dorotka1970
26.06.03, 10:23
W jednym z watkow padlo ostatnio stwierdzenie, ze kobieta, ktora w pewnym
momencie zycia decyduje sie zostac w domu i wychowywac dziecko/dzieci nie ma
prawa do rozwoju intelektualnego, bo jest to z jej strony marnotrawstwo i do
obierania marchewki jej niepotrzebne. To tak w wielkim skrocie.
Chcialabym zapytac przede wszystkim, kto ma z gory zaplanowane cale zycie?
Czy dziewczyna, ktora podejmuje studia w wieku 19 lat musi podpisac jakis
cyrograf, ze jakby co, to tylko niania do dzieci, bo ona ma dlug spoleczny
do splacenia za mozliwosc studiowania?
Czy wasi mezowie byliby zadowoleni z faktu posiadania zony, ktora tylko o
marchewce, kupkach i brazylijskich serialach potrafi sie wypowiedziec?
A co ze studiami "3 wieku"? Czy te babcie, ktore wreszcie maja czas na
studiowanie i gimnastykowanie umyslu robia cos niemorlanego i spolecznie
szkodliwego?
Powiem szczerze, ze nie moglam uwierzyc, ze ktos moze cos takiego wymyslic.
A co wy myslicie na ten temat?
Pozdrawiam,
Dorotka
--------
Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat