Gość: monia-embe
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
12.04.07, 22:33
Moja Martyna ma prawie 7 miesięcy. Usypianie jej to prawdziwy horror.
Na początku my rodzice bujaliśmy ją, kołysaliśmy itd ,żeby zasnęła. Schodziło
nam z tym do godziny 2.00 i nieobywało się bez płaczu dziecka. Od czwartego
miesiąca wyedukowana książką Język Niemowląt i "Zaśnij wreszcie" i innymi
tekstami zastosowałam technikę okładania do łóżeczka i wchodzenia w odstępach
czasowych, aby dać znać małej, ze jej nie opuściłam. Poprawiło się o tyle, że
Martynka zaczęła chodzic spać o normalnej porze czyli około 22.00. Był moment
(bardzo krótki), ze nawet zasypiając nie płakała. Teraz ma 7 miesięcy, a
wciąż chodzenie spać poprzedza straszny lament i to zarówno w nocy jak i w
dzień. Stosuję rytuał typu: kąpiel, karmienie, kołysanka i gaszenie światła.
W ciągu dnia odkładam do łóżeczka i śpiewam i poruszam grzechotką, bo inaczej
się w ogóle nie uspakaja. I tak jest codziennie. Zanim zaśnie bardzo płacze.
Za serce mnie ściska. Wchodzę do niej i głaszcze po głowce. Mówię, ze ją
kocham itd. ale już jestem tym wykończona. Czy ktos moze mi pomóc, dać jakąś
radę, albo może jest ktoś w stylu super niani kto moze przyjść i poobserwować
gdzie tkwi błąd. Błagam o pomoc, bo nie wiem co robic