2szarozielone
08.07.08, 20:50
Ja płaczę w sumie rzadko, ale zauważyłam, że za każdym razem, kiedy słyszę o
jakimś poświęceniu, uratowaniu kogoś, bohaterskim rzuceniu się z pomocą (i to
jeszcze bezinteresownie) - to 3 sekundy i mam łzy w oczach. Jak to są dzieci
(w roli tych ratujących - było ostatnio trochę takich nagłośnionych
przypadków) - czas mi się skraca do sekundy. Nie panuję nad tym kompletnie. I
nie zależy to od sposobu podania informacji - może być jedno zdanie, suchy
fakt. I po mnie.
Poza tym płaczę, jak widzę/słyszę coś pięknego i moim zdaniem perfekcyjnego.
No i oczywiście jak mi smutno i źle. Ale to rzadko. I prawie nigdy przy
ludziach. Obecność innych uruchamia we mnie pokłady czarnego humoru.