Dodaj do ulubionych

czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewke?

26.06.03, 10:23
W jednym z watkow padlo ostatnio stwierdzenie, ze kobieta, ktora w pewnym
momencie zycia decyduje sie zostac w domu i wychowywac dziecko/dzieci nie ma
prawa do rozwoju intelektualnego, bo jest to z jej strony marnotrawstwo i do
obierania marchewki jej niepotrzebne. To tak w wielkim skrocie.

Chcialabym zapytac przede wszystkim, kto ma z gory zaplanowane cale zycie?
Czy dziewczyna, ktora podejmuje studia w wieku 19 lat musi podpisac jakis
cyrograf, ze jakby co, to tylko niania do dzieci, bo ona ma dlug spoleczny
do splacenia za mozliwosc studiowania?
Czy wasi mezowie byliby zadowoleni z faktu posiadania zony, ktora tylko o
marchewce, kupkach i brazylijskich serialach potrafi sie wypowiedziec?

A co ze studiami "3 wieku"? Czy te babcie, ktore wreszcie maja czas na
studiowanie i gimnastykowanie umyslu robia cos niemorlanego i spolecznie
szkodliwego?

Powiem szczerze, ze nie moglam uwierzyc, ze ktos moze cos takiego wymyslic.
A co wy myslicie na ten temat?

Pozdrawiam,
Dorotka
--------
Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
Obserwuj wątek
    • rose2 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 11:12
      Nie do mnie nalezy ocenianie czyjegos zycia i wyborow. Powiem jednak , ze
      wedlog mnie po ukonczeniu studiow powinno sie isc do pracy a nie na
      macierzynski na 10 lat, rok dwa ok ale na stale sie zadomowic to jest bez
      sensu. No bo po co komu te studia, przeciez ksiazki mozna czytac bez studiow i
      byc doskonala partnerka do dyskusji. Studia czlowiek konczy po to aby to
      pozniej wykorzystac w praktyce, a jesli tego nie zrobil to po prostu
      marnotrastwo 5ciu lat. Nie chodzi tu o jakis obowiazek wobec panstwa czy
      spoleczenstwa ale, obowiazek wobec samego siebie. Po co studiowalam 5 lat jesli
      mam zamiar nie pracowac i zajmowac sie domem, moglam przeciez zalozyc rodzine
      wczesniej i sama poglebiac wiedze i zainteresowania siedzac w domu, czyz nie?
      Po co mi studiowanie ekonomii, prawa, elektroniki jesli i tak nic w tym
      kierunku nie bede robila, przeciez po pewnym czasie czlowiek sie uwstecznia.
      Rozumiem, ze czasem nie ma perspektyw pracy w zawodzie. To tez marnotrastwo,
      ale to juz nie nasza wina. Czesto ludzie pracuja w zawodach niezwiazanych ze
      studiami. Jestem ciekawa, czy nadal mysla o podjeciu pracy w zawodzie. Jesli
      nie, to czy uwazaja swoje studia jako state czasu?
      • x.e.n.a Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 11:28
        rose2 napisała:

        > Studia czlowiek konczy po to aby to
        > pozniej wykorzystac w praktyce, a jesli tego nie zrobil to po prostu
        > marnotrastwo 5ciu lat.

        Kto powiedział, że po to kończy się studia? Jezu, czy naprawde jedynym
        uzasadnieniem dla aktywności intelektualnej musi być pragmatyka? Zwykła pasja
        poznawcza jest bez znaczenia?


        > Po co studiowalam 5 lat jesli mam zamiar nie pracowac i zajmowac sie domem,

        Po to, żeby się czegos dowiedzieć? Żeby poszerzyć swoje horyzonty
        intelektualne? Zbyt błahy powód?


        > sama poglebiac wiedze i zainteresowania siedzac w domu, czyz nie?


        Nie. Studia wprowadzają nowa jakość do procesu zdobywania wiedzy - mozliwośc
        bezpośredniego kontaktu ze specjalistami z danej dziedziny, seminaria,
        konwersatoria, gdzie jest miejsce na dyskusje z innymi. Same książki tych
        mozliwości Ci nie dają.

        • rose2 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 11:35
          x.e.n.a napisała:


          > Kto powiedział, że po to kończy się studia? Jezu, czy naprawde jedynym
          > uzasadnieniem dla aktywności intelektualnej musi być pragmatyka? Zwykła pasja
          > poznawcza jest bez znaczenia?

          Do tego studia nie sa potrzebne, mamy rozne przeciez rozne pasje w zyciu, moja
          jest fotografia i podroze, ale jakos nie czuje ze musze podejmowac w tym
          kierunku studia.
          >
          >
          >
          > Po to, żeby się czegos dowiedzieć? Żeby poszerzyć swoje horyzonty
          > intelektualne? Zbyt błahy powód?

          Patrz wyzej.
          >
          >
          > > sama poglebiac wiedze i zainteresowania siedzac w domu, czyz nie?
          >
          >
          > Nie. Studia wprowadzają nowa jakość do procesu zdobywania wiedzy - mozliwośc
          > bezpośredniego kontaktu ze specjalistami z danej dziedziny, seminaria,
          > konwersatoria, gdzie jest miejsce na dyskusje z innymi. Same książki tych
          > mozliwości Ci nie dają.
          No ale wlasnie Ci specjalisci nie pracuja za darmo, szkoly nie wybudowano za
          darmo, wszystko ma swoja cene to po pierwsze. A po drugie jesli nie bedziesz
          kontynuowala dziela to co? Bedziesz o wszystkich aspektach zawsze pamietala?
          • Gość: Xena Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk IP: *.acn.waw.pl 26.06.03, 11:56
            rose2 napisała:

            > Do tego studia nie sa potrzebne, mamy rozne przeciez rozne pasje w zyciu,
            > moja
            > jest fotografia i podroze, ale jakos nie czuje ze musze podejmowac w tym
            > kierunku studia.


            Ty nie czujesz, że musisz, ale ktoś moze chcieć zdobyć profesjonalną wiedzę.
            Jego prawo. I nie do Ciebie należy decyzja, komu studia sa potrzebne, a komu
            nie. Chwała Bogu, że każdy taką decyzje może podjąć indywidualnie. Aż strach
            pomyśleć, jak wyglądałby dostep do oswiaty, gdybyś siedziała na czele jakiegoś
            Centralnego_Organu_Decyzyjnego: "ta pani jeszcze nie wie, co chce robic po
            studiach - won, niech skrobie marchewke i zaklada rodzinę"; Wręcz Orwellowska
            wizja.


            > No ale wlasnie Ci specjalisci nie pracuja za darmo, szkoly nie wybudowano za
            > darmo, wszystko ma swoja cene to po pierwsze.

            Mówisz tak, jakby jedyny tryb studiowania to były bezpłatne studia dzienne. A
            nawet jeśli założyć, że mówimy wyłącznie o osobach, które studiowały z
            pieniędzy podatników - ich rodzice przeciez tez płacili/płaca podatki, prawda?

            > A po drugie jesli nie bedziesz
            > kontynuowala dziela to co? Bedziesz o wszystkich aspektach zawsze pamietala?

            W której pracy wykorzsytujesz CAŁĄ wiedzę zdobyta na studiach? Może w ogóle
            zlikwidować studia i zostawic same pomaturalne szkoły zawodowe; przecież -
            doprawdy - żeby np. pisac kwestionariusze do badań marketingowych i wklepywac
            dane do spss-a nie trzeba aż 5 lat studiów. Wystarczy kilka kursów i już.

            • rose2 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 12:00
              Jasne jego prawo, ale niech wobec tego swoje hobby oplaca.
              • Gość: Xena Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk IP: *.acn.waw.pl 26.06.03, 12:06
                To cofnijmy sie jeszcze bardziej. Do wychowywania dzieci matura tez nie jest
                potrzebna, więc niech dziewczyna niezdecydowana co do swojej zawodowej
                przyszłości konczy edukację na podstawówce. A jeśli już narazi społeczeństwo na
                koszty i zechce mieć to srednie wyksztłacenie, a później karygodnie z niego
                skorzysta przy pracy zarobkowej - to niech jej mąż zwraca pieniądze.
                Świetlana wizja.
                • Gość: Xena Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk IP: *.acn.waw.pl 26.06.03, 12:07
                  Miało być "NIE skorzysta". Sorry za literówkę.
                  • rose2 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 12:41
                    Naprawde nie interesuje mnie czy robisz bledy czy nie, nie musisz przepraszac i
                    nie mam zamiaru sie o to przyczepic - sama robie bledy.
                    Wracajac do tematu do pewnego momentu edukacja jest konieczna, moim zdaniem do
                    pelnoletnosci, czyli tak jak jest jest Ok. Natomiast studia dla kazdego, hmm
                    utopia i wywalamnie pieniedzy w bloto (jesli to moje pieniadze nie ma sprawy,
                    jesli podatnikow to...)
      • dorotka1970 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 11:32
        rose2 napisała:

        > Nie do mnie nalezy ocenianie czyjegos zycia i wyborow. Powiem jednak , ze
        > wedlog mnie po ukonczeniu studiow powinno sie isc do pracy a nie na
        > macierzynski na 10 lat, rok dwa ok ale na stale sie zadomowic to jest bez
        > sensu.
        ----> Czyli uwazasz, ze ktos kto skonczyl studia nie powinien miec od razu
        dzieci? A jesli po roku, dwoch (majac taka mozliwosc) kobieta stwierdza, ze
        bardzo dobrze jej w domu? A jesli bedac na macierzynskim zaczyna drugi
        kierunek, bo zainteresowala ja np. architektura?

        No bo po co komu te studia, przeciez ksiazki mozna czytac bez studiow i
        > byc doskonala partnerka do dyskusji. Studia czlowiek konczy po to aby to
        > pozniej wykorzystac w praktyce, a jesli tego nie zrobil to po prostu
        > marnotrastwo 5ciu lat.
        -----> Nie wydaje mi sie, zeby zdobywanie wiedzy bylo w jakimkolwiek przypadku
        marnotrawstwem. Czy studia filozoficzne tez sa marnotrawstwem?

        Nie chodzi tu o jakis obowiazek wobec panstwa czy
        > spoleczenstwa ale, obowiazek wobec samego siebie. Po co studiowalam 5 lat
        jesli mam zamiar nie pracowac i zajmowac sie domem, moglam przeciez zalozyc
        rodzine wczesniej i sama poglebiac wiedze i zainteresowania siedzac w domu,
        czyz nie?
        -----> Naprawde myslisz, ze poglebianie wiedzy w domu, bez mentora, wykladow,
        dyskusji itd. to to samo co studia? To po co w ogole uniwersytet? Kazdy moze
        sobie kupic ksiazki, nauczyc sie i zdac egzaminy. A dlaczego mialabym zakladac
        rodzine wczesniej? Poza tym czy ty zawsze wiesz, ze to co robisz to
        najsluszniejszy wybor? Nigdy nie zmienilabys pracy, zainteresowan?

        Pozdrawiam,
        Dorotka
        --------
        Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
        • rose2 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 11:37
          Mozna miec dzieci kiedy sie chce w trakcie studiow, zaraz po, rok, dwa,
          dziesiec jesli tak ma byc. Chodzi o to ze nie mozna na dzieciach poprzestac.
          • dorotka1970 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 11:42
            rose2 napisała:

            > Mozna miec dzieci kiedy sie chce w trakcie studiow, zaraz po, rok, dwa,
            > dziesiec jesli tak ma byc. Chodzi o to ze nie mozna na dzieciach poprzestac.
            -----> No wlasnie dlatego, ze nie nalezy na dzieciach poprzestac nalezy sie
            rozwijac i poszerzac swoje horyzonty intelektualne. Z korzyscia dla siebie,
            dzieci i meza.

            --------
            Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
            • rose2 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 11:44
              A wiec studia-dzeci-praca, lub studia-praca-dzieci-praca, bo studia-dzieci to
              raczej jednak marnotrastwo.
              • dorotka1970 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 11:48
                rose2 napisała:

                > A wiec studia-dzeci-praca, lub studia-praca-dzieci-praca, bo studia-dzieci
                to
                > raczej jednak marnotrastwo.

                Hmmmm... czyli kobieta wedlug ciebie wybor ma, ale tylko wedlug twojego
                scenariusza. Mnie sie wydawalo, ze chodzilo o to, zeby kobieta miala zawsze
                wybor...
                I wciaz nie jestem przekonana - marnotrawstwo czego?

                --------
                Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
      • niedzwiedziczka Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 11:35
        A czy wychowywanie dziecka przez inteligentą,
        wykształconą kobietę nie jest spłatą długu wobec
        społeczeństwa, czy siebie samej? Przecież to dziecko
        będzie w przyszłości obywatelem płacącym podatki i
        utrzymującym nas, emerytów.
        A im lepiej wykształcona mama, tym większe
        prawdopodobieństwo, że dziecko wyrośnie na mądrzejszego
        człowieka.
        • rose2 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 11:39
          A to bedzie chlopczyk, czy dziewczynka? Bo jak dziewczynka, to moze pojdzie na
          studia, potem urodzi dzieci i nie bedzie zadnych podatkow placila...
          Zastanowcie sie troche. Nikt nikomu nie zabrania posiadania dzieci.
          • niedzwiedziczka Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 13:56
            Oj, rose, Ty - kobieta seksistką?
            • rose2 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 14:17
              Seksizm to nie jest religia.

              Zawsze podchodzilam, przynajmniej staralam sie, praktycznie. Mam udzolnienia
              matematyczno fizyczne, tak wiec wiedzialam, ze musze cos zrobic w tym kierunku.
              Czy to takie trudne? Ok wiem, ze ta galaz rozwija sie bardziej dynamicznie niz
              humanizm. Ale mimo wszystko, ciezko jest wybrac jak sie ma lat nascie, a szkola
              srednia nie ulatwia wyboru. Moglam sie pomylic owszem, ale podjelam studia
              dlatego, ze chcialam pracowac w pewnym zawodzie. Gdybym nie chciala, nie
              poszlabym. Problem w tym, ze czesto gesto studia traktuje sie jako pewien
              wypelniacz pomiedzy matura, a zamazpojciem (w przypadku kobiet). Dla mnie to
              blad. Panowie, bo wojsko. Tez bez sensu.
              Cala idea bezplatnych studiow jest piekna, ale marchewkowicze przyczyniaja sie
              do jej nieuleczalnej choroby, zakonczonej smiercia.
              Wiesz kto byl 2 krotnym zwyciezca Miliarda w Rozumie? Motorniczy tramwaju.
              Wydaje mi sie ze studiow nie ukonczyl, co nie przeszkodzilo mu w poglebianiu
              wiedzy.
              • Gość: lolyta Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk IP: *.bct.bellsouth.net 26.06.03, 14:24
                rose2 napisała:


                Moglam sie pomylic owszem, ale podjelam studia
                > dlatego, ze chcialam pracowac w pewnym zawodzie. Gdybym nie chciala, nie
                > poszlabym.

                Przyszlo Ci do glowy, ze za pare lat moze nie byc zapotrzebowania na ten akurat
                zawod?
                • rose2 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 14:29
                  Moze tak i wtedy go zmienie, moze nawet w zwiazki z tym pojde znow na studia,
                  zeby sie przekwalifikowac, ale na pewno nie w celu marchewkowym.
                  • Gość: lolyta Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk IP: *.bct.bellsouth.net 26.06.03, 14:37
                    rose2 napisała:

                    > Moze tak i wtedy go zmienie, moze nawet w zwiazki z tym pojde znow na studia,
                    > zeby sie przekwalifikowac, ale na pewno nie w celu marchewkowym.

                    Nie o to mi chodzi czy bedziesz sie uczyc dalej, Chodzi o to, ze wtedy te Twoje
                    lata studiow beda zmarnowane tak samo, jakbys zamiast pracowac poszla do
                    marchewki. No bo jesli chodzi o wykorzystanie tych konkretnych studiow ktore
                    juz odbylas, to jaka jest roznica miedzy przekwalifikowaniem sie na
                    wyksztalcona mame z dzieckiem a przekwalifikowaniem sie na inny zawod? Albo
                    podjeciem pracy ponizej kwalifikacji? Mama jest gorsza? niepelnowartosciowy
                    czlonek spoleczenstwa?
                    A moze Cie - uwaga - spotkac w zyciu za pare lat taka niespodzianka, ze
                    zmienia Ci sie wartosci i uznasz ze praca w zawodzie dla durnego szefa jest
                    marnowaniem czasu w porownaniu z wychowywaniem wlasnych dzieci. Wiem ze to
                    brzmi dla Ciebie w tej chwili kosmicznie, ale uwierz, naprawde tak sie moze
                    zdarzyc.
                    • dorotka1970 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 14:39
                      Gość portalu: lolyta napisał(a):

                      > A moze Cie - uwaga - spotkac w zyciu za pare lat taka niespodzianka, ze
                      > zmienia Ci sie wartosci i uznasz ze praca w zawodzie dla durnego szefa jest
                      > marnowaniem czasu w porownaniu z wychowywaniem wlasnych dzieci. Wiem ze to
                      > brzmi dla Ciebie w tej chwili kosmicznie, ale uwierz, naprawde tak sie moze
                      > zdarzyc.

                      Wlasnie problem w tym, ze Rose nie jest w stanie w to uwierzyc...

                      Pozdrawiam,
                      Dorotka
                      --------
                      Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
                    • rose2 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 14:52
                      Matka, moze byc kazda kobieta, taka ktora ma wyksztalcenie i taka ktora go nie
                      ma, gruba, chuda, brunetka czy ruda. To nie jest zadne przekwalifikowanie sie
                      tylko jeden z celow naszego zycia. Ktory musi isc w parze z innymi celami
                      takimi jak, praca, utrzymanie rodziny, rozwoj intelektualny (niekoniecznie
                      studia). Tak wiec bycie matka nie oznacza bycia bezrobotna do konca zycia. Bo
                      przedkladasz jeden cel nad drugi. Sudia to jeden z etapow rozwoju i
                      poprzestanie tylko na tym jest moim zdaniem marnotrastwem. Ale raz jeszcze
                      zaznaczam, ze bywaja rozne wypadki losowe, ktore moga wplywac na zmiany, czasem
                      nieoczekiwane i jak to Fiona napisala, kobiety nie sa wiatropylne, wiec ciaza
                      nie jest przypadkiem w zyciu kobiety.

              • niedzwiedziczka Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 14:51
                rose2 napisała:

                > Seksizm to nie jest religia.

                Seksizm to jest wartościowanie człowieka ze względu na
                jego płeć, a Ty to właśnie robisz....
                >
                > Zawsze podchodzilam, przynajmniej staralam sie,
                praktycznie. Mam udzolnienia
                > matematyczno fizyczne, tak wiec wiedzialam, ze musze
                cos zrobic w tym kierunku.

                Nie chwal się, nie chwal. Ja też mam umysł ścisły. Ale to
                nie powód, żebym traktowała uzdolnionych humanistycznie
                jak półgłówków.

                > ale podjelam studia
                > dlatego, ze chcialam pracowac w pewnym zawodzie.

                A ja nie wiedziałam w jakim zawodzie chcę pracować ale
                podobał mi się kierunek.


                > Cala idea bezplatnych studiow jest piekna, ale
                marchewkowicze przyczyniaja sie
                > do jej nieuleczalnej choroby, zakonczonej smiercia.

                No i tu się zasadniczo różnimy w poglądach. Moim zdaniem
                studia powinny być płatne, a przy tym taki system
                stypendiów i kredytów, żeby nawet najbiedniejszy mógł je
                skończyć, jeśli tylko ma na to ochotę i wystarczające
                zdolności.

                > Wiesz kto byl 2 krotnym zwyciezca Miliarda w Rozumie?
                Motorniczy tramwaju.
                > Wydaje mi sie ze studiow nie ukonczyl, co nie
                przeszkodzilo mu w poglebianiu wiedzy.

                Tylko spytaj go, kto mu gotował i go opierał, jak on
                pogłębiał wiedzę. A może po prostu pochodizł z biednej
                rodziny, której nie było stać na posyłanie go na studia.
                Bo nasze, w teorii bezpłatne< studia całkiem drogo
                kosztują. Mam do czynienia ze studentami, którzy
                przychodzą niewyspani i zmęczeni, bo musieli zarobić na
                akademik i jedzenie. I nikt im nie daje gwarancji, że po
                studiach dostaną pracę. Będą po prostu mieli trochę
                większe prawdopodobieństwo znalezienia pracy.

                Każmy więc naszym wykształconym bezrobotnym spłacać
                studia, bo je "marnują" siedząc na bezrobociu.
                Nie uważasz, że takie rozumowanie to obłęd?
          • Gość: lolyta Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk IP: *.bct.bellsouth.net 26.06.03, 14:28
            rose2 napisała:

            > A to bedzie chlopczyk, czy dziewczynka? Bo jak dziewczynka, to moze pojdzie
            na
            > studia, potem urodzi dzieci i nie bedzie zadnych podatkow placila...
            > Zastanowcie sie troche. Nikt nikomu nie zabrania posiadania dzieci.

            A jak chlopczyk, to moze pojdzie na durne studia tylko po to, zeby uniknac
            woja. Jaki znaczenie ma plec?
            To, ze wielu takich kolesi nie konczy studiow, jak to zauwazylas w innym
            poscie, to argument do d... Te dziewczyny ktore poszly na studia tylko w ramach
            "wypelniacza" i zlapania meza po zlapaniu go tez czesto rezygnuja ze studiow.
            Ciekawe dlaczego tylko dziewczyny potepiasz?
        • Gość: lolyta swiete slowa, Niedzwiedziczko n/t IP: *.bct.bellsouth.net 26.06.03, 14:29
    • Gość: grogreg Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk IP: 212.160.165.* 26.06.03, 11:19
      Bardzo daleko idace uproszczenie graniczace z demagogia.

      Znam przyklady kobiet, ktore wychowyjac kolejne dziecko robily doktoraty.
      • rose2 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 11:26
        A ja znam taka, ktora skonczyla ekonomie i od jakis 4rech lat skrobie
        marchewke, NIC nie robi w tym kierunku...Zawsze dzialala mi na nerwy bo studia
        traktowala jako miejsce do polowu "meza". Wpadla prawie w panike jak na piatym
        roku ciagle nie bylo kandydata na horyzoncie. Obronila sie wyszla za maz, dalej
        nie musze opowiadac...Wydaje sie, ze obronila sie tylko dlatego, ze nie zlapala
        nikogo wczesniej...Inaczej by do tego podchodzila, gdyby miala kredyt na nauke
        i potem musiala go splacac, prawda. To taki maly kruczek. Bo dla mnie to jest
        bez sensu, do siedzenia w domu nie sa potrzebne studia i juz.
        • dorotka1970 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 11:39
          rose2 napisała:

          > A ja znam taka, ktora skonczyla ekonomie i od jakis 4rech lat skrobie
          > marchewke, NIC nie robi w tym kierunku...
          Ale dlaczego musi? Co tobie to przeszkadza?

          > Bo dla mnie to jest
          > bez sensu, do siedzenia w domu nie sa potrzebne studia i juz.
          Do siedzenia w domu nie. Ale jest "siedzenie" i "siedzenie". Niektorym
          wystarcza krzyzowki i "Gala", innym nie. To po pierwsze. Po drugie, jaka
          kobieta rezygnujaca z pracy dla dobra dzieci i domu ma pewnosc, ze jej
          malzenstwo jest na wiecznosc? Ze maz nie straci pracy? Uwazasz, ze kobiety,
          ktore w pewnym momencie zycia stawiaja rodzine na pierwszym miejscu w razie
          czego moga byc co najwyzej sekretarkami albo ekspedientkami?

          Pozdrawiam,
          Dorotka
          --------
          Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
        • Gość: lolyta Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk IP: *.bct.bellsouth.net 26.06.03, 13:53
          rose2 napisała:

          > A ja znam taka, ktora skonczyla ekonomie i od jakis 4rech lat skrobie
          > marchewke, NIC nie robi w tym kierunku...Zawsze dzialala mi na nerwy bo
          studia
          > traktowala jako miejsce do polowu "meza".

          Rose, a ja znam mase kolesi ktorzy poszli na studia - pierwsze lepsze,
          najlepiej taki, gdzie nie bylo egzaminow albo zbyt wielu kandydatow - tylko po
          to, zeby nie isc do wojska. Co Ty na to?
          • rose2 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 14:01
            Co ja na to? Moja reakcja jest jednakowa, marnotrastwo - i to w bardziej
            perfidnym wydaniu. A ktory z tych Twoich kolesi ukonczyl te studia na sile?
            U mnie na roku zaden. Choc czesto tak bywalo, ze sie nie dostali na inny
            wymarzony kierunek wiec lapali sie na inny a po roku (po odsiewie)
            przeniesienie. To jest wlasnie nasz kulejacy system. Takich powinno sie
            odsiewac na poczatku. Ale tak zazwyczaj bywa, bo jaka przyczyna do podjecia
            studiow taki rezultat
            • Gość: lolyta Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk IP: *.bct.bellsouth.net 26.06.03, 14:22
              No to dlaczego czepiasz sie glownie kobiet? BTW, dlaczego nie przyjdzie Ci do
              glowy, ze to tata moze siedziec z dzieckiem a mama zarabiac - taki model byl
              przez jakis czas u mnie, kiedy bylam w Polsce?
              • rose2 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 14:27
                Pewnie ze tato moze ale nie bez konca. Mama czy tato bez roznicy.
                • Gość: lolyta Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk IP: *.bct.bellsouth.net 26.06.03, 14:33
                  rose2 napisała:

                  > Pewnie ze tato moze ale nie bez konca. Mama czy tato bez roznicy.

                  Acha, teraz piszesz ze bez roznicy, a przed chwila bylo (do Niedzwiedziczki) ze
                  wyksztalcona mama moze i wychowa wyksztalcone dzieci, ale jesli to bedzie
                  dziewczynka to i tak to bedzie zmarnowane wyksztalcenie, bo pewnie pojdzie
                  skrobac marchewke. W wypadku chlopczyk abyloby OK, jak rozumiem?
                  No widzisz, troche Ci jakby logika szwankuje. Albo zaslaniasz sie stereotypami.
                  • rose2 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 15:24
                    Z uporem maniaka pisze iz bezrobocie spowodowane wychowywaniem dzieci trwajace
                    10 lat lub wiecej jest marnotrastwem studiow i/lub zdobytej praktyki, w
                    przypadku kobiety jak i mezczyzny.
                    • Gość: lolyta Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk IP: *.bct.bellsouth.net 26.06.03, 16:12
                      no wlasnie nie, piszesz glownie o kobietach, o mezczyznach dodajesz, jak musisz
                      - jeszcze raz zwracam uwage na to, co napisalas Niedzwiedziczce - twoje pytanie
                      "a to bedzie dziewczynka czy chlopczyk? bo jak dziewczynka...."
    • aguszak Tak naprawdę... 26.06.03, 11:21
      To żadna czynność czy wyzwanie podejmowane przez nas w ciągu życia, nie jest
      marnotrastwem czy stratą czasu. Nie można oceniać nikogo, biorąc pod uwagę, co
      ten ktoś jest winien społeczeństwu (sic!), rodzinie, przyjaciołom, pracodawcy...
      Jeżeli ktoś zrobił doktorat, a teraz ma ochotę siedzieć w domu, bo... <i tu
      następuje ciąg powodów, lub pustka...>, to jest tylko i wyłącznie jego sprawa.
      Tak samo, jeżeli kobieta <nawet natychmiast> po urodzeniu dziecka ma ochotę
      wrócić do pracy, a dzieckiem zajmuje się np. babcia...
      Ludzie! Żyjmy i pozwólmy żyć innym - każdy ma prawo do takiego modelu życia,
      jaki sobie obmyślił... howgh ;)))

      Pozdrowionka :)))
      • rose2 Re: Tak naprawdę... 26.06.03, 11:30
        Ciekawa logika, koncze studia a potem siedze w domu. To jest bez sensu, po
        kilku latach nic z tych studiow w glowie nie zostaje. Owszem kazdy ma prawo
        wyboru, ale taki wybor sensu nie ma i juz. Moze ktos na poparcie takiego modelu
        zycia, przytoczy pare sensownych argumentow. Z niecierpliwoscia czekam.
        • niedzwiedziczka Patrz mój post powyżej ntx 26.06.03, 11:37

        • Gość: Xena Re: Tak naprawdę... IP: *.acn.waw.pl 26.06.03, 11:39
          rose2 napisała:

          > To jest bez sensu, po kilku latach nic z tych studiow w glowie nie zostaje.

          Dziwna niekonsekwencja. Wcześniej pisalaś, że zamiast studiów można w domu
          czytac ksiązki. A z książek coś zostaje? - czy jednak nie, więc też bez sensu
          je czytać? Czy tez osoba, która skończyła studia i nie pracuje w swoim
          zawodzie, na pewno nie splami sie siegnięciem po ksiązkę, więc wszystko jej z
          głowy wywietrzeje?


          (poprzedni post podpisany x.e.n.a - to też ja)

          • rose2 Re: Tak naprawdę... 26.06.03, 11:43
            Do czytania ksiazki, potrzebna jest ksiazka i chec. Do studiow potrzebna jest
            uczelnia, system nauczania, sprzet laboratoryjny, nauczyciele. I to wszystko po
            to aby zasiasc na laurach? Czy ten watek to jakis zart?
            • dorotka1970 Re: Tak naprawdę... 26.06.03, 11:45
              rose2 napisała:

              > Do czytania ksiazki, potrzebna jest ksiazka i chec. Do studiow potrzebna
              jest
              > uczelnia, system nauczania, sprzet laboratoryjny, nauczyciele. I to wszystko
              po
              >
              > to aby zasiasc na laurach? Czy ten watek to jakis zart?
              >
              To ile twoim zdaniem kobieta ma "odpracowac" lat zeby bez wyrzutow sumienia
              moc skorzystac z tego sprzetu, nauczycieli itd.?


              --------
              Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
              • rose2 Re: Tak naprawdę... 26.06.03, 11:47
                Nie odpracowac, tylko wykorzystac, widzisz chyba roznice?
                • dorotka1970 Re: Tak naprawdę... 26.06.03, 11:50
                  rose2 napisała:

                  > Nie odpracowac, tylko wykorzystac, widzisz chyba roznice?

                  To chyba wlasnie ty nie widzisz. "Wykorzystanie" w tym przypadku jest
                  dobrowolne, zalezne od checi.

                  --------
                  Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
            • aguszak Ale to już przeszłość... 26.06.03, 11:47
              rose2 napisała:

              > Do czytania ksiazki, potrzebna jest ksiazka i chec. Do studiow potrzebna jest
              > uczelnia, system nauczania, sprzet laboratoryjny, nauczyciele. I to wszystko
              po
              >
              > to aby zasiasc na laurach? Czy ten watek to jakis zart?
              >

              ... taki nakaz pracy po studiach - przymusowy staż - to czasy komunizmu, kiedy
              trzeba było spłacić dług społeczeństwu...
              Czy Ty aby się za bardzo nie zaperzasz? Nie wmawiaj na siłę nikomu swoich
              poglądów - każdy ma prawo spożytkować nabytą wiedzę na co mu się żywnie
              podoba... a nam nic do tego i już...

              Pozdrowionka i więcej luzu, bo mam wrażenie, że czegoś komuś zazdrościsz...
              • rose2 Re: Ale to już przeszłość... 26.06.03, 11:53
                Oj to we Francji komunizm panowal i panuje bo aby sie obronic trzeba miec rok
                stazu - obowiazkowo!
                • Gość: melmire Re: Ale to już przeszłość... IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 26.06.03, 12:27
                  Do francuskiej magisterki(nie kazdej zreszta) potrzebny jest kilkumiesieczny
                  staz wpisany w tok studiow, ktory odbywa sie w drugim trymestrze. Zeby obronic
                  sie na zootechnice na SGGW musisz miec zaliczone 3 miesiace praktyk. Jaka
                  roznica?
                  • rose2 Re: Ale to już przeszłość... 26.06.03, 12:43
                    do dyplomu inzynierskiego wiecej, a ja w Polsce nie musialam miec stazu.
                    • Gość: melmire Re: Ale to już przeszłość... IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 26.06.03, 12:45
                      Wszystko zalezy od tego jakie studia itp. Ciezko miec praktyki kiedy studiuje
                      sie filozofie :)
                    • niedzwiedziczka Re: Ale to już przeszłość... 26.06.03, 12:48
                      I stąd pewnie we Francji strajki w z wiązku z planowanymi
                      zmianami w ustawie emerytalnej, bo wkrótce braknie ludzi
                      w wieku produkcyjnym (dzisiejszych dzieci), żeby nie
                      zawalił się system emerytalny. No bo przecież Francuzki
                      robią kariery, zamiast wychowywać dzieci.
                      • rose2 Re: Ale to już przeszłość... 26.06.03, 12:52
                        Niedzwiedziczka!!!!!!!!!!Nie masz pojecia kto strajkuje we Francji i dlaczego!
                        • niedzwiedziczka Re: Ale to już przeszłość... 26.06.03, 12:58
                          Dobra, może i wypaliłam ale nie nabiłam.
                          Chodzi o Twoje założenie, że kobiety idą na studia z
                          zamiarem permanentnego pozostawania w domu po ich ukończeniu.
                          A pozostanie w domu po odchowaniu dzieci wynika
                          najczęściej z sytuacji na naszym rynku pracy, a nie
                          widzimisię kobiet.
                          • Gość: melmire Re: Ale to już przeszłość... IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 26.06.03, 13:01
                            Trudno sie z tym nie zgodzic :)
                          • rose2 Re: Ale to już przeszłość... 26.06.03, 13:28
                            No wlasnie dobry argument, nie mam wyjscia jest bezrobocie (teraz), nie moge
                            znalezc pracy jestem w domu OK.
                            A "obieranie marchewki" gdy pracy mnostwo, a ja mam studia w tym kierunku....
                            • niedzwiedziczka Re: Ale to już przeszłość... 26.06.03, 13:41
                              rose! Jeśli kobieta jest baaardzo bogata i siedzi w domu,
                              bo mąż nie życzy sobie, żeby pracowała, a jej to
                              odpowiada - to podatki, które płaci jej mąż z nadwyżką
                              zrekompensują koszt jej studiów (zwłaszcza przy naszych
                              stawkach podatkowych).
                              Jeśli powodzi im się dobrze, ona wychowuje dzieci, to
                              najczęściej po ich odchowaniu ona znajduje sobie jakieś
                              zajęcie (pracę). Jeśli są biedni, a ona siedzi w domu,
                              mimo, że dzieci są odchowane, to albo jest leniwa albo
                              nie ma wszystkich klepek.
                              Mam do Cibie jedno pytanie, które mi do końca rozjaśni
                              sytuację. Czy wg Ciebie kobieta, która zaraz po studiach
                              wychowuje dziecko (dzieci) przez 10-15 lat, a potem nie
                              może znaleźć pracy marnuje nasze pieniądze (podatników)
                              czy nie?
                              • rose2 Re: Ale to już przeszłość... 26.06.03, 13:51
                                Po pierwsze to jej maz jest bogaty a nie ona. Takie male rozgraniczenie.

                                A jak myslisz dlaczego kobieta po 10-15 latach nie moze znalezc pracy?
                                1. Bo jest bez praktyki
                                2. Bo jest wielu mlodszych
                                3. Bo wypadla z "biznesu"

                                Sorry, ale zmarnowala swoj czas i pieniadze podatnikow. Potem placz i
                                zgrzytanie zebami. A jak maz odejdzie lub zachoruje...Czy 2-3 lata przerwy sa
                                niewystarczajace? Jesli przez dlugi okres czasu nie mozna znalezc pracy w
                                zawodzie to nalezy pomyslec o czyms innym.
                                • niedzwiedziczka Re: Ale to już przeszłość... 26.06.03, 14:06
                                  rose2 napisała:

                                  > Po pierwsze to jej maz jest bogaty a nie ona. Takie
                                  male rozgraniczenie.

                                  I tu się mylisz. Wczasie trwania małżeństwa dochody
                                  małżonka są własnością wspólną. Wspólnocie nie podlega
                                  tylko majątek dziedziczny osobiście przez jednego
                                  małżonka lub darowizna imienna na rzecz jednego z
                                  małżonków. Czyli: ona też jest bogata.
                                  >
                                  > A jak myslisz dlaczego kobieta po 10-15 latach nie moze
                                  znalezc pracy?
                                  > 1. Bo jest bez praktyki
                                  > 2. Bo jest wielu mlodszych
                                  > 3. Bo wypadla z "biznesu"
                                  >

                                  Jeśli nie ma takiego bezrobocia, jak u nas, to kobieta
                                  nawet po 15 latach znajdzie pracę. Albo założy własny
                                  biznes (np. sklep lub coś innego), tyle, że nie w naszym
                                  kraju, nie przy takim prawie gospodarczym i trudnościach
                                  przy zakładaniu własnej firmy.


                                  > Sorry, ale zmarnowala swoj czas i pieniadze podatnikow.
                                  Potem placz i
                                  > zgrzytanie zebami. A jak maz odejdzie lub zachoruje...

                                  To w normalnym kraju albo płaci alimenty albo ma
                                  ubezpieczenie.


                                  >Czy 2-3 lata przerwy sa niewystarczajace?

                                  Tak, jeśli jest dwójka dzieci w odstępie 2-3 lat.

                                  >Jesli przez dlugi okres czasu nie mozna znalezc pracy w
                                  > zawodzie to nalezy pomyslec o czyms innym.

                                  A kto wymaga od Ciebie, żebyś pracowała w zawodzie wyuczonym?
                                  Mam kuzynkę, która skończyła zawodową szkołę
                                  gastronomiczną, pozawodowe technikum rolnicze, studium
                                  dietetyczne i studiowała na Akademii rolniczej. A teraz
                                  pracuje jako sekretarka. To którą szkołę zmarnowała?

                                  Wnioskuję z twoich wypowiedzi, że należy zakazać wstępu
                                  na studia kobietom, które po ich ukończeniu mają zamiar
                                  wychowywać dzieci.
                                  Nieźle. Nigdy nie sądziłam, że coś takiego może
                                  powiedzieć kobieta....
                                  • rose2 Re: Ale to już przeszłość... 26.06.03, 15:03
                                    Nie on jest bogaty, a ona bedzie bogata jak on umrze. Jak odejdzie, to tez
                                    dostanie polowe powiedzmy, ale przeciez to tez ma swoj koniec. Takze jak ta
                                    polowa sie wyczerpie to kto bedzie bogaty on czy ona?
                                    Polskie kobiety lubia robic z siebie ofiary losu, bo dzieci bo dom...A potem
                                    rozczarowanie.
                                    W normalnym kraju niedzwiedziczko oboje pracuja, oboje wychowuja. Jesli kobieta
                                    chce przestac pracowac musi wziac za to koniec koncem odpowiedzialnosc.
                                    Alimenty to placi sie na dzieci, nie na zone, no chyba ze w podeszlym wieku. A
                                    ubezpieczenie tez nie jest duze i trzeba pracowac. Takze takie siedzenie w domu
                                    jest rowniez niebezpieczne w przypadku gdy maz zachoruje i nie moze pracowac,
                                    wowczas pensja zony + ubezpieczenie wystarcza, samo ubezpieczenie watpie.
                                    • Gość: lolyta Re: Ale to już przeszłość... IP: *.bct.bellsouth.net 26.06.03, 15:11
                                      rose2 napisała:


                                      > W normalnym kraju niedzwiedziczko oboje pracuja, oboje wychowuja.

                                      A skad te wiadomosci? Bo ja na przyklad mieszkam w takim "normalnym" kraju
                                      gdzie przedszkole jest tak drogie, ze wielu kobietom sie nie oplaca isc do
                                      pracy. Nie wspominajac o baby-sitterach. O, a tak a propos, jesli kobieta po
                                      studiach nie moze znalezc pracy w zawodzie, ale dorabia sobie - niezle - jako
                                      baby - sitter, czyli skrobie marchewke, ale nie swojemu dziecku, to zasluguje
                                      na cien szacunku wedlug Ciebie?
                                      • rose2 Re: Ale to już przeszłość... 26.06.03, 15:28
                                        Tak? A w jakim kraju? Moje doswiadczenie (dosc duze) pokazuje iz kobieta czy
                                        mezczyzna z wyzszy wyksztalceniem w europie zachodniej nie ma problemu z
                                        podjeciem pracy. Sprawdz lepiej statystyki i ocen odsetek bezrobotnych z
                                        wyzszym wyksztalceniem.
                                        • Gość: lolyta Re: Ale to już przeszłość... IP: *.bct.bellsouth.net 26.06.03, 16:19
                                          rose2 napisała:

                                          > Tak? A w jakim kraju?

                                          w USA

                                          Moje doswiadczenie (dosc duze) pokazuje iz kobieta czy
                                          > mezczyzna z wyzszy wyksztalceniem w europie zachodniej nie ma problemu z
                                          > podjeciem pracy.

                                          Ale my tu nie mowimy o osobach z wyzszym wyksztalceniem, mowimy o osobach z
                                          wyksztalceniem bedacych rodzicami. A o ile sie zorientowalam (gdyz CZYTAM
                                          UWAZNIE) dzieci nie masz, to i doswiadczenia w tym kierunku (rowniez w zakresie
                                          godzenia pracy z wychowaniem i prostego rachunku ekonomicznego jaki musialabys
                                          wtedy przeprowadzic) takze.


                                          Sprawdz lepiej statystyki i ocen odsetek bezrobotnych z
                                          > wyzszym wyksztalceniem.

                                          Znasz stopniowanie: klamstwo, wierutne klamstwo, statystyka?

                                          Poza tym jeszcze raz: PISZ UWAZNIE. Raz dla ciebie bezrobocie to siedzenie w
                                          domu z wyboru, a raz z przymusu (te statystyki dotycza raczej mozliwosci
                                          podjecia pracy, a nie rezygnacji z niej z wyboru, prawda?)
                                        • Gość: lolyta Re: Ale to już przeszłość... IP: *.bct.bellsouth.net 26.06.03, 17:52
                                          rose2 napisała:

                                          > Moje doswiadczenie (dosc duze) pokazuje iz kobieta czy
                                          > mezczyzna z wyzszy wyksztalceniem w europie zachodniej nie ma problemu z
                                          > podjeciem pracy. Sprawdz lepiej statystyki i ocen odsetek bezrobotnych z
                                          > wyzszym wyksztalceniem.

                                          A. i jeszcze jedno, moja droga. Osoba ktora pracuje jako baby-sitter NIE JEST
                                          BEZROBOTNA. To, ze ty nie uwazasz tego za prace, to co innego. A jeszcze jedno
                                          (no znowuz uwaga - czytaj uwaznie) ja nie pisalam o osobach, ktore nie sa w
                                          stanie znalezc pracy W OGOLE. Tylko o osobach, ktore nie sa w stanie znalezc
                                          pracy w swoim zawodzie. A to jest roznica.
                                    • niedzwiedziczka Re: Ale to już przeszłość... 26.06.03, 15:11
                                      Rose, najpierw zajrzyj do kodeksu rodzinnego i poczytaj,
                                      potem się wymąrdrzaj!
                                      Każde z małżonków jest w połowie współwłaścicielem
                                      dochodów z pracy zarobkowej, jaki każde z nich osiąga!
                                      Nie dotyczy to tylko praw autorskich i osobistych nagród
                                      za pracę!
                                      • niedzwiedziczka Re: Ale to już przeszłość... 26.06.03, 15:13
                                        P.S. W takim razie Stany, Niemcy, czy Szwecja to nie są
                                        narmalne kraje, bo spory odsetek kobiet wychowuje dzieci!
                                    • dorotka1970 Re: Ale to już przeszłość... 26.06.03, 15:22
                                      rose2 napisała:

                                      > Nie on jest bogaty, a ona bedzie bogata jak on umrze.
                                      Czy oni oboje korzystaja z tego bogactwa, czy ona moze tylko poogladac
                                      zamkniety sejf? :-)

                                      > W normalnym kraju niedzwiedziczko oboje pracuja, oboje wychowuja.
                                      Czy Szwajcaria jest normalnym krajem? Tutaj pojecie przedszkola w naszym
                                      rozumieniu do 5 roku zycia wlasciwie nie istnieje. Sa przechowalnie, gdzie
                                      podetra dziecku pupe i dazda jesc, a to tez tylko przez pol dnia. I nie musze
                                      dodawac ile to kosztuje...

                                      > Takze takie siedzenie w domu jest rowniez niebezpieczne w przypadku gdy maz
                                      zachoruje i nie moze pracowac,
                                      > wowczas pensja zony + ubezpieczenie wystarcza, samo ubezpieczenie watpie.
                                      Pisalam juz wczesniej na ten temat, ze w tym konkretnym przypadku tym bardziej
                                      ma znaczenie wyksztalcenie tej zony, jakiejkolwiek pracy by sie nie podjela

                                      --------
                                      Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
                      • Gość: melmire Re: Ale to już przeszłość... IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 26.06.03, 12:52
                        Akurat im system emerytalny raczej sie nie zawali, maja jeden z najlepszych
                        wskaznikow przyrostu naturalnego. A ze kobiety pracuja to inna sprawa, inaczej
                        emerytury niet, a i tak emerytura kobiet jest nizsza od emerytury mezczyzn,
                        nowa reforma jeszcze bardziej im dokopie :)
                        • rose2 Re: Ale to już przeszłość... 26.06.03, 12:54
                          Wlasnie wlasnie!!! A poza tym strajkuje sektor panstwowy bo chca odebrac pewne
                          przywileje.
                          • Gość: melmire Re: Ale to już przeszłość... IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 26.06.03, 13:00
                            Tez bym strajkowala gdyby ktos kazal mi pracowac kilka lat wiecej za te same
                            pieniadze. Mogli by chociaz raz sprobowac "rownac w gore" i zamiast
                            odbierac "przywileje" tym ktorzy je maja dac je tym ktorzy ich do tej pory nie
                            wywalczyli.
                            A w ogole to strajkuja z kilku powodow na raz, czasem sie trudno polapac :)
        • Gość: lolyta Re: Tak naprawdę... IP: *.bct.bellsouth.net 26.06.03, 14:19
          rose2 napisała:

          > Ciekawa logika, koncze studia a potem siedze w domu. To jest bez sensu, po
          > kilku latach nic z tych studiow w glowie nie zostaje. Owszem kazdy ma prawo
          > wyboru, ale taki wybor sensu nie ma i juz. Moze ktos na poparcie takiego
          modelu
          >
          > zycia, przytoczy pare sensownych argumentow. Z niecierpliwoscia czekam.

          Rose, Rose, ciekawi mnie, ile masz lat? Nie pytam z ironia, po prostu
          interesuje mnie, skad u Ciebie ta pewnosc ze po studiach nic nie zostaje i ze w
          wieku 19 lat czlowiek tak doklqadnie jest zaplanowac reszte zycia.

          A teraz tak: moj tata studiowal historie sztuki. Teraz pracuje w dwoch firmach
          - w jednej wykorzystuje swioja wiedze z zakresu fizyki, w drugiej - obslugi
          komputera i DTP. Placi podatki. Rowniez na studia takich panien jak Wiktoria
          czy Zdezelowna Sepultura, a moze i Twoje. To co, uwazasz ze nie mial prawa do
          studiow? Z wiedzy wyniesionej ze studiow zostalo mu dosc sporo, choc nie
          wykorzystuje jej w pracy.

          Moja mama studiowala polonistyke. Owszem, poszla potem do pracy, ale tak sie
          poukladalo ze NIGDY nie pracowala w zawodzie, przez kilka lat pracowala na
          panstwowej posadzie gdzie studiow nie miala jak wykorzystac, potem zalozyla
          wlasna firme ktora tez z jej wyksztalceniem nie ma nic wspolnego. Literature
          lubi, moglaby zagiac swoja wiedza niejednego licencjata w tej dziedzinie. To
          co, ma zwracac moze panstwu kase za studia bo nie naucza polskiego w szkole
          tylko placi panstwu podatki - wyzsze niz nauczyciel?

          Ja to juz w ogole zbrodnia. Skonczylam studia, pracowalam w zawodzie, urodzilam
          dziecko, okazalo sie ze laski z dzieckiem nikt nie zatrudni na takich warunkach
          zebym miala choc cien pewnosci ze pewnego dnia sie znajde na bruku, a moj maz -
          obcokrajowiec nie bardzo mial szanse na legalna prace w Polsce. Wyjechalam wiec
          za granice. W tej chwili siedze w domku, oczekujac drugiego dziecka, maz
          zarabia na rodzine i - uwaga - na to, zebym mogla poglebiac swoja profesjonalna
          wiedze, ktora w tej chwili traktuje wylacznie hobbystycznie i wiem ze tak
          zostanie co najmniej przez 2 lata (siedze w domu tez ponad dwa lata). I musze
          Ci powiedziec, ze z moich studiow mam w glowie duzo wiecej niz niektorzy
          znajomi, ktorzy poszli do pracy i kupe czasu spedzaja na pisaniu durnych
          raportow na temat tego co robili i innych pierdolach, a na rozwoj wiedzy ze
          studiow nie maja czasu. To co, mam, jak za stalinowskiej Rosji, wplacic panstwu
          kaucje za studia ktore ukonczylam, bo smialam wyjechac?
          • aremo Re: Tak naprawdę... 26.06.03, 14:36

            > rose2 napisała:
            >
            > > Ciekawa logika, koncze studia a potem siedze w domu. To jest bez sensu, po
            >
            > > kilku latach nic z tych studiow w glowie nie zostaje. Owszem kazdy ma praw
            > o
            > > wyboru, ale taki wybor sensu nie ma i juz. Moze ktos na poparcie takiego
            > modelu
            > >
            > > zycia, przytoczy pare sensownych argumentow.


            Żeby takie argumenty o które prosisz trafiły do Ciebie to najpierw musiałabyś
            zrozumieć ,że studia to nie tylko czas zdobywania wiedzy.Studia powinny nauczyć
            człowieka umiejętności samorozwoju, elastyczności. Studia dają przygotowanie
            ogólne, otwierają nowe drogi rozwoju . Co z tego,że informatyk kończy studia
            jeśli technologie rozwijaja sie tak szybko i jeśli nie będzie sam sie
            dokształcał i rozwijał to dyplom jest bezwartościowy.To samo z lekarzami.
            Podałam Ci przykłady takich studiów, gdzie liczy sie konkretna wiedza(o
            humanistycznych kierunkach nawet nie wspominam).Zgodnie z Twoim myśleniem moja
            kuzynka też moze wyrzucić swój dyplom ekonomistki , bo robiła studia u schyłku
            lat 80-tych i większość wiedzy którą tam posiadła jest wcale jej nieprzydatna.

            • aremo Re: Ten post wyżej był do Rose2/ntx 26.06.03, 14:37
            • niedzwiedziczka Do Aremo 26.06.03, 14:55
              Ja już pisałam powyżej do rose, że studiowanie to
              nabywanie umiejętności szukania wiedzy i używania szarych
              komórek. Ale jak na razie, do rose to nie trafia...
              • aremo Re: Do Aremo 26.06.03, 15:03
                Wiem , wiem widziałam ,że i Xena próbowała dotrzeć ,ale przywołałam takie
                konkretne studia(lekarskie, ekonomiczne, informatyczne),żeby może Rose trochę
                zrozumiała,że wiedza zdobyta na studiach to nie wszystko.Ten czas dla
                inteligentnego człowieka jest czasem rozwoju.I to jest w zdecydowanej
                większości kierunków studiów najważniejsze:szukanie rozwiazań,
                rozwój,zaszczepienie pasji poznawczej bo poznanie całości tematyki zwiazanej ze
                studiami na studiach nie jest możliwe.Pozdrawiam:)Miło czytac Wasze mądre
                wypowiedzi(no, z jednym wyjątkiem:)
            • rose2 Re: Tak naprawdę... 26.06.03, 15:42

              Jesli skonczyla studia ponad 10 lat temu i potem nic, to co jej w glowie
              zostalo? Ok z elastycznoscia, sposobem myslenia, - to pozwala na latwe
              przekwalifikowanie sie - ale sa pewne rzeczy ktore sie wykorzystuje w pracy,
              pewne ogolne teorie od ktorych sie odchodzi. Dlatego tak wazna jest aktywnosc,
              pasywnosc do niczego nie prowadzi. Tak wiec informatyk, ktory pracuje ma
              mozliwosc rozwoju. Informatyk bezrobotny po 10 latach hmm, nie nadazy. Jesli
              elektronik przestal pracowac 10 lat temu w zawodzie nie ma szans praktycznie na
              powrot, chyba ze od zera...Ale trzeba pamietac ze sa mlodsi. To czego sie uczyl
              dawno na zlomie lezy.
              • aremo Re: Tak naprawdę... 26.06.03, 15:54
                rose2 napisała:

                >
                > Jesli skonczyla studia ponad 10 lat temu i potem nic, to co jej w glowie
                > zostalo?

                Chyba nie załapałaś o co chodzi.Kuzynka skończyła studia ekonomiczne pod koniec
                lat 80-tych a potem to nie było nic tylko wielkie bum, zmiana systemu i to co
                dowiedziała sie o ekonomii socjalizmu nie było przydatne gdy zaczynał sie
                kapitalizm:)Więc w tym przypadku Twoja teria o wielkiej wartości wiedzy
                zdobytej na studiach upada.Lepiej byłoby gdyby faktycznie wyparowała:)

          • rose2 Re: Lolyta 26.06.03, 15:33
            Lolyta! Czytaj uwaznie co pisze. Ja pisze o "bezrobociu", czyli siedzeni w domu
            na wlasne zyczenie, gdy praca jest. Pisze, ze czasem tak bywa iz nie ma pracy w
            zawodzie wiec trzeba cos zmienic, tak wiec historia sztuki jest ciekawa ale z
            dobra oraca jest trudno Ok. Sa rozne przypadki nie splycam tematu. Pisze o
            kobietach/mezczyznach ktorzy siedza w domu przez kilkanascie lat i nic. No tak
            zaslaniaja sie wychowaniem dzieci, ale kilkanascie lat to za dlugo.
            • Gość: lolyta Re: Lolyta - do Rose IP: *.bct.bellsouth.net 26.06.03, 16:13
              No wlasnie czytam uwaznie. A tobie proponuje: czytac uwaznie, pisac uwaznie i
              dooobrze pomyslec zanim cos napiszesz.
              • rose2 Re: Lolyta - do Rose 26.06.03, 16:23
                Nie czytasz uwaznie. Powtarzam, pisze o pierdzeniu w stolek, gdy mamy
                wyksztalcenie, praca puka do drzwi, a dzieci mozna poslac do przedszkola.
                • aremo Re: Lolyta - do Rose 26.06.03, 16:32
                  rose2 napisała:

                  > Nie czytasz uwaznie. Powtarzam, pisze o pierdzeniu w stolek, gdy mamy
                  > wyksztalcenie, praca puka do drzwi, a dzieci mozna poslac do przedszkola.

                  Brak spójności i jakiejkolwiek logiki. Jak pisałaś nie masz dzieci(ja zresztą
                  też),ale chyba masz jakichś znajomych mających dzieci w wieku
                  przedszkolnym.Więc pisanie o "pierdzeniu w stołek" nie dość ,że wulgarne to nie
                  ma nic wspólnego z prawdą.A moze są ludzie którzy nie ufają "takim zbiorowym
                  miejscom wychowania".W okresie międzywojennym sporo dzieci znanych ludzi
                  (pisarze , artyści) nie chodziło do szkół bo rodzice twierdzili,ze wolą sami
                  ich uczyć ,albo zatrudniać korepetytorów gdyż takie miejsca niszczą osobowość
                  dziecka.A Ty tu wysyłasz dzieci do przedszkola.Moja koleżanka wciąż przesiaduje
                  na zwolnieniach bo posłała dziecko do przedszkola i różne choroby
                  poprzynosiło.zatem hola,hola z tym wysyłaniem wszystkich dziatek do
                  przedszkól .

                  • rose2 Re: Lolyta - do Rose 26.06.03, 16:44
                    Jesli dziecko jest podatne na choroby mozna zatrudnic nianie. Jesli jest okazja
                    dobrej pracy, to nie widze problemu. Zbyt bardzo zaslaniaja sie niektorzy
                    dziecmi. Moja mama jest niania. Kobieta, po roku macierzynskiego, wrocila do
                    pracy, wolala nianie niz zlobek, a wiec ma nianie. W czym problem? Ma prace,
                    dobra, dziecko ma super nianie :o))) Oboje pracuja jak cos sie jednemu z nich
                    stanie (odpukac!!!) to drugie bez problemu utrzyma rodzine, czy to zle. Kobieta
                    moglaby dalej byc w domu, ale po kilku latach moglaby sie zasiedziec w domu
                    wypasc z "biznesu", nie chciala zaczynac od zera. Cel matka, cel praca,
                    priorytety, czy uwazasz, ze jest zla matka?
                    Nie mam dzieci ale bede je wkrotce miala, mam taka nadzieje i nie zrezygnuje z
                    pracy na nascie lat. Bo to nie jest wybor to jest rezygnacja.
                    • aremo Re: Lolyta - do Rose 26.06.03, 17:06
                      Może słowa klucze w tej Twojej wypowiedzi to :dobra praca.I właśnie może o to
                      chodzi. Dla niektórych dobra to dobrze płatna, dla innych ciekawa.I każdy będąc
                      na studiach myśli ,ze będzie miał dobrą pracę,a często okazuje sie ,że jeśli
                      nawet zarabia sie niezle to atmosfera jest nie do zniesienia(to chyba częste w
                      recesji).Rzadko komu zdarza sie sytuacja ,ze praca zaspokaja wszystkie jego
                      potrzeby .Znam wielu ludzi po studiach którzy wykonują nudne, biurowe
                      zajęcia:( Jeśli ktoś ma połowę i tak niskiej pensji dać na niańkę to jaki w tym
                      sens.Nie lepiej poświęcić ten czas swojemu dziecku i nie oddawać pod opiekę
                      obcej osoby. O tak sobie napisałam trochę w próżnię , bo Ty i tak masz swoją,
                      jedynie słuszną wizję świata i chyba nie zauważasz,że są różni ludzie .Co
                      więcej wydaje mi się ,że brak Ci życiowego doświadczenia i krytycznego
                      spojrzenia na pewne sprawy(otwartego umysłu, samodzielnosci myślenia) co każe
                      Ci np. powielać statystyki o niskim odsetku ludzi z wyższym wykształceniem bez
                      pracy-te dane masz nieaktualne, i tak to jest z wiedzą , trzeba czasem
                      weryfikować ją:))
                • Gość: lolyta Re: Lolyta - do Rose IP: *.bct.bellsouth.net 26.06.03, 18:00
                  rose2 napisała:

                  > Nie czytasz uwaznie. Powtarzam, pisze o pierdzeniu w stolek, gdy mamy
                  > wyksztalcenie, praca puka do drzwi, a dzieci mozna poslac do przedszkola.
                  >

                  Czytam uwaznie i stwierdzam ze nie masz pojecia o czym piszesz. Pierdzenie w
                  stolek to popularna nazwa na prace w rodzaju biurwy odwalajacej dupogodziny
                  (nie chce nikogo urazic). Wychowanie dziecka to pierdzenie w stolek, hmmm... no
                  wlasnie, naprawde nie masz bladego pojecia o czym piszesz. Proponuje popracowac
                  po kilka lat w charakterze "normalnie zatrudnionej" osoby, potem kilka lat jako
                  mamusia. A potem wydawac tego typu sady, bo na razie one sa po prostu smieszne.

                  I jeszcze raz: znasz kobiety, ktore maja wyrosniete dzieci, praca im PUKA DO
                  DRZWI a one wola nic nie robic?

                  A co, jesli taka osoba po studiach wygrala milion, zrobila przypadkiem fortune
                  na gieldzie, odziedziczyla zamek, opatentowala cos genialnego, bogato sie
                  ozenila/wyszla za maz, no slowem znalazla sie w sytuacji takiej, ze nic nie
                  musi robic do konca zycia? Czy jesli praca bedzie pukac do jej drzwi, a ona sie
                  na to wypnie, dajac mozliwosc podjecia tej pracy komu innemu, to tez twoim
                  zdaniem jest to takie karygodne? Dlaczego nie dajesz ludziom zyc ich wlasnym
                  zyciem?
    • anahella Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 11:53
      dorotka1970 napisała:

      > A co ze studiami "3 wieku"? Czy te babcie, ktore wreszcie maja czas na
      > studiowanie i gimnastykowanie umyslu robia cos niemorlanego i spolecznie
      > szkodliwego?

      Chwila mament, jakie babcie:) Moja kolezanka (po 50-tce)
      niedlugo idzie na emeryture i ze strachem mysli o
      siedzeniu w domu wiec wymyslila sobie ze bedzie studiowac.
      Uwazam, ze to super, bo nie bedzie typowa, wiecznie na
      wszsytko narzekajaca emerytka.
      • dorotka1970 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 11:57
        anahella napisała:

        > dorotka1970 napisała:
        >
        > > A co ze studiami "3 wieku"? Czy te babcie, ktore wreszcie maja czas na
        > > studiowanie i gimnastykowanie umyslu robia cos niemorlanego i spolecznie
        > > szkodliwego?
        >
        > Chwila mament, jakie babcie:) Moja kolezanka (po 50-tce)
        > niedlugo idzie na emeryture i ze strachem mysli o
        > siedzeniu w domu wiec wymyslila sobie ze bedzie studiowac.
        > Uwazam, ze to super, bo nie bedzie typowa, wiecznie na
        > wszsytko narzekajaca emerytka.
        >

        Babcia mozna byc i w wieku 40 lat :-))

        Pozdrawiam i gratuluje kolezance wyboru,
        Dorotka
        • rose2 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 12:01
          Ja rowniez gratuluje wyboru, no i jeszcze zaznacze, ze na pewno ta pani za
          swoje studia placi.
          • dorotka1970 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 12:03
            rose2 napisała:

            > Ja rowniez gratuluje wyboru, no i jeszcze zaznacze, ze na pewno ta pani za
            > swoje studia placi.

            A ty zaplacilas za moje?

            --------
            Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
            • rose2 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 12:27
              Ja nie bo jestem za mloda ale moi rodzice owszem.
              • dorotka1970 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 13:35
                rose2 napisała:

                > Ja nie bo jestem za mloda ale moi rodzice owszem.


                Moi rodzice tez pracowali i pracuja (pomimo, ze mama jest juz na emeryturze).
                To twoi zaplacili czy moi?
                Poza tym pracowalam od 16 roku zycia, bo w domu sie nigdy nie przelewalo. To
                zasluzylam juz na te studia czy nie?

                --------
                Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
                • rose2 Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 13:40
                  Odwracasz kota ogonem, piszesz czy zasluzylas czy nie?
                  Pewnie, ze zasluzylas. Tylko obierajac marchewke ani ty ani nikt inny z tego
                  nie skorzysta. No tak dzieci, ale jakos dalej nie widze zwiazku, pomiedzy
                  studiowaniem ekonomii i wychowaniem dzieci.
    • niedzwiedziczka Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk 26.06.03, 11:53
      Widzisz rose, ja uczę studentów. I wiesz jaki jest mój
      główny cel? Rozruszać ich mózgi i nauczyć ich z nich
      korzystać. Wkuć na blachę książkę telefoniczną byle
      głupek potrafi. Myśleć dedukcyjnie i umieć powiązać ze
      sobą różne informacje już nie każdy.
      Jeśli kobieta studiuje, czyli uczy się SZUKAĆ WIEDZY (bo
      to właśnie znaczy słowo studiować) ta umiejętność zostaje
      je na całe życie.
      Jak myślisz, czy Twoja znajoma, która studiowała
      ekonomię, nie wykorzystuje nabytej wiedzy przy układaniu
      budżetu domowego i zarządzaniu oszczędnościami? Zastanów
      się czasem, zanim coś napiszesz.
      • rose2 Re: KAWAL ROKU 26.06.03, 11:57
        - Studia ekonomiczne sa potrzebne do planowania budzetu domowego -

        Kurcze musze sie powaznie zastanowic nad podjeciem studiow w tym kierunku, bo
        inaczej zbankrutuje.

        I ty naprawde uczysz? Taka wiedze przekazujesz studentom?
        • dorotka1970 Re: KAWAL ROKU 26.06.03, 12:02
          rose2 napisała:

          > - Studia ekonomiczne sa potrzebne do planowania budzetu domowego -
          > Kurcze musze sie powaznie zastanowic nad podjeciem studiow w tym kierunku,
          bo inaczej zbankrutuje.
          > I ty naprawde uczysz? Taka wiedze przekazujesz studentom?

          A moze lepiej powaznie sie zastanow, nad soba...
          Moze szkoda, ze na studiach nie ma kierunku "tolerancja". A moze to wina
          twoich rodzicow, a moze nauczycieli, a moze ksiedza, a moze kogos jeszcze?
          Ale nie wszystko stracone,

          ***CZLOWIEK SIE UCZY PRZEZ CALE ZYCIE***

          --------
          Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
          • rose2 Re: KAWAL ROKU 26.06.03, 12:10
            Twoim problemem jest to ze chcesz byc wolna, ale komunizm nadal w Tobie tkwi po
            czubek glowy.
            Bycie wolnym, styl komunistyczny: robie studia (za darmo) i potem obieram
            marchewke. Moj wybor
            • dorotka1970 Re: KAWAL ROKU 26.06.03, 13:40
              rose2 napisała:

              > Twoim problemem jest to ze chcesz byc wolna, ale komunizm nadal w Tobie tkwi
              po
              >
              > czubek glowy.
              > Bycie wolnym, styl komunistyczny: robie studia (za darmo) i potem obieram
              > marchewke. Moj wybor
              >
              Twoim problemem jest to, ze nie wiedzac nawet co robia przypinasz mi
              etykietka, bo ci pasuje do ideologii.
              Przepracowalam jak dotad 16 lat. Pytam ponownie - czy tyle lat placenia
              podatkow cie satysfakcjonuje? Nie wliczajac juz moich rodzicow.

              Nie chodzi o to, ze ja wybralam marchewke. Chodzi o to, ze nie widze w tym nic
              zlego.

              BTW, czy ty tak wszystko przeliczasz na pieniadze, w dodatku nie swoje?

              --------
              Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
              • rose2 Re: KAWAL ROKU 26.06.03, 13:43
                BTW, szesnascie lat toza malo dla Ciebie aby miec dobra emeryture. Mnie to nie
                interesuje. Przepracowalas 16scie lat, czyli nie obieralas marchewki. A wiec
                rybki czy akwarium?
        • aguszak Dla Twojej wiadomości Rose 26.06.03, 12:04
          rose2 napisała:

          > - Studia ekonomiczne sa potrzebne do planowania budzetu domowego -
          >
          > Kurcze musze sie powaznie zastanowic nad podjeciem studiow w tym kierunku, bo
          > inaczej zbankrutuje.
          >
          > I ty naprawde uczysz? Taka wiedze przekazujesz studentom?

          Chciałabym, żeby chociaż raz w mojej "karierze" na studiach przytrafił mi się
          taki wykładowaca, jak niedźwiedziczka...
          • niedzwiedziczka Re: Dla Twojej wiadomości Rose 26.06.03, 12:16
            aguszak napisała:


            > Chciałabym, żeby chociaż raz w mojej "karierze" na
            studiach przytrafił mi się
            > taki wykładowaca, jak niedźwiedziczka...
            >

            Dzięki, aguszak :)
    • anahella Do Rose: 26.06.03, 12:03
      Przeczytalam caly watek z zainteresowaniem i musze
      przyznac, ze Twoj poglad jest bardzo jednostronny. Jezeli
      kobieta studiuje 5 lat, a potem 3 lata siedzi w domu i nie
      zamierza opuscic tego swiata po 3 latach to predzej czy
      pozniej odda spoleczenstwu pieniadze, za ktore sie
      ksztalcila. Poza tym dzis wiele osob ksztalci sie nie za
      pieniadze podatnika tylko swoje wlasne. Nie pamietam
      gdzie, ale czytalam statystyki, z ktorych wynika, ze przez
      ostatnie kilka lat wzrosla liczba studentow placacych za
      swoje studia. To jest zwiazane z rosnaca liczba szkol
      prywatnych i pauperyzacja spoleczenstwa (mlodziez musi
      pracowac i pomagac finansowo rodzicom, a wtedy moze
      studioac tylko zaocznie lub wieczorowo).

      Co do straty czasu: Im wczesniej przerwiesz nauke tym
      gorzej. 20-latka inaczej chlonie wiedze niz 25-latka.
      Zatem studia w wieku 20-25 lat sa wykorzystaniem
      chlonnosci umyslu. Rozumiem, ze przerwa na wychowanie
      dzieci to utrudnienie w karierze, ale jakos kobiety sobie
      radza i to jest dobre rokowanie dla przyszlych pokolen, bo
      corki beda uczyly sie zaradnosci od matek.
      • aguszak Re: Do Rose: 26.06.03, 12:06
        anahella napisała:

        > To jest zwiazane z rosnaca liczba szkol
        > prywatnych i pauperyzacja spoleczenstwa (mlodziez musi
        > pracowac i pomagac finansowo rodzicom, a wtedy moze
        > studioac tylko zaocznie lub wieczorowo).

        Ładna mi pauperyzacja - owszem trzeba płacić za sowje studia zaoczne i
        wieczorowe, ale wcale nie są to szkoły dla "ubogich"...
        • anahella Re: Do Rose: 26.06.03, 17:52
          aguszak napisała:

          > Ładna mi pauperyzacja - owszem trzeba płacić za sowje studia zaoczne i
          > wieczorowe, ale wcale nie są to szkoły dla "ubogich"...

          No fakt, pozornie to jest nielogiczne ale spojrz na to
          tak: ktos mieszka w malej miejscowosci. Zdaje na studia w
          Warszawie. Rodzice nie radza sobie ze wszsytkimi oplatami
          (adademik itp), wiec mlody czlowiek idzie do pracy zeby
          zarobic na swoje studia i zycie w miescie.
      • rose2 Re: Do Rose: 26.06.03, 12:25
        Jesli, stac nas na to aby studiowac i placic w ramach hobby to musze przyznac,
        ze Polska to bardzo bogaty kraj. Tacy jestesmy wyksztalceni a jednak w tyle.
        Zdazamy do sedna sprawy. Mowimy o marnotrawienu szansy jaka byla nam dana,
        wyksztalcic sie nieodplatnie i miec szanse na lepsze zycie (no i placenie
        podatkow). Iscie komunistyczna ideologia, wiedza dla biednych itp. Wspaniale
        podoba mi sie bardzo, ale co sie stanie gdy wlasnie taki ktos - biedny czy
        bogaty bo nieodplatnosc jest dla wszystkich- spocznie na laurach. Cala ta idea
        legnie w gruzach, bo panstwo nie ma zadnego zysku z inwestycji. Ideal - studia
        a potem bezrobotne, zasilki na dzieci...Ale czy to prowadzi do polepszenia
        naszego zycia, czy tylko sprawia, ze czujemy sie lepiej bo mamy dyplom, na
        ktorym zebrala sie warstwa kurzu.
        Jesli jest tak fajnie i wszystkich stac na placenie za studia to dlaczego
        wszyscy ciagle narzekaja?
        • Gość: lolyta Re: Do Rose: IP: *.bct.bellsouth.net 26.06.03, 15:04
          rose2 napisała:

          > Jesli, stac nas na to aby studiowac i placic w ramach hobby to musze
          przyznac,
          > ze Polska to bardzo bogaty kraj. Tacy jestesmy wyksztalceni a jednak w tyle.
          > Zdazamy do sedna sprawy. Mowimy o marnotrawienu szansy jaka byla nam dana,
          > wyksztalcic sie nieodplatnie i miec szanse na lepsze zycie (no i placenie
          > podatkow). Iscie komunistyczna ideologia, wiedza dla biednych itp. Wspaniale
          > podoba mi sie bardzo, ale co sie stanie gdy wlasnie taki ktos - biedny czy
          > bogaty bo nieodplatnosc jest dla wszystkich- spocznie na laurach. Cala ta
          idea
          > legnie w gruzach, bo panstwo nie ma zadnego zysku z inwestycji. Ideal -
          studia
          > a potem bezrobotne, zasilki na dzieci...Ale czy to prowadzi do polepszenia
          > naszego zycia, czy tylko sprawia, ze czujemy sie lepiej bo mamy dyplom, na
          > ktorym zebrala sie warstwa kurzu.

          O rany, Rose, czy znasz chociaz jedna wyksztalcona matke, ktora jest na
          bezrobociu i bierze zasilek Z WYBORU?????????

          A co do tego, ze wyksztalcenie legnie w gruzach - Twoim zdaniem - akurat "przy
          marchewce".
          Wielu ludzi nie pracuje w zawodzie zwiazanym z kierunkiem ktory studiowalo, bo
          zmieniaja sie potrzeby w gospodarce wiec ich dyplomy i tak sie kurza - to raz.
          To, co pogardliwie okreslasz "siedzeniem przy marchewce" to tak naprawde
          zajecie wymagajace wiekszego ruszania mozgiem i zaangazowania niz bycie np.
          sekretarka - to dwa.
          Wiesz, jaka jest roznica miedzy np. wpisywaniem kilkanascie razy dziennie tych
          samych loginow i hasel a zmienianiem kilkanascie razy dziennie pieluchy? Taka,
          ze niezaleznie od tego, czy ja ten login (czy wyslany raport o tym ile razy
          bylam danego dnia w kiblu za pieniadze pracodawcy) wpisze danego dnia raz czy
          tysiac razy nic sie nie zmieni - ani dobrobyt panstwa nie wzrosnie, ani nikt
          nie zmadrzeje, ani zaden projekt sie do przodu nie posunie.
          Ale juz kazda zmieniona pielucha to maly kroczek malego czlowieczka na drodze
          do doroslosci, to efekt tego, ze najadl sie ta marchewka, troszeczke urosl,
          ktos z tej marchewki cos mial.
          Wiec nie rozumiem, dlaczego akurat marchewka sie u ciebie spotyka z taka
          pogarda w przeciwienstwie do jakijkolwiek pracy. W ogole, tak naprawde, nie
          rozumiem, o co Ci chodzi bo troche sobie przeczysz w roznych postach: ze ktos
          (kobieta) nie pracuje w wyuczonym zawodzie wiec pieniadze podatnikow na studia
          poszly do smieci, czy ze ktos wybral siedzenie w domu wiec piebiadze zas tudia
          poszly do smieci? bo widze ze ten pierwszy przypadek usprawiedliwiasz (sama u
          siebiue dopuszczasz mysl, ze jesli koniunktura sie zmieni to sie
          przekwalifikujesz) a tego drugiego nie. Dlaczego?
          • rose2 Re: Do Rose: 26.06.03, 16:20

            > O rany, Rose, czy znasz chociaz jedna wyksztalcona matke, ktora jest na
            > bezrobociu i bierze zasilek Z WYBORU?????????

            NO to jak dyskutujemy o wyborach czy koniecznosci, jak o wyborach to zakladam,
            ze praca jest. Jak jej nie ma to nie masz wyboru!!!
            >
            > A co do tego, ze wyksztalcenie legnie w gruzach - Twoim zdaniem -
            akurat "przy
            > marchewce".
            > Wielu ludzi nie pracuje w zawodzie zwiazanym z kierunkiem ktory studiowalo,
            bo
            > zmieniaja sie potrzeby w gospodarce wiec ich dyplomy i tak sie kurza - to raz.
            > To, co pogardliwie okreslasz "siedzeniem przy marchewce" to tak naprawde
            > zajecie wymagajace wiekszego ruszania mozgiem i zaangazowania niz bycie np.
            > sekretarka - to dwa.
            JEZUUUU! Ja pisze o rybce a wy o akwarium! Marchewka, bezrobocie!!!!!!!!!!!

            > Wiesz, jaka jest roznica miedzy np. wpisywaniem kilkanascie razy dziennie
            tych
            > samych loginow i hasel a zmienianiem kilkanascie razy dziennie pieluchy?
            Taka,
            > ze niezaleznie od tego, czy ja ten login (czy wyslany raport o tym ile razy
            > bylam danego dnia w kiblu za pieniadze pracodawcy) wpisze danego dnia raz
            czy
            > tysiac razy nic sie nie zmieni - ani dobrobyt panstwa nie wzrosnie, ani nikt
            > nie zmadrzeje, ani zaden projekt sie do przodu nie posunie.

            Przepraszam ale sie pogubilam, dlaczego tak motacie!

            > Ale juz kazda zmieniona pielucha to maly kroczek malego czlowieczka na drodze
            > do doroslosci, to efekt tego, ze najadl sie ta marchewka, troszeczke urosl,
            > ktos z tej marchewki cos mial.

            No i do tega sa potrzebne studia np ekonomia

            > Wiec nie rozumiem, dlaczego akurat marchewka sie u ciebie spotyka z taka
            > pogarda w przeciwienstwie do jakijkolwiek pracy.

            To nie pogarda, tylko zajecie stanowiska w dyskusji. A mianowicie studia nie sa
            potrzebne kobiecie/mezczyznie, ktora pastanawiac spedzic zycie wychowujac
            dzieci. Jesli ja stac i robi to dla hobby to tak.


            >W ogole, tak naprawde, nie
            > rozumiem, o co Ci chodzi bo troche sobie przeczysz w roznych postach: ze ktos
            > (kobieta) nie pracuje w wyuczonym zawodzie wiec pieniadze podatnikow na
            studia

            NIE PRACUJE WOGOLE!!!!

            > poszly do smieci, czy ze ktos wybral siedzenie w domu wiec piebiadze zas
            tudia
            > poszly do smieci? bo widze ze ten pierwszy przypadek usprawiedliwiasz (sama u
            > siebiue dopuszczasz mysl, ze jesli koniunktura sie zmieni to sie
            > przekwalifikujesz) a tego drugiego nie. Dlaczego?
            NIe dopuszczeam bezrobocia z wlasnego wyboru po ukonczeniu studiow, gdy praca
            jest w zawodzie lub nie, czesto zaslaniajac sie priorytetami, w tym wypadku
            dzieci.
            • Gość: lolyta Re: Do Rose: IP: *.bct.bellsouth.net 26.06.03, 18:13
              Rose, jeszcze raz, duzymi literami zebys pojela pytanie:

              JAKA JEST ROZNICA MIEDZY OSOBA KTOREJ DYPLOM SIE KURZY BO NIE PRACUJE W
              ZAWODZIE A OSOBA KTOREJ DYPLOM SIE KURZY BO ZAJMUJE SIE DOMEM?

              Bo jesli chodzi o zmarnowane pieniadze podatnikow na te studia - a kladziesz na
              to dosc duzy nacisk - to ja nie widze zadnej roznicy.
        • anahella Re: Do Rose: 26.06.03, 17:54
          rose2 napisała:

          > Jesli jest tak fajnie i wszystkich stac na placenie za studia to dlaczego
          > wszyscy ciagle narzekaja?

          No wlansie nie wszystkich stac i dlatego jest problem.
          Moim zdaniem na studia powinno sie studentom przyznawac
          nisko oprocentowane kredyty z poczatkiem splaty po 4-6
          latach w zaleznosci od dlugosci studiow i z mozliwoscia
          umorzenia czesci w przypadku pozostania na uczelni po
          zrobieniu magistra.
    • niedzwiedziczka Rose 26.06.03, 12:25
      Skończyłam studia chemiczne, potem ekonomiczne. Pracuję w
      działce nauki, która z ekonomią ma niewiele wspólnego. To
      w koncu zmarnowałam te drugie studia czy nie.
      Dodam, że pierwsze były bezpłatne, a drugie płatne. A
      gdybym pracowała w zawodzie związanym z drugim
      fakultetem, to zmarnowałabym pierwszy?
      Rose ile Ty masz lat, bo o życiu wiesz baaardzo mało.
      Nie jestem przekonana, że kobiety idące na studia z góry
      zakładają, że będą siedzieć w domu. Po prostu życie
      powoduje, że dokonuje się różnych wyborów. A co z
      mężczyznami, którzy nie pracują w wyuczonym zawodzie? Oni
      mają prawo "marnować" pieniądze podatników?
      • rose2 Re: Rose 26.06.03, 12:37
        Autorka tego watku zadala pytanie czy mam prawo do studiowania a potem
        obierania marchewki. Zgodzisz sie?
        A wiec jesli autorka watku zdobyla swa edukacje nieodplatnie i nie pracuje i
        nie zamierza (niekoniecznie w zawodzie) to wbila nam wszystkim kolejny gwozdz
        do trumny, korzystajac z naszego niestety kulejacego systemu.
        Jesli autorka tego watku zaplacila za studia i nie pracuje - nadszarpnela swoj
        budzet i wybrala to co chciala, jestem zaaaa.
        Interesuje mnie wiele rzeczy ale nie czuje potrzeby studiowania fotografii
        przykladowo, czytam w tym temacie wiele, praktykuje - to moje hobby.
        Na mnie naprawde nie robi zadnego wrazenia, ktos z 5cioma fakultetami. Bo
        najwieksza sztuka jest w jakis sposob to wykorzystac, dla pracy, dla hobby, czy
        pieniedzy.
        • dorotka1970 Re: Rose 26.06.03, 13:52
          rose2 napisała:

          > Autorka tego watku zadala pytanie czy mam prawo do studiowania a potem
          > obierania marchewki. Zgodzisz sie?
          Moze przeczytaj jeszcze raz pierwsza wypowiedz autorki watku, bo juz sama nie
          pamietasz jak postawione byly pytania.

          > A wiec jesli autorka watku zdobyla swa edukacje nieodplatnie i nie pracuje i
          > nie zamierza (niekoniecznie w zawodzie) to wbila nam wszystkim kolejny
          gwozdz
          > do trumny, korzystajac z naszego niestety kulejacego systemu.
          > Jesli autorka tego watku zaplacila za studia i nie pracuje - nadszarpnela
          swoj
          > budzet i wybrala to co chciala, jestem zaaaa.
          Autorka watku nie pytala, czy jej wolno studiowac. Autorka watku pytala CZY
          KOBIETA W KAZDYM MOMENCIE SWOJEGO ZYCIA MA PRAWO DOKONAC WYBORU zaleznie od
          sytuacji, checi i aktualnego swiatopogladu. Tylko krowa nie zmienia zdania. I
          nie ma to nic wspolnego z sytuacja autorki watku.

          > Interesuje mnie wiele rzeczy ale nie czuje potrzeby studiowania fotografii
          > przykladowo, czytam w tym temacie wiele, praktykuje - to moje hobby.
          > Na mnie naprawde nie robi zadnego wrazenia, ktos z 5cioma fakultetami. Bo
          > najwieksza sztuka jest w jakis sposob to wykorzystac, dla pracy, dla hobby,
          > czy pieniedzy.
          Nie chodzi o to, kto na tobie robi wrazenie. Nie chodzi o to, czy tu czujesz
          potrzebe studiowania fotografii. Chodzi o to, ze odmawiasz tak naprawde prawa
          kobietom to weryfikacji pogladow i podjetych zyciowych decyzji. To wszystko na
          ten temat.

          Dorota
          --------
          Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
      • dorotka1970 Re: Rose 26.06.03, 13:43
        niedzwiedziczka napisała:

        > Skończyłam studia chemiczne, potem ekonomiczne. Pracuję w
        > działce nauki, która z ekonomią ma niewiele wspólnego. To
        > w koncu zmarnowałam te drugie studia czy nie.
        > Dodam, że pierwsze były bezpłatne, a drugie płatne. A
        > gdybym pracowała w zawodzie związanym z drugim
        > fakultetem, to zmarnowałabym pierwszy?
        > Rose ile Ty masz lat, bo o życiu wiesz baaardzo mało.
        > Nie jestem przekonana, że kobiety idące na studia z góry
        > zakładają, że będą siedzieć w domu. Po prostu życie
        > powoduje, że dokonuje się różnych wyborów. A co z
        > mężczyznami, którzy nie pracują w wyuczonym zawodzie? Oni
        > mają prawo "marnować" pieniądze podatników?

        Niedzwiedziczko, wyjelas mi te slowa z ust.
        Niektorzy maja swiat czarno-bialy. Czasem zastanawiam sie, czy latwiej im z
        tym zyc czy trudniej?...

        Pozdrawiam,
        Dorotka
        --------
        Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
    • niedzwiedziczka W kwestii wychowania dzieci. 26.06.03, 12:43
      Rose, z twoich postów wynika, że nie masz dzieci.
      Wiesz, jaką ciężką pracą jest wychowanie dziecka?
      Nie mówię tu o praniu pieluszek, gotowaniu zupek,
      sprzątaniu, itd. itp.
      Mówię o kształtowaniu osobowości małego człowieczka, bo
      jeśli nie wiesz, charakter dziecka i jego nawyki
      zwyczajowe kształtują się w pierwszych trzech-pięciu
      latach jego życia. Jak myślisz, skąd się wzięły takie
      kierunki jak pedagogika przedszkolna, czy psychologia
      dziecięca?
      A mianowicie stąd, że przekazanie małemu człowiekowi
      podstawwej wiedzy na temat świata i reguł w nim
      panujących nie jest łatwą rzeczą. Wg Twojej teorii
      kobiety wychowujące dzieci winny mieć co najwyżej średnie
      wykształcenie. Skąd więc wymóg w przedszkolach, żeby
      personel posiadał wyższe, kierunkowe wykształcenie?
      (Wiem, bo moje dziecko właśnie idzie do przedszkola)
      Wykształcone mamy wychowujące dzieci odwalają ciężką
      pracę i są za to pogardzane i wyśmiewane jako "kury domowe".
      Ja osobiście podziwiam takie kobiety, które po ukonczeniu
      studiów zamiast robić karierę oddają się takiemu
      "uwłaczającemu" zajęciu, jak wychowywanie dzieci.
      • rose2 Re: W kwestii wychowania dzieci. 26.06.03, 12:50
        Widac, ze nie rozumiesz lub nie chcesz zrozumiec o co mi chodzi. Nie mam dzieci
        to prawda, ale nie dlatego, ze robie kariere, czy ich miec nie chce (tak na
        marginesie to nie twoja sprawa). Bede miec dzieci na pewno, ale nie mam zamiaru
        przerwac pracy na zawsze. Bede przez jakis czas w domu i mam nadzieje, ze juz
        wkrotce. Panie w przedszkolu maja wyksztalcenie w tym kierunku, bo zajmuja sie
        zazwyczaj grupka dzieci a nie jednym. Od niani nie wymaga sie takich
        kwalifikacji (moja mama jest niania i nie ma wyksztylcenia, chcesz teraz
        powiedziec ze sie nie nadaje).
        • aremo Re: W kwestii wychowania dzieci. 26.06.03, 13:12
          rose2 napisała:


          Panie w przedszkolu maja wyksztalcenie w tym kierunku, bo zajmuja sie
          > zazwyczaj grupka dzieci a nie jednym.

          No, argumnet zabawny.

          Od niani nie wymaga sie takich
          > kwalifikacji (moja mama jest niania i nie ma wyksztylcenia, chcesz teraz
          > powiedziec ze sie nie nadaje).

          Niektórzy jednak cenia takie nianie które mają przygotowanie , erudycję, bo
          wiedzą,że przy takiej dziecko sie rozwinie a nie tylko będzie czyste i
          zadbane .Nie wszyscy zwracają na to uwagę, ale sporo rodzin(np na Zachodzie)
          lepiej płaci osobie wykształconej.
          • rose2 Re: W kwestii wychowania dzieci. 26.06.03, 13:35
            A gdzie to na tym zachodzie ludzie z wyzszym wyksztalceniem zatrudniaja sie
            jako nianie ????????????????????????? Masz na mysli Polke po studiach nianczaca
            dzieci u niemca czy anglika?
            Przedszkole jak sama nazwa mowi to pewien stopien edukacji. Czesto mozna
            zauwazyc, w zerowce, ze dzieciom z przedszkola lepiej idzie. Nie dlatego, ze sa
            bardziej inteligentne ale wlasnie ze nabyly pewnych umiejetnosci. Przykladowo
            we Francji :o)) dzieci MUSZA chodzic do przedszkola i zaczynaja w wieku lat 3 -
            wprawdzie tylko na kilka godzin dziennie ale musza!
            Moze moj argument byl lekko nietrafiony, ale argument byl rowniez mylacy.
            Rozumujac tym tokiem - powinno sie odbierac dzieci ludziom bez wyzszego
            wyksztalcenia, bo nie sa wstanie zapewnic dziecku odpowiedniego poziomu
            intelektualnego :o)))
            Zastanawiam sie skad te kompleksy.
            • niedzwiedziczka Re: W kwestii wychowania dzieci. 26.06.03, 13:47
              A to mi się wcale nie podoba, że dzieci muszą chodzić do
              przedszkola. To już człowiek nie ma wpływu na wychowanie
              własnych dzieci? Przymus edukacyjny od 3-ciego roku życia?
              Obycie z innymi dziećmi można zdobyć w inny sposób, np.
              przez wizyty u "dzieciatych" przyjaciółek. Coraz mniej mi
              się ta Francja podoba (po gadkach Chiraca na temat Polski
              i jej suwerennych decyzji w sprawach międzynarodowych
              jeszcze mniej).
            • aremo Re: W kwestii wychowania dzieci. 26.06.03, 14:13
              rose2 napisała:

              > A gdzie to na tym zachodzie ludzie z wyzszym wyksztalceniem zatrudniaja sie
              > jako nianie ????????????????????????? Masz na mysli Polke po studiach
              nianczaca
              >
              > dzieci u niemca czy anglika?

              Tak, to miałam na myśli. Mając do wyboru studentkę lub dziewczynę po szkole
              średniej bez większych ambicji wybiorą studentkę choć może czasem trzeba i
              więcej zapłacić. A jakie znaczenie ma narodowość? Dlaczego takie dziwne jest ro
              że Polka pracuje niańcząc dziecko Niemców czy Anglików. Nie mam takich
              doświadczeń ,ale dziwi mnie Twoja postawa(i nie tylko w tej kwestii, bo postawa
              w całym wątku to mnie wręcz zszokowała:)
              • rose2 Re: W kwestii wychowania dzieci. 26.06.03, 14:25
                Dlaczego? Bo Niemiec czy Anglik czy Amerykanin z wyzszym wyksztalceniem pracuje
                w firmie lub ma swoja firme. Zajecie niani, to praca zdominowana przez au pair,
                panie na emeryturze, emigrantki, kobiety bezrobotne bez konkretnego zawodu (a
                wiec raczej nie po studiach).
                A co tak bardzo jest szokujace? Uwazam, ze osoba niepracujaca, gdy pracy nie
                brakuje szkodzi przedewszystkim sobie jak rowniez w pewnym sensie
                spoleczenstwu, bo przeciez nie zyjemy na bezludnych wyspach.
                • dorotka1970 Re: W kwestii wychowania dzieci. 26.06.03, 14:33
                  rose2 napisała:

                  > Uwazam, ze osoba niepracujaca, gdy pracy nie
                  > brakuje szkodzi przedewszystkim sobie jak rowniez w pewnym sensie
                  > spoleczenstwu, bo przeciez nie zyjemy na bezludnych wyspach.
                  >
                  Ale my tu nie mowimy o osobach, ktore leza do gory brzuchem i nic nie robia.
                  Wychowywanie dzieci to tez praca, tylko z reguly kiepsko platna.

                  --------
                  Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
                • aremo Re: W kwestii wychowania dzieci. 26.06.03, 14:41
                  rose2 napisała:

                  > > A co tak bardzo jest szokujace? Uwazam, ze osoba niepracujaca, gdy pracy
                  nie
                  > brakuje szkodzi przedewszystkim sobie jak rowniez w pewnym sensie
                  > spoleczenstwu, bo przeciez nie zyjemy na bezludnych wyspach.


                  Podaj definicję osoby niepracującej.
                • aremo Re: W kwestii wychowania dzieci. 26.06.03, 14:48
                  rose2 napisała:

                  > Dlaczego? Bo Niemiec czy Anglik czy Amerykanin z wyzszym wyksztalceniem
                  pracuje
                  >
                  > w firmie lub ma swoja firme.

                  To jasne,ale dlaczego cenią jako niańki osoby z wyższym
                  wykształceniem.Napisałaś ,że to bez znaczenia,że nikt nie zwraca uwagi na
                  wykształcenie niańki.A odbieganie od tematu i pisanie o różnicach niewątpliwych
                  w rozwoju gospodarczym co ma do wątku?
            • Gość: lolyta Re: W kwestii wychowania dzieci. IP: *.bct.bellsouth.net 26.06.03, 15:28
              rose2 napisała:

              > A gdzie to na tym zachodzie ludzie z wyzszym wyksztalceniem zatrudniaja sie
              > jako nianie ????????????????????????? Masz na mysli Polke po studiach
              nianczaca
              >
              > dzieci u niemca czy anglika?

              Rose, znam dwie dziewczyny - po studiach, nauczycielki angielskiego, ktore
              wlasnie pracowaly na zachodzie jako nianki bo rodzice chcieli miec nianke z
              wyksztalceniem ktora nauczy dziecko podstaw obcego jezyka.
              Malo tego, znam Amerykanke ktora w ten sposob pracowala w Polsce.
        • Gość: lolyta Re: W kwestii wychowania dzieci. IP: *.bct.bellsouth.net 26.06.03, 15:21
          rose2 napisała:

          Bede miec dzieci na pewno, ale nie mam zamiaru
          >
          > przerwac pracy na zawsze. Bede przez jakis czas w domu i mam nadzieje, ze juz
          > wkrotce.

          Brdzo pieknie, ale to nie bedzie tylko Twoj wybor, to bedzie rowniez kwestia
          rynku pracy w momencie w ktorym zechcesz do pracy wrocic, a moze sie ta
          kwestia, uwazasz, nie ukladac po twojej mysli.

          Coz, Rose, zadedykuje Ci pewne powiedzonko: Chcesz rozsmieszyc Boga? Powiedz
          Mu, jakie masz plany.

          Koncze bo musze poskrobac troche marchewki. Pa pa.
    • snow.white Przyznam sie... 26.06.03, 14:10
      ...ze nie czytalam wszystkich odpowiedzi,ale chcialam tylko napisac o mojej
      kumpelce-zaszla w ciaze w klasie maturalnej,dostala sie na studia,ale wziela
      urlop od razu,bo we wrzesniu urodzila-czyli teoretycznie zajela komus
      miejsce,tak?i nie powinna studiowac,tylko prac pieluszki?
      po roku wrocila,teraz jest najlepsza na roku,a za dwa lata planuje drugi
      kierunek.

      Moze troche nie na temat,ale bardzo ja podziwiam i tylko tak chcialam to
      napisac...
      • rose2 Re: Przyznam sie... 26.06.03, 14:33
        wedlug niektorych powinna siedziec w domu i prac pieluchy, wychowywac (bo jak
        nie bedzie wychowywac sama tylko inni to wyrosnie z dziecika niewyksztalcony
        czlowiek, do tego minimum to 10 lat)
        • aguszak Ależ Ty wyciągasz zbyt radykalne wnioski, Rose! nt 26.06.03, 14:57
          rose2 napisała:

          > wedlug niektorych powinna siedziec w domu i prac pieluchy, wychowywac (bo jak
          > nie bedzie wychowywac sama tylko inni to wyrosnie z dziecika niewyksztalcony
          > czlowiek, do tego minimum to 10 lat)
        • Gość: lolyta Re: Przyznam sie... IP: *.bct.bellsouth.net 26.06.03, 18:19
          rose2 napisała:

          > wedlug niektorych powinna siedziec w domu i prac pieluchy, wychowywac (bo jak
          > nie bedzie wychowywac sama tylko inni to wyrosnie z dziecika niewyksztalcony
          > czlowiek, do tego minimum to 10 lat)

          A gdzie Ty zes znalazla taka teorie w tym watku????????
          Juz mi sie nie chce piaty raz powtarzac : czytaj uwaznie.
    • dorotka1970 Do Rose, ktora probuje mi wmowic... 26.06.03, 14:17
      rose2 napisała:

      > Autorka tego watku zadala pytanie czy mam prawo do studiowania a potem
      > obierania marchewki. Zgodzisz sie?
      Moze przeczytaj jeszcze raz pierwsza wypowiedz autorki watku, bo juz sama nie
      pamietasz jak postawione byly pytania.

      > A wiec jesli autorka watku zdobyla swa edukacje nieodplatnie i nie pracuje i
      > nie zamierza (niekoniecznie w zawodzie) to wbila nam wszystkim kolejny
      gwozdz
      > do trumny, korzystajac z naszego niestety kulejacego systemu.
      > Jesli autorka tego watku zaplacila za studia i nie pracuje - nadszarpnela
      swoj
      > budzet i wybrala to co chciala, jestem zaaaa.
      Autorka watku nie pytala, czy jej wolno studiowac. Autorka watku pytala CZY
      KOBIETA W KAZDYM MOMENCIE SWOJEGO ZYCIA MA PRAWO DOKONAC WYBORU zaleznie od
      sytuacji, checi i aktualnego swiatopogladu. Tylko krowa nie zmienia zdania. I
      nie ma to nic wspolnego z sytuacja autorki watku.

      > Interesuje mnie wiele rzeczy ale nie czuje potrzeby studiowania fotografii
      > przykladowo, czytam w tym temacie wiele, praktykuje - to moje hobby.
      > Na mnie naprawde nie robi zadnego wrazenia, ktos z 5cioma fakultetami. Bo
      > najwieksza sztuka jest w jakis sposob to wykorzystac, dla pracy, dla hobby,
      > czy pieniedzy.
      Nie chodzi o to, kto na tobie robi wrazenie. Nie chodzi o to, czy ty czujesz
      potrzebe studiowania fotografii. Chodzi o to, ze odmawiasz tak naprawde prawa
      kobietom to weryfikacji pogladow i podjetych zyciowych decyzji. To wszystko na
      ten temat.

      Dorota
      --------
      Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
      • rose2 Re: Do Rose, ktora probuje mi wmowic... 26.06.03, 14:40
        No tak nie napisalas jak dlugo ma to dziecko wychowywac, nie sprecyzowalas
        kiedy sie na to decyduje. Nie wiem co mialas na mysli, wiem co napisalas. Na
        tym polega dyskusja, czyz nie? A wiec jak to jest, studia-dziecko-starosc czy
        studia-dziecko-praca-starosc lub studia-praca-dziecko-praca-starosc, a moze
        dziecko-studia-praca-dzieco-praca. Dla mnie pierwsze odpada, a reszta jak kto
        woli.
        • dorotka1970 Re: Do Rose, ktora probuje mi wmowic... 26.06.03, 14:52
          rose2 napisała:

          > No tak nie napisalas jak dlugo ma to dziecko wychowywac, nie sprecyzowalas
          > kiedy sie na to decyduje. Nie wiem co mialas na mysli, wiem co napisalas.

          Wiec przeczytaj jeszcze raz - przekopiowalam ci fragment, zeby bylo wygodniej:
          "Chcialabym zapytac przede wszystkim, kto ma z gory zaplanowane cale zycie?
          Czy dziewczyna, ktora podejmuje studia w wieku 19 lat musi podpisac jakis
          cyrograf, ze jakby co, to tylko niania do dzieci, bo ona ma dlug spoleczny
          do splacenia za mozliwosc studiowania?"

          Z twoich postow wynika, ze ty wiesz dokladnie, co bedziesz robic i myslec za
          5, 10, 20 lat... Moim zdaniem to utopia.
          Nawet jesli rzeczywiscie masz jeden cel, bedziesz sie go trzymac i nigdy nie
          zmienia ci sie priorytety - to jeszcze nie oznacza, ze kazda z nas ma byc taka
          sama. Zapedzilas sie troche z tymi podatkami i materialnym podejsciem do
          korzysci ze studiow. A co do dlugu wobec spoleczenstwa, to sklada sie ono z
          jednostek i szczescie, spelnienie i zadowolenie jednostki jest tu jak
          najbardziej istotne (chyba, ze rzeczywiscie licza sie "masy" i "kolektyw" i
          wracamy do przeszlosci). Tak ja to pojmuje. Wychowywanie przez tak czy inaczej
          wyksztalcona, ale szczesliwa matke wartosciowego czlowieka moze przyniesc
          czasem wieksze korzysci temu spoleczenstwu niz sfrustrowana pani magister
          wypelniajaca druczki i polecenia szefa-idioty.
          Najwazniejszym aspektem mojej pierwszej wypowiedzi jest danie kobiecie WYBORU
          w kazdym momencie jej zycia.
          To wszystko.
          Czy to ci wyjasnilo powody powstania watku?

          Dorota
          --------
          Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
          • rose2 Re: Do Rose, ktora probuje mi wmowic... 26.06.03, 15:10
            Nie z moich postow wynika, ze nie bede siedziec w domu przez 10 lat lub wiecej,
            wychowujac dzieci bo uwazam, ze to zbyt dlugo. Uwazam, ze 19letnia dziewczyna
            zdaje sobie sprawe ze swojej plodnosci i ze w trakcie uprawiania seksu mozna
            zajsc w ciaze :o))) Ze ciaza to nie choroba nieuleczalna, ktora zmusza nas do
            siedzenia w domu az do starosci. Wynika, ze majac 19 lat wiedzialam, ze bede
            pracowac i bede miec dzieci.
            • dorotka1970 Re: Do Rose, ktora probuje mi wmowic... 26.06.03, 15:14
              rose2 napisała:

              > Nie z moich postow wynika, ze nie bede siedziec w domu przez 10 lat lub
              wiecej, wychowujac dzieci bo uwazam, ze to zbyt dlugo.
              ----> To znowu o TOBIE. A ja mowie o WSZYSTKICH kobietach...

              > Uwazam, ze 19letnia dziewczyna zdaje sobie sprawe ze swojej plodnosci i ze w
              trakcie uprawiania seksu mozna
              > zajsc w ciaze :o))) Ze ciaza to nie choroba nieuleczalna, ktora zmusza nas
              do
              > siedzenia w domu az do starosci.
              -----> Nikt tego nie twierdzi, ze to choroba i ze ktos te kobiety zmusza.
              Mowimy o WYBORZE...

              >Wynika, ze majac 19 lat wiedzialam, ze bede
              > pracowac i bede miec dzieci.
              -----> I znowu o tobie...

              Rzeczywiscie sie nie rozumiemy.

              Pozdrawiam,
              Dorotka
              --------
              Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
              • rose2 Re: Do Rose, ktora probuje mi wmowic... 26.06.03, 15:21
                To nie jest zaden wybor to rezygnacja. Wybor masz powiedzmy pomiedzy byciem
                asystentka czy telefonistka. Natomiast bycie matka to cel, jak rowniez praca i
                rozwoj. Ty mowisz o przedkaldaniu jednego celu nad drugi. Chyba, ze masz tylko
                jeden cel, wobec tego zamiast studiowac moglas uczestniczyc w zajeciach jako
                wolny sluchacz.
                • dorotka1970 Re: Do Rose, ktora probuje mi wmowic... 26.06.03, 15:29
                  rose2 napisała:

                  > To nie jest zaden wybor to rezygnacja. Wybor masz powiedzmy pomiedzy byciem
                  > asystentka czy telefonistka.
                  - do tego akurat studiow nie potrzeba... A rezygnacja z czegos tez jest
                  wyborem, tak gwoli scislosci.

                  Natomiast bycie matka to cel, jak rowniez praca i
                  > rozwoj. Ty mowisz o przedkaldaniu jednego celu nad drugi. Chyba, ze masz
                  tylko jeden cel, wobec tego zamiast studiowac moglas uczestniczyc w zajeciach
                  > jako wolny sluchacz.
                  Nie sadze, zeby byla na tym swiecie osoba, ktora ma TYLKO jeden cel w zyciu.
                  No chyba, ze ty :-)
                  Nie mowie o przedkladaniu jednego celu nad drugi, tylko o wyborze w pewnym
                  momencie zycia. Czy wiesz co to sa priorytety? Czy naprawde nie jestes w
                  stanie sobie wyobrazic, ze one sie zmieniaja w zaleznosci od sytuacji? To
                  chyba nigdy nie pracowalas...

                  --------
                  Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
                  • rose2 Re: Do Rose, ktora probuje mi wmowic... 26.06.03, 15:47
                    Ha owszem sa priorytety, ale nie ma czegos takiego jak priorytet 0 czyli
                    zupelna rezygnacja z celu. A wiec, masz jeden cel czy wiele, to jest zagadka.
                    Siedzenie w domu i wychowujac dzieci to jeden cel.
                    • dorotka1970 Re: Do Rose, ktora probuje mi wmowic... 26.06.03, 16:35
                      rose2 napisała:

                      > Ha owszem sa priorytety, ale nie ma czegos takiego jak priorytet 0 czyli
                      > zupelna rezygnacja z celu. A wiec, masz jeden cel czy wiele, to jest
                      zagadka.
                      > Siedzenie w domu i wychowujac dzieci to jeden cel.

                      Znow mnie nie zrozumialas, albo nie chcialas... Napisalam, ze priorytety
                      zmieniaja sie w zaleznosci od sytuacji. W twoim wypadku np. praca jest
                      priorytetem, ale nie masz dzieci i nie mozesz w 100% wykluczyc, ze dzieci
                      przesuna sie na plan pierwszy, gdy sie pojawia. A moze ty mozesz to
                      wykluczyc?...

                      --------
                      Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
                • aremo Re: Do Rose, ktora probuje mi wmowic... 26.06.03, 15:34
                  rose2 napisała:

                  > To nie jest zaden wybor to rezygnacja. Wybor masz powiedzmy pomiedzy byciem
                  > asystentka czy telefonistka. Natomiast bycie matka to cel, jak rowniez praca
                  i
                  > rozwoj. Ty mowisz o przedkaldaniu jednego celu nad drugi.

                  Idąc tropem Twojego rozumowania;)tez można powiedzieć ze przedkładsz jeden cel
                  nad drugi(deklarujesz ,że zostaniesz w domu z dzieckiem krótko i popędzisz do
                  pracy z powrotem )

                  Chyba, ze masz tylko
                  > jeden cel, wobec tego zamiast studiowac moglas uczestniczyc w zajeciach jako
                  > wolny sluchacz.

                  A jak ktoś ma cel porozmawiać sobie na egzaminie z wybitnym profesorem(a nie
                  tylko słuchać jego wykładów;))Moja koleżanka wybrała sie na studia do Wrocławia
                  z powodu Miodka:) Motasz sie juz straszliwie. Pozwól ludziom mieć własne cele i
                  realizować je we własny sposób.
                  • rose2 Re: Do Rose, ktora probuje mi wmowic... 26.06.03, 15:53
                    Ja sie nie motam. To po pierwsze.
                    Po drugie, nie przedkladam pracy nad dziecmi, raczej rownowaze. Nie rezygnuje z
                    jednej rzeczy na rzec drugiej.
                    Fajnie, ze w Polsce mozna traktowac studia jako hobby i do tego wybierac sobie
                    uczelnie ze wzgledu na profesorow, jak kolory sukienek. Dlaczego w zasadzie nie
                    studiowac do konca zycia, takie hobby studiowanie, raz to raz tamto. A moze tak
                    studiowanie za darmo w weekendy, a w tygoodniu wychowywanie dzieci, zasilek
                    placi panstwo, mieszkanie tez, jedzenie tez. Zyc nie umierac.
                    • aremo Re: Do Rose, ktora probuje mi wmowic... 26.06.03, 16:06
                      rose2 napisała:

                      > Fajnie, ze w Polsce mozna traktowac studia jako hobby i do tego wybierac
                      sobie
                      > uczelnie ze wzgledu na profesorow, jak kolory sukienek.

                      Jasne ,a dlaczego nie.Myślisz ,ze to nie ma znaczenia w szukaniu pracy(Ty
                      jesteś praktyczna więc wspominam Ci o tym) kto Cie uczył? Że o satysfakcji nie
                      wspominam.


                      Dlaczego w zasadzie nie
                      >
                      > studiowac do konca zycia, takie hobby studiowanie, raz to raz tamto. A moze
                      tak
                      >
                      > studiowanie za darmo w weekendy, a w tygoodniu wychowywanie dzieci, zasilek
                      > placi panstwo, mieszkanie tez, jedzenie tez. Zyc nie umierac.

                      Jeśli studiowanie w weekendy to studia zaoczne.Podaj przykład gdzie jakikolwiek
                      kierunek studiów zaocznych, wieczorowych jest bezpłatny. A dlaczego nie uczyć
                      się dalej? Ja cały czas sie uczę(języki to moja pasja, uczę sie teraz
                      hiszpańskiego choć wolałabym zrobić prawdziwą filologię iberyjską ,ale czas
                      nie pozwala bo pracuję), poza tym studia podyplomowe i jeszcze mi mało.
                      • rose2 Re: Do Rose, ktora probuje mi wmowic... 26.06.03, 16:59
                        aremo napisała:

                        > rose2 napisała:
                        >
                        > > Fajnie, ze w Polsce mozna traktowac studia jako hobby i do tego wybierac
                        > sobie
                        > > uczelnie ze wzgledu na profesorow, jak kolory sukienek.
                        >
                        > Jasne ,a dlaczego nie.Myślisz ,ze to nie ma znaczenia w szukaniu pracy(Ty
                        > jesteś praktyczna więc wspominam Ci o tym) kto Cie uczył? Że o satysfakcji
                        nie
                        >
                        > wspominam.

                        Mozna bo lepsze uczelnie sa nieodplatne tak samo jak i te gorsze.
                        >
                        >
                        > Dlaczego w zasadzie nie
                        > >
                        > > studiowac do konca zycia, takie hobby studiowanie, raz to raz tamto. A moz
                        > e
                        > tak
                        > >
                        > > studiowanie za darmo w weekendy, a w tygoodniu wychowywanie dzieci, zasile
                        > k
                        > > placi panstwo, mieszkanie tez, jedzenie tez. Zyc nie umierac.
                        >
                        > Jeśli studiowanie w weekendy to studia zaoczne.Podaj przykład gdzie
                        jakikolwiek
                        >
                        > kierunek studiów zaocznych, wieczorowych jest bezpłatny. A dlaczego nie uczyć
                        > się dalej? Ja cały czas sie uczę(języki to moja pasja, uczę sie teraz
                        > hiszpańskiego choć wolałabym zrobić prawdziwą filologię iberyjską ,ale czas
                        > nie pozwala bo pracuję), poza tym studia podyplomowe i jeszcze mi mało.

                        Swietnie, pracujesz studiujesz realizujesz sie, wkrotce bedziesz miec dzieci i
                        co zaprzestaniesz calkowicie rozwijac swoje hobby? Zawsze jest cos za cos aby
                        dalej sie rozwijac musisz za to placic. Jesli nie pracujesz nie masz pieniedzy,
                        no chyba, ze maz ma, tez cool. Teraz powiesz mi ze to nielogiczne.
                        Jaknajbardziej logiczne.

                        Jestem za tym aby w Polsce studia byly pelnoplatne!!!!! Prowizorka zniknie jak
                        reka odjal.
                        • aremo Re: Do Rose, ktora probuje mi wmowic... 26.06.03, 17:21
                          rose2 napisała:

                          > Zawsze jest cos za cos aby
                          > dalej sie rozwijac musisz za to placic.

                          Nic nie zrozumiałaś o tym co pisałyśmy Ci o samorozwoju, wyćwiczeniu umysłu co
                          dają studia( nawet najmniej praktyczny kierunek).Studia powinny otworzyć umysł
                          (choc mam wątpliwość czy zrozumiesz co to znaczy, bo pasji poznawczej nie ma w
                          Tobie, niestety, ubolewam nad takimi ludzmi, bo oni często kończąc taki
                          marketing dziwią sie ,są rozczarowani,że pracodawca na rozmowie kwalifikacyjnej
                          chciałby porozmawiać o jakiejś pasji kandydata, a ten myśli: po co niby
                          dysputować o malarstwie czy filmach Almodovara, a jednak ci dobrzy pracodawcy
                          (dający dobrą pracę sprawdzaja erudycję , wiedzę ogólną i chęć rozwijania)
                          Żeby sie rozwijać nie zawsze nie muszę za to płacić. Owszem za studia
                          podyplomowe płacę ,ale hiszpańskiego uczę sie głownie sama(pomaga mi w tym
                          łacina i 2 inne języki romańskie, które znam).

                          • aremo Re: Do Rose/poprawka 26.06.03, 17:23
                            aremo napisała:

                            >
                            > Żeby sie rozwijać nie zawsze nie muszę za to płacić.

                            Upss, pomyłka. poprawnie:

                            Żeby sie rozwijać nie zawsze muszę za to płacić.
                            • rose2 Re: Do Rose/poprawka 26.06.03, 17:33
                              Daj przyklad...
                              • aremo Re: Do Rose/poprawka 26.06.03, 17:50
                                Przykład? Serio? Żartujesz chyba.Póki co biblioteki w Polsce są bezpłatne.Dla
                                chcącego nic trudnego.Znajdziesz tam książki z każdej dziedziny i już możesz
                                poszerzać swoje horyzonty i rozwinąć swoją wiedzę np. o malarstwie
                                impresjonistów nie studiując(odpłatnie) historii sztuki.
                          • rose2 Re: Do Rose, ktora probuje mi wmowic... 26.06.03, 17:32
                            Aremo, nie znasz mnie wiec sie nie wyglupiaj, dobrze. Nie komentuje ciebie, bo
                            nie mam do tego podstaw. Zal mi natomiast Ciebie jesli swoja pasje zostawisz w
                            tyle po urodzeniu dziecka. Hiszpanski, super, mozesz to wykorzystac jak
                            podrosnie, co z tego jak do tego czasu wiekszosc zapomnisz. Cwiczenie umyslu,
                            swoboda myslenia super, naprawde, ale to nie jest KONIECZNE. Przydatne ale nie
                            konieczne.

                            Zakladasz ze dziecko bedzie szlo Twoim tropem? Juz zaplanowalas, ze to uzyjesz?
                            A jak on/ona nie bedzie chciala to co? Zle bys sie czula przy dziecku gdybys
                            nie byla taka wszechstronna?
                            Studia daja start do dalszego rozwoju, jesli tego nie wykorzystasz, to klapa.
                            • aremo Re: Do Rose, ktora probuje mi wmowic... 26.06.03, 17:46
                              A dlaczego żal Ci mnie,że kiedy urodzę dziecko to porzucę pasje.Znajdę sobie
                              inną.Np. gotowanie zupek dziudzisiowi.W dzieciństwie miałam mnóstwo
                              pasji:zbierałam znaczki, kamienie, pocztówki."Pasje przestały mnie pasjonować "
                              i co z tego.A ile czasu ja na nie straciłam:) Zal Ci mnie? :)) Nie martw sie na
                              co dzień też nie korzystam z obu języków(a tym bardziej z łaciny a jakoś dużo
                              zostało w głowie)Mówie Ci nauczę sie tego hiszpańskiego i jak przeczytam Don
                              Kichota w oryginale mogę zapomnieć;)bo nie wiążę z nauką tego języka żadnych
                              praktycznych planów. A jak nie nauczę sie to nic. W każdym razie jestem
                              ciekawa świata i ludzi , a m.in nauka mi umożliwia ich poznanie.
    • Gość: Fiona Pragnienie uściślenia IP: 213.241.18.* 26.06.03, 14:25
      Jak to właściwie jest? Czy Polska jest tak unikatowym krajem, że jej mieszkanki
      są wiatropylne czy też wzorem modliszek odgryzają partnerom głowę zaraz po
      zapłodnieniu. Czy może wszystkie piszące tu panie są rozwiedzione? A może
      trafiłyście na zupełnych półgłówków z gatunku tych, co to dziecko wylewają z
      kąpielą? Jedno jest pewne - najwidoczniej same kobiety są zainteresowane
      przekazaniem sobie z pokolenia na pokolenie świadomości, że "w Polsce, moje
      dziecko tylko kobiety mają dzieci". Co oczywiście implikuje koniecznośc
      podejmowania decyzji - dom czy praca, studia czy dziecko, siłownia czy spacer w
      wózkiem. Bo mężczyzn te dylematy kompletnie nie dotyczą. No ale oni mają
      oczywiście jak najbardziej prawo z niczego nie rezygnować. Następnym razem, jak
      się tu znowu pojawi wątek "Dlaczego kobiety są głupsze od mężczyzn" to zamiast
      się oburzać i nazywać autora szowinistą - przyznajcie mu rację, bo ją ma.
      Kobiety są głupsze od mężczyzn ponieważ bez żadnego sprzeciwu dają się
      wmanewrować w sytuację, na którą większość mężczyzn zareagowałaby retorycznym
      pytaniem "czyś ty zwariowała???"
      • dorotka1970 Re: Pragnienie uściślenia 26.06.03, 14:30
        Gość portalu: Fiona napisał(a):

        > Jak to właściwie jest? Czy Polska jest tak unikatowym krajem, że jej
        mieszkanki
        >
        > są wiatropylne czy też wzorem modliszek odgryzają partnerom głowę zaraz po
        > zapłodnieniu.
        ------>A nie przyszlo ci do glowy, ze ktos chce miec dzieci?

        Czy może wszystkie piszące tu panie są rozwiedzione? A może
        > trafiłyście na zupełnych półgłówków z gatunku tych, co to dziecko wylewają z
        > kąpielą? Jedno jest pewne - najwidoczniej same kobiety są zainteresowane
        > przekazaniem sobie z pokolenia na pokolenie świadomości, że "w Polsce, moje
        > dziecko tylko kobiety mają dzieci". Co oczywiście implikuje koniecznośc
        > podejmowania decyzji - dom czy praca, studia czy dziecko, siłownia czy
        > spacer w wózkiem. Bo mężczyzn te dylematy kompletnie nie dotyczą. No ale oni
        >mają oczywiście jak najbardziej prawo z niczego nie rezygnować.
        ------->Moze trudno ci w to uwierzyc, ale w niektorych zwiazkach decyzje
        podejmowane sa wspolnie. I jezeli moj maz ma swietnie platna prace, to ja mam
        mu kazac z niej zrezygnowac i siedziec z dzieckiem, bo jestem feministka?

        >Następnym razem, jak
        > się tu znowu pojawi wątek "Dlaczego kobiety są głupsze od mężczyzn" to
        > zamiast się oburzać i nazywać autora szowinistą - przyznajcie mu rację, bo
        ją ma.
        > Kobiety są głupsze od mężczyzn ponieważ bez żadnego sprzeciwu dają się
        > wmanewrować w sytuację, na którą większość mężczyzn zareagowałaby
        retorycznym pytaniem "czyś ty zwariowała???"
        -----> Czyli wedlug ciebie "wmanewrowanie meza" jest jak najbardziej cacy?
        Nie rozumiem o czym mowisz. Jedyny model zwiazeku partnerskiego to taki, w
        ktorym facet pierze, sprzata i wychowuje, a kobieta pracuje?

        Coraz ciekawsze indywidua tu sie pojawiaja...
        --------
        Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
        • Gość: Fiona Re: Pragnienie uściślenia IP: 213.241.18.* 26.06.03, 15:01
          Nie wiem, dlaczego w taki sposób dokonałaś nadinterpretacji mojej wypowiedzi,
          bo to, co chciałam napisać wyłożyłam w sposób jasny. Wyciąganie z postu tak
          bzdurnych wniosków, a dodatkowo dokładanie na koniec obraźliwego epitetu ma się
          wprawdzie nijak do szumnych nawoływań do tolerancji, ale po co wymagać
          konsekwencji od siebie skoro można jej wymagać tylko od innych, czyż nie?
          • dorotka1970 Re: Pragnienie uściślenia 26.06.03, 15:12
            Nie wiem, w ktorym miejscu ja ciebie obrazilam.
            To ty piszesz o kobietach nie majacych swiadomosci, ze sa wiatropylne i ich
            partnerach polglowkach.
            Moim zdaniem twoje wnioski maja sie nijak do tego watku i wyrazilam na ten
            temat swoje zdanie. Co ma do tego tolerancja? Czy tolerancja wiaze sie z niema
            akceptacja opinii innych?
            Zadalam pytania do fragmentow twoich wypowiedzi, bo nie zgadzam sie z nimi.
            Nie odpowiedzialas rzeczowo tylko twierdzisz, ze brak mi konsekwencji. Jezeli
            ktos zadaje ci pytania, to jeszcze nie znaczy, ze jego wnioski sa bzdurne.
            Przynajmniej ja sie staram wyjasnic moj punkt widzenia.

            > Kobiety są głupsze od mężczyzn ponieważ bez żadnego sprzeciwu dają się
            > wmanewrować w sytuację, na którą większość mężczyzn zareagowałaby
            retorycznym pytaniem "czyś ty zwariowała???"
            >-----> Czyli wedlug ciebie "wmanewrowanie meza" jest jak najbardziej cacy?
            >Nie rozumiem o czym mowisz. Jedyny model zwiazeku partnerskiego to taki, w
            >ktorym facet pierze, sprzata i wychowuje, a kobieta pracuje?
            Napisalam, ze nie rozumiem o czym mowisz w tym fragmencie. Mozesz mi to w
            koncu wyjasnic?

            >Coraz ciekawsze indywidua tu sie pojawiaja...
            Nie sadzilam, ze ciekawe indywiduum to taki obrazliwy epitet. Oczy<wiscie moge
            sie mylic.

            Jezeli nie chcesz, zeby ktos wyciagal wnioski z twojej wypowiedzi i zadawal ci
            pytania to moze uprzedz o tym najpierw.

            --------
            Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
            • dorotka1970 Re: Pragnienie uściślenia 26.06.03, 15:16
              Mialo byc oczywiscie, ze "NIE sa wiatropylne" :-)

              --------
              Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
            • Gość: Fiona Re: Pragnienie uściślenia IP: 213.241.18.* 26.06.03, 15:29
              dorotka1970 napisała:

              > Nie wiem, w ktorym miejscu ja ciebie obrazilam.
              > To ty piszesz o kobietach nie majacych swiadomosci, ze sa wiatropylne i ich
              > partnerach polglowkach.

              Zadałam pytanie : czy POlska jest tak unikatowym krajem, że jego mieszkanki są
              wiatropylne? Czy wobec tego jeśli zapytam cię " czy w Polsce wyłącznie kobiety
              robią zakupy" uznasz, że obrażam polskie kobiety?


              > Moim zdaniem twoje wnioski maja sie nijak do tego watku i wyrazilam na ten
              > temat swoje zdanie. Co ma do tego tolerancja? Czy tolerancja wiaze sie z
              niema
              > akceptacja opinii innych?

              Ależ nie, z tolerancją nic. A brak zainteresowania moim postem wyraziłaś
              poprzez zadanie szeregu pytań dookreślających? Ciekawy pomysł na okazanie
              desinteressment.
              >
              > > Kobiety są głupsze od mężczyzn ponieważ bez żadnego sprzeciwu dają się
              > > wmanewrować w sytuację, na którą większość mężczyzn zareagowałaby
              > retorycznym pytaniem "czyś ty zwariowała???"
              > >-----> Czyli wedlug ciebie "wmanewrowanie meza" jest jak najbardziej cac
              > y?
              > >Nie rozumiem o czym mowisz. Jedyny model zwiazeku partnerskiego to taki, w
              > >ktorym facet pierze, sprzata i wychowuje, a kobieta pracuje?
              > Napisalam, ze nie rozumiem o czym mowisz w tym fragmencie. Mozesz mi to w
              > koncu wyjasnic?

              Jasne pod warunkiem, że mi wyjaśnisz, dlaczego uważasz, że jedyną alternatywą
              na "wmanewrowanie żony" jest "wmanewrowanie męża". Bo ja na przykład dostrzegam
              inne możliwości - podział, który pozwoliy im w równym stopniu dzielić zarówno
              obowiązki jak i przyjemności, wynajęcie osoby, która zastąpi ich w obowiązkach,
              jeśli obydwoje chcą się realizować zawodowo... Ale tobie przyszło do głowy
              tylko "wmanewrowanie męża". To właśnie nazywam bzdurnym wnioskiem.
              >
              > >Coraz ciekawsze indywidua tu sie pojawiaja...
              > Nie sadzilam, ze ciekawe indywiduum to taki obrazliwy epitet. Oczy<wiscie mo
              > ge
              > sie mylic.
              >
              Alez skądże, kreaturo.


              • dorotka1970 Re: Pragnienie uściślenia 26.06.03, 15:35
                Rzeczywiscie dyskusja z toba nie ma sensu, jezeli wolisz mnie obrazac.
                Widac fakt, ze ktos nie mial zamiaru cie obrazic, a chcial po prostu zrozumiec
                twoj punkt widzenia, nie ma dla ciebie znaczenia. Twoj wniosek na ten temat
                oczywiscie nie jest "bzdurny". Ton twojej pierwszej wypowiedzi nie byl ani
                spokojny, ani przyjazny, za to bardzo "zaczepny". Ale tylko ty masz do tego
                prawo.

                Dziekuje za lekcje.
                Kreatura
                --------
                Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
                • Gość: Fiona Re: Pragnienie uściślenia IP: 213.241.18.* 26.06.03, 15:54
                  dorotka1970 napisała:

                  > Rzeczywiscie dyskusja z toba nie ma sensu, jezeli wolisz mnie obrazac.
                  > Widac fakt, ze ktos nie mial zamiaru cie obrazic, a chcial po prostu
                  zrozumiec
                  > twoj punkt widzenia, nie ma dla ciebie znaczenia. Twoj wniosek na ten temat
                  > oczywiscie nie jest "bzdurny". Ton twojej pierwszej wypowiedzi nie byl ani
                  > spokojny, ani przyjazny, za to bardzo "zaczepny". Ale tylko ty masz do tego
                  > prawo.
                  >
                  > Dziekuje za lekcje.
                  > Kreatura

                  Ależ nie sadzilam, ze kreatura to taki obrazliwy epitet. Oczywiscie moge
                  sie mylic - to parafraza twojej wypowiedzi, "indywiduum" zastąpiłam "kreaturą",
                  która nawiasem mówiąc po włosku oznacza "istota".

                  Przy okazji - wymień sobie cytat, bo radosna słoneczność "Fotoplastykonu"
                  pasuje do ciebie jak pięść do nosa.


                  • dorotka1970 Re: Pragnienie uściślenia 26.06.03, 16:50
                    Gość portalu: Fiona napisał(a):

                    > Ależ nie sadzilam, ze kreatura to taki obrazliwy epitet. Oczywiscie moge
                    > sie mylic - to parafraza twojej wypowiedzi, "indywiduum"
                    zastąpiłam "kreaturą", która nawiasem mówiąc po włosku oznacza "istota".
                    ----> Oznacza, ale po wlosku jak sama piszesz, po polsku "kreatura" ma
                    wybitnie pejoratywny wydzwiek. Napisalam, ze dla mnie "indywiduum" nie bylo
                    okresleniem obrazliwym, tym bardziej w polaczeniu z przymiotnikiem "ciekawe".
                    Gdybym napisala "nedzne" lub "podejrzane" indywiduum mialabys racje. Poza tym
                    samo to, ze ja nie uwazam tego za obrazliwe i powiedzialam ci o tym, swiadczy
                    braku intencji obrazenia ciebie.

                    > Przy okazji - wymień sobie cytat, bo radosna słoneczność "Fotoplastykonu"
                    > pasuje do ciebie jak pięść do nosa.
                    Nie jestes dla mnie calym swiatem.

                    --------
                    Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
                    • rose2 Re: Pragnienie uściślenia 26.06.03, 17:08
                      Nie kloccie sie! Trzeba przyznac, ze kobiety w Polsce zbyt wiele na siebie
                      biora, rezygnuja z wielu rzeczy na rzecz domu. A potem slyszymy opowiesci
                      Emilki w poscie won darmozjadzie. Ogolnie, same sobie "dolek" kopiecie, ale
                      przeciez to jest wybor!
                      • dorotka1970 Re: Pragnienie uściślenia 26.06.03, 17:11
                        Rose, mi caly czas chodzi o to, ze kobiety maja wybor (juz do znudzenia
                        powtarzam). Nie mowimy o tych, co sie poswiecaja, zostajac w domu, i potem
                        maja do wszystkich pretensje.

                        --------
                        Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
                        • rose2 Re: Pragnienie uściślenia 26.06.03, 17:21
                          Na poczatku zawsze jest dobrze, rozczarowania przychodza pozniej, gdy wysilek
                          nie jest doceniany. Czasu nie cofniesz i jesli dane Ci bylo skonczyc studia,
                          masz okazje pracy, nie regygnuj.
                          • dorotka1970 Re: Pragnienie uściślenia 26.06.03, 17:26
                            rose2 napisała:

                            > Na poczatku zawsze jest dobrze, rozczarowania przychodza pozniej, gdy
                            wysilek
                            > nie jest doceniany. Czasu nie cofniesz i jesli dane Ci bylo skonczyc studia,
                            > masz okazje pracy, nie regygnuj.

                            To moze dotyczyc obu rzeczy: zarowno siedzenia w domu jak i pracy.
                            Nie sprowadzaj wszystkiego do waskiego grona kobiet, ktore nigdy nie
                            pracowaly, bo tych w Polsce jak na lekarstwo.

                            --------
                            Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
                            • rose2 Re: Pragnienie uściślenia 26.06.03, 17:42
                              uff, a wiec rybka czy akwarium, praca czy siedzenie w domu, jestes
                              niekonsekwentna. Twoje 16 lat pracy to duzo, ale dlaczego chcesz przestac?
                              Jestes zmeczona? Mam polowe z tego - nie licze studiow oczywiscie. I nie wiem
                              jak to bedzie za 8 lat ale na pewno bedzie za pozno na dzieci, wiec staram sie
                              bardzo. Planuje wrocic jak naszybciej do pracy, jesli nie bedzie przeszkod
                              zdrowotnych to wroce. Nie wyobrazam sobie zycia bez pracy. A takie 10 lat to
                              skok z 30tki to 40tki przykladowo, ufff raz jeszcze.
                              • dorotka1970 Re: Pragnienie uściślenia 26.06.03, 17:51
                                rose2 napisała:

                                > uff, a wiec rybka czy akwarium, praca czy siedzenie w domu, jestes
                                > niekonsekwentna. Twoje 16 lat pracy to duzo, ale dlaczego chcesz przestac?
                                > Jestes zmeczona?

                                Uff, powtarzam sie znow :-)
                                Ale trudno: dla ciebie jedno wyklucza drugie (w zyciu). Jak mowilam priorytety
                                sie zmieniaja. W tym momencie dziecko i dom sa dla mnie najwazniejsze (co nie
                                znaczy, ze nie realizuje swoich pasji) Ja chce np., zeby moje dziecko widzialo
                                wiecej mame niz nianie.

                                Poza tym uwazam macierzynstwo i ojcostwo za jedno z najwiekszych wyzwan w
                                zyciu czlowieka. ja sie nie boje ryzyka, a ty? :-)
                                --------
                                Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
                          • Gość: lolyta Re: Pragnienie uściślenia IP: *.bct.bellsouth.net 26.06.03, 18:30
                            rose2 napisała:

                            > Na poczatku zawsze jest dobrze, rozczarowania przychodza pozniej, gdy wysilek
                            > nie jest doceniany. Czasu nie cofniesz i jesli dane Ci bylo skonczyc studia,
                            > masz okazje pracy, nie regygnuj.

                            No pewnie. Tu masz racje. Ale, widzisz, posty w rodzaju tych ktory wspomnialas,
                            od nieszczesliwych dziewczyn ktore nie wiedza co ze soba zrobic po kilku latach
                            gotowania obiadkow mezowi, to wynikaja - przynajmniej w tym kraju, w tej chwili
                            - z faktu, ze kobieta, ktora po kilku latach chcialaby zaczac prace i sie
                            usamodzielnic, nie jest witana na rynku pracy z otwartymi rekami.
      • niedzwiedziczka Re: Pragnienie uściślenia 26.06.03, 14:36
        Droga Fiono, nie unoś się, bo widocznie opatrznie
        zrozumiałaś nasze intencje. Chodzi nam (w znakomitej
        większości) o to, że KAŻDA kobieta, tak jak KAŻDY
        CZŁOWIEK ma prawo iść na studia, niezależnie od tego, czy
        będzie później "skrobać marchewkę" czy robić karierę.
        Jedynie rose ma co do tego wątpliwości.
        W jednym ze swoich postów spytałam rose o mężczyzn i
        "marnotrawienie" przez nich studiów. Ale ona bardzo widzi
        tylko problem fiansowy takiego "marnotrwstwa".
        Wg teorii rose mój mąż zmarnował "jej" pieniądze (skoro
        studiuje, tzn. że jeszcze podatków nie płaciła), bo
        siedział z naszym dzieckiem w domu rok czasu (ja tylko 6
        mies.) i nie pracuje w zawodzie. Ba! Ma nawet doktorat z
        kierunku, którym się nie zajmuje! I siedziałby w domu
        pewno dłużej, gdyby nie kwestia finansowa.
        • rose2 Re: Pragnienie uściślenia 26.06.03, 15:15
          Zaskakujesz mnie niedzwiedziczko, czy ja napisalam cos o twoim mezu?
          Ja pisze o dlugotrwalym bezrobociu 10 lat lub wiecej, o niekontynuowaniu
          rozwoju zaczetego poprzez studia, o oddaniu sie wylacznie skrobaniu marchewki!
          Twoja nadinterpretacja mnie przeraza!
      • Gość: lolyta Re: Pragnienie uściślenia IP: *.bct.bellsouth.net 26.06.03, 15:39
        Gość portalu: Fiona napisał(a):

        Jedno jest pewne - najwidoczniej same kobiety są zainteresowane
        > przekazaniem sobie z pokolenia na pokolenie świadomości, że "w Polsce, moje
        > dziecko tylko kobiety mają dzieci". Co oczywiście implikuje koniecznośc
        > podejmowania decyzji - dom czy praca, studia czy dziecko, siłownia czy spacer
        w
        >
        > wózkiem. Bo mężczyzn te dylematy kompletnie nie dotyczą. No ale oni mają
        > oczywiście jak najbardziej prawo z niczego nie rezygnować. Następnym razem,
        jak
        >
        > się tu znowu pojawi wątek "Dlaczego kobiety są głupsze od mężczyzn" to
        zamiast
        > się oburzać i nazywać autora szowinistą - przyznajcie mu rację, bo ją ma.

        Fiona, Fiona, TYLKO JEDNA piszaca tu pani uwaza, ze "skrobanie marchewki" i
        dzieci to kobieca sprawa (a wiec studia w wypadku kobiet nie maja sensu, bo
        wiadomo, ze jesli juz ktos bedzie miec dzieci, to one, a nie tatusiowie) -
        Rose. Reszta pan mowi o wolnym wyborze.
        • rose2 Re: To na tyle!!! 26.06.03, 16:52
          Reszta mowi o rezygnycji!!!!!! Robi z siebie ofiary przypadkowej zapylonej
          ciazy, biora ciezar siedzenia w domu, nazywaja to wychowaniem, bo przeciez jak
          sie pracuje to nie mozna wychowywac. Pisza, ze studia sa uzyteczne w wychowaniu
          dzieci, ekonomia w planowaniu budzetu domowego. W sumie, to z tego wynika, ze
          po zawodowce trzeba sterylizowac.

          Niezmiennie uwazam, ze siedenie w domu przez NASCIE lat jest w pewnym sensie
          zmarnowaniem studiow, nie staram sie wplynac na wasze poglady, ale rowniez
          zaznaczam, ze nie zmienicie moich :o)))
          • dorotka1970 Re: To na tyle!!! 26.06.03, 17:04
            rose2 napisała:

            > Reszta mowi o rezygnycji!!!!!! Robi z siebie ofiary przypadkowej zapylonej
            > ciazy, biora ciezar siedzenia w domu, nazywaja to wychowaniem, bo przeciez
            jak
            > sie pracuje to nie mozna wychowywac. Pisza, ze studia sa uzyteczne w
            wychowaniu
            >
            > dzieci, ekonomia w planowaniu budzetu domowego.
            ---->O rezygnacji mowisz tylko ty, reszta mowi o wolnym wyborze.
            -Nikt tu nie mowil o specyficznej sytuacji przypadkowej ciazy, tylko o wyborze
            pozostania w domu w ktoryms momencie zycia.
            - Nikt, poza toba, nie mowi, ze tylko jedna droga jest sluszna ("jak sie
            pracuje to nie mozna wychowywac").

            W sumie, to z tego wynika, ze
            > po zawodowce trzeba sterylizowac.
            --->Interesujacy wniosek :-) Chyba nie nadazam za twoim tokiem myslenia.

            --------
            Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
            • rose2 Re: To na tyle!!! 26.06.03, 17:19
              Reszta mowi o wyborze, bo trudno prawdzie spojrzec w oczy i przyznac przed
              soba, ze cos sie zmarnowalo. Wiem, ze tak jest i nie spodziewam sie, ze mi
              przyznacie racje. Skoro wybor siedzenia w domu zostal dokonany, nikt nie
              przyzna sie do ewentualnego bledu, no moze na stare lata. Gdybym znow byla
              mloda..., ale nie bedziesz...
              • dorotka1970 Re: To na tyle!!! 26.06.03, 17:24
                rose2 napisała:

                > Reszta mowi o wyborze, bo trudno prawdzie spojrzec w oczy i przyznac przed
                > soba, ze cos sie zmarnowalo. Wiem, ze tak jest i nie spodziewam sie, ze mi
                > przyznacie racje. Skoro wybor siedzenia w domu zostal dokonany, nikt nie
                > przyzna sie do ewentualnego bledu, no moze na stare lata. Gdybym znow byla
                > mloda..., ale nie bedziesz...
                >
                Powyzsza wypowiedz swiadczy juz o twojej arogancji. TY wiesz NA PEWNO, ze te
                wszystkie kobiety tego zaluja. Masz monopol na prawde, ktorej zawsze patrzysz
                w oczy...
                I znow nie doczytalas paru postow do konca - nikt nie powiedzial (oprocz
                ciebie), ze wybor jest jeden na cale zycie. Nikt nie twierdzi, ze nawet po
                tych 10 latach i odchowanych dzieciach nie moga znow isc do pracy. Jesli taki
                ich wybor...

                --------
                Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
              • Gość: lolyta Re: To na tyle!!! IP: *.bct.bellsouth.net 26.06.03, 18:39
                rose2 napisała:

                > Reszta mowi o wyborze, bo trudno prawdzie spojrzec w oczy i przyznac przed
                > soba, ze cos sie zmarnowalo. Wiem, ze tak jest i nie spodziewam sie, ze mi
                > przyznacie racje. Skoro wybor siedzenia w domu zostal dokonany, nikt nie
                > przyzna sie do ewentualnego bledu, no moze na stare lata. Gdybym znow byla
                > mloda..., ale nie bedziesz...
                >

                Rose. Przez jakis czas mialam baby-sitterke, pracowalam w gazecie i robilam
                durne reklamy samochodow i innych pierdol ze swiadomoscia ze nikomu do niczego
                one nie sa potrzebne. Z pelna swiadomoscia zrezygnowalam z tego "szczescia"
                kiedy tylko moj malzonek dostal lepiej platna prace, bo wieksza wartosc ma dla
                mnie to, ze moge mojego synka nauczyc polskiego (inaczej pewnie by zapomnial
                jezyka ojczystego), ze kazdy rysunek ktory zrobie ucieszy dzieciaka i czegos go
                nauczy, ze to, co robie, jest komus potrzebne i nie idzie do smieci, tak jak
                wiekszosc wkladek reklamowych ktorych juz sie dosc w zyciu naczesalam i pozytku
                z produkcji tych smieci nie ma nikt - a najmniej srodowisko naturalne. Nie
                uwazam, ze cokolwiek zmarnowalam. No, oprocz tych ton papieru na reklamowki -
                co Ty bys pewnie nazwala samorealizacja...
    • niedzwiedziczka Rose 26.06.03, 15:08
      Czy Ty przypadkiem nie boisz się, że ktoś będzie próbował
      Cię zagonić do "skrobania marchewki"?
      Czy chodzi tylko o te "zmarnowane" pieniądze?
      Rozejrzyj się, dziewczyno, dookoła. Zobacz, ile pieniędzy
      marnują nasi politycy: a to na dopłaty do nierentownego
      węgla, na długi PKP, na agencje rolne, z których znika
      zboże, na podróże służbowymi samolotami, na dopłaty do
      tysiąca_innych_bezsensownych_rzeczy. I zastanów się, czy
      19 letnia kobieta ma zrezygnować ze studiów, z pięknego
      czasu, kiedy może się uczyć, jednocześnie spotykając
      setki ciekawych ludzi i zwiedzając wiele ciekawych
      miejsc, bo może zaraz po studiach zostanie i matką i, byc
      mośe zdecyduje się wychowywać własne dziecko.
      • rose2 Re: Rose 26.06.03, 15:17
        Zastanawiam, sie czy ty wogole zastanawiasz sie nad tym co ja pisze? I ten post
        do Fiony ze niby stwierdzilam, ze twoj maz przez 1,5 roku marnowaliscie
        pieniadze podatnikow.
        Zastanow sie.
        • niedzwiedziczka Wiesz co, rose 26.06.03, 18:59
          nie chce mi się z tobą gadać....
    • atlantis75 Właściwa droga 26.06.03, 15:51
      Witam :)
      Czytając niektóre posty (wszystkich nie mam dziś czasu,
      nadrobię w weekend, bo wątek bardzo ciekawy) nasuwa mi się
      pewna myśl. Rose2 napisała w pewnym momencie, że wg. niej
      studia, gdy kobieta nie podejmie pracy, tylko zostanie w
      domu - są marnotrawstwem i na nic się nie przydają. W
      ogóle się z tym nie zgadzam i podążając za tokiem myślenia
      niedźwiedziczki chciałabym dorzucić parę polan do ogniska.

      Studia w ogóle nie są marnotrawstwem (mam na myśli solidną
      edukację, a nie skakanie po łebkach), bo nie polegają
      wyłącznie na zakuwaniu mądrych książek. Pomagają zdobyć
      bezcenne doświadczenie, które nie mija nawet po 30 latach.
      Coś jednak w głowie zostaje jeżeli nie kuło się
      pamięciowo, ale przyswajało wiedzę kreatywnie i ze
      zrozumieniem. I żadna marchewka, czy pietruszka tego nie
      zniszczy. Skończyłam filologię polską, moją wielką pasję -
      i chociaż nie pracuję w zawodzie (pani polonistka), to mam
      ogromną wiedzę z dziedziny literatury, historii i sztuki.
      5 lat studiów to nie to samo, co przeczytanie "Mitów
      greckich" w przerwach między popularnym teleturniejem.
      Dlatego studia nigdy nie idą na marne i nigdy nie są bez
      sensu. Oprócz czystej wiedzy nauczyły mnie kreatywności,
      radzenia sobie w trudnych sytuacjach , dobrego kontaktu z
      ludźmi, pewnej otwartości umysłu. Jeżeli nawet dobrowolnie
      wybrałabym siedzenie w domu i wychowywanie dzieci - nie
      uważam, żeby moja edukacja była czymś zbędnym i
      bezsensownym.
      Każdy człowiek dokonuje wyborów i ustala priorytetowe
      sprawy w swoim życiu. Dla jednego może to być kariera, dla
      innego rodzina. Żaden wybór nie jest zły, jeżeli nas nie
      krzywdzi i przynosi nam satysfakcję. Każdy ma prawo
      decydować o tym, co chce robić i dlaczego. Jeżeli komuś
      przy marchewce przyjdzie do głowy pomysł ze studiami, to
      dlaczego ma tego nie zrealizować? Jeżeli kobieta ma ku
      temu warunki (finanse, opieka nad dziećmi) niech pogłębia
      swoją wiedzę! Nie musi jej wykorzystywać w pracy,
      wystarczy że da jej to satysfakcję :) Przykład z podwórka:
      moja Mama :) Po urodzeniu mojego najmłodszego brata
      zrealizowała swoje wielkie marzenie i skończyła studia
      plastyczne. Tata nie miał nic przeciwko, pomogła Babcia.
      Wszyscy byliśmy dumni z jej dyplomu :) Nie pracuje w
      zawodzie, ale... ku uciesze swojej i innych maluje obrazy.
      Podkreśla, że pomogła jej wiedza zdobyta na studiach.

      Nie mam nic przeciwko studiującym Mamom i Babciom. To ich
      wybór. Tylko one mogą ocenić, czy im się to przyda. Myślę,
      że tak.

      Pozdrawiam. Atlantis :)
      • rose2 Re: Właściwa droga 26.06.03, 16:09
        atlantis75 napisała:

        > Witam :)
        > Czytając niektóre posty (wszystkich nie mam dziś czasu,
        > nadrobię w weekend, bo wątek bardzo ciekawy) nasuwa mi się
        > pewna myśl. Rose2 napisała w pewnym momencie, że wg. niej
        > studia, gdy kobieta nie podejmie pracy, tylko zostanie w
        > domu - są marnotrawstwem i na nic się nie przydają. W
        > ogóle się z tym nie zgadzam i podążając za tokiem myślenia
        > niedźwiedziczki chciałabym dorzucić parę polan do ogniska.

        > Studia w ogóle nie są marnotrawstwem (mam na myśli solidną
        > edukację, a nie skakanie po łebkach), bo nie polegają
        > wyłącznie na zakuwaniu mądrych książek. Pomagają zdobyć
        > bezcenne doświadczenie, które nie mija nawet po 30 latach.
        > Coś jednak w głowie zostaje jeżeli nie kuło się
        > pamięciowo, ale przyswajało wiedzę kreatywnie i ze
        > zrozumieniem. I żadna marchewka, czy pietruszka tego nie
        > zniszczy. Skończyłam filologię polską, moją wielką pasję -
        > i chociaż nie pracuję w zawodzie (pani polonistka), to mam
        > ogromną wiedzę z dziedziny literatury, historii i sztuki.

        No ale pracujesz, tak czy nie?

        > 5 lat studiów to nie to samo, co przeczytanie "Mitów
        > greckich" w przerwach między popularnym teleturniejem.
        > Dlatego studia nigdy nie idą na marne i nigdy nie są bez
        > sensu. Oprócz czystej wiedzy nauczyły mnie kreatywności,
        > radzenia sobie w trudnych sytuacjach , dobrego kontaktu z
        > ludźmi, pewnej otwartości umysłu. Jeżeli nawet dobrowolnie
        > wybrałabym siedzenie w domu i wychowywanie dzieci - nie
        > uważam, żeby moja edukacja była czymś zbędnym i
        > bezsensownym.

        Edukacja nie jest zbedna ani bezsensowna, bezsensowne jest nie wykorzystanie
        zdobytej wiedzy. Wychowywanie dzieci, to tez mozliwosc wykorzystania, ale
        jednak w tym wypadku pozostane przy moim zdaniu, ze tutaj wyzsze wyksztalcenie
        nie ma znaczenia. Jest wielu ludzi bez studiow i tez maja dzieci "dobrze"
        wychowane.

        > Każdy człowiek dokonuje wyborów i ustala priorytetowe
        > sprawy w swoim życiu. Dla jednego może to być kariera, dla
        > innego rodzina. Żaden wybór nie jest zły, jeżeli nas nie
        > krzywdzi i przynosi nam satysfakcję.

        Tak sa priorytety ale gdy praca osiaga priorytet zero to jest to rezygnacja
        nie priorytet. Czyli, studia-dzieci-starosc i nic pomiedzy.

        >Każdy ma prawo decydować o tym, co chce robić i dlaczego. Jeżeli komuś
        > przy marchewce przyjdzie do głowy pomysł ze studiami, to
        > dlaczego ma tego nie zrealizować? Jeżeli kobieta ma ku
        > temu warunki (finanse, opieka nad dziećmi) niech pogłębia
        > swoją wiedzę! Nie musi jej wykorzystywać w pracy,
        > wystarczy że da jej to satysfakcję :)

        No wlasnie jak masz pieniadze, a jak ich nie masz to mozesz miec sto pomyslow i
        tak nic nie zdzialasz. Jesli ktos daje Ci szanse na studia, pozycza pieniadze i
        oczekuje, ze po studiach je zwrocisz? Zasiadasz na laurach?
        Takie niewidoczne pieniazki.

        > Przykład z podwórka:
        > moja Mama :) Po urodzeniu mojego najmłodszego brata
        > zrealizowała swoje wielkie marzenie i skończyła studia
        > plastyczne. Tata nie miał nic przeciwko, pomogła Babcia.
        > Wszyscy byliśmy dumni z jej dyplomu :) Nie pracuje w
        > zawodzie, ale... ku uciesze swojej i innych maluje obrazy.
        > Podkreśla, że pomogła jej wiedza zdobyta na studiach.

        Do malowania obrazow trzeba miec talent. Brat mojego mezczyzny jest artysta bez
        studiow i jakos mu dobrze idzie. A do radosnej tworczosci, studia? Jesli kogos
        stac.

        > Nie mam nic przeciwko studiującym Mamom i Babciom. To ich
        > wybór. Tylko one mogą ocenić, czy im się to przyda. Myślę,
        > że tak
        • atlantis75 Re: Właściwa droga 26.06.03, 16:24
          rose2 napisała:

          >
          > No ale pracujesz, tak czy nie?

          Pracuję, ale planujemy z narzeczonym (od sierpnia mężem)
          zostać rodzicami w przyszłym roku. Będę na wychowawczym i
          włosów z głowy nie będę darła. Bo i zdobywanie weidzy i
          macierzyństwo - to wg. mnie piękne sprawy kształtujące
          moją osobowość :)
          .
          >
          > Edukacja nie jest zbedna ani bezsensowna, bezsensowne jest nie wykorzystanie
          > zdobytej wiedzy.

          Nie uważam. Gdyby każdy człowiek rwał sobie włosy z głowy
          i uważał się za trutnia - tylko dlatego, że nie pracuje w
          wyuczonym zawodzie... to mielibyśmy cały kraj
          sfrustrowanych i zakompleksionych ludzi. Co to znaczy
          "wykorzystać" zobytą wiedzę? Ja nie pracuję w swoim
          zawodzie i nie opowiadam o moich ulubionych dramatach
          Słowackiego - czy to marnotrawstwo? Zdobytą widzę na
          studiach wykorzystuje się nie tylko w pracy zawodowej.
          Wiedza daje nam potencjał na całe życie, a wykutą regułkę
          zapomni każdy intelektualista tak jak gosposia przepisu na
          ciasto...



          Wychowywanie dzieci, to tez mozliwosc wykorzystania, ale
          > jednak w tym wypadku pozostane przy moim zdaniu, ze tutaj wyzsze wyksztalcenie
          > nie ma znaczenia.

          Na pewno nie ma determinującego znaczenia. Jedna z moich
          Babć skończyła tylko podstawówkę (wojna przrwała naukę), a
          była wspaniałą matką i babcią :)




          Jest wielu ludzi bez studiow i tez maja dzieci "dobrze"
          > wychowane.

          Oczywiście! :)


          .
          >
          > Tak sa priorytety ale gdy praca osiaga priorytet zero to jest to rezygnacja
          > nie priorytet. Czyli, studia-dzieci-starosc i nic pomiedzy.

          Nie wartościuj w ten sposób... Zawsze jest coś pomiędzy.
          Być może w twoim życiu byłoby właśnie tak, ale dla wielu
          kobiet wartość życia nie zależy od pracy zawodowej...


          Atlantis :)
          • rose2 Re: Właściwa droga 26.06.03, 16:35
            atlantis75 napisała:

            > rose2 napisała:
            >
            > >
            > > No ale pracujesz, tak czy nie?
            >
            > Pracuję, ale planujemy z narzeczonym (od sierpnia mężem)
            > zostać rodzicami w przyszłym roku. Będę na wychowawczym i
            > włosów z głowy nie będę darła. Bo i zdobywanie weidzy i
            > macierzyństwo - to wg. mnie piękne sprawy kształtujące
            > moją osobowość :)

            Na 10 lat?????
            > >
            > > Edukacja nie jest zbedna ani bezsensowna, bezsensowne jest nie wykorzystan
            > ie
            > > zdobytej wiedzy.
            >
            > Nie uważam. Gdyby każdy człowiek rwał sobie włosy z głowy
            > i uważał się za trutnia - tylko dlatego, że nie pracuje w
            > wyuczonym zawodzie... to mielibyśmy cały kraj
            > sfrustrowanych i zakompleksionych ludzi.

            Oj, mamy mamy, ci wszyscy z wyzszym na bezrobociu raczej sie duma unosza...
            Co to znaczy
            > "wykorzystać" zobytą wiedzę?

            Pracowac oraz wychowywac dzieci, czy na odwrot jak kto woli

            > Ja nie pracuję w swoim
            > zawodzie i nie opowiadam o moich ulubionych dramatach
            > Słowackiego - czy to marnotrawstwo? Zdobytą widzę na
            > studiach wykorzystuje się nie tylko w pracy zawodowej.
            > Wiedza daje nam potencjał na całe życie, a wykutą regułkę
            > zapomni każdy intelektualista tak jak gosposia przepisu na
            > ciasto...
            >
            >
            >
            > Wychowywanie dzieci, to tez mozliwosc wykorzystania, ale
            > > jednak w tym wypadku pozostane przy moim zdaniu, ze tutaj wyzsze wyksztalc
            > enie
            > > nie ma znaczenia.
            >
            > Na pewno nie ma determinującego znaczenia. Jedna z moich
            > Babć skończyła tylko podstawówkę (wojna przrwała naukę), a
            > była wspaniałą matką i babcią :)

            No wlasnie, nasze babcie, prababcie. Dlatego dyplom w szufladzie i "pierdzenie
            w stolek" to raczej malo kreatywne. Zakladam, ze dzieci mozna poslac do
            zlobka/przedszkola lub zatrudnic nianie. Piszemy o wyborach tak czy nie?
            >
            >
            > Jest wielu ludzi bez studiow i tez maja dzieci "dobrze"
            > > wychowane.
            >
            > Oczywiście! :)
            >
            >
            > .
            > >
            > > Tak sa priorytety ale gdy praca osiaga priorytet zero to jest to rezygnac
            > ja
            > > nie priorytet. Czyli, studia-dzieci-starosc i nic pomiedzy.
            >
            > Nie wartościuj w ten sposób... Zawsze jest coś pomiędzy.
            > Być może w twoim życiu byłoby właśnie tak, ale dla wielu
            > kobiet wartość życia nie zależy od pracy zawodowej...

            A w czym? dochodzimy do pewnych wnioskow.

            Pytanie: Gdyby studia w Polsce byly pelnoplatne oraz istniala mozliwosc
            zaciagniecia kredytu, czy bezrobocie wsrod ludzi z wyzszym wyksztalceniem
            zmniejszyloby sie?

            Odpowiedz (moja): Tak. Poniewaz, osoby niezdecydowane i niepewne, balyby sie
            ryzyka (co nie oznacza ze beda mniej wartosciowymi ludzmi). Tak wiec liczba
            studentow obnizylaby sie. Koniecznosc splaty kredytu zmusilaby wielu ludzi to
            pracy (niekoniecznie w zawodzie).
            >
            >
            > Atlantis :)
            • dorotka1970 Re: Właściwa droga 26.06.03, 16:56
              rose2 napisala:

              > Pytanie: Gdyby studia w Polsce byly pelnoplatne oraz istniala mozliwosc
              zaciagniecia kredytu, czy bezrobocie wsrod ludzi z wyzszym wyksztalceniem
              zmniejszyloby sie?
              Odpowiedz (moja): Tak. Poniewaz, osoby niezdecydowane i niepewne, balyby sie
              ryzyka (co nie oznacza ze beda mniej wartosciowymi ludzmi). Tak wiec liczba
              studentow obnizylaby sie. Koniecznosc splaty kredytu zmusilaby wielu ludzi to
              pracy (niekoniecznie w zawodzie).

              Czyli wracamy do punktu wyjscia: kto jest w stanie zaplanowac swoje zycie w
              100% w wieku 19 lat?!
              Twoim zdaniem strach przed podjeciem ryzyka to cos pozytywnego i moze
              przyniesc spoleczenstwu jakies korzysci?

              --------
              Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
              • rose2 Re: Właściwa droga 26.06.03, 17:14
                No wlasnie w wieku 19tu lat stac cie na wiecej, masz w sobie wiecej optymizmu i
                dlatego ludzie chetniej podejmuja ryzyko.
                Gdyby dziewczyna, ktora zaklada ze i tak bedzie wychowywac dzieci i nie bedzie
                pracowac musiala wziac kredyt na studia? Wzielaby go czy nie? Raczej nie.
                Dobrze pamietam, ze dziewczyny mialy takie plany jeszcze bedac w liceum i szly
                na studia bo bylo za darmo. Teraz siedza w domu. Konkluzja, studia nie sa
                konieczne do skrobania marchewki.
                • dorotka1970 Re: Właściwa droga 26.06.03, 17:20
                  Podazajac logicznie twoim tropem nalezy wymagac od wszystkich 19latek
                  deklaracji (na pismie?), ze nigdy nie zmienia zdania i nie przedloza
                  wychowywania dzieci ponad prace zawodowa. I to wszystko dlatego, ze jest jakis
                  odsetek kobiet (ciekawe jaki?...), ktore z gory maja skrystalizowany plan
                  zyciowy i wiedza, ze nie beda pracowac. Ciekawe jak one to robia, zawsze
                  znajduja potem bogatych mezow?

                  --------
                  Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
                  • rose2 Re: Właściwa droga 26.06.03, 17:48
                    Absolutnie nie. Ja uwazam, ze to marnotrastwo, a co one sobie mysla to ich
                    sprawa.
                    • rose2 Re: PS 26.06.03, 17:48
                      studia i chec podjecia pracy to nie jest skrystalizowany plan Doroto.
    • dorotka1970 pozytywny wynik :-) 26.06.03, 16:58
      Zakladajac ten watek nie sadzilam, ze wynik bedzie tak budujacy. Tylko jedna
      osoba przeciwko!

      Pozdrawiam serdelecznie :-)
      Dorotka
      --------
      Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
      • Gość: Marzena Re: pozytywny wynik :-) IP: 12.34.40.* 26.06.03, 17:26
        Rose, co myslisz o tym scenariuszu. Mam dwie magisterki. Po studiach pracowalam
        pare lat, po czesci wykorzystujac oba kierunki studiow. Potem wygralam w totka
        (amerykanskiego)10 milionow dolarow. Ja i moj maz jestesmy finansowo ustawieni
        do konca zycia. Nie pracujemy poza domem i nie mamy jeszcze dzieci. "Siedzimy
        w domu, skrobiemy marchewke" dla siebie i naszym psow i zajmujemy sie
        zarzadzaniem finansami. Wiesz jak sie ma 10 milionow to trzeba uwazac, gdzie
        sie inwestuje. To jest ciezka praca, pewnie tak samo ciezka jak wychowanie
        dzieci. Pracowac dla kogos wiecej nie bede. Dla swojej rodziny i dzieci jak
        najbardziej. Wedlug Ciebie pewnie zmarnowalam studia. Wedlug mnie dokonalam
        wyboru. Moje dzieci beda mialy wszystko, wlaczajac pelnoetatowa mame i tate.
        Aha przyszly tata jest po biologii. Juz go widze z dziecmi, kiedy uczy je o
        wszystkim co nas otacza.
        • rose2 Re: pozytywny wynik :-) 26.06.03, 17:46
          Gratuluje pomyslowosci, niestety to tez uwstecznianie sie, jeden cel dobrze
          zainwestowac, jak sie ma 10mln to mozna zatrudnic specjaliste, ktory to bedzie
          robil za ciebie. Tak sie jednak sklada, ze prawdopodobienstwo twego przykladu
          jest nikle.
          • dorotka1970 Re: pozytywny wynik :-) 26.06.03, 17:54
            rose2 napisała:

            > Gratuluje pomyslowosci, niestety to tez uwstecznianie sie, jeden cel dobrze
            > zainwestowac, jak sie ma 10mln to mozna zatrudnic specjaliste, ktory to
            bedzie
            > robil za ciebie. Tak sie jednak sklada, ze prawdopodobienstwo twego
            przykladu
            > jest nikle.

            Pomijajac prawdopodobienstwo tych 10 baniek, znow zakladasz, ze nie mozna
            wybrac. A jezeli oni nie chca wynajmowac specjalisty, bo podoba im sie to co
            robia? Tak samo jak nie chca wynajmowac niani albo pani od biologii :-)
            --------
            Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
          • Gość: Marzena Re: pozytywny wynik :-) IP: 12.34.40.* 26.06.03, 18:05
            Niestety jest to prawdziwy przyklad znajomej mi bliskiej osoby. Facet zaczal z
            kilkoma milionami, z tymze teraz te 10 mln uroslo do setek. On i jego zona maja
            pare domow na Florydzie i Wisconsin, podrozuja, zarzadzaja pieniedzmi rodzinnie
            z pomoca corki. Obydwoje nie pracuja zarobkowo. Udzielaja sie za to
            charytatywnie. Przez ostatnie lata wladowali kupe pieniedzy w uczelnie na
            Florydzie i Wisconsin (zeby ludzie mogli sie ksztalcic jesli chca) i wybudowali
            pare budynkow publicznych w Milwaukee. Co za marnotrastwo ich studiow!
    • Gość: Alla Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk IP: *.a2000.nl 26.06.03, 17:12
      Absolutnie sie zgadzam z autorka postu.
      Dlaczego wychowywaniem dzieci maja sie zajmowac tylko niewyksztalcone kury
      domowe??? Dlaczego pozostawic dzieci niedouczonym gluptasom?
      Wychowywanie dzieci to zadanie wymagajace duzej wiedzy o swiecie i zyciu.
      Zajmowanie sie dziecmi po studiach to zadne marnotrawstwo - to najlepsze
      wykorzystanie zdobytych umiejetnosci. Dlaczego wychowanie przyszlego pokolenia
      ma byc mniej wazne od przekladania papierkow z biurka na biurko?? Studia to nie
      tylko czytanie ksiazek i wkuwanie zadanych lekcji na tydzien przed egzaminem.
      Studia to ogolny rozwoj czlowieka, kontakty z innymi, to uczestnictwo w
      dodatkowych zajeciach jak sympozja, spotkania z ciekawymi ludzmi ze swiata
      nauki i nie tylko, to cala masa dodatkowych rzeczy, ktore sie licza
      zdecydowanie bardziej niz wkuwana wiedza. Dla mnie najwazniejsze z perspektywy
      lat byly te dodatkowe zajecia, dzialalnosc w kolach naukowych i nawiazane
      kontakty. Te kontakty teraz procentuja i wplynely najwiecej na bieg mojego
      zycia.
      Niestety, za malo wyksztalconych kobiet decyduje sie na dzieci, z ogromna
      szkoda dla przyszlych pokolen.

      • Gość: Marzena Re: czy ja mam prawo studiowac i skrobac marchewk IP: 12.34.40.* 26.06.03, 17:40
        Ogolnie to wszystko sprowadza sie do tego, ze wiekszosc ludzi uwaza prace w
        domu za bezwartosciowa. Ja uwazam, ze praca w domu jes rownie wazna jak praca
        CEO. Tylko, ze CEO dostaje za to znacznie wieksze pieniadze bo jego rezultaty
        sprowadzaja sie do wymiaru pienieznego. Wiesz Rose, jak bys sobie przeliczyla
        ile kosztuje praca w domu (sprzatanie, pranie, gotowanie, opieka nad dziecmi,
        zarzadzanie finansami, planowanie i zarzadanie czasem meza/zony i dzieci, itp.)
        to bys przestala gadac o marnowaniu studiow. Jedni po prostu wybieraja prace
        zarobkowa a inni prace w domu. Wybor i osad czy studia sa zmarnowane czy nie
        zalezy tylko do nich.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka