panileonowa
29.05.08, 17:47
Czym robię się starsza, tym mniej mi zależy na wielkim weselu z
tabunem gości, białej sukni i całej tej szopce. Kiedyś ma poważnie
brałam pod uwagę scenariusz: ja w sukience za 5.000, on w garniturze
od Armaniego, 150 gości, najlepszy hotel w mieście, ogromny tort,
orkiestra podwórkowa itd. itp.... Ale zestrzałam się (no może nie az
tak dosłownie) i wmówiłam sobie, że najlepiej albo bez ślubu, albo
ślub cywilny. Bez gości, wielkich przysięg, bez przyjęcia, bez fety.
Tylko pare najważniejszych osób, zwykła sukienka (broń Boże biała),
a najlepiej złożyć podpis pod papierkiem , pstryknąć sobie zdjęcie w
gorącym pocałunku z moim mężczyzną, a potem odjechać jakimś
mercedesem rocznik 85 w podróz po Europie :)
Nie rozumiem po co ludzie oszczędzają latami, spędzają całe dni na
przygotowaniach, zabijają się o głupie wizytówki, wysyłają
zaproszenia do ludzi, którzy nigdy nie pamiętali o ich urodzinach..
Powiedziałam o tym mojemu facetowi (nie jesteśmy na etapie
planowania niczego - tak sobie to powiedziałam), powiedział, że nie
spotkał żadnej kobiety, która tak myśli.. Serio nikt tak nie
myśli???
Ja już dawno stwierdziłam, że sakramentalne "tak" przy ołatarzu,
jeśli kiedyś powiem, to pewnie będzie po iluś tam latach małżeństwa
świeckiego - może w 10 rocznicę ślubu ;) Znam takie przypadki -
wtedy faktycznie jest już co świętować. Oczywiście bez białej
sukienki. Po trosze ta ewolucja moich poglądów wynika z tego, że
kolejni faceci , z którymi się wiążę okazują się być niewierzący, a
ja też do kościoła nie chodzę (ku przerażeniu rodziców, którzy nota
bene w do kościoła chodzą raz na 2,3 lata). Po co więc ciągać się po
kościołach. Tylko po to , żeby zadowolić rodziców? Właśnie sobie
wyobrażam jak mój tatuś mnie wydziedzicza, bo ślubu w kościele nie
wzięłam :0 coż.. Polski katolicyzm.. Zgroza