IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.03, 03:18
Jestem na skraju wytrzymałości.
chciałabym oddejść od męża. Ale jestem zależna od niego finansowo. Sprawę
komplikuje fakt, że mam troje dzieci, pracę, która nie jest pewna. Mój mąż
nie zdradził mnie, nie pije, dba o rodzinę. Ale jednocześni potrafi być
strasznie przykry. Wręcz chamski.Doszło do tego, że póbował mnie bić, wywalał
z domu, wyzywa w obecności dzieci od szmat, pasożytów. Moim zabezpieczeniem
są dzieci. Gdyby nie one... Ale z drugiej strony, gdyby nie było dzieci,
sama już dawno odeszłabym.
I jeszcze jedno. Nie twierdzę, że jestem całkiem niewinna. Moim grzechem
jest zbyt małe zaangażowanie się w nasze sprawy finansowe. Taka beztroska,
jakoś to będzie. Nie umię liczyć piemiędzy. On ma rację,że jest z tym sam.
Chciałabym się w to włączyć, ale nie potrafię się z nim porozumieć. On
wścieka się o byle co. Wiem,że powinnam jemu pomóc, ale nie potrafię.
Obserwuj wątek
    • Gość: .................. Re: rozwód? IP: *.dialup.sprint-canada.net 25.08.03, 03:56
      A Tobie o co tu chodzi? Chcesz sie sie rozwodz. Mnie nic do tego.
      Nie rozumiem jednak tego "probowania" bicia Ciebie. Czy mam sadzic,
      ze nie pobil Ciebie tylko dlatego, bo sie Ciebie wystraszyl?
    • Gość: renia Re: rozwód? IP: *.ath.spark.net.gr 25.08.03, 09:51
      Ja natomiast jakos nie rozumiem, ze nie potrafisz liczyc pieniedzy. Co to ma
      znaczc? Masz trojke dzieci i nie umiesz liczyc pieniedzy? I rownoczesnie
      zrobilas sobie z dzieci parawan ochronny (nic i tak mi nie zrobi, bo przeciez
      sa dzieci)? To ile ty masz lat? Poza tym nie wierze, ze chodzi tylko o
      finanse. Raczej chodzi o to, ze zmarnowaliscie sobie i dzieciom zycie. Nie
      kochacie sie, pogardzacie sobą, olewacie się wzajemnie i swoje potrzeby, ale
      nie rozejdziecie sie, bo Ty masz świetna wymówke troje dzieci. I tez nie
      rozumiem czego oczekujesz od forumowiczow. Rady jak nauczyc sie oszczedzac?
      Mozna sprobowac dac Ci takie rady (byl kiedys fajny artykul na ten temat w
      wysokich obcasach), tylko ja akurat absolutnie nie wierze, że to, że
      przestaniesz byc rozrzutna naprawi Wasze małżeństwo.
      • Gość: bromelia Re: rozwód? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.03, 14:49
        Masz rację. Nie kochamy się już. Nie potraqfie kogoś kochać kto mnie ciągle
        wyzywa. A on nie kocha kogoś kto mu nie pomaga. I to nie jest prawdą że szastam
        pieniędzmi na lewo i prawo. Po prostu nimi nie gospodarzę - żyję oszczędnie,
        staram sie nie wydawać za dużo. Ale decyzję o niektórych wydatkach spycham na
        niego.
        Wiele razy próbowałam ogarnąć nasze sprawy. Potrzebowałam jakiś wyjaśnień - ale
        przeważnie nasze rozmowy o tym kończyły sie kłótniami, obrażał się o byle co.
        Mam wrażenie, że on potrzebuje pomocy a ja nie umię mu pomóc.
        A chciałbym być kochana przez kogoś pomimo wszystkich moich wad.
        Szukam odpowiedzi na pytanie czy powinnam, tak jak on w złości mi propnuje po
        prostu sobie iść? i zostawić dzieci tak jak kiedyś jego matka zrobiła z nim?
        Czy może wybrać tą najtrudniejszą drogę, odejść z dziećmi? Nie wiedząc jak je
        utrzymam? I nauczyć się liczyć pieniądze. Czyli opuścić ten parasol ochronny.
        Wziąść za siebie i dzieci odpowiedzialność?
        Czy może zostać i próbować się dogadać.I też wziąść na siebie odpowiedzialność
        za swoją rodzinę? I albo wyjdzie, życie wróci do normy, ale bez miłości. Albo
        nie i będą kłotnie co dwa tygodnie. Odbije się to niestety na dzieciach?

        • Gość: chudyy Re: rozwód? IP: 195.94.203.* 25.08.03, 16:11
          Bromelia,

          sprawy takie są trudne. Najgorsze w takim układzie jest zaplątanie w reakcje.
          Ludzie w czymś takim przestają panować nad tym jak reaguje partner i jak sami
          reagują. Pojawiają się wypowiedzi "bo ty zawsze..." Najważniejsze to wyjść z
          tego zaplątania. Jest to bardzo bardzo trudne, to jak zaprzeczenia w
          alkoholizmie. Bardzo trudno jest zobaczyć sprawę z drugiej strony. Często
          potrzeba kogoś do pomocy. Myślę, że trzeba się zdobyć na obustronne słuchanie.
          jak to zrobić? Można robić sesje pt. Ty mówisz ja tylko słucham i pytam żeby
          lepiej zrozumieć co mi chcesz powiedzieć, upewnić się czy dobrze rozumiem. To
          bardzo trudne i będzie bolało. Trzeba pamiętać, że tam gdzie boli to łatwo
          uciec w wyuczone schematy, ale trzeba grzebać w tym co boli, tam jest to co
          najważniejsze.

          I prawie na pewno trzeba oderwania od codzienności. Warto razem gdzieś pojechać
          na parę dni, być samemu bez krępującej obecności dzieci, bez codziennych
          obowiązków. Może nawet warto wcześniej samemu gdzieś pojechać (obie strony).
          Oderwać się, pomyśleć, zastanowić. W tym pędzie codzienności nie mamy czasu i
          siły na refleksję na próbę spojrzenia na siebie samych z zewnątrz.

          jak sama nie dajesz rady warto poszukać pomocy na zewnątrz, ale musisz dobrze
          pilnować, żeby znaleźć to co pomoże związkowi, a nie w podsyceniu w Tobie
          przekonania, że masz rację.

          pozdrawiam,
          Edward

          p.s. najlepiej postaraj się wyłączać furtkę pt. rozwód, to naprawdę ostateczność

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka