Dodaj do ulubionych

Po pierwszych motylach. Znów.

20.06.07, 23:25
Nie mam wprawy pisaniu typy urzekła mnie twoja historia, ale spróbuję.

Wchodzę w piąty (poważny?) związek. Z każdą kobietą byłem 2-6 lat. Mam 35 i
zastanawiam się nad sobą. Za każdym razem po pierwszych motylach budowałem
fajne związki z fajnymi kobietami. W pewnym momencie pojawiała się inna i –
poszło. Znowu się zakochuję, znowu jestem cudowny tylko dla tej jednej jedynej
do końca życia, super szczęście. Na jak długo?
Dzięki moim związkom (nigdy nie byłem sam od 17 roku życia) umiem się
zachować, dbać o kobietę, dbać o dom, interesuję się wieloma rzeczami.
Jestem w miarę normalnym facetem, nie mam szału na punkcie swojego ja (wygląd
przeciętny, ale zadbany i wysportowany, zarobki ok ;)
Dlaczego trafia mnie kolejna kobieta, skoro już poprzednie miały być na całe
życie?
Co jest nie tak?
Obserwuj wątek
    • malerude Re: Po pierwszych motylach. Znów. 20.06.07, 23:32
      babiarz jestes i tyle:PP
      • rafaeli_to Re: Po pierwszych motylach. Znów. 20.06.07, 23:35
        Kiedy jestem w związku to jestem "mężuś i tatuś", a nie babiarz :P
        Taki co kwiatki kupi, i gwóźdź przybije. I do Paryża na weekend niespodziewanie
        zabierze też ;)
        Chciałbym chyba się "ustatkować" (głupie słowo). Każda - bez wyjątku - z moich
        kobiet nadawała się na partnerkę na całe życie.
        Nie wiem, dlaczego to kończy się tak szybko.
        • avital84 Re: Po pierwszych motylach. Znów. 20.06.07, 23:37
          Ale z czyjej strony to wygasa? Z ich czy z Twojej?
          • akkknes Re: Po pierwszych motylach. Znów. 20.06.07, 23:38
            nie no z jego, bo mowi ze po dwoch latach go trafia.
            ty, a moze ty powinienes pobyc troche sam, bo nie zdajesz sobie sprawy, ze zeby
            byc z kims naprawde, to trzeba oprocz motylkow przejsc i przez problemy i
            monotonie i szara codziennosc??
            • rafaeli_to Re: Po pierwszych motylach. Znów. 20.06.07, 23:40
              Przechodziłem przez szarą codzienność i poważne problemy też (poważna choroba,
              bezrobocie) zawsze pomocny, optymistyczny, czuły i oddany. Nie mam sobie nic do
              zarzucenia w trakcie trwania związku, ale potem...
              źle mi z tym, boję się że jestem skazany na to, nie chcę tak.
          • rafaeli_to Re: Po pierwszych motylach. Znów. 20.06.07, 23:39
            Zawsze tylko z mojej. Przynajmniej tyle mi wiadomo, ja kończę związek, kobiety
            są nieszczęśliwe, złe na mnie. Nie chcę ich krzywdzić, ale już jestem w kolejnym
            napadzie zakochania i wyrzuty sumienia są mniejsze...
            • simply_z Re: Po pierwszych motylach. Znów. 20.06.07, 23:42
              a sprobuj pobyc samemu tak przez jakis czas ,nie dzien ,dwa tylko dłuzej.Moze
              te kobiety ci sie juz przejadły zwyczajnie:P
              • rafaeli_to Re: Po pierwszych motylach. Znów. 20.06.07, 23:50
                Kiedyś byłem sam, w czasie studiów moja dziewczyna pojechała na stypendium na
                semestr. Bez problemu wytrwałem. Mam przyjaciół (niewielu wprawdzie), ale
                umiałem zorganizować sobie czas bez niej i innych dziewczyn. Po jej powrocie
                byliśmy razem już tylko jakieś 3 miesiące, bo poznałem w pracy inną.
                • akkknes Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 00:19
                  >Dzięki moim związkom (nigdy nie byłem sam od 17 roku życia) umiem się

                  a co to???
            • malerude Re: Po pierwszych motylach. Znów. 20.06.07, 23:43
              no babiarz jak nic;]tak juz masz, nic na to sie nie da poradzic...
              • rafaeli_to Re: Po pierwszych motylach. Znów. 20.06.07, 23:45
                Nie załamuj mnie...
                Może jest na to jakieś lekarstwo, jakaś terapia?
                Właśnie poznałem fantastyczna kobietę, jesteśmy w sobie zakochani. Ona jest
                bardzo wrażliwa, mega wrażliwa, co też właśnie sprawia, że się zastanawiam nad
                sobą i swoimi wyborami. Nie chcę jej ranić.
            • ileana79 hm 21.06.07, 07:46
              gdybys kochal, to mimo "pokus" - bo na pierwszym etapie poznania kogos kto Cie
              interesuje a jestes w zwiazku - to sa tylko pokusy, nie rozwijalbys tamtej
              znajomosci i przetrwalbys "probe" dla swojego zwiazku.
              Ty nie kochasz, nie kochales zadnej ze swoich "fajnych" partnerek. Ty po prostu
              zakladales, ze one moga byc na cale zycie, bo sie nadaja i sa fajne i jest
              fajnie. To nie ma byc fajnie. Fajnie moze byc, i nawet lep[iej jesli jest, ale
              to nie jest kryterium wyboru i nie wybiera sie kogos, kto pasuje na kobiete na
              cale zycia, odpowiada, "nadaje sie.
              Pytasz co jest nie tak - Twoj system watrosci. Nie pisze tego ze zlosliwosci,
              ale rzeczywiscie problem jest w Tobie. Musisz zdecydowanie wejsc w trudny
              zwiazek z kobieta nad ktora musisz pracowac, ktora nad Toba musi pracowac i
              gdzie oboje musicie pracowac nad samymi soba.
              Dopiero wtedy to bedzie cos warte i nie bedziesz ryzykowal. Ba, nawet nie
              bedziesz mial okazji, bo po prostu inne kobiety nie beda Cie interesowac.
              Najpierw dlatego, ze za bardzo bedzie Cie pochlaniac Twojha wlasna, w sensie
              energetycznym, potem dlatego, ze za bardzo bedziesz cenil coas nad czym takdlugo
              pracowales.
              • bellerofont.m Re: hm 21.06.07, 09:21
                > gdybys kochal, to mimo "pokus" - bo na pierwszym etapie poznania kogos kto Cie
                > interesuje a jestes w zwiazku - to sa tylko pokusy, nie rozwijalbys tamtej
                > znajomosci i przetrwalbys "probe" dla swojego zwiazku.
                > Ty nie kochasz, nie kochales zadnej ze swoich "fajnych" partnerek. Ty po prostu
                > zakladales, ze one moga byc na cale zycie, bo sie nadaja i sa fajne i jest
                > fajnie. To nie ma byc fajnie. Fajnie moze byc, i nawet lep[iej jesli jest, ale
                > to nie jest kryterium wyboru i nie wybiera sie kogos, kto pasuje na kobiete na
                > cale zycia, odpowiada, "nadaje sie.

                To jest jedno z celniejszych spostrzeżeń, jakie kiedykolwiek czytałem. Bardzo prosto i bardzo trafnie napisane.
                • ejdetka nie.. 21.06.07, 09:32
                  ja mowie to z pozycji kobiety, ktora czula sie rozczarowana i odchodzila. Kazdy
                  facet puszy sie jak kogut a kobieta kokietuje. Potem kogut uznaje, ze juz objal
                  w posiadanie i nie chce pokazac co ma w srodku. Jeszcze walczysz troszke, potem
                  dochodzisz do wniosku, ze srodka moze nie ma.
                  On sie nie zbliza do tych kobiet. A i one tego wcale nie oczekuja.
                  • ileana79 tu nie chodzi o walke 21.06.07, 10:43
                    walczenie o kogos kojarzy mi sie z naklanianiem, przekonywaniem kogos kto wcale
                    nie chce byc w zwiazku i nawet jesli zaraz 70 osob powie, ze wcale tak nie jest,
                    to ja odpowiadam z cala stanowczoscia - owszem jest dokladnie tak nawet jesli
                    nam sie wydaje ze, nie.
                    to "zdobywanie" to milosc z liceum.
                    tak w przypadku kobiet jak i mezczyzn.
                    a ze sie nie probowal zblizac, to ja wiem i mysle, ze on tez o tym wie, pytanie
                    dotyczylo czego innego - dlaczego tak jest.
                    natomiast czy kobiety tego nie oczekiwaly, hm. to naiwne, wiekszosc kobiet a w
                    zasadzie wszystkie moje kolezanki, ktore poznalam, w taki czy inny sposob ale
                    tego oczekuje.
                    inaczej te jego zwiazki bylyby "tzw luzne" i kobiety nie gniewalyby sie na niego
                    gdyby sie skonczyly
                    trzecia sprawa - przy calym tym kobiecym wyzwoleniu 21 wieku -hahaha - to jest
                    moj komentarz
                    jest bardzo malo bab ktore sa tak "wyzwolone"
                    ja nie spotkalam w zyciu zadnej
                    te ktore sie deklarowaly ze tak jest, ze sa singielkami, ktore ze swoim niby
                    facetem milo spedzaja czas, bo jest "fajnie" ;) albo same w to wierzyly do
                    czasu, albo sciemnialy otoczeniu na zasafdzie asekuracji, zeby po prostu nie
                    zrobic sobie krzywdy
                    • rafaeli_to Re: tu nie chodzi o walke 21.06.07, 10:51
                      Myślę, że byłem bardzo blisko z moimi kobietami. Uwielbiam nocne (dzienne też)
                      rozmowy, spędziłem na ważnych rozmowach wiele godzin, grzebaliśmy w sobie
                      czasami rozdrapując aż do dzieciństwa... Odchodząc, owszem, żal mi wszelkich
                      "inwestycji" w związek, mam również poczucie straty (wiadomo, że nowe uczucie
                      umniejsza to poczucie, jestem w nowym amoku)
                      Jak tak dłużej się zastanawiam, to jedynym żalem do moich kobiet byłoby właśnie
                      to, że więcej im dałem niż dostałem w zamian. Tzn. mogłoby być, jeszcze tego do
                      końca nie przemyślałem.
                      I wiem, że miłość to nie pluszowy miś.
                      A może odchodzę, jak widzę, że kobiecie już jest dobrze, już się pozbyła
                      kompleksów, już zdobyła pracę, pokonała raka i czuję, że nie potrzebuje mnie aż
                      tak bardzo?
                      • ejdetka Re: tu nie chodzi o walke 21.06.07, 12:10
                        No widzisz. Tu jest blad. Oczekiwanie na "w zamian". Kobieta i mezczyzna to
                        zupelnie rozne substancje. Spotkanie i ta "wymiana", bo ona jest jednak
                        niezbedna, musza sie odbywac na poziomie intelektu, lub jak wolisz - energii.
                        Rozmowa nie gwarantuje wcale bliskosci i checi do otwierania kolejnych drzwi. W
                        pewnym momencie zostaje powiedziane wszystko - i co dalej?
                        Napisales, ze zmieniasz kobiety. Przepakowujesz w inne pudelka. I przestaja ci
                        sie wtedy podobac. No bo juz, jak rzezbiarz skonczyles poprawki. Kobieta nie
                        jest juz ta sama i zaczyna na ciebie patrzec inaczej. Docenia co zrobiles, ale
                        ty wiesz, ze juz nie czuje zaleznosci, dominacji. I z taka nie chcesz sie
                        mierzyc. Albo ona nie czuje, ze nie o rywalizacje chodzi i stara sie, lub
                        szykuje do zdominowania.
                        NIe wiem... w prawdziwej bliskosci klucz, tak czuje.
              • asia96301 Re: hm 21.06.07, 13:51
                Zgadzam się. Tylko jak sie naprawde kocha, to sie nie szuka wrażeń
    • avital84 Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 00:00
      Każdy ma jakąś schizę. Ja za to w ogóle nie potrafię być z kimś.
      Jedno i drugie prowadzi w sumie do tego samego. A może tak ma właśnie być.
      Jest Ci z tym źle. Może potrzebujesz co jakiś czas płodozmianu i tyle.;)
      Nie każdy musi żyć tak samo.
      • rafaeli_to Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 00:13
        W sumie mogę powiedzieć, że żyję jak chcę / potrzebuję. I że to priorytet.
        Bo najbardziej źle czuję się z powodu bólu porzuconych kobiet. Robię to dla
        siebie, bo kocham inną. Nigdy nie "zdradzam", zawsze najpierw "elegancko"
        wycofuję się ze związku.
        Nie, to nie może być tak, że jestem dobry. Coś jest nie tak.

        Chyba podświadomie czekam na wpis: stary nie martw się, też tak miałem/-am do
        35, a potem już było ok.
    • angoisse Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 00:11
      nic się nie przejmuj, za 10 lat to one cie beda rzucać co 2 lata i sprawa się
      wyrówna.
      • rafaeli_to Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 00:15
        Niewykluczone. Ale nie przejmuję się tym co będzie za 10 lat, teraz się przejmuję...
        • angoisse Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 00:16
          jak tak ci z tym źle to sie wykastruj. sprawa ci się sama rozwiąże i zostaniesz
          z obecna kobietą... o ile cie nie rzuci.
          • rafaeli_to Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 00:19
            Myślisz, że to kwestia hormonów?
            • angoisse Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 00:22
              a jak się zakochasz to co robisz? lecisz do nastepnej i finalizujesz sprawe,
              czyz nie?

              a jak tak BARDZO chcesz byc fair (bo przeciez nie zdradzasz i w ogole) to mow
              panience na wstepie ze wchodzicie w układ na 2 lata i gora rok dłużej, bo ty
              juz tak masz i już, niech wie co ją czeka. nie wciskaj jej kitow o "całym życiu
              az do smierci" bo to tak samo paskudne jak zdrada.
              • rafaeli_to Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 00:29
                Właśnie nad tym zastanawiam się najbardziej. Nie mam poczucia, że okłamuję je,
                gdy mówię że to na całe życie - ja właśnie tak czuję! W tym momencie.
                I wtedy bardzo tego chcę.
                A nie chcę żeby tak działo się za każdym razem.
                No, i najdłuższy mój związek to jednak 6 lat, więc trochę.
                • angoisse Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 00:34
                  to morze trzeba się leczyc na schizofrenie, jedno Ja mowi "to na całe życie",
                  drugie Ja mowi "tamta lepsza wiec bye laska bo juz lecę dalej"
                  a trzecie Ja deliberuje czy ten super Rafaello jest przez wszyskich postrzegany
                  jako super czy może jak zwykły babiarz -egoista?

                  no nic ci nie poradze schizofrenia paranoidalna w środkowym stadium, jak nic.
                  • rafaeli_to Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 00:40
                    Ups.
                    • angoisse Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 00:41
                      no dobra, zartowałam.

                      • rafaeli_to Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 00:42
                        Jestem w takiej kropce, że każda diagnoza wydaje mi się prawdopodobna.
          • avital84 Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 00:21
            Właśnie. Może dla odmiany to jakaś Ciebie powinna rzucić.:)
            Wydaje mi się,że po prostu popadasz w schematy i naprawdopodobniej wybierasz też
            na kobiety bardzo podobne do siebie kobiety. Dlatego jest tak samo i daltego one
            się Tobie po pewnym czasie nudzą. Musiałbyś całkowicie zmienić target by
            sprawdzić czy w typie kobiet leży problem.
            • rafaeli_to Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 00:27
              Kobiety były wprawdzie różne, ale ten trop nie jest pozbawiony logiki. Może to
              nuda? Ale zazwyczaj to było tak, że w związku było ok, ale poza nim perspektywa
              na jeszcze lepiej.
              Do nudy nie pasowałoby mi moje zachowanie ostatnio. Tydzień przed poznaniem
              mojej obecnej kobiety wysyłałem kartkę z czułościami do (teraz już) ex.
              Naturalnie nie wiedząc, że pojawi się ktoś inny.
              • avital84 Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 00:34
                Wiesz, Ty po prostu jesteś nimi zauroczonym, ale bardzo prawdopodobne, ze
                jeszcze nigdy w życiu nie kochałeś. Jeżeli prawdziwie pokochasz to Ci to
                przejdzie. Jestem tego pewna. Możesz się upierać, że tak nie jest, ale miłość
                naprawdę polega na czymś innym i nie przechodzi z dnia na dzień. Pytanie czy
                potrafiłbyś tak pokochać. Być może kobieta musi być dla Ciebie bardzo dużym
                wyzwaniem. Może te do tej pory były zbyt "łatwe", a raczej po zdobyciu nie
                trzeba było już może o nie zabiegać i dlatego zauroczenie stawało się nudne. Po
                prostu lubisz ten pierwszy etap związku. Ale jeżeli chcesz czegoś trwałego to
                musisz chcieć poznać inne etapy, które nie zawsze są tak bajecznie kolorowe jak
                ten pierwszy.
                • rafaeli_to Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 00:39
                  Dzięki.
                  (serio)
                  • avital84 Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 00:40
                    Nie ma za co. Ja idę już spać, a na przyszłość powodzenia.:)
                    Dobranoc.
                • ejdetka Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 09:08
                  To nie w wyzwaniu zabawa. Napisalas "pokochasz". Ja mysle, ze on wszystkie
                  kochal. Ale z zadna nie byl naprawde blisko. To nie polega na gromadzeniu
                  substancji zwanej miloscia. Bo czegos takiego nie ma. Wszystko w pewnym
                  momencie w zwiazku robi sie banalne, powtarzalne, przewidywalne. Moze autor
                  jest czlowiekiem, ktory wierzy, ze obecnosc drugiej osoby w zyciu powinna
                  wnosic "wartosc dodana", ktora istnieje ponad fizjologia. Jestes z kims dopoki
                  masz w sobie jakies irracjonalne przekonanie, ze partner widzi w tobie wiecej,
                  tak jak ty w nim to widzisz. nie robisz klotni o rzucone byle gdzie skarpetki,
                  nie wrzeszczysz o zabrudzone zanadto majtki. A ktoregos dnia slyszysz, ze
                  jestes "dobra kobieta" i bylabys idealna, gdybys przestala rozstawiac puste
                  filizanki i nie kapac sie z jego Ekonomistem, bo tak poza tym to, jak zadna
                  wczesniej, nie przeszkadzasz. I potem zadaje ci pytanie, ktorego ni epowinien
                  zadac, robi komentarz przy znajomych, po ktorym czujesz sie zazenowana. Znasz
                  granice, za ktorymi sa tematy tabu i wiesz, ze one zawsze beda zamkniete.I juz
                  wiesz, ze sie wyczerpalo. To jest wlasnie koniec.
                  I pojawia sie ktos nowy, kto rodzi nadzieje, kto poglaskal po czulym punkcie.
                  Potem okaze sie,ze to yl przypadek, nie glebia spojrzenia. Ale ...
                  Myslalam, ze mozna dzielic zakochanie od milosci. Zakochanie to chyba stan,
                  kiedy milosc bierze sie w rece i chce ja cala ofiarowac. I to juz milosc. Ale
                  ukochany zjada tylko dekoracje z tortu, a co ty masz z reszta zrobic?
                  • avital84 Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 09:35
                    Miłość jest bezwarunkowa. Piszę o tej prawdziwej. I jeżeli się naprawdę kocha to
                    mimo wszystko i w każdej sytuacji. Ja po prostu uważam, że prawdziwie kochać
                    można raz, co najwyżej dwa razy. Reszta to chemia, zakochanie, zauroczenie. Coś
                    wspaniałego, ale nie miłość. Miłość jest wtedy, kiedy partner mimo choroby,
                    wypadku, kalectwa, starości, oszpecenia wciąż kocha i chce być z ukochaną osobą.
                    Miłość nie jest egosityczna, a powinna dawać jak najwięcej. Ja to tak rozumiem.
                    Reszta to po prostu sympatia i złudzenie miłości. Nie jest to złe, ale nie jest
                    to jeszcze miłość.
                    • ejdetka Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 09:43
                      ale ta bazwarunkowosc musi z czegos wynikac. To utwor na dwa glosy i cztery
                      rece. Kochac mozna cale zycie i nosic te milosc w sobie. I nie moc spotkac
                      kogos, kto ja od ciebie, taka bezwarunkowa wezmie. Masz Picassa, a przede
                      wszystkim Cohena. Ci faceci zostali zrobieni z milosci wlasnie. A zaden nie
                      poczul w niej spelnienia.
                      Dawac mozna do pewnego momentu tylko. Kiedys myslalam, ze to chodzi o
                      otrzymywanie czegos w zamian. Ale teraz wydaje mi sie, ze wiecej mozna dawac,
                      jesli to, co dajemy jest od nas brane i nie wraca jak tresc zoladka.
                      Nie mozna odroznic milosci od jej zludzenia. Bo sama milosc jest zludzeniem.
                      • avital84 Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 09:49
                        Po sobie mogę stwierdzić, że kilka razy myślałam, że kocham albo przynajmniej,
                        że jestem zakochana, ale to wsyztsko było złudzenie. Teraz to widzę, mimo że nie
                        mam do nikogo żalu. Wręcz przeciwnie. Jest już naukowo udowodnione, że widząc
                        odpowiadającą nam osobę, w której można się "zakochać" jestesmy pod wpływem
                        chemii i ta chemia trwa około dwóch lat, a potem się wypala. Zwyczajnie mija, bo
                        taka jest biologia. I tu przychodzi według praw natury pora na coś więcej albo i
                        nie. Jeżeli mimo wspomagania hormonów jakie wydzielają się w naszym organizmie
                        kiedy jesteśmy zakochani wciąż ta osoba nam się nie nudzi i czujemy to samo,
                        chcemy z nią być to znaczy, że to może być TO.
                        Poza tym stabilna, długotrwała miłość wymaga pewnej dojrzałości. Nie zawsze
                        emocje, namiętność jest bardzo silna. To może się zmieniać, wypalać się i
                        powracać. Rezygnowanie przy pierwszych wątpliwościach jest znakiem tego, ze
                        bardzo trudno będzie takiej osobie stworzyć związek. Tu akurat wiem co mówię.;)
                        • ejdetka Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 10:18
                          No... i wszystko zgadza sie z tym, co mowie. :)
                          Te chemiczne dwa lata sa jakby dane przez nature, tak na rozruch. Dwa lata to
                          bardzo duzo, zeby odczuc bliskosc drugiej osoby ponad smakiem, zapachem i
                          dotykiem.
                          Wiesz w tych slowach jest cala historia o milosci:
                          You saw her bathing on the roof
                          Her beauty and the moonlight overthrew her
                          She tied you
                          To a kitchen chair
                          She broke your throne, and she cut your hair
                          And from your lips she drew the Hallelujah

                          Upraszczajac: nagi mezczyzna stanal przed naga kobieta. To jest trudno
                          zrealizowac. Zwlaszcza te meska, bezradna nagosc. Jesli nie spadnie ostatnia
                          maska, milosc musi sie skonczyc. A nie spada, z braku zaufania. Ze strachu
                          przed partnerem, ze strachu przed soba.

                          a jeszcze o porozumieniu. Gubimy sie w tej chemii i drobiazgach, ktore tak
                          naprawde nie powinny nic znaczyc. Wyznaczamy wedlug swojej miary granice dla
                          innych. Wroce do tego Ekonomista. To przeciez qrhde nie starodruk! Ze moge w
                          fotelu go czytac? jak mam czas, zeby usiasc wygodnie w fotelu z gazeta,to wole
                          ten czas zuzyc w bardziej owocny sposob. Chocby robiac pedicure. A jakbym nie
                          musiala dodatkowo wybranych miejsc garderoby wyszukiwac do polewania vanishem,
                          to i wolnego czasu mialabym wiecej. Albo patrzysz na bibeloty w witrynie. I
                          wzruszasz sie, bo widzisz, ze jakby stojac w tym porzadku opowiadaja historie.
                          Chcesz cos do niej dolozyc i lekko je przesuwasz. On przychodzi, patrzy,
                          wyciaga linijke i poprawia je w szeregu. O! nie tak mialo byc! No to robisz
                          nastepna przestawianke i czekasz co bedzie dalej. i okazuje sie, ze mialo byc
                          tylko symetrycznie... i widzisz, ze tylko o symetrie chodzi. I nawet on nie
                          chce uslyszec, co ty wczesniej w tym porzadku widzialas.
                          • ejdetka jeszcze o chemii 21.06.07, 10:29
                            Almodovar zadnej chemii do kobiety nie czuje, prawda? A jak pokazal fascynacje
                            kobieta w Talk to Her?
                            • rafaeli_to Re: jeszcze o chemii 21.06.07, 10:36
                              Dziękuję, w tej gałęzi pojawiło się sporo ciekawych wypowiedzi. Muszę to
                              przemyśleć. U mnie nie było figurek ani Ekonomista - fizycznie nie było. Ale
                              może nosiłem jakiś żal, malutki jakiś? Tylko nie wiem o co.
                              • ejdetka Re: jeszcze o chemii 21.06.07, 11:44
                                tak naprawde, to opisalam te dwa spory o fetysze dla przykladu. Bo przeciez
                                chcialabym, zeby dostrzegl, ze przeciez jakos musze popracowac na umiejetnosc
                                odezwania sie w towarzystwie. Ze symbolika ma dla mnie znaczenie i ze
                                chcialabym, zebysmy stworzyli swoj wlasny, intymny jezyk porozumiewania sie. A
                                przeciez wszystkie nienaruszalne swietosci umialabym uszanowac.

                                Piszesz o niezidentyfikowanym zalu. zal jest wynikiem straty. Czujesz zal, bo
                                tak decydujesz. decydujesz co jest strata a co podarunkiem.
    • gejsza.ejsza Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 00:45
      A ja właśnie wróciłam z randki, pierwszej. Ja to dopiero mam motyle.
      Gigantyczne:))) Pogadajcie ze mną o motylach:)
      • rafaeli_to Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 00:48
        A to będzie na całe życie?
        ;)
        • gejsza.ejsza Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 00:50
          Nie zadawaj trudnych pytań:)
          Chociaż co tam! Gdyby zawsze tak miało być jak dziś to....


          tak...
          :)
          • rafaeli_to Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 00:53
            Już masz fajnie bo... nie trafiłaś na mnie ;)
            • gejsza.ejsza Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 00:55
              :)
              Jak trafisz na tę jedyną, zamkniesz się na inne. W obecności słońca nie tęskni
              się do gwiazd.
      • cao1618 Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 01:00
        Ja to dopiero mam motyle.
        > Gigantyczne:))) Pogadajcie ze mną o motylach:)
        Zazdroszcze. Ciekawe jakie to uczucie miec te wesole, laskotajace motyle :))
        • gejsza.ejsza Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 01:03
          Cudowne, unoszące w powietrzu, ledwo spod sufitu do klawiatury dostaję:)))
          • cao1618 Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 01:14
            Pozamykaj wszystkie okna bo odfruniesz :)
            Jak sie z tego leczy ? :p
    • minasz Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 07:49
      proste dopada cie rutyna
      nie potrafisz tworzyc zwiazkow rozwojowych opartych na poznawaniu swiata i tyle
    • butterflymk Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 09:38
      Po prostu jeszcze nie spotkałeś mnie :P
      • brawurka75 Re: Po pierwszych motylach. Znów. 21.06.07, 12:03
        no właśnie Ty to chyba bez tych "pierwszych motyli nie umiesz żyć", jesteś jakby
        uzależniony od narkotycznego stanu zakochania, ale chemia nie trwa wiecznie ,
        zakochanie nie zawsze oznacza, ze miłość sie rozwinie. Zastanawia mnie ten twój
        sześćioletni związek, chyba przez ten czas po prostu nie znalazłeś kolejnej,
        która by sie nadawała. Powodzenia na długo w nowym związku życzę ( motyli
        zazdroszczę, zapomniałam jak to jest)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka