, w kims innym tym razem:) oni nie zalsuzyli na
                      kolejna szanse...poprostu.... mam nadzieje ze masz racje z tmy zauroczneiem i
                      jeszcze przyjdzie chwila ze ebde mogla z satysfakcja powiedziec ze nie chce
                      znim juz byc :) byloby idealnie;) heheh;) taka mala zemsta:) zobaczysz jackblack
                      ze tak wlasciwie puki tamt adruga osoba otworzy oczy i zechce worcic ty juz
                      bedziesz z tego wyleczony i nie bedziesz pamietal jej imienia;) zreszta z tego
                      co wiem facetom latwiej jest zapomnie co milosci..jakims dziwnym trafem ponoc
                      tak jest:) TEZ CHC EBYC FACETEM W TAKIM RAZIE!!!!!:) pozdrawiam:) tzrymaj sie
                      jakos i nie daj jej satysfakcji ze cie niszczy....pokaz jej ze ci to zwisa ...ze
                      ona ci zwisa.... choc tak naprawde jest inazcej...:(
                      • jackblack24 Re: Dzień 4 14.04.07, 10:49
                        staram się jak mogę :) raz lepiej raz gorzej :) i uwierz, że nie wszystkim
                        facetom jest łatwo :(
                        • madziuuunia Re: Dzień 4 14.04.07, 11:18
                          a ile to trwa u Ciebei?? bo z tego co wiem to trwa ktorko ale za to
                          intensywnie:) oczywscie sa wyjatki od reguly;) zauwazylam ze chyba jestes tutaj
                          nowy .... pamietaj ze zawsze znajdziesz slowa pocieszenia;) juz ja sie o to
                          postaram:) wiem co to znaczy pzrezywac taki ebagno i wiem co znacza slowa
                          pocieszenia w takich chwilch:) dlatego pomoge;)
                          • jackblack24 Re: Dzień 4 14.04.07, 12:24
                            no związek trwał 6 lat z haczykiem, od stycznia tego roku zaczęło sie psuć :/
                            także do 6ego marca mnie dość skutecznie niszczyła, a ja chodziłem, prosiłem no
                            i łaskawie wróciła ale na święta kolega jej wysłał życzenia i od poniedziałku
                            nie jesteśmy już razem :/ Najbardziej boli mnie to że nie potrafiła być ze mną
                            szczera nawet w poniedziałek i sobie musiała powymyślać że nic nie czuje. A wiem
                            że się spotyka z tamtym znowu więc jej wczoraj napisałem że jest bardzo
                            nieszczera i że myślałem że po tych wszystkich latach chociaż szczerość mi się
                            należy i jej nie powiedziałem co wiem to nawet wysiliła się na słowo "proszę"
                            aby dowiedzieć się co wiem lecz się nie dowiedziała. Teraz ograniczyłem kontakty
                            do minimum ale i tak mnie boli to wszystko jak cholera :(
                            • timbunia Re: Dzień 4 14.04.07, 12:50
                              Współczuję Ci. najgorsze jest to ze właściwie konsekwencje ponosimy my
                              porzuceni, a nie oni... no cóż zostaje tylko walczyć dalej o kazdy dzień.
                              • ilums Re: Dzień 4 14.04.07, 13:22
                                to wlasnie dziwne, ze wszystcy przechodzimy to tak samo-tak jakby ktos nam
                                wdrukowal pewien model zachowan???? i te poranki nas dobijaja:////
                                Szkoda, ze nikt przy okazji wdrukowywania przechodzenia zaloby nie wdrukowal
                                nam jak zachowac ta wielka milosc przy sobie i zeby nas nad zycie kochala tak
                                jak my ja!!!!!!!!!!!!!!!!!

                                Jak zauwazyliscie jaes ranek i mam humor do dupy!!!! Non stop mi sie sni
                                moja/juz nie moja/ ksiezna latino://///////
                                • jackblack24 Re: Dzień 4 14.04.07, 13:27
                                  a może to im powinni wydrukować jak się szanuje i docenia wielką miłość :(
                                  • madziuuunia Re: Dzień 4 14.04.07, 15:01
                                    Prosze Państwa ja badzo prosze o usmiechy i inne nastawienie;) Bardzo
                                    prosoooosze:) dzisiaj mamy piekny dzien i dzisiaj sie smucic nie bedziemy;) PO
                                    co plakac i bolec po kims kto nas nie sznauje, nie docenia i nie kocha....hehe a
                                    do tego klamie, zdradza zwodzi bawi si euczuciami itd..... wezcie pod uwage tez
                                    to ze oni nas juz ni echca i nie mysla o nas wogole...my tez nie myslmy....
                                    Owszem moze wyladowac emocje tutaj ale pozniej ma byc ok:) zorzumiano??:) Myslmy
                                    tylko o sobi ei o nowym zyciu...ja zamknelam ten rozdzialnie worce do niego
                                    wiecej napewno:) Z czasem zaloze nowy rozdzial i bedzie pieknie;) chce z tego
                                    wkoncu wyjsc;) i uda sie,..czuje to;)
                                    • kaktusica6 Re: Dzień 4 14.04.07, 15:20
                                      Powiem jedno. Jeden, jedyny wniosek z naszej kilkugodzinnej
                                      wczorajszo-dzisiejszej rozmowy.
                                      Przez 2,5 roku byłam w związku z WARIATEM. On jest CHORY. Na głowę.
                                      Pomocy, nie wyrabiam...
                                    • kaktusica6 Re: Dzień 4 14.04.07, 15:21
                                      Ale piekna dziś pogoda:) I te słowa kolegi, które rozjaśniły mi życie:) Dobrze
                                      mieć przyjaciela...:)
      • akkknes Re: wracanie do siebie 14.04.07, 15:21
        wczoraj przybalowalam wiec mialam w miare spokojny umysl
        ale powiem wam najgorsze bylo to, ze w miejscu gdzie sie umowilam ze znajomymi
        w miare czesto umowialam sie z nim... i mimo ze powinnam patrzec w lewo skad
        znajomi beda szli to ciagle gapilam sie w prawo... i w koncu znajomi przyszli i
        nie wytrzymalam puscilam te pare lez i im mowie ze tak mnie w prawo odkrecalo
        jakos...
        dzis rano dostalam smsa jak tam moj kac... napisalam ze bla bla radze sobie i
        ze myslalam ze polegl gdzies po drodze przez te dwa ostatnie dni bo mial sie
        odezwac. a potem zadzwonil zebym mu cos w necie znalazla bo cos tam. i cisza...
        wiec sprzedaje swoje mysli gdzie sie da i probuje zajac sie moja praca
        dyplomowa... a dopiero trzecia... niech ten czas plynie szybciej ;(
        • akkknes Re: wracanie do siebie 14.04.07, 15:23
          ooo i wlaczylam dopiero teraz gg... a tam wiadomosci od niego... ze oj pewnie
          jestem na bibce a on to dzis robil to i to... i ze pozdro i caluje...
          • madziuuunia Re: wracanie do siebie 14.04.07, 15:33
            akkknes to jest swietna sytuacja...NIE ODPISUJ... niech si ezatsanowi nad
            soba....co to ma znaczyc ze on sobi episze kiedy chce a jak nie to bedzie
            siedzial cicho...??? unies sie wkoncu i nie odpisuj...udaj ze tej wiadomosci nie
            dostalas...ze gg si eryplo i jak si ezapyta to powiedz ze nic nie dostalas...
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 14.04.07, 15:32
          wow :) kaktusica :):) hehe 2,5 roku to sporo zeby wkoncu zoruzmiec ze jest sie z
          wariatem:) ale nie łam sie...ja tez bylam - na sczescie z dziwnym
          czlowkeim:)Ojjj Akknes nie wiesz co tracisz dziewczyno pzrez te swoje nadzieje
          ciagle i zale....Sluchaj ja juz od jakiego sczasu skoncyzlam z konaktem z
          bylym..skocnzylam z nadziejami...odepchenlam to od siebie ...i czuje sie
          rewelacyjnie!!!!1 Po co sie sama dolujesz co? zacznij brac do siebie co tu
          ludzie wypisuja bo maja racje!!!! kurce kobieto takie odciecie si eto
          rewelacyjna sprawa... nie pisze nie dzwonie nie gadam ...nic kompletnie...Co z
          tego ze byl kims wanzym dl amnie co z tego...teraz juz nie jest i tyle. Skoro ja
          pzrestalam sie dla niego lcizyc to niech spada.... mi jest dorbze samej;) czuej
          sie wolna od tego chama.....wolna!!!! nie msuze sie starac nie msuze nic..faceci
          sie za mna ogladaja na ulicy i jest super;) tera zoni beda si ewysilac a nie
          ja.:) wkoncu odzyskalam godnosc i szacunek do samej siebie. Ty tez powinnas.....
          ilez mozna ryczec....daj spokoj. Jestemy dorosli, tzreba sobie radzic z takimi
          sytuacjami...jak Ty pzrezyjesz smiersc czujas lub chorobe?? zacznij byc twarda
          naucz si etego....bo to nie jest jedyny problem ktory neka ludzkosc , nie ma sie
          co uzalac nad sowim biendym losem!!!! sa ludzie ktorzy naprawde sa biedni, nie
          maja nikogo, sa samotni, porzuceni...o nich teraz tzreba myslec..a My?? my mamy
          rodzine przyjaciol...dom...zycie jest piekne tylko tzreba je docenic.... Pewnie
          sobi emyslisz ze latwo mi mowic..NIE wiele mni eto kosztowalo zeby tak zaczac
          myslec...naprawde tzreba znalezc w sobie sile ktora pozwoli ci mysle
          cinazcej!!!! on ni ejest Twoim switem nie ozresadzjamy, sa istotniejsze sprayw
          niz facet...tym bardziej facet ktry nas zwodzi za nos, klamie i robi inne
          smieszne wg mnie zrcezy. Ogarnij sie dziewczyna i zcaznij zachowywac jak dorosla
          szanujaca si ekobieta!!!!!!!!
          sorry za te ostre slowa ale szlag mnie biezre jak widze Twoja bezradnosc...ilzez
          mozna za facetem tak sie niszczyc..... zacznij wkoncu patzrec na siebie anie na
          tego nic wartego goscia. Dl amnie ten kto naprawde ma niezl epoprzewracane we
          lbie skoro nie umie si ezdecydowac....w tylku mu si echyba przewraca ze Pańcio
          niezdecydowany. Nie daj si ewykorzystywac.... badz wkoncu twarda i nie daj soba
          rzdzic!!! Jak tego nei zmienisz wkoncu to juz nie mam do ciebie ani sil ani
          slow..... pozdraiwam
          • akkknes Re: wracanie do siebie 14.04.07, 15:43
            hm juz mi napisalam smsa... :( ale napisalam mu ze o dopiero wlaczylam gadu i
            ze odwoluje ze juz wiem ze jednak zyje
            moze zorietnuje sie o co chodzi (tiaaaa juz to widze!)
            wiecie co mnie to moje sumienie gryzie ze jak to kochalam go tyle czasu tyle
            rzeczy robilam i wlaczylam a teraz mam z dnia na dzien olac? podobno kazdego
            dnia bedzie latwiej... poza tym ciagle mi glupio udawac przed znajomymi ze jest
            ok.
            ale czuje ze czas to zmienic bo po 1 chyba musial cos przeplotkowac takiej
            lasce ktora zna moja kolezanka bo ta dziewczyna nagle odezwala sie do mnie po
            nie wiem chyba roku i pyta co u mnie i tak prowadzila rozmowe zeby wejsc na
            temat ja i facet. ale twarda bylam :))) udalam ze nie kumam :)))
            a po 2 wczoraj jak wracalam z bibki to wracalam z takim chlopakiem ktorego znam
            cale zycie potem mieliscmy kilka lat przerwy w kontaktach i nagle jak wrocilam
            ze szpitala to on i moj przyjaciel okazuje sie ze sie przyjaznia i teraz tak
            wszyscy sie przyjaznimy - facet ma leb na karku od razu juz w lutym mi mowil
            zebym kopnela w dupe ale ja nie chcialam tego sluchac no ale w kazdym razie on
            wczoraj po mnie przyjechal na ta bibe i odwozil mnie do domu. no i wracalismy i
            cos jakos z rozmowy wyszlo ze on mowi nie a ja tak wiec on jeszcze raz nie i ja
            znowu tak i przy moim trzecim czy czwartym tak a jego nie zaczelam sie bac...
            wiecie i az mu mowie - bo oczywiscie w dobrych humorach ostro sie brechtalismy
            z tego tak nie tak nie tak nie - ze jezu az mi dziwnie ze nie powiedzial 'nie
            rozumiesz kurw... co mowie? nie!!' bo tak moj mi zawsze mowil, zadko sie
            zdarzalo choc bywalo i tak ze tez tak sie bawilismy w tak nie tak nie...
            bogu dzieki ze ta sesja juz tuz tuz i to ostatnia sesja wiec trzeba sie
            postarac to mi zleci to jakos

            ps kupilam sobie wczoraj pierwsza od dwoch lat sukienke - w kropeczki, z
            bufkami i przed kolano. sukcessss!!
            • timbunia Re: wracanie do siebie 14.04.07, 17:36

              gratuluję sukieneczki, grunt to podopieszczać sie trochę :)
              Ja dziś nie zamierzam siedzieć w domu i rozpaczać, najwyzej wróce nawiana ;P
              idę ze znajomymi na piwnko - cieszę się bo to oni o mnie nie zapominają i mnie
              wyciągają tu i tam.
              choć dzień był w kratkę, raz dołek raz górka - to mam nadzieję że przynajmniej
              sie. skończy super.
              Pozdrawiam wszystkich i wzniosę dziś toast za nasze szczeście :)
              • ilums Re: wracanie do siebie 14.04.07, 17:49
                No i ta postawa mi sie podoba-teraz timbunia zaczyna nam swiecic przykladem:)
                Trzymajcie sie
                • akkknes Re: wracanie do siebie 14.04.07, 21:19
                  hmmm no wiec tak... wlasnie wrocilam i wlaczylam kompa wiadomosc od niego.
                  nagle go ciekawia moje opisy na gg (niestety nie dotycza one aktualnych
                  wydarzen;) no wiec mu odpisalam cos tam a on na niedostepnym siedzial i zaraz
                  bla bla odpisal
                  no ale koniec koncow on teraz gdzies idzie i 'sorry nie moze gadac papap
                  buziaki' i inne bajery no i ze w poniedzialek moge do niego podjechac to
                  obejrzymy dvd. no to mu pisze ze ja nie, bo cos tam i ze chyba ze zmienil
                  zdanie to ja sobie koluje cos na sobote bo na razie to jedyny dzien w przyszlym
                  tygodniu kiedy mam czas. 'no to sobie koluj' (pewnie ze skoluje;) no ale w
                  koncu stwierdzil ze jutro rano mozemy sie dogadac - wiec mu napisalam ze no ja
                  bede pod komorka wiec powiedzial ze zadzwoni - obstawiamy czy zadzwoni??
                  nie, nie piszcie zebym nie odbierala - nawet jesli on sie ze mna jakos ustawi
                  to i tak bedzie piec milionow przeszkod wiec tak szybko to my sie nie
                  spotkamy...
                  aha ja nie sledze tego watku z kolejnymi dniami bo po prostu nie mam sily przez
                  to przechodzic, przeczytam dopiero jak stane na nogi i bede w stanie czytac -
                  przepraszam wiec ze sie nie udzielam :/
                  generalnie to lapie dola bo caly dzien zastanawialam sie czy sie odezwie czy
                  nie, i mimo ze odezwal sie to dla mnie to byla kumulacja tych emocji. o jezu
                  musze jeszcze raz przeczytac ta rozmowe bo az nie wierze ze tak na 'sucho' z
                  nim gadam... kur.a jak mnie swedzi w srodku to moje sumienie...
                  naprawde nie wiem czy dobrze robie...
                  • ilums Re: wracanie do siebie 15.04.07, 05:15
                    Przepraszam akkknes ale ja juz sie poddalem w Twojej sprawie... Wiem, ze go
                    kochasz, wiem ,ze boli i wiem ogolnie wszystko bo sam mam podobnie ale wybacz-
                    ja juz nie mam sily nic pisac, bo i tak postapisz po swojemu.

                    Zycze Ci tylko zebys sie kiedys wyrwala z tego wszystkiego i zeby Twoj nastepny
                    facet kochal Cie nad zycie i oczywiscie Ty jego, zebys z krzywdzonej nie
                    obrucila sie w krzywdzaca!!!!

                    Trzymaj sie!!!
                    • jackblack24 Re: wracanie do siebie 15.04.07, 09:33
                      Kurcze i kolejny ciężki poranek :( Siedzę na gg a tu eks się pyta co ja tak
                      wcześnie na gg jestem, czy ona nie ma litości i musi zadawać takie kretyńskie
                      pytania, czy oni nie widzą tego co robią :/ No nic mam nadzieję że później mi
                      się humor poprawi :]
                      • banan_prosty No wlasnie, dlaczego? 15.04.07, 09:40
                        Ten watek jest tak dlugi, ze tego sie nie da czytac. Moze jakis "bis"? Albo
                        jakies streszczenie?

                        A tak poza tym, to czemu w niedzielny, wiosenny poranek poranek brzdakasz w
                        klawisze? Sobie tez zadaje to pytanie.

                        • jackblack24 Re: No wlasnie, dlaczego? 15.04.07, 10:13
                          Zaraz przestane brzdękać w klawisze i pójdę na spacerek, chociaż takie samotne
                          łażenie też może człowieka zdołować :/ ale cóż począć :(
                          • timbunia Dzień 5 15.04.07, 13:08

                            • timbunia Re: Dzień 5 15.04.07, 13:30
                              za szybko enter. no więc byłam wczoraj, troche sie pobawiłam, ale niestety
                              chyba przez tą całą sytuację, spotkania ze znajomymi nie mają swojego dawnego
                              uroku.
                              niestety dziś znowu jest mi zle. czuję pustkę, żal i nadal kocham :(
                              A jemu to chyba nawet pasuje , ze to ja sie nie odzywam... trudno trzeba dalej
                              zyc. i chyba też pójdę na spacer - choć samotny spacer to rzadna przyjemność.
                              Pogoda na dworze piękna, wiosna w pełni rozkwitu, szkoda że w moim sercu ulewna
                              i szara jesień.
                              Pozdrawiam wszystkich
                              • ilums Re: Dzień 5 15.04.07, 15:06
                                Timbunia-i Ty tez sie nie odzywaj-nam juz na nas nie zalezy, wiec nie ma co na
                                sile sobie dozowac nowej porcji zalaman psychicznych...ja z moja ex mam kontakt
                                juz tylko na zajeciach-nie wyglada na sepcjalnie zlamana-tak jakby nic sie nie
                                stalo....a poza tym to kontakt zerowy...a jak wiesz z tego co pisalem-jak
                                probowalem jakos nawiazac kontakt to sms, telefony itd poprostu zlewala

                                Nie ma sensu sie katowac Timbunia!!!
                                • jackblack24 Re: Dzień 5 15.04.07, 16:29
                                  eh :/ po jaką cholerę się spotkałem z nią teraz mnie znowu boli serce i dusza,a
                                  ona nadal nie potrafi być szczera wobec mnie :( wściekły jestem na siebie :/
                                  • ilums Re: Dzień 5 15.04.07, 16:53
                                    i mamy kolejny dowod, ze walczenie o nich nic nie daje-odpusccie sobie
                                    wszyscy!!!!! Kazde kolejne spotkanie, telefon, sms, mail itd-powoduje tylko bol
                                    w nas
                                    • kaktusica6 Re: Dzień 5 15.04.07, 17:29
                                      Kochani... trzeba sobie odpuścić...
                                      Akkknes, wybacz, straciłam do Ciebie już cierpliwość. Może powinniśmy wytatuować
                                      Ci to na czole? Abic młotkiem do głowy?
                                      Teraz cierpisz tylko i wyłącznie z własnej winy.
                                      Życzę Ci tylko, żebys kiedyś otworzyła oczy i zrozumiała, ze to co my tutaj
                                      sobie wypisujemy to nie brednie. Będziesz wtedy bardzo żałować, że nie dałaś
                                      sobie na wstrzymanie wcześniej. Ale to już Twój problem...
                                • timbunia Re: Dzień 5 15.04.07, 17:22
                                  wiem, ze dzwonienie i kontakowanie się są w tym przypadku nie zalecane. Co
                                  prawda bede musiała sie z nim spotkać, aby zakończyć sprawę mieszkania. nie
                                  wiem jak to spotkanie przeżyję, ciągle jestem na granicy załamania. Muszę siłą
                                  sobie prostować humor i wmawiać różne rzeczy bo inaczej poprostu zwiariuję.
                                  chcę tylko nie czuć już tego wszystkiego.
                                  • kaktusica6 Re: Dzień 5 15.04.07, 17:31
                                    Nadejdzie taki dzień, kiedy on stanie się dla Ciebie obojętny... Obiecuję:)
                    • akkknes Re: wracanie do siebie 15.04.07, 19:08
                      ilums spoko ja tez chyba sie poddalam
                      oczywiscie ze nie zadzownil
                      lece do robotki
                    • akkknes Re: wracanie do siebie 15.04.07, 19:10
                      kur.a najgorsze jest to uczucie ze skoro wydaje mi sie ze go kocham to powinnam
                      dalej go kochac i robic co robilam... ze inaczej nie bedzie nie da sie i w ogole
                      • timbunia Re: wracanie do siebie 15.04.07, 19:36
                        akknes da się. Ja kocham, tez bym wróciła wszystko dała zeby wrócił, ale skoro
                        kilka kroków takich jak ty, a natrafiłam na ścianę, to jaki sens to ciągnąc.
                        JEst fatalnie niestety, ale chyba trzeba to po prostu przeżyć. Boli, człowiek
                        tęskni, ale póki nie zrobi kroku nic sie nie zmieni. A poprawy nie czuję, nawet
                        nie wiem czy dobrze robię, ale na pewno wiem, ze jak widzę że on mnie nie kocha
                        i olewa - to to jest gorsze cirpienie niż te uczucia teraz. Więc chyba wybrałam
                        mniejsze zło.
                        • timbunia Re: wracanie do siebie 15.04.07, 21:42
                          nie wiem jak to jest, ale jakoś mimo wszystko nie dociera do mnie ta cała
                          sytuacja. Gdzieś w środku nie czuję, ze wszystko skończone. Żyję troszke jak w
                          jakimś koszmarze, z którego mój królewicz ma mnie wybawić. Obudzę się i ujrzę
                          moje słoneczko, które powie że kocha mnie nad życie - jak zawsze.
                          Dobrych snów.
                          • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 15.04.07, 22:18
                            Trzeba spotkać innego, który stanie się Twoim słoneczkiem:)
                            • timbunia dzień 6 16.04.07, 07:13
                              ja nie wiem jak to wszystko wytrzymać... w nocy przemiły sen z J. w roli
                              głownej, tak realistyczny. A po przebudzeniu szok. To wszystko ponad moje siły
                              jest, nie wiem ile wytrzymam, ale mnie wykończy.
                              • jackblack24 Re: dzień 6 16.04.07, 07:37
                                No musimy dać radę jakoś to wytrzymać :)
                                Już myślałem, że radzę sobie z tym ale jednak byłem w bardzo dużym błędzie bo
                                znowu mnie ta cała sytuacja wypala od środka :( Ja to już nie wiem czy oni się
                                nami bawią i naszym cierpieniem czy też nie :( Czemu człowiek w głębi serca
                                jeszcze się jakoś łudzi tym wszystkim, że to się jakoś ułoży :/ Mam nadzieję, że
                                limit porannych łez w moim przypadku już się wyczerpał i jakoś minie ten dzień :(
                                • timbunia Re: dzień 6 16.04.07, 07:59
                                  nie wiem czemu sie łudzimy, ale wiem, ze to najgorsze jest :( że jakoś cały
                                  czas żyjemy tą nadzieją, choć dawno powinno jej nie być. chciałabym móc
                                  zauważać i chwalić uroki zycia, ale w tym stanie to niewykonalne. Mam nadzieję
                                  że jakos do wieczora dotrwam.
                                  • jackblack24 Re: dzień 6 16.04.07, 08:17
                                    Oj tej nadziej po tym wszystkim złym być nie powinno, ale że serce podpowiada co
                                    innego to ciężko coś na to poradzić :(
                                    • ostatnia2 Re: dzień 6 16.04.07, 11:57
                                      Przeciwnie. Nadzieja powinna być zawsze. Niekoniecznie w to, że do siebie
                                      wrócicie, bo tej należałoby sie pozbyć jak najszybciej. Powiem tak, jeżeli ktoś
                                      zdradza, nie stac go na szczerość, tym bardziej po takim okresie bycia razem,
                                      to nie ma sensu być z taką osobą. Oczywiście nie zawsze jest tak, że nawet
                                      długoletnie związki są tymi "na zawsze", ale bycie ze sobą, nawet jak coś się
                                      kończy do czegoś zobowiązuje. Po pierwsze to odpowiedzialność za kogoś, z kim
                                      się było, która nie polega na tym, że ktoś w dalszym ciągu jest w naszym życiu,
                                      bo na to trzeba czasu, ale to jest rozmowa i szczere postawienie sprawy. Do
                                      uczucia nikogo się nie zmusi, nie przekona, ono albo jest albo nie, ale nawet
                                      jak się wypali to szacunek dla drugiej osoby, wzgląd na to co było wymaga tego,
                                      żeby wytłumaczyć drugiej połowie powody swojego postępowania. W tym co
                                      piszesz/piszecie nie było tego, tym bardziej nie ma czego żałować. Można odejść
                                      i każdy ma do tego prawo, ale odchodzi się dla siebie, a nie do kogoś innego.
                                      Odejście do kogoś innego świadczy tylko o tym, że źle działo się dużo
                                      wcześniej, a poza tym świadczy o kompletniej niedojrzałości drugiej osoby,
                                      która takim zachowaniem udowadnia tylko tyle, że potrzebuje związku dla
                                      związku, musi kogoś mieć i będzie sie trzymać jednej osoby dopóki nie znjadzie
                                      kolejnej, która ją zafascynuje. Tacy ludzie to egoiści i tchórze, a tego nie
                                      powinno Wam być żal. Każdy związek, nawet ten, który na koniec boli wiele uczy
                                      i tego się trzeba trzymać. Zamienić nadzieje na jej/jego powrót w nadzieje na
                                      to, że spotka Was coś o wiele lepszego, dającego więcej radości i uczucia.
                                      Trudne, a nawet bardzo trudne, ale da się. Jeszcze niejedna noc przepłakana w
                                      poduszkę, niejeden poranek, który dołuje, ale będzie ich coraz mniej. Powroty
                                      sa możlwie, ale nie takie, nie kiedy sie walczy, bo to Wam zalezy, Wy
                                      wykazujecie wole i incjatywe, co powoduje ze druga strona wcale sie nie zmieni,
                                      bo wyjdzie z zalozenia ze tak jest dobrze. Zadajcie sobie sami pytanie czy
                                      chcielibyscie jeszcze raz to przezywac? Po co? Sami zamykamy sobie drogę do
                                      tego, zeby pokochac na nowo. Inaczej nie znaczy gorzej. Wiec nadzieja niech
                                      bedzie ale na lepsze jutro, na to ze kazdy dzien bez jej/jego to plus dla Was i
                                      kolejny krok do tego, zeby znowu byc szczesliwym.pozdrawiam
                            • akkknes Re: wracanie do siebie 16.04.07, 13:00
                              oj ale mialam wczoraj problemy zeby sie zmobilizowac do pracy :/
                              ale nie o tym. po 22iej dzwoni mi telefon - jakis nieznany numer a moj nr nie
                              kazdy moze dostac bez mojej zgody no ale odbieram i wiecie kto to? pan moja
                              milosc! i wiecie z jakiego numeru? z numeru play, ktory dostal w lutym i nie
                              chcial mi go podac! jedyny telefon w ktorym dziala i dzwiek i wibracja i
                              ktorego nigdy nie wylacza!! fiuuu co? no dzwoni kiedy na to dvd sie umawiamy.
                              no to ja mu mowie ze mam czas dopiero w sobote. a on nagle ma czas dla mnie w
                              srodku tygodnia - ale ja go nie mam. zreszta tez jeszcze nie wiem czy sobote
                              bede miala wolna. i gadal ze mna i gadal ale ja bylam twarda - mozecie mnie za
                              to pochwalic - nie dalam sie i nie jeczalam jak mi zle bez niego. jedno co tu
                              mu przysralam to ze nie dzwonie bo i tak nie odbiera wiec zaraz zaczal wertowac
                              telefony ze jak to dzwonilam, wiec mu mowie ze NIE DZWONILAM bo i tak nie
                              odbiera.
                              bogu dzieki ze mi sie wczoraj przypomnialo ze musze napisac na ten tydzien
                              zaliczeniowke wiec mam naprawde czas zajety.
                              aaa, bo on w ogole chcial we wtorek ale mu powiedzialam ze o nie wtorek to na
                              bank nie - a jak sie zaczal dopytywac czemu to mu powiedzialam ze jednak wole
                              mage m. :))))))
                              ok wracam do pisania tej pracy
                              • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 16.04.07, 15:21
                                Cóż, pewnie i tak zrobisz inaczej... ale mogłabyś spróbować nie spotykac sie na
                                to dvd? I nie odbierac telefonow od niego?
                                • jackblack24 Re: wracanie do siebie 16.04.07, 15:55
                                  oj ciężkie życie porzuconych: nie myśleć, nie kontaktować się, nie tęsknić no i
                                  uśmiechać się ;) żartuje sobie troszkę ale wcale mi to nie pomaga w tych
                                  rzeczach co się na "nie" zaczynają :(
                                  • ostatnia2 Re: wracanie do siebie 16.04.07, 16:13
                                    Ciezkie wiec zacznij inaczej. Zacznij myslec ale o sobie, kontaktuj sie z
                                    przyjaciolmi, tesknij, ale za chwilami kiedy byles szczesliwy, usmiechaj sie do
                                    siebie, a z czasem bedziesz umial usmiechac sie do wspomnien. ;-)
                                    • timbunia Re: wracanie do siebie 16.04.07, 18:31
                                      dziś pękłam, złamałam swoje postanowienia i wysłalam do niego smsa :(
                                      nic mi to nie pomogło, a wręcz przeciwnie dobiła mnie odpowiedż na pytanie "jak
                                      żyje", że powoli dochodzi do siebie - po czym.,.. po tym że mnie rzucił tak po
                                      prostu. nie potrafie tego zrozumieć, mam dość tego okropnego uczucia, które
                                      zawsze po przebudzeniu daje znać o sobie, pustki i zalu i zranionego serca.
                                      gdyby był jakiś znieczulacz od razu bym wzieła. Nie bawia mnie iprezy,
                                      spotkania ze znajomymi, choć na siłe się umawiam. Nie zasłużyłam sobie na taki
                                      stan, a czemu mnie to spotyka....
                                      • timbunia Re: wracanie do siebie 16.04.07, 18:36
                                        na zmianę odczuwam teśknotę, ale i zwykłą złość, że mnie tak wystawił - i to po
                                        tym jak wspólne mieszkanko mieliśmy kupować. Jeszcze bym zrozumieła, że kredyt
                                        go przerósl, ale to ze sie tak nagle odkochał, to nie rozumiem...
                                        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 16.04.07, 18:54
                                          Timbunia!!!! spokojnie dziecwzyno , daj mu czas. Jesli zalezy ci na nim to daj
                                          mu czas. Wg mnie to on pzrechodzi taki kryzys z ktorego moze wyjsc tylko wtedy
                                          gdy Ty dasz mu odetchnac. Sa dwa wyjscia.... jedno jest takie ze poczul
                                          watpliwosci, normalnie sie wystraszyl tego wszystkiego i potzrebuje czasu aby to
                                          odworcic albo.... pprostu juz dawno pzrestal kchac i byl tylko z
                                          przywiazania.... tak tez moglo byc niestety:( z dnia na dzien tak si enie
                                          dzieje...musialo si eto dawno stac a nie mial odwagi cie zranic. To przykra
                                          sprawa, ja bym chciala zebys juz ni emiala zandych zludzen i wiedziala co Ci
                                          eczeka i co masz robic. Wiesz ktos tutaj napsial ze bardzo latwo jest pragnac
                                          powrotu ale trudniej jest pragnac nowej milosci....ale moze w Twoim przypadku
                                          warto sprobowac??? ja jestem osoba wierzaca..glebokowierzaca i na poczatku
                                          prosilam Boga zeby mi zwrocil Kube.... ale z biegiem zcasu i wynikajacych
                                          sytuacji moje prosby zmienily si ediametralnie. Niekoniecznie z mojej woli
                                          ..poprostu rozum kazal mi "chcec" czego sinnego. Wiem ze nic dobrego juz mnie
                                          nie czeka z tmy czlowekiem i czas sie pozbierac....w myslach wciaz sobie mowi
                                          eze juz go ni ehcce kochac..nie chce ciepriec i wiesz takei nastawienie wiele
                                          daje..... pragne milosci..ale pragne zbudowac ja z kims innym...z kims kto
                                          zasluguje w calej swojej okazalosci, z kims komu nie bede si ebala ofiarowac
                                          cala siebie;) dzis wiem ze mnie to zceka gdzies w przyszlosci:) a jelsi bede
                                          musiala na ta osobe czekac z rok to poczekam:):):) tak tego pragne ze jestem
                                          dzisiaj wszystko zniesc by byc szzxesliw ai dawac szczescie;):):) caluje cie mocno:*
                                        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 16.04.07, 18:56
                                          usmiechnijcie sie Sloneczka;):):) caly swiat czeka na was;) jetescie wspanialymi
                                          ludzmi:) Teraz po tym co was spotkalo moga ju ztylko przyjsc dobre dni:)
                                          bedziecie szczesliwi;) a tamtych niech szlag trafi:):) z wami sobi eporadzimy;)
                                          caaaluje;
                                      • madziuuunia Re: wracanie do siebie 16.04.07, 18:47
                                        Timbunia..kochana spokojnie<przytul> juz napisalas tego smsa, ale wiecej tego
                                        nie rob. Widze ze jemu tez za latwo nie jest bo wusmie to bylo 6 lat...teraz
                                        jedyne co do ciebie nalezy to czekac....a czas pokaze ci dwie drogi, albo
                                        zapomnisz o nim i wszystko pzeredjzie albo znow zejdziecie sie ze soba. jedyne
                                        co mozesz teraz orbi cto milczec.... milczenie moze pomoc ci zapomniec a moze
                                        tez jego naklonic do powrotu.Nigdy nie wiadomo... Nie smu csie dziecwzyno prosze
                                        cie!!!! Wyobrazam sobie co tam perzechodzisz, jakie to okropne uczucie wstac
                                        rano z takim uczuciem bezsensu...kochana ale zauwaz ze to dopiero 6 dzien:)
                                        pociesz sie tym ze to trwa jak narazie 6 dni...obiecuje ci ze za 2 tygodnie
                                        bedzie znacznie lepiej. ja otworzylam sie doludzi...dzieki pewnej osobie
                                        calkowicie zpaominam o tym co mnie spotyka. A co dzien widze drwine i chamskie
                                        usmieszki w moja strone. Chodzi o opisy gg....nie jest to mile i wlasciwie tlyko
                                        upewnia mie w fakcie ze czlowiek ktorwego tak kocham...kochalam nie jest wart
                                        ani jednego mojego spojrzenia. Skasowalam jego numer...nie bede sie dobrowolnie
                                        kluc patzrac na to ....i jest mi lepiej. Ty masz o tyl egorzej ze widzisz w
                                        swoim niemalze ideala... ja po 1 rozstaniu tez tak mialam...starszne pzrezycie.
                                        Ale potrzebowalam tkaiego gigantycznego kopa i rozczarowania zeby latwiej bylo
                                        mi zapomniec o tym czlowieku. Wczesniej plakalam... i niedowierzalam ze ON byl w
                                        stanie mnie tak obrzydliwie oklamac i zdradzic...dzis jestem mu wdzieczna bo
                                        zaczelam nowe zycie, czuje jak zachodza we mnie pewne zmiany:) piekne zmiany:)
                                        staje sie SOBA...wczesniej bylam taka jak on chcial..wszyskto bylo jak on
                                        chcial... A TERAZ WRACAM DO SWOJEGO ZYCIA..czuje sie uwolniona z klatki w ktorej
                                        mnie trzymal.Nie zlauje tych 2 lat bo teraz z kazdym kolejnym bede miala
                                        niesamowite porownanie..oczywisci ena korzyc tego natepnego:) wczensiej nie
                                        dostzregalam wad tego mojego ukochanego i godzilam sie z nimi a teraz poznajac
                                        ludzi....widze ze sa lepsi...az nie wierze. tu Kubus taki moj ideal...sratattata
                                        a tu nagle takie olsnienie ze jednak nie;) ze na swiecie jest mnostwo osob o
                                        calej gamie pieknych wartosci;) i to sie liczy:) Powoli przyzwyczailam sie do
                                        samotnosci, NIE - do wolnosci;):) i pomimo malych zalamek - takich sporadycznych
                                        to wiem ze wychodzi mi to wszystko tylko na dobre;)moje zyci enabiera barw w
                                        innym kierunku niz kiedys;) wczesniej byl tylko ON i wszystko tyczylo si
                                        ejego....brnelam w tozaslepiona...a teraz/?:) licze sie ja , moje marzenia,
                                        plany...moje radosci i smutki:) czuje sie wazna sama dla siebie;0 rozwijam w
                                        sobi etaki pozytywny egoizm ktorego zawsze mi brakowalo:) i jest mi z tym
                                        dorbze.Uwierzcie ze za parenascie dni was tez to czeka;) Meczylam sie
                                        niesamowicie.... ale kazdy kolejny cios uodpranial mnie na kolejne az wkoncu
                                        staly mi sie obojetne...Stalam sie silniejsza o to dosiwadczenie. Musicie byc
                                        optymiastami...nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo i to swieta
                                        prawda!!!!! uwierzcie w lepsza przyszlosc bo warto;) otworzcie sie na nowe
                                        znajomosci...jest tyle wpsanialych ludzi do poznania;) oni czekaja na was!!!!
                                        nie poddawajcie sie..... nie linczujcie sie tak:) ni epozwolcie zeby oni was
                                        wyniszczyli.... poprostu sie nie dajcie. Zycze wam calym sercem i trzymam kciuki
                                        zebyscie przetrwali ta faze oderwania i wyszli z niej z usmiechem na buzce;)
                                        beda smutki...duzo smutkow ale zobaczycie ze z dnia nadzien ilosc usmiechow
                                        bedzi epzrewazac;) jestem na to zywym przykladem;) a jeszcze niedanwo wylam z
                                        rozpaczy i nie widzialam klawiatury bo siedzialam cala zaryczana jak
                                        dziecko...takie zaplakane kaczatko siedzialo i czekalo na slowa pociechy:):):)
                                        jestem z wami....przjedziecie to i wyjdziecie jako silni odporni ludzie!!!!
                                        bogatsi o nowe bardzo intensywne doswiadczenie!!!pzodrawiam i sciskam!!
                                        • jackblack24 Re: wracanie do siebie 16.04.07, 19:19
                                          timbunia nie pisz do niego, bo wiem po sobie że to człowiek pogrąża jeszcze
                                          bardziej, bo albo odpiszą albo nie a jak tak to walną taka głupotę że
                                          człowiekowi wyć się chcę z bólu :/
                                          • timbunia Re: wracanie do siebie 16.04.07, 20:24
                                            dziękuję kochani za wsparcie, wiem że głupstwo dziś palnęłam. wiem, ze moje
                                            moje nastroje nic nie zmienią w jego uczuciu. Może on ma kryzys a może nie.
                                            Chciałabym wierzyć że kiedyś jeszcze będzie w moim życiu świeciło słoneczko.
                                            Choć nie wiem czy będzie mi dane. Przed J. spotykałam sie ale nie zobowiązująco
                                            z kilkoma chłopakami, ale jakoś żaden nie był w stanie dotrzec do mnie jak on.
                                            Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, ale może dlatego tak głęboka był i
                                            dlatego tak to teraz przezywam. ja wyznałam mu uczucie po ponad pół roku. Boję
                                            się tylko tego, że nie znajdzie się nikt, kto będzie w stanie wytrwac przy mnie
                                            tyle co on. Bo w sumie mam specyficzy charakter... ale w miłości oddaję całą
                                            siebie.
                                            • jackblack24 Re: wracanie do siebie 16.04.07, 20:33
                                              Oj słoneczko jeszcze będzie świeciło dla nas wszystkich :) głowa do góry i aby
                                              jutro było lepsze niż dziś :) Wiem, że boli to iż człowiek się zaangażował w
                                              związek a teraz cierpi ale może to nauczy nas czegoś a może i nie :( pożyjemy
                                              zobaczymy a teraz należy myśleć pozytywnie :)
                                              • nikka00 Re: wracanie do siebie 16.04.07, 20:48
                                                Przeczytałam cały wątek i postanowiłam napisać. Szczerze mówiąc, zupełnie się
                                                nie dziwię że akknes czy timbunia nie radzą sobie z sytaucją. Takie dręczenie
                                                siebie samej wypisywaniem jak to się kocha, teskni, jakie miało się cudowne
                                                plany na życie z ukochanym u boku, poza chwilową i złudną ulgą w dalszej
                                                perspektywie przyprawiają jedynie o jeszcze większy ból i rozpacz. Wiem co
                                                mówię, bo kiedyś kochałam tak strasznie, ze kiedy na krótko przed ślubem
                                                okazało się ze mój wymarzony ukochany i cudowny mężczyzna mnie zdradza, to
                                                cierpiałam tak strasznie ze bałam się poważnie o moje zdrowie psychiczne.
                                                Jedyne co mnie wtedy utrzymało przy życiu to przyjaciele i samodyscyplina
                                                wewnętrzna. Po prostu ból, który mną owładnął był tak wielki i przerażający, że
                                                bałam się myśleć o nim, bałam się że jeśli sobie będę przypominać jak bardzo
                                                kocham to naprawdę zwariuję. I zrobiłam wszystko żeby kontrolować swoje myśli.
                                                Wiem, że wielu z was wyda się to niemożliwe albo wręcz może i głupie, ale
                                                wyobraźcie sobie ze mnie pomogło, naprawdę, kiedy tylko myśl schodziła mi na
                                                niego, natychmiast stawiałam w głowie barierę - myślenie o tym poniża cię (taką
                                                sobie mantrę wymyśliłam). Owszem czułam cały czas ciężar, wiedziałam ze moje
                                                życie jest w tej chwili ruiną, ale dzięki temu że się kontrolowałam po pierwsze
                                                nie zwariowałam, po drugie udało mi się zachować godność, po trzecie facet
                                                mimo, ze mineło prawie 10 lat od tamtego wydarzenia nadal uważa że największym
                                                błędem jego życia było to że się ze mną nie ożenił. Mam satysfakcję, do faceta
                                                nie wrócę, bo zdrada psuje ludzi na zawsze. Życzę więcej samokontroli - dobrze
                                                życzę:)) Pozdrawiam ciepło
                                            • madziuuunia Re: wracanie do siebie 16.04.07, 20:45
                                              BEDZIE NAM WSZYSTKIM SWIECILO:) wiecej optymizmu w nasze piekne zycie;) Wlasnie
                                              dopadl mnie dolek ale szybko z niego wychdoze;) tak raz dwa;) pograbilam sobie
                                              trawniczek i od razu mi lepiej;) hihi kazdy z nas zasluguje na milosc i ja
                                              otrzyma;) bedzi ejeszcze dorbze.... zobaczycie ze to doswiadczenie wiele w was
                                              zmieni:) nauczy pewnych zachowan. Bedziecei etraz rozwazni w dawnaiu siebie...:)
                                              pozdraiwam
                                            • madziuuunia Re: wracanie do siebie 16.04.07, 21:03
                                              nikka biedactwo wyobrazam sobi eco pzreszlas..... cos okropnego. U mnie bylo
                                              troszk epodobnie, z tym ze nie planowalam slubu. Bylo ciezko ale takie
                                              wypisywanie sie tutaj wiele mi pomoglo...naprawde. Nikt mi tak nie pomogl jak
                                              ludzi etutaj.....jestem teraz bogata o taka wiedze ze jak postepowac w takich
                                              sytuacjach ze napewno ja kiedys wykorzystam:) ( obym nie musiala) niech sie
                                              wypisza..... i niech czytaja co tutaj ludzi episza...bo to naprawde madre slowa.
                                              Ja wzielam je sobie do serca i przetrwalam ju znajgorsze;)
                                              • nikka00 Re: wracanie do siebie 16.04.07, 21:11
                                                no na pewno wsparcie tylu osób, i to zupełnie obcych przynosi ulgę. Ale musisz
                                                przyznać szczerze, że gdybyś postępowała tak jak akknes, rozdrapując ten ból co
                                                chwilę, nie stanęłabyś tak szybko na nogi. Zauważ, że Ty od jakiegoś czasu
                                                jesteś tu w 90% wsparciem a nie wspieranym. Zadaj sobie pytanie dlaczego Tobie
                                                się udało a akknes nie. Mnie się zdaje, że odpowiedź na to pytanie znam, i nie
                                                jest nią stwierdzenie że widocznie ona bardziej kocha :))
                                                • madziuuunia Re: wracanie do siebie 16.04.07, 21:35
                                                  ja mysle ze to roznica charakterow... ale etz to moze wynikac z tego ze brak jej
                                                  takiego kopa, bodzca zeby to zkaonczyc definitywnie. On jest dla niej etraz
                                                  marzeniem pragnie go miec...nie to co my..zdrada mnie brzydzi wiec od razu mam
                                                  inne nastawienie na caloksztalt sprawy. Wiadome dla mnie jest ze juz do niego
                                                  nie worce, jestem tego pewna wiec latwiej mi jest go wyrzucic z serca.... ale i
                                                  tak najbardziej dominuje tutaj roznica charakterow. Bo mozna dac soba pomiatac
                                                  na poczatku...rozumiem to ale nie po tkaim czasie...po tkaim czasie tzreba
                                                  zorzumiec ze milosc nie liczy si eaz tak jak szacunek do samego siebie. Nie masz
                                                  szacunku do siebie - inni tez nie bede go do ciebie mieli:) Akknes brakuje
                                                  takiego zdecydowania ..miekki tylek z niej..boi si ewkoncu wziasc wszystko w
                                                  swoje rece i zkaonczyc to po ludzku. Kiedys bedzi esobi eplula wtwarz bo robi z
                                                  siebie...ni epowiem co. No ale teraz tego nie widzi i nie rozumie.... My sobi
                                                  emoze tu pisac co chcemy..ona i tak robi swoje. ja zmadrzalam szybciej niz
                                                  ona.....widocznie ona potzrebuje wiecej czasu zeby ....przejzec na oczy i
                                                  zorzumiec ze gacet to nie wszystko co sie liczy w zyciu.... mozna sobi
                                                  ewyobrazic wieksze problemy z ktorymi borykaja si eludzie.
                                                  • nikka00 Re: wracanie do siebie 16.04.07, 21:46
                                                    Wiesz, na pewno jest dużo racji w tym co piszesz, ale nie zgodzę się ze
                                                    stwierdzeniem, że u nas wystąpiła zdrada a u niej nie. Ja uważam ze dopóki
                                                    facet, którego kochałam, z którym byłam wiele lat i który zapewniał mnie o
                                                    swojej miłości nie potrafi powiedzieć jasno - to skończone, dla twojego dobra
                                                    nie będziemy się kontaktować bo widzę, ze sprawia ci to ból - dopóki takie
                                                    facet nie weźmie na siebie odpowiedzialności i skacze pomiędzy mną a jakąś nową
                                                    niech jej będzie marysią - to jest to dla mnie zdrada. Zdrada tego co nas
                                                    łączyło, zdrada szacunku do mnie. Akknes zapewnie interpretuje to inaczej.
                                                    Pewnie twierdzi że do poniedziałku to byłaby zdrada bo byli jeszcze razem, a we
                                                    wtorek to już nie, bo przecież rano powiedział, że to koniec. Widziałam już
                                                    dużo takich wygibasów interpretacyjnych wśród moich znajomych, oby tylko nie
                                                    zobaczyć prawdy. Jak to mówią w dowcipie - kombinuj mała, kombinuj. Taki
                                                    wisielczy humor na koniec.
                                                    P. S. Madziuniu dziękuję, za miłe przyjęcie na forum i podziwiam naprawdę
                                                    cierpliwość i empatię, jakiej udzielasz wszystkim nieszczęsliwym na tym forum.
                                                    Misja godna naśladowania. Ja chyba tak nie umiem :(
                                                  • timbunia Re: wracanie do siebie 16.04.07, 21:47
                                                    Ból bólem, ale wpisywanie na forum mi pomaga. Pomaga mi myśl, choć to pewnie
                                                    poczatek uzależnienia ;) że chociaż tu w sieci nie jestem do końca samotna.
                                                    mój dramat zaczął się pod koniec lutego, ale trafiłam na wątek i może dzięki
                                                    temu nie przezywałam tego co aknes. Pierwsze co pamietam, po krótkich
                                                    szarpaninach z j. dałam mu konkretny termin na okreslenie się, może to nie
                                                    poskutkowało, ale pomogło o tyle, że nie zrobiłam z siebie konkretnej idiotki.
                                                    Dzięki radom z forum, udało mi się tylko własciwie przez tydzień panikować, i
                                                    miałam siłę 6 dni temu się odciac. to że jest cięzko widocznie musi, chyba nie
                                                    ma innej drogi żeby to przejść. pisanie pozwala mi spojrzeć z dystansem, pisze
                                                    gdy mam największa słabość i jest o krok od zadzwonienia do j. jak napisze to
                                                    przechodzi ta chęć.

                                                    tak czy siak dziękuje wszystkim za wsparcie...
                                                  • madziuuunia Re: wracanie do siebie 16.04.07, 22:01
                                                    nika jestes bardzo madra kobieta i masz w zupelnosci racje. Widzialam Twoje
                                                    wpisy wczensijeszy i rowniez otworzyl ymi oczy. Piszac to dalas mi do
                                                    zorzumienia z jak niedojzralym facetem bylam...az zal pisac o tym...Zaluje ze
                                                    znaim coolwiek jemu napsialam nie poradzilam sie was co wlasciwie najlepiej
                                                    powinnam zorbic. Poniosly mni eemocje na wiesc o zdradzie i zachowalam sie jak
                                                    taka wariatka...nawypisywalam mu wszystko co o nim pomyslalam no i oczywisci
                                                    eskutek byl inny niz chcialam:) bo on mnie po pierwsze to wysmial a po durgie
                                                    dla niego to byl nic nie znaczacy belkot. teraz zaluje no ale juz po wszystkim:)
                                                    Brakowalo mni takiej osoby jak Ty ktora potrafi tak swietnie opisac calosc
                                                    sprawy obiektywnym okiem. Czytajac twoje slwoa mozna wiele zorzumiec....do
                                                    wielu spraw sama nie dochodzilam tylko dopiero po pzreczytaniu waszych wypocin
                                                    uzmyslawialam sobie ze macie racje i ze to idelanie pasuje do mojej sytuacji.
                                                    To sa glebsze pzremyslenia o ktorych niektorzy faceci nie maja pojecia..a
                                                    przydaloby im sie to pozytac, wiele by sie nauczyli.
                                                    Co do mojej misji...robie to z wielka ochota bo wiem co wy wssyscy tutaj
                                                    przezywacie. jest mi was tak starsznei szkoda i tak doskonale to rozumiem ze
                                                    czytajac to plakac mi sie chce....Gdy si ebudze pierwsza moja mysl to WY....
                                                    wiem ze to internet i ze nie nzamy si ekompeltnie...ale jednak kazdy z nas
                                                    zyje...przezywa swoj wlasny dramat... pragne w miare sowich mozliwosci jakos
                                                    pomoc to zniesc....bo to jest cholernie trudne, czasami wrecz niemozliwe.
                                                    swoje juz przeszlam i wiem co to znaczy bac sie o swoje zdrowie psychiczne;):):)
                                                    na szczescie obylo sie bez terapeuty..bo terapeuta byl sam "osobnik" pokazal mi
                                                    swoja twwarz ktra skutecznie mnie zniechecila do dalkszego bytowania. Wyplakalam
                                                    tutaj wiele lez z wami i wiele napsialam juz..... przeszlam to i mozna
                                                    powiedziec ze zdrowieje...czuje sie szzcesliwa... uwolniona od tego omamienia.
                                                    Wiecznie bylam w jego cieniu, wszystko bylo tak jak sobi ezyczyl..pzrez 2lata
                                                    nie spelnilam ani jednego swojego rpagneinia ...teraz odzylam, moje mazrenia
                                                    potzreby..wszystko wraca ...kocham zycie poprostu;) i pragne poznac kogos kto
                                                    bedzie kochal to zycie razem ze mna;) wierze ze sie znajdzie...bede czekac;)
                                                  • madziuuunia Re: wracanie do siebie 16.04.07, 22:06
                                                    nikaa swieta racja. Ale czym my sie przejmujemy....ona potrzebuje tego mocnego
                                                    kopa zeby sie otrzasnac i otworzyc oczy....wkoncu zrozumie to... szkoda tylko ze
                                                    to ebdzie tak ze ona bedzie musiala sie godzic z sytuacja narzucona przez
                                                    niego......bo sama zapewne tego nie zakonczy... coz tak bywa. bedzie ciepreic
                                                    bardziej niz to wszystko warte. jest tyle wartosciowych mezczyzn na swiecie,
                                                    zycie nie knczy sie na jednym.... Kurcze minelo tyl emiesiecy...az mi sie wyc
                                                    chce jak widze zeona te miesiace przepascila na zludne nadzieje za kims kto nie
                                                    jest juz tego wart. Przez ten czas mozliwe ze mialaby ju zkogos innego
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 16.04.07, 23:00
                                                    madziuuunia napisała:

                                                    > nikaa swieta racja. Ale czym my sie przejmujemy....ona potrzebuje tego mocnego
                                                    > kopa zeby sie otrzasnac i otworzyc oczy....wkoncu zrozumie to... szkoda tylko
                                                    z
                                                    > e
                                                    > to ebdzie tak ze ona bedzie musiala sie godzic z sytuacja narzucona przez
                                                    > niego......bo sama zapewne tego nie zakonczy... coz tak bywa. bedzie ciepreic
                                                    > bardziej niz to wszystko warte. jest tyle wartosciowych mezczyzn na swiecie,
                                                    > zycie nie knczy sie na jednym.... Kurcze minelo tyl emiesiecy...az mi sie wyc
                                                    > chce jak widze zeona te miesiace przepascila na zludne nadzieje za kims kto
                                                    nie
                                                    > jest juz tego wart. Przez ten czas mozliwe ze mialaby ju zkogos innego
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 16.04.07, 21:53
                                                    hm, moze i sa wieksze problemy, ja niestety przez cale zycie jakims cudem
                                                    musialam jechac na farcie, bo to jest dla mnie naprawde duzy ogromny najwiekszy
                                                    problem i nie oszukujmy sie porazka...
                                                    moze gdybym tego tak tu codziennie nie 'rozdrapywala' to rzeczywiscie byloby
                                                    latwiej, ale prawda jest taka, ze mi po prostu to pomagalo, schodzilo ze mnie
                                                    cisnienie jak kladlam sie spac ze swiadomoscia ze juz z kims podzielilam sie
                                                    tym ciezarem...
                                                    a moj kochany dzis przyslal mi smsa, jeszcze mu nie odpisalam taki mam mlyn.
                                                    co do dvd albo nieodbierania telefonow - niee na to jest jeszcze za wczesnie

                                                    ps jak dobrze ze ten czas tak szybko leci
                                                  • nikka00 Re: wracanie do siebie 16.04.07, 22:00
                                                    timbunia, gratuluję, ze potrafiłaś podjąć decyzję w tydzień i cytując
                                                    Ciebie "nie zrobiłaś z siebie konkretnej idiotki". To duża siła, wiem o tym.
                                                    A co do akknes... dla niej jak widać istnieją inne definicje godności własnej.
                                                    Cóż, akknes, powiem ci tylko tyle: jeśli liczysz na to, ze on wróci do ciebie
                                                    bo zauważy wreszcie twoją wielką miłośc... to jesteś bardziej naiwna niż byłam
                                                    ja w twoim wieku. i powiem ci jeszcze, ze z perspektywy moich prawie 10 lat
                                                    więcej niż ty masz teraz mogę tylko potwierdzić - faceci nie przeglądają na
                                                    oczy dlatego ze się ich kocha miłością bezwarunkową. Oni to wykorzystują, i
                                                    dopóki nie poczują, że żeby ciebie mieć to trzeba spełniać pewne warunki
                                                    czlowieczeństwa, to nic się nie zmieni. No nie, muszę się poprawić - jedyna
                                                    zmiana jaką przewiduję to taka, ze w końcu będzie tobą tak zmęczony że
                                                    usłyszysz coś obrzydliwego. Będzie jeszcze gorzej.
                                                    Rób jak uważasz, w końcu to twoje życie, ale wspomnisz jeszcze moje słowa,
                                                    niestety.....
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 16.04.07, 22:04
                                                    pewnie by tak bylo, tylko ze nikt z was nie widzi tutaj ze ja przestalam
                                                    dzwonic pisac i sie kontaktowac. ze poczatek watku a teraz to dwie inne
                                                    rzeczy... no wiec teraz mozecie sie tu wszyscy dowartosciowywac, bo niewiele
                                                    osob ogarnia wszystko i czyta co i ja pisze :( szkoda.
                                                  • madziuuunia Re: wracanie do siebie 16.04.07, 22:09
                                                    Akknes ja sie staram Ciebie zorzumiec, twoj charakter... STARASZ SIE to
                                                    widac.... ale to za malo...zbyt male te twoje kroczki sa.... moze wkoncu bedzie
                                                    cie stac na cos konkretniejszego??? no ale dorbe i to ze troche zmienial swoje
                                                    podejscie;) za to Ci emozna pochwialic;)
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 16.04.07, 22:17
                                                    sorry ale nie umiem bardziej, nie mam takiej oslonki... nie wiem, moze naprawde
                                                    cale zycie jechalam na farcie? od zawsze kieruje sie zasada ze jak za reke nie
                                                    zlapalam to nie mam dowodow wiec jak nie mam dowodow to mam nic. wiec nie mam
                                                    pewnosci ze mnie zdradzil. poza tym jak juz mowilam tamta dziewczynka ma
                                                    grzybice pochwy wiec bzykac jej nie bzykal. a on tez nie jest taki ze od razu
                                                    cos teges, pamietam jak bylo ze mna. zarowno jesli kocham jak i np nienawidze
                                                    to nie umiem tak nagle przestac takie cos czuc. wiec jesli powoli sie
                                                    zakochywalam to powoli tez sie odkocham, tyle. pewnie ze chcialabym znalezc
                                                    teraz milion osob ktore powiedza mi ze nie mam sie czym martwic bo tez robily
                                                    jak ja i dalej zyja, a po drodze to jeszcze okazalo sie ze to czy ze tamto...
                                                    pewnie. ale madziuuunia nie musisz pisac ze jest ci mnie szkoda bo ja naprawde
                                                    nie potrzebuje litosci. w ogole to sorry ale jak mozecie o mnie pisac jakby
                                                    mnie tu nie bylo? jestem i to czytam.
                                                  • nikka00 Re: wracanie do siebie 16.04.07, 22:29
                                                    madziunia dzięki za miłe słowa ponownie, ale ale muszę coś zaznaczyć - jestem
                                                    taka "mądra" bo przeszłam swoje.
                                                    Wierz mi, że nie wiem skąd ale miałam takie jakieś wewnętrzene przekonanie, że
                                                    największą krzywdę mu zrobię tym, ze bez słowa zlikwiduję nasze wspólne życie,
                                                    bez awantur i agresji... bez próśb i błagania - po prostu, boli mnie strasznie,
                                                    ale podjąłeś już decyzję tym co zrobiłeś - nie ma o czym rozmawiać. Nie wiem
                                                    skąd wiedziałam, że to go najbardziej ubodzie. I myślę, ze właśnie dlatego że
                                                    on miał świadomość tego, że z bolesną i cichą rezygnacją egzekwuję koszty jego
                                                    zdrady, spowodowało ze do dziś nie może sobie z tym poradzić. A jest naprawdę
                                                    szumowiną pierwszej wody... chyba tylko ta jedna sprawa go niepokoi, mimo
                                                    miliona innych świństw jakie zrobił innym kobietom.... Do dziś usiłuje o sobie
                                                    przypominać, i daje mi do zrozumienia że straaasznie żałuje. Gdybym zachowywała
                                                    się jak akknes nie tylko i tak nie miałabym faceta i szczęśliwego życia, nie
                                                    miałabym też poczucia że zachowałam honor i nie miałabym też satysfakcji po
                                                    otwarciu kolejnego sms-a z zapytaniem czy łaskawie może zadzwonić. Oczywiście
                                                    nie może, bo mu nie odpisuję. Mimo tego już tak pisze 9 rok :)))
                                                    A sobie madziuniu nie wyrzucaj, podejrzewam, ze gdyby nie to, że byłam taką
                                                    młodziutką córunią mamuni i tatunia, naiwną i niewinną, to po opadnięciu
                                                    pierwszego szoku pewnie zachowałabym się tak jak ty. Masz jeszcze szansę na
                                                    pokazanie mu kto tu ma klasę a kto jej nie ma. Obawiam się, że jeszcze nie raz
                                                    się zdarzy że gdzieś się na siebie natkniecie, polecam chłodny i ironiczny
                                                    uśmiech za cały komantarz jego osoby :))))
                                                  • madziuuunia Re: wracanie do siebie 16.04.07, 22:41
                                                    nikka dzieki za rade;) napewno zastosuje;) obecnie to on sydz ze mnie kazdego
                                                    dnia, widze to. Mysli ze to moja wina..on jest czysty....ake ok niech sobi etak
                                                    mysli;) naprawde coraz mniej to obchodzi a wiem ze keidys zechce naprawic to
                                                    wszystko jak zobaczy dla jakiego ziolka mnie zostawil:) oczywiscie ni ebede
                                                    miala skrupolow i nie pozowle mu na zaden gest zyczliwosci... zawsze sadzilam ze
                                                    to takie doswiadczenia kreuja ludzi na " ludzi" ... Po czesci cieszylam sie ze
                                                    mnie to spotkalo bo tzreba poczuc to zycie:) wiem ze bede teraz doceniac kazdy
                                                    urok tego dobra ktore mnie spotka;) czulam ze ta sielnka sie kiedys skonczy i
                                                    skonczyla sie... mam tylko dla siebie satysfakcje ze bylam wobec niego zawsze
                                                    wporzadku i wiem zekeidys przyjedzi emu pozalowac tego co zorbil:) bede
                                                    triumfowac bo onjuz stracil wmoich ozcach wiecej niz najgorszy cham...nie
                                                    zasluzyl na miano "czlowieka" :) a teraz jestes w jamijs zwiazku??
                                                  • nikka00 Re: wracanie do siebie 16.04.07, 22:15
                                                    akknes jak to przestałaś dzwonić i się kontaktować?? Przecież się z nim
                                                    umawiasz. Stwierdzenie że się nie kontaktujesz bo to nie ty wysyłasz pierwszego
                                                    sms-a, i tylko odbierasz rozmowy a nie je inicjujesz jest kompletnie bez
                                                    znaczenia!!! Zupełnie!!! Cały czas jesteś na wyciągnięcie ręki, czekasz aż
                                                    sprawa rozstrzygnie się gdzieś poza tobą, albo twój tato to załatwi, albo on
                                                    się zdecyduje, albo wygaśnie umowa na komórkę. No przejrzyj na oczy, tak
                                                    właśnie jest. Płyniesz jak ten liść, i próbujesz sobie wmówić, ze jesteś w
                                                    porządku i twoja miłośc własna nie ucierpi, bo przecież TY SIĘ NIE
                                                    KONTAKTUJESZ!!! Sama dobrze wiesz, zę to obłuda. Kiedy mój ex do mnie
                                                    wydzwaniał, pisał nie odbierałam telefonów, nie odpisywałam na sms-y, a kiedy
                                                    stanął pod moimi drzwiami to usłyszał - do widzenia. to jest nie kontaktowanie
                                                    się, a nie to co robisz ty.
                                                    I wierz mi nie piszę tutaj po to aby się dowartościować, bo już dość dobrze
                                                    swoją wartość znam, piszę zeby cię przestrzec bo widzę w tobie dużo z siebie z
                                                    tamtego czasu. Przeżywałam to samo co ty i w tym samym wieku. Też wcześniej nie
                                                    miałam większych problemów i byłam święcie przekonana, że świat wokół nie może
                                                    byc tak zły żeby mój ukochany był marnym tchórzliwym chłopaczkiem. Ale niestety
                                                    świat może być tak zły, a twój facet niewiele jest wart jeśli pozwala ci to
                                                    przeżywać tyle czasu.
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 16.04.07, 22:26
                                                    nie, ja nie bede robila z siebie wieznia komorkowego.
                                                    nie po to mam zastrzezony nr telefonu, nie po to jest on trudno dostepny nawet
                                                    wsrod znajomych zebym ja uwazala kto dzwoni zanim podniose klapke.
                                                    ja sobie nie wmawiam niczego, a juz na pewno tego, ze jestem w porzadku, jakbym
                                                    byla w porzadku z sama soba to bym teraz do niego dzwonila, a jutro rano
                                                    zamiast na uczelni byla u niego w pracy. ja czuje ze robie cos na przekor
                                                    sobie, co z tego ze ktos z doswiadczeniem mowi mi cos innego, jak ja czuje ze
                                                    robie nie tylko na przekor komus to przede wszystkim sama sobie?
                                                    bo mam odpuscic, zrobic cos nie tak jak zawsze robie, bo mam sie poddac?
                                                    swoja droga mysle ze moja milosc nie wie co obecnie przechodze bo grac to
                                                    akurat umiem swietnie. a tak jak mowie znamy sie dwa i pol roku, i jakos nie
                                                    pamietam zeby oprocz akcji ze szpitalem miala w tym czasie jakies ostre stresy.
                                                    malo kto wie co ja przechodze w srodku, pod maska z tapety, pod tymi wszystkimi
                                                    wybalsamowanymi naskrokami czy wmalowanymi lakierem paznokciami.
                                                    bo co z tego ze umiem znowu usmiechnac sie do zdjecia jak w srodku i tak
                                                    rycze?? ale tego oprocz mnie nikt nie wie.
                                                  • nikka00 Re: wracanie do siebie 16.04.07, 22:40
                                                  • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 16.04.07, 22:44
                                                    A ja wiem. Robię tak od zawsze. Zawsze jest ta maska roześmianej dziewczyny. I
                                                    co ona daje? Żal, że nikt nie wie, to daje. Nic więcej.
                                                    Niestety stajesz okoniem na nasze rady. Trudno, to jest Twój wybór. Wybór nie
                                                    podejmowania żadnej decyzji.
                                                    Ale jedno wreszcie musisz zrozumieć. Działając wbrew sobie (jak to ładnie
                                                    nazwałaś) działasz własnie w swojej obronie. To nie jest poddanie się. To jest
                                                    właśnie walka. O swoje własne życie i szczęście. Musisz to zrozumieć, że
                                                    kontaktując się z nim, spotykając, rozmawiając - poddajesz się. Wmawiasz sobie,
                                                    że jesteś taka silna, że to robisz. Ale prawda jest inna - utrzymując kontakt
                                                    okazujesz tylko swoją słabość... Ta maska tu po nic, on wie, ze jesteś na każde
                                                    jego zawołanie... on wie, gwarantuję Ci to. Maska tu nic nie da. Noszę ją od
                                                    zawsze, wiem. Ta jedna osoba wie i zawsze będzie wiedziała. Pokazujesz mu jaka
                                                    jesteś słaba. A on się bawi...
                                                    Gdybyś tylko zechciała zawalczyć o siebie... odseparować się. Przestać się
                                                    poddawać...
                                                    Decyzja nalezy do Ciebie.
                                                    Ale nie jeździj tu po nas, nie zasłużyliśmy sobie dając ci rady ze szczerych
                                                    serc przez tyle czasu...
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 16.04.07, 22:59
                                                    kaktusica, sorry wielkie ale po tobie to nawet nie mam zamiaru jezdzic :)))
                                                    jak na razie to zaczyna sie tu jazda po mnie jaka to ja jestem...
                                                    nie wiem czy wiesz co czuje, moze wydaje ci sie ze wiesz co czuje... nie czuje
                                                    zalu ze ktos tam nie wie co ja czuje - bo tak naprawde nie chcialabym zeby ktos
                                                    mi bliski wiedzial jak ja cierpie, bo moim bliscy sa tacy jak ja - baaardzo
                                                    empatyczni.
                                                    nie pokazuje mu jaka jestem slaba - bo za dobrze go znam, on za dobrze mnie
                                                    zna. on wie ze tylko jeden jedyny raz odcielam sie od wszystkiego co sie z kims
                                                    tam wiazalo, nieodbieralam jak dzwonil, nieodpisywalam jak dzwonil, a jak go
                                                    mijalam na ulicy to mnie paralizowalo. jeden jedyny chlopak ktory skrzywdzil
                                                    mnie przeogromnie. minelo tyle lat a ja dalej sie go boje. moja milosc wie o co
                                                    chodzi i ma takie samo zdanie w tym temacie jak jak - ze odcinajac wszelkie
                                                    kontakty i poniekad robiac uniki pokazalam mu swoja slabosc, ksiazkowo
                                                    udowodnilam jak sie go boje, jak przy nim maleje, bo brak mi odwagi i pogrania
                                                    jak dobrze jest bez niego w moim zyciu.
                                                    dlatego wole zeby to umarlo powoli, w agonii (mojej), z czasem, 'bo tak wyszlo'
                                                    niz mialabym miec uczucie deja vu, ze znowu uciekam. bo tego nie zrobie nigdy
                                                    nigdy nigdy, nigdy nie powtorze juz tego bledu.
                                                  • madziuuunia Re: wracanie do siebie 16.04.07, 22:29
                                                    akkknes wiesz co dosc!!!! nie chcesz to wiecej na twoj temat udzielac sie nie
                                                    bede....jakbys nie zauwazyla to nikt cie tutaj nie obczernia tylko daje pewne
                                                    rady..a Ty je zlewasz dziewczyno!! zamiast pzreczytac jaki jest ich sens to od
                                                    razu atakujesz ludzi z pazurami. Jesli masz zamiar podchodzic tak do tego co
                                                    ktos ci stara sie doradzic to sorry ze to powiem al enie jestes warta ani jednej
                                                    rady udzielanej pzrez wsyzsktie tutaj osoby.... Nie dziwie sie ze cie facet
                                                    zosatwil, tak amieszanka to nic dobrego..z jednej strony zaglaskalabys kotka a z
                                                    drugiej pazury masz dluzsze niz tez "kotek".... to moj ostatni post w Twoim
                                                    kierunku...Ty nie szanujesz mnie - ja nie sznauje juz ciebie. zastanow si eco
                                                    psizesz ok.... bo ja nie mam do ciebie zadnej litosci , jest mi zal to czytac,
                                                    zal mi Ciebie bo zle robisz i zdajac sobie z tego sprawe nie potrafisz tego
                                                    zmienic. Wiesz sa tutaj osoby ktre naprawde zasluzyly na cieple slowo...nie
                                                    jestes nia Ty napewno. Jakbys nie zauwazyla to irytujesz juz tutaj wszystrkich
                                                    swoim postepowaniem... nie sluchasz zandych rad wiec po co Ci ich udzielac????
                                                    zegnam
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 16.04.07, 22:40
                                                    wiesz co fajnie ze wlasnie pokazalas na co cie stac...
                                                    nie atakuje ludzi tylko piszesz o mnie 3ej osobie co jest beznadzieja, bo wiesz
                                                    dobrze ze to czytam. wiesz mnie facet zostawil, ciebie tez zostawil, wiec nie
                                                    pocieszaj sie moim kosztem. a 'zal mi ciebie' a 'zal mi to czytac' to roznica!
                                                    nie nauwazylam ze wszystkich tutaj irytuje o czym swiadcza maile ktore
                                                    wymieniam z ludzmi i jakos nikt z nich nie pisze ze go irytuje.
                                                    pewnie ze sa osoby, ktore zaluzyly na cieple slowo i dlatego napisalam nie raz
                                                    ze dziekuje. ja ci nie napisalam ze zal mi ciebie bo cos tam ani razu... wiec
                                                    nie mow mi ze ja tu kogos nie szanuje, bo przeczytalam tez twoj watek i tam tez
                                                    mnie niezle zjechalas, chyba uwazasz sie za kogos lepszego ze nagle odcielas
                                                    sie od bylego - pewnie, jakby mi maryska na gg cos napisala a on trzymal jej
                                                    strone to tez bym sie odciela. ale ja i moja milosc troche inaczej postepujemy
                                                    wiec tak nie bedzie.
                                                  • madziuuunia Re: wracanie do siebie 16.04.07, 22:48
                                                    wybacz ale nie raz widzialam jak skazcesz na ludzi...a mail emozesz sobie
                                                    wymieniac , nikt ci nie powie wprost. Nie musze sie pzred Toba tlumaczyc, nie
                                                    sadze zbeym "jechala " po Tobie tylko wyrazilam swoje zdanie... ni epotrafisz
                                                    przyjac krytyki twoja sprawa...a to ze psize w 3 osobie nie nzaczy ze nie psize
                                                    tego rowniez do ciebie ...bo to wlasciwie jest glownie do ciebie abys
                                                    uprzytomniala....MIalam do ciebie wiele cieplych slow pocieszenia....ale teraz
                                                    nie mam zamiaru pocieszac kogos kto mimo wszystko ma to gdzies. Ni emozesz
                                                    przyjac do siwadomosci ze komu ssi enie podoba co robisz??? ja nie jestem osoba
                                                    ktora bedzi ecihco siedziala, nie podoba mi sie to ze sie nie szanujesz/nie
                                                    szanowalas i bede o tmy pisac. W moich oczach wiele starcilas w momnecie gdy
                                                    potrafilas wylewac zale i jednoczesnie stac ci ebylo na nute bezczelnosci i
                                                    zlosci w stosunku do innych...
                                                  • jackblack24 Re: wracanie do siebie 16.04.07, 22:52
                                                    Szanowne Panie, dziś chyba coś z pogodą jest i każdy jest rozdrażniony, może
                                                    jutro będzie lepiej :)
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 16.04.07, 23:01
                                                    e tam, pogoda jest piekna! :))) jutro tez ma byc tak ladnie :) na szczescie...
                                                  • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 16.04.07, 23:52
                                                    akkknes napisał:

                                                    ale ja i moja milosc troche inaczej postepujemy
                                                    > wiec tak nie bedzie.

                                                    jestes jak pijak, ktory uwaza, ze jedyny jego problem to to, ze nikt go nie
                                                    rozumie...
                                                  • nikka00 Re: wracanie do siebie 16.04.07, 22:48
                                                    napisałam odpowiedź ale mi chyba skasowało... postaram się odtworzyć to co
                                                    napisałam.
                                                    Aknes napisałam, ze wymówka z niesprawdzaniem kto dzwoni jest poniżej twojego
                                                    poziomu. Napisałam, zę ty nie tylko sprawdzasz kto dzwoni, ale za każdym razem
                                                    jak usłyszysz dzwonek masz wielką nadzieję że to ON. I nie mow, ze się
                                                    maskujesz, bo wielokrotnie pisałas o tym jak się boisz że się rozpłaczesz
                                                    podczas rozmowy, albo ze mówisz mu ze go kochasz i będziesz czekać.
                                                    On cię trzyma w odwodzie, i doskonale wie co się z tobą dzieje nie łudź sie. On
                                                    po prostu uważa, ze sama sobie to robisz, on nie jest niczemu winien, w końcu
                                                    powiedział ci zebyś nie czekała, ale skoro on dostaje taki darmowy bonus od
                                                    losu jak bezrefleksyjnie podchodząca do niego panna to tylko korzystać!!!
                                                    Madziuunia ma rację, nie szanujesz chyba ludzi którzy tu piszą, nie dlatego że
                                                    się nie stosujesz do naszych rad, ale dlatego że próbujesz robić nam zarzut z
                                                    tego ze jesteś przedmiotem naszych rozmów. wybacz, ale chyba po to założyłaś
                                                    ten wątek, czyż nie?
                                                    Usmiechnij się trochę i zobacz jak ładnie jest wokół.
                                                    moja filozofia życiowa brzmi - jeśli facet mnie nie chce, to nie znaczy że ze
                                                    mną coś nie tak - to on nie wie co traci :))))
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 16.04.07, 23:03
                                                    nooo po to, po co zalozylam watek to juz nie raz pisalam!!!! :[
                                                    na poczatku rzeczywiscie myslalam ze znajde tutaj recepte na szczescie, ale jak
                                                    opinii bylo kilka i nie wiedzialam co mam wybrac, to zaczelam tu pisac zeby
                                                    SOBIE ULZYC!! jest mi latwiej jak sobie tutaj napisze ze jest mi ciezko, jak
                                                    wiem ze komus sie juz pozalilam... ale ja tego nie bede powtarzac po raz setny!!
                                                  • timbunia Re: wracanie do siebie 16.04.07, 22:49
                                                    Dziewczyny nie warto skakać sobie do gardeł. Fajnie że piszecie o własnych
                                                    doswiadzeniach, wspieracie, ale wiadomo że kazdy wybierze własną drogę. Jestem
                                                    w stanie zrozumieć akknes i jej sytuację, ciężko zerwać, nawet z osobą która
                                                    tak ją skrzywdziła. ja sama miewam myśli, że chciałabym z j. utrzymywac
                                                    kontakt, w końcu byliśmy przeciez też dobrymi przyjaciółmi, w sumie gdyby nie
                                                    sparcie ze strony najbliższych i pomoc z forum w takim stanie bym trwała.
                                                    potrzebne są zarówno dobre rady, jak i takie przypadki jak ma akknes - nie
                                                    mówie przez to że akknes jest głupia, że nie słucha rad, ale chce powiedzieć,
                                                    że bardziej przemówiło do mnie to co akknes przechodzi, niż gdybym od razu
                                                    słuchala rad w stylu odetnij się, ale bez wytłumaczenia dlaczego. Pewnie
                                                    brnęłabym dalej, bo nikt konsekwencji by mi nie pokazał. Każda sytuacja jest
                                                    indywidualna, każdy cżłowiek inny, nie każdy ma silną wolę... i myślę że kazdy
                                                    w inny sposób wyjdzie z sytuacji... Dobrej nocy wszystkim życzę :)
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 16.04.07, 23:04
                                                    dzieki
                                                  • ilums Re: wracanie do siebie 17.04.07, 04:42
                                                    STOP STOP STOP!!!!!!!!!!!
                                                    Czy Wyscie wszytskie powariowaly....
                                                    Poco wy sie tak klocicie???????????????
                                                    Wszyscy przechodzimy ilosc na swoj sposob i jest to przewaznie bardzo bolesne-
                                                    ale moze zamiast wrzucac sobie nawzajem to przychamowac troche co???
                                                    Jesli jutro znow Was tu spotkam w takich humorach to nie chce byc w
                                                    waszych skorach bo bede ku..mi i ch..ami rzucal!!!!!!!!!1
                                                    A poki co wysopac mi sie i zaczac myslec poztywnie-i to wszyscy bez wyjatku-
                                                    normalnie dzis to jak male dzieci!!!!!!
                                                  • jackblack24 Re: wracanie do siebie 17.04.07, 07:23
                                                    Witam wszystkich w ten kolejny piękny wiosenny poranek :) Próbuję się nim
                                                    cieszyć ale dość topornie mi to idzie :/ Eh dziś mam się z nią spotkać bo
                                                    idziemy na tańce no cóż mam nadzieję że jakoś to przeżyje chociaż zapewne będę
                                                    cierpiał po :( Ale od jutra mam zamiar zerwać całkowicie kontakt ale czy się to
                                                    uda to zobaczymy.
                                                  • timbunia Dzień 7 17.04.07, 07:53
                                                    Ja również mówię Wam dzień dobry. Nastał 7 dzień mojego postanowienia - jak
                                                    widać byłam słaba...ale każdmeu się to zdarza. Musze przyznać, że poranek nie
                                                    jest tak ciężki jak sie spodziewałam, ale pewnie dlatego że noc spędziłam w
                                                    pracy - wiec po prostu zmęczona jestem. Przez wątek jackblack - tak mnie
                                                    własnie nadeszła myśl, że jak to zrobić żeny kontynuować znajomość ze swojym
                                                    byłym, bo nie chcę tracić kontaktu tak zupełnie, ale nie wiem kiedy będzie to
                                                    możliwe na normalnej stopie... chciałabym z nim wyskoczyc czasem go kina, czy
                                                    po prostu umówić się na kawe. tylko że wiem, ze w tej chwili to będzie takie
                                                    podtrzymywanie mojego uczucia i męki. Odpowiadasz na :
                                                    jackblack24a musisz z nią na tańce iść, olej - i zacznij od dzisiaj abstynencję
                                                    od niej... ja się własnie bałabym tego, ze spotknaie za bardzo za boli - i
                                                    chyba teraz nie byłabym w stanie spojrzeć ukochanemu w oczy....


                                                  • jackblack24 Re: Dzień 7 17.04.07, 08:08
                                                    Pójdę dziś na te tańce bo mi się podoba to może się troszkę rozerwę :) Liczę się
                                                    z tym że będę cierpiał, ciężko mi powiedzieć co kieruje mną w tym momencie
                                                    zapewne serce :( a operacja abstynencja zacznie się od jutra chociaż już się jej
                                                    obawiam no ale trzeba być twardym :)
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 17.04.07, 09:07
      Witam wszystkich;) mam nadzieje ze emocje po wczorajszym opadly hihi:) Biedaki
      moje od dzisiaj macie sie usmiechac do siebie ok??? Nie dolujcie sie, zorbcie
      dla siebie cos przyjemnego;) na mnie zawsze swietnie dziala robienie pizzy....
      uwielbiam to robic;) moze macie jakeis swoje ulubione zajeci aktre wam pomoga
      zapomniec?? mysle ze tak:) od tej chwili prosze mi pozytywnie myslec i zaczac
      robic cos tylko i wylacznei dla siebie:) sciskam i pozdrawiam:)
      • timbunia Dzień 7 17.04.07, 09:26
        To dzisiaj akcja usmiechowa. Ja dziś zajmę sie w końcu swoim hobby i zrobię
        sobie kilka par kolczyków :) bo nie pisałam tego wczesniej, ale w akcie
        deperacji, z tch całych emocji przezywanych ostanio - przekułam sobie w końcu
        uszy, za tydzień moge zdjąc te kolczyki ze stali chirurgicznej i wreszcie
        załozyć fajne dyndadełka....
        • madziuuunia Re: Dzień 7 17.04.07, 09:49
          No widzisz jak milo:) ja lece do ksiazek i ostro biore sie do roboty:) jestem
          pozytywnie naladowana;) zycze wam duuuzo usmiechu na caly dzien ( oprocz tego
          wymuszonego) :):)
          • timbunia Re: Dzień 7 17.04.07, 12:34
            jestem w jakimś dziwnym stanie ducha dzisiaj. Z jednej strony czuję coś na
            kształt szczęścia, uśmiecham się bo na dworze pieknie, jakoś mi lekko na duszy.
            Z drugiej strony jakoś ten stan dziwnie mi przypomina ten, gdy j. wyjeżdzał na
            dłużej, albo gdy odeszło ukochane zwierzątko - na początku ból, tęsknota, potem
            właśnie dziwny spokój ducha, ale powiązany z nadzieją że przeciez sama nie
            zostałam i z takim rozmarzeniem za chwilę, za jakiś czas j. wróci, lub mój
            futrzak znowu pojawi się w moim życiu. Jako dziecko dużo czytałam, zatapiałam
            się w świecie książek, sama też snułam w głowie różne historie - zatapiałam sie
            w nich - niektórzy mówili marzycielka, buja głową w chmurach. a to była dla
            mnie altrenatywan dla szarek rzeczywistości, dzieki rozmyslaniom, fantazjom
            lepiej mi się żyło. I teraz też zaczynam popadać w taki stan, lekkiego
            rozmarzenia. nie wiem czy to moja reakcja obronna, czy moze jakiś kolejny
            stres. Ale odrywam sie od rzeczywistości - mając w głowie gdzieś swój idealny
            światek i wyobrażenia że moje życie i ta cała sytaucja inaczej sie to czy. Nie
            wiem czy powinnam sie cieszyć, czy martwić tym stanem. Co myślicie??/
            • madziuuunia Re: Dzień 7 17.04.07, 13:04
              TIMBUNIA!!!!:):):):):) jestes na dobrej drodze do wyleczenia;):) jak sie ciesze
              ze wkoncu zaczelo sie cos dziac;) nie dlugo kazdy dzien bedzie wygldal coraz
              lepiej;) ja tez od tego zaczynalam, zaczelam czuc cos donrego w sobie, taka mala
              iskre radosci;) owszem wracaly ciezkie chwile ale teraz/? teraz ich nie ma:)
              czuje sie bardzo szzcesliwa;) uwolnilam sie do tego wszystkiego.... bo bardzo
              tego pragnelam i chciala.....nastala we mnie zmiana, na lepsze;) z wami tez tak
              ebdzie, kazdy dzien bedzi ecoraz leszy...wazne zeby wkoncu przyszedl taki jak u
              Tumbini..to tkai start:) zaczynasz zdrowiec;) ciesz si etym i wykorzystaj to;)
              bedzi ejuz teraz coraz lepiej;)
            • ostatnia2 Re: Dzień 7 17.04.07, 13:13
              Marzenia piękna rzecz. Jeżeli powodują, że chociaż na chwilę usmiech pojawia
              się na Twojej twarzy to miej marzeń ile dusza zapragnie. Ale te dotyczące J.
              konfrontuj jednak z rzeczywistością. Miej w głowie swój idealny świat, po to
              żeby do niego dążyć, ale zacznij marzyć o jakimś miłym, kochającym facecie,
              który zaangażuje się w Ciebie tak jak Ty i przez którego nie będziesz
              cierpieć.Myśl o tym, że wróci miłość a nie że J. Nie zostałaś sama, to tylko
              nam się czasami wydaje, że jak odchodzi ktoś kogo kochamy to nie mamy nic, a
              wystarczy dobrze otworzyć oczy, żeby zobaczyć, że odszedł tylko on, wszyscy
              przyjaciele, rodzina, znajomi są tak jak i byli tylko my w swoim bólu i
              samotności tego nie widzimy i wmawiamy sobie, że nie ma już nic. Problem polega
              na tym, że jak cierpimy to najbardziej chcielibyśmy żeby się zegar i świat
              zatrzymał, ale tak się niestety (albo i stety) nie dzieje, wszystko toczy się
              dalej i czas się w tym odnaleźć. Słońce za oknem, ciepło, radośnie więc powinno
              być łatwiej. Tego zyczę.
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 17.04.07, 18:15
      witam wszysktich!!!:) jak wam dzien minal? jak wasze seduszka??? mam nadzieje ze
      jakos sie trzymacie;) u mnie coraz to lepiej:) dizisaj moglam bez porywu serca
      obejzrec nasze zdjecia..... i nie czulam nic pecjlanego;) tak wiec chyba jest
      dorbze;) zycze abyscie wy tez jaknajszybciej osiagneli ten blogi stan:)
      • timbunia Dzień 7 17.04.07, 19:25
        kolejny dzień dobiega słońca, rano miałam dobry humor, niestety popołudniem
        zaczęła się handra. ale itak dziekuję za te chwilę spokoju. może z dnia na
        dzień będzie lepiej. Niestety czuję się samotna, może to po prostu wynika z
        tego że cżłowiek taki zraniony, ale w czwartek przynajmniej będe miała
        spotkanie w gronie pznajomych to moze dotrwam.
        Pozdrawiam wszystkich cieplutko.
        • madziuuunia Re: Dzień 7 17.04.07, 19:28
          Timbuniu nie martw sie;) bedzie coraz lepiej, uwierz w to:) jeszcze pare dni i
          bediesz coraz lepiej sie czuja...gwarantuje Ci to;) Potzrebujesz troszk eczasu i
          wiszystko sie ustabilizuje:) kazdy dzien bedzi ecoraz weselszy... wkoncu
          poczujesz sie wolna od tego;):):) zycze powodzenia;)
      • akkknes Re: wracanie do siebie 17.04.07, 20:56
        hm no wiec tak... mielismy sie dzis ustawic na to dvd...
        on dzwonil do mnie w niedziele ze mam sie odezwac kiedy mi pasuje. wiec dzwonie
        do niego i mu mowie ze mam wtedy i wtedy czas, on mowi ze ok ale ze powie mi za
        pol godziny na ktora dokladnie sie umawiamy. no minela godzina i dzwonie i
        mowie ze myslalam ze jest bardziej slowny, ale on cos tam blaaa zebym sobie
        poszla z robic cos tam tam (tu nawiazanie do znajomego z ktorym mam ostatnio b.
        dobry kontakt) bo jemu sobota nie pasuje. i zaczyna mi srac takie bajki ze cos
        tam i w koncu mowi ze nie moze gadac bo maryska jest u niego (juz godzine temu
        wiedzialam ze tam jest, ah ten moj sluch;) i ze on mi sie nie musi tlumaczyc.
        wiec mowie ze ja nie kaze mu sie tlumaczyc pytam jak czlowieka czy chce
        obejrzec to dvd czy mam sobie kogos zorganizowac (taaa tutaj moja zlosliwosc
        wziela gore;) a nie on mi owija nie wiadomo co. wiec tak on chce to obejrzec
        ale nie w sobote ale on nie moze rozmawiac (tak dokladnie wygladala rozmowa)
        wiec po raz setny mu mowie ze albo mi mowi kiedy albo temat bedzie nieaktualny.
        no wiec on zaraz pomyslal, ze ooo i w ogole to on mi w piatek powie.
        powiedzialam ze ok, w takim razie czekam na jego telefon jak nie zadzwoni to ja
        mam to w dupie.
        generalnie pewnie powinnam teraz zlapac dola i sie poplakac ale jakos nie mam
        czasu na to. chyba naprawde wtedy po tej tapecie na jego komorce nie wiem chyba
        dwa tygodnie temu to bylo cos we mnie nie tyle peklo, co po prostu tyle do mnie
        doszlo... najgorsze sa chwile zwatpienia, kiedy mam ochote chodzic po scianach
        z bezsilnosci tesknoty milosci i strachu o przyszlosc. bo gdyby tych chwil nie
        bylo dalabym sobie rade i naprawde w moim zyciu byloby ok. ostatnio ciagle
        chodzi mi po glowie mysl - gdzie ja teraz znajde chlopaka, wiem ze to glupie,
        ale to wlasnie zaprzata mi mysli jak np jade na uczelnie... kurna, mam 22lata,
        koncze studia i rozstalam sie z facetem ktory byl dla mnie wszystkim. wierze
        ciagle w lepsze jutro, dobrze ze jak sie budze swieci juz slonce to jest troche
        milej, ale eh...
        teraz oczywiscie bede sie zastanawiac przez najblizsze dni czy on w ogole
        zadzwoni nawet jesli mialby mi powiedziec ze sie rozmyslil. ale ze moja
        intuicja jakos ostatnimi czasy sie nie myli to czuje ze po prostu to byla nasza
        ostatnia rozmowa, ja umiem juz kilkanascie dni pod rzad wytrzymac bez kontaktu
        z nim wiec zebym tylko dalej byla tak twarda jak dzis, jak wczoraj i w
        niedziele...
        dobrze ze mam wyjscie awaryjne jakby nie zadzwonil w piatek
        a i wiecie co mi jeszcze powiedzial? przy tym ze nie musi sie tlumaczyc (nawet
        nie chcialabym tego) to ze nie bedzie robil scen przy marysce. hahaha az mu sie
        usmialam do telefonu ze od kiedy to rozmowa przez telefon jest scena. no to
        teraz juz wiecie jakie to 'sceny' robilam mu jak bylismy razem? bo ja nie
        wiedzialam ze rozmowa telefoniczna jest scena.
        dobra tylko mi nie piszcie ze moglam juz ten drugi raz nie dzwonic. pewnie ze
        moglam ale najbardziej mnie ciekawilo czy mi wlasnie powie ze nie moze gadac bo
        marysia jest. i ze jak JA chce to mozemy pogadac pozniej. nie bierze pod uwage
        tego ze po tym czasie i po tym wszystkim co juz bylo to ja mam naparwde ostro
        wycwiczona psychike i mnie tak nie podejdzie... powiedzialam mu ze ja nie
        dzwonie pogadac a czy ogladamy to dvd czy nie.
        ide do wanny
        • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 17.04.07, 22:25
          nie chce Cie akknes dolowac, ale zalosna jestes. mowie to bez zlosliwosci tylko
          z zalem, ze nie mozna Ci pomoc. na dowod powiem Ci, ze kiedys tez tak mialam i
          tez nie mozna mi bylo pomoc:(

          aha: 22lata to idealny wiek by sie wlasnie chlopakami nie przejmowac. twoj
          problem lezy w Tobie, a nie w jakims chlopaku, ktory nawet juz sie nie wysila
          by Cie zwodzic...
          • qw994 Re: wracanie do siebie 17.04.07, 22:34
            > a nie w jakims chlopaku, ktory nawet juz sie nie wysila
            > by Cie zwodzic...

            Dokładnie. Świetnie powiedziane.
        • qw994 Re: wracanie do siebie 17.04.07, 22:33
          Czy ty naprawdę nie sięgnęłaś jeszcze szczytów poniżenia się?
          Dzwonisz do niego, on ma cię w dupie, zbywa cię, bo inna laska u niego siedzi.
          W tym momencie powinnaś walnąć słuchawką i nigdy więcej się do niego nie
          odezwać. Ale nie - ty będziesz czekała na telefon od łaskawcy jak na zbawienie,
          podczas gdy on będzie się zajmował podrywaniem świeżego towaru.
        • angoisse co tu sie kurna dzieje?? 17.04.07, 22:52
          albo raczej dlaczego nic się nie dzieje??
          nie zagladałam tu z miesiąc, myslałam ze juz wszyskie ważne sprawy z facetem
          wyjasnione i załatwione... czytam teraz autorke i mam wrazenie ze sie cofnełam
          z powrotem o ten miesiąc... Przeciez piszesz akknes w kółko to samo, tak samo i
          o tym samym.... Zatrzymałaś sie dziewczyno w rozwoju czy o co chodzi??
          Facet od paru miesiecy daje ci do zrozumienia ze nie chce z Tobą być, męczysz
          go, nudzisz i zawracasz mu gitare rzeczami na ktore nie on ma najmniejszej
          ochoty,(chyba ze sie akurat straaasznie nudzi) bo rajcuje go zupelnie inna
          dziewczyna. DAJŻE MU KOBIETO WRESZCIE SPOKOJ!!! jego juz nie obchodzi czy ty
          sobie "załatwiasz kogo innego" czy nie, zwisa mu to kalafiorem, bo jak tylko
          inna bedzie miec czas w sobote to bedzie 100razy bardziej wolał być z nią niż z
          Tobę... Dał Ci już wszystkie sygnały zebyś załapała . Bo TYlko w twojej
          wyobrazni cos was "łączy", i twoje fochy i dramatyzowanie cos znaczy, masz
          problem ze sobą.
          • timbunia Dzień 8 18.04.07, 09:56
            Paskudną miałam noc, śniły mi się miłe sceny z j. wstałam zdołowana,
            najchętniej bym do pracy w ogóle nie szła. Ale jakoś sie zebrałam, spóźniłam
            się, ale w sumie dobrze że nie dałam sie zwieść słabości. na szczęście w pracy
            jest dziś troche osób i kolega przy którym można sie pośmiać - zawsze troche mi
            humor poprawi. wczoraj wysłalam smsa do brata j., Nie wiem czy dobrze że
            utrzymuje z nim kontakt, ale wspieramy się wzajemnie - jego dzieczyna porzuciła
            na 5 miesięcy przed slubem, zdradziła go z najlepszym kolegą. Nie rozmawiamy o
            j., jest raczej takim moim wsparceim, gdy mam ochotę zadzwonić do j. stawia
            mnie do pionu. jakoś nie dociera do mnie że to koniec. Że przestaje mu zależeć
            na drugiej osobie w ogóle, nawet jak na zwykłym człowieku. tak smutno i ciężko
            dziś :(
            • timbunia Re: Dzień 8 18.04.07, 10:32
              nachodza mnie głupie mysli, by zaprosić j. do kina, albo coś
              • madziuuunia Re: Dzień 8 18.04.07, 11:13
                Timbuniu nie rob tego.....gdy bylam na Twoim miejscu to starsznie sie
                zblazinilam...bo zaprosilam tego swojego i do kina i na dyskoteke..a on
                bezczelnie odmawial szukajac glupich powodow...czulam sie wtedy jeszcze
                gorzej...a on ?? no coz..widzial moja slabosc i widzial to ze mi zlaezy. Nie baw
                sie w takie rzcezy...daj mu czas!!!!! niech zateksni..nie przypominaj o sobie,
                tak bedzie najlepiej. Wiesz nie mozesz tez tak od razu pzrekreslac w sobie
                wszystkiego...bo on calkiem mozliwe ze bije sie sam ze soba i nie wie czego
                chce..... on potzrebuje troche samotnosci i wolnosci zeby zatesknic..Uwierz mu
                wspomnienia do niego wroca i wtedy bedzi emozna obserwowac tego ksutek...... nic
                narazi enie rob. Wiadomoz e jestes w gorszej sytuacji i to tyjestes ta czekajaca
                cierpiaca..... ale uwierz wyjdzie ci to na dorbe...bo jesli on sie nie obudzi ze
                ma pod nosem szalowa dziecwzyne to znaczy ze nie jest wart.....i wtedy bogatsza
                o ta doswiadczenie pojdziesz w swita szukac kogos innego....jeszcze pare
                tygodniu i przyjedzie ci ochota nowe znajomosci...sama sie pzrekonasz;):):) al
                eetraz kategorycznie zabraniam odzywac sie do niego i zapraszac....a co to on
                jest?? on ci krzywde zorbil nie dawaj mu za to zadnych nagrod...niech tam siedzi
                sam..... niech spada;P:P:):) pozdrawiam:)
                • timbunia Re: Dzień 8 18.04.07, 13:20
                  Dziękuję za wsparcie, na szczeście to tylko pozostaje w sferze myśli. Po prostu
                  nadal sie boję tej straty.... przynajmniej nad jednym juz jako tako panuję, i w
                  momentach paniki nie dzwonie do j.. mam listę awaryjnych numerów - do których w
                  takich sytuacjach dzwonię. Między innymi brata j. który przeszedł coś
                  podobnego - rzuciła go dziewczyna na 5 miesiecy przed ślubem zdradziła z
                  najlepszym kolega. Wspieramy sie na wzajem i zawsze jak cos mnie gnebi dzwonię
                  m.in. do niego...
                  • timbunia Re: Dzień 8 18.04.07, 15:59
                    i mija tak dzionek jakoś nijako, pogoda sie psuje, humor też... niestety
                    pozostaje ta pustka ogromna... której nie mam czym zapełnic :(
                    • jackblack24 Re: Dzień 8 18.04.07, 17:47
                      eh mnie też dziś dzień jakoś się tak wlecze, taki nijaki jest :/ no kusi mnie
                      żeby się skontaktować ale się nie daję :) no a wczorajsze spotkanie potoczyło
                      się inaczej niż myślałem ale może od początku. Zadzwoniła wcześniej niż się
                      umawialiśmy i zapytała się czy może wpaść do mnie no i się zgodziłem :(
                      Stwierdziła że na tańce nie pójdzie bo ją buty obtarły no to mówię trudno
                      przeżyje to jakoś ;) Zamówiliśmy pizze i zaproponowała żebyśmy może jakiś film
                      obejrzeli to się zgodziłem i obejrzeliśmy "Jak stracić chłopaka w 10 dni". Nie
                      wiem czemu się po filmie do mnie przytuliła ale zrobiło mi się bardzo miło
                      (wiedziałem że dziś rano to zaboli) później jeszcze pogadaliśmy i ją na autobus
                      odprowadziłem. Nie wiem już co mam o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony wiem
                      że muszę się nie kontaktować to może jej to coś uświadomi a z drugiej znowu
                      uczucia odżyły :( No nic pożyjemy zobaczymy co z tego będzie :/
                      • jackblack24 Re: Dzień 8 18.04.07, 20:10
                        wieczór a mnie kusi coraz bardziej i nie mogę się na niczym skoncentrować ale
                        muszę się jakoś w sobie zebrać :]
                        • kaktusica6 Re: Dzień 8 18.04.07, 20:53
                          Przytuliła się i nic? Ech... kolejna osoba, która lubi ranić kogoś, kogo
                          porzuciła...
                          Niestety, niedobrze że się zgodziłeś... sam wiesz o tym, że jakby to spotkanie
                          nie doszło do skutku, to byłoby lepiej... nie dopuśc do tego po raz drugi i
                          trzymaj się:) w końcu Ci sie uda zapomnieć i znaleźc kogoś innego...:) wierzę w
                          to szczerze:)
          • akkknes Re: co tu sie kurna dzieje?? 18.04.07, 20:51
            ehhh
            nawet nie chce mi sie tego prostowac...
            nie bede wam pisac ze wczoraj milion razy dzwonil zeby ustalic termin
            nie bede wam pisac ze twarda gram
            nie bede bo dla was i tak jestem zla przegrana ze mam to na co zasluzylam
            • kaktusica6 Re: co tu sie kurna dzieje?? 18.04.07, 20:57
              Akkknes! Przywołuję Cie do porządku:) (ale nie takjak mój facet, szarpiac...)
              Nie obrażaj się:) Nam nie chodzi o to, żeby Cię pognębić... wszyscy tylko
              staramy się otworzyć Ci oczy, a gdy niestety nic łagodnego nie skutkuje 0
              niektórzy wytaczają działa...
              Nie, nie jestes jeszcze przegrana, zbliżasz się do przegranej, ale kiedyś w
              końcu wygrasz... kiedyś w końcu nawet te milion telefonów nie wystarczy, żebyś
              odebrała... kiedyś w końcu będziesz miała takiego faceta, na jakiego
              zasługujesz, a nie takiego, który się będzie Toba bawił... On ma dwie kobiety do
              towarzystwa, z żadną nie jest związany, ale i tak jest mu wygodnie... to
              dlatego. Nie dlatego, że mu zależy. Jemu tak jest fajnie i wygodnie, ma swój
              harem... dzwoni, jedna mu się znudziła, to teraz druga... o to chodzi, bo o co
              innego?
              Trzymaj się... i pisz:)
            • kaktusica6 Re: co tu sie kurna dzieje?? 18.04.07, 20:57
              W końcu jesteśmy z Tobą, nie?
              • bezpomysul czy moge sie dolaczyc do dyskusji? 18.04.07, 21:30
                i mnie lzy leca z oczu.
                mam za soba 8 miesiecy zwiazku, z czego 4 byly super, ale ja balam sie
                zaangazowac (jestem po rozwodzie), a kolejne 4 byly wzajemna walka o zwiazek.
                jestesmy dwojka uparciuchow, egoistow. jak go poznalam mowil, ze jemu do tej
                pory sie nie udawalo, ze chce to zmienic, ze chce sie postarac, chce walczyc,
                nie chce sie poddawac jak pojawiaja sie problemy (a tak robil do tej pory)
                uwierzylam, zakochalam sie, a wtedy on zaczal znikac, zaczal miec metlik w
                glowie, ze jest mu ciezko, ze musi walczyc ze soba, zeby trwac przy mnie, a nie
                szukac nowych lasek.
                sama nie jestem idealem, nigdy jeszcze nie walczylam o zwiazek, nie zalezalo mi
                tak, nie trafilam wczesniej na czlowieka dla ktorego chcialabym sie zmienic.
                ale na zmiany trzeba czekac, ani ja ani on nagle nie bedziemy wysnionymi
                partnerami dla siebie nawzajem.
                nie bylo idealnie, klocilismy sie, ale to jak kazdy, mimo to, wracalismy,
                staralismy sie rozwiazac problemy na biezaco.
                w zeszlym tygodniu on stwierdzil, ze jednak przemyslal sprawe, ze juz nie
                wierzy, ze on sie zmieni, ze juz nie ma sil walczyc, ze boi sie, ze moze i mnie
                sie uda, ale on sie nie umie zaangazowac. nie wie, czy to jest do konca sluszne
                rozwiazanie, ale chce sie rozstac. ma dosc problemow, ciaglej walki ze soba,
                chce miec czas dla siebie.
                jest mi strasznie pusto, zostalam sama, prosil na poczatku, zebym byla
                cierpliwa, zebym pomogla mu sie zmienic,ze kiedy bedzie mial kryzys, zebym byla
                przy nim. jak to sie ma do tego? teraz juz nie chce mojej pomocy?
                dzwonie do niego, pogadac, co slychac. staram sie nie rozmawiac o nas, ale przez
                pierwsze pare dni dlugo rozmawialismy. myslalam, ze to chwilowe zwatpienie,
                jakie kazdy z nas miewa, ale on mowi, ze wie, ze moje argumenty sa logiczne, ale
                on juz sie zablokowal. prosilam o czas, powiedzial, ze nie chce, zeby bylo jak
                bylo, a nie wierzy, ze bedzie inaczej.
                pisze do niego jak jest mi ciezko, choc po przeczytaniu tego tematu wiem, ze
                powinnam robic zupelnie inaczej. ale palce same wybieraja numer na klawiaturze
                telefonu.
                dlaczego nikt nie chce brac odpowiedzialnosci, za uczucia ktore budzi w drugim
                czlowieku?

                bede wdzieczna za wlaczenie do spolecznosci szlochajacych
                • akkknes Re: czy moge sie dolaczyc do dyskusji? 18.04.07, 21:39
                  pewnie kochana ze mozesz sie wlaczyc do dyskusji :)
                  mi juz lzy nie leca tak czesto,
                  zbyt wiele sie stalo co stac sie nie mialo a to co mialo nadejsc nie nadeszlo -
                  jakby to napisala szymborska.
                  jest inaczej
                  mam tylko nadzieje ze po przeczytaniu tego watku nie stracisz tyle czasu co ja
                  na lzy smutek myslenie walczenie bol tesknote zal i nadzieje.
                  ze nikt ci potem nie powie ze jestes beznadziejna, ze trzeba bylo kopnac w
                  tylek - bo to jest latwo powiedziec gorzej zrobic
                  pisz niech ci ulzy
                • timbunia Re: czy moge sie dolaczyc do dyskusji? 18.04.07, 21:49
                  witaj :)
                  ja moge jedynie wyściskać i duchem być z Tobą. Powiem, tak ze jest cieżko,
                  bedzie nawet ciężej - nie wiem kiedy z tego i czy wyjdę. Jedno wiem bardziej
                  się męczyłabym ciągnąć to i robiac z siebie idiotkę. najlepiej byłoby odciać
                  się i tyle....
                  tak więc życzę powodzenia, a jak będzie ci cieżko pisz - to na swój sposób
                  pomaga. ja czasem zaglądam z 10 razy dziennie do tego wątku - to postaram się
                  wspomóc.
              • bezpomysul Re: co tu sie kurna dzieje?? 18.04.07, 21:31
                i mnie lzy leca z oczu.
                mam za soba 8 miesiecy zwiazku, z czego 4 byly super, ale ja balam sie
                zaangazowac (jestem po rozwodzie), a kolejne 4 byly wzajemna walka o zwiazek.
                jestesmy dwojka uparciuchow, egoistow. jak go poznalam mowil, ze jemu do tej
                pory sie nie udawalo, ze chce to zmienic, ze chce sie postarac, chce walczyc,
                nie chce sie poddawac jak pojawiaja sie problemy (a tak robil do tej pory)
                uwierzylam, zakochalam sie, a wtedy on zaczal znikac, zaczal miec metlik w
                glowie, ze jest mu ciezko, ze musi walczyc ze soba, zeby trwac przy mnie, a nie
                szukac nowych lasek.
                sama nie jestem idealem, nigdy jeszcze nie walczylam o zwiazek, nie zalezalo mi
                tak, nie trafilam wczesniej na czlowieka dla ktorego chcialabym sie zmienic.
                ale na zmiany trzeba czekac, ani ja ani on nagle nie bedziemy wysnionymi
                partnerami dla siebie nawzajem.
                nie bylo idealnie, klocilismy sie, ale to jak kazdy, mimo to, wracalismy,
                staralismy sie rozwiazac problemy na biezaco.
                w zeszlym tygodniu on stwierdzil, ze jednak przemyslal sprawe, ze juz nie
                wierzy, ze on sie zmieni, ze juz nie ma sil walczyc, ze boi sie, ze moze i mnie
                sie uda, ale on sie nie umie zaangazowac. nie wie, czy to jest do konca sluszne
                rozwiazanie, ale chce sie rozstac. ma dosc problemow, ciaglej walki ze soba,
                chce miec czas dla siebie.
                jest mi strasznie pusto, zostalam sama, prosil na poczatku, zebym byla
                cierpliwa, zebym pomogla mu sie zmienic,ze kiedy bedzie mial kryzys, zebym byla
                przy nim. jak to sie ma do tego? teraz juz nie chce mojej pomocy?
                dzwonie do niego, pogadac, co slychac. staram sie nie rozmawiac o nas, ale przez
                pierwsze pare dni dlugo rozmawialismy. myslalam, ze to chwilowe zwatpienie,
                jakie kazdy z nas miewa, ale on mowi, ze wie, ze moje argumenty sa logiczne, ale
                on juz sie zablokowal. prosilam o czas, powiedzial, ze nie chce, zeby bylo jak
                bylo, a nie wierzy, ze bedzie inaczej.
                pisze do niego jak jest mi ciezko, choc po przeczytaniu tego tematu wiem, ze
                powinnam robic zupelnie inaczej. ale palce same wybieraja numer na klawiaturze
                telefonu.
                dlaczego nikt nie chce brac odpowiedzialnosci, za uczucia ktore budzi w drugim
                czlowieku?

                bede wdzieczna za wlaczenie do spolecznosci szlochajacych
              • akkknes Re: co tu sie kurna dzieje?? 18.04.07, 21:34
                kaktusica, to nie tak, ja wiem ze jestes ze mna i moge liczyc na twoje slowa
                wsparcia... ale jest mi po prostu najwzyczajniej w swiecie >przykro< jak mimo
                tego przez co przechodze (a wiesz dobrze ze i tak nie pisze tu wszystkiego) ze
                mimo ze cos tam robie wbrew temu co chcialabym i w ogole, wchodzic tu gdzie
                mialam sobie pisac i liczyc na pomoc, wchodze bo widze ze jest odpowiedz a tam
                nic milego same wrzuty
                no i jak tu ladowac baterie??
                • gabrysia.12 Re: co tu sie kurna dzieje?? 18.04.07, 21:43
                  akkknes napisał:

                  > no i jak tu ladowac baterie??

                  ladujesz nie te baterie co trzeba i dlatego niektorzy nie chca Ci "pomagac", bo
                  w tej chwili krzywdzisz sama siebie. jesli nie mozesz na razie zyc bez kontaktu
                  z nim, rozumiem... moze potrzebujesz duzo czasu by sie poukladac, ale nikt nie
                  bedzie podtrzymywal Cie w nadziejach, ktore sa z gruntu falszywe.
                  • angoisse Re: co tu sie kurna dzieje?? 18.04.07, 21:50
                    co robi alkoholik? otacza się takimi z ktorymi moze pić, i którzy mu nie
                    powiedza, że wódka mu szkodzi.

                    wolny wybor akknes.
                    chcesz pic to pij. Sama sobie to piwo warzysz.
                • angoisse a do czego ci potrzebne ładowanie bateri? 18.04.07, 21:47
                  bo z tego co widze, to tylko do kręcenia się w kółko obok faceta który ma cię
                  gdzieś i międlenia jego tematu z kazdej strony.
                  już dawno wszystko zostalo powiedziane co mogłaś wziąć dla siebie,
                  ale trzeba chciec rozumieć co ludzie do ciebie piszą, spojrzec na siebie
                  krytycznie
                  i TRZeBA CHCIEC ZMIANY.

                  Ty chcesz tkwić w tym samym miejscu kosztem kazdego upokorzenia, byle tylko nie
                  stracic kontaktu z tym facetem.
                  Jestes jak uzależniona. Dopoki ktos chce pic , bedzie pił. I kazdemu
                  pomagajacemu trzeźwemu wreszcie ręce opadną.

                  Gwarantuję Ci, ze jak za kilka lat przeczytasz znowu swoje ostatnie posty to
                  bedzie ci wstyd, i bedziesz sie śmiać że tyle czasu traciłas z takim kims,
                  grajac sama ze sobą w wymyslane na siłę NIC.
                  • akkknes Re: a do czego ci potrzebne ładowanie bateri? 18.04.07, 21:53
                    w komorce albo w mp4 baterie sa po to zeby mogly dzialac...
                    wiec moje baterie to takie jakby wsparcie - no ale sorry widac przeliczylam
                    sie, robie az tak zle ze w sumie to szkoda ze mnie nikt nie moze zlinczowac,
                    nie?? nie zasluguje juz na nic innego tylko dlatego ze kogos kocham i tesknie
                    za nim i jestem w stanie zniesc dla niego wszystko, tak? bo oczywiscie nikt
                    nikt oprocz mnie nigdy nie popelnil bledow, nikt nie zrobil czegos zle, nikt
                    nie wiedzial ze dopiero potem okaze sie ze cos nie wyszlo, prawda? tylko ja
                    jestem taka ze mozna sobie na mnie pouzywac i wszystkie swoje stresy
                    odreagowac. dzieki
                    • angoisse Re: a do czego ci potrzebne ładowanie bateri? 18.04.07, 22:05
                      1. naucz sie czytac
                      2. przestan odgrywac (znaczy, ty nie grasz, bo jestes) cierpietnice-masochistke
                      i rozdzierac dramatycznie szaty jako ta skrzywdzona okrutnie przez podle złe
                      foremki
                      3. jak nie chcesz komentarzy radzacych jak zmienic zycie na lepsze i podejscie
                      do zycia na dojrzalsze, to napisz, ze chcesz sobie tylko pojęczeć i
                      poroztkliwiac się nad sobą i mamy cie tylko głaskać- to słowa prawdy nie
                      powiem!:)
                    • gabrysia.12 Re: a do czego ci potrzebne ładowanie bateri? 18.04.07, 22:19
                      akkknes napisał:

                      nie zasluguje juz na nic innego tylko dlatego ze kogos kocham i tesknie
                      > za nim i jestem w stanie zniesc dla niego wszystko, tak? bo oczywiscie nikt
                      > nikt oprocz mnie nigdy nie popelnil bledow, nikt nie zrobil czegos zle, nikt
                      > nie wiedzial ze dopiero potem okaze sie ze cos nie wyszlo, prawda? tylko ja
                      > jestem taka ze mozna sobie na mnie pouzywac i wszystkie swoje stresy
                      > odreagowac.

                      a teraz wyobraz sobie, ze ktoregos dnia przecytalas ten tekst, ale napisal go
                      ktos inny. jakas bliska Ci osoba, przyjaciolka, mama, siostra... napisala taki
                      tekst bo "ukochany" ja bije, ale ona nie potrafi odejsc i zaczac zycia od nowa.
                      co bys jej doradzila? podziwialbys, ze jest taka "silna" i potrafi "zniesc
                      wszystko" dla faceta, ktory ja maltretuje? (wiem, wiem, ze to nie to samo -
                      znecajac sie nad kims psychicznie mozna zrobic znacznie wieksza krzywde niz
                      piescia. jesli nie wierzysz przypomnij sobje jak sie czulas kiedy
                      twoj "ukochany" opowiadal Ci o swojej nowej kolezance)
                    • qw994 Re: a do czego ci potrzebne ładowanie bateri? 18.04.07, 22:20
                      Akknes, nikt ci tu nie chce krzywdy zrobić. Ja tylko wyciągam wnioski z tego,
                      co piszesz. A ty uparcie próbujesz się oszukiwać i osiągnęłaś w tym już takie
                      mistrzostwo, że wydaje ci się, że to ty czasami pociągasz za sznurki w tej
                      sytuacji. Wierz mi - wydaje ci się. Po raz kolejny powtórzę to, co pisałam od
                      samego początku. Facet nie jest tobą zainteresowany. Traktuje cię paskudnie. A
                      ty na to pozwalasz.
                      • akkknes Re: a do czego ci potrzebne ładowanie bateri? 18.04.07, 23:01
                        przeczytalam wszystko ale nie mam sily myslec
                        jutro wam odpisze
                        dzieki i dobranoc
            • gabrysia.12 Re: co tu sie kurna dzieje?? 18.04.07, 21:36
              nie jestes twarda, wrecz przeciwnie: jestes bardzo slaba. zbyt slaba by
              spojrzec prawdzie w oczy. i co z tego, ze zadzwoinil wczoraj wieczorem kiedy
              wczesniej probowal Cie splawic bo mu przeszkadzalas w spotkaniu z inna
              dziewczyna?
              nie wierze, ze wystarczy Ci te resztki zainteresowania z jego strony, rzucone
              pod nogi jak drobne zebrakowi. nikomu by nie wystarczyly. ciesza Cie jeszcze,
              bo wydaje Ci sie z jakiegos powodu, ze nie masz prawa wymagac wiecej.

              nie jestes tez ani "przegrana" ani "zla". masz przed soba cale zycie, w ktorym
              spotka Cie pewno bardzo wiele szczesliwych dni. tylko, ze zanim wyjdziesz
              szczesciu na przeciw, musisz przestac sama sie krzywdzic i sama stawiac siebie
              na pozycji przegranej...
              • akkknes Re: co tu sie kurna dzieje?? 18.04.07, 21:49
                znam go na tyle ze wiem co teraz zrobi...
                i czekam na ten moment, bo on jest przekonany ze mnie to dobije.
                i zrobi to tylko po to, zeby zobaczyc moja rekacje.
                czkam teraz na to jak zacznie mi opowiadac ze jest och i ach cudownie, wymyslac
                bajki... boze jakie on bajki zawsze potrafil na poczekaniu wymyslac... a ja w
                te bajki jak nie wiem w co wierzylam, chociaz wszyscy sie smiali.

                gabrysia, mowisz ze bylas w takiej samej sytuacji jak ja... no dobra, no ale
                kiedys sie wylizalas skoro tu piszesz? nie mow tylko ze przestalas odbierac
                telefony i ze ci przeszlo.

                jak mam uwierzyc w to, ze mimo ze sie trzymam, tak naprawde trzymam sie go jak
                dzieciak spodnicy matki wiem, jak uwierzyc ze majac 22lata poznam kogos w kim
                sie zakocham, ze nie bede porownywac do niego, nie bede wracac we
                wspomnieniach? ze bede szczesliwa? co mam sie ogladac za kazdym facetem bo moze
                to ten? zebym nie przeoczyla? i potem brac pierwszego jak leci i do oltarza? no
                ja nie wiem ja mam juz z tego powodu paranoje no nie wyobrazam sobie tego
                mojego dalszego zycia...
                i jeszcze to ze on zacznie mi wymyslac bajki - ironia losu, czemu ja jego a on
                mnie tak dobrze zna?
                dzis mi powiedzial ze strasznie sie zmienilam, ze zrobilam sie inna, ze inaczej
                mowie i mysle, byl taki zdziwiony ze umiem? no co mam plakac do konca zycia?
                dziewczyny no powiedzcie? to ze sie nie pocielam albo nie rzucialam pod pociag
                to zle, ze jego to tak dziwi?
                boze ja juz nie wiem
                • timbunia Re: co tu sie kurna dzieje?? 18.04.07, 22:00
                  akness a co ja mam powiedziec, mam prawie 28 lat, ponad 6 lat związku za sobą,
                  plany były wspólne - i wszystko legło w gruzach. nigdy nie czułam się stara,
                  ale teraz sie poczułam - choć w sumie wiem ze nie potrzebnie. i ty też nie
                  powinnaś tak patrzeć. 22 lat to nie 80 - w tym wieku byś sie mogła załamać.
                  przed nami jeszcze dużo życia - a ty masz chociażby o tyle większę szanse niż
                  ja spotkać faceta, że w tym wieku na prawde sporo jest wolnych, studiujesz mam
                  wiecej okazji spotkania fajnycn chłopaków niż ja...
                  więc na prawde nie warto sie przejmować, tylko zrób kroczek w kierunku samej
                  siebie
                • gabrysia.12 Re: co tu sie kurna dzieje?? 18.04.07, 22:11
                  > gabrysia, mowisz ze bylas w takiej samej sytuacji jak ja... no dobra, no ale
                  > kiedys sie wylizalas skoro tu piszesz? nie mow tylko ze przestalas odbierac
                  > telefony i ze ci przeszlo.

                  nie, jak zrozumial, ze sie z nim nie spotkam, to w koncu przestal dzwonic.
                  musialo przejsc bo nawet najwieksza glupota nie trwa wiecznie ale nie bylo
                  latwo. i tez tak jak Ty obrazalam sie na kolezanki, ktore probowaly mi otworzyc
                  oczy. myslalam, ze sa zlosliwe. nie chce sie rozpisywac o tym jak bylo bo mi
                  zwyczajnie glupio, ze zmarnowalam sobie kawalek zycia marzac o czyms co bylo
                  tylko w mojej glowie:(

                  jak uwierzyc ze majac 22lata poznam kogos w kim
                  > sie zakocham, ze nie bede porownywac do niego, nie bede wracac we
                  > wspomnieniach? ze bede szczesliwa? co mam sie ogladac za kazdym facetem bo
                  moze
                  >
                  > to ten? zebym nie przeoczyla? i potem brac pierwszego jak leci i do oltarza?
                  no
                  >
                  > ja nie wiem ja mam juz z tego powodu paranoje no nie wyobrazam sobie tego
                  > mojego dalszego zycia...

                  mowisz jak stara baba, albo ktos kto mysli kategoriami ubieglego stulecia. masz
                  TYLKO 22 lata i jesli nie przestaniesz sie nad soba uzalac i cieszyc z kazdej
                  chwili zycia, to mozesz sobie zmarnowac kolejne 22 lata. cale zycie przed Toba
                  i tylko od Ciebie zalezy jak je przezyjesz i kogo bedziesz kochac.
                • jackblack24 Re: co tu sie kurna dzieje?? 18.04.07, 22:31
                  akkknes rozumiem że cierpisz i wiem jak ciężko jest o kimś zapomnieć bo mnie
                  ciągle ona po głowie chodzi i mam nadzieję że ją nogi od tego bolą :P ale
                  spróbuj wytrzymać i zobacz co życie pokaże bo na siłę nic nie dasz rady zrobić
                  oprócz wpędzenia się w jakaś chorobę czego Ci nie życzę. Ja codziennie rano ma
                  łzy w oczach ale staram się z tym walczyć i wierzę że się to wszystko jakoś
                  ułoży :/ Może posłuchaj sobie piosenki Justin'a: What goes aroumd... ;) Taka
                  sytuacja się może zdarzyć i wtedy będziesz mieć orzech do zgryzienia albo
                  spotkasz kogoś innego, lepszego tylko że wiem że w tym momencie jest ciężko
                  myśleć o kimś nowym, obcym. Wiem po sobie że teraz będzie abstynencja od
                  związków bo boję się że kogoś ja skrzywdzę przez to wszystko :( Tak więc głowa
                  do góry i się nie daj :)
              • timbunia Dzień 8 - 18.04.07, 21:51
                to ja pod koniec dnia 8 życze wszystkim dobrej nocy, mam nadzieję, ze choć sen
                przyniesie na chwilę ukojenie.
                trzymajcie się cieplutko i dziękuję za wszystko :)
                • timbunia Dzień 9 19.04.07, 09:22
                  jakoś pierwszy raz od dłuższego czasu mam w miarę normalny poranek, noc bez
                  snów o j., obudziłam sie nawet bez kamienia na sercu, nie spóźniłam sie tak
                  bardzo do pracy. jakoś dzień jest wreszcie przyjemny...
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 19.04.07, 10:20
      :(:(:(:( chwila slabosci....:(:(:(:( Timbunia - gratulacje jestes wielka;) ale
      ja....dzisiaj ...zalosne poprostu:( upadlam dzisiaj....znow worcila swiadomosc
      ze ONI sa razem, ze sie soba ciesza, bawia, caluja dotykaja.... ze co
      sczuja...szlag mnie trafia w takich monetach. Wiem kiedy sie spotykaja bo wiem
      kidy on ma wolne..:( poprostu ...:( niech mi sie lepiej humor poprawia bo tu
      padne zaraz.... wiecie na rozmyslania mnie wzielo..i tak sie zastanawiam jak to
      mozliwe ze czlowiek nie skonczywszy nawet 2 lteniego zwiazku potrafi wziasc sie
      za kolejna milosc...no jak?? ..ja teraz potzrebuje sporo czasu zeby uczucia
      wygasly i nie zranic nikogo...a on?? stracilam do niego szacunek ..totalnie, ale
      glowie sie jak to mozliwe...no jak mozna rozpalic uczucia tak od razu...jak??
      wiecie??):):) bo ja nie..... z checi abym sie wam wypisala ze swoich zali ale
      chyba wystarczy ze macie swoje no nie/?:) Timbunia moje uznanie dl aciebei;0
      jestes silna kobieta:)!!!!
      • jackblack24 Re: wracanie do siebie 19.04.07, 10:35
        madziuuunia a może wywołaj w nim zazdrość może przejrzy na oczy ;) i staraj się
        o nich nie myśleć bo się zajedziesz na amen :( trzeba starać się być silnym i
        nie dać się zwariować :) pamiętaj jest jeszcze sprawiedliwość na tym świecie i
        on jeszcze będzie chciał wracać :/
    • krysica Re: wracanie do siebie 19.04.07, 10:32
      powariowali:))))
      no komu sie kce to czytać:))))
      • nikka00 Re: wracanie do siebie 19.04.07, 10:36
        tobie krysico polecam poczytanie słownika ortograficznego, a nie forum. Że też
        ci paluchy nie uschły waląc takiego byka!!!!!!!! Aż oczy bolą.
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 19.04.07, 10:48
          ach ...zapomnialabym...on sie do mnie odezwal przed wczoraj...z zapytaniem czy
          tak jak on ja rowniez sie z kims spotykam..po czymzaczal opowiadac o swojej
          pasji ( statkach) jak to on je kocha i jak to on jest szczesliwy i pewny ze
          wlasnie to chce robic...nie wiem po co mi to napisal...ja pomimo tego ze bylam
          dostepna - nie odezwalam sie...chyba dorbze co??? zreszta nawet mnie nie
          korcilo, ale takie jego odezwy mnie zaczynaja irytowac bo cos we mnie sie rusza
          znowu:(.... chcialabym zeby jeszcze mnie blagal o powrot...ale tylko dlatego
          tego chce zeby mu powiedziec twardo NIE
      • madziuuunia Re: wracanie do siebie 19.04.07, 10:36
        hehe bo to jest watek wtajemniczonych:0 tzw. kolko rozancowe zlamanych dusz;)
        grupa wzajemnej adoracji;) heheeh
        • jackblack24 Re: wracanie do siebie 19.04.07, 10:45
          a może napiszemy scenariusz filmowy bądź książkę o naszych zranionych i
          zbłąkanych duszach :) może będzie to hit jakich mało ;)
          • madziuuunia Re: wracanie do siebie 19.04.07, 10:52
            hehe wiesz co HIT to bedzie tylko dla nas......dla reszty to bedzie zalosne...
          • madziuuunia Re: wracanie do siebie 19.04.07, 10:57
            jackblack dajesz jakos rade dzisiaj???? mam nadzieje ze tez wejdziesz wta faze
            co juz Tumbinia zaczela wchodzic??
            • jackblack24 Re: wracanie do siebie 19.04.07, 11:07
              jakoś radę sobie daję chociaż jeszcze wiele rzeczy we mnie siedzi i mnie boli :/
              • madziuuunia Re: wracanie do siebie 19.04.07, 11:16
                dobrze to rozumiem....ja tez mam dzisiaj ciezki dzien..:( to dziwne, wiem ze juz
                do niego nie worce, ze nie chce z nim byc a jednak cos we mnie siedzi i
                boli:(... glupi dzien..osatnio bylo wiele lepiej... ide do ksiazek bo dzisiaj to
                moj jedyny ratunek....;( pozdraiwam
                • jackblack24 Re: wracanie do siebie 19.04.07, 11:34
                  hmmm... też z jednej strony zdaję sobie sprawę że nie powinniśmy do siebie
                  wracać po tym wszystkim ale z drugiej strony nadal jest jeszcze we mnie ta
                  miłość do niej. Na powrót zgodziłbym się chyba tylko w momencie że widziałbym że
                  jej zależy i byłbym pewny że już sobie nie dam wejść na głowę :( ale czy tak
                  raniący ludzie potrafią się zmienić i docenić to co stracili, to już chyba tylko
                  czas pokaże :(
                  • madziuuunia Re: wracanie do siebie 19.04.07, 12:22
                    mysle ze najrozsadniej byloby wyzbyc sie nadzieji....zamknac ten rozdzial a z
                    czasem otworzyc sie na nowa milosc... Nie ma szczesliwych powrotow....pozniej ju
                    znie jest tak samo, blizny nie zlikwidujesz, mozesz ja tylko rozmasowac...wiesz
                    latwiej jest zbudowac zwiazek z kims nowym niz z z kims po tkaich pzrejsciach...
                    to starsznie przykra sprawa, ciezko jest nie myslec o powrocie gdy sie kogos
                    kocha, ale tzreba tez isc po rozum po glowy i nie dac sie az tak pozniesc
                    uczuciom.. Nie wiem co dokladnie Ciebie spotkalo musialabym poczytac...ale jesli
                    nie dopiekla ci na maxa to rozumiem ze ciezko ci ja wyrzucic z serca... Mnie
                    musialo uswidomic wieel poczynan mojego ex zbeym zorzumiala iz nie warto z kims
                    takim byc...nie zasluzyl poprostu. Wybaczam mu wszystko, zycze duzo szzcescia w
                    zyciu, oby sprawiedliwosc go nie dopadla... ale napewno nie zpaomne tego
                    wszystkiego i t apamiec wlasnie nie pozwala mi na zaden powrot. :) hehe nawet
                    sobie tego nie wyobrazam.... siedzialabym na szpilkach i myslala wciaz co on tam
                    robi, z kim...kiedy mi znow cos wywinie.? a moze juz ma inna?? czulabym sie
                    gorzej niz to wszystko warte.Bez zaufania nie ma zwiazku, ja bym juz nie
                    zaufala po tym co zrobil. Zreszta nei mam juz do niego zadnego szacunku, wiec
                    tym bardziej nie bede z kims kogo nie szanuje;) skupiam sie na nowym zyciu,
                    realizuje swoje plany i marzenia.Poznaje nowych ciekawych ludzi i jest
                    dorbze...z czasem zapomne co mnie spotkalo i znow bede potrafila zaufac komus...
                    Moze bede sama...a moze kogos spotkam..nie wiadomo:) nie zaluje tych chwil gdyz
                    sporo sie nauczylam, dojrzalam do powazniejszego ziwazku, teraz juz wiem czego
                    bede szukac w swoim przyszlym parnterze;) to bardzo wazne dla mnie, taka
                    przemiana:) niedlugo bedziecie si ecieszyc ze was to wszystko spotkalo....tym
                    bardziej ze ja wiem ze los wam wynagrodzi to co teraz macie..nie ma sily;)
                    pozdraiwam i zycze duuuzo usmiechu na dzisiejszy dzien;) myslcie pozytywnie,
                    postarajcie sie nie rozmyslac o tym wszystkim...bedzie dorbze;0 uwierzcie w to;)
                    • jackblack24 Re: wracanie do siebie 19.04.07, 12:34
                      już sam czasem nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć ale trzeba iść do przodu i
                      już bo siedzieć i płakać mi sie już nie chce bo i tak nic to nie zmieni
      • madziuuunia Re: wracanie do siebie 19.04.07, 10:42
        dobra.....to ja sobie teraz pomarze ok??? chce zeby minal juz czas moich
        rozterek i malych slabosci i bolesci.....ok minelo;) no i teraz... chce natknac
        sie na prawdziwego mezczyzne....na kogos tak wpsanialego ze az nie snilam o kim
        takim:) wyglad w tym momencie nie ma znaczenia, chce zeby to byl czlowiek
        umiejacy dojrzale kochac... ktory nie zrani, nie zostawi, nie oklamie i nie
        zdradzi. Kto komu bede mogla powerzyc cala siebie, nie bac sie ze zadrwi z moich
        uczuc...Aby byl odpowiedzalny, kochajacy... najwanzijesze - zeby szanowal mnie ,
        docenial co robie, nie szydzil.... nie wiem czy za duzo wynagam..chcialabym zeby
        traktowal drugiego czlowieka tak jak ja.....zadnych oszust i kretactw.... ale
        sobie zamarzylam....hehe na takeigo to moge kupe czasu czekac;) byleby ze
        skutkiem:):):)
        • dzaga21 Re: wracanie do siebie 19.04.07, 13:01
          Hej napiszę wam coś co napewno was pocieszy. Kiedyś też byłam w takiej sytuacji
          jak wy. Miałam faceta, który był niesłowny, kłamał, kręcił i oszukiwał. Nie
          mogłam na niego liczyc w żadnej sytuacji. Rostałam się z nim. No i serce
          bolało, cierpiałam. Cierpiała też moja duma, bo wkońcu dowiedziałam się że
          zdradzał. Powiedzialam sobie wtedy na jakiś czas koniec z facetami teraz chce
          być sama! I trwałam w tym postanowieniu. Pewnego dnia dziwnym zbiegiem
          okoliczności poznałam faceta. Zauważyłam że coś go trapi i zaczeliśmy
          rozmawiać. Okazało się że on tez niedawno sie z kimś rozstał i tak jak ja miał
          złamane serce. Zaczeliśmy do siebie dzwonić w trudnych chwilach. Pocieszaliśmy
          się. Można powiedzieć że zostaliśmy przyjaciółmi. Powiem wam że przez cały ten
          czas jakoś mi ten facet imponował, potrafił rozbawić mnie do łez gdy miałam
          fatalny humor, zabierał na wycieczki żebym nie siedziała w domu, ja jego do
          kina. Nawet powiedzieliśmy sobie kiedyś że my to nigdy nie moglibyśmy być
          razem, bo jakos nie pasujemy do siebie i jakos tak nie czas i miejsce teraz.

          Pewnego wieczoru gdy siedzieliśmy na piwku, pocałował mnie i powiedział że
          kocha. Ja jego też pokochałam. Teraz planujemy ślub. Chciałam wam tylko
          przekazać, że ja też myslałam że nigdy sie nie zakocham, też byłam w dołku i
          nawet nie wiem kiedy sie zakochałam. Jestem szczęśliwa i życzę wam wszystkim
          jak najlepiej i wierzę w to że pewnego dnia każde z was spotka miłość na całe
          życie. A mój były odezwał się później, chciał kontynuować znajomość na stopie
          koleżeńskiej, twierdził nawet że nigdy o mnie nie zapomni. Tylko że ja juz
          dawno o nim zapomniałam. Mam takie szczęście u boku że zwiazek z nim wydaje mi
          sie taki szary.

          Pozdrawiam wszystkich trzymajcie sie Buźka
          • timbunia Re: wracanie do siebie 19.04.07, 14:31
            a mnie dzis wszystko, dosłaownie wszystko zwisa i powiewa ;P, czyję sie jakbym
            czym się upiła :D
            • jackblack24 Re: wracanie do siebie 19.04.07, 14:37
              No takie uczucie jest rewelacyjne :)
            • timbunia Re: wracanie do siebie 19.04.07, 14:45
              za szybko to pisałam, jest fatalnie - niewiele mi trzeba zeby sie rozkleić.
              głupia jestem i tyle. kocham i będe kochać - i nie potrafie tego zmienić.
              • timbunia Re: wracanie do siebie 19.04.07, 16:12
                jestem idiotką, złamałam kolejny raz postanowienie. zadzwoniłam do niego - co
                prawda pod pozorem informacji o mieszkaniu. ale oczywiscie próbowałam rozmawiać
                o nas. nie potraafie mieć do niego żalu, nie pamiętam nic złego, kocham go i
                chcę żeby wrócił. nie wyobrażam sobie życia bez niego.
                rozmowa wyglądała jak zwykle tak, ze to ja musze wyciągać od niego informacje,
                on nie chce w ogóle ze mna sie spotkać, nie zależy mu ani trochę, bo juz nie
                kocha - i jest to ok. bo nic nie czuje. ja kocham, nie potrafie sobie
                wytłumaczyć, ze mozna przestać...
                wyklniecie mnie wiem, ale chyba i tak nie mi nie pomoże...
                najchętniej bym się powiesiła.
                • jackblack24 Re: wracanie do siebie 19.04.07, 16:25
                  Jeśli już musisz dzwonić to się nie wypytuj o nic tylko dzwoń w konkretnym celu
                  i już, zrób się może troszkę bardziej tajemnicza, bo on widzi że Ci zależy i to
                  zlewa bo że tak powiem trzyma Cię w obwodzie jakby tamta go w tyłek kopnęła :/
                  Nie daj się i już i nie myśl o bzdurach takich jak w ostatniej linijce tego co
                  pisałaś bo za takiego drania nie warto :/ wszystko się ułoży i nie daj się
                  poniżać prosząc o spotkanie :(
                • timbunia Re: wracanie do siebie 19.04.07, 16:25
                  BOLI................................................
                  i jeszcze to ze tak sobie skresla 6 lat i przestało mu na mnie zależeć , nie
                  rozumiem ze nawet minimum zainteresowania, czy sobie z mieszkaniem poradzę - 0
                  telefonów, 0 wiadomości to ja muszę dbać także o jego interesy.... to na mnie
                  spadnie kredyt.... On mówi że by chciał na stopie przyjacielskiej, ale wie że
                  ja każde spotkanie będę naiterpretować - wie bo ja mu mówie co czuje. napisałam
                  mu smsa po rozmowie, ze dziekuję. i ze jestem idiotką. idiotką, bo sie łudzę,
                  idiotką bo wierzę że miłość potrafi wszystko idmienić, bo nie potrafie z dumą
                  sie odciąć, jestem słaba i beznadziejna............
                  • timbunia Re: wracanie do siebie 19.04.07, 16:31
                    mam takie przeczucie jak wtedy gdy umierały moje ukochane zwirzatka - z jednej
                    strony wiedziałam ze to już koniec, przeczuwałam najgorsze.... z drugiej strony
                    liczyłam i mogdliłam sie o cud. teraz tez sie modlę, o najlepsze rozwiazanie
                    dla siebie, modlę sie za niego - nie modlę się o powrót, ale w głębi ducha
                    takie pragnienie mam. nie chcę życ nadzieją, że jak nie będę sie odzywać, to
                    moze on zmądrzeje. nie chcę już w ogóle czuć bólu...
                    • fantastyczna Re: wracanie do siebie 19.04.07, 18:18
                      timbunia
                      chyba wiem w czym tkwil problem:to byl po prostu przechodzony zwiazek.6lat?
                      przeciez to musialo sie tak skonczyc.nie zastanawialas sie dlaczego nie
                      jestescie jeszcze malzenstwem.ja po 2 latach kazalabym sie oswiadczec.
                      znam 3 zwiazki ktore wlasnie rozpadaly sie po takim czasie.1 przyklad:laska
                      mieszkala z chlopakiem przez cale studia minelo 5 lat i ona wyjechala na rok
                      stazu do usa i on w tym czasie ozenil sie z jej kolezanka...

                      b zle robisz ze do niego dzwonisz.uwierz mi najlepiej bedzie jak odetniesz sie
                      calkowicie.
                      wiem co mowie sama to przeszlam.rozstalam sie z chlopakiem po ponad roku ale
                      wczesniej pare lat sie przyjaznilismy.to on zakochal sie pierwszy ja dopiero po
                      2 latach i wydawalo mi sie ze skoro tak dobrze sie znamy to nasz zwiazek bedzie
                      idealny.okazalo sie inaczej.nie zdradzal mnie nie byl zly ale ja jestem
                      histeryczka i jak cos szlo nie po mojej mysli to robilam awantury.razem
                      zadecydowalismy ze do siebie nie pasujemy .zgrywalam przed nim twarda ale
                      mialam zlamane serce.od razu po zerwaniu zapisalam sie na golfa i czesto
                      spotykalam sie z kolezakami.bylo mi smutno jak pomyslalam sie moze juz sie kims
                      spotyka ale w ciagu tego calego czasu nie przyszlo mi do glowy zeby do niego
                      zadzwonic albo napisac.
                      po ok miesiacu on zadzwonil ze chce ode mnie cos tam odkupic.mi sie srednio
                      chcialo z nim widziec zwodzilam go pare dni az w koncu sie zgodzilam .przyszedl
                      do mnie zaczelismy gadac.zaczelo sie ze mnie strasznie kocha nie moze zapomniec
                      spac jesc itd i mimo ze cos jeszcze do niego czulam nie potrafilam juz patrzec
                      na nas jako pare.
                      w kazdym razie mam juz nowego chlopaka.wiem ze w wieku 28 lat nie jest juz tak
                      latwo znalezc porzadnego faceta ale moja ciotka ma prawie 40 i dopiero teraz
                      sie zakochala
                  • jackblack24 Re: wracanie do siebie 19.04.07, 16:34
                    no jeśli będziesz mu pokazywać swoje słabości to będzie miał to w dupie za
                    przeproszeniem :/ wzbudź w nim zazdrość jeśli chcesz w to brnąć, dopiero jak
                    zobaczy że Ty potrafisz to zacznie myśleć bo tak to wie że siedzisz w domu i
                    płaczesz i myślisz a on ma to gdzieś :( nie można się tak poddawać, głowa do
                    góry, może skocz na zakupy albo zrób coś dla siebie żeby nie myśleć :)
    • jackblack24 Re: wracanie do siebie 19.04.07, 19:33
      cholerny wieczór, a już myślałem że jakoś przejdzie ten dzień to mi się zabrało
      na myślenie i tęsknoty :( taką ochotę mam się przytulić a tu klops :/ Wrrrr ale
      jestem zły na siebie że nie potrafię nad tym panować :'(
      • ina111 Re: wracanie do siebie 19.04.07, 20:27
        Przepraszam, że tak sie wtrącam, ale chciałbym się podzielić z wami moim
        smutkiem i bólem. Pół dnia w pracy spędziłam czytając to forum, a teraz dziele
        sie z wami moją historią.
        Ja - 25lat, On - 27. Trzy i pół roku związku, w tym 2 miesiące po
        zaręczynach...Wspólne ustalanie listy gości na wesele, imienia dla dziecka, za
        miesiąc mieliśmy zamieszkać razem. Nagle półtora tygodnia temu dowiaduje się ze
        romansował ( na gg i wsmsach) z moją koleżanką (to nie była przyjaciółka, ani
        nikt bliski). Gdyby to było pierwszy raz - może bym wybaczyła, popłakała,
        pokrzyczała, pohisteryzowała, ale zostałam...Teraz nie mogłam.... Nie wiem skąd
        tyle siły wziełam w sobie, żeby powiedziec"ROZSTAŃMY SIE".Przez 3,5 roku
        wybaczałam mu podobne świństwa i oszustwa, wierzyłam w każdą ostatnią szanse,
        którą mu dawałam.Chowałam dume, honor i szacunek do samej siebie głęboko w
        kieszeń i dalej z nim byłam.
        Zakończyłam to - fakt. Wciąz go kocham i tęsknie - to też fakt. Pod powiekami
        przesuwają się obrazy naszego małego wspolnego szczęscia. I tęsknie nie tyle do
        tych chwil, co niego samego...do tego spojrzenia, dotyku, zapachu, głosu...
        Przejde przez to. Wiem. oleje sprawe milionem łez.
        Każdego dnia zaciskam zęby i mówię sobie :"NIE WOLNO" !!! Nie wolno Ci się z nim
        kontaktować. Z drugiej strony o niczym innym nie marze jak o tym, by któregoś
        dnia zadzwonił powiedział, ze kocha i że nie wyobraża sobie życia beze mnie i że
        zrobi wszystko żeby mnie odzyskać.
        I tylko jak patrze na jego opis na gg serce mi się rozpierdziela na kolejne
        kawałki ( "14.02.2007 "czy chcesz spędzić ze mną resztę życia").
        odezwać się do niego musze w przyszłym tygodniu , bo mamy do pozakańczania pewne
        wspolne sprawy, jak np. bank.
        Jak przestać kochać?? jak wywalić tęsknotę z serducha?? jak nie wyobrażac sobie
        każdego dnia naszej wspolnej przyszłości, naszego zejscia się?? A może dać
        następną, ostatnią szanse??
        czesc przyjaciół mówi, że nie, nie moge dawać wieczenie ostatniej szansy, bo on
        bedzie żył w przekonaniu że cokolwiek nie zrobi, ja zawsze przy nim będę. Nie
        bedzie mnie szanował. jedna znajoma stwierdziła, że jak spotka go urwie mu łeb
        i napluje do szyi :P
        Inni twierdzą, że póki kocham powinno sie wybaczać. Ze jak jest to prawdziwa
        miłosc, to nawet nadszarpnieta - przetrwa
        Serce mówi jedno, głowa - zupełnie co innego.
        Totalnie nie wiem co robic
        • akkknes Re: wracanie do siebie 19.04.07, 20:45
          oj ina111 chyba wiem co czujesz...
          serce jedno rozum drugie - i co wybrac, nie??
          najgorsze jest rozwiazywanie, konczenie wspolnych spraw... ja tez dzis pisalam
          cv bo to najbardziej aktualne jest na jego kompie... juz nawet mialam telefon w
          reku i chcialam dzwonic zeby mi przeslal, ale stwierdzilam ze poradze sobie i
          sama napisze nowe.
          trzymaj sie, czytaj forum, wyciagaj wnioski i jesli tylko to ci pomoze to pisz.
          mi pomaga - naprawde tu nikt nagle nie okaze sie twoim przyjacielem albo tym
          ktory tylko udawal, tu dowiesz sie nawet najbrutalniejszej prawdy, zaboli, ale
          pomoze. nikt tak nie otwiera oczu jak ktos kto nie musi tego osadzac przez
          pryzmat twojej osoby. do nikogo nie mozna miec tez pretensji bo to co zrobisz
          bedzie twoim wyborem.
          ale wydaje mi sie z twojego postu ze jestes twarda babka.
          • nikka00 Re: wracanie do siebie 19.04.07, 23:34
            akkknes napisał:
            naprawde tu nikt nagle nie okaze sie twoim przyjacielem albo tym
            > ktory tylko udawal, tu dowiesz sie nawet najbrutalniejszej prawdy, zaboli,
            ale
            > pomoze. nikt tak nie otwiera oczu jak ktos kto nie musi tego osadzac przez
            > pryzmat twojej osoby. do nikogo nie mozna miec tez pretensji bo to co zrobisz
            > bedzie twoim wyborem.

            Noooo Akknesssssss!!!!!!!!!!!!
            dziewczyno widzę jaskółkę zmian!! widzę że zaczynasz myśleć a nie tylko czuć!!!
            gratuluje i cos przeczuwam, że skoro umiałaś się powstrzymać od telefonu do
            ukochanego mimo że miałaś pretekst, to może wreszcie spadnie na ciebie
            objawienie!!
            Trzymam kciuki.
            Przestałam tu pisać, widząc bezsens moich starań, ale wątek obserwuję nadal.
            Jak widzisz twój post mnie nakłonił do przerwania milczenia :)))
            Trzymaj się cieplutko, poradzisz sobie !!
            • akkknes Re: wracanie do siebie 20.04.07, 18:03
              dzieki wielkie :))))
              oby tak dalej, nie?
              a on do mnie dzis dzwonil ale cala rozmowa razem z moja nad wyraz wyczerpujaca
              odpowiedzia na jego pytanie trwala chyba 30sekund.
              aha, co do sukcesow - byl wczoraj na gg a ja sie nie odezwalam. a byl dostepny -
              co nie czesto mu sie zdarza.
      • akkknes Re: wracanie do siebie 19.04.07, 20:40
        nooo widze ze na zachodzie bez zmian... u mnie tak samo - czasem slonce czasem
        deszcz. wkurzam sie sama na siebie ze np przez caly dzien jest ok i nagle jedna
        mysl i mysle o niej oporowo i zaczyna bolec, ten bol wwierca sie we mnie do
        srodka, pali... i przychodzi opamietanie. przeciez powiedzialamu mu przewczoraj
        ze nic juz od niego nie chce - i mimo ze jakas tak czastka mnie niezaleznie od
        tego czy jest mi dobrze czy zle chcialaby z nim byc, to druga czastka mnie
        przypomina mi to co tu mi pisaliscie - obiektwynie, inna jeszcze czastka mnie
        ciagle daje mi kopa ze halo halo moze on tylko bajki opowiada? zdrada nie musi
        byc fizyczna. inny kawalek mnie chce zaczac nowe zycie...
        bogu dzieki ze czas leci szybko, zobaczcie zaraz sie kwiecien skonczy - sesja w
        toku, cv wyslane, czas usiasc i zebrac sie do napisania podsumowania w pracy
        dyplomowej (cholera pisze m.in o przemocy psychicznej - jak czytam przyklady to
        az mnie dreszcze przechodza i udaje ze to nie o mnie), plany na majowke jakies
        tam sa wiec nie bedzie zle... musi byc dobrze. poutykac sobie milion zajec w
        ciagu dnia, pamietac ze nie mozna miec za duzo wolnego i leci...
        i tylko ta swiadomosc, ze cholera co by bylo gdyby... i ze skrajnosci w
        skrajnosc - jakby walczyc albo jakby to bylo dopiero za parenascie lat?
        i ten przeblysk - we wrzesniu juz nie bylo tak dobrze nie bylismy sobie tak
        bliscy, czemu ja tego wczesniej nie widzialam, chyba sobie wmawialam...
        trzymac sie trzymac, powtarzam sobie ciagle...
        a po chwili slabosci tlumacze sama sobie ze tez sa potrzebne bo daja
        przemyslenia, poza tym bez porazki nie ma sukcesu...
        sciska w srodku ale co zrobic
        pozdrawiam
        • ina111 Re: wracanie do siebie 19.04.07, 21:15
          Oj akknes...zajebiscie ciężko jest...10 dni od wiadomości o jego zdradzie ( nie
          - fizycznej), 7 dni - od naszego rozstania. ja sama - 4kg w dół.
          To strasznie cięzko wytłumaczyć, ale ja wiem, że on w dziwny i chory sposób mnie
          kochał ( kocha). Okazywał to na milion sposobów...wiosną zawsze przynosił mi
          konwalie i żonkile na które był uczulony, z uwagą słuchał tego co mówiłam,
          czasem sam przypominał to co kiedyś powiedziałam, podczas mojego pobytu w
          szpitlu potrafił siedziec po 6 - 7 godzin, odowływał spotkania żeby sie ze mną
          spotkać, Całe weekendy potrafił poświęcić tylko mnie.72 cudowne godziny.
          I nie wiem skąd w nim taki brak wierności i lojalności, po co te internetowe
          romanse, małe kłamstwa i oszustwa. Przecież mial wszystko... :(
          Z kazdym dniem powtarzam sobie, że to jeden dzień mojego opłakiwania i
          cierpienia....
          • akkknes Re: wracanie do siebie 19.04.07, 22:05
            ina musi byc ciezko zeby potem mogla przyjsc ta uczekana >ulga<
            nie ma co odliczac dni, mnie przynajmniej to tylko dobija - latwiej mi pomyslec
            ze cos tam bylo >kiedys< niz >17dni temu<
            ja staram sie powtarzac sobie ze wszystko dzieje sie po cos...
    • kitek_maly Re: wracanie do siebie 19.04.07, 22:25
      hej,

      chcialabym sie podlaczyc to tego watku, bo mam podobna sytuacje. co prawda od
      rozstania z moim ex minelo juz pol roku a ciagle jest to niestety temat nie do
      konca zamkniety :(
      bylismy razem 3 lata. przyznaje, bylo roznie. przez pewnien okres bylismy w
      zwiazku na odleglosc. jednakze oboje sie staralismy to utrzymac, bo oboje tego
      chcielismy. ta cholerna odleglosc, to ze nie mozemy spotykac sie chociaz raz w
      tygodniu nas zabijala... ale przeciez najwazniejsze bylo, ze mamy siebie, ze ja
      wiem, ze zawsze moge zadzwonic, ze jest ktos na kogo zawsze moge liczyc. on
      twierdzil, ze 'ma tylko mnie', ze 'gdyby nie ja, to nic nie mialoby sensu'.
      nie mogac dluzej zniesc tego rozdarcia postanowilam, ze pojde na zaoczne studia
      do miasta, w ktorym on wtedy mieszkal. bardzo sie z tego ucieszyl, przeciez
      bedziemy teraz mogli spedzac coraz wiecej czasu itd.
      nie moglismy sie doczekac az wreszcie bede miala pierwszy zjazd i bedziemy
      razem. i nadeszla ta chwila, spedzilismy fajny dzien, bylo bardzo przyjemnie...
      kiedy odwiozl mnie do miejsca, w ktorym mialam nocleg zaczal narzekac, ze nie
      bylo widac, ze fajnie sie bawilam. i tak od slowa do slowa.. stwierdzil, ze
      bedzie lepiej, jesli sie rozejdziemy...
      nie potrafilam w to uwierzyc.. siedzialam obok niego w samochodzie 2 godziny w
      totalnym otepieniu i niezrozumieniu.. a on ciagnal temat, ze byloby mu latwiej
      gdyby wiedzial, ze mam kogos kto mnie pocieszy (chodzilo o jakiegos faceta), ze
      jest mi wdzieczy (fajnie, wlasnie to chcialam po 3 latach uslyszec)..
      z kazdym wypowiedzianym przez niego slowem nie wierzylam coraz bardziej w to co
      slysze.. tak jakby mowil do mnie zupelnie mi obcy czlowiek, ktorego ze mna juz
      nic nie laczy.. :((
      przeplakalam cala noc.. na drugi dzien przyjechal do mnie, poszlismy na spacer,
      wzial mnie za reke, zachowywal sie tak, jakby nic sie nie zmienilo a nawet byl
      bardziej czuly niz kiedykolwiek.. ja wtedy mialam jeszcze nadzieje, ze to nie
      koniec, ze moze zateskni, ze moze przemysli, tylko takie mysli mnie trzymaly
      przy zyciu..
      kiedy pytalam, jak to mozliwe podjac taka decyzje, ze juz sie kogos wiecej w
      zyciu nie zobaczy, mowil, ze oczywiscie bedziemy sie spotykac jak bede w jego
      miescie..
      gdy wrocilam do siebie najpierw napisalam mu 1000 smsow proszacych, blagajacych
      o powrot. po jakichs 3 dniach rozpacz zmienila sie we wscieklosc.. potem
      przestalam sie odzywac, chcialam sie odciac. udalo sie do pewnego stopnia.
      potem tego zalowalam, nie chcialam z nim tracic kontaktu. wiec znowu pisalismy,
      gadalismy ze soba jak para. po jakichs 4 m-cach od zerwania napisalam mu, ze
      mimo, ze kilku facetow sie mna interesuje (co bylo prawda) to ciagle nie moge
      go wybic sobie z glowy, on odpisal 'oj mala :*', wiec widac bylo, ze nie jest
      zainteresowany powrotem itp.
      teraz znow probuje sie odciac od tego wszystkiego, chce zapomniec, wymazac to
      wszystko z pamieci :((
      mam zal, ze nie potrzebnie mowil, ze chce, zebym do niego przyjechala, skoro
      tego nie chcial..
      mam zal, ze nie pomyslal o tym, ze na studia wydaje ciezko zarobione pieniadze..
      mam zal, ze tak latwo zrezygnowal z tych 3 lat..
      mam zal, ze nie dal nam szansy..
      mam zal, ze nie docenil moich staran (a mial co doceniac, wybaczalam rozne
      klamstewka, pomoglam mu bardzo jesli chodzi o mieszkanie, gdyby nie moja pomoc
      stracilby rezerwacje b. interesujacego mieszkanka i musialby szukac od nowa).

      pisze to dzisiaj, bo mam dola :( mam ochote sie do niego odezwac a trzymam sie
      juz tydzien bez zadnego kontaktu. a jesli chodzi o wczesniejsze kontakty, to
      ewentualnie odpisuje na jego smsy. sama nie inicjuje juz nic od ok 3 tyg
      (dokladnie nie pamietam).

      juz od dawna nie chce wrocic do niego... a moze tylko sama siebie oklamuje?..
      raz mysle - nie potrzeba mi faceta, na ktorego nie moge liczyc..
      innym razem - stracilam wszystko..

      on tylko jeden, jedyny raz powiedzial, ze podjal zla decyzje, ze nie powinien
      byl tego robic. powiedzial to ok 1,5 m-ca po tym jak mnie zostawil.

      ehh ale sie rozpisalam :( ale czasem musze sie wygadac. a wiem, ze Wy
      zrozumiecie mnie tak, jak nikt inny... :)
      • jackblack24 Re: wracanie do siebie 19.04.07, 22:55
        witam i mam nadzieję że każdemu z nas to wszystko zacznie się powolutku układać
        mimo iż potrzeba na to sporo czasu :( no ja dziś zrobiłem postęp bo się mości
        księżniczka odezwała na gg to tylko zapytałem jak się czuję i się grzecznie
        pożegnałem to chyba tyle z plusów dnia dzisiejszego i mam nadzieję że jutrzejszy
        będzie dla każdego z nas lepszy :)
        • nikka00 Re: do akknes 19.04.07, 23:42
          Akknes czy ty studiujesz coś związengo z psychologią? Ja zawodowo jestem
          związana z tematem przemocy, co prawda w rodzinie, ale tam najczęściej zdarza
          się przemocy psychiczna. wybacz że pytam na forum publicznym, możesz napisać na
          priva, jeśli zechcesz.

          a tak naprawdę to chciałam napisać że widze baaardzo pozytywną ewolucję u
          Ciebie. Napisalam z dużej litery, zauważyłaś? :)))
          Wreszcie zaczynasz WIDZIEĆ, i patrzeć na problemy ludzi w Twojej sytuacji
          naszymi oczami. No i zaczynasz być wspierającym a nie tylko wspieranym. Jeszcze
          raz gratuluję tego kroku naprzód.
          dobranoc Państwu :))
          • ilums Re: do akknes 20.04.07, 01:23
            WOOOOOOOW!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
            Akkknes-gratulacje...
            wszedlem dzis i mialem cos napisac bo wlasnie dzis bol wrocil jak bumerang ale
            Twoj wpis poprawil mi humor!!!!
            Fajnie, ze zauwazasz, ze nie tylko bylismy tu zeby ci zlosliwosci robic ale tez
            chceilismy i chcemy pomoc!!!! Fajowsska ta Twoja zmiana!!!!!!!!!

            A ja mam dzis sytacje jak Madziuuunia-idzie weekend a widmo mojej ukochanej
            wrocilo-i bol niestey tez!!!!! Po kolejnych dwoch tygodniach nie odzywania sie
            mam taka ochote ja gdzies zabrac, povawic sie i niech wie ze ja kocham...a na
            koniec dnia poprostu przytulic!!!!!!!!!!!!!
            Ale wiem jaka bedzie wasza odpowiedz wiec juz sam sobie odpowiadam-nie, nie
            wolno Ci sie zlamac i odezwac bo ona i tak Cie zleje jak ostanoi!!!!

            To tak na tyle kochani/niekochani

            Trzymajcie sie!!!!!
            • timbunia Dzień 10 20.04.07, 09:57
              witam, wszystkich którzy się dołączyli i ściskam mocno.
              Ja po tragicznym wieczorze miałam tragiczny poranek - znowu sny, a rano ulewa z
              oczu. Niestety chwyciłam się jak głupia pomysłu ze spotkaniem się j. w weekend.
              Przegrywam w walce ze sobą - nie daje sobie rady, nie znajduję w sobie już
              siły. Chcę choć na chwilę przytulić się i poczuć się kochana. Niestety chyba
              gubi mnie to że w sumie mam dużo czasu do myślenia, nawet w pracy.... mam w
              sumie mało zajęć i żadne nie jest super absorbujące.... chcę się z nim spotkać
              i podświadomie do tego dożę.
              ciągle mi chodzi po głowie co sie takiego stało, ze stało się to co sie stało.
              Fantastyczna sugeruje przechodzenie związku, inne sugestie to po prostu
              rozminięcie się w wspólnych planach. a ja tak na prawdę nie wiem czy zmieniło
              by sie cos gdybym miała takie same poglądy jak on, albo gdybyśmy byli juz
              małżeństwie. tak jak juz ktoś wcześniej napisał, miłość to także branie
              odpowiedzialności za uczucia drugiej osoby - kryzysy kłótnie są normalne - ale
              jeśli już ktoś celowo, chce zranić drugą osobę zdradzając lub odchodząc bo mu
              się wydaje ze nie kocha (bo np. nie jest już tak fajnie jak kiedyś) to nie jest
              w porządku. to jest najprostsze wyjście z sytuacji, i najbardziej egoistyczne.
              wydaje mi sie , ze często to są kryzysy ale jedna strona tego nie widzi i dla
              niej to koniec, bo po prostu jest z tą drugą gdy jest dobrze, a jak już źle to
              papa.

              Ps. I wybijcie mi z głowy myśl o spotkaniu.....
            • akkknes Re: do akknes 20.04.07, 18:17
              najwazniejsza jest organizacja.
              TRZEBA organizowac sobie weekendy. tak na wszelki zas, zeby nas nic nie
              dopadlo, a nawet jak dopadnie to ma cie kto pocieszyc, poza tym w pubie glupio
              ryczec :)))
          • akkknes Re: do akknes 20.04.07, 18:09
            socjologie i wlasnie probuje moja typowo psychologiczna prace przerobic na
            socjologiczna zeby mi przez recenzenta przeszla!!

            dzieki ze ktos to widzi, ja tez to widze, ale na razie zeby nie zapeszczyc
            nawet nie modle sie o to zeby nie okazalo sie ze to chwilowe.
        • akkknes Re: wracanie do siebie 20.04.07, 18:07
          brawo.
      • akkknes Re: wracanie do siebie 20.04.07, 18:07
        > tak jakby mowil do mnie zupelnie mi obcy czlowiek, ktorego ze mna juz
        > nic nie laczy.. :((

        > mam zal, ze nie potrzebnie mowil, ze chce, zebym do niego przyjechala, skoro
        > tego nie chcial..
        > mam zal, ze tak latwo zrezygnowal z tych 3 lat..
        > mam zal, ze nie dal nam szansy..
        > mam zal, ze nie docenil moich staran

        rozumiem cie...
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 20.04.07, 12:20
      Timbunia!!! Przywoluje Cie do porzadku:) Kochana moja zacisnij zeby i nie waz si
      ego zapraszac!!!! nie ponizaj sie....jedyne co moze ci pomoc w tej spraiw eto
      tylko milczenie.....daj mu czas zeby zatesknil!!! moze to wiele zmienic
      uwierz..a jak bedziesz o sobie prztypominac to tym bardziej go zniechecisz....
      wiem ze cieprisz...ja znow wracam do tego co bylo;( niestety.... Prosze znajdz
      sobie jakie szajecie, hehe wiem jakei to trudne bo jeszcze 2 tyg temu lezalam
      jak kloda i lykalam srodki nasenne zeby sobie ulzyc i spac... mysle ze nie warto
      myslec o powrocie... chcialabys znowu byc z kim stakij?? i zastanwiac sie kiedy
      znow cie rzuci?? znowu sie rozmysli i co?? nie warto.....powiem ci cos i mam
      nadzieje ze wezmiesz to do siebie " Nie wart ten szczescia,kogo nieszczescie nie
      uczynilo lepszym..." ja wierze ze to cieprienie wiele cie nauczy i zmieni....a
      wtedy napewno spotka cie cos dobrego... wiadomo ze musisz wlaczyc ze slabosciami
      i bolem....ale wlasnie ta walka cie umacnia i zmienia twoje zycie, Twoje
      podejsci edo zycia....bedziesz inna kkobieta...o wiele silniejsza. dasz rase,
      wierze w Ciebie;)
      ja tez starsznie pragne czuc sie kochana...pragne przytulic sie... wiesz nie
      majac tego starsznie doceniam taka bliskosc.. :( wczoraj w nocu plakalam bo tak
      mi bylo brak....tak zle , samej.. zaczyna mi dokuczac smaotnosc. Jestem osoba
      ktra uwielbia si emiziac, tulic , calowac, gilgotac...uwielbiam, zawsze musze
      meic konakt cielesny z kims bo..no taka jestem. Bardzo mi tego brakuje i boje
      sie co to ebdzi ezajakis zcas, nie umiem zyc w samotnosci takiej...Boje sie ze
      nie wytrzymam.... i sie zalamie. tak bardzo potzrebuje bliskosci ze gdyby ten
      moj si epojawil to bym sie hcyba nie ppowstrzymala.... chyba:( Boli to wszystko,
      tak abrdzo bym chciala zeby to sie nie wydarzylo...nie wiem jak mam sie nauczyc
      zyc be ztego calego zamieszania wokol kogos drugiego...dla siebie zyc?? eeehhh
      tego chyba nikt nie chce...minal chyba dopiero miesiac tego wszystkiego a mi juz
      jest potwornie zle samej...co bedzi eza pol roku?? za rok?? wiem ze nie poznam
      nikogo...wiem to...pojde na studia gdzie nie ebde miala mozliwosc poznania
      kogokolwiek, a zanim pojde na studia to nie bede sie chciala wiazac puki nie
      zapomne o tym ex.....:( tak wiec nic kolorowo sie nie rysuje. Juz widze te moje
      wyplakane oczy...:(:(:( zaczyna sie weekend...hmmm nie wspomne o tym ze wiem iz
      ktos sie bedzi eteraz spotykal....roznosi mnie na sama mysl.... :(:(:( no al
      enie pozostaje mi nic innego jak tylko sie z tmy pogodzic....:(
      • akkknes Re: wracanie do siebie 20.04.07, 18:11
        magda ty musisz przestac myslec co oni robia...!
        mi tez chodzila po glowie mysl - hmmm on i ona, nie wierze ze czytaja historie
        polski... wiec jak juz sobie poplakalam to pomyslalam sobie ze moze ona sie
        udlawila jakims wodorostem z tego swojego suszi bo coz innego - oprocz grzybicy
        pochwy i niedopuszczenia do matury - moze mu zaoferowac :D :D :D
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 20.04.07, 15:09
      No Kochani gdzie sie podziewacie??:) Mam nadzieje ze nie wyplakujecie swoich lez
      nigdzie;) dzisiaj piatek, mam nadzieje ze jakies plany na wieczor macie;)
      przynajmniej sie pozachwycam waszymi planami:P:P sama wybieram sie na
      randke....z moimi ksizakami;/ nie fajnie..... inni randkuja, bawia sie a ja
      siedze w domu jak taka kwoka...:) co bym dzisiaj najchetniej robila/? hmm...
      wybrala sie na dlugi spacer po plazy ( gdybym nad mozrem mieszkala) ...z jakas
      druga duszyczka najchetniej bo sama to bym pewnie worcila w gorszym humorze niz
      bym wyszla....Nie dociera do mnie ze jestem sama....nie wiem, nie ogarniam tego.
      To mi sie wydaje takie...niemozliwe. Chyba znow mnie bierze na
      rozterki...zaciskam zeby i ide si euczyc...moze zapomn eo tym ze sama
      jestem...ewentulanie zapraszam was do mnie na wieczor kolka
      pocieszycielskiego;):) pozdrawiam:)
      • jackblack24 Re: wracanie do siebie 20.04.07, 17:07
        eh a mnie dziś się dzień tak ładnie i spokojnie zaczął aż do momentu jak ona
        zadzwoniła i się ta rozpacz we mnie włączyła, ten żal, smutek :(
        • ina111 Re: wracanie do siebie 20.04.07, 17:23

          Jackblack - witaj w klubie!! Dzień pod znakiem ryczenia, rozmyślania i
          wspominania...a do tego wszystkiego rozmawiałam z jego mamą, więc już w ogóle
          rozsypka na całego. I pojawiło się ta cholerna ochota zeby chwycic za telefon i
          usłyszec jego głos...trzymajta mnie ludzie, bo dzisiaj mam takiego mega doła, że
          jestem w stanie naprawde zadzwonic...Wszyscy (łącznie z jego mamą) mówią, zeby
          nie dzwonic, niech wie co stracił, a ja?? A ja kocham resztkami bezsensownej
          miłości...
          mam nadzieje, ze wszystko to nam - forumowiczom, poukłada, że każdy z nas spotka
          Pana Właściwego i Panią Właściwą, i kiedyś akknes założy nowy wątek tym razem z
          samymi pozytywami
          • jackblack24 Re: wracanie do siebie 20.04.07, 18:07
            Nie dzwoń nie daj się swym myślą ;)
          • akkknes Re: wracanie do siebie 20.04.07, 18:15
            jak juz sie w tobie cos zbierze to jeszcze pogratulujesz tej jego matce
            wychowania syna. poczekaj, jeszcze troche.
            ina, myslec wspominac i ryczec to bedziesz jeszcze dluuugo, wiec tym sie nie
            przejmuj, to jest naturalne.
            ja dopiero dzis doszlam do wniosku ze czas spakowac rzeczy mojego kochanego
            juz nawet to mialam robic ale szkoda mi pudelka po butach nawet. poszlam spac a
            teraz lece w balet. bez mysli o nim :)
        • akkknes Re: wracanie do siebie 20.04.07, 18:13
          ci co zostawiaja maja latwiej
          jest im latwiej jak wiedza ze nas czyms zdoluja.
          niestety brutalne ale prawdziwe
          • ilums Re: wracanie do siebie 20.04.07, 19:15
            no w koncu zaczyna Cie powolutku puszczac... az milo czytac Twoje wpisy. wiem
            ze do wyleczenia jeszcze syrasznie dluga droga bo widze jak go kochasz-ale
            widze tez ze z czasem poadzisz sobie!!!!
            Wiesz Akkknes-rzepraszam z to co powiem ale chwilami jak Cie czytalem to milaem
            waznie ze masz cos z psychika-ale teraz wiem ze Ty gopoprsostu strasznie
            kochalas i pewnie jeszcze dlugo bedziesz....i przyzanm Ci sie ze chcialbym zeby
            ktos mniekiedys tak pokochal jak Ty jego..no i oczywiscie ja ja tez zeby z
            krzywdzonego nie obrucic sie w krzywdzacego!!!
            Trzymaj sie akkknes
            • akkknes Re: wracanie do siebie 21.04.07, 19:39
              heheh dzieki ilums za szczerosc :D nie z psycha na szczescie mam ok, tylko
              wiesz tak jakos jak juz sie zaanagazuje to po maksie... i potem mam tego
              efekty :/ wmawiam sobie ze tak mialo byc, ze nic nie dzieje sie bez przyczyny,
              staram sie generalnie nie myslec o tym. i leci jakos :)
              ale dzieki za pamiec, fajnie ze czytasz i widzisz ze nie jestem pier.olnieta :D
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 20.04.07, 19:18
      :):):) hehe dzieki Akkknes, widze ze jestes wnielzym humorze;) ... przeszlo mi
      tak genelanie, troche sie powyglupialam do lustra...poprzebieralam w rozne
      kiecki, obyslilam pare rzcezy n amoj okres pomaturalny:) i jest elegancko;) a
      teraz siedze z maseczka na twarzy i sie relaksuje;) No szkoda ze nie nmoge
      nigdzi ewyjsc....ani z nikim pogadac, taki moj los niestety. Ale mimo to daje
      rade;) Miewam doly. oj miewam..ale coraz zcesniej lapie si ena tmy ze zniam
      zaczne ryczec to zaraz mi sie tego odechciewa ...takei dziwne.:):):) bedzie
      dorbze;) juz jest lepiej...nam wsyzstkim:)
      • ina111 Re: wracanie do siebie 20.04.07, 20:03
        madziuunia - zazdroszcze Ci tego "lepiej"...a pogadac możesz z nami :)

        Akkness - to wcale nieprawda że tym, którzy porzucają jest lepiej. To ja
        zakończyłam ten związek i jakoś lepiej mi nie jest. Kochałam i kocham, ale nie
        mogłam sobie pozwolic na dalsze bycie z kimś, kto mnie okłamuje i oszukuje, kto
        nie docenia tego wysiłku który wkładałam w budowanie naszego związku. I wiem, ze
        gdy teraz zadzwonie, odezwe sie na gg, jakkolwiek nawiąże z nim kontakt to dam
        znak, ze może zrobić WSZYSTKO, a ja i tak bede. Chociaz tak mnie korci, tak
        bardzo, że aż ręka mnnie swędzi...
        Dlatego telefon wyłączyłam, schowałam do najgłębszej szuflady,na sam spód,
        włączyłam sobie Come, pije winko, wpatruje sie w jego uśmiechnięta twarz na
        zdjęciach z naszych ostatnich wspólnych wakacji i zabijam w sobie tą miłość
        Miłego wieczoru Wam życze.
        Wasze zdrowie!
        • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 21.04.07, 00:50
          Coma dobra na wszystko:)
        • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 21.04.07, 00:51
          Akkknes BRAWO!!
          NARESZCIE!
          :* masz tu wielkiego buziaka:*
          :)
          Tak trzymaj:)
          • jackblack24 Re: wracanie do siebie 21.04.07, 07:48
            kurcze myślałem że z każdym dniem jest lepiej a tu taki dół z rana bo mi się
            śniła :( ale nie mogę się odezwać bo wszystko pójdzie na marne :/
            • timbunia Dzień 11 21.04.07, 08:19
              Witajcie wszyscy....
              wczorajszy dzień zaczełam i skończyłam dołem - położyłam sie spac chyba o 21,
              bo nie byłam w stanie tego wszystkiego wytrzymać. W dzień wahania nastrojów
              były zabójcze - raz potrafiłam sie śmiać zaraz płakać. Spotkałam sie z
              koleżanką tak ponarzekałam trochę, ale niestety zazdrosć mnie zżera ze innym
              sie układa w zwiazkac i w życiu. jedyną dobra wiadomością było to że podwyżkę
              dostałam, nie duzą jak na urzedniczą pensję - ale dobrze rokuje - i może jakos
              mieszkanko uda mi sie zatrzymać......
              Dzis obudziłam się o 6, spocona i spanikowana - okropne to uczucie - jak się
              coś bez powrotnie traci. cały czas swędzi mnie palec żeby do niego zadzwonić,
              ale wie że jemu już nie zależy - nawet jak wręcałam numery ostanio - to kilka
              razy musiałam dzwonić bo nie raczył odbierać. Niestety kocham, miłością
              beznadzieją, wielką i bez końća - z jednej strony chcę zapomnieć, z drugiej
              cały czas rozmyślam marzę uczucia nie potrafie zabić. nie umiem o 7 latach
              stwierdzić, skończyło sie rozejdźmy sie w pokoju, on jest wszędzie w każdej
              mojej myśli i geście.....
              też jak Madziunie, dobija mnie samotność, odzwycziłam się - umieram bo tez
              kochałam głaskanie mizianie pieszczoty..... najgorzej ze nie ma czym głowey
              zając :( a to najgorsze....


              Miłego dnia - chociaż slonko dzis wyszło :)
              • timbunia Re: Dzień 11 21.04.07, 08:21
                chciałabym by se ze złęgo snu obudził, zatęsknił - ale to bardzo mało
                prawdopodobne...... trzymajcie kciuki żebym idiotki z siebie dzis nie zrobiła i
                jakiegoś głupstwa nie palneła...
                • madziuuunia Re: Dzień 11 21.04.07, 11:54
                  Timbunia dasz rade!!!!!!!! wierze w ciebie!!musisz wytrzymac;):)Mnie tez od rana
                  bizre,...wiecie co mi sie snilo?? snilo mi sie zeogladam film o NICH,JAK sobie
                  razem sa, snillo mi sie ze lezeli posrod fal zdrinkami w rekach i caloali sie
                  do upadlego..... dorbze ze to bym tyllko sen bo teraz chyba tu
                  niezyla....!!!!Mam dosc, chce si euwolnic i zyc od nowa, juz nie chce go
                  pamuietac i mysle co nim...... przeraza mni ejedna rzecz teraz...bo jest ktso
                  komu si estarszni epodobam i widze ze probuje mnie poderaj...:( Bede musiala go
                  chyba rozczarowac bo ja kompletnie nie jestem gotowa na staly zwiazek... a fajny
                  chlopak z niego...o czym marze?? to zpaomniec o tym czlowieku na ktroego tyle
                  nerwow starcuilam i wkoncu aczac zyc!!!
                  • timbunia Re: Dzień 11 21.04.07, 13:05
                    ehhh - mam napady paniki, wiem że jego nic nie obchodzę - deklarował przyjaźń,
                    ale jakby mu zależało to by się odzywał.... tez Madziuniu - chcę zapomnieć,
                    zaćząć żyć - boję, sie ze długo nie będę gotowa na poważny związek - już drugi
                    raz w życiu facet mnie zranił..... nie wiem czy trzeci raz bym zniosła... nie
                    wiem czy potrafię się zaangażować. niuestety ostanio interesują sie mną faceci
                    kompletnie nie w moim typie - ale bardziej patrzę na nich wszystkich chyba
                    szukająć tego co utraciłam.... wydawało mi sie ze miałam faceta wspaniałego,
                    wrazliwego, nie oglądał się za innymi dziewczynami, czułego.... zarzekał się ze
                    to ja pewnie pierwsza go rzucę... niż on mnie. mówił że zawsze bedzie kochał...
                    tęsknię po prostu tesknię i jednocześnie bierze mnie cholera bo on wcale...
                    niedługo moje imieniny, w wakacje urodziny - chciałam spędzić je wyjatkowo - a
                    tak własciwie nie będe miała z kim ich spędzić :( w ogóle źle mi jest, nie
                    czuję chęci do życia...
                    • timbunia Re: Dzień 11 21.04.07, 13:09
                      wiem, ze zastanawianie sie nie ma sensu, ale tak myśle, ze może w grę wchodzi
                      jednak ktoś trzeci - i dlatego mnie zostawił - a powiedzieć mi nie miał
                      odwagi...

                      idiotka ze mnie jest - nie potrafię sie odrwać od tego wszystkiego -:(
                      • madziuuunia Re: Dzień 11 21.04.07, 13:38
                        Timbunia!!! pzrezywam to samo:(:(:( zaraz tu umre...starsznie etsknie.Pomimo
                        tego co zlego zorbil to ja nie pamietam tego, wciaz mysl eo tym co bylo
                        dobre....w kazdym innym doszukuje si ejego cech...i jak ich nie znajduje -
                        gorzko si erozczarowuje;(:(:( wyc mi si echce...mam dosc. tesknie jak jasna dupa
                        za nim, za tym wszystkim Miaoam tyl eplanow, wszyskto leglo w gruach...wszystko
                        wsystko wszystko. mialam wspaniale spedzic zcas,mialam z nim
                        zamieskzac...boze...wszystko sie rozsypalo:( boje sie ze niegdy nie zpaomne ,
                        nigdy nie pzretsane myslec i ciepriec;( mam juz tego po dziurki w nosie ale to
                        nie hcc epzrestac. Na twoim miejscu tez bym si ezatsanwiala czy kogos nie
                        ma....mialam tak samo....identycznie si ezahcowywal jak twoj.... i co?? i mial
                        inna...a przynajmiej juz zaczynal znajmosc......do cholery wyobrazacie sobie
                        zeby byc z kim s i byc tak zdesperowanym zeby szukac nowej na necie/? chyba
                        naprawde zl emu ze mna bylo skoro na sile szukal innej.i nzalazl .....ide bo
                        mnie szlag juz trafia..... mam ochote popzreklinac na to wszystko. Zycie mi si
                        erpozpiepszylo..........
                      • madziuuunia Re: Dzień 11 21.04.07, 13:41
                        i sie poryczalam.... alez jestem zalsona zeby si etak uzalac na dsoba;) taki
                        ladny dzien a ja wyje:( przynajmniej nie mam takiej ochoty jak wy by si
                        ekontaktowac....z nim. Wiem ze nie zyczy sobi etego wiec po co mi to:0 zreszt
                        altwiej mi gdy ni emusze go ogladac ani pisac ani nic...
                        • timbunia Re: Dzień 11 21.04.07, 16:13
                          do d.... takie życie świat, inny sie cieszą, a my cierpimy. nawet brat j.
                          porzucony przez dziewczyne już sobie nową miłość znalazł - ale nie wiem czym
                          to wytłumaczyc, tym że potrafi sie zadowolić po stracie byle czym co ma ładną
                          buzoę i wzystko na miejscu???
                          ja sobie miejsca na tym świecie znaleźć nie mogę :(
                          • jackblack24 Re: Dzień 11 21.04.07, 16:18
                            oj nie tylko ty :( no ja czasem dziwie się ludziom że się zadowolą "zapchaj
                            dziurą" w życiu - oczywiście nie oceniam brata j. bo może znalazł tą właściwą
                            akurat.
                • akkknes Re: Dzień 11 21.04.07, 19:49
                  timbunia, tak szczerze ci powiem - jak zrobisz z siebie raz i drugi idiotke to
                  potem niedlugo tak naprawde dojdzie to do ciebie. wiem z autopsji...
            • akkknes Re: wracanie do siebie 21.04.07, 19:47
              jakcblack - ja dopiero ostatnio zaczelam z powrotem dobrze sypiac!!
              nie martw sie, minie.
              a i pamietaj - sen to tylko koszmar senny, ktorego normalnie nie ma!!!!!!!!
          • akkknes Re: wracanie do siebie 21.04.07, 19:46
            buuuu a ja nie mam comy... i nie moge nigdzie znalezc do sciagniecia...
            ja tluklam hey - ale tytulu nie pamietam... hmm cos w refrenie bylo 'jesli
            zwatpisz choc jeden raz - powrotow nie bedzie...' no i ja w koncu zwatpilam :)))
            dzieki kaktusisko :D
        • akkknes Re: wracanie do siebie 21.04.07, 19:45
          ina to chodzilo mi o to, ze tym, ktorzy nie angazuja sie tak bardzo, nie robia
          wszystkiego dla drugiej osoby, to jest im latwiej. w ogole chyba w zyciu jest
          im latwiej...
          aaa ina wez nie patrz na te zdjecia - tak na pewno nie zabijesz w sobie tej
          milosci. pij sobie winko, ale bez przesady! ja wiem ze jest ciezko, uwierz mi -
          naprawde wiem co to jest bol psychiczny :(
      • akkknes Re: wracanie do siebie 21.04.07, 19:41
        ty sie nie maseczkuj tylko wkuwaj :P
        dziewczyno zaraz matura, zleci ci jak siemasz karol!!
        jezus maria a zaraz po maturach mi zleci - obrona!!! aaaaaa...!!!
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 21.04.07, 12:12
      Ale mam dzisiaj lenia do wszystkiego....:( co wam powiem?? kolega zaprpoponowal
      mi spotkanie, noi nie wiem co tu robic....jak uciec pzred tym... A moze pojde i
      postawie karty jasno co?? doradzcie;)
      • jackblack24 Re: wracanie do siebie 21.04.07, 12:13
        ja wczoraj się z koleżanką spotkałem i postawiłem sprawę dość jasno bo wiem że
        wewnętrznie nie jestem gotowy na związek bo w sercu jeszcze wiele rzeczy siedzi
        a nie chcę krzywdzić kogoś innego :(
      • akkknes Re: wracanie do siebie 21.04.07, 19:52
        magda idz do cholery na spotkanie z kolega!! znaczy mam nadzieje ze poszlas!!
        nikt nie kaze ci od razu romansowac, idz pogadaj o pie..ch nawet.
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 21.04.07, 20:13
          łeee no pewnie ze pojde;) ale to w poniedzialek dopiero;) hehe taka mala
          uwaga!!! zkauwam do matury jak porabana wiec ta maseczka naprawde dobrze mi
          zorbila;) hehe zkauwam do tej matury juz od pzadzirenika...a teraz to juz tylko
          maxymalne powtoreczki hehe;) jest ok:) humor jest super i wogole fajnie jest:)
          Akknes widze ze u ciebie coraz lepiej;) heheh u mnie tez;) wsumie to jedziemy
          czasowo na tym samym:) cos ldugo trwalo to leczenie co/?:) hehe ale qazne ze
          jest powoli coraz lepiej;) pozdrawiam:)
          • timbunia Re: wracanie do siebie 21.04.07, 23:17
            ja tez mam dobry humorek - po 2 piwkach i brigitte jones, a teraz następny
            filmik leci.... spotkanie z ludźmi ma swoje dobre srony :)))))))))))))))
            • ilums Re: wracanie do siebie 22.04.07, 05:13
              o nie!!!!!!!!!! Watek "kocham meza ale go zdradzam" rozrasta sie w niesamowitym
              tempie i moga z nami wygrac:)))))
              Akkknes mam nadziej ze teraz zrozumiesz ze tylko zarty sobie stroje:)
              A swoja droga to badzo mila przemiana-wiem wiem, juz to mowilem, ale milo az
              czytac jak w koncu udaje ci sie wychodzic z tego:)
              Podrawiam wzystkich
              Acha! Pojdzcie w nasze slady i sie odetnijcie-na poczatku boli jak cholera ale
              po kilku miesiacach jest duzo lepiej niz jak sie walczy... to tak z moich
              doswiadzcen-zawszewalczylem i przedluzalem swoja meke-a tym razem siezacialem i
              waklczylem jeden dzien,a potem sie poddalem. Po miesiacu znow postanowilem
              zawalczyc i poddalem sie po 3 dniach walki-a teraz znow odliczam czas bez nie-
              jest ciezko ale jakos wychodze...juz sie usmiecham i zaczynam powoli myslec o
              innych rzeczach jak tylko ona-choc i tak jest nadal najwazniejsza czescia
              mojego zycia.... Ale z czasem przejdzie:)
              • timbunia Dzień 12 22.04.07, 09:58
                już zaczynają mi sie dni plątać , czas wrócił do swoich ram... nadal w
                serduszku cieżko, nadal nadzieja jest.... ale życie sie toczy do przodu. Może
                całe szczeście, że pogoda nie pozwala się dołować. raz jest dobrze raz je źle...
                j. nadal jest najważniejszą czescią mojego życia - choć teraz chyba mam do
                niego nastawienie takie - jakby gdzieś wyjechał na długo. nie odczuwam już
                potrzeby dzwonienia do niego - ale tesknota ogromna jest... moze za jakieś
                czas wyjdzie z mojej głowy zupełnie, choć nie wiem. czasem nachodzi mnie
                ochota, zeby pobawić sie w ddty\ktywa. pośledzić go. w wakacje odwiedzić
                miejsca gdzie będzie - ale chyba na dobre by mi to nie wyszło. jeszcze nie daj
                Boże jakby zobaczyła go z innym. nie wiem co zrobić by nie przestać pielęgnować
                w sobie to uczucie do niego. nadal jestem jak zaślepiona - gdzieś cichutko
                drzemie we mnie myśl ze wróci....że się opamięta. ale chyba to tylko
                złudzenia.... wiele przede mną jeszcze cieżkich chwil, koszmarnych nocy,
                wypłakanych łez, ale modlę sie by ie było to nadaremne - i posłużył jakiemuś
                celowi... nie wiem jakiemu, nie do mnie nalezy ta decyzja.... staram sie ufać,
                że to co sie dzieje jest dla mnie najwłaściwsze...

                miłego dzionka wszystkim
                • jackblack24 Re: Dzień 12 22.04.07, 10:16
                  nie baw się w detektywa bo to co czasem sie odkryje boli jeszcze bardziej i cały
                  ten ból i cierpienie wraca do człowieka niczym bumerang i uderza z dużą siłą :(
                  należy żyć dalej i starać się cieszyć życiem chociaż wiem że jest to ciężkie i
                  gdzieś tam w moim sercu jakaś nadzieja się jeszcze tli :(
                  • timbunia Re: Dzień 12 22.04.07, 10:42
                    masz rację, al niestety dotarcie do prawdy korci.... tyle pytań jeszcze sie w
                    głowie tłucze... ale co zrobić - niestety wszystko do okoła mi sie znim
                    kojarzy - wspomnienia wracają ze zdwojoną siłą... a on sie odciął ode mnie we
                    wszystkich możliwych punktach - miałam dostep kiedys do jego maili , kont -
                    hasła pozmieniane w sumie to i dobrze- bo ciągle bym zaglądała.... i może bym
                    nie wyzdrowiała- niestety chyba jeszcze długo się męczyc bede... nie wiem czy
                    spotkam jeszcze w życiu kogos kogo równie mocno pokocham. boję się zaangażować,
                    nie umiem kochac od pierwszego wejrzenia - we mnie miłość powoli dojrzewa.... 2
                    razy w życiu mnie zraniono... 2 razy zrobił to mężczyzna.. mam uraz i
                    psychiczny i fizyczny... nie wiem czy chcę poraz kolejny sie sparzyć.narasta we
                    mnie frustracja..., żal, boję sie że wykorzystam to w jakiś niewłaściwy sposób.
                    Dziś zowu sama w domu siedze - i narasta panika, strach i świadomosć ze jestem
                    sama... że nikt o mnie nie myśli i nie kocha :( na swój sposób byłam od niego
                    uzależniona - emocjonalnie...
                    • timbunia Re: Dzień 12 22.04.07, 10:49
                      a najbardziej mnie wkurza to, że pozytywów życia nie widzę i ciagle
                      marudzę...choć na swój sposób to pomaga
                    • jackblack24 Re: Dzień 12 22.04.07, 10:52
                      też mam te obawy czy pokocham jeszcze kogoś w takim stopniu jak ją :( wiele
                      rzeczy i miejsc też mi się kojarzy ale trzeba z tym walczyć bo inaczej to
                      człowiek zwariuje :/ próbuję się skoncentrować na nauce bo mi sie troszkę
                      zaległości porobiło od tej całe sytuacji - wtedy przynajmniej nie myślę o niej
                      bądź mi się wydaje że nie myślę ;)
                  • ina111 Re: Dzień 12 22.04.07, 10:47
                    U mnie wprawdzie nie 12, ale 11 dzień od zakończenia zwiazku, ale normalnie
                    musze wam to powiedzieć bo padne i już nie wstane.
                    POwstrzymywałam się żeby do niego nie zadzwonic z pełną skutecznością. Wczoraj
                    porobiłam troche zakupów ( kupno czerwonych szpilek pomaga - gwarantuje),
                    wieczorem przyjaciółki wyciągnęły mnie na miasto.W nocy dostaje smsa, czy nie
                    chciałabym pójść na zakupy. Zdzwiłam się trochę, bo nr tel. mi nieznany, wiec
                    własnie dzwoniłam zeby sie dowiedziec. Oczywiscie to był ON!! Ze zakupy to tylko
                    pretekst i chciałby sie ze mną spotkać i pogadać ( ciekawe o czym) i tu
                    zastosowałam wszystkie wczesniejsze rady wyczytane na tym forum. Dzisiaj?? No
                    ale dzisiaj to ja jestem umówiona. Jutro?? No nie wiem. Zadzwoń jutro.
                    I teraz kurde mam dylemat jak cholera....bo nawet nie wiem czy chce się z nim
                    spotkać, i czy przypadkiem mnie nie omami i popełnie jakiś błąd....znowu to moje
                    serce pika, żeby dac mu szanse, a głowa stwierdza, ze serce jest głupie i nie
                    umie myśleć racjonalnie.
                    Akknes - jak juz słuchasz Heya, posłuchaj "Czas spełnienia" -
                    Spoglądam wstecz i widzę tyle pustych godzin.
                    Ogarnia mnie strach, bo wiem ile mnie minęło,
                    lecz nie wiem ile zostało;
                    a ja nie chciałbym tak po prostu przeminąć.
                    Wiele upłynęło dni (dni bez mojego udziału)
                    więc czas już skończyć z oczekiwaniem na coś,
                    co może nigdy nie przyjść.
                    Muszę ruszyć z miejsca,
                    pójść na spotkanie własnego spełnienia.

                    Dobra,biore sie do pisania mgr...bo czas już zacząć...
                    Isc czy nie iśc na to spotkanie?
                    • timbunia Re: Dzień 12 22.04.07, 10:52
                      daruj sobie ina... jeśli brak deklaracji zmian i chęci poprawy daruj sobie...
                      ja bym chetnie sie spotkała, ale to boli. a on ma mnie po prostu w nosie, albo
                      gorzej.... deklarował przyjażń a przyjażń chyba na tym nie polega ze sie milczy
                      i nie wykazuje zainteresowania życiem drugiej osoby. i zostawia jeszcze z
                      poważnymi problemami, którymi jest się sprawcą... piszę rozsadkowo, choć serce
                      mówi inaczej, ale chyba głową musze mysleć ale nie sercem... mam ochotę mu
                      napisać: kocham cię, ale zmarnowałeś mi zycie...
                    • jackblack24 Re: Dzień 12 22.04.07, 10:54
                      ina111 gratuluję samozaparcia i przełożenia spotkania bo wiem jak ciężkie to
                      jest :) hmm... a czy iść to jest dobre pytanie :)
                      • timbunia Re: Dzień 12 22.04.07, 11:39
                        ehhhh. doła znowu mam, wykończę się - na co mi to wszystko::(((
                        • timbunia Re: Dzień 12 22.04.07, 16:21
                          nie widzę poprawy, nie jest mi lepiej :( cały dzień dzisiaj jestem tak
                          zestresowana, ze aż ręce mi sie trzęsą - chyba przed żadnym egzaminem tak sie
                          nie czułam okropnie jak teraz... wykończę się przez to wszystko.... nie widzę
                          tego żeby miało mi sie poprawić. boję sie że do końca będę to rostrząsać. i
                          nigdy nikogo nie pokocham.
                          • akkknes Re: Dzień 12 22.04.07, 17:14
                            timbunia, ja cala sesje zdawalam w takim nastroju!!!!
                            zdalam piatkwo i czworkowo i nie tylko siebie tym zaskoczylam ;)
                    • akkknes Re: Dzień 12 22.04.07, 17:13
                      nie moge nigdzie znalezc tej piosenki...
                      tak jak comy cholera jasna :)))
                • akkknes Re: Dzień 12 22.04.07, 17:09
                  timbunia, wez przestan odliczac te dni!! nawet sie nie zorientujesz jak
                  bedziesz mogla sobie sama pogratulowac pierwszego miesiaca!! mowie ci to tak
                  troche psycholicznie, ale zawsze lepiej jest jak wiemy ze nagroda
                  bedzie 'wieksza' :))
              • akkknes Re: wracanie do siebie 22.04.07, 17:08
                haj
                no wiec u mnie dalej kolorowo :))
                spoko ilums, teraz kumam ;) nie bede sie wkurzac :P
                z newsow - moj eks dzwonil dzis trzy razy, niestety naprawde nie slyszalam
                telefonu :D no ale za kolejnym razem uslyszlam i uhhh 11minut musial sluchac
                jak NIE placze :) no i co najwazniejsze - jutro mnie zaszczyci swoja obecnoscia
                ciekawe co sie wydarzy po drodze ze nie przyjedzie - dlatego juz dzis wiem ze
                jutro mam caly dzien na wkuwanie do egzaminu :)
                • akkknes Re: wracanie do siebie 22.04.07, 17:38
                  oj nie, zdecydowanie od wszystkich hey it najlepsza piosenka to sunshine
                  avenue - fairytale gone bad!!!! :) polecam
                • timbunia Re: wracanie do siebie 22.04.07, 17:39
                  gratuluję, że jakoś ci się udaje zyc normalnie... ja niestety chyba tak nie
                  potrafie - nie wiem czy odliczanie coś daje, ale nie potrafię odrzucić tego...
                  czy piszę tu czy nie to nie ma znaczenia w pamietniku też odliczam. może to
                  przez to że dni w moim życiu są tak do siebie podobne - praca-dom. znajomych
                  jak na lekarstwo... moze gdybym na studiach jeszcze była, było by inaczej.
                  czuje się nie chciana, stara.... i ma dzis dzień na narzekanie.
                  • akkknes Re: wracanie do siebie 22.04.07, 17:50
                    narzekaj kochana, narzekaj ile sie da!!!
                    zobaczysz niedlugo ci przejdzie - zobacz ja tu dwa miesiace narzekalam, a to i
                    tak bylo juz po pewnym etapie szoku!
                    u mnie tez zlewalo sie wszystko w jedno: szkolapracadom.
                    zapytaj ilumsa co o mnie myslal, to zobaczysz ze nie jest z toba tak zle ;))
                    a tak powaznie to rozumiem cie, wiem ze latwo jest pisac...
                • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 22.04.07, 17:49
                  no i co najwazniejsze - jutro mnie zaszczyci swoja obecnoscia
                  >
                  > ciekawe co sie wydarzy po drodze ze nie przyjedzie - dlatego juz dzis wiem ze
                  > jutro mam caly dzien na wkuwanie do egzaminu :)

                  a czy nie pomyslalas, ze to on powinnien miec takie problemy, a nie Ty? wiem,
                  wiem - prawie nie mozliwe, ale pomysl przez chwile co by sie stalo gdybys
                  chociaz raz dla odmiany to TY nie miala dla niego czasu i zmienila w ostatniej
                  chwili zdanie? co moze jeszcze Ci zrobic? zerwac z Toba (juz zerwal) przestal
                  kochac (i tak nigdy Cie nie kochal i raczej nie zamierza) zaczal spotykac z
                  inna (przeciez juz sie spotyka)... co On moze jeszcze Ci gorszego zrobic, czego
                  nie bylabys w stanie przezyc? zapomni o Tobie? i tak zapomni - tylko bedzie
                  bardziej bolalo jesli do konca bedziesz na jego zawolanie...
                  • akkknes Re: wracanie do siebie 22.04.07, 17:55
                    nieee no gabrysia12 nie wymagaj ode mnie zbyt wiele :)))))))))
                    nastepnym razem, oki?
                    • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 22.04.07, 17:57
                      akkknes napisał:

                      > nieee no gabrysia12 nie wymagaj ode mnie zbyt wiele :)))))))))
                      > nastepnym razem, oki?

                      nie wymagam. tylko o tym pomysl, dobrze?
                      • akkknes Re: wracanie do siebie 22.04.07, 18:03
                        oki oki, nie chodzi ze wymagasz a... oczekujesz :) sorry zle sie wyslowilam :)
                        nie no, powolutku bo powolutku ale wracam do zycia!!! i dobrze mi z tym :D
                        wiec bede znowu myslec a nie jak robocik :D
                        • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 22.04.07, 18:18
                          akkknes napisał:

                          > oki oki, nie chodzi ze wymagasz a... oczekujesz :) sorry zle sie wyslowilam :)
                          > nie no, powolutku bo powolutku ale wracam do zycia!!! i dobrze mi z tym :D
                          > wiec bede znowu myslec a nie jak robocik :D

                          nie chodzi o mnie, ja Ciebie nawet nie znam. nie wiem gdzie mieszkasz, jak masz
                          na imie, jestes dla mnie tylko literkami na tym watku... nie wazne co o Tobie
                          mysle. jedyne co mamy wspolnego, to to, ze wydaje mi sie, ze moge podzielic sie
                          wnioskami z wlasnych doswiadczen...

                          twoje zycie to twoja sprawa i to, ze oczekujesz spotaknia z "ukochanym" jak
                          zbawienia niczego w moim zyciu nie zmieni. sugeruje tylko bys pomyslala o tym
                          co napisalam wczesniej. o tym co mozesz stracic, jesli nie bedziesz na kazdy
                          gwizdek "ukochanego", bo byc moze, ze zamiast zrobic krok do porzodu tylko
                          krecisz sie w kolko...
                          • ina111 Re: wracanie do siebie 22.04.07, 18:56
                            No dobra...uknułam chytry plan...pójde na spotkanie,zrobię się na bóstwo,
                            posłucham co ma mi do powiedzenia i będę udawać że jestem cholernie szczęsliwa i
                            wcale nie cierpie. Niech sie troche pogapi na to co stracił a co przy odrobinie
                            lojalności i wierności ( tej emocjonalnej) mógłby dalej miec. Poza tym przy
                            okazji ostatnich porządków znalazłam jeszcze pare jego drobiazgów. Lepiej bedzie
                            żeby wróciły do własciciela a nie zawalały mi pokój.
                            PS. Coś dzis mam taki nastrój zaczepno - bojowy, i gdyby nie paru mężczyzn na
                            tym forum, chciało by mi się krzyczeć :" faceci to dranie" :)
                            • timbunia Re: wracanie do siebie 22.04.07, 21:12
                              i znowu zasypiam z zapuchniętymi od płaczu oczami, zasypiam z nadzieją, ze
                              kolejny dzień okaże sie łaskawszy dla mnie, że wreszcie z koszmaru się
                              przebudzę. zasypiam teskniąca i kochająca... :( dobranoc
                              • ilums Re: wracanie do siebie 23.04.07, 03:17
                                timbunia-w ogole wybij sobie z glowy szpiegowanie go-ja tak robilem i zamiast
                                sobie ulzyc to umieralem z bolu...a do tego jeeszcze postaw sie w jego pozycji-
                                co jak cie gdzies przyuwazy-pomysli ze psychiczna jestes ze tak za nim
                                chodzisz!!!!!
                                A c do bolu-uwiez ze przyjdzie-jestes teraz na tym samym etapie co akkknes na
                                poczatku a zauwaz, ze ona zrobila olbrzymi krok do przodu i juz sama zaczyna
                                teraz nam radzic...wiec i Ty z czasem sobie tez poradzisz-to psychologiczne
                                udowodnione ze stadia zaloby maja swoje fazy i trzeb aje poprostu przejsc!!!

                                Ina zadala niezle pytanie: Czy isc na spotkanie???
                                Wiesz-strajac sie stanac z boku poradzilbym Ci- NIE!!! bo jesli Cie kocha to
                                lepiej na niego podzaiala jak mu powiesz ze akurat cos Ci wypadlo=wymysl jakies
                                duperelki-ale wesole-impreza, randa itp... no i zarzaem jak Cie kocha to nie
                                zostawi tego wszystkiego od tak sobie i bedzie walczyl o kolejne spotkania-na
                                ktore w koncu sie zgodzisz.
                                A jak cie nie kocha to to spotkanie Ci nie pomoze a zaszkodzi-czyli wychodzi na
                                to ze lepiej go przetrzymac!!!!
                                To byla rada taka jakiej bym udziel Tobie-a sam wiem ze jakby moja ex
                                zadzwonila to polecial bym do niej na kolanach-nawet nie macie zielonego
                                pojecia jak mi jej brakuje od 3 dni-nie moge o niej przestac myslec,znow rycze
                                co chwila i znow mysle ze zycie jet do dupy:(((((((((((((
                                Wiec trzmajcie sie!!!!
                                • jackblack24 Re: wracanie do siebie 23.04.07, 06:37
                                  spać nie mogę :/ tęsknie tak strasznie bardzo i kusi mnie żeby zadzwonić bo już
                                  minęły dwa dni bez kontaktu ale wiem że nie powinienem chociaż z drugiej strony
                                  coś mówi we mnie żebym walczył ale chyba łażenie za nią nie będzie najlepsza
                                  metodą walki :( no nic mam nadzieję że w trakcie dnia minie to jakoś :(
                                • ina111 Re: wracanie do siebie 23.04.07, 08:32
                                  ilums, mimo twoim radom( dziękuje) chyba pojde na to spotkanie. Ma niby jeszcze
                                  dziś zadzwonic i mamy się umówić konkretnie na godzine i miejsce. Nie nastawiam
                                  sie bardzo, zeby zadzwonił bo wiem z doświadczenia Akknes że faceci obiecują i
                                  potem nie dzwonią. Wysłucham co ma mi do powiedzenia i zobaczymy. Publicznie
                                  obiecuje, że:
                                  - nie bede płakać
                                  - nie będę mówić, ze go kocham
                                  - będę zadowolona i uśmiechnięta, oschła i zimna jak lód
                                  - zdam relację, jak tylko wrócę do domu

                                  Miłego dnia wszystkim życze...bez łez, smutnych min, wspominania za to ze
                                  słoneczkiem i dobrym nastrojem w tle.
                                  • timbunia Re: wracanie do siebie 23.04.07, 08:50
                                    witajcie kochani,
                                    poranek z dołem, do pracy tym razem sie nie spóźniłam.
                                    Nie zamierzam go szpiegowac, ale nic nie poradzę że zalezy mi na nim a zawsze
                                    to było dla mnie równoznaczne z faktem, że wiedziałam gdzie jest - oczywiście
                                    bez przesady. po prostu nie trafia do mojej głupiej głowy, że już nie jestesmy
                                    razem... i długo nie trafi... Trzymałam sie przez jakis czas twardo, ale
                                    ostanio coś we mnie pęka - wiem że nie zadzwonie z własnej woli juz do niego -
                                    nawet dziś specjalnie telefonu do rpacy nie wzięłam, ale niestety boli, tęsknię
                                    i kocham. czuję sie jak na odwyku, choć nie wiem jak to jest na prawdę, chodzę
                                    jak zwierzę zamknietę w klatce, trzęsą mi się ręce...
                                    a co do spotkania ina... to ja próbowałam być twarda, wesoła i olewająca na
                                    spotkaniach ale widocznie byłam za słaba bo zawsze kończyło sie łzami, a
                                    rozmowa była sztuczna bo kazde z nas skrywało jakies uczucia w sobie... i nie
                                    chciało ich pokazać...
                                    • ina111 Re: wracanie do siebie 23.04.07, 10:33
                                      timbunia - tak sobie teraz pomyslałam, że chyba musze iśc i sprawdzić siebie.
                                      Wiem, że jeżeli tego nie zrobię, bede załowac. Chce wysłuchac tego co ma do
                                      powiedzenia i wyjsc.
                                      W ogóle to siedze w pracy taka odpitolona i macham sobie nózką i tylko kurde co
                                      5 min patrze na ten cholerny telefon...ehh...
                                      Zobaczymy czy uda mi się plan zrealizować w 100%

                                      A ty trzymaj się i nie poddawaj złym humorom. Kazda z nas musi przejść przez ten
                                      czas rozpaczy... a potem czeka nas już lepsze jutro :) bardzo chce w to wierzyc
                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 23.04.07, 11:39
                                    ina tobie to tylko pogratulowac sily!!!!
                                    gratuluje!!!! :)
                                    • ina111 Re: wracanie do siebie 23.04.07, 12:25
                                      akknes - siłę czerpię od przyjaciół, nie pozwalają mi na to myślenie, ciągle
                                      gdzieś mnie wyciągają, w pracy mam mase roboty i też nie mam za bardzo czasu
                                      myslenie.
                                      poza tym tak wiele razy przez niego płakałam, że powiedziałam sobie dość,
                                      przecież cholera mogę się odwodnić od tego płakania :))

                                      A teraz news z ostatniej chwili: hbył u mnie pod pracą...na trawniku z kwiatków
                                      napisał "Kocham Cię" i zostawił tam róże... Mętliczek - pętliczek mam w
                                      głowie... A wiecie co było w tym najlepsze...że nie zmiękłam i powiedziałam
                                      dziękuje, ale prosze o nierobienie mi takich szopek pod pracą.
                                      Jestesmy umówieni na 16...
                                      • kitek_maly Re: wracanie do siebie 23.04.07, 12:38
                                        hbył u mnie pod pracą...na trawniku z kwiatków
                                        > napisał "Kocham Cię" i zostawił tam róże...

                                        scena jak z filmu :D
                                        • ina111 Re: wracanie do siebie 23.04.07, 12:47
                                          na szczęscie (nieszczęscie) moja reakcja nie była filmowa.
                                          Rozpieprza mi tylko mysli, które tak długo i starannie porządkowałam od dwóch
                                          tygodni.

                                          • timbunia Re: wracanie do siebie 23.04.07, 13:59
                                            no nie wiem czy ci współczuc, czy zazdrościć... czy facet na prawde cię kocha,
                                            czy tylko uświadomił sobie stratę... ale bez chęci poprawy - chyba chciałabym
                                            miec taki dylemat... albo i nie. ale powodzenia życze ci dziś. J. się pewnie do
                                            mnie pewnie już życiu nie odezwie i w zyciu nie powie znowu że kocha :(
                                            • ina111 Re: wracanie do siebie 23.04.07, 14:57
                                              Wydaje mi się, że jest to bardziej poczucie straty...nie doceniał, kiedy mnie
                                              miał...teraz nagle tak dużo znacze dla niego i tak bardzo mnie kocha.I co??
                                              Wrócę do niego i znów nie bedzie cenić? Nie chce przez to drugi raz przechodzic.
                                              Zobaczymy co mi powie
                                              Stresuje się okropnie,prawie po ścianach chodze w tej cholernej robocie
                                              • jackblack24 Re: wracanie do siebie 23.04.07, 15:03
                                                no ale szybko dostrzegł tą stratę :) może się zmienił :) ciekawe kiedy inni
                                                dostrzegą straty :/ ale dziś mam dzień myślenia nawet na kolokwium się na tym
                                                złapałem że myślę o niej a nie o zadaniu do rozwiązania :( no nic to już 3 dzień
                                                bez kontaktu jakiegoś :(
                                                • ina111 Re: wracanie do siebie 23.04.07, 15:18
                                                  Jackblack - ja wytrzymałam 11 czy 12 dni to i ty wytrzymasz :) Bądź twardy i walcz.

                                                  Czy szybko dostrzegł stratę?? możliwe. czy się zmienił? Wątpie. Ludzie tak
                                                  szybko się nie zmieniają.
                                                  Kobiety, tak samo jak i mezczyzni, są bardzo prózni i lubią być w centrum
                                                  zainteresowania, tym bardziej jeżeli zostali wczesniej do tego przywyczajeni.
                                                  gdy tracą tą pozycję, robią wszystko zeby na nią wrócic i robią pierwszy krok
                                                  POgmatwałam troche, ale mam nadzieje, ze wiesz o czym mówie.
                                                  Tak wiec trzymaj się dzielnie...i ucz sie pilnie do nastepnego kolokwium :)
                                                  Zobaczysz ze w końcu sie odezwie. A jeśli nie? To znaczy, że zostawiła miejsce
                                                  dla innej kobiety, lepszej, przez którą nie bedziesz musiał przez to przechodzic :)
                                                  • ilums Re: wracanie do siebie 23.04.07, 18:09
                                                    Ina-zazdroszcze..i tych kwiatow i reakcji-Twojej oczywiscie!!!!!!!!!!!!!!
                                                    A czy ludzie sie zmieniaja-oczywiscie ze tak, ale nie wydaje mi sie ze w ciagu
                                                    2 tygodni-na to potrzeba iesiecy a nawet lat.... wiec przemysl wszystko i nie
                                                    rzucaj mu sie od razu na szyje, bo moze on wcale nie byl zly tylko sie gdzies
                                                    po drodze pogubil a teraz odnajduje siebie-kto wie??????
                                                    Daj mu poczuc ze bez niego Twoj swiat se nie zawalil i nie zawali!!!!!
                                                  • ina111 Re: wracanie do siebie 23.04.07, 18:29
                                                    Ilums - normalnie jakbyś podsłuchiwał naszą rozmowe...Bidulek się pogubił po
                                                    drodze... Oczywiscie było i kocham Cię ( z jego strony, nie z mojej)i świat bez
                                                    Ciebie nie ma znaczenia, i zrobię wszystko żeby się odzyskać choćby z 10 lat
                                                    miało to trwac i dla Ciebie sie zmieniam itd itp..
                                                    Zmiękłam troche (niestety). Tak bardzo jak to możliwe starałam sie nie pokazywać
                                                    po sobie, że mnie to rusza.
                                                    I pocałował mnie ( nie ja jego) i cholera znów mi motylki w brzuchu zaczely
                                                    latac, i z trudem przyszło mi odepchnięcie go od siebie. A o rzucaniu się na
                                                    szyję nawet nie pomyslałam
                                                    Zapytał sie czy może zadzwonic...Móc zawsze można
                                                    Zobaczymy co bedzie dalej...

                                                    Co do tego świata, który sie nie zawalił to smiesznie wyszło bo 3 telefony od
                                                    przyjaciół odebrałam z propozycją spotkania dzisiaj...Tak zbieg okoliczności.

                                                    Pozdrawiam wszystkich:)
                                                  • timbunia Re: wracanie do siebie 23.04.07, 22:08
                                                    Jak jak chi zazdroszczę, może nie powinnam tak mówić, wiem ze twoja sytuacja
                                                    też jest ciężka... ale jednak zupełnie inna, bo jednak coś tam do siebie
                                                    czujecie. ja dziś wracałam do domu, i rozglądałam się na wszystkie strony -
                                                    wyobrazając sobie, ze on gdzieś na mnie czeka... co przecież byłoby kompletną
                                                    bzdurą, bo nawet nie wie o której kończę i którą trasą idę. Nie zadzwonię do
                                                    niego (postanowienia nie złamię), nie zobaczę go juz pewnie nigdy, ale jestem w
                                                    tej chwili miękka, i nieszczęśliwa jak nigdy... chyba nikogo juz tak mocno nie
                                                    pokocham - życie bym oddała za jedną małą szansę. i pewnie nie będę w stanie
                                                    dopuścić nikogo do swojego serca - znam siebie na tyle. i tak koniec 13 dnia.
                                                    14 wcale nie będzie lepszy :(
                                                    Dobranoc
    • akkknes Re: wracanie do siebie 23.04.07, 21:48
      przyjechal
      i bylo ladnie pieknie kolorowo miodzio do momentu jak zauwazyl ze spakowalam
      jego rzeczy. bylam twarda w momencie jak sie zdejmowal garnitur i przebieral
      sie w inne ciuchy - nawet nie spojrzalam, bylam twarda jak probowal przytulic,
      bylam twarda jak pytal gdzie teraz baluje, co u mnie... bylam twarda do momentu
      jak zbieral sie do wyjscia i zaczal segregowac te swoje rzeczy. pare rzeczy
      nagle bylo 'nie jego' albo 'on tego z nikim innym nie bedzie uzywal'
      bylam tez twarda jak zapytal gdzie jest misiek od niego z ktorym zawsze spalam,
      i jak powiedzial ze z poduszka ode mnie dalej spi.
      bylam twarda jak powiedzial na do widzenia ze zaluje ze zabral te rzeczy, ze
      byl pewien ze skoro je spakowalam tzn ze chcialam zeby je zebral.
      bylam twarda do momentu jak mu powiedzialam ze spakowalam to wszystko bo ciezko
      jest mi sie budzic i na to patrzec, i wtedy on wyjal czesc tych rzeczy i
      schowal do szafy.
      i teraz jestem miekka miekka jak nie wiem co, bo on mi pisze ze wystarczylo
      zebym powiedziala 'zostaw' i on by wiedzial czemu...

      ok, czas otrzec te pare lez i wziac sie w garsc i dalej grac przed sama soba
      twarda. taaa twarda jak gow no na mrozie :(
      • qw994 Re: wracanie do siebie 23.04.07, 22:01
        Dlaczego, dlaczego, dlaczego mu pozwoliłaś na schowanie tych rzeczy do szafy???
        Aknes, tylko ręce nad tobą załamać! :( Kopnij go raz na zawsze w dupę, bo pół
        życia stracisz na bujanie się z manipulantem!
        • akkknes Re: wracanie do siebie 23.04.07, 22:42
          kurna, qw994 ja chyba ciagle mysle i czuje ze zlapalam pana boga za nogi!!
          • jackblack24 Re: wracanie do siebie 23.04.07, 22:47
            to może czas aby on o tym pomyślał a nie traktował Cię w taki sposób, wiem że to
            boli jak osoba którą się kocha zabiera wszystko z mieszkania ale tak jest lepiej
            uwierz, ja swojej pomogłem się spakować i mimo że cierpiałem to wiem że tak jest
            lepiej bo tak to co chwilę spoglądałem na to co zostawiła, nie twierdzę że
            rozwiąże to problem tęsknoty ale odrobinkę to pomaga :(
            • akkknes Re: wracanie do siebie 23.04.07, 22:55
              tak naprawde nawet nie wiem co on tu zostawil, ale nie chce jakos do tego
              zagladac...
              paradoksalnie najgorsze w tym wszystkim jest to, ze dzis naprawde bylo znowu
              tak fajnie - boze, chyba tak jak sie poznawalismy... potem to co mowil, w ogole
              to jak sie zachowywal... no bajka, marzenie, gdyby nie ten milion zagwostek w
              glowie to powiedzialabym wam ze jestem szczesliwa...
              moje rzeczy od niego zabral moj tata, ale w dalszym ciagu to wszystko jest w
              garazu, tata trzyma je z daleka ode mnie...
              jeszcze powiedzial ze gdyby wiedzial to nawet nie dotknalby tych rzeczy. i
              jeszcze mi powiedzial ze to co czasami mowi a mnie boli to jest tak jakby
              specjalnie, ale ze to nieprawda, a ze z maryska nic nie ten.
              nie no ide spac bo mam za duzo mysli i jak zaczne myslec to na swoje co na
              dobre mi nie wyjdzie.
              • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 23.04.07, 23:14
                akkknes napisał:

                i
                > jeszcze mi powiedzial ze to co czasami mowi a mnie boli to jest tak jakby
                > specjalnie, ale ze to nieprawda, a ze z maryska nic nie ten.

                tak, tak: to ze z Toba zerwal, to ze powiedzial Ci "nie potrafie nikogo kochac"
                to, ze nie chcial nawet na chwile Ciebie odwiedzic jak wrocilas ze szpitala, to
                ze spotyka sie z inna i daje Ci do zrozumienia, ze mu przeszkadzasz kiedy do
                niego dzwonisz bo jest wlasnie z nia... to wszystko dla twojego dobra:) i to
                jej zdjecie w jego telefonie to tez pewno wyraz jego oodania i czucia do
                Ciebie:)
              • ina111 Re: wracanie do siebie 24.04.07, 07:44
                Akknes do jasnej cholerki, wywal te rzeczy które zostały do kosza. Po cholere
                sie meczyc? Tak wspaniale dawałaś sobie rade. Nie możesz przecież przechodzić
                przez to raz jeszcze. Bądz silna i wywal to w cholere. A jak bedzie chciał je
                sobie kiedys wziąć , to powiedz mu, ze miał okazje ale tego nie wykorzystał wiec
                niech sie teraz wypcha.
                • akkknes Re: wracanie do siebie 24.04.07, 11:40
                  tylko sie nie smiejcie!! z reguly nie pamietam co mi sie snilo, ale w nocy
                  mialam jakis koszmar senny, jakies pajaki... ble
                  sprawdzam dzis znaczenie i co:
                  Pająk - uzależnienie od kogoś bliskiego, partnera, poddanie się jego woli i
                  utrata wolności osobistej.

                  eh a on teraz pisze i jest mily a tamta maryska ma jego zdjecie. z nim, z
                  komorki, wiec jest z data i godzina. i co z tego ze on mi mowi ze jej nic nie
                  teges jak sa przytuleni?
          • qw994 Re: wracanie do siebie 23.04.07, 22:50
            Znaczy się, przepraszam bardzo, JEGO?? Tego paskudnego typa? Czy ja dobrze
            rozumiem?
            • timbunia Dzień 14 24.04.07, 08:35
              Dziwne zaczynam myśleć już rocznicowo ;( dokładnie 3 tygodnie temu wystrojona
              zasuwałam na spotjkanie z J. z wałówką piknikową, chciałam jeszcze walczyć,
              wytworzyć dobry nastrój... wyjasnić wszystko, pamietam że nic z tego nie było,
              wróciłam zapłakana, a kanapki rzuciła na stół jego mamie...
              potrzebuję miłości jak powietrza :(
              dziś siedzę sama w domu, do pracy dopiero na noc. nie wiem jak zorganizować
              sobie czas by nie myśleć. miałam lepsze dni, kiedy pełna entuzjazmu, móiwłam,
              że się od tego uwolnię. ale kierowała mna chyba złość... do Niego.
              Nie wiem kiedy mi przejdzie, nnic nie wiem, wiem, że kilkanaście dni temu,
              życie moje utraciło swój sens, a ja nie potrafię go odlaleźć - nie wiem gdzie
              szukać utraconej radości i spokoju...
              • jackblack24 Re: Dzień 14 24.04.07, 10:26
                widzę że nie tylko mnie dziś dopadło myślenie i tęsknienie :( wstałem rano i się
                zacząłem zastanawiać czy właśnie znajdę ten sens o którym piszesz i czy będę
                jeszcze szczęśliwy :/ No nic już 3 dni bez kontaktu minęły i nie wiedziałem że
                to będzie dla mnie takie ciężkie :(
              • ina111 Re: Dzień 14 24.04.07, 10:36
                Timbunia - najgorsze co można zrobić to siedzenie w domu. Umówi się z
                przyjaciółmi, idź na zakupy ( albo po prostu wyjdź popatrzec na ciuchy). wyjdź z
                domu i zajmij sie czymś.
                Radości szukaj w sobie. Ciesz sie swoim wolnym czasem, ciesz się sobą, wmawiaj
                sobie że się uwolnisz od niego tak długo aż w to uwierzysz i wyczekuj na lepszą
                miłość.
                • timbunia Re: Dzień 14 24.04.07, 10:59
                  ina dobrze mówisz, ale ja nie mam nawet siły wyjść - siedzę jak co wtorek w
                  domu. kiedyś do mnie przyjażdzał. spedzaliśmy cały dzień razem... jak głupia
                  podrywam się na dźwiąk każdego samochodu... nadzieja ze kocha i mnie tak nie
                  zostawi jest nie do zabicia, z przeciez prawda jest inna, on mnie nie kocha...

                  a ja głupia ratuję się marzeniami i mżonkami...
                • timbunia Re: Dzień 14 24.04.07, 11:03
                  najgorsze jest to ze tak piszę o nim różne rzeczy, ale chyba się oszukuję... to
                  ja rozwaliłam ten związek, bo nie myślałam jak on. A on miał rację.... przeze
                  mnie odszedł ;(
                  • magdziorek35 Re: Dzień 14 24.04.07, 11:16
                    Timbunia .....jak ja bardzo Cię rozumiem.........:o(((((
                    • madziuuunia Re: Dzień 14 24.04.07, 12:16
                      Kzuwa to si emoglby juz wkoncu skonczyc!!!!! do diabla ....ilez mozemy si etak
                      meczyc??? jak ja bym chcial azebyscie wkoncu byli szzcesliwi.......
                      Akkknes sluchaj zorbilam wspaniale wiesz??? naprwde jestem pod wrezeniem ze bylo
                      Cie stac na tak wiele!! wiem zeejste smiekka osoba dlatego doceniam to co juz
                      udalo Ci si ezorbic...tyle razy juz bylas twarda.Nie wymagajmy (do wszystkich)
                      zeby od razu robila wsyzstko!!! i tak na wiele juz si ezodbylas;) gratuluje.
                      Wies zopisalas to wszystko i ja odebralam wrazenie ze on..... on chyba chcialby
                      do Ciebie worcic wiesz??? bylas wtarda!! super to on tym bardziej bedzie
                      staral.Trzymaj tak dalej a moze cos z tegowyjdzi e kiedys!!! Nie jestem na nie
                      -powrotom- tym bardziej ze go kochasz....Jestes ilna - silniejsza!! podolasz.
                      teraz masz mu pokazac ze jest malo wazny...to goruszy i bedzi eci niedlugo z
                      reki jadl.
                      a co ja wam powiem????...hehe moj ex K. zagdal mnie podstepem, napisal smsa ze
                      ma problem i potzrebuje mojej pomocy ..czy mog ena GG wpasc. Wystraszona
                      przyszlam... okazalo sie ze mial rpoblem z gotowaniem ziemniakow ( acha nielzy
                      bajer - mogl o to zapyatc swoja Asie....) co si eokazalo...zaczal ze mna
                      rozmaiwac a wlsaciwie pisal monologi. Pisal ze chodzi na terapie ( nerwowy
                      chlopak) ze bardzo mu pomagaja te rozmowy z terapeutka...i starsznei zaluje ze
                      pozwolil mi odejsc, ze starcil 2 lata zwiakzu i taka ( wpsanila) dziecwzyne
                      ....pisal ze zlauje ze poznal tamta...ze teraz po tej terapii nigdy by sie brnal
                      w ten zwiazek, nic do niej nie czuje itd. Pisal mi ze pewnei juz jest za pozno
                      na powrot... Ciezko mu w zyciu bo czuej si efatalnie, twierdzi ze zorbil co
                      sokropnego, czego nigdy by nie zorbil wczesniej, ze nienawidzi siebie za to ze
                      tak mnie zrnail, powiedzial ze nie bylo dnia aby nie myslal o tym i nie tesknil
                      za mna......napisal wiele jescze takich i co na koniec?? " madzia ja Cie wciaz
                      Kocham".......................... a ja co?? a ja ni emialam innego wyjsci ai ze
                      lzami na rekach i klawiaturz ejuz napsialam ze....nie chce juz powrotu:(:(:(
                      zorbilam wbrew temu co czuje....jest fatalnie:( Ale co mialam zorbic....zreszta
                      chyba nie moge mu pokazywac ze mi zalezy...nie moge nic pokazywac. najgorsze
                      jest to ze moja rodizna nie chce o nim juz lsyszec....nikt nie chce o nim
                      lsyszec....nawet wiecie wyzywaja mnie za to ze o nim mysle " kretynko masz
                      natychmiast o nim zapomniec!!! co tak trudno ci wybic tego gnoja z glowy??
                      jestes popierd......" czujecie??? tak dfo mnie mowia....bo ja to taki robot na
                      zawolanie umiem pzrestac kochac.....smieszne do cholery. Juz i tak zorbilam
                      wbrew temu co czuje i odmowilam mu:( zreszta szzcerz emowiac to ja nie wierze w
                      jego zmiane...ani w te slowa "kocham" dl amnie powiedziec co stakeigo to bardzo
                      wazna sprawa... mowie kiedy naprawde czuje...a on?? nie wiem ..nei wiem co on
                      tam mysli. Boje sie zaufac temu co mowie a zreszta nawet nie chce....potzreba
                      staran ..jakich czynow. Same slow anie wystarcza.....no nie??? ... boze...:(
                      pochwalcie mnie za to ze silna bylam bo juz wariuje tutaj...... Nie
                      spiodziewalam sie ze on tak szybko bedzi ezalowal tego co zorbil...myslalam ze
                      to nastapi - kiedy ja ju zni ebde nic czuc...:( a teraz coz...moje uczuci
                      agwaltownie sie zmienily...
                      ps. Na mojej randce bylo okropnie - nie ma o czym mowic nawet...dol....
                      • akkknes Re: Dzień 14 24.04.07, 12:22
                        nieee, madziunia, to nie tak... moze wczoraj tak by mi tez sie wydawalo... ale
                        dzis, jak zobaczylam na gronie to zdjecie...
                        teraz z nim gadam na gg i oczywiscie udaje ze nie wiem o tym zdjeciu... i co z
                        tego ze fajnie sie gada, ze gadamy o 'wielu' rzeczach w sumie bez emocji (bo
                        moje emocje juz sie chyba wypalily? - wiec dlatego bez emocji) jak ja nie wiem
                        czy on jest ze mna szczery?
                        napisal wczoraj duzo rzeczy w sumie to waznych (dla mnie nie wiem jak dla niego)
                        eh :/
                      • timbunia Re: Dzień 14 24.04.07, 12:26
                        Madziuniu, ja cię rozumiem. ty widzę masz jeszcze gorzej. ja w tym wszystkim
                        znam stanowisko swojego j. jedyne co jestem w stanie zrobić to bierna
                        rezygnacja - on nie przyjdzie, nie powie że mnie kocha. to ja napycham sobie
                        głowę nadzieją, ze może wróci - ale nie wróci... ja zostałam ze złamanym
                        sercem - nie zależni kto zawinił - to ja cierpię... a on jest wolny i swobodny.
                        Zarówno ty ina jak i nawet akknes macie gorzej, wciaż macie kontakt z byłymi,
                        to chyba gorzej działa. przynajmniej na mnie gorzej by działało - ja bym
                        zupełnie uległa. ale z drugiej strony nie wiem czy bym zupełni odpouściła -
                        cieżko jest uczucie odbudować, nie wiadomo czy warte to zachodu. wiem że lepiej
                        trzymać się jednej scieżki.
                        a ciężko będzie niestety jeszcze długo - może i przez całe życie - przynajmniej
                        u mnie :(
                        • akkknes Re: Dzień 14 24.04.07, 13:29
                          gadalam z nim wlasnie ponad godzine - zaraz mnie tu za to opieprzycie, ale
                          spokojnie ja sama juz sie skarcilam psychicznie...
                          nie wiem juz chyba sama sobie zalozylam jakas tam blokade, blokade w srodku,
                          ktora mi ciagle przypomina ze to co jest, to co sie dzieje przedzielic trzeba
                          przez dwa i bron boze nic nie odbierac za dobra monete.
                          sama siebie blokuje.
                          i co z tego, ze on mi odpowie na cos co mnie nurtuje, powie szczerze i
                          prawdziwie... jak ja i tak mimo ze chce w to uwierzyc, to zaraz sobie to
                          wybijam z glowy i mowie sama sobie 'nieeeee to na pewno nie tak, po prostu sama
                          jakos tam to sobie tak tlumacze...'
                          • ina111 Re: Dzień 14 24.04.07, 14:02
                            macie racje, trudniej jest. jak widze te oczy, w których tak bardzo byłam (
                            jestem) zakochana, gdy czuje jego zapach - miękne. W środku miękne, bo na
                            zewnętrz to prawdziwa Królowa Lodu jestem.
                            Jeszcze gorzej jest gdy dostaje smsy na dobranoc i smsy na dzień dobry, telefony
                            do pracy itd... łatwiej byłoby mi z tą ciszą, którą wy macie. Budzi się we mnie
                            ta wiara ( choć to bardziej naiwnośc) że da sie odbudować te prawie 4 lata, że
                            możemy być razem.
                            Rozpieprz w głowie mam jak cholera, a wszystko było na dobrej drodze
                            do...hmmm...do czego? chyba do zapomnienia.
                            Totalnie nie wiem co robic...Przyjaciele w swych radach podzielili się na dwa
                            obozy: jedni mówią, że mam nie wracać, że pokonać w sobie tą miłość. Że jak
                            teraz wróce to dam mu do zrozumienia, ze cokolwiek zrobi, ja zawsze do niego
                            wróce. Inni natomiast mowią, żeby dac szanse, że jeśli czuje, ze to miłość to
                            zeby dać mu szanse. Niech sie postara, pozdobywa, pomeczy, zeby wiedział, ze nie
                            tak łatwo mnie przekonać do siebie i w końcu wrócić.
                            Nosz normalnie czuje się jakby ktoś mi cyrklem po łbie jeździł...
                            CO ROBIĆ?
                            • akkknes Re: Dzień 14 24.04.07, 14:12
                              ina, chcesz znac moje zdanie?
                              ja bym pozwolila mu wrocic. nie dzis i nie jutro, ale spotkalabym sie z nim raz
                              i drugi, i za kolejnym razem powiedziala mu, ze przemyslalam wszystko, ze
                              mozemy sprobowac - ale ze zamykacie pewne tematy, do pewnych spraw nie
                              wracacie. zyjecie na nowo WE DWOJE. OBOJE sie staracie.
                              a juz na pewno nie zgodzilabym sie na to, ze jak sie pomeczy i postara to
                              dopiero wtedy mu pozwolic wrocic. hmm zycie to tylko zycie, co bedzie jak tobie
                              cos nie wyjdzie, i on zagryzie jezyk i nie skomentuje tego? wiesz co bedzie?
                              zje cie wlasne sumienie. bo on tyle sie staral, tyle walczyl i teraz ci tego
                              nie wypomina.
                              nie wiem, bym moze jestem glupia naiwna i beznadziejna. ale gdybym tylko miala
                              ta pewnosc, ze moj kochany bedzie chcial wrocic... boze wszystko bym za to
                              oddala!!! WSZYSTKO. nawet biorac pod uwage ze nie mam monopolu na szczescie,
                              nie wiem co bedzie kiedys.
    • akkknes Re: wracanie do siebie 24.04.07, 14:15
      jak chcecie to powiedzcie mi co ja mam zrobic - bo zakladam sobie, ze teraz
      niezaleznie od tego, co sie wydarzy to bedzie miedzy nami dobrze - mozemy
      pogadac, posmiac sie, w koncu nie drzec sie na siebie i nie miec pretensji.
      no ok, ale skoro i on nagle jest inny, jest taki jak kiedys, ja tez sie staram,
      nie narzucam sie, nie wtykam sie, nie dzwonie, nie pisze, nie dopytuje sie, nie
      czekam... skoro on umie nagle prztylic, sam z siebie... to co ja mam robic?
      dalej zgrywac twarda i zimna su ke? czy powiedziec mu ze widze ze jest inaczej
      i chcialabym zeby wrocil?
      z drugiej strony on mi ciagle mowi ze nie uporzadkowal sobie jeszcze ciagle
      swojego zycia do konca, ze sam nie wie co bedzie jutro...

      nie no pewnie jak to wysle to sama zrozumiem ze tu nie ma co myslec, tak?
      • madziuuunia Re: wracanie do siebie 24.04.07, 15:06
        akkknes!!! sluchaj ja widze ze to ruszylo z jego storny do pzrodu!! Rob tak jak
        teraz - nie odzywaj si epeirwsza, nie pisz nie dzown...taka obojetna bdz. Jak
        bedzi eprobowal si eprzytulic to etz wytrzymaj!!! jeszcze nie czas na otweranie
        sue z uczuciami do niego. Nie daj sie zwiesc zeby znow potem nie
        ciepriec..rozumiesz chyba;) On najwyraznije cos tam sobi eplanuj ewobec ciebie
        dlatego Ty masz byc maxymalnie chloodna!!!!! zobaczysz ze go to zacznie
        krecic!!! ppomysl sobie ze puki co to nie zlasluzyl na Twoj dotyk, musi si
        epostarac jeszzce:) pozdrawiam
        • akkknes Re: wracanie do siebie 24.04.07, 15:12
          wiesz co, ja sie boje ze on sobie planuje ale nie w tym kierunku co ja bym
          chciala :(
          na razie obiecal ze zadzwoni wieczorem
          i pierwszy raz nie czepial sie ze o 21.30 ogladam 'magde m' tylko powiedzial ze
          dobrze zadzwoni po!!
          boze madzia ja to jestem teraz taka wydygana, ze trzy razy sama siebie pytam
          czy na pewno oddycham ;)) ale kurna skoro jestes tu od poczatku tego watku i ty
          tak to widzisz... eh jakby sie nadzieja pojawila?

          boze zebym sie tylko nie sparzyla
          nie pomyslala bog wie czego nie nastawila a potem...
          ok akkknes, ogarnij sie, nie dzwon, nie pisz, zyj dalej, pamietaj w piatek
          impreza, zaraz majowka,.... bez nadziei, bez placzow, bez marzen...
          trzymaj kciuki
          i dzieki
          • borzenka1 Re: wracanie do siebie 24.04.07, 15:48
            Akkknes, jestes super dziewczyna. I Ty masz o tym wiedziec, i sie szanowac, i
            nie pozwalac na traktowanie, jakie Ci nie odpowiada. To wtedy on tez bedzie o
            tym wiedzial. Jestes na dobrej drodze, trzymaj sie.
            I nie boj sie, wiecej wiary w siebie! Masz podstawy ku temu!Faceci podobno lubia
            zdobywac, a my czesto chcemy ich w tym wyreczac.
            • timbunia Re: wracanie do siebie 24.04.07, 16:04
              ja się znowu poryczałam, bo ja już nie mam szansy do mnie j. nie zadzwoni, nie
              wyśle smsa-wiecie ile bym oddała za malutką szansę, najmniejszą :(((( tak
              zadroszczę wam, zadroszczę wam tej malej chwilki... ze druga strona moze
              miećjeszcze uczucia. a cisza w cale nie jest fajna, jest okropna....
              • jackblack24 Re: wracanie do siebie 24.04.07, 16:37
                timbunia głowa do góry teraz oboje czekamy na ruch naszych eks towarzyszy
                życiowych ;) oj też wiele bym dała aby się odezwała do mnie bo ja już nie chcę
                robić z siebie idioty i dać się sobą bawić :(
              • ilums Re: wracanie do siebie 24.04.07, 16:38
                Dasz rade timbunia!!!
                Ja mam identyczna sytuacje jak Ty i zazdroszcze tak lekko Madziuni i Ine, ze
                ich milosci sie odezwaly i to teraz one oge decydowac co dalej-choc domyslam
                sie ze i im nie jest latwo, bo to nigdy do konca nie wiadomo jak postapic, zeby
                znow cegos nie spiueprzyc....
                Do mnie tez ex sie nie odzywa juz prawie 2 mieiace-ciagle ja kocham jak szalony
                ale uszanowalem to ze ona nie chce mnie znac... i po cichu licze ze z tego
                wyjde mimo iz narazie jest zle.... na to ze bedziemy znow razem przestalem juz
                liczyc:(((((
              • akkknes Re: wracanie do siebie 24.04.07, 16:45
                timbunia - ale zobacz, jest juz kwiecien!! zapewniam cie, ze w lutym moglam
                wysylac milion smsow albo dzwonic do rozladowania telefonu a on i tak ani nie
                odpisal ani nie oddzwonil... to nie jest tak pieknie i kolorowo. ja
                przechodzilam to samo, modlilam sie prawie o telefon od niego. potrafil mi nie
                odpisywac na maile, na gadu, no nic, cisza i zlewka.
                ja naprawde jestem w szoku ze dzis w dzien potrafilam z nim rozmawiac 64minuty
                bez konkretnego powodu. o nas, o tym co jest. nie powiem ze uzyskalam
                odpowiedzi na wszystko co mnie nurtuje, ze znam prawde, ze wiem co jest. ja sie
                moge tylko domyslac. ale nauczylam sie juz i to co od niego dostaje dziele na
                dwa - zeby nie zrobic sobie nadziei, zeby nie pomyslec za duzo...

                borzenka, tak ciesze ze tu jestes!! juz myslalam ze zwatpilas we mnie!! a to ty
                powiedzialas ze wcale nie robie zle i ze nie jestem glupia. dzieki wielkie ze
                tu zagladasz, bardzo podnosza mnie na duchu twoje wpisy.

                ja dzis w sumie sprzedaje swoje mysli gdzie popadnie, byle nie myslec... bo nie
                wiem jakie on ma zamiary i plany wobec mnie. czy ma mnie w ogole w swoich
                planach. serce sciska, chcialoby sie poplakac, ciagle mam w glowie jak mowi ze
                przywiezie z powrotem te rzeczy, bo skoro dla mnie sa wazne to dla niego tez.
                kurna, ja trzymalam te rzeczy jak jakies relikwie, nikt nie mogl ich dotykac,
                byly dla mnie jak na wage zlota. ja wiem ze od przyslowiowej pary skarpetek nie
                zalezy moje zycie, ale dla mnie to ciagle byla pepowina miedzy tym co bylo a
                tym co moze byc. schowalam wczoraj te rzeczy do szafy, nie mowilam mu o tym,
                ale sam zauwazyl puste polki. i dzis naprawde z ankielska cierpliwoscia i
                spokojem twardo mowilam mu, ze to ze on mi wczoraj napisal ze wystarczylo zebym
                mu powiedziala to on by je zostawil... mowilam ze co z tego, ze dla mnie sa
                wazne te rzeczy jak dla niego nic nie znacza, przeciez moze zyc bez nich... i
                wiecie co? on mi cos powiedzial, cos fajnego, takiego nawet przyszlosciowego,
                ale ja nie pamietam co...!! boze... :(
                poza tym on mi teraz moge z nim naprawde szczerze pogadac o pewnych sprawach,
                on sie pytal czy mam kogos - bo daje sobie reke uciac ze jest pewien ze sie z
                kims spotykam, sam zaczal mowic ze on tez z nikim nie, ze maria to kolezanka,
                ze jakby chcial to juz dawno by byla jego...
                ze on nie wie co bedzie jutro w jego zyciu (zawsze to mowil) ze musi poogarniac
                szkole, prace, mieszkanie, ze maryska to fajna kolezanka, ze ona bierze kolegow
                i ida na piwo, ze mieszka blisko... powiedzialam mu wprost, ze jak dla mnie,
                skoro mi o tym mowi to dla mnie to znaczy ze chce zebym o tym wiedziala...
                przyznal mi racje. ze jak ja sobie kogos znajde to nie zerwie ze mna kontaktow.
                ale do cholery najchetniej krzyknelabym mu w twarz ze ja nie chce kogos, ja
                chce jego!!
                nie wiem to sa takie kwestie, tak delikatne i tak wazne. jedna kwestia pociaga
                druga...
                on mi nagle mowi ze ciagle ma nasze zdjecia 'na widoku', ze nagle przywiazuje
                sie do rzeczy (a tak to zawsze bylo 'jezu dziewczyno to tylko
                bilet /kartka...') nie wiem co o tym myslec...
                nagle pamieta ze mowil ze zadzwoni, pamieta o takich drobiazgach... slucha
                mnie...
                pewnie powinnam rzeczywiscie dalej zyc wlasnym zyciem, jak przez ostatnie dni.
                powinnam zajmowac sobie kazda godzine i nie ludzic sie. ja wiem, ze jak facet
                czegos chce to umie sie postarac. tak bym chciala zeby on chcial...
                przeciez ja wczoraj myslalam ze umre jak mnie przytulil a ja nic. boze, nie
                pamietam kiedy on sam z siebie powiedzial chodz usiadz obok i objal...
                powiedzialam mu, ze tego nie rozumiem, ze jakby cos to ja nie chce byc kolejna
                z kolezanek do przytulania (bo to zdjecie maryski ciagle mnie kole w oczy) wiec
                on mi mowi ze nie, ze przytula tylko wazne osoby i jak wie ze tego potrzebuja.
                z drugiej strony wiem ze ta maryska mnie nienawidzi, i wiele rzeczy robi
                specjalnie a on o tym dowiaduje sie dopiero ode mnie. wiec ja nie mowilam mu
                poczatkowo o tych smsach od niej a wiem ze to ona. i tu byl moj blad bo
                dziewczyna miala satysfakcje.
                kurna, mam taki metlik w glowie, az mnie bola te moje mysli. tak bardzo
                chcialabym wiedziec co bedzie...
                i jeszcze te pajaki - ze sie poddaje partnerowi. cholera to tylko internetowe
                znaczenie snow, w praktyce moze znaczyc cos calkiem innego ale nie daje mi to
                spokoju.
                nic tylko polozyc sie spac i sie juz nie obudzic, przespac z pol roku...
                • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 24.04.07, 17:59
                  Akkknes... teraz widzisz, co osiągnęłas tym nie pisaniem nie narzucaniem się
                  itp. trzymaj tak dalej! Jestem z Ciebie dumna, tak bardzo, że hej!
                  U mnie tyle, że znalazłam swoje szczeście i cały czas mam wrażenie jakbym
                  skakała z chmurki na chmurkę:) Oto jak facet potrafi zabić miłość (a wielka to
                  była miłość) swoim zachowaniem... teraz myslę sobie "matura i niech idzie w
                  cholerę". Ot co;] Trzeba szukać szczęścia... i pamiętać że najciemniej jest
                  zawsze pod latarnią:) Nigdy bym nie wpadła,że ten mój kolega, z którym
                  przegadałam tyle szkolnych lekcji i nocy okaże się Tym:)
                  Radze więc wszystkim zasmuconym rozejrzeć się dookoła... i zaczać budować swoje
                  własne szczęście... to jest możliwe:)
                  • akkknes Re: wracanie do siebie 24.04.07, 18:47
                    a co jesli to wszystko jest zludne??
                    jesli mi sie tylko tak wydaje?
                    jesli nie jestem na przyklad obiektywna, i opisuje to wszystko tak jak bym
                    chciala? tak jak mi sie wydaje? tak jak ja to odbieram?
                    jesli on to wszystko robi dla swietego spokoju? zeby byl wilk syty i owca cala?
                    co jesli to wszystko wcale tak nie jest? jesli to tylko moje wyobrazenia? moje
                    pragnienia? moje marzenia?
                    jesli to tylko chwilowe??
                    • ilums Re: wracanie do siebie 24.04.07, 20:45
                      Zadalas mase pytan..........a odpowiedzi chyba nie zna nikt..... ale to ze
                      zadajesz te pytania to tez znak ze wszystko powoli w Tobie zaczyna sie zmieniac
                      i zaczynasz patrzec na rzeczy pod roznymi katami-pozdrawiam akkknes i
                      wszystkich wspoluzalajacych sie:)
                      • akkknes Re: wracanie do siebie 24.04.07, 20:55
                        ilums co sie zaczyna we mnie zmieniac? bo ja nie kumam...
                        to dobrze czy zle w koncu??
                  • timbunia Re: wracanie do siebie 24.04.07, 20:07

                    Cieszę się że choć jedna z osób na forum, znalazła swoje szczęście i już nie
                    płacze.. też bym chciałam tak napisać za jakis czas... ale teraz...
                    • akkknes Re: wracanie do siebie 24.04.07, 20:08
                      ja tez gratuluje kaktusicy :))))
                  • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 24.04.07, 20:47
                    kaktusica6 napisała:

                    > Akkknes... teraz widzisz, co osiągnęłas tym nie pisaniem nie narzucaniem się
                    > itp. trzymaj tak dalej! Jestem z Ciebie dumna, tak bardzo, że hej!

                    a co takiego osiagnela? facet troche sie przestraszyl, ze dziewczyna wychodzi z
                    zaslepienia to troche dolozyl do pieca, by nie zgaslo bo przeciez ani do niej
                    nie wrocil, ani nie zerwal kontaktow z druga (co wiecej sa coraz bardziej
                    wyrazne dowody, ze ich "przyjazn" sie zaciesnia)
                    taki to ma dobrze: jedna "kolezanka", druga "koleznaka"... i zadnych
                    zobowiazan. jak chce to zadzwoni i porozmawia bo skoro akkknes tak zalezy to on
                    bedzie mily i sie poswieci, a jak sie znowu znudzi to nie - bo nie musi. i tak
                    wkolko, a to dopiero druga runda. wyglada na to, ze jednostronny "zwiazek"
                    akkknes bedzie trwal latami z ta roznica, ze za kazdym razem bedzie mniej sie
                    spodziewac i mniej oczekiwac. za kilka miesiecy bedzie szczesliwa jak jej
                    zaproponuje zeby zlaltwial pokoj dla niego i tamtej drugiej bo nie maja gdzie
                    skonsumowac "przyjazni":P
                    • akkknes Re: wracanie do siebie 24.04.07, 20:57
                      gabrysia chyba troche przesadzasz...
                      sorry ale wiem ze ani on mnie o cos takiego nie poprosi, ani ze ja sie na takie
                      cos nie zgodze!
                      • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 24.04.07, 21:07
                        akkknes napisał:

                        > gabrysia chyba troche przesadzasz...
                        > sorry ale wiem ze ani on mnie o cos takiego nie poprosi, ani ze ja sie na
                        takie
                        >
                        > cos nie zgodze!

                        tak? a gdyby Ci ktos powiedzial rok temu, ze twoj chlopak z Toba zerwie (bo
                        musi sobie wszystko przemyslec) nastepnie zacznie Cie ignorowac nawet jak
                        zachorujesz, opowiadac intymne szczegoly z zycia nowej kolezanki ("gdzybica
                        macicy") pokzywac Ci jej zdjecia (bo taka ladna jak modelka) wydzierac sie na
                        Ciebie tak by twoi rodzice slyszeli, zwodzic, oklamywac.... a Ty po tym
                        wszystkim bedziesz sie czula jakbys zlapala "Pana Boga za nogi" bo zechcial Cie
                        odwiedzic i zostawic w szafie pare swoich niepotrzebnych mu szpargalow?:) co
                        bys wtedy powiedziala?:)
                        • akkknes Re: wracanie do siebie 24.04.07, 22:33
                          nigdy nie chcialam i nie chce nawet myslec o odpowiedzi na takie pytania... :(

                          gabrysia a gdyby ciebie ktos kiedys zapytal tak to co bys zrobila??
                          • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 24.04.07, 23:01
                            akkknes napisał:

                            > nigdy nie chcialam i nie chce nawet myslec o odpowiedzi na takie pytania... :(
                            >
                            > gabrysia a gdyby ciebie ktos kiedys zapytal tak to co bys zrobila??

                            to bym go wysmiala, bo pytanie byloby calkowicie abstrakcyjne. w swoim zyciu
                            zrobilam wiele glupstw, ale teraz nie pozwolilabym nikomu tak sie poniewierac.
                            wybacz szczerosc- Ty pozwalasz soba pomiatac.
                      • qw994 Re: wracanie do siebie 24.04.07, 21:09
                        Oczywiście, że facet gra na dwa fronty. Aknes, czy ty nie możesz powiedzieć mu
                        wprost, żeby w końcu WYBRAŁ - ty czy ona? Postaw go w końcu pod murem. W czym
                        problem?
                        • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 24.04.07, 21:22
                          qw994 napisał:

                          > Oczywiście, że facet gra na dwa fronty. Aknes, czy ty nie możesz powiedzieć
                          mu
                          > wprost, żeby w końcu WYBRAŁ - ty czy ona? Postaw go w końcu pod murem. W czym
                          > problem?


                          w tym, ze nie ma muru - facet JUZ z nia zerwal, czyli juz wybral: jest wolny ze
                          swobodnym dostepem do bliskich kolezanek:P jak akkknes nie pasuje - moze
                          sobie.. .podlubac w nosie:)
                          • qw994 Re: wracanie do siebie 24.04.07, 21:31
                            Ale facet podobno próbuje się przytulać i takie tam. A skoro tego próbuje, to
                            moim zdaniem można mu zadać pytanie - czy chce z nią być, czy nie! I oczekiwać
                            jednoznacznej odpowiedzi. A jeśli będą wykręty - to kopa w dupę, raz na zawsze.
                            • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 24.04.07, 21:53
                              rozmowy juz byly i wykrety juz byly... a gdyby akkknes byla w stanie dac kopa
                              to dalaby np. w momencie kiedy jej "ukochany" krzyczal na nia majac swiadomosc,
                              ze slysza to jej rodzice bo... chciala sie dowiedziec na czym stoi, albo w
                              momencie kiedy jej opowiadal o "grzybicy pochwy" panienki z ktora sie spotyka,
                              albo kiedy pokazal jej, ze w telefonie ma zdjecie tamtej, albo wtedy kiedy
                              probowal ja splawic bo mial spotkanie z "koleznaka" itp. itd... facet kopie ja
                              po oczach bez znieczulenia, a ona udaje, ze "ukochany" tylko sie zastanawia nad
                              zyciem:P
                              • qw994 Re: wracanie do siebie 24.04.07, 22:00
                                Masz rację. Niech trzyma łapy przy sobie i spada na bambus. Oby szybko.
                                • akkknes Re: wracanie do siebie 24.04.07, 22:38
                                  kurna dziewczyny, nawet nie wiecie jak trudno jest mi to czytac
                                  ja wiem ze piszecie obiektywnie i generalnie z celem otworzenia mi oczu
                                  ale ja nie umiem dzis podjac decyzji i jutro wcielic jej w zycie, przynajmniej
                                  nie w tej kwestii. mi dalej serce peka. gram twarada. gram.
                                  • qw994 Re: wracanie do siebie 24.04.07, 22:41
                                    Ale ty przecież wcale nie grasz twardej. Wobec niego, o to chodzi? Nie.
                                    Zdecydowanie to ci się nie udaje.
                                  • qw994 Re: wracanie do siebie 24.04.07, 22:42
                                    A co by było, gdybyś go jutro zapytała wprost, czy jesteście razem, czy nie?
                                    • akkknes Re: wracanie do siebie 24.04.07, 22:51
                                      ale to ja sama umiem odpowiedziec na to pytanie: NIE
                                      i jeszcze sama mu powiedzialam ze jak dla mnie i wedlug mnie to nie jest tak,
                                      ze nie jestesmy razem od konca lutego, bo dla mnie nie jestemy razem od
                                      4miesiecy - od poczatku roku.
                                      a co do wyboru ze albo ja albo ona - to po 1sze znam go na tyle ze po zlosci
                                      powie nie (bo on zawsze nawet jak mialby na tym stracic to w takich sytuacjach
                                      robi na zlosc) po 2gie ja nie chce zeby on wybieral i byl u mnie na smyczy
                                      (chociaz zagrzybiona maryska nie jest mi wcale na reke) po 3cie nie wiem ile
                                      musialabym wypic zeby mu tak nagle zadac takie pytanie po 4te moja zyciowa
                                      naiwnosc od razu mi mowi : halo halo kolezanko a gdyby tobie ktos kazal sie
                                      zdeklarowac w ciagu minuty...?
                                      • qw994 Re: wracanie do siebie 24.04.07, 22:56
                                        Halo halo, koleżanko, a gdzie się podział twój honor?
                                        Przecież on doskonale wie, że za przeproszeniem, może ci narobić na głowę, a ty
                                        powiesz, że deszcz pada.
                                      • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 24.04.07, 23:11
                                        akkknes napisał:

                                        > ale to ja sama umiem odpowiedziec na to pytanie: NIE
                                        > i jeszcze sama mu powiedzialam ze jak dla mnie i wedlug mnie to nie jest tak,
                                        > ze nie jestesmy razem od konca lutego, bo dla mnie nie jestemy razem od
                                        > 4miesiecy - od poczatku roku.
                                        > a co do wyboru ze albo ja albo ona - to po 1sze znam go na tyle ze po zlosci
                                        > powie nie (bo on zawsze nawet jak mialby na tym stracic to w takich
                                        sytuacjach

                                        tak jak "po zlosci" tylko z Toba zerwal , bo teraz placze i zaluje, ze tak
                                        strasznie stracil?:)

                                        > robi na zlosc) po 2gie ja nie chce zeby on wybieral i byl u mnie na smyczy

                                        pewno, lepiej zebys Ty byla na smyczy?:) a swoja droga od kiedy to szacunek i
                                        lojalnosc wobec partnera nazywa sie "na smyczy"? od kiedy na nic takiego nie
                                        mozesz liczyc ze strony twojego "ukochanego"?

                                        > (chociaz zagrzybiona maryska nie jest mi wcale na reke)

                                        a skad wiesz, ze ma grzyba? widzialas? a moze on by Ci nigdy nie sklamal?:)

                                        po 3cie nie wiem ile
                                        > musialabym wypic zeby mu tak nagle zadac takie pytanie po 4te moja zyciowa
                                        > naiwnosc od razu mi mowi : halo halo kolezanko a gdyby tobie ktos kazal sie
                                        > zdeklarowac w ciagu minuty...?

                                        tja........ wyplakujesz oczy, zeby chlopak, ktory Cie zignorowal kiedy bylas
                                        chora i spotyka sie z inna, wrocil, a zastanawialbys sie co mu odpowiedziec,
                                        gdyby kazal Ci sie wobec siebie jakos zadeklarowac?:) no to wszystko wiadomo:)))
      • akkknes Re: wracanie do siebie 25.04.07, 08:36
        wiecie ze on wczoraj naprawde sam z siebie pamietal zeby zadzwonic?

        ok, ja od samego rana wracam do zycia - zyje oporowo bez zbednego gdybania...
        jak dobrze ze takie ladne slonko swieci to mozna a nawet trzeba sie
        pousmiechac :)
        • mariannka1 Re: wracanie do siebie 25.04.07, 09:04
          Witam wszystkich....
          od wczoraj czytam ten watek i chciałam Wam bardzo podziękować...uswiadomiliscie
          mi jak wiele błedów juz popełniłam i jak ich dalej nie popełniać.Jestem w
          podobnej sytuacji co akknes,nawet termin rozstania z ukochanym się zgadza.Z
          moim byłym byłam 2 lata, jest największą miłością mojego życia.Niestety miłość
          jest z mojej strony, on bawi sie moimi uczuciami przez kolejne
          tygodnie.Walczyłam o niego z całych sił ale odnosiło to tylko odwrotny
          skutek...co trochę sie uspokajam,przestaje sie z nim kontaktować-to on dzwoni
          lub wysyła smsy ze mnie kocha i teskni...a ja jak głupia daje sie złapać na te
          czułe słówka i zyje nadzieją ze do mnie wróci. Kilka dni temu moja koleżanka
          widziała go z jakąś laska, zabolało mnie to jak diabli!dwa dni później dostaje
          smsa ze za mną teskni i chce sie zobaczyć(akurat byłam w górach),wracam jak na
          skrzydłach, ciesze sie jak głupia ze spotkania...ustalamy termin,ale on juz nie
          jest taki słodki w czasie rozmowy telefonicznej.Mieliśmy spotkać sie w ten
          piątekale wczoraj w nocy dostałam sms o treści:nie chce z tobą być!! Czuje sie
          jakby grunt osuwał mi sie spod nóg-cały czas dawał mi do zrozumienia ze mozemy
          jeszcze spróbować,ze mnie kocha...ze chciałby zebym wyjechała z nim na kilka
          dni...czuje sie skołowana, obolała, oszukana....dobrze, że jesteście bo chyba
          wyskoczyłabym przez okno!
          • mariannka1 Re: wracanie do siebie 25.04.07, 09:12
            Przechode kolejne etapy stanu"po rozstaniu"...juz robilam z siebie
            idiotkę,pisałam sms, dzwoniłam...nie potrafie powiedziac dlaczego-ja,stojaca
            mocno nogam na ziemi przestałam sie zupełnie kontrolować...
            siegnełam dna poniżenie i wiecie-czuje do siebie niesmak!!!Starałam sie być
            silna ale jakoś mi to nie wychodzi bo kiedy tylko usłysze jego głos to miekne
            jak masło.
            • qw994 Re: wracanie do siebie 25.04.07, 09:25
              Nie odbieraj telefonów od niego, wykasuj wszelkie adresy mailowe, gg i tym
              podobne. To jedyny sposób na takiego gnoja.
              • mariannka1 Re: wracanie do siebie 25.04.07, 09:40
                nie wiem dlaczego on tak robi...ja nie potrafiłabym zadawać mu takiego bólu.
                moze to ze mną jest coś nie tak ale nie rozumiem dlaczego dawał mi do
                zrozumienie ze mozemy spróbować i mowił ze kocha a nagle wysyła smsa o takiej
                treści...chyba jestem idiotka
                • qw994 Re: wracanie do siebie 25.04.07, 09:48
                  Dlaczego to robi? Bo fajnie mieć kogoś, kto ZAWSZE będzie, jakby co. Gdyby miał
                  zły humorek, albo jakaś inna laska puściła go kantem, zawsze będziesz ty. Lek
                  na obniżoną samoocenę plus pogotowie seksualne w razie czego.
                  • mariannka1 Re: wracanie do siebie 25.04.07, 09:55
                    Najbardziej boli, ze spedziłam z tym człowiekim dwa lata-znał wszystkie moje
                    tajemnice,traktowałam go jak przyjaciela, mieliśmy wiele planów...a on jak
                    przestało mu zalezec robi ze mnie szmate.mam wrazenie ze juz nigdy nie bede
                    mogła sie śmiać.w głowie świdruje mi tylko jedno pytanie-dlaczego????
                    • mariannka1 Re: wracanie do siebie 25.04.07, 09:57
                      Ludzie rostając sie powinni chociaz uszanowac ból drugiej osoby...
                      • qw994 Re: wracanie do siebie 25.04.07, 10:00
                        On nie szanuje, więc - nie odbierać telefonów, wykasować kontakty...
                        • mariannka1 Re: wracanie do siebie 25.04.07, 10:21
                          mam ochote zadzwonic do niego i wykrzyczec swój ból, powiedzieć co omyśle o nim
                          i jego zachowaniu...
                          • qw994 Re: wracanie do siebie 25.04.07, 10:29
                            > mam ochote zadzwonic do niego i wykrzyczec swój ból, powiedzieć co omyśle o
                            nim
                            > i jego zachowaniu...

                            Ale po co? Przecież on doskonale wie, co robi.
                          • madziuuunia Re: wracanie do siebie 25.04.07, 10:31
                            marianka!!! Ty mi sie tu uspokoj!!! dorbze wiesz ze nie jedna z nas juz to
                            zorbila i co to dalo?? ano poznizenie i wysmianie z jego strony!!! uspokoj sie,
                            zrelaksuj. Sporboj stlumic bol!! jestesmy w tym samym pkt. Tydzien temu jak
                            wiedzialam jeszcze ze oni sa razem isadzilam ze im milosc kwitnie tez nei moglam
                            sliny przelkknac ale nie poddalam sie, wyplakalam lzy , otarlam i ruszylam
                            dalej!!! Porsze Cie badz silna!!! nie poddawaj sie emocjom....jesli chcesz
                            wypisz caly swoj zal tutaj...to pomaga. Ja to pzreczytam i ci postaram sie
                            pomoc. Marianko wiesz ze zycie jest piekne?? i ze wkoncu sie usmiechnie do
                            ciebie?? wiesz to??:) ja wiem;) jestes napwno kochana osobka, za to co etraz
                            pzrechodzisz los ci wynagodzi potrojnym szczesciem;) zobaczysz;) ten dran za
                            takie igranie z Twoimi uczuciami jeszzce popamieta....zlo wraca!!! predzej czy
                            pozniej do niego tez worci!! Usmiehchnij sie bo szkoda lez na niego. Dziewczyny
                            nie patzrcie na zycie pzrez pryzmat chlopaka!!!!! jest tyl epieknych rzcezy do
                            odkrycia na swiece;) Tyle wspanialosci was czeka...pozwolcie je odkryc sobie;) a
                            faceta kopnijcie w kat...niech tam siedzi.......takie kapniecie w tylek tylko
                            sprawi ze ani sie obejrzycie a oni beda zalowac;):):)
                            • mariannka1 Re: wracanie do siebie 25.04.07, 11:01
                              jest cos co strasznie mnie boli, dwa dni po rozstaniu dowiedziałam sie ze
                              jestem w ciąży, powiedziałam mu o tym a on zareagował tak jak bym "łapała go na
                              dziecko".Z powodu stresu straciłam ciąże w 3,5 tyg.On zachował sie jakby nic
                              sie nie stało.
        • qw994 Re: wracanie do siebie 25.04.07, 09:24
          > wiecie ze on wczoraj naprawde sam z siebie pamietal zeby zadzwonic?

          Czy to jest coś niezwykłego, Aknes??? Tak każdy normalny człowiek się
          zachowuje! Jak obiecuje, to dzwoni! Jeśli ty traktujes to jako dowód, że facet
          się stara, to jest naprawdę bardzo źle!
          • madziuuunia Re: wracanie do siebie 25.04.07, 10:26
            Witajcie dziewczyny..... mialam do was pisac i prosic o rade ale chyba mi juz
            odpowiedzialyscie postami wyzej. Nie wiem czy orientujecie sie o mojej sytuacji
            - sporo tutaj pisalam. No coz po miesiacu okazuje si eze ex chce worcic... Stara
            sie ze mna kontaktowac jak najwiecej, mowi o swojej zmianie i takei pierdy.
            Nawet powiedzial ze mnie nadal kocha. Powiedzialam mu ze dla mnie slwoa to za
            malo juz, ostatnio polecialamna jego slowa i skutku dobrego nie bylo .
            Powiedzialmz e przyjedzie z Gdyni do Zielonej Góry rano w poneidzialek i bedzi
            ecaly dzien na mnie czekal - wieczoremm worci. Jelsi nie przyjde to uszanuje to.
            A on przyejdzie bez wzgledu na to co postanowie. Troche mnie to truszylo nie
            powiem.....ale szczerze to chyba nei chce go widziec. jelsi pamietacie to on
            mnie zosatwil po czym zaczal si esotykac z taka Aska...teraz mi mowi ze gdyby
            nie jego terapia ( leczy si eu psychologa na nerwy) to teraz ona bylaby dla
            niego tylko kolezanka i nie rzucal by sie w ten ziwazek. Coz moglam
            poweidziec...powiedzialam mu zeby zalatwil te sprawe jak najszybciej bo nie
            tylko ja rani czyms takim. Oczywiscie oile jest prawy w tmy co mi
            napsial.....sama nie wiem co mam robic. Wiadomo ze go kocham... ale to w tym
            momnecie nie ma znaczenia. Czytajac wasze posty doszlam do wniosku ze ten
            skurczybyk moze mnie tylko niezl ekantowac i traktowac jako alternatywe albo
            NIE!!! spotka si eze mna zobaczy ze ja go nie chce to wtedy od razu Askapojdzie
            w obroty - bo z nia pewnie nie skonczy do naszego spotkania. Wywnioskowalam z
            waszych postow ze nie powinnam isc.....szkoda mi tylko ze tam abrdzie tak
            czekal....najlepiej niech wogole nie przyjezdza.... co myslicie??
            • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 25.04.07, 12:29
              Madziu... Ty wiesz co ja o tym sądzę... Jedna jaskółka nie czyni wiosny... ale
              dwie to już rzecz warta zastanowienia... Pamiętaj tylko, że on się nad Toba nie
              litowął jak Cię zdradzał, Tobą pomiatał i Cię okłamywał... ciepło jest, posiedzi
              trochę, będzie miał duzo czasu na zastanowienie się... pamiętaj, że jak kocha
              naprawdę to poczeka:) A terz przeciez nie chcesz mieć znowu rozbitego kolejnego
              miesiąca... teraz masz mieć MATURE i masz ją zdać jak najlepiej:) Zacznij mysleć
              o sobie...
            • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 25.04.07, 12:32
              Akkknes... dziewczyny mają rację... króliczek ucieka to trzeba go znowu
              przywiązać... a jak się go przywiąże to pora na kolejnego króliczka... facetowi
              musi byc rzeczywiście wygodnie...
              Poszukaj sobie innego, lepszego, bardziej wartościowego, co?
              Jestem najlepszym przykładem na to, ze się da;]
              • ina111 Re: wracanie do siebie 25.04.07, 14:01
                Wczoraj oglądałam poraz n-ty "Nigdy w życiu" i wiecie co zapamiętała? "PROSZE
                SIE NIE PODDAWAC!! NIGDY W ZYCIU" I tak sobie to powtarzam ciagle pod nosem. I
                wy też sobie powtarzajcie. Aż w końcu wszyscy w to uwierzymy.
                co mojego amanta od siedmiu boleści, nagle stałam sie dla niego piękna, nagle
                dostaje smsy na dobranoc i na dzień dobry ( o które w ciagu naszego zwiazku
                musiałam sie "prosic"), nagle jestem dla niego najważniejsza. Ruszya mnie to,
                nie powiem, ze nie...ale tylko ja i Wy wiecie o tym...A on jeszcze długo sie nie
                dowie.
                • timbunia Dzień 15 25.04.07, 15:42
                  Witajcie kochani
                  ja dziś mam zakręcony dzień, jak przyszłam do pracy wczoraj o 20, tak jeszcze
                  nie wyjde do dzis do 18... przez to i nie wyspanie pierwszy raz nie myśle o
                  głupotach, wpadłam w kierat pracy i jest mi z tym dobrze... dzień ma dla mnie
                  urok, bo na dworze ciepło... nie myślę i dobrze się z tym dobrze :) trzymajcie
                  się i witam marianke :)
                • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 25.04.07, 15:45
                  To super:) Szkoda, że większość kobiet nie ma tyle siły, co Ty:) Podzowiam:)
                  Mój facet robi teraz to samo... ale robi też wiele innych rzeczy, których on nie
                  zauważa... a one zdradzają jego prawdziwą naturę... wiecie co? "nienawiśc to
                  miłość odwrócona plecami". Mi brakuje do tego zaledwie 1/10 obrotu... i jestem
                  jeszcze bardziej wściekła, że przez 2 lata nie umiał a teraz nagle zaczął się
                  starać i mi 1,50zł nie żałuje juz na batona, jak umieram z głodu... tylko, że ja
                  teraz tegoo batona to bym mu w tyłek, razem z kasą wsadziła.
                  • timbunia Re: wracanie do siebie 25.04.07, 19:19
                    witajcie, to z tą siłą to chyba nie do mnie było. ja niestety wyszłam z pracy -
                    jestem zakręcona ze zmęczenia, szłam sobie alejami jerozolimskimi i niestety
                    powoli dopadała mnie czarna rozpacz....w pracy było ok. a tu wspomnienia
                    powracają. chciałam nawet do niego zadzwonić. znou jestem malutka,
                    nieszczęśliwie kochająca... a on nie zadzwoni nawet :(
              • akkknes Re: wracanie do siebie 25.04.07, 19:16
                nie umiem...
                nie mowie ze od razu z powrotem zaczynam akcje odwalac, po prostu pisze co jest
                i co czuje. nic wiecej niz to co napisalam sie nie zdarzylo. wiec spokojnie :))
                jeszcze panuje nad sytuacja (chyba dopowiem sobie w chwili zwatpienia)
                • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 25.04.07, 20:34
                  akkknes napisał:

                  >
                  > jeszcze panuje nad sytuacja

                  nad czym?:) przeciez wszystkie decyzje podejmuja za Ciebie twoj "ukochany" oraz
                  twoj ojciec. pamietasz jakas decyzje, ktora ostatnio podjelas i ktorej nie
                  tylko Ty sie trzymasz, ale i ktora otoczenie musi uszanowac?
                  Ty sie cieszysz jak glupia, ze ten, przez ktorego placzesz "pamietal"
                  zadzwonic. lal - co za sukces:P jeszcze troche a zaproponuje, zebys mu pomogla
                  wybrac pierscionek zareczynowy... dla innej i tez sie ucieszysz, bo tak juz
                  widac masz:P

                  powiem Ci co panowanie nad sytuacje w twoim wypadku mogloby znaczyc. gdyby od
                  tego czy "pamietal" zadzwonic nie zalezalo twoje samopoczucie. i nie ma
                  znaczenia co wyrzucisz, co pamietasz ani nawet czy odbierasz telefony. wazne,
                  zeby TWOJ SWIAT zaczal sie krecic w koncu wokol CIEBIE. trudne? tak.
                  niemozliwe? nie uwierzysz, ale to zalezy tylko od Ciebie. w tej chwili sie
                  tylko nakrecasz, bo kochasz kochac nieszczesliwa miloscia. czujesz sie taka
                  dramatyczna, prawda? niestety jestes tylko zalosna i masz duzo szczescia jesli
                  twoj "ukochany" nie opowiada koleznakom, ze masz "grzybice":P
            • akkknes Re: wracanie do siebie 25.04.07, 19:14
              magda moje zdanie znasz... prawda??

              masz moje blogoslawienstwo - pamietaj ze proba nie strzelba!!
              POWODZENIA
          • akkknes Re: wracanie do siebie 25.04.07, 19:13
            nie gw, nie napisalam ze on sie stara, bo sama nawet odrzucam takie cienie
            mysli ode mnie!!
            jestem w szoku ze pamietal. jestem w szoku i sie z tego cholernie ciesze - bo
            tym razem to nie ja dzwonilam, nie przypominalam, nie wiem nie robilam miliona
            innych rzeczy. po prostu pamietal ze mial zadzwonic. fajnie... :))
            czytam ze mariance radzisz pokasowac kontakty - aha, spoko nie ma sprawy, obudz
            mnie w nocy o polnocy a numer jego konta ci opowiem wyrwana ze snu. to nie
            latwe i nie takie proste. tak sie nie da...
            • qw994 Re: wracanie do siebie 25.04.07, 21:38
              > jestem w szoku ze pamietal. jestem w szoku i sie z tego cholernie ciesze - bo
              > tym razem to nie ja dzwonilam, nie przypominalam, nie wiem nie robilam
              miliona
              > innych rzeczy. po prostu pamietal ze mial zadzwonic. fajnie... :))

              Dla mnie dziwna jest twoja radość, to tak jak bym się cieszyła, że bankomat mi
              forsę wypłacił. Też fajnie, prawda? Tylko trochę to oczywiste, że powinien?



              obudz
              >
              > mnie w nocy o polnocy a numer jego konta ci opowiem wyrwana ze snu. to nie
              > latwe i nie takie proste. tak sie nie da...

              Da się. Z czasem zapomina się numery telefonów.
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 25.04.07, 20:21
      Akkknes rozumiem ze mam isc??? on mi wsumie wszystko ultaiwa bo sie nie odzywa
      wiec tym lepiej mi jest odmowic....
      • akkknes Re: wracanie do siebie 25.04.07, 20:51
        ty juz nic nie tracisz a mozesz zyskac
      • qw994 Re: wracanie do siebie 25.04.07, 21:34
        madziuuunia napisała:

        > Akkknes rozumiem ze mam isc??? on mi wsumie wszystko ultaiwa bo sie nie odzywa
        > wiec tym lepiej mi jest odmowic....

        Jeśli już, to ON powinien się stawić pod twoimi drzwiami z bukietem 50 róż, a
        ty byś się zastanowiła, czy mu otworzyć.
        • timbunia Re: wracanie do siebie 25.04.07, 21:50
          jestem idiotką, zasypiam z mokrą poduszką, misiem od niego... pogrążam się...
          życie bym oddała za jedną małą szansę... nie mam po co już żyć :(( nie umiem
          znaleźć siły do życia..
          • qw994 Re: wracanie do siebie 25.04.07, 21:57
            Timbunia, a dlaczego tak się biczujesz? A wywal tego misia na śmietnik, od razu
            zrobi ci się lepiej.
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 25.04.07, 22:32
      Timbunia podajmy sobi eerce bo mnie etraz jest tez tak starsznie zle ze szok.
      Czuje sie jak nacpana i napita ..... leze jak taka kretynka i nie wiem od czego
      najpeirw zaczac myslec. Wiecie schyba si eziwesc dalam hhe....łepek wogoel si
      enie odzywa.... bo pzreciez ja tego nie ebd erobic... iwdze ze laska do niego
      opis ma. Wiec nie skonczyl tej znajomosci. No i ok, jak kto woli. Ja nie wol
      ebyc zwodzona kurcze. Nie wiem co on tam sobi emylsi, najpeirw naoopowiada
      historie do mnie o milosci swojej ( tez do mnie) a potem bach i znow milczy:)
      hehe kumacie to?? ja mu za wiele nie powiedzialam czy chc eczy nie
      chce....wlasciwi eto powiedzialam ze razcej nie. No i myslalam ze go to bardziej
      zmobilizuje a widze ze skutek jest odwrotny. ......hehe czy to ja dawalam rady
      zeby sie odciac i nie pokazywac uczuc?? tak jest JA!! no i teraz prosze bardzo -
      NIE SPRAWDZILO SIE;) tak wiec nie sluchajcie mnie wiecje.....ale ja chrzanie.
      pewnie tak chrzanie bo jestem ta co nic nie wie co robic, a innym by mogla
      radzic w nieskonczonosc...... pozdaiwam was;) Timbunia ja Ci eprosze usmiechnij
      mi si etutaj!! nie katuj si etymi wszysktimi rzcezami od niego!!!!! obejzyj
      jakis film..mnie to zawsze pomaga i na chwile od tych mysli odciaga....
      • akkknes Re: wracanie do siebie 25.04.07, 22:36
        wiesz co mnie osobiscie takie akcje nie bawia, ale podobno duza frajde sprawia
        z pozycji zwodzonego zmienic sie na taka co sama zwodzi... pojsc, cwierkac jak
        to fajnie, udawac ze nie pamietasz zlego i potem po prostu olac.
        ja tak nie umiem i nie chce umiec ale podobno pomaga :)
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 25.04.07, 23:01
          hehe no ja tez ni eumiem;) nie na dluzsza mete. Ledwo daje rade zeby dzisiaj
          sama sie nie doezwac. A taka twwarda bylam co???? nie no ja sie w takie rzcey
          tez bawic nie umiem tak jak mowisz. Wiec jedyna sprawa byloby teraz odciecie
          sie i odzywani etylko wtedy kiedy musze ( o nieodbieraniu telefonu mowy nie
          ma)....kurde czuje si ejakbym byla w pkt wyjscia....ja piernicze...
          • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 26.04.07, 00:11
            madziuuunia napisała:

            > hehe no ja tez ni eumiem;) nie na dluzsza mete. Ledwo daje rade zeby dzisiaj
            > sama sie nie doezwac.

            zacznijcie od szacunku dla samej siebie. to wam zupelnie do szczescia wystarczy.
            ...no moze nie calkiem do szczescia, ale do spokoju ducha juz tak:)
            • timbunia Re: wracanie do siebie 26.04.07, 08:44
              ja się do j. nie odzywam choć mnie korci bardzo. Ale co z tego gdy serduszko
              nie słucha, ciągle łapię sie na tym ze myślę o nim - miło myślę... w głowie
              powstają sceny powrotu... mam wahania nastrojów, raz popadam w przesadną
              euforię, a raz zaczynam ryczeć... czasem jestem maksymalnie przygn ebiona innym
              razem wściekam się na wszystko do okoła. nigdy nie byłam ideałem spokoju, ale
              nigdy az tak mi nie odbiło... waga znowu idzie mi w dól, nie czuje przyjemności
              jedenia chodzenia, zycia.... z jednej strony taki stan mi kompletnie
              przeszkadza, męczę się, ale z drugiej stony nie umiem się z niego sama
              wydostać - sama nie potrafię. momentami ze stresu trzęsa mi się ręcę. Przy
              postanowieniu o braku kontaktowania się wytrzymam, ale chyba kosztem tego, ze
              za jakiś czas bedzie ze mnie wrak człowieka.
              • jackblack24 Re: wracanie do siebie 26.04.07, 08:51
                mnie też tak cholernie korci żeby do niej zadzwonić, wczorajszy dzień przeleciał
                mi przez palce bo nie potrafiłem się na niczym skoncentrować, dziś od rana
                ciągle myślę o niej i jest mi tak cholernie ciężko choć to dopiero minęło 5 dni
                od zerwania kontaktu :(
              • seszka może optymistycznie ??? 26.04.07, 11:26
                jak czytam te posty to widzę siebie , te same standardowe zachowania . Po
                rozstaniu schudłam 14kg ważyłam 39kg:( nie jadłam ,nie spałam i przez pół dnia
                patrzyłam się w ściane bez celu i sensu i tak było przez ok miesiąc .Potem było
                raz lepiej raz gorzej , raz miałam ochote zabić by za chwile błagać na kolanach
                żeby wrócił choć to on zawinił,czytałam jego opisy wchodziłam na jego strony www
                i robiłam dużo rzeczy które tylko potrafiły mnie dobić . Czas mijał a ja inaczej
                zaczełam patrzeć na tą sytuacje ,powiedziałam dość ,i co on zaczął się odzywać
                do mnie rozmawialiśmy często , wreszcie była bardzo szczera rozmowa między nami
                i powiedziałam co do niego czuje jak bardzo mnie zranił i jak bardzo to boli , i
                jest mi lepiej utrzymujemy kontakt a ja powoli czuje że On staje się dla mnie
                bardziej miłym wspomnieniem niż szansą na cos jeszcze . od rozstania mineło
                6miesiecy,to nie jest łatwe ale życzę wszystkim porzuconym wiary :)pozdrawiam seszka
              • joannak123 Re: wracanie do siebie 26.04.07, 15:16
                Timbunia! Nie załamuj się, tylko spojrzyj na to inaczej. Nikomu nie ulży jak
                się tak zamartwiasz. Facetowi zwisa, a ty sama zachorujesz na jakieś choróbsko.
                Popatrz dla kogo masz na razie żyć. Na pewno masz jeszcze rodziców. Oni
                wymagają opieki, bo napewno ich to boli bardziej niż ciebie. Ja jestem matką,
                której córka przeżywała to samo. Tak się martwiłam, że wykryli u mnie nowotwór.
                Lekarz powiedział, że musiałam go mieć, ale od stresu mi się uaktywnił.
                Zaczęłam: szpital, operacja, chemia i wtedy moja córeczka musiała się mną
                zająć. Wtedy wszystkie jej kłopoty zeszły na plan dalszy. Po roku stanęłam na
                nogi, a ona też. Facet poszedł w zapomnienie. Teraz spotyka się z kolegą z
                pracy - na razie ostrożnie , ale nie jest sama, bo ma mnie, a ja ją.
                I ty nie pozwól, aby Twoi blzcy przypłacili to zdrowiem, bo wtedy dopiero
                zostaniesz sama i będziesz miała wyrzuty sumienia do końca życia. Mnie się na
                szczęście udalo z tego wyjść.
                Timbunia - głowa do góry, pluń na faceta, który tak po chamsku Cię zostawił.
                Powiem Ci, że nie jest to dobry człowiek, tylko BUFON, który własne dobro
                przedkłada nad innych. Nie byłby dobrym mężem, bo po euforii zacząłby mieć do
                Ciebie o wszystko pretensje. Nie namawiam Cię, abyś go znienawidziła, bo to
                trudno, ale nie rób z niego ideału - bo to zły człowiek. Powiedz sobie, że
                miałaś fajnego przyjaciela, który w pewnym momencie przestał być fajny i
                zakończyłaś ten etap w życiu. To Ty go zostawiłaś, bo do Ciebie nie pasował i
                nie byłabyś z nim szczęśliwa.
                Znajdź sobie inne zajęcie, może złap się za jakąś działalność charytatywną, bo
                czynienie innym miłości daje satysfakcję i wraca w postaci miłości od innych.
                Zobacz też, czy ktoś z najbliższych nie potrzebuje pomocy. I pamiętaj szanuj
                co masz.
                PS. Jestem psychologiem i radzę Ci posłuchaj mnie, bo mam doświadczenie!
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 26.04.07, 10:41
      Timbunia...widze ze z Toba zorbilo sie juz naprawde zle. To niedobrze....ja
      bylam w podobnym stanie i bylam zmuszona isc do psychologa....wiesz to naprawde
      pomaga... Ewntulanie dostaniesz co sna uspokojenie... Pomysl o tym bo si
      ewyknczysz!!!! Pisanie tutajjuz ci enie pomaga, musisz zasiegnac czyjejs pomocy
      bo sama sobi ejuz nie radzisz!!! Nie obraz sie na mnie tylko za ta propozycje,
      bo nie uwazam cie za jakas wariatke. Rozumiem twoj stan, bylam w podbnym. Al e
      ztrego sie wyhcodzi wiesz??? Timbuniu znieszczysz sobie organizm...jak Ty chcesz
      mie cpozniej dzieci?? nie ebdziesz mogla zajsc jak bedziez si etak
      pilowala.....Mysle ze wiesz jakie sa skutki takiego stresu...ejstes podatna na
      wiele infekcji i groznych chorob!! wez to do siebie i zacznij dzialac....Teraz z
      zaltwoscia moglabys zahcorowac na nowotwor lub zalapac jakiegos wirusa. Blagam
      cie dziecwzyno ogarnij sie!!!! pzrestan sie az tak zamartwiac i pomysl o sobie
      ,. bo robi si ebardzo bardzo zle.Postaraj sie chociaz o to. Moze popros kogos o
      pomoc?? kogos zaufanego, niech cie zaprowadzi do lekarza....
      Nie moge sie nadziwic ze facet moz espowodowac cos az tak starsznego...dl amnie
      to poprostu szok. sama to pzrezywalam wiec ten szok jest jeszcze wiekszy.
      Doskonale wiem czym to smakuje...bo sama tez chudlam nie jadlam, plakakal,m....
      to bylo az smieszne ale dzialo sie:( Nie pozwolcie sie zlamac ludzie!!! taknie
      mozna....
      • akkknes Re: wracanie do siebie 26.04.07, 20:06
        hmmm no wiec widzialam sie dzis z moim romeo przez chwile, musialam wejsc na
        chwile do niego do biura... no ale musialam leciec zalatwiac swoje sprawy,
        teraz wieczorem patrze a on dzowni i pyta jak mi poszlo. i nawet pozadawal pare
        pytan ad tematu ;) ale zeby nie bylo - wszystko jest pod kontrola!!!!
        ja mam jutro egzamin-wielki gniot, cala noc kucia przede mna :((((
        ale na szczescie po egzaminie zaczyna sie wieeeeeeeelki weekend :D
        pozdrawiam

        timbunia - ja kupilam sobie nerwosol bo tez jak glupia ryczalam i lapy mi sie
        trzesly. wzielam dwa razy i jak mialam swiadomosc ze mam cos w domu
        uspokajajacego to mi przeszlo, przestalam go pic :) sprobuj.
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 26.04.07, 20:36
          no to .... powiedzialam wkoncu temu sowjemu ze sie z nim nie spotkam, ze nie
          chce zeby przyjezdzal....ze nie bo nie!!! powiedzial mi tylko tyle ze jego
          uczucia sa na tyle silne ze ebdzi ena mnie czekal. Niektre z was pewnie by teraz
          szalaly ze szczescia a siedze i si esmuce bo mam wrazenie ze on mnie kantuje.
          Mam wrazenie ze on chce mie ci mni ei Aske...choc z nia niby konczy znajomosc.
          Nie wierze juz w nic, ani jedno slowo jego mnie nie przekonuje...coz mysle ze
          dorbze zorbilam. Niech tam siedzi z nia..... :)
          • akkknes Re: wracanie do siebie 26.04.07, 21:40
            nie no madzia nieeee!! wszystko ale nie to, ze facet chce dwie na raz!! kur.a
            to sie w glowie nie miesci!!jezu czy faceci to podgatunek??
            • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 26.04.07, 22:04
              akkknes napisał:

              > nie no madzia nieeee!! wszystko ale nie to, ze facet chce dwie na raz!! kur.a
              > to sie w glowie nie miesci!!jezu czy faceci to podgatunek??

              jak to sie "w glowie niemesci"? przeciez twoj "romeo" robi dokladnie to samo:P
              • akkknes Re: wracanie do siebie 26.04.07, 22:07
                no nie wiem czy to jest powod do radosci czy do smiechu

                ale widze gabrysia ze pozjadalas wszystkie rozumy swiata
                widac nie tylko faceci tacy sa, laski tez potrafia byc perfidne... zal
                • madziuuunia Re: wracanie do siebie 26.04.07, 22:51
                  Akkknes kurde ja sama nie wiem. To tylko moj wniosek. Ja mam wrezenie ze on sobi
                  ezarty ze mnie robi wiesz??? Niby powiedzial co powiedzial wtedy...... ale etraz
                  cisza...jetsem na GG .. on tez i nic..sam nei zagada. Wiec ja tez nie. Trudno -
                  widze ze mu nie zalezy ani nic....
                  • akkknes Re: wracanie do siebie 26.04.07, 22:57
                    magda to twardo nie pisz!! wiesz z drugiej strony gadu to tylko gadu... moze o
                    tym pomyslal, i rzeczywiscie woli kontakty bardziej osobiste?? poczekaj co on
                    zrobi. jesli bedzie sie kontaktowal na tela to spoko, pojdz posluchaj co ci
                    powie. przynajmniej takie jest moje zdanie. wiesz wiadomo, ty masz byc na
                    luzie - bez zadnych bog wie jakich planow. po prostu idz posluchaj co on chce
                    powiedziec - wtedy sie przekonasz sama!!
                    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 26.04.07, 23:03
                      akkknes jego nie stac na co stakiego. To tchorz!!! nie zadzwoni - szkod amu
                      kasy..... On zawsze na GG roziwazuje takie rzcezy. No sorki ale jak ze mna
                      zrywal to nawet smsa mu bylo ciezko wyslac i musilaam sama wymuszac wkncu
                      odpowiedz. Tak wiec ja wiem ze mnie etraz zlewa i to zmaierzone...... bardzo
                      mnie tym zniecheca do siebie i niby dorbze. Al ewiesz powiem tak calkiem
                      szczerze szczerze....jelsi to co powiedzial w niedziele wczoraj, dziisaj to
                      zarty....to znaczy ze mam do czynienia z najwiekszym gnojem na swiecie. jak smie
                      zaklocac spokoj moich uczuc.Nie dosc ze mnie dla innej zostawil, to teraz bedzi
                      emi cyrk robil... To byl by szczyt chastwa arogancji i perfidii..... az mi sie w
                      glowie nie meisci.... Nie rozumiem etraz jego zahcowania, czlowiek ktory chce
                      odzyskac milosc ot chyba sie stara co nie?? i utrzymuje konakt a on nic...jakby
                      tematu nie bylo. Rozumiem pzrez to ze chyba znow ma watpliwosci do tego czy
                      dobrze zorbil....lub poprostu si emn abawi. Nie wiem ...
                • madziuuunia Re: wracanie do siebie 26.04.07, 23:28
                  chyba moj K. Asie swoja zotaiwil....mmm opis ma caly zaplakany....kurcze a
                  niedanwo smiala sie ze mnie....jak to si ekoleje zyci aodwaracaja..
                  • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 26.04.07, 23:44
                    Ja tylko tak na chwilkę żeby powiedziec Madzi co ja o tym sądzę i przypomnieć
                    jej naszą rozmowę:) Tylko Ty mi tu głupstw nie rób:) Na gg nie wejde, bo mnie
                    jeszcze ten drań złapie, a podobno jużod godziny śpie:D
                • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 27.04.07, 00:02
                  akkknes napisał:

                  > no nie wiem czy to jest powod do radosci czy do smiechu

                  to Tobie wydaje sie niestety, ze to co robi Tobie twoj "romeo" to powod do dumy
                  i radosci, a nie mnie. ja sie smieje tylko z twoich romantycznych uniesien,
                  skoro Ty sama jeszcze tego nie potrafisz.

                  >
                  > ale widze gabrysia ze pozjadalas wszystkie rozumy swiata

                  nie, patrze tylko na twoj problem z takiego samego dystansu jak na problem, w
                  ktorym Ty chcesz uchodzic za eksperta:P

                  > widac nie tylko faceci tacy sa, laski tez potrafia byc perfidne... zal

                  po pierwsze nie jestem zadna "laska". po drugie: tak - dosc brutalnie daje Ci
                  wskazowki, ale dobrze sie zastanow nim zaczniesz kogos obrazac, dlaczego to
                  robisz, bo w tym wypadku chyba nie dlatego, ze oburzyla Cie nieprawda na
                  temat "romeo"?:)
                  • madziuuunia Re: wracanie do siebie 27.04.07, 00:08
                    kaktusica!! Nie boj sie;) hehe nic glupiego nie zrobie;) juz i tak zadecydowalam
                    no nie>??????? zreszta hmm....powiedzialam mu zeby sobi ezartow ze mnie nie
                    robil wiecej, bo j aiwem ze to jaja sa....no i chlopak nie zparzcezyl. Wiec sama
                    wiesz ...... jajuz ni ekumam tego no al ecza spokaze. Na chwile obecn abierna
                    bede;) a Ty oszuscie jeden do lozka!!!! hehe ona spi od godziny;) hehe oszolomek;*
                  • akkknes Re: wracanie do siebie 27.04.07, 17:23
                    wkurza mnie po prostu ze mimo ze wcale cie o to nie prosilam, krytykujesz to co
                    robie. wbijasz sie w srodek dnia i udajesz dobranocke
                    • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 27.04.07, 20:28
                      akkknes napisał:

                      > wkurza mnie po prostu ze mimo ze wcale cie o to nie prosilam, krytykujesz to
                      co
                      >
                      > robie. wbijasz sie w srodek dnia i udajesz dobranocke

                      nie musisz mnie o nic prosic: masz o tyle szczescie, ze dziele sie z Toba moimi
                      spostrzezeniami z dobrego serca:) wkurza Cie to, ze mam racje i nie mozesz
                      napisac: "odwal sie bo moj chlopak jest wspanialy, bardzo mnie kocha i bedziemy
                      zyli dlugo i szczesliwie" bo sama wiesz, ze to nie jest prawda. mimo to calej
                      sily chcialabys wierzyc, ze jest iaczej i dlatego sie wkurzasz. zdrowy odruch -
                      tylko zle skierowany. to nie ja robie Ci kuku:)
                      co do udawania: to Ty udajesz, ze jak zamkniesz mocno oczy to uwierzysz, ze
                      przezywasz bardzo tragiczna milosc, ktora mimo wszystko dobrze sie skonczy.
                      tylko, ze to o co Ty czujesz (twoj romeo tym bardziej) ani nie jest miloscia,
                      ani tragiczna ani twoj "ukochany" do Ciebie nie wroci.
        • qw994 Re: wracanie do siebie 27.04.07, 05:44
          > teraz wieczorem patrze a on dzowni i pyta jak mi poszlo. i nawet pozadawal
          pare
          > pytan ad tematu ;)

          To dopiero sukces.
          Akkknes, sorry, że jestem ironiczna, ale patrzę na to, co piszesz i ręce mi
          opadają.


          > ale zeby nie bylo - wszystko jest pod kontrola!!!!

          Pod kontrolą?? Wszystko w twoim życiu kręci się wokół niego, chodzisz, jak na
          sznurku. Dziewczyno, jeśli chodzi o tego dupka, to twoja kontrola jest zerowa.
          • timbunia Dzień 17 27.04.07, 08:43
            trochę się już uspokoiłam, dziękuję za wszystkie komentarze - szczególnie jeden
            zapadłmi głęboko w pamięć - musze pamitać, ze w tym wszytkim nie jestem sama...
            poranek miałam jak zwykle ciezki, niestety jeszcze długo nie będę budzić się z
            radością. czuje się jak na odwyku, z jednej strony j. korci, ale z drugiej fakt
            że sie nie widujemy pozwala mi zapanować nad sobą na tyle, ze nie skontaktuję
            sie z nim. chciałabym mieć drugą szansę, naprawde go kocham i wiem, ze jeszcze
            długo o ile nie na zawsze w serduszku moim będzie, ale nie wiem czy on
            kiedykolwiek ze chce wejsc drugi sam do tej samej wody. jesli to ja mam ponieść
            wszelkie konsekwencje rozstania, to trudno. jego nie jestem w stanie
            znienawidzieć. życzę mu szczęscia i modlę sie za niego. Nie wiem dlaczego tak
            się dzieje ze ludzie przestają kochać. ale jak chyba tak nie potrafię, oddaję
            całą siebie zawsze i zawsze jestem w stanie przyjać z powrotem.
            dziś mam nadzieje uda mi się smutne myśli odpędzić, ide do kina i na babki
            wieczorek.
            • timbunia Re: Dzień 17 27.04.07, 11:31
              źle zrobiłam, zadzwoniłam do niego to byuło silniejsze - ale nie zrobiłam
              awantury, chciałam go tylko usłyszeć. życzyłam mu udanego długiego weekendu i
              przperposiłam po prostu przeprosiłam... wiem nie powinnam, ale.... choć
              usłyszec go...

              • madziuuunia Re: Dzień 17 27.04.07, 12:14
                NO dorba juz to zorbilas...mam nadzieje ze zaspokoilas juz swoja potzrebe???
                wiecej tego nie rob dorbze??? Wiadomo ze to bylo silniejsze, nikt cie tutaj nie
                skraci za to;) zorbilas ok..zapsokoilas potzrebe...wiecej juz nie zaspokoisz!!!!
                Uslyszaslas go i co?? szczelsiw ajetses/? chyba raczej nie co?? ja gdy tak
                robilam czulam sie pozniej jeszcze gorzej bo tlyko si eutwioerdzalam ze to
                naprade koniec. Ale wiesz powiem ci na pocieszenie ze wg mnie
                to jeszcze nie wszystko stracone;0 z ajakis czas on si eocknie...ja to wiem;) i
                bedzi echcial worcoc....bylebys tlyko byla troch eniedstepna ........... Wiem
                jakie to starszn ewydaje ze " kurcze jak bede udawac niechetna i obojetna to on
                sie zniecheci i nie bedzie chcial" ...wiem wiem, takei jest nasze myslenie al
                epo prawdzie to jesli kocha..bedzi eprobowal milion razy az sie uda;) Bo to
                bybylo tak jakby nam laske robil ze wraca.....a ze my niby grmay niedostepne to
                on pomysli " phi a po co mam si estarac nie to nie...ja mam si emeczyc???"
                faceci tak szybko nie rezygnuja jesli naprawde im zalezy:0 Im bardziej
                niedostepne ebdziemy tym lepiej;) hehe szczerze powiedzawszy to robi etak i
                jakos skutku nie iwdze takeigo jakiego oczekuje...no ale to dopiero 2 dni wiec
                nie ma co myslec na zas;) Zobaczymy!! Dziewczyny ja bede sluchac tych wszysktich
                waszych rad...ebde go zlewac, bede robic to co tu pisalyscie i bede zywym
                dowodem na to czy te teorie sie sprawdzaja;):):) mi tam nie zalezy...moge go
                starcic, juz dwa razy starcilam wiec co mi tam:0 a ze silna jestem to hehe nie
                ma czym si epzrejmowac;):):) Moj plan na disiaj to niereagowanie na GG....ani na
                smsy..... zero odezwu z mojej storny;0 zobnaczymy czy chlopak si ezniecheci
                tym;) hihi:) pozdrawiam:)
                • drukarka10 nowa historia :( 27.04.07, 12:34
                  Witajcie. Jestem nowa w tym watku .... co nie jest powodem do zadowolenia ale
                  coz tak sie zdarza. Mi mezczyna, ktorego kocham, ktorego nigdy nie zawiodlam -
                  to on mnie, po kilku klotniach powiedzial,ze musi odpoczac ode mnie.... ze duzo
                  go kosztowaly ostatnie dni i jest strzepkiem nerwow - ja tez ...ale coz wiec
                  wczoraj sie rozstalismy; ja chcialam wybrac albo pran naprawczy albo
                  rozstanie..on nie chcial sie definitywnie rozstac, chcial odpoczac ale w sumie
                  co to znaczy jak nie rozstanie... Wiecie, ta noc byla straszna ale trzymam si e
                  i mysle sobie,ze jak nie to nie. Napisalam ta wiadomosc zebyscie wiedzialy,ze
                  codziennie ktos komus lamie serce i ze jest nas wiecej ale musimy byc silne i
                  sie wspierac. Ja nie wiem czy on sie zastanowi i bedzie chcial wrocic, naprawde
                  nie wiem ale sadze ze ja mu juz na to nie pozwole...nie jestem zabawka i
                  chociaz wiem,ze on cierpi i ja tez..to on jednak wybral to cierpienie a nie
                  mnie...
                  • timbunia dzień 17 27.04.07, 16:56

                    witaj drukareczko ;)
                    Współczuje Ci sytuacji, niestety jak mówisz to się dzieje wokół nas.
                    Jedyne co mozemy to chyba wspierać sie wzajemnie, bo własciwie na resztę nie ma
                    wpływu.
                    Powiem Wam ze po tym telefonie kolejny raz się przekonałam, ze jemu na mnie nie
                    zależy, nie wiem w jakim stanie jest człowiek, gdy przestaje kochac drugą
                    osobę. Czemu jest w stanie ją tak krzywdzić i jakie mechanizmy w nim działają.
                    Znałam mojego j. bardzo dobrze, ale jak sie okazuje nie wystarczajaco... nie
                    wiem co w nim siedzi, jak do tego doszło. dla mnie to nowa sytuacja i nie
                    potrafię sobie z nią poradzić. wiem , ze przekonałam się ze on mnie nie chce..
                    przynajmniej w tej chwili - choć nie chcę myślec w kategoriach ze mu się
                    odmieni i ze bedziemy jeszcze raz. trzymanie sie nadzieji to najgorsza droga.
                    Ja przemyślałam swoje życei, postępowaniwe - wiem co robiłam źle i bedę starac
                    sie to w sobie zmieniać, ale nie wiem czy to dla niego będę miała szanse robić.
                    dziś mam natsrój wyjątkowo olewajacy, jakoś ciesze sie wszystkim choć zadra w
                    serduszku jest. Dziś w słuchawce usłyszałak , ze jest zapracowany, usłyszałam
                    jego normalny głos, usłyszałam że wyjeżdza za jakiś czas na kurs do Niemiec, i
                    to co na koniec, że się odezwie - ale tak mówi za każdym razem i się nie
                    odzywa. Więc wnioskuję, ze na prawde mu nie zalezy. Ja ostanio bardzo dużo
                    analizuję, swoje myśli zachowania i wszystko co do koła sie dzieje. Jesli ktos
                    mnie nie chce, nie będe się narzucać. Bez niego pewnie wytrzymac, tylko musze
                    znaleźć jeszcze sposób na zabicie tych uczuć co są we mnie... hcoć pewnie nigdy
                    mi się do konca nie uda... tak sobie myślę, ze nie wiem czy on do mnie wróci,
                    nuestety wrócić by musiał nie tylko do mnie ale do spraw które porzucił -
                    opłacania rat za wspólne mieszkanie - nie wiem czy się na to zdecyduje - będzie
                    musiał stawić czoła moim rodzicom.... i mnie - choć pewnie ja bym bez pytania
                    go przyjęła - jesli tylko umiał by znaleźć właściwe słowa...ale nie chcę
                    wierzyć że tak bedzie - nie chcę życ nadzieją...wolę żeby odeszła...
                    • drukarka10 Re: dzień 17 27.04.07, 20:09
                      Droga Timbunio,

                      u mnie jest taka sytuacja: on mowi,ze kocha ja mowie ze kocham on ma lzy w
                      oczach i mowi ze jest smutny, pytam dlaczego a on: ze to boli. Sama nie wiem
                      co robic, czy odejsc czy walczyc. Ma trudny charakter, zwiazek z nim nie jest
                      latwy ale kocham... Mowi,ze potrzebuje czasu ... Nie wiem jaka postawe przybrac
                      wiec poki co jestem, spedzam z nim czas i mowie,ze kocham... Jednak zamierzam
                      pokazac mu zycie beze mnie - czy zateskni?? ZObaczymy!! Wiem,ze dystans jest
                      wazny i tylko bedac daleko od siebie "psychicznie" mozna go zlapac. Pracuje nad
                      tym. Ludze sie,ze on zrozumie ale nie wiem czy nie chce przypadkiem udowodnic
                      sobie,ze mnie jednak kocha a pozniej spojrzec krytycznie i samej odejsc....
                      Mezczyzni sa skomplikowani ale momentami ja sama siebie nie rozumiem...duza ze
                      mnie dziewczynka a mam problem z podjeciem decyzji:(

                      Pozdrawiam goraco !
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 27.04.07, 13:38
      Silne maci ebyc kobietki!!! dosc pozniania sie i ulegania swoim emocjom!!!
      uczuci awywalcie w kat i zacznijcie sie szanowac. Niech spadaja te bydlaki. Na
      siwecie jest o wiele piekniejszych rzceyz od odkrycia niz banda jaj. Pamietajce
      facet to tylko jaja i torche mozgu zeby sobie nimi podzialac!!!!!!!! oni nie
      mysla po naszemu, nigdy nie ebda. No sa wyjatki od tej reguly ale to bardzo
      zadkei ewenementy;) hehe dacie rady babki!!!! pzrestancie sie zamartwiac i
      odkrywajci ecos nowego. Nie mozna patzrec na zycie pzrez pryzmat faceta....macie
      si ewziasc w garsc;) hehe dorbze mi si egada kurcze;):):) no al echocia zpogadac
      moge;) POZDRAWIAM WAS I SCISKAM MOCNO!!!
    • lupus481 Re: wracanie do siebie 27.04.07, 14:07
      jestem w chyba w podobnym polozeniu a moze gorszym bo mieszkamy razem jesli
      chcialabys pogadac mozemy sie umowic na gg.jesli chcesz daj znac moje gg 4083443
      • madziuuunia Re: wracanie do siebie 27.04.07, 14:10
        do ktrej z nas to bylo??
    • lilivampire Re: wracanie do siebie 27.04.07, 17:03
      Współczuję ci, ale ja nigdy bym nie pozwoliła na to, aby facet się tak zastanawiał czy chce ze mną być czy nie, dawał mi nadzieję i zaraz ją zabierał. Życie toczy się dalej, zacznij nim żyć, zamiast płakać i użalać się nad sobą. To nie koniec świata.
      A jeśłi macie ze sobą być to jeszcze będziecie. Póki co zajmij się sobą.
      • akkknes Re: wracanie do siebie 27.04.07, 17:40
        bylam pewna ze to jest koniec swiata. mojego.

        jutro ogladam z nim znowu dvd. ciekawe czy znowu sie zdziwie bo a) on
        przyjedzie na czas b) bo w ogole przyjedzie c) bo bedziemy normalnie rozmwiac
        d) bo sie poklocimy i nie bedzie juz widoku na nic.
        nie no, akkknes wracaj do pionu!! nie ma widoku.
        kurna, jak sobie pomysle... ostatnie dni - i rozmowy i w ogole te spotkania
        znowu byly takie 'inne'... kur.a, juz nawet czulam ze znowu TAK na mnie
        patrzy... inne rozmowy, inny ton glosu, inne wszystko... nawet mi cos tam
        przeplatal jaka to ta maryska i co robi. a teraz jest na piwie z okazji konca
        liceum z klasa maryski.
        kurna ja wiem, zaraz mnie zjedziecie, ale ja mam oczy ja to widze. ja naprawde
        musze sie mocno powstrzymywac zeby nie nagradzac go nawet w myslach ze fajnie
        ze mi mowi, ze nie ukrywa, ze wie ze wole jak mi powie prawde... zeby nie
        pomyslec ze mowi to bo chce mi pokazac ze jest fair... ja wiem, on po prostu
        pewnie robi to bo juz nie chce mnie oszukiwac, bo nie ma juz sensu sciemniac.
        boze jeszcze niedawno cieszylabym sie ze w ogole odebral ten telefon!!
        ja nie chce litosci... nie piszcie jaka to ja jestem... kur.a ja po prostu chce
        byc szczesliwa. ja ciagle czuje ze przy nim jestem szczesliwa. nie wiem moze
        sobie to wmawiam, moze tak wcale nie jest. nie mowie ze nie wuborazam sobie
        zycia bez niego - bo jakos zyje dalej. ale cholera, teraz kiedy moglibysmy
        zaczac wszystko od nowa, od zera, jeszcze raz, nie chce oddawac tego
        walkowerem, bo moze on jednak zobaczy... moze przemysli, moze... moze moze moze
        i jeszcze milion takich moze pelnych zludzen.
        moze teraz naprawde jest ten moment kiedy powinnam sie postarac - ale tak bez
        calkowitego zaangazowania, tak zebym sprawdzila czy to ma sens w ogole... zeby
        troche zadzialac cos w temacie... ze filmy, spotkania, telefony, wszystko takie
        niepewne jak na poczatku znajomosci? ze moze jakbym wszystko robila z taka
        nutka niepewnosci, a po paru udanych krokach zapytala go czy na pewno nie chce
        wrocic? wiesz, nie to ze kwiatki, kolacyjki i kiecki i spacerki przy
        ksiezycu... ale kawiarnia, dvd, rozmowy... boze... co ja robie??????? oh matko
        tyle sie teraz u mnie dzieje - szkola, praca... ja bym chciala znowu wiedziec
        ze mam w nim oparcie, takie poczucie ze obojetnie co bedzie mam jego...
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 27.04.07, 19:04
          Akkknes, kurde...to juz nie jest jak na poczatku. Fajnie by bylo gdyby tak moglo
          byc...ale tak nie jest. O wuel eciezej jest cos naprawic niz zbudowac zwiazek z
          kims innym.Kurde widze ze juz wariujesz....nie dziwie sie skoro maci etaki dobry
          kontakt. Kochasz go i tyle. ja pewnie tez bym tak miekla....... u mnie jets
          tlyko tak amalutk aroznica ze dzieli nas 500km....no i on ni echce miec chyba
          zbytnio konatktu wiec sama tez o to nie zabiegam... Akkknes moze zjamij sobi
          eczyms czas co?? zeby tak nie rozmyslac i nie kombinowac znim. najlepej jest
          poradzic - odetnij sie , nie odzywaj...ale wiem ze to niemozliwe;) Ja tez ni
          eumialabym odmowic....i tak wg mnie sie trzyamsz jeszcze dorbze.... jedynym
          wyjsciem dla ciebie byloby albo wyjechac daleko za granice...albo jego
          wyjazd..wtedy udalo by ci si eto pzrejsc o wiele lepiej....no i zpaomnialabys. A
          tak to zyjesz sobi ea tymi nadziejami.......
    • siciliana Re: wracanie do siebie 27.04.07, 19:56
      Diewczyny/Chłopaki
      Nie szkoda wam życia? Wszyscy jestescie młodzi, całe zycie przed wami a wy tak
      kurczowo trzymacie sie osoby ktora wam to zycie zamazuje na szaro? A co jesli w
      tym własnie czasie poznalibyscie kogos kto was pokocha i pomaluje wszystko na
      kolorowo? I nie mowcie mi ze to niemozliwe - wy nie chcecie odciac sie od tej
      szarosci karmicie sie złudzeniami i sami sobie robicie krzywde. Troche wiary w
      siebie. Ja tez tkwilam w toksycznym zwiazku i to ja zebralam sily i odeszlam
      mimo ze bałam sie strasznie i myslalam ze sobie nie poradze - teraz patrze na
      to jak na doswiadczenie ktore bardzo mi pomoglo bo jestem silniejsza i pewna
      siebie i do tego zakochana :)
      • madziuuunia Re: wracanie do siebie 27.04.07, 20:32
        w porzadku masz racje.... ja porbowalam poznac kogos...wlasciwie zapoznalam
        wiele osob roznych,ktroe wyrazaja chec bycia ze mna...I CO Z TEGO???? wlasnie
        nic z tego.... mysle o kim innym i to nie pozwala mi na jakie sglebsze
        zaangazowanie sie. Nie chce mi si etych ludzi poznawac mocniej..bo od razu mam w
        sobi eblokade i niechec. Moze jest za szybko na cos takiego...mysl eze napewno
        za szybko. Nie radze tak odrazu otwierac si ena innych,bo to nie ma racji
        bytu.My nic ju zzorbic nie mozemy...odcinac sie ju zporbowalam...i co z tego??
        on i tak mnie zaczepia,przypomina o sobie....jestem zla,bardzo zla....bo ten
        ktos pare dni temu powiedzial ze kocha, ze teskni, ze zlauje bo starcil
        wyjatkowa kobiete....powiedzial...i zpaomnial. To si enazywa nikczemnosc. ja juz
        dawalam rade a on zaklocil moj spokoj:( naopowiadal mi roznych bzdur..a ja
        wewnetrzbie na to zmieklam ( nie okazujac tego absolutnie) i to ja teraz czuje
        si eparszywie...ja...:( mi jest zle...A on chyba dorbze sie usmial. Zreszta nie
        wiem. nagle zcazal mnie zlewac i nie wyrazal zadnej checi naprawy czegokolwiek.
        Skoro tak....no to coz. Nie potzrebnie mi zorbil walek w glowi ebo teraz bym tak
        nie siedziala nie rozmyslala..... Widac ze on nie ma pojeci ao bolu....robi to
        i nie ma poejcia ze ja moge si epzrez neigo teraz zl eczuc. Wspolczuje
        Akkknes...bo to jest cholernei meczace... tlye ze u Akkne swyglada to
        inaczej...niby cos sie dzieje niby nie..nie ma deklaracji a u mnie....kur.wa
        KOCHAM CIE.... wspaniale - nie ma co gratuluje mu ze potrafi z tak alatwosci
        awypowiedziec te slwoa...te klamliwe slowa.
        ps. sorry ze przeklnelam ale jestem juz tak zla i zdenerwowana na niego..na
        siebie ze pojecia nie macie
        • drukarka10 Re: wracanie do siebie 27.04.07, 20:41
          Nie denerwuj sie. Podejmij decyzje raz a konkretnie i realizuj krok po kroczku.
          ja wiem,ze latwo sie mowi ale... jestem w podobnej sytuacji i ktos kto mi
          mowil, ze tylko ja i na zawsze powiedzial,ze to sie nie uda.... Nie wiem czy
          zaufam jeszcze kiedys komus...niektorym mezczyznom latwo przychodzi mowic
          kocham ... a my kobiety wierzymy. Nauka niestety kosztuje.
          • madziuuunia Re: wracanie do siebie 27.04.07, 20:45
            No widzisz, ja tez nie wiem czy zaufam....nie bed eumiala. Juz podjelam decyzje,
            nie dam sie zwodzic...odmaiwam mu wciaz....no al eja mam szmabo w sercu i glowi
            eetraz....to mnie meczy !!!
          • madziuuunia Re: wracanie do siebie 27.04.07, 20:49
            Bosh..... dosc mam tego cyrku. Jak to mozliwe ze to si eciagnie juz od
            stycznia;(:(:( no jak?? juz si eoderwalam od niego a on znow mnie napsatuje ze
            sowimi pseudo uczuciami
            • drukarka10 Re: wracanie do siebie 27.04.07, 20:52
              WIesz u mnie jest podobnie. Facet nie wie czego chce; raz jest pewny swojej
              decyzji, a pozniej lzy ma w oczach; Wiesz ja doszlam do wniosku,ze faceci to
              stworzenia myslace dlatego zadaje konkretne pytania : tak czy nie. Otrzymujesz
              konkret. Ty tez decyduj, w koncu to Twoje zycie.

              Ja postanowilam pokazac mu co traci:)
          • siciliana Re: wracanie do siebie 27.04.07, 20:52
            Ja tez myslalam ze sie nie otworze, tez mialam blokady. Tez mnie zaczepial i
            nie pozwalal zapomniec - bolało mocno, bałam sie co to bedzie gdy zostane sama,
            bylam pewna ze sobie nieporadze a jednak mi sie udalo mimo ze musialam przejsc
            przez cała sprawe rozwodowa, odbudowac swoje zycie od nowa. Poznalam człowieka
            na ktorego nawet nie musialam sie otwierac :) wyskoczyłam z dołka jak kangur :)
            Wiem co to znaczy kochac i byc kochana. I chcialabym zeby wszyscy dookoła nie
            popełniali takich bledow jak ja ale moze kazdy musi sam do tego dojrzec. Wiec
            glowa do gory. Czasem trwa to pare krotkich tygodni, czasem troche dluzej zanim
            zauwazycie ze sami otworzyliscie sie na swiat :) ale moze warto troche enregii
            poswiecic wlasnie sobie niz tracic ja na cos co jest tego nie warte?
            • drukarka10 Re: wracanie do siebie 27.04.07, 20:58
              U mnie w gre nie wchodzi maz tylko chlopak ale podziwiam Cie za odwage i
              sile... Maz w koncu to podobno osoba na cale zycie. Wlasnie takie przypadki
              jak Twoj pozwalaj mi wierzyc, ze jeszcze bedzie pieknie :))))
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 27.04.07, 22:54
      wymiekam:(:(:(:(:(.....
      • drukarka10 Madziuniu nie wymiekaj..... 28.04.07, 05:10
        ja mam np. inny problem, do mie wzytko wraca w snach..........nie spie dobrze :/
        :((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((
        • timbunia Dzień 18 28.04.07, 08:10
          chciałabym powiedzieć, ze jest lepiej, ale nie mogę. Mnieteż to wszytsko rwaca
          w snach, nie jetsem w stanie spac normalnie - przebudzenia sa tak straszliwie
          smutne. że wstawac się jie chce... wczoraj miał nastrój dobry - górka, ale dziś
          czuję ze ędzie wielki dołek. Niestety wahania nastrojów się u mnie
          utrzymuja.Męczę się ale nie widzę jak sobie z tym poradzić. mam dość już tego
          smutku , niepewności, tęsknoty która mnie od środka po prostu rozrywa...
          chciałabym się odblokowac na świat innych ludzi. jak pomyślę że będe miała
          takie stany przez najbliższych kilka miesięcy, to mi się żyć odechciewa.
          naprawde gdybym tylko mogła... ale naszczęście dla mnie to tylko myśli, chyba
          bym się nie posunęla do takich kroków. tak jak ktos już wyżej napisałm, mam
          rodziców, kohająca mamę - i nie mogłabym ich skrzywdzić w żaden sposób.

          niestety ja tez wymiękam, o wszystko boli tak bardzo....
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 28.04.07, 10:00
      wymieklam na tyle ze zaplakalam wszystko:( jest mi starsznie smutno, starsznie
      przykro ze ktos znow zabwil si emoim kosztem, zadrwil:( mam zal do niego....jak
      mogl . Mowil tak powaznie a etraz wiem ze nic z tego prawda ni ebylo. Takei
      klamstwo. Nie wierze w to:( Wiem ze nie bylabym z nim, wiem ze bym si enei
      zogdzila.....ale czuje si eoszukana oklamana...klejny raz. To naprawde podle
      uczucia gdy ktos szydzi z ciebie,gdy naigrywa sie z Twoich uczuc;(...... wciaz
      nasuwa mi sie pytanie po co?? po co byla ta akcja?? czego mnie miala
      nauczyc....>:( nie rozumiem. jestem w stanie zoruzmiec ze ju zlos mnie obdarzyl
      zdrada...kopem niesamowitym, a ja wstalam po tym na nogi i zylam. I bylam nawet
      szzcesliwa...... myslalam ze to juz koniec i etraz moge juz zaczac sieleczy
      cjakos. A tu niespodziewanie taka tygodniowa akcja.....tego nie rozumiem....celu
      tej gry nie łapie. jest smutno i zl eal epostanowilam nie myslec o tym, nie
      plakac. Wtaj ena nogi spowrotem i ide zyc.....takjak ostatnio......wspomozcie
      mnie bo samej mi ciezko to zorbic....pozdraiwam
      • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 28.04.07, 11:00
        Madziu... wiesz czego to Cię miało nauczyć? Tego, że jesteś silna, dzielna i że
        już jego nie potrzebujesz. Udowodniłaś to sobie, udowodniłaś to jemu. Udało
        się:) Nie załamuj się teraz... wiem, ze ci przykro, ale już niedługo... Facet po
        raz kolejny Ci udowodnił, że jest g. wart. Teraz ze spokojnym sumieniem możesz
        go olać i iść dalej: z podniesioną głową i uśmiechem na ustach:)
        No, trzymaj się i uśmiechaj szeroko:) On nie jest wart Twoich łez, ani jednej z
        nich... I ani fragmentu Twojej mysli:)
        Ucz sie, bo coś czuje że na studiach kogoś poznasz:) Wiesz, w kościach mnie łamie:)
        Pozdrawiam Was wszystkich:*
        • psychpsych Re: wracanie do siebie 28.04.07, 12:54
          Witajcie nieszczęśliwe!
          Mam chyba więcej latek niż Wy, ale jestem po tzw. przejściach. Chłopak, który
          rzucił, potem był inny, znowu rozstanie, bo wrócił ten pierwszy. Przyjęłam go z
          otwartym sercem, o nic nie pytałam, wybaczyłam i kochałam dalej szaleńczo. Po
          powrocie urósł w moich oczach do bóstwa, którego nie mogłam stracić. Moja Mama
          próbowała mi przetłumaczyć, że powrót nie jest dobry, bo już coś zgrzytało i t
          już zachwiało szczerość między nami. Nie słuchałam, pobraliśmy się - on się
          oświadczył. A znaliśmy się już 8 lat. Byłam taką żoną, jaką sobie wymarzył:
          obiadek w porę, codziennie świeży, dzieci nie w przedszkolu, nie z opiekunką,
          tylko ze mną. Jak wróciłam do pracy, to żadnych przyjaźni, dodatkowych kursów
          itp. Ja coraz bardziej się dusiłam, bo nie byłam sobą. Dzieci bardzo kocham,
          ale chciałam, aby wyrastały w przedszkolu wśród rówieśników. Nie miałam też
          czasu dla mojej Mamy, która była rozżalona na mojego męża, więc unikałam
          spotkania ich dwojga. Moja Mama przypłaciła te nerwy chorobą. Po długich
          cierpieniach zmarła. A ja zostałam sama jak kołek. Mąz już odszedł do innej -
          co mu gotuje i usługuje. Mamy już nie ma. I teraz mi dopiero żal, że Jej nie
          słuchałam, że pozwoliłam wrócić "ukochanemu". Przez to kilka ostatnich lat nie
          miałam z Mamą kontaktu - umarła przeze mnie. Dobrze, że mam dzieci - one mnie
          teraz potrzebują, a co będzie później. Mąż zmarnował mi życie. Mnie i mojej
          Mamie.Odchodząc powiedział, że głupia byłam, że go spowrotem przyjęłam. Już to
          pierwsze rozstanie powinno mi dać do myślenia, że nie jestesmy dla siebie
          stworzeni.
          Tak że dziewczyny. Otrzepcie się. Powtórny powrót tego jedynego da Wam pozorne
          szczęscie na chwilę, potem będziecie tego żałować. Radzę, aby się szybko
          otrząsnąć i nie pielegnować swojego bólu, bo wtedy nie przejdzie.Najlepiej,
          zamiast się nad sobą użalać, pomóżcie innym. I nie zapominajcie o swoich
          rodzicach, bo oni Was potrzebują, a Wasz ból ich boli podwójnie. Złapcie się za
          jakąś inną działalność dla innych, a zobaczycie, że poznacie kogoś, kto Wam
          zapełni pustkę, po tym który na to miejsce przy Was nie zasłużył i nie jest
          tego godny.
          Do Magdy i Timbuni - im szybciej to zrobicie tym lepiej dla Was i Waszych
          bliskich. Jestem z Wami
          Starsza koleżanka
          • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 28.04.07, 14:45
            Dzięki:) w imieniu wszysckich tu cierpiących:) Mam nadzieję, że ta historia
            otworzy wszystkim oczy... a szczególnie takiej jednej...
            Pozdrawiam Was wszystkich:*
            • drukarka10 I jak Wam dzisiaj idzie dziewczyny?? 28.04.07, 15:57
              U mnie nie jest dobrze, zmusilam sie do pojscia do szkoly ...i na dobre mi to
              wyszlo :) Kolega dal mi klika dobrych rad... mysle,ze jeszcze bedzie normalnie.
              Jego zobaczylam dzisiaj rano, nie moglam rozmawiac - lzy same naplywaly mi do
              oczu, nie za bardzo zrobilo to na nim wrazenie - nie wzruszyl sie tym, ze
              placze... Wiecie kiedys juz przezylam podobna historie i mysle,ze bedzie coraz
              lepiej - NAPRAWDE :) Musze tylko duzo zajec sobie zorganizowac ...zeby nie
              wspominac, nie analizowac i nie myslec...
              • madziuuunia Re: I jak Wam dzisiaj idzie dziewczyny?? 28.04.07, 16:12
                Nom jest ok;) Wstalam na nogi jak obiecalam...daje powera sobie do wsyztkiego;)
                EFEKTYWNE ZAPOMINANIE!!!! tak nazywam swoj stan:) Dobra dalam sobie zmieknac
                raz- wiecej tego nie zorbie;0 teaz to on sobi emoze gadac i gadac a ja bede sie
                mu smiala w twarz bo wiem z eklamczuch z niego jest hehehe;) poza tmy bede twara
                i sama nawet nie smiem sie odzywac!! jets ok:) bedzie dorbze;0 ja sie nie dam:)
                Trzymam za was kciuki a wy trzymajcie za mnie;):):) alez mi sie sila wlaczyla;)
                hoho:) teraz co wam proponuje/? pokazcie jakie szzcesliwe jestscie....wesole
                opisy..usmiech na twarzy gdy go zobaczycie!! tak ma byc;) niech widz apeikne
                rozesmiane cieszace si eyzciem kobiety a ni esmutasy:) bedzi eodbrze mowie wam:0
                • drukarka10 Musi być dobrze :DDDD 28.04.07, 16:28
                  Zobaczycie jeszcze bedziemy szczesliwe !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                  • psychpsych będzie lepiej niż ok 28.04.07, 17:02
                    Prześledziłam ten wątek prawie od początku. Dziewczyny jesteście wspaniałe.
                    Trzeba sie cieszyć życiem póki trwa i jesteście zdrowe. A co z Timbunią, nie
                    odzywa się. Timbunia odezwij się, pluć na faceta nic nie wartego i chodź razem
                    z nami z podniesioną głową. Do całkowitego szczęścia nie koniecznie facet
                    potrzebny. Najważniejsze mieć radość życia i mieć dla kogo żyć. A reszta się
                    ułoży.
                    Wpadnę tu wieczorkiem.
                    • timbunia Re: będzie lepiej niż ok 28.04.07, 17:18
                      hejka, zyję, zyję.
                      siedzę samiuteńka w pracy... i dostaję krećka...
                      U mnie problem z brakiem faceta jest troszkę bardziej zagmatwany. od dzieciństwa
                      byłam raczej niesmiała, właściwie do okresu studiów znajomych miałam w licbie
                      zero. generalnie jest bardzo spragniona uwagi innych, a ze strony bliskich
                      miłosci. własciwie na swój sposób emocjonalnie się od innych uzależniam. i to
                      jest mój problem chyba... kocham go, tęsknię, ale dochodzi ten głód emocjonalny
                      i poczucie że ktoś jest, który mi nie pozwala normalnie fukcjonować - choć i tak
                      dzień dzisiejszy jak na to że sama kołek siedzie przebiega na prawde spokojnie...
                      • timbunia Re: będzie lepiej niż ok 28.04.07, 17:20
                        a poza tym to jednak 6 lat mojego życia z nim w tle, jak mozna to tak po prostu
                        zapomnieć???
                        • psychpsych Re: będzie lepiej niż ok 28.04.07, 21:07
                          Nikt Ci nie każe zapominać. Po prostu zamknij ten rozdział, jak zamyka się
                          znajomość wakacyjną. Było miło, ale teraz każdy idzie w swoją stronę i zaczyna
                          nowe życie. Kochane dziewczyny DOBRANOC
                        • timbunia dzień 18 28.04.07, 21:08
                          dzień upłynął mi jako tako, od siedzenia przy komputzerze bolą mnie oczy -
                          jestem w półprzytomna, ale to dobrze bo nie dociera do mnie rzeczywistość.
                          Zresztą zauważyłam u siebie dziwna rzecz - tak właściwie nuie dotarł do mnie
                          fakt , ze to koniec - takjabym podświadomie wypierała sie tego faktu. i czuję
                          sie teraz tak jakby j. po prostu wyjechał na dłużej - tesknię, ale nie
                          rozpaczam jakbym wiedziała że wróci. ale przeciez prawda jest inna... czy to
                          jakiś mechanizm obrony mojej psychiki?? uciekam we wspomnienia, zawieszam
                          myślenie... jest mi dobrze ale jednocześnie nie chce mi się wracać do
                          rzeczywistości. podobnie z wirtualnym światem - często ostanio zaglądam na
                          forum - zatracam sie zeby nie myśleć. nie wiem czy to dla mnie dobre...czy nie.
                          ciekawa jestem czy kiedyś bedę w stanie bez łez w oczach z j. rozmawiać, i już
                          nie będzie dla mnie tak bliski jak był...
                        • qw994 Re: będzie lepiej niż ok 28.04.07, 22:03
                          timbunia napisała:

                          > a poza tym to jednak 6 lat mojego życia z nim w tle, jak mozna to tak po
                          prostu
                          > zapomnieć???

                          6 lat na przestrzeni całego życia to nic.
              • akkknes Re: I jak Wam dzisiaj idzie dziewczyny?? 28.04.07, 21:07
                ja dzis mialam z nim ogladac dvd ale poniewaz nie bylismy umowieni na konkretna
                godzine... no i tak stwierdzialam ze cholera a jak mnie wystawi?? i
                stchorzylam... umowilam sie z przyjaciolka na zakupy. i mam z tego powodu takie
                wyrzuty sumienia... :( bo dopiero wrocilam... i tak rozkminiam co z tego ze
                kupilam sobie to czy tamto jak moglabym z nim jeszcze siedziec...
                wczoraj wieczorem wyszlam na imprezke i w momencie jak wrocilam do domu akurat
                zadzwonil. nawet slowem mu nie powiedzialam ze bylo tak sobie. udawalam nawina
                ze co sie stalo co chcial itd a on ciagle ze po prostu chcial pogadac... aha...
                • akkknes Re: I jak Wam dzisiaj idzie dziewczyny?? 28.04.07, 21:19
                  no i teraz jest najgorsze... bo on ma wylaczony telefon... wiec mimo ze on
                  naprawde moze miec ten telefon rozladowany i nawet o tym nie wiedziec - ja juz
                  widze oczyma wyobrazni ze on wylaczyl ten telefon bo to jedyny telefon w ktorym
                  dziala mu dzwonek. i teraz pewnie poszedl z ta grzybica i opija jej prawie
                  mature a ja siedze i rozminiam czy czlowiek ktory umawia sie ze mna na jutro
                  tak robi... dobra wiem ze tak sie nie robi!! wiem.
                  tylko zal mi dup e sciska i tyle ;((((((((((((((
                  • akkknes Re: I jak Wam dzisiaj idzie dziewczyny?? 28.04.07, 21:31
                    siedze juz 15min i sie bije z myslami: wyslac mu smsa ze jest swinia i ze
                    dziekuje ze robi ze mnie nawina kretynke..
                    mam swiadomosc ze robi ze mnie gorzej niz naiwna kretynke... :( zaraz sie
                    jeszcze porycze z tego wszystkiego!!
                    cholera dziewczyno wez sie w garsc!! plan jest taki: isc do wanny wymoczyc sie
                    za wszystkie czasy, poogladac tv, polozyc sie spac. oczywiscie nie dzwonic i
                    nie sprawdzac czy przypadkiem juz wlaczyl telefon!!
                    on jest jak pies, a nie ze kroliczka goni!! boze a ja jestem tak glupia i
                    wszystko puszczam mimo oczu i uszu!! powinni mnie juz dawno wsadzic na leczenie
                    zamkniete i tyle. byloby najlepiej.
                    trzymajcie kciuki i odprawiajcie czary zeby mi starczylo silnej woli i zaparcia
                    i zebym mu nic w formie pisemnej nie wystosowala. bo jak napisze to kolejny raz
                    mu udowodnie ze jestem zawsze i o kazdej porze pod reka.
                    • akkknes Re: I jak Wam dzisiaj idzie dziewczyny?? 28.04.07, 21:36
                      i tak jeszcze zanim pojde do wanny to wam powiem ze po tygodniu walkowania w
                      kolko i na okraglo piosenki jamelii 'no more' i fergie 'big girls don't cry'
                      mozna sie w koncu poryczec!! jedna czy dwie lezki ale jednak!! cholera a to
                      mialo mi pomoc, taki niby hymn...
                    • qw994 Re: I jak Wam dzisiaj idzie dziewczyny?? 28.04.07, 22:07
                      Akknes, trzymam za ciebie kciuki i mam nadzieję, że w końcu oprzytomniejesz i
                      go pogonisz raz na zawsze. Jak widać, masz momenty przebłysków świadomości, a
                      to dobrze rokuje :) Tylko szkoda, że dopiero wtedy, jak ten kretyn cię po raz
                      kolejny roluje.
                      • madziuuunia Re: I jak Wam dzisiaj idzie dziewczyny?? 28.04.07, 22:14
                        Faceci maja to do siebie ze roluja......wiesz co z tego ze nie ebdziemy si eod
                        nich odzywac...co z tego ze pierwsze nic nie zorbimy..... jak w sercu mamy to co
                        mamy..a wystarczy zeby oni si eodezwlai i ju zpo naszym "efektywnym
                        zapominaniu"...... cal arzcez w tym ze aby zpaomnie coni tez musieliby si
                        eodciaz a nie tylko my. I tu jest problem bo ja nie potraie nie odpowiedziec,
                        nie odpisac nie odebrac telefonu. Nie umiem. Trzymam sie ii sama tego nie robie,
                        nawet nie mam ochoty..... al ejakon mnie zagaduje to juz inna historia;( i
                        akkknes ma podobnie ....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka