Dodaj do ulubionych

Ogromny dylemat życia mego....

20.06.07, 14:07
Pewnie znowu posypie się krytyka... ale mam to gdzieś, chce w końcu poznać
Wasze zdanie!
Za 10 dni mam wyprowadzić się do Sydney do faceta z którym jestem już prawie
7 lat, planujemy ślub, chociaż nie wiem, czy to ten jedyny. Wiele nas
dzieli... ale też wiele łączy.
W Polsce mam wspaniałą pracę, którą uwielbiam! Nie często zdarza się, że ktoś
każdego dnia z radością jedzie do pracy 70km, żeby pobyć ze swoimi ukochanymi
współpracownikami, to jest moja wymarzona praca, w której się spełniam, w
której jestem sobą, tu wszyscy akceptują mnie taka jaka jestem. Cały czas
namawiają mnie, żebym się jednak rozmyśliła. Jestem kierownikiem działu...
firma znana na całym świecie po prostu idealnie.
Jest też ktoś jeszcze. Ktoś, do kogo bardzo mnie "ciągnie" od kilku
miesięcy... ktoś, kto bardzo mnie kocha.... Pracujemy w tej samej firmie, ale
nie w tym samym miescie. Dzisiaj zadzwonił do mojego szefa i powiedział, że
kocha mnie ponad życie, i żeby mój szef zrobił wszystko, żeby mnie zatrzymać.
.... Szef wziął mnie na rozmowę i powiedział, że powinnam zostać, że
popełniam błąd, że będę kierownikiem dwóch działów, że porozmawiamy o
podwyżce. Warunki pracy i tak mam już bardzo dobre....
Problem w tym, że nie potrafię rozstać się z kimś po 7miu latach, kiedy w
szufladzie już bilet do Sydney w jedną stronę, we wtorek przyjeżdża firma od
przeprowadzek....
A ja mam dylemat, siedzę i płaczę. W pracy robią wszystko, żebym została, a
mój Men mówi, że wolałby zderzyć się z autobusem niż gdybym miała nie
przyjechać....
Mam dylemat życia...
Mieszkać w Sydney sama z facetem, którego kocham, ale to chyba nie jest "to",
czy rzucić wszystko w cholere i zostać wśród ludzi, którzy mnie uwielbiają i
są dla mnie jak rodzina???
Obserwuj wątek
    • cala_w_kwiatkach Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:10
      zostan, z Twojego postu czuc ze chcesz zostac
    • princessa29 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:11
      ja jak bym kochała tak jak piszesz , pojechała bym , napewno, tym bardziej, że
      lubie nowe wyzwania, ale wybór należy do Ciebie :)
    • funny_game Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:11
      Chyba wcale nie masz dylematu, bo przeciwstawiasz sobie słowa (po jednej
      stronie) "sama" "to nie jest to" słowom (po drugiej stronie) "uwielbiają", "jak
      rodzina". Czyli wybrałaś, tylko chcesz oklasków?
    • butterflymk Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:11
      No wiesz... rozumiem Twój dylemat...
      ale ja tylko mogę powiedzieć że na Twoim miejscu bym pojechała.
      To zrozumiałe że ciężko na sercu, rozpacz przed takim rozdzieleniem od rodziny
      i przyjaciół...
      ale zobaczysz.. nie będziesz załować :D
      Poza tym to nie jest też koniec świata...
      możesz się spotykać z ludźmi których tu zosatwisz...
      • anisia25 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:20
        Do firmy zawsze moge wrócić, będę miała urlop bezpłatny, więc drzwi są zawsze
        otwarte. Ten "drugi" mówi, że tak kocha, że przeczeka te dwa lata (na tyle
        miałabym lecieć). Problem w tym, że prawdopodobnie moje stanowisko zostanie już
        obsadzone i śmiejemy się tutaj, że jak wrócę to zostanę brygadzistką na linii
        produkcyjnej albo kucharką w kantynie ;)
        Ten pierwszy związek jest trochę "toksyczny". Facet kocha mnie z całej siły, ja
        go również kocham, ale czuję się przez niego tłamszona....
        • 83kimi Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:21
          W toksycznym związku chcesz żyć???
          Zadaj sobie pytanie - czy go kochasz?
        • butterflymk Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:22
          jadąc tam poznasz zupełnie nowych ludzi...
          nowe środowisko, otoczenie, zobzaczysz kawałek świata
          coś będzie sie działo...
          spróbuj, njwyżej wrócisz...
    • iberia.pl Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:16
      anisia25 napisała:

      > Pewnie znowu posypie się krytyka... ale mam to gdzieś, chce w końcu poznać
      > Wasze zdanie!

      po co?po to zeby na jej podstawie podjac decyzje swojego zycia ?

      > W Polsce mam wspaniałą pracę, którą uwielbiam! Nie często zdarza się, że ktoś
      > każdego dnia z radością jedzie do pracy 70km, żeby pobyć ze swoimi ukochanymi
      > współpracownikami,

      moze nie czesto ale nie jestes jedyna-uwierz...

      > Jest też ktoś jeszcze. Ktoś, do kogo bardzo mnie "ciągnie" od kilku
      > miesięcy... ktoś, kto bardzo mnie kocha.... Pracujemy w tej samej firmie, ale
      > nie w tym samym miescie. Dzisiaj zadzwonił do mojego szefa i powiedział, że
      > kocha mnie ponad życie, i żeby mój szef zrobił wszystko, żeby mnie zatrzymać.
      > .... Szef wziął mnie na rozmowę i powiedział, że powinnam zostać, że
      > popełniam błąd, że będę kierownikiem dwóch działów, że porozmawiamy o
      > podwyżce. Warunki pracy i tak mam już bardzo dobre....


      :-DDDDDDDDDDDDDDD i to ma byc powazna firma? Smiem twierdzic, ze to kolejna
      prowokacja...nieudolna zreszta.

      > A ja mam dylemat, siedzę i płaczę. W pracy robią wszystko, żebym została, a
      > mój Men mówi, że wolałby zderzyć się z autobusem niż gdybym miała nie
      > przyjechać....
      > Mam dylemat życia...

      hmm dziwne, bo myslalam, ze masz kolejny dylemat z cyklu:kupic torebke C.Chanel
      czy Ferre ?

      > Mieszkać w Sydney sama z facetem, którego kocham, ale to chyba nie jest "to",
      > czy rzucić wszystko w cholere i zostać wśród ludzi, którzy mnie uwielbiają i
      > są dla mnie jak rodzina???


      nikt za ciebie decyzji nie podejmie, jestes dorosla wiec....sie wykaz.
      • 83kimi Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:18
        Jeżeli naprawdę go kochasz - wyjeżdżaj. Jeżeli nie - zostań.
        • katrinax Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:20
          sama napisalas ze "to nie jest to" to wolisz jechac do niego i byc z nim z
          przyzwyczajenia bo tak to sobie tlumacze,skoro to nie jest To !!!
      • anisia25 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:27
        iberia.pl napisała:

        >
        > moze nie czesto ale nie jestes jedyna-uwierz...

        A gdzie napisałam, że jestem sama i tylko ja tak mam???
        >
        > > Jest też ktoś jeszcze. Ktoś, do kogo bardzo mnie "ciągnie" od kilku
        > > miesięcy... ktoś, kto bardzo mnie kocha.... Pracujemy w tej samej firmie,
        > ale
        > > nie w tym samym miescie. Dzisiaj zadzwonił do mojego szefa i powiedział,
        > że
        > > kocha mnie ponad życie, i żeby mój szef zrobił wszystko, żeby mnie zatrzy
        > mać.
        > > .... Szef wziął mnie na rozmowę i powiedział, że powinnam zostać, że
        > > popełniam błąd, że będę kierownikiem dwóch działów, że porozmawiamy o
        > > podwyżce. Warunki pracy i tak mam już bardzo dobre....
        >
        >
        > :-DDDDDDDDDDDDDDD i to ma byc powazna firma? Smiem twierdzic, ze to kolejna
        > prowokacja...nieudolna zreszta.

        A jednak. Dzisiaj drugi dzień jest u nas nowa pracownica. I na zebraniu szef
        powiedział jej, że musi się do nas przyzwyczaić, bo my normalni nie jesteśmy.
        Są takie firmy, gdzie szef piecze dla swoich pracowników pizze (np. wczoraj),
        ciasteczka lub inne smakołyki (przynajmniej raz w tygodniu), robimy sobie
        wspólne śniadania (co tydzień inny dział organizuje), gdzie szef zna nasze
        życie prywatne i wspiera nas zawsze i wszędzie. Można porozmawiać z nim
        dosłownie o WSZYSTKIM.
        Poważna firma to nie tylko wymaganie od pracowników i stres, ale wymaganie od
        nich i tym samym dawanie z siebie bardzo wiele.
        Między innymi dlatego też szkoda mi tej pracy, bo tak jak u mnie na pewno nie
        jest w każdej firmie....

        > hmm dziwne, bo myslalam, ze masz kolejny dylemat z cyklu:kupic torebke
        C.Chanel
        >
        > czy Ferre ?

        Tu dylematu nie ma. Wybrałabym Chanel.
        • iberia.pl Re: Ogromny dylemat życia mego....:-DDDD 20.06.07, 19:15
          anisia25 napisała:


          > A gdzie napisałam, że jestem sama i tylko ja tak mam???

          naucz sie czytac ze zrozumieniem...

          >> robimy sobie
          > wspólne śniadania (co tydzień inny dział organizuje), gdzie szef zna nasze
          > życie prywatne i wspiera nas zawsze i wszędzie. Można porozmawiać z nim
          > dosłownie o WSZYSTKIM.


          naprawde?, patrz u mnie tez tak jest i co z tego ?

          > Poważna firma to nie tylko wymaganie od pracowników i stres, ale wymaganie od
          > nich i tym samym dawanie z siebie bardzo wiele.

          znow nic nie zrozumialas.....szkoda ci cokolwiek tlumaczyc, jedz do tej
          Australii to bedzie swiety spokoj.
    • mloda.kobietka23 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:22
      Wydaje mi sie ze sama znasz odpowiedz na to pytanie...chyba nie to...jak
      pisalas, no wiec jak to nie jest to to nie jedz, a moze pojedz, wez sobie urlop
      i pojedz tak na miesiac, spradz co i jak, a jak nie wyjdzie to zawsze masz do
      czego wracac..
    • maretina Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:26
      gdybym kochala to na pewno bym pojechala. sadze, ze w sydney bedzie lepsze
      zycie niz polsce. nawet jak dostaniesz 10 podwyzek.
      • kontik_71 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:42
        Tylko w tym Sydney trzeba miec jeszcze prace... i nie mam na mysli zmywanie
        naczyn
        • maretina Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:47
          kontik_71 napisał:

          > Tylko w tym Sydney trzeba miec jeszcze prace... i nie mam na mysli zmywanie
          > naczyn
          z tego co czytam dziewczyna jest wyksztalcona, pracuje w dobrej firmie, zatem
          ma doswiadczenie. spoko! znajdzie prace i nie o myciu garow mysle!
          • kontik_71 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:48
            Praca nigdzie nie lezy na ulicy... A Australia ma obecnie problemy z bezrobociem
            • anisia25 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:52
              Obecnie w Australii jest najniższe bezrobocie od kilku lat kontik. Dlatego
              wydają tak łatwo pozwolenie na pracę!
              • kontik_71 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:54
                Jestes bardziej w temacie niz ja... to co napisalem bylo na podstawie
                publikacji, ktra mi sie ostatnio przypalentala a przeczytelem ja tylko dlatego,
                ze wujek mojej zony zyje pod Sydney.
        • anisia25 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:47
          kontik_71 napisał:

          > Tylko w tym Sydney trzeba miec jeszcze prace... i nie mam na mysli zmywanie
          > naczyn

          Pracę na pewno będę miała, bo jest dużo pracy i dostałam już kilka propozycji,
          praca biurowa w tym co robię (mogę pracować legalnie). Na pewno na początku nie
          będę kierownikiem, bo oni twierdzą, że jestem jeszcze trochę za młoda (mam 25
          lat), ale to akurat mi nie przeszkadza. Ale pracować muszę, żeby mieć własną
          kasiorkę. Inaczej nie potrafię.
    • kontik_71 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:38
      A co bedziesz robila w Sydney poza "byciem z facetem" ? Z tego co widze, to nie
      jestes typem kury domowej, ktora pragnie tylko prowadzic dom.. Miosc lubi
      szybko wyparowac i tam niewiele wiecej Ci zostanie... Moim zdaniem bedziesz
      kiedys tej decyzji zalowala...Pamietaj tez, ze duzo latwiej jest wyjechac niz
      wrocic...
      • maretina Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:47
        moze isc do pracy! kontik, litosci!
        • kontik_71 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:52
          To co pisze wynika z obserwacji Polek, ktore tutaj poznaje i ktore przyjezdzaja
          do swoich wielkich milosci... jakies 60% siedzi i ryczy po roku... A SZwajcaria
          jest duuuzo blizej niz Australia i w najgorszym przypadku wsiadasz w autobus i
          wracasz...
          • snowbabe Re: Ogromny dylemat życia mego.... 26.06.07, 22:23
            A gdzie Ty w tej Szwajcarii takie obserwacje poczyniłeś? Na podgenewskiej wsi
            może? ;)
    • jszhc Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:54
      wybierz sercem...i dodaj do tego odrobine rozsadku;)
      • kontik_71 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 14:56
        A moze wlasnie najpierw rozsadek a potem serce?
        • anisia25 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 15:01
          Jeżeli miałabym wybrać rozsądkiem to wybrałabym Australię bo po dwóch latach
          stać już byłoby mnie na wymarzony domek na przedmieściach. Ale to taka zimna
          kalkulacja.... Chociaż trochę w tym serca bo jednak kocham tego mojego faceta...
          Serce wybrałoby chyba pozostanie na starych śmieciach i brak domku lub
          odroczony termin...
        • jszhc Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 15:06
          ale w tej sytaucji rozsadek to zlozona obietnica i staz.....ale srece to praca,
          rodzinny kraj i czlowiek, ktory moze tez byc kiedys jej mezem....wiec lepiej
          wpeirw serce i troche rozsadku, ktory tutaj oznacza; "czy warto marnowac zycie
          dla mezczyzny tylko dlatego, ze jestem z nim juz 7 lat".
          • kontik_71 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 15:12
            To zalezy od definicji co jest sercem a co rozsadkiem. Ja bym autorce odradzal
            wyjazd. Moze dlatego, ze sam mieszkam za granica i wiem jak ciezko jest, ile
            smutku i tesknoty laczy sie z emigracja.
    • e1982 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 15:16
      chyba sama sobie już odpowiedziałaś..:)
    • kadfael Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 15:50
      Dzisiaj zadzwonił do mojego szefa i powiedział, że
      kocha mnie ponad życie, i żeby mój szef zrobił wszystko, żeby mnie zatrzymać.
      .... Szef wziął mnie na rozmowę i powiedział, że powinnam zostać, że
      popełniam błąd

      No o takim dziwie jak szef-swat to jeszcze nie słyszałam.....
    • e_penso_a_te Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 16:38
      Widać, że chcesz zostać... Kieruj się sercem! Jeśli jesteś zadowolona z tego co
      masz, to nie dziwię się, że boisz się zmienić to na coś, co nie jest pewne.
      Powodzenia :-) Trzymam kciuki i jestem pewna, że podejmiesz słuszną decyzję :-
      )))
    • pendecha Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 18:36
      nie wyjezdzaj ja wyjechalam i zaluje
    • frutka1 Podobna sytuacja 20.06.07, 19:04
      Cholernie trudny wybór, ale życie właśnie się składa z trudnych wyborów i
      zazwyczaj uklada to wszystko tak ze jest coś za coś. Ja miałam podobną sytuacje
      ale troche łatwiejszą. W skrócie firma i praca bardzo podobna tez ja na
      kierowniczym stanowisku i też rewelacyjny szef - wiec jak widać jest to
      możliwe. Przyjaciele...rodzina, moja ukochana mama,przyjaciółka i oczywiście
      debaty za i przeciw. Chodziło o faceta wyprowadzić się czy nie ( różnica jest
      taka że to ponad 500 km i nie miałam akurat nikogo płci męskiej kto by mnie
      kochał..aaa no i jeszcze jedno facet po rozwodzie z byłą zoną w pobliżu i 3
      dzieci - tu może trudniej)Wyjechałam....na początku stres stres i jeszcze raz
      stres zero znajomych wszystko nowe on całe dnie w pracy, jego była, dzieci -
      problem z jakimkolwiek dogadaniem sie.......myślałam że nie dam rady....ale z
      perspektywy 2 lat stwierdzam że teraz jest idealnie i dużo by jeszcze można
      mowić na ten temat.
      Z Twojego postu wynika że coś Ci mowi "nie jedź" że tak naprawde duzo
      tracisz..ale nie wiesz jeszcze co zyskasz moze o wiele więcej??? Na tym polega
      właśnie to ryzyko.
      Wspomniałaś o tym że nie wiesz czy to "to" z Twoim facetem. Ciekawi mnie czy
      mieszkaliście kiedyś razem czy to jest znajomość tylko na odleglość z
      romantycznymi spotkaniami raz na jakiś czas? Bo wiesz to robi dużą różnicę.
      Dobrze wiesz ze to jest tylko ale to tylko Twój wybór. Mam nadzieje ze dokonasz
      go słusznego. powodzenia
    • thelma3 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 19:21
      Moim zdaniem - jedź. Obecnej firmy nie masz co żałować, jasne, że szef chce,
      żebyś została, przecież swoim wyjazdem narobisz mu problemów i bólów głowy!
      Młoda jesteś i tylko tym mogę sobie wytłumaczyć Twoje naiwne przekonanie, że
      Twój szef chce dla Ciebie jak najlepiej, niby taki dobry ojciec, co? Nie daj się
      na to nabrać. Wyjeżdżając możesz wiele zyskać, siedząc tu na miejscu nie
      zmienisz nic.
    • bswm Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 19:39
      Mialam identyczny dylemat jakies 3 lata temu, tyle, ze ja bylam w zwiazku 12
      lat, tez super praca, kierownicze stanowisko - super ludzie, mielismy leciec do
      Stanow... tam bym pewnie siedziala w domu... i tez byl ktos tu na miejscu...
      wybralam Polske, dobra prace, nowa milosc - nie zaluje ani przez chwile. Jestem
      bardzo szczesliwa. Tez czulam sie tlamszona w poprzednim zwiazku... normalnie
      przez chwile jakbym czytala o sobie. Zycze Ci szczescia!
      • robin2510 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 19:48
        Moim zdaniem jeśli masz chwilę wahania tzn że jednak nie do końca kochasz
        tamtego faceta, może lepiej zostać tu na miejscu , wiesz co masz ale nie wiesz
        co mozesz zyskać-jak juz ktoś wyzej napisał. Nie widujesz sie na codzień z
        ukochanym, miłosć na odległosc to niezbyt dobry układ. Związek potrzebuje
        bycia ze sobą na codzień, dzielenia się smutkami i radosciami oraz niekiedy
        szaroscią dnia codziennego. Czy wiesz mniej wiecej jak to będzie na codzień
        przebywać z tamtym chłopakiem??? Wg mnie jeśli potrafisz sobie wyobrazić swoją
        przyszłosc i masz jakieś konkretne plany co do pracy w Australii to jedź ,
        jeśli sie choć trochę wahasz to nie jedź....
        • anisia25 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 20:28
          W ciagu 7 lat zwiazku z moim menem mieszkaliśmy ze sobą około 4 lata, on ze
          względu na swoją pracę jeździł po świecie, ale porzynajmniej raz w miesiącu ja
          latałam do niego, albo on do mnie. Codziennie kilka razy rozmawiamy przez
          telefon, skypa, piszemy maile. Mimo odleglosci jestesmy bardzo blisko siebie.
          Jestem od niego psychicznie uzalezniona, wydaje mi sie, ze nie bede potrafila
          bez niego życ, normalnie funkcjonowac.... Musze z nim rozmwaiac CODZIENNIE. To
          jak narkotyk. I tym bardziej jest to trudne. Takie psychiczne uzależnienie jest
          chyba najgorsze.... I mimo tego, ze czasmi mnie nieziemsko w***ia to jednak
          trzeba byc ze soba na dobre i na zle...
    • vivian.darkbloom widzę, że nie jesteś pewna uczucia 20.06.07, 20:13
      Z Twojego postu widać, że nie jesteś na 100% pewna czy to miłość Twojego życia,
      a pracę uwielbiasz -wiec chyba nie warto ryzykować. Czemu to Ty masz się
      przenieść do Australii a nie on do Polski?
    • pendecha Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 20:21
      A moim zdaniem twoj problem polega na tym czy za 2 lata po powrocie ( ktory
      juz zaplanowalas z gory) bedziesz miala powrot na swoja posadke . Chyba nie
      myslisz o tym facecie i przyszlosci z nim raczej o pieniadzach. Pojechac tam na
      2 lata zarobic na domek pod miastem i wrocic na mila posadke w Polsce. To bys
      chciala. Wiec realizuj swoj plan ale nie mieszaj w to faceta do ktorego chyba
      nic nie czujesz .
      • anisia25 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 20:33
        pendecha napisała:

        > A moim zdaniem twoj problem polega na tym czy za 2 lata po powrocie ( ktory
        > juz zaplanowalas z gory) bedziesz miala powrot na swoja posadke . Chyba nie
        > myslisz o tym facecie i przyszlosci z nim raczej o pieniadzach. Pojechac tam
        na
        >
        > 2 lata zarobic na domek pod miastem i wrocic na mila posadke w Polsce. To bys
        > chciala. Wiec realizuj swoj plan ale nie mieszaj w to faceta do ktorego chyba
        > nic nie czujesz .

        Nie chodzi o to, bo prace zawsze znajde. I nie chodzi tu o kasiore tylko o
        atmosfere w pracy i czy będę ją lubiała. Zakładam, że jeśli wrócę to z
        pewnością na inne stanowisko, ale jakoś mnie to nie przeraża, bo w mojej pracy
        najważniejsi są ludzie i zgrany zespół jaki tworzymy. Jak wroce to szef na
        pewno znajdzie cos dla mnie. Powiedział, że miejsce będzie dla mnie zawsze.


        • pendecha Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 21:02
          wiec nic nie ryzykujesz, tylko nie wychadz za maz za tego faceta, popracujesz
          tam ,odlozysz pieniadze a jak z nim sie nie ulozy to wrocisz , przeciez to
          tylko 2 lata
    • julia0001 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 20.06.07, 20:59
      milosc wymaga poswiecen...wyzbycie sie egoizmu myslenia tylko o sobie ,
      zrobienia cos dla drugiego czlowieka...zalezy co dla Ciebie jest wazniejsze
      praca czy milosc, jaka masz hierarchie wartosci...to wymaga odwagi, pozostajac
      w polsce wybierasz wygode, przewidywalnosc pewnosc...a tam szal uczuc,
      rozwijanie sie poznawanie swiata...dla mnie to prawdziwe zycie
    • anisia25 Zdecydowałam! 26.06.07, 11:43
      Firma przeprowadzkowa odwołana....
      Lece na 5-6 tygodni. Zobaczę, czy dostanę pracę, czy mi się tam spodoba.
      Jak nie - wracam do swojej ukochanej pracy!
      • butterflymk było tak od razu a nie dylematy.....:D 26.06.07, 12:00
        powodzenia, jestem pewna że ci się spodoba.
      • iberia.pl Re: Zdecydowałam! 26.06.07, 18:46
        ale niefart.....
    • bahmat Re: Ogromny dylemat życia mego.... 26.06.07, 13:08
      Australia to nie problem w końcu leci się tam klilkadziesi godzin najgorsze
      jest to, że to nie jest to, nie jest jeszcze to, dlatego zostańw pOLSCE, BO
      ZNAM aUSTRALIĘ, CHŁOP ĆIĘ WYKORZYSTA I DA KOPA, ZOSTANIESZ SAMA I STRASZNA
      ROZPACZ a do Polski już nie będzxiesz miała po co wracać, i będziesz strasznie
      cierpić. życzę rozsądnego wyboru Łukasz
      • anisia25 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 27.06.07, 15:12
        Z chłopem jestem 7 lat prawie. I wiem, że nie zachowałby się po chamsku.
        Tym bardziej, że wrócę jeżeli nie dostanę pracy za przynajmniej 70k/rocznie,
        więc będzie mnie stać na wynajęcie czegoś.
        W Polsce mam rodzinę i przyjaciół i wierz mi - będę miała do czego wrócić.
        Z resztą brzydka podobno nie jestem więc znależć nowego faceta nie byłoby
        problemu ;D
    • becikowe5 pytanie 26.06.07, 17:24
      Czy mogłabyś napisać jak uzasadniłaś prośbę o tak długi urlop bezpłatny? Pisałaś
      szczegółowo, że z powodów osobistych czy nic takiego nie ujmowałaś?
      • anisia25 Re: pytanie 27.06.07, 15:10
        becikowe5 napisał:

        > Czy mogłabyś napisać jak uzasadniłaś prośbę o tak długi urlop bezpłatny?
        Pisała
        > ś
        > szczegółowo, że z powodów osobistych czy nic takiego nie ujmowałaś?

        To proste: powiedziałam szefowi, że muszę się zwolnić, a on ta to, że zawsze
        mogę wrócić jeżeli będę chciała i że da mi rok urlopu bezpłatnego.
    • evelka30 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 26.06.07, 19:21
      po pierwsze to zazdroszcze Ci pracy-ja jak ide do pracy to brzuch mnie boli bo
      jest taka sympatyczna atmosferka a to wszystko za 1000 zl brutto...
      po drugie siedem lat to nie w kij dmuchal a poczatki zawsze sa piekne
      3. czy Twoj men jest wolny?
      • anisia25 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 27.06.07, 15:14
        evelka30 napisała:

        > po pierwsze to zazdroszcze Ci pracy-ja jak ide do pracy to brzuch mnie boli bo
        > jest taka sympatyczna atmosferka a to wszystko za 1000 zl brutto...
        > po drugie siedem lat to nie w kij dmuchal a poczatki zawsze sa piekne
        > 3. czy Twoj men jest wolny?

        Dziękuję. Przez pracę tak ciężko mi wyjechać, bo na prawdę jest świetnie!
        Mój men nie jest wolny bo jest ze mna co nie?
    • simona1974 Re: Ogromny dylemat życia mego.... 26.06.07, 20:14
      ja bym została. Tu zawsze bedziesz u siebie - przyjaciele, praca, dom ,rodzina.
      Nie. Ja bym nie wyjezdzała.:O)
      Zabrzmi dziwnie i sentymentalnie. Byłam przez 2,5 roku w Hiszpanii - wiesz
      czego mi oprócz przyjaciół i rodziny nsjbardziej brakowało - smaku naszego
      zwykłago chleba. Jak wróciłam podjęłam decyzję ze nigdy więcej.
      • miszpat łolaboga 27.06.07, 15:25
        długi ten wątek więc jeśli było wybacz,
        może niech on przyjedzie na.. rok(?), nie wiem może zna to uczucie obcy w obcym
        kraju jeśli jednak nie...
        A na marginesie tekst o wpadaniu pod autobus to trochę taki śmieszny-niepoważny.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka