Dodaj do ulubionych

decyzja - wyprowadzka :)

11.06.07, 22:50
pisałam kiedyś na innym forum o moich problemach z sąsiadką, wredną łajzą.
odkąd się wprowadziła doprowadza mnie do rozstroju nerwowego. po dwóch latach
wzywania policji, pisania pism do administracji i szarpaniny z tą pokraką
(tak, bo inaczej jej określić się nie da) udało się - kupiłam mieszkanie po
drugiej stronie Wisły i wreszcie będę miała święty spokój, czekam tylko aż
skończę remont i uciekam stąd jak najdalej. zwłaszcza od tej kopniętej
debilki.
polecam każdemu, kto mnie rozumie, a kto walczył bezskutecznie z sąsiadami
potworami. ależ jestem szczęśliwa :)))
pozdrawiam!
Obserwuj wątek
    • grogreg Re: decyzja - wyprowadzka :) 11.06.07, 22:53
      Dobry ruch.
      Pwenie niektorzy napisza cos o kapitulacji (np ja), ale to nie ich zdrowie.
      • pendecha Re: decyzja - wyprowadzka :) 12.06.07, 00:00
        trzeba twyrwac te greogregowe chwasty
        • grogreg Re: decyzja - wyprowadzka :) 12.06.07, 00:28
          g r o g r e g o w e
          Sprobuj jeszcze raz, literka po literce.
    • cala_w_kwiatkach Re: decyzja - wyprowadzka :) 11.06.07, 22:55
      niedawno zalozylam tu watek o tym, ze oszaleje z moimi sasiadami
      ale wyprowadzka dopiero za rok
      • sieviete Re: decyzja - wyprowadzka :) 11.06.07, 22:57
        gratuluję!
        mimo wszystko mojej nikt i nic nie przebije, to co z nią przeszłam nadaje się
        tylko do jakiegoś reportażu (miałam już nawet pomysł, żeby zaprosić jakiegoś
        pismaka).
        • pendecha Re: decyzja - wyprowadzka :) 11.06.07, 23:59
          to co ona ci robila???
          • sieviete Re: decyzja - wyprowadzka :) 12.06.07, 01:08
            co mi robiła? oto skrót:
            - zaczęło się od remontu, trwał on ponad rok, babsztyl się wyniósł, a w jej
            mieszkaniu "pracowało" trzech żuli, którzy cały dzień chlali, a za pracę
            zabierali się koło pierwszej w nocy, remont był generalny, kucie, wiercenie,
            itd., na subtelne uwagi administracji reagowała rzucaniem słuchawki
            - jak łatwo się domyślić remont został totalnie spartaczony, fachowcy
            zapomnieli np. o wylewce pod parkiet dzięki czemu słyszę każdy dźwięk
            dobywający się z jej mieszkania, naruszyli mi konstrukcję sufitu, co
            stwierdziła specjalna komisja, od pół roku nie mogę się doczekać na zwrot
            kosztów naprawy (kiedy mój pracownik stuknął w sufit po prostu wszystko
            zleciało na dół)
            - odkąd zamieszkała zaczęły się balangi, np. od trzeciej w nocy, raz zdarzyło
            się też o piątej nad ranem, policja skierowała sprawę do sądu, co tę wariatkę
            nieco uspokoiło,
            - jest to samotna stara panna, więc drzwi do jej mieszkania praktycznie całą
            dobę się nie zamykały, a odgłosów musiałam wysłuchiwać, bleee...
            babsko gustuje w bydlakach spod ciemnej gwiazdy, którzy to kultury nie mają za
            grosz, latały pety za okno, rozbijanie butelek o podłogę i śpiewy na balkonie
            całą noc
            - kiedy wyczerpał się jej zasób kandydatów biedaczka popadła we frustrację, nie
            śpi po nocach, pije sama do lustra, potem urządza raban aż cały blok nie może
            spać (rzuca garami w kuchni, krzyczy, wyje, śpiewa, rozwala coś w mieszkaniu,
            itd.)
            - nigdzie nie pracuje, cały dzień upływa jej na oglądaniu telewizji na full,
            ale nie jeden program, tylko skacze z jednego na drugi, również całą dobę (mam
            teraz sesję, więc nie jest to za przyjemne)
            - w ramach pierwszej ugody dała telefon (!) by dzwonić do niej, jeśli będzie za
            głośno, oczywiście nigdy go nie odbiera
            - ma jakieś zaburzenia psychiczne, ostatnio naznosiła jakiś badyli, siedzi na
            balkonie i plecie je wokół prętów bredząc od rzeczy do siebie, naprawdę!
            - najgorsza jest ta niepewność, czy prześpię daną noc spokojnie, czy też obudzi
            mnie rozwalając coś w mieszkaniu, czy też nachlawszy się nie zacznie urządzać
            rabanu
            ech! dużo tego i trochę mętnie, ale naprawdę na dzień dzisiejszy żyję już tylko
            perspektywą wyprowadzki, choć pewnie jeszcze długo będę miała nerwowe reakcje
            jak usłyszę jakieś dźwięki od sąsiadów, moi nowi sąsiedzi są spokojni i
            niekłopotliwi, zrobiłam nawet wywiad u dzielnicowego, ale przyznał, że to
            spokojna okolica i nie zdarzały się takie wyskoki typu balanga w środku
            tygodnia o trzeciej w nocy.
            • cala_w_kwiatkach Re: decyzja - wyprowadzka :) 12.06.07, 01:13
              chyba ta baba przebila moich sasiadow
              • sieviete Re: decyzja - wyprowadzka :) 12.06.07, 01:18
                znalazłam twój post o sąsiadach, to naprawdę nic w porównaniu z tym co ja mam.
                ogólnie najgorszemu wrogowi tylko polecić tę świruskę.
                • cala_w_kwiatkach Re: decyzja - wyprowadzka :) 12.06.07, 01:36
                  moj facet mieszkal kiedys pod babka, ktora byla chora na schizofrenie; czasem
                  jak miala atak to nie dalo sie wytrzymac; spraw w sadzie przeciwko niej
                  niezliczona liczba a najgorsze to to, ze bywala strasznie agresywna wiec
                  stanowila zagrozenie dla otoczenia(np. porabala siekiera (!) drzwi i odrabala
                  klamki u sasiadow), prawie zabila swoja matke :/ ale jakos lekarze nie okreslil
                  ja jako niepoczytalna i nie chca zamknal w szpitalu - moim zdaniem nieslusznie
                  bo meczy sie zarowno otoczenie jak i ona sama - ciagle ma leki i dziwne wizje;
                  spiwa cale noce;) a co najgorsze ma przerazliwy skrzeczacy glos i od razu
                  slychac, ze jest chora psychicznie
            • pendecha Re: decyzja - wyprowadzka :) 12.06.07, 01:33
              no to swoje wycierpialas przez nia, moj sasiad przychodzi o 3 w nocy z piwem bo
              ma ochote se je wypic z moim M
              • cala_w_kwiatkach Re: decyzja - wyprowadzka :) 12.06.07, 01:37
                a co twoj M na to??? ja bym wypedzila oboje;)
                • pendecha Re: decyzja - wyprowadzka :) 12.06.07, 02:19
                  Bylam pewna ,ze go wyprosi wiec poszlam na gore czekam i czekam, w koncu sie
                  wkurzylam zeszlam na dol a on z nim gada w kuchni, oczywiscie piwo tez wypil.
                  Wiec powiedzialam idziesz spac czy nie ? Sasiad zwial a M do mnie - uff dobrze,
                  ze przyszlas myslalem ,ze nigdy nie pojdzie. Na moje pytanie dlaczego go
                  wpuscil powiedzial tak: wiesz myslalem, ze cos sie stalo dla kota bo otwieram
                  drzwi a on mowi a twoj kot... wiec go wpuscilem. Rece mi opadly.
    • eluch_a Re: decyzja - wyprowadzka :) 12.06.07, 00:25
      Ja też się wyprowadzam. Źle się czuję z moimi współlokatorami i zmieniam
      klimat ;) Będę mieszkać tam, gdzie w Poznaniu "mieszka szatan" ;)Chociaż nie w
      kamienicy, a w domu jednorodzinnym, będę miała całe poddasze dla siebie: tj.
      pokoik, pokoik z zakątkiem kuchennym i łazienkę ;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka