Dodaj do ulubionych

zmienniczka w pracy...

29.10.07, 10:15
jak mam sobie poradzic w pracy:
ja tu jestem trzeci miesiac, dziewczyna z ktora dziele biurko- dwa,
trzy lata.
ja jestem trzy razy w tygodniu, ona raz. (nie widzimy sie wtedy).
praca dzielimy sie wg tego, co 'da' nam szef.
szef obiecal mi podpasowywac wszystko do mnie i mojej szkoly, bo
wrecz kazal mi konczyc studia dziennie.
ta moja 'zmienniczka' pracuje w domu, i przychodzi tu 'omawiac
sprawy w firmie'.
no ale niestety, jak sie w praktyce okazalo, to ja muse sie jej
okreslac miesiac wczesniej jak bede miala zajecia zeby ona mogla
powiedziec swojej mamie zeby jej matka wziela u siebie w pracy wolne
na jeden dzien i mogla siedziec z dzieckiem mojej zmienniczki...
przez takie pomysly pracuje np bez wtorkow - czyli zaczynam cos
robic w poniedzialek, i potem jestem w srode w plecy bo musze
konczyc to co moglabym zrobic we wtorek.
wiec od pazdziernika jak zaczela mi sie szkola powiedzialam, ze sie
kategorycznie na to nie zgadzam. wiec ona przychodzi w srody czy
czwartki. ale powiedziala mi ze to tylko na miesiac bo jej mama nie
moze co miesiac miec tego samego dnia wolnego w pracy.
teraz w najblizsza srode mialam ja zastapic w pracy - ok, zgodzilam
sie. i nie umawialysmy sie na to, ze ona mi odda ten dzien.
w piatek wieczorem dostaje smsa (!) czy pamietam ze wtorek mam
wolny. jak mnie krew zalala to myslalam ze zejde na zawal. dzwonie
do szefa i on mowi ze tak, ze wiedzial o tym.
oddzwaniam do niej, a ona mi mowi, ze ojej to zapomniala mi
powiedziec!! nie dosc ze mam czwartek wolny (groby) to w piatek i
tak jestem w pracy i jeszcze dodatkowo mam miec wolny przymusowo
wtorek??
ok, nie ma co z dzieckiem zrobic - wiec z bolem ale sie zgadzam na
ten wtorek.
dzis (po dwoch dniach) ona pisze mi mejla ze moze we wtorek w takim
razie ja przyjde sobie kolo poludnia do pracy a w srode (jak mam ja
zastapic) to do poludnia.
bo ona mysli, ze ja tu na kawe przychodze??
nooo cholera jasna!! gadam z szefem, on umywa rece, ze to nasza
sprawa, ze musimy sie dogadac... ale z nia sie nie da! nie dosc ze
od wakacji mi mowila zebym zapomniala, ze ciagle w ten sam dzien
bedzie w pracy,to mialam jej miesiac wczesniej mowic jakie mam
plany, to teraz jeszcze zapomina mi powiedziec, ze mam wolny wtorek!!
oddzwaniam do niej i mowie jej spokojnie jak czlowiekowi, ze tez mam
swoje zycie, szkole, dom, prace i nie przychodze tu na pare godzin
posiedziec sobie!! wiec ona mi koleny raz wyklada swoja teorie
nt 'ja mam dziecko'
cholera ja tak na upartego to nie mam kiedy zrobic sobie tego
dziecka!! co, jak nie mam dziecka to jak dziwka - na telefon
jestem??
koniec koncow powiedziala mi ze mam bardzo duzy problem ze soba, z
komunikowaniem, z ta praca i w ogole ze wszystkim... i ze mnie nigdy
o nic nie poprosi.
i wiecie co mnie zabolalo?? nie to ze mi nawrzucala, pojechala, ze
powie o wszystkim szefowi (oczywiscie z pozycji matki!) - tylko to,
ze jak ma sie dwadziescia pare lat, i nie mowi sie glosno ze ma sie
dziecko, to innym wydaje sie ze jestes do jego calkowitej
dyspozycji, ze nie masz swojego zycia.
z samego poniedzialku mi juz humor zepsula!!!
Obserwuj wątek
    • juvanalka Re: zmienniczka w pracy... 29.10.07, 11:45
      a ja bym trwała przy tym jednym niezmiennym dniu w tygodniu, nie
      interesują mnie mamy, babcie czy ciocie, niech ona się tym martwi
      skoro jeden dzień w tygodniu to nich sobie załatwi nianię jak mama
      nie może. ja nie wyobrażam sobie abym to ja non stop dopasowywała
      sie do jej planów i pomysłów, bo raz mówi tak a za chwilę inaczej
      jak jej się coś pozmienia. w wiekszości to Ty tam pracujesz więc to
      ona powinna się z tym jednym dniem nie wygłupiać i proponuję ustalić
      jeden stały dzień z możliwością zamiany jeśli zostanie to wczesniej
      ustalone z Tobą. szef ma rację - nie chce się w to mieszać bo to
      sprawa między wami.
    • lupus76 Re: zmienniczka w pracy... 29.10.07, 11:54
      To jest odpowiedź na pytanie: "dlaczego pracodawcy nie chcą
      zatrudniać kobiet w ciąży/młodych mam". I tyle.
      • juvanalka Re: zmienniczka w pracy... 29.10.07, 12:13
        O nie!! Nie moze byc tak, że kobiecie z dzieckiem się wydaje że jej
        wolno wszystko bo ma dziecko a ta druga skoro nie ma dziecka to
        będzie na każde zawołanie i na każdą zmianę przystawała. Rozumiem
        choroby się nie planuje i to jest wyjtkowa sytuacja aby się
        zamieniać nawet rano jesli ta druga się zgodzi oczywiście - bo może
        gdzieś wyjechała i zamiana nie wchodzi w grę. Ale kobieta z
        dzieckiem to nie święta krówa której wolno wszystko.
        • lupus76 Re: zmienniczka w pracy... 29.10.07, 12:54
          juvanalka napisała:

          > O nie!! Nie moze byc tak, że kobiecie z dzieckiem się wydaje że
          jej
          > wolno wszystko bo ma dziecko a ta druga skoro nie ma dziecka to
          > będzie na każde zawołanie i na każdą zmianę przystawała. Rozumiem
          > choroby się nie planuje i to jest wyjtkowa sytuacja aby się
          > zamieniać nawet rano jesli ta druga się zgodzi oczywiście - bo
          może
          > gdzieś wyjechała i zamiana nie wchodzi w grę. Ale kobieta z
          > dzieckiem to nie święta krówa której wolno wszystko.

          Ten konkretny, a nie odosobniony prsypadek zdaje się przeczyć Twoim
          słowom...
    • aserath Re: zmienniczka w pracy... 29.10.07, 11:55
      akkknes - masz nieciekawą sytuację i nie doradze ci nic mądrego, poza tym, zeby
      olac te jej argumenty. nie denerwuj sie niem ao co, powiedz szefowi, ze przy
      takiej organizacji pracy jaka wynika ze zmienności twjej kolezanki, z faktu
      bycia "przez nią matką", itd, ty nie jesteś w stanie dać z siebie wszystkiego i
      nalezycie spełniać twoich obowiązków, wiec nie bierzesz odpowiedzialności za
      pogorszenie jakości wykonywanej przez siebie pracy.
      Ze chłop sie wycofał i zwalil to na was - to sie nie dziwie, chlopy sie wolą nie
      mieszać w takie rzeczy.

      jedno co mnie cholernie zabolało w twojej wypowiedzi: "tylko to,
      ze jak ma sie dwadziescia pare lat, i nie mowi sie glosno ze ma sie
      dziecko, to innym wydaje sie ze jestes do jego calkowitej
      dyspozycji, ze nie masz swojego zycia. "

      to jest RACJA W 100%. I w dodatku mozesz miec mega doswiadczenie, a potrafią cie
      potraktować jak gó..arza, wlasnie dlatego ze nie masz nikogo na "utrzymaniu" -
      jakby to świadczyło o tym jakim jesteś pracownikiem :/
      Oto polska!
      • akkknes Re: zmienniczka w pracy... 29.10.07, 12:53
        o jezu dzieki za odpowiedz.
        ja juz sie zdazylam poryczec, wypalic pol paczki fajek, oglucic sie,
        rozmazac caly makijaz itd.
        generalnie moj szef mowi ze robie z igly widly, ze ze ROZCZULAM NAD
        SOBA itd.
        moj kolega z pokoju mowi ze w sumie nic do tej dziewczyny nie ma,
        ale rzeczywiscie cos jest nie fair.

        a o tym dziecku i nie mowieniu o nim glosno - to to samo
        powiedzialam w piatek po tych jej glupich smsach mojej siostrze!
        czyli jednak mysle troche nawet jak jestem wsciekla :)

        powoli mi zlosc mija, ale jak czytam jej @ ze mam sie opanowac, ze
        nie podoba sie jej moje zachowanie, ze szukam spisku - to jakos nie
        moge uwierzyc w to, ze ona z nikim oprocz mnie przez te 4lata nie
        miala takich problemow komnukacyjnych :/

        musze dorwac jakies zdjecie z ktoryms z moich malych kuzyniatek i
        przyniesc do pracy i postawic na biurku - ciekawe co na to powie :D
    • misia12347 Re: zmienniczka w pracy... 29.10.07, 23:51
      Trochę nie łapię. Ona przychodzi na jeden dzień w tygodniu i takie
      problemy z tym robi? Współczuję, ale tez radzę spokojne przemysleć
      sprawę i zaproponować jakieś rozwiązanie, które będzie odpowiadało
      wam obu (przecież nie da się przesuwac zajęć na studiach, powinna to
      tez zrozumieć). Jeśli bedziecie się kłóciły to istnieje duża szansa,
      że szef bedzie miał was obie dość.
      • akkknes Re: zmienniczka w pracy... 30.10.07, 18:17
        tak, ona jest jeden dzien w firmie, reszte niby pracuje w domu...
        ja jestem na 1/2 etetu + szkola
        ona jest tam pare lat - ja miesiecy
        i dla niej argumentem nr jeden jest dziecko
        kurna ale ja tez mam szkole i szef sam mi kazal dziennie konczyc!!
        poza tym nikt sie mnie nie pytal czy ja mam dziecko - a moze do
        cholery mam dziecko?
        zobaczymy co tam sie jutro dowiem :/
    • spacecoyote Re: zmienniczka w pracy... 30.10.07, 18:28
      Moj chlopak chcial miec wolne Boze Narodzenie. W jego zespole wolne
      moga miec tylko 3 osoby na raz, wiec byl problem, bo odezwala sie
      typowa matka z argumentem: ja mam dzieci, ja musze miec wolne. Nie
      liczy sie, ze on prosil o ten urlop juz w styczniu i ze tez mamy
      swoje plany. Niektorym sie wydaje, ze jak maja dzieci, reszta swiata
      ma sie dostosowac i tyle.
      • akkknes Re: zmienniczka w pracy... 30.10.07, 18:34
        a potem cala dyskusja spoleczna nt matek ktore maja PODLYCH szefow :/
        bosz...
        • akkknes wnioski 31.10.07, 10:21
          taaak...
          wlasnie gadalam z szefem.
          a wiec wniosek jest taki,ze JA mam sie pod NIA dopasowac (z
          godzinami pracy i szkola) bo:
          po 1 - ona jest tu dluzej
          po 2 - moj szef zna sie z nia prywatnie i WIE ze ona nie jest
          osoba 'zatwardziala, z ktora nie da sie dogadac'
          po 3 - ona ma dziecko

          argumenty ze to nie ja kazalam sobie sama isc na studia dzienne nie
          przynosza efektu, to ze ona mi jasno mowi ze jestem tu za krotko
          zeby cokolwiek powiedziec, albo to, ze nie podoba sie jej ze
          studiowalam prywatnie NIE DAJA EFEKTU. zadnego.

          ja nie wiem juz co robic, chyba zostalo mi modlic sie zeby ona
          siedziala dalej w domu i dziczala w swoich czterech scianach... nie
          wyobrazam sobie sytuacji, ze mam z nia siedziec np w JEDNYM pokoju
          (bo teraz to mnie juz zaczyna wkurzac jej glos -
          wiecznie 'ironicznie poirytowany' oraz jej wielki, krzywy nochal -
          wiem ze to glupie ale naprawde ostro na mnie dziala!)

          aha, moj szef powiedzial, ze zaklada ze nie mam dziecka (na moje
          pytanie skad taki wniosek powiedzial kpiaca: 'a masz?') i stada
          chorych babc (i tu mnie k...wa dotknal, bo tak sie sklada ze mam! i
          to mam naprawde babcie niechodzaca z bolu i czekajaca na operacje,
          ale nie wiem czy mam ochote z nim gadac nt endoprotez babci...)
          boze ja naprawde nie mam nic do dzieci, matek itd - ale mi sie cos
          zdaje ze ta moja zmienniczka to jest sama (pewnie przez ten nochal!)
          i matka to jej jedyna bliska osoba... takiego 'ogarniecia' jak na
          nia patrze nie ma kobieta 'swiatowa', 'zyciowa' itd...
          ja naprawde lubie dzieci.
          ale zdanie na temat matek i pracodawcow nie zmienie - niektore mlode
          matki dziczeja w czterech scianach... uwazaja ze ich problemy sa
          najwazniejsze i wszyscy maja sie dostosowywac do nich.
          i to nie jest sprawiedliwe.

          a zdjecie mojej kuzynki przyniose sobie tu do roboty i postawie na
          biurku, a co.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka