ja i moje lęki

27.10.07, 22:20
musze zaczac nowy watek, przepraszam.
moze ktos 'nowy' pojedzie mi tak ostro, ze w koncu sie ogarne...

po burzliwym rozstaniu z eksem w styczniu i przechodzeniem przez
pieklo az do maja ogarnelam sie - praca, szkola - same sukcesy,
kariera... w wiekszosci dzieki przyjaciolom i rodzinie.
wakacje milion spraw codzienne zycie - powoli stawalam na nogi - raz
na miesiac sms od eksa, jakas beznadziejna rozmowa na gg. wydawalo
mi sie, ze sie ogarnelam. gdzies tam czasami, wyobrazalam sobie
jakby to bylo gdyby znowu wrocil. czekalam na to gdzies w srodku
samej siebie.
nagle - pod koniec wrzesnia on mnie zaprasza do knajpy. rozmowa o
zupie slupie, ze sie odbil, zarobil kupe kasy, ze rozstal sie z
dziewczyna dla ktorej mnie zostawil, ze od dwoch miesiecy ma wyrzuty
sumienia i zaluje tego co bylo, ze ciagle o mnie mysli.
probowalam byc twarda i nawet na spotkaniu bylam.
po dwoch dniach zadzwonilam do niego, ze nie, zmieniam zdanie, ze
chce zeby wrocil, ze jestem w stanie nie wracac do tego co bylo, ze
tak, chce i w ogole.
nagle sie okazuje, ze z tamta to nie do konca koniec (te wnioski to
efekt 5cio godzinnej rozmowy przez telefon)... dalam mu tydzien na
wyprostowanie spraw. w tym czasie codziennie rozmawialismy,
gadlismy, bla bla bla, jak o tym powiedziec rodzicom, raz jeszcze
sie spotkalismy... on probowal cos poprostowac, tylko raz mowil tak,
raz tak. zerwal z nia, zablokowala go na gg... tak naprawde wcale
sie nie cieszylam, bo jeszcze nie mialam z czego, poza tym po tym
wszystkim co bylo w ciagu ostatniego roku - mialam sama przed soba
opory.
no i zbliza sie ten dzien w ktorym ma nastapic ostateczne starcie...
cos nie chce gadac, cos odpowiada, czegos niedopowiada...
prawie w nocy dzwoni do mnie ta dziewczyna.
pieprzy mi przez dwie godziny (ze ja sie nie rozlaczylam, glupia ja)
ze ona juz go nie chce, ze ona mu powie zeby on do mnie wrocil, ze
ja to jestem madra, fajna i w ogole... dzwonie do niego - bo
chcialam byc z nim szczera (!) - ze ona do mnie zadzwonila i chce
sie spotkac, zaprzyjaznic, w ogole w miedzyczasie mowi mi, ze on jej
przedstawil troche inna wersje zdarzen...
totalna awantura, krzyczy na mnie ze w takim razie to on nie bedzie
juz nigdy ani ze mna ani z nia.
w srodku nocy milion telefonow, slysze w sluchawce, ze tamta drze
sie, krzyczy, wyje i histeryzuje... on sie mnie o cos pyta, ona
temu zaprzecza...
nastepnego dnia on mnie za to wszystko przeprasza, mowi ze to co ona
zrobila (popila prochy wodka) i co powiedziala daje mu obraz tego co
jest. dodaje, ze sie rozstali.
poprzedniego dnia wspomnial mi tylko, ze maja tydzien na decyzje czy
chca byc ze soba. no ale ta awantura, te telefony... wiec naiwnie
myslalam ze to nieaktualne. oczywiscie wierzac w to, co mowi,
powiedzialam mu, jak za nim tesknilam, jak swirowalam, ze przez ten
czas spotkalam sie z tym i tym i ze skonczylo sie tak i tak.
wiec on znal wydarzenia.
w polowie tygodnia gadamy i on powiedzial cos w stylu, ze ona
jeszcze nie prosila zeby on do niej wrocil... najpierw sie zdzwilam,
potem poryczalam, potem wkurzylam i powiedzialam zeby sie odezwal
jak sie zastanowi z ktim on tak naprawde chce byc. i nie odzywalam
sie az do dzis - zblizal sie dzien konca tego 'tygodnia'...
i k...a!! myslalam o tym, o nim, o tym wszystkim... czy dzwonic dzis
czy jutro, czy w ogole dzwonic, czy pytac, czy czekac...
wchodze teraz na gg i widze jego opis: ze ja kocha i prosi zeby
wrocila, ze naprawi wszystko co bylo zle...
jakby mnie piorun trafil...
przeczekalam godzine, dwie... dzwonie, ale on nie ma czasu. za
sekunde odzwania, mowie mu (calkiem spokojnie, co zreszta przez ten
caly czas od tego spotkania bylo dziwne - ani nie wylam, ani nie
blagalam, po prostu mowilam) bo juz nawet nie pytalam, tylko
stwierdzialam, ze ok, wybral.
a on mowi ze tak, ze jest wlasnie u niej, ze zdecydowal.
powiedzialam zeby juz nie dzwonil za pol roku o kolacje, ze skoro
woli ta wariatke (sorry, ale ona lyka psychotropy, poza tym bylo
kilka akcji) to ok, zapale mu symblicznego znicza w czwartek.
i tak wam powiem, ze walcze juz z pol godziny sama ze soba, zeby sie
nie poryczec, nie poryczec tak, jak wylam pol roku temu.
znowu mnie oszukal, bylam zabawka, ktora mozna rzucic w kat...
a ja chcialam byc bohaterka, pierwsza, ktorej sie udalo cos w co
nikt nie wierzyl...!!
a teraz siedze sama i skreca mnie bo wstydze, najnormalniej w
swiecie wstdze sie komukolwiek - nawet przyjaciolce powiedziec jaka
jestem glupia.
jesli ktos mnie 'przeczytal' do konca i ma chwile zeby mi powiedziec
ze jestem glupia to zapraszam...

ps tak naprawde to sie boje ze po prostu juz do konca zycia bede
sama... w pracy nie ma takiej opcji, w szkole tez nie widze
perspektyw... a ja mam juz 22lata, wpadlam w tybik praca-szkola-dom,
co z tego ze robie kariere, znajomi mi zazdroszcza, jak w srodku
jestem sama i udaje sama przed soba ze jestem szczesliwa??
ja bylam gotowa miec z nim dziecko, rzucic w cholere szkole i prace,
sprzeciwic sie rodzicom i znajomym i byc z nim.
i tak dalam sie oszukac...
taka jestem glupia.
    • rosa_de_vratislavia Re: ja i moje lęki 27.10.07, 22:35
      akkknes napisał:

      > taka jestem glupia.

      Nie jesteś głupia. Po prostu kochasz. A facet to cyniczny
      emocjonalny popapraniec, który traktuje ludzi instrumentalnie.
      Dobrze,że z nim nie jesteś, wierz mi.
      Jak następnym razem zadzwoni żebrać o spacer/kolację (co pewnie za
      kilka miesięcy nastąpi), zaciśnij zęby i odmów.
      • akkknes Re: ja i moje lęki 27.10.07, 22:46
        nie, on juz nie zadzwoni...
        podejrzewam, ze jak wroci do domu i dorwie sie do kompa to mnie
        dodatkowo zablokuje na gg i wywali z grona - znam go, on zna mnie i
        wie ze to mnie jeszcze tylko dobije...

        i co to za kochanie, jak to jest chore kochanie??

        i co, w sylwestra mam siedziec sama - dwa poprzednie byly z nim, nie
        pamietam jak to juz jest isc gdzies ze znajomymi...
        boze, ja sie tak bardzo boje byc sama... tu nie chodzi o
        kwestie 'fizyczne', ale o zwykle sprawy - zeby miec sie komu
        pochwalic, pozalic, przytulic sie, wiedziec ze ktos jest ;(
        • madziuuunia Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:03
          Akkknes nie smuc sie!!!! sylwester to tylko kolejna noc jakich wiele
          kiedy mozna sie pobawic... NIe mysl o tym jak o czyms wyjatkowym co
          tzreba spedzic z facetem. Ja tez sama spedzam sylwestra...ale
          wymysle cos i bede sie bawic o niebo lepiej niz jakby byl tam ON...
          chce sie uwolnic od tego. Nauczylam sie tej samodzielnosci juz,
          przywyklam do bycia samej......i budze sie rano z radoscia w sercu
          BO WKONCU SIE UWLONILAM i wiem ze gdzies czeka ktos wyjatkowy....
          • polla.k Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:06
            Akness kochanie...masz DOPIERO 22 lata, wszystko przed Tobą.
            • akkknes Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:09
              polla, to sa juz 22 lata - co ja bede rodzic dziecko w stresie,
              przed 40tka, z tym kto mi sie trafi..??
              a w sylwestra pojde chyba do dziadkow, zeby sama nie siedziec
              • rosa_de_vratislavia Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:19
                akkknes napisał:

                > polla, to sa juz 22 lata - co ja bede rodzic dziecko w stresie,
                > przed 40tka, z tym kto mi sie trafi..??

                Nie wiem czy Ci się ktoś trafi,jak będziesz...

                >w sylwestra pojde chyba do dziadkow, zeby sama nie siedziec

                ...chodzić w Sylwestra do dziadków.
                Co chcesz sobie udowodnić? Że za późno na znajomych i zabawę?
                Może przywdziejesz jeszcze wdowi welon po umarłej miłości?
                Podtrzymuję tezę,że to nie tylko zawiedziona miłość Tobą kieruje ale
                i depresja.
                • akkknes Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:23
                  nie, po prostu dwa poprzednie sylwestry spedzalam z nim,
                  wczesniejsze tez z kims, a teraz sie pozmienialo - znajomi maja
                  narzeczonych, niektorzy sie powykruszali... a ja jestem juz za stara
                  na to, zeby zapytac jakiegos kolege... poza tym od razu sobie
                  wmawiam, ze ktos mi a) odmowi, b) jesli juz sie zgodzi to bedzie na
                  pewno glupio i bedzie mi potem wstyd...
                  bo ja nie wiem czy mu wypada zadzwonic do kogos i powiedziec: nie
                  mam planow na sylwestra. JA. ZADNYCH.
                  • rosa_de_vratislavia Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:31
                    akkknes napisał:

                    > znajomi maja narzeczonych, niektorzy sie powykruszali... a ja
                    jestem juz za stara na to, zeby zapytac jakiegos kolege... poza tym
                    od razu sobie wmawiam, ze ktos mi a) odmowi, b) jesli juz sie zgodzi
                    to bedzie na
                    > pewno glupio i bedzie mi potem wstyd...

                    Nie możesz iść SAMA? Co Ty...kobieta- bluszcz jesteś?
                    Chodziłąm sama na imprezy do muzeum,nawet na kawę do kawiarni. To
                    jest miłe:)

                    > bo ja nie wiem czy mu wypada zadzwonic do kogos i powiedziec: nie
                    > mam planow na sylwestra. JA. ZADNYCH.

                    Wypada zadzwonić i spytać,czy możesz dołączyć. Wypada.
                    Ale chyba wolisz siedzieć u dziadków i rozmyślać, jaka jesteś
                    biedna? Bo wymyślasz dziwne preteksty,żeby nie wyjść do ludzi...
                    • akkknes Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:36
                      no jak sama na sylwestra??
                      co mam pojsc na bal sama?? albo wbic sie do klubu na impreze, gdzie
                      nikogo nie znam??
                      pewnie ze nie pojde do dziadkow, pewnie sie w koncu przelamie i do
                      kogos zadzwonie... i pewnie pojde gdzies, i nawet bedzie fajnie... :)
                      • rosa_de_vratislavia Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:39
                        akkknes napisał:

                        > no jak sama na sylwestra??
                        > co mam pojsc na bal sama??

                        Twoi przyjaciele (piszesz,że masz prawdziwych przyjaciół) wyprawiają
                        tylko bale, gdzie się przychodzi parami?
                        Nie robią imprez w domach/klubach/nie jadą w góry?
                        Jeśli tak, to przepraszam. Idź do dziadków.

                        • akkknes Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:42
                          zle mnie zrozumialas - myslalam, ze wlasnie chodzi co o to, ze mam
                          sama isc na jakis bal :D
                          a znajomi robia cos, robia - albo w domu albo gdzies wyjezdzaja...
                          przynajmniej tak bylo ostatnio.
                      • quba40 Re: ja i moje lęki 28.10.07, 17:26
                        Rozumiem, że do tej pory byłaś noszona na tego sylwestra, dlatego nie umiesz
                        sama na niego iść. Ale spokojnie masz jeszcze trochę czasu na trening ;)
                  • quba40 Re: ja i moje lęki 28.10.07, 17:24
                    Ty za stara? buhaha wybacz, ale takich głupot to dawno nie czytałem. Dziewczyno
                    weź się w garść, to że jeden dupek zrobił Cię na szaro nie oznacza końca świata!
                    Bądź silna, wyciągnij z tego ciosu wnioski, najłatwiej to siąść i płakać, ktoś
                    powinien Tobą potrząsnąć abyś się otrząsnęła!
              • quba40 Re: ja i moje lęki 28.10.07, 17:21
                Dramatyzujesz ;)
                po co ten pośpiech? Na siłę szukasz partnera? To kompletnie nie ma sensu,
                pamiętaj lepiej być samotnym niż w nieudanym związku.
          • akkknes Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:14
            a ja nie mam tej wizji, ze gdzies ktos na mnie czeka.
            znajomi sie juz poparowali, nie chce byc piatym kolem...
            patrze tak sobie na moich znajomych, przyjaciol i kolegow i mysle
            czego mi brakuje...
        • rosa_de_vratislavia Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:08
          akkknes napisał:
          > i co, w sylwestra mam siedziec sama - dwa poprzednie byly z nim,
          nie
          > pamietam jak to juz jest isc gdzies ze znajomymi...
          > boze, ja sie tak bardzo boje byc sama...

          Kurczę, masz rację, zasługujesz na kopa w głowę...nie raz i nie dwa
          spędzałąm samotne(tzn. niesparowane:) Sylwestry/studniówkę/imprezy i
          jakoś żyję.

          A tak serio - potrzebny Ci psychiatra. Nie psycholog - psychiatra.
          Bo Ty Akkens masz zwykłą depresję.
          Uwierz starszej o 12 lat, życzliwej Ci, choć anonimowej, koleżance z
          sieci.
          • akkknes Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:10
            nie mam depresji, przeciez normalnie pracuje, studiuje, gotuje, jem,
            sprzatam, spie...
            tylko tak bardzo boli, ze on jednak wybral ja a nie mnie ;(
            • rosa_de_vratislavia Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:15
              akkknes napisał:

              > nie mam depresji, przeciez normalnie pracuje, studiuje, gotuje,
              jem,
              > sprzatam, spie...

              No i co z tego? Depresja nie polega tylko na leżeniu w łózku i
              mówieniu "żyć mi się nie chce".

              > tylko tak bardzo boli, ze on jednak wybral ja a nie mnie ;(

              Wiesz,mam wrażenie ,że jesteś masochistką, która upaja się swoim
              cierpieniem, dłubie w ranach,żeby nie zaschły i nie przestały boleć,
              z upodobaniem rozcina to, co się trochę ma szansę zasklepić.

              Będziesz teraz analizować każdy gest, każde jego słowo?
              Będziesz celebrować rocznice rozstania?

              Mam wrażenie, że ty LUBISZ CIERPIEĆ.
              Mylę się?
              Odpowiedz!
              • akkknes Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:21
                nawet nie wiem kiedy sie dokladnie rozstalismy...
                wiem ze w styczniu zaczelo sie sypac... i to ostro.

                tu nie chodzi o analizowanie jego slow, ale o to, ze to ja jestem
                glupia, ze moglam sie nie zgodzic, nie odebrac, nie odpisac, nie
                isc - cokolwiek.
                nie, nie lubie cierpiec.
                tylko myslalam, ze po takim czasie, i teraz jeszcze po 'powtorce z
                rozrywki' nic mnie juz nie zlamie, ze jestem silna i twarda...
                taa twarda jak go...o na mrozie.
        • quba40 Re: ja i moje lęki 28.10.07, 17:19
          Sama wywal go z grona i zablokuj GG, wywal go ze swego życia, po co kontaktować
          się z kimś kto zupełnie Cię nie szanuje i ma gdzieś Twe uczucia? Gdyby jeszcze
          zachował się z klasą, okazał cień skruchy za to, że znowu zburzył Twój spokój...
          niedojrzały samolub, daruj sobie takiego.
          • akkknes Re: ja i moje lęki 28.10.07, 17:29
            no cholera, zaluje, kaja sie, placze prawie, przeprasza, snuje wizje
            na przyszlsoc... tylko cholera jasna maryska cos sie tu wkreca w
            temat :D
            ooo zlapalam zajawke - glupawke, zrozumialam ZART SYTUACYJNY, cala
            dramaturgie i abstrakcyjnosc sytuacji
            <zaraz pewnie wpadne w dolek? jak do mnie dojdzie PRAWDA>
      • madziuuunia Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:00
        Akkknes Kochanie nie jeste sglupia, po pierwsze uspokoj sie
        troszke,ochlon.....My wsyzstkie przez nasz aosttania polroczna droge
        nbarobilysmy starsnzych glupot:((( ale nie win siebie,mialas
        nadzieje ze moze jendak-teraz wiesz ze jednak nie. To
        koniec,prawdziwy koniec,cham najgorszy.......
        Ja do swojego wracalam jeszcze 4 razy....ostatecznie rzucil mnie. To
        co pzrezylam ostatnio to byl szczyt moich mozliwosci,skonczylo sie
        tym ze wyladowalam w szpitalu pzrez tego gnoja,z jego winy po
        czesci. Nawet sie nie zainteresowal tym ze umieralam na stole.... :
        ((( nawet nie odpisal gdy go o tym powiadomilam. Zerwal ze mna a ja
        o paru dniach dowiedzialam sie ze jestem w ciazy....poinformowalam
        go to wiesz co zorbil?? wyslal mi link do stornki o aborcji....nie
        chcial na ten temat nawet rozmiwac,kazal mi usunac dziecko bo jak
        stwierdzil "chce mu tym rozpier.....zycie" bo chce go zrujnowac,a on
        ma przed soba piekna bogata przyszlos coplywajaca w sukcesy,kazal mi
        sie wynosic i "bachora" usunac.... oczywsicie nie chcialam tego
        zrobic... cala w nerwach chodzilam. Zostawil mnie w najgorszym
        moneci emojego zycia....zaczynalam studia,przeprowadzilam sie do
        niego 500km od domu.....a on na zien dobry dal mi kop akazal samej
        wszystko szukac,samej zalatwaic.Musialam odnalezc sie sama
        trojmiescie....szukac lokum bo on mnie wypierd...na bruk jendym
        slowem. Stwierdzil ze jednak chce byc sam,ze mu dobrze samemu....ze
        nei jestem mu juz potzrebna do niczego.... Jaki ja mam zal do siebie:
        ((
        z nerwow poronilam to malenstwo..... krwawilam starsznie,starscilam
        mnostwo krwi i wyladowalam w spzitalu ....gdyby nie to ze mieli na
        miejscu krew dla mnie to nie przezylabym :(( a ten gnoj nawet sie
        nie zapytal....on nawet teraz nie wie czy zyje wogole:(((
        Starsznie zle zrobilam latajac tak za nim...Nigdy wiecej nie chce
        miec z nim nic do czynenia,wykasowalam nr,wyukasowalam GG...nie ma
        go w moim zyciu,wszystko wywalilam.....koniec.
        I co ci powiem,wyszlam z tego,tera zbudze sie z usmiechem na
        twarzy,zajmuje soibie kazd aminute dnia...poznaje mnostwo ludzi
        kazdego dnia,chodz ena imprezki....umawiam sie na randki.W przyszlym
        tyogdniu beda 3 randki:) no jest naprawde wpsaniale,czuje sie
        piekna,doceniana....szanowana!!!!
        nigdy nie pozwole nikomu wiecej tak mnie zeszmacic i Kochana Akkknes
        tobi etez radze zamknac ten rozdzial,to sie za ldugo
        ciagnie...Zaczelysmy w tym samym czasie to i skonczmy tez w tym
        samym.... KONIEC AKKNES KONIEC KONIEC KONIEC. Masz piekny
        wiek,idelany na poznanaie dojrzalego mezczyzny,jeste swietna
        babka!!!! nie daj sie zwraiowac,ten gbur jest\ totalnym
        smieciem,rozwydrzony bachor.....co on sobi ewyobraza.Nie wolno bawic
        sie cudzymi ucuzciami!!!! nie pozwol nigdy wiecej siebie
        szmacic.Stalo sie dobrze bo teraz masz swietny obrazek
        wszystkiego.Wytrzymasz to -wierze w ciebie!!!!! Teraz z szacunku do
        samej siebie zapomnij o istnieniu tego niedjrzalego delikenta!!!
        PAMIETAJ ZE JESTEM Z TOBA.....od samego poczatku:* trzymaj sie
        cieplutko
        • akkknes Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:09
          kurde, magda tu chodzi o to, ze ja naprawde jestem glupia - dalam mu
          sie nabrac... bylam zabaweczka, przerwynikiem...
          bo on poklocil sie z tamta, ona miala jakies chore jazdy i co - to
          to ja zawsze jestem,zawsze bylam...
          jestem zla sama na siebie, sama sobie sie dziwie - choc niby do
          konca sama nie wierzylam w to co sie dzieje...
          ja wiem, ze mam TYLKO 22lata, ale mowie - kursuje miedzy szkola a
          studiami, nie ma mnie po 15-18godzin w domu od poniedzialku do
          piatku... dla mnie skonczyly sie czasy beztroskiego dziecinstwa...
          wiedzialam co robie, decydujac sie na ta prace, na te studia - ale
          do czasu, az on nie zadzwonil, a ja nie polecialam do niego jak na
          skrzydlach - udawalam ze nie ma problemu, bo chyba ciagle gdzies w
          srodku ludzilam sie, ze bedzie chcial wrocic.
          ale mnie nigdy nie prosil o powrot, nie chcial nic naprawiac.
          to naprawde boli, ze dla mnie nie zrobil NIC. ja mu dalam wszystko,
          wszystko dla niego pokonczylam, a on i tak mnie nie chce. to mnie
          boli - ze mnie NIE chce, nie chcial i nie bedzie chcial.
          ze mimo ze ona jest chora, ze bierze psychotropy, ze gada glupoty to
          ja, to co robilam dla niego, dla siebie, to co w ogole robie nie ma
          znaczenia. przegralam z dziewczyna ktora zachowuje sie wariatka...
          ja, dziewczyna z zyciem jak z bajki, ktorej wszystko sie
          poukladalo...
          zal sciska dupe...

          ps magda tego co sie u ciebie stalo nie jestem w stanie skomentowac.
          • rosa_de_vratislavia Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:26
            akkknes napisał:

            >to mnie
            > boli - ze mnie NIE chce, nie chcial i nie bedzie chcial.
            > ze mimo ze ona jest chora, ze bierze psychotropy, ze gada glupoty t
            > przegralam z dziewczyna ktora zachowuje sie wariatka...
            > ja, dziewczyna z zyciem jak z bajki, ktorej wszystko sie
            > poukladalo...

            Chora to gorsza? Ciekawe...leki psychotropowe to nic złego.
            Wiesz, Twoje zachowanie też jest dziwaczne...to zakładanie,że się
            jest dla wszystkich znajomych "piątym kołem u wozu". Ta
            deklaracja "Sylwestra spędzę u dziadków" ( obrażam się na cały świat
            i zabieram swoje zabawki - tak to wygląda)...te dziwne teksty
            o "ciązy przed czterdziestką z kimkolwiek". To przeświadczenie,że
            jesteś stara, że dzieciństwo się skończyło.
            Sam tytuł wątku mówi o Twoich LĘKACH.
            Zapewniam,że nieszczęśliwa miłośc nie u każdego implikuje takie
            skutki.
            Chciłaś kopa, to go masz...
            • akkknes Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:34
              a co, nie jest tak??
              przezdwa lata bylam prawie nieobecna na spotkaniach przyjaciol - bo
              wolalam byc z nim. az dziwne, ze moi przyjaciele nadal sa moimi
              przyjaciolmi, ze sie nie obrazili... (to sa prawdziwi przyjaciele)
              tu nie chodzi o to, ze chora=gorsza. ja tez mam za soba pobyt w
              szpitalu (zreszta wtedy mi powiedzial ze ma mnie w dupie) ale po
              tym, co on sam mi o niej opowiadal (bo 'poznalam' ja jako jego
              szalona znajoma z gg, ktora opowiada bajki rodzicom, ze jedzie na
              wycieczke a tak naprawde jedzie do kolesia z netu) wiem ze u niej
              leki psychotropowe nie sa 'lekarstwem', a nie wiem, czyms w rodzaju
              cukierkow. jest mi zle, chce zwrocic czyjas uwage - lykam procha i
              popijam wodka. to u niej standard. potem zaczynaja sie placze,
              grozby sie potnie (i rzeczywiscie, tnie sie, w obecnosci matki,
              ktora to traktuje jak 'dorastanie nastolatki') - wiec tu nie chodzi
              o chora czy gorsza... ja tez lezalam w szpitalu i wylam z bolu - a
              on wtedy mnie zostawil i w ogole. ale jakos ciac sie nie cielam.
              nawet o tym nie pomyslalam.
              i nie chodzi o to, ze sie obrazam na caly swiat- raczej nie chce
              wtedy byc sama...
              a ciaza przed 40tka - no bo gdzie i kiedy ja do cholery poznam
              kogos?? ja nie pamietam jak to jest byc samej... jak dostalam prace
              i pisalam o tym znajomym, to co od nich slyszalam, nie bylo tym, co
              uslyszalabym od kogos 'mojego'...
              lęki tak - bo boje sie ze juz zawsze bede wstawac rano, jechac do
              pracy, wracac z niej, chodzic do szkoly, zaliczac kolejna sesje, a w
              weendy robic pranie i sprzatac... i od czasu do czasu wyjde z kims
              do kina na piwo czy pogadac...
          • quba40 Re: ja i moje lęki 28.10.07, 17:35
            Przegrałaś z kimś kogo on kocha, to bardzo proste. Możesz być chodzącym ideałem
            a i tak nie wybierze Ciebie, właśnie na tym polega prawdziwe uczucie, że
            akceptujemy wady i niedociągnięcia. Facet miał moment zwiątpienia, pewnie nie
            mógł już wytrzymać, zachował się jak idiota bo wciągnął w to wszystko Ciebie i
            zagrał na Twoich uczuciach. Nie obwiniaj siebie, że Ci czegoś brak, to nie takie
            proste, że wystarczy spełnić jakieś kryteria aby ktoś się dzięki temu zakochał.
    • pozno_w_noc Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:08
      Nie wiem czy Cie to pocieszy...Ja tez kocham kogos kto jest 'nie dla
      mnie'. Nie umiem przestac, odkochac sie, boje sie odejsc ze strachu
      przed samotnoscia. No i tak naprawde to nie jestesmy razem tylko
      mnie sie wydaje ze w koncu bedziemy. A on troche sie mną
      bawi...Milosc czasem bywa trudna, ciezka, okupiona lzami,
      cierpieniem.
      Ale Ty jestes baardzo mloda. 22 lata to super wiek! Wszystko przed
      Toba i nie mysl ze to frazes. Wiec co mowie. Gdybym znow miala 22
      lata zupelnie inaczej pokierowalabym swoim zyciem.
      A o tamtej dziewczynie nie mow wariatka bo bierze psychotropy. Kazdy
      z nas moze brac, kazdy moze sie kiedys zalamac. Ja po nieszczesliwej
      milosci zachorowalam na nerwice i tez przez jakis czas bralam. Ta
      dziewczyna zachowuje sie histerycznie bo go pewnie bardzo kocha. Tak
      jak i Ty. Tak jak i wiele z nas ktore z milosci robia czasem
      absolutnie zenujace rzeczy...
      Trzymaj sie, bedzie dobrze, zoabczysz:)
      • akkknes Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:13
        tak, ale ty na pewno nie popijalas lekow wodka??
        mi o to chodzi - sama mam kolezanke, ktora bierze psychotropy- ale
        ma meza, dziecko, wie ze nie moze pic. i jest ok.
        poza tym ona przez 2godziny mi mowila jak go nienawidzi, jak ja
        oszukiwal (ze szczegolami) a za dwie godziny darla sie w telefon jak
        on mnie przepraszal ze na pewno mam karabin i chce ja zabic i ze
        podjade pod jej dom czolgiem.
        • takaja8 Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:25
          ale o co chodzi???
          dla mnie sprawa skończona, on niedość, że jasno Ci to powiedział, to
          i sama mogłaś to odczuć.
          Po co wikłać się w takie bagno?
          Jesteś MŁODA, życie przed Tobą, a nie pasmo zadręczań, myśli,
          doszukiwania się zdrady i nielojalności z jego strony.
          • akkknes Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:38
            TAK, sprawa skonczona!! to nie podlega dyskusji.
            ja po prostu chcialam pogadac ze jest mi zle, ze ktos sie mna
            pobawil i odlozyl na bok i ze to boli. nawet po roku.
            i ze wiem ze to nie byla milosc, bo to bylo cos chorego, toksycznego
            i niezdrowego. ja to wszystko naprawde wiem.
        • trusia29 Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:46
          akkknes napisał:

          > tak, ale ty na pewno nie popijalas lekow wodka??

          Widzisz dziewczynko, to nie tak. W moim zyciu zdarzały sie takie
          jazdy, ze brałam leki i piłam. Nie jestem z tego dumna, ale byłam w
          bardzo, bardzo trudnej sytuacji. Zabijałam w ten sposób lek. Nie
          najmądrzej, ale ineczej nie umiałam. Wyszłam z tego sama i sama sie
          otrząsnęłam. Nie jestem wariatką.

          Bardzo ci współczuję, tematej zdiewczynie też. Ona tez go kocha i
          tez była w szoku.
          • akkknes Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:49
            aha, stawiasz mnie i ja na rowni??
            a to, ze ja z nim bylam dwa lata, ze mial byc piersionek i pieknie i
            kolorowo, a nagle wlazla z butami w moje zycie i je rozwalila, i po
            pol roku znajomsci 'w realu' z nim moje uczucia i jej sa rowne??
            to, ze ze mna mieszkal, znal pol mojej rodziny, ze pracowal u moich
            rodzicow, ze nie raz moj tata ratowal mu jego tylek w rozny sposob,
            ze dla niego robilam wszystko, lacznie z przemalowywaniem scian, itd
            itd jest rowne z jej 'wielka miloscia' do niego??
            • rosa_de_vratislavia Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:54
              akkknes napisał:

              > aha, stawiasz mnie i ja na rowni??
              > a to, ze ja z nim bylam dwa lata, ze mial byc piersionek i pieknie
              i
              > kolorowo, a nagle wlazla z butami w moje zycie i je rozwalila,

              A on został pewnie zgwałcony przez tą paskudną babę,on...to
              jagniątko bez skazy?
              Czyś Ty aby się nie zapędziła za bardzo?
              Ona nie ma obowiązku być wobec Ciebie lojalna - zakochała się i
              tyle. On obiecywał i Cię olał.

              >i po
              > pol roku znajomsci 'w realu' z nim moje uczucia i jej sa rowne??

              Nie są równe: jej uczucia wygrały.
              Ale ja bym jej nie zazdrościła takiego faceta.
              • akkknes Re: ja i moje lęki 28.10.07, 00:00
                tu nie chodzi o to, ze ja jej teraz zazdroszcze.
                nie nie...
                ten ostatni czas zlecial mi tak szybko, bo naprawde robilam miliard
                rzeczy zeby nie myslec, zeby jak najszybciej wiedziec co bedzie. i
                nawet mu powiedzialam, ze chyba wiem i czuje jak to sie skonczy (jak
                mu dalam ten tydzien na prostowanie spraw). i nie nastawialam sie na
                bog wie co... w sumie to nawet nie wierzylam w to co sie dzieje.

                a moj lek polega na tym, ze boje sie, ze juz nigdy sie tak totalnie
                nie zakocham. ze bede z kims, bo akurat jest. ze znowu bede
                porownywac z eks.
            • trusia29 Re: ja i moje lęki 27.10.07, 23:56
              ale dlaczego swój żal przelewasz na nia? zupelnie niepotrzebnie, to
              on ci skrzywidził, nie ona

              to że znał twoja rodzinę i przemalowałas sciany dla niego a twoj
              tata ratował jego "tyłek", nie znaczy, że ona jego nie kocha

              troche się zapedziłaś w swojej złości

              dlaczego uważasz, ze ona wlazła w twoje zycie z butami? on po prostu
              ja wybrał

              przykro mi, ze tak się stało, przykro mi ze cierpisz, uważam jednak,
              ze tamta dziewczyna nie jest winna i tez ma prawo do szczęścia, jej
              tez wspólczuję tego co przeżyła
              • akkknes Re: ja i moje lęki 28.10.07, 00:01
                a to, ze wiedziala o mnie to co, niewazne??
                • trusia29 Re: ja i moje lęki 28.10.07, 00:04
                  ważne to to, że ona zaiteresowal sie inna kobieta

                  widocznie nie chciał być juz ztoba, albo cos mu w waszym związku
                  nie pasowalo, miał więc parwo odejsc do innej, jesli ja pokochał

                  co nie zmiania faktu, że potępiam jego obecne zachowania i igranie
                  twoimi uczuciami

                  ale to jego, nie jej wina
                  • akkknes Re: ja i moje lęki 28.10.07, 00:07
                    tylko po jakigo...... dzwonil zeby sie spotkac, kajal i w ogole?
                    • trusia29 Re: ja i moje lęki 28.10.07, 00:08
                      no własnie on dzwonił, on ci namieszał w głowie i to jego wina...
                      chyba nie sadzisz, że ona mu kazała to zrobic?
                      • akkknes Re: ja i moje lęki 28.10.07, 00:10
                        nie wiem, tydzien temu dzwonila do mnie i najezdzala na niego, ze
                        nie chce juz z nim byc i ze nie jest z nim od trech tygodni i ze nie
                        chce z nim byc. a teraz mowi ze to ja jej nagadalam ze on chce z nia
                        zerwac.
                        • trusia29 Re: ja i moje lęki 28.10.07, 00:14
                          bo wy obie chciałyscie go miec... a on pewnie nie jest wart zadnej z
                          was

                          teraz nie ma co juz tego rozpamietywac, wszystko się ulozy, czego z
                          całego serca ci zycze:) dobrej nocy:)
                          • akkknes Re: ja i moje lęki 28.10.07, 00:16
                            dzieki :)
                            i wzajemnie
      • echtom Też mnie trochę zabolała ta "wariatka" 28.10.07, 08:37
        Moja córka, młodsza o kilka lat od Ciebie, rozstała się niedawno z
        chłopakiem. Wcześniej cierpiała na depresję, potem pojawiły się
        zaburzenia emocjonalne - to plus parę innych czynników doprowadziło
        do rozstania. On już w parę dni później rzucił się na przypadkową
        dziewczynę, ona pozbierała się po paru tygodniach i teraz spokojnie
        układa sobie związek z kimś innym. Sądzę, że w ostatecznym
        rozrachunku on będzie bardziej żałował, że nie dał
        szansy "wariatce", bo to był mimo wszystko wartościowy związek.
        • echtom I jeszcze jedno 28.10.07, 08:42
          Córka nie ma pretensji do "nowej", bo wie, że to był j e g o
          wybór, a dziewczyna po prostu skorzystała z okazji.
          • akkknes Re: I jeszcze jedno 28.10.07, 13:34
            no to tak w psie:
            ona go nie chce i on z nia nie jest.
        • akkknes Re: Też mnie trochę zabolała ta "wariatka" 28.10.07, 13:34
          ok, ale ja nie jestem tutaj 'przypadkowa'...
          i nie wierze ze twoja corka darla sie na pol mokotowa, ze ja ja
          zabije karabinem jadac czolgiem...
          • echtom Re: Też mnie trochę zabolała ta "wariatka" 28.10.07, 14:10
            No tak źle nie było:)
            • akkknes Re: Też mnie trochę zabolała ta "wariatka" 28.10.07, 16:22
              i sorry echtom, ale widze ze ty pomagalas swojej corce.
              a tamta matka spokojnie poszla spac w pokoju obok, bo rano musi
              wstac do pracy, i zapisala ja do kolejnego znajomego lekarza zeby
              dal nowa recepte na psychotropy....
              wiec mam nadzieje ze rozumiesz moje znaczenie slowa wariatka.
              • echtom Re: Też mnie trochę zabolała ta "wariatka" 28.10.07, 16:34
                No ja też bym się położyła, bo rano wstaję do pracy:) Ale wcześniej
                starałabym się córkę uspokoić. Btw., z czego wnioskujesz, że
                pomagałam córce, bo o tym chyba w poście nic nie było?
                • akkknes Re: Też mnie trochę zabolała ta "wariatka" 28.10.07, 16:42
                  z tego, jak napisalas o jej depresji - jak o zwyklej chorobie, ktora
                  idzie wyleczyc. ze tez cierpiala, i ze nie ma pretensji
                  do 'nowej'... tamta matka wklada stopery w uszy i idzie spac i ma w
                  dupie to, ze maryska drze jape zeby dac jej noz bo chce sobie zyly
                  podciac...
                  to nie jest pierwsze co o tym wiem, bylo pare takich akcji.
                  • chinaska Re: Też mnie trochę zabolała ta "wariatka" 28.10.07, 17:34
                    Jesli mozna sie wtracic-przestan juz tak podkreslac ze to wariatka.
                    Jestes rozzalona i 'wyzywasz' sie na tej dziewczynie. Gdyby nie
                    byla 'wariatka' to pewnie znalazlabys cos innego...To kompletnie bez
                    sensu. Facet Cie skrzywdzil i jest Ci zle, rozumiem. A wariatem
                    kazdy z nas moze zostac, wiesz? Wiec nie celebruj juz tak jej slow
                    ani 'wariactwa'. Jesli jest tak jak mowisz to tej dziewczyny mi
                    szkoda. I w tym kontekscie twoj byly nie jest takim draniem skoro
                    chce z nia byc, kocha ja i nie przekresle tej 'wariatki' tylko
                    dlatego ze ma jakies problemy. I oby to byly tylko chwilowe problemy.
                    A Tobie zycze wszystkiego dobrego i zostaw juz te historie, nie
                    zadreczaj sie, to nie ma sensu.
    • trusia29 otrząśnij się 27.10.07, 23:38
      Wspólczuje ci tej sytuacji, ale nie ma tego złego co by na dobre nie
      wyszło. Wiesz już, że nie jest wart twojej miłości. Dostalas od
      zycia kopniaka, ale teraz otrząśniesz się i bedziesz normalnie zyć.
      Masz DOPIERO 22 lata. Ja rozwiodłam sie w wieku 27 lat i myślałam,
      że to koniec świata, że zawsze będę sama. Teraz mam drugiego męża i
      jestem szczęśliwa. Co nas nie zabije to nas wzmocni. Trzymaj się!
      • akkknes Re: otrząśnij się 27.10.07, 23:40
        otrzasne sie, otrzasne...
        tu tak naprawde nie ma z czego sie otrzasac, bo to juz przeszle.
        tylko naprawde zle mi z tym. nie z tym, ze mnie nie wybral.
        tylko z tym, ze drugi raz.
        • torba_podrozna Re: otrząśnij się 27.10.07, 23:56
          Jestes iditoka,jak mozna bylo sie tak ponizyc.I do tego 22
          lata,oszalalas?ja mam 22 lata i uwazam sie za bardzo mloda.Nigdy nie
          bylam w powaznym zwiazku.Mam jeszcze czas a ty z siebie jakas
          trzydzieche robisz,co to dziecko i maz w drodze.opanuj sie
          dziewczyno.Nigdy bym nie powiedziala bylemu,ze chce,zeby do mnie
          wrocilNie to nie,koniec,a nie jakies bzdury o powrotach.Szacunku dla
          samej siebie nie kupisz na wyprzedazy.
          • akkknes Re: otrząśnij się 28.10.07, 00:02
            zebys ty wiedziala jak ja sie wczesniej ponizalam :(
            jak rok temu blagalam zeby wrocil...
        • quba40 Re: otrząśnij się 28.10.07, 17:59
          To wcale nie jest przeszłe, gdyby tak było, to nie bolałoby, w ogóle nie
          rozpatrywałabyś możliwości powrotu.
    • sumire Re: ja i moje lęki 28.10.07, 00:10
      ja się odniosę tylko do postscriptum.
      22 lata to BARDZO mało. i nie ma co strzępić jęzora, że to już koniec, staropanieństwo i życie w nieszczęściu - no chyba, że Twoim jedynym życiowym celem i największym marzeniem jest facet na stałe.
      (taaa, też kiedyś tyle miałam i też strasznie chciałam rzucać wszystko i wić gniazdko).
      zresztą ja bym wolała faceta, który mi oszczędza takich wrażeń ;) bo z tego obrazka wyłania się jakiś skończony palant.
      • akkknes Re: ja i moje lęki 28.10.07, 00:12
        taa, a ja druga wariatka na tym obrazku...
        a dodatku na pierwszym tle!!!!
    • echtom Opowiem Ci moją historię 28.10.07, 08:24
      Masz dopiero 22 lata? W tym wieku to ja w ogóle nie myślałam o kimś
      na stałe, a już na pewno się nie bałam staropanieństwa. Nie czytałam
      w całości poprzedniego "dwutysięcznego" wątku, ale tu sprawa jest
      jasna. Mam prostą zasadę - można wybaczyć facetowi jedną zdradę,
      recydywy nie. Miałam podobną "jazdę" z moim eks-mężem, z tym, że gdy
      mnie zostawił dla innej kobiety, mieliśmy już dwójkę malutkich
      dzieci. Wrócił po niespełna roku, by "ratować małżeństwo", a potem
      się okazało, że wcale z tamtą nie zerwał. Jedyne, co mam z tej próby
      ratowania, to trzecie dziecko. Gdy w dwa lata później (w
      międzyczasie jego ukochana wyszła za mąż) znalazł nową panienkę,
      zareagowałam spokojnie i uznałam to za definitywny koniec. To taki
      typ mężczyzn - nie są źli czy okrutni, ale zupełnie pozbawieni
      charakteru i zasad moralnych - w sumie gorsi od "zimnych drani", bo
      po tamtych przynajmniej wiadomo, czego się spodziewać.
      • akkknes Re: Opowiem Ci moją historię 28.10.07, 13:36
        ale ja teraz tez naprawde spokojnie do tego podchodzilam - nie bylo
        wycia, pretensji do pana boga, histerii, nic z tych rzeczy.
        po prostu zal do siebie.
        i to uczucie, ze kurna, mam juz 22lata, praca, szkola, dom... w
        sumie to brakuje kogos.
    • kookardka Re: ja i moje lęki 28.10.07, 09:14
      Ciocia kookardka przełoży Cię przez kolano i wytrzepie tyłek,
      ok ? :)) Kobieto Ty masz DOPIERO 22 lata i całe życie masz przed
      sobą, więc przestań zadręczać się kimś kto nie szanuje Ciebie jako
      człowieka , nie szanuje Twoich uczuć i emocji ...
      Ten facet to jakiś dzieciak i szkoda na takiego tracić czas.
      Zajmij się sobą i ochłoń trochę z emocji. Teraz na siebie uważaj,
      bo po takich przejściach możesz niechcąćy wpaść w łapy takiego
      samego dupka jak Twój były. Sama zobaczysz, że jak przestaniesz
      się rozglądać, to miłość zapuka z nienacka do Twoich drzwi :)))
      • echtom Ciocia kookardka ma rację 28.10.07, 10:06
        Swoją desperacją przyciągasz do siebie amatorów łatwych podbojów
        ("łatwych" w sensie uczuciowym), a odstraszasz mężczyzn
        zainteresowanych poważnym związkiem. Trudno szanować kobietę, która
        dla faceta gotowa jest zrobić "wszystko", a bez szacunku i pewnej
        autonomii obu stron trudno zbudować coś prawdziwego. Chyba
        rzeczywiście irracjonalny strach przed samotnością jest u Ciebie
        silniejszy niż miłość. Tak, przestań się rozglądać - wtedy będziesz
        miała 99 % prawdopodobieństwa, że spotkasz prawdziwą miłość i 1 %,
        że pozostając sama też będziesz umiała być szczęśliwa.
        • akkknes Re: Ciocia kookardka ma rację 28.10.07, 13:44
          uwierz mi, ze ja naprawde jak szalona nie szukam faceta.
          minimum 15godzin jestem w pracy i szkole, i taki kieracik mam od
          poniedzialku do piatku. w sobote mam wolny wieczor, ale z reguly
          spedzam go ze starymi znajomymi, a w niedziele mam inne obowiazki
          (czesto gesto poza domem)
          nie jestem desperatka, bo nie mam czasu nia byc...
          • echtom Re: Ciocia kookardka ma rację 28.10.07, 14:13
            Jesteś, tylko zagłuszasz to hiperintensywnym życiem.
      • akkknes Re: ja i moje lęki 28.10.07, 13:38
        no ja sie wlasnie nie rozgladam, nie mam napisanego na czole ze
        szukam faceta, nie mowie znajomymi zeby mnie z kims zapoznali, nie
        mam konta na profilach randkowych...
        krecil sie jeden czy drugi i wszystko bylo ok do czasu jak nie
        przeszlismy na spotkania... bo ja wtedy sie robie nieznosna.
        a ja naprawde chcialabym miec juz dzieci, swoj dom, swojego meza,
        swoje problemy...
        • kookardka Re: ja i moje lęki 28.10.07, 16:25
          może za bardzo chcesz i w każdym upatrujesz męża i ojca swoich
          dzieci, a ja Ci powiem, że zaczynasz od dupy strony :)) nie gniewaj
          się, że tak piszę, ale naprawdę szczerze Ci radzę, żebyś wyluzowała.
          Masz 22 lata, jak miałam 24 dopadło mnie to samo - strach, że już
          nikogo nie poznam i że musze mieć dziecko, bo robi się ze mnie stara
          baba ( HA HA HA) . Wplątałam się w związek, który trwał o wiele za
          długo, właśnie prowadzona strachem przed samotnością i chęcią
          posiadania dzieci i męża. Teraz mam 32 i mi przeszło, bo najperw
          trzeba poznać faceta, a dopiero potem zastanowić się czy chcemy (
          MY) dziecka i czy ślub jest nam niezbędny do szczęścia ...
          • akkknes Re: ja i moje lęki 28.10.07, 16:29
            kookardka, ale ja z tymi dziecmi to nie zartuje - ja jestem
            zastepcza, glowna nianka wszystkich znajomych dzieci. zawsze zajrze
            w wozek, pobawiwe sie, poskacze, poczytam, pomaluje, przebiore i
            wykapie - i ja takie 'zaciecie' do dzieci mam od zawsze...
            a jak mi jeszcze ktos z zewnatrz rzuca od czasu do czasu, ze patrzac
            na mnie to ja powinnam miec juz swoje dzieci albo w ogole zajac sie
            praca z dziecmi to noz w plecy mi wbija ;(
            • kookardka Re: ja i moje lęki 28.10.07, 17:18
              masz jeszcze całą masę czasu na to by mieć dzieci. Sama sobie
              dziecka nie zrobisz, takimi potrzebami wypłoszysz każdego faceta
              na dzień dobry i ryzykujesz wplątaniem się w jakikolwiek związek
              byle zaspokoić swoje potrzeby ( mąż i dziecko) . A zdanie Twojego
              mężczyzny w tym temacie się nie liczy ? A to jaki to będzie mężczyzna
              i czy właściwy by spędzić z nim resztę życia znaczenia nie ma ?
              Tak być z kimkolwiek aby był ? Ty weź sobie usiądź w kąciku i
              poczekaj aż Ci trochę przejdzie :))))
              • akkknes Re: ja i moje lęki 28.10.07, 17:25
                nie no, nie klepie na okolo kazdemu ze chce byc mama :)
                ale to chyba moja MISJA
    • wilk11 Re: ja i moje lęki 28.10.07, 09:40
      Nie jesteś "głupia". Jesteś niedojrzała i masz niskie poczucie własnej wartości.
      Jesteś też idealistką, i to jest najgorsze. Życie ma różne odcienie.
      Pomyśl (wyobraź sobie), że jesteś babką z klasą, wsadź faceta między wspomnienia
      i zajmij się przyszłością (sporo Ci jeszcze zostało!)
      Pozdrawiam.

      • akkknes Re: ja i moje lęki 28.10.07, 13:45
        kurde, a ja myslalam, ze skoro juz bylo bez placzy to juz jestem na
        dobrej, prostej drodze... :/
    • figgin1 Jesteś głupia 28.10.07, 09:56
      Kiedy kobieta mówi "po prostu boję sie że bedę sama" to jest głupia i wróże jej
      wpakowanie sie w jakiś idiotyczny związek z czystej despracji. Jeżeli dodaje
      "mam JUŻ 22 lata" to jest kopletną idiotką.
    • qw994 Re: ja i moje lęki 28.10.07, 10:26
      Mało ci jeszcze? Jeszcze nie dosyć oberwałaś po tyłku?
      Znowu jesteś wyjściem awaryjnym, z tamtą ma poważny kryzys i w
      związku z tym przypomniał sobie o tobie. Czyli to, co zwykle. Dla
      mnie ten facet to kompletny kretyn. Zero. I w ogóle nie powinnaś się
      z nim kontaktować.
      • echtom Re: ja i moje lęki 28.10.07, 10:53
        Gdy rozstawałam się z mężem, powiedziałam, że nie chcę być dla niego
        rezerwową d.pą. Czy Ty, Akkkness, chcesz?
        • akkknes Re: ja i moje lęki 28.10.07, 13:50
          nie no tym razem pomyslalam troche i od poczatku mowilam mu ze
          stawiam mu jeden jedyny raz warunek - on ma sie zdecydowac z ktora z
          nas chce byc. i ja mu nie kaze blokowac jej w telefonie i na gg, ale
          jakiegos wyboru mial dokonac.
          tamta go nie chce, ja go chce. on mnie blaga ebym nie kazala mu
          wybierac bo nie chce mnie tracic. ona wyssysa z palca jakies
          historie (jak np slynny czolg), on do mnie dzwoni i to niby
          prostuje, smieje sie z niej, i mowi ze teraz wie ktora go naprawde
          kocha i mowi prawde.
          potem znika na dzien dwa, zmienia zdanie...
          raz mowi ze ja kocha, raz zebym nie palila mu symbolicznego znicza w
          czwartek...
          i tak w kolo macieju.
          jak ja nie zejde na nerwice to nic mnie juz nie zabije.
          ale system nerwowy to sobie ostro wzmocnilam - naprawde NIKT nie wie
          ile mnie to wszystko kosztuje, jak ja to przezywam... bo na zewnatrz
          jest wszystko ok... niby...
          • echtom Re: ja i moje lęki 28.10.07, 14:21
            Prawdziwy mężczyzna kieruje się zasadami moralnymi i na ich
            podstawie dokonuje wyborów, zamiast miotać się beznadziejnie między
            kobietami, zwalając jeszcze na nie winę na zaistniałą sytuację, bo
            tak też bywa. Mój mąż nie mógł zrozumieć, dlaczego kobiety zawsze
            czegoś chcą dla siebie - albo wyłączności, albo ślubu, albo dziecka,
            albo pieniędzy, albo wszystkiego naraz, zamiast pragnąć szczęścia
            mężczyzny w niezobowiązującym układzie. Córka bohaterki filmu "Co
            się zdarzyło w Madison County" mówi o swoim mężu: "Steve jest słaby
            i bez zasad moralnych, ale jest miłym facetem". Właśnie.
            • akkknes Re: ja i moje lęki 28.10.07, 16:23
              no ok, ale co ja mam zrobic, jak od roku bujam sie z myslami - raz
              jest ok bo o nim nie pamietam a raz usycham z tesknoty...?
              • echtom Re: ja i moje lęki 28.10.07, 16:39
                Nic nie zrobisz, musi przejść samo. Najważniejsze, byś nie dała się
                nabrać na ewentualny kolejny powrót. Komuś fajnie się radzi - piszę
                tak spokojnie, a w środku się trzęsę, jak pomyślę o tamtym chłopaku,
                którego lubiłam i ceniłam, a okazał się zwykłym (...). Miałam
                nadzieję, że zaboli go, gdy się dowie, że córka ma nowego chłopaka,
                a podobno się z tego ucieszył. Wierzę jednak, że jeszcze go zobaczę
                na kolanach, upokorzonego i porzuconego przez nową dziewczynę.
                • akkknes Re: ja i moje lęki 28.10.07, 16:43
                  cholera, ze ja jakos nie mam takich wizji i potrzeb.
                  pewnie bym sie naprawde poplakala, gdybym sie dowiedziala, ze ona go
                  jakos skrzywdzila.
                  • echtom Re: ja i moje lęki 28.10.07, 16:58
                    Znaczy jesteś lepszym człowiekiem ode mnie:). Tez wolałabym, żeby to
                    wszystko było mi zupełnie obojętne.
                • echtom Akkknes, jeśli chcesz się rozerwać, przeczytaj mój 28.10.07, 16:55
                  wątek na forum emama pt. "Jak powinna postąpić matka" (nie umiem
                  wkleić, jest sprzed paru dni, aktualnie na początku 2. strony)
                  • akkknes Re: Akkknes, jeśli chcesz się rozerwać, przeczyta 28.10.07, 16:58
                    ok, ide szukac
        • askaa02 Re: ja i moje lęki 28.10.07, 14:17
          po pierwsze wykasuj jego gg, nr telefonu i co tam jeszcze masz. po prostu zapomnij,ze ten pseudo facet wogole istnieje.
          Zacznij nowe zycie uczuciowe,towarzyskie:)
          Ladnie Cie prosze dziewczyno ZAPOMNIJ O NIM!
          Zaslugujesz na kogos wartego Ciebie,bo sprawiasz wrazenie naprawde fajnej babki:)
          3mam kciuki i zycze powodzenia!
          P.S. czekam na Twoj kolejny wątek o tym jak to sie zakochalas w kims naprawde fajnym:)
          • akkknes Re: ja i moje lęki 28.10.07, 16:25
            no problem jest jeden: ja sie nie umiem zakochac. nie umiem sie w
            nim odkochac. nie po tym, jak czuje ze jeszcze troche dam sie
            pomiatac, jeszcze troche pocierpie, a w koncu poboli poboli i
            przestanie... bo ja ciagle w to wierze.
            ale chyba i tak koniec koncow zapalac ktoras swieczke w czwartek
            pomysle ze to jego swieczka - ze dla mnie juz go nie ma w moim
            zyciu.
          • figgin1 Re: ja i moje lęki 29.10.07, 09:25
            askaa02 napisała:
            > Zaslugujesz na kogos wartego Ciebie,bo sprawiasz wrazenie naprawde fajnej babki

            A czym sprawia to wrażenie? Swoją niedojrzałością, byciem 22 letnią staruszką,
            pluciem jadem na tamtą dziewczynę czy desperacką chcęcią wpakowania sie w
            bylejaki związek?
      • akkknes Re: ja i moje lęki 28.10.07, 13:46
        qw, mi jest wstyd cokolwiek ci odpisywac...
        wiesz, przyjaciolom sie WSTYDZE, rodzicom sie WSTYDZE...
        i ku...a mac tobie tez!!
    • nighthrill Re: ja i moje lęki 28.10.07, 12:03
      Nie ma co tracić życia na dupków, uwierz mi, wiem co mówię.
      Byłam w podobnej sytuacji, na szczęście z takim toksycznym palantem,
      co zrywał, wracał, olewał na zmianę z wyznawaniem wielkich uczuć i
      planami zaręczyn, byłam "tylko" pół roku. Dziś żałuję każdego dnia.
      Gdy zerwał ostatecznie ( dla dziewczyny z netu, którą widział raz)
      parę dni szalałam, płakałam, prosiłam, dzwoniłam. Ale gdzieś w głębi
      czułam, że dobrze się stało.
      I tak było. Za jakiś czas poznałam kogoś nowego, z kim było inaczej.
      Gdy tamten po pół roku napisał, że "jestem wspaniałą kobietą"
      i "chciałby się spotkać, ale nie smie proponować", odpisałam, że
      dziękuję, nie jestem zainteresowana kontynuowaniem tej znajomości
      nawet na szczeblu "przyjacielskim" - bo to niby proponował. Napisał
      znowu jakiś długi elaborat, nie odpisałam w ogóle. Koniec kontaktu.
      Tylko że ja wtedy miałam już kogoś nowego i nie ciągnęło mnie do
      tego pierwszego. Ty też na pewno kogoś poznasz. I nie zaczynaj nowej
      znajomości od opowiadania tej całej historii, bo nowy facet uzna, że
      jeszcze szalejesz za tamtym i ucieknie!

      Zresztą fajnie by było, gdybyś pobyła trochę sama. Pewnie ci się
      wydaje, że tego nie umiesz, ale to bardzo odświeżające
      doświadczenie. Nowe znajomości, pogłębianie pasji, czas dla siebie,
      wieczory z dziewczynami i nie musisz zrywać się nagle, bo ktoś
      czeka. Żadnych kłótni.
      Podejście "muszę mieć chłopaka" jest niezbyt mądre. Jest
      niebezpieczeństwo, że zwiążesz się czy nawiążesz romas z byle kim,
      byle był. A po co??
      • akkknes Re: ja i moje lęki 28.10.07, 13:56
        nooo, on tez 'znal' ja niby od zawsze z gg, a spotkal sie z nia raz
        i nagle ja przestalam istniec.
        pewnie ze nie opowiadam kazdemu jaka to ja potrafilam byc dobra i
        wspaniala a on dran... tylko w glebi cos ciagle kaze mi wierzyc ze
        on wroci i ze bedzie naprawde dobrze.
        wiem tez ze ona jest taka, ze potrafi w ciagu tygodnia miec 3facetow
        i z kazdym sie przespac. i wiem tez, ze jesli on mowi, ze nie w
        sumie to tego juz tez nie wiem... ten czlowiek przez ten caly czas
        jak go znam, mowil ze nigdy nie powie nikomu ze kocha, a wczoraj w
        gg sobie takie cos wstawil - potem mowi zebym jeszcze poczekala...
        najgorsze jest to, ze wiem, ze jesli z nia mu nie wyjdzie i bedzie
        chcial do mnie wrocic to wbrew wszystkim pozowole mu na to. i wiem
        ze wtedy kazdego dnia bede sie zastanawiac czy jak ma zajety nr to
        gada na pewno z klientem... ze ona tak szybko nie zniknie z mojej
        pamieci.
    • iberia.pl Re: ja i moje lęki? 28.10.07, 13:57
      co to za dziecinada?Noicne telefony?Trojkat jakis czy co??
      Nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki-pasuje do te sytuajci
      jak ulal.
      • akkknes Re: ja i moje lęki? 28.10.07, 16:26
        z ta rzeka to ostatnio gdzies tu wyczytalam, ze wlasnie ze sie
        wchodzi bo woda w rzece nigdy nie jest ta sama, bo plynie...
        i to mi tak zapadlo w pamiec, wzarlo sie w umysl... :(
        • iberia.pl Re: ja i moje lęki? 28.10.07, 16:33
          ???a to ciekawostka dropsa, no chyba, ze potrafisz po raz kolejny
          aufac i wystawic sie na zranienie....
          • akkknes Re: ja i moje lęki? 28.10.07, 16:37
            ja chyba naprawde jestem glupia, bo wierze mu w to, jak mi
            powiedzial, ze jesli z nia mu nie wyjdzie teraz (to sa
            strzepki 'zlotych mysli' do ktorych doszlismy tydzien temu) i ja od
            razu zapytalam, ze co, ze bede miala kazdego dnia drzec czy oby na
            pewno wszystko jest ok... to on powiedzial, ze jak mu nie wyjdzie to
            juz spokojnie bedzie...
            a do tego dochodzi takie moje naiwne przekonanie, ze skoro on wie
            ile mnie to wszystko kosztuje to nie zrobi nic co mialoby to zepsuc,
            ze w koncu to jakos nie wiem, doceni??
            • jendza1 Mysle, Akkknes, ze dobrze sie stalo, 28.10.07, 16:58
              jak sie stalo. Bo przynajmniej wiesz.

              Gdy Cie czytam, jest tak, jakbym czytala sama siebie sprzed wieeelu lat. No,
              prawie sama siebie.
              Roznica jest taka, ze ja wybralam na 'nie'. A TY - zdaje sie, z tego, co piszesz
              - jestes na 'tak'. Mimo tego wszystkiego wiesz, ze chcesz czekac. Pozwalasz mu
              sie Toba bawic, upokarzac, ustawiac 'w kolejce' - i grzecznie czekasz, zadajac
              mu tylko niesmialo od czasu do czasu pytanie, czy juz sie aby raczyl zdecydowac...

              Wiesz, w moim przypadku, gdy myslalam tylko o sobie, pewna bylam, ze tak moge
              czekac na jego decyzje do konca swiata...
              Ale WIEDZIALAM, ze decydujac sie na to, na taka hustawke skazuje tez moje
              przyszle dzieci... Najpierw on by sie wiecznie nie mogl zdecydowac, czy je chce,
              a jak juz by byly, to wszystkie ich sprawy tez mialyby czekac, az pan i wladca
              laskawca raczy.... BLE:(((!

              Stwierdzilam, ze jesli nawet siebie sama moge skazac na cos takiego, to na pewno
              nie moje dzieci...
              Odsunelam sie, wyjechalam, przestalam go szukac, przestalam dzwonic, pytac itd.
              Prosilam tylko, zeby mi napisal, bo mi to potrzebne, ze niczego ode mnie nie
              bedzie chcial. Potrzebne do spokojnego zycia. Mialam wtedy 21 lat.

              Bolalo. Jak cholera. Robilam 'kariere', pracowalam, jak glupia - w pelnym
              przekonaniu, ze juz zawsze bede sama. Leczylam rozszarpane serce. Po 6ciu latach
              poznalam obecnego meza. Po kilku miesiacach znajomosci, gdy sie zorientowalam,
              ze on oczekuje ode mnie czegos wiecej, niz tylko znajomosci - zadzwonilam do
              tamtego, zeby SIE SPRAWDZIC. Zeby skonfrontowac swoje wyobrazenia o wlasnym
              sercu i jego potrzebach - z rzeczywistoscia. NIe musial odpowiadac na zadne moje
              pytanie. Sam sposob, w jaki prowadzil ze mna rozmowe, sprawil, ze po jego 3
              pierwszych zdaniach WIEDZIALAM - juz zaden list nie byl mi potrzebny. Zreszta -
              on sie nawet na taki list nie raczyl zdobyc... przez te wszystkie lata...Nawet
              na taka odrobine szacunku nie zasluzylam...

              Juz wiedzialam, po 6ciu latach 'kuracji' - ze moje serce jest... zdrowe...

              Dzis jestem zona. Czasem mysle o tamtym - z takim zwyklym ludzkim cieplem i
              zyczeniem mu, zeby i jego droga dobrze sie toczyla. Nie sprawdzam jednak, jak to
              jest naprawde. NIe mam takiej potrzeby:).

              Trudno CI teraz wrozyc, jak sie potoczy Twoja historia.
              Mysle jednak, ze to TY musisz zdecydowac - czy chcesz na niego czekac, wiedzac,
              jaka cene bedziesz placic wiecznie, bo na tym, co teraz, wcale sie nie skonczy,
              czy tez wybierasz, ze nie on.
              Jesli to pierwsze - to czekaj po prostu i nie dowalaj sobie, zes glupia czy cos...
              Jesli to drugie - przetnij, wykasuj numery telefonu, gg itd.
              I zyj SWOIM ZYCIEM.
              Bo masz tylko jedno i nie warto go marnowac.

              Wybralam to drugie.
              Dobrze wybralam.

              Powodzenia!
              j

              • akkknes Re: Mysle, Akkknes, ze dobrze sie stalo, 28.10.07, 17:20
                patrzac na Twojego nicka czekalam na ostry opieprz... :)
                kurna a ty mi tak zyciowo...

                sama nie wiem co bedzie za godzine a co dopiero kiedys... :/
        • echtom Re: ja i moje lęki? 28.10.07, 16:42
          Rzeka rzece nierówna:)
          • akkknes Re: ja i moje lęki? 28.10.07, 16:44
            no i to wlasnie mi zapadlo w pamiec i uczepilam sie tego jak
            ostatniej deski ratunku
            • qw994 Re: ja i moje lęki? 28.10.07, 16:46
              A uważasz, że on się zmienił? Raczej wszystko świadczy o tym, że
              jest wręcz przeciwnie.
            • nieanielica Re: ja i moje lęki? 28.10.07, 17:19
              akkknes,wiesz,sledzilam kiedys ten watek o powracaniu.bylo mi Ciebie
              zal,przerazliwie zal bo cierpialas bardzo a teraz jest mi Ciebie
              zal,ze jestes taka glupia(przepraszam),ze dajesz sie wodzic za nos
              jak dziecko.Powinnas po tamtych wydarzeniach wiedziec juz,ze na tego
              czlowieka nie ma juz co liczyc\powinnas go zaklasyfikowac raz na
              zawsze do przeszlosci ale Ty nie...Ty ciagniesz ta nadzieje za
              soba,ze moze warto... ja Ci powiem ze nie!!Dziewczyno,masz dopiero
              22 lata wiec przestan uzalac sie nad soba,przestan roztkliwiac sie
              nad swoja samotnoscia.
              przez te kilka miesiecy,kiedy odbijalas sie po tamtym rozstaniu
              patrzylam jak robisz milowy krok do przodu.... i wiesz co?!wlasnie
              zrobilas milowy krok do tylu.znowu jestes w tym samym miejscu.znowu
              sie roztkliwiasz nad nim,nad soba,nad cala sytuacja.Pozbieraj sie
              Dziewczyno,wez sie w garsc,przestan szukac szczescia na
              sile,przestan wierzyc ze reanimujesz ten zwiazek.
              odpowiedz sobie na pytanie,czy Ty naprawde wierzysz,ze potrafilabys
              byc z tym czlowiekiem jeszcze?potrafilabys zaufac?bo jesli tak,to
              powiem Ci jedno-nie jestes idealistka-jestes glupia.
              zycze Ci zebys przejrzala wreszcie na oczy,otrzasnela sie z tego
              toksycznego zwiazku,przestala rozdrapywac stare rany.nie uciekaj od
              bolu ale tez sie w niego nie zaglebiaj.kazda nieudana milosc wymaga
              jakiejs tam zaloby ale Ty Dziewczyno nie naznaczaj sie na cale zycie
              ta zaloba.utnij to raz i na zawsze a nie ciagnij tego i nie rob
              sobie drogi krzyzowej.myslisz,ze on doceni to Twoje
              cierpienie,poswiecenie?!on ma do gleboko,bo wiesz,gdyby Cie na
              prawde kochal to bylby z Toba,nie byloby tamtej i nigdy nie skazalby
              Cie na takie cierpienie jakie przezywalas.daj juz spokoj
              akkknes.napisalas,ze wstydzisz sie przed sama soba wiec to juz chyba
              wystarczajacy dowod na to,zeby postawic kropke nad i.
              znajdziesz jeszcze kogos,kto Cie pokocha,stworzy z Toba dom,bedzie
              chcial miec dzieci.wiem,ze to dla Ciebie brzmi jak farmazon ale
              jestes jeszcze mloda.otrzasnij sie i idz do przodu,bez odwracania
              sie za siebie.
              pozdrawiam i zycze sily.
              • akkknes Re: ja i moje lęki? 28.10.07, 17:23
                nie chcialabym porownywac watku o wracaniu do tego.
                bo dla mnie jest juz inaczej.
                jest tylko i wylacznie pretensja do siebie samej ze to tak wyszlo.
                i ze mimo ze na codzien przed innymi jest ok, to w srodku walcze i
                czekam, nikomu o tym nie mowiac.
                • nieanielica Re: ja i moje lęki? 28.10.07, 17:37
                  ale czemu jest ta pretensja?!akkknes,Ty na prawde wierzysz,ze
                  mialabys(masz)jakikolwiek wplyw na to co sie stalo?!mam na mysli
                  jego postepowanie.ok,moze dalas sie oglupic i taka otumaniona z
                  resztkami godnosci pozwolilas mu sie zdeptac do konca.moze wlasnie
                  powinnas o tym porozmawiac z kims bliskim?moze z mama,moze Ci to
                  bardziej pomoze.my jestesmy anonimowi,wiec tez zapewne nie jestesmy
                  zadnym autorytetem dla Ciebie.
                  • akkknes Re: ja i moje lęki? 28.10.07, 17:40
                    ale nie znacie mnie jego i jej
                    jestescie OBCY wiec nie bedziecie trzymac mojej strony, pocieszac
                    mnie wiedzac ze tego potrzebuje itd
                    • echtom Re: ja i moje lęki? 28.10.07, 17:44

                      >moze ktos 'nowy' pojedzie mi tak ostro, ze w koncu sie ogarne...

                      A ja myślałam,że koleżanka prosi o kopniaka, a nie o pocieszenie:)
                    • nieanielica Re: ja i moje lęki? 28.10.07, 17:48
                      akkknes a moze wlasnie zamiast w realu udawac silna pozwol sobie byc
                      soba-wyzal sie komus,mamie czy przyjaciolce.ja wiem,ze Ty
                      potrzebujesz pocieszenia ale nie po to tu przyszlas a wrecz
                      przeciwnie,Ty chcesz kopniaka.kazda z nas Ci tlumaczy zebys dala
                      sobie spokoj z tym facetem.zrozum to wreszcie a potem pisz,ze
                      potrzebujesz pocieszenia.pocieszymy:)
          • qw994 Re: ja i moje lęki? 28.10.07, 16:45
            Ja dwa razy zrobiłam ten błąd i dwa razy gorzko żałowałam. I to
            bardzo szybko. Nigdy więcej.
            • iberia.pl Re: ja i moje lęki? 28.10.07, 16:48
              qw994 napisała:

              > Ja dwa razy zrobiłam ten błąd i dwa razy gorzko żałowałam. I to
              > bardzo szybko. Nigdy więcej.


              Obawiam sie, ze nie przekonamy autorki...sama musi sie o tym
              przekonac, a szkoda bo czasem mozna sie uczyc na bledach innych.
          • iberia.pl Re: ja i moje lęki? 28.10.07, 16:49
            echtom napisała:

            > Rzeka rzece nierówna:)

            racja, ale po tym co autorka napisala o NIM to niestety nie wroze im
            swietlanej przyszlosci....wrecz przeciwnie:szybki i bolseny koniec,
            bolesny dla Niej.
            • echtom Re: ja i moje lęki? 28.10.07, 17:25
              No ja właśnie po pełnym nadziei poście autorki chciałam dać do
              zrozumienia, że on jest taką gorszą rzeką. Pozostałe moje posty to
              potwierdzają.
              • akkknes Re: ja i moje lęki? 28.10.07, 17:27
                my tu gadu gadu a ja tak naprawde plywac to nie umiem :]
                ha!topie sie nawet w wannie jak mam wode do szyi.
      • qw994 Re: ja i moje lęki? 28.10.07, 16:48
        > co to za dziecinada?Noicne telefony?Trojkat jakis czy co??

        Ja mam takie samo odczucie. Ja osobiście nie lubię być wciągana w
        czyjeś bagienko.
        • akkknes Re: ja i moje lęki? 28.10.07, 16:57
          qw, ja tak bardzo chcialabym wierzyc w to, ze on sie zmienil!!
          ale z drugiej strony, jak mi mowi, ze przez dwa miesiace codziennie
          o mnie mysli, ze ma wyrzuty sumienia, ze zaluje, ze nie chce mnie
          tracic...
          a te telefony... dla mnie to byl szok, ze ona wygrzebala mu z
          telefonu moj numer, ze sie odwazyla zadzwonic. ale jak zaczela mi
          spiewac, ze chce byc moja przyjaciolka, ze go nie chce, zeby go
          sobie wziela....
          i to moje 'przeczucie' (cudzyslow celowy) ze jak nie teraz to nigdy,
          i ze jak teraz to juz sie uda...
          ja naprawde chcialabym znowu miec komu - i to nie kumplowi, mamie,
          przyjaciolce - moc sie pochwalic, pogadac, wyzalic.
          a jak tak sobie wlasnie pomysle o sylwestrze to mi sie flaki w
          brzuchu przewalaja.
          • echtom Re: ja i moje lęki? 28.10.07, 17:39
            No właśnie - miły, słaby facet bez zasad (inaczej: bez jaj). Mój eks
            też się tak miotał, bo z obu związków miał jakieś korzyści. I
            błagam - nie zadręczaj się tym głupim sylwestrem, bo to stereotyp,
            że wszyscy się wtedy bawią. Masa ludzi zostaje w domu i idzie spać o
            22:). Albo pójdziesz na jakąś imprezkę ze znajomymi (nie wpadaj w
            paranoję, że wszyscy sparowani i nikt Cię nie zaprosi, bo jesteś
            zagrożeniem i możesz kumpeli odbić faceta:), albo wybierzesz się do
            kina lub filharmonii, albo zostaniesz w domu i przeczytasz
            wartościowa książkę, na którą w nawale zajęć nie miałaś czasu, i
            wcześnie położysz się spać. W ostateczności zostaje wirtualny
            szampan na forum:).
          • qw994 Re: ja i moje lęki? 28.10.07, 18:49
            > qw, ja tak bardzo chcialabym wierzyc w to, ze on sie zmienil!!

            Moim zdaniem - nie zmienił się.


            > ale z drugiej strony, jak mi mowi, ze przez dwa miesiace
            codziennie
            > o mnie mysli, ze ma wyrzuty sumienia, ze zaluje, ze nie chce mnie
            > tracic...

            Co to za chrzanienie? :) Może ostudzi cię fakt, że przez cały ten
            czas miał inną dziewczynę?


            > a jak tak sobie wlasnie pomysle o sylwestrze to mi sie flaki w
            > brzuchu przewalaja.

            Ale dlaczego??
    • quba40 Re: ja i moje lęki 28.10.07, 17:17
      Dostałaś nauczkę za swoją naiwność i pewnie za to, że w głębi serca nadal coś do
      niego czujesz. Radzę Ci dla Twego dobra nigdy nie akceptuj powrotu byłych, w
      końcu przez coś te związki się rozpadły, a ludzie praktycznie się nie zmieniają.
      Facet jak widać jest niedojrzałym samolubem, który sam do końca nie wie czego chce.
      Nie przejmuj się, że masz 22 lat i jesteś sama, nadal jesteś bardzo młoda i
      spokojnie znajdziesz sobie partnera, uzbrój się w cierpliwość. Sama dostrzegłaś,
      że wpadłaś w rutynę, to chyba trzeba w niej coś zmienić, wyjdź do ludzi.
      • akkknes Re: ja i moje lęki 28.10.07, 17:25
        ale ja sie nie chowam przed ludzmi....!!
    • jendza1 Teraz bedzie jendzowato:) 28.10.07, 17:47
      NO dobra.
      Twierdzisz, ze jestes glupia.
      I nadal chcesz na niego czekac. Tak zdecydowalas.

      My tu sie grzecznie ustawiamy w kolejce i probujemy pomoc, analizujac Twoja
      sytuacje, probujac zrozumiec wszystkie duchowe niuanse, cos sensownego doradzic...

      A TY i tak - zadowolona, tak, tak, wlasnie: 'zadowolona', z siebie - masz to gdzies.
      Bo zdecydowalas, ze go chcesz.

      Chcialabys chyba od nas jakiejs porady, JAK go przekonac, ze to TY jestes dla
      niego... a on dla Ciebie. Mam racje?

      I to porady skutecznej, bo on CI potrzebny... szybko... zebys mogla z nim na
      sylwestra pojsc....

      O to Ci chodzi?
      • akkknes Re: Teraz bedzie jendzowato:) 28.10.07, 19:02
        nie, nie szukam tu porady, po prostu chcialam to z siebie wywalic...
        a co do sylwestra - to dwa poprzednie z nim spedzalismy sami w domu
        a wczoraj tak sobie pomyslalam troche i jara mnie wizja kiecki,
        szpilek, fryzjera i tej calej otoczki :D
        wiec sylwestra zostawmy w spokoju, wiem gdzie uderzyc zeby bylo
        fajna zabawa ;)
        i uwierz mi, nie mam tego co piszecie gdzies - naprawde jest to dla
        mnie wazne. bo z nikim innym o tym nie gadalam... :(
        • nieanielica ech.... 28.10.07, 19:10
          dwa ostatnie.... ech akkknes przestan wspominac o tym co bylo.to
          byly dwa sylwestry tylko a przeciez mialas tez jakies zycie przed
          nim,prawda?!czy wszystko teraz bedziesz odwolywac do wspomnien z
          nim?!kazde swieto,kazde wakacje,dzwonek w telefonie,sygnal
          wiadomosci,czy wszystkie miejsca beda Ci przypominaly jego?!
          Dziewczyno,jego juz nie ma a Ty skoncz ta martyrologie wreszcie.
          nie warto dla takiego drania.
    • woda77 Re: ja i moje lęki 28.10.07, 19:16
      dziewczyno masz dopiero 22 lata!!!!!!!
      Całe życie przed tobą . Kiedyś będziesz się dziwiła że płakałaś o
      takiego palanta!!
      Głowa do góry:)
      • akkknes Re: ja i moje lęki 29.10.07, 08:53
        dzieki wszystkim za wpisy, uratowaliscie mnie i moj WSYTYD ;)
        dzis jest juz zdecydoawanie lepiej - kazdy ma chwile slabosci, mam
        nadzieje ze te moje juz mijaja...
        dalej tak byc nie moze. to pewne :]
        jeszcze raz dziekuje
Inne wątki na temat:
Pełna wersja