Dodaj do ulubionych

Nadgorliwe ekspedientki

05.06.07, 10:54
Ostatnio zrobilam sobie wycieczke po sklepach z ciuchami i butami. Za kazdym
razem, gdy jestem w sklepie mam ochote wyjsc po 5 minutach, bo sprzedawczynie
usiluja byc nadmiernie mile, molestujac pytaniami typu "Moge w czyms pomoc?",
"moze cos doradzic?", "czego pani poszukuje?". Baaaaardzo mnie to denerwuje.
Jezeli bym potrzebowala pomocy lub jakies informacji, to sama bym spytala
sprzedawczynie.

Czy macie podobnie? A moze na forum jest jakas ekspedientka? Czy molestujecie
tak swoje klientki? :)
Obserwuj wątek
    • krzysiek1042 Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 10:56
      nie jestem ekspedientem :) ale mogę powiedzieć,że zazwyczaj jest to odgórny
      nakaz szefostwa. Czasem bywa też tak ,że dziewczyna dostaje pewien procent od
      wychwyconego klienta lub premię za całokształt 3 miesięcy vide Vision express
    • iiona Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 10:58
      pewnie to nalezy do ich obowiązków, ja natomiast zauważyłam pewną prawidłowość;
      albo strasznie molestują albo całkowita zlewka- zero zainteresowania klientem,
      pomocy. ogólnie- profesjonalna miła sprzedawczyni to rzadkość u nas
      • mawo84 Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 12:18
        ta zależność wynika na ogół z tego, ze szef albo jest, albo go nie ma akurat :)
    • izabellaz1 Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 10:58
      wimx napisała:

      > Za kazdym
      > razem, gdy jestem w sklepie mam ochote wyjsc po 5 minutach

      Po 5 minutach dopiero;P?
      Ja mam ochotę wyjść po połowie minuty jak słyszę takie pytania;)))
      Choć z drugiej strony wiem, że przecież te dziewczyny "mają" tak mówić więc nie
      mogę być zła o to, że tak na szkoleniach im ktoś każe...
      • wimx Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 11:09
        Przewaznie takie zachowanie dziala w odwrotna strone. Szefowie powinni o tym
        wiedziec. Oczywiscie, ze sprzedawczyni powinna byc zawsze mila, usmiechnieta ale
        wtedy, gdy ktos ja pyta o pomoc.

        A szczyt dla mnie to sklep, w ktorym pracownik stoi w przymierzalni i obojetnie
        co klient na siebie wlozy mowi "Ale fantastycznie pani w tym" itp. Szczyt
        chamstwa. Raz przymierzylam sobie ciuch, ktory mi sie podobal, wyszlam z
        przymierzalni, aby pokazac sie kolezance i uslyszalam takie slowa od babki ze
        sklepu. Oczywiscie wyszlam nie kupujac bluzki.
    • nutopia Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 10:58
      pamiętam jak po 89 roku pojechałam do Szwajcarii a tam w sklepach wszystkie
      ekspedientki za mną chodziły i chciały mi pomagać. Po erze super miłych
      sprzedawczyń z napisem "czego!!!" na czole i ustach w naszych sklepach to był
      naprawdę kulturowy szok. byłam pewna że tak chodzą za mną bo myślą ,bo boją się
      kradziezy:D
      • niezorientowany1 Taak ? A mnie się pytają-Jakie masz życzenie ? 05.06.07, 11:02
        Witam :-))
        I zawsze dodają, że mają akurat wolny wieczór ! Nie wiecie o co im może
        chodzić ? Bo ja mam wieczory akurat zajęte :((
        NN
        • nutopia Re: Taak ? A mnie się pytają-Jakie masz życzenie 05.06.07, 11:10
          niezorientowany1 napisał:

          > Witam :-))
          > I zawsze dodają, że mają akurat wolny wieczór ! Nie wiecie o co im może
          > chodzić ? Bo ja mam wieczory akurat zajęte :((
          > NN

          to rzeczywiście dziwne...
          ;0))
    • na_forum_na Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 11:08
      a weszłyscie keidys do Calzedonia i/lub Intimissimi?
      te dziewczyny (i jeden chlopak) tak osaczają swoim 'dzien dobry', ze ja sie
      boje jak tam wchodze
      • panistrusia Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 12:44
        Oczywiście jest tylko jeden sklep Calzedonii i to w dodatku w Warszawie:)
      • dzikoozka Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 12:47
        a ja tam wchodze, wykorzystuje je na maxa (wypytuje, biorę garść rzeczy,
        przymierzam)od tego one są, żebym sama nie zukała tylko żeby mi podały do łapki
        moj rozmiar.
    • kadfael Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 11:09
      Za chwilę to zwariuszejsz ze szczęścia:) Czytałam gdzieś, że sprzedawcy w
      ramach protestu przeciw pracy w niedziele i święta chcą uprawiać strajk włoski,
      czyli bardzo długo i dokładnie opowiadać klientowi np. o zaletach towaru:)
    • joanna99991 Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 11:53
      Tak się składa, że prowadze własny sklep. Znając bolączki klientów postanowiłam
      sobie, że bede czekać na zapytanie ze strony kupujących i co?
      Ano i to że ludzie dzielą się na parę grup:
      1.Tacy co to im pomocy zaoferować nie mozna bo to ich wnerwia
      2.Tacy co to jak im sie nie zaoferuje na wstepie pomocy to czuja sie urażeni
      3. Oraz tacy którzy rozwalają towar na półkach jak huragan i ma sie ochote z
      wściekłoscia zaoferowac im pomoc w celu zniechęcenia i pozbycia się ich ze
      sklepu
      A tak na powaznie to dobry stosunek z klientem zalęzy także od klienta ,to
      bardzo trudna sztuka kiedy dwoje nieznaych sobie osób ma z góry być do siebie
      przychylnie nastawionych. Z reguły pozwalam swoim klientkom na pełna swobode w
      sklepie i dpoóki nie prosza o pomoc ja zajmuje się swoimi sprawami a one moga
      grzebac ile im wlezie(pomijając przykład3, oraz sytucaje w których "klientki" z
      premedytacją przelewajas swójzły humor badź niedowartościowanie na
      ekspedientkę).Trzeba niestety przyznać że zawód ekspedientki nie jest zawodem
      cieszacym się społeczna aprobatą i uznaniem a to przeciez bardzo trudny i
      wymagający zawód i nawet studia na wydziale humanistycznym nie pomagają dokońca
      w byciu w nim dobrym.
      • wimx Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 13:19
        Jezeli chodzi o uprzejmosc, to moim zdaniem sprzedawca powinien podchodzi do
        klienta, gdy widzi, ze ten od dluzszego czasu jest bezradny, ewidentnie
        poszukuje jakiegos ciucha, nie moze sie zdecydowac. Ale nie tuz po wejsciu
        klienta do sklepu. Rzadko jest tak, ze ktos wchodzi do sklepu z konkretnym
        zamiarem kupna. Czasami chce sie poogladac rozne rzeczy, zanim sie zakupi.

        Co do zostawionego balaganu. Jak sie przymierza kilka rzeczy od razu, to
        normalne, ze sie porozwala towar na polkach. Najlepiej, gdy ciuchy wisza na
        wieszakach.

        A czy Ty oczekujesz od klientek, ze beda obejrzane rzeczy skladaly rowniutko tak
        jak bylo przed ich obejrzeniem? :)Gdyby ode mnie tego oczekiwano, to
        prawdopodobnie nie chodzilabym do takiego sklepu.
        • joanna99991 Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 17:50
          Nie nie o to chodzi chyba sobie żartujesz ze mnie w takli sposób wnioskując moją powyższa wypowiedź, pisałam o bardziej ekstremanej sytuacji w której ktoś potrafi perzerzucić wszytkie jeansy w sklepie i wszystkie zwinąć w kulke upychając jedne na drugich,po uprzedim poinformowaniu mnie że da sobie radę z rozmiarem ,niestety niektóre klientki mimo iż rozwieszone sa wszystkie przykładowe modele jeansów nie potrafia powstrzymać się od poprzewrcania wszytkich spodni ulozonych przy pokazowym modelu, jest to troszke nieleganckie z ich strony tymbardziej że ja chetnie podam odpowiedni rozmiar spodni bez marudzenia, wolałabym nawet aby ktoś kto koniecznie musi zobaczyc wszytkie spodnie w sklepie i wszytskie rozwinąć nie zwijał je w kulke upychając po katach a poprostu zostawił rozłozone np na gondoli. Nie oczekuje od klientów aby ukladali po sobie rzeczy po przymierzaniu a jedynie troche kultury. Niestety zdarzają się panie które chyba zapominaja o takiej. Nie mówie tu o ogóle a o drobnej czesci pań które wyprowadzają z równowagi zaostawiając np na wszytskich mierzonych bluzkach tony podkładów bądz ekstremalniej przepoconych rekawków.
          pozdrawiam,.
      • wyksztalciuch_pl Re: Nadgorliwe ekspedientki 11.06.07, 14:55
        joanna99991 napisała:

        > Tak się składa, że prowadze własny sklep. Znając bolączki klientów postanowiłam
        >
        > sobie, że bede czekać na zapytanie ze strony kupujących i co?
        > Ano i to że ludzie dzielą się na parę grup:
        > 1.Tacy co to im pomocy zaoferować nie mozna bo to ich wnerwia
        > 2.Tacy co to jak im sie nie zaoferuje na wstepie pomocy to czuja sie urażeni
        > 3. Oraz tacy którzy rozwalają towar na półkach jak huragan i ma sie ochote z
        > wściekłoscia zaoferowac im pomoc w celu zniechęcenia i pozbycia się ich ze
        > sklepu

        ==========

        O ! No właśnie prawie profesjonalne podejście do tematu.
        Na profesjonalnych szkoleniach zapewne uczą o tym, ale sęk w tym, że nie każda
        ekspedientka ma wyczucie i zacięcie psychologiczne.
        Nie zawsze potrafi, albo nawet nie usiłuje zakwalifikować klienta do
        odpowiedniej grupy.
        Najczęściej klientki w swym zapale i pościgu za wynikami ze sprzedaży traktują
        wszystkich klientów równo, czyli jak debili.
        Należy się zwłaszcza skupić, gdy klientem jest mężczyzna.
        Bo mężczyzna rzadko wchodzi do sklepu, żeby zobaczyć czy coś mu się spodoba.
        Ja wchodzę do sklepu świadomie i tylko wówczas kiedy szukam czegoś KONKRETNEGO.
        I nic mnie tak nie wnerwia, jak oferowana pomoc ekspedientki, która sądzi, że
        lepiej wie ode mnie czego ja szukam.
        A ja szukam szarej marynarki, brązowej koszuli, czarnych butów wsuwanych.
        Wchodzę i widzę. Jest albo nie ma.

        Jak nie ma wychodzę i szukam dalej.
        Jak jest to sprawdzam czy to jest dokładnie to czego szukam; ma trzy guziki, ja
        chcę dwa; odcień brązu nie ten; buty sznurowane, a ja chcę wsuwane.

        Albo jest! To jest to !
        Teraz świadomie podchodzę do ekspedientki i pytam o mój numer.
        Jest ! Przymierzam. Kupuję i szczęśliwy omijam sklepy na jakiś czas.
        Nie ma. Wychodzę wściekły, bo muszę dalej biegać po tych sklepach.

        We wszystkich w/w przypadkach szlag mnie trafia, gdy ekspedientka nie rozpoznaje
        świadomego klienta i oferuje mu swoją "pomoc".

        Nie ma mojej ulubionej marynarki, koszuli, butów albo są lecz w innych rozmiarach.
        A ona mi mówi "mamy bardzo ładną marynarkę czerwoną, koszulę niebieską, piękne
        buty brązowe. Panowie to teraz kupują bo to jest na topie".
        Czuję, ze ktoś ze mnie robi kompletnego idiotę.
        Ja qva przecież widzę tę czerwoną marynarkę, niebieską koszulę i brązowe buty i
        nie dotykam tego towaru, bo nie po to tu przyszedłem.
        A jej się wydaje, że mi wciśnie, bo ja w jej oczach jetem idiotą i nie wiem po
        co tu przyszedłem.
        Kompletna ignorancja, nieumiejętność rozpoznania klienta.

        Tylko w naprawdę profesjonalnych butikach ekspedientki mówią z uśmiechem
        niestety w tym kolorze, fasonie, rozmiarze nie mamy.
        Możemy sprowadzić albo w przyszłym tygodniu, ale nie proponują mi w zamian
        srebrnych gaci i złotych klapek na plażę!

        Ostatnio zobaczyłem cud koszulę w wymarzonym kolorze.
        Sprawdzam metkę: 60% bawełna. Reszta Poliester, którego nienawidzę.
        Chcę wyjść, a tu z uśmiechem zaczepia mnie ekspedientka w wieku mojej córki.
        No więc mówię jej z takim samym fałszywym uśmiechem, że szukam koszuli w
        podobnym kolorze, ale ze 100% bawełny.
        A ona zamiast z równie durnym uśmiechem odpowiedzieć niestety nie mamy, wali mi
        kit, że z poliestrem są lepsze, bo się mniej gniotą.
        Ja jestem bardzo spokojny człowiek, ale jak się w takim przypadku nie wqu..ć ?!
        Czy ona myślała, że jak pierwszy raz w życiu kupuję koszulę !
        Nawet żona woli prasować, niż wchłaniać mój pot.
        Katastrofa!

    • vilaviollet Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 11:58
      Tez czasami mam taką ochote ale bardziej od ich nadgorliwości w byciu uprzejmym
      i chętnym do pomocy jest totalny brak wiedzy na temat towaru, który usiłuje mi
      wcissnąć...szanowne panie sprzedawczynie klienci nie sa idiotami:)))
      • garnierka Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 12:10
        A propos "zlewających ekspedientek" to nie tylko "polski obyczaj". Kupowałam nie
        dawno we Francji rzecz powiedzmy dość ekskluzywną - pomijam, że ekspedientka nie
        znała angielskiego i jak ją zapytałam o kartę gwarancyjną to zrobiła wieeelkie
        oczy i aż musiała iść po koleżankę z innego sklepu żeby ta robiła za tłumacza,
        ale po prostu zachowywała się tak jakby miała nas-klientów w głębokim poważaniu
        (aaa i jestem pewna, ze myslała, ze jestesmy z Rosji :P)

        Inaczej rzecz ma się w Niemczech... nie spotkałam się tam NIGDY z olewką ani z
        nadmiernym natręctwem, a oprócz tego mialam kiedys sytuacje, że zrobiła się
        straszna ulewa a ja musiałam już jechać, więc pani ze sklepu pożyczyła mi swój
        parasol, powiedziała gdzie mogę kupić swój za 2 euro gdzieś w okolicy i jeszcze
        herbatą częstowała - żyć nie umierać :P
    • butterflymk Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 12:20
      To prawda, ale często jest tak że ekspendientki maja mnie centralnie w dupie.
      Chodzę snuje się, szukam kontaktu wzrokowego, pocę się... a tu nic.
      • niezorientowany1 Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 12:38
        butterflymk napisała:
        ekspendientki maja mnie centralnie w dupie.
        > Chodzę snuje się, szukam kontaktu wzrokowego...
        ** Bo za nisko latasz, nie tej wysokości co trzeba :-))
        NN
        • butterflymk Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 12:49
          no to jeśli tak o jak je przelecę w locie
          to bedą mnie zauważać już 2 km przed ich sklepem :))
          • niezorientowany1 Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 12:51
            butterflymk napisała:
            no to jeśli tak o jak je przelecę w locie
            **To nie jest aby molestowanie czy jakieś inne gwałty ?
            :-))
            NN

            PS.
            A jak im się spodoba i zechcą replaya ?
            • butterflymk Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 12:52
              trudno, może je to nauczy..
              • niezorientowany1 Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 12:54
                butterflymk napisała:
                trudno, może je to nauczy..
                **Motyle są jednodniowe, to czego się w tym czasie nauczą, to tylko nabiorą
                apetytu :)
                I wyżyją się na innych, nieświadomych niczego klientach
                :-))
                NN
      • batafuko Re: Nadgorliwe ekspedientki 08.06.07, 01:14
        I nie mogę po tym tak niesamowitym wydarzeniu zjeść kolacji i zasnąć w spokoju?
    • agg.agnieszka Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 13:24
      Tez tego nie znosze. Jezeli pracodawcy tak zalezy na tym nadskakiwaniu
      klientowi to powinien wyslac sklepowe na jakis kurs psychologii i obslugi
      klienta, bo te robia to w strasznie nieudolny sposob. Czasami gdy nie mam czasu
      a sprzedawczyni recytuje pytanie ,,czy moge w czyms pomoc'' odpowiadam ,,tak''
      poczym widze zaskoczenie w jej oczach z domieszka paniki.
      Nie lubie tez nadgorliwosci kosmetyczek i fryzjerek. Nie mam potrzeby opowiadac
      nieznajomej szczegolow z zycia prywatnego...
    • grogreg Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 18:04
      Wykonuja swoja robote, to wszystko.
      Gdyby tego nie robily, pewnie ktosby napisal, byc moze Ty, ze draznia go te
      leniwe krowy co uwagi na klientow nie zwracaja.

      Nie jestem nadmiernie mily warazajc swoja opinie?
    • nadinka_nadinka Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 18:10
      taka maja prace. mnie to nie przeszkadza. nie lubie jak musze szukac
      ekspedientki, ktora, jak sie okazuje, "robi sobie pazurki", albo esemesuje w kacie.
    • klapoucha1 Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 21:38
      niestety.sama pracuję w sklepie z odzieżą młodzieżową.mimo,że jest nas 5 osób
      załogi i żadna nie lubi jakby ją 'molestować' na zakupach, to zdanie szefa jest
      inne.pracuję z ludźmi 7lat.wyczuwam intuicyjnie,kto potrzebuje pomocy,a kto
      chce kupować sam.nadgorliwość z pewnością odstrasza.jednak mój szef jest innego
      zdania i dostaję koszmarne reprymendy,jeśli nie molestuje klienta zamiast po
      prostu być w pobliżu na zawołanie.działanie moim sposobem wiązałoby się z
      przykrymi konsekwencjami.i myślę,że w innych sklepach polityka jest
      podobna,czasem nawet ostrzejsza.stąd takie wrażenia klientów,ale my naprawdę
      tak musimy.może warto pisać listy do firm i przekazywac opinie.wtedy mogłoby
      się coś zmienić.marzę o tym,żeby ktos przygadał mojemu szefowi,że woli sam
      wybierać i napastliwość nie zwiększy obrotu a wręcz przeciwnie.pozdrawiam.
    • fr-edza Re: Nadgorliwe ekspedientki 05.06.07, 21:41
      Jak kiedyś pracowałam w sklepie z elegancką odzieżą męską to też mi tak
      kazali...czułam się jak kretynka tak"molestując"klientów , ale skoro szef tak
      sobie zażyczył to nie miałam wyjścia.

      Ja tez tego nie lubię , częst odpowiadam "nie dziękuję"ale tak troche oschle i
      nie miło i mam taką z głowy.
    • figgin1 Re: Nadgorliwe ekspedientki 06.06.07, 07:49
      Nienawidzę tego!!! Czasami potrzebuję pomocy ale na boginię, umiem sama
      zapytać. Lubię sie skupić połazic pogapić i tak dalej a te baby są wkurzające
      • rasgeea Re: Nadgorliwe ekspedientki 06.06.07, 07:55
        a ja to w ogóle nie lubię łazić po sklepach, super i hipermarketach, od dwóch
        latach prawie wszystko kupuje on -line i nie mam tegio problemu. jesli juz
        muszę iść so sklepu i zdarza sie taka nadgorliwa pani, ktora pytam mnie 10 razy
        czy aby napewno nie moze mi pomóc, to mówie wtedy stanowczo, że sobie dobzre
        radze a jesli bede potrzebowala pomocy to ją zawołam.:))
        myślę, ze one muszą się tak zachowywać. Moj znajomy pracuje w firmowym sklepie
        i nawet stać w miejscu nie może, musi cały zcas łazić po sklepie nawet jak nie
        ma klientów.
    • melanana Re: Nadgorliwe ekspedientki 06.06.07, 10:01
      Otóż sama jestem taka ekspedientka. Szef wyraznie mnie uprzedzil, ze mam
      podchodzic do klienta i pytac czy nie potrzebuje pomocy. Wiem, ze jest to
      zenujace, bo ja sama osobiscie nie lubie gdy ktos co chwila podchodzi do mnie w
      sklepie i pyta czy w czyms pomoc. Ale takie sa realia.
      Zdarzaja sie dosyc smieszne sytuacje, gdy np. klientka cos oglada, a tu co
      chwila podchodzi inna ekspedientka z tym samym pytaniem.
      • julka7744 Re: Nadgorliwe ekspedientki 07.06.07, 13:19
        pracuje w duzyej sieci sklepów ze sprzetem agd i rtv. musimy podchodzic do
        klienta jak tylko wejdzie do sklepu i pytac sie w czym moge pomoc lub (to jest
        najbardziej rzenujace) o widze ze przyglada sie pan lodowce bardzo ladna
        prawda, a jaka pan potrzebuje.....jezeli klient odmowi to i tak musimy stac w
        poblizu i sledzic klienta. jest straszny nacisk na to i zdarza sie ze do
        jednego klienta podchodzi 5 sprzedawcow bo kierownik tak karze. mnie osobiscie
        by to starsznie denerwowalo i z tego co widze to klientow tez. w polsce jest
        chory system, kierownicy itp. mysla ze jak sie molestuje klienta to od razu cos
        kupi a to jest g**** prawda. czasami widze jak klienci maja nas dosyc bo jak
        sepy musimy lazic za nimi.
    • cala_w_kwiatkach Re: Nadgorliwe ekspedientki 07.06.07, 13:21
      ale dlaczego cie to denerwuje? odpowiadasz:'nie, dziekuje' albo 'rozgladne sie
      sama' albo cokolwiek i juz
      to ich praca, widocznie tak musza; z drugiej strony jak naprawde czasem
      potrzeba pomocy to trudno sie doprosic
    • sigrid.storrada Re: Nadgorliwe ekspedientki 07.06.07, 14:25
      Ja nie lubię sytuacji odwrotnej - wchodzę do sklepu, nikt mi nie odpowiada na
      dzień dobry, bo ekspedientki zajęte są rozmową.Natomiast w przymierzalni -
      bardzo lubię gdy ekspedienntka jest gdzieś w pobliżu, można ją poprosić o
      przyniesienie innego rozmiaru.

      Mam swoje ulubione sklepy gdzie pracują mili i kompetentni ludzie.
      Np. mój ulubiony sprzedawca dzinsów - spojrzał na mnie i już wiedział jaki
      rozmiar, pokazał które spodnie są w fasonie takim jaki mi się podoba - i jestem
      bardzo zadowolona.

      Niestety, w polskich sklepach jest dużo ludzi, którzy do pracy sprzedawcy się
      nie nadają - bo ta praca i klienci ich irytują.
      A ta praca wbrew pozorom nie jest łatwa i wymaga pewnych umiejętności.
      • news21 Re: Nadgorliwe ekspedientki 07.06.07, 16:03
        A ja lubię jak się mną ekspedientka interesuje. Wchodzę i mówię czego
        potrzebuję i ona od razu prowadzi mnie do właściwego wieszaka, nie muszę się
        przebijać przez rzędy ciuchów.
    • k23dublin Re: Nadgorliwe ekspedientki 07.06.07, 16:24
      Ja mialam natomiast odwrotnie. Poszlam raz z siostra na zakupy bo chcialam jej
      kupic spodnie, poprosilam pania o rozmiar na moja siostre, a ona z wielka laska
      podala spodnie, poprosilam ja o inne modele ale uslyszalam ze nie ma innych zla
      ze wogole pytam...no wiec jak Kuba Bogu tak BOg Kubie-mowi przyslowie.
      Poprosilam ja o wszystkie rodzaje jakie ma i nie wazne ze sa za dlugie bo mamy
      bardzo dobrego krawca ktory nam skroci, po czym wyszlysmy ze slepu nie kupujac nic.
    • siwa-sowa Re: Nadgorliwe ekspedientki 08.06.07, 00:00
      Zauważyłam, że ekspedientki różnie traktują klientów, zapewne oceniając na ile
      mają "poważne zamiary" co do zakupów. Nastolatek nie zaczepiają, dorosłej
      kobiecie dadzą pooglądać, potem podchodzą, ale jeśli przychodzi z mężem,
      oferują pomoc momentalnie (po pierwsze - jest sponsor, więc zakup prawie pewny,
      po drugie - będzie się niecierpliwił).
    • avital84 Re: Nadgorliwe ekspedientki 08.06.07, 00:04
      Robią to, ponieważ muszą. Większość sklepów zatrudnia ludzi, którzy udają
      klientów, a tak naprawdę sprawdzają jakość obsługi i wydają potem opinię i ocenę
      na temat poszczególnych pracowników.

      Zmęczonej dziewczynie pracującej w sklepie zazwyczah na pewno wcale nie jest do
      śmiechu i musi się wysilać aby być miłą i się uśmiechać, więc jednak
      proponowałabym nieco zrozumienia.
    • yagiennka Mam podobnie :) 08.06.07, 00:09
      Nie znosze gdy mnie ekspedientki w sklepie atakują! I niestety po entym ataku w
      sklepach potrafię być nieprzyjemna, odpowiadam "nie, dzięuję" ale takim tonem że
      sie zmywaja jak myszki pod miotłę. Nie robie tego specjalnie ale mnie nerwy
      ponosza ;) Dla mnie idealna sytuacja to ekspedientka czekająca grzecznie i
      obserwująca klienta, jak klient potrzebuje pomocy to po nim WIDAC. Jak nie
      potrzebuje to nie przeszkadzac. Ktoś ten personel powinien szkolić bo zwykle
      jest przegięcie albo w jedną albo drugą strone, albo cię olewają i gadają przez
      telefon albo ze sobą, albo łażą krok w krok i śledzą i nagabują.
    • anahella Re: Nadgorliwe ekspedientki 08.06.07, 05:07
      Ja grzecznie odpowiadam: "nie, dziekuje, tylko sie przygladam. Jesli bede
      potrzebowala pomocy to poprosze".
      • bradz Re: Nadgorliwe ekspedientki 11.06.07, 15:23
        BRAWO Anahella...!!! Zero problemów z poczuciem wlasnej wartości. Najbardziej
        normalny post, bo nie widać żebyś czuła się napadnięta, ani molestowana. Sprawa
        pomocy ekspedientek, miłej, niemiłej, gorliwej czy nie - to sprawa nie warta
        rozmyślań i oceny. Pozdrawiam kupujących i sprzedających ;)
    • anulex Re: Nadgorliwe ekspedientki 11.06.07, 15:12
      Odpowiadam w takich sytuacjach "Nie, dziękuję. Tylko oglądam." lub jeśli szukam
      jakiejś konkretnej rzeczy, proszę o pomoc. Nie widzę tu powodu do irytowania
      się.

      Za to denerwuje mnie, wspomniane w tym wątku, ocenianie klienta po wyglądzie.
      Propozycje pomocy zdarzają mi się rzadko, bo jestem młoda i ekspedientki
      oceniają zapewne, że niewiele da się ze mnie wydusić. Niejednokrotnie czuję się
      w sklepie niechciana, czasem nawet traktowana jak potencjalny złodziej. Ale
      jeśli akurat ubiorę się "doroślej" lub chodzę po sklepach z narzeczonym, nagle
      zewsząd zalewa mnie fala słodyczy. Uważam, że takie segregowanie klientów jest
      nie na miejscu.

      ---
      Tabula Rasa - forum dla ludzi kochających dyskusje.
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=45427
      • sabriel Re: Nadgorliwe ekspedientki 11.06.07, 15:36
        Sama pracowałam w sklepie więc wiem jak to wygląda.
        Nikt sam z siebie nie podchodzi do klienta i mu sie nie narzuca.
        Jest to wymuszone przez szefów i sprawdzane przez podstawione osoby czy
        pracownicy faktycznie to stosują.
        Niestety takie zachowania obsługi będą tak długo az szanowni szefowie sami
        zrozumią że to nie przyciąga,a zniechęca wręcz klientów.
        Jako klienka nie lubię jak się mnie zaczepia w sklepie. Lubię chodzić przez
        nikogo nie niepokojona.Jak już ktoś do mnie podchodzi i pyta czy pomóc to
        mówię "nie, dziekuję".Nie dąsam się,nie mam pretensji do sprzedawcówbo wiem że
        to nie ich wina.Oni muszą tak robić.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka