titus_flavius
27.09.03, 22:43
Ave,
jest ono przedewszystkim umową, stąd najważniejsze jest pokazanie, jak jest
ono rozumiane w polskim prawie.
Otóż małżeństwo jest dożywotnim związkiem kobiety i mężczyzny, którego celem
jest wychowanie dzieci oraz wzajemne wsparcie członków rodziny.
Zważcie, że warunkiem zawarcia małżeństwa nie jest miłość, rozumiana jako
zakochanie się. Owszem, najczęściej faktycznie tak jest, ale wcale nie musi
tak być! I nawet niezbyt dobrze, gdy tak jest, gdyż zakłóca ona swobodne
podejmowanie decyzji i ocenę możliwości zbudowania z kandydatem małżeństwa. A
zgodnie z polskim prawem decyzja o zawarciu małżeństwa musi być świadoma i
wyrażona w stanie pełnej sprawnosci umysłowej! Pamiętajcie, ze określa ona
dalsze życie osoby aż do śmierci, podczas gdy zakochanie się szybko ustaje.
Podobnie ustanie zakochania się, czy zakochanie się małżonka w osobie
trzeciej nie jest samo w sobie podstawą do otrzymania rozwodu.
W małżeństwie zaś małżonkowie są obowiązani do dożywotniego wzajemnego
szacunku, pomocy, wspierania się, troski, pożycia fizycznego, współdziałania,
lojalności i wierności. Obowiązki te są jak najbardziej wykonalne przez
małżonków, przy założeniu ich dobrej woli. Nie mają zaś obowiązku bycia w
sobie zakochanymi, gdyż to akurat jest niezależne od woli ludzkiej.
Jeżeli więc małżonkowie poważnie traktują powyższe obowiązki małżeńskie, to
jest to najlepsze miejsce do wychowywania dzieci, gwarantuje bowiem
stabilność i pewność warunków, i rozwód zawsze szkodzi wtedy rozwojowi
dziecka.
Kluczowy problem polega na tym, jak nakłonić jednostki słabsze duchem do
dotrzymania danej drugiej osobie i społeczeństwu przysięgi małżeńskiej. Prawo
tutaj jest w istocie bezsilne i moze pokrzywdzonemu małżonkowi zrekompesować
jego krzywdę jedynie materailnie, kosztem winnego.
Decydujący dla trwałości małżeństw jest nacisk społeczny i dobra wola samych
małżonków. Nie bez przyczyny na wsiach, gdzie więzi społeczne są silniejsze
niż w miastach, a dane słowo traktuje się poważnie, jest znacznie mniej
małżeństw niż wmiastach!
Jeżeli ktoś uważa, ze może nie sprostać obowiązkom małżeńskim, albo sądzi, ze
najwyżej się rozwiedzie, gdy małżeńśtwo nie będzie mu odpowiadać, niech nie
zawiera małżeństwa. Po co ma oszukiwać drugą osobę i społeczeństwu odbierać
wiarę w trwałość małżeństwa? Jeżeli ktoś bierze za małżonka osobę, która nie
bierze serio przysięgi małżeńśkiej, niech porzuci nadzieje, ze zbuduje trwałe
małżeństwo.
Wszyscy ufają, że publiczna przysięga dotrzymania dożywotnio obowiązków
małżeńskich jest najlepszą rękojmią ich dotrzymania.
Jeżeli bowiem ktoś łamie taka przysięgę, to co innego mogłoby go powstrzymać?
Osobnik, który łamie publiczną przysięgę daną osobie najbliższej, powinien
zaś być izolowany przez społeczeńśtwo, skoro bowiem oszukał najbliższą sobie
osobę, to nie ma żadnych powodów, aby dotrzymywać umów zawartych z mniej mu
bliskimi osobami.
Zaś w konkubinacie nie ma tego typu nacisku. Konkubenci nic sobie przecież
nie obiecują! Nie mogą więc nic od siebie wymagać. W każdej chwili mogą być
oszukani i porzuceni przez konkubenta. A pretensje mogą mieć tylko do siebie.
Na pewno zas konkubinat ustanie, gdy stan zauroczenia skończy się, chociażby
z jednej strony. Dlaczego bowiem "odkochany" miałby wtedy żyć w konkubinacie?
I darzyć dobrymi uczynkami obcą mu osobę? Z którą nic go nie łączy, poza może
dziećmi? Stracą zaś na tym kobiety, gdyż obarczy je ciężar wychowania dzieci,
podczas gdy facet może od nowa budować sobie życie.
Czy teraz widzicie różnicę między konkubinatem, a małżeńśtwem?
T.