Dodaj do ulubionych

Czym jest małżeństwo?

27.09.03, 22:43
Ave,
jest ono przedewszystkim umową, stąd najważniejsze jest pokazanie, jak jest
ono rozumiane w polskim prawie.
Otóż małżeństwo jest dożywotnim związkiem kobiety i mężczyzny, którego celem
jest wychowanie dzieci oraz wzajemne wsparcie członków rodziny.
Zważcie, że warunkiem zawarcia małżeństwa nie jest miłość, rozumiana jako
zakochanie się. Owszem, najczęściej faktycznie tak jest, ale wcale nie musi
tak być! I nawet niezbyt dobrze, gdy tak jest, gdyż zakłóca ona swobodne
podejmowanie decyzji i ocenę możliwości zbudowania z kandydatem małżeństwa. A
zgodnie z polskim prawem decyzja o zawarciu małżeństwa musi być świadoma i
wyrażona w stanie pełnej sprawnosci umysłowej! Pamiętajcie, ze określa ona
dalsze życie osoby aż do śmierci, podczas gdy zakochanie się szybko ustaje.
Podobnie ustanie zakochania się, czy zakochanie się małżonka w osobie
trzeciej nie jest samo w sobie podstawą do otrzymania rozwodu.
W małżeństwie zaś małżonkowie są obowiązani do dożywotniego wzajemnego
szacunku, pomocy, wspierania się, troski, pożycia fizycznego, współdziałania,
lojalności i wierności. Obowiązki te są jak najbardziej wykonalne przez
małżonków, przy założeniu ich dobrej woli. Nie mają zaś obowiązku bycia w
sobie zakochanymi, gdyż to akurat jest niezależne od woli ludzkiej.
Jeżeli więc małżonkowie poważnie traktują powyższe obowiązki małżeńskie, to
jest to najlepsze miejsce do wychowywania dzieci, gwarantuje bowiem
stabilność i pewność warunków, i rozwód zawsze szkodzi wtedy rozwojowi
dziecka.
Kluczowy problem polega na tym, jak nakłonić jednostki słabsze duchem do
dotrzymania danej drugiej osobie i społeczeństwu przysięgi małżeńskiej. Prawo
tutaj jest w istocie bezsilne i moze pokrzywdzonemu małżonkowi zrekompesować
jego krzywdę jedynie materailnie, kosztem winnego.
Decydujący dla trwałości małżeństw jest nacisk społeczny i dobra wola samych
małżonków. Nie bez przyczyny na wsiach, gdzie więzi społeczne są silniejsze
niż w miastach, a dane słowo traktuje się poważnie, jest znacznie mniej
małżeństw niż wmiastach!
Jeżeli ktoś uważa, ze może nie sprostać obowiązkom małżeńskim, albo sądzi, ze
najwyżej się rozwiedzie, gdy małżeńśtwo nie będzie mu odpowiadać, niech nie
zawiera małżeństwa. Po co ma oszukiwać drugą osobę i społeczeństwu odbierać
wiarę w trwałość małżeństwa? Jeżeli ktoś bierze za małżonka osobę, która nie
bierze serio przysięgi małżeńśkiej, niech porzuci nadzieje, ze zbuduje trwałe
małżeństwo.
Wszyscy ufają, że publiczna przysięga dotrzymania dożywotnio obowiązków
małżeńskich jest najlepszą rękojmią ich dotrzymania.
Jeżeli bowiem ktoś łamie taka przysięgę, to co innego mogłoby go powstrzymać?
Osobnik, który łamie publiczną przysięgę daną osobie najbliższej, powinien
zaś być izolowany przez społeczeńśtwo, skoro bowiem oszukał najbliższą sobie
osobę, to nie ma żadnych powodów, aby dotrzymywać umów zawartych z mniej mu
bliskimi osobami.
Zaś w konkubinacie nie ma tego typu nacisku. Konkubenci nic sobie przecież
nie obiecują! Nie mogą więc nic od siebie wymagać. W każdej chwili mogą być
oszukani i porzuceni przez konkubenta. A pretensje mogą mieć tylko do siebie.
Na pewno zas konkubinat ustanie, gdy stan zauroczenia skończy się, chociażby
z jednej strony. Dlaczego bowiem "odkochany" miałby wtedy żyć w konkubinacie?
I darzyć dobrymi uczynkami obcą mu osobę? Z którą nic go nie łączy, poza może
dziećmi? Stracą zaś na tym kobiety, gdyż obarczy je ciężar wychowania dzieci,
podczas gdy facet może od nowa budować sobie życie.
Czy teraz widzicie różnicę między konkubinatem, a małżeńśtwem?
T.
Obserwuj wątek
    • matrek Re: Czym jest małżeństwo? 28.09.03, 05:08
      To za trudny temat na forum. Dyskusja - o ile bedzie - bedzie bardzo
      powierzchowna.
      • titus_flavius Re: Czym jest małżeństwo? 28.09.03, 07:46

        Ave,
        szczególnie mnie bawi, jak konkubina żali się, że została zdradzona. Przecież
        konkubinat jest wolnym związkiem, gdzie z definicji nic nie ogranicza
        konkubentów! Na jakiej więc podstawie czegoś od siebie wymagają?
        T.


        matrek napisał:

        > To za trudny temat na forum. Dyskusja - o ile bedzie - bedzie bardzo
        > powierzchowna.
        >
        >
        • kaska75 Re: Czym jest małżeństwo? 28.09.03, 07:51
          Przesadzasz, konkubinat również rodzi pewne zobowiązania. Zobowiązania płynące
          z samego faktu wspólnego życia. Z bycia razem.
          • titus_flavius Re: Czym jest małżeństwo? 28.09.03, 08:53
            kaska75 napisała:

            > Przesadzasz, konkubinat również rodzi pewne zobowiązania. Zobowiązania
            płynące
            > z samego faktu wspólnego życia. Z bycia razem.

            Ave,
            a niby jakie? Może Ci się tylko tak wydaje? Gdzie one są spisane?
            T.
            • tribeca Re: Czym jest małżeństwo? 30.09.03, 11:21
              titus_flavius napisał:

              > a niby jakie? Może Ci się tylko tak wydaje? Gdzie one są spisane?
              > T.

              nie muszą być spisane, chodzi o zwykłą ludzka uczciwość, nie o papier
              • jayin Re: Czym jest małżeństwo? 02.10.03, 19:31
                no i właśnie ta uczciwość prowadzi do przyznania się: "nic mnie już z tobą nie
                łączy". i uczciwie stawiając sprawe, można się rozejść. a kiedy "spisane" są
                zobowiązania, to już nie tak prosto, nawet kiedy uczciwie się mówi: "nie czuję
                nic do ciebie, nie chcę z tobą być". wtedy poza uczciwością trzeba egzekwować
                od siebie i drugiej osoby zobowiązania, potwierdzone i przysięgą i własnym
                podpisem na umowie.

                pozdr.

                Joanna
        • Gość: lola Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.03, 11:07
          Jest cos takiego jak odpowiedzialnosc moralna, zapewne obca tobie.
          Rozumiem ze jezeli pozyczysz od kogos forse "na gębe" to nie moze on miec
          zalu, ze mu nie oddasz, przeciez nie spisaliscie umowy pozyczki!
          • titus_flavius Re: Czym jest małżeństwo? 28.09.03, 17:18
            Gość portalu: lola napisał(a):

            > Jest cos takiego jak odpowiedzialnosc moralna, zapewne obca tobie.
            > Rozumiem ze jezeli pozyczysz od kogos forse "na gębe" to nie moze on miec
            > zalu, ze mu nie oddasz, przeciez nie spisaliscie umowy pozyczki!

            Ave,
            różnica jest taka, że ustna umowa pożyczki jest ważną umową. A ustalenia
            dotyczące konkubinatu nie mają znaczenia prawnego!
            T.
            • Gość: lola Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.03, 19:05
              Czy my tu dywagujemy na temat waznosci umów w swietle prawa? Jezeli tak to
              dlaczego twój watek na to nie wskazuje. Było napisac: czy prawo polskie
              jednakowo traktuje małzenstwo i konkubinat- wtedy odpowiedz byłaby przeczaca.
              Ja twój watek odebrałam inaczej- ze istnieje cis takiego jak wyzszosc
              małzenstwa nad konkubinatem.
              • jayin Re: Czym jest małżeństwo? 02.10.03, 19:34
                może nie wyższość, a różnica? różnica w "prostocie" rozwiązania takiego układu
                w przypadku wygaśnięcia uczuć lub efektu "zakochania". pisałam o tympowyżej
                gdzieś.

                a pożyczka $, a konkubinat - i tu i tu chodzi wyłącznie o uczciwość :-) chociaz
                faktycznie w przypadku pożyczki wiążącą jest umowa ustna. w przypadku
                konkubinatu taka umowa nie obowiązuje.

                pozdr.

                Joanna
                • Gość: lola Re: do jayin IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 19:46
                  Róznica ta jest na tyle oczywista ze po prostu nie wiem po co o tym
                  pisac.Wiadomo ze jak cos jest na pismie urzedowo potwierdzone to trudniej to
                  rozwiazac niz niespisane i nie majace ochrony prawnej.Natomiast autor watku
                  chciałby aby zawarcie małzenstwa było dozywotnim zobowiazaniem a rozwody
                  karane chocby finansowo.Bo w liberalizacji prawa rodzinnego upatruje spadku
                  liczby urodzen co jest jak wiadomo niekorzystne dla społeczenstwa.Konkubinat
                  zas traktuje jako cos negatywnego, czego wyraz dał w swoich postach.
                  • jayin Re: do jayin 02.10.03, 20:12
                    Gość portalu: lola napisał(a):

                    > Róznica ta jest na tyle oczywista ze po prostu nie wiem po co o tym
                    > pisac.Wiadomo ze jak cos jest na pismie urzedowo potwierdzone to trudniej to
                    > rozwiazac niz niespisane i nie majace ochrony prawnej. Natomiast autor watku
                    > chciałby aby zawarcie małzenstwa było dozywotnim zobowiazaniem a rozwody
                    > karane chocby finansowo.Bo w liberalizacji prawa rodzinnego upatruje spadku
                    > liczby urodzen co jest jak wiadomo niekorzystne dla społeczenstwa.Konkubinat
                    > zas traktuje jako cos negatywnego, czego wyraz dał w swoich postach.

                    Wiesz, ja uważam, ze sam rozwód i perypetie najczęściej z nim związane to już
                    niezła kara :-) szkoda tylko, że i dla osób ktore nie byly winne zerwania tej
                    umowy. Ale - kazdy miecz jest obosieczny.

                    A spadek liczby urodzeń - faktycznie jest szkodliwy (chociazby fakt naszych
                    przyszłych emerytur.. AUA:-) - ale to chyba nie wina liberalizacji byłaby,
                    tylko braku odpowiednich uregulowań PROrodzinnych. Po prostu mamy w rządzie
                    marnych speców od marketingu w tym temacie :-)))

                    A co do konkubinatu - to nie odniosłam wrażenia, że Autor (autor! autorr!..;-) -
                    uważa konkubinat za negatywny i "be". tylko udowadnia właśnie "łatwiejszą"
                    rozerwalność tego typu związku, w stosunku do małżeństwa.
                    co nie znaczy ze z tej "łatwości" korzystają rzesze konkubentów na "huraaaa!" i
                    co drugi związek się rozpada szybko, a rozwód odstrasza małzonkow przed
                    rozstaniem - bo często jest odwrotnie. ale fakt faktem: rozstanie w małżeństwie
                    jest trudniejsze do przeprowadzenia i jako takie bywa wg mnie dłużej
                    rozpatrywane przez małżonkow (razem lub osobno) - a nawet separacja nie
                    warunkuje ustania małżeństwa, co nadal,nawet jesli malzonkowie nie mieszkaja z
                    soba, utrzymuje jego prawa i obowiązki w wymiarze chociazby finansowym. w
                    przypadku konkubinatu - rozstanie takie, oddzielne mieszkania praktycznie
                    swiadcza o koncu związku w kazdym wymiarze.

                    a dozywotnosc malzenstwa - takie jest załozenie. słuszne i chlubne. i szkoda,
                    ze tak wielu ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy, biorac pod uwage PRZEDE
                    WSZYSTKIM boczną furtke, jaka jest mozliwosc rozwiazania umowy.
                    dozywotnosc konkubinatu - rowniez istnieje - i tylko tyle w tym pomylki Autora,
                    ze nie wspomnial o tym :-) bo przeciez istnieja zwiazki konkubenckie, w ktorych
                    ludzie zyja wlasnie z soba do smierci, wychowuja dziec, prowadza dom. bez umowy
                    prawnej.

                    tak wiec: roznica malzenstwa i konkubinatu - malzenstwo dozywotnio z zalozenia
                    (rozstania czy wypadki losowe moga zdarzyc sie, PRAWNE rozwiązanie umowy)
                    trudniej sie rozstac - bo i wzgledy moralne i prawne - a konkubinat (dozywotni
                    bez zalozen tez sie zdarza)daje łatwiejszą mozliwosc rozstania - bo tutaj
                    wynikaja tylko wzgledy moralne. prawnych niet.

                    nei ma co mowic o WYZSZOSCI jednego nad drugim.
                    kazdy wybiera forme jaka mu odpowiada.
                    dla mnie oczywistym jest, ze moralnosc moralnoscia - ludzie są ludzmi - i w
                    malzenstwie i w konkubinacie moga sie zdarzyc rozstania. dla mnie jednak
                    malzenstwo jest forma bardziej odpowiednia dla mnie - bo bede sie czula
                    bezpieczniej, wiedzac ze mamy zalozenie "dozywotnie", obiecujac sobie ustnie i
                    na pismie, ze postaramy sie ze wszystkich sile by ta teoria stala sie
                    praktyka ;-) no i wiedzac, ze prawnie jestem traktowana inaczej i ja i moj mąż.
                    i dzieci. w czasie małżeństwa i EWENTUALNEGO po-małżeństwa, ktorego na obecną
                    chwilę nie przewiduję zupełnie :-) inaczej nie wychodziłabym w ogole za mąż.

                    pozdr.

                    Joanna
                    • Gość: lola Re: do jayin IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 20:18
                      no i wiedzac, ze prawnie jestem traktowana inaczej i ja i moj mąż.
                      i dzieci. w czasie małżeństwa i EWENTUALNEGO po-małżeństwa, ktorego na obecną
                      chwilę nie przewiduję zupełnie :-) inaczej nie wychodziłabym w ogole za mąż.

                      Napisz prosze dlaczego dzieci są inaczej traktowane?
                      • jayin Re: do jayin 02.10.03, 20:21
                        Gość portalu: lola napisał(a):

                        > Napisz prosze dlaczego dzieci są inaczej traktowane?

                        masz rację. z dziećmi się rozpędziłam.
                        :-)
            • Gość: sol_bianca Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.04, 10:06
              To żałosne, że postrzegasz małżeństwo wyłącznie jako zobowiązanie wobec prawa.
              Czyli gdyby zasady życia w konkubinacie były prawnie regulowane, to zdrada
              byłaby złem, a póki nie są, nikt nie ma prawa mieć pretensji? Niepisane zasady
              zycia społecznego, uczciwości, lojalności itp. są dla mnie równie ważne jak
              prawo, a czasem ważniejsze (prawo można zmienić, nie zawsze jest doskonałe i
              sprawiedliwe). Gdyby zalegalizować gwałty, uważałbyś że są usprawiedliwione? Z
              drugiej strony, gdyby przyjaciel zdradził twoje zaufanie, uznałbyś, że nic się
              nie stało, bo przyjaźń nie jest regulowana prawnie? Konkubinat opiera się na
              zaufaniu, i wierz mi, zdrada boli tak samo jak w małżeństwie. Ważniejsza jest
              dla mnie ludzka krzywda, niż wszystkie paragrafy.
          • Gość: lola Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.03, 14:10
            Tylko ze szansa odzyskania tych pieniedzy przy twojej złej woli równa jest
            zeru.Mimo, ze z prawa wynika, ze umowa wiaze.
        • Gość: euzeb Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.pl 08.01.04, 13:23
          Święte Słowa!
      • sympatyczny1 Re: Czym jest małżeństwo? 29.09.03, 09:52
        matrek napisał:

        > To za trudny temat na forum. Dyskusja - o ile bedzie - bedzie bardzo
        > powierzchowna.

        Czyżbym mógł przywitać kolegę w klubie kawalerów z odzysku??:)))
    • Gość: powierzchownie Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.tnt38.ewr3.da.uu.net 28.09.03, 05:48
      Czy to istotne konkubinat czy malzenstwo? Kazdy ma to co chce.
      Tytusie czasy mamy trudne, wiec nikt nie bedzie plakal, jak trzeba bedzie sie
      rozstac kazdy pojdzie w swoja strone.
      Ave !
    • Gość: sabna Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.x-net.gliwice.pl 28.09.03, 08:22
      Wedle prawa małżenstwo nie jest dozywotnią umową. Co najwyzej na czas
      nieokreślony, a małżonkowie zobowiązują sie dbać o jego trwałość nic więcej.
      • matrek Re: Czym jest małżeństwo? 28.09.03, 08:45
        Nie masz racji, malzonkowie maja duzo wiecej obowiazkow wzgledem siebie niz
        piszesz - zajrzyj do krio
      • Gość: sabna Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.x-net.gliwice.pl 28.09.03, 08:47
        Nie pisałam że wymieniam wszystkie obowiązki odnosiłam sie do czasu trwania
        umowy.
        • matrek Re: Czym jest małżeństwo? 28.09.03, 11:03
          Owszem, napisalas ze jedynym obowiazkiem malzonkow jest dbac o trwalosc
          malzenstwa i nic wiecej, a to niezbyt prawdziwa teza.
      • titus_flavius Re: Czym jest małżeństwo? 28.09.03, 08:53
        Gość portalu: sabna napisał(a):

        > Wedle prawa małżenstwo nie jest dozywotnią umową. Co najwyzej na czas
        > nieokreślony, a małżonkowie zobowiązują sie dbać o jego trwałość nic więcej.

        Ave,
        jaka jest różnica pomiędzy małżeństwem dożywotnim, a zawartym na czas
        nieokreślony? Jeżeli małżonkowie prawidłowo wywiażują sie ze swych obowiązków
        nie ma możliwości jego rozwiązania.
        T.
        • Gość: sabna Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.x-net.gliwice.pl 28.09.03, 09:08
          Własnie taka ze możliwość rozwiązania jest zawsze. Gdy obie strony dojdą do
          wniosku że chcą - bez orzekania o winie i większych prawnych konsekwencji i gdy
          jedna strona rażąco naruszy umowę - z orzeczeniem o winie i konsekwencjiami
          materialnymi.
          • titus_flavius Re: Czym jest małżeństwo? 28.09.03, 09:46
            Gość portalu: sabna napisał(a):

            > Własnie taka ze możliwość rozwiązania jest zawsze. Gdy obie strony dojdą do
            > wniosku że chcą - bez orzekania o winie i większych prawnych konsekwencji i
            gdy
            >
            > jedna strona rażąco naruszy umowę - z orzeczeniem o winie i konsekwencjiami
            > materialnymi.

            Ave,
            nie masz racji. Zgodne żądanie stron nie jest w Polsce podstawą do orzeczenia
            rozwodu, podobnie jak złamanie przez małżonka obowiązków małżeńskich. Wielu
            kandydatów na rozwodników boleśnie sie o tym przekonuje w sądzie.
            Rozwiązać małżeństwo można tylko w sytuacjach szczególnych, patologicznych, gdy
            traci ono swój sens społeczny.
            Powtarzam jednak, ze są to sytuacje szczególne i wyjątkowe, a przy ich braku
            rozwodów nie orzeka się.
            Regułą zaś ma być dożywotnie trwanie małżeńśtwa.
            T.
          • matrek Re: Czym jest małżeństwo? 28.09.03, 11:06
            Ponownie nieprawda - warunkiem niezbednym - sine qua non - orzeczenia przez sad
            rowodu jest trwaly i zupelny rozklad pozycia malzenskiego. Sad nie moze orzec
            rowodu - nawet mimo zgodnej woli malzonkow, jesli brakuje ktoregokolwiek z tych
            przeslanek, czyli trwalosci i zupelnosci rozkladu pozycia.
            • Gość: sabna Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.x-net.gliwice.pl 28.09.03, 12:30
              Ludzie z reguły wnosza o rozwód gdy nastapi kryzys małżenstwa nieprawda? Mało
              jest par ktore uznają to za urozmaicenie udanego zwiazku. Bledem jest
              twierdzenie ze malżenstwo to dozywotnie zobowiazanie wzgledem prawa bo tak nie
              jest w praktyce. Co więcej oprocz rozwodow istnieje prawnie instytucja
              separacji.
              • matrek Re: Czym jest małżeństwo? 28.09.03, 16:59
                Kryzys, to jednakc cos innego niz rozklad pozycia, a zwlaszcza trwaly i zupelny
        • Gość: Lena Re: Czym jest małżeństwo? IP: 80.48.96.* 28.09.03, 09:32
          "Przefilozofowałeś" Titusie to małżeństwo. Małżonkowie przyrzekają sobie, że
          uczynią wszystko by ich związek był - o ile pamiętam - szczęśliwy, uczciwy i
          trwały. To "uczynienie wszystkiego" może być dla jednych zobowiązaniem na całe
          życie a dla innych wytłumaczeniem, że więcej już nie mogą czynić niż uczynili.
          Do tego przyrzeczenie nie jest przysięgą. Z przyrzeczenia można sie wycofać.
          Nawet prawne umowy przedwstępne można zerwać.
          Małżeństwo jest umową między ludźmi. Ludzi nie zmusisz do uczuć, których nie ma
          więc i nie zmusisz nie tylko miłości ale i do szacunku dla drugiego człowieka.
          Chyba, że "szacunek" rozumiez jako zachowanie a nie uczucia a ja taki szacunek
          uważam po prostu za dobre wychowanie. Nie zgadzam się z Tobą, że w konkubinacie
          nie ma zdrady bo konkubinat jest związkiem wolnych ludzi. Dwoje ludzi na piśmie
          lub ustnie umawia się co do swojego zwiąku. To tak jak w biznesie, czy masz z
          kolegą zarejestrowaną spółkę czy robisz jakieś biznes licząc na jego uczciwość,
          czy też pożyczasz pieniądze koledze, rodzinie bez podpisu u notariusza. Jeśli
          ktoś bez fomalnych podpisów oszuka Cię, okradnie to będzie oszust i złodziej
          czy nie?
          Różnica między czymś na czas nieokreślony a dożywotni jest taka jak dynastyczna
          pozycja króla /dożywotnia/ a wybieranie z elekcji na czas nieokreślony.
          • titus_flavius Re: Czym jest małżeństwo? 28.09.03, 09:54
            Gość portalu: Lena napisał(a):

            > "Przefilozofowałeś" Titusie to małżeństwo. Małżonkowie przyrzekają sobie, że
            > uczynią wszystko by ich związek był - o ile pamiętam - szczęśliwy, uczciwy i
            > trwały. To "uczynienie wszystkiego" może być dla jednych zobowiązaniem na
            całe
            > życie a dla innych wytłumaczeniem, że więcej już nie mogą czynić niż
            uczynili.
            > Do tego przyrzeczenie nie jest przysięgą. Z przyrzeczenia można sie wycofać.
            > Nawet prawne umowy przedwstępne można zerwać.

            Ave,
            małżeństwo nie jest umową przedwstępną (tą jest narzeczeństwo, tylko
            definitywną). Umów zaś nie wolno zrywać - skąd masz takie pomysły? Umó trzeba
            dotrzymywać! Osoby, które łamią umowy są karane przez państwo.
            I tu właśnie jest róznica pomiędzy małżeństwem, a konkubinatem. Zerwanie
            konkubinatu, czy złamanie jego reguł, jest prawnie obojętne, gdyż prawo nie
            uznaje go za ważną umowę.
            Nien słyszałem także nigdy, aby konkubenci spisywali swe wzajemne obowiązki.
            Nie ma to zresztą sensu, skoro za złamanie ich nie moze spotkać ich żadna kara.

            > pozycja króla /dożywotnia/ a wybieranie z elekcji na czas nieokreślony.

            Z elekcji król był także wybierany dożywotnio. Nie spotkałem się zaś z
            sytuacją, aby był wybierany "na czas nieokreślony". Jeżeli zaś wydaje ci się,
            ze róznica plega na tym, że umowa na czas nieokreślony może być wypowiedziana,
            to w odróżnieniu od umowy o pracę, czy najmu zawartej na czas nieokreślony, nie
            ma możliwości wypowiedzenia małżeństwa. Małżonkowie maja dożywotnio wykonywac
            swe obowiązki.
            T.
            • anulex Re: Czym jest małżeństwo? 28.09.03, 10:38
              Tak naprawde nie jest tu istotne prawo ustanowiane przez panstwo, a moralne.
              Uwazam, ze jesli partner przysiega mi szacunek, wiernosc (lub cokolwiek), to
              nie jest istotne, czy robi to w kosciele, w uzedzie stanu cywilnego, czy w
              zaciszu domowym. Czy to, ze nie bylo swiadkow, zwalnia go z obowiazku
              dotrzymania slowa?

              Ja staram sie nie szastac slowami. Dlatego nie moglabym wziac slubu
              koscielnego. Tam rzeczywiscie przysiega sie, ze spedzi sie z kims cale zycie.
              Uwazam, ze nie mozna podejmowac takich zobowiazan. Gdyby moj maz przykladowo
              bil mnie lub dzieci - odeszlabym.

              Za to slub koscielny odbieram jako zobowiazanie do dbania o zwiazek, ale nie
              przysiege na wieki. Nie ma tam zwrotu "i nie opuszcze Cie az do smierci".

              Jesli chodzi o krolow elekcyjnych, to z tego co pamietam, nie jeden zostal
              zdetronizowany. Zgodnie z prawem.
              • titus_flavius Re: Czym jest małżeństwo? 28.09.03, 17:14
                anulex napisała:

                > Tak naprawde nie jest tu istotne prawo ustanowiane przez panstwo, a moralne.
                > Uwazam, ze jesli partner przysiega mi szacunek, wiernosc (lub cokolwiek), to
                > nie jest istotne, czy robi to w kosciele, w uzedzie stanu cywilnego, czy w
                > zaciszu domowym. Czy to, ze nie bylo swiadkow, zwalnia go z obowiazku
                > dotrzymania slowa?

                Ave,
                różnica jest taka, że w jednym przypadku dane słowo ma znaczenie prawne, a w
                drugim nie ma żadnego znaczenia prawnego.

                > Jesli chodzi o krolow elekcyjnych, to z tego co pamietam, nie jeden zostal
                > zdetronizowany. Zgodnie z prawem.

                A który niby?
                T.
                • anulex Re: Czym jest małżeństwo? 29.09.03, 10:29
                  titus_flavius napisał:

                  > Ave,
                  > różnica jest taka, że w jednym przypadku dane słowo ma znaczenie prawne, a w
                  > drugim nie ma żadnego znaczenia prawnego.

                  Ale mnie nie obchodzi znaczenie prawne. Z moralnego punktu widzenia powinien
                  dotrzymac danego slowa - nie wazne, czy dal je przy swiadkach, czy tez nie.

                  > > Jesli chodzi o krolow elekcyjnych, to z tego co pamietam, nie jeden zostal
                  >
                  > > zdetronizowany. Zgodnie z prawem.
                  >
                  > A który niby?
                  > T.

                  Jesli o krolow chodzi, przyznaje, ze troszke sie rozpedzilam. Dzis
                  skonsultowalam sie ze swoim historykiem i mam juz pelny obraz sytuacji. W
                  historii Polski zaistnial tylko jeden krol, ktory utracil prawa do korony -
                  Henryk III Walezy. Aczkolwiek taka sytuacja byla prawnie dopuszczalna -
                  szlachta mogla pozbawic krola wladzy.
            • Gość: Lena Re: Czym jest małżeństwo? IP: 80.48.96.* 28.09.03, 14:44
              Nie piszę, że małżeństwo jest umową przedwstępną. Narzeczeństwo też nią nie
              jest. Narzeczeństwo w prawie polskim w ogóle nie istnieje w przeciwieństwie do
              konkubinatu. Możliwie, że określenie "konkubinat" używane przez lata całe
              zwylke w raportach policyjnych spowodowało, że było ono źle odbierane ale to
              już dawno się zmieniło. Jęsli narzeczeństwu chcesz nadać jakikolwiek status,
              nie odbieraj go konkubinatowi.
              Za zerwanie umowy wcale nie jest się karanym przez państwo, to jakaś wierutna
              bzdura. Za zerwanie umowy płaci się ustawowe lub umowne kary. Z góry wiadome.
              Umowy zrwywa się lub od nich odstepuje wcale nie zawsze z oszukańczych pobudek
              ale zawsze świadomym, że zrywając należy to drugiej stronie wynagrodzić. Po to
              w każdej umowie jest klauzula mówiąca o następstwach zerwania przez każdą ze
              stron tejże umowy. W przypadku rozwodu zrywający umowę wcale nie musi być
              wynnym jej zerwania, wręcz przeciwnie, może obarczyć tą drugą stronę cała winą
              i jeśli ma na to dowody - wygrać sprawę.

              • titus_flavius Re: Czym jest małżeństwo? 28.09.03, 17:17
                Gość portalu: Lena napisał(a):

                > Nie piszę, że małżeństwo jest umową przedwstępną. Narzeczeństwo też nią nie
                > jest. Narzeczeństwo w prawie polskim w ogóle nie istnieje w przeciwieństwie
                do
                > Za zerwanie umowy wcale nie jest się karanym przez państwo, to jakaś wierutna
                > bzdura. Za zerwanie umowy płaci się ustawowe lub umowne kary. Z góry wiadome.

                Ave,
                i to właśnie jest kara przewidziana prawem cywilnym za złamanie umowy. Nie
                oznacza to jednak prawa do łamania umowy, a jest jego konsekwencją!

                > Umowy zrwywa się lub od nich odstepuje wcale nie zawsze z oszukańczych
                pobudek
                > ale zawsze świadomym, że zrywając należy to drugiej stronie wynagrodzić. Po
                to
                > w każdej umowie jest klauzula mówiąca o następstwach zerwania przez każdą ze

                Nieprawda.

                > stron tejże umowy. W przypadku rozwodu zrywający umowę wcale nie musi być
                > wynnym jej zerwania, wręcz przeciwnie, może obarczyć tą drugą stronę cała
                winą
                > i jeśli ma na to dowody - wygrać sprawę.

                Jeżli to druga strona złamała umowa, to dlaczego piszesz, że zerwała ją
                pierwsza?
                T.
                • Gość: Lena Re: Czym jest małżeństwo? IP: 80.48.96.* 28.09.03, 19:05
                  Nie zawsze osoba rzeczywiście naruszająca lub zrywająca umowę /zwykle w sposób
                  nieformalny/ przyznaje się do tego. Zdradzająca/ca może uważać, że gdyby druga
                  strona była inna to oni by nie zdradzali - co może a nie musi być prawdą, na
                  zdradzie trzeba złapać winnego bo sam zwykle "idzie w zaparte", znęcjący się
                  nad rodziną też może twierdzić, że ma zwykle zupę zbyt słoną i może być
                  przekonany o swojej racji jeśli nikt nie nauczył go używania innych argumentów
                  jak chocby rozmowa. Próby zerwania umowy zwanej małżeńską dla takich osób mogą
                  być powodem do wzmożenia represji czyli zdyscyplinowania wspólmałżonka
                  składającego kiedyś przyrzeczenie w przekonaniu, że przyrzeczenie jest
                  niezrywalne. Sprawy czasem zawikłane muszą się skończyć zerwaniem umowy i
                  orzeczeniem winy. Czasem niewinny dla "świętego spokoju" zgadza sie na
                  współwinność. Tak bywa w małżeństwie. Więc nie pisz o
                  nierozerwalności "świętego węzła" zwanego małżeństwem. Małżeństwo to nie
                  radziecki gułag gdzie nie wiedomo kiedy i czy w ogóle.
                  Niektórzy właśnie ze strachu przed zakusami na tą rozerwalność żyją w
                  konkubinatach. Nie chcą by obce osoby decydowały o tym czy mają, muszą być ze
                  sobą. To ich sprawa.
                  • titus_flavius Re: Czym jest małżeństwo? 29.09.03, 15:41
                    Gość portalu: Lena napisał(a):

                    > Niektórzy właśnie ze strachu przed zakusami na tą rozerwalność żyją w
                    > konkubinatach. Nie chcą by obce osoby decydowały o tym czy mają, muszą być ze
                    > sobą. To ich sprawa.

                    Ave,
                    ależ to jest ich wolny wybór! Jeżeli nie chcą prawnych gwarancji trwałości
                    związku, tylko chcą sobie zabezpieczyć bezproblemowy odwrót, to nie ma problemu.
                    Zapominasz jednak, że podstawowym celem związku pomiędzy kobietą, a mężczyzną
                    jest prokreacja.
                    Trzeba wielkiej ryzykantki lub desperatki, aby zdecydowała się rodzić dzieci
                    nie mając gwarancji trwałosci związku. Wychowanie dziecka wymaga ogromnego
                    wysiłku i nakładu osobistej pracy, zaś alimenty zabeszpieczają jedynie część
                    potrzeb bytowych. Pomijając fakt, ze do prawidłowego rozwoju dziecko potrzebuje
                    i ojca i matki.
                    T.
                    • Gość: Lena Re: Czym jest małżeństwo? IP: 80.48.96.* 30.09.03, 01:53
                      Oj, rozbiegła nam sie dyskusja. Pisałeś, że małżeństwo jest nierozerwalnym do
                      końca życia związkiem kobiety i mężczyzny nastawionym na wychowanie dzieci. Ja
                      udawadniam Ci, że jest ono rozerwalne jak każda umowa. Tym bardziej, że ludzie
                      zwykle do śmierci nie wychowują dzieci :)))Wychowują je wcześniej i do śmierci
                      mają jeszcze troszeczkę szczęścia w tym lub innym małżeństwie albo - jak wolą -
                      samotnie.
                      Zaznaczam, że jestem za trwałością małżeństwa, moje im dłuższe tym fajniejsze.
                      Czego i innym życzę. Niestety, nie jest to regułą.
                      • jayin Re: Czym jest małżeństwo? 02.10.03, 19:57
                        Gość portalu: Lena napisał(a):

                        > Oj, rozbiegła nam sie dyskusja. Pisałeś, że małżeństwo jest nierozerwalnym do
                        > końca życia związkiem kobiety i mężczyzny nastawionym na wychowanie dzieci.
                        Ja udawadniam Ci, że jest ono rozerwalne jak każda umowa.

                        Z ZAŁOŻENIA powinno być. Nie wyobrażam sobie wychodzenia za mąż i jednocześnie
                        myślenia: "No dobra. Luz. Jak nam nie wyjdzie, to się rozwiedziemy!" :-)
                        No, przepraszam... Jasne, że różnie w życiu może być, że nie wiadomo jak to się
                        wszystko potoczy, ale ludzie do małżeństwa powinni podchodzic z nastawieniem,
                        że " z tą osobą chcę spędzić swój czas do śmierci, jeśli się uda". A jak się
                        nie uda, jesli uczucia wygasną (zakochanie szczegolnie) to wtedy się kombinuje
                        co z sobą zrobić - po pierwsze ma się motywację jakaś narzuconą przez umowę -
                        co do wypełniania zobowiązań, a w wielu przypadkach własnie to staranie sie
                        wspólne pomaga ludziom ponownie "wrócić" do siebie i znaleźć sens w byciu razem
                        nadal, jeśli nie ogromne uczucia. jeśli nie da rady się mimo prób i starań
                        wypełnić zobowiązań - wtedy pozostaje rozwiązanie umowy. ale rozwiązanie to nie
                        było jednym z założeń umowy na wstępie :-)! nie zakladano z gory: ZERWIEMY
                        UMOWE. w ogole nie mysli sie o tym wychodzac za mąż, żeniąc się. a przynajmniej
                        nie powinno. a jak sie mysli, to moze nie pakować się w małżeństwo?

                        zaraz pewnie napisze ktos, ze podobnie przedstawia sie schemat w konkubinacie:
                        marazm w uczuciach -
                        • Gość: lola Re: do jayin IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 21:45
                          Nie mam praktyki ani w małzenstwie ani w rozwodzie, tylko jedno mnie
                          zastanawia.Skoro ludzie chca sie rozstac, z róznych powodów, to jest tego
                          jakas przyczyna.Załozmy ze kogos sobie znalazł.I teraz majac prawne
                          zobowiazania nie rozwodzi sie tylko co? Zyje z zoną jakby nigdy nic? Ona mu
                          wybaczyła, on kalkuluje ze mu sie rozwód nie opłaca i dalej z nią jest . Ale z
                          musu. I jak to małzenstwo wyglada w praktyce?
                          Trudniej sie rozstac bo sa prawne konsekwencje tego czynu, ale jak zyc w takim
                          zwiazku?Tak byc obok siebie, wypełniajac swoje obowiazki, takze seks? Nie
                          bardzo moge to sobie wyobrazic.
                          Pozostanie w zwiazku który chciałoby sie zakonczyc to chyba nie najlepsza
                          sytuacja.
                          W konkubinacie dorosli i dojrzali ludzie jezeli przechodzą kryzys to dają
                          sobie czas próbują zwiazek ratowac, to nie takie proste, szast prast i sie
                          wyprowadzic.Pisze o konkubinatach a nie krótkotrwałych zwiazkach na próbe.
                          Tak samo podejmujac decyzje o wspólnym zyciu nie mysli sie ze to na chwile,
                          • jayin Re: do jayin 02.10.03, 22:03
                            Gość portalu: lola napisał(a):

                            > Nie mam praktyki ani w małzenstwie ani w rozwodzie, tylko jedno mnie
                            > zastanawia.Skoro ludzie chca sie rozstac, z róznych powodów, to jest tego
                            > jakas przyczyna.Załozmy ze kogos sobie znalazł.I teraz majac prawne
                            > zobowiazania nie rozwodzi sie tylko co? Zyje z zoną jakby nigdy nic? Ona mu
                            > wybaczyła, on kalkuluje ze mu sie rozwód nie opłaca i dalej z nią jest . Ale
                            z
                            > musu. I jak to małzenstwo wyglada w praktyce?


                            Lolu, ale ja nigdzie nie napisałam, że trudności z rozwodem ZMUSZAJĄ ludzi do
                            pozostawania w takich związkach :-)
                            chodzi raczej o hm.. opóźnienie rozejścia się? bo wtedy człowiek odczuwa
                            powinność i moralną i prawną, spoczywającą na nim. i wtedy ten
                            czas "wahania", "Zastanawiania sie" "kalkulowania" - BYĆ MOŻE da czas na
                            naprawienie zaniedban, problemow (bo masz racje, rozejscia nie biora sie
                            znikad:-) WIECEJ CZASU jest trochę jakby WYMUSZANEGO na czlowieku. czasem to
                            sie przydaje.
                            jestem stanowczo przeciwna utrzymywaniu małżeństw pro forma, zeby było jasne.
                            pisze o tymprzeciez - ze PROBOWAC ratowac zwiazek, a potem dopiero ostatecznie
                            sie rozchodzic. w malzenstwie widze dwa czynniki motywujace do takich staran
                            ratowniczych przed ostatecznym rozstaniem się - moralność i przesłanki prawne :-
                            ) - jak często materialistyczne. ale jednak są dodatkowym "motywem". a w
                            konkubinacie - wylacznie moralnosc.

                            logicznie rzecz biorac - dwie motywacje a jedna - to dla mnie roznica widoczna.


                            > Trudniej sie rozstac bo sa prawne konsekwencje tego czynu, ale jak zyc w
                            takim
                            > zwiazku?Tak byc obok siebie, wypełniajac swoje obowiazki, takze seks? Nie
                            > bardzo moge to sobie wyobrazic.

                            ja tez nie. dlatego tego nie propaguję :-)))! nie wiem, gdzie to u mnie
                            wyczytałaś?....

                            > Pozostanie w zwiazku który chciałoby sie zakonczyc to chyba nie najlepsza
                            > sytuacja.
                            > W konkubinacie dorosli i dojrzali ludzie jezeli przechodzą kryzys to dają
                            > sobie czas próbują zwiazek ratowac, to nie takie proste, szast prast i sie
                            > wyprowadzic.

                            Oczywiscie. kazdy powazny związek nastawiony na "bedziemy razem" ktory tworza
                            dojrzali ludzie i swiadomi tego zwiazku - jest ratowany.
                            tak malzenstwo, jak i konkubinat.
                            ja pisze JEDYNIE o bodzcach do takiego ratowania. i roznicy w ich ilosci w obu
                            formach.


                            > Tak samo podejmujac decyzje o wspólnym zyciu nie mysli sie ze to na chwile,

                            zgadzam sie w 100% z tym zdaniem.

                            pozdr.

                            joanna
                          • moboj Re: do jayin 02.10.03, 22:54
                            Gość portalu: lola napisał(a):

                            > Nie mam praktyki ani w małzenstwie ani w rozwodzie, tylko jedno mnie
                            > zastanawia.Skoro ludzie chca sie rozstac, z róznych powodów, to jest tego
                            > jakas przyczyna.Załozmy ze kogos sobie znalazł.I teraz majac prawne
                            > zobowiazania nie rozwodzi sie tylko co? Zyje z zoną jakby nigdy nic? Ona mu
                            > wybaczyła, on kalkuluje ze mu sie rozwód nie opłaca i dalej z nią jest . Ale
                            z
                            > musu. I jak to małzenstwo wyglada w praktyce?
                            > Trudniej sie rozstac bo sa prawne konsekwencje tego czynu, ale jak zyc w
                            takim
                            > zwiazku?Tak byc obok siebie, wypełniajac swoje obowiazki, takze seks? Nie
                            > bardzo moge to sobie wyobrazic.
                            > Pozostanie w zwiazku który chciałoby sie zakonczyc to chyba nie najlepsza
                            > sytuacja.

                            to ja ci opiszę jak taki związek wygląda, bo znam taki z autopsji. otóż mój
                            tata w ciągu ostatnich 13 lat miał dwie kobiety poza małżeństwem. zdaje się,
                            ze z tą druga jest do dzisiaj. ojciec jest tak zwaną "szychą" w moim mieście,
                            ma wysoko postawionych znajomych także w kręgach prawniczo - sądowych.
                            oczywiście moja mama chciała rozwodu, ale tata uznał, ze jemu, tak znanej w
                            końcu osobie, rozwód z pewnością zaszkodzi. każda próba wniesienia sprawy do
                            sądu, uzyskania alimentów, czy choćby wezwania policji do awanturującego się,
                            pijanego ojca kończyła się niczym, bo przeciez do znanego pana prezesa to takj
                            nie wypada. moja mama jest bardzo nieszczęsliwa, ojciec odgrywa jakąś
                            komedyjkę pt. "Pozory", dręczy nas psychicznie (fizycznie też drzewiej bywało)
                            choćby przez to, ze nie daje nam kasy na jedzenie. za to on oczywiście ma
                            ciągle nowe ciuchy, ciągle podóżuje itp. jest to dla nas wszystkich męka. ja i
                            mój młodszy brat mamy zmarnowane dzieciństwo i młodość, nienawidzimy własnego
                            domu i to jest straszne. kiedys sobie nawet wyobrażałam, że mieszkam w domu
                            dziecka, gdzie nie ma kłotni i wiecznie wrzeszczących rodziców - wiecie jaka
                            to była fajna wizja? no ale śmiem zauważyć, że dopóki się czegoś takiego nie
                            przeżyje to tak naprawdę nie wie się, co czuje taki człowiek.

                            • titus_flavius Re: do jayin 04.10.03, 21:49
                              Ave,
                              oto mamy zderzenie chęci do szukania przyjemności i obowiązków prawnych.
                              Najwyraźniej prezes czuł się na tyle bezkarny, że mógł swobodnie pozwolić sobie
                              na oczywiste łamanie reguł małżeńskich. Z Twojego postu widać, że żywisz do
                              niego głęboką niechęć.
                              Powiedz więc, czy nie wolałabyś, aby odpuścił sobie szukanie wrażeń i wykonywał
                              obowiązki małżeńskie?
                              T.



                              moboj napisała:
                              >
                              > to ja ci opiszę jak taki związek wygląda, bo znam taki z autopsji. otóż mój
                              > tata w ciągu ostatnich 13 lat miał dwie kobiety poza małżeństwem. zdaje się,
                              > ze z tą druga jest do dzisiaj. ojciec jest tak zwaną "szychą" w moim mieście,
                              > ma wysoko postawionych znajomych także w kręgach prawniczo - sądowych.
                              > oczywiście moja mama chciała rozwodu, ale tata uznał, ze jemu, tak znanej w
                              > końcu osobie, rozwód z pewnością zaszkodzi. każda próba wniesienia sprawy do
                              > sądu, uzyskania alimentów, czy choćby wezwania policji do awanturującego się,
                              > pijanego ojca kończyła się niczym, bo przeciez do znanego pana prezesa to
                              takj
                              > nie wypada. moja mama jest bardzo nieszczęsliwa, ojciec odgrywa jakąś
                              > komedyjkę pt. "Pozory", dręczy nas psychicznie (fizycznie też drzewiej
                              bywało)
                              > choćby przez to, ze nie daje nam kasy na jedzenie. za to on oczywiście ma
                              > ciągle nowe ciuchy, ciągle podóżuje itp. jest to dla nas wszystkich męka. ja
                              i
                              > mój młodszy brat mamy zmarnowane dzieciństwo i młodość, nienawidzimy własnego
                              > domu i to jest straszne. kiedys sobie nawet wyobrażałam, że mieszkam w domu
                              > dziecka, gdzie nie ma kłotni i wiecznie wrzeszczących rodziców - wiecie jaka
                              > to była fajna wizja? no ale śmiem zauważyć, że dopóki się czegoś takiego nie
                              > przeżyje to tak naprawdę nie wie się, co czuje taki człowiek.
                              >
                        • moboj Re: Czym jest małżeństwo? 02.10.03, 22:42
                          jayin napisała:

                          > zaraz pewnie napisze ktos, ze podobnie przedstawia sie schemat w
                          konkubinacie:

                          tak, własnie tak powiem. sama znam dwie pary żyjące w konkubinacie: ja i mój
                          partner żyjemy razem od 8 lat, natomiast rodzice mojego kumpla z paczki żyją
                          tak już lat ponad 30. w moim związku był kieys krótki okres, kiedy nie było
                          różowo z mojej winy. według tego, co się pisze w tym temacie powinnismy się
                          wtedy rozstać i tyle. a my usiedliśmy, rozmawialiśmy do upadłego, naprawiliśmy
                          to, co było złe. jesteśmy udaną, szczęśliwą parą i tak zostanie. rodzice
                          mojego kumpla natomiast mieli o wiele powazniejsze problemy i też są razem. są
                          szczęsliwi, mają już wnuki.
                          no cóż, a małżeństwa z mojej rodzinki? wszyscy po rozwodach lub w dziwnej
                          separacji: takiej nieorzeczonej przez sąd, ale w sumie żyją oddzielnie i nie
                          ma w nich żadnej woli porozumienia.
                          jakość związku nie zależy od tego, czy zawarło się jakąś umowę w kościele czy
                          USC, a od ludzi. takie jest moje zdanie i opieram je na własnych obserwacjach
                          i na własnym doświadczeniu.
                          • Gość: jayin Re: Czym jest małżeństwo? IP: LKSnet.org:* / 192.168.5.* 02.10.03, 23:03
                            moboj napisała:

                            > tak, własnie tak powiem.

                            dlatego uprzedziłam m.in. ciebie i sama napisalam to, o czym terazp iszesz. ze
                            ten schemat tyczy sie zarowno malzenstw jak i konkubinatow. zeby nie bylo,
                            ze "przyznaje" prawo do tego "naprawiania" TYLKO malzenstwom.
                            zrobilam to prewencyjnie. jak widze - wlasciwie :-)
                            mamy dokladnie to samo zdanie o tym "jak to dziala" w konkubinacie. tak samo
                            jak w malzenstwie. (ten schemat: problem--> ratowanie--> jak sie naprawi to ok,
                            jak nie---> rozstanie)
                            ja wcale nie neguję tego ze w konkubinacie tak jest.

                            > sama znam dwie pary żyjące w konkubinacie: ja i mój
                            > partner żyjemy razem od 8 lat, natomiast rodzice mojego kumpla z paczki żyją
                            > tak już lat ponad 30. w moim związku był kieys krótki okres, kiedy nie było
                            > różowo z mojej winy. według tego, co się pisze w tym temacie powinnismy się
                            > wtedy rozstać i tyle.

                            alez nie. dlaczego WG TEGO CO SIE PISZE? udalo wam sie w kryzysie naprawic i
                            super. JESLI sie nie udaje, to i w malzenstwie i w konkubinacie naturalna
                            koleja rzeczy po braku naprawy jest rozstanie. wynika z niego po prostu.
                            nikt nie napisal do tej pory (albo ja nie doczytalam:-)))) - ze w konkubinacie
                            jakjest problem, to sie ludzie rozchodza, a w malzenstwie naprawiaja.
                            wrecz przeciwnie. przynajmniej JA ciągle piszę, ze DOJRZALI ludzie, zawsze
                            probuja ratowac zwiazek.

                            jedyną roznice widze w skutkach prawnych takiego rozstania. tzn: w jednym
                            przypadku takie skutki są, w drugim nie ma. w jednym perspektywa tych skutkow
                            dziala "opozniajaco" na decyzje o rozstaniu, w drugich - tego czynnika nie ma.
                            co nie znaczy, ze generalizuje, ze wszystkie konkubinaty w
                            razie "niepowodzenia" prob ratowania - rozpadaja sie szybciej niz malzenstwa.
                            bo bywa i tak, ale rzadziej, ze jak zawioda proby ratowania, to malzenstwo od
                            razu sie sypie, a konkubinat jeszcze trwa. ale najczesciej (NAJCZESCIEJ, co nie
                            znaczy ZAWSZE) w przypadku takim, ze "probowali, ale nie udalo sie" - dluzej
                            trwa malzenstwo niz konkubinat. wlasnie przez te "Prawne" skutki i
                            zobowiązania, roztrzasanie ich, hamowanie decyzji itd.
                            to daje czas na BYC MOZE ponowne proby, na ktore nie ma czasu wkonkubinacie, bo
                            juz przestal istniec.

                            > a my usiedliśmy, rozmawialiśmy do upadłego, naprawiliśmy
                            > to, co było złe. jesteśmy udaną, szczęśliwą parą i tak zostanie.

                            i tego zycze naprawde szczerze:-)
                            i swietnie, ze potrafiliscie rozmawiac z soba i naprawic.

                            > no cóż, a małżeństwa z mojej rodzinki? wszyscy po rozwodach lub w dziwnej
                            > separacji: takiej nieorzeczonej przez sąd, ale w sumie żyją oddzielnie i nie
                            > ma w nich żadnej woli porozumienia.

                            bo wszystko zalezy od ludzi i ich nastawienia, oraz dojrzalosci. a przede
                            wszystkim od uczciwosci takiej zwyczajnej wobec siebie - zeby sie przyznac ze
                            cos mi nie pasuje, ze jest mi z czyms zle, ze odczuwam "koniec' związku.
                            wtedy jest jeszcze czas na naprawianie.
                            potem - to juz po ptakach, jak mawiala moja babcia:-)

                            > jakość związku nie zależy od tego, czy zawarło się jakąś umowę w kościele czy
                            > USC, a od ludzi. takie jest moje zdanie i opieram je na własnych obserwacjach
                            > i na własnym doświadczeniu.


                            też tak sądzę. i również z autopsji.
                            moje Kochanie jest po rozwodzie - więc z tego powodu nie mozemy mieć ślubu
                            kościelnego np. nie wyobrażaliśmy sobie bycia BEZ siebie, więc postanowiliśmy
                            być razem. jedynymi rozwiązaniami dla nas pozostawało małżeństwo albo
                            konkubinat. konkubinat - w przypadku kościoła - dawałby nam większą "możliwość"
                            rozgrzeszenia na spowiedzi :-) bo chociaz zylibysmy razem, mielibysmy nasze
                            dzieci - wciaz bylibysmy "kryci" przez fakt, ze nie wzielismy slubu w USC. a
                            ślub cywilny - wykreśla nas z wielu terenow koscielnych. lekka hipokryzja tego
                            porownania (bo slub cywilny nie jest uznawany przez kosciol za SLUB, i trzeba
                            wziac slub koscielny, by malzenstwo bylo wazne w oczach kosciola, wiec pare po
                            rozwodach i po USC razem powinno sie traktowac jako konkubinat w oczach prawa
                            koscielnego. ale prawo swoje, praktyka swoje...:-) troche mnie to ostudzilo w
                            zapęach "prokatolickich" i postanowilismy się "ucywilnić", bo oboje wybralismy
                            dla siebie taka forme związku.

                            tak wiec i troche jak malzenstwo - wg prawa cywilnego, i troche jak konkubinat -
                            wg prawa koscielnego... oboje uwazamy jak najbardziej - ze to ludzie stanowią
                            o jakości związku, a nie papierek z USC, wpis do ksiegi koscielnej, czy brak
                            jakiejkolwiek formalizacji.

                            tyle ze w tymposcie nie jest mowa o wyzszosci papierkow nad ich brakiem,czy
                            wyzszosci papierka cywilnego nad koscielnym lub odwrotnie - ale o skutkach
                            i "urokach" posiadania lub nie takiego świstka.

                            pozdr.

                            Joanna
      • praktycznyprzewodnik Re: Czym jest małżeństwo? 28.09.03, 11:01
        Z załozenia trwałym zwiazkiem. Dlatego sad daje rozwód a nie sami go sobie
        udzielamy. Podobnie przepisy reguluja kto z kim moze wstapic w zwiazek
        małzeński.
    • Gość: lola Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.03, 11:04
      Ha, ha, ha.O ile wywód na temat małzenstwa trafny, o tyle w kwestii
      konkubinatu "kula w płot".
      Ja złozyłam taka przysiege mojemu konkubentowi, nie publicznie, i jak
      najbardziej staram sie jej dotrzymac(i on tez).Dlatego tez aby czuc sie
      zobowiazanym nie trzeba obiecywac publicznie.
      Lata szalenczej miłosci za nami, wiec w mysl tego co piszesz powinnismy sie
      rozstac, a tak sie nie stało.Bo łaczy nas wiele, takze wypracowany przez lata
      szacunek, dbałosc o zadowolenie 2 strony, łaczy nas dziecko i wspomnienia,
      łaczy nas rodzina.DLATEGO własnie mimo wielu przezytych lat, mimo wielu
      kryzysów jestesmy ze soba nadal i ani myslimy konczyc zwiazek, bo temperatura
      uczuc spadła.
      Jak mozesz napisac ze po tym jak stan zauroczenia minał, konkubenci staja sie
      sobie obcy?Bzdura totalna.
      Aha, a co do umowy, to zapewne wiesz, ze aby miała ona waznosc i pociagała za
      soba skutki, nie musi miec zachowanej formy pisemnej(patrz małzenstwo), ale i
      umowy ustne sa wazne(konkubinat).Wiec i tu i tu mamy do czynienia z umowa- a
      to, czy ktos jej nie dotrzyma, to juz inna sprawa.
      • moboj Re: Czym jest małżeństwo? 28.09.03, 15:19
        popieram Lolę. też żyję z moim partnerem bez ślubu od 8 lat. chcemy być ze
        sobą, szanujemy się, kochamy i chcemy być ze soba do końca życia. to, ze nasze
        obietnice i wyznania były składane bez udziału księdza czy rodziny nie
        umniejsza ich wartości.
      • titus_flavius Re: Czym jest małżeństwo? 28.09.03, 17:21
        Gość portalu: lola napisał(a):

        > Aha, a co do umowy, to zapewne wiesz, ze aby miała ona waznosc i pociagała za
        > soba skutki, nie musi miec zachowanej formy pisemnej(patrz małzenstwo), ale i
        > umowy ustne sa wazne(konkubinat).Wiec i tu i tu mamy do czynienia z umowa- a
        > to, czy ktos jej nie dotrzyma, to juz inna sprawa.

        Ave,
        przecież z faktu niedotrzymania umowy konkubinatu nie możesz wywodzić ządnych
        skutków prawnych! Tego typu umowa nie ma żadnego znaczenia prawnego.
        T.
        • Gość: lola Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.03, 19:26
          Nie wiem po co w ogóle załozyłes ten watek. Rozumiem, ze po to by udowodnic,
          ze małzenstwo to zwiazek majacy prawne konsekwencje, a konkubinat takowych nie
          posiada? Przeciez to kazdy wie, wiec jest to rzecz tak oczywista ze nie wymaga
          dyskusji.
          Jaki cel przeswiecał ci by tyle czasu poswiecic na napisanie takiego watku-
          małzenstwo to instytucja prawna, a konkubinat nie. Przeciez kazdy na forum to
          rozumie.
          To o co ci w koncu chodziło?
          • Gość: Lena Re: Czym jest małżeństwo? IP: 80.48.96.* 28.09.03, 19:38
            Titus flavis próbuje nam udowodnić /a raczej wmówić/, że umowa jest czymś
            nierozerwalnym a co za tym idzie małżeństwo jest związkiem w założeniach
            trwałym. Nie bardzo wiem na jakim kodeksie się opiera bo raczej nie na prawie
            cywilnym. Nawet prawo kononiczne przewiduje unieważnienie takiej umowy w
            szczególnych przypadkach. Titus flavius jest ortodoksyjnie uczciwym
            człowiekiem - mam nadzieję, że we wszystkim.
            • Gość: lola Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.03, 19:54
              W postach neguje konkubinat, jako cos nietrwałego, itd.W czym nie ma racji.To,
              ze cos nie ma przełozenia prawnego nie oznacza ze jest gorsze.Przyjdzie czas,
              ze i w Polsce konkubinat zostanie uznany za instytucje prawna. Kwestia czasu.
          • titus_flavius Re: Czym jest małżeństwo? 28.09.03, 21:25
            Ave,
            chciałem pokazać fundamentalne różnice między małżeństwem, a konkubinatem, tak
            aby każdy wybierał swój los z pełną świadomością tego, co czyni.
            T.


            Gość portalu: lola napisał(a):

            > Nie wiem po co w ogóle załozyłes ten watek. Rozumiem, ze po to by udowodnic,
            > ze małzenstwo to zwiazek majacy prawne konsekwencje, a konkubinat takowych
            nie
            > posiada? Przeciez to kazdy wie, wiec jest to rzecz tak oczywista ze nie
            wymaga
            > dyskusji.
            > Jaki cel przeswiecał ci by tyle czasu poswiecic na napisanie takiego watku-
            > małzenstwo to instytucja prawna, a konkubinat nie. Przeciez kazdy na forum to
            > rozumie.
            > To o co ci w koncu chodziło?
            • Gość: lola Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.03, 22:55
              Wiec ta fundamentalna róznica jest taka, ze w razie rozwodu nalezy sie nam
              gratyfikacja finansowa, alimenty na przykład, zas konkubinat to wyłącznie
              sprawa uczuc, dla osób które nie mają materialistycznego podejscia do zycia.
              Jako ze materialistka nie jestem, zyje w konkubinacie i staram sie sama
              zarobic na swój byt, a nie liczyc tylko na partnera.Mam natomiast te
              satysfakcje ze jestesmy ze soba i finansujemy nasze zycie dobrowolnie, bo tego
              chcemy, a nie pod przymusem małzenskiej przysiegi.

              Jeszcze taka sprawa, znam doskonale przykład, gdzie zona nie wywiazywała sie
              ze swoich obowiazków powiedzmy, rozwód orzeczono bez winy(zeby zaoszczedzic
              sobie publicznego prania brudów)a nastepnie zazadała i otrzymała
              alimenty.Prawnie wszystko ok., przesłanki ku temu zostały spełnione, tylko
              gdzie moralnosc? Jedyny argument:przeciez mi sie nalezy!
              • anulex Re: Czym jest małżeństwo? 29.09.03, 10:33
                Nie mam nic przeciwko konkubinatowi. Jesl ktos chce zyc w ten sposob - to jego
                wybor. Ale i nie kazdy slub bierze sie z pobudek materialistycznych.
                • Gość: lola Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.03, 10:52
                  Oczywiscie ze nie.Ale bardzo czesto argumentem przeciw konkubinatowi są
                  własnie względy finansowe- przeciez w razie rozstania nie nalezy sie to, i to,
                  i to.Tak własnie słysze. A zatem powinnam nakłaniac do małzenstwa by w razie
                  rozstania cos mi sie nalezało.
                  • anulex Re: Czym jest małżeństwo? 29.09.03, 11:18
                    Zycie to nie bajka. Nie raz ludzie zyjacy w konkubinacie rozstajac sie traca
                    wszystko co mieli. Przykladowo dokladaja sie do kupna mieszkania, inwestuja w
                    nie kilka lat, a pozniej okazuje sie, ze nie maja do niego zadnych praw. NIGDY
                    nie ma gwaracji, ze milosc bedzie trwala wiecznie i partner nie zmieni sie w
                    potwora. To, ze ktos chce sie zabezpieczyc przed taka sytuacja nie swiadczy
                    jeszcze o tym, ze jest materialista.

                    Wole traktowac malzenstwo jako ukoronowanie milosci :) Ale argumenty bardziej
                    przyziemne rowniez do mnie przemawiaja.
                    • Gość: lola Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.03, 11:29
                      Jest cos takiego jak współwłasnosc, zbiera sie faktury zakupu na swoje
                      nazwisko, to daje prawa własnie do tego majatku.
                      • anulex Re: Czym jest małżeństwo? 29.09.03, 11:38
                        Bezsprzecznie zarowno konkubinat jak i malzenstwo maja swoje plusy i minusy.
                        To ktore rozwiazanie kto wybierze jest sprawa bardzo osobista i raczej nie
                        powinno sie takich decyzji osadzac. A jesli chodzi o sprawy materialne - nie
                        ma nic zlego w tym, ze ktos chce sie w jakis sposob zabezpieczyc. Mysle, ze w
                        przypadku malzenstwa jest to zwyczajnie prostsze.
              • titus_flavius Re: Czym jest małżeństwo? 29.09.03, 15:35
                Ave,
                różnica polega na tym, że małżeństwo jest związkiem dożywotnim, a celem
                regulacji prawnych jest zabezpieczenie tego.
                Pisałem już, że w sytuacji, gdy małżonkowie wywiązują sie ze swych obowiązków
                przewidzianych prawem nie ma możliwości rozwiązania małżeństwa.
                W konkubinacie zaś jego istnienie jest uzależnione od chęci obu stron
                kontyuowania konkubinatu. W wypadku więc, gdy jedna ze stron znudziła sie drugą
                może ją po prostu pozostawić, o nic sie nie kłopocząc.
                Wybór należy do Ciebie.
                Nie mają związku z tematem rozliczenia porozwodowe, gdyż dotyczą one sytuacji
                wyjątkowych i zwiazków patologicznych, a nie sytuacji, gdy obie strony
                respektują ciążące na nich obowiązki.
                T.



                Gość portalu: lola napisał(a):

                > Wiec ta fundamentalna róznica jest taka, ze w razie rozwodu nalezy sie nam
                > gratyfikacja finansowa, alimenty na przykład, zas konkubinat to wyłącznie
                > sprawa uczuc, dla osób które nie mają materialistycznego podejscia do zycia.
                > Jako ze materialistka nie jestem, zyje w konkubinacie i staram sie sama
                > zarobic na swój byt, a nie liczyc tylko na partnera.Mam natomiast te
                > satysfakcje ze jestesmy ze soba i finansujemy nasze zycie dobrowolnie, bo
                tego
                > chcemy, a nie pod przymusem małzenskiej przysiegi.
                >
                > Jeszcze taka sprawa, znam doskonale przykład, gdzie zona nie wywiazywała sie
                > ze swoich obowiazków powiedzmy, rozwód orzeczono bez winy(zeby zaoszczedzic
                > sobie publicznego prania brudów)a nastepnie zazadała i otrzymała
                > alimenty.Prawnie wszystko ok., przesłanki ku temu zostały spełnione, tylko
                > gdzie moralnosc? Jedyny argument:przeciez mi sie nalezy!
                • Gość: lola Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.03, 16:14
                  Nie mają związku z tematem rozliczenia porozwodowe, gdyż dotyczą one sytuacji
                  > wyjątkowych i zwiazków patologicznych, a nie sytuacji, gdy obie strony
                  > respektują ciążące na nich obowiązki.

                  Tak? A mnie w dobie powszechnosci rozwodów to własnie małzenstwo do grobowej
                  deski wydaje sie byc WYJATKIEM.Ale moze my zyjemy w innym swiecie.
                  To co piszesz, to teoria i ma sie do zycia jak piesc do nosa.Byłoby pieknie,
                  gdyby kazdy przestrzegał swoich obowiazków, ale tak nie jest.
                  Wiec wybór małzenstwa zamiast konkubinatu jako gwarancji dozywotniej ochrony
                  przed samotnoscią, utratą majątku czy srodków do zycia jest złudny,w praktyce
                  maz moze zostawic zone z gołym tyłkiem(pardon)i skutecznie wymigac sie od
                  finansowania jej.
                  • titus_flavius Re: Czym jest małżeństwo? 02.10.03, 16:38
                    Gość portalu: lola napisał(a):

                    > Nie mają związku z tematem rozliczenia porozwodowe, gdyż dotyczą one sytuacji
                    > > wyjątkowych i zwiazków patologicznych, a nie sytuacji, gdy obie strony
                    > > respektują ciążące na nich obowiązki.
                    >
                    > Tak? A mnie w dobie powszechnosci rozwodów to własnie małzenstwo do grobowej
                    > deski wydaje sie byc WYJATKIEM.Ale moze my zyjemy w innym swiecie.
                    > To co piszesz, to teoria i ma sie do zycia jak piesc do nosa.Byłoby pieknie,
                    > gdyby kazdy przestrzegał swoich obowiazków, ale tak nie jest.
                    > Wiec wybór małzenstwa zamiast konkubinatu jako gwarancji dozywotniej ochrony
                    > przed samotnoscią, utratą majątku czy srodków do zycia jest złudny,w praktyce
                    > maz moze zostawic zone z gołym tyłkiem(pardon)i skutecznie wymigac sie od
                    > finansowania jej.

                    Ave,
                    egzekucja prawa to zupełnia inna kwestia: pisałem już, ze trzeba utrudnić
                    rozwodnikom życie. Przecież można by np. pobierać podwójny podatek dochodowy od
                    osób, które zawiniły rozpad małżeństwa! Wtedy ludzie by dbali o swoje związki.
                    T.
                    • Gość: melmire Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 02.10.03, 18:45
                      Chyba zartujesz? Nie mozna nikogo zmusic do dbania o zwiazek. Po prostu ludzie
                      zyliby w separacji a tylko nie brali oficjalnego rozwodu.
                    • Gość: lola Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 19:07
                      A moze od razu totalitaryzm wprowadzmy.Ludzie nie moga miec za duzo wolnosci
                      bo głupieja.Co tam podatki!Proponuje kamieniołomy, wtedy sie zastanowia zanim
                      wpadna na pomysł rozwodu. Twoje teorie zaczynaja byc groźne.
      • jayin Re: Czym jest małżeństwo? 02.10.03, 20:19
        Gość portalu: lola napisał(a):

        > Aha, a co do umowy, to zapewne wiesz, ze aby miała ona waznosc i pociagała za
        > soba skutki, nie musi miec zachowanej formy pisemnej(patrz małzenstwo), ale i
        > umowy ustne sa wazne(konkubinat).Wiec i tu i tu mamy do czynienia z umowa- a
        > to, czy ktos jej nie dotrzyma, to juz inna sprawa.

        Lolu, bardzo fajnie, że jesteś w związku który ci daje szczęście :-) i dobrze.
        tego życzę wszystkim, którzy są w związkach - tej dbałości o siebie, o związek,
        pracy nad nim. i w konkubinatach i w małżeństwie.

        ale ja ciągle mam wrażenie że w tym wątku chodzi przede wszystkimnie o WYZSZOSC
        jednej formy zwiazku nad drugą, tylko ROZNICY w konsekwencjach prawnych
        wynikających z zapoczątkowania konkubinatu i małżenstwa.

        jasne, że umowa KAZDA powinna obowiązywac dwojeludzi, skladajacych sobei
        obietnice. i masz racje - niewazne czy w USC, czy przed ksiedzem, czy w
        samochodzie na trasie Poznan-Wrocław.
        ale chodzi jedynie o roznice w tych umowach.

        umowa ustna w konkubinacie pociaga za soba tylko skutki moralne. etyka.
        umowa ustna w malzenstwie - to samo. tyle ze w malzenstwie dochodzi umowa
        pisemna, potwierdzająca tą ustną - w dodatku w wymiarze prawnym, bo umowe
        zawiera sie "pod patronatem" urzędowym :-) takwiec tutaj mamy wzgledy i
        moralne/etyczne i prawne.
        a to więcej zobowiązan niesie z sobą niz w konkubinacie.

        pamietaj: ROZNICA. nie WYZSZOSC.

        pozdr.

        Joanna
        • Gość: lola Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 22:33
          Tak tez myslałam ze autorowi chodzi o róznice, ale ..przeciez srednio
          rozgarniety człowiek wie czym sie te zwiazki róznia, wiec po co w takim razie
          uswiadamiac forumowiczów? Nie trzeba byc prawnikiem by rozumiec te róznice.
          Dalsze posty titusa wskazuja ze nie tylko o róznice mu chodziło.
          Pzdr. lola
          • Gość: jayin Re: Czym jest małżeństwo? IP: LKSnet.org:* / 192.168.5.* 02.10.03, 23:09
            Gość portalu: lola napisał(a):

            > Tak tez myslałam ze autorowi chodzi o róznice, ale ..przeciez srednio
            > rozgarniety człowiek wie czym sie te zwiazki róznia, wiec po co w takim razie
            > uswiadamiac forumowiczów? Nie trzeba byc prawnikiem by rozumiec te róznice.
            > Dalsze posty titusa wskazuja ze nie tylko o róznice mu chodziło.
            > Pzdr. lola

            :-))) moze po prostu brakowało nowych dyskusji na forum?:-)

            a dalsze posty - jezu.. tyle tego, ze sie pogubic mozna.. i odpowiedzi..
            jeszcze przez to brnę...:-)

            myślę że ogolnie w temacie nastąpiło pewne zapętlenie, bo powtarzają się te
            same słowa i argumenty, oraz pytania.
            chyba powinno się uznac temat za wyczerpany, bo faktycznie więcej się nie da na
            tentemat dorzucić nic, co nie byloby tu napisane.

            pozdr.

            Joanna
          • titus_flavius Re: Czym jest małżeństwo? 03.10.03, 07:35
            Gość portalu: lola napisał(a):

            > Tak tez myslałam ze autorowi chodzi o róznice, ale ..przeciez srednio
            > rozgarniety człowiek wie czym sie te zwiazki róznia,

            Ave,
            mam wątpliwości co do tego, gdy czytam posty, z których wynika, że autorzy ich
            nie wiedżą co to jest małżęńśtwo.
            T.


            wiec po co w takim razie
            > uswiadamiac forumowiczów? Nie trzeba byc prawnikiem by rozumiec te róznice.
            > Dalsze posty titusa wskazuja ze nie tylko o róznice mu chodziło.
            > Pzdr. lola
    • paw_dady do titusa o malzenstwie 28.09.03, 11:33
      titus_flavius napisał:

      > Ave,
      > jest ono przedewszystkim umową, stąd najważniejsze jest pokazanie, jak jest
      > ono rozumiane w polskim prawie.
      > Otóż małżeństwo jest dożywotnim związkiem kobiety i mężczyzny, którego celem
      > jest wychowanie dzieci oraz wzajemne wsparcie członków rodziny.


      jak widzisz i we wlasnej rodzinie byly malzenstwa gdzie takowe przysiegi
      lamano... Titus Flavius Domitianus & Domitia

      ;o)


      • Gość: Ave ! Dmowski Lewicowe scierwa zawsze.... IP: *.75.81.68.Dial1.Weehawken.Level3.net 28.09.03, 20:00
        kota ogonem odwracaja.
        • paw_dady niemozliwe Dmowski azbest zbieral? 28.09.03, 23:13
          Gość portalu: Ave ! Dmowski napisał(a):

          i ze z Lomys byl buhahaha
    • Gość: Pszemo Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.03, 23:56
      Witam,
      Tak sobie czytam i czytam... i zachodze w glowe o co wam chodzi... Zawsze
      uwazalem ze malzenstwo to przede wszystkim zwiazek dwojga ludzi, ktorzy sie
      kochaja, pragna ze soba dzielic kazdy dzien, kazda chwile, kazda troske i kazda
      chwile radosc... A przysiega malzenska jest aktem polaczenia dwojga ludzi...

      A wy to piszecie o umowach, aktach prawnych i innych cyrografach... ???
      Zupelnie bledne podejscie do tematu. Jedni znajduja szczescie w konkubinacie,
      inni w malzenstwie... Ale zaden papier nigdy nie zagwarantuje trwalosci
      zwiazku... zwiazek trzba budowac i dbac o niego ale nie za pomoca papieru z
      pieczatkami...

      Pozdrawiam
      Pszemo

      --------------------------------------------------------------------------------
      Kocham Cie Sloneczko!!!:)))
      • titus_flavius Re: Czym jest małżeństwo? 29.09.03, 15:26
        Gość portalu: Pszemo napisał(a):

        > Witam,
        > Tak sobie czytam i czytam... i zachodze w glowe o co wam chodzi... Zawsze

        Ave,
        dlaczego niedokładnie przeczytałeś mój post? Problem polega na tym, że
        małżeństwo w Polsce jest związkiem dożywotnim, niezaleznym od tego, czy
        małżonkowie są w sobie zakochani, czy nie.
        Dlatego właśnie nie ma bezpośredniego związku pomiędzy stanem zakochania, a
        małżeństwem.
        Prawo stoi na straży nie szczęścia, jak błędnie uważasz, ale trwałości
        małżeństwa.
        T.


        > uwazalem ze malzenstwo to przede wszystkim zwiazek dwojga ludzi, ktorzy sie
        > kochaja, pragna ze soba dzielic kazdy dzien, kazda chwile, kazda troske i
        kazda
        >
        > chwile radosc... A przysiega malzenska jest aktem polaczenia dwojga ludzi...
        >
        > A wy to piszecie o umowach, aktach prawnych i innych cyrografach... ???
        > Zupelnie bledne podejscie do tematu. Jedni znajduja szczescie w konkubinacie,
        > inni w malzenstwie... Ale zaden papier nigdy nie zagwarantuje trwalosci
        > zwiazku... zwiazek trzba budowac i dbac o niego ale nie za pomoca papieru z
        > pieczatkami...
        >
        > Pozdrawiam
        > Pszemo
        >
        > ------------------------------------------------------------------------------
        -
        > -
        > Kocham Cie Sloneczko!!!:)))
    • titus_flavius a dzieci? 29.09.03, 15:44
      Ave,
      trzeba wielkiej ryzykantki lub desperatki (biologia!), aby zdecydowała się
      rodzić dzieci nie mając gwarancji trwałosci związku. Wychowanie dziecka wymaga
      ogromnego wysiłku i nakładu osobistej pracy, zaś alimenty zabezpieczają jedynie
      część potrzeb bytowych. Pomijając fakt, ze do prawidłowego rozwoju dziecko
      potrzebuje i ojca i matki.
      T.
      • anulex Re: a dzieci? 29.09.03, 15:52
        Kiedy rodzice sie wzajemnie nienawidza lub unieszczesliwiaja w zwiazku i nie
        potrafia sobie z tym poradzic, sto razy lepiej jest dla dziecka, jesli sie
        rozejda.
        • titus_flavius Re: a dzieci? 29.09.03, 17:03
          anulex napisała:

          > Kiedy rodzice sie wzajemnie nienawidza lub unieszczesliwiaja w zwiazku i nie
          > potrafia sobie z tym poradzic, sto razy lepiej jest dla dziecka, jesli sie
          > rozejda.

          Ave,
          to, że istnieją złodzieje i jest ich coraz więcej nie oznacza, że należy
          pozwolić na kradzieże - tylko przeciwnie, że nalezy surowiej ich karać.
          Uważasz patologię za coś normalnego?
          T.
          • melmire Re: a dzieci? 29.09.03, 17:09
            A jaka kare proponujesz dla rodzicow ktorzy sie nienawidza? Dozywotne wspolne
            wiezienie?
            • titus_flavius Re: a dzieci? 29.09.03, 17:19
              melmire napisała:

              > A jaka kare proponujesz dla rodzicow ktorzy sie nienawidza? Dozywotne wspolne
              > wiezienie?

              Ave,
              pożądane efekty by dał ostracyzm społeczny w postaci: niepodawania ręki i
              nieutrzymywania znajomości z rozwodnikiem, niezatrudniania rozwodnika,
              niezawierania z nim umów, nieprzyjmowania go do organizacji społecznych i
              związków religijnych.
              Można by także go dociążyć podwójnym podatkiem dochodowym.
              T.
              • Gość: lola Re: a dzieci? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.03, 17:21
                Ide o zakład ze spowodowałoby to drastyczny spadek liczby zawieranych
                małzenstw.
                • titus_flavius Re: a dzieci? 29.09.03, 18:00
                  Gość portalu: lola napisał(a):

                  > Ide o zakład ze spowodowałoby to drastyczny spadek liczby zawieranych
                  > małzenstw.

                  Ave,
                  nie ma przymusu.
                  T.
              • melmire Re: a dzieci? 29.09.03, 17:22
                Zdaje sie ze na pod koniec 19 wieku takie dzialania byly
                prowadzone, "niestety" nie przyniosly efektow :)
                A zreszta takie "kary" sa dodatkowym argumentem za konkubinatem :)
                • titus_flavius Re: a dzieci? 29.09.03, 17:56
                  melmire napisała:

                  > Zdaje sie ze na pod koniec 19 wieku takie dzialania byly
                  > prowadzone, "niestety" nie przyniosly efektow :)
                  > A zreszta takie "kary" sa dodatkowym argumentem za konkubinatem :)

                  Ave,
                  dlaczego uważasz, ze efektów nie było? ówcześnie nie było rozwodów, a separacje
                  były b. rzadkie!
                  A jeżeli ktoś woli konkubinat, to jego sprawa - nie ma przymusu.
                  T.
                  • Gość: melmire Re: a dzieci? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 29.09.03, 19:59
                    Nie bylo, a teraz sa. To dlatego uwazam ze metoda sie nie sprawdzila.
                    A jezeli ojciec rozwodnik zajmuje sie dziecmi, a ojciec nierozwodnik nie?
                    Jakie kary/nagrody przewidujesz?
                    A pary rozwiedzione, ale bezdzietne?
          • Gość: lola Re: a dzieci? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.03, 17:20
            Poprzez surowsze karanie nie zapobiegniesz kradziezom. Tylko NIEUCHRONNOSC
            kary a nie jej wysokosc moze zmniejszyc liczbe kradziezy, ale to pozostaje w
            sferze marzen, jak i twoja wizja dozywotnich małzenstw.
            Im dłuzej zyje tym bardziej utwierdzam sie w przekonaniu ze małzenstwo tak jak
            my to pojmujemy jest sprzeczne z ludzka naturą i dlatego tak wiele osób nie
            jest w stanie cale zycie spedzic w 1 zwiazku.
            • titus_flavius Re: a dzieci? 29.09.03, 18:00
              Gość portalu: lola napisał(a):

              > Poprzez surowsze karanie nie zapobiegniesz kradziezom. Tylko NIEUCHRONNOSC
              > kary a nie jej wysokosc moze zmniejszyc liczbe kradziezy,

              Ave,
              ponawiam pytanie. Czxyżbyś postulowała więc zaprzestanie karania złodziei?

              > my to pojmujemy jest sprzeczne z ludzka naturą i dlatego tak wiele osób nie
              > jest w stanie cale zycie spedzic w 1 zwiazku.

              A znasz porzekadło, przyzwyczajenie drugą naturą? Zresztą, w kręgu kultury
              indyjskiej i chińskiej, gdzie rozwody uznaje się za aspołeczne i są tam silnie
              potępiane, rozwodów prawie nie ma, a zgodnie z opinią powszechną małżonkowie
              darzą się tam szacunkiem i miłością.
              Nadto w kręgu naszej kultury co najmniej od kiluset lat nie uznawało sie
              rozwodów i jakoś sie żyło.
              T.
              • Gość: lola Re: a dzieci? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.03, 19:42
                Nie rozumiesz mnie.
                Jestem za karaniem, ale podwyzszenie kar nie spowoduje zmniejszenia liczby
                kradziezy, tak jak napisałes.Najwazniejszym czynnikiem jest nieuchronnosc.

                To ze w innych kulturach nie ma rozwodów, to moze i tak jest, ale co do tego
                szacunku i miłosci to skad mozesz to wiedziec. Cos nadto generalizujesz, na
                jakich badaniach sie opierasz, ze tam to wszyscy w zgodzie i miłosci zyją?
                Zyłes tam?
                Kiedys w Polsce było inne prawo, ale czy przez to ludziom lepiej sie zyło?
                Panowali mezczyźni, kobiety były do tego by im zycie umilac, zona miała syna
                urodzic.Taki pan maz miał prawo isc sobie do burdelu, załatwic co trzeba i
                nikt go nie potepiał, bo to było prawo meskie, kobieta była od niego
                uzalezniona.Wiec jak mu sie juz znudziła(seksualnie) to załatwiał potrzebe w
                przybytku, dzis by to nie przeszło bez konsekwencji.Dlatego tez wówczas prawo
                musiało ja i dzieci chronic, bo skoro to on ja utrzymywał nie miała szansy bez
                niego przetrwac. Dzis mamy inne warunki, kobiety w wiekszosci pracuja i takie
                zabezpieczenie do smierci nie jest konieczne.
          • anulex Re: a dzieci? 29.09.03, 21:29
            Uwazam, ze czlowiek jest istota omylna. Jak juz wspominalam nigdy nie mozna
            miec pewnosci, ze to ten jedyny i ze bedzie sie szczesliwym przez cale zycie.
            A tkwiac w nieszczesliwych zwiazkach unieszczesliwia sie dzieci. To, ze ludzie
            nie moga sie miedzy soba dogadac nie jest patologia ani zadnym przestepstwem.
            • titus_flavius Re: a dzieci? 29.09.03, 21:42
              anulex napisała:

              > Uwazam, ze czlowiek jest istota omylna. Jak juz wspominalam nigdy nie mozna
              > miec pewnosci, ze to ten jedyny i ze bedzie sie szczesliwym przez cale zycie.

              Ave,
              a skad takie naiwne przekonanie, ze tak właśnie powinno być? Cele instytucji
              małżeństwa są z gruntu odmienne: wychowanie dzieci i zapewnienie wzajemnego
              wsparcia i pomocy między członkami rodziny. Co to ma wspólnego ze szczęściem?
              Podejmując decyzję o zawarciu małżeństwa określa się nie tylko dalsze swoje
              życie, ale współmałżonka i dzieci. To jest chyba jasne? Dlatego właśnie trzeba
              pamiętać, że po zawarciu małżeństwa nie wolno już myśleć o egoistycznym
              folgowaniu sobie i swoim korzyściom, tylko trzeba ponosić konsekwencje decyzje
              którą się dobrowolnie podjęło.
              Nie wiem na czym opierasz pogląd, że dziecko wychowywane w rodzinie, w której
              matka nie odeszła do kochanka, ma być nieszczęśliwe?
              Jeżeli tacy nieszczęśliwi małżonkowie wywiązują się ze swych obowiązków, to
              zapewniam Cię, że dziecku nic nie przeszkadza.
              T.

              > A tkwiac w nieszczesliwych zwiazkach unieszczesliwia sie dzieci.
              >To, ze ludzie
              > nie moga sie miedzy soba dogadac nie jest patologia ani zadnym przestepstwem.
              • anulex Re: a dzieci? 29.09.03, 21:47
                Przeszkadza. Czlowiek to nie robot. Rodzice nie potrafia idealnie udawac przed
                dzieckiem, ze wszystko jest w porzadku. Nie beda mogli byc dobrymi rodzicami,
                jesli nie beda sobie radzic ze swoim wlasnym zyciem. A dziecko bedzie czulo,
                ze rodzice sa nieszczesliwi. Bedzie sie winic za ten stan. Nie otrzyma
                odpowiednich wzorcow.
                • titus_flavius Re: a dzieci? 29.09.03, 21:59
                  anulex napisała:

                  > Przeszkadza. Czlowiek to nie robot. Rodzice nie potrafia idealnie udawac
                  przed
                  > dzieckiem, ze wszystko jest w porzadku. Nie beda mogli byc dobrymi rodzicami,
                  > jesli nie beda sobie radzic ze swoim wlasnym zyciem. A dziecko bedzie czulo,
                  > ze rodzice sa nieszczesliwi. Bedzie sie winic za ten stan. Nie otrzyma
                  > odpowiednich wzorcow.

                  Ave,
                  otrzyma najlepszy przykład, że dotrzymuje się danego słowa. Dlaczego uważasz,
                  ze w tej sytuacji rodzic będzie złym rodzicem? Naprawdę myślisz, ze dzieci wolą
                  aby tata, albo mama je zostawili, dla kochanka, lub wódki?
                  Wszystko zalezy od tego, czy rodzice będą w stanie zwalczyć swe złe ciągoty,
                  czy nie. Jeżeli będą starali się, to wychowani dzieci nie ucierpi. Nie trzeba
                  udawać idealnie, wystarczy aby widać było, że rodzic nad własną korzyść
                  przedkłada rodzinę i dziecko.
                  T.
                  • anulex Re: a dzieci? 29.09.03, 22:04
                    Dzieci kochaja swoich rodzicow i chca, zeby oni byli szczesliwi. Nie
                    chcialabym, zeby moi rodzice cierpieli z mojego powodu. Majac swiadomosc, ze
                    cierpia, rowniez bym cierpiala. Jesli nie brali slubu koscielnego, nie
                    przysiegali sobie wzajemnie, ze spedza razem cale zycie, wiec nie mozna mowic
                    o zlamanym slowie.

                    Mysle, ze powinienes uswiadomic sobie, ze zycie nie jest czarnobiale. Ze nie
                    wszystko mozna ujac w jakis teoriach. Ze ludzie sa tylko ludzmi. I ze nie
                    pozjadales wszystkich rozumow, wiec nie powinienes uzurpowac sobie prawa do
                    decydowania o losie innych.

                    I jaki jest Twoim zdaniem sens zycia? Spelnianie przykrych obowiazkow?
                    • titus_flavius Re: a dzieci? 29.09.03, 22:17
                      anulex napisała:

                      > Dzieci kochaja swoich rodzicow i chca, zeby oni byli szczesliwi. Nie
                      > chcialabym, zeby moi rodzice cierpieli z mojego powodu. Majac swiadomosc, ze
                      > cierpia, rowniez bym cierpiala. Jesli nie brali slubu koscielnego, nie
                      > przysiegali sobie wzajemnie, ze spedza razem cale zycie, wiec nie mozna mowic
                      > o zlamanym slowie.
                      >
                      > Mysle, ze powinienes uswiadomic sobie, ze zycie nie jest czarnobiale. Ze nie
                      > wszystko mozna ujac w jakis teoriach. Ze ludzie sa tylko ludzmi. I ze nie
                      > pozjadales wszystkich rozumow, wiec nie powinienes uzurpowac sobie prawa do
                      > decydowania o losie innych.
                      >
                      > I jaki jest Twoim zdaniem sens zycia? Spelnianie przykrych obowiazkow?

                      Ave,
                      tata mówi: marzę o tym, żeby zostać alkoholikiem, ale z uwagi na Ciebie i Twego
                      brata walczę z tym. Ty na to: tato nie przejmuj się mną, tutaj jest butelka.
                      matka mówi: poznałam fajnego faceta, ale on nie chce kłopotu, więc musiałabym
                      zostawić Ciebie i Twego brata z ojcem na zawsze. Staram się o nim zapomnieć. Ty
                      na to: mamo, nie myśl o nas, myśl o seksie z tym kochasiem.
                      Czy tak właśnie bys sie zachowała?
                      Ludzie są ludźmi, ale ważnie zawarte umowy są umowami, z których trzeba się
                      wywiązać.
                      Nie rozumiem fragmentu o przykrych obowiązkach. Czy zakazy kradzieży, zabójstw,
                      pedofilii także są przykre? Dla niektórych na pewno, ale ci powinni się trzymać
                      w ryzach.
                      Po pierwsze przyjęło się obowiązki małżeńskie dobrowolnie. Po drugie
                      przestrzeganie ich to jest element porządku społecznego i naturalnego wśród
                      ludzi. A odnośnie pytania o sens życia, to powiem Ci, że osoby żyjące zgodnie z
                      ustalonym porządkiem mogą liczyć na nagrodę po śmierci.
                      T.
                      • anulex Re: a dzieci? 29.09.03, 22:29
                        Nie znam nikogo kto marzy o tym, zeby zostac alkoholikiem, a Ty? Jesli chodzi
                        o matke, to moglaby podjac decyzje o odejsciu do kochanka i zerwaniu kontaktu
                        z dzieckiem ze wzgledu na jego kaprys tylko wtedy, kiedy nie kochalaby
                        maluszka. I wydaje mi sie, ze lepsza zadna matka niz taka.

                        Z argumentami religijnymi nie bede dyskutowac. Jesli bezsprzecznie udowodnisz
                        mi, ze po smierci czeka mnie nagroda - zostane ascetka. Jesli nie masz zadnych
                        dowodow i tylko wierzysz, ze po smierci spotyka nas nagroda - zyj i daj zyc
                        innym.
              • Gość: lola Re: a dzieci? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.03, 14:40
                Nie wiem na czym opierasz pogląd, że dziecko wychowywane w rodzinie, w której
                > matka nie odeszła do kochanka, ma być nieszczęśliwe?
                > Jeżeli tacy nieszczęśliwi małżonkowie wywiązują się ze swych obowiązków, to
                > zapewniam Cię, że dziecku nic nie przeszkadza.
                > T.

                Napisz w takim razie jak na codzien wyglada wypełnianie tych
                obowiazków.Rozumiem ze polega to na
                -przynoszeniu wypłaty do domu
                -finansowaniu potrzeb dzieci
                - niełajdaczeniu sie
                ok, to mozna spełnic.
                Tylko jak wyobrazasz sobie wypełnianie obowiazku szanowania współmałzonka,
                jezeli według nas ten szacunek utracił?Jak wyobrazasz sobie wzajemną pomoc do
                której sa zobowiazani w sytuacji gdy maja rozbiezne cele i podejscie do spraw,
                maja z usmiechem na ustach te obowiazki wypełniac?I to jeszcze tak, by dziecko
                sie nie domysliło, ze cos nie gra.

              • Gość: moboj Re: a dzieci? IP: *.magma / 192.168.4.* 30.09.03, 15:01
                titus_flavius napisał:

                > Nie wiem na czym opierasz pogląd, że dziecko wychowywane w rodzinie, w
                której
                > matka nie odeszła do kochanka, ma być nieszczęśliwe?
                > Jeżeli tacy nieszczęśliwi małżonkowie wywiązują się ze swych obowiązków, to
                > zapewniam Cię, że dziecku nic nie przeszkadza.

                i jeszcze jeden idiotyczny cytacik z Twojego posta:
                otrzyma najlepszy przykład, że dotrzymuje się danego słowa. Dlaczego uważasz,
                ze w tej sytuacji rodzic będzie złym rodzicem?
                Naprawdę myślisz, ze dzieci wolą
                aby tata, albo mama je zostawili, dla kochanka, lub
                wódki?

                i mój komentarz: malo wiesz o życiu w nieudanej rodzinie. ale jak chcesz to
                możesz wprowadzić się do moich rodziców. chętnie się z Tobą zamienię, jeśli
                twoi są lepsi niż moi starzy. małżeństwo moich rodziców nie jest szczęśliwe,
                nie jest udane. od dziecka marzyłam o tym, żeby w końcu wzięli rozwód.
                wolałabym, żeby mój ojciec wreszcie wyprowadził się z domu do swojej paniusi,
                którą przerżnęło pół miasta. niestety tak się nie stało, a ja i mój brat mamy
                zepsute dzieciństwo i młodość i głębokie przekonanie o tym, że małżeńska
                przysięga jest gówno warta. dlatego od 8 lat żyję w sobie z moim partnerem bez
                ślubu i tak mi jest dobrze. no i, żeby zacytowac Ciebie, jestem ryzykantką,
                która za kilka lat urodzi i będzie wychowywać w tym związku dziecko.
                • titus_flavius Re: a dzieci? 04.10.03, 21:57
                  Gość portalu: moboj napisał(a):

                  > titus_flavius napisał:
                  >
                  > > Nie wiem na czym opierasz pogląd, że dziecko wychowywane w rodzinie, w
                  > której
                  > > matka nie odeszła do kochanka, ma być nieszczęśliwe?
                  > > Jeżeli tacy nieszczęśliwi małżonkowie wywiązują się ze swych obowiązków, t
                  > o
                  > > zapewniam Cię, że dziecku nic nie przeszkadza.
                  >
                  > i jeszcze jeden idiotyczny cytacik z Twojego posta:
                  > otrzyma najlepszy przykład, że dotrzymuje się danego słowa. Dlaczego uważasz,
                  > ze w tej sytuacji rodzic będzie złym rodzicem?
                  > Naprawdę myślisz, ze dzieci wolą
                  > aby tata, albo mama je zostawili, dla kochanka, lub
                  > wódki?
                  >
                  > i mój komentarz: malo wiesz o życiu w nieudanej rodzinie. ale jak chcesz to
                  > możesz wprowadzić się do moich rodziców. chętnie się z Tobą zamienię, jeśli
                  > twoi są lepsi niż moi starzy. małżeństwo moich rodziców nie jest szczęśliwe,
                  > nie jest udane. od dziecka marzyłam o tym, żeby w końcu wzięli rozwód.
                  > wolałabym, żeby mój ojciec wreszcie wyprowadził się z domu do swojej paniusi,
                  > którą przerżnęło pół miasta. niestety tak się nie stało, a ja i mój brat mamy
                  > zepsute dzieciństwo i młodość i głębokie przekonanie o tym, że małżeńska
                  > przysięga jest gówno warta. dlatego od 8 lat żyję w sobie z moim partnerem
                  bez
                  > ślubu i tak mi jest dobrze. no i, żeby zacytowac Ciebie, jestem ryzykantką,
                  > która za kilka lat urodzi i będzie wychowywać w tym związku dziecko.

                  Ave,
                  czy tak naprawdę chodziło Ci o to, aby Twój wyprowadził się dlatego, że
                  chciałaś aby był był szczęsliwy, czy raczej dlatego, że miałaś dość awantur
                  między rodzicami i odpowiedzialnością za nie obciażałaś ojca? W rzeczywistości
                  nie chodziło Ci więc o szczęscie ojca, tylko o to, aby przestał łamać obowiązki
                  małżeńskie. Wtedy byś go uznała za dobrego ojca? I ja właśnie o tym piszę. W
                  małżeńśtwie trzeba tłumić w sobie chęć do złego - łamania obowiązków
                  małżeńśkich, a starać sie ze wszystkich sił z nich wywiązywac, aby spełniać
                  wymogi stawiane dobremu małżonkowi.
                  T.
                  • Gość: moboj Re: a dzieci? IP: *.magma / 192.168.4.* 05.10.03, 01:51
                    titus_flavius napisał:

                    > Ave,
                    > czy tak naprawdę chodziło Ci o to, aby Twój wyprowadził się dlatego, że
                    > chciałaś aby był był szczęsliwy, czy raczej dlatego, że miałaś dość awantur
                    > między rodzicami i odpowiedzialnością za nie obciażałaś ojca? W
                    rzeczywistości
                    > nie chodziło Ci więc o szczęscie ojca, tylko o to, aby przestał łamać
                    obowiązki
                    > małżeńskie. Wtedy byś go uznała za dobrego ojca? I ja właśnie o tym piszę.
                    W
                    > małżeńśtwie trzeba tłumić w sobie chęć do złego - łamania obowiązków
                    > małżeńśkich, a starać sie ze wszystkich sił z nich wywiązywac, aby spełniać
                    > wymogi stawiane dobremu małżonkowi.
                    > T.

                    facet, wiesz jak się mają te twoje teoretyczne rozważania do normalnego zycia
                    i do tragedii, jakie się w nim dzieją? nijak. a ja jakoś nie mam ochoty już
                    bardziej zagłębiać w moje rodzinne przeżycia po to, żebyś ty je mógł
                    przerabiac na bełkot.
                    • Gość: polishAM Re: a dzieci? IP: *.nas52.philadelphia1.pa.us.da.qwest.net 12.10.03, 02:20
                      Przerabiana na bełkot jest Twoja sytuacja w domu bez rodziny i przyszłości.
                      Mieszkać z kobietą to dla mnie ciekawa propozycja. W końcu zawsze mogę spakować
                      swoje manatki i iść w swoją stronę. Co mnie trzyma? Małżeństwo jest tak jak
                      byzness. Patrzę i planuję na przyszłość. Mogę iść z domu, ale po co? Jeżeli
                      zadecydowałem raz na całe życie to interes innych jest moim interesem i na
                      odwrót. Zrozum desperatko, nikt tu nie rozpatruje Twojej pokręconej sytuacji
                      (ani mojej w tym przypadku). Chodzi o dobro ogółu. Czy chciałabyś żyć w kręgu
                      zagubionych ludzi w sytuacji takiej jak Ty. My nie chcemy.
                      • Gość: moboj Re: a dzieci? IP: *.magma / 192.168.4.* 12.10.03, 08:17
                        nie rozumiem dlaczego nazywasz mnie desperatką. nie uważam, żebym nią była.
                        a z tym bełkotem to chodziło mi o to, że fajnie tak sobie teoretyzować jak
                        się nie przeżyło samemu takiej sytuacji rodzinnej jak moja.
                        • Gość: lola Re: do moboj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.03, 09:30
                          To nic nie da.Ty o chlebie, oni o niebie. Zastanawia mnie jedno, zobacz ze
                          najwiekszymi oredownikami małzenstwa są tu na forum mezczyźni, a to przeciez
                          faceci z reguły zrywaja sluby, zdradzaja, odchodza. Tu jednak az sie pala do
                          zawarcia slubu.Moze to nieprawda z ta ich poligamicznoscia, zaczynam wierzyc,
                          ze są zdolni do trwania przez długie lata przy 1 partnerce.Teoretycznie
                          oczywiscie.
                          • Gość: bella Re: do moboj IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.10.03, 12:02
                            Titus opisuje małżeństwo jak wyrzeczenie sie siebie, swojego prawa do szcześcia
                            i spełnienia. jakby małżeństwo powinno uszcześliwiać innych wokół; meza/żonę
                            dzieci, bez tej osoby. ona powinna sie poswięcic. ja tez jestem z takiej
                            rodziny jak Moboj. moja mama była z ojcem dla nas. pił, zdradzał itd. ale
                            trwała w tym związku. i teraz juz jako osoba dorosła mam duży zal do matki, ze
                            nie miała na tyle siły by zmienic ten koszmar. przez całe dzieciństwo modliłam
                            sie by sie rozeszli. przez to teraz sama mam problemy w kontaktach z ludźmi.
                            przecież małzeństwo powinno dawac szczęście wszystkim w rodzinie. i co to za
                            gadanie o tym że jak będzie papierek bedzie mi sie chciała wrócic do domu, jak
                            nie to przecież moge nie wrócic. teraz zyję w konkubinacie i w życiu nie
                            powiedziałabym że mój facet to osoba obca, a jak juz bysmy sie hajtneli to juz
                            rodzina. to sa tylko umowy, papierki itd, które fakt zabezpieczaja ale tylko
                            materialnie. uczucia tj. szacunek, miłosć, przyjaźń nie da się na 100%
                            zabezpieczyć od ich mijania. ja swój związek traktuje bardzo poważnie, wiąże
                            nas tyle wspólnych spraw. a jak będzie dziecko to mozna je zabezpieczyc
                            materialnie bez ślubu. ktos napisał że dla dziecka wszystko jedno , byle by
                            rodzice byli razem. bzdura!!!!!!!!!!!!!!!! rosnąć w otoczeniu bez miłosci, to
                            tak jaby juz na samym początku odebrać człowieczkowi dzieciństwo, a podarować
                            trudności w jej odczuwaniu. dziecko swietnie wyczuwa co sie dzieje między
                            rodzicami. lepsze zycie bez obojga rodziców niz dorastanie wśród awantur i
                            braku miłości. więc moim zdaniem związek to nie umowa, tylko chęć bycia razem w
                            złych i dobrych chwialch. ale to trzeba odczuwać w środku. to co na papierku
                            nie jest ważne. ja żyję tak jakbym chciała byc z moim facetem w zdrowiu,
                            chorobie, do póki smierć nas nie rozłączy. jest najbliższym mi człowiekiem. i
                            staram sie codziennie. i podoba mi sie to ze jeżeli razem nie bedziemy czuc do
                            siebie miłości, nie trzeba chodzic po sądach tylko spakujemy walizki. w
                            konkubinacie czuje sie bezpieczna. musimy bardziej sie starac, bo łatwo odejść.
                            • Gość: bella Re: do moboj IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.10.03, 12:08
                              i jeszcze jedno. kazdy ma prawo do szczęścia. zycie mamy tylko jedno. jeżeli
                              droga do szczęścia rani oczekiwania innych ludzi to trudno. trzeba walczyc o
                              swoje spełnienie.
                            • titus_flavius Re: do moboj 12.10.03, 16:34
                              Ave,
                              nie rozumiem, co Ci się nie podobało w życiu twego ojca? Czy chodzi Ci o to, że
                              być wolała, aby ojciec zostawił was od razu i nie unieszczęśliwiał się
                              mieszkaniem z żona i córką, które gderają?
                              A może byś wolała, aby ojciec cierpiał w duszy, ale nie pił i nie zdradzał?
                              Zapominasz, że wg mnie facet powinien zwalczać swe złe ciągoty, chociażby za
                              cenę doraźnych przykrości.
                              T.


                              Gość portalu: bella napisał(a):

                              > Titus opisuje małżeństwo jak wyrzeczenie sie siebie, swojego prawa do
                              szcześcia
                              >
                              > i spełnienia. jakby małżeństwo powinno uszcześliwiać innych wokół; meza/żonę
                              > dzieci, bez tej osoby. ona powinna sie poswięcic. ja tez jestem z takiej
                              > rodziny jak Moboj. moja mama była z ojcem dla nas. pił, zdradzał itd. ale
                              > trwała w tym związku. i teraz juz jako osoba dorosła mam duży zal do matki,
                              ze
                              > nie miała na tyle siły by zmienic ten koszmar. przez całe dzieciństwo
                              modliłam
                              > sie by sie rozeszli. przez to teraz sama mam problemy w kontaktach z ludźmi.
                              > przecież małzeństwo powinno dawac szczęście wszystkim w rodzinie. i co to za
                              > gadanie o tym że jak będzie papierek bedzie mi sie chciała wrócic do domu,
                              jak
                              > nie to przecież moge nie wrócic. teraz zyję w konkubinacie i w życiu nie
                              > powiedziałabym że mój facet to osoba obca, a jak juz bysmy sie hajtneli to
                              juz
                              > rodzina. to sa tylko umowy, papierki itd, które fakt zabezpieczaja ale tylko
                              > materialnie. uczucia tj. szacunek, miłosć, przyjaźń nie da się na 100%
                              > zabezpieczyć od ich mijania. ja swój związek traktuje bardzo poważnie, wiąże
                              > nas tyle wspólnych spraw. a jak będzie dziecko to mozna je zabezpieczyc
                              > materialnie bez ślubu. ktos napisał że dla dziecka wszystko jedno , byle by
                              > rodzice byli razem. bzdura!!!!!!!!!!!!!!!! rosnąć w otoczeniu bez miłosci, to
                              > tak jaby juz na samym początku odebrać człowieczkowi dzieciństwo, a podarować
                              > trudności w jej odczuwaniu. dziecko swietnie wyczuwa co sie dzieje między
                              > rodzicami. lepsze zycie bez obojga rodziców niz dorastanie wśród awantur i
                              > braku miłości. więc moim zdaniem związek to nie umowa, tylko chęć bycia razem
                              w
                              >
                              > złych i dobrych chwialch. ale to trzeba odczuwać w środku. to co na papierku
                              > nie jest ważne. ja żyję tak jakbym chciała byc z moim facetem w zdrowiu,
                              > chorobie, do póki smierć nas nie rozłączy. jest najbliższym mi człowiekiem. i
                              > staram sie codziennie. i podoba mi sie to ze jeżeli razem nie bedziemy czuc
                              do
                              > siebie miłości, nie trzeba chodzic po sądach tylko spakujemy walizki. w
                              > konkubinacie czuje sie bezpieczna. musimy bardziej sie starac, bo łatwo
                              odejść.
                            • Gość: moboj Re: do belli IP: *.magma / 192.168.4.* 12.10.03, 19:52
                              witaj w klubie bella:(
                              a co do titusa: niech sobie dalej biedactwo teoretyzuje...
                          • titus_flavius Re: do moboj 12.10.03, 16:32
                            Gość portalu: lola napisał(a):

                            > To nic nie da.Ty o chlebie, oni o niebie. Zastanawia mnie jedno, zobacz ze
                            > najwiekszymi oredownikami małzenstwa są tu na forum mezczyźni, a to przeciez
                            > faceci z reguły zrywaja sluby, zdradzaja, odchodza. Tu jednak az sie pala do
                            > zawarcia slubu.Moze to nieprawda z ta ich poligamicznoscia, zaczynam wierzyc,
                            > ze są zdolni do trwania przez długie lata przy 1 partnerce.Teoretycznie
                            > oczywiscie.

                            Ave,
                            faktycznie też jestem ździwiony, że kobiety na tym wątku tak gwałtownie atakują
                            tradycyjny model małżeństwa. Niech się potem jednak nie dziwią, że faceci
                            uwierzą, że faktycznie kobietom nie zależy na trwałych, ani formalnych
                            związkach.
                            Błędnie jednak interpretujesz moje posty. Piszę je nie zpunktu widzenia
                            swojego, czy ogółu mężczyzn, ale staram się ustalić co jest w interesie
                            powszechnym.
                            To tak jak z ogólnym zakazem kradzieży: w konkretnych sytuacjach może być dla
                            danej osoby niewygodny, ale wszyscy uznają go za potrzebny.
                            T.
                            • Gość: lola Re: do moboj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.03, 18:20
                              Najkorzystniej dla ogólu byłoby gdyby panował w tej kwestii ład: wszystkie
                              małazenstwa do grobowej deski, zero wiarołomstwa, zadnych nieslubnych dzieci.I
                              zeby jeszcze wszyscy przestrzegali dekalogu.Utopia nie do zrealizowania.
                          • Gość: moboj Re: do moboj IP: *.magma / 192.168.4.* 12.10.03, 19:49
                            Gość portalu: lola napisał(a):

                            > To nic nie da.Ty o chlebie, oni o niebie. Zastanawia mnie jedno, zobacz ze
                            > najwiekszymi oredownikami małzenstwa są tu na forum mezczyźni, a to przeciez
                            > faceci z reguły zrywaja sluby, zdradzaja, odchodza. Tu jednak az sie pala do
                            > zawarcia slubu.Moze to nieprawda z ta ich poligamicznoscia, zaczynam
                            wierzyc,
                            > ze są zdolni do trwania przez długie lata przy 1 partnerce.Teoretycznie
                            > oczywiscie.

                            dzięki Lola:) wkurza mnie ta cała dyskusja. nie wiem, czemu tak jest, że o
                            małżeństwie i zakazie jego zrywania trąbią faceci, o aborcji i jej zakazie -
                            faceci, o antykoncepcji - faceci, o noszeniu kiecek - faceci. gdyby to były
                            jeszcze jakieś normalne wypowiedzi, ale to są agresywne posty. właśnie jestem
                            świeżo po lekturze artykułu o Arabii Saudyjskiej - mam wrażenie, że tym
                            wrzeszczącym facecikom byłoby tam świetnie. kobiety nie mają nic do gadania,
                            żyją jak tego chcą faceci i tyle.
                            wkurza mnie, że ktoś mi tu coś usiłuje wmówić. titus uważa, że na pewno nie
                            mogłabym chcieć, żeby rodzice się rozstali, że dzieci wtedy nie moga być
                            szczęsliwe. na samym początku, kiedy to całe zamieszanie w moim domu się
                            zaczęło chciałam po prostu, żeby rodzice przestali na siebie wrzeszczeć. po
                            jakims czasie zrozumiałam, że może nie byli sobie pisani, że może szczęsliwsi
                            byliby oddzielnie. jesli ojciec chciał być z tamta kobieta to jego sprawa. a
                            może mama spotkałaby faceta swojego życia, może byłaby szczęsliwsza niż jest
                            teraz. i kiedy rodzice są szczęsliwi, choćby żyjąc oddzielnie, kiedy w domu
                            jest spokój, bo nie ma konfliktów to i dzieci będą szczęśliwe.
                            • titus_flavius Re: do moboj 12.10.03, 20:14
                              Ave,
                              ponawiam moje pytanie: czy chodzi Ci o to, że rodzice byli nieszcęśliwi, czy o
                              to, że kłocili się? Co Ci przeszkadzało?
                              T.


                              Gość portalu: moboj napisał(a):

                              > Gość portalu: lola napisał(a):
                              >
                              > > To nic nie da.Ty o chlebie, oni o niebie. Zastanawia mnie jedno, zobacz ze
                              >
                              > > najwiekszymi oredownikami małzenstwa są tu na forum mezczyźni, a to przeci
                              > ez
                              > > faceci z reguły zrywaja sluby, zdradzaja, odchodza. Tu jednak az sie pala
                              > do
                              > > zawarcia slubu.Moze to nieprawda z ta ich poligamicznoscia, zaczynam
                              > wierzyc,
                              > > ze są zdolni do trwania przez długie lata przy 1 partnerce.Teoretycznie
                              > > oczywiscie.
                              >
                              > dzięki Lola:) wkurza mnie ta cała dyskusja. nie wiem, czemu tak jest, że o
                              > małżeństwie i zakazie jego zrywania trąbią faceci, o aborcji i jej zakazie -
                              > faceci, o antykoncepcji - faceci, o noszeniu kiecek - faceci. gdyby to były
                              > jeszcze jakieś normalne wypowiedzi, ale to są agresywne posty. właśnie jestem
                              > świeżo po lekturze artykułu o Arabii Saudyjskiej - mam wrażenie, że tym
                              > wrzeszczącym facecikom byłoby tam świetnie. kobiety nie mają nic do gadania,
                              > żyją jak tego chcą faceci i tyle.
                              > wkurza mnie, że ktoś mi tu coś usiłuje wmówić. titus uważa, że na pewno nie
                              > mogłabym chcieć, żeby rodzice się rozstali, że dzieci wtedy nie moga być
                              > szczęsliwe. na samym początku, kiedy to całe zamieszanie w moim domu się
                              > zaczęło chciałam po prostu, żeby rodzice przestali na siebie wrzeszczeć. po
                              > jakims czasie zrozumiałam, że może nie byli sobie pisani, że może szczęsliwsi
                              > byliby oddzielnie. jesli ojciec chciał być z tamta kobieta to jego sprawa. a
                              > może mama spotkałaby faceta swojego życia, może byłaby szczęsliwsza niż jest
                              > teraz. i kiedy rodzice są szczęsliwi, choćby żyjąc oddzielnie, kiedy w domu
                              > jest spokój, bo nie ma konfliktów to i dzieci będą szczęśliwe.
                              • Gość: lola Re: do moboj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.03, 21:15
                                > Ave,
                                > ponawiam moje pytanie: czy chodzi Ci o to, że rodzice byli nieszcęśliwi, czy
                                o
                                > to, że kłocili się? Co Ci przeszkadzało?
                                > T.

                                Zapewne i jedno i drugie.Męczy zarówno przeswiadczenie ze rodzice sa
                                niedobrani jak i ich kłotnie.

                                Titus, twoja teoria jest w załozeniu dobra, tzn. ludzie musza wypełniac
                                obowiazki wobec rodziny i wtedy bedzie ok.Tylko ze nie zyjemy w prózni, oprócz
                                prawnych zobowiązan są uczucia i emocje.I one najczesciej biora góre.
                                Moi rodzice rozwiedli sie po 25 latach, pod koniec malo sie nie pozabijali.Po
                                prostu dalsze wspólne zycie groziło katastrofą.I co z tego ze wypełniali swoje
                                obowiazki tj. wypłata do domu, obiady, itd., skoro nawet jesli nie było
                                awantury to był lód w ich relacjach, co przenosiło sie na dzieci.Nie zmusisz
                                nikogo do okazywania szacunku chociazby, to są emocje, uczucia nie dyktowane
                                umysłem, ale sferą psychiczna, czasem niezalezne od naszej woli.Obecnie ojciec
                                płaci matce alimenty, a zatem ponosi konsekwencje "umowy", ale cała ta
                                sytuacja nie jest normalna, rodziny de facto nie ma.Takze dlatego ze skupieni
                                na sobie nie poswiecali dostatecznej uwagi swoim dzieciom, wiec relacje te sa
                                takze zaburzone.
                              • Gość: moboj Re: do moboj IP: *.magma / 192.168.4.* 14.10.03, 14:09
                                titus_flavius napisał:

                                > Ave,
                                > ponawiam moje pytanie: czy chodzi Ci o to, że rodzice byli nieszcęśliwi, czy
                                o
                                > to, że kłocili się? Co Ci przeszkadzało?
                                > T.

                                i to i to. na początku bardziej przeszkadzały mi ich kłótnie (jak to
                                nastolatce w wieku dojrzewania), potem zrozumiałam, że chcę, żeby oboje byli
                                szczęsliwi. po głębszym zastanowieniu widzę, że przez ostatnie 10 lat wolałam,
                                zeby byli oddzielnie, ale szczęsliwi, z osobami, które pokochali/ pokochaliby
                                niż ze sobą w tak strasznej atmosferze. jak widzisz jest to możliwe: chcieć
                                szczęscia dla własnych rodziców, kiedy się widzi, że nie są szczęsliwi razem.
                        • titus_flavius Re: a dzieci? 12.10.03, 16:40
                          Gość portalu: moboj napisał(a):

                          > nie rozumiem dlaczego nazywasz mnie desperatką. nie uważam, żebym nią była.
                          > a z tym bełkotem to chodziło mi o to, że fajnie tak sobie teoretyzować jak
                          > się nie przeżyło samemu takiej sytuacji rodzinnej jak moja.

                          Ave,
                          czy nie rozumiesz, że taką sytuację zawdzięczasz wyłącznie temu, że Twój ojciec
                          nie chciał realziować swych obowiązków, a zabrakło instrumentów mogących go do
                          tego zmusić?
                          Ty uważasz, ze to dowód na to, że te obowiązki są zbyt cieżkie, ja zaś na to,
                          ze trzeba wzmocnić ich egzekucję.
                          T.
                          • Gość: melmire Re: a dzieci? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 12.10.03, 17:29
                            A jak postulujesz kontorolowac czy ktos jest mily dla rodziny ? Z ciekawosci
                            pytam :)
                          • Gość: lola Re: a dzieci? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.03, 18:22
                            W jaki sposób chcesz kogos zmusic do wiernosci i jesli nie kochania zony to
                            chociaz jej szanowania?
                            • Gość: bella Re: a dzieci? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.10.03, 12:51
                              ALE JAK KOGOŚ MOŻNA ZMUSIC DO MIŁOŚCI, DO OKAZYWANIA SZACUNKU, DO CZUŁOŚCI.
                              gdyby było takie prawo że rozwody byłyby zakazane, to co z tego. co tu można
                              egzekwować? wszyscy żyli by razem bez miłości, w oziębłości uczuciowej, tworząc
                              następnych ludzi (swoje dzieci) oziebłe, nie zdolne do odczuwania.
                              >
                              >Ave,
                              >nie rozumiem, co Ci się nie podobało w życiu twego ojca? Czy chodzi Ci o to,
                              że
                              >być wolała, aby ojciec zostawił was od razu i nie unieszczęśliwiał się
                              >mieszkaniem z żona i córką, które gderają?
                              >A może byś wolała, aby ojciec cierpiał w duszy, ale nie pił i nie zdradzał?
                              >Zapominasz, że wg mnie facet powinien zwalczać swe złe ciągoty, chociażby za
                              >cenę doraźnych przykrości.
                              T.

                              jak możesz pisac o gderaniu?????? to może przez to że gderałyśmy to on pił
                              co????????? wyobraż sobie że jakbysmy zaczeły gderać to czesto chodziłabym z
                              pobitymi kończynami. i jeszcze piszesz tak, jakbys bronił go, bo albo pił bo
                              był nieszczęśliwy, a był nieszczęśliwy bo gderałyśmy. jeteś żałosny w tym co tu
                              smarujesz. wiesz co by mi sie najbardziej podobało? by matka i ojciec sie
                              kochali. tylko to . ale jeżeli ojciec przestał kochać to wolałabym żeby sie
                              wyprowadził. niż robił pieklo z domu. bo wtedy robił także piekło swoim
                              dzieciom. niestety milość często przemija. taka jest prawda i nie wierze że
                              trwa przez całe życie. jeżeli w związku jest przyjaźń, najważniejsze z uczuć,
                              to związek przetrwa. więc, jeżeli ktos czuje sie nieszczęsliwy w związku ma
                              prawo to zmienic bo życie jest tylko jedno. a ojciec pił bo lubił. i bardziej
                              wolał przebywać ze swoimi kolegami niz z rodziną. nawet w święta.
            • titus_flavius Re: a dzieci? 29.09.03, 21:53
              anulex napisała:

              > Uwazam, ze czlowiek jest istota omylna.

              Ave,
              cóż to znaczy omyłka? Błąd to jest mylne wyobrażenie o rzeczywistosci.
              Prawo rodzinne daje możliwosć unieważnienia małżeństwa, gdy było się w błędzie
              co do tożsamości drugiego małżonka.
              Jakie jeszcze omyłki Twoim zdaniem uzasadniają rozwiązanie małżeństwa?
              Pamiętaj przy tym, że oprócz błądzącego należy brać pod uwagę także interesy
              jego współmałżonka.
              T,


              Jak juz wspominalam nigdy nie mozna
              > miec pewnosci, ze to ten jedyny i ze bedzie sie szczesliwym przez cale zycie.
              > A tkwiac w nieszczesliwych zwiazkach unieszczesliwia sie dzieci. To, ze
              ludzie
              > nie moga sie miedzy soba dogadac nie jest patologia ani zadnym przestepstwem.
              • anulex Re: a dzieci? 29.09.03, 21:59
                Nigdy nie interesowalam sie blizej kwestia rozwodow, ale nie raz obilo mi sie
                o uszy, ze ktos rozchodzi sie ze wzgledu na "niezgodnosc charakterow". Juz Ci
                tlumacze jaki blad mam na mysli. Pomijajac wszelkie patologie,
                zdrady. "Myslalem, ze to czlowiek, z ktorym chcialbym spedzic zycie, ale tak
                nie jest". Nie nalezy zmuszac ludzi do bycia razem. Mozna w ten sposob
                doprowadzic do wielu tragedii.
                • titus_flavius Re: a dzieci? 29.09.03, 22:06
                  anulex napisała:

                  > Nigdy nie interesowalam sie blizej kwestia rozwodow, ale nie raz obilo mi sie
                  > o uszy, ze ktos rozchodzi sie ze wzgledu na "niezgodnosc charakterow". Juz Ci
                  > tlumacze jaki blad mam na mysli. Pomijajac wszelkie patologie,
                  > zdrady. "Myslalem, ze to czlowiek, z ktorym chcialbym spedzic zycie, ale tak
                  > nie jest". Nie nalezy zmuszac ludzi do bycia razem. Mozna w ten sposob
                  > doprowadzic do wielu tragedii.

                  Ave,
                  to jest naturalne ryzyko, z którego każdy przeciętnie rozgarnięty człowiek
                  zdaje sobie sprawę. Skoro się je zaakceptowało, to trzeba ponosić jego
                  konsekwencje i układać swoje życie ze współmałżonkiem tak, aby wywiązywać się
                  ze swych małżeńskich obowiązków.
                  Argument o wielu tragediach jest chybiony. Większe bowiem szkody wyrządza
                  liberalizm rozwodowy, który powoduje, ze ludzie boją się o trwałość małżeństw,
                  boją się mieć dzieci, skoro nie mają gwarancji, że będą w stanie je wychować w
                  rodzinie,.
                  To jest wybór: interes folgujących swym przyjemnościom jednostek, czy interes
                  społeczny, który wymaga co najmniej 2 dzieci na kobietę i co za tym idzie
                  pełnych rodzin?
                  T.
                  • anulex Re: a dzieci? 29.09.03, 22:22
                    Gdyby tylko to spelnianie swoich obowiazkow mialo jakis sens i moglo komus cos
                    dac.

                    Myslisz, ze strach przed rozwodem (dzieki ktoremu nota bene ludzie bardziej
                    dbaja o swoje zwiazki) jest gorszy od glebokiej depresji?

                    Nie masz prawa zmuszac kogos do tego, zeby sluzyl interesowi publicznemu. Chce
                    to fajnie, nie chce to jego sprawa. Jesli wszyscy poswiecimy swoje szczescie w
                    imie ogolo - kto z tego skorzysta?
                    • titus_flavius Re: a dzieci? 29.09.03, 22:27
                      anulex napisała:

                      > Gdyby tylko to spelnianie swoich obowiazkow mialo jakis sens i moglo komus
                      cos
                      > dac.
                      >
                      > Myslisz, ze strach przed rozwodem (dzieki ktoremu nota bene ludzie bardziej
                      > dbaja o swoje zwiazki) jest gorszy od glebokiej depresji?
                      >
                      > Nie masz prawa zmuszac kogos do tego, zeby sluzyl interesowi publicznemu.
                      Chce
                      > to fajnie, nie chce to jego sprawa. Jesli wszyscy poswiecimy swoje szczescie
                      w
                      > imie ogolo - kto z tego skorzysta?

                      Ave,
                      istnieje reguła psychologiczna, zgodnie z którą ludzie mają naturalną tendencję
                      do akceptowania swojego losu, chociażby był ona bardzo zły. Dlatego własnie
                      żebrak, inwalida itp. akceptują swój los i nie są bardziej nieszczęśliwi, niż
                      reszta społeczeństwa.
                      Dlatego uważam, że niepotrzebnie przejmujesz się niesczęśliwymi małżonkami.
                      T.
                      • anulex Re: a dzieci? 29.09.03, 22:31
                        A depresja jest mitem? Z moich obserwacji wynika, ze wiekszosc ludzi nie jest
                        przystosowana do zycia i nie radzi sobie z nim.
                  • Gość: lola Re: a dzieci? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.03, 14:27
                    Argument o wielu tragediach jest chybiony. Większe bowiem szkody wyrządza
                    > liberalizm rozwodowy, który powoduje, ze ludzie boją się o trwałość
                    małżeństw,
                    > boją się mieć dzieci, skoro nie mają gwarancji, że będą w stanie je wychować
                    w
                    > rodzinie,.

                    Popatrz no, a ja mimo ze nie mam meza mam dziecko.I nie tyle boje sie tego, ze
                    konkubent mnie zostawi i dziecko nie bedzie miało co jesc, tylko tego ze on
                    moze stracic prace, a ja jej nie znajde.To ze w Polsce spada wskaźnik
                    dzietnosci wynika z antyrodzinnej polityki panstwa, a nie z liberalizmu
                    rozwodowego.Chetnie urodziłabym jeszcze 1 dziecko nawet nie bedac mezatka ale
                    nie zdecyduje sie w sytuacji, gdy nie wiem czy bede w stanie 2 utrzymac. Razem
                    z ojcem dzieci.
                    Co mi z tego ze mam pewnosc ze mnie nie zostawi jak nie mam pewnosci ze bedzie
                    zarabiał?
                    A swoją droga to lepiej bym miała rozstajac sie z nim, wystepujac o alimenty i
                    otrzymujac co miesiac pieniadze, jesli nie od niego to z FA. Te pieniadze
                    miałabym na pewno, a w sytuacji gdy jestesmy razem a on np. traci prace
                    pozostaje mi opieka społeczna z groszowymi zasiłkami.
                    Tyle o pewnosci utrzymania dzieci.

                    > To jest wybór: interes folgujących swym przyjemnościom jednostek, czy
                    interes
                    > społeczny, który wymaga co najmniej 2 dzieci na kobietę i co za tym idzie
                    > pełnych rodzin?
                    • titus_flavius Re: a dzieci? 30.09.03, 15:08
                      Gość portalu: lola napisał(a):
                      > A swoją droga to lepiej bym miała rozstajac sie z nim, wystepujac o alimenty
                      i
                      > otrzymujac co miesiac pieniadze, jesli nie od niego to z FA. Te pieniadze

                      Ave,
                      nawet nie msuisz się z nim rozstawać. I tak możesz wystąpić o alimenty, które
                      płacic będzie fundusz. Jest co prawda ryzyko, że skutkiem tego Twój facet może
                      mieć sprawę karną, ale sądy są nierychliwe
                      T,

                      • Gość: lola Re: a dzieci? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.03, 16:11
                        Ja dobrze wiem, ze nie musiałabym sie rozstawac, ale jako ze jestem osoba z
                        gruntu uczciwa nie mogłabym isc do sadu i szarpac człowieka którego kocham i z
                        którym zyje o alimenty. A potem z wyrokiem biec do komornika.
                        • titus_flavius Re: a dzieci? 30.09.03, 20:24
                          Gość portalu: lola napisał(a):

                          > Ja dobrze wiem, ze nie musiałabym sie rozstawac, ale jako ze jestem osoba z
                          > gruntu uczciwa nie mogłabym isc do sadu i szarpac człowieka którego kocham i
                          z
                          > którym zyje o alimenty. A potem z wyrokiem biec do komornika.

                          Ave,
                          przecież byście te pieniądze wspólnie przejadali.
                          T.
                          • linkamocwiatru Re: a dzieci? 30.09.03, 20:37
                            titus_flavius napisał:

                            > Gość portalu: lola napisał(a):
                            >
                            > > Ja dobrze wiem, ze nie musiałabym sie rozstawac, ale jako ze jestem osoba
                            > z
                            > > gruntu uczciwa nie mogłabym isc do sadu i szarpac człowieka którego kocham
                            > i
                            > z
                            > > którym zyje o alimenty. A potem z wyrokiem biec do komornika.
                            >
                            > Ave,
                            > przecież byście te pieniądze wspólnie przejadali.
                            > T.


                            Ty chcesz mnie chyba obrazic.
                            Dla mnie zenujacy jest widok kobiety obrzucajacej błotem partnera w sądzie, by
                            wydebic alimenty. I musiałabym z głodu umierac by cos takiego uczynic, a
                            nastepnie isc z wyrokiem do komornika, skazywac partnera na koniecznosc
                            tłumaczenia sie komornikowi z sytuacji materialnej, poza tym za alimenty
                            naprawde mozna isc do wiezienia, wiec mozna samemu sobie zaszkodzic- co mi z
                            faceta który w pierdlu siedzi.
                            • linkamocwiatru Re: a dzieci? 30.09.03, 20:38
                              linkamocwiatru napisała:

                              > titus_flavius napisał:
                              >
                              > > Gość portalu: lola napisał(a):
                              > >
                              > > > Ja dobrze wiem, ze nie musiałabym sie rozstawac, ale jako ze jestem o
                              > soba
                              > > z
                              > > > gruntu uczciwa nie mogłabym isc do sadu i szarpac człowieka którego k
                              > ocham
                              > > i
                              > > z
                              > > > którym zyje o alimenty. A potem z wyrokiem biec do komornika.
                              > >
                              > > Ave,
                              > > przecież byście te pieniądze wspólnie przejadali.
                              > > T.
                              >
                              >
                              > Ty chcesz mnie chyba obrazic.
                              > Dla mnie zenujacy jest widok kobiety obrzucajacej błotem partnera w sądzie,
                              by
                              > wydebic alimenty. I musiałabym z głodu umierac by cos takiego uczynic, a
                              > nastepnie isc z wyrokiem do komornika, skazywac partnera na koniecznosc
                              > tłumaczenia sie komornikowi z sytuacji materialnej, poza tym za alimenty
                              > naprawde mozna isc do wiezienia, wiec mozna samemu sobie zaszkodzic- co mi z
                              > faceta który w pierdlu siedzi.



                              Nie wylogowałam sie, Lola vel linkamocwiatru
                  • Gość: rozsadek Re: a dzieci? IP: *.75.81.145.Dial1.Weehawken.Level3.net 05.10.03, 02:55
                    Ave! Titus
                    Te idiotki nigdy tego nie zrozumieja.
      • Gość: lola Re: a dzieci? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.03, 16:49
        No nie,ale gdzie ty ta trwałosc upatrujesz? Rozwód uzyskac to zadna sztuka,
        mimo tego co ty piszesz o teorii, poza tym facet na przykład wyjezdza, cały
        czas pozostajac w zwiazku, a zatem jest małzenstwo, ale dzieci de facto ojca
        nie mają , super jesli uda sie wydebic alimenty. No wiec gdzie ta pewnosc ze
        dziecko bedzie miało ojca i utrzymanie? To co piszesz nie trzyma sie kupy i
        tyle.Poza tym w dzisiejszych czasach, gdy facet by zarobic na rodzine haruje
        po 12 h, nie jest mozliwe by współuczestniczył osobiscie w wychowywaniu
        dziecka, zona wiec tak samo jak i samotna matka boryka sie sama z
        codziennoscia.
      • Gość: Ju Re: a dzieci? IP: *.qub.ac.uk / *.qub.ac.uk 04.10.03, 14:29
        Zadna kobieta powinna 100 razy sie zastanowic, zanim zajdzie w ciaze.
        Zastanowic, czy ma zaufanie do tego mezczyzny. Niewazne, w jakim zwiazku
        zyja... co to, malo jest przykladow nie placacych alimentow ojcow? Nadmieniam,
        ze obowiazek alimentacyjny odnosi sie rowniez do biologicznego ojca nie
        pozostajacego w zwiazku z matka dziecka.
        • Gość: lola Re: a dzieci? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.03, 23:28
          Powinna. Tylko ze są tez takie które lądując w łozku z przypadkowym facetem
          poznanym chwile wczesniej ani mysla o konsekwencjach.A jak te juz sie zdarzą ,
          to one sie dziwia ze facet ani mysli miec cos z nią wspólnego , z nią i
          dzieckiem. Mezczyźni nie maja wrodzonego instynktu ojcowskiego i nie pokochają
          dziecka spłodzonego z przypadkową partnerka. Ale to taka dygresja.Na temat
          tych facetów "swin" i tych poszkodowanych mamusiek.
    • Gość: polishAM Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.nas26.philadelphia1.pa.us.da.qwest.net 30.09.03, 02:14
      Oczywiście Tytus Flavius, facet do którego mam respekt. Zarówno on i ja wiemy,
      że jest pewne środowisko, które chciałoby rozpierniczyć cały porządek
      społeczny, włącznie z wszystkimi instytucjami, które tradycyjnie pozwalały
      przetrwać ludziom bez względu na stan materialny. Te niszczące środowiska to
      obce media zrzeszające osoby, które raczej świętują w sobotę niż w niedzielę. W
      dni powszednie częstują nas plugawą propagandą rodzaju aborcji, rozwodów,
      nienawiści do Kościoła Katolickiego i innych nonsensów, które każda trzeźwo
      myśląca osoba odrzuci natychmiast. Ale znajdują posłuch u degeneratów,
      frustratów, oraz osoby, którym nie poszczęściło się w życiu i w jakiś sposób
      próbują przerzucić to na innych. Miało być o małżeństwie, ale jakoś zeszłem z
      tematu. Sorry.
    • Gość: Marty Malzenstwo to piekna sprawa.. IP: *.75.82.69.Dial1.Weehawken.Level3.net 30.09.03, 04:06
      zaden konkubinat tego nie zastapi.
      • Gość: lola Re: Malzenstwo to piekna sprawa.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.03, 10:06
        A w czym to sie przejawia? Bo moze jak przedstawisz solidne argumenty to sie
        nawróce i zamiast zyc w tym grzesznym konkubinacie wezme slub?
        • Gość: melmire Re: Malzenstwo to piekna sprawa.. IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 30.09.03, 10:57
          Hej!
          ja pewnie niedluga wezme z powoadow administracyjnych :/
          Na razie jedyna zmiana ktora widze to rzucajaca mna ciezka cholera z powodu
          bycia do tego zmuszona.
          Jak juz bedzie po to przeanalizuje sprawe i powiem czy cos sie zmienilo, ale
          szczerze mowiec nie bardzo wiem co to by moglo byc (poza cholera ktora byc
          moze przestanie mnie rzucac :p )
          • Gość: lola Re: Malzenstwo to piekna sprawa.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.03, 13:52
            Jak to co sie zmieni? Nagle poczujesz wielką ulge, bo wiesz , masz pewnosc ze
            ci facet nie ucieknie, a czujac wszechogarniajacy zalew bezpieczenstwa mozesz
            do woli oddawac sie prokreacji, wszak tylko mezatki moga myslec o dzieciach,
            no chyba ze są desperatkami lub ryzykantkami, jak to titus raczył napisac.
            Ponadto odczuciesz zalewajaca cie fale miłosci, tylko złozenie przysiegi przed
            urzednikiem daje mozliwosc doswiadczenia tego całkowitego oddania sie drugiej
            osobie, tak do konca, bez reszty.To, jak zyłas do tej pory nie było własciwe,
            te pełne trwogi poranki, czy aby przez noc cos sie nie zmieniło, czy luby nie
            zdazył sie spakowac i uciec? A dzieci? A seks z facetem tobie "obcym", który
            na pewno cie niezbyt kocha skoro nie nalegał, bys za niego wyszła, czy seks z
            taka osoba moze byc przyjemnoscią? Do kroćset nie!!! Teraz bedziesz juz ta
            jedyna, ta wybrana, bo do tej pory to byłas jedna z wielu, twoja pozycja
            wzrosnie, juz zadna pinda nie bedzie pomiatac cie wzrokiem bo nie masz
            obraczki, juz bez cienia wstydu bedziesz mogla mówic publicznie: jam zona mego
            męza, mój ci on jest, mój ci.Amen.
            • Gość: moboj Re: Malzenstwo to piekna sprawa.. IP: *.magma / 192.168.4.* 30.09.03, 14:35
              Lola, świetny post.
              a teraz uciekam obrać ziemniaczki na obiad dla mojego, hihi, konkubenta, bo
              zaraz wróci z pracy.
            • Gość: melmire Re: Malzenstwo to piekna sprawa.. IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 30.09.03, 15:34
              Moj boze!
              Jak ja moglam tyle czekac na te rozkosze! Pedze do urzedu zobaczyc kiedy
              najblizszy wolny termin! :) :):) :):)
              • Gość: polishAM Re: Malzenstwo to piekna sprawa.. IP: *.nas18.philadelphia1.pa.us.da.qwest.net 30.09.03, 22:39
                Małżeństwo to przysięga na wierność do śmierci. Zastanów się zanim to zrobisz.
                Ja tego nigdy nie zrobiłem i nadal korzystam z wolności. Jedyne co odróżnia Cię
                od zwierzęcia to sumienie. Jeżeli kieruje Tobą tylko instynkt samozachowawczy
                to ta instytucja nie jest dla Ciebie.
                • Gość: melmire Re: Malzenstwo to piekna sprawa.. IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 01.10.03, 20:48
                  Aboslutnie sie z tym zgadzam, ale niestety administracja ma inne zdanie :)
                  Innym wyjsciem byloby urodzenie dziecka, ale to najbardziej glupia motywacja o
                  jakiej slyszalam. Nie mowiac o tym ze musialbym je chyba trzymac w wannie,
                  albo w szafie, bo miejsca niet :)

                  PS nie zgadzam sie tylko co do dozgonnosci zwiazku. Wole zeby facet sie ze mna
                  rozwiodl niz zeby mnie zadusil jak cis nam sie nie bedzie ukladac :)
            • Gość: Ju Re: Malzenstwo to piekna sprawa.. IP: *.qub.ac.uk / *.qub.ac.uk 04.10.03, 14:38
              Nie przyszlo ci do glowy, ze moze ja niezbyt nalegam na slub? I nie z powodu
              swojej niepewnosci, tylko z czysto praktycznych wzgledow? Niepotrzebna mi
              obraczka, zeby czuc sie jedyna. To jest stek bzdur, ten post. Nie twierdze, ze
              malzenstwo jest zla instytucja, twierdze natomiast, ze ludzie, ktorzy uznaja
              jego KONIECZNOSC, albo nie sa w stanie prawdziwie kochac, albo nie potrafia
              kochanej osobie zaufac - a wtedy co za sens takiego malzenstwa???

              Jak to co sie zmieni? Nagle poczujesz wielką ulge, bo wiesz , masz pewnosc ze
              ci facet nie ucieknie, a czujac wszechogarniajacy zalew bezpieczenstwa mozesz
              do woli oddawac sie prokreacji, wszak tylko mezatki moga myslec o dzieciach,
              no chyba ze są desperatkami lub ryzykantkami, jak to titus raczył napisac.
              Ponadto odczuciesz zalewajaca cie fale miłosci, tylko złozenie przysiegi przed
              urzednikiem daje mozliwosc doswiadczenia tego całkowitego oddania sie drugiej
              osobie, tak do konca, bez reszty.To, jak zyłas do tej pory nie było własciwe,
              te pełne trwogi poranki, czy aby przez noc cos sie nie zmieniło, czy luby nie
              zdazył sie spakowac i uciec? A dzieci? A seks z facetem tobie "obcym", który
              na pewno cie niezbyt kocha skoro nie nalegał, bys za niego wyszła, czy seks z
              taka osoba moze byc przyjemnoscią? Do kroćset nie!!! Teraz bedziesz juz ta
              jedyna, ta wybrana, bo do tej pory to byłas jedna z wielu, twoja pozycja
              wzrosnie, juz zadna pinda nie bedzie pomiatac cie wzrokiem bo nie masz
              obraczki, juz bez cienia wstydu bedziesz mogla mówic publicznie: jam zona mego
              męza, mój ci on jest, mój ci.Amen.
              • Gość: lola Re: Do Ju IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.03, 18:27
                Czy to reakcja na mój post? Jesli tak (bo cytujesz)to kompletnie nie pojełas o
                co chodzi.Wyprowadz mnie z błedu, moze nie do mnie odniosłąs te słowa?
            • Gość: Dosia Re: Malzenstwo to piekna sprawa.. IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 08.10.03, 14:22
              Powiem jedno. To byl GENIALNY post!!! :)
    • Gość: M. Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.zefa.pl 30.09.03, 16:00
      Nie zgadzam sie z Toba. Może według kościoła masz racje, ale Ty piszesz o
      prawie... A w czasie ślubu cywilnego nikt sobie nic nie przyrzeka do śmierci!!

      "Świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny obiecuje
      uroczyście iż uczynie wszystko aby nasze małżeństwo było zgodne, uczciwe i
      trwałe"...

      Trwałe nie musi oznaczać do grobowej deski....

      Zodny i uczciwy powinien być każdy związek... Tak więc nie krytykuj małżeństwa,
      w konkubinacie równie dobrze można by było przyrzekać sobie to samo...
    • titus_flavius małżeństwo w Chinach 01.10.03, 21:59
      Nowe prawo małżeńskie w Chinach: więcej wolności


      Maria Kruczkowska 01-10-2003, ostatnia aktualizacja 01-10-2003 16:38

      Od 1 października Chińczycy, którzy chcą się pobrać, nie muszą dostarczać
      zaświadczeń od jednostki produkcyjnej - danwei - i przedmałżeńskich badań
      lekarskich

      O zawarciu związku małżeńskiego do niedawna decydowało się w czwórkę - on, ona
      oraz jej i jego danwei, czyli jednostka produkcyjna. To pojęcie wiąże się
      przede wszystkim z przemysłem państwowym, który do połowy lat 90. był głównym
      pracodawcą dla większości Chińczyków z miast. Gwarantował im minimum płacowe -
      "żelazną miskę ryżu", mieszkanie zakładowe, opiekę medyczną, przedszkole dla
      dziecka, emeryturę i zasiłki socjalne wypłacane bezpośrednio przez zakład. Tu
      jednak analogie z PRL się kończą, bo Polak wracał do domu i pracodawca nie
      wtrącał się do jego życia prywatnego. Zaś zgodnie z chińską tradycją
      kolektywistyczną, w której jednostka jest podporządkowana państwu, danwei
      sprawuje opiekę nad pracownikami i ich kontroluje. Bez zaświadczenia z danwei
      czy komitetu osiedlowego bądź wioskowego nie można było zarejestrować związku
      małżeńskiego. "Niektóre zakłady pracy traktowały to jako rodzaj władzy" -
      powiedziała "Far Eastern Economic Review" Wu Changzhen z Uniwersytetu Nauk
      Politycznych Chin w Pekinie, zatrudniona jako konsultant przy pracach nad
      ustawą. Administracja mogła odmówić albo odkładać decyzję, bo dostrzegła
      przeszkody natury prawnej, np. bigamię jednego z przyszłych współmałżonków, ale
      i dlatego, że starający się o zaświadczenie był źle widziany albo ktoś
      niechętny postanowił mu nadokuczać. Urzędnik mógł celowo zwlekać, wiedząc, że
      limit liczby urodzeń na danym terenie został na dany rok wyczerpany. Nadal
      obowiązuje bowiem polityka jednego dziecka (rolnicy mają prawo do dwójki,
      mniejszości narodowe do trójki), jednostkom administracyjnym przydzielane są
      kwoty urodzeń na dany rok i rozliczane są z ich egzekwowania. Jak to zrobią -
      zależy od nich, opóźnienie zgody na zawarcie małżeństwa to też metoda regulacji
      urodzeń.

      Ingerencja urzędników w sferę osobistą zaczęła jednak coraz bardziej drażnić, w
      miarę jak rodziła się klasa średnia, większość Chińczyków z miast przeniosła
      się z sektora państwowego do prywatnego. Wielu obywateli, doceniając uroki
      życia prywatnego (np. kupując wygodne mieszkania, samochody, podróżując), tym
      bardziej odczuwa anachronizm starego przepisu.

      "Małżeństwo jest prywatną sprawą obywateli" - napisał niedawno pekiński
      dziennik "Zhongguo Xinwen Zhoukan" w artykule o nowym prawie. Gazeta dowodzi,
      że Chińczycy są dorośli i sami mogą decydować o doborze współmałżonka: "Biorący
      ślub nie są dziećmi. Wiedzą przecież, że bigamia jest karana prawem".

      Nowe prawo małżeńskie ułatwia też rozwody, których jest coraz więcej.

      Inne upokorzenie, którego nie szczędzono przyszłym małżonkom, a z którego
      właśnie zrezygnowano, to przedmałżeńskie testy medyczne. Miały wykryć i
      wykluczyć jako przyszłych rodziców nosicieli HIV, chorób wenerycznych czy
      trądu. Na tym tyle dochodziło do nadużyć, bo chińskie szpitale, które muszą
      zarabiać pieniądze, dodawały nowe i płatne badania do listy.

      Fakt, że owe zaświadczenia znikną, nie oznacza jednak, że państwo nie będzie
      się już wtrącać do tego, kto przyjdzie na świat. "Małżeństwo ma znaczenie
      społeczne, ale to prywatna sprawa dwojga osób. Co innego dzieci. One decydują o
      przyszłości kraju. Od tego, jakie będzie przyszłe pokolenie, zależy pomyślność
      narodu i rozwój społeczeństwa. Jeśli nie jest wyższej jakości, odbije się to na
      kraju" - mówi Wu Changzhen. I chce, by badania przedmałżeńskie zastąpiło
      badanie kobiet w ciąży i aborcja w wypadku, gdy lekarz stwierdzi anomalie
      płodu.

    • Gość: farosz Malzenstwo to Swieta Instytucja. IP: *.tnt38.ewr3.da.uu.net 02.10.03, 03:25
      poganie na stos.
      • Gość: Zdzichu Re: Czym jest Malzenstwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.03, 21:09
        Fatalne są te posty titusa i jiy-cośtam, przypominają zaklinanie deszczu przez
        czarownika. Nienawidzę tępoty ideologicznej (jakiegokolwiek odcienia), która
        każe opanowanym nią ludziom wygłaszać sztywne i niewzruszone sądy, w całkowitym
        oderwaniu od rzeczywistości, realnych sytuacji, poglądów większości obywateli
        itp. itd. To jest grunt na którym urodził się faszyzm, komunizm, fundamentalizm
        islamski i parę innych plag tego świata.

        Do rzeczy. Co to za kretyńskie twierdzenie o małżeństwie obowiązującym z mocy
        prawa do śmierci? Nikt nie może niczego narzucić wolnym ludziom, chyba że
        budujemy państwo totalitarne. W życiu bywa różnie. Jest cudownie, gdy trafiamy
        na miłość z romantycznego filmu, ale bywa też że się po prostu mylimy i lepiej
        powiedzieć sobie szybko do widzenia niż katować nawzajem siebie plus często
        gęsto niewinne dzieci. Pan Titus wyznaje jakieś chore posłannictwo w imię
        wyższych wartości, więc niech da mu upust najlepiej wstępując do zakonu
        klauzurowego, gdzie będzie mógł się w spokoju umartwiać za miliony. Ave!
    • titus_flavius a może małżeństwa koraniczne? 03.10.03, 07:45
      Ave,
      jestem przerażony kierunkiem dyskusji na tym wątku. Okazuje się, ze
      zdecydowanej większosc dyskutantów nie podoba się obowiązujacy w Polsce model
      małżeństwa.
      Zawierają małżeństwa z myślą, że się wcześniej, czy później rozpadną, chcą mieć
      gwarancje łatwych i bezproblemowych rozwodów na życzenie. Obowiązki obowiązywać
      mają ich tylko te, które ustalą w umowie. A poza tym małżeństwo jest dla
      przyjemności.
      Może by wprowadzić w takim razie w Polsce koraniczny model małżeńśtwa?
      Oto jego cechy. Małżeństwo jest umową cywilną między małżonkami, w której
      określają swoje prawa i obowiązki w małżeństwie. Ustalają też okres trwania
      małżeństwa: na dzień, miesiąc, rok, na stałe. W tym ostatnim wypadku wystarczy
      przesłać list rozwodowy małżonkowi, aby małżeństwo ustało.
      W razie rozwodu dzieci do 7 roku życia pozostają przy matce, a potem przechodzą
      do ojca.
      T.
      • wladyslawa1912 Re: a może małżeństwa koraniczne? 03.10.03, 14:53

        titus_flavius napisał:

        > Może by wprowadzić w takim razie w Polsce koraniczny model małżeńśtwa?
        > Oto jego cechy. Małżeństwo jest umową cywilną między małżonkami, w której
        > określają swoje prawa i obowiązki w małżeństwie. Ustalają też okres trwania
        > małżeństwa: na dzień, miesiąc, rok, na stałe. W tym ostatnim wypadku
        wystarczy
        > przesłać list rozwodowy małżonkowi, aby małżeństwo ustało.
        > W razie rozwodu dzieci do 7 roku życia pozostają przy matce, a potem
        przechodzą
        >
        > do ojca.


        zacznij zbierac podpisy pod tym pomyslem i zglos go do sejmu. napewno
        przejdzie.
        • titus_flavius Re: a może małżeństwa koraniczne? 04.10.03, 09:16
          wladyslawa1912 napisała:
          >
          > zacznij zbierac podpisy pod tym pomyslem i zglos go do sejmu. napewno
          > przejdzie.

          Ave,
          niech zbierają ci, którzy wolą taki model małżeństwa.
          T.
          • moboj Re: a może małżeństwa koraniczne? 04.10.03, 18:08
            titus_flavius napisał:


            > Ave,
            > niech zbierają ci, którzy wolą taki model małżeństwa.
            > T.

            dla ciebie wszystko jest zawsze czarne albo białe? jak ktoś nie chce
            małżeństwa albo zakłada, że może dojść do rozwodu to już od razu dla niego
            jest koraniczny model małżeństwa? a co złego jest w założeniu, że coś nam może
            nie wyjść?
            • titus_flavius Re: a może małżeństwa koraniczne? 04.10.03, 21:28
              moboj napisała:

              > titus_flavius napisał:
              >
              >
              > > Ave,
              > > niech zbierają ci, którzy wolą taki model małżeństwa.
              > > T.
              >
              > dla ciebie wszystko jest zawsze czarne albo białe? jak ktoś nie chce
              > małżeństwa albo zakłada, że może dojść do rozwodu to już od razu dla niego
              > jest koraniczny model małżeństwa? a co złego jest w założeniu, że coś nam
              może
              > nie wyjść?

              Ave,
              a co z decyzją o urodzeniu dziecka? Czy też wg Ciebie rodzice powinni
              zakładać, że coś może nie wyjsć i trzeba rozwiązać stosunek rodzice-dzieci?
              T.
              • Gość: moboj Re: a może małżeństwa koraniczne? IP: *.magma / 192.168.4.* 04.10.03, 22:00
                titus_flavius napisał:

                > Ave,
                > a co z decyzją o urodzeniu dziecka? Czy też wg Ciebie rodzice powinni
                > zakładać, że coś może nie wyjsć i trzeba rozwiązać stosunek rodzice-dzieci?
                > T.

                wiesz, ja za parę lat zamierzam urodzić dziecko i cały czas zastanawiam się,
                czy zdołam wychowac go na porządnego człowieka, czy może jednak gdzieś
                popełnię błąd i coś mi nie wyjdzie. tylko debil nie ma takich myśli.
                • titus_flavius Re: a może małżeństwa koraniczne? 04.10.03, 22:26
                  Gość portalu: moboj napisał(a):

                  > titus_flavius napisał:
                  >
                  > > Ave,
                  > > a co z decyzją o urodzeniu dziecka? Czy też wg Ciebie rodzice powinni
                  > > zakładać, że coś może nie wyjsć i trzeba rozwiązać stosunek rodzice-dziec
                  > i?
                  > > T.
                  >
                  > wiesz, ja za parę lat zamierzam urodzić dziecko i cały czas zastanawiam się,
                  > czy zdołam wychowac go na porządnego człowieka, czy może jednak gdzieś
                  > popełnię błąd i coś mi nie wyjdzie. tylko debil nie ma takich myśli.

                  Ave,
                  i co zrobisz wtedy? Powiesz dziecku, że nie udało się wam, rozstajesz się z
                  nim, i bedziesz robić nowe dziecko?
                  T.
                  • Gość: lola Re: a może małżeństwa koraniczne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.03, 22:53
                    Dla ciebie wieź maz - zona= więź miedzy dziecmi a rodzicami?
                    Rodzicielstwo zawsze jest dozywotnie, małzenstwo nie.
                    • titus_flavius Re: a może małżeństwa koraniczne? 05.04.04, 19:16
                      Gość portalu: lola napisał(a):

                      > Dla ciebie wieź maz - zona= więź miedzy dziecmi a rodzicami?
                      > Rodzicielstwo zawsze jest dozywotnie, małzenstwo nie.

                      Chaire,
                      wg mnie także, z uwagi na to właśnie, że rodzicielstwo jest dożywotnie.
                      T.
      • Gość: melmire Re: a może małżeństwa koraniczne? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 03.10.03, 17:50
        ...jest ono przedewszystkim umową, stąd najważniejsze jest pokazanie, jak jest
        ono rozumiane w polskim prawie.


        Kto to napisal? Na pewno nie ja. Fakt, dla mnie malzenstwo jest umowa,
        papierkiem.Zwiazek miedzy dwojgiem ludzi - nie
    • megxx Re: Czym jest małżeństwo? 03.10.03, 18:48
      Czy założyciel wątku ma coś z tym wspólnego?
      www.korespondent.pl/index.php?go=5&p1=1144

      Kara za rozwód, dla rozwodników, a jaka dla tych co nie przestrzegają reguł
      małżeństwa, a się nie rozwodzą?


      • Gość: melmire Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 03.10.03, 19:33
        Bingo! :):):):):)
    • wladyslawa1912 Re: Czym jest małżeństwo? 04.10.03, 14:13
      popelniles w swym rozumowaniu 2 bledy:
      1. zalozyles, ze malzentwo to zwiazek, ktory istnije do smierci jednego z
      malzonkow, a to nieprawda. jak wiadomo istnieja rozwody.
      2. twierdzisz, ze o trwalosci zwiazku decyduje fakt wziecia slubu. i to tez
      nieprawda. o trwalosci zwiazku decyduja tylko i wylacznie relacje miedzy
      dwojgiem ludzi. dlatego istnieja trwale zwiazki (az po grob), niezalenie od
      tego czy sa malzenstwem czy nie. rowniez dlatego rozpadaja sie zarowno
      malzenstwa, jak i zwiazki bez slubu.
      slub nie jest gwarancja trwalosci i szczescia zwiazku. wystarczy rozejrzec sie
      wokol siebie by to zauwazyc.
    • Gość: Ju Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.qub.ac.uk / *.qub.ac.uk 04.10.03, 14:17
      Nie masz racji. W konkubinacie tez mozna sobie cos obiecac, i to nawet wobec
      Boga, a bez posrednikow. I bez papierkow. I zyc ze soba w tej swiadomosci, ze
      zyje sie ze soba jak malzenstwo.
    • titus_flavius Małżeństwo z miłości? 07.10.03, 17:19
      Ave,
      co byście powiedzieli o człowieku, który wybiera i kupuje dom po wypiciu kilku
      butelek wódki? Czy taką postawę byście zalecali?
      Pamiętajcie, że miłość jest to nieświadoma i chemiczna reakcja organizmu na
      feromony innej osoby. Osoba taka znajduje się w stanie nieróżniącym się od
      stanu człowieka odurzonego alkoholem, czy narokotykami.
      Jak więc trafny może być dobór życiowego partnera w takich okolicznościach?
      Skądinąd zaś wiadomo, ze miłość może pojawić sie także po ślubie, jako skutek
      wspólnego pożycia. Ale wtedy partner był wybrany świadomie i w sytuacji, gdy
      chemia się ulotni wciaż będzie można z nim układać życie.
      T.
      • Gość: lola Re: Małżeństwo z miłości? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 17:39
        No tak, zatem najlepsze sa małzenstwa bez miłosci,czysta zimna rachuba z kim
        ułozyc sobie zycie by było wygodnie. Pod warunkiem ze bedzie mozna uprawiac
        sex z kims do kogo czuje sie te chemie.To ma szanse wypalic.
      • megxx Re: Małżeństwo z miłości? 07.10.03, 19:42
        Być może są kobiety, których to nie dotyczy, ale większość musiałaby sporo
        wypić, żeby iść do łóżka bez chemii między partnerami.
        Mężczyźni to jakoś rozdzielają, więc niech oni żenią się z rozsądku, a my
        pozostańmy przy miłości. Wtedy możemy znieść więcej, bez miłości nie da się
        wytrzymać niektórych męskich pomysłów i postaw.
        • titus_flavius Re: Małżeństwo z miłości? 08.10.03, 07:24
          megxx napisała:

          > Być może są kobiety, których to nie dotyczy, ale większość musiałaby sporo
          > wypić, żeby iść do łóżka bez chemii między partnerami.

          Ave,
          a jam odmienny pogląd. Większość idzie bez specjalnych oporów, jeżeli facet
          (lub jego kasa) im się podoba.
          T.

          > Mężczyźni to jakoś rozdzielają, więc niech oni żenią się z rozsądku, a my
          > pozostańmy przy miłości. Wtedy możemy znieść więcej, bez miłości nie da się
          > wytrzymać niektórych męskich pomysłów i postaw.
          • Gość: melmire Re: Małżeństwo z miłości? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 08.10.03, 07:37
            Isc do lozka? Moze i tak. Spedzic z kasiastym obcym facetem zycie? Nie.
            Cos mi sie widzi zeci sie zycie uczuciowe nie uklada i chcesz sie pocieszyc
            pokretnymi teoriami :)
            • titus_flavius Re: Małżeństwo z miłości? 09.10.03, 17:36
              Gość portalu: melmire napisał(a):

              > Isc do lozka? Moze i tak. Spedzic z kasiastym obcym facetem zycie? Nie.
              > Cos mi sie widzi zeci sie zycie uczuciowe nie uklada i chcesz sie pocieszyc
              > pokretnymi teoriami :)

              Ave,
              dlaczego mi - bezstronnemu obserwatorowi, przypisujesz takie niecne motywy?
              T.
          • Gość: lola Re: Małżeństwo z miłości? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.03, 09:51
            Większość idzie bez specjalnych oporów, jeżeli facet
            > (lub jego kasa) im się podoba.
            No własnie, jezeli facet sie PODOBA.Skoro mam kierowac sie wyłacznie
            rozsadkiem przy wyborze meza moze sie okazac ze podobac mi sie on nie bedzie
            wcale, wiec jak z nim uprawiac sex?
            • titus_flavius Re: Małżeństwo z miłości? 08.10.03, 21:31
              Gość portalu: lola napisał(a):

              > Większość idzie bez specjalnych oporów, jeżeli facet
              > > (lub jego kasa) im się podoba.
              > No własnie, jezeli facet sie PODOBA.Skoro mam kierowac sie wyłacznie
              > rozsadkiem przy wyborze meza moze sie okazac ze podobac mi sie on nie bedzie
              > wcale, wiec jak z nim uprawiac sex?

              Ave,
              czyżbyś utożsamiała zakochanie z podobaniem się?
              T.
              • Gość: lola Re: Małżeństwo z miłości? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.03, 22:03
                Utozsamiam o tyle, ze abym mogła sie zakochac (a nie tylko zauroczyc)facet
                MUSI mi sie podobac i juz.Miałam paru adoratorów, których jedynym mankamentem
                był fakt iz fizycznie mnie nie pociagali, i chocby czekała mnie z nimi
                swietlana przyszłosc nie związałabym sie z nimi, czego to nie poczyniłam.To
                chyba jest normalne.Co nie znaczy ze zakochałabym sie w kazdym który mi sie
                podoba.
                • titus_flavius Re: Małżeństwo z miłości? 09.10.03, 17:35
                  Ave,
                  zwaz na czym polega problem: część dysktantek tutaj pisze, że małżeństwo
                  powinno być z miłoścui,a Ty piszesz, ze mogłabyś zakochać się tylko wosobie,
                  która Ci się podoba.
                  Pytam się więc, czy dopuszczasz możliwość aby anjpierw był ślub z osobą, która
                  ci sie podoba bez miłości?
                  T.


                  Gość portalu: lola napisał(a):

                  > Utozsamiam o tyle, ze abym mogła sie zakochac (a nie tylko zauroczyc)facet
                  > MUSI mi sie podobac i juz.Miałam paru adoratorów, których jedynym mankamentem
                  > był fakt iz fizycznie mnie nie pociagali, i chocby czekała mnie z nimi
                  > swietlana przyszłosc nie związałabym sie z nimi, czego to nie poczyniłam.To
                  > chyba jest normalne.Co nie znaczy ze zakochałabym sie w kazdym który mi sie
                  > podoba.
                  • Gość: lola Re: Małżeństwo z miłości? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.03, 09:10
                    Nie, bo od podobania do miłosci droga daleka.Pewnie byłyby jakies szanse ze
                    miłosc sie pojawi, ale wolałabym zeby to sie stało przed faktem dokonanym
                    (slubem).No bo co wówczas gdy jednak nie nadejdzie?
                    Slub powinno sie brac zarówno z miłosci jak i rozsadku- czasem ktos kogo
                    kochamy nie nadaje sie za nic na małzonka.Pech.Ale zawieranie slubu z
                    partnerem którego nie kochamy jest brzemieniem, tak to widze.
          • megxx Re: Małżeństwo z miłości? 08.10.03, 10:25
            To, że ktos komuś się podoba, to pierwsze oznaki działania chemii. A stąd już
            blisko do zauroczenia itd.
            • titus_flavius Re: Małżeństwo z miłości? 11.10.03, 07:45
              megxx napisała:

              > To, że ktos komuś się podoba, to pierwsze oznaki działania chemii. A stąd już
              > blisko do zauroczenia itd.

              Ave,
              może tak, może nie. A czy nie lepiej wybrać kandydata na męża przed
              zauroczeniem? Kiedy jest jeszcze szansa na ocenę, czy da się znim żyć po tym,
              jak zauroczenie ustanie?
              T.
    • niedzwiadek2003 Re: Czym jest małżeństwo? 08.10.03, 07:38
      1+1=1--->malzenstwo
      1+1+1=1--->malzenstwo z dzidziusiem ;)
      itd....
    • titus_flavius dzieci rozwodników i małżeństwo 13.10.03, 07:40
      Ave,
      z moich obserwacji wynika, że dzieci rozwodników o wiele łatwiej niż inne osoby
      decydują się na rozwód. Wynika to stąd, że małżeństwa ich rodziców sie
      rozpadły, więc biorą ślub z założeniem, że związek małżeński nie jest
      dożywotni. A jak się ma założenie, że coś się nie uda, to się na pewno nie uda.
      T.
      • Gość: melmire Re: dzieci rozwodników i małżeństwo IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 13.10.03, 07:48
        Aha. Ale jednak ktos musial wziac ten pierwszy rozwod, i ten ktos pochodzil na
        pewno z rodziny "dozywotniej".
        • titus_flawius Re: dzieci rozwodników i małżeństwo 14.10.03, 09:08
          Gość portalu: melmire napisał(a):

          > Aha. Ale jednak ktos musial wziac ten pierwszy rozwod, i ten ktos pochodzil
          na
          > pewno z rodziny "dozywotniej".

          Ave,
          niekoniecznie - może była dzieckiem nieślubnym :o).
          T.
          • Gość: melmire Re: dzieci rozwodników i małżeństwo IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 14.10.03, 20:13
            Z nieslubnymi dzicmi nikt porzadny w tych czasach sie nie zenil :p
            • titus_flavius Re: dzieci rozwodników i małżeństwo 05.04.04, 07:58
              Gość portalu: melmire napisał(a):

              > Z nieslubnymi dzicmi nikt porzadny w tych czasach sie nie zenil :p

              Chaire,
              Twoja opinia jest oparta na przedwojennych romansach?
              T.
    • kocioo Re: Czym jest małżeństwo? 05.04.04, 19:19
      niczym ważnym okazuje się...
    • Gość: to tu Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.04.04, 19:33
      małżeństwie zaś małżonkowie są obowiązani do dożywotniego wzajemnego
      szacunku, pomocy, wspierania się, troski, pożycia fizycznego, współdziałania,
      lojalności i wierności. Obowiązki te są jak najbardziej wykonalne przez
      małżonków, przy założeniu ich dobrej woli.
      Jeżeli więc małżonkowie poważnie traktują powyższe obowiązki małżeńskie, to
      jest to najlepsze miejsce do wychowywania dzieci, gwarantuje bowiem
      stabilność i pewność warunków, i rozwód zawsze szkodzi wtedy rozwojowi
      dziecka.

      W zasadzie wszyscy to wiedza ,tylko dotrzymać postanowień niektórym trudno :(
      • titus_flavius Re: Czym jest małżeństwo? 12.04.04, 16:36
        Gość portalu: to tu napisał(a):

        > W zasadzie wszyscy to wiedza ,tylko dotrzymać postanowień niektórym trudno :(

        Chaire,
        pytanie wieć, jak ich zmusić do dotrzymania zobowiazań?
        T.
        • Gość: to tu Re: Czym jest małżeństwo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.04.04, 23:49
          Chaire,
          > pytanie wieć, jak ich zmusić do dotrzymania zobowiazań?

          Nie można zmusić.Małzeństwo to dobrowolny związek dwóch osób.

          Można liczyć na rozsądek,wierzyć w potęgę miłości(głupie i naiwne co),
          nie przeszkadzać....i nie wiem co jeszcze.
          nie starać się naprawiać innym życia..
    • titus_flavius małżeństwo: liberałowie a konserwatyści 23.06.04, 07:47
      Chairete,
      nawiażę tu do ostatnich sporów o mniejszości seksualne, których szermuje się
      hasłami wolności i tolerancji. CZym one są ? jakie są ich granice?
      Co do pewnych punktów wszyscy są zgodni. Wolność absolutna by była anarchią, a
      tolerancja absolutna obojętnością.
      Powstaje więc pytanie, jakie są granice tolerancji i wolności.
      Przedstawię najpierw stanowisko Kościoła, które jest reprezentatywne dla
      konserwatystów. KOściół Katolicki jasno wytyczył granice wolności: jest nią
      uzasadniony interes innych ludzi oraz wspólnoty. Granice tolerancji określa
      chrześcijański nakaz miłości bliźniego, ale także zakaz gloryfikacji patologii
      społecznych.
      Natomiast druga strona - liberałowie - nie jest w stanie wskazać precyzyjnych
      reguł, w jakich określać się ma granice tolerancji i granice wolności. Wynika
      to stąd, że liberalizm nie ma żadnych świętych ksiąg, ani autorytetów, które by
      były powszechnie uznawane przez wszystkich liberałów. Stąd część z nich
      powołuje się na Kołakowskiego, część na innych myślicieli. Co liberał to inne
      spojrzenie na życie społeczne.
      Niemniej jednak można zrekonstruować pewne ogólniejsze założenia liberalizmu
      społecznego. Niewątpliwie kluczowy w nim jest nacisk na autonomię jednostki w
      sferze osobistej, w szczególności seksualnej. Liberałowie uważają, że
      niedopuszczalne są jakiekolwiek ograniczenia wolności seksualnej przez prawo,
      czy obyczaje. Liczy się wyłącznie wola jednostki.
      Specyficzne jest spojrzenie liberałów na państwo, czy szerzej na wspólnoty
      ludzkie. Liberałowie uważają, że wspólnoty te powinny służyć wyłącznie
      zabezpieczeniu autonomii jednostki, w tym wolności seksualnej oraz
      rozstrzyganiu konfliktów międzyludzkich. Państwo nie może w żadnym razie
      ograniczać wolności seksualnej.
      SProwadzanie liberalizmu do seksu może wydawać się trywialne, ale poza seksem
      trudno jest znaleźć jakieś wyraźne punkty wyróżniające liberalizm społeczny.
      Swoją drogą, trzeba by zbadać, jakie były przyczyny, dla których twórcy
      liberalizmu społecznego tak wielkie znaczenie przywiązali do seksu. CZy im
      udawało sie zaspokajać potrzeby duchowe i fizyczne w małżeństwach? Czy też
      mieli inne potrzeby, dla realizacji których musieli sprzecwić się przyjętym
      wartościom?
      Zauważcie, że w celu gloryfikacji homoseksualizmu liberałowie organizują
      manifestacje, zaś brak manifestacji liberałów, gdy chodzi o zwalczanie
      korupcji, czy nieudolności urzędników.
      Widać tu kluczową różnicę pomiędzy liberałami i Kościołem. Wg KOścioła wolność
      seksualna jest tylko jednym z elementów wolności człowieka, nie najważniejszym.
      Stąd też musi czasami ustępować miejsca ważniejszym wartościom. Seks nie jest
      bowiem wg KOścioła celem samym w sobie, ale środkiem służącym z jednej strony
      realizacji podstawowej potrzeby człowieka, czyli posiadania potomstwa, a tym
      samym srodkiem służącym trwaniu wspólnoty. Bez dzieci, a tym samym seksu,
      wspólnocie grozi eliminacja. MOżna wręcz powiedzieć, że wg Kościoła jednostka
      jest ważna, ale ważna jest także wspólnota. Nauka Kościoła stara się wyważać
      interes wspólnoty i jednostki. Kościół rozumie, że dla ludzi ważny jest seks,
      ale z uwagi na interes wspólnoty konieczne jest stworzenie dlań ram, w których
      służyłby całej wspólnocie. Jest nią małżeństwo.
      Z tych przyczyn liberałowie i Kościół prezentują krańcowo rózne spojrzenia na
      małżeństwo. Wg Kościoła małżeństwo jest podstawową instytucją społeczna,
      służącą w pierwszej kolejności posiadaniu i wychowaniu dzieci, a w drugiej
      zaspokajaniu potrzeb duchowych i fizycznych małżonków. Stąd małżeństwo
      katolickie jest związkiem dożywotnim. Do jego trwania, ani powstania nie jest
      konieczna miłość seksualna, a małżeńska, które nie są pojęciami tożsamymi!
      Zaś liberałowie w małżeństwie upatrują wyłącznie jedną z form zaspokajanie
      potrzeb seksualnych.
      Z uwagi na to odmiennie strony podchodzą do problemu homoseksualizmu. Wg
      KOścioła jest to choroba duszy. Seks w wydaniu homoseksualnym nie ma bowiem
      żadnego związku z prokreacją! Homoseksualistom należy się współczucie i pomoc w
      wyjściu z ich żałosnego stanu, tak aby mogli sprostać swoim funkcjom
      społecznym. Kościół więc dopatruje się w homoseksualiźmie patologii społecznej,
      której rozszerzanie się zagrażać będzie fundamentom społeczeństwa. Wszyscy zaś
      są zgodni, że patologii nie można uznawać za pożądany element życia społecznego.
      Zaś liberałowie uznają homoseksualizm za sprawę prywatnej wolności i wyboru
      człowieka.
      Stąd taka różnica poglądów, gdy chodzi o manifestacje homoseksualistów.
      Wg Kościoła jest to przejaw walki liberałów o uznanie sprawy seksu za prywatną
      sprawę obywateli. Na to KOściół zgodzić się nie może, gdyż wg Kościoła seks ma
      wymia społeczny.
      Zaś liberałowie w ten sposób walczą po prostu o poszerzenie wolności
      seksualnej. Natomiast argumenty o tolerancji są powoływane jedynie w celu
      dezorientacji opinii publicznej, gdyż brak tolerancji kojarzy się z
      prześladowaniami. Zaś ludzie mają tendencję do solidaryzowania się z
      prześladowanymi, co chcą wykorzystać liberałowie.
      T.


      • zwierzoczlowiekoupior Re: małżeństwo: liberałowie a konserwatyści 23.06.04, 09:20
        Liberałów nie łączy bynajmniej stosunek do seksu, ale stosunek do
        interwencjonizmu państwa (czy innych instytucji), co w praktyce głównie
        sprowadza się do wolnego rynku. Liberalizm gospodarczy często idzie w parze z
        konserwatyzmem w sferze obyczajowej (vide Korwin Mikke przeciwny zarówno
        podatkom, jak i prawnej możliwości rozwodów). Zamień liberałów na lewaków, a
        bez entuzjazmu, ale zgodzę się z Tobą, przynajmniej w części.

        Po drugie nawet jeśli zgadzam się z Tobą na poziomie diagnozy, to co
        proponujesz? Karanie za stosunki homoseksualne?
        • titus_flavius Re: małżeństwo: liberałowie a konserwatyści 23.06.04, 16:33
          zwierzoczlowiekoupior napisała:

          > Liberałów nie łączy bynajmniej stosunek do seksu, ale stosunek do
          > interwencjonizmu państwa (czy innych instytucji), co w praktyce głównie
          > sprowadza się do wolnego rynku. Liberalizm gospodarczy często idzie w parze z
          > konserwatyzmem w sferze obyczajowej (vide Korwin Mikke przeciwny zarówno
          > podatkom, jak i prawnej możliwości rozwodów). Zamień liberałów na lewaków, a
          > bez entuzjazmu, ale zgodzę się z Tobą, przynajmniej w części.
          >
          > Po drugie nawet jeśli zgadzam się z Tobą na poziomie diagnozy, to co
          > proponujesz? Karanie za stosunki homoseksualne?

          Chaire,
          ilu liberałów, tyle koncepcji liberalizmu. Twój post potwierdza tą opinię.
          Pamiętaj jednak, ze liberalizm ma dwa oblicza, gospodarcze i społeczne. Łączy
          je chęć psozerzania wolności ludzkiej. W moim poście pisałem o liberałach
          społecznych, którzą mogą, ale nie muszą być liberałami w sferze gospodarczej.
          Odnosnie zaś homoseksualizmu, to proponuję nazwać rzecz po imieniu, czyli
          chorobą, rejestrować ich, leczyć chętnych. A jednocześnie zwalczać wojujący
          homoseksualizm i propagandę homoseksualną. Nie ulega bowiem wątpliwości, że
          jest spora grupa ludzi chwiejnych, którzy ze słabości charakteru mogą
          przyłączyć się do homoseksualistów. Uważam, ze dobrym pomysłem by było
          opdatkowanie wszystkich bezżennych i bezdzietnych.
          T.
          • zwierzoczlowiekoupior Re: małżeństwo: liberałowie a konserwatyści 23.06.04, 16:51
            titus_flavius napisał:

            > Chaire,
            > ilu liberałów, tyle koncepcji liberalizmu. Twój post potwierdza tą opinię.
            > Pamiętaj jednak, ze liberalizm ma dwa oblicza, gospodarcze i społeczne. Łączy
            > je chęć psozerzania wolności ludzkiej. W moim poście pisałem o liberałach
            > społecznych, którzą mogą, ale nie muszą być liberałami w sferze gospodarczej.
            > Odnosnie zaś homoseksualizmu, to proponuję nazwać rzecz po imieniu, czyli
            > chorobą, rejestrować ich, leczyć chętnych. A jednocześnie zwalczać wojujący
            > homoseksualizm i propagandę homoseksualną. Nie ulega bowiem wątpliwości, że
            > jest spora grupa ludzi chwiejnych, którzy ze słabości charakteru mogą
            > przyłączyć się do homoseksualistów. Uważam, ze dobrym pomysłem by było
            > opdatkowanie wszystkich bezżennych i bezdzietnych.
            > T.

            Eee tam. Z liberała tęskniącego za ograniczeniami rynkowymi taki liberał, jak z
            Kalisza baletnica.

            O matko! O dziecku zaczęłam myśleć mając prawie trzydziestkę. Niby dlaczego
            miałabym wcześniej jako bezdzietna płacić jeszcze dodatkowe podatki?

            A czy leczący się na niepłodność oraz pary, gdzie kobieta cierpi na poronienia
            nawykowe też by byli takim podatkiem objęci?
            • titus_flavius Re: małżeństwo: liberałowie a konserwatyści 23.06.04, 17:50
              zwierzoczlowiekoupior napisała:

              > A czy leczący się na niepłodność oraz pary, gdzie kobieta cierpi na
              poronienia
              > nawykowe też by byli takim podatkiem objęci?

              Chairete,
              nie zmienia to faktu, że nie ponoszą kosztów wychowania dzieci. Co byś
              powiedziała na 20% dodatkowego podatku dochodowego?
              T.
              • zwierzoczlowiekoupior Re: małżeństwo: liberałowie a konserwatyści 24.06.04, 09:45
                titus_flavius napisał:

                > Chairete,
                > nie zmienia to faktu, że nie ponoszą kosztów wychowania dzieci. Co byś
                > powiedziała na 20% dodatkowego podatku dochodowego?
                > T.

                To oczywiście żart?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka