Dodaj do ulubionych

synowa - tesciowie

IP: 216.129.192.* 11.06.01, 15:18
hej,

czy sa takie malzenstwa w ktorych zona zyje dobrze z tesciami? czemu w 95%
kobieta ktora syn wybral za zone jest albo nie akceptowana przez rodzicow albo
ciagle sa jakies problemy? co mozna zrobic z tym fantem ? kobiety powiedzcie
jak radzicie sobie z tesciami, panowie co robicie zeby Wasze zony zyly dobrze z
Waszymy rodzicami?
Obserwuj wątek
    • Gość: ania Re: synowa - tesciowie IP: 157.25.122.* 11.06.01, 16:35
      ja jestem na początku drogi i nie wiem jeszcze jak to robić żeby żyć w zgodzie
      i dobrze bo na razie jeszcze nie mam za dużych problemo, nasz ślub niedawno się
      odbył

      myślę że potrzeba dużo ciepła i wyrozumiałości i zaciskania zębów żeby nie
      powiedzieć czegoś co przekreśli wszystko dobre w rodzinie

      ważne jest też poczucie własnej wartości i świadomość że mąż kocha i matkę i
      żonę
      powodzenia dla mnie i dla ciebie
      • Gość: I Re: synowa - tesciowie IP: *.gazeta.pl 11.06.01, 16:45
        Moja zona poznala swoich tesciow na dlugo przed slubem. Polubili ja, bo umie rozmawiac z tesciami normalnie,
        otwarcie i bez zadnej urazy. Jest do dzis - 11 lat po slubie - traktowana przez nich jak corka. I caly czas tak bylo.
      • Gość: fi Re: synowa - tesciowie IP: *.MAN.atcom.net.pl 11.06.01, 16:59
        A ja mysle, ze tak naprawde to jesli ma sie taka tesciowa jak ja - tzn. ta zla,
        ktora mysli, ze tylko ona zna jedyna wlasciwa recepte na cale zycie i wogole
        jest taka tesciowa jakiej nikomu nie zycze. Z taka tesciowa do niczego sie nie
        dojdzie i zadne zaciskania zebow nie pomoga - ona po prostu ma co z glowa nie w
        porzadku. Nic nie pomoze - znam sie ze swoim mezem od siedmiu lat. Od roku
        jestesmy po slubie. Ale od samego poczatku ona byla do mnie uprzedzona -
        wymyslila sobie ze jestem zmanierowana warszawianka - bo ona jest z Krakowa.
        Zreszta szkoda slow na jej zachowanie. Mnie osobiscie jest przykro z jednego
        tylko powodu - ona swoim zachowaniem rani nie tylko mnie - bo ja nauczylam sie
        ze to jest obca baba i niech sobie mysli o mnie co chce, wazne ze moj maz mnie
        kocha. Ale ona rani wlasnie przede wszystkim mojego meza - a dla niej przeciez
        to jest jej wlasne dziecko. Ale niestety ona nie widzi tego, ze go rani i ze
        jemu jest naprawde bardzo przykro, ze ona mnie tak traktuje. Z taka osoba do
        niczego sie nie dojdzie. Lepiej jej unikac - ja tak robie. A co moze zrobic
        mąż? mysle ze przede wszystkim powinien byc po stronie swojej zony - jesli
        oczywiscie jego matka nie ma racji w podejsciu do jego zony. wsparcie meza i
        pokazanie matce jak bardzo jest dla niego wazna jego zona uwazam - ze to jest
        bardzo wazne. Mojej tesciowej juz nic nie pomoze - nie wierzez w to zeby mogla
        sie zmienic. ale gdyby moj maz od samego poczatku nie pozwolil jej tak mnie
        traktowac to teraz mysle ze nie byloby az takich problemow. Ale on chcial zebym
        byla wyrozumiala, zebym sie nie przejmowala "bo ona juz taka jest", a wogole to
        przesadzam. Dopiero ponad pol roku po slubie moj maz sam sie przekonal, ze mam
        racje i ze od poczatku powienien byl zareagowac. ja gdyby moja mama tak
        potraktowala chociaz raz mojego meza to od razu ostro bym zareagowala -
        powiedzialabym jej, ze albo pogodzi sie z faktem ze wybralam tego wlasnie
        mezczyzne na meza i bedzie sie zachowywac tak jak nakazuja ogolnie przyjete
        zasady kultury osobistej, albo zakoncze swoje kontakty z nia. Niestety ale
        tylko ostre postawienie sprawy i to od samego poczatku znajomosci moze cos
        zmienic i spowodowac ze ta matka bedzie sie umiala zachowac na minimalnym
        poziomie kultury. Moja mama na szczescie bardzo lubi mojego meza i od poczatku
        go polubila i wogole widzac, ze jestem z nim szczesliwa ona tez jest
        szczesliwa, ze trafilam na dobrego meza. Ale moja tesciowa ... szkoda slow. To
        historia na cala ksiazke a nie tylko na krotki mail.
        Pozdrawiam wszystkie nielubiane i nieakceptowane synowe. Łącze sie z wami.
        Fi
        • Gość: Anusia Re: synowa - tesciowie IP: *.bellglobal.com 11.06.01, 17:06
          Gość portalu: fi napisał(a):

          > A ja mysle, ze tak naprawde to jesli ma sie taka tesciowa jak ja - tzn. ta zla,
          >
          > ktora mysli, ze tylko ona zna jedyna wlasciwa recepte na cale zycie i wogole
          > jest taka tesciowa jakiej nikomu nie zycze. Z taka tesciowa do niczego sie nie
          > dojdzie i zadne zaciskania zebow nie pomoga - ona po prostu ma co z glowa nie w
          >
          > porzadku. Nic nie pomoze - znam sie ze swoim mezem od siedmiu lat. Od roku
          > jestesmy po slubie. Ale od samego poczatku ona byla do mnie uprzedzona -
          > wymyslila sobie ze jestem zmanierowana warszawianka - bo ona jest z Krakowa.
          > Zreszta szkoda slow na jej zachowanie. Mnie osobiscie jest przykro z jednego
          > tylko powodu - ona swoim zachowaniem rani nie tylko mnie - bo ja nauczylam sie
          > ze to jest obca baba i niech sobie mysli o mnie co chce, wazne ze moj maz mnie
          > kocha. Ale ona rani wlasnie przede wszystkim mojego meza - a dla niej przeciez
          > to jest jej wlasne dziecko. Ale niestety ona nie widzi tego, ze go rani i ze
          > jemu jest naprawde bardzo przykro, ze ona mnie tak traktuje. Z taka osoba do
          > niczego sie nie dojdzie. Lepiej jej unikac - ja tak robie. A co moze zrobic
          > mąż? mysle ze przede wszystkim powinien byc po stronie swojej zony - jesli
          > oczywiscie jego matka nie ma racji w podejsciu do jego zony. wsparcie meza i
          > pokazanie matce jak bardzo jest dla niego wazna jego zona uwazam - ze to jest
          > bardzo wazne. Mojej tesciowej juz nic nie pomoze - nie wierzez w to zeby mogla
          > sie zmienic. ale gdyby moj maz od samego poczatku nie pozwolil jej tak mnie
          > traktowac to teraz mysle ze nie byloby az takich problemow. Ale on chcial zebym
          >
          > byla wyrozumiala, zebym sie nie przejmowala "bo ona juz taka jest", a wogole to
          >
          > przesadzam. Dopiero ponad pol roku po slubie moj maz sam sie przekonal, ze mam
          > racje i ze od poczatku powienien byl zareagowac. ja gdyby moja mama tak
          > potraktowala chociaz raz mojego meza to od razu ostro bym zareagowala -
          > powiedzialabym jej, ze albo pogodzi sie z faktem ze wybralam tego wlasnie
          > mezczyzne na meza i bedzie sie zachowywac tak jak nakazuja ogolnie przyjete
          > zasady kultury osobistej, albo zakoncze swoje kontakty z nia. Niestety ale
          > tylko ostre postawienie sprawy i to od samego poczatku znajomosci moze cos
          > zmienic i spowodowac ze ta matka bedzie sie umiala zachowac na minimalnym
          > poziomie kultury. Moja mama na szczescie bardzo lubi mojego meza i od poczatku
          > go polubila i wogole widzac, ze jestem z nim szczesliwa ona tez jest
          > szczesliwa, ze trafilam na dobrego meza. Ale moja tesciowa ... szkoda slow. To
          > historia na cala ksiazke a nie tylko na krotki mail.
          > Pozdrawiam wszystkie nielubiane i nieakceptowane synowe. Łącze sie z wami.
          > Fi

          Droga Fi , czytajac Twoje slowa, czulam sie tak jakbym czytalam moje wlasne ale
          w odniesieniu nie tylko do tesciowej ale do i do tescia. Teraz wiem ze nie jestem
          sama, Pozdrawiam. Ania
          • Gość: Fi Re: synowa - tesciowie IP: 217.197.160.* 11.06.01, 18:04
            Droga Aniu.
            Ja na szczescie tescia mam w porzadku aczkowliek jest on zahukany przez swoja
            zone. jak przyjechal do nas i byl u nas tydzien to po prostu widac bylo, ze
            odżył od tego babsztyla - chyba dopiero wtedy naprawde sie przekonal, ze nie
            jestem taka jak to mnie przedstawia moja tesciowa. Po prostu u mnie w domu czul
            sie o wiele lepiej niz w swoim wlasnym - to bylo bardzo widac. nawet moj maz to
            zauwazyl.ale tesciowa jaka byla taka jest i bedzie. Od ponad miesiaca wogole
            sie do niej nie odzywam i wogole zerwalam wszelkie kontakty. to jedeyny sposob
            zebym wreszcie przestala sie tym babsztylem przejmowac i zebym mogla cieszyc
            sie moim mezem i malzenstwem. Moj maz tez przejrzal na oczy tak jak to
            napisalam, wiec teraz nareszcie po 7 latach mam w nim oparcie. Ale za to oprocz
            tesciowej mam jeszcze siostre mojego meza - Magde. Magda ma lat 22 (ja 27)i
            kiedys jak sie poznalysmy to bardzo sie lubilysmy. Dostalam nawet od niej
            kartke pocztowa, na ktorej napisala, ze cieszy sie, ze jej brat ma taka fajna
            dziweczyne i ze zawsze chciala zeby on mial dziewczyne, z ktora ona bedzie
            mogla sie normalnie kolegowac jak z kolezanka. Byly miedzy nami naprawde dobre
            stosunki i wogole bardzo sie lubilysmy. Ale Magda wyjechala za granice, tam nie
            ma kontaktu z osobami w swoim wieku wiec zdziczala i przejela poglady swojej
            matki na swiat. I tu sie zaczelo.Teraz mam przeciwko sobie nie tylko tesciowa
            ale i jej corke. na szczescie meza mam po swojej stronie co nie bylo latwe i
            przez 7 lat o to walczylam. On byl maminsynkiem. Doszlo w koncu do tego ze
            przez jego nieodcieta pepowine mialam go juz tak dosyc ze postawonilam od niego
            odejsc. mielismy sie wowczas wkrotce zareczac,ale ja juz mialam dosyc ze on
            trzyma sie spodnicy mamusi i powiedzialam mu ze zrywam z nim i nie bedzie
            zadnych zareczyn ani zadnego slubu - niech sie ozeni ze swoja matka skoro tak
            za nia idzie jak ciele. pomoglo - na krotko. Ale powoli zaczelo sie to
            zmieniac, odkad zamieszkalismy ze soba powoli bylo coraz lepiej. Teraz wyglada
            na to, ze mojemu ukochanemu wreszcie calkowicie spadly klapki z oczu - moze
            dlatego ze teraz bardzo powaznie planujemy dziecko i nagle on sie znalazl jako
            maz i ojciec ktory ma chronic swoja rodzine a nie trzymac sie matki.
            Najwazniejsze zeby malzenstwo bylo wobec siebie szczere i ze soba szczesliwe.
            Glupich tesciow nalezy zostawic samym sobie. Kiedys moze zmadrzeja i przyjdzie
            koza do woza. A jak nie to co nas to obchodzi - niech sobie zyja sami jak chca
            a my od nich daleko w innym miescie.
            Pozdrawiam wszystkie ucisnione przez tesciow. Jestem z wami.
            Fi
            • Gość: m Re: synowa - tesciowie IP: 216.129.192.* 11.06.01, 18:36
              Jak bardzo sie ciesze ze napisalem tego posta i ze znalazla sie taka osoba ja
              Fi ktora potrafila w taki wlasnie sposob opisac swoja sutuacje. Ja akurat
              jestem tym ktory jest moznaby powiedziec poszkodowanym przez moich rodzicow
              ktorzy moja zone nie akceptuja i tak jak twoj maz powoli przejrzewam na oczy.
              Jest to wszystko dla mnie bardzo trudne chociaz z miom ojcem mialem juz wiele
              problemow bo jest to czlowiek ktory wychowal sie w domu w ktorym knotrola nad
              dziecmi musiala byc i dzieci nie mialy nic do pogadania. Wiec teraz gdy sie mu
              sprzeciwiam i nie jest cos po jego mysli a tym bardziej gdy jest to zwiazane z
              moja zona to jest problem. No ale coz trzeba wszystko jakos przetrwac nawet to
              najgorsze, przekonac sie, zrozumiec pewne rzeczy ale dla mnie najwazniejsze
              jest to aby byc szczesliwym a przedewszystkim nie doprowadzic do tego abysmy
              przez moich rodzicow rozeszli sie z zona. Uwazam ze mozna przez to wszystko
              razem jakos przejsc choc wiadomo ze zonie jest ciezko. Mam tylko nadzieje ze
              moi rodzice kiedys to wszystko zrozumieja ze traca mnie zachowujac sie w ten
              sposob. Pkrzykre ale prawdziwe.
              Pozdrawiam.
    • Gość: Gulnara Re: synowa - tesciowie IP: *.dh.casema.net 11.06.01, 23:01
      Jacku - sa. Moja recepta:
      - UNIEZALEZNIC sie od rodzicow od poczatku malzenstwa.
      - malzenstwo to teren niedostepny dla rodzicow obu stron. I najlepiej niech
      kazdy da to SWOIM rodzicom do zrozumienia (delikatnie i stanowczo).
      - najlepiej mieszkac w innym miescie
      - a tak ogolnie to trzeba umiec powiedzic "do widzenia" starej rodzinie, zeby
      mozna powiedziec "dzien dobry" nowej. Gdzies to przeczytalam i bardzo mi sie
      podoba.
      Pozdrawiam, Gulnara
      • Gość: Ania Re: synowa - tesciowie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.07.01, 01:28
        A ja bardzo kocham moją teściową. Jest cudownym człowiekiem, takim jak jej syn.
        • Gość: kathy Re: synowa - tesciowie IP: 195.117.174.* 09.07.01, 09:55
          Gość portalu: Ania napisał(a):

          > A ja bardzo kocham moją teściową. Jest cudownym człowiekiem, takim jak jej syn.
          Nie przepadam z moją teściową, chyba za bardzo podobna jest do mnie;))
          Ale zawsze cenić ją będę i szanować za to, że wychowała takiego faceta jak mój
          mąż.

    • Gość: Miss Re: synowa - tesciowie IP: *.atman.pl 09.07.01, 10:31
      Jestem męzatką 4 lata i z roku na rok moje stosunki z tesiową były coraz
      bardzie j napiete. Wg. niej mój mąz żle się ubiera , żle strzyze włosy ,
      kupi,ismy ,,nie taki" samochód i ,,za duze" mieszkanie a przede wszystki to
      dlaczego ja nie urodziłam mu jeszcze dziecka. Wogóle wszystkiemu winna jestem
      ja - mamusia go potrzebuje a on jest z ,,obca babą" ( usłyszałam to w 3
      miesiące po ślubie).Jestesmy całkowicie niezalezni finansowo o d tesciów,
      mój mąz jest także niezależny emocjonalnie od matki.
      Kłócą sie jak cholera - oczywiście o mnie, bo przy każdej okazji matka robi mu
      pranie mózgu ,że po co on się ze mną ozenił. Na Wielkanoc atmosfera była tak
      miła że wogóle nie pojechalismy do teściów - świąeta spędziliśmy z moimi
      rodzicami, których mój mąż szanuje i kocha( szczególnie dobrtali sięz moją
      mamą).Ja dla teściowej jestem zimno uprzejma i nkikt nie namówi mnie na nic
      więcej. Wiesz dlaczego tak wyglądają stosunki synowa teściowa?
      Bo mamusie nie mogą znieśc że syn jest zczęsliwy z inną kobietą .
      • Gość: Joanna Re: synowa - tesciowie: do Miss IP: *.nuph.us.edu.pl 09.07.01, 10:52
        Skad ja to znam, Miss... Nie, nie o mojej tesciowej
        mowie, chociaz z nia tez trudno wytrzymac, ale z innych
        powodow. Mowie o wlasnej matce, wiec problem znam od
        wewnatrz. Kiedy moj starszy brat (i jedyny syn mojej
        matki) zenil sie mialam zaledwie 12 lat, ale dobrze
        rozumialam co sie dzieje w jej glowie - ona szalala,
        rozpaczala jakby tracila nie syna, lecz meza, kochanka
        - sama nie wiem kogo... Dla niej to, co "zrobil" moj
        brat bylo zdrada, porzuceniem, zyciowym ciosem; jego
        narzeczona - wrogiem, rywalka, kims kogo trzeba
        zdeptac, pokonac. W ogole cala sprawa w moich oczach
        wygladala na tragikomedie i moja matka nie sadzila, ze
        osoba tak smarkata jak ja zauwazyla, ze ona jest
        niemalze "zakochana" we wlasnym synu, ze ona sobie
        zycia bez niego nie wyobraza...
        Nie wiem dlaczego tak bywa-przez 16 lat malzenstwa
        mego brata mama troche przyhamowala, ale ciagle
        wykorzystuje kazda okazje zeby sie tam wtracic, dopiec,
        dokuczyc i... w jego domu rzadzic sie jak w swoim
        wlasnym.
        Cos sie chyba co niektorym matkom w glowach pomylilo
        - im sie wydaje, ze potrzebuja syna na wlasnosc. Nie
        wiem - moze to odbicie klopotow malzenskich, moze syn
        ma byc namiastka meza, ktory w jakiejs roli sie nie
        sprawdzil.
        Nie chce tu oceniac wlasnej matki, ale z mojego punktu
        widzenia o prawo wylacznosci do swego syna gotowa byla
        walczyc w sposob wrecz bezwzgledny i drapiezny jakby
        chodzilo o jej zycie...
        • Gość: Momo Re: synowa - tesciowie IP: *.cezex.pl 09.07.01, 11:36
          kiedy pierwszy raz odwiedziłam mojego obecnego męża, od razu - na szczęście
          tesciowie mnie polubili - traktują mnie jak córkę i kiedy parę lat temu
          poważnie psuło się w naszym związku - stali murem za mną i suszyli głowę
          mężowi - że dla nich tylko ja liczę się jako synowa, że traktują mnie jak córkę
          i innej kobiety absolutnie nie zaakceptują jako mojej zastępczyni. Pozostali
          ich synowie tez mają juz żony, ale niestety im nie udało się złapać
          przyjacielskiego kontaktu z teściami. Nieraz się zastanawiałam, czemu akurat
          tak się ułożyło? Może sprawiły to dość częste wizyty u teściów - praktycznie od
          począktu naszej znajomości staramy się odwiedzać rodziców kilka razy w miesiącu
          i być może teściowie zauażyliże nie stoję im na drodze do utrzymywania
          kontaktów z ich synem, a w zamian zyskali córkę, która ich szanuje.
          Dlatego współczuję wszystkim, którzy nie mogą powiedzieć,że mają fajnych
          teściów.
          Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka