Gość: Triss Merigold
IP: *.acn.waw.pl
05.10.03, 13:39
Mam kumpla, a właściwie miałam. Fajny, towarzyski, wygadany facet, babiarz,
taki co to z plecakiem piwa w Bieszczady i koncerty punkowe. Zaczął spotykać
się z panną z pracy, która doprowadziła do jego całkowitej izolacji od innych
ludzi (do tego stopnia, że jak chce do kogoś zadzwonić to w wielkiej
tajemnicy z samochodu). Panna nie ma znajomych w ogóle, jest patologicznie,
obsesyjnie zazdrosna (cyt. misiu wychodzimy z tej knajpy bo tamta pani tak
się na ciebie patrzy). O wspólnych spotkaniach nie ma mowy (proponowaliśmy
np. w domu posiadówkę na 3 pary, kawa, herbata). Mieszkają razem, planują
ślub, do nas - czyli swoich kolegów i mnie, kumpel nie odezwał się od wiosny.
Miał być świadkiem na ślubie swojego przyjaciela, zrezygnował miesiąc przed
uroczystością (bo panna histeryzowała). Nie rozumiem tego. Facet sprawia
wrażenie jakby przeszedł lobotomię i całkowicie zmienił osobowość i
temperament. Dziewczyna się o niego potwornie boi, mimo, że był i jest wobec
niej fair. Panna wychodzi z założenia "misiu, kochamy się i powinniśmy sobie
wystarczyć". Ma 28 lat, jest niegłupia, on jest jej pierwszym facetem. Jak
można wejść w tak chory układ? Kumpel twierdzi, że się przyzwyczaił, że ona o
niego dba, stara się i nie chce jej robić przykrości stawiając brutalnie na
swoim.Jak można dać się do tego stopnia ubezwłasnowolnić?