Dodaj do ulubionych

Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związkach?

26.07.07, 13:53
Zawsze zadaję sobie to pytanie, jak obserwuję to forum. Nie mówię nawet o
toksycznych związkach typu kat-ofiara. Mąż jednej sypia z nią raz na kilka
miesięcy, mąż drugiej traktuję ją jak dmuchaną lalę. I żadnej woli poprawy
sytuacji. Czy w imię miłości można pozwolić zmarnować sobie życie? A gdzie
miłość własna?
Obserwuj wątek
    • palya Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 13:55
      nie w imię miłości tylkoo raczej w imię przyzwyczajenia..
      • agarusz Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 29.04.08, 16:58
        bo jest im tak wygodnie
    • menk.a Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 13:56
      Bo są głusi
      ślepi
      boją się
      pogodzili z sytuacją
      nie mają nadziei
      ... bo są głupi ..;)
    • asia96301 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 13:56
      ze strachu przed zmianami
      • sierp22 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 12.08.08, 14:01
        asia96301 napisała:

        > ze strachu przed zmianami
        i przed stratą dzieci
    • butterflymk Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 13:56
      no właśnie tez pytam o to...
      nawet patrząc na związki moich znajomych...
      przeciez po to sie ludzie wiążą w pary aby było im lepiej
      a tu wychodzi na to że to męczarnia jakaś :(
      • simon_r Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 13.09.07, 16:15
        Widocznie pod JAKIMŚ niezrozumiałym dla Ciebie a często i dla nich samych
        względem jest im lepiej!!!
        Jaki to wzgląd to ciężko sobie wyobrazić... może rodzaj bezpieczeństwa
        materialnego... a może sam fakt, że bardziej boją się samotności??

        -------------------

        Dziadek Gosiewskiego
    • alpepe Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 13:57
      człowiek to zwierzę stadne, wie`c nie wiem, czemu się dziwisz. Zawsze tego typu
      problemy były, tylko się kobiety tak nie zwierzały jedna drugiej. Poza tym
      trzeba zważyć, w jakich my czasach żyjemy. Obraz z mediów pokazuje nam swoją
      prawdę serialową o życiu i ludzie też by tak chcieli żyć...
    • izabellaz1 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 13:58
      qw994 napisała:

      > Zawsze zadaję sobie to pytanie, jak obserwuję to forum. Nie mówię nawet o
      > toksycznych związkach typu kat-ofiara. Mąż jednej sypia z nią raz na kilka
      > miesięcy, mąż drugiej traktuję ją jak dmuchaną lalę.

      > I żadnej woli poprawy sytuacji

      O! I to jest najważniejsze. Nie ma woli zmiany sytuacji? Nie podejmuje się
      kroków w celu poprawy stanu rzeczy? No to baj.

      > Czy w imię miłości można pozwolić zmarnować sobie życie?

      Nie.
      • sierp22 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 12.08.08, 14:06
        izabellaz1 napisała:

        > qw994 napisała:
        >
        > >

        >
        > > toksycznych związkach typu kat-ofiara. Mąż jednej sypia z nią
        raz na kilk
        > a
        > >>
        > O! I to jest najważniejsze. Nie ma woli zmiany sytuacji? Nie
        podejmuje się
        > kroków w celu poprawy stanu rzeczy? No to baj.
        >
        > > Czy w imię miłości można pozwolić zmarnować sobie życie?
        >
        > Nie.
        >
        > milość przemija ....pozostaje przyzwyczajenie
    • xvqqvx Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 14:02
      Ja powtórzę to, co kiedyś napisałem na forum.

      Wśród ludzi (częściej wśród kobiet, ale i wśród mężczyzn ich nie brak) osoby o mentalności "męczennika".
      Osoby takie wchodzą w układ typu nieudany związek etc. i tkwią w nim latami, ponieważ dzięki temu mogą się w swoim otoczeniu użalać nad sobą w stylu:
      "Jaka ja biedna./Jaki ja biedny. BUUUU!!! Współczujecie mi, prawda?".
      Otoczenie początkowo reaguje w stylu:
      "Współczujemy ci. Jakaś ty biedna./Jakiś ty biedny. BUUU!!!".
      I "męczennik" jest zadowolony. Wszelako prędzej czy później pojawiają się głosy zwątpienia w posłannictwo "męczennika". Wtedy ta osoba reaguje agresją w stosunku do wątpiących:
      "Ty taki owaki! Ty taka owaka! Jak śmiesz nie współczuć mi biednej <<ofierze>>!".
      Agresja owa powoduje jednak, że wątpiących jest coraz więcej, bo widzą, że "męczennik" to nie żadna "ofiara", ale wygodny cwaniak.
      Wtedy "męczennik" obraża się na otoczenie i szuka nowego, gdzie może znów swobodnie powtarzać:
      "Jaka ja biedna./Jaki ja biedny. BUUUU!!! Współczujecie mi, prawda?".
      I wszystko zaczyna się od nowa...
    • krzysiek1042 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 14:03
      Toksyczny związek to nie tylko relacja kat-ofiara. Można takim nazwać też
      związek np. dwojga osób z czego tylko jedna kocha a druga nie odejdzie,bo jej
      wygodnie . Tkwienie w takim związku to niedorzeczność. Miłość własna jak
      napisałaś jest w tym przypadku tylko po jednej stronie. Co gorsza ta strona nie
      widzi wad w takim związku. A jeśli co gorsza widzi ,to po prostu sobie wmawia
      ,że tak musi być i że tak wygląda "miłość". Bzdura totalna ale niestety żyjemy w
      takim świecie,gdzie dopóki nie obudzi się tej "zakochanej" osoby,ona sama się
      nie przebudzi...
    • obca1 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 14:04
      Czy w imię miłości można pozwolić zmarnować sobie życie? A gdzie
      > miłość własna?

      niektórzy nie radzą sobie sami..jest im tak źle, że wszystko wydaje się lepsze od tego..
      do tego to czasem takie wygodne, gdy ktoś inny decyduje, troszczy się o finanse i różne przyziemne sprawy
      miłość..a moze jakieś złudzenia - że on przecież nie mógł się tak zmienić, że przecież był taki cudowny, że na pewno to stresy, praca, dzieci, że trzeba to przeczekać aż znów będzie jak kiedyś

      dzieci, dzieci, dzieci - musza mieć tatę i dom

      i tysiące innych powodów

      • simply_z Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 14:10
        Ze strachu,że nikogo juz nie znajdą ,w mysl polskiego przyslowia:nie wazne
        jaki ,byle by byl.Jesli dziewczyna pisze,że ma 27 lat i dopiero jest w
        powaznym zwiazku a ktos potrafi jej odp.:dopiero?oh tym wieku?na pewno cie
        rzuci ,to desperat nikt w tym wieku nie jest sam od tylu lat.Inny przyklad? 23
        letnia dziewczyna ,ktorej nie pociaga wlasny chlopak ,nie lubi w nim niczego,sa
        calkowicie rózni ale..ma jeden atut..JEST.smutne..
        • obca1 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 14:27
          Jesli dziewczyna pisze,że ma 27 lat i dopiero jest w
          > powaznym zwiazku a ktos potrafi jej odp.:dopiero?oh tym wieku?na pewno cie
          > rzuci ,to desperat nikt w tym wieku nie jest sam od tylu lat.Inny przyklad? 23
          >
          > letnia dziewczyna ,ktorej nie pociaga wlasny chlopak ,nie lubi w nim niczego,sa
          >
          > calkowicie rózni ale..ma jeden atut..JEST.smutne..

          prozaiczne ale to pewnie częsty powód..
          w wątku o singielkach od razu pojawiło się kilka "życzliwych" dziewcząt, które uświadamiały inne, że tylko związek daje szczęście, że to jest niemal sens kobiecego istnienia :)
          i jak w takim świecie rzucić faceta, którego jedyną wadą jest to, że nie lubi gry wstępnej? :)
          • lupus76 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 14:29
            obca1 napisała:

            , że nie lubi g
            > ry wstępnej? :)

            Taki niemuzykalny?
            • obca1 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 14:31
              chyba taki..szybki :)
              • lupus76 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 14:33
                obca1 napisała:

                > chyba taki..szybki :)

                Jak taki szybki, to.... pali gumy, co? ;P
                • obca1 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 14:35
                  tarcie może być..nie do zniesienia :)0
                  • lupus76 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 14:36
                    obca1 napisała:

                    > tarcie może być..nie do zniesienia :)0

                    Czyli następuje szybkie zmęczenie... cieplne :)
    • mala_mee Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 14:13
      Ze strachu QW, ze strachu...
    • lupus76 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 14:13
      Też mnie to zastanawia. Skad taka ilość nieszczęśliwych kobiet w związkach?
      Przecież mamy ok. 92% Katolików, tak?
      Jakie jest najważniejsze przykazanie dla Katolika? Miłuj bliźniego swego, jak
      SIEBIE SAMEGO". Siebie Samego! Nie kochając siebie - nie można kochać innych.
      Czyli te kobiety nie sa zdolne do miłości???
      • nerwowa10 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 21:06

    • iberia.pl Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 14:30
      tez sie nad tym zastanawiam.

      Wydaje mi sie, ze odpowiedz jest bardzo prosta:boja sie byc sami, albo nie
      potrafia byc sami, wola sie nie narazac na durne komentarze innych, presja
      rodziny itd.-wg mnie glupota no ale coz, kazdy jest kowalem wlasnego losu...

      Ja zawsze powtarzam:wole byc sama niz w beznadziejnym zwiazku.
      • obca1 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 19:44
        > Ja zawsze powtarzam:wole byc sama niz w beznadziejnym zwiazku.

        ehem..tylko jak w takie postanowienie wpleść sex? :D
        • iberia.pl Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 20:03
          obca1 napisała:

          > > Ja zawsze powtarzam:wole byc sama niz w beznadziejnym zwiazku.
          >
          > ehem..tylko jak w takie postanowienie wpleść sex? :D

          no wiesz zawsze jest opcja:sex bez zobowiazan :-DDDDDD
          • obca1 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 20:06
            no ale tak: z kimś beznadziejnym nie warto..a z kimś fajnym chce się więcej..

            sytuacja patowa ;)
            • qw994 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 22:48
              a z kimś fajnym chce się więcej..
              >
              > sytuacja patowa ;)

              Niekoniecznie.
              • iberia.pl Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 27.08.07, 22:41
                dokladnie :-)
        • sierp22 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 12.08.08, 14:13
          obca1 napisała:

          .
          >
          > ehem..tylko jak w takie postanowienie wpleść sex? :D

          znaleść żonatego:-> chętnego
    • yagiennka Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 20:21
      Z przyzwyczajenia (nawet nie zauważają tego że jest im źle), ze strachu (boją
      się coś zmienić), z desperacji ("bo już nikogo innego nie znajdę").
    • iwona2929 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 26.07.07, 21:15
      Czekają na cud który nie nadejdzie. Nikt za nich nie podejmie decyzji jeśli sami
      nie zmienią własnego życia. Boją się zrobić krok w przód bo nie wiedzą co ich czeka.
    • miczka_pl Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 27.08.07, 21:50
      Uważam, ze to sprawa indywidualna, ale często potrzeba miłości za wszelką cenę.
      Wiem, bo sam byłam w takim związku. (Już nie jestem i dlatego to dostrzegam.) W
      trakcie jego trwania nie dostrzegałam tego. Kochałam i nie myślałam o sobie. On
      zaczął to wykorzystywać. Nie byłam sobą i wiele przez to straciłam. Niestety,
      kiedy byłam zakochana, nie dostrzegałam tego...Ludzie tkwiący w takich związkach
      są uzależnieni. To coś w rodzaju środka odurzającego. Może głupie, ale prawdziwe.
    • iberia.pl Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 27.08.07, 22:35
      tez mnie to zastanawia.
      Podaje prawdopodobnie ich argumenty:

      *bo nie chca zmian
      *bo tak jest prosciej, wygodniej, mneij komplikacji
      *bo nie maja sily tego zmienic
      *bo co ludzie powiedzia
      *bo presja rodziny
      *bo dzieci
      *bo nie potrafia lub boja sie byc sami.

      Wychodze z zalozenia, ze lepiej byc samej niz byle kim w byle jakim
      zwiazku.
    • iberia.pl aaaaa teraz widze, ze to jakis stary watek jest 27.08.07, 22:36
      :-), a tak mi sie wydawalo, ze to juz bylo :-)
      • wielo-kropek Re: aaaaa teraz widze, ze to jakis stary watek je 27.08.07, 22:45
        Mowisz o milosci wlasnej. A moze to wlasnie za duzo milosci wlasnej
        kaleczy zwiazki.
    • aarbuzka Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 13.09.07, 15:00
      Jejku jak dobrze że nie jestem sama dokladni etak samo mysle jak
      ludzie tutaj postujący... Jestem sama z wyboru czekam na milosc,
      Prozaiczne? ja jeszcze wierze ze istnieje...
      Mam 25 lat
    • johana7611 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 02.11.07, 19:33
      Witam, chciałabym zwierzyc się Wam z rozterek a raczej smutków jakie
      towarzyszą mi od kilkunastu lat mojego małżeństwa.Jestem mężatką od
      11 lat, znamy się od lat 16. Często łapię się na tym iż usilnie
      zmuszam się do tego by odkurzyc te kilkanaście lat i odgrzebac to co
      spowodowało że zostalismy parą i pobraliśmy się. Ciężko mi teraz
      przypomniec sobie co to było. Mam teraz 31 lat, poznałam męża mając
      17 lat, był od zawsze. Pochodzę z domu, w którym mój ojciec pił całe
      swoje życie, a mama zawsze ulegała mu żebym ja i siosra
      miały "kompletną"rodzinę.Dziś po latach nie potrafię poukładac sobie
      swojego życia. Przepraszam Was że to co piszę jest takie haotyczne
      ale nie wiem od czego zacząc. Mój maż bardzo mi imponował, był
      trzeżwy, starszy (8lat), pracował i miałam poczucie że jakby
      zastępuje mi to czego w domu nigdy nie miałam.To wtedy dla mnie
      wiele znaczyło, znacznie więcej niż przyjaźn czy fascynacja
      seksualna.Nawet nie wiedziałam co to jest.Pobralismy się, skończyłam
      studia, zaczęłam pracę zawodową. Mniej więcej rok po ślubie wyszedł
      na jaw alkoholizm męża, który z latami pogłębiał się. Bardzo mnie to
      martwiło że jesteśmy tak młodym małżeństwem i mamy takie
      problemy.Kiedy nie pracował -pił. NIGDY nie chciał się ze mną
      kochac, nie chciał mnie przytulac, całowac, ani ze mną spac.
      Mielismy wszystko jak na małżeństwo na tzw."dorobku".Duży dom,
      samochód ,oboje dobrą pracę.Jednak z perspektywy czasu oboje
      zmierzaliśmy do czegoś innego, i co inne było dla nas celem w zyciu.
      Na jakiekolwiek próby przytulenia się w sypialni do mojego męża,
      odpowiadął zawsze " zostaw mnie, nie dotykaj mnie nie rozumiesz co
      do Ciebie mówię, bo wyjdę z tego pokoju" brał kołdrę i wychodził. W
      miedzyczasie pił albo pracował. Kłócilismy się, prosiłam, błagałam,
      krzyczałam, wyrzucałam go z domu.Zawsze kończyło się tak samo,
      przepraszaniem i obiecywaniem że się poprawi, że nie będzie pił i
      będzie mi okazywał "jak bardzo mnie kocha".Po 5 latach małżeństwa
      bardzo pragnęłam miec dziecko, maż podobno też. Wierzyłam jak wiele
      kobiet naiwnie wierzy że dziecko uzdrowi nasz "chory związek". Tylko
      jak i kiedy go zrobic samej. Zabraniałam mu pic, walczyłam o to i
      powiem brutalnie że "sama sobie "zrobiłam dziecko. Jest i było to
      okropnie dla mnie bolesne i przykre ale stało się. Przez całą ciążę
      nigdy mnie nie przytulił ani nie pocałował. Nasz syn po trwającym 26
      godzin porodzie urodził się chory. Był intensywnie rehabilitowany
      przez ponad rok. Nie spał prawie nigdy, przez 4 lata swojego życia-
      nie spałam prawie wogóle. Nie pomagał mi nikt. Maż albo pracował
      albo pił. Po drodze awantury, wyzwiska, ponizanie.A na następny
      dzień przepraszanie itd., itd.Na 6 lat zrezygnowałam z siebie
      cokolwiek to znaczy.Marzyłam o chwili kiedy odchowam dziecko, pójdę
      do pracy i uniezależnię się finansowo od niego.Marzyłam o dniu kiedy
      dojrzeję do podjęcia najważniejszej decyzji w życiu, że nie chcę tak
      dalej życ.W nieustannej kontroli, telefonów, przejechanych
      kilometrów, odebranych sms-ów i wydanych złotówek.Tak bardzo
      potrzebowałam przez te lata jego miłości, czułości o seksie nie
      wspominając. Ale wtedy tłumazcyłam to sobie tym, iż to w życiu nie
      jest najważniejsze .Dzisiaj wiem że jest zupełnie inaczej.Rok temu
      poszłam do pracy.I przeżyłam szok. Zauważyłam ze mężczyźni inaczej
      na mnie patrzą niż mój "właściciel", ze się podobam jako kobieta.Że
      oni do mnie mówią a nie krzyczą, ze można wypic z koleżanką kawę i
      nikt mnie za to nie zabije, ze można wyjechac z pracy na imprezę
      integracyjną i przez to dziecko nie umrze i dalej mnie kocha. Tak
      bardzo otworzyły mi się oczy iż powiedziałam DOSĆ. W czerwu złożyłam
      pozew o separację.Wymusiłam żeby się wyprowadził z domu. Przez 2
      miesiace wakacji myślałam że ubyło mi jakieś 10 lat.Powietrza stało
      się jakby czystsze a każdy poranek był piekny.Kawa smakowała inaczej
      a ja patrzyłam na siebie w lustrze i zaczynałam siebie na nowo
      lubic.We wrzesniu mielismy pierwszą rozprawę, bardzo cieżko ją
      przeżyałam, on pewnie też tyle ze z innych powodów niż moje. Pomimo
      wszystko jest to bardzo ciężkie przeżycie.Złozyłam pozew o separację
      bez orzekania o winie , maż nie zgadza się bo "bardzo mnie kocha",
      wobec powyższego Są musi orzec kogoś winę.Od tego czasu mój koszmar
      wrócił.Mąż wprowadził się do domu i zamienił moje życie nie w
      koszmar tylko w piekło.Śledzi mnie, robi zdjęcia na mieście,
      wydzwania do pracy, grozi, straszy, manipuluje dzieckiem, sprawdza
      billingi, podsuchuje. Jestem wyczerpana.Wiem ,że to jeszcze długo
      potrwa, ale mieszkając osobno miałam w sobie taką siłę, której teraz
      mi brak. Boję się go bardzo. Biorę silne leki od psychiatry i staram
      się iśc do przodu, ale nie jest to łatwa droga by odzyskac spokój.W
      ostatnim czasie poznałam kogoś,kto nie powiem co dla mnie znaczy bo
      sama tego jeszcze nie wiem, ale byliśmy razem. Wtedy w tamtym
      momencie było mi cudownie. Bo jak miało byc jak się nie kocha przez
      kilka lat.Ale powiem wam że jak wracam okropnie się z tym czuję. Nie
      wiem może ze mną jest coś nie tak, nie potrafię siebie zrozumiec.
      Jak sie kochamy czuję się tak jakbym tego chciała, jak jestem w
      domu, płaczę, boli mnie całe ciało, wszystko poprostu. Źle się z
      tym, czuję.Dlaczego??.Może dlatego że mój maż cały czas wrzeszczy na
      mnie że nie mam prawa nawet spojrzec na innego mężczyznę, bo jestem
      mężatką, JEGO ŻONĄ i nie mam prawa.A do czego mam?Oto jest
      pytanie.Że nie mamy jeszcze separacji i że to jest zdrada i wina
      rozpadu tego związku leży po mojej stronie. Czy tak samo powinnam
      myślec. Dałam mu 11 lat życia by mni pragnął, o mnie dbał i
      zaspakajał moje potzreby. Nie, nie jestem egoistką, bo ja walczyłm o
      to małżeństwo na szelkie sposoby.Nie udało się. Czy nie mam prawa
      żeby normalnie życ?Normalnie -to znaczy tak żeby nie miec w sobie
      tego braku szacunu za seks nie z mężem.Dal mnie nasze małżeństwo
      baaardzo dawno się skończyło. Ja trwałam, trwałam i byłam bardzo
      dobrą żoną, on sam to zresztą potwierdza.Chciałam byc też kochanką
      ale nie dał mi szans.Obecnie chodzę na terapię dla osób
      współuzależnionych od alkoholu.Pomaga mi to bardzo,ale nie potrafię
      odczuc w sobie radości czy szczęscia z takiego przygodnego seksu.
      Mam o to do siebie żal. Nie wiem za co, nie potrafię sobie na to
      odpowiedziec.Wiem, że internet to nie jest dobre miejsce na takie
      porady, ale mam nadzieję że odczytacie mój list tak jakbym sobie
      tego życczyła, może przechodziłyście podobną sytuację w życiu.
      proszę powiedzcie czy to że spotykam się teraz z kimś jest złe???
      Dlaczego w głebi duszy czuję tak straszny smutek, poczucie porażki,
      nie daję sobie prawa do tego by móc się kochac i czuc taką potrzebę?
      Pozdrawiam
      • iberia.pl Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 02.11.07, 20:56
        szczerze wspolczuje i....podziwiam,ze tyle znioslas...ale nie marnuj
        juz ani dnia dluzej, szkoda zycia.
      • ca_yenne Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 02.11.07, 21:42
        Johana, nie daj się zaszczuć, uporządkuj sobie argumenty przeciwko mężowi
        (alkoholizm, rozpad pożycia itp) - jeśli ma być orzekanie o winie, to tylko o
        JEGO winie. znajdź adwokata, albo zaczerpnij porady na jakimś prawniczym portalu
        jak to przeprowadzić. jesteś silną kobietą, dasz radę.
        musisz się wyrwać spod jego wpływu i zacząć normalnie żyć. oczywiście, ze masz
        do tego prawo. może za wcześnie jeszcze na związek, kiedy sprawy są
        nieuporządkowane, tym bardziej, ze on może użyć tego przeciwko Tobie, ale
        rozumiem, jak bardzo mogłaś potrzebowac bliskości drugiej osoby. czy nie da się
        jakoś przyspieszyc rozprawy? dlaczego wnioskujesz o separację a nie o rozwód?
        • johana7611 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 03.11.07, 16:11
          Dziękuję Ci oraz iberii za odpowiedzi. Już odpowiadam. Złozyłam
          wniosek o separację z dwóch powodów. Pierwszy to fakt spędzenia z
          człowiekiem 16 lat ze swojego zycia a drugi to fakt że jest ojcem
          mojego dziecka. Mam świadomośc że separacja czy rozwód mają takie
          same skutki prawne, z jedną zasadniczą róznicą , po orzeczeniu
          separacji nie można ponownie się ożenic czy wyjśc za mąż.Na co na
          pewno nie mam ochoty.Przemyślałam że separacja może ale nie musi
          oczywiście pozostawic nam otwartą furtkę.Jeśli zdarzy się cud, można
          separcję znieśc za lat 5lub 10, jeśli nie,można wystąpic ponownie o
          rozwód.Jednak mówię wam im dłużej trwamy i mieszkamy pod jednym
          dachem z dnia na dzień z godziny na godzinę biję się z myślami, czy
          nie lepszy byłby rozwód. Patrzę na niego i zastanawiam się kim jest
          ten człowiek?. Wiele razy próbowałam go przekonac, dogadac się co
          byłoby dla nas najlepsze w tej sytuacji, żeby skrócic ten okropny
          czas dla nas i dziecka do minimum. Pomimo tych 11 lat wyjętych z
          mojego życiorysu nie chcę w sobie pielęgnowac żalu.Dałam mu prawo
          zeby zył jak ma ochotę i z kim ma ochotę.Alem że ja jestem jednym z
          jego klocków,i jak sam mówi NIGDY nie pozwoli mi odejśc. Wiem, że
          jego linią obrony będzie moja "zdrada", wiem że będzie miał
          najlepszego (czyt. najdroższego)adwokata. Będę starała się dowieśc
          przed Sądem że rozpad naszego małżeństwa jest jego winą, jeśli
          jednak Sąd uzna inaczej -trudno. Chciałabym to jednak miec za
          sobą.Nic nie da się przyspieszyc, w sądzie wszystko ma swój czas.
          Średnio rozprawy są co pół roku.To co dla mnie jest takie trudnejest
          i trudne dla naszego dziecka. Zostałam poinformowana o tym, że dla
          dziecka będzie to ogromny stres, rozmowy z psychologami, kuratorem.
          Jedną taką rozmowę już przeszlismy, wiem jak to wygląda i nie życzę
          nikomu.Kiedy 6latek musi się określic kogo kocha bardziej mamusię
          czy tatusia, konkretnie bez żadnego pitu pitu.Utwierdzam się w
          przekonaniu, że przetrzymamy to z synkiem, i ze będzie dobrze.
          Njagorszy jest ten strach. Paralizuje mnie cały czas. Jego
          spojrzenie, komentarze, wzrok nie znoszący sprzeciwu. Przed nim
          robię wszysto żeby nie zdradzic swoich emocji ale jak go nie ma
          mdleję ze strachu. Spływają po mnie komentarze typu.:puszczasz się,
          jesteś beznadziejną żoną, matką, gdyby nie ty nie piłbym, rozbijasz
          rodzinę, odbierasz dziecku ojca, powiem mu to zobaczysz, zrobie
          wszystko żeby ci go odebrac, zniszczę cię, nie będziesz miała nic,
          nie pozwolę żeby jakiś h.. chodził z moim dzieckiem na rower,
          nieznoszę jak jesteś zadowolona jak się śmiejesz ciekawe czy w
          sądzie też będzie ci tak wesoło, nie dam ci grosza, nic nie będziesz
          miała beze mnie itd., itp. Ale dotyka mnie do głebi kiedy mówi
          synowi że mama całuje się ze swoimi kolegami w pracy, a on pyta mnie
          dlaczego mamusiu mi to robisz?.Tylko jak słyszysz to codziennie to
          już w to wierzysz. Kiedy jest mi naprawdę beznadziejnie źle, kiedy
          wymiotuję ze strachu a muszę obudzic dziecko, zrobic mu śniadanie i
          odwiesc do przedszkola -jadę do pracy.Jest ciężko się skoncentrowac,
          bo wszędzie go widzę (nie wydaje mi się)ale tylko dzięki tej pracy
          jeszcze mam siłę. Wiem żo to moze byc dla was dziwne czy śmieszne,
          ale jal lgnę do meżczyzn jak mucha.Ja nie muszę miec seksu,
          wystarczy jak mężczyzna "tak"patrzy na mnie, jak mnie słucha,jak
          czuję się bezpiecznie. Czy to jest złe? Czy z biegu mozna mnie
          nazwac "dziwką"? Miałam kiedyś takie zdarzenie,na moim pierwszym w
          życiu wyjeździe integracyjnym w pracy, kiedy koledzy powiedzieli mi
          że jestem bardzo atrakcyjną kobietą i gdybym tylko skinęła palcem
          mogłabym tam miec każdego.Poczułam się tak zawstydzona, rozpłakałam
          się i wyszłam, zrobiłam z siebie kompletną idiotkę, aż było mi wstyd
          na drugi dzień na śniadaniu.Jestem przekonana ze to nieprawda. Nie
          umiem się zachowac kiedy całuje mnie mężczyzna bo nie robiłam tego
          od lat.O przytuleniu już nie wspomnę, bo to jest dla mnie już szczyt
          przyjemności, albo zwykły doktyk. Im jestem starsza tym badziej tego
          potrzebuję.ALe tak jak wam wczesniej wspominałam, nie czuję się z
          tych moich "podbojów" szczególnie dumna.Może dlatego że on tucze mi
          do głowy jaką jestem dziwką a może dlatego ze tak naprawdę o inną
          bliskośc mi chodzi. Nie wiem.
          Jedno jest pewne, marzę o spokoju.Jest to niemozliwe pod jednym
          dachem.Nie stac mnie na kupno mieszkania,a wynajem mija się z
          celem.Nie będę w stanie utrzymac sama (nawet z alimentami)
          mieszkania spłacając kredyt, płacąc czynsz+media,utrzymac samochód
          ciągle do niego lejąc,i zyc.Nie mam pomysłu jak mam to zrobic.Mój
          maz się nie wyprowadzi, prędzej umrę niż on opusci ten dom.Szukam
          nawet dodatkowej pracy ale na razie bez efektów, zarabiając więcej
          mogłabym pokusic się o wynajem.A ile kosztuje taka przyjemnosc nie
          muszę wam mówic.Biorac pod uwagę, ze w trudnych sytuacjach mogę
          liczyc tylko na mamę, musiałabym zlokalizowac się niedaleko niej i
          nowego potencjalnego przedszkola.2pokojowe mieszkanie (nie będące
          norą)to wydatek rzędu min. 1000 zł w Katowicach, a gdzie media i
          życie.Miło mi że jednak zlitowałyscie się nad moją osobą i nie
          skazałyście mnie na banicję z racji mojego niemoralnego prowadzenia
          się.Pozdrawiam was serdecznie
          • iberia.pl Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 03.11.07, 16:47
            ....niezmiernie rzadko sie zdarza, zeby czyjas wypowiedz na forum
            spowodowala u mnie...mokre oczy....po prostu nie jestem w stanie
            sobie wyobrazic takiej egzystencji pod jednym dachem z taka
            namiastka faceta.

            Nie wiem, moze to glupie, ale na Twoim miejscu zaczelabym gromadzic
            dowody..nie wiem nagraj jak psioczy na Ciebie itd.Wybacz, ale
            normalne jego zachowanie nie jest.Skad sie w ludziach bierze taki
            ogrom zlych emocji?Takiej wrednosci ot tak po prostu?nie rozumiem
            takiego utrudniania sobie zycia i usilownaia zatrzymania przy sobie
            drugiej osoby na sile....nie dam Ci odejsc-co to w ogole za slowa?
            Nie jestes NICZYJA wlasnoscia....

            p.s. tez jestem z Katowic.
          • artemisia_gentileschi Johana 03.11.07, 16:58
            zajrzyj koniecznie na to forum:
            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24087
            Z kazdej sytuacji jest jakies wyjscie. Ty jestes po prostu
            niemozliwie stlamszona przez meza i nie wierzysz we wlasne sily.
          • iberia.pl dla Johany 03.11.07, 17:22
            moze Ci sie przyda:
            separacja.pl/
            www.e-doradcaprawny.pl/artykul/21
            www.wizaz.pl/forum/showthread.php?t=114170
            • wiarusik [...] 15.01.08, 12:27
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • kilio Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 15.01.08, 15:54
            Witam,
            jeżeli chodzisz na grupę dla współuzaleznionych to dokładnie
            powinnaś wiedzieć dlaczego mąż jest takim frustratem i dlaczego
            jesteś najlepszym obiektem na jego ataki. Trzeba się uczyć
            odporności i wiary w siebie, że to co robisz jest najbardziej
            słuszne a ten baran niech sobie gada. Jedno, co mi się nie podoba to
            fakt życia razem. Zabieraj dziecko i staraj się się zmienić
            środowisko do mamy, koleżanki, wynajmij pokój obojętnie. To dużo
            zmieni. Trzymaj się ciepło i myślę, że wszyscy w forum trzymaj za
            Ciebie.
            Jeżeli nasz ochotę to napisz - trochę się na tym znam ;-) adres
            gazetowy
          • lobuz.z1 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 15.01.08, 19:00
            On ciebie molestuje psychicznie.
      • lobuz.z1 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 15.01.08, 18:57
        > Boję się go bardzo. Biorę silne leki od psychiatry i staram
        > się iśc do przodu, ale nie jest to łatwa droga by odzyskac spokój.


        Biedna kobieto. Masz klab w glowie. Prawdziwa sila bierze sie zawsze z jasnosci
        celow i braku watpliwosci. Dla ciebie podstawowa sprawa jest spokoj, a tego
        spokoju nie bedziesz miec, dopoki nie wygrasz tej walki.

        Nie mysl o swoim zwiazku refleksyjnie. Nie oceniaj. NIE WSPOLCZUJ.
        Ani sobie ani temu typowi.

        MASZ WYGRAC SPAWE W SADZIE. Do tego czasu MASZ NAUCZYC SIE SAMODZIELNIE MYSLEC.

        Ten twoj facet, to jest PEDAL. Sku..syn i idiota.
        Ty chcialas rozwod bez orzekania winy? Zartujesz?

        NAGRAJ GO! Przedstaw sadowi obraz tego czlowieka, obraz potwora jakim jest.
        Walcz o swoje zycie, bo inaczej porazka zniszczy ciebie.

        Zbierz sily w sobie. Jestes silna. Wytycz sobie cel i poradzisz sobie.











      • j-ullka Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 12.08.08, 13:51
        Witam,Rozumiem co czujesz.Moje małzeństwo to tez zupełna porażka.Nie
        ma w nim problemów z alkoholem czy odrzucenia fizycznego(wrecz
        przeciwnie seks dla niego odgrywa głowna role),ale sa inne
        zachowania,ktore wyniszczaja mnie psychicznie.Jakoś za kazdym razem
        sie z tego podnosze i zyje dalej.Przez jakis czas jest dobrze a
        potem na nowo to samo.Doskonale zdaje sobie sprawez tego,ze powinnam
        zakończyc ten zwiazek.Najgorsze jest to ,ze nie potrafię i nie umiem
        odpowiedziec sobie na pytanie dlaczego nie potrafie tego
        zakonczyc.Dlaczego nie potrafie odejsc od takiego człowieka...Czy to
        przyzwyczajenie czy moze jeszcze milosc? Ale jak mozna kochac
        człowieka ktory ciagle upokarza i z którego zachowania wynika ze ma
        mnie za nic.Czuje,ze poniosłam ogromna porazke zyciowa,ogromny ból,
        smutek.Jakis czas temu poznalam bardzo wartosciowego
        czlowieka ,ktoremu na mnie zalezy,szanuje mnie i czeka az odejde od
        męza i bede z nim.Tylko ze ja nie potrafie tego zrobic.Kiedys
        wierzylam w szczera gleboka milosc taka jedyną a teraz nie potrafie
        dac sobie prawa do miłosci ,do szczescia czuje sie wypalona albo
        moze raczej spalona.Nie wiem czy jeszcze potrafie i chce w ogole
        kochac.Dwa dni temu zaczełam pakowac walizki i bylam zdecydowana
        odejsc.Ale to bylo dwa dni temu ,bo wczoraj on znowu zaczol ze mna
        normalnie rozmawiac a ja znowu mam nadzieje ,ze wszystko sie
        ulozy...Nie umiem sobie odpowiedziec na pytanie dlaczego tak sie
        dzieje ,w czym tkwi problem ...
    • sumire Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 03.11.07, 19:35
      nie ma miłości własnej.
      jest za to znikome poczucie własnej wartości i pitolenie "ja sobie nie dam rady sama, ja muszę mieć faceta, muszę z kimś być". brrrrr. i spędza taka najlepsze lata życia z beznadziejnym patafianem, który bez cienia skrupułów wykorzystuje jej uzależnienie od niego.
    • black.gloria a moze tak milosc? 15.01.08, 12:25
      wiem wiem... zaraz bedzie ze jestem pewnie jakas glupia nastolatka :P Ze wierze
      w milosc... Ale odkrylam, ze ona (odziwo) na prawde istnieje... nie jest to taka
      milosc o jakiej marzymy i jaka sobie wyobrazamy... milosc to wlasnie
      poswiecenie... Ja przezywalam męke z moim partnerem jakies pol roku... pozniej
      gdy go stracilam, dopiero zrozumialam, ze lepiej sie meczyc z nim niz samej ;)
      wrocilismy do siebie... teraz zyjemy jak 2 obce sobie osoby, ale ze
      swiadomoscia, ze gdy wroci sie do domu, to mozna sie przytulic do tej drugiej
      osoby i powiedziec "bardzo Cie kocham"
      • maldzi Re: a moze tak milosc? 19.02.08, 12:08
        Gloria , nie rozumię Ciebie. Ja także czuję się obco w towarzystwie
        mojego męża i wlaśnie ta samotność we dwoje mnie tak bardzo rani.
        Jesteś z nim bo go pewnie jeszcze kochasz i nie potrafisz pogodzić
        sie z jego stratą, zadawalasz sie namiastka tego co nazywasz
        kochaniem. Ale pomyśl czy facet ktoremu nie bylabyś obojętna,
        zachowywal by się wobec Ciebie zimno i obco? Czy nie chcialby Cię
        obdarzać czulością i być jak najbliżej Ciebie fizycznie i
        emocjonalnie? Kiedy nastepnym razem przytulisz sie do niego kiedy
        wroci do domu i powiesz mu KOCHAM spóż mu głęboko w oczy i zobacz że
        slowa te nie robią na nim żadnego wrażenia. Wraca bo mu tak
        wygodnie - nic więcej ale do czasu kiedy znajdzie lepsze lokum.
      • iberia.pl Re: a moze tak milosc??? 19.02.08, 12:11
        black.gloria napisała:

        > wiem wiem... zaraz bedzie ze jestem pewnie jakas glupia
        nastolatka :P Ze wierze w milosc... Ale odkrylam, ze ona (odziwo) na
        prawde istnieje... nie jest to taka milosc o jakiej marzymy i jaka
        sobie wyobrazamy... milosc to wlasnie poswiecenie...


        chyba a nawet na pewno nie masz zielonego pojecia co to jest
        milosc...jakos sobie wyobrazam, zeby mnie ktos z milosci lał czy
        obrazal.

        >Ja przezywalam męke z moim partnerem jakies pol roku... pozniej
        > gdy go stracilam, dopiero zrozumialam, ze lepiej sie meczyc z nim
        niz samej ;)

        ???

        > wrocilismy do siebie... teraz zyjemy jak 2 obce sobie osoby, ale ze
        > swiadomoscia, ze gdy wroci sie do domu, to mozna sie przytulic do
        tej drugiej osoby i powiedziec "bardzo Cie kocham"

        co za hipokryzja......rzyg.
    • sabriel Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 15.01.08, 15:59
      Dla świętego spokoju? ze strachu przed samotnością? Bo przyznanie,
      że dzieje się źle w związku i nie da sie tego już naprawić zmusza
      nas do działania.Nie tak łatwo pokazać komuś drzwi jak się żyło pod
      jednym dachem kilkadziesiąt lat,ma dzieci,wspólne doświadczenia i
      dodatkowo jest się "żoną przy mężu" bez pracy i kasy.
      • maldzi Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 19.02.08, 11:50
        Właśnie tak. Sytuacja wydaje się beznadziejna. Odejść - strach,
        zostać - zbyt boli. Waham się już kilka lat, to wpadam w depresje ,
        to w zludzenia że może nie jest jeszcze wszystko stracone. Wciąż
        stoję na krawędzi i ani kroku w przód ani w tył.
    • modliszka24 Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 15.01.08, 20:54
      życie to nie bajka, czasem z takiego związku ciężko się wyzwolić ,pewnie jesteś
      sama, zobaczysz jak będzie to nie jest takie proste życie jest okrutne
    • diabel-tasmasnki Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 15.01.08, 21:05
      Jakbym znalazł młodą ruchliwą dupę bez rozstępów na wielkich cyckach to by mi
      nie przeszkadzało ze związek jest beznadziejny. :)
      • maldzi Re: Dlaczego ludzie tkwią w beznadziejnych związk 19.02.08, 11:44
        Nie dziwi mnie twoj wpis - jaki poziom taki komentarz.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka