tamagochino1
04.07.03, 17:46
Przeczytałam właśnie wątek o kolorowych reklamówkach, i zastanawiam się,
którędy przebiegają granice między krytyką, krytykanctwem i snobizmem.
Niezwykle łatwo jest nam wydawać osądy, wytykać błędy stawiać pod pregierzem.
Sporadycznie tylko zastanawiamy się nad tym, jaki wpływ na osobę skrytykowaną
moze mieć sposób w jaki wyrażamy dezaprobatę. Mało kto próbuje wczuć się w
sytuację, która jego samego nie dotyczy, ale osądy wydajemy z lekkim sercem.
Jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny, dla mnie najstosowniejszą formą krytyki i
osądania jest DOBRY PRZYKŁAD. Nie podobają mi się plastikowe reklamówki,
stringi, zielone paznokcie czy kościane kółko w dolnej wardze, to ich nie
noszę. KONIEC.
Nieodpowiednio wyrażona kryka na ogół odnosi skutek odwrotny od zamierzonego.
Jakiś czas temu był watek dotyczący wyglądu młodych dziewcząt noszących
biodrówki, pomimo wałeczków itp. jeszcze wcześniej ktoś nabijał się z
dziewczyn chodzących na aerobik(?), bez kondycji i poczucia rytmu. Po
przeczytaniu tego postu pewna osoba zrezygnowała z zapisania się na takie
zajęcia, bo bała się, że zanim się nauczy poruszać i zrzuci te 10 kilo
nadwagi będzie obiektem drwin.
A może niektóre osoby spośród potępiających takie zjawiska wcale nie mają na
celu poprawy obecnego stanu, a jedynie usiłują się dowartościować?
Co i jak należy krytykować, a czego nie wypada poruszać?