anisia25
20.06.07, 14:07
Pewnie znowu posypie się krytyka... ale mam to gdzieś, chce w końcu poznać
Wasze zdanie!
Za 10 dni mam wyprowadzić się do Sydney do faceta z którym jestem już prawie
7 lat, planujemy ślub, chociaż nie wiem, czy to ten jedyny. Wiele nas
dzieli... ale też wiele łączy.
W Polsce mam wspaniałą pracę, którą uwielbiam! Nie często zdarza się, że ktoś
każdego dnia z radością jedzie do pracy 70km, żeby pobyć ze swoimi ukochanymi
współpracownikami, to jest moja wymarzona praca, w której się spełniam, w
której jestem sobą, tu wszyscy akceptują mnie taka jaka jestem. Cały czas
namawiają mnie, żebym się jednak rozmyśliła. Jestem kierownikiem działu...
firma znana na całym świecie po prostu idealnie.
Jest też ktoś jeszcze. Ktoś, do kogo bardzo mnie "ciągnie" od kilku
miesięcy... ktoś, kto bardzo mnie kocha.... Pracujemy w tej samej firmie, ale
nie w tym samym miescie. Dzisiaj zadzwonił do mojego szefa i powiedział, że
kocha mnie ponad życie, i żeby mój szef zrobił wszystko, żeby mnie zatrzymać.
.... Szef wziął mnie na rozmowę i powiedział, że powinnam zostać, że
popełniam błąd, że będę kierownikiem dwóch działów, że porozmawiamy o
podwyżce. Warunki pracy i tak mam już bardzo dobre....
Problem w tym, że nie potrafię rozstać się z kimś po 7miu latach, kiedy w
szufladzie już bilet do Sydney w jedną stronę, we wtorek przyjeżdża firma od
przeprowadzek....
A ja mam dylemat, siedzę i płaczę. W pracy robią wszystko, żebym została, a
mój Men mówi, że wolałby zderzyć się z autobusem niż gdybym miała nie
przyjechać....
Mam dylemat życia...
Mieszkać w Sydney sama z facetem, którego kocham, ale to chyba nie jest "to",
czy rzucić wszystko w cholere i zostać wśród ludzi, którzy mnie uwielbiają i
są dla mnie jak rodzina???