zaskoczyl_mnie
25.06.07, 14:18
dzisiaj nie mam za grosz dobrego nastroju i prowadze otwarta wojne ze
wszystkimi mezczyznami (choc niektorzy moga tylko pomarzyc aby tak ich
nazwac!).
zaczelam od pana na stacji benzynowej, ktory odmowil mojej uprzejmej prosbie
przetarcia mi szyby a wiec sama chwycilam za ten walek i tak zaczelam ubijac
piane w kuble, ze po minucie blagal mnie aby mogl mi sam te szybki
umyc....potem jakis pan uznal, ze za dlugo czaje sie do skretu w lewo przez 4-
pasmowa bardzo ruchliwa wlotowke do miasta i objechal mnie, potrabiajac
ponaglajaco - jak wychynal na pierwszy pas to malo mu polowy auta nie urwalo,
skunks skulil ogon i potulnie czekal obok mnie. jak ruch ustal to bynajmniej
nie wpuscilam go do bocznej uliczki w ktora skrecalismy lecz zmusilam do
zjazdu na pobocze, w wusoka trawe i zrobilam krotka prelekcje.
potem podczas lunchu ktos probowal zabrac mi moja miske z salatka bez
kolejnosci pod pretekstem ze inni z jego stolika juz maja a on nie i dlatego
mam ustapic bo moi wspolbratymcy ze stolika jeszcze nic nie maja. spojrzalam
wzrokiem bazyliszka i nie oddalam miski ale sama usiadlam oddzialnie bo bym
chyba ekspolodowala. kto nastepny? no kto?