kari-oka
26.05.08, 22:37
Witam kobietki...
czytam dzis co slychac na forum gazeta.pl bo mam troche czasu
ostatnio. Prosze napiszcie co myslicie - jesli przeczytacie, za co z
gory dziekuje.
Mamy ciche dni z moim chlopakiem. Powod: alkohol. Prognoza: mysle o
odejsciu. Historia: Spotkalismy sie prawie 5 lat temu. Od razu nic
porozumienia, przyjazn, dlugoletnie rozmowy itp. Powiedzial mi ze ma
synka, 4letniego, z mlodzienczego zwiazku. Ze dba o niego, wysyla
pieniadze.Ze z mama synka nie jest od 4 lat. Zaczelismy sie
spotykac. Zostalismy kochankami. Mielismy po dwadziecia pare lat.
Dostalam swietna prace w innym miescie. Zwiazek pod znakiem
zapytania - ale to on to powiedzial. Ja zadeklarowalam ze bede
przyjezdzac co weekend. Bo ja znacznie wiecej mialam zarabiac. I tak
bylo. Kazdy weekend razem.Po roku jednak ochlodnialo. Zawsze
popijal, ale raczej tak jak wszyscy moi znajomi. Piwsko. Klocilismy
sie ale szybko godzilismy. Pewnego weekendu po kolejnej klotni
pomyslalam ze chyba nie tego chce - i odeszlam. 3 miesiace. Pewnego
dnia telefon: jak bedziesz w miescie to spotkajmy sie na drinka.
Pewnie, czemu nie. Spotkalismy i znowu bylismy razem. Postanowilam
rzucic prace i wrocic z powrotem. Zamieszkalismy razem. Pewnego dnia
powiedzial: musze ci cos wyznac. Ja sie wtedy ozenilem, z mama mego
synka. Nie chcialem ci mowic bo byc nie chciala ze mna rozmawiac. To
prawda, nie chcialabym, nie w podrywajacy sposob. Szok dla
mnie.Pomyslalam: odchodze. Ale bylam juz bardzo zakochana i
zaangazowana.On twierdzil ze miedzy nimi niczego nie ma, a na moje
pytanie, czemu wiec sie nie rozwiedzie, powiedzial ze nie chce sie
wiazac alimentami, wtedy kiedy nie ma porzadnej pracy. A czemu ona
nie chce rozwodu w takim razie? on nie wie...
Coraz wiecej piwska. I mamusia ciagle wokolo, z prezentami, choc to
bylo dla mnie dziwaczne, bo to bylo zasypywanie, podczas kiedy nawet
sie nie lubialysmy. Coraz wiecej myslalam, czas lecial, ja myslalam
o przyszlosci, w koncu latka leca. Postanowilam odejsc. On
to "ciezko" przezyl. Potezny kac. Znalazlam sliczne mieszkanie dla
mnie. Przeprowadzilam sie. I on tez, do siebie. Spotykalismy sie
czesto, bo przyjazn ciagle byla, z nikim tak nie moglam znalezc
porozumienia, jak z nim. Poznalam kogos innego. Prawie ksiecia z
bajki. Zakochal sie. Byl slodki. Ale pewnego dnia spotkalam sie z
moim eks i skonczylo sie w lozku. Po miesiacu okazalo sie ze jestem
w ciazy. Z moim nowym nigdy sie nie przespalam, za wczesnie bylo- ja
taka jestem. Zakonczylam to wiec i postanowilam sie rozmowic z moim -
eks, przyszlym tata. Zareagowal strasznie. Powiedzial: Ale ja ciebie
nie kocham. Ale bede tata, najlepszym jakim potrafie. Spotykalismy
sie czesciej, brzuszek rosl. Klocilismy sie. Mamusia jak sie
dowiedziala to zrobila mi prezent: pierwsze ciuszki. Pomyslalam: za
wczesnie..w drugim miesiacu? Zly znak...W 5 miesiacu moj eks
zadeklarowal zebysmy zamieszkali razem. Pomyslalam, dobrze, niech
maly ma dobre wspomnienia, przynajmniej z pierwszych lat.Pewnej nocy
bol, zemdlalam. Bylismy razem, on strzelil sobie pare piw. Zadzwonil
po karetke. W szpitalu okazalo sie ze niestety. Stalo sie najgorsze.
Mnie odratowano. M. nie opuszczal mnie na krok, mieszkal w szpitalu
2 tygodnie. Powiedzial mi ze zrozumial, ze mnie kocha i nigdy mnie
nie opusci. Mamusia odwiedzila w szpitalu. Ani jednej lzy.
Postanowilismy jednak zamieszkac razem. Ja bylam w stanie szoku, nic
nie czulam, czasem straszny zal i tesknote a czasem totalne
otepienie. On pil. Piwsko. Po paru miesiacach wyrzucajac smieci
zauwazylam ile tak naprawde tych puszek jest! To juz nie bylo
normalne. Rozmowa. Deklaracja. Znalazl dobra prace. Mniej picia.
Awansowal, poczul sie pewniej - znowu poprzednie ilosci puszek.
Awantury. Ja sie umiem klocic i dopiec porzadnie. Ale zawsze sie
godzilismy. Znalezlismy sliczne mieszkanie, przeprowadzilimsy sie
zeby nie bylo bolesnych wspomnien. No i wlasnie ostatni weekend.
Mamusia przyszla w gosci. Wszystko slicznie, grilek, ogladanie
filmow..a moj misiek chleje wino jak opetany! Ja nie pilam wcale,
mialam migrene, mamusia troszke siapila.Skonczyl druga butelke i
siegnal po trzecia, i ja nie wytrzymalam. Zaczelam krzyczec na
niego, ze nie ma umiaru, sie przestal sie kontrolowac...i to przy
wlasnej matce, ktora widzac to nawet slowka nie pisnie. Mamusia
wstala i powiedziala ze wraca do domu. Misiek: pokazal mi piesc.
Spytalam mamusie czy nie moze zostac do rana bo on mi zyc nie da jak
ona wyjdzie. NIe posluchala. JA wyszlam takze, poczekac az on zasnie
pijackim snem. Rano: ja sie nie odzywam. On powiedzial mi pare
brudnych slow. Mialam caly dzien na myslenie. Mam 29,lat, chce miec
dzieci, chce byc zona...ale z kim? on chyba nawet o tym nie mysli.
Ciagle jest zonaty...choc ma dobra prace i niezla kase. Mysle ze tym
razem czas odejsc, dac sobie szanse. Na zycie bez alkoholu, na
uczciwy zwiazek. I ze czas na dzieci. Jestem z nim bardzo zwiazana.