ja-i-on
04.04.08, 01:15
mam problem z wyjsciami mojego meza na tzw piwko z kolegami...
zawsze jak wychodzi to traci rachube czasu...dzisiaj tez umowilismy
sie,ze wroci o 24 i oczywiscie po 24 go nie bylo...zadzwonilam do
niego z zapytaniem gdzie jest-stwierdzil,ze idzie szukac taksowki ja
mu na to,ze o tej porze to mial byc w domu a nie szukac taksowki...i
od slowa do slowa powiedzialam mu,ze w takim razie jak ma wszystko w
dupie to moze sobie wracac na impreze i dalej dobrze sie bawic...no
i tak zrobil...
ludzilam sie ,ze mimo wszystko wroci ale niestety...jestem w 8-mym
mies ciazy i tym bardziej jestem wsciekla,ze tak sie zachowal a z
drugiej strony to ile ja mam to tolerowac...nie moze byc slowny jak
sie umawia???a z drugiej strony to jestem zla na siebie ,ze tak mu
powiedzialam i sama jestem sobie winna,ze wrocil na ta
impreze...teraz siedze i rycze i nie mam pojecia co zrobic i jak sie
zachowac...doradzcie mi cos...