fragile_f
14.06.08, 20:54
Zastanawia mnie to, ze wiekszosc kobiet tworzacych nagonke aborcyjna i
poaborcyjna, dzialajacych w organizacjach typu pro-life jest wlasnie w tym
przedziale wiekowym.
A teraz powiem, dlaczego mnie zastanawia - rozmawialam o tym kiedys z mama,
lekarzem. W czasie stazu, kilkadziesiat juz lat temu, byla miedzy innymi ma
oddziale ginekologiczno-polozniczym. Aborcje byly w tamtych czasach (czyli ok
30-40 lat temu) traktowane jako metoda antykoncepcji. Mama opowiadala, ze
bardzo duza czesc kobiet w wieku 40-60 lat ma za soba co najmniej jedna
aborcje. A sa takie, ktore mialy ich kilka (i to wcale nie jest maly odsetek).
W czasach w ktorych nie bylo w Polsce zbyt duzego dostepu do antykoncepcji
wiele ciaz po prostu usuwano, nie zastanawiajac sie zbytnio nad "zyciem
poczetym".
Poza tym - tak na zdrowy rozum - dzisiaj, kiedy prezerwatywy mozna kupic bez
wstydu w kazdym kiosku, na kazdej stacji benzynowej, aptece, supermarkecie,
tabletki antykoncepcyjne wypisuje ginekolog przy rutynowym "przegladzie" bez
najmniejszego problemu, sa na kieszen praktycznie kazdego, spirala jest w
cenie na ktora moze sobie pozwolic wiele kobiet - nadal zdazaja sie niechciane
ciaze i jest ich calkiem sporo.
To jakim cudem wiekszosc rodzin w Polsce (z powojennego pokolenia) to model
2+3, 2+2 albo i 2+1?? Naprawde uwazacie, ze ci ludzie w wieku 30 lat
przestawali uprawiac seks? Albo ze w czasach ciezkiej komuny stac ich bylo na
skuteczna antykoncepcje, nie rozwalajacych kompletnie zdrowia tabletek? (nie
oszukujmy sie, tabletki w latach 70-tych i 80-tych do zdrowych sie nie
zaliczaly..) I przede wszystkim - ze kobiety mialy dostep do tych gumek,
tabletek, kapturkow, spiralek..? W malych miasteczkach, na wsiach? Nie,
najzwyczajniej w swiecie zachodzily w ciaze i ja usuwaly. Czasami po 4-5 razy
w ciagu zycia.
I to sa wlasnie te kobiety, ktore teraz najglosniej krzycza o obronie zycia
poczetego.
Niezly paradoks, prawda?