Dodaj do ulubionych

duża różnica wieku w związku

    • skrzydlate Re: duża różnica wieku w związku 12.09.07, 15:29
      moja znajoma ma męża 93 lata, ona jest sporo młodsza od niego... opiekuje sie
      mamą i swoim chłopem który jest starszy od jej matki, czyli ma w domu regularny
      dom starców, niby jest okej ale jest wykończona psychicznie, ciekawe czy dotrwasz
      • aaniula Re: duża różnica wieku w związku 12.09.07, 22:08
        mój facet jest 14 lat starszy i ciągle słyszę szykany od rodziny, że
        wybrałam sobie starego dziada.......:(
    • modliszka24 Re: duża różnica wieku w związku 13.09.07, 08:38
      teraz moze nie ma znaczenia a co bedzie pozniej kiedy roznica bedzie bardziej
      zauwazalna
      • crunch-4 Re: duża różnica wieku w związku 13.09.07, 12:56
        no pewnie ,ze tak . przeciez 60 lat to dziadek, moj mial 64 jak
        zmarł. nie moge wyobrazic sobie osobe 20 letnia z 60. mozecie
        mowic ,ze to stereotypy itd, ja uwazam ,ze w zyciu jest czas na
        wszystko , na zabawe , na nauke , na prace , na dzieci i starosc.
        wasze zycie ,wasza sprawa ale dzieci to juz lekka przesada. pamietam
        jak kiedys w swietlicy szkolnej dzieci krzyczaly pawel dziadek po
        ciebie przyszedl, a ona czerwony ze zlami w oczach szedl ze
        spuszczona glowa bo to byl ojciec, tez juz nie zyje od paru lat a
        mamy po 25 lat w obecnej chwili. nie badzcie egoistkami , nikt nie
        chccialby miec ojca-dziadka lub byc sierota.
        • niesforna80 Re: duża różnica wieku w związku 13.09.07, 14:47
          mój dziadek miał 75 jak zmarł i co z tego... drugi miał 55 a mąż
          mojej kumpeli miał 30 i 3 letniego synka jak zmarł... i co z tego?
          to z tego, że nie znasz dnia ani godziny i nie wiesz, czy młody mąż
          umrze jako młody... gdybym tak myślała, to chyba bym zwariowała!!
          • feenstra Re: duża różnica wieku w związku 13.09.07, 17:11
            Ok, wszystko jest możliwe, cegła może spaść na głowę, ale jakie są
            szanse że 30letnia kobieta wychodząc za mąż za 30latka zostanie
            wdową w wieku lat 50ciu? 10%? A jeśli wyjdzie za 60latka? 95%
            niestety.. Miłość jest wspaniała ale samotne kilkadziesiąt lat (już
            widzę te tłumy mężczyzn ustawiające się w kolejce żeby związać się z
            50letnią wdową) musi być koszmarem. Ale jeśli jesteście opiekuńcze
            (już wkrótce wasi mężowie będą wymagali opieki) i nie boicie się
            samotności, wasza sprawa.. Ja nie chcę być sama, wybrałam mężczyznę
            w swoim wieku. Plus mężczyźni starsi o kilkadziesiąt lat wzbudzają
            we mnie obrzydzenie, ale to już kwestia gustu, a o gustach się nie
            dyskutuje
            • minutka_1 że się wtrące.... 13.09.07, 18:04
              Wiecie co ja wolę żyć pełnią szczęscia przez 10 lat niz być
              niespełniona przez całe zycie. A młodzi meżczyźni tacy własnie są
              nieodpowiedzialni, niedoswiadczeni,nie do końca rozwinięci
              emocjonalnie i z reguły mają nieodpowiednie podejście do kobiet
              (swoich kobiet - bo tu akurat o kochankach nie mówie). Niestety
              miałam doczynienia z takimi i juz nigdy wiecej. Wy wybieraci
              rówieśników - Wasza sprawa. My starszych i to tez niech zostanie
              naszą sprawą i naszym wyborem.
              • grappa35 ja też chce do waszego klubu!!!!!!!!!! 13.09.07, 19:59
                Nie jestem w tej chwili na bieżaco bo czytałam was ok15-tej ale
                podoba mi sie ten wątek i musze dodac swoje 5groszy.U mnie jest18lat
                różnicy ale my już mamy 12letni staż.Nie mam już motylków w brzuchu
                ale jestem szczęśliwa.Mój ukochany ma już po 50 i wkurzają mnie
                komentarze typu że facet po 50 to już starzec itp.Zawsze mi sie
                podobali starsi odemnie i nie czuje sie gorsza miałam kilka związków
                z rówiesnikami ale nic nie wyszło oni dla mnie byli strasznie
                dziecinni.I zgadzam sie z tym co napisała minutka_1 ze lepiej sobie
                poży 10 lat w szczęśliwym związku niż obchodic 50-leci w związku
                który nie dał mi tego czego naprawdę mi było trzeba.
                • minutka_1 Re: ja też chce do waszego klubu!!!!!!!!!! 14.09.07, 09:08
                  Witaj:)no Ty chyba jesteś rekordzistką jeżeli chodzi o staż. Napisz
                  coś wiecej o swoim związku, macie dzieci? Mnie tez wkurzają teksty o
                  zdziadziałych 50 latkach...to nie jest reguła!!!To wszystko zalezy
                  od podejscia do zycia bo tak naprawde starzejemy sie na własne
                  zyczenie.
                  Ojciec mojego ma 72 lata..fakt nie wyglada jak młodzieniaszek ale
                  jest tak zywiołowy, lubiacy poimprezować, ze az miło sie na niego
                  patrzy. On po prostu nie daje sie starosci.
                  pozdrawiam
              • feenstra Re: że się wtrące.... 13.09.07, 21:49
                1. Dlaczego uważasz że albo 10 lat szczęścia albo niespełnienie całe
                życie? Jest jeszcze trzecia, najpopularniejsza opcja - kilkadziesiąt
                lat (oby całe życie!) szczęścia. Wspólne szaleństwa młodości,
                dorastanie (czasem długo po trzydziestce:-), wspólne starzenie się.
                Takie pary mnie otaczają a widok dziadka czule całującego równie
                sędziwą babcię w rękę jest dla mnie jednym z najromantyczniejszych
                widoków jakie widziałam w życiu.
                2. Generalizujesz. Nie wszyscy młodzi mężczyźni
                są "nieodpowiedzialni, niedoswiadczeni, nie do końca rozwinięci
                emocjonalnie i z reguły mają nieodpowiednie podejście do kobiet".
                Mój niespełna trzydziestolatek jest niesamowicie dojrzały,
                odpowiedzialny, a emocjonalnie rozwinięty bardziej niż większość
                znanych mi kobiet:-) I nie jest żadnym wyjątkiem!
                3. Faktycznie nie moja sprawa, po prostu nie rozumiem takiego
                wyboru, świadomego skazywanie się na nieuniknione cierpienie. Ale -
                masz rację - Wasza sprawa, Wasz wybór
              • crunch-4 Re: że się wtrące.... 14.09.07, 00:57
                Widocznie trafilas na nieodpowiedzialnego, moj jest pare lat
                starszy i jest wszystko dobrze miedzy nami. Jezeli chcesz byc , ze
                starszym mezczyzna badz ale nie pisz,ze mlodsi sa gorsi. Pewnie ,ze
                wasza sprawa z kim sie spotykacie tylko nie krzywdzcie innych -
                dzieci.
                • minutka_1 Re: że się wtrące.... 14.09.07, 09:13
                  Bardzo mozliwe ze trafiałam na nieodpowiednich facetów..a moze to ja
                  nigdy z zadnym młodszym bym sie nie dogadala..nie wiem. Pisze ze
                  mlodsi sa gorsi..ale pisze to w swoim imieniu i sa gorsi dla mnie,
                  kazdy ma swoje zdanie i ja tak własnie uwazam. Wy za to piszecie ze
                  starsi budza u Was obrzydzenie..ok to tez jest Wasze zdanie.Gdyby
                  wszytscy mieli identyczne poglądy to świat by zwariował.
                • niesforna80 hmmm co to znaczy krzywdzić? 14.09.07, 10:59
                  co to znaczy nie krzywdzcie innych - dzieci?
                  czy uważasz, że dzieci zrodzone z miłości, kochane i wychowywane pod
                  dachem, w którym czuć miłość, widać ją są krzywdzone??
    • hot_kitty Re: duża różnica wieku w związku 13.09.07, 20:00
      ja wlasnie sie zakochalam w takim facecie i mam dylemat :(
      • grappa35 Re: duża różnica wieku w związku 13.09.07, 20:25
        Nie wiedziałam że jest tyle dziewczyn zakochanych lub podkochujących
        sie w sarszych męszczyznach,bo choc nie mam juz 20lat to nadal widze
        że ludie patrzą dziwnie na ulicy na mnie kiedy przytulam sie ze
        swoim ukochanym.Moja wredna kuzynka powiedziała mi kiedyś że jestem
        nekrofilką .Nie odzywam sie do niej.:)
        • niesforna80 do grappa35 14.09.07, 10:56
          a ile jest między wami różnicy? jak długo jesteście razem?
          • grappa35 Re: do grappa35 14.09.07, 11:07
            18lat różnicy a 4 grudnia pyknie nam 12 lat:)
            • niesforna80 Re: do grappa35 14.09.07, 11:11
              a macie dzieci? czy widać różnicę wieku i ile Ty masz lat?
              • grappa35 Re: do grappa35 14.09.07, 11:22
                Ja mam 35 mój ukochany 53lata mamy 9-letnią córeczke aha nie mamy
                ślubu ale planujemy niebawem.Różnice widać bo mój ukochany jest siwy
                od 30 roku zycia a ja nie wiem czy wyglądam na młodszą niż jestem
                ale ubieram sie nie jak matrona 35letnia tylko bardziej młodziezowo.
                • niesforna80 Re: do grappa35 14.09.07, 11:39
                  to tak jak u nas :) On siwy... a ja ponoć nie wyglądam na 28 :) no i
                  nie ubieram się poważnie... raczej mam swój zwariowany, luźny styl,
                  noi gapią się zwłaszcza starsze panie... z taką... zawiścią w oczach
                  i niedowierzeaniem :) a my planujemy dzieci... a przynajmniej jedno!
                  • grappa35 Re: do grappa35 14.09.07, 11:59
                    Ja to już przyzwycziłam się do głupich spojrzeń ale fakt faktem są
                    wkurzające.Nasza córka kiedy była młodsza wkurzała sie na
                    dzieci ,które mowiły,że przyszedł po nią dziadek do przedszkola.Ale
                    mądra z niej dziewczynka i po jednej i drugiej rozmowie
                    zrozumiała.że czy rudy czy siwy to niewazne jak wygląda wazny jakim
                    jest ojcem.I teraz mając 9lat kiedy zaprasz swoje koleżanki lub
                    kolegów do domu to dzieci się pytają czy będzie jej tata,ato dlatego
                    ze on zawsze im wymyśla jakieś fajne zabawy .
                    • niesforna80 Re: do grappa35 14.09.07, 12:13
                      to bardzo fajnie!
                      ja też wychodzę z założenia, że kwestia podejścia, wychowania i
                      wszystko może być ok.
                      a na obłudę i chamstwo innych ludzi niestety nie ma rady, można
                      jedynie ignorować!
                      mój pierwszy mąż był ode mnie niższy i też się głupie laski gapiły,
                      więc jestem przyzwyczajona!
                      a czasem to nawet sobie jaja robię z takich bab, co to nie potrafią
                      się przestać gapić!
                      moi znajomi niektórzy są w szoku, ale akceptują mój wybór, bo to
                      moje życie!
        • grappa35 12leni staż to juz coś moge powiedziec! 14.09.07, 12:21
          Wszystkie kochające starszych i wachające się podjąc decyzje
          przestańcie się zamartwiać co powiedzą rodzice czy
          sasiedzi.Jesteście dorosłe zakochane wiec cieszcie się tym i
          spełniajcie swoje marzenia.My jesteśmy ze sobą 12lat bywało różnie
          ale tak jest w kazdym związku i nikt mi nie wmówi ze gdy sie
          kłóciłam z moim Ukochanym to powodem była zbyt duża różnica
          wieku.Zawsze znajdą sie ludzie którzy będą krytykować Wasz wybór ale
          to jest WASZ wybór więc niech sie odwalą a Wy bądzcie szczęśliwe,Tak
          jak ja jestem:):):):):)
          • niesforna80 Re: 12leni staż to juz coś moge powiedziec! 14.09.07, 12:29
            ja też chcę być szczęsliwa i mieć w dupie wszystkich, dla których
            mój wybór będzie zły!
            nie mam zamiaru się przed nikim tłumaczyć, dlaczego zrezygnowałam z
            30 paro latka i zakochałam się w 60 latku :)
            co to za różnica... jedyne czego nie przeskoczę to, to, że nie
            zestarzejemy się razem... ale trudno... i tak kocham!! :)
          • niesforna80 czy któraś z was jest może z warszawy? 14.09.07, 12:33
            ja zamierzam za jakiś czas przeprowadzić sie do tego miasta i
            niestety nie znam tutaj nikogo oprócz mojego ukochanego, fajnie by
            było poznać dziweczynę w podobnej sytuacji!! :)
            • grappa35 Re: czy któraś z was jest może z warszawy? 14.09.07, 12:47
              Ja mieszkam w Poznaniu.Poznasz sobie znajomych ale nie szukaj nikogo
              na siłe co ma podobną sytuacje bo niby co to znaczy ta
              Twoja "sytuacja"? To ze masz meszczyzne starszego od siebie czy to
              że jesteś na zabój zakochana.Mam nadzieje ze to drugie:):):):)A ztym
              wspólnym starzeniem sie to zobacz ile par tego nie przezywa nawet
              jeśli są rówieśnikami.Rozwody przedwczesna śmierć.Ciesz się chwilą
              obecną ,że masz kogoś kogo kochasz z wzajemnością.Czy myślisz że
              wszystkie Twoje lub moje rówieśnice mają takie szczęście jak my?
              • niesforna80 Re: czy któraś z was jest może z warszawy? 14.09.07, 13:14
                myślę, że mamy dużo szczęćia... no i oczywiście tak samo myslę, że
                ludzie i tak nie spędzają ze sobą całego życia, napisałam tylko że
                tego nie przeskoczę, ale nie zamartwiam się tym, bo wiem, że nie ma
                sesnu!
                moja przyjaciółka straciła meża w wypadku i została sama z 3 letnim
                dzieckiem, więc nie myślę w takich kategoriach, że moje dziecko może
                zostać w wieku kilku lub kilkunastu lat bez ojca... najważnejsze
                żeby ojciec kochał i był kochany...
                fajnie, że się pojawiłaś na naszym forum, bo masz już spore
                dowświadczenie i zawsze możesz coś optymistycznego i mądrego
                napisać...
                • minutka_1 Szczęsciary:) 14.09.07, 13:50
                  Dziewczyny podpisuje pod tym wszytskim co piszecie. Ja tez jestem
                  szczesliwa bardzo bardzo..moze moje szczescie nie trwa jeszcze długo
                  bo niecałe 2 latka ale mam nadzieje ze potrwa jeszcze baaaardzo
                  dlugo tak jak i Wasze:)
                  Niesforna nie martw sie ze nie bedziesz nikogo znała z Wawy. Ja tez
                  sie przeprowadziłam 500 km od mojego domu i tez nie znalam nikogo
                  oprocz mojego. Teraz jest zupelnie inaczej mamy wspólnych znajomych,
                  zaprzyjaźniłam sie z jego dziecmi i na brak towarzystwa nie moge
                  narzekac. Zobaczysz ze u Ciebie tez tak bedzie tylko na to trzeba
                  troche czasu.
                  • niesforna80 Re: Szczęsciary:) 16.09.07, 17:26
                    Wiem, tylko trochę boję się samotności w wielkim mieście... chociaż
                    moje kiedyś było Wojewódzkie i nie należy do najmniejszych!
                    Mam tu jednak sporo znajomych i trudno mi się będzie rozstać z
                    nimi.. ale miłość... :)
                • lilaaaa Re: czy któraś z was jest może z warszawy? 15.09.07, 21:35
                  Hej, ja mieszkam w Warszawie:-)
                  • lilaaaa Re: czy któraś z was jest może z warszawy? 15.09.07, 21:47
                    Hej, ja mieszkam w Warszawie:-)
                    A jesli chodzi o ludzi gapiacych sie na nas - po prostu pokazuje im jezyk:-) Wtedy odchodza zmieszani. ogolnie to nie zwracam na nich uwagi, moj mezczyzna jest bardziej stonowany w miejscach publicznych - mi zas nie przeszkadza stanac na srodku chodnika i calowac go:-)
                    U nas widac roznice wieku, w koncu wynosi ona 35 lat. Owszem, czasami to odczuwam, ale uczucie jest na tyle silne, ze nie zwracam na to wiekszej uwagi. Ja jestem 22 letnia studentka, on juz 57 letnim mezczyzna.. Jesli chodzi o wyglad to nie jest ani siwy ani gruby i ma tez wszystkie swoje zeby;-) He he, dodam, ze wlosow nie maluje:D To tak a propos uszczypliwosci innych kobiet;-)
                    • niesforna80 Re: czy któraś z was jest może z warszawy? 16.09.07, 17:25
                      hehe, fajnie! mój Ukochany też ma wszystkie swoje zęby i to bardzo
                      ładne i białe :)
                      poza tym jest szpakowaty, ale zupełnie mi to nie przeszkadza!
                      nie ma zmarszczek, może jedynie kurze łapki, ale takie to nawet ja
                      mam!
                      no i jest wysoki i nie ma nadwagi!
                      Jest zadbanym i pachnącym mężczyzną!
                      Kocham Go bardzo!
                      A w łóżku wcale nie czuję się jak ze staruszkiem.... jest bardzo
                      podniecająco i zmysłowo i .... :)
      • niesforna80 do hot_kitty 14.09.07, 10:55
        może napiszesz coś więcej to może uda nam się ocenić Twoją
        sytuację! :) a tymczasem głowa do góry!!
    • diodunia Re: duża różnica wieku w związku 13.09.07, 22:17
      a u mnie jest tak znamy sie rok jest miedzy nami 19 lat roznicy, od poczatku to
      on byl bardziej zaangazowany i dawal z siebie mnostwo,troszke sie to zmienilo po
      9 miesiacach (i tez czesciowo z powodu naszej pracy zawodowej ) zmniejszyla sie
      liczba czasu jaki spedzalismy razem,nie widzielismy sie jakis czas, on twierdzi
      ze urwal kontakty bo nie chcial mnie krzywdzic,a w zyciu jest uczciwym
      czlowiekiem.los chcial i teraz odnawiamy kontakty i jest jeszcze lepiej niz jak
      sie poznalismy,jest miedzy nami wiecej czulosci wiecej radosci z kazdym
      spotkaniem.Nie wiem czy bedziemy razem do konca,czy kiedys zamieszkamy razem itp
      ciesze sie ze moge z nim byc.
      • niesforna80 nowy wątek- powitanie nowych dziewczyn :) 14.09.07, 10:51
        hej, dziewczyny, te nowe i te, które są już na forum dłużej...
        napiszmy po kilka zdań o sobie i niech nowe dziewczyny też się
        przedstwią!
        jeżeli chodzi o Panie, które nas krytykują... może przestaniecie,
        albo nie ma sensu pisać, bo my nie potrzebujemy krytyki, ale wymiany
        wpsólnych dowświadczeń z kobietami, które są związane ze starszymi...
        pozdrawiam wszystkich!
        • niesforna80 niesforna 80 ( może ja zacznę :) ) 14.09.07, 10:54
          a więc..
          mam 28 lat, mój mężczyzna 58 i jesteśmy razem około 8 miesięcy...
          nie mieszkamy razem, bo dzieli nas odległość około 500 km, a poza
          tym ja jeszcze nie dostałam rozwodu, no i czekam aż wszzystko się
          ułoży... zamierzam przeprowadzić sie do Niego, zacząć nowe życie
          razem z Ukochanym!
          jest nam ze sobą bardzo dobrze, nigdy nie czułam się bardziej
          kochana i doceniana... po prostu jestem szczęśliwa... na początek to
          wystarczy! :)
    • grappa35 Re: duża różnica wieku w związku 14.09.07, 15:04
      Tak sobie czytam te wszystkie wypowiedzi i szlag mnie trafia co za
      kocopoły niektóre dziewczyny piszą.Chodzi mi o dzieci.W jaki sposób
      ja niby skrzywdiłam córke albo któraś z was skrzywdzi swoje przyszłe
      dziecko.???????????Moja córka nigdy sie nie wstydziła ojca ona sie
      wkurzała jak ktoś moze nie wiedziec ze to jest jej tatuś.Jakby
      przyszedł np po nią mój kochanek jezeli takowy by istniał dzieci
      pomyślałyby że to tata to co dziecko ma sie wstydzic,cieszyć czy
      moze tłumaczyc?Ach!!Kiedyś byłam świadkiem takij sytuacji.Mama
      kolegi z klasy mojej córki jest na coś chora ma łysą głowę ale tak
      na czubku,kobieta ukrywa to jak moze ale i tak widac.Jedna
      dziewczyna ze starszej klasy coś tam komentowła ,że ten chlopak ma
      przegwizdane i takie tam amoja córka zapytała jej czy gdyby jej mama
      zachorowala i tak wygladała to czy było by jej miło słuchac takich
      rzeczy.Zrobiło mi sie bardzo fajnie byłam z niej cholernie dumna.Ale
      sie chwale nie?Myśle że ta rozmowa jeszcze za czasów jej przedszkola
      dała rezultaty w obie strony.
    • kraxa te, ktore widza dojrzalego mezczyzne 15.09.07, 00:51
      Jako pokurczonego dziadka w szarym swetrze rozpinanym i spodniach od
      slubnego jeszcze garnituru podciagnietych pod sama
      brode...Powiedzcie, bylyscie gdzies w tzw "swiecie" czy tylko do
      Mlawy sie wypuszczacie ;-PPP? Jak mozna pieprzyc takie farmazony-
      jedzcie chociazby do Niemiec, albo lepiej do Holandii, Frncji czy
      UK. Popatrzcie sobie jak wygladaja, jakie maja sylwetki, ubrania,
      czy fryzury faceci kolo 50-tki i przestancie sadzic bzdury jak malo
      ktory ;-DDD W Polsce to juz tez sie dzieki Bogu powoli zmienia, i
      smiem twierdzic, ze szybciej u panow tzw"starszych" bo juz maja
      troche oglady i srodki na to, a statystyczny polski 30-kilkulatek,
      to lysa pala ubrana w jakies bermudy ( skauci piwni czy co?) i
      sandaly ze skarpetami...
    • doro-tka Re: duża różnica wieku w związku 15.09.07, 15:56
      Za stary.... mój mąż jest ode mnie o 9 lat starszy i to już jest dla
      mnie odczuwalne, na prawde nie polecam, a z czasem się do niego
      człowiek dostosuje i z młodej babki zrobi się stara babka.
      O seksie to już w ogóle nie wspomnę, katastrofa!!!!!!!!!!
      • niesforna80 doro-tka - przykro mi, że 16.09.07, 13:08
        masz takiego męża, ale to nie zależy do wieku!
    • piorunka Re: duża różnica wieku w związku 16.09.07, 22:56
      Witam Was serdecznie!!!
      po pierwsze - dziękuję niesfornej za wskazanie w innym wątku tego forum :)
      po drugie - jutro mija druga rocznica naszego ślubu.
      A My to Ja - lat prawie 31 i mój Skarb Najsłodszy - lat prawie 51.
      Razem od lat siedmiu. I jutro będziemy obchodzić juz drugą rocznicę
      najwspanialszego dnia naszego życia.
      Mam nadzieję,że od czasu do czasu bedę mogła tu powymieniać się z Wami swoimi
      przemyśleniami, doświadczeniami a czasem mieć przed kim poskarżyć się na
      rzeczywistość :)) i prozę życia.
      Pozdrawiam.
      • niesforna80 Re: duża różnica wieku w związku 17.09.07, 13:16
        witaj piorunka!!!
        fajnie, że jest ktoś kolejny, kto jest szczęśliwy w takim związku!
        może dzięki temu fotrum obaliy stereotyp jaki panuje wśród ludzi..
        że młoda d... tylko na kasę staruszka leci, a On na jej młode ciało!!
        • minutka_1 Już obalamy stsreotypy 17.09.07, 14:40
          Fajnie ze jest nas coraz więcej. I pewnie jeszcze będą się pojawiac
          nowe szczęściary. Na pewno złosliwe komentarze również ale co tam
          damy rade nie??
          • niesforna80 Re: Już obalamy stsreotypy 17.09.07, 15:32
            pewnie że tak!!
            a piorunka może coś napisze więcej o sobie!!!? :)
            macie dzieci? co robicie w życiu?
            może jakieś recepty na szczescie?? :)
            • niesforna80 jestem szczęśliwa :) 17.09.07, 18:50
              tak sobie myślę, że właściwie to z jednej strony trochę to dziwne,
              że istnieje takie forum, no bo jeśli większość z nas jest szczęśliwa
              i nie przejmuje się innymi.. ale..
              z drugiej strony to własnie ta chora rzeczywistość, ludzie źli i
              zawistni powodują, że musimy się wspierać i potrzebujemy ciepłych
              słów akceptacji od takich jak my.. brzmi to jakbyśmy były innne...
              ale jesteśmy, bo spotykamy się z mężczyznami o kilkadziesiąt lat
              starszymi i dla nas to normalne i nie widziałybyśmy w tym problemu,
              ale to właśnie ludzie powodują, że mamy obawy!
              krytyka jest najgorszą rzeczą jaka nas spotyka, bo my po prostu
              chcemy być szczęśliwe...!!!!!!!!!
              tak naprawdę to nie ma nic dziwnego w naszych związkach... jest
              miłość jak w każdym udanym związku!! jest seks, jest czułość, jest
              zaufanie...
              wszystko jest tak samo jak byśmy były z 30 latkami!!!
              więc po co tyle krzyku???
              nie rozumiem tego... ja dopóki nie trafiłam na to forum, nie
              myślałam wcale, że ludzie mogą mnie źle odbierać, dodam, że mnie to
              nie obchodzi nic a nic!
              więc, kobiety drogie wszystkie zakochane i szczęśliwe!! bądźmy
              szczęśliwe i już! :)
            • piorunka Re: Już obalamy stsreotypy 17.09.07, 23:23
              :)))
              nie ma recept...bo każda z nas ma swoją własną,niepowtarzalną i wyjątkową historię.
              My jesteśmy razem od sześciu lat, znamy się już 11. Początki były trudne i
              pewnie większość z Was właśnie przez to przechodzi albo już przeszła. Sprzeciw
              Rodziny, moi rówieśnicy pukali się w czoło a znajomi mojego wówczas niemęża
              traktowali mnie jak tzw. chwilówkę, do czego po latach szczerze do bólu się
              przyznali...ale z czasem wszyscy się wzajemnie oswoili, towarzystwa moje i Męża
              się poznały
              (wyprawiliśmy kilka imprez, które w tym pomogły :) ) Rodzice się przekonali,że
              to poważny,rozsądny,poukładany facet i wszyscy odetchnęli z ulgą.
              Mój problem - typowy dla większości mężatek.....teściowa :))))
              ale dzięki Mężowi da się wytrzymać.

              Aha, jestem z Warszawy.

              • lilaaaa Re: Już obalamy stsreotypy 18.09.07, 00:09
                Znajomi mojego mężczyzny to oczywiście ludzie starsi, poznałam tylko mężczyzn - z wiadomych względów. Gdy pierwszy raz spotkałam się z takim jednym kolega i on siedzial i patrzyl sie na mnie z takim ironicznym usmiechem, to wyparowalam: I co Pan sie tak glupio usmiecha? Zbilam faceta z tropu, do konca spotkania byl mily i teraz juz wszystko jest ok;-) Jednych znajomych lubie bardziej, innych mniej:-) Podobnie jak moj facet:-)
                Problem jest jeszcze z rodzina.. siostra caly czas mi docina, z rodzicami to juz nawet na ten temat nie rozmawiam. Za to dzieci mojej siostry bardzo go lubia:-) Moj facet chcial nawet pojechac do moich rodzicow i porozmawiac z nimi...ale odwiodlam go od tego pomyslu:-)
                Jest tylko jeden problem... ja chcialabym pojechac do Afryki, jako wolontariuszka, a On nie chce sie na to zgodzic, ciagle mi mowi, ze zycie mi niemile itp. Nie chce sie mna rozstawac, ale nie chce tez ze mna pojechac, bo ma tu male dzieci w Polsce. Dla mnie to On moglby nawet tam w hotelu mieszkac, ale zeby byl obok...Chyba go nie przekonam:-(
                • niesforna80 lilaaaa, no i właśnie to są czasem takie 18.09.07, 09:34
                  problemy, z którymi trudno sobie poradzić... z tego co pamiętam, to
                  Ty masz chyba 22 lata i jesteś jeszcze studentką?
                  wydaje mi się, że to może być dla Ciebie problem, że będziesz
                  musiała zrezygnować z niektórych rzeczy na rzecz.. miłości i Twojego
                  ukochanego.. ale ja niestety tez to wiem.. i myślę, że tak jest w
                  każdym związku... chociaż.. mój były mąż pozwalał mi na każdy wyjazd
                  jaki tylko miałam ochotę, oczywiście nie były to wyjazdy do Afryki,
                  ale nie sprzeciwiał się jak miałam ochotę pojechać na festiwal
                  filmowy na tydzień... i to też nie było dobre, bo teraz czuję się
                  tak, jakby mu to było obojętne wtedy, no i może dlatego moje
                  małżeństwo się rozpadło.. ale wracając do Twojwj Afryki, to fajnie
                  jest mieć jakieś cele, plany, marzenia, gorzej jak nie można ich z
                  jakiś powodó zrealizować, bo na przykład druga połowa się nie
                  zgadza.. i co tu zrobić???
                  może jak Twój Ukochany zobacz, że Ty się w tym postanowieniu nie
                  poddajesz, że wciąż o tym mówisz, myślisz.. traktujesz to poważnie,
                  to popatrzy na to innaczej, może pojedzie nawet z Tobą.. chociaż
                  perspektywa zostawienia dzieci...
                  Uważam, że powinnaś walczyć o swoje, chociaż wiem, że to trudne!
                  Ale... chociaż ja jestem tylko 6 lat od Ciebie starsza, to uważam,
                  że jesteś za młoda, żeby rezygnować z marzeń... i On powienien to
                  zrozumieć, nawet jeśli to wyjazd do Afryki... :)
                  Mam nadzieję, że znajdziecie w tym temacie porozumienie!
                  A jeśli wydziesz bez Niego.. to też zawsze jakiś sprawdzian waszych
                  uczuć... jak kocha, to poczeka.. wiem, że to nie łatwe, bo sama
                  spotykam się z moim facetem dwa razy w miesiącu na dwa, trzy dni,
                  ale kochamy się i to jest najważniejsze!! :)
                  • niesforna80 Re: lilaaaa, sorki za literówki, ale w pracy 18.09.07, 09:35
              • niesforna80 Re: Już obalamy stsreotypy 18.09.07, 09:39
                :) ja już nie mam teściwej... za to mój Ukochany ma, chciaż moja
                mama nic jeszcze nie wie i strasznie się boję chwili, w której
                rodzice dowiedzą się o moim Ukochanym, a raczej o tym ile ma lat!!
                nawet sobie nie wyobrażam ich reakcji, bo nie wiem jakie mają na ten
                temat zdanie, ale mam nadzieję, że uda mi się kiedyś zachaczyć o ten
                temat i zobaczymy...
                a tak na marginesie, to jak moja przyjaciółka wychodziła za mąż rok
                temu za faceta o 15 lat starszego, to nie myślałam, że to coś
                dziwnego, ale nigdy nie przypuszczałam, że mogę sama mieć kogoś
                starszego i to o 30 lat!!!!! :)
                dziwne to życie.... :)
                • lilaaaa niesforna80 18.09.07, 11:08
                  Mój mężczyzna nie żałuje mi wyjść do klubów- czasami wychodzę z nim, czasami ze znajomymi, nie żałuje imprez, nie żałuje wyjazdów na wakacje czy na weekend gdzieś w Polskę. Jeśli chodzi o Afrykę, to szkopuł jest w tym, że tam jest po prostu niebezpiecznie i on sie o mnie najzwyczajniej w świecie boi. I w sumie go rozumiem... Ale z drugiej strony - naprawdę chciałabym tam pojechać i pomagać ludziom... Jeszcze nie podjęłam decyzji, nie wiem co zrobię. Raczej nie zrobię nic wbrew jemu, bo wiem, że on nie zrobi nic przeciw mnie. Kocham go, a miłość to są kompromisy. Ostatnio mieliśmy okazję o tym rozmawiać - po syt. u Rokitów ( choć nie wierzę, że Rokita nie wiedział o planach Nelly, raczej razem to wykombinowali). Ja uważam, że ona nie powinna tak postąpić. Mój mężczyzna wspiera mnie w nauce, ja wspieram go w jego interesach, a raczej po prostu nie przeszkadzamy sobie nawzajem..:-)
                  Co do rodziców - rozumiem Ciebie, to ciężki orzech do zgryzienia.. Tu nie można dać żadnej rady, sama powinnaś wiedzieć jak ich o tym poinformować - bo w końcu tylko ty znasz swoich rodzicow..
                  Pozdrawiam ciepło w te piekne, sloneczne przedpoludnie:-)
                  • diodunia Re: niesforna80 18.09.07, 22:42
                    moi rodzice od samego poczatku wiedza, ze spotykam sie z mezczyzna starszym o 19
                    lat,nie bylo jakis wiekszych problemow w zwiazku z tym, nie poznalam ich jeszcze
                    ze soba, ale mysle ze i na to przyjdzie pora.Bardzo bym chciala aby tak sie
                    stalo.Wczoraj obchodzilismy rocznice i bylo cudownie.Jestem z wami dziewczyny.
                    Aha jestem z Katowic
                    pozdroweczki
                    • nammafa Re: niesforna80 19.09.07, 11:43
                      Witam Katowice po sasiedzku :)
                      ja moze jeszcze nie obchodze rocznicy...ale kto wie co bedzie za
                      rok :)
                      • niesforna80 witam raz jeszcze wszystkie nowe dziewczyny! 19.09.07, 12:37
                        • niesforna80 Re: witam raz jeszcze wszystkie nowe dziewczyny! 19.09.07, 12:41
                          Cieszę się, że tyle was i że wciąż przybywa na nasze forum coraz
                          więcej kobiet! Mam nadzieję, że po ttlu przykladach szczęśliwych
                          związków niedowiarkowie nareszcie się od nas odczepią i uwierzą, że
                          można być szczęśliwym bez względu na to, ile lat ma nasz wybranek!!
                          Szkoda, że na nasze forum nie trafił rzaden mężczyzna, który spotyka
                          się z młodą kobietą, ale może kiedyś...!
                          Tak się zastanawiam, czy wasi mężczyźni wiedzą o tym forum?? Bo mój
                          tak! I nie ma nic przeciw żebym się tu wypowiadała!
                          Nawet cieszy się, że nie jestem sama :)
                          Pozdrawiam!
                          • niesforna80 lilaaaa!! 19.09.07, 12:48
                            kurcze, tak sobie czasem myślę, że właściwie to moje życie i nic
                            nikomu do tego z kim się spotykam, ale żałuję, że nie mam normalnej
                            rodziny!
                            moja mama kiedyś zdradzała mojego ojca i to z młodszym o 20 lat
                            facetem, więc jeśli powie mi cokolwiek złego na mój temat i różnicy
                            wieku między mną a Nim, to chyba nie wytrzymam i powiem jej co myślę
                            o tym, co Ona wyprawiała, bo oczywiście mój tato o niczym nie wie,
                            albo jest na tyle głupi, że udaje, że nie wie!!! ;-/
                            w każdym razie nie mam zamiaru się tym przejmować!
                            chcę tylko spokoju i szczęścia z moim ukochanym!!
                            tak naprawdę, to chciałabym już przeprowadzić się do w-wy i
                            zamieszkać razem z nim....
                            nie wiem co będzie kiedyś, za 10 lat , za rok nawet, ale wiem, czego
                            teraz chcę i to najważniejsze!
                            • nammafa re re qm qm 19.09.07, 13:41
                              moze ja nie powinnam sie tutaj wypowiadac bo jeszcze nie
                              jestem "zwiazana"...ale..
                              ale wszystko zmierza w tym wlasnie kierunku.
                              Mam 30 lat a on 50.. ja jestem wolna, on jest wolny, ja nie mam
                              dzieci, on nie ma dzieci... :)
                              wiecie?
                              zaden przedstawiciel plci meskiej nie pociagal mnie tak jak
                              on...moze jest to spowodowane szacunkiem jakim mnie darzy,
                              delikatnoscia i smakiem...niespodziankami w postaci rozy wetknietych
                              w roznych miejscach (samochod, skrzynka na listy) czy anonimowych
                              kartkach :) to wszystko powoduje, ze jakas dziwna sila mnie
                              przyciaga do niego.
                              jestem w tej dobrej sytuacji, ze moi znajomi dopinguja mnie i wrecz
                              namawiaja na blizsza znajomosc z nim..nikt nas nie neguje. Pewnie
                              dlatego, ze wiedza jak ukladalo mi sie z rowiesnikami i ile
                              przeszlanm w zyciu..

                              to wszystko jest takie fajne :) i choc do konca nie przyznaje sie
                              sama przed soba ..to chyba cos zaczyna sie dziac !! a mnie jest z
                              tym najzwyczajniej w swiecie bardzo dobrze :)

                              zobaczymy co przyniesie zycie..

                              nie wolno sluchac co mowia inni. Krytykuja bo utarlo sie, ze pary
                              musza byc rownolatkami (mniej wiecej).
                              Zycie trzeba brac garsciami. jesli los zsyla nam 50 latka i jest nam
                              z tym dobrze to nalezy sie tym cieszyc, nie sluchajac i nie patrzac
                              na ludzi wokol...
                              Znajomi mi mowia....nie wiesz co bedzie jutro, wiec bierz i
                              kochaj....

                              i ja tak zrobie.
                              wszystko w zgodzie z soba i wlasnym sumieniem.

                              pozdrawiam wszystkie :)

                              • niesforna80 Re: re re qm qm 19.09.07, 14:25
                                :) właśnie to jest niesamowite, że nasi faceci są wspaniali,
                                romantyczni, opiekuńczy, potrafią zadbać o nas i wiedzą jak nas
                                zdobyć, a raczej czym.. mój Ukochany niestety nie wtyka mi kwiatów
                                do skrzynki, bo za daleko mieszkam, ale kiedyś chciał przyjechać do
                                mojego miasta i rozwiesić plakaty z napisem, że mnie kocha!! hehe
                                powstrzymałam go, bo to małe miasto :) no i niektórzy mogliby się
                                domyśleć!
                                no ale w okazywaniu uczuć na szczęście nie brakuje mu wyobraźni...
                                ostatnio zaskoczył mnie prezentem... kupił mi perfumy, wiem, że to
                                nic dziwnego, ale dla mnie tak, bo ja nigdy nie używałam perfum a te
                                bardzo mi się spodobały i polubiłam pachnieć! :)
    • dreamgirl3 Re: duża różnica wieku w związku 19.09.07, 16:01
      Mam 20 lat, a moj facet 35 lat. Wczesniej nigdy nie powiedzialabym
      ze bede w stanie zwiazac sie z kims z kim dzieli mnie taka roznica
      wieku, ale teraz... nie wyobrazam sobie innego zycia. Kocham Go bo
      dzieki niemu czuje sie bezpiecznie, czuje sie piekna jak nigdy
      dotad.. On daje mi bezpieczenstwo, troske, cieplo, poczucie ze
      jestem kochana.. czego wiecej moglabym chciec? Jest wspaniale ; )

      Pozdrawiam dziewczyny ; )
      • niesforna80 dreamgirl3 19.09.07, 20:14
        hej hej witamy kolejną szczęśliwą kobitkę!pozdrawiamy i życzymy szczęścia! :)
        a jak długo jesteście razem?
      • aaniula Re: duża różnica wieku w związku 19.09.07, 23:01
        do dreamgirl3 u mnie jest podobnie bo ja też mam 20 lat a moje
        Kochanie 34,dzięki Niemu jestem najszczęśliwsza na świecie, daje mi
        wszystko to, czego kobiecie potrzeba ......chwilo trwaj! pozdrawiam
        • niesforna80 różnica wieku a odległość 20.09.07, 16:27
          witajcie, niby wszystko jest ok. ale ostatnio pojawił się mały
          problem... a właściwie nie wiem czy to jest problem, ale wolę
          dmuchać na zimne...!
          otóż, mój Ukochany zmienił niedawno pracę, właściwie to jakiś czas
          był bezrobotny, a raczej pracował na swój rachunek, można
          powiedzieć, że nie był przyzwyczajony do wstawania o 7 rano i całego
          dnia w pracy.. oczywiście wstawał każdego dnia, szedł załatwiać
          swoje sprawy, ale wychodził z domu około 10.00 a nie o 08.00, mógł
          sobie zrobić tzw. przerwę na obiad, lunch itd.
          a od września jest dyrektorem placówki kulturalnej, dodam że bardzo
          dużej, której podlegają filie, no i biedak od kilki tygodni chodzi
          niewyspany, zmęczony i rozdrażniony, a moje telefony w
          nieodpowienich momentach go drażnią, a ja się denerwuję, że mamy
          mało czasu nawet na telefony, bo nawet wieczorami każdy z nas ma coś
          do zrobienia.. no i nie wiem co się dzieje!!
          boczymy się na siebie od kilku dni zamiast cieszyć się, że w sobotę
          przyjadę i będziemy mieć tylko dwa dni i tylko dla nas!
          nie wiem jak się zachować w tej sytuacji, bo nawet jak się staram
          być miła to i tak coś palnę nie tak jak trzeba i zostaje to inaczej
          odebrane... telefon to nie to samo co rozmowa w cztery oczy! :(
          jest jakoś dziwnie i nie wiem czy to przez jego zmęczenie, czy
          tęsknotę czy odległosć, która mnie też denerwuje...
          • diodunia Re: różnica wieku a odległość 20.09.07, 20:05
            Myślę, że każdy człowiek musi się dostosować do zmian jakie szykuje mu życie, a
            najtrudniej jest dla tej drugiej połówki.Moja droga niesforna80 nie przejmuj się
            i nie dawaj poznać, że jesteś zmartwiona, jak się spotkacie to sytuacja się
            zmieni i tylko TY będziesz dla niego istniała (jestem przekonana, że tak się
            stanie!)
            Też miałam podobne problemy w zasadzie one ciągle się pojawiają, bo mój Ukochany
            jest lekarzem i w zasadzie to mamy bardzo mało czasu na spotykanie się i możesz
            sobie tylko wyobrazić jak jest zmęczony, ja natomiast (na początku naszej
            znajomości) nie pracowałam na całym etacie więc mieliśmy dla siebie więcej
            czasu, mogłam się dostosować, po jakimś czasie jednak zaczęłam pracować pełną
            parą. Jest to niewątpliwie trudne, ale wszystko można zaplanować,po jakimś
            czasie zrozumiałam też, że nie będziemy w stanie spędzać razem każdego wieczoru
            (nawet jak zamieszkamy razem:(.Nie denerwuj się tylko ciesz się na
            nadchodzące spotkanie.Mam nadzieję, że spędzicie cudowny weekend.
            • niesforna80 Re: różnica wieku a odległość 20.09.07, 21:31
              hej hej!
              dzięki za słowa pocieszenia, przydały się i uśmiechnęłam się na myśl o
              weekendzie... mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze!
    • iberia.ibeeeriaa Re: duża różnica wieku w związku 20.09.07, 20:06
      nie przejmuj się , ja mogłabym zostać posądzona o pedofilię ;DDDDDDD
      • niesforna80 Re: duża różnica wieku w związku 20.09.07, 21:32
        ??? coś więcej?? :)
        • niesforna80 oczekiwany weekend! 21.09.07, 10:13
          dziś jadę do mojego ukochanego na weekend :) cała sobota i niedziela
          dla nas! trzymajcie kciuki żeby wszystko było ok.
          • minutka_1 Re: oczekiwany weekend! 21.09.07, 12:09
            Życzę milego weekendu - napewno bedzie cudowny jak te poprzednie.
            A co do braku czasu to niczym sie nie przejmuj. Moj prowadzi wlasną
            firmę zagoniony od rana do późnego wieczora i jak się spotykalismy
            raz na 2 tyg to zostawały tylko telefony. I bardzo czesto sie
            zdarzalo ze dopiero rozmawialismy nocą..bo On nie mogł..rownież był
            momentami wykończony. Kiedyś przy nocnej rozmowie zasnelismy
            obydwoje ze słuchawkami w uszach i telefonami przy poduszce
            obudzilam sie o 5 rano a czas połączenia trwał 7 godź:))) na
            szczescie było darmowe:)
            Więc nic sie nie martw to normalne
            Jeszcze raz zycze udanego weekendu:) i czekamy na relacje
          • minutka_1 Ja tez witam wszystkie nowe dziewczyny!! 21.09.07, 12:12
            Super że forum sie rozwija i powieksza i że jest nas już tak duzo. I
            pewnie jeszcze bedzie przybywać.
            Niesforna pytałaś czy Nasi panowie wiedza o forum. Mój wie czasami
            czyta go sobie a jak nie ma czasu to pyta co tam u Was
            słychać..fajnie do tego podchodzi.
            • niesforna80 Re: Ja tez witam wszystkie nowe dziewczyny!! 21.09.07, 12:39
              oo, fajnie! pozdrowienia dla Niego! :)
              ciekawa jestem ile jest takich dziewczyn jeszcze.. ja ostatnio byłam
              w Poznaniu i siedziałam pijąc kawę na dworcu kiedy podszedł do mnie
              jakiś facet koł 50 lat i zapytał o miejsce czy wolne, po chwili
              przyprowadził jakąś młodą kobietę, koło 25 lat i powiedział do
              niej.. to papa kotek i pocałował czule i poszedł hihiih
              fajne to było! pozdrawiam!!
              • diodunia Re: Ja tez witam wszystkie nowe dziewczyny!! 23.09.07, 22:38
                Fajnie, ze jest tu nas tyle.Weekend jak zwykle eh ja zajeta bylam praca a moj
                Ukochany siedzial ze swoim przyjacielem przez caly dzien,czasem jestem o to na
                niego zla,ze potrafi przy nim zapomniec o calym bozym swiecie, ale no coz na to
                poradze starych przyzwyczajen nie zmienie.Czy Wy dziewczyny tez macie takie
                sytuacje z Waszymi mezczyznami?!
                Jutro ma mi zrobic kolacje jestem ciekawa jak uda mu sie ta sztuka !:-)
                pozdrawiam wszystkich!
                • niesforna80 refleksje po weekendzie!! 24.09.07, 19:05
                  wróciłam, trochę zmęczona, trochę zamyślona i trochę pogubiona ale
                  wciąż zakochana...
                  może jestem zbyt wymagająca, może nie rozumiem mężczyzn... a może po
                  prostu nie wiem czego chcę...
                  mój facet ma słabość do piwa, czego ja nie lubię i jakoś ciężko mi
                  to zaakceptować.. rozumiem, że można się napić piwa wieczorkiem, do
                  obiadu, albo kolacji, ale picie od godziny 13.00 nawet jeśli to
                  weekend mi się nie podoba :( nie jest to 10 piw ale dla mnie 3 to
                  już dużo... ehh nie wiem czemu robię z tego taki problem!!??
                  niestety rozmowa była na ten temat, ale to niczego nie zmieniło...
                  nie potrafię tego zaakceptować a jak o tym mówię, to On się na mnie
                  denerwuje i wszystko jest bez sensu!
                  czy któraś ma podobny problem???
                  • minutka_1 Re: refleksje po weekendzie!! 25.09.07, 11:16
                    Niesforna wiesz co takie związki, w których My jesteśmy potrzebują o
                    wiele więcej zrozumienia, poświęcenia i dopasowywania sie do różnych
                    sytuacji niż związki równolatków, którzy albo nie mają jeszcze
                    wyrobionych nawyków albo mają je wyrobione obydwoje.
                    W Twoim przypadku picie piwa przez Twojego Mężczyzne uważasz za coś
                    złego - bo Tobie to przeszkadza on natomiast nie widzi w tym
                    problemu bo robi tak nie od wczoraj. Nie wiem jakie Ty masz
                    podejście do alkoholu czy wypijesz czasami czy jesteś abstynentką.
                    My akurat obydwoje lubimy wypić piwko wiec nie mamy pod tym kątem
                    żadnych problemów.
                    Z drugiej strony przecież On się nie upija tylko po prostu lubi
                    piwo. Wiem że to się łatwo mówi ale to jest pewnego rodzaju
                    przyzwyczajenie pił piwo zanim Cię poznał i pije również i teraz.
                    My np mielismy maly problem z pasją mojego mężczyzny.
                    Motory...zawody, zloty - czasami cały weekend spedzamy na wyjazdach -
                    On z synem jeździ no a ja kibicuję. Na początku też probowałam
                    walczyć - to chyba za duże słowo..ale troche ograniczać bo mnie ten
                    sport kompletnie nie interesował i nic nie wyszlo bo Mój po prostu
                    kocha to co robi wiec nie pozostało nic innego jak przyzwyczaic sie
                    do tego i wiesz co teraz jest super - nawet nauczyłam sie jezdzić tą
                    maszną:)
                    Może to troche złe porównanie ale wiem jedno walką i ograniczeniem
                    tego nic nie zrobisz tylko sobie pogorszysz, wiec jezeli picie piwa
                    miesci sie w pewnych granicach, nie jest upijaniem się ani nałogiem
                    uważam że to nic złego i powinnaś odpuścić.
                    • niesforna80 Re: refleksje po weekendzie!! 25.09.07, 15:16
                      właśnie tutaj mam problem z rozgryzieniem tego.. bo nie widujemy się
                      każdego dnia a jeśli już to tylko w weekendy i nie mam pojęcia czy
                      to piwo jest tylko w weekendy, czy każdego dnia.. a wiem, że było
                      każdego dnia, bo jak byłam w wakacje, to przez dwa tygodnie dzień w
                      dzień musiały być przynajmniej dwie butelki!
                      teraz twierdzi, że ogranicza, ale nie wiem co o tym myślec.. bo
                      gdyby tak było to nie pił by przy mnie tyle... kurde, po prostu nie
                      wiem czy w to wierzyć czy nie.. a poza tym jeśli ktoś nie potrafi
                      przeżyć dnia albo zakończyć dnia piwem, to jest to dla mnie
                      uzależnienie.. a ja lubię alkohol.. zwłaszcza dobre wino. tylko że
                      nie tyle, aby się upić i nie każdego dnia.. raz na jakiś czas,
                • kasia0410 Re: Ja tez witam wszystkie nowe dziewczyny!! 18.05.08, 19:19
                  WITAM. JESTEM Z MĘŻCZYZNĄ 17 LAT STARSZYM OD SIEBIE. JESTEŚMY OD 3
                  LAT RAZEM I MIESZKAMY ZE SOBĄ. NIKT O NAS NIEWIE PRÓCZ MOJEJ
                  SIOSTRY, KTÓREJ NIEDAWNO POWIEDZIAŁAM O NAS. CHCIAŁAM Z KIMŚ O TYM
                  POGADAĆ. SPODZIEWAM SIĘ NASZEGO DZIECKA. PLANOWALIŚMY JE OD ROKU. I
                  UDAŁO SIĘ. NIEDŁUGO BĘDĘ MUSIAŁA POWIEDZIEĆ O TYM RODZICOM I BARDZO
                  SUIĘ BOJĘ. WIEM, ŻE ONI NIGDY TEGO NIEZAAKCEPTUJĄ. MAMY JESZCZE
                  JEDEN PROBLEM. ON MA ŻONA I DZIECKO ALE MA ZAMIAR SIĘ ROZWIEŚĆ. OD
                  JAKIEGOŚ CZASU COŚ PODEJRZEWA. AHA. ON WYNAJMUJE KWATERE W WAWIE ( U
                  MNIE)BO TU PRACUJE , A MIESZKA 200 KM OD WAWY I JEDZIE DO DOMU NA
                  WEEKENDY. RAZEM PRACUJEMY W JEDNEJ FIRMIE, ALE SIĘ UKRYWAMY I NIKT O
                  NAS NIEWIE.
                  POZDRAWAIM WSZYSTKICH KTÓRZY SA W PODOBNEJ SYTUACJI.
    • elodia2 Re: duża różnica wieku w związku 25.09.07, 12:03
      a9m. Coś dla Ciebie, może się przyda;)
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=13384
    • kroliczek_85 Re: duża różnica wieku w związku 25.09.07, 15:56
      hmmm..bylam z mężczyzną starszym o 22 lata, bylo super i to nie
      roznica wieku nas podzielia tylko nie dobralismy sie charakterami,
      on byl spokojnym domatorem, bardzo zamknietym w sobie,a ja ciagle
      sie smieje i chetnie gdzies wychodze...rok mieszkalimy razem
      planowalismy zalozyc rodzine ale z czasem doszlam do wniosku ze nie
      mamy o czym rozmawiac i to nie ma sensu. teraz jestem również ze
      starszym i jest cudownie - jestem pewna że to ten jedyny, roznica
      wieku jest co prawda mniejsza, ale to naprawde wg mnie nie ma
      znaczenia:)
    • jeshu Re: duża różnica wieku w związku 27.09.07, 16:42

      witam,
      w moim zwiazku roznica wieku jest 12 lat (ja ta szczeniara :-P i on
      ten starszy i doswiadczony) i jestem najszczesliwsza osobka pod
      sloncem. Moje kochanie dba i troszczy sie i w przeciwienswie do
      moich rowiesnikow wie dokladnie czego chce i jak ma to osiagnac.
      Wiem ze moge na niego liczyc.
      .....mimo ze czasami mam ochote zamordowac jak zwraca sie do mnie
      jak do dziecka - oj klocimy sie wtedy ;-)
      Pozdrawiam i zycze Ci powodzenia.

      -----------------------
      Young man's slave is an old man's sweetheart...

    • toxic_ivy Re: duża różnica wieku w związku 27.09.07, 19:11
      Hej! Ja właśnie jestem w takim związku. Mam 27 lat, a mój facet jest
      o 27 lat starszy. Jesteśmy razem dopiero 2 miesiące, ale jest
      cudownie. Gdy to się zaczęło, byłam jescze związana z kimś innym (to
      był 3,5 letni związek). Miałam opory przed wiązaniem się z kims o
      tyle starszym (nie jest żonaty, nie ma dzieci), ale fascynacja,
      która między nami wybuchła, okazała się silniejsza. Ludzie na ulicy
      strasznie się na nas gapią, ale mi to nie przeszkadza.
      • minutka_1 witajcie dziewczynki:)) 27.09.07, 19:48
        Fajnie ze jesteście:) i ciesze sie ze szczęśliwe. Napiszcie coś
        więcej o swoich zwiazkach. Jak tam znajomi..rodzice..a może
        dzieciaki Waszych polowek? Pełna akceptacja?
        Jeshu napisz ile masz lat i ile Twój. Piszcie piszcie i pozdrawiam
        cieplutko.
        • iwnax Re: witajcie dziewczynki:)) 27.09.07, 21:59
          i tak trzymać -dziewczynki!
          • friday133 Re: witajcie dziewczynki:)) 27.09.07, 23:53
            Nie zawsze się udaje. Byłam z facetem tylko (w porównaniu z wami to
            naprawdę tylko) 14 lat starszym. Różnica wieku dawała o sobie znać -
            był straszliwie zaborczy i zazdrosny, ciągle mu się wydawało, że
            odejdę od niego dla młodszego. Ponadto miał wieloletnie nawyki,
            których znieść nie mogłam, również wyniesione z wcześniejszego
            małżeństwa. Różnicę wieku było widać bardzo, co nie przeszkadzało
            mi, ale przeszkadzało jemu (w wieku dwudziestu kilku lat wyglądałam
            jak nastolatka, dalej wyglądam 10 lat młodziej od metryki).
            Jego znajomi traktowali mnie jak idiotkę, moi znajomi byli załamani,
            choć bardzo starali się go zaakceptować.
            Stało się - odeszłam, a potem związałam się z młodszym ode mnie
            facetem. Od lat lżej oddycham, a związek ze starszym facetem
            wspominam jak koszmar.
            • enith Re: witajcie dziewczynki:)) 28.09.07, 00:16
              A widzisz, co człowiek to inna historia. Mąż jest 14 lat starszy ode mnie. Nie
              jest zaborczy, ani nie obawia się młodszej konkurencji (nigdy nie dałam mu ku
              temu powodu). Również wyniósł wiele zachowań z poprzedniego małżeństwa, same
              pozytywne jak np. niekłócenie się o pierdoły i docenianie tego co ma. Jego
              znajomi przywitali mnie z otwartymi ramionami, takoż jego rodzina. Moi znajomi
              nie mają z nim żadnego problemu, cieszą się, że jesteśmy szczęśliwi. Na naszych
              imprezach rozciągłość wieku to 22-55 lat i jakoś nie ma z tym kłopotów. Ludzie
              bez problemu znajdują wspólny język, bo to czy się dogadujesz z kimś naprawdę
              nie zależy od metryki. Ja, dla odmiany, bardzo źle wspominam związek z mężczyzną
              ode mnie młodszym. Jak więc widać, nie ma zasady.
              • friday133 Re: witajcie dziewczynki:)) 28.09.07, 00:22
                Ja też uwazam, że nie ma zasady, tylko daje przykład. Chodzi mi o
                to, że jeśli ma się wątpliwości w związku, to czasem mają one
                podstawy i lepiej sie zastanowić. Choć wiem, że w fazie ostrego
                zakochania to prawie niemożliwe.

                ps. nie dawałam powodów do zazdrości, byłam wręcz przesadnie
                skoncentrowana na nim.
        • jednajezyna Re: witajcie dziewczynki:)) 28.09.07, 12:35
          Dzieki za cieplutkie powitanie.
          Co do akceptacji otoczenia to moi przyjaciele sa podzieleni - jedni
          twierdza: "on cie kocha, ty jestes szczesliwa wiec zyczymy ci jak
          najlepiej" a inni twierdza ze roznica pokolenia to duzo za duzo I ze
          powinnam uciekac.
          Co do rodziny – mieszkam za granica I kontakt z domem mam
          sporadyczny. Wspomnialam mamie ze spotykam sie z kims duzo starszym
          I jakos przeszlo bez echa. Ale wiem ze ona mysli ze jeszcze mi
          przejdzie I ze zmadrzeje. Coz znam moja matke na tyle I wiem ze
          latwo nie bedzie. A mnie nie przejdzie bo Go kocham I chce z nim byc.
          Ja mam 24 lata – On 36. Jestesmy razem kilka miesiecy I myslimy
          powoli zeby znalezc sobie wspolne mieszkanie. Ale tak jak
          wspomnialam – tu gdzie mieszkamy takie rozwiazanie jest chyba
          najlepsze.
          Jak juz napisalam w poprzednim poscie czasami traktuje mnie jak
          szczeniare co mnie doprowadza do szalu bo nie lubie jesli ktos uzywa
          wobec mnie protekcjonalnego tonu. Mam dosc trudny charakter wiec
          wtedy konczy sie klotnia. Ale potem przechodzi I znowu jest dobrze.
          Dzisiaj jest piatek I moje szczescie bedzie na mnie czekalo jak
          wroce z pracy. I czeka nas weekend spedzony razem. (z racji pracy
          nasze spotkania w tygodniu sa nieco ciezkie do zrealizowania)  Ale
          dzieki temu nasze wekendy sa niemal celebrowane 
          …zeby nie brzmialo tak sielankowo to mam pewne obawy ale o tym nast
          razem. Niestety jestem w pracy I musze brykac.
          Pozdrawiam I milego weekendu. (aha a to bylam ja – jeshu… )

          ----------------------------
          young man's slave is an old man's sweetheart
          • minutka_1 weekend:) 28.09.07, 20:10
            Nareszcie weekend! Mam nadzieję, że spędzacie go prawie wszystkie z
            Waszymi połówkami:)ja na szczęśsie mam swoje szczęście przy sobie.
            Mieszkanie razem jednak daje duużo plusów więc jeshu do roboty:) im
            szybciej zamieszkacie razem tym lepiej:)a to, że czasami traktuje
            Cię jak małą dziewczynkę hmmm...może powiem tak jeżeli nie ma swoich
            dzieci to po części to zrozumiałe..tak myśle..w takim samym wypadku
            pewnie dostało by sie dzieciakom..tak jak jest u mnie;)
            Więc nic innego mi nie pozostaje jak zyczyć sielankowego weekendu i
            do napisania pewnie w poniedziałek:)
            • jednajezyna Re: weekend:) 01.10.07, 10:12
              hej hej,
              Jestem po weekendzie. Spedzonym… hmmm. Z racji pracy – znowu ta
              praca (!) spedzilismy niestey niewiele czasu tak naprawde razem. Ja
              jestem w sytuacji komfortowej bo mam wszystkie weekendy wolne
              niestety moje Kochanie ma roznie. Wiec On biegal do pracy I w sobote
              I w niedziele a ja szukalam sobie zajecia na sile. A teraz moje
              Kochanie jedzie do Polski w niecierpiacych zwloki sprawach wiec
              pozostaje tylko telefon. Znowu…
              Humor wiec mam iscie poniedzialkowy.
              Minutka – masz racje. Z braku dzieci kogos trzeba czasami probowac
              ustawic. Dodaje probowac bo ze mna jest baaardzo ciezko :P
              Jedyny plus weekendu taki ze wczoraj przedyskutowalismy sprawe
              mieszkania I dalismy sobie czas do konca miesiaca zeby cos znalezc.
              Marzy nam sie maly domek z ogrodkiem na tylach zeby mozna bylo w
              weekendowe poranki usiasc w filizanka kawy a wieczorem zaprosic
              przyjaciol. I salon z kominkiem. Oby jak najszybciej.
              On jeszcze nie wylecial -dzwonil z lotniska - a ja juz za Nim
              tesknie :(
    • chill Re: duża różnica wieku w związku 29.09.07, 17:37
      Witam!
      Miedzy mna a moim partnerem jest 21 lat roznicy. Jestesmy razem od
      ponad trzech lat i wlasnie oczekujemy naszego pierwszego
      dziecka...Chcialabym powiedziec wszystkim dziewczynom, ktorymi
      targaja rozterki-nie bojcie sie takich zwiazkow, ani tego, co
      powieda znajomi! Nie narazajcie wlasnego szczescia dla widzimisie
      innych ludzi...Rodzina moja jak i mojego Tomka zaakceptowala nas
      jako pare bez mrugniecia okiem-mimo, ze on i moi rodzice to niemal
      rowiesnicy ;)Czasami u dalekich znajomych widze nutke zaskoczenia,
      ale nasze srodowisko obfituje w takie pary, choc jesli chodzi o
      roznice wieku, to bijemy wszystkich na glowe...:)Oczywiscie nie
      zawsze jest latwo, Tomasz niekiedy popada wzledem mnie w ton
      ojcowski, ale coz...Kazdy wiek ma swoje prawa-ja tez na pewno
      chwilami jestem nieznosna...On przeszedl juz kryzysy mojego wieku
      dawno temu, ja natomiast ucze sie sporo pokory dla zycia, ale tez
      staram sie go zarazic moim codziennym, niekiedy niepoprawnym
      optymizmem :)
    • zdziwiona_swiatem Nowe Forum!! 01.10.07, 10:51
      słuchajcie dziewczyny!!!
      myślę, że takie codzienne refleksje, opisy i te pe na tym forum nie
      mają większego sensu. Dlatego też właśnie założyłam nowe forum pod
      tym sammym tytułem. Forum jest ukryte, wiec wstęp mają tam wybrańcy:)
      Piszcie, zgłaszajcie się:)
      bedzie super:)
      zapraszam!!!
      • zdziwiona_swiatem a to link:) 01.10.07, 10:53
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=49272&s_action=f_add
        zapraszam!
    • zdziwiona_swiatem a to link:) 01.10.07, 10:53
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=49272&s_action=f_add
      :)
      • niesforna80 niesforna80 wraca z weekednu! 01.10.07, 12:29
        witajcie!
        jestem załamana! nie wiem co robić! a miało być tak cudownie!
        spędziłam kolejny weekend w w-wie z ukochanym.. byliśmy na kolacji u
        jego kolegi, po której On zrobił mi awanturę o to, że za blisko
        siedziałam kolegi.. a nie Jego! a ja po prostu wkurzyłam się, że On
        znów za dużo wypił!
        poza tym, nie wiem dlaczego, ale przeszkadza mi ta jego zazdrość,
        zaborczość i nie umiem sobie poradzić z cholerycznym charakterem!
        co robić?
        On zapytał mnie co ja tak naprawdę czuję, bo czasem nie rozumie
        mojego zachowania i żebym przemyślała nasz związek, bo On nie chce
        się mną dzielić!!
        nie wiem co się dzieje!!???
        • gooska Re: niesforna80 wraca z weekednu! 02.10.07, 08:44
          wiesz co?
          bylam kiedys w takim zwiazku z rownolatkiem. ciagle slyszalam:
          nie ubieraj tej bluzki bo sie patrza, nie ubieraj tych spodni.... on
          sie na ciebie patrzy - ty go znasz, ty go podrywasz, on puscil ci
          oczko...flirtujesz z nim...
          i wiesz co zrobilam?
          wyprowadzilam sie i to byla najlepsza decyzja w moim zyciu.

          zycie z zazdrosnikiem i cholerykiem jest ryzykowne. niestety...

          pozdrawiam,
          g
          • niesforna80 kolejna awantura :( 02.10.07, 09:14
            wczoraj napisałam smsa.. dobranoc, śpij dobrze, całuję! on
            odpowiedział: dobrej nocy, porównaj swoje smsy sprzed kilku tygodni,
            miesięcy.. a dziś!
            rozpoczęła się wymiana smsów.. coraz ostrzejsza.. skończyło się na
            tym, że On pierdzieli takie życie w niepewności... a ja sama nie
            wiem czego chcę!
            rano zadzwoniłam i wszystko wróciło do normy, tzn. On teraz cały
            czas mi mówi, że mnie kocha, że nie może beze mnie żyć, a ja nie
            wiem co mam zrobić z tym wszystkim!
            jest kochany, czuły, opiekunczy, ale do tego choleryk jak jasna
            cholera, zazdrośnik i obraża się o głupstwa!
            nie wiem co o tym myśleć
            mój pierwszy mąż był bardzo spokojny i prawie się nie kłóciliśmy!
            oczywiście głupio jest porównywać, ale po prostu nie potrafię
            egzystować w takim związku, gdzie burze przychodzą częściej niż
            powinny, bo nie jestem w stanie znieść narzucania mi swojego zdania
            w sposób taki, że On wie najlepiej...
            kurde... kocham Go ale nie potrafię z nim być na co dzień i jak to
            pogodzić?
            przecież chcę stablilizacji, szczęściaa i spokoju!
            • jagodkajagodka Re: kolejna awantura :( 02.10.07, 09:31
              Słowo na temat tej niepewności. Przeczytajcie "Konające zwierzę"Rotha - romans
              62-latka z 24-latką.Różnica wieku między nimi taka jak w moim związku. Zresztą
              sytuacja też taka u nas jak w książce...mój mężczyzna ostatnio obwieścił mi,że
              ja wprowadzam niepokój i niepewność w jego życie - że nie wie,czego się
              spodziewać ( mam wybuchowy temeperament). Że nie wie,co się stanie za chwilę i
              nie może tego znieść. Nie potrafi normalnie z tym funkcjonować...
              Ta niepewność chyba jednak jest "normalna"w takich związkach - ja ją też
              odczuwam bardzo często. Niesforna, rozumiem Twojego faceta - ja mam podobny
              charakter do niego;) I sama nienawidzę się potem za te burze, które wywołuję...
              A co do tego bycia ze sobą na codzień - nie wiem jeszcze czy tego chce - ale
              wiem,że raczej nie będę tego mieć. Albo przez najbliższe dwa lata albo w ogóle.
              Nie wiem nawet,czy bym umiała...:(
              • niesforna80 jagodkajagodka hmm 02.10.07, 09:54
                no to jak to pogodzić? mamy plany na przyszłość, marzenia o dziecku,
                mieszkaniu, a jak pezychodzi do życia... takiego prostego i
                zwykłego, to dzieją się dziwne rzeczy i odechciewa się wszystkiego!
                do tego, On jak tylko coś mi nie pasuje, obraża się i myśli, że chcę
                Go zostawić!
                nie można normalnie pogadać, bo wkurza się, że całą winę zrzucam na
                Niego!
                już raz się prawie rozstaliśmy, to groził, że nie ma po co żyć...
                wkurza mnie taka postawa!
                dlaczego nie może być normalnie!?
                przeczytam ksiązkę... dzięki!
                • minutka_1 w tym cały sęk... 02.10.07, 11:53
                  że sielankowe weekendy niczym nie przypominają przyziemnej
                  rzeczywistości. Ale wiadomo ze nie może być cały czas idealne i
                  kiedys przyjdzie pora na zrzucenie różowych okularów.. Myślisz ze
                  jak my sie spotykalismy jeszcze wtedy na odleglosc to nie
                  rozmawialismy na ten temat..co zrobimy jak nie bedziemy umiec zyc ze
                  sobą na codzień? Jak zaczną nam przeszkadzac rzeczy, których w
                  weekendy nie widać? Mase rozmów zero wniosków - bo tego niestety nie
                  da sie sprawdzic ani przewidzieć. Wiedzielismy tylko jedno ze chcemy
                  byc razem i razem zamieszkac. Rzeczywistosc przeszła nasze
                  oczekiwania..rozumiemy sie doskonale własnie w tej przyziemności, w
                  pracy, w rożnego rodzaju problemach.
                  Na szczescie Mój nie jest ani cholerykiem, ani zazdrośnikiem i
                  wlasnie też dlatego kłótni u nas w domu nie ma po prostu nie ma.
                  Nie wiem co mam Ci poradzic w tej sytuacji ważne jest zeby nie
                  poddawać się i moim zdaniem powinniście razem zamieszkać i wtedy
                  rozwiazywać problemy bo to jest zupelnie co innego niz rozwiazywanie
                  ich na odległość.
                  • diodunia Re: w tym cały sęk... 02.10.07, 20:55
                    Czasami mysle ze ja bym z cholerykiem nie wytrzymala dlugo, sama mam troche
                    takiego w sobie,nie chce Wam tu pisac ze moj zwiazek jest idealny,bo nie
                    jest,ale potrafimy rozmawiac o waznych dla nas rzeczach i to mnie cieszy, a to
                    rozstanie nam pomoglo w takim sensie, ze przestalismy ukrywac przed soba
                    uczucia, zaczelismy o nich szczerze mowic. Ciesze sie kazdego dnia, ktos moglby
                    mi powiedziec, ze taki zwiazek to nie jest prawdziwe zycie, ale skoro ja czuje
                    ze jest dobrze to chyba najwazniejsze.
                  • jednajezyna Re: w tym cały sęk... 03.10.07, 10:02
                    Zgadzam sie z tym ze problemow nie da sie rozwiazywac na odleglosc.
                    Zamieszkanie razem pomoze Wam sie dotrzec. Tak ja to widze.
                    Co do cholerycznego temperamentu - i ja i Moj cholerykami jestesmy
                    wiec czesto wystarczy ze na siebie pokrzyczymy a potem przechodzi. W
                    koncu nie mozna na siebie dlugo ryczec bo to zaczyna byc smieszne.
                    Zazdrosc... hmm.. chyba wynika z tego ze jesli facet jest starszy to
                    jest bardziej niepewny ze kiedys ta mloda i atrakcyjna kobieta ktora
                    z nim jest odejdzie do kogos mlodszego od niego. Mysle ze jesli
                    razem zamieszkacie to wszystko sie wprostuje a On pozbedzie sie
                    watpliwosci ktore go roznosza.
                    Pozdrawiam Cie serdecznie niesforna i uszy do gory. My tu wszystkie
                    jestesmy dla Ciebie.
                    XX
                    • niesforna80 dziękuję wam!! 03.10.07, 11:36
                      dzięki wam dziewczyny! bez was traciłabym juz chyba wierę w moje
                      szczeście!!! mam nadzieję, że z czasem wszystko się ułoży i będzie
                      ok.!! :) pozdrawiam wszystkie!!! :D
                      • minutka_1 Re: dziękuję wam!! 03.10.07, 12:21
                        Po to tutaj wszystkie jesteśmy:) zeby sobie pomagać, wspierać, razem
                        się cieszyć i wymieniać swoje opinie. Więc niesforna zawsze tak jest
                        za po burzy przychodzi słoneczko i oby tych slonecznych dzionkow
                        było jak najwięcej:)
            • jednajezyna jeszcze slowko do niesfornej 03.10.07, 14:02
              A wiesz, cos mi jeszcze wpadlo do glowy. Napisalas wczesniej:

              > mój pierwszy mąż był bardzo spokojny i prawie się nie kłóciliśmy!

              Moja mama zawsze mowi ze jesli dwoje ludzi sie nie kloci to znaczy
              ze im na sobie nie zalezy... Nie mowi nigdy o jakichs awanturach
              karczemnych ale zwyklych klotniach. Twoerdzi ze jesli tego nie ma to
              znaczy ze ta druga osoba ani cie ziebi ani grzeje tak na dobra
              sprawe... I ze rownie dobrze mogloby jej nie byc...
              Nie zawsze zgadzam sie z moja mama ale w tym chyba ma troche
              racji... Pozdrawiam cieplutko znad Tamizy :D

              • niesforna80 Re: jeszcze slowko do niesfornej 03.10.07, 15:30
                hmm, coś w tym jest, chociaż ja poprostu nie należę do osób
                kłótlliwych, ale mój mąż nawet jakby zupa była za słona to by ją
                zjadł i już!
                nic z tego nie rozumiem! ehhh życie mi się poplątało! ale wierzę, że
                będzie ok.

                pozdrawiam!!!
                • niesforna80 NOWE FORUM - co wy na to??? 04.10.07, 12:38
                  witam wszystkie dziewczyny
                  zdziwiona światem założyła nowe forum, myślicie, że jest sens tam
                  przechodzić, czy chcecie zostać tutaj... :)
                  pozdrawiam i czekam na opinie :)
                  ja właściwie czuję się tu jak u siebie :)
                  • niesforna80 to już koniec!! :( 08.10.07, 13:44
                    mam dość, nie daję rady! to nie miłość, tylko fatalne zauroczenie! i
                    nie ważne ile On ma lat! po prostu nie potrafimy się odnaleźć we
                    wspólnym życiu... tylko nie wiem, jak mu to powiedzieć.. po ostatnim
                    rozstaniu zrobił taką awanturę, że teraz żałuję, że nie zostawiłam
                    wtedy tego.. ale miałam nadzieję!!!!! ehhh, głupie to wszystko!!!
                    • minutka_1 Re: to już koniec!! :( 09.10.07, 12:47
                      Niesforna powoli co się stało???? Skąd taka decyzja???
                      • niesforna80 Re: to już koniec!! :( 09.10.07, 13:37
                        po prostu mam dosyć bycia z despotą, jego zazdrość i chęć
                        dyrygowania wszystkim mnie wykończy... nie potrafię być z kimś, kto
                        tak na mnie działa!
                        On już jest za stary na zmiany, ja zbyt uparta żeby Jemu ulec...
                        nie ma sensu żyć złudzeniami i oszukiwać się...
                        miałbym w domu istną "wojnę domową"
                        dwa razy ostatnio byłam u niego i zrobił mi aferę, że pierścionek u
                        kolegi jego zostawiłam.. a zostawiłam, bo zdjęłam jak robiłam
                        obiad.. i zapomniałam o nim,
                        i okazało się, że za blisko kolegi siedziałam...
                        jejuuu, poprostu afera za aferą! mam tego dość!
                        po ostatniej, w sierpniu, kiedy już nie chciałam tego kontynuować...
                        dałam nam szansę.. i uważam, że nie damy rady razem być... oboje
                        jestesmy uparci, On choleryk... do tego najlepiej siedziałby przed
                        tv z piwem! a nie tak miało wyglądać nasze życie!!!
                        nie ma sensu tego ciągnąć!!
                        takie moje odczucia!!
                        • minutka_1 Re: to już koniec!! :( 09.10.07, 15:49
                          Hmmm skoro tak mówisz....ale wiesz to nie jest tak z tymi zmianami
                          Mój potrafił zmienic kilka poważnych poglądów nie dlatego że mu
                          kazałam tylko dlatego bo chciał. Wiec wszystko zalezy własnie od
                          chęci i jak komu zalezy na związku.
                          Wiesz despota i choleryk to nie sa dobre cechy ale z takimi ludźmi
                          tez da sie zyc i to dobrze tylko trzeba umiec i chcieć.
                          Tak jak juz kiedys napisałam zwiazek z tak duzą różnicą wieku wymaga
                          duzo poświeceń z obu stron i co ciekawe wiecej z nich nalezy do
                          młodszej kobiety niz starszego faceta - co nie znaczy ze to tylko
                          my - kobiety musimy sie dostosowywac ale tak to własnie wyglada.
                          Ja musialam duzo rzeczy poświecic np dom, rodzine i przyjaciół
                          wyjscia z nimi na całonocne imprezy...musiałam nauczyć sie wielu
                          rzeczy i zwiazanych z nowa praca i z obowiazkami w domu np z
                          normalnymi obiadkami ( wczesniej mieszkałam z tesciami i nie miałam
                          swojej kuchni wiec tesciowa nam gotowała) a w kuchni byłam zielona
                          jak trawa no a Mój facet z "wrazliwym" podniebieniem lubi dobrze
                          zjeść no i własnie te przyzwyczajenia- bo jego była podobno gotowala
                          rewelacyjnie. No to chyba lepiej bylo sie nauczyc dobrze gotować
                          ( motywacja!!!) niż upierać sie ze bedziemy jesc zupki z torebek bo
                          ja sie nie bede poswiecać. No i mogłabym tego wymieniac całą mase w
                          obie strony, ale robiliśmy to bo chcieliśmy bo się kochamy no i
                          oczywiscie wiekszosc tych rzeczy wyszło mi na dobre.
                          Nie wiem co mam Ci poradzic Ty chyba najlepiej wiesz i znasz swoje
                          uczucia. Wg mnie jak tak oceniasz sytuacje to moze i lepiej jak sie
                          rozstaniecie bo ani jeden ani drugi z Was sie nie poswieci i nie
                          ustapi a w takim przypadku po prostu bedą ciągłe kłótnie i nerwy i
                          wypominania jedno drugiemu.
                          Pisz jak sie rozwija sytuacja.
                          • yagiennka Re: to już koniec!! :( 09.10.07, 17:27
                            Sorry ale sie nie zgodzę, z despotą nie da się dobrze żyć. No chyba że jesteś
                            masochistką i lubisz się całkowicie podporządkować.
                        • yagiennka Re: to już koniec!! :( 09.10.07, 17:26
                          Skoro tak to olej gościa. Różnica różnicą, znaczy chodzi mi o wiek, ale tak si.ę
                          nie traktuje drugiej osoby. Po co ci facet który ci będzie siedział przed tv i
                          gnuśniał, po co ci chory zazdrośnik - a to są cechy charakteru których nie
                          zmienisz u niego. I to nie sprawa wieku tylko charakteru tego gościa.
                          • niesforna80 yagiennka - masz rację! 10.10.07, 09:44
                            wczoraj rozmawiałam kilka godzin z przyjaciółką, która, go dobrze
                            zna i odradzała mi pakowanie się w ten związek jak jej opowiedziałam
                            ze szczegółami... jak to wszystko wyglądało!
                            charakter to główny powód, ale jest też mnóstwo tajemnic, których
                            nie mogę zrozumieć... dotyczących jego byłej żony i ogólnie
                            przeszłości!
                            wczoraj mu powiedziałam, że to nie ma sensu, to zrobił ze mnie
                            ofiarę.. że to ja przyklejam się do facetów.. a On jest dlatego
                            zazdrosny!!
                            nie wiem jak się go pozbyć... On nie daje mi spokoju! wciąż chce
                            rozmawiać i uważa, że wszystko da się naprawić!!
                            a ja już nie chcę!
                            • jagodkajagodka Re: yagiennka - masz rację! 13.10.07, 09:00
                              Tajemnice to jest właśnie to...mój ma ich mnóstwo. Czy raczej mój były...sama
                              nie wiem, jaki. Ale przeczytajcie - ku przestrodze.

                              To jest post o strachu przed zaangażowaniem. Ja z tego strachu miałam kogoś
                              oprócz niego - to był luźnu układ,który mój starszy (60)akceptował. Był dziko
                              zazdrosny i cierpiał męki, ale nigdy tego nie dał po sobie poznać. Ja z młodym
                              się rozstałam. Starszy, ze strachu i z zemsty znalazł sobie inną kobietę. Nie
                              wiedziałam o tym. Mieliśmy plany, wyznaliśmy sobie miłość. I on utrzymywał cały
                              czas,że jest tylko ze mną! Ale teraz...ona zaszła w ciążę.
                              A on ma poczucie obowiązku. Nie kocha jej.
                              Ale to z nią będzie.

                              Wolę tajemnicę niż taką prawdę. I nie piszcie,proszę,że sobie na to zasłużyłam.
                              On zaakceptował taki układ...nie powiedział słowa,jak mu źle, nie
                              powiedział,żebym zostawiła młodszego. Kochał mnie i nie zrobił nic, bo bał się,
                              co się stanie, jeśli będę tylko z nim i go pokocham, a potem zostawię.

                              A teraz jestem sama i same pytania mam w głowie. I dziką wolę walki.
                              ....
                              • diodunia Re: yagiennka - masz rację! 14.10.07, 16:45
                                U mnie generalnie normalnosc zero jakis wiekszych nieporozumien i tego co u Was,
                                ale wczoraj to juz przesadzil i dostal ochrzan, bylismy na urodzinach wspolnej
                                kolezanki, no i co ja sobie tanczylam z kazdym tylko nie z moim, wymowka
                                generalnie ta sama odkad sie znamy nie lubie tanczyc, w tym czasie oczywiscie
                                musial zagadywac do innych kobiet (wiem,ze nie byly to jakies podrywy,ale juz
                                sam fakt, ze poczulam sie olana przez niego zaswiecilo w glowie lampke
                                zazdrosc).Rozmawialam ostatnio dużo z bliskimi i wszyscy mi odradzaja ta
                                znajomosc. Kazdy mi mowi,ze znajde faceta, ktory mi bedzie dawal caly swiat,a to
                                co daje mi moj Ukochany nie jest to czyms wielkiego,niezwyczajnym. Teraz sie
                                zastanawiam caly czas i juz mam mlynek w glowie. Sama chyba tez powoli podnosze
                                sobie klapki z oczu i zaczynam dostrzegac to na co nie potrafilam zwrocic uwagi
                                jeszcze miesiac temu.
                                Zycze Wam szczescia dziewczyny!!!
    • niesforna80 zerwałam z nim!! 15.10.07, 15:34
      dziewczyny, powiedziałam mu że nie pasujemy ze sobą, ze ciągle się
      kłócimy, że za wiele od siebie wymagamy, że nie potrafię znieść jego
      zazdrości i nie mam zamiaru myśleć nad tym, czy nie robię czegoś
      źle, On jest załamany i nie zgadza się ze mną, czuje się skrzywdzony!
      nie wiem co mam robić!
      • jednajezyna Re: zerwałam z nim!! 15.10.07, 19:05
        Hej,
        Dawno nie zagladalam tutaj I widze ze nie tylko u mnie nastroje
        minorowe. Przykro mi slyszec niesforna ze tak wyszlo. Bardzo. I
        piszesz ze nie wiesz co masz ze zrobic. Moj sposob na takie
        sytuacje: Wyjedz sama na weekend. Gdzies gdzie nie znasz ludzi.
        Wylacz telefon. Jesli jest ladna pogoda to pospaceruj. Jesli brzydka
        to pospaceruj w kaloszach i z parasolem ;-). I sprobuj sie
        zdystansowac, uspokoic I poukladac priorytety. Nie gwarantuje ze od
        razu bedziesz miala wizje tego co masz zrobic ale to pomaga.
        Zwlaszcza wtedy kiedy za duzo mysli kotluje sie pod czupryna.

        U mnie jest dziwnie. Wina chyba pracy. Mijamy sie coraz bardziej –
        jak tak dalej pojdzie to zaczniemy sie porozumiewac mailami I smsami
        tylko. Tesknie za nim mimo ze mieszkamy praktycznie razem – wciaz
        jeszcze nie mamy swojego kata ale praktycznie juz sie do mnie
        wprowadzil :P. Ale co z tego jesli codziennie dzwoni I mowi –
        “kochanie musze zostac dluzej, nie gniewaj sie”. Nie to ze sie
        gniewam – rozumiem bo I mnie sie zdarza ze zostaje dluzej w pracy
        ale… Jest mi smutno I tak niefajnie. Jak probuje z nim o tym
        porozmawiac to mowi zebym sie nie martwila I ze to przejdzie, ze to
        chwilowe… ale do cholery. Rano jak wstaje juz dawno go nie ma,
        wieczorem ja wracam do domu, jeszcze go nie ma. Kiedy wraca to pada
        jak martwy na lozko. I tak codziennie. Wiem ze to trzeba przeczekac,
        ze to minie ale boje sie ze jak juz minie to nie bedziemy umieli ze
        soba rozmawiac…

        Troche mi teraz lepiej. Wiem ze to nie fair ze tak mysle – kazdy z
        nas ciezko pracuje I wkurzajac sie z takiego powodu wychodze na
        cholerna egoistke. Dlatego zrzucilam to z siebie tutaj. Wlasnie
        dostalam smsa ze znowu pracuje do pozna. A potem wraca do siebie dla
        odmiany, kolejny wieczor spedzony z psem – pluszakiem I ksiazka.

        Pozdrawiam wszystkie – I te z watpliwosciami I te bez. A najgorecej
        niesforna. Bedzie dobrze – musisz tylko ustalic priorytety. 3mam
        kciuki!!!
        • minutka_1 Re: zerwałam z nim!! 16.10.07, 09:53
          Niesforna nie wiem co Ci poradzić jeżynka ma racje ze powinnaś pobyć
          troche sama ze swoimi myslami i poukladać to wszystko ustalić co
          jest dla Ciebie najważniejsze. Weź czystą kartke papieru przedziel
          na pół i wypisz sobie na spokojnie wszystkie zalety Waszego związku
          i wady zobaczysz wtedy jaki da Ci to fajny obraz. Mi kiedyś takie
          rozważażanie typu "za" i "przeciw" dalo duzo do myslenia i bardzo
          pomogło w podjęciu ostatecznej decyzji.
          • niesforna80 Re: zerwałam z nim!! 16.10.07, 10:05
            jest mi źle, tęsknię za nim ale jednocześnie boję się tego związku!
            z nikim nie było mi jednocześnie tak dobrze i tak niepewnie! co ja
            mam zrobić! mam do stracenia bardzo wiele! jeśli rzucę pracę i
            sprzedam mieszkanie to zostanę z niczym... gdyby nam nie wyszło!
            zwariowac można!!!
            • minutka_1 Re: zerwałam z nim!! 16.10.07, 10:21
              niesforna wiem co masz do stracenia ja tez tak miałam musiałam
              rzucic dobrą prace (a byłam na stanowisku kierowniczym)no i wszystko
              zostawić. Bałam sie jak cholera co bedzie jak mi nie wyjdzie..ze
              bede musiała wrócić z niczym i zamieszkać na jakis czas u rodziców -
              a to byłaby porażka.
              Wiesz moja koleżanka zostawiła wszystko i tez przeniosła sie do
              Warszawy do swojego faceta byli ze sobą 4 lata nie wyszło im ale, że
              ona miała tam dobra prace, poznała wspaniałych ludzi i postanowiła
              tam zostać znalazła mieszkanie i teraz tam jest jej dom.
              A tez na poczatku sie bała co bedzie jak jej nie wyjdzie.
              Wiec wiesz to nie jest reguła, że jak nie wychodzi to trzeba bedzie
              wracac, życie sie bardzo różnie układa i najczesciej zaskakuje nas w
              najbardziej nieoczekiwanych momentach.
              • niesforna80 Re: zerwałam z nim!! 16.10.07, 11:49
                zdaję sobie z tego sprawę! może jestem tchórzem, nie wierzę w swoje
                możliwości, nie wiem już sama o co mi chodzi ale wiem, że nie
                potrafię o nim zapomnieć!!
                • minutka_1 Re: zerwałam z nim!! 16.10.07, 13:23
                  Trudna sprawa. Naprawde musisz zebrać mysli i chłodnym okiem na to
                  wszystko spojrzeć. Juz masz watpliwosci a nie mieszkacie jeszcze
                  razem. Zwiazek dwojga ludzi to nie jest cos co dzis sie zaczyna a
                  jutro kończy..to powazna sprawa i tylko do Ciebie należy decyzja my
                  możemy tylko doradzać ale na tym nasza rola sie kończy a do Ciebie
                  należy ostatnie zdanie.
                  • niesforna80 ja to ze mną jest!!! 16.10.07, 14:26
                    ja - 27 lat, pięć lat po ślubie, od roku wszystko się psuło i siadło!
                    poznałam X. - 59 lat i była żona chociaż na papierze nie.. nie miał
                    czasu ani ochoty na te sprawy! poza tym jak X. wyjeżdża to ma kto
                    domu i kotów pilnować!
                    do tego współpracują razem przy niektórych projektach ale ponoć nic
                    ich nie łączy!
                    my - spotykaliśmy się zazwyczaj u Niego bądź na różnych imprezach!
                    Mieszkamy 500 km od siebie!
                    nie za bardzo odpowiada mi style jego życia!
                    ponoć jest w stanie dla mnie się zmienić, ale czy mam w to wierzyć?
                    jest bardzo zazdrosny i despotyczny!
                    denerwuje mnie to!
                    plusy..?
                    w wielu sprawach mamy takie samo zdanie! mamy pasje która nas łaczy
                    i seks jest wspaniały!
                    On potrafi być czuły, opiekuńczy i kochany!
                    co z tym zrobić, nie wiem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                    twierdzi, że bardzo mnie kocha i jestem dla niego wszystkim!!
                    boję się reakcji rodziców jak się dowiedza bo nie jestem z nimi w
                    idealnych kontaktach! no i mam do wyboru, albo rzucić wszystko i
                    wyjechać albo nie! i potem żałować albo nie!!
        • minutka_1 jeżynka 16.10.07, 10:07
          Problem pracy doskonale znam. Mój wcześniej ode mnie wstaje i
          później zjeżdza do domku ok godź 19 - 20 jemy zazwyczaj obiad:)
          chociaż pracujemy w tej samej firmie to On jako szef zazwyczaj jest
          w terenie czasami zdarza sie ze jest w biurze ale o wspólnym
          spedzeniu czasu w ciagu dnia nie ma szans bo praca..praca...praca.
          Często praca przenosi sie do nas w weekend..dlatego jak tylko sie da
          to "uciekamy" w wolne dni z domku. Nie wiem jak On to robi i skąd u
          niego tyle siły i energi ale po przyjściu do domu nie pada padnięty
          na łóżko czasami dopiero wtedy pierwszy raz w ciagu dnia sie widzimy
          no i wtedy mamy czas na rozmowe, ktora nie raz przedluża sie do
          póznej nocy..no a na drugi dzien powtórka z rozrywki.
          Mam nadziej ze u Ciebie ten czas minie ze wszstko wróci do normy u
          mnie nic sie na to nie zapowiada..ale tak szczerze nie przeszkadza
          mi to i zdaje sobie z tego sprawe ze jakby Mój odpuscił w firmie to
          wszyscy za nim równiez osiedli by na laurach. Wiec głowa do gory i
          nie poddawaj sie no i nie jestes egoistka tylko po prostu czujesz ze
          praca odbiera Ci Twojego partnera, że go pochłania, że jest
          wazniejsza...tez tak kiedyś myslalam. Powodzenia:)
          • bikle Re: jeżynka 19.10.07, 13:56
            witam:) w końcu przeczytałam całość tego wątku:) co do pracy - u nas
            w związku jest kwestia, że to ja nie mogę się wyłączyć po pracy -
            kobieca i socjologiczna analiza się włącza:)) On wyłącza się
            automatycznie, jak tylko wyjdziemy z pracy (relacja szef- podwładna,
            a na dodatek jego prawa ręka).. no i idziemy do domu, a ja cały czas
            myślami w pracy...dopiero wieczorem, po obiadku/kolacji i
            masażyku:)) wyłączam się i skupiam się już wtedy tylko na nas....
            ale chciałabym znaleźć metodę na to, żeby wyłączać się zaraz jak
            zamkniemy drzwi do firmy....
    • hanka19841 ale cudo!!! 19.10.07, 00:48
      Witam serdecznie!!!
      siedzę ja sobie taka markotna,grezbie w necie i co spotykam forum
      pisane z myśla o mnie i o Was drogie panie, jak również dla nas.
      Jestem w zwiazku ze starszym o 13lat mężczyzną, jesteśmy razem
      dopiero 3miesiace, ale od miesiaca mieszkamy razem.
      Jest to mój drugi zwiazek ze starszym męzcyzną, tamten był 5lat temu
      i facet był starszy o 9lat.
      Tamten zwiazek, mimo mojego młodego wieku, do dzisiaj wspólnie mile
      wspominamy,jeżeli sie spotkamy, miałam wtedy 18lat.A rozstaliśmy się
      przez wzgląd na dzielącą nas odległośc, 80km.On nie chciał trzymać
      mnie, ani ja jego.
      Wspomnienia miłe:-)
      I teraz sytuacja się powtarza z tym,ze rozwija sie
      szybciej.Czzytałam tu posty o akceptacji ze strony rodziny i
      przyjaciół.I widze,ze jestem w naprawdę komfortowej sytuacji, nikt
      nie robi nam wyrzutów,z powodu różnic wieku, aczkolwiek czasem widzi
      sie dziwne spojrzenia, nie drazni mnie to specjalnie.
      Powodzenia i miłości życzę,
      duuuuuuuuuuużżżżżżżżżżżżżżżżżzoooooooooooo
      • niesforna80 niesforna po raz ostatni juz chyba!!! 19.10.07, 11:23
        hej dziewczyny, ostatnio zrobiło się tu cicho... cisza przed burzą
        chyba... zwłaszcza moją, która właśnie miała miejsce i zakończyła
        się wczoraj w nocy!
        zadzwonił i powiedział, że ma dość mojej niepewności i chce
        wiedzieć, czy powiem mu dobranoc, czy żegnaj...
        powiedziałam żegnaj i odłożył słuchawkę
        potem było jeszcze kilka niemiłych smsów
        tak sobie myślę, że gdyby naprawdę mnie kochał to nie zachowywał by
        się jak drań
        a potem jeszcze na koniec niby przez pomyłkę wysłał mi smsa
        przeznaczonego dla jakiejś innej laski w którym napisał że brakuje
        mu jej i kontaktów z nią
        ciekawe.. a mówił że juz z nikim nigdy nic nie chce
        mam to gdzieś, zrobił ze mnie kata a z siebie ofiarę...
        mam tego dość, nie będę dzwonić, pisać....
        postaram się zapomnieć a wam życzę wam więcej szczęścia z waszymi
        starszymi
        myślę, że to nie różnica wieku nas poróżniła ale charakterów.. nigdy
        mi nie przeszkadzało że ma tyle lat
        pozdrawiam, może czasem tu zajrzę :) buziaki i bądźcie dzielne!
        • niesforna80 to już naprawdę koniec!!!!!!!!!!! 22.10.07, 12:02
          no i nie odzywa się, tak jak przypuszczałam, może cierpi w
          samotności, a może nie, ale przy okazji dowiedziałam się, że
          próbował poderwać dwie moje znajome zanim mnie poznał, zresztą
          mężatki!
          ulżyło mi, że nie mamy ze sobą nic wspólnego już!!
          pozostał żal i wspomnienia!
          jestem bogatsza w nowe doświadczenia!
          • minutka_1 niesforna moze to i dobrze 23.10.07, 13:03
            że tak sie stało..nie było mnie tu troche ale tak przemyslałam sobie
            ta całą Twoją sytuacje i wiesz co jezeli tak jest jak piszesz to
            naprawdę nie warto sie w to pakować. Bo potem mogłabyś tego mocno
            żałować..a jeszcze jakby potem jakies inne rzeczy powychodziły to
            dopiero miałabyś żal do siebie, że bylaś taka naiwna.
            Na pewno teraz cięzko bedzie zapomniec, bo miłych chwil bylo pewnie
            duzo ale potraktuj to wszystko jak duzy krok do przodu i jak nowe
            doświadczenia - dokładnie tak jak piszesz.
            • niesforna80 Re: niesforna moze to i dobrze 23.10.07, 15:18
              dziękuję za miłe słowa :) mam nadzieję, że jakoś się pozbieram!
    • napoleo Re: duża różnica wieku w związku 19.10.07, 11:49
      czytałem wczoraj ten wątek do późna i zastanawiałem się, czy mógłbym
      być z kims o tyle ode mnie starszym.. zdecydowanie nie (siksy też
      bym nie chciał, tylko kobietę w swoim wieku +/-5 lat - z taką osobą
      ma się najwiecej wspolnego)
    • minutka_1 bikle 23.10.07, 12:54
      hej hej jak miło Cię tutaj widzieć. Trafiłaś w dobre miejsce i mam
      nadzieję że po przeczytaniu całosci duużo już wiesz na nasz temat:)
      • bikle Re: bikle 23.10.07, 13:15
        witam witam!! :) troszeczku trwało zanim tu trafiłam, a może zanim
        przeczytałam wszystko i się odezwałam;) wątek się rozbudował i to
        baaaaaaardzo mocno.... no i trza było spoooroo czasu na niego
        poświęciC... ale czasami to tu grozą wieje, a ja ostatnio optymistka
        jak nigdy...wiem, wiem - wszędzie i zawsze są plusy i minusy
        sytuacji...pozdrawiam i do kliknięcia:*
        • minutka_1 Re: bikle 23.10.07, 13:40
          wiesz zawsze sie znajdą zagorzali przeciwnicy takich zwiazków...i co
          jest najśmieszniejsze też kiedyś do nich należałam:))tylko hmm jakby
          to powiedziec nie wyrażałam sie o takich zwiazkach negatywnie bo
          uwazałam ze to jest kazdego prywatna sprawa, bardziej chodziło mi o
          mnie i twierdzilam z uporem że nigdy w zyciu nie związałabym sie z
          takim facetem..a tu masz ci babo placek:) strzała amorka dopadła
          mnie z nienacka i juz wtedy wiek nie miał wiekszego
          znaczenia..Jeszcze do dzis sie smiejemy z tego:ja że nigdy nie mow
          nigdy:) a on był świecie przekonany ze jakby mu ktos kiedys
          powiedzial ze bedzie do kobity jezdzic 500 kilosów to by sie
          postukał po głowie..no i co..jezdził:))) wiec widać jak mozna
          pozmieniac swoje poglądy..
          • bikle Re: bikle 23.10.07, 14:12
            to podobnie jak Mój - cały czas się śmiejemy, że trafiło się nam to
            przed czym się najbardziej zapieraliśmy - ja jakichkolwiek związków
            w pracy,z rozwodnikiem itd., a On tego, że się zakocha i to w
            dodatku w młodszej... metoda nigdy nie mów nigdy jest jak
            najbardziej niesłuszna :)))) wczoraj gadaliśmy sobie na spacerku i
            powiedziałam Mu, że pierwszy raz czuje się przy kimś tak bezpieczna
            i spokojna... w końcu już mamy zwykłą normalność w związku... oby
            trwała jak najdłużej....odpukać!!! (puk!puk!)a Mama to się ostatnio
            ze mnie śmieje, że sobie wykrakałam - od dziecka powtarzałam, że
            ślubu brać nie będę, będe mieć starszego faceta i na pewno będzie
            taki jak chce, bo inaczej go nie będzie.. i chyba sobie
            wykrakałam... nie mówić głośno - ale znalazłam swój ideał:)))))))) i
            mam nadzieję, że i u Ciebie tak jest.
            buziaki:*
            • minutka_1 szczesciary z nas:) 23.10.07, 14:48
              jednym słowem:) i tak jak piszesz oby tak dalej. W okolo nas jest
              mase problemów..firmowych, czasami z dzieciakami - są prawie dorosłe
              i czasami trzeba je ratować z opałów - ich potyczki z matką, jakies
              tam miłosne zawirowania.. w tym wszystkim uczestniczymy. Poza tym
              jego była prawie "za rogiem" no i moglabym wymieniac jeszcze sporo
              ale najwazniejsze jest to ze miedzy nami tych problemów nie ma.
              Rozumiemy sie doskonale czasami bez słów i w dwójke zawsze z tymi
              problemami sobie radzimy. No i o to w związku chodzi.
              A co do wykrakania:)sobie faceta to sama widzisz, że cos w tym musi
              byc:))
              • bikle mało powiedziane:))) 23.10.07, 15:01
                problemy - są i nie da się ukryć...teraz coś jego była/niebyła
                kombinuje, boimy się co i jak...nie da się ukryć, że jest ciężko,
                ale ja mam Jego, a On mnie... i dzięki temu to przetrwamy.. duże
                wsparcie z mojej strony i strony zarówno jego jak i mojej mamy też
                nam dużo daje..praca to praca, są problemy, ale to wszystko znika w
                mgnieniu oka jak jesteśmy sami, razem..właśnie listę zakupów
                ustalamy i co zjemy na obiadek:)))tylko, że obecnie obiadek
                przesunął się nam na wczesną kolacyjkę, bo znów nie wiadomo, kiedy z
                pracy wyjdziemy... :(
              • bikle Re: szczesciary z nas:) 23.10.07, 15:03
                a co do rozumienia bez słów - wystarczy, że się na siebie popatrzymy
                i w śmiech, bo ten drugi wie, co pierwszy chciał powiedzieć.. trochu
                to zamotałam, ale luż:)
                • niesforna80 Re: szczesciary z nas:) 23.10.07, 15:16
                  witajcie dziewczyny, życzę wam szczęścia! mam nadzieję, że z wami
                  jest i będzie inaczej! pozdrawiam i trzymam kciuki! :)
    • carrantouhil Re: duża różnica wieku w związku 07.11.07, 09:53
      moj mężczyzna jest 25 lat starszy ode mnie.
      Szukam kontaktu z podobnymi parami.
      NIe wiem, czy nie za późno trafiłam na to forum...
      Będę czekała na odpowiedź...
      • bikle Re: duża różnica wieku w związku 07.11.07, 11:13
        witaj!! nie za późno.. tylko jakoś tak ucichłyśmy... :)między mną a
        moim Manem jest 15 lat różnicy - ale tego nie czujemy... jak długo
        jesteście razem???
        • minutka_1 Dziewczynki co tu tak cicho?? 07.11.07, 17:37
          Hej hej:) Czyzby Wszystkie jestesmy aż tak zapracowane?? Bikle
          odezwij się czasami:)
          A nową kobietkę na forum witam serdecznie. Wcale nie trafiłaś tutaj
          za późno tak jak napisała bikle to tylko chwilowy przestój:) napisz
          coś o swoim związku. Jakby co to służymy pomocą. pozdrawiam
          • bikle Re: Dziewczynki co tu tak cicho?? 08.11.07, 10:52
            witam minutko!! jakoś tak zeszło - dużo zmian, na szczęście nie w
            życiu prywatnym....chociaż... tu też się coś zmieniło - a mianowicie
            mieszkamy razem:) no i tak w końcu mamy naszą normalność:)
            ale...straciliśmy to "coś" - adorowanie, zabieganie o siebie itd...
            jednak była już rozmowa i wracamy na stare tory:) pikanterii związku
            dodajemy:P a jak tam u Ciebie??? :)
            • minutka_1 Re: Dziewczynki co tu tak cicho?? 08.11.07, 11:27
              Cześć:)oo to pozytywne zmiany:) mimo wszystko normalność jest
              potrzebna w związku no i oczywiście jak zawsze jest cos za coś..no
              ale zabieganie o siebie..czeste telefony..wytęsknione spotkania..i
              ten czas spędzony tylko razem..mają swój urok no ale wspólne
              mieszkanie tego wcale nie musi urywać..no może delikatnie
              ograniczać:))
              A u mnie hmm bardzo dużo sie dzieje no ale na szczęscie tez nie w
              życiu prywatnym tylko w firmowym no i w tym zyciu hmm dzieciakowo -
              exowym:)- nie wiem czy jasno pisze ale chodzi o jego bylą:) wiadomo
              problemy z dorastającą młodzieżą były i bedą a oni jak na złośc
              zawsze muszą cos wysmarować:))
              no ale jakos leci
              • bikle Re: Dziewczynki co tu tak cicho?? 08.11.07, 12:13
                no tak.. problemy z eks... też to ostatnio odczuwaliśmy..no cóż.. to
                element jego przeszłości (i teraz również i mojego życie:(( )i nic
                na to nie poradzimy...co do dzieciaków, też mieliśmy z nimi
                problemy...
                co do wspólnego mieszkania - są plusy i minusy, jak wszędzie i
                zawsze...ale jak się jest pomysłowym i w dodatku jak się dobrze
                pokombinuje, to zawsze,mimo, że się spędza 24 godziny razem można za
                sobą tęsknić i zabiegać o siebie...mam nadzieję, że pomysły nam się
                nie skończą...
                • minutka_1 Re: Dziewczynki co tu tak cicho?? 08.11.07, 13:41
                  dobrze, że w takich problemach nie jestem sama:)jak widać Wy też
                  macie podobne. No ale tak to już jest jak się wiąże z facetem "z
                  przeszłością" i nie da sie od niej oderwać, przeszłosc czasami
                  bedzie sie waliła z butami do domu. A my wchodząc w takie związki
                  uczestniczymy w tej przeszłości na równi z partnerem. I fajnie jest
                  jak umie sie o tym rozmawiać..jak nie tworzy sie sztucznych
                  problemów...jak nie ma wypominania no i jak sie dobrze rozumie.
                  A co do pomysłów i kombinacji na dobre wspólne mieszkanie to masz
                  racje zawsze mozna cos wymyslic żeby czasami było tak jak na randce.
                  Tylko ważne we wspólnym mieszkaniu jest to (a zwłaszcza jak sie
                  razem pracuje) żeby nie przenosić pracy do domu - nam niestety nie
                  zawsze sie to udaje..
                  • bikle Re: Dziewczynki co tu tak cicho?? 08.11.07, 13:59
                    oj minutko, u nas też tak jest... ostatnio nawet malutka burza u nas
                    o to była:( ale co najdziwniejsze, to więcej o pracy mówię ja - jak
                    to kobiety - podzielić się problemami, myślami, tą lubię, a ta robi
                    źle... itd. jak to kobieta:) On natomiast więcej myśli - nie powie,
                    żeby mnie nie martwić, ogólnie nie wypowiada sie o tym...
                    • minutka_1 Re: Dziewczynki co tu tak cicho?? 09.11.07, 12:49
                      Wiesz co bikle u nas też tak było wręcz identycznie. Jak sie tu
                      przeprowadziłam i zaczełam pracowac w jego biurze - on zazwyczaj byl
                      w terenie ( i tak jest do dziś)to trajkotałam jak najęta..a to jest
                      źle..a ja zrobilabym tak...a on jest taki czy owaki..on
                      słuchał..mało mówił jednak z czasem stwierdził, że moje uwagi są tak
                      cenne - bo to ja siedze z tymi ludźmi cały dzień i mase rzeczy widze
                      a jemu wiekszość umyka, że zaczelismy razem wiecej i coraz wiecej o
                      tym rozmawiac..zaczelismy wprowadzać zmiany, ulepszenia systemu
                      pracy itp. Piszesz, ze Twój nie chce Cię martwić wieloma
                      rzeczami..hmm ja wrecz nalegałam żeby Mój o problemach mi mówił bo w
                      dwójke po prostu łatwiej się je rozwiązuje. I tak sie zaczeło dziac
                      i powiem Ci że czasami wlosy dęba stają..no ale jakoś sobie radzimy.
                      • bikle Re: Dziewczynki co tu tak cicho?? 09.11.07, 13:24
                        oj minutko.. ja już tyle razy próbowałam wyciągnąć coś z niego.. ale
                        opornie to idzie..jednak ja nie odpuszczę:) będę ciągnęła i
                        ciągnęła:P teraz u nas dużo zmian w firmie i trochu ciężko się w to
                        nam wdrożyć, ale nasze wieczorne Polaków rozmowy w wannie zaczynają
                        odnosić jakiś skutek:) chciałabym, aby Moje Kochanie jeszcze
                        bardziej się otworzyło na mnie, ale wydaje mi się, że na to potrzeba
                        czasu...jednak znając życie jakoś to pójdzie. na razie muszę to
                        przemęczyć...zagryźć się w sobie... zobaczymy - dziś wieczorem
                        kolejne podejście - tym bardziej, że jedziemy do jego mamy i czymś
                        trza się będzie zająć po drodze:) może jakieś rady jak spróbować go
                        podejść, żeby się otworzył???będę wdzięczna:)
                        • minutka_1 Re: Dziewczynki co tu tak cicho?? 09.11.07, 13:59
                          hmm trudna sprawa bo jak piszesz to na pewno przyjdzie samo tylko z
                          czasem. Ja zawsze argumentowałam to wszystko "zwalając" na nasz
                          związek:) tzn. jestesmy razem w związku i tak sie sklada ze
                          pracujemy razem i problemy, które pojawiaja sie w pracy sila rzeczy -
                          patrzac na nasz związek nie dotyczą już tylko Jego samego ale i
                          mnie..inna agrumentacja to taka, że Ty możesz i patrzysz na to
                          wszystko z innego punktu widzenia i to czego On nie widzi Ty
                          doskonale zauważasz. Poza tym możesz powiedzieć, że chciałabys w
                          jakis sposób pomóc bo skoro Twój mężczyzna się czymś martwi a Ty nie
                          możesz powedzieć Mu paru ciepłych slów to jest Ci po prostu przykro
                          z tego powodu. Musisz tutaj zadziałać na emocje.. możesz nawet
                          stwierdzić pytająco..a może Ty mi po prostu nie ufasz? itp...u mnie
                          przynosiło to efekty ale troche wody upłynęło.
                          • bikle Re: Dziewczynki co tu tak cicho?? 09.11.07, 14:12
                            bedę próbować.. już Mu ładnego smsa wysłałam i coś go ruszyło..
                            wieczorkiem jak będziemy jechać, to zacznę stosować różnego rodzaju
                            socjotechniki:) albo inne kobiece sztuczki... :) wiem, że jak już go
                            bardzo będzie to męczyć, to sam mi powie, ja rzucę tekstem w stylu,
                            że "Kochanie, wiesz, że możesz mi powiedzieć o wszystkim..." zrobię
                            to czego nie lubię - zagram na jego zaufaniu... a później mimowolnie
                            wejdę na kwestię pracy i zacznę znów gadać... tylko, że zapytam się
                            np.co on planuje zrobić z... i jakoś to pójdzie:)
                            • minutka_1 Re: Dziewczynki co tu tak cicho?? 09.11.07, 16:46
                              Ja też nie lubiałam tymi technikami działać no ale poskutkowało:)
                              więc życze powodzenia i napisz koniecznie jak Ci poszlo
                              • bikle techniki... 12.11.07, 08:04
                                hmmm... nocne rozmowy Polaków przed zaśnięciem w łóżku się odbyły -
                                ja, że Kochanie, bo widzę, że Cię coś trapi, może chcesz pogadać,
                                martwimnie, że masz problem, a nie chcesz ze mną o tym rozmawiać,
                                itd.. odpowiedź mojego Kochanie: Dziubek, ja Cię nie chcę martwić
                                tym wszystkim, bo później przeżywasz to, zamartwiasz się.. no, to
                                się dowiedziałam, że przeżywająca jestem:)) dziś jakąś chandrę
                                złapałam, bo doszłam do wniosku, że chyba gubimy gdzieś to "coś",
                                nie uczucie, bo ono jest coraz silniejsze, ale takie zwykłe gesty-
                                komplementy, zabieganie o siebie... i smutnooooooooo mi się
                                zrobiłooooooo.... buuuuuuuu....
                                no, ale na poprawę humoru dodam, że Mój Mężczyzna sam zaczął
                                poruszać kwestię dziecka - usłyszałam podczas spacerku na szczyt
                                góry, że chce mieć ze mną dziecko.... aż o mało co nie zjechałam z
                                wrażenia na dupce 600 metrów w dół... szok.... :)))))
                                a!! miłego poniedziałku i nowego tygodnia życzę:)
                                • minutka_1 Re: techniki... 12.11.07, 21:27
                                  uff dopiero teraz mam chwilke:) poniedziałki zawsze zwalają z
                                  nog..no ale droga bikle to baaardzo dobra wiadomość z tym
                                  dzidziusiem:))))) to oznacza, że Twój men powaznie i odpowiedzialnie
                                  myśli o Waszym związku suuper wiadomość:) u mnie to troszke inaczej
                                  wygląda no ale może o tym później...
                                  No a jeżeli chodzi o te nieszczęsne problemy to hmmmm jednak bedzie
                                  potrzebny czas i jeszcze raz czas...u mnie było tak samo czyli po co
                                  cie bede martwił bo kobity podchodza do problemow zupełnie inaczej
                                  bardziej emocjonalnie i nerwowo etc..etc..to juz znamy. Fakt jak
                                  potem powoli zaczynał opowiadać i zaczelismy o tym rozmawiać to
                                  niejedną nocke miałam nieprzespaną bo sie po prostu przejmowalam.
                                  Mimo wszystko uważam że lepiej wiedziec nawet o najgorszym ale
                                  wiedziec i sie wspierać. Mam nadzieje, że i u Ciebie też tak
                                  będzie..wiec wytrwalości życzę i dobranoc.
                                  Jutro postaram sie być bardziej punktualna:))) papa
                                  • bikle skuteczność rośnie:) 13.11.07, 09:51
                                    witam, witam.... no cóż, muszę się pochwalić:))))) otóż wczoraj
                                    rozmawialiśmy o problemach...no po prostu jakoś się żalnęłam na to,
                                    że On ze mną nie rozmawia i zaczęła się gadka o warstwowości jego
                                    duszy - mam Faceta ogra:))))))) - i tak zaczął już później sam z
                                    siebie gadać... a to wszystko przez grę - kazałam Mu w ciągu dnia
                                    wymienić trzy rzeczy jego ciała, którymi się mam zająć w nocy, a że
                                    wymienił duszę, to sobie ulżyłam:))) oczywiście było, że nie chce
                                    mnie martwić problemami itd, ale widząc mojego focha jakoś się
                                    rozkręcił:) Kobity, powiem Wam - masaż czyni cuda:)))no i tak jakoś
                                    wyszło:) zobaczymy czy to będzie wybryk jednodniowy czy jednak coś
                                    bardziej trwałego:)oby... odpukać <puk!Puk!>
                                    co do dzidzi- jakoś wyszło, zobaczymy jak będzie z naszymi planami:)
                                    ja mam też małe urwanie głowy więc dziś u mnie może być problem:)
                                    ale jak tylko znajdę chwilkę, to zajrzę:)
                                    a co tam u Ciebie??
                                    • minutka_1 Re: skuteczność rośnie:) 13.11.07, 17:29
                                      Matko co za tydzień!! Urwanie głowy i oczywiście jeszcze siedze w
                                      pracy:((
                                      No ale widze, że u Ciebie wszystko idzie w dobrym kierunku:) Tak
                                      trzymać. I mysle że nie było to jednorazowe zwierzenie.
                                      A u mnie jak zwykle problem goni problem:) jak tak mocno sie nad tym
                                      zastanowie to ja po prostu podziwiam Mojego.. jak On to wszystko
                                      ogarnia??? Pewnie te lata praktyki:)
                                      Dobra wracam do papierków i miłego wieczorku zyczę
                                      • bikle buuu.... 14.11.07, 09:18
                                        wybryk jednorazowy - stwierdzam po wczorajszym... :( no cóż,
                                        widocznie taka moja dola - niedola...ja już nie wiem co zrobić -
                                        wczoraj On rozmawiał z naszym głównym szefem i lipa.. buba.. zły
                                        humor do końca dnia... efekt - cisza Polaków.. kolację zjedliśmy
                                        i... cisza... :( ja znów zaczęłam się zamartwiać i .. moja noc
                                        nieprzespana...On przytulił się do mojej piersi i już śpi jak
                                        Aniołek... dobrze, że się chociaż wyspał.. zazdroszczę:( hasło na
                                        Dzień dobry: "Kotuś, i dlatego nie chcę Ci nic mówić o problemach,
                                        bo Ty to tak przeżywasz..." a o to chodzi, że On mi nic nie
                                        powiedział... :((
                                        Miłego dnia:*
                                        • minutka_1 Re: buuu.... 14.11.07, 10:28
                                          biedna:) zobaczysz to sie zmieni jak pomieszkacie razem troche
                                          dłuzej..ale wiesz co czasami po jakiś naszych rozmowach nocnych czy
                                          wieczornych mniej lub bardziej problemowych On tak jak piszesz Ty
                                          przytula sie i po minucie juz smacznie śpi a mi sie myśli
                                          kotłują...efektem tego jest to że rano jestem nieprzytomna a Mój
                                          wyspany jak nigdy:)
                                          • bikle Re: buuu.... 14.11.07, 10:40
                                            co do nieprzytomności to ja tak mam dziś... On lata jak skowronek,
                                            ja nie mogłam wczłapać się do biura... :( więc efekt rewelacyjny...
                                            no cóż - postanowiłam przyjąć taktykę, że ja pytać ni będę, a On,
                                            jeżeli to na prawdę będzie go dręczyć, to sam powie... więc czekam
                                            może na jego dojrzałość do tego... zobaczymy co będzie... Dziubek
                                            dziś spał na mojej piersi, a mnie same łzy z oczu leciały.. po
                                            prostu z bezsilności...no cóż - przy nim tego nie pokaże, bo nie
                                            chce go dodatkowo martwić, ale czasem tak jest, że to
                                            pomaga...buuu.. dużo tego się zebrało, trza na jakąś dobrą tea
                                            ruszyć z psiapsiółą i już będzie lepiej... może po prostu za dużo
                                            czasu razem spędzamy???
                                            • minutka_1 Re: buuu.... 14.11.07, 11:49
                                              Pociesze Cię i powiem skąd ja to znam....był taki okrez, że
                                              bezsilność mnie przerastała i też miałam łzawe nocki. Czasami
                                              sytuacja mnie po prostu przerastała i mówie tutaj baardzo ogólnie.
                                              Bo na mnie na początku spadło po prostu za duzo - nowe miejse
                                              zamieszkania daleko od domu, mamy, przyjaciółki - nowi ludzie, nowa
                                              praca i problemy z nią związane a do tego brak akceptacji ze strony
                                              dzieci i sycząca jego byla..On siłą rzeczy nie mógl mi poswiecac
                                              tyle czasu ile bym chciała bo praca..praca..no i ja miałam taki
                                              kryzys że myslalam że nie dam rady.
                                              Mimo tego że razem mieszkamy i pracujemy ja cały mysle, że my i tak
                                              mało czasu spędzamy razem ale juz chyba sie do tego przyzwyczaiłam.
                                              Za duzo to tez nie zdrowo. No bo w tygodniu praca On zazwyczaj w
                                              terenie w sobote praca..popołudniu dzieciaki i jakies spotkania
                                              towarzyskie.. w niedziele dzieciaki lub jakies tam wyjazdy ale
                                              zazwyczaj nie sami..no i w poniedziałek powtorka z rozrywki. Zostają
                                              późne wieczory i nocki...no i 2 x w roku dłuższe urlopy...
                                              Nie wiem jak to u Was wygląda ale wiem jedno ze za duzo czasu tez
                                              nie mozna ze soba spedzac zeby nie popaść w rutyne.
                                              • bikle Re: buuu.... 14.11.07, 12:07
                                                hmm... praca osiem godzin razem, powrót do domu, razem, wieczory
                                                razem, weekendy razem, chyba, że mam zjazd na studiach, to mnie nie
                                                ma cały weekend, jak wolny weekend, to jedziemy do jego mamy... no i
                                                tak to wygląda... to chyba zmęczenie materiału.. u mnie, albo po
                                                prostu zmęczona jestem - w pracy młyn i problemy, w domu z nim o tym
                                                porozmawiać nie mogę, dobrze, że jest chociaż mama, jej mogę się
                                                wyżalić, pogadać z nią...ten weekend znów będziemy osobno, więc już
                                                teraz tęsknię... no właśnie tęsknie za nim, nawet w pracy, gdy
                                                siedzi u siebie w gabinecie... buuuu...dziwne to wszystko...
                                                • nitka_1 Re: buuu.... 14.11.07, 12:40
                                                  hmmm chyba troche za dużo tego "razem". My pracujemy ok 12-13 godź
                                                  dziennie razem ale osobno:)wieczorami zdarzy sie ze jeszcze ktoś
                                                  przylaźi w związku z pracą. I wiesz co ja najbardziej tęsknie za
                                                  SPOKOJEM tego mi najbardziej teraz brakuje. A było juz tak blisko do
                                                  poukładania wszystkiego gdyby nie cholerny pozar, ktory mielismy od
                                                  tego tak naprawde ciagłe problemy sie zaczeły....
                                                  Ja tez sie ciesze że mam mame, z która moge pogadac o wszystkim
                                                  tylko co z tego jak oni wszystcy sa daleko.
                                                  Mówisz ze to dziwne..hmm dzis Mój pojechał gdzies w Polske bedzie
                                                  dopiero w nocy i mimo wszystko tej jego obecnosci w biurze mi
                                                  brakuje..mimo tego ze nie jestesmy razem..









                                                • minutka_1 Re: buuu.... 14.11.07, 12:41
                                                  Nitka to mój drugi nick:)jakby co
                                                  • bikle Re: buuu.... 14.11.07, 12:54
                                                    domyśliłam się moja Niteczko droga:) no cóż.. tak, tęskni mi się za
                                                    nim, jeżeli go ni widzę... jak jest trochu dalej ode mnie.. nawet
                                                    jak jesteśmy razem to już za nim tęsknię... dziwna ta
                                                    tęsknota...grrr... albo ja jestem dziwna:))) Mój teraz krąży po
                                                    biurze zamyślony, cichy, niespokojny... znów nas cicha kolacja
                                                    czeka...hmmm.. trza uruchomić swoją babską wyobraźnię :)
                                                  • minutka_1 Re: buuu.... 14.11.07, 12:58
                                                    A nie mowi Ci nic jako Twój szef że np siedzisz na necie albo nie
                                                    pracujesz czy po prostu o tym nie wie? Bo Mój czasami mi powie ze
                                                    zły przykład daje:) no ale ja z tym przed innymi pracownikami sie
                                                    mocno ukrywam..bo jestem tu jakby nie było na widelcu. A ostatnio
                                                    Mój ogromne wojny toczy w biurze z ludźmi to tym bardziej musze
                                                    swiecic przykładem:)
                                                  • bikle Re: buuu.... 14.11.07, 13:43
                                                    czasem coś dogryzie w żartach, że się obijam, a ja Mu, że On też się
                                                    obija i nic nie robi:) więc się razem przekomarzamy:) co do ludzi -
                                                    na szczęście siedzę sobie sama gabinecie, więc mnie tak bardzo nie
                                                    widzą... jego tylko kusi, gdzie i z kim tyle piszę:))) a tak to sza
                                                    na ten temat:)
                                                    z resztą On u siebie pasjansa układa:)))
                                                  • minutka_1 Re: buuu.... 14.11.07, 13:53
                                                    No to masz spokój..chociaż od gapiów. Ja musze uważać. W poprzednim
                                                    (spalonym) biurze siedziałysmy we dwie..a teraz gnieciemy sie na
                                                    kupce w jakiś zastepczych pomieszczeniach:(
                                                    Wiesz Mój wie o tym wątku kiedys na samym początku nawet go
                                                    czytal..ale potem ucichło i jakos sie nie dopytuje.
                                                  • bikle auć... 14.11.07, 14:02
                                                    no to faktycznie przekichane...a długo was jeszcze w takich
                                                    ciasnotach będą trzymać?? ja wcześniej siedziałam w kliteczce, ale
                                                    od listopada jestem w nowych biurach no i siedzę sobie sama:)) więc
                                                    net cały czas u ruchu:P aż mi wstyd, że się tak obijam:) ale palce
                                                    ćwiczę, że ho-ho.. a później Moje Kochanie mówi, że rewelacyjny
                                                    masaż mu serwuję:) zastanawiam się czy Mu powiedzieć o tym wątku,
                                                    ale zobaczymy czy dziś będziemy gadać ludzkim głosem:)
                                                  • minutka_1 Re: auć... 14.11.07, 14:17
                                                    Haha no tak może dzis przemówi..chociaz do Wigilii jeszcze daleko;)
                                                    No ale czasami poobijać sie można ja w sumie caly czas klepie
                                                    papierki w program ale jakos mi to dzisiaj nie idzie. Nie wiem chyba
                                                    jakis zly dzień albo co..
                                                    No a jezeli chodzi o biuro to remont trwa..bo spaliło sie tam
                                                    wszystko co było mozliwe..mam nadzieje ze do konca roku sie
                                                    wprowadzimy na nowo. A co do wątku to nie wiem czy mówiec bo wiesz
                                                    wtedy bedziesz mimo wszystko musiała uwazać co piszesz;)
                                                  • bikle heh.. 15.11.07, 09:23
                                                    przemówił:))) wystarczyło focha strzelić:)
                                                    oj...coś się gorąco zrobiło na forum przez nasz wątek:P
                                                    zaściankowość wylazła... :(
                                                  • minutka_1 Re: heh.. 15.11.07, 11:01
                                                    no tak:) watek wyszedł na wokande:) no ale coż niech sobie
                                                    rozmawiają o naszym szczesciu i tylko mogą pozazdrościć:)
                                                    No i jak tam po przemówieniu? Nocka nieprzespana?
                                                  • bikle a właśnie, że nie:) 15.11.07, 11:17
                                                    nocka ładnie przespana:) jak Aniołki spaliśmy:P wrócił wieczorkiem z
                                                    pracy, bo ja wcześniej dotarłam do domciu i od drzwi już był
                                                    wyjątkowo gadatliwy.. chyba po prostu musiał sam się w sobie zagryźć
                                                    i sam z siebie buchnąć:) błogie lenistwo później sobie
                                                    zaserwowaliśmy... no i jest super:)
                                      • bikle podziwiam.. 14.11.07, 09:21
                                        też Go podziwiam, dla niego to takie normalne, zwykłe, tak to
                                        wszystko ogarnął, przeszedł nad tym do porządku dziennego.. a ja???
                                        wiele się jeszcze muszę nauczyć....
                                        • minutka_1 Re: podziwiam.. 14.11.07, 10:23
                                          :) hej hej no dziś jestem troszkę wcześniej:)
                                          no i dobrze piszesz wiele się jeszcze musimy nauczyć..wiesz Oni to
                                          już pewnie weterani w tym co robią a my dopiero raczkujemy:) nie
                                          wiem jak to sie dzieje po prostu nie wiem..tyle spraw dookoła a On
                                          czasami ze stoickim spokojem przechodzi własnie do porzadku
                                          dziennego.
                                          • bikle Re: podziwiam.. 14.11.07, 10:35
                                            i jeszcze dostaję ochrzan, że panikuję:))))) nie ma to jak stoicki
                                            spokój faceta:P no cóż..chyba taka nasza rola, że my to tyle na
                                            siebie przyjmujemy i później bezsenne noce mamy, a Oni spokojnym
                                            snem sprawiedliwego śpią...
    • modliszka24 Re: duża różnica wieku w związku 08.11.07, 15:26
      jezeli Ci dobrze to czym sie przejmujesz?
      • diodunia Re: duża różnica wieku w związku 09.11.07, 20:09
        wszystko sie kiedys konczy ja juz tez wypadlam z tematu starszych facetow jestem
        szczesliwsza od kiedy jestem wolna!!!Pozdrawiam wszystkich.
        • laurijka Ale fajny watek! 10.11.07, 00:34
          Przeczytalam jakies 2/3. Poltorej godziny mi to zajelo. Jestescie
          fantastyczne!
          Ale… Zanim tu wlazlam, przyszedl M. Roznica, jak to za dobrych
          czasow mowilam, taka, jak miedzy Michalem Douglasem a Catherine Zeta-
          Jones, 24 lata. Nie widzielismy sie od niedzieli. Jak przyszedl,
          konczylam 3 zdania w komputerze. On padl w fotel i usnal, i chrapie.
          Upojny piatkowy wieczor.
          Jutro zapisze sie do was, jezeli mozna:) A na razie zastanowie sie,
          co z nim, co z nami, co ze mna i pojde spac. Pozdrawiam
          • minutka_1 Re: Ale fajny watek! 10.11.07, 17:26
            Witaj:)
            Jasne że możesz sie zapisać:) tylko napisz coś o swoim związku..jak
            długo jesteście razem no i skąd te wątpliwości???
            Jakby co to służymy pomocą. pozdrawiam:))
          • bikle Re: Ale fajny watek! 12.11.07, 07:59
            WITAMY NA FORUM!!!!
            to fajnie, że dołączają do nas następne kobitki, choć ja to tu
            krótko jestem:), ale z tego co widzę, to nasze grono nie jest wcale
            takie małe:) opowiadaj, opowiadaj.. jak będziemy dały radę, to
            doradzimy w razie jakiś problemów..pozdrwawiam bardzo serdecznie - b.
          • lilaaaa Re: Ale fajny watek! 12.11.07, 19:33
            To miłe, że kobiet w takich związkach jest tak dużo:-)
            Mój mężczyzna był w czwartek u fryzjera i Janusz(fryzjer) powiedział Jemu, że zna taką o to parę 80 latek i 24latka:-) Mają nawet 5 letnie dziecko:-) A kobieta jest tak o Niego zazdrosna, że szok..Facet nie może się nawet obejrzeć za drugą:-) Potem byliśmy u adwokata i ten nam powiedział, że pewien polski trener ma 63 lata i kobietę rok ode mnie starszą - ma 23 lata:-) Tutaj również jest dziecko:-)
            My o dziecko staramy się teraz, mieliśmy je "zmontować" w wakacje, ale ja stwierdziłam, że muszę odpowiednio przygotować swoje ciało, aby dziecko czuło sie wspaniale w moim brzuszku:-) Już nie mogę się doczekać tej chwili, kiedy będziemy we trójkę:-)
            Mój każdy związek - jak każdy - ma lepsze i gorsze okresy:-) Wiele razy krzywdziliśmy się bez opamiętania, ale.. ja wiem, że On jest tym dla mnie a ja tą dla Niego..:-) To mój najlepszy przyjaciel, człowiek, na którego mogę i będę mogła liczyć w każdej chwili... Śmiem twierdzić, że to moja bratnia dusza... A co do motylków... mamy je po tylu latach, On chyba nawet bardziej niż ja:-)
            • minutka_1 Re: Ale fajny watek! 12.11.07, 21:28
              Witaj lilaaa dawno Cię tutaj nie bylo:) Opowiadaj co tam u Ciebie??
            • bikle Re: Ale fajny watek! 13.11.07, 09:52
              witam, bardzo serdecznie, miło mi poznać:)
              oj, dużo nas, dużo, a ile nie ujawnionych, a tylko czytających ten
              wątek:)
              co do motylków - oj.. u mnie są coraz silniejsze:)i oby tak zostało
    • cioccolato_bianco Re: duża różnica wieku w związku 13.11.07, 10:10
      nie wyobrazam sobie zwiazku z kims, kto potencjalnie moglby byc moim
      ojcem. takie rzeczy, to tylko w kinie ;)
      • bikle Re: duża różnica wieku w związku 13.11.07, 10:21
        oj.. mylisz się.. ale to Twój pogląd, ja nie będę go podważać.
        tylko, że łatwo jest krytykować coś czego nie znamy. dlaczego
        uważasz, że taki związek jest niemożliwy? jest taki sam jak i każdy
        inny, między równolatkami czy parami, gdzie jest minimalna różnica
        wieku...
        • cioccolato_bianco Re: duża różnica wieku w związku 13.11.07, 10:26
          nie rzucaj sie tak, ja nikomu nie bronie zwiazywac sie z kims kto
          jest w wieku jego rodzicow ;) moze ktos jest szczesliwy w zwiazku z
          taka osoba. dla mnie to jest po prostu niemozliwe i hmmm..
          nieapetyczne, delikatnie mowiac. basta.
          • laurka21 Re: duża różnica wieku w związku 14.11.07, 20:14
            Mysle, ze wiele z tych czytajacych ujawniłyby sie, gdyby było oddzielne, ukryte
            forum tylko dla ludzi, ktorzy z własnego dosiadczenia znaja ten teamt. Wtedy
            kazdy bedzie mógl swobodnie rozmawiac.

            co Wy na to?
            Kto jest chetny,zeby sie podjac tego zadani? ;>
            • laurka21 Re: duża różnica wieku w związku 15.11.07, 16:50
              doczytalam dzisiaj 2 ostatnie strony do konca i juz wiem,ze sa 2 takie fora:)
    • minutka_1 jak ja nie lubie poniedziałków!! 19.11.07, 19:45
      Nie mam juz sily ja jeszcze jestem w pracy i końca nie widać!
      Ech...te cholerne poniedziałki. Bikle jak tam rozmowy ludzkim
      glosem:)??? Jakies postepy?? Pozdrawiam cieplutko
      • bikle ja ich nienawidzę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 20.11.07, 09:29
        oj Minutko... co do poniedziałków to się zgodzę..po prostu sajgon...
        nie ma co... nie dość, że w pracy sajgon, to jeszcze w dodatku Mój
        gorszy dzień miał - rozmowy ludzkim głosem zostały znów zerwane...
        fuknął, ryknął, ja miałam wyjść i powiedzieć Mu,żeby se szukał
        nowego pracownika...już mi tak nerwy puściły, że później beczałam do
        końca dnia w pracy.. no i to tyle.. focha miałam do końca dnia... i
        nawet mi się gadać ni chciało specjalnie... po prostu do tej pory mi
        się z Nim gadać nie chce... fakt, faktem, ja też nie byłam bez winy,
        ale rękę do zgody wyciągnęłam, przepraszam powiedziałam, a ten
        furiat - szał!!! no i tyle by było.. swoje usłyszałam... ciężko mi
        teraz na serduchu...pojawiło się poczucie, że jestem kiepskim
        pracownikiem, a trzyma mnie w pracy tylko ze względu na nasz
        związek... buba...zobaczymy jak to dziś pójdzie.. mam nadzieję, że u
        Ciebie będzie lepiej...buziaki na nowy dzień:*
        • minutka_1 Jak dobrze że jesteś 20.11.07, 10:52
          U mnie też wczoraj były fochy..tylko że moje i też mi troche
          pusciło. Od 8 rano w pracy do 22 z hakiem o 23 kolacja byłam
          wykończona. No i zebrało sie że ja takim tępem nie chce żyć, że mamy
          bardzo mało czasu dla siebie w tyg zapieprz no a w weekendy tak jak
          juz pisłam dzieci i inne "odwiedziny" pracowników. Pytałam czy tak
          duzo wymagam np 1 weekendu w miesiącu tylko sam na sam?? I że marze
          o odpoczynku..Był tez bardzo małomówny ocenił tylko ze ja za bardzo
          idealizuje..hmm czyzby??? Wiem, że on w poprzednim związku pare lat
          bardzo uciekal w prace i tak juz mu zostalo ja próbuje Go troche
          przystopować ale jak mu sie kołowrotek nakręcił to cholera nie mam
          pomysłu jak to zrobić?
          Też łezki sie lały albo z bezsilności albo ze zmęczenia..sama juz
          nie wiem.
          Wiec Bikle rozumiem wszystko i chyba czasami tak juz musi byc
          najgorsze sa tylko te mysli które przychodzą "po"
          Miałam gorszy dzien no i sie wyzaliłam nie była to zadna kótnia
          tylko wrecz monolog..ale powiedziałm co mi lezy na serduchu ciekawe
          czy jakies wnioski z tego bedą?
          ech... tez mi jakos tak dziwnie dzisiaj..ale rozmawiamy normalnie.
          buziaki i trzymaj sie
          • bikle będzie dobrze.. :) 20.11.07, 12:18
            patrząc na to jak idzie nam dzisiaj to nagle po jednym dniu wielkiej
            walki i chyba tego, że pierwszy raz zobaczył, że płaczę przez niego
            to chyba stresująco na niego podziałało i dziś gadamy ze sobą jak
            normalni ludzie...w pracy też atmosfera dzisiaj jest znośna więc
            jakoś to wszystko idzie - to zawsze tak, on na mnie fuknie i jest
            wielka wojna, to później nam się układa w pracy.. ale wczorajszy
            kryzys...sajgon.. wiesz co było najgorsze?zdałam sobie sprawę, że
            może być i taka sytuacja, że faktycznie może być taki dzień, że może
            mnie zwolnić...on sobie też zdał sprawę, że może mnie stracić w
            pracy jak tak będzie dalej...
            tylko, że nie wiem czy dobrze robię nie poruszając już tej kwestii,
            nie rozmawialiśmy o tym już później.. we mnie dalej to siedzi, w nim
            chyba też... ale nie gadaliśmy o tym więcej, żeby już się chyba nie
            denerwować.. a dodatkowo Mojego jakieś cholerstwo chyciło i gorączka
            go trawi.. więc po co dodatkowe nerwy?
            poszliśmy sobie wczoraj wieczorem na koncert, któy planowaliśmy od
            dawna i tak nam dobrze było.. mi tak dobrze było, bo on był koło
            mnie...
            chyba to już specyfika naszych związków, że w pracy usłyszymy
            cierpkie słowo, ale mimo wsio Oni kochają nas tak samo jak wczoraj
            wieczór i dziś rano..
            po prostu oni oddzielają pracę od związku.. nam "przeżywającym"
            znacznie trudniej to oddzielić...
            co do idealizowania związku - ja zauważyłam tendencję, że to On
            bardziej zabiega o to, żebyśmy np wolny weekend spędzali razem..
            buziaki minutko i do następnego kliknięcia:)
            • minutka_1 Re: będzie dobrze.. :) 20.11.07, 12:38
              Wiem że bedzie bo jest dobrze. A czasami takie rozmowy pomagaja
              chyba mi samej.
              Co do pracy to nie mamy problemów aczkolwiek wymaga ode mnie o wiele
              wiecej niz od innych ja czasami sie buntuje no ale to przeciez nam
              powinno zalezec najbardziej na tym. bo to przeciez ta firma a nie
              nikt inny nas karmi i pozwala zyć na odpowiednim poziomie. Czasami
              zdarzaja sie fukniecia w moja strone ale to chyba tak dla zasady
              zeby nie bylo:)
              A co do wspólnych weekendów to moze On tego tak nie potrzebuje jak
              ja..nie wiem niby staram sie wszystko zrozumiec tylko najgorsze jest
              to ze inni tego nierozumieją i wpadaja do nas wtedy kiedy im pasuje
              a nie nam..hmm albo mi. Tak jak córa cały tydz jest w szkole poza
              domem no to weekendy spedza u nas..My cały tydz pracujemy a w
              weekendy troche spokoju by sie przydalo no to sie nie da ( zeby
              pobyć sami to musimy uciekać z domku) matko glupie to wszystko. No
              ale nie ma co narzekać to tylko taki chwilowy bunt:))
              • bikle Re: będzie dobrze.. :) 20.11.07, 12:57
                no tak.. do wymagań to jest prawda - znacznie więcej niż od
                innych..hmm..jeszcze uciekać nie musimy - na szczęście- z domu, bo
                nasi znajomi na razie rozstrzeleni są w naszych dwóch miastach, a my
                ostatnio ze względu na sytuację z pracy więcej czasu w pracy niż
                gdziekolwiek indziej:(
                zobaczysz, będzie luz i zobaczysz - wszystko się zacznie układać.
                ja już dziś mam nadzieję, zacznę łapać luz w pracy więc w końcu
                zaczynam dziś oddychać:)
              • bikle i jak tam? 21.11.07, 10:35
                jak tam Minutko u Ciebie? mam nadzieję, że wszystko w porządku...
                • minutka_1 Wszystko dobrze:) 22.11.07, 11:41
                  Tylko od wczoraj zmogła mnie choroba i pół żywa byłam..dlatego nawet
                  komputerka nie odpalałam:) dziś juz troszke lepiej no ale musze sie
                  jak najszybciej wykurować bo dziś jedziemy do moich rodziców..i
                  wiesz nie chciałabym spedzic weekendu w łóżku.. no i jeszcze jedna
                  ważna sprawa w poniedziałek ide na operacje kolan no i nie moge byc
                  chora!! Wiec robie co w mojej mocy i chwytam sie juz wszystkich
                  mozliwych leków i własnie sięgnełam do babcinych sposobów i pije
                  mleko z czosnkiem bleeeeee.
                  A Ty jak tam? Myśle że tez w porządku? Bo u nas po tym moim
                  wyzalaniu sie wszystko ok i nie wracaliśmy juz do tego tematu.
                  • bikle zdrowia życzę!!! 22.11.07, 12:06
                    życzę Ci zdrowia, bo to najważniejsze, a troszeczku problemów z nim
                    masz:(
                    mnie też coś kaszel bierze, ale zwalam to na zbyt suche powietrze w
                    biurze:))
                    u nas też wszystko ok, nawet lepiej:) powolutku planujemy sobie
                    sylwestra:)
                    jeżeli chodzi o metody leczenia choróbska polecam tea z sokiem
                    malinowym, gorącą kąpiel i aspirynka. i pod cieplutką kołderkę się
                    wypocić. jedna noc i przechodzi:)
                    trzymaj się cieplutko, jeszcze się odezwę, a teraz wracam do pracy,
                    bo malutkie urwanie głowy:(
                    • minutka_1 Dziękuje:) 22.11.07, 12:20
                      Mam nadzieje że mi to cholerstwo przejdzie..najgorszy jest ten
                      wielki i czerwony nochal od kataru:)i wiesz co nie dawno wyszłam z
                      jednego przziebienia a tu juz w drugie i tez zwalam to na powietrze
                      ale w domku i już mojemu zapowiedziałam że musimy kupić nawilżacze.
                      No to dobrze ze wszystko ok my na sylwestra planow jeszcze nie mamy
                      narazie to staram sie planować prezenty choinkowe bo ja juz tak mam
                      że u mnie musi byc nietypowo i oryginalnie:)).
                      To pracuj sobie spokojnie a ja pędze do pakowania sie bo o 15 wyjazd.
                      I do nastepnego
                      • bikle Re: Dziękuje:) 22.11.07, 12:47
                        skąś to znam - ja się kurowałam przez miesiąc. dwa antybiotyki i to
                        nawet nie pomagało.. :( wyjątkowo oporna na leczenie byłam:) teraz
                        pracujemy nadal nad moją odpornością i już mam dość tych wszystkich
                        specyfików:(..
                        życzę miłego weekendu i kuruj się.
                        w poniedziałek życzę powodzenia:*
                        co do nawilżaczy - też to zapowiedziałam:))
                        prezenty to osobny temat - już też się zabieramy do planowania tego -
                        głównie dla dzieciaków, bo my sobie robić nie będziemy - takie
                        nasze postanowienie - kupimy jeden duży po nowym roku:))
                        buziaki dla Ciebie i Twojego Mężczyzny :*
                        trzymacjcie się cieplutko:)
                        • minutka_1 Re: Dziękuje:) 22.11.07, 13:11
                          Ja juz tez jestem po antybiotykach teraz nie moge ich brac przez ten
                          poniedziałek..i tez mnie łapie co chwilke..a wiesz co ja sie
                          nasłucham od mojego dziadka - jest lekarzem o matko az uszy czasami
                          bolą:)) jacy my to jestesmy nieodpowiedzialni..itp. w sumie dobrze
                          ze mam go na odległosc:)) chociaz w piatek zapowiedzielismy sie na
                          odwiedziny to sie bedzie działo:)))
                          A co do przentów no to my sobie robimy dlatgo mysle juz teraz żeby
                          nie było na ostatnią chwile bo wiesz jak to jest przez Świętami.
                          No dobrze Bikle uciekam:) odpoczywaj i nie daj sie chorobie:)jak
                          znajdę jutro chwilke to sie odezwę. Aaa i buziaki przkaże w końcu
                          Mój wie o Twoim istnieniu..bez jakis tam szczegółów (i nawet o dziwo
                          sie nie dopytuje) no ale wie:)
                          Buziaki odsyłam i milgo weekendu jakbym sie juz nie odezwała. Papa
                          • bikle posypałam się... :( 23.11.07, 07:59
                            czy to tylko ja wyolbrzymiam sprawę? nie wiem...
                            wczoraj - fajna kolacja we dwoje, ale widzę, że Go coś gnębi. wiem,
                            że jest zazdrosny o moje porzednie miejsce pracy, o to, że mam tam
                            nadal tylu znajomych - również w męskim gronie. a poszło o pierdołę -
                            poszłam do najlepszej psiapsióły po film. tyle że ona ten film
                            miała na pen drivie. zrzuciłyśmy to na kompa, skompensowałyśmy i
                            wysłałyśmy mailem. z jej firmowego serwera to wyszło, ale na moją
                            prywatną skrzynkę to nie przeszło, ze względu na zbyt duży
                            rozmiar...no i afera.. foch i słyszę, że Go roluję, że robię w
                            balona. a ja sama się poczułam jak balon, który został przekłuty i z
                            którego uleciało całe powietrze...jakby do mnie nie miał zaufania,
                            jak bym to wszystko co robię było niczym...poczułam się nagle taka
                            malutka, taka nic dla Niego nie znacząca... to tak bardzo bolało i
                            nadal boli...już sama nie wiem co mam myśleć o tym...nie należę do
                            osób, które potrafią żyć z dala od ludzi, którzy nie mają
                            znajomych...
                            wydawało mi się, że nasz związek opiera się na zaufaniu, obu
                            stronnym, ale po wczorajszym sama nie wiem.. ja ufam, bezgranicznie,
                            co się rzadko zdarza, ale z Jego strony - ? - poczułam się jak ktoś
                            dla Niego nie liczący się..ktoś komu nie można zaufać... boli...
                            no i efekt - noc nie przespana, tysiące myśli, wątpliwości...ja w
                            rozsypce...
                            kocham Go, ale to mnie zraniło do głębi...
                            boli... :((((
                          • bikle powodzenia życzę i trzymam kciuki!! 26.11.07, 11:10
                            wiem, że dziś trafiłaś pod skalpela - ale ja tylko z jedną sprawą -
                            już ok, wyjaśniliśmy sobie wszystko:0
                            życzę powodzenia i trzymam kciuki - życzę szybkiego powrotu do
                            zdrowia!!!!!!!!!!!!
                            :*:*:*:*
                            • minutka_1 Wszystko diabli wzieli......... 26.11.07, 12:52
                              Po przyjeżdzie do mamy tak sie rozłożyłam, że spędzilam weekend
                              prawie w łóżku. Dziadek - lekarz jak mnie zobaczył..tak jak pisałam
                              wczesniej prawie zrównał mnie z ziemia:))) no i stwierdził ropne
                              zapalenie zatok i cos tam jeszcze. Dostałam końską dawke
                              antybiotyków ale i tak jak w piątek dzwoniłam do hirurga to
                              powiedział ze w takim stanie absolutnie nie wezmie mnie na stół no i
                              przełozyłam zabieg za na za tydz.... a juz sie psychicznie
                              nastawilam:((
                              A co do Twojej ostatniej wypowiedzi to juz sie zmartwilam..ale
                              ciesze sie ze wszystk ok.
                              • bikle hmmm.. 26.11.07, 13:47
                                też się zmartwiłam i dalej mnie to męczy..jakiś taki niesmak
                                pozostał.. chyba dobrze nam zrobiło, że przez ten weekend się nie
                                widzieliśmy, bo miałam zjazd..
                                auć.. to faktycznie teraz masz nieciekawie, bo wiem jak to jest
                                nastawić się psychicznie na cięcie, a tu buba..ale wiesz, Twoje
                                zdrowie jest najważniejsze - kolana poczekają i nie uciekną:))))
                                chyba:P a przeziębienie to nie żarty.. lepiej się wykurować. przez
                                ten tydzień sobie też odpoczniesz - bo mam nadzieję, że leżysz w
                                łóżeczku i podziwiasz tylko przez okno ten sypiący śnieg:( ja
                                niestety zaraz muszę wyjść z pracy i dreptać na zakupy:(( bleee..
                                nie lubię zimy:((
                                oj.. życzę zdrowia i mocniej jeszcze trzymam kciuki za Ciebie:*
                                • minutka_1 Re: hmmm.. 26.11.07, 15:06
                                  Już leze..ale do tej pory byłam w pracy..niestety Mój czasami tego
                                  nie rozumie bo On nidy nie choruje a jak jest przeziebiony to i tak
                                  pracuje. Ale cóż czasami sa takie sytuacje...ze trzeba poleżeć.
                                  A co do zaufania to hmm u mnie mozna by było powiedziec jest
                                  odwrotnie..On ufa chyba bezgranicznie - moze temu ze ja cały czas
                                  jestem na miejscu mało sie spotykam ze znajomymi bez niego. Chociaz
                                  jak ostatnio byłam na panieńskim to wróciłam z imprezy o 7 rano... a
                                  On nic zupełnie nic nawet grama focha nie było...Tylko pytał jak
                                  było itp..
                                  Ja za to owszem ufam ale czuwam:)Chociaz wydaje mi sie ze jakby
                                  chcial mi cos wywinąć to zrobiłby to bez najmniejszego problemu
                                  bedąc praktycznie cały dzien poza biurem.
                                  Ale wolę nie krakać..:)))
                                  AA no i jeżeli chodzi o temat pogodowy to u nas wogole nie ma
                                  sniegu!! I jeszcze nie bylo..dzisiaj rano cos próbowało pruszyc no
                                  ale szybko sie skonczyło..
                                  ok to trzymaj sie cieplutko w ten śnieży dzionek.
                                  buziaki
                                  • bikle Re: hmmm.. 26.11.07, 15:41
                                    no właśnie.. ja też ufam bezgranicznie... a mimo, że mam dużo powodó
                                    do zazdrości, nie robię tego...hmm.. na razie to ani on ani ja nie
                                    mamy jak wywinąć numeru - choć ja mam więcej okazji - zjazdy:))) a
                                    On praktycznie cały czas ze mną.. ale Mu powiedziałam, że ma
                                    wyluzować z tą zazdrością, bo sobie tym szkody narobi..
                                    a śnieg już przestał sypać:))
                                    miłego odpoczynku życzę i do kliknięcia następnego:*
                                    • minutka_1 Re: hmmm.. 26.11.07, 16:33
                                      Wiesz my sobie staramy nie dawac powodów do zazdrości ale tego
                                      wzajemnego zaufania musielismy sie po prostu nauczyc. Bo On spażony
                                      w poprzednim malżeństwie no i do mojego byłego zwiazku gwóźdz do
                                      trumny przybiła zdrada - a wrecz kilkumiesieczny zwiazek - mojego
                                      byłego z moja przyjaciółką ( zreszta tez mężatka). Wiesz jak On jest
                                      w terenie to ja mogłabym sobie wyobrazac niewiadomo co..tak samo jak
                                      ja w domu na necie - On tez doskonale pamieta jak sie poznaliśmy i
                                      wie do czego internet tez służy:)) no i moglibysmy sobie wymówki
                                      robic tylko po co?
                                      Zazdrosc jest zdrowa no ale ma pewne granice..
                                      No a poza tym stwierdzam ze ja jakas nienormalna jestem bo wziełam z
                                      biura ( a mam je praktycznie na parterze domu) sterte dokumentów i
                                      ostro pracuje..nie wiem ale chyba te tyoy tak maja... albo ja po
                                      prostu nie umiem chorować:)))
                                      • bikle skąś to znam:) 27.11.07, 10:09
                                        no, ja też tak mam - znosze papiery do domu, zawalam tym biurko i
                                        pozniej znow odwozimy to do pracy - nie tknięte przeze mnie:(. i
                                        tylko wysłuchuję, żebym sobie dała na wstrzymanie:)
                                        co do zazdrości - no nie da się ukryć, że jest zazdrosny.. chyba to
                                        nieodłączna cecha miłości - ja też... ale umiem się powstrzymać,
                                        Moje Kochanie się dopiero tego uczy - albo ja Go tego uczę:)
                                        ostatnio zrobił się zazdrosny o neta - trza będzie powiedzieć co ja
                                        tu tyle siedzę:) nooo.. więc Moja Droga Minutko - zostaniesz
                                        ujawniona:)
                                        dobra, wracam do pracy, bo coś mi to dziś opornie idzie:(
                                        a! raport śniegowy - Qrdi śniegu już 30 cm i nadal sypie.. co prawda
                                        już leniwie, ale nadal:(( buuu...
                                        • minutka_1 Re: skąś to znam:) 27.11.07, 11:14
                                          A ja wlasnie niedawno wstałam i popijam kawke:) u nas sniegu nie ma
                                          teraz przez okienko zaglada słoneczko. Za to u mojej mamy podobno
                                          biało.
                                          Zaraz sie biore za papiery bo u mnie tez sterta ale wczoraj troche
                                          zrobiłam:)zeby nie bylo:))) bo ja tez tak mam ze znosze do domu a na
                                          drugi dzien odnosze do biura nietkniete..
                                          Co do ujawnienia...to hmmm jak to powaznie zabrzmiałao:))) no ale
                                          skoro jest taki zazdrosny to powiedz mu zeby nie wyobrażał sobie
                                          wiesz jakiegos tajnego kochanaka z netu:))
                                          pracuj pracuj a ja ide na sniadanko tylko musze Mojego zgonić bo u
                                          niego słowo zaraz może trwać nawet godzine:))
                                          • bikle fiksuję.. :( 27.11.07, 12:17
                                            oj.. zazdroszczę tego błogiego lenistwa:) ja chyba też złożę jakieś
                                            podanie o urlop:) bo chociaż jeden dzień odpoczynku potrzebuję...
                                            nie wiem czy od tej pogody czy od czego, ale zaczęła mnie boleć
                                            głowa.. zrobiłam się no normalnie dętka...a czekają mnie jeszcze 4
                                            godziny pracy, a później zakupy:( - chyba nie jestem normalną
                                            kobietą, ale ja nie lubię zakupów - fobię chytam na zakupy:((
                                            smacznego życzę, ale to już pewno po śniadanku i zaraz pora obiadku
                                            będzie:) ale też smacznego w takim razie:)))
                                            niooo... poważne ujawnienie będzie - dziś wieczorkiem opowiem:)
                                            więc od jutra już ni będziesz tajemnicą:)
                                            buziaki dla Ciebie i dla Twojego - miłej reszty dnia:*
                                            a! kuruj się:)
                                            • minutka_1 zakupy = zgroza 27.11.07, 12:44
                                              Ja tez nie lubie zakupów łażenie po sklepach doprowadza mnie do
                                              szału. Zazwyczaj kupuje wiekszosc rzeczy przez neta no a jak juz sie
                                              nie da czyli np spożywka to załatwiam to jak najszybciej sie
                                              da...czasami jade na zakupy z mamą no ale wtedy mam wolne i cały
                                              dzień dla siebie..no tak to moge zakupy robic..
                                              A co do samopoczucia to coraz bardziej sie martwie nie przechodzi mi
                                              to cholerne choróbsko kaszle dalej i pociągam noskiem...a juz
                                              wyznaczył mi lekarz kolejny termin na poniedzialek ale powiedzial ze
                                              musze byc całkowicie zdrowa zeby miec narkoze..a tu poprawy nie
                                              widac:( jeżeli dalej tak bedzie to Świeta mnie zastaną z tym
                                              zabiegiem:)
                                              No ale śniadanko zjedzone Mój już gdzieś pognał i zostałam sama i
                                              tak pewnie bedzie dzisiaj do wieczorka..oczywiście pomijając neta no
                                              i przeszkadzajacego mi cały czas mojego czarnego pieska:)) wlasnie
                                              ryje sie do łóżeczka i wchodzi na kompa:))
                                              Aż jestem ciekawa jak Ci to ujawnianie pójdzie..koniecznie napisz:)
                                              no i juz teraz chyba moge sobie pozwolić na odesłanie buziaków dla
                                              WAS:)
                                              • bikle Re: zakupy = zgroza 27.11.07, 13:12
                                                nawet jak mam wolne, to załatwiam to ekspresem:) później jest tak,
                                                że się okazuje, iż przepłaciłam i to sporo. ale cóż na to poradzić -
                                                lenia względem zakupów mam:)
                                                ooo... a jaki piesek? też mam taką małą Mordkę, już pewno łóżko mi
                                                przekopała, żeby się zwinąć tam do spania - tym sposobem mamy fajną
                                                niespodziankę, jak kładziemy się spać..
                                                hmm... już więcej metod na kurowanie nie znam - mleko z czosnkiem,
                                                miód z cytryną, aspiryna, no jeszcze sok z agrestu i malin.. reszta
                                                już baardzooo farmakologiczna:(
                                                no tak, ja zaraz też zostanę sama, bo Mój się zbiera na stare biura:
                                                ( buuu.. nie lubię być sama:(
                                                a o ujawnieniu napiszę. i nie zdziw się, jak zobaczysz i jakiegoś
                                                posta od Niego:)
                                                buziaki - błogiego lenistwa:*
                                                • minutka_1 Re: zakupy = zgroza 27.11.07, 13:36
                                                  Wiesz wszystko zależy jakie to są zakupy..jak mam wolne i ide
                                                  poszaleć ciuchowo - kosmetykowo to ewentualnie moze byc:) cała
                                                  reszta szybko i skutecznie.
                                                  A piesek to buldożek francuski - nie wiem czy wiesz jak wygląda
                                                  podobny do prosiaczka ze spłaszczonym ryjkiem i dużymi uszami.
                                                  Wygląd groteskowy ale jest the best wszedzie gdzie jesteśmy to
                                                  zwraca na siebie uwage:)). I teraz wlasnie kuruje sie ze mna w
                                                  łóżeczku. A Ty jakiego potworka masz w domku?
                                                  Co do lekarstw to ja juz chyba przeginam...2 antybiotyki, krople do
                                                  nosa, jakies coś do rozpuszczania, syrop, jeszcze jedne tabletki, no
                                                  i herbatki z sokiem agrestowym..gorzej niż lekoman:)))
                                                  No no z tym postem to wiesz...żeby mnie tylko nie pogonił, że czas
                                                  Ci zajmuje;)))
                                                  Mój pamietam słuchał z ogromnym zaciekawianiem jak mu zaczełam
                                                  opowiadać o tym forum i o tak duzych różnicach wieku jakie sie
                                                  przewijały. Potem sam chciał poczytać i se czytał ale to juz dawno
                                                  było. Teraz sie juz raczej nie dopytuje ale przynajmniej wie i jest
                                                  spokojny co ja tyle na tym necie robie:))
                                                  Z ostatniej chwili....zaczął sypać snieg...nieeeee:((
                                                  • bikle lenistwo - najlepsza metoda na kurowanie się 27.11.07, 13:50
                                                    oj.. wiem, wiem.. też go chciałam, ale na razie w spadku dostałam
                                                    mojego małego kundelka z domu rodzinnego - teraz to takie nasze
                                                    dzidzi:) ale mamy w planach labladora:) zobaczymy co wyjdzie:)
                                                    noo.. widzę, że się obijasz:0 i prawidłowo:) obijanie to najlepsza
                                                    metoda na kurowanie się:) chyba też będę musiała coś w tej kwestii
                                                    zdziałać:) na razie walczę z jakimś cholernym bólem - boli mnie cały
                                                    bok.. tak jak by mnie ktoś obręczą ściskał.. boli jak nie wiem..
                                                    oddechu złapać nie mogę.. :( nawet nie mam pojęcia skąd mi się to
                                                    wzięło... z którego kąta wylazło:(
                                                    na razie mam lenia w pracy:) pod biurkiem leży książka, do której
                                                    się próbuję dobrać:)
                                                    co do śniegu - dalej sypie.. i obawiam się, że nie przestanie tak
                                                    szybko... :(((((((((
                                                  • minutka_1 Re: lenistwo - najlepsza metoda na kurowanie się 27.11.07, 14:08
                                                    No obijam sie na maxa - zobaczymy czy wyjdzie mi to na dobre:) a co
                                                    do bólów to moze to byc jakis nerwoból, kolka, skurcz nie wiem moze
                                                    wypij sobie jakies ziółka? A jak źle sie czujesz to nie mozesz isc
                                                    ot tak do domku? Przydałby Ci sie odpoczynek.
                                                    Co do psiurki to powiem ze był to dobry wybor. Inteligenciara i
                                                    cwaniara z niej, do tego troche uparta bestia:) no ale przesłodka i
                                                    przekochana. Ma za to 2 wady - okrutnie chrapie - czasami budzi mnie
                                                    w nocy:)) no i alergik na wszystko, troche chorowita.
                                                    No ale lablador to jest fajny psiak tylko on juz musi miec pole do
                                                    popisu w wybieganiu sie - ja jestem za leniwa na długie spacery no i
                                                    kwestia spania.. moja sunia spi z nami w łożku...no a z labladorem
                                                    byłby maly problem pod tym wzgledem:)
                                                    buziaczki i jeszcze Ty sie nie rozchoruj do kompletu:)
                                                  • bikle Re: lenistwo - najlepsza metoda na kurowanie się 27.11.07, 14:12
                                                    właśnie nie mogę wyjść, bo Moje Kochanie pojechał na drugie biura:((
                                                    a rozchoruję się chyba tylko z zazdrości:)
                                                  • minutka_1 Ech... 27.11.07, 14:57
                                                    No cóż skoro nie mozesz to trudno ale jakos wytrzymasz jeszcze tylko
                                                    godzinka tak?
                                                    Czyli rozumiem ze Twój tez zladuje w domku wieczorkiem?
                                                    Taki juz nasz los..:)
                                                  • bikle Re: Ech... 27.11.07, 15:09
                                                    wytrzymam, wytrzymam.. luzik.. wdech-wydech i jakoś idzie:)
                                                    od jednego oddechu do drugiego:)
                                                    ale już mam obiecane, że jutro będę się mogła poobijać przez cały
                                                    dzień:P
                                                    niestety taki nasz los, że Nasi krążą a my musimy cierpieć i czekać..
                                                    hmm... masz może jakiś pomysł na kolację? bo nie mamy najmniejszej
                                                    ochoty znów wychodzić, tylko posiedzieć w domu, a mi się już wena
                                                    skończyła na gotowanie:((
                                                  • minutka_1 Re: Ech... 27.11.07, 15:40
                                                    Kolacje czy obiadokolacje? Pewnie to drugie..wszystko zalezy od tego
                                                    co Ci sie chce robić...ja sie przymierzam do robienia bigosu..
                                                    Chociaz jak znam zycie to pewnie zostaniemy przy kanapkach:) Ale ja
                                                    ostatnio zrobiłam na kolacje po prostu sałatke grecką do tego
                                                    chrupiące pieczywko z masłem czosnkowym i serem. Lekkie i dobre a ze
                                                    my zazwyczaj jak jemy kolacje to jest juz grubo po 20 wiec nie warto
                                                    sie o takiej porze opychać:)
                                                    My zadko wychodzimy raczej ja staram sie gotowac..chociaz w
                                                    pracujacym tyg ciezko mi to pogodzić...
                                                  • bikle z gotowania nici:( 27.11.07, 19:23
                                                    no tak.. też to skądś znam...w tygodniu nic się nie chce czasami robić... dziś
                                                    została mi okazana litość ze względu na moje dziwnego pochodzenia bóle i
                                                    poszliśmy na obiad do Mamy:) ona też zaczęła medytacje nad moim stanem zdrowia
                                                    -Kochanie Moje powiedziało, jak dziś zdychałam i teraz wysłuchuję o tym, ze nie
                                                    dbam o siebie.. :(
                                                    ehhh.. wspolny front zawarli....
                                                    pozdrawiam i miłęgo wieczorku życzę:*
                                                  • minutka_1 ja też tak mam... 28.11.07, 10:28
                                                    Zebyś wiedziała ile ja sie nasuchałam od mamy jak bylismy teraz u
                                                    niej...że nie dbam o siebie, ze źle wyglądam, że jestem za
                                                    chuda..cała litania:)wiec to chyba normalne...mamy juz tak maja:)
                                                    A wracajac do jedzenia i gotowania to w tamtym roku Mój sprawił
                                                    mi "magiczne garki" tzn ułatwiajace gotowanie...i gdyby nie one to
                                                    ja juz bym daawno poległa. Bo u mnie problem jest nie z samym
                                                    gotowaniem ale ze składnikami:) moze to dziwnie brzmi ale to sie
                                                    wiaze z zakupami, których tak nielubie..i zawsze mi czegos brakuje:)
                                                    a jak juz wszystko jest to gotowanie to chwilka moment..rosołek -
                                                    10 min...bigos..15min..jakiekolwiek miesko ok 15 min. ziemniaki
                                                    jakieś 5min. dlatego patrzac na mój ciagły brak czasu stwierdzam ze
                                                    wtedy ten zakup był bardzo udany:)
                                                    A teraz zapraszam na kawke bo ja właśnie pije i do napisania:)
                                                  • bikle męczę się.. :( 28.11.07, 11:08
                                                    no.. mój ból zmienił lokalizację i umieścił się wygodnie pod
                                                    łopatką - lewą i tak sobie promieniuje na całą lewą rękę, co mi
                                                    znacznie utrudnia egzystencję moją marną, włącznie z oddychaniem..
                                                    więc dzień zaczął mi się bardzo ciekawie - ledwo zgrzebałam się z
                                                    łóżka:(, doczłapałam do pracy i to był mój błąd - jak na złość dziś
                                                    mam najwięcej ruchowej roboty - tona dokumentów do wpisania i
                                                    mnóstwo paczek mi do biura przyszło...no i tchu mi brakuje nad tym:(
                                                    czuję się jak 90-letnia kobita:) i tym moim narzekaniem też sobie
                                                    dokładam jeszcze:))))
                                                    hmmm... kawka? ja jeszcze tea od rana (od 7:30) nie zdążyłam wypić:((
                                                    a teraz kombinuję jak to zrobić, żeby iść do domu...
                                                    uu... zazdroszczę takich garnków - też chcę!! :)
                                                    co do ujawnienia - zaczęłam wczoraj opowiadać jak Moje Kochanie
                                                    robiło mi masaż tych nieszczęsnych plecków i... zasnęłam <czerwieni
                                                    się> więc jakoś to ni wyszło:( ale dziś nadrobię:) wtoczę się do
                                                    łóżka, poleniuchuję sobie trochu i poopowiadam jak Kochanie
                                                    przyjdzie z pracy:)
                                                    a jak tam Twoje zdrowie?? mam nadzieję, że leniuszkowanie i różne
                                                    metody leczenia pomagają?
                                                    buziaki:*
                                                  • minutka_1 do domku 28.11.07, 11:20
                                                    jak najszybciej powinnaść iść. Moga to byc nerwobóle ale one sa
                                                    dokuczliwe jak cholera..A wiesz troche stresu, kawa, mało jedzenia i
                                                    gotowe do tego jeszcze jakis papierosek ( nie wiem czy palisz) i
                                                    organizm robi wielki bunt.
                                                    No no to ujawniania bedzie ciag dalszy:)) ciekawe jak zareaguje?
                                                    Co do mnie to juz sama nie wiem. Jest mi duzo lepiej i nawet noc
                                                    prawie cała przespałam najgorzej jest rano bo kaszle jak gruźlik
                                                    potem spokojnie. Mam nadzieje ze do poniedziałku bedzie ok. Tylko
                                                    mam jeden problem..w piatek mamy zaplanowany juz od dawna wyjazd do
                                                    Pragi i boje sie zeby mi to nie wróciło..a nie odpuszcze..wiem ze to
                                                    mało poważna decyzja ale musimy pojechac trza bedzie tylko porzadnie
                                                    zabezpieczyc sie ubraniowo.
                                                    Buziaczk i uciekaj do domku:)
                                                  • bikle Re: do domku 28.11.07, 11:46
                                                    kombinuje..a jak na złość Luby nie chce puścić:(
                                                    kawka -niet, papieroski - niet:)
                                                    ojj.. Praga zły pomysł:(
                                                  • minutka_1 Re: do domku 28.11.07, 12:03
                                                    Oj widzisz to masz podwójna przewage..ja i kawa i papieroski:(( no i
                                                    wiem ze ten wyjazd to nic dobrego no ale bede uwazać...
                                                    Dlaczego nie chce puścić tyle pracy jest?
                                                  • bikle Re: do domku 28.11.07, 12:46
                                                    nuuuu.. tyle pracy, że ni wiem... urwanie głowy - jeszcze mam koniec
                                                    miesiąca i muszę robić rozliczenia całej firmy:( buuu....ale no po
                                                    prostu wypisze sobie jeszcze tylko umowy i podniosę bunt - ja chcę
                                                    do domu!!
                                                    i.. ja też chcę do Pragi!!! :( byłam tam 6 lat temu i dalej mnie
                                                    ciągnie - cały czas planuję, że pojadę, ale cały czas mi schodzi na
                                                    czymś innym.. buuu... :(( i tak wygląda, że Praga nadal leży
                                                    odłożona:((
                                                  • minutka_1 tak to jest 28.11.07, 13:20
                                                    ze zazwyczaj firma i praca wazniejsza od zdrowia. Ja tez w
                                                    normalnych okolicznosciach pracowałabym..gdyby nie ten zabieg. A po
                                                    zabiegu znając mnie bede od razu w firmie pewnie o kulach:)) ale tez
                                                    wiem ze juz mi sie narobiło zaległosci..
                                                    A co do Pragi to my jeździmy raz w roku i cały czas uwazam ze jest
                                                    ona magicznym miejscem. Byłam w róznych miastach ale mysle ze Praga
                                                    to najładniejsza stolica w Europie. Tez zawsze brakuje nam czasu ale
                                                    mimo wszystko jezdzimy tylko bardzo jest to nieekonomiczne bo sa to
                                                    zazwyczaj weekendy teraz tez tak jedziemy..w piatek a w niedziele
                                                    powrót.. no ale cóz jak sie nie da inaczej to chociaz tyle..
                                                  • bikle uffff... 29.11.07, 08:59
                                                    ni przepraszam za wczorajsze milczenie, ale tak się zakopałam w
                                                    pracy,że ni wiem:( ale już się odkopałam i w końcu widzę pikny blat
                                                    mojego biurka:))
                                                    co do barku - ból przeszedł - dobry masaż+maść robią swoje:) nie ma
                                                    co...
                                                    dziś na dzień dobry znerwowałam się na moją rodzinkę - zaczynają się
                                                    cudowne plotki i ciśnienie mi podskoczyło - ale wiem, że tym się mam
                                                    nie przejmować - z nimi nie żyję. tylko żal mi w tym wszystkim Mojej
                                                    Mamy, bo ona zbiera całą krytykę.. :((
                                                    a jak tam u Ciebie? lepiej już zdrówko??? mam nadzieję, że już tak:)
                                                    buziaki:*
                                                  • minutka_1 Re: uffff... 29.11.07, 11:01
                                                    Ciesze sie ze ci przeszło. U mnie prawie bez zmian kaszle troche
                                                    nadal..ale ogólnie dobrze sie czuje. Juz dzisiaj postanowiłam
                                                    wylęgnoć z norki:))
                                                    Co do rodzinki to ja wyznaje zasade że z rodzina to tylko na
                                                    zdjeciach:) no ale czasami sie nie da. Pamietam jak moja mama była
                                                    atakowana o mój zwiazek..no ale na szczescie zamieniło sie to w
                                                    normalność.
                                                    Ja az do biura boje sie wracac ile bede miała zaległosci. A jeszcze
                                                    Mój "dojrzał" ( dlatego tak bo ja takie zdanie miałam rok temu ale
                                                    On bał sie zmian) do decyji wywrócenia wszystkiego do góry nogami i
                                                    chce troche zmian i kadrowych i organizacyjnych. Wiec
                                                    najprawdopodobniej jak wyleci pani X to ja przejme jej obowiazki.
                                                    Hmm tak sobie mysle że chya doby mi bedzie brakowac:))
                                                    No to narazie tyle buziaki:)))))))))))
                                                  • minutka_1 uciekam;) 29.11.07, 11:28
                                                    Jade na kontrole do lekarza i perwnie dzis mnie juz nie bedzie.
                                                    Napisze jeszcze wieczorkiem bo jutro skoro świt spadamy.
                                                    Wiec jakby co to zycze miłego i spokojnego weekendu:)
                                                    Duuuża buźka dla Ciebie i Twojego ukochanego. Odpoczywaj:))
                                                    papa
                                                  • bikle Re: uciekam;) 30.11.07, 08:11
                                                    witam, już pewno szalejcie w czasie drogi do Pragi:) -
                                                    zazdroszczę:). ja sobie siedzę w biurze, juz obrobiona z całą pracą.
                                                    wczoraj miałam dość duże urwanie głowy - koniec miesiąca, a później
                                                    Mój zaczął okupować mojego kompa:( no i się nie dopchałam...
                                                    życzę miłego weekendu, zdrówka - co byś się tam nie rozłożyła i daj
                                                    znać przed poniedziałkiem, albo już jak będziesz po.
                                                    pozdrowienia dla Ciebie i Twojego.
                                                  • minutka_1 boje się.... 03.12.07, 08:56
                                                    Matko jakiego mam cykora!! gdzieś za 3 godz bedziemy wyjeżdzac ale
                                                    boje sie coraz bardziej..nocka nieprzespana tylko ciagłe
                                                    rozmyslania..jak to bedzie i czy wogóle bedzie..masakra!
                                                    Ale co tam nie bede tutaj Ci narzekac po prostu trzymaj kciuki:)i
                                                    odezwe sie na pewno jak juz bedzie po...o a jak bym bardzo chciałam
                                                    zeby juz było po..
                                                    buźka
                                                  • minutka_1 a teraz cos przyjemniejszego 03.12.07, 08:57
                                                  • minutka_1 a teraz cos przyjemniejszego:) 03.12.07, 09:00
                                                    W Pradze było bajecznie. Pogoda nam sie trafiła ani deszczu ani
                                                    sniegu. No i porwała nas magia praskich uliczek..super. I nawet
                                                    wróciłam prawie całkiem zdrowa. Wiec wyjazd sie udał szkoda tylko ze
                                                    na tak krótko.
                                                    A Ty jak tam po weekendzie? Mam nadzieje ze wypoczęta i gotowa przed
                                                    wyzwaniami tego tygodnia:))
                                                  • bikle Re: a teraz cos przyjemniejszego:) 03.12.07, 09:50
                                                    mmm.. rozleniwiłaś mnie tą Pragą:)
                                                    weekend spędziliśmy baaardzooo miło, ale nie leniwie - w sobotę nam
                                                    meble przywieźli, więc trochu zamieszania było, ale efekt
                                                    rewelacyjny:) w niedzielę, mały- dłuuuugii spacerek i tak nam minął
                                                    dzionek, efekt tego taki, że mi się nie chciało iść dziś do pracy...
                                                    jakieś wewnętrzne zmęczenie w sobie czuję..:(
                                                    Kochana Moja, trzymam za Ciebie baaardzoooo mocnoooo kciuki i już
                                                    teraz życzę baaardzooo szybkiego powrotu do zdrowia.
                                                    kuruj się1
                                                    do następnego kliknięcia:*
                                                  • minutka_1 Re: a teraz cos przyjemniejszego:) 03.12.07, 10:22
                                                    Ja dzisiaj miałam ambitne plany zeby troche popracować..ale zeszły
                                                    na psy:) przez te nerwy nie moge wcale sie skupić. Byłam przed
                                                    chwilką w biurze no i wszystcy mnie obskoczyli jak tam z
                                                    przygotowaniami..a że Mój własnie prowadzi wojne słowna z jednym z
                                                    kierowników to poszlam sobie bo jego krzyk akurat nie dziala na mnie
                                                    kojaco a wrecz przeciwnie.. no i tak se siedze w łóżeczku z psiurką
                                                    i myśli mi sie kotłują..
                                                    Co do weekendu to aż chciałoby sie powiedziec oby takich bylo wiecej
                                                    oprócz tego że podróż męcząca(to prawie 450 km i nie autostradką ale
                                                    kretymi drogami no i jeszcze jechalismy przez szklarską porebe a tam
                                                    mase śniegu normalnie zima w pełni) to az czasami fajnie tak sie
                                                    zmeczyć bo naprawde warto. No i ciesze sie że i Ty weekend spedzilaś
                                                    milutko i świeta prawda ze po takich wolnych dniach nie bardzo chce
                                                    sie wracac do szarej rzeczywistości i do poniedziałkowej pracy...
                                                    chociaz z dwojga zlego to wolałabym juz tą poniedziałkową prace:)))
                                                    buziaki i do nastepnego:)
                                                  • bikle poniedziałki i praca.. :)) 03.12.07, 11:21
                                                    no cóż, praca w poniedziałki zawsze idzie tak, że nie wiem..
                                                    oj.. rozumiem Twój stres,bo też to kiedyś przechodziłam z brzuchem -
                                                    stresa miałam takiego, że ho-ho.. no ale później już wszystko
                                                    minęło..
                                                    co do pracy - ja na moje nieszczęście zauważyłam, że przychodzę do
                                                    niej z coraz mniejszą ochotą, po prostu mnie męczy, nie widzę już w
                                                    niej takiej radości jak wcześniej...chyba faktycznie zmęczona jestem
                                                    i koniecznie urlopu potrzebuję:( albo cosik ze mną nie tak... no
                                                    cóź - znudzona jestem:)
                                                    hmm.. podziwiam, że chciało Ci się jeszcze do firmy jechać.
                                                    co do zimy - u nas już po niej tylko wspomnienie i mooocnyyy
                                                    halny... na moje nieszczęście - głowa mnie od tego boli:(
                                                  • minutka_1 Re: poniedziałki i praca.. :)) 03.12.07, 11:30
                                                    Ja tylko po schodach schodze do pracy:)) biuro jest na parterze w
                                                    domku.. wiec daleko nie biegałam.
                                                    No ale masz racje poniedzialki sa okropne w pracy. Potem juz leci:)
                                                    Dobra Bikle ja uciekam i mam nadzieje ze szybko wróce.
                                                    papappa
                                                  • bikle Re: poniedziałki i praca.. :)) 03.12.07, 12:29
                                                    cwaniara:)
                                                    powodzenia jeszcze raz życzę:*
                                                    trzymam mocno kciuki :)
                                                    poprawka: trzymamy bo Kochanie już wie:)
                                                  • minutka_1 żyje:) 04.12.07, 20:50
                                                    Dziś krótko bo jestem slaba jak mucha..ale wszystko ok jestem juz w
                                                    domku nogi bola jak cholera, kreci mi sie w głowie ale ogólnie nie
                                                    taki diabeł straszny:))
                                                    AA no i napisz cos o tym ujawnieniu:)
                                                    caluje i pozdraiam Was
                                                    jutro sie odezwe pewnie bedzie juz troche lepiej.
                                                  • bikle kryzysa mam:( 05.12.07, 07:54
                                                    Kochana, tak się cieszę, że wszystko jest względnie ok. kuruj się
                                                    moja słaba muszko, bo teraz odpoczynek najważnejszy.
                                                    odezwę się później, bo moje zdrowie szwankuje - żółądek maksymalny
                                                    bunt podniósł:((
                                                    buziaki i do kliknięcia:*
                                                  • minutka_1 ale ze mnie ofiara losu... 05.12.07, 13:35
                                                    oczywiscie juz rano było troche lepiej..wiec postanowiłam wstac z
                                                    łózeczka i udałam sie do kuchni a tam... przeliczenie chęci nad
                                                    możliwożliwościami i wylałam sobie wrzątek na noge...masakra
                                                    porobiły mi sie bąble na udzie no i tak zdychałam do południa..
                                                    teraz juz lepiej..no i nie wstaje:) A tak pozatym to Ci powiem ze
                                                    Mój mezczyzna staje na wysokości zadania jest bardzo opiekuńczy no i
                                                    az zazdroszcze Jemu cierpliwości do mnie bo robie sie drażniąca...a
                                                    to dopiero drugi dzień leżenia:(((
                                                    A jak tam Twój żołądek??
                                                    No i dziekuje bardzo za cieplutkie słowa.
                                                    Buziaki
                                                  • bikle Mikołajkowo:)) 06.12.07, 08:18
                                                    auć! no to faktycznie się załatwiłaś:(( aż mnie zabolały własne
                                                    nogi...stety my kobitki tak mamy, że wydaje nam się, damy sobie radę
                                                    i mamy siły na wszystko, a tu buba... :( nooo....ja też myślałam, że
                                                    wytrzymam z tym moim żołądkiem, ale wariowałam,że nie wiem...ale
                                                    oczywiście dobra mina, do złej gry i tak, tak nic mi nie jest...z
                                                    resztą wczoraj to ni miałam dobrego humoru, bo nie dość, że nie
                                                    spałam całą poprzednią noc przez ten mój paskudny żołądek, to
                                                    mieliśmy znów małe spięcie i usłyszałam niemiłe dla mnie słowa no
                                                    i...no i spać nie mogłam, tylko przebeczałam całą noc...pod
                                                    pretekstem,że boli mnie żołądek i mi niedobrze...rano wstałam lewą
                                                    nogą, humorku nadal brak i no tak było przez cały dzień...nie miałam
                                                    ochoty się odzywać, a atmosfera między nami gęstniała... apogeum
                                                    było na spacerze wieczornym..jak huknęło na środku ulicy, to wrzaski
                                                    jak nie wiem...wybuchliśmy, ja znów bek, bo uświadomiłam sobie, że
                                                    to może być koniec, posypałam się na maksa. ja w jedną stronę, on w
                                                    drugą stronę... a mój żołądek swoje - pyszny obiadek poszedł aut:((
                                                    ale zanim doszliśmy do domu, już zdążyliśmy się pogodzić:) no cóż -
                                                    kochamy się gwałtownie, kłócimy równie intensywnie - dobrze, że to
                                                    tylko raz na cholernie dłuuugi czas:) bo inaczej bym tego ni
                                                    wytrzymała psychicznie:( nawet nie pamiętam co On mi wczoraj mówił.
                                                    jakoś mi się psychika na maksa zblokowała...no normalnie mam dziurę
                                                    w świadomości.. amnezja.. :(
                                                    co do ujawnienia - powiedziałam i jakoś to spokojnie przyjął. zero
                                                    pytań i innych takich:( - aż Ci powiem, że się rozczarowałam
                                                    trochu:))
                                                    nooo, ale najważniejsze jest, że już wszystko ok:)
                                                    a jak tam Twoje zdrówko??mam nadzieję, że już się jednak troszeczku
                                                    lepiej czujesz.
                                                    buziaki i do kliknięcia:)
                                                    a! no i taka opiekuńczość jest przesłodka. ja też się dziwię, że
                                                    Moje Kochanie ze mną wytrzymuje:))
                                                    aaa!!! no.. mam nadzieję, że Mikołaj przyniesie Ci dziś duuużyyy
                                                    worek z prezentami:)
                                                  • minutka_1 Re: Mikołajkowo:)) 06.12.07, 12:31
                                                    hej hej:)
                                                    O to jakiś smutny dzionek mialaś:( no ale tak czasami bywa jak sie
                                                    sypie to z grubej rury:) chociaż my takich poważnych wojen nie
                                                    prowadzimy jakoś tak sie układa że tornado jeszcze ( odpukać) przez
                                                    nasz zwiazek nie przeszło..jakies drobne sprzeczki..czasami wymiana
                                                    zdań i roznice w poglądach. Tylko jak juz sie pojawia to stwierdzamy
                                                    ze szkoda czasu na dyskusje bo i tak sie w tym nie zgodzimy siła
                                                    rzeczy i temat sie konczy bez urazy dla obydwu stron. I chyba tak
                                                    jest najzdrowiej bo to sa błahostki nie majace znaczenia w naszym
                                                    zwiazku i róznice w pogladach wystepuja (trudno zeby ich nie było
                                                    przy tak duzej róznicy wieku) ale staramy sie nie doprowadzac do
                                                    skrajnosci i nie wpierac sobie nawzajem swoich poglądów - nie
                                                    twierdzac ze one sa złe czy dobre ale po prostu inne i staramy sie
                                                    to szanowac. Jak narazie to sie udaje..chociaz to do mnie Mój Men
                                                    musi miec wieksza cierpliwosc bo czasami naprawde zachowuje sie jak
                                                    rozkapryszony bachor:))) Taka sytuacja była w szpitalu i poszło o
                                                    fajki jak ja pale pod 2 paczki dziennie i tu nagle brak to juz przed
                                                    poludniem nastepnego dnia (przed wyjsciem do domu) nie mogłam
                                                    wytrzymac. Lekarz pozwolił, pielegniarka też (to prywatna klinika
                                                    wiec było prawie jak w hotelu:)) ) a Mój sie uparł ze nie i koniec!!
                                                    no to ja zarzucilam Mu ze zachowuje sie jakby był moim ojcem no i
                                                    sie posypalo ja uparta jak osioł i w dodatku roadrazniona poszłam na
                                                    ta fajke...po powrocie do domu Mój stwierdził ze było to jedno z
                                                    poważniejszych spiec w naszym zwiazku..wiec my na tej zasadzie sie
                                                    kłócimy jak juz sie kłócimy:) ale sie rozgadalam..
                                                    No a ze zdrówkiem juz coraz lepiej dzis nawet śniadanko robiłam:)
                                                    wiec mam ambitne plany zeby w poniedziałek isc juz do pracy. Jeszcze
                                                    jutro kontrola u lekarza i zobaczymy co powie.
                                                    AA no i mam nadzieje ze z Twoim żołądkiem juz wszystko ok? No chyba
                                                    że moze te Twoje rewolucje o czyms innym swiadczą:))))??
                                                    Wielkie mikołajkowe buziaki - mysle ze i do Ciebie Mikołajek wpadnie
                                                    wiesz z duuzym worem w samej czerwonej czapeczce..hmm.. ja lubie
                                                    takie niespodzianki:) Może Mój cos wymysli..haha.
                                                  • bikle Re: Mikołajkowo:)) 06.12.07, 12:45
                                                    te,te,te.. bez herezji mi tu:))) żołdek się uspokoił, doszłam do
                                                    wniosku, że mam nerwicę żołądka mojego biednego:( ale dziś już jest
                                                    dobrze. odpukać!!<puk!puk!>
                                                    nooo.. u nas to jakoś różnie bywa, ale też doszłam do wniosku, że
                                                    czasami mam odchyły od normy i zachowuję się jak totalna gó..ara,
                                                    bo moje fochy są zabijające nawet dla mnie samej...no cóż, taka moja
                                                    natura uparciucha:) po prostu musi być tak jak chce i czasami nie
                                                    chcę odpuścić:)
                                                    a torando dobre na oczyszczenie atmosfery - później są nocne Polaków
                                                    rozmowy:)))
                                                    prezencika już dostałam, ale cosik czuję, że jeszcze jakaś
                                                    niespodzianka mnie czeka:)))
                                                    buziaki:*
                                                    i tego wora wzajemnie życzę:)))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka