Dodaj do ulubionych

Ubezwłasnowolnienie

IP: *.acn.waw.pl 05.10.03, 13:39
Mam kumpla, a właściwie miałam. Fajny, towarzyski, wygadany facet, babiarz,
taki co to z plecakiem piwa w Bieszczady i koncerty punkowe. Zaczął spotykać
się z panną z pracy, która doprowadziła do jego całkowitej izolacji od innych
ludzi (do tego stopnia, że jak chce do kogoś zadzwonić to w wielkiej
tajemnicy z samochodu). Panna nie ma znajomych w ogóle, jest patologicznie,
obsesyjnie zazdrosna (cyt. misiu wychodzimy z tej knajpy bo tamta pani tak
się na ciebie patrzy). O wspólnych spotkaniach nie ma mowy (proponowaliśmy
np. w domu posiadówkę na 3 pary, kawa, herbata). Mieszkają razem, planują
ślub, do nas - czyli swoich kolegów i mnie, kumpel nie odezwał się od wiosny.
Miał być świadkiem na ślubie swojego przyjaciela, zrezygnował miesiąc przed
uroczystością (bo panna histeryzowała). Nie rozumiem tego. Facet sprawia
wrażenie jakby przeszedł lobotomię i całkowicie zmienił osobowość i
temperament. Dziewczyna się o niego potwornie boi, mimo, że był i jest wobec
niej fair. Panna wychodzi z założenia "misiu, kochamy się i powinniśmy sobie
wystarczyć". Ma 28 lat, jest niegłupia, on jest jej pierwszym facetem. Jak
można wejść w tak chory układ? Kumpel twierdzi, że się przyzwyczaił, że ona o
niego dba, stara się i nie chce jej robić przykrości stawiając brutalnie na
swoim.Jak można dać się do tego stopnia ubezwłasnowolnić?
Obserwuj wątek
    • tapati Re: Ubezwłasnowolnienie 05.10.03, 13:58
      Jak widać można. Pewni jest wiele tego przyczyn. Może Twój znajomy, mimo, że
      kiedyś wolnych ptak, tera zpotrzebuje jakiejś stabilizacji, kogoś kto nim
      pokieruje itd. A może ją nardzo kocha,i te cechy, które w niej ceni
      przysłaniają mu tą chorą zazdrość??? A co on sam o tym myśli?? Czy on jest o
      nią także tak bardzo zazdrosny?? Czy widzi w tym coś złego, paranoicznego??
      • Gość: Triss Merigold Re: Ubezwłasnowolnienie IP: *.acn.waw.pl 05.10.03, 14:15
        Kumpel od początku zgadzał się, że jej zachowanie jest chore. Śmiał się z tego,
        pokazywał sms-y od niej (co było chamskie), bywał wściekły ale nie zrobił nic
        żeby zmienić zachowanie swojej dziewczyny, nic żeby się wycofać. W ostatnich
        rozmowach twierdził, że: jest mu wygodnie, jest dopieszczony pod każdym
        względem, ona go dowartościowuje na każdym kroku (jest boski pod każdym
        względem), opiera, gotuje, sprząta, daje d..., kupuje ciuch, prowadza do
        lekarza na kontrole, NIE MUSI MYŚLEĆ bo ona wszystkim się zajmuje. Ma
        komfortowe więzienie, chociaż nie, w więzieniu ludzie mają prawo do listów,
        telefonów a nawet przepustek. My odpuściliśmy sobie próby podtrzymywania
        kontaktów po przeszło roku, nie widzimy sensu w narzucaniu się. Cały czas
        zastanawiam się co i dlaczego się stało z tym facetem. Czy to skrajny egoizm i
        wygodnictwo, czy "ucieczka od wolności"?
        • tapati Re: Ubezwłasnowolnienie 05.10.03, 14:22
          Myślę,że skoro mu to wszytko pasuje, to dla neigo to jest właśnie wolność.
          Pytasz czy to egoizm. Chodzi Ci o egoizm z jego strony, dotyczący zerwaniem
          kontaktów z wami??? Myślę, że tak. Tak jak i wygodnictwo. Wydaj,e mi si,e
          jednak, że kiedyś nadejdzie momeny kiedy on zacznie się dusić. Znasz go,
          myślisz, że on ją kocha??
        • raszefka Re: Ubezwłasnowolnienie 05.10.03, 14:30
          Zdaje się, że taką właśnie wolność, czy jak wolisz więzienia, sam sobie i nie
          ma co się nad facetem użalać. Szczerze mówiąc, po tym, co napisałaś, szkoda
          raczej tej dziewczyny. Czy on ją kocha? Czy zwyczajnie wykorzystuje?
          • raszefka errata 05.10.03, 14:34
            Zdaje się, że taką właśnie wolność, czy - jak wolisz - więzienie sam sobie
            wybrał i nie ma co się nad facetem użalać. Szczerze mówiąc, po tym, co
            napisałaś, szkoda raczej tej dziewczyny. Czy on ją kocha? Czy zwyczajnie
            wykorzystuje?
        • matrek Re: Ubezwłasnowolnienie 06.10.03, 06:22
          Zakochanie tak mocne, ze prowadzace do poddania sie wszelkim wymaganiom.
      • Gość: Triss Merigold Re: Ubezwłasnowolnienie IP: *.acn.waw.pl 05.10.03, 14:19
        Acha, on nie jest zazdrosny, bo dziewczyna jest zapatrzona w niego jak w Boga,
        nigdy nie miała chłopaka, nie ma i nigdy nie miała żadnego własnego życia
        towarzyskiego, tylko dom i rodzina. Ta kobieta raz w życiu i to z nim była 20
        minut w pubie, o dyskotekach czy klubach nie wspominając.Dodam, że jest to
        dziewczyna po studiach (zaocznych), oczytana, bystra, niewierząca. Moim zdaniem
        jest materiałem do badań przez psychiatrów.
        • tapati Re: Ubezwłasnowolnienie 05.10.03, 14:24
          Coś jest w tym co mówisz o psychiatrach...Kurcze...szcerze mówiąc takie
          zchowanie jak jej kojarzy mi się z jakimś zezwierzęceniem..
          • vika411 Triss...czy przypadkiem- 05.10.03, 14:30

            - nie jestes ubezwlasnowolniona przez wlasna zazdrosc?
            Czy chcialabys za jakis czas miec dorosle, bezwolne dtziecko na glowie?

            www1.gazeta.pl/forum/790620,30353,790602.html?f=10740
            • Gość: Triss Merigold Re: Triss...czy przypadkiem- IP: *.acn.waw.pl 05.10.03, 14:34
              Nie jestem zazdrosna, nie żartuj.Po prostu pierwszy raz w życiu i w gronie dość
              bliskich znajomych spotkałam się z przypadkiem tak totalnego zawładnięcia
              życiem drugiej osoby. Mamy po 30 lat i nie będziemy płakać bo kolega przestał z
              nami chodzić na piwo, najwyżej go wspominamy z sympatią i zażenowaniem
              niejakim. Czy on ją kocha? Twierdzi, że tak, ale ten argument pojawiał się na
              końcu, coś na kształ "i oczywiście jeszcze mi na niej zależy, przyzwyczaiłem
              się".
          • julla Re: Ubezwłasnowolnienie 05.10.03, 14:42
            To na pewno jest chore. Na dodatek niebezpieczne. Parę lat temu znałam taki
            przypadek ubezwłasnowolnienia dziewczyny przez chłopaka. To był chłopak z
            nieudanej rodziny, matka zmarła gdy był dzieckiem, ojciec ożenił się po raz
            drugi i macocha nie tolerowała tego dziecka, w końcu doprowadziła do tego, że
            oddano go cioci i ojciec wysyłał tylko forsę na jego utrzymanie...Chłopak
            zakochał się i omotał dokładnie tak właśnie swoją dziewczynę, zaprzyjaźnił się
            także z jej rodzicami, których zaczął również omotywać; ci rodzice w końcu
            zorientowali się, że sytuacja jest patologiczna i usiłowali się go pozbyć,
            dziewczyna też się zmęczyła nieustanną kontrolą i jego stałą obecnością.
            Odrzucony chłopak próbował w nocy podpalić ich dom, na szczęście nakopcił tylko
            w piwnicy i nikomu nic się stało. Trafił do psychiatryka, teraz usiłuje ułożyć
            sobie normalne życie, ale jest głęboko nieszczęśliwym człowiekiem. Tacy ludzie
            nie biorą się znikąd, zawsze mają jakies wielkie rany zadane przez rodziców.
            • Gość: Triss Merigold Re: Ubezwłasnowolnienie IP: *.acn.waw.pl 05.10.03, 14:54
              Dwa razy tę pannę widziałam (prowadziliśmy kursy i ona "odbierała" go po
              zajęciach) i moim zdaniem ma szaleństwo w oczach. Nie odpowiedziała nawet na
              moje "cześć, mam na imię...", chciałam być sympatyczna, a ona patrzyła jakbym
              kumplowi co najmniej laskę robiła na tych kursach. Mam własnego partnera, z
              kumplem nie spałam, po prostu go lubiłam. Jej rodzice: wykształcona rodzina,
              pełna, zamożna, matka niepracująca, siostra na studiach, nikt nie pije, nie
              pali, nie bije. Tę dziewczynę i siostrę wychowywano do służenia męzczyźnie i
              tworzenia w domu miłej, opiekuńczej atmosfery. Ona się potwornie boi, że kumpel
              ją kiedyś zostawi, bo wówczas rodzina na nią zrzuciłaby odpowiedzialność za
              rozpad związku, że "nie dosyć się starała".Znam tyle szczegółów bo kumpel był
              papla i dopóki mógł - opowiadał godzinami.Dla mnie to rówież niebezpieczne, mam
              wrażenie, że kiedyś jemu się znudzi ta całodobowa opieka i spróbuje się urwać a
              wtedy ona coś zobie albo jemu zrobi.
              • vika411 Re: Ubezwłasnowolnienie 05.10.03, 15:02
                Gość portalu: Triss Merigold napisał(a):

                > Dwa razy tę pannę widziałam (prowadziliśmy kursy i ona "odbierała" go po
                > zajęciach) i moim zdaniem ma szaleństwo w oczach. Nie odpowiedziała nawet na
                > moje "cześć, mam na imię...", chciałam być sympatyczna, a ona patrzyła jakbym
                > kumplowi co najmniej laskę robiła na tych kursach. Mam własnego partnera, z
                > kumplem nie spałam, po prostu go lubiłam. Jej rodzice: wykształcona rodzina,
                > pełna, zamożna, matka niepracująca, siostra na studiach, nikt nie pije, nie
                > pali, nie bije. Tę dziewczynę i siostrę wychowywano do służenia męzczyźnie i
                > tworzenia w domu miłej, opiekuńczej atmosfery. Ona się potwornie boi, że
                kumpel
                >
                > ją kiedyś zostawi, bo wówczas rodzina na nią zrzuciłaby odpowiedzialność za
                > rozpad związku, że "nie dosyć się starała".Znam tyle szczegółów bo kumpel był
                > papla i dopóki mógł - opowiadał godzinami.Dla mnie to rówież niebezpieczne,
                mam
                >
                > wrażenie, że kiedyś jemu się znudzi ta całodobowa opieka i spróbuje się urwać
                a
                >
                > wtedy ona coś zobie albo jemu zrobi.

                To sie w nomenklaturze psychologicznej nazywa: "Postawa psychoptyczna"
                Kochasz go ?
                To mozesz zaczac sie bac!
                Ja Ci nie wrog...chodz mozesz to tak odebrac...
                na Twoim miejscu trzymalabym sie od Twojego kumpla z daleka.
              • zalotnica Re: Ubezwłasnowolnienie 05.10.03, 15:04
                Gość portalu: Triss Merigold napisał(a):

                > Mam własnego partnera...

                ...a mozna wiedziec jak dlugo jestescie juz razem i czy
                planujecie slub...?
                • Gość: Triss Merigold Re: Ubezwłasnowolnienie IP: *.acn.waw.pl 05.10.03, 15:32
                  Jesteśmy razem dwa lata, mieszkamy razem, planujemy ślub na wiosnę. Źle się
                  wyraziłam, powinnam była napisać, że "według mnie" jej zachowanie jest
                  niebezpieczne a nie "dla mnie". Z ex - kumplem ostatnie sms-y wymieniliśmy
                  jakieś pół roku temu więc kontakt zupełnie się urwał. Problem interesuje mnie w
                  akspekcie psychologicznym a nie po to żeby odzyskać towarzysko kolegę.
                  • zalotnica Re: Ubezwłasnowolnienie 05.10.03, 16:10


                    Wydaje mi sie, ze troche wyolbrzymilas. Twojemu koledze taka
                    wlasnie zmiana w zyciu odpowiada, inaczej nie myslalby o slubie.
                    Widocznie zrozumial, ze w zyciu licza sie tez i inne
                    wartosci niz ciagle spedzanie czasu z kumplami przy barze...
                    Mam tylko nadzieje, ze kobiety nie wykorzystuje.
                    • Gość: Triss Merigold Re: Ubezwłasnowolnienie IP: *.acn.waw.pl 05.10.03, 16:19
                      Nie wyolbrzymiłam. Oczywiście, że liczą się inne wartości, nikt tego nie
                      neguje. Tylko, że jakoś ja ze swoim facetem, dwóch przyjaciół opisywanego
                      kumpla z żonami potrafimy pogodzić normalne życie rodzinne i jakąś aktywnością
                      towarzyską i naprawdę nikt nie przesiaduje przy barze. Kumpel tej dziewczyny
                      nie wykorzystuje, ona zrobiła z niego absolutnie bezwolną kukłę, bez prawa do
                      jakichkolwiek kontaktów zewnętrznych. Nawet do sklepiku w pracy przestał
                      chodzić bo pracuje w nim miła pani z którą czasem rozmawiał. Zrozum ja nie
                      jestem zazdrosna o to, że przestał się z nami spotykać (ostatecznie my też
                      widujemy się raz na parę tygodni) ale o to jak można do tego stopnia chcieć
                      kogoś usidlić i dlaczego kumpel do tego dopuścił.
                      • zalotnica Re: Ubezwłasnowolnienie 05.10.03, 16:34
                        Gość portalu: Triss Merigold napisał(a):

                        > Kumpel tej dziewczyny nie wykorzystuje, ona zrobiła z niego
                        > absolutnie bezwolną kukłę, bez prawa do jakichkolwiek
                        > kontaktów zewnętrznych.

                        Wydaje mi sie, ze to co on Wam opowiadal na poczatku wyolbrzymil
                        i to mocno. Sam z pewnoscia sie teraz tego wstydzi...i moze
                        tutaj wlasnie jest problem ? Moze to nie ONA, tylko ON nie chce
                        z Wami sie juz kontaktowac...?



                        > Nawet do sklepiku w pracy przestał chodzić bo pracuje w nim miła
                        > pani z którą czasem rozmawiał.

                        Nie masz z nim kontaktu od pol roku, wiec teraz to tylko
                        juz spekulujesz. Widocznie milsza jest mu teraz JEGO pani,
                        a chlopak jest dorosly i nikt mu nic nie zabroni. Sam widocznie
                        wie, co dla niego jest dobre. Jest zakochany, ona mu wystarcza
                        za wszystko i wszystkich, czy to zle...?
                        Moze kiedys zacznie sie dusic, a moze nie...
    • tapati Re: Ubezwłasnowolnienie 05.10.03, 15:41
      Wedłu mnie to troche taka tranzakcja wiązana. Ona daje mu wszytkiego czego on
      potrzebuje dzięki czemu chce sobie zapewnić jego wierność i miłość. yć może
      zdaje sobei ona sprawę z tego, że on któregoś dnia może sie przez jej
      nadopiekuńczosci przesadną kontrolę "duszno" w takim związku i przez ten
      strach, paradokslanie jeszcze bardziej go kontroluje, aby mieć ma wszytsko
      oko. Jego bład polega na tym, że od początku nie chiał od niej więcej
      wolności. Jeśli dałby jej do zrozumienia,że tylko po przez zaufanie, a nei
      ograniczanie, on bedzie chiał być z nią to może ona by sie tego nauczyła. On
      poszedł na łatwiznę, która była dla niego wygodna i sam poniesie kiedyś za to
      konsekwencje. A tej kobiety mi wcale nie żal i głosy, które mówią, że on ją
      wykorzystuje,a ona ma na głwoei bezwolne dziecko są śmieszne troche, bo ona
      sam tego chciała.
      • zalotnica Re: Ubezwłasnowolnienie 05.10.03, 16:16
        tapati napisała:

        >On poszedł na łatwiznę, która była dla niego wygodna i sam poniesie
        >kiedyś za to konsekwencje.

        O jakich konsekwencjach Ty mowisz...? Czy to zle, ze chlopak
        spedza czas z dziewczyna a nie z kumplami ? Gdyby mnie jego
        barowe towarzystwo nie odpowiadalo, poprosilabym o to samo.
        • Gość: Triss Merigold Re: Ubezwłasnowolnienie IP: *.acn.waw.pl 05.10.03, 16:28
          Zalotnico nie zrozumiałaś. Nie chodzi o barowe towarzystwo bo takim nie
          byliśmy. Z barowych kolegów należy jak najbardziej zrezygnować wiążąc się z
          kimś na poważnie. Chodzi o to, że nawet nasze próby (trzech par) zorganizowania
          spotkań w domu, przy kawie, zaproszenie na wspólnego Sylwestra, na wyjazd na
          działkę spotykały się z bezwzględnym, histerycznym sprzeciwem tej dziewczyny.
          Nikt nie chciał go "zabierać" czy "odciągać" od niej, więcej, na początku
          cieszyliśmy się, że w końcu facet sobie życie ułoży. Nikt nie sądził, że ona
          jest psychopatką.
        • tapati Re: Ubezwłasnowolnienie 05.10.03, 16:29
          Widzę, że wpadasz ze skrajności w skrajność. Przecież tu nie chodzi o jakieś
          spotkania z kumplami, uchlewanie się itd, tylko o zwykłe spotkania kolegów,
          przyjaciól itd. Mi spotkania ze znajomymi nie kojarzą sie z niczym złym, tylko
          z rozmowami, wspólną zabawą, radoscia..Ona chce go tego pozbawić, bo sama nei
          umie być tego częscią.. Nie widzisz, ze ona nad nim w 100% przez swoją chorą
          zazdrość, a nie przez zamartwianie sie o to czy nei wpadnie w alkoholizm pzrez
          zlych kolegów.
          • Gość: Triss Merigold Re: Ubezwłasnowolnienie IP: *.acn.waw.pl 05.10.03, 16:46
            Tapati to jest zazdrość nie tylko o znajomych. Nas nawet nie chciała poznać a
            jesteśmy ludźmi po studiach, razem chodziliśmy do liceum, potrafimy spędzać
            czas w naprawdę rozmaity sposób, bez zalewania się w trupa, bez chamskich
            dowcipów. To jest zazdrość o wszystkich i wszystko, o jakikolwiek kontakt ze
            światem zewnętrznym. Wspomniałam o sytuacji kiedy wyszli z restauracji bo
            zdaniem panny "misiu ta pani tak się na ciebie patrzy", jak odpowiedział młodej
            sąsiadce na klatce "dzień dobry" w obecności swojej dziewczyny to miał histerię
            przez dwa dni. Pracują razem więc przerwy i lunche też spędza z nią i wyłącznie
            z nią. Według mnie dziewczyna jest histeryczną psychopatką
            • tapati Re: Ubezwłasnowolnienie 05.10.03, 16:50
              Wiem, rozumiem o co Tobie chodzi. Ja odpowiadałam tylko Zalotnicy na
              konktretną sprawę. rozumiem,ze to zazdrosć o wszytsko i zgadzam się z Toba, że
              to ma jakies psychpoatyczne zabarwienie..Paranoja jak sto piorunów. Mi się
              wydaje, że takie sprawy wynikają z jakiejś niskiej samooceny a moze braku
              pewnośi siebie..
            • zalotnica Re: Ubezwłasnowolnienie 05.10.03, 16:53
              Gość portalu: Triss Merigold napisał(a):

              > i z restauracji bo
              > zdaniem panny "misiu ta pani tak się na ciebie patrzy", jak odpowiedział
              >młodej sąsiadce na klatce "dzień dobry" w obecności swojej dziewczyny to miał
              >histerię przez dwa dni. Pracują razem więc przerwy i lunche też spędza
              >z nią i wyłącznie z nią. Według mnie dziewczyna jest histeryczną psychopatką

              Dobrze, ona jest histeryczka...a co w takim razie teraz o nim myslisz...?
              Jak chcesz wiedziec wiecej, zjedzcie wspolny lunche, przeciez znasz go dluzej
              i napisz jutro jak bylo, bo zaczyna byc interesujaco...
              • Gość: Triss Merigold Re: Ubezwłasnowolnienie IP: *.acn.waw.pl 05.10.03, 17:50
                Z przyjemnością zjadłabym z tym kumplem wspólny lunch ale przestaliśmy się do
                niego odzywać po tym jak na ślub swojego przyjaciela od czasów licealnych nie
                wysłał nawet życzeń mimo iż znał termin, miał zaproszenie, miał nawet być
                świadkiem. Jasne, że skupiam się na ocenie JEGO, napisałam to w pierwszym
                poście. Dziewczyn pewnie zawsze tak miała i zachowywałaby się podobnie przy
                innym mężczyźnie. Moim zdaniem z jego strony to wygodnictwo połączone z ulgą,
                że wreszcie nie musi podejmować żadnych decyzji (poza takimi: wolę makaron od
                ryżu). Inna kobieta zmuszałaby go do jakichś starań, aktywności, zabiegów,
                miałaby własny świat a w tym układzie jest SŁOŃCEM wokół którego wszystko się
                kręci.
                • zalotnica Re: Ubezwłasnowolnienie 05.10.03, 17:54
                  Gość portalu: Triss Merigold napisał(a):

                  > ...ale przestaliśmy się do
                  > niego odzywać po tym jak na ślub swojego przyjaciela od czasów licealnych nie
                  > wysłał nawet życzeń mimo iż znał termin, miał zaproszenie, miał nawet być
                  > świadkiem. Jasne, że skupiam się na ocenie JEGO, napisałam to w pierwszym
                  > poście.

                  To chyba nie ma co zalowac takiego kumpla...co...?
                  pozdrawiam
                  • Gość: Triss Merigold Re: Ubezwłasnowolnienie IP: *.acn.waw.pl 05.10.03, 20:19
                    Żałować już przestaliśmy natomiast jego metamorfoza dziwi nas dotąd.
          • zalotnica Re: Ubezwłasnowolnienie 05.10.03, 17:06
            tapati napisała:

            > Przecież tu nie chodzi o jakieś
            > spotkania z kumplami, uchlewanie się itd, tylko o zwykłe spotkania kolegów,
            > przyjaciól itd. ...
            > Nie widzisz, ze ona nad nim w 100% przez swoją chorą zazdrość...

            w takim razie , trzeba sie raczej skupic na ocenie JEGO,
            bo to On sie zmienil, ona zawsze byla taka. Dlaczego zostawil
            swoich "przyjaciol"...? Jest dorosly, robi co chce, czy Ty
            zrezygnowalabys z wartosciowych przyjaciol dla swojego partnera...?
            Normalny czlowiek tego nie robi.
        • Gość: cinka Re: Ubezwłasnowolnienie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.03, 16:32
          niestety niektorzy myla milosc z posiadaniem :/

          nie chcialabym ze swojego faceta zrobic pantoflarza. ani narazic go na
          obsmiewanie przez kumpli ze na nic mu nie pozwalam. swoja droga tez lubie ich
          towarzystwo, wypic piwo pod wiaduktem, poopowiadac oblesne dowcipy ;)

          ale czasami trzeba poudawac zazdrosna zonke, oni sie smieja, ja nie mam nic
          przeciwko - takie odwieczne zarty damsko meskie ;)
          • zalotnica Re: Ubezwłasnowolnienie 05.10.03, 16:38
            Gość portalu: cinka napisał(a):


            > swoja droga tez lubie ich towarzystwo, wypic piwo pod wiaduktem,
            > poopowiadac oblesne dowcipy ;)

            tutaj to sobie chyba juz zartujesz...?
            • Gość: cinka Re: Ubezwłasnowolnienie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.03, 17:05
              nie, serio. mialam skrzywione dziecinstwo, caly czas z chlopakami ;)

              chociaz uwielbiam tez latac po sklepach, kosmetyki, ubrania, babskie ploty -
              ostatnio brak mi jakiejs przyjaciolki :/ - a takze robotki reczne :) no i
              gotowac - umiem i bardzo lubie. smieja sie ze mnie jak w kuchni przy gotowaniu
              czytam chip'a. w zasadzie zajmuje sie wszystkim co wydaje mi sie
              interesujace :)
              • zalotnica Re: Ubezwłasnowolnienie 05.10.03, 17:11
                Gość portalu: cinka napisał(a):

                > nie, serio. mialam skrzywione dziecinstwo, caly czas z chlopakami ;)

                No i widzisz sama, dziewczynie nie odpowiada towarzystwo spod
                wiaduktu...czy wszystkim musi odpowiadac spedzanie czasu
                z butelka w reku...?
                • Gość: cinka Re: Ubezwłasnowolnienie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.03, 17:25
                  wczoraj faktycznie pilismy piwo pod wiaduktem, aczkolwiek nie jestesmy
                  menelami :) to przez zakaz picia alkoholu w miejscu publicznym :o) i pub free
                  BLUES club do ktorego poszlismy a okazalo sie ze jest koncert HIPHOPOWY!!!
                  wyobrazacie to sobie? tak pojebany moze byc tylko szczecin...

                  to nie jest tak ze moj facet jest swiety a jego wszyscy koledzy sa zli,
                  odrywaja ode mnie i wyciagaja go do pubu, wciagaja w alkoholizm... to sa tacy
                  sami faceci jak on, tez maja jakas wrazliwosc, cierpia z powodu kobiet, marza
                  o tym zeby tez sobie ulozyc zycie z kims kto ich przytuli - tylko nikt sie
                  glosno nie przyznaje, nie opowiada o tym w towarzystwie jak kobiety.

                  a poza tym, chyba minely juz czasy co dziewczynie wypada a co nie ;)
                  • Gość: cinka Re: Ubezwłasnowolnienie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.03, 17:27
                    acha, i to byla taka dygresja, bo wlasciwym sensem mojej wypowiedzi bylo ze
                    nie chcialabym miec pantoflarza...
                    • zalotnica Re: tylko do Cinki.... 05.10.03, 17:42
                      Gość portalu: cinka napisał(a):

                      > acha, i to byla taka dygresja, bo wlasciwym sensem mojej wypowiedzi bylo ze
                      > nie chcialabym miec pantoflarza...

                      Zrozum , ze trzymanie faceta z daleka od kolezkow i buteleczki
                      to wcale nie jest "pantoflarstwo"...To moze byc nawet bardzo ciekawe,
                      sprobuj...

                  • zalotnica Re: Ubezwłasnowolnienie 05.10.03, 17:39
                    Gość portalu: cinka napisał(a):

                    > wczoraj faktycznie pilismy piwo pod wiaduktem, aczkolwiek nie jestesmy
                    > menelami :) to przez zakaz picia alkoholu w miejscu publicznym :o) i pub free
                    > BLUES club do ktorego poszlismy a okazalo sie ze jest koncert HIPHOPOWY!!!
                    > wyobrazacie to sobie? tak pojebany moze byc tylko szczecin...

                    ...no nie...zaskakujesz mnie coraz bardziej...


                    > to nie jest tak ze moj facet jest swiety a jego wszyscy koledzy sa zli,
                    > odrywaja ode mnie i wyciagaja go do pubu, wciagaja w alkoholizm...

                    Nie , nie jest swiety...ale po co Ci tacy koledzy...? czy nie jest
                    juz czas zerwac z takim towarzystwem...?



                    > a poza tym, chyba minely juz czasy co dziewczynie wypada a co nie ;)

                    to moze Tobie sie tak tylko wydaje...i widze, ze rodzice zostawili
                    Cie samej sobie...
                    • Gość: Triss Merigold Re: Ubezwłasnowolnienie IP: *.acn.waw.pl 05.10.03, 17:54
                      Tutaj się zgodzę z Zalotnicą. Kolegów wyłącznie od chlania należy tępić i nie
                      ma to nic wspólnego z pantoflarstewm. Wolność, autonomia i prawo do prywatności
                      w związku to nie prawo do rytualnego upijania się raz czy więcej w tygodniu.
                      Picie pod wiaduktem, co kto lubi. Ja mam tak, że pewne kręgi towarzyskie mi
                      przeszkadzają.
                      • Gość: cinka Re: Ubezwłasnowolnienie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.03, 20:12
                        przeczytalam wszystko dokladnie i nie widze zebym gdzies twierdzila ze ci
                        kumple sa tylko od chlania... ani on ani ja nie mamy takich kumpli. sa z
                        pracy, z uczelni, z zainteresowan [np hokej]. niektorzy maja swoje dziewczyny
                        i przykro patrzec jak przez telefon oklamuja je ze wlasnie sa w pracy itp
                        itd..

                        fakt ze jak gdzies idziemy ekipa to zawsze chociaz piwko wypijemy no i po
                        teatrach i operach sie nie szlajamy raczej ;) chociaz odkad go znam nigdy nie
                        byl pijany, zawsze jest to kulturalnie [nawet pod wiaduktem ;] kilka piwek.

                        paru z tych kumpli znalam wczesniej niz mojego faceta, w zasadzie to przez
                        nich sie poznalismy. lubie tych ludzi, dobrze sie czuje w ich towarzystwie.

                        nie wiem zreszta co mialby robic gdybym mu na to nie pozwalala? siedziec przed
                        telewizorem?

                        nie chcialabym mu zabraniac bo nie chce zeby byl zmuszony mnie oklamywac.
                        kiedy mam ochote siedziec w domu i kiedy mu mowie ze chce zeby ze mna zostal
                        zawsze zostaje. ale czasami puszczam go samego jak teraz i przynajmniej zrobie
                        sobie piling i maseczke w spokoju :) wiem ze nie przegnie i nie wroci nad
                        ranem n**ny jak samolot.
    • Gość: Alicja Re: Ubezwłasnowolnienie IP: *.189-200-80.adsl.skynet.be 05.10.03, 16:23
      Wiesz,czasami faceci bywaja po prostu wygodni!
      To brzmi bardzo "niefajnie"i jest dla nas kobiet absolutnie niezrozumiale,ale
      spotkalam juz wielu facetow,ktorzy przeszli taka odmiane.I co najdziwniejsze
      nie skarza sie ,a nawet o zgrozo przyznaja,ze jest im tak dobrze.
      Bo jakby sie nad tym dobrze zastanowic to taki uklad jest naprawde szalenie
      wygodny.Ona o wszystkim decyduje,gdzie,kiedy,z kim,o ktorej,za ile.Problem z
      glowy.Ciezar prowadzenia "gospodarstwa domowego"z glowy.
      Smutne to ale tak naprawde bywa...
      Pozdrawiam Cie-Specjalistko od pieskow-dzieki za rady!
    • Gość: vagabond D.... przyslonila juz Swiat nie jednemu facetowi.. IP: *.75.65.121.Dial1.Weehawken.Level3.net 06.10.03, 06:38
      d u p a ma power ;)
      • Gość: RUDY Re: D.... przyslonila juz Swiat nie jednemu facet IP: *.tnt38.ewr3.da.uu.net 07.10.03, 01:53
        tyz prowda
    • pajdeczka No i w czym problem? 07.10.03, 09:40
      Historia taka, jak moja. Facet nieraz nie wie, co jest dla niego dobre i ona mu
      pokazała , jak żyć. Jeśli myślą poważnie o przyszłości to lepiej, żeby teraz
      się dotarli niż po ślubie. Albo on zaakeptuej to, albo nie i się rozstaną. Znam
      też taką parę. On wolny ptak. Miał 30parę kiedy wreszcie spotkał kobietę
      swojego życia. Zmienił się o 180 stopni i znajomi mają do niego żal. Ale on
      jest szczęśliwym ojcem i małżonkiem. Wyszalał się będąc kawalerem i o to
      chodzi.
      A facet z historyjki Triss dobrze rob, że nie ulega znajomym. Ostatecznie nie z
      nimi będzie żył przez następne kilkadziesiąt lat. Świadczy to nie o uległości i
      braku charakteru, ale wręcz przeciwnie.
      • Gość: ania Re: No i w czym problem? IP: *.chello.pl 07.10.03, 10:49
        A facet z historyjki Triss dobrze rob, że nie ulega znajomym. Ostatecznie nie z
        >
        > nimi będzie żył przez następne kilkadziesiąt lat. Świadczy to nie o uległości
        i
        >
        > braku charakteru, ale wręcz przeciwnie.

        Zgadzam sie z pajda. Moj chlopak, zanim zaczal ze mna chodzic, to koledzy byli
        na pierwszym miejscu. Nie dziwie sie, byl wczesniej w dosc trudnym zwiazku i
        nie chcial miec dziewczyny na stale. Jednak kiedy poznal mnie, zmienil sie
        diametralnie i nie bede ukrywac, ze ja mu w tym pomoglam. On ma kupe kumpli i
        kupelek, od imprez, picia itp. Ja kiedys nie stronilam od kolezanek, ale im
        bardziej sie na nich zawiodlam, to stwierdzilam, ze nie ma sie po co meczyc. I
        jest mi bardzo dobrze.
        Moj chlopak mial "przyjaciela", ktorego uwazal za guru i w ogole, najlepiej
        wybudujmy mu kapliczke. Tylko, ze ten facet nie dosc, ze go jawnie oszukal, to
        jeszcze wyludzil od niego ponad dwa tysiace zlotych(po wielu perturbacjach
        oddal), a jak moj chlopak poznal mnie, to oczywiscie jak mogl to go odciagal
        ode mnie.
        Ja nie bylam zaslepiona i wylozylam kawe na lawe, moza powiedziec otworzylam mu
        oczy. Moj chlopak wiele zrozumial i bardzo sie zmienil. Teraz kiedy jestesmy
        juz ze soba dwa lata, to widze co jest najwazniejsze dla mojego chlopaka. JA! I
        widze jak swietnie sie z tym czuje. Od przyjaciol nie stronimy, nadal jestesmy
        wszedzie mile widziani, nawet mozna powiedziec wyczekiwani. I co zauwazam
        ostatnio, to mojemu chlopakowi nie chce sie nigdzie wychodzic. Czyli odnalazl
        sie w moim swiecie:)! Dodam, ze nie mieszkamy razem, nie jestesmy ze soba non
        stop, ale widujemy sie codziennie, bo inaczej zle sie czujemy.

        • pajdeczka I o to Aniu chodzi:)))) 07.10.03, 10:55
          Gość portalu: ania napisał(a):

          > A facet z historyjki Triss dobrze rob, że nie ulega znajomym. Ostatecznie
          nie
          > z
          > >
          > > nimi będzie żył przez następne kilkadziesiąt lat. Świadczy to nie o uległo
          > ści
          > i
          > >
          > > braku charakteru, ale wręcz przeciwnie.
          >
          > Zgadzam sie z pajda. Moj chlopak, zanim zaczal ze mna chodzic, to koledzy
          byli
          > na pierwszym miejscu. Nie dziwie sie, byl wczesniej w dosc trudnym zwiazku i
          > nie chcial miec dziewczyny na stale. Jednak kiedy poznal mnie, zmienil sie
          > diametralnie i nie bede ukrywac, ze ja mu w tym pomoglam. On ma kupe kumpli i
          > kupelek, od imprez, picia itp. Ja kiedys nie stronilam od kolezanek, ale im
          > bardziej sie na nich zawiodlam, to stwierdzilam, ze nie ma sie po co meczyc.
          I
          > jest mi bardzo dobrze.
          > Moj chlopak mial "przyjaciela", ktorego uwazal za guru i w ogole, najlepiej
          > wybudujmy mu kapliczke. Tylko, ze ten facet nie dosc, ze go jawnie oszukal,
          to
          > jeszcze wyludzil od niego ponad dwa tysiace zlotych(po wielu perturbacjach
          > oddal), a jak moj chlopak poznal mnie, to oczywiscie jak mogl to go odciagal
          > ode mnie.
          > Ja nie bylam zaslepiona i wylozylam kawe na lawe, moza powiedziec otworzylam
          mu
          >
          > oczy. Moj chlopak wiele zrozumial i bardzo sie zmienil. Teraz kiedy jestesmy
          > juz ze soba dwa lata, to widze co jest najwazniejsze dla mojego chlopaka. JA!
          I
          >
          > widze jak swietnie sie z tym czuje. Od przyjaciol nie stronimy, nadal
          jestesmy
          > wszedzie mile widziani, nawet mozna powiedziec wyczekiwani. I co zauwazam
          > ostatnio, to mojemu chlopakowi nie chce sie nigdzie wychodzic. Czyli odnalazl
          > sie w moim swiecie:)! Dodam, ze nie mieszkamy razem, nie jestesmy ze soba non
          > stop, ale widujemy sie codziennie, bo inaczej zle sie czujemy.
          >
      • Gość: Triss Merigold Re: No i w czym problem? IP: *.noname.net.icm.edu.pl 07.10.03, 11:14
        Rany boskie nie chodzi o uleganie znajomym tylko o kompletne odizolowanie
        człowieka od świata zewnętrzego przez psychopatycznie zazdrosną o wszystko (o
        sąsiadkę, panią ze sklepu, zamężne koleżanki, obcą kobietę w restauracji)
        dziewczynę, która owych znajomych nie zna, poznać nie chce i nie pozwala na
        minimum prywatności dorosłemu człowiekowi. Zgodziłabyś się na rezygnację ze
        wszystkich znajomych, koleżanek, wyjść na kawę, pogaduszek kumpelskich w domu z
        dziewczynami, na zakaz telefonów, tylko dlatego, że Twój by sobie tego życzył?
        Normalny człowiek by się udusił. Naprawdę istnienie innych niż partner ludzi w
        życiu dorosłego człowieka nie oznacza od razu chlania, zdrad, buntowania
        przeciwko partnerce itp.
        • pajdeczka Re: No i w czym problem? 07.10.03, 11:29
          Gość portalu: Triss Merigold napisał(a):

          > Rany boskie nie chodzi o uleganie znajomym tylko o kompletne odizolowanie
          > człowieka od świata zewnętrzego przez psychopatycznie zazdrosną o wszystko (o
          > sąsiadkę, panią ze sklepu, zamężne koleżanki, obcą kobietę w restauracji)
          > dziewczynę, która owych znajomych nie zna, poznać nie chce i nie pozwala na
          > minimum prywatności dorosłemu człowiekowi. Zgodziłabyś się na rezygnację ze
          > wszystkich znajomych, koleżanek, wyjść na kawę, pogaduszek kumpelskich w domu
          z
          >
          > dziewczynami, na zakaz telefonów, tylko dlatego, że Twój by sobie tego
          życzył?
          > Normalny człowiek by się udusił. Naprawdę istnienie innych niż partner ludzi
          w > życiu dorosłego człowieka nie oznacza od razu chlania, zdrad, buntowania
          > przeciwko partnerce itp.


          Z tego , co widzę, Ty masz większy problem niż opisywany przez ciebie kumpel.
          Daj se spokój, co? Jeśli jemu tak dobrze to zostaw go w spokoju. Mojego męża
          też próbowali na początku naszego małżeństwa odciągać jego serdeczni kumple od
          kieliszka i zabaw, którzy pozostawali dalej kawalerami. Ile mnie to zdrowia
          kosztowało tylko ja jedna wiem. Zrezygnowałam ze spotkań z koleżankami po to,
          aby on nie miał pretekstu do wyjść. Nie prowadzimy obecnie żadnego życia
          towarzyskiego, ale uwierz, można z tym żyć. Ważne jest, aby obie strony ten
          stan akceptowały. Wiesz co mi niedawno powiedział mąż po 14 latach małżeństwa i
          ucieczek z domu chociaż na chwilę do kumpli? Że dopiero teraz, kiedy wyjeżdża
          co tydzień na 3 dni w delegacje docenia dom i rodzinę. I dostałam za to piękną,
          bordową różę.
          • Gość: ania Re: No i w czym problem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 18:17
            pajdeczka napisała:
            >Zrezygnowałam ze spotkań z koleżankami po to,
            > aby on nie miał pretekstu do wyjść. Nie prowadzimy obecnie żadnego życia
            > towarzyskiego, ale uwierz, można z tym żyć

            My tez w pewnym sensie zrezynowalismy z zycia towarzyskiego na wlasne zyczenie.
            Naprawde sie w tym odnajdujemy. Moj chlopak mowi mi, ze ktos nas zapraszal,
            zebysmy wreszcie do nich wpadli, a ja na to, ze trzeba sie wybrac. Wtedy on,
            ptarzy sie na mnie podejrzliwie i mowi, ze wcale nie pojdziemy, bo mu sie nie
            chce. A to sa JEGO, nie moi znajomi. Nie boje sie, ze kiedys znajomych mi moze
            zabraknac.
            A co do dziewczyn, to nie jestem o niego zazdrosna, a on niestety o mnie tak. I
            to ja musze sie spowiadac, z kim bylam, gdzie wyszlam, co robilam. Tylko, ze
            mnie to naprawde nie przeszkadza, bo nie robie nic zdroznego:)!













Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka