mitomanka
29.12.07, 14:27
W zasadzie,nie wiem dlaczego chce o tym pisac,może dlatego,że za
dużo już o tym myśle,a moze dlatego,że chce o tym powiedzieć komuś
kto nie zna ani mnie ani jego...Dwa dni temu zakończyłam 3-letni
związek,odeszłam od facetka,którego kocham,bo straciłam siłę i
werwę,by "ciągnąć" ten związek.On mówił mi,ze jestem jedyną kobietą
jego życia,planował zaręczyny i ślub,wiedziałam,ze mnie kocha.Ja
uciekałam,nie czuje sie na siłach,by w takim momencie mojego zycia
zakładać rodzinę,czuje się nieodpowiedzialna i nieprzygotowana by
podejmować takie decyzje...nie dojrzałam do tego,a moze jednak?
zadaje sobie pytanie,czy to moze moja miłość byla za słaba?czy to
bylo po prostu przyzwyczajenie i rutyna?Gubie się w tym,ale to nie
był jedyny powód dla którego od ponad 2 miesięcy źle sypiałam.Była
jeszcze jedgo zazdrość.Coś co mnie chyba całkowicie zwaliło z
nóg,gdy powiedział mi,ze sie niegdy nie zmieni,ze to już jest jego
cecha charaktetru...Miałam dość awantur o to,ze wychodze ze
znajomymi do pubu,ze ktos mnie odwiedza na pewno po to by mnie
podrywać,ze mam trening,ze ide na próbe,gdy on łaskawie ma czas by
ze mna porozmawiac,ze go zaniedbuje w Wigilie,ze rodzina jest dla
mnie jawazniejsza,byl zazdrosny NAWET o moich siostrzencow(jeden ma
6 drugi 2 lata...)Kocham go,ale juz nie wytrzymałam...może jestem
egoistką,ale tak wiele sie wydarzyło przez te Święta w moim życiu,że
chyba czasem warto zaryzykować,żeby potem czegoś nie załować...